Published on Księgi Urantii | Fundacja Urantii (https://www.urantia.org)

STRONA GŁÓWNA > CZĘŚĆ III, Historia Urantii

CZĘŚĆ III, Historia Urantii

Księga Urantii

CZĘŚĆ III

Historia Urantii

Przekazy te były przygotowane pod nadzorem korpusu osobowości z wszechświata lokalnego, działających z upoważnienia Gabriela z Salvingtonu.

Przekaz 57, Pochodzenie Urantii

Księga Urantii

Przekaz 57

Pochodzenie Urantii

57:0.1 (651.1) GDY PREZENTUJEMY fragmenty z archiwów jerusemskich dotyczące zapisów o Urantii, nawiązujące do okoliczności poprzedzających jej powstanie oraz do jej wczesnej historii, liczymy czas zgodnie z naszymi instrukcjami, w jednostkach używanych współcześnie – według obecnego kalendarza z rokiem przestępnym, gdzie na rok przypada średnio 365¼ dnia. Chociaż zapisane są dokładne daty, z reguły nie będziemy ich podawać. Będziemy zaokrąglać do najbliższej, pełnej liczby, co jest lepszym sposobem prezentowania tych historycznych faktów.

57:0.2 (651.2) Kiedy nawiązujemy do jakiegoś wydarzenia, określając, że zaszło milion czy dwa miliony lat temu, chcemy umiejscowić to zdarzenie taką właśnie ilość lat wstecz, od wczesnych dekad dwudziestego wieku ery chrześcijańskiej. Dlatego będziemy obrazować te odległe w czasie wydarzenia jako występujące w równych odstępach tysięcy, milionów i miliardów lat.

1. Mgławica Andronover

57:1.1 (651.3) Urantia pochodzi od waszego Słońca a wasze Słońce jest jednym z różnorodnych potomków mgławicy Andronover, zorganizowanej kiedyś jako część składowa mocy fizycznej i substancji materialnej wszechświata lokalnego Nebadonu. Ta wspaniała mgławica powstała dawno temu, w superwszechświecie Orvonton, z wszechświatowego obciążenia-siły przestrzeni.

57:1.2 (651.4) W tym czasie, kiedy zaczyna się ta opowieść, Pierwotni Nadrzędni Organizatorzy Siły z Raju dawno już sprawowali pełną kontrolę nad tymi energiami kosmicznymi, które później utworzyły mgławicę Andronover.

57:1.3 (651.5) 987.000.000.000 lat temu, pomocniczy organizator siły, pełniący wtedy obowiązki inspektora numer 811.307 w grupie Orvontonu, po wylocie z Uversy zameldował Pradawnym Czasu, że warunki przestrzenne są korzystne dla zapoczątkowania fenomenu materializacji w pewnym sektorze, wschodniego wówczas segmentu Orvontonu.

57:1.4 (651.6) 900.000.000.000 lat temu archiwa Uversy potwierdzają, że odnotowano zezwolenie, wydane dla rządu superwszechświata przez Radę Równowagi z Uversy, upoważniające do wysłania organizatora siły, wraz z personelem, w rejon wcześniej wyznaczony przez inspektora o numerze 811.307. Władze Orvontonu upoważniły pierwszego odkrywcę tego, potencjalnego wszechświata, do wykonania zarządzenia Pradawnych Czasu, nakazującego sformowanie nowej kreacji materialnej.

57:1.5 (652.1) Zapis mówiący o tym zezwoleniu nadmienia, że organizator mocy już wcześniej wyleciał z Uversy wraz personelem w długą podróż do wschodniego sektora przestrzeni, gdzie wkrótce rozpoczęto żmudne działania, w wyniku których pojawiła się nowa kreacja materialna w Orvontonie.

57:1.6 (652.2) 875.000.000.000 lat temu olbrzymia mgławica Andronover, numer 876.926, została odpowiednio zapoczątkowana. Do zapoczątkowania tego zawirowania energii, które się w końcu rozwinęło w rozległy cyklon przestrzenny, potrzeba było tylko obecności organizatora siły i związanego z nim personelu. Po zapoczątkowaniu takich obrotów mgławicowych, żywi organizatorzy siły po prostu odlecieli, prostopadle do płaszczyzny obrotowej dysku, a później właściwości nieodłączne energii zapewniły stopniową i uporządkowaną ewolucję tego, nowego układu materialnego.

57:1.7 (652.3) Mniej więcej w tym czasie zaczyna się opowieść o funkcjonowaniu osobowości superwszechświatowych. W rzeczywistości historia ta rozpoczyna się właściwie w tym właśnie momencie – mniej więcej wtedy, gdy rajscy organizatorzy siły przygotowują się do powrotu, dostosowawszy warunki energii-przestrzeni do działalności dyspozytorów mocy i kontrolerów fizycznych superwszechświata Orvontonu.

2. Pierwsze stadium mgławicowe

57:2.1 (652.4) Wszystkie ewolucyjne kreacje materialne powstają z okrągłych, gazowych mgławic i we wczesnym okresie swego gazowego istnienia wszystkie takie powstające mgławice są okrągłe. W miarę starzenia, stają się one zazwyczaj spiralne, a kiedy kończy się formowanie słońc, przekształcają się w gromady gwiazd albo w ogromne słońca, otoczone zróżnicowaną liczbą planet, satelitów i mniejszych grup materii, pod wieloma względami przypominającymi wasz własny, mały Układ Słoneczny.

57:2.2 (652.5) 800.000.000.000 lat temu kreacja Andronover była dobrze ustabilizowana jako jedna ze wspaniałych podstawowych mgławic Orvontonu. Astronomowie z pobliskich wszechświatów, którzy obserwowali to kosmiczne zjawisko, nie widzieli niczego specjalnego, co mogłoby przykuć ich uwagę. Obliczenia grawitacji, prowadzone w sąsiednich kreacjach, wykazywały, że materializacje przestrzenne miały miejsce w rejonach Andronover. Ale nic ponadto nie wiedziano.

57:2.3 (652.6) 700.000.000.000 lat temu system Andronover nabrał gigantycznych rozmiarów i dodatkowi kontrolerzy fizyczni zostali wysłani do dziewięciu otaczających go kreacji materialnych, aby je wesprzeć i zapewnić ich współdziałanie z centrami mocy tego, nowego układu materialnego, który tak gwałtownie się rozwijał. W tych odległych czasach, cały materiał przekazany do kolejnych aktów stworzenia utrzymywał się w granicach ogromnego koła w przestrzeni, które nie przestawało wirować a po osiągnięciu maksymalnej średnicy, wirowało coraz szybciej, zagęszczając się jednocześnie i kurcząc.

57:2.4 (652.7) 600.000.000.000 lat temu Andronover weszła w okres najwyższej aktywizacji energii; mgławica nabrała swej maksymalnej masy. Była ona wtedy gigantyczną, okrągłą chmurą gazową, zbliżoną w kształcie do spłaszczonej sferoidy. Był to wczesny okres formowania się różnorodnych mas i zmiennej prędkości obrotowej. Grawitacja i inne wpływy miały wkrótce zacząć pracować nad przemianą gazów kosmicznych w zorganizowaną materię.

3. Drugie stadium mgławicowe

57:3.1 (653.1) Ta ogromna mgławica zaczęła teraz stopniowo nabierać formy spiralnej i stawała się dobrze widoczna dla astronomów, nawet w odległych wszechświatach. Taka jest zazwyczaj historia większości mgławic; zanim zaczną one wyrzucać słońca i tworzyć wszechświat, kosmiczne mgławice w stadium drugim są zwykle zauważalne jako zjawisko spiralne.

57:3.2 (653.2) W tamtej, odległej epoce, pobliscy obserwatorzy gwiezdni, spostrzegając przeobrażenie mgławicy Andronover, widzieli dokładnie to, co widzą astronomowie dwudziestego wieku, kiedy penetrują swymi teleskopami przestrzeń, w poszukiwaniu współczesnych mgławic spiralnych w sąsiadującej przestrzeni zewnętrznej.

57:3.3 (653.3) Mniej więcej w czasie osiągnięcia maksymalnej masy, grawitacyjna kontrola zawartości gazowych zaczęła słabnąć i nastąpiło stadium ucieczki gazu, który wybiegał w formie dwóch oddzielnych, gigantycznych ramion, zaczynających się po przeciwległych stronach macierzystej masy. Szybki ruch obrotowy ogromnego, centralnego jądra, wkrótce nadał tym dwóm uciekającym strumieniom gazu wygląd spiralny. Proces stygnięcia a potem zagęszczania części tych wystających ramion, nadał im w końcu kształt węzłowaty. Gęstsze ich części stanowiły rozległe systemy i podsystemy materii fizycznej, wirujące w przestrzeni pośród gazowych obłoków mgławicy, utrzymywane jednak bezpiecznie w granicach grawitacyjnego uchwytu macierzystego okręgu.

57:3.4 (653.4) Mgławica zaczęła się jednak kurczyć, a zwiększenie tempa jej obrotów spowodowało dalsze osłabienie kontroli grawitacyjnej; wkrótce najdalsze, zewnętrzne strefy gazowe zaczęły się po prostu wymykać spod bezpośredniego wpływu jądra mgławicy, wybiegając w przestrzeń po orbitach o nieregularnym kształcie a potem wracając w rejon jądra, aby dopełnić orbity w powtarzającym się cyklu. Był to jednak tylko przejściowy etap rozwoju mgławicy. Coraz większe tempo obrotów wyrzuciło wkrótce w przestrzeń ogromne słońca na niezależne orbity.

57:3.5 (653.5) To się właśnie działo w mgławicy Andronover wiele epok temu. Krąg energii powiększał się coraz bardziej, aż osiągnął apogeum swej ekspansji, po czym, gdy zaczęło się kurczenie, wirował coraz szybciej, osiągając w końcu poziom krytyczny sił odśrodkowych, co zapoczątkowało proces wielkiego rozpadu.

57:3.6 (653.6) 500.000.000.000 lat temu w mgławicy Andronover narodziło się pierwsze słońce. Płonąca smuga wyrwała się z uchwytu macierzystej grawitacji i wybiegła w przestrzeń, na samodzielną przygodę w tworzącym się kosmosie. Jej orbitę określał tor ucieczki. Takie młode słońca szybko nabierają kształtu kulistego i zaczynają swój długi, pełen wydarzeń byt w kosmosie, jako gwiazdy. Za wyjątkiem ostatnich jąder mgławicowych, znaczna większość słońc Orvontonu miała analogiczne pochodzenie. Takie uciekające słońca przechodzą różne stadia ewolucji a potem funkcjonowania we wszechświecie.

57:3.7 (653.7) 400.000.000.000 lat temu, w mgławicy Andronover zaczął się okres wychwytywania. W rezultacie stopniowego powiększania się i dalszego zagęszczania macierzystego jądra, zostało przechwycone wiele pobliskich, mniejszych słońc. Wkrótce zaczęło się końcowe stadium kondensacji mgławicowej, ten okres, który zawsze poprzedza ostateczny podział takich ogromnych, kosmicznych skupisk energii i materii.

57:3.8 (654.1) Zaledwie milion lat upłynęło od tej epoki, kiedy Michał z Nebadonu, Syn Stwórca z Raju, wybrał tę właśnie, rozpadającą się mgławicę, na miejsce swej przygody – na tworzenie wszechświata. Prawie natychmiast zabrano się do tworzenia światów zaprojektowanych, Salvingtonu i stu grup planet, zarządów konstelacji. Na ukończenie tych grup specjalnie stworzonych światów potrzeba było prawie miliona lat. Planety zarządów systemów lokalnych powstały w czasie rozciągającym się od tamtego momentu do około pięciu miliardów lat temu.

57:3.9 (654.2) 300.000.000.000 lat temu orbity słońc Andronover były już dobrze ustabilizowane a system mgławicowy znajdował się w przejściowym okresie względnej stabilizacji fizycznej. Mniej więcej w tym czasie personel Michała przybył do Salvingtonu a rząd Orvontonu, mieszczący się na Uversie, rozciągnął swą akceptację materialną na wszechświat lokalny Nebadon.

57:3.10 (654.3) 200.000.000.000 lat temu dało się zauważyć coraz większe kurczenie się i zagęszczanie centralnego skupiska, albo masy jądrowej Andronover, wraz z wydzielaniem się ogromnych ilości ciepła. Względna przestrzeń pojawiła się nawet w rejonach zbliżonych do centralnego dysku macierzystego słońca. Rejony zewnętrzne stawały się coraz bardziej stabilne i coraz lepiej zorganizowane; niektóre planety, obracające się wokół nowo powstałych słońc, ostudziły się wystarczająco, żeby można było na nich zaszczepić życie. Najstarsze zamieszkałe planety Nebadonu datują się z tych właśnie czasów.

57:3.11 (654.4) Teraz po raz pierwszy zaczął funkcjonować kompletny mechanizm wszechświata Nebadonu i kreacja Michała została zarejestrowana na Uversie, jako wszechświat, który zamieszkują śmiertelnicy i z którego stopniowo się wznoszą.

57:3.12 (654.5) 100.000.000.000 lat temu mgławica doszła do szczytu procesu zagęszczania; osiągnięty został maksymalny punkt ciśnienia energii cieplnej. Ten krytyczny etap zapasów pomiędzy grawitacją a ciepłem czasami trwa całe epoki, ale wcześniej czy później ciepło pokonuje siły grawitacyjne i rozpoczyna się spektakularna faza rozpraszania słońc. To właśnie cechuje koniec drugiego stadium mgławicy kosmicznej.

4. Trzecie i czwarte stadium

57:4.1 (654.6) W pierwszym stadium rozwoju mgławice mają kształt okrągły, w drugim spiralny; trzecie stadium charakteryzuje się ucieczką pierwszych słońc, podczas gdy czwarte stadium obejmuje drugi i ostatni cykl ucieczki słońc, przy czym macierzyste jądro przeobraża się w gromadę gwiazd, bądź też w odosobnione słońce, funkcjonujące w końcu jako centrum układu słonecznego.

57:4.2 (654.7) 75.000.000.000 lat temu mgławica osiągnęła apogeum swego stadium rodziny słonecznej. Było to największe nasilenie pierwszego etapu utraty słońc. Większość tych słońc w międzyczasie weszła w posiadanie rozległych układów planetarnych, satelitów, ciemnych wysp, komet, meteorów i chmur pyłu kosmicznego.

57:4.3 (654.8) 50.000.000.000 lat temu zakończyło się pierwsze stadium rozpraszania słońc; mgławica szybko kończyła trzeci cykl istnienia, podczas którego zapoczątkowała 876.926 układów słonecznych.

57:4.4 (654.9) 25.000.000.000 lat temu zakończył się trzeci cykl istnienia mgławicy, który przyniósł tworzenie się oraz względną stabilizację rozległych układów gwiezdnych, wywodzących się z tej rodzimej mgławicy. Jednak w centralnej masie, pozostałej z mgławicy, nadal trwał proces fizycznego kurczenia się i zwiększonego wydzielania ciepła.

57:4.5 (655.1) 10.000.000.000 lat temu zaczął się czwarty cykl istnienia Andronover. Masa jej jądra osiągnęła maksymalną temperaturę; zbliżał się punkt krytyczny kondensacji. Pierwotne, rodzime jądro doznawało konwulsji pod jednoczesnym naciskiem swej własnej kondensacji cieplnej i coraz większego grawitacyjno-pływowego przyciągania mnóstwa okalających je, uwolnionych układów słonecznych. Zbliżały się erupcje jądrowe, które miały zapoczątkować drugi cykl słoneczny mgławicy. Wkrótce miał się rozpocząć czwarty cykl istnienia mgławicy.

57:4.6 (655.2) 8.000.000.000 lat temu rozpoczęły się potężne, końcowe erupcje. Tylko najbardziej na zewnątrz położone układy są bezpieczne podczas takiego kosmicznego wrzenia. I to był początek końca mgławicy. Ten końcowy proces wyrzucania słońc trwał prawie dwa miliardy lat.

57:4.7 (655.3) 7.000.000.000 lat temu Andronover weszła w szczytowy okres swego ostatecznego rozpadu. Był to czas narodzin ostatnich, większych słońc, jak również apogeum lokalnych zaburzeń fizycznych.

57:4.8 (655.4) 6.000.000.000 lat temu zakończył się ostateczny rozpad mgławicy i narodziło się wasze Słońce, pięćdziesiąte szóste, licząc od końca drugiej rodziny słońc Andronover. Ta końcowa erupcja jądra mgławicy dała początek grupie 136.702 słońc, w większości samotnych ciał niebieskich. Całkowita liczba słońc i układów słonecznych, zapoczątkowanych w mgławicy Andronover, wynosi 1.013.628. Słońc z układami planetarnymi jest 1.013.572.

57:4.9 (655.5) Nie ma już wielkiej mgławicy Andronover, chociaż żyje ona nadal w wielu słońcach i ich rodzinach planetarnych, wywodzących się z tej macierzystej chmury kosmicznej. Ostatnia, rdzenna pozostałość tej wspaniałej mgławicy, wciąż płonie czerwonawym blaskiem i dostarcza nieco światła i ciepła resztkom swej planetarnej rodziny, liczącej sto sześćdziesiąt pięć światów, które teraz krążą wokół tej sędziwej matki dwóch wspaniałych pokoleń monarchów światła.

5. Pochodzenie Monmatii – Układu Słonecznego Urantii

57:5.1 (655.6) 5.000.000.000 lat temu wasze Słońce było stosunkowo odosobnionym, jaskrawym ciałem niebieskim, które przygarnęło większość krążącej w jego zasięgu materii kosmicznej, pozostałej po niedawnych zaburzeniach, związanych z jego własnymi narodzinami.

57:5.2 (655.7) Dzisiaj wasze Słońce osiągnęło względną stabilizację, ale jego trwające jedenaście i pół roku cykle plam słonecznych zdradzają, że w swej młodości było ono gwiazdą zmienną. We wczesnych dniach waszego Słońca, jego ciągłe kurczenie się i w rezultacie stopniowy wzrost temperatury, wywoływały potężne wstrząsy na jego powierzchni. Te tytaniczne falowania potrzebowały trzech i pół dnia na dopełnienie cyklu przemiany w natężeniu blasku. Taki zmienny stan, okresowe pulsacje, spowodowały, że wasze Słońce stało się bardzo wyczulone na pewne zewnętrzne oddziaływania, które wkrótce miały nastąpić.

57:5.3 (655.8) Tak wyglądała lokalna przestrzeń tuż przed niezwykłym początkiem Monmatii, taka jest bowiem nazwa rodziny planetarnej waszego Słońca, Układu Słonecznego, do którego należy wasz świat. Podobne początki ma mniej niż jeden procent układów planetarnych Orvontonu.

57:5.4 (655.9) 4.500.000.000 lat temu, zaczął się zbliżać do tego, odosobnionego Słońca, ogromny układ Angona. W centrum tego, wielkiego układu, znajdował się czarny olbrzym kosmiczny, lity, wysoce naładowany energią i posiadający ogromną siłę przyciągania.

57:5.5 (656.1) Kiedy Angona zbliżyła się do Słońca, w momentach maksymalnego natężenia słonecznych pulsacji, strumienie materii gazowej wystrzelały w przestrzeń, jak gigantyczne języki słoneczne. Z początku, te płonące języki gazowe zawsze wpadały z powrotem w Słońce, kiedy jednak Angona podchodziła coraz bliżej, siła przyciągania tego gigantycznego przybysza stała się tak wielka, że języki płonącego gazu zaczęły się w niektórych miejscach rozrywać, ich podstawa wpadała w Słońce, podczas gdy sekcje zewnętrzne oddzielały się, formując niezależne ciała materialne, meteoryty słoneczne, które natychmiast zaczynały biec wokół Słońca po swych własnych, eliptycznych orbitach.

57:5.6 (656.2) W miarę zbliżania się układu Angona, wyrzuty materii słonecznej stawały się coraz większe; coraz więcej materii wyrywane było ze Słońca, aby stać się ciałami krążącymi niezależnie w otaczającej przestrzeni. Sytuacja taka trwała około pięćset tysięcy lat, do tego momentu, kiedy Angona podeszła najbliżej Słońca, a wtedy Słońce, w związku z jedną ze swoich okresowych wewnętrznych konwulsji, uległo częściowemu rozerwaniu; po przeciwległych jego stronach zostały wyrzucone równocześnie ogromne masy materii. Od strony Angony wyciągnięta została rozległa kolumna gazów słonecznych, nieco spiczasta po obu końcach i znacznie wybrzuszona pośrodku, która na trwałe wyrwała się spod bezpośredniego wpływu przyciągania Słońca.

57:5.7 (656.3) Ta wielka kolumna gazów słonecznych, oderwana od Słońca, przekształciła się później w dwanaście planet Układu Słonecznego. W reakcji na to gaz wyrzucony po przeciwległej stronie Słońca, w pływowej harmonii z oderwaniem się gigantycznego protoplasty Układu Słonecznego, zagęścił się w międzyczasie, przybierając postać meteorów i pyłu kosmicznego Układu Słonecznego, chociaż bardzo dużo tej materii zostało wychwycone przez grawitację Słońca, po tym, jak układ Angona odszedł daleko w przestrzeń.

57:5.8 (656.4) Chociaż Angonie udało się wyrwać pierwotne tworzywo planet Układu Słonecznego, jak również ogromne ilości materii krążącej teraz wokół Słońca jako asteroidy i meteory, nie udało się jej jednak pozyskać dla siebie żadnej materii słonecznej. Przybyły układ nie podszedł odpowiednio blisko, aby przywłaszczyć sobie jakąkolwiek substancję pochodzenia słonecznego, podszedł jednak na wystarczającą odległość, żeby wyciągnąć w przestrzeń, dzielącą dwa ciała kosmiczne, cały materiał tworzący dzisiejszy Układ Słoneczny.

57:5.9 (656.5) Niedługo potem, w mniej masywnych, stożkowatych końcach tego gigantycznego wybrzuszenia, jakie Angona siłą swej grawitacji zdołała wyrwać ze Słońca, ze stygnących i zagęszczających się jąder uformowało się w miniaturze pięć wewnętrznych i pięć zewnętrznych planet, podczas gdy Saturn i Jowisz utworzyły się z bardziej masywnych, wybrzuszonych części centralnych. Potężna siła przyciągania Jowisza i Saturna wcześnie wychwyciła większą część materiału, przywłaszczonego od Angony, o czym świadczy wsteczny ruch niektórych ich satelitów.

57:5.10 (656.6) Jowisz i Saturn, pochodzące z samego środka tej gigantycznej kolumny przegrzanych gazów słonecznych, zawierały tak wiele silnie rozgrzanego materiału słonecznego, że świeciły jasnym światłem i emitowały ogromne ilości energii cieplnej; były to w rzeczywistości wtórne słońca, przez krótki czas po ich powstaniu w charakterze odrębnych ciał niebieskich. Te dwie, największe planety Układu Słonecznego, po dziś dzień pozostają w dużej mierze gazowe, nie schłodziwszy się jeszcze na tyle, aby osiągnąć stopień zupełnego zagęszczenia czy zestalenia.

57:5.11 (656.7) Kurczące się, gazowe jądra pozostałych dziesięciu planet osiągnęły wkrótce stan zestalenia, skutkiem czego zaczęły przyciągać do siebie coraz więcej materii meteorytowej, krążącej w pobliskiej przestrzeni. Światy Układu Słonecznego miały więc podwójne pochodzenie, były to jądra skondensowanego gazu, później powiększone, dzięki wychwyceniu ogromnych ilości meteorów. Faktycznie wciąż wychwytują one meteory, jednak w znacznie mniejszych ilościach.

57:5.12 (657.1) Planety nie krążą wokół Słońca w równikowej płaszczyźnie ich słonecznej matki, co miałoby miejsce wtedy, gdyby zostały wyrzucone na skutek wirowania Słońca. Krążą raczej w płaszczyźnie słonecznego wyrzutu materii w kierunku Angony, który nastąpił pod znacznym kątem do płaszczyzny słonecznego równika.

57:5.13 (657.2) Podczas kiedy Angona nie zdołała przechwycić nawet małej ilości masy słonecznej, wasze Słońce dodało do swojej, przeobrażającej się rodziny planetarnej, nieco materii kosmicznej od układu przybysza. Ze względu na silne pole grawitacyjne Angony, zależne od niej planety biegły po orbitach znacznie oddalonych od ciemnego olbrzyma i wkrótce po wyrzuceniu pierwotnej masy Układu Słonecznego, kiedy Angona pozostawała jeszcze blisko Słońca, trzy główne planety układu Angony podeszły tak blisko protoplasty Układu Słonecznego, że siła jego przyciągania, powiększona przez przyciąganie Słońca, wystarczyła do przewyższenia uchwytu grawitacyjnego Angony i do trwałego odłączenia trzech planet, krążących dotychczas wokół niebiańskiego wędrowcy.

57:5.14 (657.3) Całość materiału Układu Słonecznego, pochodzącego od Słońca, miała z początku jednolity kierunek krążenia orbitalnego i gdyby nie wtargnięcie tych trzech obcych ciał niebieskich, cały materiał Układu Słonecznego wciąż zachowałby ten sam kierunek ruchu orbitalnego. Zdarzyło się jednak, że wpływ trzech planet, zależnych wcześniej od Angony, wprowadził nowe i obce siły kierunkowe do kształtującego się Układu Słonecznego, w wyniku czego pojawił się ruch wsteczny. W każdym układzie astronomicznym ruch wsteczny zawsze jest przypadkowy i pojawia się na skutek kolizyjnego wpływu obcych ciał kosmicznych. Kolizje takie nie zawsze wywołują ruch wsteczny, jednakże ruch wsteczny nie występuje nigdzie poza tymi układami, które zawierają masy o różnorodnym pochodzeniu.

6. Stadium Układu Słonecznego – era formowania się planet

57:6.1 (657.4) Po narodzinach Układu Słonecznego nastąpił okres osłabienia erupcji słonecznych. Przez kolejne pięćset tysięcy lat Słońce coraz rzadziej wyrzucało coraz mniejsze ilości materii w otaczającą je przestrzeń. Jednak w tym wczesnym okresie niestabilnych orbit, kiedy ciała otaczające Słońce podchodziły najbliżej do niego, słoneczny rodzic był w stanie odzyskać znaczną ilość materiału meteorytowego.

57:6.2 (657.5) Najbliższe Słońcu planety jako pierwsze spowalniały swe obroty, na skutek oporu pływowego. Tego rodzaju wpływy grawitacyjne przyczyniają się również do stabilizacji orbit planetarnych, chociaż działają jako hamulec na ich obroty wokół własnej osi, powodując, że planeta obraca się coraz wolniej, aż do ustania ruchu obrotowego, pozostawiając jedną swą półkulę zawsze zwróconą ku Słońcu albo większemu ciału, jak to widać na przykładzie planety Merkury oraz Księżyca, który zawsze jest zwrócony tą samą stroną do Urantii.

57:6.3 (657.6) Kiedy tarcia pływowe Księżyca i Ziemi się wyrównają, Ziemia zawsze będzie zwracać się tą samą półkulą w kierunku Księżyca a dzień i miesiąc będą miały taką samą długość, około czterdziestu siedmiu dni. Po osiągnięciu takiej stabilizacji orbit, tarcia pływowe zaczną działać odwrotnie, nie odpychając już Księżyca od Ziemi, ale stopniowo zaczną przyciągać satelitę do planety. A potem, w odległej przyszłości, kiedy Księżyc zbliży się na około osiemnaście tysięcy kilometrów do Ziemi, działalność grawitacji ziemskiej spowoduje rozerwanie Księżyca i ta pływowo-grawitacyjna eksplozja rozdrobni Księżyc na małe części, które mogą gromadzić się wokół świata jako pierścienie materii, na podobieństwo pierścieni Saturna, albo też mogą stopniowo spadać na Ziemię jako meteory.

57:6.4 (658.1) Jeśli ciała kosmiczne mają podobne rozmiary i gęstość, może nastąpić zderzenie. Ale kiedy dwa ciała, o podobnej gęstości, mają relatywnie nierówne rozmiary, wówczas, jeśli mniejsze stopniowo zbliża się do większego, następuje rozerwanie mniejszego, kiedy promień jego orbity będzie mniejszy od dwu i półkrotnego promienia większego ciała. Kolizje między kosmicznymi olbrzymami są dosyć rzadkie, ale takie grawitacyjno-pływowe rozerwania mniejszych ciał zdarzają się dość często.

57:6.5 (658.2) Spadające gwiazdy występują w rojach, ponieważ są fragmentami większych ciał materialnych, rozerwanych na skutek grawitacji pływowej, wywieranej przez pobliskie, ale większe od nich ciała kosmiczne. Pierścienie Saturna są pozostałościami rozerwanego satelity. Jeden z księżyców Jowisza zbliża się teraz niebezpiecznie do krytycznej strefy rozerwania pływowego i w ciągu kilku milionów lat albo spadnie na planetę, albo też ulegnie grawitacyjno-pływowemu rozerwaniu. Dawno temu, piąta planeta Układu Słonecznego przemierzała nieregularną orbitę, okresowo zbliżając się coraz bardziej do Jowisza, aż weszła w krytyczną strefę rozerwania grawitacyjno-pływowego i została szybko rozerwana, stając się dzisiaj skupiskiem asteroidów.

57:6.6 (658.3) 4.000.000.000 lat temu zorganizowały się systemy Jowisza i Saturna, w znacznej mierze do tego stanu, jaki obserwujemy dzisiaj, za wyjątkiem ich księżyców, które nadal powiększały się przez kilka kolejnych miliardów lat. Faktem jest, że wszystkie planety i satelity Układu Słonecznego nadal rosną, na skutek ciągłego wyłapywania meteorów.

57:6.7 (658.4) 3.500.000.000 lat temu zagęszczające się jądra dziesięciu pozostałych planet były już dobrze ukształtowane a zaczątki większości księżyców pozostawały nienaruszone, chociaż niektóre z mniejszych satelitów połączyły się później, tworząc większe, współczesne księżyce. Wiek ten można uznać za epokę agregacji planetarnej.

57:6.8 (658.5) 3.000.000.000 lat temu Układ Słoneczny funkcjonował w znacznym stopniu tak, jak w dniu dzisiejszym. Jego elementy składowe wciąż zwiększały swe rozmiary, w miarę jak meteoryty nieustannie spadały na planety i ich satelity z wielką częstotliwością.

57:6.9 (658.6) Mniej więcej w tym czasie wasz Układ Słoneczny został umieszczony w fizycznym rejestrze Nebadonu i otrzymał swą nazwę Monmatia.

57:6.10 (658.7) 2.500.000.000 lat temu planety znacznie się powiększyły. Urantia była dobrze ukształtowaną kulą, mającą około jednej dziesiątej swej obecnej masy i wciąż szybko rosła na skutek wychwytu materii z meteorytów.

57:6.11 (658.8) Wszystkie takie, gigantyczne w swej skali zdarzenia, są naturalną częścią powstawania ewolucyjnego świata klasy Urantii i stanowią astronomiczne preliminaria, przygotowujące scenę do rozpoczęcia fizycznej ewolucji takich światów kosmicznych, aby były gotowe do epopei życia w czasie.

7. Era meteorytów – epoka wulkaniczna
Prymitywna atmosfera planetarna

57:7.1 (658.9) W tych dawnych czasach, rejony przestrzenne Układu Słonecznego roiły się od małych, rozrywających się i skupiających ciał, a przy braku ochronnej, atmosferycznej warstwy spalania, te ciała kosmiczne rozbijały się wprost o powierzchnię Urantii. Te nieustanne kolizje utrzymywały powierzchnię planety w stanie bardziej czy mniej rozgrzanym i to, w połączeniu z coraz intensywniejszym działaniem grawitacji, w miarę jak kula rosła, zaczęło uruchamiać mechanizmy, które stopniowo powodowały przesuwanie się cięższych pierwiastków, takich jak żelazo, coraz bardziej w kierunku środka planety.

57:7.2 (659.1) 2.000.000.000 lat temu Ziemia zaczęła być wyraźnie większa od Księżyca. Planeta zawsze była większa od jej satelity, jednak ta różnica w wymiarach była nieznaczna, aż do tego mniej więcej czasu, kiedy Ziemia przechwyciła wielkie ciała kosmiczne. Urantia miała wtedy około jednej piątej swych obecnych rozmiarów i stawała się odpowiednio duża, aby utrzymać prymitywną atmosferę, która zaczęła się pojawiać w rezultacie wewnętrznej rywalizacji żywiołów pomiędzy rozgrzanym wnętrzem a schładzającą się skorupą.

57:7.3 (659.2) Od tego okresu datuje się wyraźna działalność wulkaniczna. Ciepło wewnętrzne Ziemi wciąż rosło, dzięki pogrążaniu się coraz głębiej radioaktywnych i cięższych pierwiastków, przynoszonych z kosmosu w meteorytach. Badanie tych radioaktywnych pierwiastków kiedyś ujawni, że wiek Urantii na jej powierzchni przekracza miliard lat. Zegar radowy jest waszym najbardziej niezawodnym sposobem naukowych obliczeń wieku planety, jednak wszystkie tego typu oceny są zaniżone, ponieważ radioaktywne materiały, dostępne waszym badaniom, pochodzą w całości z powierzchni Ziemi, w związku z czym stanowią stosunkowo niedawny nabytek Urantii.

57:7.4 (659.3) 1.500.000.000 lat temu Ziemia osiągnęła dwie trzecie swych obecnych rozmiarów, podczas gdy Księżyc dochodził do swojej obecnej masy. Ziemia szybko zdobywała przewagę nad Księżycem w rozmiarach, co umożliwiło jej rozpoczęcie powolnego rabunku tej niewielkiej ilości atmosfery, jaką pierwotnie posiadał jej satelita.

57:7.5 (659.4) Aktywność wulkaniczna jest teraz w swym apogeum. Cała Ziemia jest prawdziwym ognistym piekłem, jej powierzchnia przypomina wcześniejsze, płynne stadium, zanim cięższe metale spłynęły do centrum. Jest to epoka wulkaniczna. Tym niemniej skorupa ziemska, składająca się głównie ze stosunkowo lekkiego granitu, zaczyna się stopniowo formować. Planeta wchodzi w to stadium, które pewnego dnia będzie mogło podtrzymywać życie.

57:7.6 (659.5) Powoli kształtuje się prymitywna atmosfera ziemska, zawierająca teraz nieco pary wodnej, tlenku węgla, dwutlenku węgla i chlorowodoru, jednak mało jest w niej albo nie ma wcale wolnego azotu czy wolnego tlenu. W erze wulkanicznej atmosfera świata jest bardzo ciekawa. W dodatku do wymienionych gazów, jest ona silnie przesycona licznymi gazami wulkanicznymi oraz w miarę rozwoju pasa powietrza, produktami spalania obfitych deszczy meteorów, które nieustannie padają na powierzchnię planety. To spalanie meteorów utrzymuje tlen atmosferyczny na poziomie niemal zupełnego wyczerpania, a tempo meteorycznego bombardowania jest wciąż ogromne.

57:7.7 (659.6) Niebawem atmosfera zaczyna się nieco stabilizować i odpowiednio ochładza, aby deszcze zaczęły padać na gorącą, skalistą powierzchnię planety. Tysiące lat Urantia była spowita jedną, wielką, nieprzemijającą zasłoną z pary. W tych epokach słońce nigdy nie docierało do powierzchni Ziemi.

57:7.8 (659.7) Dużo węgla zostało wyciągnięte z atmosfery, formując węglany różnych metali, które teraz w znacznych ilościach zalegają wierzchnie warstwy planety. Później, znacznie większe ilości tych gazów węglowych zostały spożytkowane przez wczesne, płodne życie roślinne.

57:7.9 (660.1) Nawet w późniejszych czasach, ciągłe wypływy lawy i spadające meteory zużywały prawie cały tlen znajdujący się w powietrzu. Nawet wczesne osady pojawiających się niebawem prymitywnych oceanów nie zawierają barwnych kamieni czy łupków ilastych. I długo jeszcze po powstaniu tego oceanu, w atmosferze nie było praktycznie wolnego tlenu; i nie pojawił się on w znacznych ilościach aż do tego czasu, kiedy później został wytworzony przez wodorosty i inne formy życia roślinnego.

57:7.10 (660.2) Prymitywna atmosfera ziemska ery wulkanicznej jest słabym zabezpieczeniem przed kolizyjnymi udarami rojów meteorów. Miliony meteorów mogą się przebić przez taki pas powietrza i uderzać w skorupę ziemską jako lite ciała. Jednak z upływem czasu coraz mniej z nich okazuje się być odpowiednio duże, aby oprzeć się rosnącej sile tarcia tej osłony, w późniejszych epokach coraz bogatszej w tlen atmosferyczny.

8. Stabilizacja skorupy
Epoka trzęsień ziemi
Ocean światowy i pierwszy kontynent

57:8.1 (660.3) 1.000.000.000 lat temu to data faktycznego początku historii Urantii. Planeta osiągnęła w przybliżeniu swoją obecną wielkość. Mniej więcej w tym czasie została umieszczona w materialnym rejestrze Nebadonu i otrzymała nazwę Urantia.

57:8.2 (660.4) Istnienie atmosfery, wraz z nieustannym skraplaniem się pary, powodowało schładzanie skorupy ziemskiej. Aktywność wulkaniczna dawno już wyrównała ciśnienie wewnętrznego gorąca i kurczenia się skorupy; i kiedy ilość wulkanów gwałtownie malała, w epoce ochładzania się i dopasowywania powierzchni, pojawiły się trzęsienia ziemi.

57:8.3 (660.5) Prawdziwa historia geologiczna Urantii zaczyna się wraz z ochłodzeniem skorupy ziemskiej na tyle, aby mógł powstać pierwszy ocean. Kondensacja pary wodnej na stygnącej powierzchni Ziemi, raz rozpoczęta, trwała aż do całkowitego zakończenia. Pod koniec tego okresu, światowy ocean pokrywał całą planetę, średnio głęboki na blisko dwa kilometry. Działalność pływowa podobna była do tej, jaką znamy dzisiaj, jednak ten prymitywny ocean nie był słony; praktycznie cały świat pokrywała słodka woda. W tamtych czasach większość chloru pozostawała w związkach z różnymi metalami, lecz było go odpowiednio dużo połączonego z wodorem, żeby woda w oceanie nabrała nieco kwaśnego smaku.

57:8.4 (660.6) Na początku tej, odległej epoki, Urantię można sobie wyobrazić jako planetę zalaną wodą. Później, głębiej położona a przez to bardziej zagęszczona lawa, wypłynęła na dno dzisiejszego Oceanu Spokojnego, powodując znaczne obniżenie tej części pokrytej wodą powierzchni. Pierwsza kontynentalna masa lądu wynurzyła się ze światowego oceanu jako korekta równowagi skorupy ziemskiej, stopniowo nabierającej grubości.

57:8.5 (660.7) 950.000.000 lat temu Urantia stanowiła jeden wielki kontynent lądowy i jedną ogromną masę wodną – Ocean Spokojny. Wulkany wciąż występują powszechnie a trzęsienia ziemi są zarówno częste jak i bardzo silne. Meteoryty nadal bombardują Ziemię, ale zarówno częstotliwość ich spadania jak i rozmiary się zmniejszają. Atmosfera się przejaśnia, choć zawartość dwutlenku węgla jest wciąż duża. Skorupa ziemska stopniowo się stabilizuje.

57:8.6 (660.8) Mniej więcej w tym czasie Urantia została przydzielona do systemu Satania, dla administracji planetarnej, jak również została umieszczona w rejestrze życia Norlatiadeku. I tak zaaprobowano administracyjnie tę niewielką i mało znaczącą sferę, która miała stać się planetą, na której Michał przeprowadził później gigantyczne zadanie, obdarzenie planety w charakterze śmiertelnika i uczestniczył w tych wydarzeniach, które sprawiły, że od tamtego czasu Urantia jest znana lokalnie jako „świat krzyża”.

57:8.7 (661.1) 900.000.000 lat temu przybyła na Urantię pierwsza grupa rekonesansowa z Satanii, wysłana z Jerusem w celu zbadania planety i sporządzenia raportu na temat jej przydatności dla życia eksperymentalnego. Komisja ta liczyła dwudziestu czterech członków i składała się z Nosicieli Życia, Synów Lanonandeków, Melchizedeków, serafinów i innych klas życia niebiańskiego, zajmujących się organizacją i administracją planet w ich wczesnym stadium rozwoju.

57:8.8 (661.2) Po przeprowadzeniu dokładnych badań planety, komisja wróciła na Jerusem i złożyła pozytywny meldunek Władcy Systemu, rekomendując umieszczenie Urantii w rejestrze życia eksperymentalnego. Zgodnie z tym, wasz świat został zarejestrowany na Jerusem jako planeta dziesiętna i powiadomiono Nosicieli Życia, że udziela im się zezwolenia na wprowadzenie nowych form aktywizacji mechanicznej, chemicznej i elektrycznej, kiedy później przybędą z upoważnieniem przeniesienia i zaszczepienia życia.

57:8.9 (661.3) Przygotowania, zmierzające do przekształcenia planety w zamieszkałą, zostały dokonane w odpowiednim czasie na Jerusem, przez mieszaną komisję złożoną z dwunastu istot i zatwierdzone na Edentii, przez planetarną komisję złożoną z siedemdziesięciu istot. Plany te, przedstawione przez pomocniczych doradców Nosicieli Życia, zostały ostatecznie zatwierdzone na Salvingtonie. Niedługo potem transmisje z Nebadonu przyniosły komunikat, że Urantia ma zostać tym miejscem, gdzie Nosiciele Życia przeprowadzą sześćdziesiąty w Satanii eksperyment, mający na celu rozwinięcie i udoskonalenie satanijskiego typu nebadońskich wzorców życia.

57:8.10 (661.4) Wkrótce po tym, jak Urantia została po raz pierwszy wymieniona w transmisjach wszechświatowych całego Nebadonu, nadano jej też pełny status wszechświatowy. Niebawem została wpisana do rejestrów planet superwszechświata, w zarządach mniejszego i większego sektora, a przed końcem tej epoki Urantia znalazła się w rejestrze planetarnego życia Uversy.

57:8.11 (661.5) Przez całą tę epokę na planecie szalały częste i gwałtowne burze. Wczesna skorupa ziemska nieustannie się zmieniała. Ochładzanie się powierzchni następowało na przemian z rozległymi wypływami lawy. Dziś na powierzchni świata nie można nigdzie znaleźć nawet skrawka tej pierwotnej skorupy planetarnej. Wszystko mieszało się zbyt wiele razy z lawą, wyrzucaną z głębi i z domieszkami późniejszych osadów wczesnego oceanu światowego.

57:8.12 (661.6) Nigdzie na powierzchni świata nie można znaleźć więcej zmodyfikowanych pozostałości tych dawnych skał praoceanicznych niż w północno-wschodniej Kanadzie, w okolicach Zatoki Hudsona. To rozległe, granitowe wzniesienie, składa się z kamienia należącego do epok przedoceanicznych. Te skalne pokłady były nagrzewane, wyginane, skręcane, odgniatane i na nowo wielokrotnie przechodziły te zniekształcające je i przeobrażające doświadczenia.

57:8.13 (661.7) W epokach oceanicznych, wielkie pokłady pozbawionych skamielin skał osadowych odkładały się na dnie praoceanu. (Wapień może powstawać wskutek wytrącania chemicznego; niecały starszy wapień powstał w wyniku osadzania się pozostałości życia morskiego). W żadnej z tych pradawnych formacji skalnych nie ma śladów życia; nie zawierają one skamielin, chyba, że późniejsze osady z epok wodnych zostały przez przypadek zmieszane z tymi, starszymi pokładami z czasów przed powstaniem życia.

57:8.14 (662.1) Wczesna skorupa ziemska była bardzo niestabilna, ale góry się jeszcze nie tworzyły. Podczas formowania planeta kurczyła się pod ciśnieniem grawitacji. Góry nie są rezultatem zapadania się stygnącej skorupy kurczącej się kuli; pojawiają się one później, w wyniku działania deszczu, grawitacji i erozji.

57:8.15 (662.2) W tej epoce zwiększała się kontynentalna masa lądowa, aż pokryła prawie dziesięć procent powierzchni Ziemi. Potężne trzęsienia ziemi zaczęły się nie wcześniej, aż masa kontynentalna wynurzyła się wysoko ponad wodę. Kiedy już się zaczęły, ich częstotliwość i siła narastały przez całe epoki. Potem, przez wiele milionów lat, trzęsienia ziemi zanikały, ale Urantia wciąż jeszcze ma ich średnio piętnaście dziennie.

57:8.16 (662.3) 850.000.000 lat temu zaczęła się pierwsza, prawdziwa epoka stabilizacji skorupy ziemskiej. Większość cięższych metali przesunęła się w kierunku centrum globu; ochładzająca się skorupa przestała się deformować tak bardzo, jak w epokach poprzednich. Pojawiła się większa równowaga pomiędzy wypychanym do góry lądem a cięższym dnem oceanu. Podpowierzchniowa lawa płynęła prawie na całym świecie i to wyrównywało oraz stabilizowało wahania, spowodowane ochładzaniem, kurczeniem i przesunięciami powierzchni.

57:8.17 (662.4) Wybuchy wulkanów i trzęsienia ziemi stawały się coraz rzadsze i coraz słabsze. Atmosfera oczyszczała się z gazów wulkanicznych i pary wodnej, ale stężenie dwutlenku węgla wciąż było wysokie.

57:8.18 (662.5) Zaburzenia elektryczne w powietrzu i w ziemi również się zmniejszały. Wypływy lawy wyniosły na powierzchnię mieszaninę pierwiastków, co miało wpływ na urozmaicenie skorupy ziemskiej i lepiej izolowało planetę od pewnych energii kosmicznych. A wszystko to w znacznym stopniu ułatwiało kontrolę energii ziemskiej i uporządkowanie jej przepływu, co ukazane jest w funkcjonowaniu biegunów magnetycznych.

57:8.19 (662.6) 800.000.000 lat temu daje się zauważyć początek pierwszej, wielkiej epoki lądowej, wieku wzmożonego wynurzania się kontynentów.

57:8.20 (662.7) Od czasu skroplenia się hydrosfery ziemskiej, najpierw w oceanie światowym potem w Oceanie Spokojnym, ten ostatni obszar wodny pokrywa wtedy dziewięć dziesiątych powierzchni ziemskiej. Meteoryty, spadające do morza, gromadziły się na jego dnie a meteoryty, ogólnie mówiąc, składają się z ciężkich materiałów. Te, które spadły na ląd, w znacznej mierze się utleniały, później zostały rozkruszone przez erozję i zmyte do basenów oceanicznych. Dlatego też dno oceanu stawało się coraz cięższe, a do tego dochodził ciężar wody, w niektórych miejscach głębokiej na szesnaście kilometrów.

57:8.21 (662.8) Wzrastający, odgórny nacisk Oceanu Spokojnego, wywołał z kolei oddolny nacisk kontynentalnej masy lądowej. Europa i Afryka zaczęły wynurzać się z głębi Pacyfiku, razem z masami zwanymi teraz Australią, Północną i Południową Ameryką, oraz kontynentem Antarktydy, podczas gdy dno Oceanu Spokojnego w dalszym ciągu obniżało się wyrównawczo. Pod koniec tego okresu prawie jedną trzecią powierzchni Ziemi stanowił ląd, cały w jednej masie kontynentalnej.

57:8.22 (662.9) Wraz z coraz większym wyniesieniem terenu, pojawiły się na planecie pierwsze różnice klimatyczne. Wyniesienie terenu, chmury kosmiczne i wpływy oceaniczne, są głównymi czynnikami wywołującymi zmiany klimatyczne. Trzon azjatyckiej masy lądowej, podczas jej maksymalnego wynurzenia, osiągnął wysokość prawie czternastu i pół kilometra. Gdyby powietrze, unoszące się nad tymi wysoko wyniesionymi rejonami, zawierało dużo wilgoci, uformowałyby się ogromne pokrywy lodowe; okres lodowcowy nastąpiłby znacznie wcześniej. Upłynęło jednak kilkaset milionów lat, zanim tak wiele powierzchni lądowej znowu się pojawiło nad wodą.

57:8.23 (663.1) 750.000.000 lat temu, po raz pierwszy zaczęła się rozstępować masa lądu kontynentalnego, nastąpiło wielkie pęknięcie na linii północ-południe, które później dopuściło wody oceanu i umożliwiło zachodni dryf kontynentów Północnej i Południowej Ameryki, razem z Grenlandią. Długie rozszczepienie na linii wschód-zachód oddzieliło Afrykę od Europy i odłączyło od kontynentu azjatyckiego masy lądowe Australii, wyspy Pacyfiku i Antarktydę.

57:8.24 (663.2) 700.000.000 lat temu Urantia dojrzewała do warunków odpowiednich dla podtrzymania życia. Trwał dryf lądów kontynentalnych; coraz bardziej ocean przenikał na obszary lądowe pod postacią długich, palczastych mórz, dostarczających tych płytkich wód i osłoniętych zatok, które tak bardzo nadają się na środowisko życia morskiego.

57:8.25 (663.3) 650.000.000 lat temu miało miejsce dalsze rozdzielanie się mas lądowych a w konsekwencji dalszy rozwój mórz kontynentalnych. Wody te szybko osiągnęły taki stopień zasolenia, jaki był potrzebny dla podtrzymania życia na Urantii.

57:8.26 (663.4) Te właśnie morza i te, które się po nich pojawiły, zapisały się w księgach życia Urantii, jak to później odkrywano w dobrze zachowanych kamiennych kartach historii, tom po tomie, era po erze, epoka rozwijająca się po epoce. Te śródlądowe morza z dawnych czasów doprawdy były kolebką ewolucji.

57:8.27 (663.5) [Przedstawione przez Nosiciela Życia, członka pierwotnego Korpusu Urantii, obecnie przebywającego na niej jako obserwator].

Przekaz 58, Ustanowienie życia na Urantii

Księga Urantii

Przekaz 58

Ustanowienie życia na Urantii

58:0.1 (664.1) W CAŁEJ Satanii jest tylko sześćdziesiąt jeden światów podobnych Urantii, planet życia zmodyfikowanego. Większość światów zamieszkałych jest zaludniana zgodnie z ustalonymi metodami; na takich sferach Nosiciele Życia muszą dość ściśle trzymać się planu zaszczepienia życia. Jednak mniej więcej jeden na dziesięć światów wytypowany zostaje na planetę dziesiętną i wpisany do specjalnego rejestru Nosicieli Życia; i na takich planetach wolno nam przeprowadzać pewne eksperymenty życiowe, aby zmodyfikować czy ewentualnie udoskonalić standardowe, wszechświatowe gatunki istot żywych.

1. Warunki niezbędne dla zaistnienia życia materialnego

58:1.1 (664.2) 600.000.000 lat temu przybyła na Urantię komisja Nosicieli Życia, wysłana z Jerusem i rozpoczęła badanie warunków materialnych, przygotowując się do zapoczątkowania życia na świecie 606 w systemie Satania. Miało to być nasze sześćset szóste doświadczenie z wprowadzeniem nebadońskich wzorców życia w Satanii i nasza sześćdziesiąta sposobność dokonania zmian w podstawowych i standardowych modelach życiowych wszechświata lokalnego.

58:1.2 (664.3) Należy wyjaśnić, że Nosiciele Życia nie mogą zapoczątkować życia zanim sfera nie jest gotowa do rozpoczęcia procesu ewolucyjnego. Nie możemy również przyspieszyć rozwoju życia ponad to, co może być wspomagane przez materialny rozwój planety i do niego przystosowane.

58:1.3 (664.4) Nosiciele Życia z Satanii zaplanowali formę życia opartą na chlorku sodu; dlatego też nie można było podjąć kroków zmierzających do zaszczepienia życia, zanim wody oceanów nie stały się dostatecznie zasolone. Protoplazma typu Urantii może funkcjonować tylko w roztworze odpowiednio zasolonym. Całe ancestralne życie – roślinne i zwierzęce – rozwinęło się w środowisku roztworu soli. Nawet wyżej zorganizowane zwierzęta lądowe nie mogłyby żyć, gdyby nie ten sam, nieodzowny roztwór soli, krążący w systemach krwionośnych ich ciał, hojnie obmywający, dosłownie zanurzający każdą najmniejszą żywą komórkę w tej „słonej kąpieli”.

58:1.4 (664.5) Wasi prymitywni przodkowie swobodnie pływali w tym słonym oceanie; dzisiaj, ten sam, jakby oceaniczny roztwór swobodnie krąży w waszych ciałach, kąpiąc każdą poszczególną komórkę w płynie chemicznym, zasadniczo porównywalnym do tej słonej wody, która ożywiała pierwsze protoplazmatyczne reakcje pierwszych żywych komórek funkcjonujących na planecie.

58:1.5 (664.6) Tak więc z nastaniem opisywanej teraz ery, Urantia pod każdym względem ewoluuje w kierunku stanu odpowiedniego dla podtrzymywania wstępnych form życia morskiego. Powoli, lecz konsekwentnie, środowisko materialne na Ziemi i w sąsiadujących rejonach kosmosu przygotowuje scenę dla późniejszych prób ustanowienia takich form życia, jakie według nas najlepiej zaadaptowałyby się do rozwijającego się środowiska fizycznego – zarówno ziemskiego jak i kosmicznego.

58:1.6 (665.1) Potem, satanijska komisja Nosicieli Życia wróciła na Jerusem i postanowiła czekać na dalszy rozdział kontynentalnej masy lądowej, co utworzyłoby jeszcze więcej mórz śródlądowych i osłoniętych zatok, przed właściwym rozpoczęciem zaszczepiania życia.

58:1.7 (665.2) Na planecie, na której życie wywodzi się z morza, idealne warunki dla zaszczepienia życia daje duża ilość mórz śródlądowych, dzięki ich rozległej linii brzegowej płytkich wód i osłoniętych zatok; i szybko kształtował się taki właśnie podział ziemskich wód. Te pradawne, śródlądowe morza, rzadko dochodziły głębokości stu pięćdziesięciu czy stu osiemdziesięciu metrów a światło słoneczne może przenikać wody oceanu na ponad sto osiemdziesiąt metrów.

58:1.8 (665.3) Z takich to właśnie wybrzeży morskich, w łagodnych i stabilnych strefach klimatycznych późniejszych epok, prymitywne życie roślinne znalazło swą drogę na suchy ląd. Wysokie stężenie węgla w atmosferze dało tym nowym, lądowym odmianom życia, możliwość szybkiego i bujnego rozwoju. Chociaż atmosfera była wówczas idealna dla rozwoju roślin, zawierała jednak dwutlenek węgla w tak dużym stężeniu, że ani zwierzęta, ani tym bardziej ludzie, nie mogliby żyć na powierzchni Ziemi.

2. Atmosfera Urantii

58:2.1 (665.4) Atmosfera planetarna przepuszcza do Ziemi około jednej dwumiliardowej całkowitego promieniowania świetlnego Słońca. Gdyby zapłacić za światło, padające na Amerykę Północną, po dwa centy za kilowatogodzinę, roczny rachunek za światło przekroczyłby kwotę 800 kwadrylionów dolarów. Rachunek za światło słoneczne dla Chicago przekroczyłby znacznie 100 milionów dolarów dziennie. I należy pamiętać, że dostajecie od Słońca również inne formy energii – światło nie jest jedynym słonecznym darem, docierającym do waszej atmosfery. Ogromne ilości energii słonecznej zalewają Urantię, obejmując długości fal tak wyższe jak i niższe od pasma dostrzegalnego dla człowieka.

58:2.2 (665.5) Dla znacznej części promieniowania słonecznego, na skrajnym, ultrafioletowym końcu widma, atmosfera ziemska jest prawie nieprzezroczysta. Większość tych fal, o małych długościach, pochłaniana jest przez warstwę ozonu, znajdującą się na wysokości około szesnastu kilometrów nad powierzchnią Ziemi, która rozciąga się w kierunku przestrzeni kosmicznej na dalsze szesnaście kilometrów. W warunkach panujących przy powierzchni Ziemi, ozon przepełniający tę strefę tworzyłby warstwę o grubości zaledwie dwu i pół milimetra; jednak ta stosunkowo mała i pozornie mało znacząca ilość ozonu chroni mieszkańców Urantii przed nadmiarem niebezpiecznego i niszczącego promieniowania ultrafioletowego, znajdującego się w świetle słonecznym. Gdyby jednak warstwa ozonowa była tylko odrobinę grubsza, zostalibyście pozbawieni bardzo ważnych i zdrowych promieni ultrafioletowych, które teraz docierają do powierzchni Ziemi i które przyczyniają się do powstawania jednej z waszych najniezbędniejszych witamin.

58:2.3 (665.6) A jednak niektórzy, pozbawieni wyobraźni śmiertelnicy, mechaniści, chcą uważać akt materialnego stworzenia oraz ewolucję człowieka za przypadek. Pośredni z Urantii zebrali ponad pięćdziesiąt tysięcy faktów, z dziedziny fizyki i chemii, które uznali za niezgodne z prawami prawdopodobieństwa przypadkowego ich zaistnienia i utrzymują, że fakty te wykazują nieomylnie istnienie zamierzonego celu w materialnej kreacji. A wszystko to nie uwzględnia ich katalogu, złożonego z ponad stu tysięcy wniosków spoza fizyki i chemii, które jak utrzymują, dowodzą istnienia rozumu w planowaniu, stworzeniu i podtrzymywaniu materialnego kosmosu.

58:2.4 (666.1) Wasze Słońce wysyła istną powódź śmiercionośnych promieni a wasze wygodne życie na Urantii zawdzięczacie „szczęśliwemu” wpływowi ponad czterdziestu pozornie przypadkowych działań ochronnych, podobnych w funkcjonowaniu do tej unikalnej warstwy ozonowej.

58:2.5 (666.2) Gdyby nie było „okrywającego” efektu atmosfery w nocy, utrata ciepła na skutek wypromieniowania byłaby tak gwałtowna, że utrzymanie życia byłoby niemożliwe, chyba, że sztucznymi środkami.

58:2.6 (666.3) Najniższe osiem do dziesięciu kilometrów ziemskiej atmosfery to troposfera; jest to strefa wiatrów i prądów powietrznych, które stanowią o zjawiskach pogody. Ponad tą strefą jest jonosfera wewnętrzna a wyżej, ponad nią – stratosfera. Przy wznoszeniu się ponad Ziemią, temperatura stale spada przez pierwsze osiem do trzynastu kilometrów, kiedy to osiąga około 57oC poniżej zera. Ten zakres temperatury, od 54 do 57oC poniżej zera, utrzymuje się przez dalsze sześćdziesiąt pięć kilometrów; tą domeną stałej temperatury jest stratosfera. Temperatura zaczyna rosnąć na wysokości około siedemdziesięciu dwóch do osiemdziesięciu kilometrów i wzrost ten trwa nadal, aż na poziomie świecenia zorzy osiąga 650oC i takie właśnie, intensywne ciepło, jonizuje tlen. Jednak w tak rozrzedzonej atmosferze temperaturę trudno porównać z odczuwaniem ciepła przy powierzchni Ziemi. Pamiętajcie, że połowa waszej atmosfery znajduje się na pierwszych pięciu kilometrach od powierzchni Ziemi. Wysokość atmosfery ziemskiej określana jest przez najwyższe zorze polarne i wynosi około sześćset pięćdziesiąt kilometrów.

58:2.7 (666.4) Zjawiska zorzy związane są bezpośrednio z plamami na Słońcu, z tymi cyklonami słonecznymi, które wirują w przeciwnych kierunkach powyżej i poniżej słonecznego równika, tak jak ziemskie huragany tropikalne. Te zakłócenia atmosferyczne wirują w przeciwnych kierunkach, w zależności od ich występowania, powyżej czy poniżej równika.

58:2.8 (666.5) Zdolność plam słonecznych do zmiany częstotliwości światła ukazuje, że te centra burz słonecznych działają jak ogromne magnesy. Te pola magnetyczne mogą wyrzucać z kraterów plam słonecznych w przestrzeń naładowane cząsteczki, docierające do zewnętrznej atmosfery ziemskiej, gdzie ich jonizujący wpływ wywołuje spektakularne widowiska zorzy. Dlatego też macie najwspanialsze zjawiska zorzy, kiedy plamy słoneczne przejawiają najwyższą aktywność – albo wkrótce potem – kiedy plamy umiejscowione są zasadniczo równikowo.

58:2.9 (666.6) Nawet igła kompasu reaguje na Słońce, ponieważ kieruje się lekko na wschód, kiedy słońce wschodzi, a przed zachodem słońca lekko ku zachodowi. Dzieje się tak codziennie, ale podczas najwyższej aktywności cykli plam słonecznych odchylenia kompasu są dwukrotnie większe. Te codzienne wędrówki kompasu są reakcją na zwiększoną jonizację górnej atmosfery, spowodowaną światłem słonecznym.

58:2.10 (666.7) Istnienie dwóch różnych poziomów przewodnictwa elektrycznego w górnej warstwie stratosfery umożliwia przekazywanie waszych transmisji radiowych dalekiego zasięgu, długo- i krótkofalowych. Transmisje wasze czasem są zakłócane przez potężne burze, które sporadycznie szaleją w rejonach jonosfery zewnętrznej.

3. Środowisko kosmiczne

58:3.1 (666.8) We wczesnym okresie materializacji wszechświata, obszary przestrzeni przeplatały się z ogromnymi chmurami wodorowymi, z takimi astronomicznymi skupiskami pyłu, jakie obecnie charakteryzują wiele obszarów odległej przestrzeni. Większość zorganizowanej materii, którą płonące słońca rozbijają i rozpraszają w formie energii promienistej, tworzyła się początkowo w tych wcześnie pojawiających się kosmicznych chmurach wodoru. W pewnych, specyficznych warunkach, następuje również rozbicie atomów w centrach większych mas wodorowych. I całemu temu zjawisku, powstawania i rozpadu atomów w silnie nagrzanych mgławicach, towarzyszy pojawianie się powodzi krótkich fal kosmicznych energii promienistej. Tym różnorodnym promieniowaniom towarzyszy pewna forma energii kosmicznej, nieznana na Urantii.

58:3.2 (667.1) Ten krótkofalowy ładunek energetyczny przestrzeni wszechświatowej jest czterysta razy większy od wszelkich innych form energii promienistej, jakie istnieją w domenach zorganizowanej przestrzeni. Intensywność krótkich promieni kosmicznych, czy to pochodzących z płonących mgławic, czy z napięć pól elektrycznych, czy też z przestrzeni zewnętrznej albo rozległych chmur pyłu wodorowego, podlega jakościowym i ilościowym modyfikacjom, na skutek fluktuacji oraz gwałtownych zmian intensywności temperatury, grawitacji i zagęszczenia elektronowego.

58:3.3 (667.2) Te okoliczności powstawania promieni kosmicznych zależne są od wielu zjawisk kosmicznych, jak również od orbit krążącej materii, zróżnicowanych od odkształconych kół do ekstremalnych elips. Warunki fizyczne mogą również ulegać znacznym modyfikacjom, ponieważ spin elektronu ma czasem kierunek przeciwny w stosunku do tego, jaki występuje w większości materii, nawet w tej samej strefie fizycznej.

58:3.4 (667.3) Ogromne chmury wodoru stanowią prawdziwe, kosmiczne laboratoria chemiczne, zawierające wszystkie stadia rozwijającej się energii i przeobrażającej się materii. Gigantyczne zmagania energii zachodzą również w zewnętrznych gazach wielkich gwiazd podwójnych, które częstokroć zachodzą na siebie, tym samym mieszają się ze sobą w znacznym stopniu. Jednak żadna z tych gigantycznych i rozległych akcji energii kosmicznych nie ma najmniejszego wpływu na zjawisko zorganizowanego życia – plazmę zarodkową żywych rzeczy i istot. Takie warunki przestrzenne mają związek z zasadniczym środowiskiem ustanowienia życia, nie są one jednak istotne w późniejszym przekształcaniu czynników dziedzicznych plazmy zarodkowej, tak jak niektóre dłuższe promienie rozchodzącej się energii. Życie, zaszczepione przez Nosicieli Życia, jest zupełnie odporne na całą tą zdumiewającą powódź krótkich promieni kosmicznych wszechświatowej energii.

58:3.5 (667.4) Wszystkie takie, zasadnicze warunki kosmiczne, musiały się ukształtować i osiągnąć korzystny stan, zanim Nosiciele Życia mogli rozpocząć ustanawianie życia na Urantii.

4. Era początków życia

58:4.1 (667.5) To, że nazywamy się Nosicielami Życia, nie powinno wprowadzać w błąd. Potrafimy nieść życie na planety i to robimy, ale nie przynieśliśmy życia na Urantię. Życie Urantii jest unikalne i swoiste dla tej planety. Ta sfera jest światem modyfikacji życia; całe życie, jakie się tutaj pojawiło, zostało ukształtowane przez nas na tej planecie; i nie ma innego świata w całej Satanii a nawet w całym Nebadonie, który posiadałby taką formę życia, jaką ma Urantia.

58:4.2 (667.6) 550.000.000 lat temu korpus Nosicieli Życia wrócił na Urantię. We współpracy z mocami duchowymi i siłami nadfizycznymi zorganizowaliśmy i zapoczątkowaliśmy wzorce życia, swoiste dla tego świata i zaszczepiliśmy je w gościnnych wodach tej sfery. Całe życie planetarne (oprócz osobowości pozaplanetarnych) aż do czasów Caligastii, Księcia Planetarnego, pochodziło z trzech naszych, pierwotnych, identycznych i równoczesnych zaszczepień życia wodnego. Te trzy zaszczepienia życia zostały określone jako: centralne lub eurazjatycko-afrykańskie, wschodnie lub australazjatyckie i zachodnie, obejmujące Grenlandię i obie Ameryki.

58:4.3 (668.1) 500.000.000 lat temu prymitywne, wodne życie roślinne, było dobrze ugruntowane na Urantii. Grenlandia i masa lądu arktycznego, razem z Ameryką Północną i Południową, rozpoczynały swój długi, powolny dryf na zachód. Afryka przesunęła się nieco na południe, tworząc idącą ze wschodu na zachód nieckę – basen śródziemnomorski – pomiędzy sobą a lądem macierzystym. Na południu i na wschodzie oderwały się i w międzyczasie odsunęły się na znaczną odległość Antarktyda, Australia i ląd, o istnieniu którego świadczą wyspy Oceanu Spokojnego.

58:4.4 (668.2) Zaszczepiliśmy prymitywne formy życia morskiego w osłoniętych zatokach tropikalnych mórz centralnych, w szczelinie rozłamującej się kontynentalnej masy lądowej, biegnącej po linii wschód-zachód. Zrobiliśmy trzy zaszczepienia życia morskiego, aby mieć pewność, że każda z wielkich mas lądowych będzie mieć to życie w wodach swych ciepłych mórz, kiedy nastąpi ich rozłączenie. Przewidywaliśmy, że w późniejszej epoce wyłaniania się życia lądowego, wielkie oceany rozdzielą te dryfujące, kontynentalne masy lądowe.

5. Dryf kontynentalny

58:5.1 (668.3) Trwał dryf lądów kontynentalnych. Jądro Ziemi stało się tak gęste i twarde jak stal, poddane ciśnieniu prawie 3.500 ton na centymetr kwadratowy, a na skutek ogromnego ciśnienia grawitacyjnego było i nadal jest bardzo gorące, głęboko w swym wnętrzu. Temperatura Ziemi wzrasta od powierzchni w głąb, aż w centrum jest nieco wyższa od powierzchniowej temperatury Słońca.

58:5.2 (668.4) Zewnętrzna warstwa, tysiąc sześćset kilometrów grubości masy ziemskiej, składa się głównie z różnych rodzajów skał. Pod nimi znajdują się gęstsze i cięższe pierwiastki metaliczne. We wczesnych epokach, przed powstaniem atmosfery, cały świat zbliżony był do stanu ciekłego, pozostając stopiony i silnie nagrzany, tak, że cięższe metale zatopiły się głęboko w jego wnętrzu. Te, które znajduje się dzisiaj bliżej powierzchni, reprezentują wycieki z pradawnych wulkanów, późniejsze rozległe wypływy lawy oraz niedawne złoża meteorytowe.

58:5.3 (668.5) Skorupa zewnętrzna miała grubość około sześćdziesięciu pięciu kilometrów. Ta zewnętrzna pokrywa podtrzymywana była przez morze roztopionego bazaltu o zróżnicowanej grubości, na którym bezpośrednio leżała, przez ruchomą warstwę roztopionej lawy, poddanej bardzo wysokiemu ciśnieniu, ale zawsze mającą tendencje do wypływania tu i ówdzie w procesie wyrównywania ciśnień planetarnych, co przyczyniało się do stabilizacji skorupy ziemskiej.

58:5.4 (668.6) Nawet dzisiaj kontynenty nadal pływają na tym nie skrystalizowanym, amortyzującym morzu roztopionego bazaltu. Gdyby nie ta ochrona, silniejsze trzęsienia ziemi dosłownie rozerwałyby świat na części. Trzęsienia ziemi wywoływane są przez ślizganie się i przesuwanie zewnętrznej skorupy a nie przez wulkany.

58:5.5 (668.7) Warstwy lawy skorupy ziemskiej, po schłodzeniu, tworzą granit. Średnia gęstość Urantii jest nieco ponad pięć i pół razy większa od gęstości wody; gęstość granitu jest prawie trzy razy większa od wody. Jądro Ziemi jest dwanaście razy gęstsze od wody.

58:5.6 (668.8) Dna mórz mają gęstość większą niż masy lądowe i to trzyma kontynenty ponad wodą. Kiedy dna mórz wynoszą się ponad poziom morza, można się przekonać, że składają się głównie z bazaltu, formy lawy znacznie cięższej od granitu mas lądowych. Poza tym, jeśli kontynenty nie byłyby lżejsze od podłoża oceanicznego, ciążenie wycisnęłoby brzegi oceanów na ląd, jednak nie dostrzega się takiego zjawiska.

58:5.7 (668.9) Ciężar oceanów jest dodatkowym czynnikiem, zwiększającym ciśnienie na ich podłoże. Niższe, ale względnie cięższe dna oceaniczne, wraz z masą pokrywającej je wody, są zbliżone swym ciężarem do wyższych, ale znacznie lżejszych kontynentów. Jednak wszystkie kontynenty mają tendencję do pełzania w kierunku oceanów. Ciśnienie kontynentalne na poziomie dna oceanów wynosi około 1400 kilogramów na centymetr kwadratowy. Znaczy to, takie byłoby ciśnienie masy kontynentalnej, znajdującej się 5.000 metrów ponad dnem oceanicznym. Ciśnienie wody na poziomie dna oceanów wynosi zaledwie 350 kilogramów na centymetr kwadratowy. Ta różnorodność ciśnień powoduje ześlizgiwanie się kontynentów w kierunku dna oceanów.

58:5.8 (669.1) W epokach poprzedzających życie, zaniżenie dna oceanicznego wypiętrzyło pojedynczą, kontynentalną masę lądową do takiej wysokości, że jej ukośne ciśnienie powodowało ześlizgiwanie się w dół jej krańców wschodnich, zachodnich i południowych, po leżących poniżej, częściowo lepkich pokładach lawy, w wody otaczającego Oceanu Spokojnego. Wyrównywało to ciśnienie kontynentalne na tyle, że na wschodnim wybrzeżu pradawnego kontynentu azjatyckiego nie nastąpiło szerokie pęknięcie, ale od tamtego czasu wschodnia linia brzegowa zawisła nad przepaścią przyległych głębin oceanicznych, grożąc ześlizgnięciem się do wodnego grobowca.

6. Okres przejściowy

58:6.1 (669.2) 450.000.000 lat temu nastąpiło przejście od życia roślinnego do zwierzęcego. To przeobrażenie nastąpiło w płytkich wodach tropikalnych osłoniętych zatok i lagun, na rozległych liniach brzegowych rozdzielających się kontynentów. Rozwój taki, który w całości zawarty był w pierwotnych wzorcach życia, dokonywał się stopniowo. Wiele było etapów przejściowych pomiędzy wczesnymi, prymitywnymi formami życia roślinnego a późniejszymi, dobrze rozwiniętymi organizmami zwierzęcymi. Do dziś przetrwały przejściowe formy śluzowatej pleśni, które trudno zaklasyfikować jako rośliny czy jako zwierzęta.

58:6.2 (669.3) Pomimo tego, że ślady ewolucji życia roślinnego znaleźć można w życiu zwierzęcym i chociaż znaleziono określone rodzaje roślin i zwierząt, które stopniowo przeszły od najprostszych po najbardziej złożone i zaawansowane organizmy, nie znajdziecie ogniw łączących wielkie grupy królestwa zwierząt, ani też pomiędzy najbardziej zaawansowanymi zwierzętami, poprzedzającymi ludzi, a pierwszymi przedstawicielami gatunku ludzkiego. Tych tak zwanych „brakujących ogniw” zawsze będzie brakować, z tego prostego powodu, że nigdy nie istniały.

58:6.3 (669.4) Z epoki na epokę pojawiały się zupełnie nowe gatunki życia zwierzęcego. Nie rozwijały się one na skutek stopniowej akumulacji drobnych zmian; pojawiały się jako w pełni ukształtowane, nowe gatunki życia i pojawiały się nagle.

58:6.4 (669.5) Nagłe pojawianie się nowych gatunków i zróżnicowanych klas organizmów żywych jest całkowicie biologiczne, zdecydowanie naturalne. Z tymi mutacjami genetycznymi nie wiąże się nic nadnaturalnego.

58:6.5 (669.6) Przy odpowiednim stopniu zasolenia rozwinęło się w oceanach życie zwierzęce i miało stosunkowo proste formy, pozwalające na przepływ słonej wody przez ciała morskich zwierząt. Kiedy jednak oceany się zmniejszyły i znacznie wzrósł w nich procent soli, te same zwierzęta wykształciły właściwości umożliwiające im redukcję zasolenia płynów w ich ciałach, podobnie jak te organizmy, które nauczyły się żyć w słodkiej wodzie, nabrały umiejętności zachowywania odpowiedniej ilości chlorku sodu w płynach swych ciał, dzięki pomysłowym metodom zatrzymywania soli.

58:6.6 (669.7) Badania zawartych w skałach skamielin życia morskiego ukazują wczesne zmagania dostosowawcze tych prymitywnych organizmów. Rośliny i zwierzęta nigdy nie zaprzestają takich eksperymentów przystosowawczych. Środowisko stale się zmienia a organizmy żywe wciąż usiłują adaptować się do takich, niekończących się fluktuacji.

58:6.7 (670.1) Wyposażenie fizjologiczne i struktura anatomiczna wszystkich nowych gatunków życia jest odpowiedzią na działanie praw fizyki, jednak późniejsze nadanie rozumu jest obdarzeniem przybocznymi umysłami-duchami, odpowiednio do wrodzonej pojemności mózgu. Umysł, chociaż nie jest wynikiem ewolucji fizycznej, jest całkowicie zależny od pojemności mózgu, osiągniętej w trakcie rozwoju fizycznego i ewolucyjnego.

58:6.8 (670.2) Przez prawie niekończące się cykle osiągnięć i strat, przystosowań i ponownych przystosowań, wszystkie organizmy żywe przeżywają wzloty i upadki z epoki na epokę. Przetrwają te, które osiągną kosmiczną harmonię, podczas gdy te, którym się to nie uda, przestają istnieć.

7. Księga historii geologicznej

58:7.1 (670.3) Rozległa grupa tych formacji skalnych, które tworzyły zewnętrzną skorupę świata w okresie zarania życia, lub proterozoiku, rzadko występuje teraz na powierzchni Ziemi. I kiedy te skały wynurzają się spod wszystkich pokładów późniejszych epok, znaleźć tam można tylko skamieniałe pozostałości roślin i wczesnego, prymitywnego życia zwierzęcego. Niektóre z tych starszych, wodnych osadów skalnych, zmieszane są z warstwami późniejszymi i czasem zawierają skamieniałe szczątki pewnych wcześniejszych form życia roślinnego, podczas gdy w najwyższych pokładach można czasami znaleźć pewne prymitywne formy organizmów wczesnego, morskiego życia zwierzęcego. W wielu miejscach te najstarsze, uwarstwione pokłady skalne, zawierające skamieliny wczesnego życia morskiego, zarówno zwierzęcego jak i roślinnego, znajdują się bezpośrednio na wierzchu starszych, jednolitych skał.

58:7.2 (670.4) Skamieliny z tej ery zawierają algi, rośliny podobne do korali, prymitywne pierwotniaki i gąbkowate organizmy przejściowe. Jednakże brak tego typu skamielin we wczesnych warstwach skalnych niekoniecznie dowodzi nieistnienia stworzeń żywych w innych rejonach, w czasie osadzania tych skał. W tych odległych czasach życie było dość rzadko rozsiane i powoli rozwijało się na powierzchni Ziemi.

58:7.3 (670.5) Skały z tej dawnej epoki znajdują się teraz na powierzchni Ziemi albo tuż pod jej powierzchnią, na około jednej ósmej obecnego obszaru lądów. Średnia grubość tych skał przejściowych, najstarszych warstw skał osadowych, wynosi około dwa i pół kilometra. W niektórych miejscach te pradawne formacje skalne osiągają grubość ponad sześciu kilometrów, jednak wiele warstw przypisanych tej erze należy do czasów późniejszych.

58:7.4 (670.6) W Ameryce Północnej ta pradawna warstwa skalna, zawierająca prymitywne skamieliny, wychodzi na powierzchnię we wschodnich, centralnych i północnych regionach Kanady. Istnieje również przerywane pasmo tej skały, idące ze wschodu na zachód, które rozciąga się od Pensylwanii i pradawnych Gór Adirondack na zachodzie, poprzez stany Michigan, Wisconsin i Minnesota. Inne takie pasma biegną od Nowej Fundlandii do Alabamy i od Alaski do Meksyku.

58:7.5 (670.7) Skały z tej epoki ukazują się w wielu miejscach na całym świecie, ale żadne z nich nie są tak łatwe do odczytania jak te, w okolicach Jeziora Górnego oraz w Wielkim Kanionie rzeki Kolorado, gdzie skały, zawierające skamieliny prymitywnych organizmów w kilku warstwach, świadczą o wstrząsach i niestałości powierzchni w tych dawnych czasach.

58:7.6 (670.8) Ta warstwa skalna, najstarsza warstwa skorupy ziemskiej zawierająca skamieliny, została pognieciona, pofałdowana i groteskowo poskręcana na skutek trzęsień ziemi i wybuchów dawnych wulkanów. Wylewy lawy w tej epoce wyniosły w górę, blisko powierzchni planety, duże ilości żelaza, miedzi i ołowiu.

58:7.7 (670.9) Niewiele jest miejsc na Ziemi, gdzie tego typu aktywność jest lepiej zobrazowana niż w dolinie St. Croix, w stanie Wisconsin. W tym rejonie nastąpiło sto dwadzieścia siedem kolejnych wypływów lawy na powierzchnię, po czym ląd zanurzał się pod wodę, co powodowało powstawanie skał osadowych. Jakkolwiek dziś już nie istnieje wiele wierzchnich, skalnych sedymentacji przerywanych wypływami lawy i chociaż dolne partie tej formacji skalnej zagrzebane są głęboko w ziemi, to jednak około sześćdziesiąt pięć czy siedemdziesiąt tych warstwowych zapisów przeszłości nadal jest widoczne.

58:7.8 (671.1) W tych dawnych epokach, kiedy większość lądów znajdowała się blisko poziomu morza, następowało wiele ich kolejnych zanurzeń i wynurzeń. Skorupa ziemska właśnie wkraczała w swój późniejszy okres względnej stabilizacji. Pofałdowania, wzniesienia i zagłębienia, pozostałości wcześniejszego dryfu kontynentalnego, przyczyniły się do częstotliwości tych okresowych zanurzeń wielkich mas lądowych.

58:7.9 (671.2) W tych czasach prymitywnego życia morskiego, rozległe obszary wybrzeży kontynentalnych zatapiały się w morzach na głębokość od metra do ośmiuset metrów. Wiele starszych piaskowców i zlepieńców reprezentuje osadowe nawarstwienia tych pradawnych wybrzeży. Skały osadowe, należące do tych wczesnych nawarstwień, spoczywają bezpośrednio na tych warstwach, które pochodzą daleko sprzed czasów powstania życia, z okresu, kiedy zaczął pojawiać się ocean światowy.

58:7.10 (671.3) Niektóre, górne warstwy tych przejściowych osadów skalnych, zawierają niewielkie ilości iłów lub łupków ilastych o ciemnym zabarwieniu, co wskazuje na obecność węgla organicznego i świadczy o istnieniu przodków tych form życia roślinnego, które zalało Ziemię podczas późniejszego karbonu czy okresu węglowego. Większość miedzi, znajdującej się w tych pokładach skalnych, pochodzi z osadów wodnych. Trochę miedzi znaleźć można w pęknięciach starszych skał, gdzie stanowi ona koncentrat nieruchomych wód bagiennych, istniejących na niektórych prastarych, osłoniętych wybrzeżach. Kopalnie żelaza Ameryki Północnej i Europy znajdują się w miejscach osadów i wylewów, występujących częściowo w starszych, nie uwarstwionych skałach a częściowo w późniejszych, warstwowych skałach z przejściowych okresów formowania życia.

58:7.11 (671.4) Z tą erą związane jest rozprzestrzenianie się życia w wodach świata; życie morskie na Urantii umocniło się dobrze. Dna płytkich i rozległych mórz śródlądowych opanowywane są stopniowo przez obfitą i bujną roślinność, podczas gdy wody przybrzeżne roją się od prostych form życia zwierzęcego.

58:7.12 (671.5) Cała ta historia opowiedziana jest graficznie na kartach skamielin, w rozległej „kamiennej księdze” historii świata. A karty tego gigantycznego, biogeologicznego zapisu niezawodnie powiedzą prawdę, jeśli tylko nauczycie się umiejętnie je interpretować. Wiele tych, prastarych den morskich, wyniesionych jest teraz wysoko ponad lądem a ich osady, epoka po epoce, opowiadają o zmaganiach życia z tych dawnych dni. Dosłowną prawdę powiedział wasz poeta: „Pył, który depczemy, ongiś żywy był”.

58:7.13 (671.6) [Przekazane przez członka korpusu Nosicieli Życia z Urantii, obecnie przebywającego na planecie].

Przekaz 59, Era życia morskiego na Urantii

Księga Urantii

Przekaz 59

Era życia morskiego na Urantii

59:0.1 (672.1) UWAŻAMY, że historia Urantii zaczyna się około miliarda lat temu i trwa przez pięć głównych er:

59:0.2 (672.2) 1. Era przed powstaniem życia trwa pierwsze czterysta pięćdziesiąt milionów lat, mniej więcej od tego czasu, kiedy planeta osiągnęła swą obecną wielkość, aż do czasu zaprowadzenia na niej życia. Wasi uczeni nazwali ten okres archeozoik.

59:0.3 (672.3) 2. Era zarania życia trwa następne sto pięćdziesiąt milionów lat. Epoka ta rozciąga się pomiędzy czasem poprzedzającym powstanie życia albo epoką kataklizmów a następującym później okresem wyżej rozwiniętego życia morskiego. Era ta znana jest waszym badaczom jako proterozoik.

59:0.4 (672.4) 3. Era życia morskiego obejmuje następne dwieście pięćdziesiąt milionów lat i jest wam lepiej znana jako paleozoik.

59:0.5 (672.5) 4. Era wczesnego życia lądowego rozciąga się na następne sto milionów lat i jest znana jako mezozoik.

59:0.6 (672.6) 5. Era ssaków zajmuje ostatnie pięćdziesiąt milionów lat. Ta ostatnia era znana jest jako kenozoik.

59:0.7 (672.7) Tak więc era życia morskiego obejmuje około jednej czwartej waszej planetarnej historii. Można ją podzielić na sześć długich okresów, charakteryzujących się pewnymi, wyraźnie określonymi etapami rozwojowymi, zarówno w sferze geologicznej jak i w domenach biologicznych.

59:0.8 (672.8) Na początku tej ery dna morskie, rozległe szelfy kontynentalne i liczne płytkie baseny przybrzeżne, pokryte są płodną roślinnością. Rozwinęły się już bardzo proste, prymitywne formy życia zwierzęcego, z poprzedzających je organizmów roślinnych i te pierwotne organizmy zwierzęce stopniowo rozprzestrzeniły się wzdłuż rozległych linii wybrzeża różnych mas lądowych aż wiele mórz śródlądowych zaroiło się od prymitywnego życia morskiego. Ponieważ niewiele tych wczesnych organizmów posiadało muszle, tylko nieliczne z nich zachowały się w postaci skamielin. Tym niemniej scena jest gotowa do otwarcia pierwszych rozdziałów tej wspaniałej „kamiennej księgi”, utrwalającej zapis życia, która została tak metodycznie wypracowana podczas kolejnych epok.

59:0.9 (672.9) Kontynent Ameryki Północnej jest wyjątkowo bogaty w osady, zawierające skamieliny z całej epoki życia morskiego. Najwcześniejsze i najstarsze złoża oddzielone są od ostatnich warstw okresu poprzedzającego rozległymi osadami erozyjnymi, które wyraźnie rozdzielają te dwa etapy planetarnego rozwoju.

1. Wczesne życie morskie w płytkich morzach
Epoka trylobitów

59:1.1 (673.1) W początkach tego okresu, względnego spokoju na powierzchni Ziemi, życie ogranicza się do różnorodnych mórz śródlądowych i do linii brzegowej oceanów; nie wykształciła się jeszcze żadna forma organizmów lądowych. Prymitywne zwierzęta morskie są dobrze zadomowione, gotowe do kolejnego etapu ewolucyjnego rozwoju. Ameby są typowymi pozostałościami po tym wstępnym etapie życia zwierzęcego, pojawiają się one pod koniec okresu przejściowego, poprzedzającego okres omawiany.

59:1.2 (673.2) 400.000.000 lat temu życie morskie, zarówno roślinne jak i zwierzęce, rozprzestrzenione jest równomiernie na całym świecie. Światowy klimat ociepla się lekko i staje się bardziej równomierny. Następuje generalne zalanie wybrzeży różnych kontynentów, w szczególności Ameryki Północnej i Południowej. Pojawiają się nowe oceany a starsze akweny wodne znacznie się powiększają.

59:1.3 (673.3) Roślinność po raz pierwszy wpełza na ląd i wkrótce osiąga znaczny postęp w dostosowaniu się do niemorskiego środowiska.

59:1.4 (673.4) Nagle, a nie stopniowo, pojawiają się przodkowie pierwszych zwierząt wielokomórkowych. Wykształciły się trylobity i przez całe epoki panowały w morzach. Z punktu widzenia życia morskiego jest to epoka trylobitów.

59:1.5 (673.5) W późniejszej części tego odcinka czasowego wynurzyła się z morza duża część Ameryki Północnej i Europy. Skorupa ziemska chwilowo się ustabilizowała, góry, albo raczej wysokie wzniesienia lądu, wyrosły wzdłuż wybrzeży Atlantyku i Oceanu Spokojnego, w Indiach Zachodnich i w południowej Europie. Cały rejon Karaibów został znacznie wyniesiony.

59:1.6 (673.6) 390.000.000 lat temu ląd nadal był wyniesiony. W niektórych częściach wschodniej i zachodniej Ameryki oraz zachodniej Europy można znaleźć warstwy skalne osadzone w tych czasach i są to najstarsze skały zawierające skamieniałe trylobity. Było wtedy wiele palczastych zatok, wrzynających się w masy lądowe, w których się osadziły te, zawierające skamieliny skały.

59:1.7 (673.7) W ciągu kilku milionów lat Ocean Spokojny zaczął zalewać kontynenty amerykańskie. Zatapianie lądu spowodowane było głównie wyrównywaniem skorupy ziemskiej, chociaż boczny ruch lądów, czy pełzanie kontynentów, również przyczyniały się do tego zjawiska.

59:1.8 (673.8) 380.000.000 lat temu Azja się zapadała a wszystkie inne kontynenty przeżywały okres krótkotrwałego wynurzenia. Jednak podczas trwania tej epoki, nowo wtedy powstały Ocean Atlantycki dokonywał rozległych najazdów na wszystkie, przylegające do niego linie brzegowe. Północny Atlantyk czy Morze Arktyczne były wówczas połączone z południowymi wodami Zatoki Meksykańskiej. Kiedy to południowe morze wtargnęło w łęk Appalachów, jego fale rozbijały się od wschodu o góry tak wysokie jak Alpy, jednak generalnie kontynenty były wtedy niezbyt interesującymi nizinami, całkowicie pozbawionymi malowniczości.

59:1.9 (673.9) Złoża osadowe z tamtych epok są czterech rodzajów:

59:1.10 (673.10) 1. Zlepieńce – materiał odkładający się w pobliżu linii brzegowych.

59:1.11 (673.11) 2. Piaskowce – osady wytworzone w płytkich wodach tam gdzie fale były odpowiednio duże, żeby zapobiec osadzaniu się mułu.

59:1.12 (673.12) 3. Łupki ilaste – osady odkładające się w głębszych i spokojniejszych wodach.

59:1.13 (673.13) 4. Wapień – wraz z osadami muszli trylobitów w głębokiej wodzie.

59:1.14 (673.14) Skamieniałości trylobitów z tamtych czasów wykazują pewne zasadnicze cechy wspólne, w połączeniu z pewnymi, wyraźnie wyróżniającymi się odmianami. Wczesne organizmy zwierzęce, rozwijające się z trzech pierwotnych zaszczepień życia, były specyficzne; te, które pojawiły się na półkuli zachodniej różniły się nieco od tych z grupy eurazjatyckiej oraz od typu australijsko-azjatyckiego, czy australijsko-antarktycznego.

59:1.15 (674.1) 370.000.000 lat temu nastąpiło ogromne i prawie całkowite zanurzenie Ameryki Północnej i Południowej, a po nim przyszło zatopienie Afryki i Australii. Tylko niektóre części Ameryki Północnej wystawały ponad poziom płytkich mórz kambryjskich. Pięć milionów lat później morza się wycofały, pod naporem wznoszącego się lądu. I wszystkie te zjawiska zatapiania i wynoszenia lądu nie były gwałtowne, przebiegały powoli, na przestrzeni milionów lat.

59:1.16 (674.2) Warstwy z tej epoki, zawierające skamieliny trylobitów, odsłaniają się tu i ówdzie na wszystkich kontynentach, za wyjątkiem Azji centralnej. W wielu rejonach skały te leżą poziomo, ale w górach są nachylone i zdeformowane, na skutek nacisku i fałdowania. Ciśnienie to w wielu miejscach zmieniło pierwotny charakter tych złóż. Piaskowiec zmienił się w kwarc, łupki ilaste zamieniły się w łupki krystaliczne, podczas gdy wapień został przekształcony w marmur.

59:1.17 (674.3) 360.000.000 lat temu lądy wciąż się podnosiły. Ameryka Północna i Południowa były dobrze wyniesione. Wynurzała się Europa Zachodnia i Wyspy Brytyjskie, za wyjątkiem części Walii, głęboko zanurzonej. W tych epokach nie było wielkich połaci lodowych. Domniemane nawarstwienia polodowcowe, związane z tymi warstwami w Europie, Afryce, Chinach i Australii, pochodzą z odosobnionych lodowców górskich, albo z przemieszczania zwietrzelin polodowcowych późniejszego pochodzenia. Klimat światowy miał charakter oceaniczny a nie kontynentalny. Morza południowe były wtedy cieplejsze niż są teraz i rozciągały się przez Amerykę Północną aż do obszarów polarnych. Prąd Zatokowy opływał centralną część Ameryki Północnej, skąd odchylał się na wschód, obmywając i ogrzewając wybrzeża Grenlandii, tworząc z tego, pokrytego teraz lodem kontynentu istny tropikalny raj.

59:1.18 (674.4) Życie morskie było zasadniczo jednolite na całym świecie i składało się z wodorostów, jednokomórkowców, prostych gąbek, trylobitów i innych skorupiaków – krewetek, krabów i homarów. Pod koniec tego okresu pojawiło się trzy tysiące gatunków ramienionogów; tylko dwieście z nich przetrwało. Zwierzęta te reprezentują ten gatunek wczesnego życia, który istnieje do dzisiaj praktycznie w nie zmienionej postaci.

59:1.19 (674.5) Pośród stworzeń żywych dominowały jednak trylobity. Były to zwierzęta płciowe i miały wiele odmian; będąc marnymi pływakami, unosiły się leniwie w wodzie lub pełzały po dnach morskich; atakowane przez pojawiających się później wrogów, zwijały się w odruchu samoobrony. Osiągały długość od pięciu do trzydziestu centymetrów i rozwinęły się w cztery oddzielne grupy: mięsożernych, roślinożernych, wszystkożernych i „zjadaczy mułu”. Zdolność tej ostatniej grupy do żywienia się materią nieorganiczną – grupy stanowiącej ostatnie zwierzę wielokomórkowe o takich właściwościach – wyjaśnia jej olbrzymi rozrost i długi okres trwania.

59:1.20 (674.6) Taki był biogeologiczny obraz Urantii pod koniec tego, długiego okresu w historii świata, obejmującego pięćdziesiąt milionów lat, który wasi geolodzy nazywają kambryjskim.

2. Pierwszy okres zalewu kontynentów
Epoka zwierząt bezkręgowych

59:2.1 (674.7) Zjawisko okresowego wynoszenia i zatapiania lądów, charakterystyczne dla tych czasów, było stopniowe i mało spektakularne, towarzyszyło mu tylko trochę aktywności wulkanicznej albo nie było jej wcale. Poprzez wszystkie te, kolejne wynoszenia i obniżania lądów, macierzysty kontynent azjatycki niezupełnie podzielał historię innych mas lądowych. Wielokrotnie był zalewany, zanurzając się to z jednego to z drugiego końca, szczególnie podczas swej wcześniejszej historii, jednak nie ma on tak jednolitych osadów skalnych, jakie mogą być odkryte na innych kontynentach. W ostatnich epokach Azja pozostaje najbardziej stabilnym kontynentem spośród wszystkich mas lądowych.

59:2.2 (675.1) 350.000.000 lat temu to początek wielkiego zalewania wszystkich kontynentów, za wyjątkiem Azji centralnej. Masy lądowe były wielokrotnie zalewane wodą, tylko przybrzeżne wzniesienia wystawały ponad płytkimi, ale szeroko rozlanymi, zmiennymi morzami śródlądowymi. Okres ten charakteryzowały trzy ważniejsze zanurzenia, ale przed jego zakończeniem kontynenty wydźwignęły się ponownie, tworząc wynurzenie lądów generalnie o piętnaście procent większe niż obecnie istniejące. Obszar Karaibów był wysoko wyniesiony. W tym czasie Europa nie odznaczała się niczym szczególnym, ze względu na mniejsze fluktuacje lądu, przy wciąż trwającej aktywności wulkanicznej.

59:2.3 (675.2) 340.000.000 lat temu nastąpiło kolejne, rozległe zatopienie lądów, za wyjątkiem Azji i Australii. Generalnie, wody oceanów światowych były zmieszane. Był to wielki wiek wapienia, większość tego kamienia osadziła się dzięki wydzielającym wapno algom.

59:2.4 (675.3) Kilka milionów lat później znaczne części kontynentów amerykańskich i Europa zaczęły wynurzać się z wody. Na półkuli zachodniej tylko odnoga Oceanu Spokojnego pozostawała ponad Meksykiem i rejonami obecnych Gór Skalistych, ale pod koniec tej epoki wybrzeża Atlantyku i Oceanu Spokojnego znowu zaczęły tonąć.

59:2.5 (675.4) 330.000.000 lat temu to początek względnie spokojnego okresu na całym świecie, z większością lądu znowu nad wodą. Jedynym wyjątkiem w tym królestwie ziemskiego spokoju była erupcja ogromnego wulkanu w Ameryce Północnej, we wschodnim Kentucky; była to jedna z największych, odosobnionych aktywności wulkanicznych, jakie wydarzyły się na świecie. Popioły tego wulkanu pokryły powierzchnię tysiąca trzystu kilometrów kwadratowych warstwą o grubości od czterech i pół do sześciu metrów.

59:2.6 (675.5) 320.000.000 lat temu nastąpiło trzecie, większe zalanie tego okresu. Wody tego zatopienia pokryły cały ląd, zanurzony podczas poprzedniego potopu i rozciągały się szerzej w wielu kierunkach, nad obiema Amerykami i Europą. Wschodnia część Ameryki Północnej i zachodnia Europa znalazły się od 3.000 do 4.500 metrów pod wodą.

59:2.7 (675.6) 310.000.000 lat temu masy lądowe świata znowu były dobrze wyniesione, za wyjątkiem południowych części Ameryki Północnej. Pojawił się Meksyk, tworząc tym samym Zatokę Meksykańską, która od tamtego czasu zachowuje swą tożsamość.

59:2.8 (675.7) Życie nadal rozwija się tym okresie. Świat raz jeszcze jest cichy i względnie spokojny; klimat pozostaje łagodny i jednolity; rośliny lądowe migrują coraz dalej od wybrzeży morskich. Formy życiowe są dobrze rozwinięte, chociaż niewiele można znaleźć skamielin roślinnych pochodzących z tamtych czasów.

59:2.9 (675.8) Była to wspaniała epoka ewolucji organizmów poszczególnych zwierząt, aczkolwiek już wcześniej nastąpiło wiele podstawowych przemian, takich jak przekształcenie się roślin w zwierzęta. Fauna morska rozwinęła się do tego punktu, że każdy rodzaj życia, niżej stopnia kręgowców, reprezentowany jest w skamielinach tych skał, jakie osadziły się w tamtych czasach. Jednak wszystkie te zwierzęta były organizmami morskimi. Nie pojawiły się jeszcze żadne zwierzęta lądowe, za wyjątkiem kilku typów robaków, które zagrzebywały się w piaskach nadmorskich plaż; rośliny lądowe również nie pokrywały jeszcze kontynentów, wciąż za dużo było dwutlenku węgla w powietrzu, aby zapewnić byt organizmom oddychającym powietrzem. Zasadniczo, egzystencja wszystkich zwierząt, za wyjątkiem niektórych bardziej prymitywnych, zależy bezpośrednio lub pośrednio od życia roślinnego.

59:2.10 (676.1) Trylobity wciąż dominowały. Te małe zwierzątka istniały w dziesiątkach tysięcy form i były przodkami dzisiejszych skorupiaków. Niektóre z trylobitów miały po dwadzieścia pięć a inne aż do czterech tysięcy drobnych oczek, inne z kolei pozbawione były oczu. Pod koniec tego okresu, trylobity dzieliły panowanie nad morzami z kilkoma innymi formami bezkręgowców. Jednak na początku kolejnego okresu zanikły one zupełnie.

59:2.11 (676.2) Wydzielające wapno algi były bardzo rozpowszechnione. Istniały też tysiące gatunków wczesnych przodków korali. W znacznych ilościach występowały robaki morskie i wiele odmian meduz, które dawno wymarły. Wykształciły się koralowce i późniejsze typy gąbek. Głowonogi były dobrze rozwinięte i przetrwały jako współczesny łodzik, ośmiornica, mątwa i kałamarnica.

59:2.12 (676.3) Istniało wiele rodzajów zwierząt muszelkowych, ale muszle nie były im wtedy potrzebne do celów obronnych, tak jak w epokach późniejszych. W wodach prastarych mórz żyły brzuchonogi a obejmowały one jednomuszlowe świdraki, pobrzeżki i ślimaki. Dwuskorupowe brzuchonogi przetrwały następne miliony lat w stanie mało zmienionym a obejmują one małże, mięczaki, ostrygi i przegrzebki. Rozwinęły się również organizmy w kształcie muszli-konchy i te ramienionogi żyły w pradawnych wodach podobnie jak dzisiaj; miały one nawet przeguby, karby oraz inne rodzaje zabezpieczeń ich muszli.

59:2.13 (676.4) Tak się kończy ewolucyjna historia drugiego wielkiego okresu życia morskiego, który znany jest waszym geologom jako ordowik.

3. Drugie stadium wielkiego potopu
Okres koralowy – epoka ramienionogów

59:3.1 (676.5) 300.000.000 lat temu zaczął się następny, wielki okres zatapiania lądów. Rozprzestrzeniające się w kierunku południowym i północnym prastare morza sylurskie gotowe były do pochłonięcia większej części Europy i Ameryki Północnej. Ląd nie wynosił się wysoko ponad morzem a zatem osady, odkładające się wokół linii brzegowych, były znikome. Morza tętniły życiem wapienno-muszelkowym a opadanie tych muszli na dno morskie wytwarzało stopniowo bardzo grube pokłady wapienia. Jest to pierwsze tak szerokie osadzanie się skał wapiennych a pokrywa ono praktycznie całą Europę i Amerykę Północną, jednak tylko w niewielu miejscach występuje na powierzchni Ziemi. Średnia grubość tych prastarych pokładów skalnych wynosi około 300 metrów, ale wiele tych osadów uległo od tego czasu znacznemu zdeformowaniu przez wykrzywienia, wypiętrzenia i uskoki; znaczna ich ilość uległa przemianie w kwarc, łupki i marmur.

59:3.2 (676.6) W pokładach kamiennych z tego okresu nie spotyka się skał piroklastycznych bądź lawy, za wyjątkiem tych, które pochodzą z wielkich wulkanów południowej Europy, wschodniego Maine oraz wypływów lawy w Quebeku. Aktywność wulkaniczna w znacznym stopniu przeminęła. Dominowały osady wodne, nie było ruchów górotwórczych albo ich było bardzo mało.

59:3.3 (676.7) 290.000.000 lat temu morza w znacznym stopniu wycofały się z kontynentów a dna oceanów, otaczających kontynenty, się zapadały. Masy lądowe niewiele się zmieniły, aż do czasu ich ponownego zanurzenia. Wczesne ruchy górotwórcze zaczynały się na wszystkich kontynentach a największe z tych wyniesień skorupy ziemskiej to Himalaje w Azji oraz wielkie Góry Kaledońskie, rozciągające się od Irlandii, poprzez Szkocję, aż po Spitsbergen.

59:3.4 (677.1) W osadach z tego właśnie okresu można znaleźć najwięcej gazu ziemnego, ropy naftowej, cynku i ołowiu, przy czym gaz i ropa powstały z ogromnej ilości materii roślinnej i zwierzęcej, przeniesionej w dół podczas poprzedniego zatopienia lądów, podczas gdy pokłady minerałów są wynikiem ich osadzania się w nieruchomych masach wodnych. W tym okresie powstało wiele złóż soli kamiennej.

59:3.5 (677.2) Trylobity gwałtownie zanikały a centrum sceny życia zajęły teraz większe mięczaki albo głowonogi. Zwierzęta te dochodziły do czterech i pół metra długości oraz do trzydziestu centymetrów średnicy i zapanowały nad morzami. Ten gatunek zwierząt pojawił się nagle i zaczął dominować w życiu morskim.

59:3.6 (677.3) W tej epoce, w rejonie europejskim występowała wzmożona aktywność wulkaniczna. Przez wiele milionów lat nie było tak gwałtownych i rozległych wybuchów wulkanicznych jak te, które miały miejsce wokół basenu śródziemnomorskiego, zwłaszcza w pobliżu Wysp Brytyjskich. Wylewy lawy w rejonie Wysp Brytyjskich ukazują się dziś jako naprzemianległe pokłady lawy i skał, grube na ponad 7.500 metrów. Skały te odkładały się dzięki sporadycznym wylewom lawy, które rozprzestrzeniały się po dnie płytkiego morza, tym samym przeplatały się ze skałami osadowymi i wszystko to zostało potem wyniesione wysoko ponad poziom morza. Gwałtowne trzęsienia ziemi występowały w północnej Europie, zwłaszcza w Szkocji.

59:3.7 (677.4) Klimat oceaniczny był nadal łagodny i równomierny a ciepłe morza obmywały brzegi lądów polarnych. W pokładach, sięgających aż do bieguna północnego, znaleźć można ramienionogi i inne skamieliny życia morskiego. Wciąż rozprzestrzeniały się brzuchonogi, ramienionogi, gąbki i koralowce rafotwórcze.

59:3.8 (677.5) Z końcem tej epoki związane jest drugie rozprzestrzenianie się mórz sylurskich, wraz z kolejnym wymieszaniem się wód oceanu południowego i północnego. Głowonogi panowały w morzach, podczas gdy towarzyszące im formy życia stopniowo się rozwijały i różnicowały.

59:3.9 (677.6) 280.000.000 lat temu kontynenty wynurzyły się w znacznym stopniu z drugiego zalewu sylurskiego. Pokłady skalne, pochodzące z tego zanurzenia, znane są w Ameryce Północnej jako wapienie Niagary, ponieważ jest to ta warstwa skalna, z której dziś spływa wodospad Niagara. Te pokłady skalne rozciągają się od gór wschodnich po rejon doliny Missisipi, ale nie dalej na zachód, za wyjątkiem części południowej. Kilka takich warstw przechodzi poprzez Kanadę, części Ameryki Południowej, Australię i większą część Europy, średnia grubość tych serii typu Niagary wynosi ponad sto osiemdziesiąt metrów. Zaraz nad pokładami Niagary znaleźć można w wielu rejonach nagromadzenie zlepieńców, łupków ilastych i soli kamiennej. Jest to nagromadzenie osadów wtórnych. Sól osadzała się tutaj w wielkich lagunach, które na przemian otwierały się i zamykały dla morza, co wskutek parowania powodowało osadzanie się soli, razem z innymi materiałami zawartymi w roztworze. W niektórych regionach takie pokłady soli kamiennej osiągają grubość ponad dwudziestu metrów.

59:3.10 (677.7) Klimat jest równomierny i łagodny a skamieliny morskie odkładają się na obszarach arktycznych. Jednak pod koniec tej epoki morza są tak silnie zasolone, że życie w nich prawie zamiera.

59:3.11 (677.8) Pod koniec ostatniego zatopienia sylurskiego następuje bujny rozwój szkarłupni – lilii kamiennych – co widać po pokładach wapienia krynoidowego. Trylobity prawie zanikły a mięczaki dalej panują w morzach; coraz intensywniej formują się rafy koralowe. W tej epoce, w bardziej sprzyjających ku temu miejscach, po raz pierwszy rozwijają się prymitywne skorpiony wodne. Niedługo potem i nagle, pojawiają się prawdziwe skorpiony – oddychające powietrzem.

59:3.12 (678.1) Wydarzenia te zamykają trzeci okres życia morskiego, obejmujący dwadzieścia pięć milionów lat, znany waszym badaczom jako sylur.

4. Stadium wielkiego wynurzenia lądu
Okres życia roślinnego na lądzie
Epoka ryb

59:4.1 (678.2) W trwających całe epoki zmaganiach pomiędzy lądem a wodą, przez długi czas morze względnie zwyciężało, ale nadchodzą teraz czasy zwycięstw lądu. Dryfujące kontynenty zbytnio się jeszcze nie rozsunęły, czasami wszystkie praktycznie lądy świata połączone są smukłymi przesmykami i wąskimi pomostami lądowymi.

59:4.2 (678.3) Wraz z wynurzeniem się lądu, z ostatniego potopu sylurskiego, zakończył się ważny okres w rozwoju świata i ewolucji życia. Jest to zaranie nowej epoki na Ziemi. Nagi i nieciekawy krajobraz przeszłości ubiera się teraz w bujną zieleń i wkrótce pojawią się pierwsze, wspaniałe lasy.

59:4.3 (678.4) Życie morskie w tym czasie było bardzo urozmaicone, na skutek wcześniejszej segregacji gatunków, ale później nastąpiło swobodne mieszanie się i koegzystencja wszystkich tych różnorodnych typów zwierząt. Ramienionogi wcześnie dotarły do kulminacyjnego punktu swego rozwoju i zostały zastąpione przez stawonogi i po raz pierwszy pojawiły się pąkle. Największym jednak ze wszystkich wydarzeniem było nagłe pojawienie się rodziny ryb. W historii świata nastała epoka ryb, okres charakteryzujący się gatunkiem zwierząt kręgowych.

59:4.4 (678.5) 270.000.000 lat temu kontynenty były w całości ponad wodą. Przez wiele milionów lat nie było tak wiele lądu ponad wodą równocześnie; w historii świata okres ten był jedną z największych epok wynurzenia lądów.

59:4.5 (678.6) Pięć milionów lat później, obszary lądowe Ameryki Północnej i Południowej, Europy, Afryki, Azji północnej i Australii, zostały na krótko zalane; w takim czy innym czasie nastąpiło prawie całkowite zatopienie Ameryki Północnej, czego wynikiem są pokłady wapienia o grubości od 150 do 1.500 metrów. Te rozmaite morza dewońskie rozciągały się najpierw w jednym a potem w drugim kierunku, tak, że rozległe, północnoamerykańskie, arktyczne morze śródlądowe znalazło drogę do Oceanu Spokojnego przez północną Kalifornię.

59:4.6 (678.7) 260.000.000 lat temu, pod koniec tej epoki obniżania się lądu, Ameryka Północna była częściowo pokryta morzami, połączonymi równocześnie z wodami Pacyfiku, Atlantyku, Morza Arktycznego i Zatoki Meksykańskiej. Osady powstałe w późniejszych okresach pierwszego potopu dewońskiego mają średnią grubość około trzystu metrów. Charakterystyczne dla tych czasów są rafy koralowe, co oznacza, że morza śródlądowe były przejrzyste i płytkie. Te złoża koralowe pozostają odsłonięte na brzegach rzeki Ohio, niedaleko Louisville, w stanie Kentucky i mają około 30 metrów grubości a obejmują ponad dwieście odmian. Takie formacje koralowe rozciągają się poprzez Kanadę i Europę północną, aż do obszarów arktycznych.

59:4.7 (678.8) Po tych zatopieniach, wiele linii brzegowych zostało znacznie wyniesionych, tak, że wcześniejsze pokłady pokrył muł i iły. Istnieje również warstwa czerwonego piaskowca, charakterystyczna dla jednego z osadów dewońskich i ten czerwony pokład rozciąga się na znacznych obszarach powierzchni Ziemi, znajdowany w Ameryce Północnej i Południowej, Europie, Rosji, Chinach, Afryce i Australii. Takie czerwone osady oznaczają istnienie warunków pustynnych lub prawie pustynnych, chociaż klimat tej epoki był nadal łagodny i równomierny.

59:4.8 (679.1) Przez cały ten okres ląd położony na południowy wschód od wyspy Cincinnati pozostawał wysoko ponad wodą. Jednak zanurzona była spora część Europy zachodniej, razem z Wyspami Brytyjskimi. W Walii, Niemczech i innych częściach Europy, skały dewońskie mają 6.000 metrów grubości.

59:4.9 (679.2) 250.000.000 lat temu pojawiła się rodzina ryb, kręgowce, co jest jednym z najważniejszych stopni całej przedludzkiej ewolucji.

59:4.10 (679.3) Przodkami pierwszych kręgowców były stawonogi albo skorupiaki. Dwóch zmodyfikowanych przodków stawonogów zwiastowało pojawienie się rodziny rybiej, jeden miał długie ciało, łączące głowę i ogon, podczas gdy drugi był pozbawioną kręgosłupa i szczęk prarybą. Jednak te pierwsze gatunki zostały prędko wyniszczone, kiedy ryby, pierwsze kręgowce świata zwierzęcego, pojawiły się nagle od strony północnej.

59:4.11 (679.4) Wiele największych, prawdziwych ryb, należy do tej epoki; niektóre uzębione odmiany sięgały od siedmiu i pół do dziewięciu metrów długości; dzisiejsze rekiny są pozostałościami tych pradawnych ryb. Wyposażone w płuca i pancerze ryby osiągnęły szczyt swego ewolucyjnego rozwoju a przed końcem tej epoki ryby dostosowały się zarówno do słodkich jak i słonych wód.

59:4.12 (679.5) Prawdziwe pokłady rybich kości, zębów i szkieletów, znaleźć można w osadach, które odłożyły się przy końcu tego okresu, a bogate złoża skamielin znajdują się wzdłuż wybrzeża Kalifornii, ponieważ wiele osłoniętych zatok Oceanu Spokojnego wcinało się w ląd tego obszaru.

59:4.13 (679.6) Ziemia szybko pokrywała się nowymi rodzajami roślinności lądowej. Dotychczas na lądzie rosło niewiele roślin, za wyjątkiem linii brzegowej. Teraz, nagle, pojawiła się płodna rodzina paproci i szybko rozprzestrzeniła się na wszystkie części świata, na powierzchni gwałtownie wynurzającego się lądu. Wkrótce powstały gatunki drzew, grube na sześćdziesiąt centymetrów a wysokie na ponad dwanaście metrów; później ukształtowały się liście, ale te wczesne odmiany miały jedynie prymitywne listowie. Istniało też wiele mniejszych roślin, ale nie można znaleźć ich skamielin, gdyż zostały zniszczone przez bakterie, które pojawiły się jeszcze wcześniej.

59:4.14 (679.7) W miarę wznoszenia się lądu, Ameryka Północna połączyła się z Europą, poprzez mosty lądowe rozciągające się do Grenlandii. I współczesna Grenlandia nosi pod swym lodowym płaszczem pozostałości wczesnych roślin lądowych.

59:4.15 (679.8) 240.000.000 lat temu ląd zaczął się zatapiać, na części zarówno Europy jak i obu Ameryk. Zanurzenie to było ostatnim i najmniej rozległym potopem dewońskim. Morza arktyczne znowu posunęły się na południe, ponad znaczną częścią Ameryki Północnej, Atlantyk zalał dużą część Europy i Azji zachodniej, podczas gdy południowy Ocean Spokojny pokrył większą część Indii. Ten zalew następował powoli i równie powoli się cofnął. Góry Catskill, położone wzdłuż zachodniego brzegu rzeki Hudson, są jednym z największych pomników geologicznych tej epoki, jaki znaleźć można na powierzchni Ameryki Północnej.

59:4.16 (679.9) 230.000.000 lat temu morza wciąż się cofały. Większa część Ameryki Północnej znajdowała się ponad wodą a intensywna aktywność wulkaniczna miała miejsce w rejonie St. Lawrence. Góra Royal, w Montrealu, jest zerodowaną szyją jednego z tych wulkanów. Osady z całej tej epoki są wyraźnie widoczne w Appalachach, w Ameryce Północnej, gdzie rzeka Susquehanna wyrżnęła dolinę, odsłaniając kolejne warstwy, które osiągają grubość ponad 4.000 metrów.

59:4.17 (680.1) Trwało wynoszenie kontynentów a atmosfera wzbogacała się w tlen. Ziemia pokryta była rozległymi lasami paproci, wysokich na trzydzieści metrów i osobliwymi drzewami z tamtych dni, milczącymi lasami; nie dał się słyszeć żaden dźwięk, nawet najmniejszy szelest liści, ponieważ te drzewa nie miały liści.

59:4.18 (680.2) I tak dobiegł końca jeden z najdłuższych okresów w ewolucji życia morskiego, epoka ryb. Ten okres w historii świata trwał prawie pięćdziesiąt milionów lat; znany jest on waszym badaczom jako dewon.

5. Stadium przemieszczania się skorupy ziemskiej
Las paprotny okresu karbońskiego
Epoka żab

59:5.1 (680.3) Pojawienie się ryb, w okresach poprzednich, stanowi apogeum ewolucji życia morskiego. Od tego czasu coraz większego znaczenia nabiera ewolucja życia lądowego. I okres ten zaczyna się scenerią niemal idealnie przygotowaną na pojawienie się pierwszych zwierząt lądowych.

59:5.2 (680.4) 220.000.000 lat temu ponad wodą znajdowało się wiele obszarów lądu kontynentalnego, razem z większą częścią Ameryki Północnej. Na Ziemi panowała ozdobna roślinność; był to prawdziwy wiek paproci. Dwutlenek węgla wciąż był w atmosferze, jednak w coraz mniejszym stężeniu.

59:5.3 (680.5) Wkrótce potem zalana została centralna część Ameryki Północnej, co utworzyło dwa wielkie morza śródlądowe. Nadbrzeżne wyżyny, zarówno nad Atlantykiem jak i Oceanem Spokojnym, usytuowane były tuż poza dzisiejszymi liniami brzegowymi. Wkrótce te dwa oceany się połączyły, mieszając swe różnorodne formy życia i to połączenie fauny morskiej oznaczało początek gwałtownej regresji życia morskiego o światowym zasięgu oraz rozpoczęcie następnego okresu – życia lądowego.

59:5.4 (680.6) 210.000.000 lat temu ciepłowodne morza arktyczne pokrywały większą część Ameryki Północnej i Europy. Południowe wody polarne zalały Amerykę Południową i Australię, podczas gdy zarówno Afryka jak i Azja wyniesione były wysoko.

59:5.5 (680.7) W momencie największego rozprzestrzenienia się mórz nastąpiło nowe, nagłe zdarzenie ewolucyjne. Raptownie pojawiły się pierwsze zwierzęta lądowe. Wiele było gatunków tych zwierząt, przystosowanych do życia zarówno na lądzie jak i w wodzie. Te oddychające powietrzem płazy rozwinęły się ze stawonogów, których pęcherze pławne przekształciły się w płuca.

59:5.6 (680.8) Ze słonych wód morskich wyczołgały się na ląd ślimaki, skorpiony i żaby. Dzisiaj żaby nadal składają swe jaja w wodzie a ich młode żyją najpierw jako małe ryby – kijanki. Okres ten może być zwany także epoką żab.

59:5.7 (680.9) Potem szybko pojawiły się pierwsze owady i razem z pająkami, skorpionami, karaluchami, świerszczami i szarańczą, prędko opanowały kontynenty świata. Ważki osiągały siedemdziesiąt pięć centymetrów rozpiętości. Rozwinęło się tysiąc gatunków karaluchów, a niektóre z nich dochodziły do dziesięciu centymetrów długości.

59:5.8 (680.10) Bardzo dobrze rozwinęły się dwie grupy szkarłupni i faktycznie są one wiodącymi skamielinami tej epoki. Duże rekiny, żywiące się muszelkami, były również dobrze ukształtowane i panowały w oceanach przez ponad pięć milionów lat. Klimat był nadal łagodny i jednolity; życie morskie niewielkim ulegało zmianom. Rozwijały się ryby słodkowodne a trylobity były na wymarciu. Koralowce stanowiły rzadkość a większość wapienia wytwarzana była przez liliowce. W czasie tej epoki odłożyły się ozdobne wapienie budowlane.

59:5.9 (681.1) Wody wielu mórz śródlądowych były tak silnie nasycone wapnem i innymi minerałami, że zakłócało to rozwój i kształtowanie się wielu gatunków morskich. W końcu morza się wyklarowały, dzięki intensywnemu osadzaniu się kamienia, w niektórych miejscach zawierającego cynk i ołów.

59:5.10 (681.2) Osady tego, wczesnego okresu karbońskiego, mają od 150 do 600 metrów grubości i zawierają piaskowiec, łupki ilaste i wapień. Najstarsze ich warstwy zawierają skamieliny zwierząt i roślin, zarówno morskich jak i lądowych, razem z dużą ilością żwiru i osadów nieckowatych. Niewiele użytecznego węgla znaleźć można w tych starszych warstwach. Te złoża, znajdujące się w całej Europie, są bardzo podobne do odłożonych w Ameryce Północnej.

59:5.11 (681.3) Pod koniec tej epoki ląd Ameryki Północnej zaczął się wznosić. Trwało to krótko i morze wróciło, aby pokryć blisko połowę swych poprzednich den. To zalanie było krótkotrwałe i wkrótce większość lądu znalazła się wysoko nad wodą. Ameryka Południowa wciąż połączona była z Europą poprzez Afrykę.

59:5.12 (681.4) W tej epoce zaczęły powstawać góry Wogezy, Schwarzwald i Ural. Pozostałości wierzchołków innych, starszych gór, znaleźć można na całym obszarze Wielkiej Brytanii i Europy.

59:5.13 (681.5) 200.000.000 lat temu zaczęły się bardzo aktywne stadia okresu karbońskiego. Wcześniejsze pokłady węgla odkładały się przez dwadzieścia milionów lat, poprzedzających ten okres, teraz jednak trwał intensywny proces formowania się węgla. Czas trwania właściwej epoki odkładania się węgla przekracza nieco dwadzieścia pięć milionów lat.

59:5.14 (681.6) Ląd okresowo się wznosił i opadał na skutek zmiennego poziomu morza, co było wynikiem geologicznej aktywności den oceanów. Niestabilności skorupy ziemskiej – osiadanie i wznoszenie się lądu – w połączeniu z bujną roślinnością nadbrzeżnych bagien, przyczyniły się do wytworzenia rozległych pokładów węgla, dlatego też okres ten nazywa się karbońskim. A klimat wciąż był łagodny na całym świecie.

59:5.15 (681.7) Złoża węgla układają się naprzemianlegle z łupkami ilastymi, kamieniem i zlepieńcami. Takie pokłady węgla, znajdujące się w centralnych i wschodnich Stanach Zjednoczonych, mają od dwunastu do piętnastu metrów grubości. Jednak wiele tych osadów zostało wymytych podczas kolejnych wyniesień lądowych. W niektórych częściach Ameryki Północnej i Europy warstwy węglonośne mają 5.400 metrów grubości.

59:5.16 (681.8) Obecność korzeni drzew, tak jak rosły one w glinie leżącej pod obecnymi pokładami węgla, dowodzi tego, że węgiel formował się dokładnie tam, gdzie się go dzisiaj znajduje. Węgiel to zabezpieczone wodą i przekształcone pod wysokim ciśnieniem pozostałości bujnej roślinności, która rosła na moczarach i brzegach bagien w tej odległej epoce. Warstwy węgla często zawierają również gaz ziemny i ropę naftową. Pokłady torfu, pozostałość obumarłej roślinności, przekształciłyby się w pewien gatunek węgla, gdyby je poddać odpowiedniemu ciśnieniu i temperaturze. Antracyt poddany był wyższemu ciśnieniu i wyższej temperaturze niż inny węgiel.

59:5.17 (681.9) Pokłady węgla w Ameryce Północnej, w różnych złożach, wykazujących znaczną ilość wyniesień i obniżeń lądu, są zróżnicowane w swej liczbie, od dziesięciu w Illinois, poprzez dwadzieścia w Pensylwanii, trzydzieści pięć w Alabamie, do siedemdziesięciu pięciu w Kanadzie. W złożach węgla znaleźć można skamieliny pochodzenia zarówno słodko- jak i słonowodnego.

59:5.18 (682.1) W tej epoce aktywność przejawiały góry Ameryki Północnej i Południowej, wynosiły się zarówno Andy jak i pierwociny południowych Gór Skalistych. Zaczęły się zanurzać rozległe wyżyny, leżące na przybrzeżnych obszarach Atlantyku i Oceanu Spokojnego, z czasem uległy one erozji i zatopieniu do tego stopnia, że linie brzegowe obu oceanów cofnęły się mniej więcej do ich dzisiejszego położenia. Złoża, nawarstwione w wyniku tego potopu, mają średnio około trzystu metrów grubości.

59:5.19 (682.2) 190.000.000 lat temu nastąpiło poszerzenie w kierunku zachodnim północnoamerykańskiego morza Karbońskiego, ponad obecnym rejonem Gór Skalistych, z dostępem do Oceanu Spokojnego przez północną Kalifornię. Węgiel wciąż się odkładał, pokład za pokładem, na terenie obu Ameryk i Europy, w miarę jak wybrzeża wznosiły się i opadały w tych epokach brzegowych oscylacji.

59:5.20 (682.3) 180.000.000 lat temu zakończył się okres karboński, podczas którego węgiel wytworzył się na całym świecie – w Europie, Indiach, Chinach, Północnej Afryce i obu Amerykach. Pod koniec okresu formowania się węgla podniosła się Ameryka Północna, na wschód od doliny Missisipi i większość tego rejonu pozostaje odtąd ponad poziomem morza. Okres wynoszenia się lądu znamionuje początek dzisiejszych gór Ameryki Północnej, zarówno w rejonie Appalachów jak i na zachodzie. Wulkany były aktywne na Alasce i w Kalifornii, jak również w rejonach tworzenia się gór w Europie i Azji. Wschodnia Ameryka i zachodnia Europa połączone były kontynentem Grenlandii.

59:5.21 (682.4) Podnoszenie się lądu zaczęło przeobrażać morski klimat, panujący w epokach poprzedzających i zamiast niego zaczynał się mniej łagodny i bardziej zmienny klimat kontynentalny.

59:5.22 (682.5) Rośliny tego okresu były typu zarodnikowego a wiatr potrafił rozsiewać te zarodniki daleko i szeroko. Pnie drzew okresu karbońskiego przekraczały zazwyczaj dwa metry średnicy i często dochodziły do czterdziestu metrów wysokości. Dzisiejsze paprocie są prawdziwymi reliktami tych minionych epok.

59:5.23 (682.6) Generalnie, były to epoki rozwoju organizmów słodkowodnych; w istniejącym dotychczas życiu morskim niewielkie nastąpiły zmiany. Ważną cechą tego okresu było nagłe pojawienie się żab oraz wielu ich krewniaków. Charakterystycznymi cechami życia w epoce węgla były paprocie i żaby.

6. Stadium zmian klimatycznych
Okres roślin nasiennych
Epoka perturbacji biologicznych

59:6.1 (682.7) Okres ten znamionuje koniec wiodącego jak dotąd, ewolucyjnego rozwoju życia morskiego i początek okresu przejściowego, prowadzącego do kolejnych epok zwierząt lądowych.

59:6.2 (682.8) W tej epoce nastąpiło wielkie zubożenie życia. Wymarło tysiące gatunków morskich a życie na lądzie praktycznie się jeszcze nie zadomowiło. Był to okres klęsk biologicznych, czas, kiedy życie prawie zanikło na powierzchni Ziemi i w głębiach oceanów. Pod koniec długiej epoki życia morskiego istniało na Ziemi ponad sto tysięcy gatunków żywych. Do końca tego, przejściowego okresu, przetrwało zaledwie pięćset.

59:6.3 (682.9) Właściwości tego, nowego okresu, wynikały nie tyle z ochładzania się skorupy ziemskiej, czy też z długiego braku aktywności wulkanicznej, jak z niezwykłej kombinacji najzwyklejszych i wcześniej istniejących wpływów – z ograniczenia obszaru mórz i coraz większego wynoszenia się ogromnych mas lądowych. Zanikał łagodny klimat morski czasów minionych, szybko ustępując ostrzejszemu, kontynentalnemu typowi pogody.

59:6.4 (683.1) 170.000.000 lat temu nastąpiły wielkie, ewolucyjne zmiany i przekształcenia na powierzchni całej Ziemi. Na całym świecie ląd się wznosił, podczas gdy dna oceanów się obniżały. Pojawiły się odosobnione grzbiety górskie. Wschodnia część Ameryki Północnej znajdowała się wysoko nad poziomem morza, zachód się z wolna podnosił. Kontynenty pokryte były wielkimi i małymi, słonymi jeziorami oraz licznymi morzami śródlądowymi, które łączyły się z oceanami przez wąskie przesmyki. Warstwy z tego okresu przejściowego mają grubość od 300 do 2.100 metrów.

59:6.5 (683.2) Podczas tych wyniesień lądu skorupa ziemska mocno się fałdowała. Był to czas wyłaniania się kontynentów, za wyjątkiem zaniku pewnych mostów lądowych, razem z tymi kontynentami, które tak długo łączyły Amerykę Południową z Afryką i Amerykę Północną z Europą.

59:6.6 (683.3) Stopniowo, na całym świecie wysychały śródlądowe jeziora i morza. Pojawiły się odosobnione góry i regionalne lodowce, zwłaszcza na półkuli południowej, a w wielu rejonach osady lodowcowe tych lokalnych formacji lodowych znaleźć można nawet w pewnych późniejszych, górnych pokładach węgla. Pojawiły się dwa nowe czynniki klimatyczne – zlodowacenie i susza. Wiele wyżej położonych obszarów pozbawione zostało wody i wyjaławiało.

59:6.7 (683.4) W okresie tych zmian klimatycznych, wielkie przemiany nastąpiły również w roślinach lądowych. Po raz pierwszy pojawiły się rośliny nasienne i dostarczały więcej żywności pomnażającym się później zwierzętom lądowym. Zasadniczą przemianę przeszły owady. Wykształciły się stany spoczynkowe, aby sprostać wymaganiom przerwy w aktywności podczas zimy i suszy.

59:6.8 (683.5) W okresie poprzednim, pośród zwierząt lądowych, żaby osiągnęły kulminacyjny punkt swego rozwoju a teraz ich ilość gwałtownie spadła, ale przetrwały, ponieważ mogły żyć długo nawet w wysychających jeziorkach i stawach, w tych odległych i nadzwyczaj trudnych czasach. W okresie wymierania żab, w Afryce, nastąpił pierwszy krok ku przekształceniu się żaby w gada. A ponieważ masy lądowe były wciąż połączone, to oddychające powietrzem przedgadzie stworzenie rozprzestrzeniło się po całym świecie. Do tego czasu atmosfera zmieniła się na tyle, że z powodzeniem umożliwiała oddychanie zwierzętom. Wkrótce po przybyciu tych przedgadzich żab do Ameryki Północnej, kontynent ten został na jakiś czas odizolowany, odcięty od Europy, Azji i Ameryki Południowej.

59:6.9 (683.6) Stopniowe ochładzanie się wód oceanów przyczyniło się w dużym stopniu do wyniszczenia życia oceanicznego. W tych epokach, zwierzęta morskie szukały tymczasowego schronienia w trzech sprzyjających im miejscach: w rejonie dzisiejszej Zatoki Meksykańskiej, w zatoce Gangesu w Indiach oraz w sycylijskiej zatoce basenu śródziemnomorskiego. I z tych to właśnie trzech regionów, nowe gatunki morskie, zrodzone wbrew przeciwnościom, rozpłynęły się później i zapełniły morza.

59:6.10 (683.7) 160.000.000 lat temu ląd był w znacznej części pokryty roślinnością, dostosowaną do podtrzymywania życia zwierząt lądowych a atmosfera stała się idealna do oddychania dla zwierząt. Tak kończy się czas regresji życia morskiego i okres prób - niekorzystnych warunków biologicznych - które wyeliminowały wszystkie formy życia za wyjątkiem tych, które potrafiły przetrwać i które dlatego mogły funkcjonować jako przodkowie coraz gwałtowniej rozwijającego się, wysoce zróżnicowanego życia, w następnych epokach ewolucji planetarnej.

59:6.11 (684.1) Koniec tego okresu perturbacji biologicznych, nazywanego przez waszych badaczy permem, znamionuje również zakończenie długiej ery paleozoicznej, która obejmuje jedną czwartą planetarnej historii, dwieście pięćdziesiąt milionów lat.

59:6.12 (684.2) Ogromna, oceaniczna kolebka życia spełniła na Urantii swoje zadanie. Przez długie epoki, kiedy ląd nie był przystosowany do podtrzymywania życia, zanim atmosfera osiągnęła odpowiednią ilość tlenu do utrzymania przy życiu wyższych zwierząt lądowych, morze matkowało i pielęgnowało wczesne życie tej domeny. Teraz biologiczne znaczenie morza stopniowo się zmniejsza, ponieważ drugi etap ewolucji zaczyna się rozwijać na lądzie.

59:6.13 (684.3) [Przedstawione przez Nosiciela Życia z Nebadonu, należącego do pierwotnego korpusu przydzielonego Urantii].

Przekaz 60, Urantia we wczesnej erze życia lądowego

Księga Urantii

Przekaz 60

Urantia we wczesnej erze życia lądowego

60:0.1 (685.1) ZAKOŃCZYŁA się era życia wyłącznie morskiego. Wyniesienie lądu, stygnięcie skorupy ziemskiej i ochłodzenie oceanów, zmniejszenie obszaru mórz a w konsekwencji ich pogłębienie, wraz ze znacznym powiększeniem masy lądu na szerokościach północnych, przyczyniło się znacznie do zmiany światowego klimatu na wszystkich obszarach oddalonych od strefy równikowej.

60:0.2 (685.2) Epoki zamykające erę poprzednią stanowiły naprawdę okres żab, jednak ci przodkowie kręgowców lądowych nie panowali już tak powszechnie na Ziemi, przetrwawszy w znacznie ograniczonej liczbie. Niewiele gatunków przeżyło surowe próby z poprzedniego okresu zmagań biologicznych. Nawet rośliny zarodnikowe prawie wymarły.

1. Wczesna epoka gadów

60:1.1 (685.3) Złoża erozyjne z tego okresu składały się zasadniczo ze zlepieńców, łupków ilastych i piaskowca. Gips i warstwy czerwone, znajdowane w tych osadach zarówno w Ameryce jak i w Europie, oznaczają, że klimat tych kontynentów był suchy. Takie suche obszary ulegały silnej erozji na skutek gwałtownych i okresowych oberwań chmur na otaczających je wzniesieniach.

60:1.2 (685.4) Niewiele skamieniałości można znaleźć w tych warstwach, ale w piaskowcu daje się zauważyć sporo odcisków kończyn gadów lądowych. W wielu rejonach grube na trzysta metrów złoża czerwonego piaskowca z tego okresu nie zawierają skamieniałości. Życie zwierząt lądowych trwało nieprzerwanie tylko w pewnych częściach Afryki.

60:1.3 (685.5) Grubość tych złóż waha się od 900 do ponad 3.000 metrów, a nawet do 5.500 na wybrzeżu Oceanu Spokojnego. Później lawa wciskała się między wiele tych warstw. Palisady, nad rzeką Hudson, formowały się wskutek wylewów lawy bazaltowej pomiędzy warstwami triasowymi. W różnych częściach świata trwała intensywna aktywność wulkaniczna.

60:1.4 (685.6) Na obszarze Europy, zwłaszcza w Niemczech i w Rosji, znaleźć można złoża z tego okresu. W Anglii do tej epoki należy nowy czerwony piaskowiec. Wapień odkładał się w Alpach południowych, na skutek wtargnięcia tam morza, a teraz widoczny jest w tych regionach jako osobliwe, dolomitowo-wapienne ściany, szpice i kolumny. Tę warstwę można znaleźć w całej Afryce i Australii. Marmury z Carrary pochodzą z tego właśnie, przekształconego wapienia. W południowych rejonach Ameryki Południowej nie można znaleźć nic z tego okresu, jako że część tego kontynentu pozostawała zanurzona, posiada zatem tylko złoża wodne albo morskie, ciągnące się od epok poprzednich po następne.

60:1.5 (686.1) 150.000.000 lat temu zaczął się w historii Ziemi okres wczesnego życia lądowego. Generalnie, życiu nie wiodło się zbyt dobrze, ale miało się lepiej niż w czasie trudnego i wrogiego mu okresu z końca ery morskiej.

60:1.6 (686.2) Na początku tej ery, wysoko powyżej poziomu morza znalazły się wschodnia i centralna część Ameryki Północnej, północna połowa Ameryki Południowej, większa część Europy i cała Azja. Ameryka Północna zostaje po raz pierwszy geograficznie odizolowana, ale nie na długo, jako że pomost lądowy Cieśniny Beringa wkrótce wynurzył się znowu, łącząc ten kontynent z Azją.

60:1.7 (686.3) Wielkie łęki ukształtowały się w Ameryce Północnej, równolegle do wybrzeży Atlantyku i Oceanu Spokojnego. We wschodnim Connecticut pojawił się wielki uskok, w końcu jedna jego strona obniżyła się ponad trzy kilometry. Wiele tych północnoamerykańskich niecek zostało później wypełnionych pokładami, pochodzącymi z materiałów erozyjnych, podobnie jak wiele basenów jezior słono i słodkowodnych w rejonach górskich. Później, takie wypełnione wklęsłości lądu zostały znacznie wyniesione przez podziemne wypływy lawy. Skamieniałe lasy w wielu rejonach należą do tej epoki.

60:1.8 (686.4) Wybrzeże Oceanu Spokojnego, pozostające zazwyczaj ponad poziomem wody podczas zanurzeń kontynentów, obniżyło się, za wyjątkiem południowej części Kalifornii i dużej wyspy, która znajdowała się wtedy tam, gdzie teraz jest Ocean Spokojny. To pradawne morze kalifornijskie tętniło życiem morskim i rozpościerało się na wschód, łącząc się z basenem starego morza, położonego w rejonie środkowego zachodu.

60:1.9 (686.5) 140.000.000 lat temu nagle pojawiły się gady, w formie całkowicie ukształtowanej i tylko przy udziale dwu przedgadzich przodków, którzy wyłonili się w Afryce w poprzedzających epokach. Rozwinęły się one gwałtownie, wydając niebawem krokodyle, gady łuskowe a na koniec zarówno węże morskie jak i gady latające. Ich przejściowi przodkowie niebawem wyginęli.

60:1.10 (686.6) Te szybko rozwijające się gadzie dinozaury zaczęły niebawem królować w tej epoce. Składały one jaja i odróżniały się od innych zwierząt małymi mózgami, posiadając mózg ważący mniej niż pół kilograma, służący do kontroli ciał dochodzących później aż do czterdziestu ton. Wcześniejsze gady były jednak mniejsze, mięsożerne i chodziły na swych tylnych nogach, podobnie jak kangury. Miały puste, ptasie kości a później rozwinęły zaledwie trzy palce u tylnych nóg; wiele odcisków ich stóp mylone jest z podobnymi śladami wielkich ptaków. Później, rozwinęły się dinozaury roślinożerne. Chodziły na wszystkich czterech nogach a jedno odgałęzienie tej grupy wykształciło pancerz ochronny.

60:1.11 (686.7) Kilka milionów lat później pojawiają się pierwsze ssaki. Były one niełożyskowe i szybko okazały się niepowodzeniem; żaden z nich nie przetrwał. Była to eksperymentalna próba doskonalenia gatunków ssaków, ale nie powiodła się na Urantii.

60:1.12 (686.8) Życie morskie było ubogie w tym okresie, jednak rozwinęło się znacznie wraz z nową inwazją morza, które znów wytworzyło rozległe linie brzegowe z ich płytkimi wodami. Ponieważ najwięcej płytkich wód było dookoła Europy i Azji, najbogatsze złoża skamielin znaleźć można wokół tych kontynentów. Gdybyście dzisiaj badali życie tej epoki, sprawdzajcie rejony Himalajów, Syberii i Morza Śródziemnego, jak również Indii oraz wyspy południowego basenu Oceanu Spokojnego. Poczesną cechą życia morskiego tego okresu jest obecność mnóstwa pięknych amonitów, których skamieniałości znaleźć można wszędzie na świecie.

60:1.13 (686.9) 130.000.000 lat temu morza uległy tylko nieznacznym przemianom. Syberia i Ameryka Północna połączone były pomostem lądowym w Cieśninie Beringa. Bogate i unikalne życie morskie pojawiło się na kalifornijskim wybrzeżu Oceanu Spokojnego, gdzie ponad tysiąc gatunków amonitów rozwinęło się z wyższych typów głowonogów. Przemiany życia w tym okresie były doprawdy rewolucyjne, pomimo, że przebiegały stopniowo i powoli.

60:1.14 (687.1) Ten okres rozciąga się na ponad dwadzieścia pięć milionów lat i znany jest jako triasowy.

2. Późniejsza epoka gadów

60:2.1 (687.2) 120.000.000 lat temu zaczęło się nowe stadium epoki gadów. Wielkim wydarzeniem tego okresu był rozwój i wymieranie dinozaurów. Życie zwierząt lądowych, gdy idzie o rozmiary, osiągnęło szczyt swego rozwoju i praktycznie znikło z powierzchni Ziemi przed końcem tej epoki. Dinozaury ukształtowały się we wszystkich możliwych rozmiarach, od gatunków o długości około pół metra aż do ogromnych, roślinożernych dinozaurów o długości dwudziestu trzech metrów, którym jak dotąd nie dorównało masą żadne żywe stworzenie.

60:2.2 (687.3) Największe dinozaury pochodziły z zachodniej części Ameryki Północnej. Te monstrualne gady są pogrzebane w całym rejonie Gór Skalistych, wzdłuż całego atlantyckiego wybrzeża Ameryki Północnej, w całej Europie zachodniej, Afryce Południowej i Indiach, ale nie ma ich w Australii.

60:2.3 (687.4) Te masywne stworzenia, w miarę jak rosły coraz większe, stawały się coraz mniej aktywne i coraz słabsze; poza tym potrzebowały one wielkiej ilości pożywienia a Ziemia była tak nimi zatłoczona, że dosłownie zagłodziły się na śmierć i wymarły – brakowało im inteligencji, nie umiały sobie poradzić w tej sytuacji.

60:2.4 (687.5) W tym czasie większa część wschodniej Ameryki Północnej, która była długo wyniesiona, została zrównana i zmyta do Oceanu Atlantyckiego, tak, że brzeg rozciągał się kilkaset kilometrów dalej niż jest teraz. Zachodnia część kontynentu wciąż była wyniesiona, ale nawet te obszary zostały później zalane, zarówno przez morze północne jak i Ocean Spokojny, który rozciągnął się ku wschodowi, do rejonu Black Hills w stanie Dakota.

60:2.5 (687.6) Była to epoka słodkiej wody, charakteryzująca się wieloma jeziorami śródlądowymi, na co wskazuje znaczna ilość skamielin słodkowodnych w tak zwanych formacjach Morrison, w Kolorado, Montanie i Wyoming. Grubość tych, łącznych osadów słono- i słodkowodnych, waha się od 600 do 1500 metrów, ale w tych warstwach jest bardzo mało wapienia.

60:2.6 (687.7) Takie samo morze polarne, które rozprzestrzeniło się tak daleko w głąb Ameryki Północnej, pokrywało całą Amerykę Południową, za wyjątkiem niedługo potem powstałych Andów. Zalana została większa część Chin i Rosji, jednak najszerzej woda wtargnęła do Europy. To właśnie podczas tego zanurzenia odłożył się w Niemczech południowych piękny kamień litograficzny, te warstwy, w których skamieliny, takie jak bardzo delikatne skrzydełka starszych owadów, są zachowane tak dobrze, jakby pochodziły z dnia wczorajszego.

60:2.7 (687.8) Flora tej epoki podobna była do tej z epoki poprzedniej. Wciąż rosły paprocie, podczas gdy drzewa iglaste, sosny, coraz bardziej upodabniały się do odmian współczesnych. Wzdłuż północnych wybrzeży śródziemnomorskich nadal formowało się trochę węgla.

60:2.8 (687.9) Powrót mórz przyniósł poprawę klimatu. Korale rozprzestrzeniły się na wody europejskie, co świadczy o tym, że klimat wciąż był łagodny i równomierny, jednak już nigdy nie pojawiły się one w powoli stygnących morzach polarnych. Życie morskie w tych czasach znacznie się udoskonaliło i rozwinęło, zwłaszcza w wodach europejskich. Zarówno korale jak i liliowce pojawiły się chwilowo w większych niż dotychczas ilościach, jednak w bezkręgowym życiu oceanów panowały amonity; miały one średnio od siedmiu do dziesięciu centymetrów średnicy, choć jeden gatunek dochodził do dwu i pół metra. Gąbki były wszędzie a zarówno mątwy jak i ostrygi nadal ewoluowały.

60:2.9 (688.1) 110.000.000 lat temu wciąż rozwijały się potencjały życia morskiego. Jeżowce morskie były jedną z ciekawszych mutacji tej epoki. W pełni rozwinęły się kraby, homary i współczesne gatunki skorupiaków. Znaczne zmiany zaszły w rodzinie ryb, po raz pierwszy pojawił się gatunek jesiotra, jednak mordercze węże morskie, potomstwo gadów lądowych, nadal roiły się w morzach i zagrażały wyniszczeniem całej rodziny ryb.

60:2.10 (688.2) W tej epoce prym wiodły dinozaury. Tak bardzo opanowały ląd, że podczas poprzedniego okresu wtargnięcia mórz dwa ich gatunki schroniły się w wodzie, aby się mogły wyżywić. Te węże morskie są ewolucyjnym krokiem wstecz. Podczas gdy rozwijały się niektóre nowe gatunki, pewne odgałęzienia pozostawały bez zmian a inne się cofały, wracając do stadium poprzedzającego. To się właśnie zdarzyło, kiedy dwa gatunki gadów opuściły ląd.

60:2.11 (688.3) Z czasem węże morskie doszły do takich rozmiarów, że stały się bardzo opieszałe i w końcu wyginęły, ponieważ nie posiadały mózgów dostatecznie dużych, aby mogły chronić swe ogromne ciała. Ich mózgi ważyły mniej niż sześćdziesiąt gramów, pomimo, że długość tych ogromnych ichtiozaurów sięgała czasem piętnastu metrów; znaczna ich większość przekraczała dziesięć metrów. Krokodyle morskie także stanowiły rewersję gadów typu lądowego, jednak w przeciwieństwie do wężów morskich, zwierzęta te zawsze wracały na ląd, żeby znosić jaja.

60:2.12 (688.4) Niedługo potem, jak dwa gatunki dinozaurów wyemigrowały do wody w bezowocnej próbie zachowania gatunku, dwa inne ich typy przeniosła w powietrze ostra rywalizacja życia na lądzie. Jednak te latające pterozaury nie były przodkami prawdziwych ptaków z epok późniejszych. Ukształtowały się one ze skaczących dinozaurów o wydrążonych kościach a ich skrzydła miały konstrukcję podobną do skrzydeł nietoperzy o rozpiętości od sześciu do siedmiu i pół metra. Te pradawne, latające gady, dochodziły do trzech metrów długości i miały rozdzielające się szczęki, podobnie jak współczesne węże. Przez jakiś czas wydawało się, że te latające gady się zachowają, jednak nie udało im się rozwinąć w tym kierunku, który umożliwiłyby im przetrwanie, jako żeglarzom przestworzy. Reprezentują one wymarłe odgałęzienia przodków ptaków.

60:2.13 (688.5) W tym okresie przybywało żółwi, pierwsze pojawiały się w Ameryce Północnej. Ich przodkowie przybyli z Azji przez północny pomost lądowy.

60:2.14 (688.6) Sto milionów lat temu epoka gadów zbliżała się ku końcowi. Dinozaury, przy całej ich ogromnej masie, były zwierzętami prawie bezmózgowymi, nie miały odpowiedniej inteligencji, aby zdobyć pokarm dla wyżywienia tak ogromnych ciał. I te powolne gady lądowe ginęły w coraz większych ilościach. Od tego czasu ewolucja szła drogą rozwoju mózgu a nie masy fizycznej a kształtowanie mózgów jest charakterystyczne dla każdej kolejnej epoki ewolucji zwierzęcej i rozwoju planetarnego.

60:2.15 (688.7) Okres ten, obejmujący szczyt rozwoju i początek wymierania gadów, rozpościera się na blisko dwadzieścia pięć milionów lat i znany jest jako jurajski.

3. Stadium kredowe
Okres roślin kwiatowych
Epoka ptaków

60:3.1 (688.8) Wielki okres kredowy bierze swą nazwę od panujących wtedy w morzach płodnych otwornic, wytwarzających kredę. Ten okres na Urantii przybliża koniec długiego panowania gadów i jest świadkiem pojawienia się roślin kwiatowych i ptasiego życia na lądzie. Jest to też czas zakończenia dryfu kontynentów na zachód i na południe, czemu towarzyszyły gigantyczne deformacje skorupy ziemskiej i równoczesne, rozległe wylewy lawy oraz silna aktywność wulkaniczna.

60:3.2 (689.1) Pod koniec poprzedniego okresu geologicznego większość lądu kontynentalnego znajdowała się nad wodą, choć jak dotąd nie było szczytów górskich. Trwający wciąż kontynentalny dryf lądów napotkał pierwszą, wielką przeszkodę na głębokim dnie Oceanu Spokojnego. Ścieranie się sił geologicznych spowodowało uformowanie się całego, rozległego łańcucha gór północnych i południowych, ciągnącego się od Alaski, poprzez Meksyk, do Przylądka Horn.

60:3.3 (689.2) Ten właśnie okres w historii geologicznej stał się stadium tworzenia współczesnych gór. Jak dotąd niewiele było szczytów górskich, zaledwie wyniesione grzbiety o znacznej szerokości. Teraz zaczęło się wynosić pasmo górskie na wybrzeżu Oceanu Spokojnego, jednak znajdowało się ono o tysiąc kilometrów na zachód od obecnego wybrzeża. Zaczęły się formować Góry Sierra, ich złotonośne, kwarcowe pokłady, wytworzone zostały przez wypływy lawy w tej epoce. We wschodniej części Ameryki Północnej, ciśnienie Atlantyku także powodowało wyniesienie lądu.

60:3.4 (689.3) 100.000.000 lat temu kontynent Ameryki Północnej oraz część Europy znajdowały się wysoko ponad wodą. Wciąż trwało wykrzywianie się kontynentów Amerykańskich, przynosząc w rezultacie przekształcenia Andów południowoamerykańskich i stopniowe wynoszenie zachodnich płaskowyżów Ameryki Północnej. Pod powierzchnię morza zanurzyła się większa cześć Meksyku a południowy Atlantyk wdarł się na wschodnie wybrzeże Ameryki Południowej, docierając w końcu do obecnej linii wybrzeża. Atlantyk i Ocean Indyjski były wtedy mniej więcej tam, gdzie znajdują się dziś.

60:3.5 (689.4) 95.000.000 lat temu masy lądowe Ameryki i Europy znowu zaczęły tonąć. Południowe morza zaczęły zalewać Amerykę Północną i stopniowo poszerzały się ku północy, żeby się złączyć z Oceanem Arktycznym, powodując drugie wielkie zalanie kontynentu. Kiedy w końcu morza się cofnęły, pozostawiły kontynent prawie takim, jakim jest dziś. Zanim zaczęło się to wielkie zanurzenie, wschodnie wzgórza Appalachów zwietrzały prawie kompletnie, aż do poziomu wody. W tej epoce, w rejonach wybrzeża Atlantyku odłożyło się wiele kolorowych warstw czystej gliny, używanej teraz do produkcji wyrobów ceramicznych; średnia ich grubość wynosi około 600 metrów.

60:3.6 (689.5) Intensywna aktywność wulkaniczna wystąpiła na południe od Alp i wzdłuż linii obecnego, nadbrzeżnego pasma gór Kalifornii. W Meksyku miały miejsce największe od wielu milionów lat odkształcenia skorupy ziemskiej. Wielkie zmiany nastąpiły również w Europie, Rosji, Japonii i południowej części Ameryki Południowej. Klimat stawał się coraz bardziej zróżnicowany.

60:3.7 (689.6) 90.000.000 lat temu okrytozalążkowe wyłoniły się z mórz wczesnego okresu kredowego i wkrótce zawładnęły kontynentami. Te rośliny lądowe pojawiły się nagle, razem z drzewami figowymi, magnoliami i tulipanowcami. Niedługo potem drzewa figowe, drzewa chlebowe i palmy pokryły Europę oraz zachodnie równiny Ameryki Północnej. Nie pojawiły się żadne nowe zwierzęta lądowe.

60:3.8 (689.7) 85.000.000 lat temu zamknęła się Cieśnina Beringa, odcinając chłodzące wody mórz północnych. Jak dotąd życie morskie wód Atlantyku-Zatoki Meksykańskiej oraz Oceanu Spokojnego było bardzo zróżnicowane, na skutek różnic temperatur w tych dwu obszarach wodnych, co teraz zostało wyrównane.

60:3.9 (689.8) Nazwa tego okresu pochodzi od pokładów kredy i zielonego, piaszczystego marglu. Osady z tego okresu są urozmaicone i zawierają kredę, łupek ilasty, piaskowiec oraz małe ilości wapienia, razem z gorszym węglem albo brunatnym, a w wielu rejonach zawierają również ropę. Warstwy te mają zróżnicowaną grubość, od 60 metrów w niektórych miejscach do 3.000 metrów na zachodzie Ameryki Północnej oraz w licznych rejonach Europy. Wzdłuż wschodnich krawędzi Gór Skalistych osady te można zauważyć na wyniesionych pogórzach.

60:3.10 (690.1) Na całym świecie warstwy te nasycone są kredą i takie pokłady porowatej niby-skały pobierają wodę odwróconymi odkrywkami a przenosząc ją w dół, zaopatrują w wodę większość obecnych, suchych obszarów Ziemi.

60:3.11 (690.2) 80.000.000 lat temu nastąpiły wielkie zaburzenia skorupy ziemskiej. Zatrzymał się idący na zachód dryf kontynentalny, a ogromna energia powolnej bezwładności tylnej części masy kontynentalnej pokruszyła linię brzegową Oceanu Spokojnego, zarówno w Północnej jak i w Południowej Ameryce, w następstwie czego nastąpiły ogromne zmiany wzdłuż azjatyckich wybrzeży Oceanu Spokojnego. To wyniesienie lądu wokół Oceanu Spokojnego, które osiągnęło swą kulminację w dzisiejszych pasmach górskich, ma długość ponad czterdziestu tysięcy kilometrów. Zaburzenia, jakie towarzyszyły jego narodzinom, były największymi odkształceniami powierzchni Ziemi od tego czasu, gdy na Urantii pojawiło się życie. Wypływy lawy, zarówno na powierzchnię Ziemi jak i pod powierzchnię, były obfite i rozległe.

60:3.12 (690.3) 75.000.000 lat temu zakończył się dryf kontynentalny. Ukończone były długie góry na wybrzeżu Oceanu Spokojnego, ciągnące się od Alaski do Przylądka Horn, jednak jak dotąd było tam zaledwie kilka szczytów.

60:3.13 (690.4) Parcie wsteczne zatrzymanego dryfu kontynentalnego spowodowało stałe wynoszenie się zachodnich płaskowyżów Ameryki Północnej, podczas gdy na wschodzie, zwietrzałe Appalachy z rejonu wybrzeża Atlantyku zostały wyniesione prosto w górę, z małym tylko nachyleniem lub zgoła bez niego.

60:3.14 (690.5) 70.000.000 lat temu miały miejsce te odkształcenia skorupy ziemskiej, które są związane z maksymalnym wyniesieniem rejonu Gór Skalistych. W Kolumbii Brytyjskiej, wysoki segment skalny nasunięty został dwadzieścia cztery kilometry na powierzchnię Ziemi; tutaj skały kambryjskie zostały wypchane skośnie ponad warstwy z okresu kredowego. Na wschodniej pochyłości Gór Skalistych, w pobliżu granicy kanadyjskiej, nastąpiło inne efektowne nasunięcie; można tutaj znaleźć warstwy kamienne sprzed powstania życia, występujące ponad świeżymi wtedy złożami z okresu kredowego.

60:3.15 (690.6) Na całym świecie była to epoka aktywności wulkanicznej; pojawiły się wtedy liczne małe, odosobnione stożki wulkaniczne. W zanurzonym rejonie Himalajów przebiły się wulkany podwodne. Większa część reszty Azji, z Syberią włącznie, nadal znajdowała się pod wodą.

60:3.16 (690.7) 65.000.000 lat temu nastąpił jeden z największych wypływów lawy, jakie kiedykolwiek miały miejsce. Nałożone na siebie warstwy tego i poprzednich wypływów lawy znaleźć można wszędzie w Amerykach, tak w Północnej jak i Południowej, w Afryce, Australii i w częściach Europy.

60:3.17 (690.8) Zwierzęta lądowe niewiele się zmieniły, ale na skutek znacznego wynurzenia kontynentów, zwłaszcza w Ameryce Północnej, rozmnażały się gwałtownie. Ameryka Północna była w tych czasach głównym terenem ewolucji zwierząt lądowych; większa część Europy znajdowała się pod wodą.

60:3.18 (690.9) Klimat wciąż był ciepły i równomierny. Obszary arktyczne miały pogodę zbliżoną do klimatu, jaki dzisiaj panuje w centralnych i południowych rejonach Ameryki Północnej.

60:3.19 (690.10) W życiu roślinnym był to czas intensywnej ewolucji. Wśród roślin lądowych panowały okrytozalążkowe i pojawiło się po raz pierwszy wiele współczesnych drzew, razem z bukiem, brzozą, dębem, orzechem, jaworem, klonem i współczesnymi palmami. Było pod dostatkiem owoców, traw i roślin zbożowych a te trawy nasienne i drzewa były dla świata roślinnego tym, czym przodkowie człowieka byli dla świata zwierzęcego – w ważności ewolucyjnej byli drugorzędni tylko w stosunku do pojawienia się samego człowieka. Nagle i bez uprzedniego stopniowania, mutacji uległa wielka rodzina roślin kwiatowych. I ta nowa flora rozprzestrzeniła się wkrótce po całym świecie.

60:3.20 (691.1) 60.000.000 lat temu dinozaury wciąż panowały na lądzie, chociaż był to już okres schyłku gadów lądowych; na czoło wysuwają się teraz bardziej zwinne i ruchliwe gatunki mniejszych, skaczących, kangurowatych odmian mięsożernych dinozaurów. Jednak jakiś czas przed nimi pojawiły się nowe gatunki dinozaurów roślinożernych, których liczba szybko się zwiększała, w związku z pojawieniem się wśród roślin lądowych rodziny traw. Jeden z tych nowych, trawożernych dinozaurów, był typowym czworonogiem, posiadał dwa rogi i podobny do peleryny kołnierz na łopatkach. Pojawił się gatunek żółwi lądowych, o średnicy sześciu metrów, jak również współczesne krokodyle i prawdziwe węże dzisiejszych gatunków. Wielkie zmiany nastąpiły także wśród ryb i innych form życia morskiego.

60:3.21 (691.2) Brodzące i pływające praptaki z wcześniejszych epok nie były udane, gdy idzie o życie w powietrzu, podobnie jak latające dinozaury. Gatunki te istniały krótko i szybko wymarły. One również podzieliły los dinozaurów i uległy zagładzie, gdyż posiadały zbyt mało substancji mózgowej w proporcji do rozmiarów ciała. Nie powiodła się druga próba stworzenia zwierząt, mogących latać w atmosferze, podobnie jak nieudane były próby stworzenia ssaków, w tej epoce i poprzedzającej.

60:3.22 (691.3) 55.000.000 lat temu ewolucyjny marsz cechowało nagłe pojawienie się pierwszych, prawdziwych ptaków, małych, podobnych do gołębi stworzeń, które były przodkami całego ptasiego życia. Był to trzeci typ istot latających, jaki pojawił się na Ziemi; ptaki te pochodziły bezpośrednio od grupy gadów a nie od współczesnych im, latających dinozaurów, ani też od wcześniejszych typów uzębionych ptaków lądowych. I dlatego okres ten został nazwany epoką ptaków, jak również epoką schyłku gadów.

4. Koniec okresu kredowego

60:4.1 (691.4) Wielki okres kredowy zbliżał się ku końcowi a jego zakończenie oznacza również kres wielkich zalewów kontynentów przez morza. Odnosi się to zwłaszcza do Ameryki Północnej, gdzie nastąpiły kolejno dwadzieścia cztery wielkie zalania. I chociaż później miały tam miejsce mniejsze potopy, żaden z nich nie może być przyrównany do obszernych i długich wtargnięć morza z tej epoki i z epok poprzednich. Występujące na przemian okresy dominacji morza i lądu następowały w cyklach trwających milion lat. Istnieje epokowy cykl, związany ze wznoszeniem się i opadaniem dna oceanicznego oraz poziomów lądu kontynentalnego. I te same, rytmiczne ruchy skorupy ziemskiej nadal będą trwały, począwszy od tamtego czasu poprzez historię Ziemi, jednak z coraz mniejszą częstotliwością i natężeniem.

60:4.2 (691.5) W tym okresie zakończył się również dryf kontynentalny i zaczęło się tworzenie współczesnych gór Urantii. Jednak ciśnienie mas kontynentalnych oraz impet bezwładności zatrzymanego, odwiecznego dryfu, nie są jedynymi czynnikami górotwórczymi. Głównym i podstawowym czynnikiem, określającym lokalizację pasma górskiego, jest istniejąca uprzednio nizina lub łęk, który został wypełniony względnie lekkimi pokładami, powstałymi wskutek erozji lądu i morskimi osadami z epok poprzednich. Te lżejsze obszary lądu mają czasami od 4.500 do 6.000 metrów grubości, kiedy zatem z jakichkolwiek przyczyn skorupa ziemska poddana zostaje naciskowi, lżejsze obszary fałdują się pierwsze, wyginają się i wznoszą ku górze, aby zapewnić wyrównawcze dostosowanie do ścierających się i kolizyjnych sił oraz ciśnień, działających w skorupie ziemskiej lub pod skorupą. Czasami takie wypychanie lądu następuje bez fałdowania. Jednak w związku z wyniesieniem Gór Skalistych, nastąpiło wielkie fałdowanie i uskoki, połączone z ogromnym wydźwignięciem różnych warstw, zarówno pod ziemią jak i na jej powierzchni.

60:4.3 (692.1) Najstarsze góry świata znajdują się w Azji, na Grenlandii oraz w Europie północnej, pomiędzy starszymi formacjami, rozpostartymi na kierunku wschód-zachód. Góry w średnim wieku znajdują się w grupie górskiej położonej wokół Oceanu Spokojnego i w drugiej, europejskiej formacji na kierunku wschód-zachód, która powstała mniej więcej w tym samym czasie. To gigantyczne wyniesienie ma prawie szesnaście tysięcy kilometrów długości i rozciąga się od Europy aż do wyniesień lądu Indii Zachodnich. Najmłodsze góry znajdują się w formacji Gór Skalistych, gdzie całe epoki następowały wyniesienia lądu a potem były pokrywane przez morze, choć niektóre, wyższe części lądu wystawały jako wyspy. Później, po sformowaniu się gór w średnim wieku, wyniesione zostały prawdziwe łańcuchy górskie, które następnie zostały wyrzeźbione w kształt obecnych Gór Skalistych, przez połączoną sztukę żywiołów natury.

60:4.4 (692.2) Obecny rejon Gór Skalistych w Ameryce Północnej nie jest pierwotnym wyniesieniem lądu; to wyniesienie dawno zostało zrównane przez erozję a potem znowu wyniesione. Obecne, przednie pasmo gór jest tym, co zostało z pierwotnego pasma, ponownie wyniesionego. Pikes Peak i Longs Peak są doskonałymi przykładami tej aktywności górskiej, rozpościerającej się na dwa lub więcej pokolenia w życiu gór. Te dwa szczyty utrzymywały swe głowy nad wodą w czasie kilku poprzednich zalewów.

60:4.5 (692.3) Biologicznie, jak również geologicznie, była to aktywna epoka i obfitująca w wydarzenia, zarówno na lądzie jak i pod wodą. Mnożyły się jeżowce morskie, podczas gdy wymierały korale i liliowce. Amonity, odgrywające wielką rolę w poprzedniej epoce, także gwałtownie wymierały. Na lądzie, lasy paprociowe zostały w znacznej części zastąpione sosną i innymi współczesnymi drzewami, z gigantycznymi sekwojami włącznie. Pod koniec tego okresu, chociaż jeszcze nie ukształtowały się ssaki łożyskowe, przygotowana została w pełni scena biologiczna na pojawienie się wczesnych przodków przyszłych gatunków ssaków, co nastąpiło w następnej epoce.

60:4.6 (692.4) Tak się kończy długa era w ewolucji światowej, rozciągająca się od wczesnego pojawienia się życia lądowego, do całkiem niedawnych czasów, do powstania bezpośrednich przodków gatunku ludzkiego i jego bocznych gałęzi. Ta epoka kredowa obejmuje pięćdziesiąt milionów lat a w życiu lądowym zamyka erę poprzedzającą ssaki, która rozpościera się w czasie na sto milionów lat i znana jest jako mezozoik.

60:4.7 (692.5) [Przedstawione przez Nosiciela Życia z Nebadonu, przydzielonego do Satanii a obecnie działającego na Urantii].

Przekaz 61, Era ssaków na Urantii

Księga Urantii

Przekaz 61

Era ssaków na Urantii

61:0.1 (693.1) ERA ssaków rozpościera się od czasów pojawienia się ssaków łożyskowych aż do końca epoki lodowcowej i obejmuje prawie pięćdziesiąt milionów lat.

61:0.2 (693.2) W tej erze kenozoicznej świat wyglądał pięknie – faliste wzgórza, rozległe doliny, szerokie rzeki i wspaniałe lasy. W tym wycinku czasowym, Przesmyk Panamski dwukrotnie się wznosił i opadał; to samo trzykrotnie robił pomost lądowy Cieśniny Beringa. Gatunki zwierzęce były zarówno liczne jak i zróżnicowane. Drzewa roiły się od ptaków a cały świat był rajem zwierzęcym, pomimo nieustannych zmagań o dominację wśród rozwijających się gatunków zwierząt.

61:0.3 (693.3) Pokłady nagromadzone podczas pięciu okresów tej, trwającej pięćdziesiąt milionów lat ery, zawierają skamieniałe zapisy kolejnych dynastii ssaków i prowadzą wprost do tych czasów, kiedy pojawił się sam człowiek.

1. Nowe stadium lądu kontynentalnego
Epoka wczesnych ssaków

61:1.1 (693.4) 50.000.000 lat temu obszary lądowe świata znajdowały się generalnie ponad wodą lub były tylko nieznacznie zanurzone. Formacje skalne i złoża z tego okresu są zarówno lądowe jak i morskie, jednak przeważają lądowe. Przez długi czas ląd stopniowo się wznosił, lecz równocześnie był wymywany na niższe poziomy oraz w kierunku mórz.

61:1.2 (693.5) Na początku tego okresu pojawiły się nagle, w Ameryce Północnej, łożyskowe gatunki ssaków i stanowiły one, jak dotąd, najważniejszy wytwór ewolucji. Istniały już gatunki ssaków niełożyskowych, jednak ten nowy gatunek powstał bezpośrednio i nagle z istniejących uprzednio gadzich przodków, których potomkowie przetrwali czasy schyłku dinozaurów. Ojcem ssaków łożyskowych był mały, bardzo aktywny, mięsożerny, skaczący typ dinozaura.

61:1.3 (693.6) U tych prymitywnych gatunków zaczęły się przejawiać podstawowe instynkty ssaków. Ssaki posiadają ogromne zalety, gdy idzie o przetrwanie, przewyższając wszystkie inne formy życia zwierzęcego, dlatego, że mogą one:

61:1.4 (693.7) 1. Rodzić względnie dojrzałe i dobrze rozwinięte potomstwo.

61:1.5 (693.8) 2. Karmić, wychowywać i chronić swoje potomstwo z pełną uczucia troskliwością.

61:1.6 (693.9) 3. W procesie zachowania gatunku, posługiwać się zdolnościami swego zaawansowanego mózgu.

61:1.7 (693.10) 4. Stosować coraz większą zręczność podczas ucieczki przed wrogami.

61:1.8 (693.11) 5. Używać swej wyższej inteligencji do aklimatyzacji i adaptacji środowiskowej.

61:1.9 (694.1) 45.000.000 lat temu podstawy kontynentów były wyniesione, czemu towarzyszyło bardzo rozległe zatopienie ich linii brzegowych. Życie ssaków rozwijało się szybko. Panował mały, gadzi, składający jaja typ ssaka, natomiast Australię przemierzali przodkowie późniejszych kangurów. Wkrótce pojawiły się małe konie, szybkie, kopytne nosorożce, tapiry z trąbami, prymitywne świnie, wiewiórki, lemury, oposy i kilka gatunków zwierząt podobnych do małp. Wszystkie one były małe, prymitywne i dobrze dostosowane do życia w lasach rejonów górskich. Duży, podobny do strusia ptak lądowy, rozwinął się do wysokości trzech metrów i składał jaja o rozmiarach ponad dwadzieścia na trzydzieści centymetrów. To byli przodkowie późniejszych, gigantycznych ptaków pasażerskich, które odznaczały się wielką inteligencją i które kiedyś przenosiły w przestworzach istoty ludzkie.

61:1.10 (694.2) We wczesnym kenozoiku ssaki żyły na lądzie, pod wodą, w powietrzu i na wierzchołkach drzew. Miały od jednej do jedenastu par gruczołów piersiowych i wszystkie były pokryte sporą ilością owłosienia. Jako cechy wspólne z występującymi później gatunkami, wykształciły one dwa kolejne zestawy zębów i posiadały proporcjonalnie duże mózgi, w porównaniu z wielkością ciała. Jednak nie było wśród nich żadnych współczesnych gatunków.

61:1.11 (694.3) 40.000.000 lat temu obszary lądowe półkuli północnej zaczęły się podnosić, po czym zaczęły się odkładać nowe, obszerne nawarstwienia na lądzie i miały miejsce inne rodzaje aktywności Ziemi, takie jak wypływy lawy, fałdowania, formowanie się jezior i erozja.

61:1.12 (694.4) Pod koniec tej epoki zanurzona została większa część Europy. W następstwie lekkiego wyniesienia lądu, kontynent ten pokryły jeziora i zatoki. Ocean Arktyczny biegł na południe, przez depresję uralską łącząc się z Morzem Śródziemnym, które rozciągało się wtedy na północ; wzniesienia Alp, Karpat, Apeninów i Pirenejów znajdowały się ponad wodą, jako wyspy morskie. Przesmyk Panamski był wyniesiony; Atlantyk i Ocean Spokojny były rozdzielone. Ameryka Północna połączona była z Azją pomostem lądowym w Cieśninie Beringa a z Europą przez Grenlandię i Islandię. Na północnych szerokościach geograficznych ziemski pas lądu przerwany był tylko przez cieśninę uralską, łączącą morza arktyczne z powiększonym wtedy Morzem Śródziemnym.

61:1.13 (694.5) W wodach europejskich odłożyły się znaczne ilości wapienia z otwornic. Dziś ten sam kamień wyniesiony jest do wysokości 3.000 metrów w Alpach, do 4.800 metrów w Himalajach oraz do 6.000 metrów w Tybecie. Osady kredowe z tego okresu znaleźć można wzdłuż wybrzeży Afryki i Australii, na zachodnim wybrzeżu Ameryki Południowej i w rejonie Indii Zachodnich.

61:1.14 (694.6) W tym, tak zwanym okresie eoceńskim, ewolucja ssaków i innych pokrewnych form życia trwała bez przeszkód, albo z niewielkimi tylko zakłóceniami. Ameryka Północna miała wtedy połączenie lądowe z każdym kontynentem, za wyjątkiem Australii, a świat opanowywała stopniowo fauna prymitywnych ssaków różnych gatunków.

2. Ostatnie stadium zatopienia
Epoka zaawansowanych ssaków

61:2.1 (694.7) Okres ten charakteryzował się dalszą, szybką ewolucją ssaków łożyskowych, w tym czasie wykształciły się bardziej zaawansowane formy ssaków.

61:2.2 (694.8) Aczkolwiek wczesne ssaki łożyskowe pochodziły od mięsożernych przodków, bardzo szybko wykształciły się ich roślinożerne gatunki a wkrótce także powstały rodziny ssaków wszystkożernych. Okrytozalążkowe stanowiły zasadnicze pożywienie gwałtownie rozmnażających się ssaków; współczesna flora lądowa, razem z większością rosnących obecnie roślin i drzew, pojawiła się już w okresach wcześniejszych.

61:2.3 (695.1) 35.000.000 lat temu to czas znamionujący początki tej epoki, w której na świecie panowały ssaki łożyskowe. Południowy most lądowy był szeroki i ponownie łączył ogromny wtedy kontynent Antarktyczny z Ameryką Południową, Afryką Południową i Australią. Pomimo zmasowania lądu na wyższych szerokościach geograficznych, klimat światowy pozostawał względnie łagodny, ze względu na znaczny wzrost obszaru mórz tropikalnych, a ląd nie był wystarczająco wyniesiony, żeby wytworzyć lodowce. Obszerne wypływy lawy nastąpiły na Grenlandii i na Islandii; pomiędzy tymi warstwami odłożyło się trochę węgla.

61:2.4 (695.2) Znaczne zmiany nastąpiły w faunie planety. Życie morskie przechodziło wielkie przemiany; istniała już większość współczesnych gatunków morskich a otwornice wciąż odgrywały ważną rolę. Życie owadzie było podobne do tego, jakie istniało w poprzedniej erze. Formacje skamielin Florissant, w Kolorado, pochodzą z późniejszych lat tych bardzo odległych czasów. Większość żyjących rodzin owadzich powstała w tym okresie, jednak wiele istniejących wtedy owadów dziś wymarło, choć pozostały ich skamieliny.

61:2.5 (695.3) Na lądzie była to zasadniczo epoka odnowy ssaków oraz ich ekspansji. Zanim okres ten się skończył, wyginęło ponad sto gatunków wcześniejszych, prymitywniejszych ssaków. Wkrótce wyginęły nawet ssaki o dużych rozmiarach a małym mózgu. W procesie rozwoju metod przetrwania zwierząt, mózg i zwinność zastąpiły pancerz i rozmiary. Gdy zanikała rodzina dinozaurów, ssaki zaczęły powoli panować na Ziemi, szybko i kompletnie usuwając z niej resztę swych gadzich przodków.

61:2.6 (695.4) Wraz z wyginięciem dinozaurów nastąpiły pewne, znaczne przemiany w różnych odgałęzieniach rodziny jaszczurek. Przetrwali członkowie wczesnych rodzin gadzich to żółwie, węże i krokodyle, wraz z czcigodną żabą, jedyną ocalałą grupą reprezentującą wcześniejszych przodków człowieka.

61:2.7 (695.5) Różne grupy ssaków pochodzą od unikalnego zwierzęcia, teraz wymarłego. To mięsożerne stworzenie było czymś w rodzaju krzyżówki kota i foki; mogło żyć zarówno na lądzie jak i w wodzie, było bardzo inteligentne i niezwykle ruchliwe. W Europie ukształtował się przodek psiej rodziny, co szybko spowodowało powstanie wielu gatunków małych psów. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiły się gryzonie, między innymi bobry, wiewiórki, susły, myszy i króliki, i wkrótce stały się ważną formą życia; od tamtej pory w tej rodzinie zaszło bardzo niewiele zmian. Późniejsze złoża z tego okresu zawierają skamieniałe szczątki psów, kotów, szopów i łasic w ich formach ancestralnych.

61:2.8 (695.6) 30.000.000 lat temu zaczął się pojawiać współczesny gatunek ssaków. Poprzednio ssaki żyły przeważnie na wzgórzach i były typami górskimi; nagle zaczęła się ewolucja typów równinnych albo kopytnych gatunków pastwiskowych, odmiennych od pazurzastych zjadaczy mięsa. Zwierzęta pastwiskowe pochodzą od wspólnego przodka, posiadającego pięć palców u nóg i czterdzieści cztery zęby, który wyginął przed końcem epoki. Ewolucja palców u nóg, w całym opisywanym dotąd okresie, nie wyszła poza stadium trzypalcowe.

61:2.9 (695.7) Koń, wspaniały przykład ewolucji, żył w tamtych czasach zarówno w Ameryce Północnej jak i w Europie, chociaż nadal się rozwijał, aż do ostatniej epoki lodowcowej. Chociaż rodzina nosorożców pojawiła się pod koniec tego okresu, szczyt swego rozwoju osiągnęła dopiero później. Rozwinęło się także małe, świniopodobne stworzenie, które stało się protoplastą wielu gatunków świń, dzików i hipopotamów. Wielbłądy i lamy pojawiły się w Ameryce Północnej mniej więcej w środku tego okresu i opanowały niziny zachodnie. Później lamy wyemigrowały do Ameryki Południowej, wielbłądy do Europy i oba gatunki szybko wyginęły w Ameryce Północnej, choć trochę wielbłądów przetrwało aż do epoki lodowcowej.

61:2.10 (696.1) Mniej więcej w tym czasie, na zachodzie Ameryki Północnej zdarzyła się rzecz godna uwagi: pierwszy raz pojawili się wcześni przodkowie pradawnych lemurów. Chociaż tego odgałęzienia nie można uważać za prawdziwe lemury, jego pojawienie się znamionuje ustanowienie tej linii, z której potem powstały prawdziwe lemury.

61:2.11 (696.2) Tak jak węże lądowe poszły do mórz w epoce poprzedniej, tak teraz całe plemię ssaków łożyskowych opuściło ląd i zaczęło mieszkać w oceanach. I od tamtego czasu pozostają one w morzu, jako współczesne wieloryby, delfiny, morświny, foki i lwy morskie.

61:2.12 (696.3) Życie ptasie planety wciąż się rozwijało, jednak niewiele pojawiło się w nim istotnych zmian ewolucyjnych. Istniała już większość współczesnych ptaków, łącznie z mewami, czaplami, flamingami, myszołowami, sokołami, orłami, sowami, przepiórkami i strusiami.

61:2.13 (696.4) Pod koniec tego okresu oligoceńskiego, obejmującego dziesięć milionów lat, życie roślinne, wraz z życiem morskim i zwierzętami lądowymi, rozwinęło się w dużym stopniu i występowało na Ziemi nieomal takie, jakie jest dziś. Później się wykształciła pewna specjalizacja, ale już wówczas żyły pradawne formy większości stworzeń żywych.

3. Stadium współczesnych gór
Epoka słonia i konia

61:3.1 (696.5) Wyniesienia lądu i podziały mórz powoli zmieniały światową pogodę, stopniowo ją schładzając, ale klimat wciąż był łagodny. Sekwoje i magnolie rosły na Grenlandii, ale rośliny podzwrotnikowe zaczynały wędrować na południe. Do końca tego okresu w znacznym stopniu zanikły na północnych szerokościach geograficznych rośliny i drzewa z klimatu ciepłego, ich miejsce zajęły bardziej odporne rośliny i drzewa liściaste.

61:3.2 (696.6) Nastąpiło znaczne zwiększenie ilości gatunków traw a zęby wielu gatunków ssaków stopniowo się przekształcały, zbliżając się do zębów współczesnych gatunków zwierząt pastwiskowych.

61:3.3 (696.7) 25.000.000 lat temu nastąpiło nieznaczne zanurzenie lądu, po długotrwałej epoce jego wyniesienia. Rejon Gór Skalistych pozostawał znacznie wyniesiony, więc odkładanie się materiału erozyjnego wciąż trwało na nizinach po stronie wschodniej. Pasma gór Sierra znowu były dobrze wyniesione; faktycznie wznoszą się one od tamtego czasu. Z tego okresu pochodzi wielki, ponad sześciokilometrowy, pionowy uskok w rejonie Kalifornii.

61:3.4 (696.8) 20.000.000 lat temu to doprawdy złoty wiek ssaków. Podniósł się most lądowy Cieśniny Beringa a wiele grup zwierząt migrowało z Azji do Ameryki Północnej, razem z czterokłowymi mastodontami, krótkonogimi nosorożcami i wieloma odmianami rodziny kotów.

61:3.5 (696.9) Pojawiły się pierwsze jelenie i Ameryka Północna została wkrótce zalana przez przeżuwaczy – jelenie, bawoły, wielbłądy, bizony i kilkanaście gatunków nosorożców – wymarły jednak gigantyczne świnie, dochodzące do dwóch metrów wysokości.

61:3.6 (697.1) Wielkie słonie, z tego i kolejnych po nim okresów, posiadały duże mózgi jak również duże ciała i szybko zalały cały świat, za wyjątkiem Australii. Przynajmniej raz opanowało świat wielkie zwierzę, z mózgiem odpowiednio dużym, żeby mogło przetrwać. Żadne zwierzę wielkości słonia nie mogło wtedy przetrwać, w obliczu bardzo inteligentnego życia tamtych czasów, chyba, że miało mózg dużych rozmiarów i wysokiej jakości. W inteligencji i w zdolnościach adaptacyjnych, do słonia zbliżony jest tylko koń a przewyższa go jedynie sam człowiek. Jednak spośród istniejących na początku tego okresu pięćdziesięciu gatunków słoni, przetrwały zaledwie dwa.

61:3.7 (697.2) 15.000.000 lat temu podnosiły się górskie regiony Eurazji i występowało na tych obszarach nieco aktywności wulkanicznej, nieporównywalnej jednak z wypływem lawy na półkuli zachodniej. Takie niespokojne warunki panowały na całym świecie.

61:3.8 (697.3) Cieśnina Gibraltarska została zamknięta a Hiszpania połączona z Afryką starym mostem lądowym, jednak Morze Śródziemne łączyło się z Atlantykiem wąskim kanałem, który biegł w poprzek Francji; szczyty górskie i wzniesienia wynurzają się jako wyspy na tym pradawnym morzu. Później, morza europejskie zaczęły się cofać. Jeszcze później, Morze Śródziemne połączyło się z Oceanem Indyjskim, podczas gdy na koniec tego okresu rejon Suezu został tak wyniesiony, że Morze Śródziemne stało się na jakiś czas wewnętrznym, słonym morzem.

61:3.9 (697.4) Zanurzył się pomost lądowy Islandii, a wody arktyczne wymieszały się z wodami Oceanu Atlantyckiego. Atlantyckie wybrzeże Ameryki Północnej gwałtownie się oziębiło, ale wybrzeże Oceanu Spokojnego pozostawało cieplejsze niż jest obecnie. Wielkie prądy oceaniczne działały podobnie jak dziś i wywierały wpływ na klimat.

61:3.10 (697.5) Życie ssaków wciąż się rozwijało. Ogromne stada koni dołączyły do wielbłądów na zachodnich równinach Ameryki Północnej; faktycznie był to czas koni jak również słoni. Mózg konia, w swych zwierzęcych cechach, jest drugi po mózgu słonia, jednak w jednym aspekcie jest on zdecydowanie niższy, ponieważ koń nigdy całkowicie nie opanował głęboko zakorzenionej tendencji do ucieczki, kiedy się wystraszy. Koń nie posiada emocjonalnej kontroli słonia, podczas gdy ujemną cechą słonia jest wielkość i brak zwinności. W tym okresie rozwinęło się zwierzę, które było czymś w rodzaju zarówno słonia jak i konia, ale szybko zostało wyniszczone przez gwałtownie rozwijającą się rodzinę kotów.

61:3.11 (697.6) Ponieważ Urantia wchodzi w tak zwaną „erę bezkonną”, powinniście się zastanowić, jak ważne było to zwierzę dla waszych przodków. Człowiek najpierw używał koni do jedzenia, potem do podróży a ostatnio w rolnictwie i na wojnie. Koń długo służył ludzkości i odgrywał ważną rolę w rozwoju cywilizacji człowieka.

61:3.12 (697.7) Rozwój biologiczny w tym okresie przyczynił się znacznie do przygotowania sceny na późniejsze pojawienie się człowieka. W Azji centralnej rozwinęły się prawdziwe gatunki zarówno prymitywnej małpy jak i goryla, które miały wspólnego przodka, obecnie wymarłego. Jednak żaden z tych gatunków nie zajmuje miejsca w szeregu tych istot żywych, które stały się później przodkami gatunku ludzkiego.

61:3.13 (697.8) Rodzinę psów reprezentowało kilkanaście grup, przeważnie wilki i lisy; plemię kotów - pantery i wielkie, szablastozębne tygrysy; te ostatnie po raz pierwszy pojawiły się w Ameryce Północnej. Rodzina kotów i psów współczesnych zwiększała się liczebnie na całym świecie. Dobrze się miały łasice, kuny, wydry i szopy, i rozwijały się na północnych szerokościach geograficznych.

61:3.14 (698.1) Ptaki wciąż się rozwijały, choć niewiele było u nich istotnych zmian. Gady podobne były do typów współczesnych – węży, krokodyli i żółwi.

61:3.15 (698.2) I tak się zbliżał bardzo doniosły i interesujący okres w historii świata. Okres słonia i konia nazywany jest miocenem.

4. Nowe stadium wyniesienia kontynentalnego
Ostatnia wielka migracja ssaków

61:4.1 (698.3) Jest to okres przedlodowcowego podnoszenia się lądu w Ameryce Północnej, Europie i Azji. Rzeźba lądu znacznie się zmieniła. Powstawały pasma górskie, potoki zmieniały swe łożyska a samotne wulkany przebijały się wszędzie na świecie.

61:4.2 (698.4) 10.000.000 lat temu zaczęła się epoka odkładania rozległych, lokalnych warstw lądu na nizinach kontynentów, jednak większość tych osadów została później usunięta. W tym czasie znaczna część Europy nadal była pod wodą, razem z częściami Anglii, Belgii i Francji a Morze Śródziemne pokrywało większą część Afryki północnej. W Ameryce Północnej odłożyły się znaczne nawarstwienia u podnóży gór, w jeziorach i w wielkich nieckach lądowych. Przeciętnie złoża te mają tylko około sześćdziesięciu metrów grubości, są bardziej czy mniej kolorowe a skamieliny występują w nich rzadko. Dwa wielkie jeziora słodkowodne istniały na zachodzie Ameryki Północnej. Wynosiły się góry Sierra; Shasta, Hood i Rainier zaczynały stawać się górami. Jednak dopiero po kolejnej epoce lodowcowej Ameryka Północna zaczęła ześlizgiwać się w zagłębienie Atlantyku.

61:4.3 (698.5) Na krótko cały ląd światowy był znowu połączony, oprócz Australii i nastąpiła ostatnia, wielka światowa migracja zwierząt. Ameryka Północna połączona była zarówno z Ameryką Południową jak i z Azją i odbywała się swobodna migracja życia zwierzęcego. Leniwce azjatyckie, pancerniki, antylopy i niedźwiedzie, wkroczyły do Ameryki Północnej, podczas gdy północnoamerykańskie wielbłądy poszły do Chin. Nosorożce migrowały po całym świecie, za wyjątkiem Australii i Ameryki Południowej, ale pod koniec tego okresu wyginęły na półkuli zachodniej.

61:4.4 (698.6) Generalnie, życie w poprzedzającym okresie wciąż się rozwijało i rozprzestrzeniało. Rodzina kotów panowała w życiu zwierzęcym, a życie morskie stanęło nieomal w martwym punkcie. Wiele koni wciąż miało trzy palce u nóg, ale pojawiały się już gatunki współczesne; lamy i podobne do żyraf wielbłądy żyły obok koni na równinnych pastwiskach. W Afryce pojawiła się żyrafa i miała długą szyję, tak wtedy jak i teraz. W Ameryce Południowej rozwinęły się leniwce, pancerniki, mrówkojady i prymitywne małpy typu południowoamerykańskiego. Zanim kontynenty zostały w końcu rozdzielone, masywne zwierzęta – mastodonty – migrowały wszędzie oprócz Australii.

61:4.5 (698.7) 5.000.000 lat temu ukształtował się koń, taki jak dzisiaj i z Ameryki Północnej migrował na cały świat. Jednak koń wyginął na tym kontynencie, z którego pochodził, długo przed przybyciem człowieka czerwonego.

61:4.6 (698.8) Stopniowo klimat stawał się chłodniejszy, rośliny lądowe powoli przemieszczały się na południe. Najpierw coraz większy chłód na północy zatrzymał migracje zwierzęce przez północne przesmyki; potem te lądowe mosty Ameryki Północnej się zapadły. Zaraz po tym połączenie lądowe pomiędzy Afryką i Ameryką Południową zanurzyło się ostatecznie a półkula zachodnia została odizolowana, mniej więcej tak samo jak dziś. Od tego czasu odmienne gatunki życia zaczęły się rozwijać na półkuli wschodniej i zachodniej.

61:4.7 (699.1) I tak zbliża się ku końcowi okres trwający prawie dziesięć milionów lat, a przodek człowieka jak dotąd się nie pojawił. Czas ten zazwyczaj jest określany jako pliocen.

5. Pierwsza epoka lodowcowa

61:5.1 (699.2) Pod koniec poprzedniego okresu lądy północno-wschodniej części Ameryki Północnej oraz północnej Europy były w znacznym stopniu wyniesione; w Ameryce Północnej rozległe tereny podniosły się na wysokość do 9.000 metrów i wyżej. W tych regionach północnych panował dawniej łagodny klimat a wody arktyczne były w całości otwarte dla parowania i wciąż wolne od lodu prawie do końca okresu lodowcowego.

61:5.2 (699.3) Równocześnie z takimi wyniesieniami lądu przesunęły się prądy oceaniczne a sezonowe wiatry zmieniły kierunki. W końcu warunki takie wywołały prawie nieustanne skraplanie się pary, na skutek ruchu mocno nasyconego wilgocią powietrza nad północnymi wyżynami. Na wyniesionych i dlatego też chłodnych terenach zaczął padać śnieg i padał ciągle, aż osiągnął grubość 6.000 metrów. Obszary najgrubszej warstwy śniegu, razem z wysokością, określały punkty centralne późniejszych, wywołanych ciśnieniem, wypływów lodowca. I epoka lodowcowa trwała dokładnie tak długo, jak długo obszar intensywnego skraplania pokrywał wyżyny północne tym wielkim płaszczem śniegu, który szybko przekształcił się w lity, lecz pełzający lód.

61:5.3 (699.4) Wielkie pokrywy lodowcowe tego okresu znajdowały się w całości na wyniesionych wzgórzach a nie w rejonach górskich, gdzie są dzisiaj. Połowa lodowca była w Ameryce Północnej, jedna czwarta w Eurazji a jedna czwarta w innych miejscach, głównie na Antarktydzie. Afryka dotknięta była lodem w niewielkim tylko stopniu, ale prawie całą Australię pokryła antarktyczna powłoka lodowa.

61:5.4 (699.5) Północne rejony tego świata doznały sześciu oddzielnych, masywnych inwazji lodu, choć występowały również dziesiątki ruchów naprzód i cofnięć, związanych z aktywnością każdej poszczególnej pokrywy lodowej. W Ameryce Północnej lód zebrał się w dwóch a później w trzech centrach. Grenlandia była pokryta a Islandia kompletnie pogrzebana pod płynącym lodowcem. W Europie, w różnych okresach, lód pokrywał Wyspy Brytyjskie, za wyjątkiem wybrzeża Anglii południowej i zakrywał zachód Europy aż po Francję.

61:5.5 (699.6) 2.000.000 lat temu pierwszy lodowiec północnoamerykański zaczął parcie na południe. Zaczynała się teraz epoka lodowcowa a lodowiec ten zużył prawie milion lat na posuwanie się od północnych centrów ciśnieniowych i cofanie się ku nim z powrotem. Centralna pokrywa lodowa rozciągała się na południe aż po Kansas; wschodnie i zachodnie centra lodowe nie były tak rozległe.

61:5.6 (699.7) 1.500.000 lat temu pierwszy wielki lodowiec wycofywał się na północ. W międzyczasie, wielkie ilości śniegu padały na Grenlandii i w północno-wschodnich częściach Ameryki Północnej, i wkrótce ta wschodnia masa lodu zaczęła płynąć ku południowi. Była to druga inwazja lodu.

61:5.7 (699.8) W Eurazji te dwie pierwsze inwazje lodu nie były zbyt rozległe. W tych wczesnych epokach okresu lodowcowego Amerykę Północną opanowały mastodonty, owłosione mamuty, konie, wielbłądy, jelenie, woły piżmowe, bizony, leniwce naziemne, gigantyczne bobry, tygrysy szablastozębne, leniwce tak wielkie jak słonie i wiele grup zwierząt z rodziny kotów i psów. Jednak począwszy od tego czasu ich liczba zmniejszała się gwałtownie, na skutek coraz większego zimna okresu lodowcowego. Pod koniec epoki lodowcowej większość gatunków tych zwierząt wymarła w Ameryce Północnej.

61:5.8 (700.1) Z dala od lodu, lądowe i morskie życie świata prawie nie uległo zmianie. Pomiędzy inwazjami lodu klimat był prawie tak łagodny jak teraz, może nawet trochę cieplejszy. Mimo wszystko lodowce były zjawiskami lokalnymi, chociaż się rozprzestrzeniały, pokrywając ogromne obszary. Klimat nadbrzeżny był bardzo zróżnicowany, pomiędzy okresami braku aktywności lodowcowej a tym czasem, kiedy ogromne góry lodowe zsuwały się z wybrzeży Maine do Atlantyku, ześlizgiwały się poprzez Puget Sound do Oceanu Spokojnego i z grzmotem spadały w dół fiordów norweskich do Morza Północnego.

6. Człowiek prymitywny w epoce lodowcowej

61:6.1 (700.2) Wielkim wydarzeniem tego okresu lodowcowego był rozwój człowieka prymitywnego. Trochę na zachód od Indii, na lądzie znajdującym się teraz pod wodą, pośród potomków przybyłych do Azji starszych, północnoamerykańskich typów lemurów, pojawiły się nagle wczesne ssaki. Te małe zwierzęta chodziły zazwyczaj na tylnych nogach i miały duże mózgi, proporcjonalnie do rozmiarów ciała i w porównaniu z mózgami innych zwierząt. W siedemdziesiątej generacji tej nowej klasy życia wyodrębniła się nagle nowa i wyższa grupa zwierząt. Te nowe ssaki pośrednie – prawie dwa razy większe i wyższe od swych przodków, posiadające proporcjonalnie większy mózg – zaledwie zdążyły się dobrze osiedlić, gdy pojawiły się nagle naczelne, trzecia istotna mutacja. (W tym czasie degeneracyjna przemiana w rasie ssaków pośrednich dała początek małpim przodkom; i od tamtych dni do dzisiaj ludzkie odgałęzienie idzie naprzód, ewoluując stopniowo, podczas gdy małpie plemiona pozostają niezmienione, albo faktycznie się cofają).

61:6.2 (700.3) 1.000.000 lat temu Urantia została zarejestrowana jako świat zamieszkały. W wyniku mutacji, w gatunku rozwijających się naczelnych pojawiły się nagle dwie prymitywne istoty ludzkie, prawdziwi przodkowie ludzkości.

61:6.3 (700.4) Zdarzenie to miało miejsce mniej więcej na początku trzeciego naporu lodowca; tym samym, jak widać, wasi wcześni przodkowie zrodzili się i rozmnażali w stymulującym, pobudzającym i trudnym otoczeniu. Jedyni pozostali przy życiu autochtoni Urantii, Eskimosi, nawet teraz wolą mieszkać w zimnych strefach północnych.

61:6.4 (700.5) Na półkuli zachodniej istoty ludzkie pojawiły się nie wcześniej jak dopiero pod koniec epoki lodowcowej. Jednak w czasie epok interglacjalnych ludzie szli na zachód, wokół Morza Śródziemnego i prędko zawładnęli kontynentem europejskim. W jaskiniach Europy Zachodniej można znaleźć kości ludzkie, zmieszane ze szczątkami zwierząt, zarówno tropikalnych jak i arktycznych, co świadczy o tym, że człowiek żył w tych rejonach w ostatnich epokach zarówno napierających, jak i cofających się lodowców.

7. Dalszy ciąg epoki lodowcowej

61:7.1 (700.6) W całym okresie lodowcowym występowały inne aktywności, jednak działalność lodowca usuwa w cień wszystkie pozostałe zjawiska, występujące na północnych szerokościach geograficznych. Żadna inna ziemska aktywność nie pozostawiła tak znamiennych śladów w topografii. Charakterystycznych otoczaków i takich rzeźb powierzchni jak kocioł erozyjny, jeziora, głazy narzutowe i mąka kamienna, nie znajdzie się w powiązaniu z żadnym innym fenomenem natury. Lód jest również odpowiedzialny za delikatne wyniosłości czy falowania powierzchni, zwane drumlinami. A lodowiec, kiedy idzie naprzód, przemieszcza rzeki i zmienia całą powierzchnię Ziemi. Tylko lodowce pozostawiają za sobą takie bajeczne osady jak moreny denne, boczne i czołowe. Osady te, zwłaszcza moreny denne, rozpościerają się od wschodnich brzegów morskich na północ i zachód Ameryki Północnej, a znaleźć je można również w Europie i na Syberii.

61:7.2 (701.1) 750.000 lat temu czwarta pokrywa lodowa, połączenie centralnych i wschodnich pól lodowych Ameryki Północnej, była dobrze wysunięta na południe; w punkcie największego swego zasięgu dotarła do południa stanu Illinois, przesuwając rzekę Missisipi o osiemdziesiąt kilometrów na zachód, a po stronie wschodniej rozciągnęła się na południe, aż do rzeki Ohio i centralnej Pensylwanii.

61:7.3 (701.2) W Azji, syberyjska pokrywa lodowa wtargnęła najdalej jak dotąd na południe, podczas gdy w Europie posuwający się lód zatrzymał się tuż przed górską barierą Alp.

61:7.4 (701.3) 500.000 lat temu, gdy lód po raz piąty szedł naprzód, nowy bieg wypadków przyspieszył ewolucję ludzką. Nagle i w jednym pokoleniu, dzięki mutacji, powstało z autochtonów gatunku ludzkiego sześć ras kolorowych. Jest to data o podwójnym znaczeniu, ponieważ znamionuje ona również przybycie Księcia Planetarnego.

61:7.5 (701.4) W Ameryce Północnej, posuwający się, piąty lodowiec, stanowił wspólną inwazję wszystkich trzech centrów lodowcowych. Jednakże jego masyw wschodni rozbudował się zaledwie trochę poza dolinę St. Lawrence a zachodnia pokrywa lodowa posunęła się tylko nieco na południe. Masyw centralny dotarł jednak dalej na południe, pokrywając większość stanu Iowa. W Europie, ta inwazja lodu nie była tak rozległa jak poprzednia.

61:7.6 (701.5) 250.000 lat temu zaczęło się szóste i ostatnie zlodowacenie. I pomimo tego, że góry północne zaczęły nieco opadać, był to okres największych nawarstwień śniegowych na północnych polach lodowych.

61:7.7 (701.6) W czasie tej inwazji trzy wielkie pokrywy lodu złączyły się w jedną, rozległą masę lodową a wszystkie góry zachodnie miały swój udział w tej lodowcowej aktywności. W Ameryce Północnej była to największa ze wszystkich inwazja lodu; lód poszedł na południe, na ponad dwa tysiące czterysta kilometrów od swych centrów ciśnienia a Ameryka Północna miała najniższe temperatury.

61:7.8 (701.7) 200.000 lat temu, gdy ostatni lodowiec szedł do przodu, nastąpiło zdarzenie, które miało wielki wpływ na rozwój wypadków na Urantii – bunt Lucyfera.

61:7.9 (701.8) 150.000 lat temu szósty i ostatni lodowiec dotarł do punktów swego najdalszego, południowego zasięgu; zachodnia pokrywa lodowa zaledwie przekraczała granicą kanadyjską, centralna doszła do Kansas, Missouri oraz Illinois, wschodnia pokrywa posuwała się na południe i zakryła większą część Pensylwanii i Ohio.

61:7.10 (701.9) To ten właśnie lodowiec wypuścił wiele języków czy płatów lodu, które wyryły współczesne jeziora, duże i małe. Kiedy się cofał, w Ameryce Północnej powstała formacja Wielkich Jezior. I geolodzy Urantii bardzo dokładnie wydedukowali różne stadia rozwoju tych jezior i prawidłowo się domyślili, że te zbiorniki wodne, w różnych okresach, wylewały się najpierw do doliny Missisipi, potem na wschód, do doliny Hudson i w końcu trasą północną do St. Lawrence. Mija trzydzieści siedem tysięcy lat, odkąd połączony system Wielkich Jezior zaczął się wylewać obecną drogą, przez Niagarę.

61:7.11 (702.1) 100.000 lat temu, w trakcie cofania się ostatniego lodowca, zaczęły się formować rozległe, polarne pokrywy lodowe a centrum akumulacji lodu przesunęło się daleko na północ. I tak długo, jak obszary polarne pokryte są lodem, jest raczej niemożliwa kolejna epoka lodowa, niezależnie od przyszłego podnoszenia się lądu czy modyfikacji prądów oceanicznych.

61:7.12 (702.2) To ostatnie zlodowacenie posuwało się naprzód przez sto tysięcy lat i potrzebowało podobnego czasu, aby całkowicie wrócić na północ. Rejony umiarkowane były wolne od lodu przez ponad pięćdziesiąt tysięcy lat.

61:7.13 (702.3) Surowy czas lodowcowy zniszczył wiele gatunków i radykalnie przekształcił liczne inne. Wiele z nich zostało okrutnie przesianych przez migrację, w tę i z powrotem, nieuniknioną ze względu na napierający i cofający się lód. Do tych zwierząt, które w tę i z powrotem wędrowały po Ziemi wraz z lodem, należą niedźwiedź, bizon, renifer, wół piżmowy, mamut i mastodont.

61:7.14 (702.4) Mamut szukał otwartych prerii, ale mastodont wolał osłonięte obrzeża rejonów leśnych. Do ostatnich swych dni mamut występował na obszarze od Meksyku do Kanady; jego syberyjska odmiana pokryła się sierścią. Mastodonty przetrwały w Ameryce Północnej do tego czasu, kiedy zostały wytępione przez człowieka czerwonego, podobnie jak człowiek biały wybił później bizony.

61:7.15 (702.5) Podczas ostatniego zlodowacenia wyginęły w Ameryce Północnej konie, tapiry, lamy i tygrysy szablastozębne. Na ich miejsce przybyły z Ameryki Południowej leniwce, pancerniki i kapibary.

61:7.16 (702.6) Przymusowa migracja życia, przed napierającym lodem, prowadziła do niezwykłego wymieszania się roślin i zwierząt, a gdy się cofała końcowa inwazja lodu, wiele arktycznych gatunków, zarówno roślin jak i zwierząt, pozostało wysoko na pewnych szczytach górskich, gdzie się schroniły przed wyniszczeniem przez lodowiec. I dzisiaj, takie przemieszczone rośliny i zwierzęta znaleźć można wysoko w Alpach europejskich, a nawet w Appalachach w Ameryce Północnej.

61:7.17 (702.7) Epoka lodowcowa jest ostatnim, zakończonym okresem geologicznym, tak zwanym plejstocenem, który trwał ponad dwa miliony lat.

61:7.18 (702.8) 35.000 lat temu zakończyła się wielka epoka lodowcowa, za wyjątkiem polarnych obszarów planety. Data ta jest doniosła również dlatego, że w przybliżeniu określa czas przybycia Materialnego Syna i Materialnej Córki i rozpoczęcie adamicznego systemu sprawiedliwości; z grubsza odpowiada ona początkowi holocenu, albo okresu polodowcowego.

61:7.19 (702.9) Narracja ta, rozciągająca się w czasie od powstania życia w formie ssaków do cofania się lodowca i dalej, do czasów historycznych, obejmuje prawie pięćdziesiąt milionów lat. Jest to ostatni – obecny – okres geologiczny, określany przez waszych badaczy jako kenozoik, albo era współczesna.

61:7.20 (702.10) [Nadzorowane przez Nosiciela Życia, przebywającego na planecie].

Przekaz 62, Zaranie gatunku człowieka pierwotnego

Księga Urantii

Przekaz 62

Zaranie gatunku człowieka pierwotnego

62:0.1 (703.1) MNIEJ więcej milion lat temu, w wyniku trzech kolejnych i nagłych mutacji, pojawili się bezpośredni przodkowie rodzaju ludzkiego, wywodzący się od wczesnych gatunków ssaków łożyskowych typu lemura. Dominujące cechy tych wczesnych lemurów wywodziły się z zachodniej albo późniejszej, amerykańskiej grupy rozwijającej się plazmy życia. Jednak przed zapoczątkowaniem bezpośredniej linii ludzkich przodków, gałąź ta została wzmocniona uzupełnieniem z centralnego zaszczepienia życia, które ukształtowało się w Afryce. Wschodnia grupa życia nie wniosła nic lub bardzo niewiele, do rzeczywistego wytworzenia gatunku ludzkiego.

1. Wczesne gatunki lemurów

62:1.1 (703.2) Wczesne lemury, związane z przodkami gatunków ludzkich, nie były bezpośrednio spokrewnione z istniejącymi wcześniej plemionami gibbonów i małp człekokształtnych, które żyły w Eurazji i północnej Afryce, a których potomstwo przetrwało do czasów dzisiejszych. Nie było to też potomstwo lemura typu współczesnego, który wywodzi się od wspólnego przodka obu gatunków, dawno jednak wymarłego.

62:1.2 (703.3) Chociaż te wczesne lemury rozwinęły się na półkuli zachodniej, ukształtowanie bezpośrednich przodków ludzkości nastąpiło w Azji południowo-zachodniej, w pierwotnej strefie centralnego zaszczepienia życia, ale na obrzeżach jej obszarów wschodnich. Kilka milionów lat temu, północnoamerykański gatunek lemurów powędrował na zachód, przez pomost lądowy Beringa i powoli torował sobie drogę na południowy zachód, po linii wybrzeża azjatyckiego. Te wędrujące plemiona dotarły w końcu do zdrowego regionu, położonego między Morzem Śródziemnym, wtedy poszerzonym a wyższymi, górskimi rejonami Półwyspu Indyjskiego. Na tych ziemiach, na zachód od Indii, połączyły się one z innymi, wartościowymi odgałęzieniami, tworząc tym samym przodków gatunku ludzkiego.

62:1.3 (703.4) Z upływem czasu morskie wybrzeże Indii, na południowy zachód od gór, stopniowo się zatapiało, odcinając zupełnie od świata życie tego obszaru. Nie było dostępu, ani też drogi ucieczki z tego, mezopotamskiego, albo perskiego półwyspu, za wyjątkiem północy a i ta droga wiele razy była odcinana przez wtargnięcia lodowca na południe. I na tym, nieomal rajskim wtedy obszarze, z zaawansowanych potomków lemurskiego typu ssaka powstały dwie wielkie grupy, współczesne plemię małp i obecny gatunek ludzki.

2. Ssaki wczesne

62:2.1 (703.5) Nieco ponad milion lat temu wczesne ssaki mezopotamskie, bezpośredni potomkowie północnoamerykańskiego, lemurowatego typu ssaków łożyskowych, pojawiły się nagle. Były to bardzo ruchliwe, małe stworzenia, dochodzące do metra wysokości; a chociaż zazwyczaj nie chodziły na tylnych nogach, łatwo mogły stawać wyprostowane. Były owłosione i zwinne i szczebiotały na sposób małpi, jednak w odróżnieniu od małpich plemion były mięsożerne. Miały prymitywny, przeciwstawny kciuk, jak również bardzo użyteczny, chwytny wielki palec u nogi. Od tego punktu, przedludzkie gatunki stopniowo rozwijały przeciwstawny kciuk, podczas gdy coraz bardziej traciły zdolność chwytną wielkiego palca u nogi. Późniejsze, małpie plemiona, zachowały chwytny wielki palec u nogi, ale nigdy nie wykształciły ludzkiego typu kciuka.

62:2.2 (704.1) Wczesne ssaki osiągały pełnię swego rozwoju w wieku lat trzech albo czterech, a ich średni, potencjalny czas życia, wynosił około dwudziestu lat. Młode z zasady rodziły się pojedynczo, chociaż czasami zdarzały się bliźnięta.

62:2.3 (704.2) Spośród wszystkich istniejących dotychczas na Ziemi zwierząt, członkowie tego, nowego gatunku, mieli największe mózgi proporcjonalnie do swej wielkości. Doznawali oni wielu emocji i mieli liczne instynkty, tak charakterystyczne później dla prymitywnego człowieka, byli bardzo ciekawi i wykazywali znaczne podniecenie, gdy osiągali sukces w jakimkolwiek przedsięwzięciu. Głód pożywienia i żądze seksualne mieli dobrze rozwinięte a przejawiał się u nich także wyraźny dobór seksualny, w niewprawnej formie zalotów i w wyborze partnerów. Mogli walczyć zawzięcie w obronie swych krewnych i byli raczej uczuciowi w związkach rodzinnych, posiadając zmysł samoponiżenia graniczący ze wstydem i żalem. Byli bardzo uczuciowi i wzruszająco lojalni wobec swych partnerów, ale gdy okoliczności ich rozdzieliły, wybierali nowych partnerów.

62:2.4 (704.3) Byli niewielkiego wzrostu i posiadali jasne umysły, pozwalające uświadomić sobie niebezpieczeństwa środowiska leśnego, dlatego też wykształcili u siebie niezwykły strach, skłaniający ich do podejmowania tych mądrych środków ostrożności, które tak bardzo pomogły im przetrwać, jak na przykład budowa prostych schronień na wierzchołkach wysokich drzew, co eliminowało wiele niebezpieczeństw życia na ziemi. Początki tendencji lękowych u człowieka wywodzą się najwyraźniej z tego okresu.

62:2.5 (704.4) Te wczesne ssaki wykształciły więcej ducha plemiennego niż kiedykolwiek dotąd okazywano. Były doprawdy bardzo towarzyskie, ale jednocześnie nadzwyczaj wojownicze, kiedy cokolwiek ich zaniepokoiło w trakcie zwyczajnego, rutynowego życia i wykazywały swą ognistą naturę, kiedy ich gniew został w pełni rozbudzony. Tym niemniej ich wojownicze natury służyły dobremu celowi; ich zaawansowane grupy nie wahały się wojować ze swymi podrzędnymi sąsiadami i tak, poprzez przeżywanie selektywne, gatunek stopniowo się doskonalił. Wkrótce zapanowali nad życiem mniejszych stworzeń tego rejonu i dlatego przetrwało na tym obszarze zaledwie trochę starszych, niemięsożernych, małpowatych plemion.

62:2.6 (704.5) Te agresywne, małe zwierzęta, rozmnażały się i rozprzestrzeniały na półwyspie mezopotamskim ponad tysiąc lat, wciąż doskonaląc swą budowę fizyczną i ogólną inteligencję. I upłynęło tylko siedemdziesiąt pokoleń, od powstania tego, nowego plemienia z najwyższego gatunku przodków lemura, kiedy nastąpił kolejny, epokowy rozwój – nagłe zróżnicowanie wśród przodków następnego, ważnego stopnia w ewolucji ludzkich istot na Urantii.

3. Ssaki pośrednie

62:3.1 (704.6) We wstępnym okresie rozwoju wczesnych ssaków, w schronieniu na szczycie drzewa narodziła się zaawansowana para tych zwinnych stworzeń, bliźnięta, samiec i samica. W porównaniu z ich przodkami, były to naprawdę dorodne, małe stworzenia. Miały niewiele włosów na ciele, ale im to nie przeszkadzało, ponieważ żyły w ciepłym i łagodnym klimacie.

62:3.2 (705.1) Dzieci te dorosły do wysokości nieco ponad metr dwadzieścia. Pod każdym względem były większe od rodziców, miały dłuższe nogi i krótsze ramiona. Miały prawie doskonale przeciwstawne kciuki, nieomal tak dobrze przystosowane do różnorodnej pracy, jak współczesne kciuki ludzkie. Chodziły wyprostowane i miały stopy prawie tak dobrze dostosowane do chodzenia, jak u późniejszego gatunku ludzkiego.

62:3.3 (705.2) Ich mózgi były gorszej jakości i mniejsze niż u istot ludzkich, ale znacznie lepsze i proporcjonalnie dużo większe niż u ich przodków. Bliźnięta prędko zaczęły wykazywać zaawansowaną inteligencję i zostały wkrótce uznane za naczelników całego plemiona wczesnych ssaków, faktycznie ustanowiły prymitywną formę organizacji społecznej i prosty, ekonomiczny podział pracy. Brat i siostra zostali małżonkami i wkrótce mieli społeczność złożoną z dwudziestu jeden dzieci, podobnych sobie, wszystkie miały ponad metr dwadzieścia wzrostu i w każdym względzie były zaawansowane w stosunku do swych przodków. Ta nowa grupa stanowiła zalążek ssaków pośrednich.

62:3.4 (705.3) Kiedy się znacznie zwiększyła liczba członków tej nowej, zaawansowanej grupy, wybuchła wojna, bezwzględna wojna; a kiedy skończyła się ta straszliwa walka, nie został przy życiu ani jeden członek wcześniejszej rasy ich przodków, wczesnych ssaków. Mniejsze liczebnie, ale silniejsze i inteligentniejsze odgałęzienie gatunku, przetrwało kosztem swych przodków.

62:3.5 (705.4) I teraz, przez prawie piętnaście tysięcy lat (sześćset pokoleń), stworzenie to terroryzowało tę część świata. Wyginęły wszystkie wielkie i niebezpieczne zwierzęta z czasów minionych. Wielkie zwierzęta, rodzime dla tych obszarów, nie były mięsożerne a większe gatunki z rodziny kotów, lwy i tygrysy, nie wtargnęły jeszcze do tego, szczególnie zacisznego zakątka Ziemi. Dlatego też ssaki pośrednie wściekle napastowały inne zwierzęta i podporządkowały sobie cały obszar swojego świata.

62:3.6 (705.5) W porównaniu z gatunkiem ich przodków, ssaki pośrednie były zaawansowane w każdej dziedzinie. Nawet potencjalny czas ich życia był dłuższy – około dwudziestu pięciu lat. W tym gatunku występowało dużo prymitywnych cech ludzkich. W dodatku do wrodzonych tendencji, wykazywanych przez ich przodków, ssaki pośrednie potrafiły okazywać obrzydzenie w pewnych, odrażających sytuacjach. Dodatkowo posiadały one dobrze wykształcony instynkt gromadzenia; chowały pożywienie na później i bardzo lubiły zbierać gładkie, okrągłe otoczaki i niektóre rodzaje okrągłych kamieni, przydatne jako amunicja obronna i zaczepna.

62:3.7 (705.6) Te ssaki pośrednie jako pierwsze wykazywały wyraźne inklinacje do budowy, co jest widoczne w ich rywalizacji przy budowie, zarówno domów na wierzchołkach drzew, jak i wielotunelowych, podziemnych schronień; były to pierwsze gatunki ssaków, które chroniły się zarówno na drzewach jak i w podziemnych schronieniach. W znacznym stopniu zrezygnowały z drzew jako miejsc do mieszkania, żyjąc za dnia na ziemi a tylko śpiąc na wierzchołkach drzew nocą.

62:3.8 (705.7) Z biegiem czasu naturalny wzrost ich liczby spowodował intensywną konkurencję przy zdobywaniu pożywienia oraz rywalizację seksualną; wszystko to osiągnęło swój punkt kulminacyjny w serii morderczych walk, które nieomal wyniszczyły cały gatunek. Walki te trwały tak długo, że przy życiu została tylko jedna grupa, licząca mniej niż stu osobników. Jednak pokój raz jeszcze zapanował a to samotne, ocalałe plemię, zbudowało od nowa swoje sypialnie na wierzchołkach drzew i zaczęło raz jeszcze żyć normalnie, po części w pokoju.

62:3.9 (705.8) Trudno wam sobie wyobrazić, jak blisko byli od wymarcia, od czasu do czasu, wasi przedludzcy przodkowie. Gdyby żaba, ancestralna dla całej ludzkości, skoczyła w pewnych okolicznościach pięć centymetrów krócej, zmieniłby się znacznie cały kierunek ewolucji. Lemuropodobna matka, bezpośredni przodek wczesnych ssaków, o włos uniknęła śmierci nie mniej niż pięć razy, zanim urodziła ojca nowego, zaawansowanego gatunku ssaków. Jednak największe niebezpieczeństwo nastąpiło wtedy, gdy piorun uderzył w drzewo, na którym spała przyszła matka bliźniaków naczelnych. Oboje rodzice, ssaki pośrednie, zostali mocno porażeni i dotkliwie poparzeni; troje z siedmiorga ich dzieci zostało zabitych przez ten grom z nieba. Te rozwijające się zwierzęta były nieomal zabobonne. Para, której dom na drzewie został trafiony, była w istocie przywódcami bardziej postępowej grupy z gatunku ssaków pośrednich; i za ich przykładem ponad połowa plemienia, obejmująca inteligentniejsze rodziny, przeprowadziła się ponad trzy kilometry od tego miejsca i zaczęła budowę nowych mieszkań na wierzchołkach drzew i nowych schronień gruntowych, dla chwilowej ucieczki w momentach nagłego niebezpieczeństwa.

62:3.10 (706.1) Ta para, weterani tak wielu walk, zaraz po skończeniu swego domu została dumnymi rodzicami bliźniaków, najbardziej interesujących i ważnych zwierząt, jakie dotychczas zrodziły się na świecie, jako że były to pierwsze istoty z nowego gatunku naczelnych, co stanowiło następny, istotny szczebel w przedludzkiej ewolucji.

62:3.11 (706.2) Równocześnie z narodzinami tych bliźniąt naczelnych, inna para, szczególnie opóźnieni samiec i samica z plemienia ssaków pośrednich, para podrzędna tak umysłowo jak i fizycznie – też zrodziła bliźniaki. Bliźniaki te, samiec i samica, nie interesowały się podbojem, ciekawiło je tylko zdobywanie pożywienia a ponieważ nie jadły mięsa, prędko straciły zainteresowanie pogonią za zdobyczą. Te opóźnione bliźniaki zostały założycielami współczesnych plemion małpich. Ich potomkowie szukali cieplejszych rejonów południowych, z ich łagodnym klimatem i obfitością owoców tropikalnych, gdzie przetrwali do dziś tacy jak wtedy, za wyjątkiem tych odgałęzień, które skojarzyły się z wczesnymi gatunkami gibbonów i małp człekokształtnych, i w konsekwencji znacznie się zdegenerowały.

62:3.12 (706.3) Widać stąd jasno, że człowiek i małpa są spokrewnieni tylko w tym, że pochodzą od ssaków pośrednich, z plemienia, w którym nastąpiły jednoczesne narodziny i następnie rozdzielenie dwu par bliźniaków: pary podrzędnej, która miała wytworzyć współczesne gatunki małp – pawiana, szympansa i goryla – i pary nadrzędnej, której przeznaczeniem była kontynuacja tej rozwojowej linii, która wydała samego człowieka.

62:3.13 (706.4) Człowiek współczesny i gatunki małpie wywodzą się z tego samego plemienia i gatunku, ale nie od tych samych rodziców. Przodkowie człowieka pochodzą od wyższych odgałęzień, zebranych z resztek plemienia ssaków pośrednich, podczas gdy współczesny gatunek małp (z wyjątkiem pewnych, istniejących uprzednio typów lemurów, gibbonów, małp człekokształtnych i innych małpopodobnych stworzeń) pochodzi od potomków najbardziej opóźnionej pary z grupy ssaków pośrednich, tej pary, która przetrwała tylko dlatego, że podczas ostatniej, zażartej bitwy ich plemienia, ukrywała się ponad dwa tygodnie w podziemnym składowisku pożywienia i wyszła wtedy, kiedy się wojna skończyła.

4. Naczelne

62:4.1 (706.5) Cofnijmy się wstecz do narodzin zaawansowanych bliźniaków, samca i samicy, dwu przodujących członków plemienia ssaków pośrednich. Te zwierzęce dzieci należały do niezwykłej klasy; miały jeszcze mniej włosów na ciele niż ich rodzice i od wczesnej młodości upierały się chodzić wyprostowane. Ich przodkowie zawsze uczyli się chodzić na tylnych nogach, ale te bliźniaki naczelne stały wyprostowane od samego początku. Osiągnęły półtora metra wzrostu a ich głowy urosły większe, w porównaniu z głowami innych członków plemienia. Chociaż wcześnie nauczyły się porozumiewać ze sobą przy pomocy znaków i dźwięków, nigdy nie mogły nauczyć swojego ludu zrozumienia tych nowych symboli.

62:4.2 (707.1) Kiedy mieli około czternastu lat, uciekli z plemienia, poszli na zachód, aby założyć rodzinę i ustanowić nowy gatunek naczelnych. I te nowe stworzenia zupełnie prawidłowo nazywane są naczelne, skoro były bezpośrednimi, w prostej linii, zwierzęcymi przodkami rodziny ludzkiej.

62:4.3 (707.2) Tak się więc stało, że naczelne zaczęły zajmować obszar położony na zachodnim wybrzeżu półwyspu mezopotamskiego, który wtedy wysuwał się w morze południowe, podczas gdy mniej inteligentne a blisko z nimi związane plemiona, żyły w rejonie końca półwyspu i wzdłuż wschodniej linii wybrzeża.

62:4.4 (707.3) W porównaniu ze swymi poprzednikami, ssakami pośrednimi, naczelne były bardziej ludzkie niż zwierzęce. Proporcje szkieletu tego nowego gatunku bardzo były zbliżone do proporcji prymitywnych ras ludzkich. Ukształtował się zupełnie ludzki typ dłoni i stopy, i stworzenia te mogły chodzić, a nawet biegać, tak jak ich współcześni, ludzcy potomkowie. W zasadzie porzuciły one życie na drzewach, choć w nocy wciąż uciekały się do wierzchołków drzew jako środka bezpieczeństwa, gdyż podobnie jak ich przodkowie, były zdominowane strachem. Coraz częstsze używanie rąk przyczyniało się w znacznym stopniu do rozwoju wrodzonych władz umysłu, ale nie posiadały jeszcze umysłów, które można by nazwać prawdziwie ludzkimi.

62:4.5 (707.4) Chociaż w swej emocjonalnej naturze naczelne niewiele się różniły od swych przodków, wykazywały jednak więcej ludzkich tendencji we wszystkich swoich skłonnościach. Były to doprawdy wspaniałe, wyższe zwierzęta, osiągające dojrzałość w wieku około dziesięciu lat a naturalny czas trwania ich życia wynosił około czterdzieści lat. Znaczy to, mogły żyć tak długo, gdyby umierały śmiercią naturalną, jednak w tych dawnych czasach bardzo mało zwierząt umierało śmiercią naturalną; walka o byt była ogólnie biorąc zbyt intensywna.

62:4.6 (707.5) I teraz, po prawie dziewięciuset pokoleniach rozwoju, rozciągających się na około dwadzieścia jeden tysięcy lat od powstania wczesnych ssaków, naczelne nagle zrodziły dwa nadzwyczajne stworzenia, pierwsze prawdziwe istoty ludzkie.

62:4.7 (707.6) Tak więc wczesne ssaki, wywodzące się od północnoamerykańskiego gatunku lemura, dały początek ssakom pośrednim a te z kolei ssaki pośrednie wydały wspaniałe ssaki naczelne, które stały się bezpośrednimi przodkami prymitywnego gatunku ludzkiego. Plemiona naczelnych były ostatnim, istotnym ogniwem w ewolucji człowieka, ale nie upłynęło pięć tysięcy lat a nie pozostał ani jeden osobnik z tych nadzwyczajnych plemion.

5. Pierwsze istoty ludzkie

62:5.1 (707.7) W roku 1934 n.e. upłynęło 993.419 lat od narodzin pierwszych dwóch istot ludzkich.

62:5.2 (707.8) Te dwie wyjątkowe istoty były prawdziwymi ludźmi. Posiadały zupełnie ludzkie kciuki, tak jak wiele ich przodków a jednocześnie miały dokładnie takie same stopy, jak współczesny gatunek ludzki. Byli piechurami i biegaczami, nie wspinaczami; chwytna funkcja wielkiego palca u nogi zanikła i to zanikła zupełnie. Kiedy niebezpieczeństwo zmuszało ich do ucieczki na wierzchołki drzew, wspinali się tak, jak się wspinają ludzie współcześni. Wspinali się po pniu drzewa podobnie jak niedźwiedź, a nie jak szympans czy goryl, huśtając się na gałęziach.

62:5.3 (708.1) Pierwsze istoty ludzkie (i ich potomkowie) osiągały pełną dojrzałość w wieku lat dwunastu, a potencjalny czas trwania ich życia wynosił około siedemdziesiąt pięć lat.

62:5.4 (708.2) Wiele nowych uczuć wcześnie pojawiło się u tych ludzkich bliźniaków. Potrafili zachwycać się zarówno przedmiotami jak i innymi istotami oraz wykazywali znaczną próżność. Największy jednak postęp w ich rozwoju emocjonalnym stanowiło nagłe pojawienie się nowej grupy uczuć, prawdziwie ludzkich – grupy czci – obejmującej grozę, szacunek, pokorę a nawet prymitywną formę wdzięczności. Strach, w połączeniu z nieznajomością zjawisk natury, zrodził wkrótce prymitywną religię.

62:5.5 (708.3) Nie tylko takie ludzkie uczucia przejawiali ci prymitywni ludzie, ale posiadali również wiele wyższych uczuć, w prostej formie. Znali częściowo litość, wstyd i wyrzuty sumienia i byli wyjątkowo dobrze obeznani z miłością, nienawiścią i zemstą, a ulegali również silnym uczuciom zazdrości.

62:5.6 (708.4) Dwoje pierwszych ludzi – bliźniaki – stanowiło wielkie utrapienie dla ich rodziców, naczelnych. Byli tak ciekawscy i ryzykanccy, że wielokrotnie śmierć zaglądała im w oczy w różnych okolicznościach, zanim skończyli osiem lat. Zanim skończyli dwanaście lat, byli raczej dość mocno pokryci bliznami.

62:5.7 (708.5) Bardzo wcześnie nauczyli się porozumiewać przy pomocy słów a przed dziesiątym rokiem życia wypracowali udoskonalony język znaków i słów, obejmujący prawie pół setki pojęć i znacznie usprawnili oraz poszerzyli proste metody porozumiewania się swych przodków. Próbując jednak tak usilnie jak tylko mogli, zdołali nauczyć swoich rodziców zaledwie kilku swoich nowych znaków i symboli.

62:5.8 (708.6) Kiedy mieli prawie dziewięć lat, jednego pogodnego dnia poszli w dół rzeki i tam odbyli ważną naradę. Wszystkie niebiańskie istoty inteligentne, przebywające na Urantii ze mną włącznie, przysłuchiwały się rozważaniom tej południowej schadzki. Tego, pamiętnego dnia, bliźniaki dogadały się, żeby żyć razem i dla siebie a było to pierwsze z serii takich porozumień, które w końcu osiągnęły kulminację w decyzji ucieczki od swoich niższych, zwierzęcych towarzyszy i pójścia na północ, niewiele przypuszczając, że tym samym zakładają gatunek ludzki.

62:5.9 (708.7) Podczas gdy wszystkich nas bardzo interesowało, co planuje tych dwoje małych dzikusów, nie mieliśmy możliwości kontrolowania pracy ich umysłów; nie wpływaliśmy – nie mogliśmy arbitralnie wpływać – na ich decyzje. Jednak w ramach dopuszczalnych limitów naszej planetarnej działalności, my, Nosiciele Życia, współpracowaliśmy z naszymi towarzyszami, aby wyprowadzić ludzkie bliźniaki na północ, z dala od ich ludu, owłosionego i żyjącego po części na drzewach. I tak w wyniku własnego, inteligentnego wyboru, bliźnięta migrowały, a dzięki naszemu nadzorowi migrowały na północ, do odosobnionego rejonu, gdzie uniknęły możliwości degradacji biologicznej poprzez zmieszanie się ze swymi podrzędnymi krewnymi z plemienia naczelnych.

62:5.10 (708.8) Na krótko przed odejściem z rodzinnych lasów, bliźniaki straciły matkę podczas ataku gibbonów. Podczas gdy nie posiadała ona inteligencji bliźniaków, miała wartościowe, wyższego rodzaju uczucie ssaków dla swego potomstwa i nieustraszenie poświęciła swe życie, próbując ratować wspaniałą parę. Jej ofiara nie poszła na marne, gdyż powstrzymywała wroga, aż przybył ojciec z posiłkami i rozgromił napastników.

62:5.11 (709.1) Po tym, jak młoda para opuściła swych towarzyszy, żeby założyć gatunek ludzki, ich ojciec, z gatunku naczelnych, pozostawał niepocieszony – miał złamane serce. Nie chciał jeść, nawet, kiedy pozostałe jego dzieci przynosiły mu pożywienie. Utracił swe wspaniałe potomstwo, życie wśród jego zwykłych współbraci wydawało mu się bezwartościowe; poszedł więc w las, został otoczony przez wrogie gibony i pobity na śmierć.

6. Ewolucja umysłu ludzkiego

62:6.1 (709.2) My, Nosiciele Życia, przebywający na Urantii, przeszliśmy okres długiego czuwania, pełen bacznego oczekiwania, od tego dnia, gdy po raz pierwszy zaszczepiliśmy plazmę życia w planetarnych wodach, więc oczywiście pojawianie się pierwszych, prawdziwie inteligentnych oraz obdarzonych wolą istot, przyniosło nam wielką radość i najwyższą satysfakcję.

62:6.2 (709.3) Przyglądaliśmy się umysłowemu rozwojowi bliźniaków, dzięki obserwacji funkcjonowania siedmiu przybocznych umysłów-duchów, przydzielonych Urantii w czasie naszego przybycia na planetę. Poprzez cały, długi, ewolucyjny rozwój życia planetarnego, ci niestrudzeni opiekunowie umysłu wciąż rejestrowali coraz większą możliwość kontaktowania się z kolejno poszerzającymi się zdolnościami mózgu, stopniowo coraz bardziej zaawansowanych stworzeń zwierzęcych.

62:6.3 (709.4) Z początku tylko duch intuicji mógł funkcjonować w instynktownym i odruchowym behawiorze prymitywnego życia zwierzęcego. Wraz z wyodrębnieniem się wyższych gatunków, duch zrozumienia mógł wyposażyć takie stworzenia w dar spontanicznych skojarzeń idei. Później widzieliśmy w akcji ducha odwagi; rozwijające się zwierzęta naprawdę wykształciły surową formę samoświadomości obronnej. W rezultacie pojawienia się grupy ssaków, zauważyliśmy przejawiającego się w coraz większym stopniu ducha wiedzy. Ewolucja wyższych ssaków sprawiła, że zaczął działać duch rady, w rezultacie czego rozwinął się instynkt stadny i zaczął się rozwój prymitywnego społeczeństwa.

62:6.4 (709.5) Obserwując ssaki wczesne, ssaki pośrednie i naczelne, coraz lepiej dostrzegaliśmy poszerzającą się służbę pierwszych pięciu przybocznych. Jednak pozostałe dwa, najwyższe z opiekunów umysłu, nigdy nie mogły funkcjonować w ewolucyjnym umyśle typu urantiańskiego.

62:6.5 (709.6) Wyobraźcie sobie naszą radość, kiedy pewnego dnia – bliźniaki miały wtedy około dziesięciu lat – duch czci nawiązał pierwszy kontakt z umysłem dziewczyny, bliźniaczki, a wkrótce potem z umysłem chłopca. Wiedzieliśmy, że powstawało coś bardzo podobnego do umysłu ludzkiego; a kiedy prawie rok później, bliźniaki postanowiły ostatecznie, w rezultacie refleksyjnych rozważań i celowej decyzji, uciec z domu i udać się na północ, wtedy duch mądrości zaczął działać na Urantii w tych dwu umysłach, uznanych teraz za ludzkie.

62:6.6 (709.7) Nastąpiła wtedy natychmiastowa, nowego rodzaju aktywizacja siedmiu przybocznych umysłów-duchów. Żywiliśmy wielkie nadzieje; uświadomiliśmy sobie, że nadchodzi długo wyczekiwana godzina; wiedzieliśmy, że stoimy u progu ukoronowania naszych długich wysiłków, zmierzających do ukształtowania istot z wolą na Urantii.

7. Uznanie świata za zamieszkały

62:7.1 (709.8) Nie czekaliśmy długo. W południe, w dzień po ucieczce bliźniaków, w planetarnym zogniskowaniu odbiorczym Urantii nastąpiła wstępna, próbna transmisja sygnałów z obwodu wszechświata. Byliśmy oczywiście podnieceni świadomością, że nadchodzi wielki moment, ale ponieważ świat ten był miejscem eksperymentu życia, nie mieliśmy najmniejszego pojęcia, w jaki sposób moglibyśmy zostać powiadomieni o akceptacji inteligentnego życia na planecie. Jednak nasza niepewność nie trwała długo. Na trzeci dzień po ucieczce bliźniaków i zanim odleciał korpus Nosicieli Życia, przybył z Nebadonu archanioł, żeby ustanowić wstępny obwód planetarny.

62:7.2 (710.1) Był to pamiętny dzień na Urantii, kiedy nasza mała grupa zgromadziła się wokół planetarnego bieguna łączności kosmicznej i otrzymała pierwszą wiadomość z Salvingtonu, poprzez nowo ustanowiony planetarny obwód umysłu. I ta pierwsza wiadomość, dyktowana przez szefa korpusu archaniołów, brzmiała następująco:

62:7.3 (710.2) „Do Nosicieli Życia na Urantii – Pozdrowienia! Przekazujemy wyrazy wielkiej radości z Salvingtonu, Edentii i Jerusem z okazji rejestracji w zarządzie Nebadonu sygnału zaistnienia umysłu i godności woli na Urantii. Odnotowana została celowa decyzja bliźniaków o ucieczce na północ i oddzieleniu swego potomstwa od podrzędnych przodków. Jest to pierwsza decyzja umysłu – ludzkiego typu umysłu – na Urantii i automatycznie ustanawia ona obwód łączności, którym ta wstępna wiadomość, o przyjęciu tego faktu do wiadomości, jest transmitowana”.

62:7.4 (710.3) Potem, tym nowym obwodem przyszły pozdrowienia od Najwyższych Ojców z Edentii, zawierające instrukcje dla stale przebywających na Urantii Nosicieli Życia, zabraniające nam mieszać się do tej formy życia, którą ustanowiliśmy. Otrzymaliśmy polecenie nie ingerowania w sprawy ludzkiego rozwoju. Nie należy sądzić, że Nosiciele Życia kiedykolwiek arbitralnie i mechanicznie ingerują w naturalne wypracowywanie planetarnych planów ewolucyjnych, gdyż tego nie robimy. Jednak jak dotąd mieliśmy zezwolenie na sterowanie środowiskiem i na ochronę plazmy życia specjalnym sposobem i właśnie mieliśmy zaprzestać tego, nadzwyczajnego, lecz całkiem naturalnego nadzoru.

62:7.5 (710.4) I zaraz jak tylko Najwyżsi Ojcowie skończyli mówić, zaczęła docierać do planety piękna wiadomość od Lucyfera, wtedy władcy systemu Satania. Teraz Nosiciele Życia słyszeli słowa powitania od swego własnego szefa i otrzymali od niego zezwolenie na powrót do Jerusem. Otrzymana od Lucyfera wiadomość zawierała oficjalną aprobatę pracy Nosicieli Życia na Urantii i uwalniała nas od jakiejkolwiek przyszłej krytyki wszelkich naszych wysiłków, zmierzających do usprawnienia nebadońskich form życia, zaprowadzonych w systemie Satanii.

62:7.6 (710.5) Te wiadomości, otrzymane z Salvingtonu, Edentii i Jerusem, oznaczały formalne zakończenie wieloepokowego nadzoru Nosicieli Życia nad planetą. Przez całe epoki pełniliśmy tutaj swe obowiązki, tylko z pomocą siedmiu przybocznych umysłów-duchów oraz Nadrzędnych Kontrolerów Fizycznych. I teraz, gdy wola, możliwość wyboru czczenia i wznoszenia się, pojawiła się w ewolucyjnych istotach tej planety, zrozumieliśmy, że nasza praca jest skończona i grupa nasza szykowała się do odlotu. Urantia jest światem modyfikacji życia i pozwolono nam zostawić na niej dwu starszych Nosicieli Życia, wraz z dwunastoma asystentami; zostałem wyznaczony do tej grupy i odtąd przebywam na Urantii.

62:7.7 (710.6) Upływa dokładnie 993.408 lat (w roku 1934 n.e.) odkąd Urantia została formalnie uznana za planetę zamieszkałą przez ludzi we wszechświecie Nebadon. Ewolucja biologiczna raz jeszcze osiągnęła ludzki poziom godności woli; na planecie 606 w Satanii pojawił się człowiek.

62:7.8 (710.7) [Nadzorowane przez Nosiciela Życia z Nebadonu, stale przebywającego na Urantii].

Przekaz 63, Pierwsza rodzina ludzka

Księga Urantii

Przekaz 63

Pierwsza rodzina ludzka

63:0.1 (711.1) URANTIA zarejestrowana została jako świat zamieszkały, kiedy dwie pierwsze istoty ludzkie – bliźniaki – miały lat jedenaście i zanim jeszcze zostały rodzicami pierwszego dziecka, drugiego pokolenia prawdziwych istot ludzkich. Wiadomość archanioła z Salvingtonu, przesłana z okazji formalnej rejestracji planety, kończyła się tymi słowami:

63:0.2 (711.2) „Umysł ludzki pojawił się na 606 w Satanii a rodzice nowego gatunku mają się nazywać Andon i Fonta. Wszyscy archaniołowie się modlą, aby te istoty prędko zamieszkał osobiście duchowy dar Ojca Wszechświatowego”.

63:0.3 (711.3) Andon jest imieniem nebadońskim, oznaczającym „pierwsza, podobna Ojcu istota, przejawiająca ludzki głód doskonałości”. Fonta oznacza, „pierwsza, podobna Synowi istota, przejawiająca ludzki głód doskonałości”. Andon i Fonta nie znali tych imion, zanim im ich nie nadano podczas zespolenia z Dostrajaczami Myśli. Gdy przebywali na Urantii jako śmiertelnicy, nazywali się nawzajem Sonta-an i Sonta-en; Sonta-an znaczy „kochany przez matkę”, Sonta-en oznacza „kochana przez ojca”. Nadali sobie sami te imiona, których znaczenie jest znamienne dla ich wzajemnego szacunku i uczucia.

1. Andon i Fonta

63:1.1 (711.4) Pod wieloma względami Andon i Fonta byli najznakomitszą parą istot ludzkich, jaka kiedykolwiek żyła na powierzchni Ziemi. Ta wspaniała para, prawdziwi rodzice całej ludzkości, byli pod każdym względem lepsi od wielu ich potomków w linii prostej i byli też zupełnie odmienni od wszystkich ich przodków, zarówno tych bezpośrednich jak i odległych.

63:1.2 (711.5) Rodzice pierwszej pary ludzkiej pozornie nie różnili się od przeciętnych istot ze swego plemienia, choć należeli do jego inteligentniejszych członków, do tej grupy, która pierwsza nauczyła się rzucać kamieniami i używać pałek w walce. Używali też ostrych szpikulców z kamienia, krzemienia i kości.

63:1.3 (711.6) Andon, gdy mieszkał jeszcze z rodzicami, przymocował ostry kawałek krzemienia do końca pałki, przy pomocy ścięgien zwierzęcych i zrobił dobry użytek z tej broni, co najmniej w dwunastu przypadkach, ratując życie zarówno swoje jak i swojej równie ryzykanckiej i dociekliwej siostry, która nieodmiennie towarzyszyła mu we wszystkich odkrywczych wycieczkach.

63:1.4 (711.7) Decyzja ucieczki z plemion naczelnych, powzięta przez Andona i Fontę, implikuje jakość umysłu znacznie wyższą od bardziej prymitywnej inteligencji, charakteryzującej tak wielu ich późniejszych potomków, którzy się zniżali do kojarzenia się ze swymi opóźnionymi kuzynami z plemion małpich. Nieokreślone uczucie bliźniaków, że są czymś wyższym niż zwykłymi zwierzętami, było wynikiem posiadania osobowości i było utwierdzane przez zamieszkujących ich Dostrajaczy Myśli.

2. Ucieczka bliźniaków

63:2.1 (712.1) Po tym, jak Andon i Fonta postanowili uciec na północ, na jakiś czas opanował ich strach, zwłaszcza strach przed niezadowoleniem ojca i najbliższej rodziny. Przewidywali napad wrogo nastawionych krewnych, tym samym dostrzegli tę możliwość, że zginą z rąk już uprzednio zazdrosnych członków plemienia. Jako młodzież, bliźniaki większość czasu przebywały ze sobą i z tego powodu nigdy nie były zbyt popularne wśród swoich zwierzęcych kuzynów z plemienia naczelnych. Andon i Fonta także nie poprawili swojej opinii w plemieniu tym, że zbudowali oddzielny i bardzo pomysłowy dom na drzewie.

63:2.2 (712.2) To właśnie w tym nowym domu, wśród wierzchołków drzew, gdy pewnej nocy obudziła ich gwałtowna burza i gdy trzymali się w czułych objęciach, zdjęci strachem, postanowili porzucić środowisko plemienne i domy na wierzchołkach drzew, ostatecznie i na zawsze.

63:2.3 (712.3) Wcześniej przygotowali proste schronienie na wierzchołku drzewa, odległe o pół dnia drogi na północ. To była ich tajemnica i bezpieczna kryjówka na pierwszy dzień spędzony poza lasami rodzinnymi. Pomimo, że bliźniaki podzielały śmiertelny strach naczelnych przed przebywaniem nocą na ziemi, krótko przed zapadnięciem zmroku wypuściły się na wyprawę, na północ. Chociaż była pełnia księżyca, taka nocna podróż wymagała niezwykłej odwagi a bliźniaki prawidłowo wnioskowały, że łatwiej im będzie w ten sposób ujść niepostrzeżenie oraz uniknąć pościgu członków plemienia i krewnych. I krótko po północy dotarły do wcześniej przygotowanego miejsca.

63:2.4 (712.4) Idąc na północ, bliźniaki znalazły odkryte złoże krzemienia i nazbierawszy wiele kamieni, odpowiednio ukształtowanych do różnego użytku, sporządziły ich zapasy na przyszłość. Podczas próby ciosania krzemieni, aby je lepiej dostosować do określonych celów, Andon odkrył, że dają one iskry i powziął zamiar rozpalenia ognia. Co prawda tym razem nie traktował tego zamiaru zbyt serio, gdyż klimat wciąż był łagodny a potrzeba ognia niewielka.

63:2.5 (712.5) Jednak jesienne słońce obniżało się na niebie, a jak szli na północ, noce stawały się coraz chłodniejsze. Już wcześniej zmuszeni byli używać skór zwierzęcych dla ochrony przed chłodem. Zanim upłynął jeden księżyc ich pobytu poza domem, Andon oświadczył swej towarzyszce, że myśli, iż mógłby rozpalić ogień krzemieniem. Dwa miesiące usiłowali krzesać iskry z krzemienia, aby rozniecić ogień, ale im się nie udało. Każdego dnia para próbowała uderzać krzemieniami, żeby rozpalić ogień. W końcu, pewnego wieczora, mniej więcej o zachodzie słońca, tajemnica techniki została odkryta, kiedy Fonta wspięła się na pobliskie drzewo po opuszczone ptasie gniazdo. Gniazdo było suche i łatwopalne i gdy spadła nań iskra zapłonęło żywym ogniem. Byli tak zdumieni i zaskoczeni sukcesem, że niemal zgasł im ten ogień, ale go ocalili, dodając właściwej podpałki i pierwsi rodzice całej ludzkości po raz pierwszy zaczęli szukać drewna na opał.

63:2.6 (712.6) Była to jedna z najradośniejszych chwil w ich krótkim, ale ciekawym życiu. Całą noc siedzieli i patrzyli, jak pali się ich ogień, mgliście sobie uświadamiając, że dokonali odkrycia, które da im możliwość przeciwstawienia się warunkom klimatycznym i że w ten sposób uniezależnią się na zawsze od swych zwierzęcych krewnych, mieszkających na ziemiach południowych. Po trzech dniach odpoczywania i cieszenia się ogniem, poszli dalej.

63:2.7 (712.7) Ssaki naczelne, przodkowie Andona, często podtrzymywały ogień zapalony od pioruna, ale nigdy dotąd istoty ziemskie nie znały metody rozpalania ognia, kiedy zechcą. Upłynęło jednak sporo czasu, zanim bliźnięta się nauczyły, że suchy mech i inne materiały są tak samo dobre do rozpalania ognia jak ptasie gniazda.

3. Rodzina Andona

63:3.1 (713.1) Prawie dwa lata upłynęły od tej nocy, kiedy bliźnięta wyszły z domu, gdy urodziło im się pierwsze dziecko. Nazwali go Sontad a Sontad był pierwszą istotą urodzoną na Urantii, która owinięta została w okrycie ochronne podczas narodzin. Zaczął się gatunek ludzki a razem z tym, nowym stadium ewolucji, pojawił się instynkt właściwej opieki nad coraz bardziej niezaradnymi niemowlętami, charakterystyczny dla stopniowego rozwoju umysłu klasy intelektualnej, w przeciwieństwie do prawie czysto zwierzęcego umysłu.

63:3.2 (713.2) Andon i Fonta mieli razem dziewiętnaścioro dzieci i cieszyli się towarzystwem prawie pół setki wnuków i pół tuzina prawnuków. Rodzina ta osiedliła się w czterech sąsiadujących ze sobą schronieniach kamiennych czy częściowych jaskiniach, z których trzy połączone były korytarzami, wykutymi w miękkim wapieniu narzędziami krzemiennymi, wymyślonymi przez dzieci Andona.

63:3.3 (713.3) Wcześni Andonici bardzo wyraźnie przejawiali ducha klanowego; polowali grupami i nigdy nie zapuszczali się zbyt daleko od miejsca zamieszkania. Zdawało się, że mają świadomość tego, iż są odrębną i unikalną grupą istot żywych i dlatego nie powinni się rozdzielać. Takie poczucie bliskiego pokrewieństwa spowodowane było bez wątpienia intensywną służbą umysłową duchów przybocznych.

63:3.4 (713.4) Andon i Fonta pracowali nieustannie nad rozwojem i doskonaleniem klanu. Dożyli czterdziestu dwu lat, kiedy to oboje zostali zabici w czasie trzęsienia ziemi, przez spadający nawis skalny. Wraz z nimi zginęło pięcioro ich dzieci i jedenaścioro wnucząt, a prawie dwudziestu ich potomków doznało poważnych obrażeń.

63:3.5 (713.5) Natychmiast po śmierci rodziców, Sontad, pomimo poważnie uszkodzonej stopy, objął przywództwo klanu i dzielnie był wspomagany przez swą żonę, swoją najstarszą siostrę. Pierwsze ich zadanie polegało na natoczeniu kamieni, aby odpowiednio pochować zabitych rodziców, braci, siostry i dzieci. Nie przywiązywano nadmiernej wagi do tego aktu pochówku. Idee przetrwania po śmierci były bardzo mgliste i niewyraźne, w dużym stopniu wywodziły się z fantastycznych i urozmaiconych marzeń sennych.

63:3.6 (713.6) Rodzina Andona i Fonty trzymała się razem aż do dwudziestego pokolenia, kiedy to walka o żywność jak również tarcia społeczne zapoczątkowały jej rozproszenie.

4. Klany Andonowe

63:4.1 (713.7) Ludzie prymitywni – Andonici – mieli czarne oczy i śniadą cerę, coś w rodzaju krzyżówki człowieka żółtego i czerwonego. Melanina jest substancją nadającą zabarwienie i znajduje się w skórze wszystkich istot ludzkich. Jest to pierwotny, Andonowy pigment skórny. Generalnie, kolor skóry tych wczesnych Andonitów bardziej przypominał kolor współczesnych Eskimosów niż jakiejkolwiek innej grupy obecnie żyjących istot ludzkich. Były to pierwsze istoty używające skór zwierzęcych dla ochrony przed chłodem i miały nieco więcej włosów na ciele niż ludzie współcześni.

63:4.2 (713.8) Życie plemienne zwierzęcych przodków tych wczesnych ludzi zwiastowało początki licznych, społecznych konwenansów a wraz z rozwojem emocji i zwiększoną zdolnością umysłową tych istot, nastąpił natychmiastowy rozwój organizacji społecznej oraz nowy podział pracy w klanie. Ludzie ci byli bardzo zdolnymi naśladowcami, jednak ich instynkt zabawy był słabo rozwinięty a poczucie humoru prawie nie istniało. Człowiek prymitywny uśmiechał się czasami, ale nigdy nie pozwalał sobie na serdeczny śmiech. Humor odziedziczony jest po późniejszej rasie adamicznej. Pierwotne istoty ludzkie nie były zbyt wrażliwe na ból ani nie reagowały tak ostro na nieprzyjemne sytuacje, jak wielu później ukształtowanych śmiertelników. Poród nie był przeżyciem bolesnym ani dolegliwym dla Fonty, jak również dla jej najbliższego potomstwa.

63:4.3 (714.1) To było wspaniałe plemię. Mężczyźni potrafili walczyć heroicznie w obronie swych małżonek i potomstwa; kobiety były czule oddane swoim dzieciom. Jednak patriotyzm tych ludzi ograniczał się wyłącznie do najbliższego klanu. Byli bardzo lojalni wobec swych rodzin; mogli bez zastanowienia umrzeć w obronie swych dzieci, ale nie potrafili zrozumieć idei, że można próbować zrobić ze świata lepsze miejsce do życia dla swoich wnuków. Altruizm nie narodził się jeszcze w ludzkim sercu, pomimo, że ci autochtoni Urantii posiadali już wszystkie uczucia niezbędne do narodzin religii.

63:4.4 (714.2) Ci wcześni ludzie żywili głębokie uczucia wobec swych towarzyszy i oczywiście mieli prawdziwą, choć prostą ideę przyjaźni. W późniejszych czasach, często można było zobaczyć, jak podczas wciąż ponawiających się walk z opóźnionymi plemionami, jeden z tych prymitywnych ludzi walczy mężnie jedną ręką i podczas walki próbuje chronić i ratować rannego towarzysza wojownika. Wiele najbardziej szlachetnych i wysoce ludzkich cech, występujących w późniejszym rozwoju ewolucyjnym, zaczynało się wzruszająco objawiać u tych prymitywnych ludzi.

63:4.5 (714.3) Pierwotny klan Andonowy zachował nieprzerwaną linię przywództwa aż do dwudziestego siódmego pokolenia, kiedy to już nie było męskiej latorośli wśród bezpośrednich potomków Sontada a dwu konkurujących kandydatów do władzy w klanie zaczęło walczyć o panowanie.

63:4.6 (714.4) Zanim nastąpiło wielkie rozproszenie klanu Andonowego, z wczesnych prób porozumiewania się między ludźmi powstał dobrze ukształtowany język. Język ten wciąż się rozwijał i prawie codziennie coś do niego dodawano, ze względu na nowe wynalazki i dostosowania do środowiska, dokonywane przez tych aktywnych, niestrudzonych i ciekawskich ludzi. I ten język był mową Urantii, narzeczem wczesnej rodziny ludzkiej, aż do późniejszego pojawienia się ras kolorowych.

63:4.7 (714.5) Z czasem, klan Andonowy rozrastał się liczebnie a kontakty wzajemne coraz większych rodzin powodowały tarcia i nieporozumienia. Dwie tylko rzeczy zajmowały umysły tych ludzi: polowanie dla zdobycia żywności i walka w odwecie za jakąś prawdziwą lub domniemaną niesprawiedliwość czy zniewagę, doznaną z rąk sąsiednich plemion.

63:4.8 (714.6) Coraz więcej było waśni rodzinnych, wybuchały wojny plemienne i ponoszono znaczne straty wśród najlepszych członków zdolniejszych i bardziej zaawansowanych grup. Niektóre z tych strat były nieodwracalne; niektóre rody o najwyższych zdolnościach i inteligencji zostały na zawsze stracone dla świata. Wczesnemu gatunkowi ludzkiemu i jego prymitywnej cywilizacji groziła zagłada, na skutek nieustannych wojen pomiędzy klanami.

63:4.9 (714.7) Nie można nakłonić takich prymitywnych istot, aby dłużej żyły ze sobą w pokoju. Człowiek jest potomkiem walczących zwierząt i kiedy ma bliskie kontakty z innymi, pozbawieni kultury ludzie irytują się i obrażają wzajemnie. Nosiciele Życia znają tę tendencję u istot ewolucyjnych i robią odpowiednie zabezpieczenia, aby w końcu rozdzielić rozwijające się istoty ludzkie na co najmniej trzy, a znacznie częściej na sześć odmiennych i oddzielonych ras.

5. Rozproszenie Andonitów

63:5.1 (715.1) Wczesne plemiona Andonitów nie przeniknęły zbyt głęboko do Azji i nie od razu weszły do Afryki. Ukształtowanie geograficzne tamtych czasów pchało ich na północ i szli coraz dalej na północ, aż ich zatrzymał powoli napierający lód trzeciego zlodowacenia.

63:5.2 (715.2) Nim ta rozległa pokrywa lodowa dosięgła Francji i Wysp Brytyjskich, potomkowie Andona i Fonty parli na zachód Europy i założyli tam ponad tysiąc oddzielnych osiedli, nad wielkimi rzekami płynącymi do ciepłych wtedy wód Morza Północnego.

63:5.3 (715.3) Te właśnie plemiona Andonowe były dawnymi mieszkańcami osiedli nad rzekami Francji; przez dziesiątki tysięcy lat żyli oni wzdłuż Sommy. Somma jest rzeką nie przekształconą przez lodowce, płynęła do morza w tamtych czasach podobnie jak dzisiaj. I to wyjaśnia, dlaczego tak wiele danych, dotyczących potomków Andonowych, znaleźć można w całej dolinie tej rzeki.

63:5.4 (715.4) Ci autochtoni Urantii nie mieszkali na drzewach, chociaż w niebezpieczeństwie zawsze uciekali na drzewa. Mieszkali zazwyczaj pod osłoną nawisów skalnych, nad rzekami i w grotach na zboczach wzgórz, co dawało dobrą widoczność osób nadchodzących i zabezpieczało od żywiołów. Mogli więc korzystać z ognia, bez zbytnich kłopotów z powodu dymu. Nie byli również prawdziwymi jaskiniowcami, aczkolwiek w późniejszych czasach kolejne pokrywy lodowe poszły dalej na południe i zmusiły ich potomków do schronienia się w jaskiniach. Woleli obozować na skraju lasu i przy strumieniu.

63:5.5 (715.5) Ludzie ci bardzo wcześnie okazali się wyjątkowo sprytni w maskowaniu swych, częściowo osłoniętych pomieszczeń i wykazywali znaczne zdolności przy konstruowaniu kamiennych izb do spania, kamiennych chat w kształcie kopuły, do których wpełzali w nocy. Wejście do takiej chaty zamykano, zataczając duży kamień na jej przód, który umieszczano w tym celu wewnątrz, przed ostatecznym zamontowaniem kamieni dachowych.

63:5.6 (715.6) Andonici byli nieustraszonymi, dobrymi myśliwymi i jedli tylko mięso; wyjątek stanowiły dzikie jagody i owoce niektórych drzew. Tak jak Andon wymyślił topór kamienny, tak jego potomkowie wcześnie odkryli rzucany kij i harpun, i robili z nich właściwy użytek. Wreszcie funkcjonował umysł tworzący narzędzia, w połączeniu z ręką używającą narzędzi a ci pierwotni ludzie doszli do wielkiej wprawy w kształtowaniu narzędzi krzemiennych. Podróżowali daleko, na rozległych obszarach w poszukiwaniu krzemienia, tak jak współcześni ludzie jadą na krańce świata w pogoni za złotem, platyną i diamentami.

63:5.7 (715.7) I na wiele innych sposobów plemiona Andona wykazywały znaczny stopień inteligencji, jakiego ich cofający się w rozwoju potomkowie nie osiągnęli w przeciągu pół miliona lat, choć wciąż na nowo odkrywali różne metody rozniecania ognia.

6. Onagar – pierwszy nauczyciel prawdy

63:6.1 (715.8) Kiedy Andonici rozpraszali się coraz bardziej, przez blisko dziesięć tysięcy lat stan duchowy i kulturalny ich klanów ulegał retrogresji, aż do czasów Onagara, który objął przywództwo tych plemion, przyniósł im pokój i po raz pierwszy powiódł ich wszystkich ku czczeniu „Dawcy Oddechu dla ludzi i zwierząt”.

63:6.2 (716.1) Filozofia Andona była ogromnie zagmatwana; nieomal został czcicielem ognia, na skutek wielkiego pożytku, jaki przyniosło mu przypadkowe odkrycie ognia. Rozumowanie jednak poprowadziło go od jego własnego odkrycia ku słońcu, wyższym i bardziej budzącym grozę źródle ciepła i światła, jednak było ono zbyt odległe i dlatego nie został czcicielem słońca.

63:6.3 (716.2) Andonici wcześnie zaczęli bać się żywiołów – pioruna, błyskawicy, deszczu, śniegu, gradu i lodu. Jednak w tych wczesnych dniach głód był tym bodźcem, który wciąż do nich wracał, a skoro żywili się zasadniczo zwierzętami, rozwinęli w końcu formę kultu zwierząt. Dla Andona, większe, zdatne do jedzenia zwierzęta, były symbolami stwórczej potęgi i podtrzymującej mocy. Stało się zwyczajem wyznaczać od czasu do czasu różne wielkie zwierzęta na przedmioty kultu. W czasach popularności określonego zwierzęcia, jego proste szkice mogły być rysowane na ścianach jaskiń a później, w miarę dalszego rozwoju sztuki, taki zwierzęcy bóg był rytowany w rozmaitych ornamentach.

63:6.4 (716.3) U ludu Andonowego bardzo wcześnie utarł się zwyczaj nie jedzenia mięsa zwierząt czczonych przez plemię. Wkrótce, w celu wywarcia właściwego wpływu na młodzież, wypracowano pobożną ceremonię sprawowaną wokół ciała jednego z czczonych zwierząt; a jeszcze później, u ich potomków, to prymitywne nabożeństwo rozwinęło się w bardziej wyszukane obrzędy ofiarne. Takie jest pochodzenie ofiar jako części nabożeństwa. Idea ta została skompilowana przez Mojżesza w rytuał hebrajski i na tej zasadzie została utrwalona przez Apostoła Pawła, w doktrynie odkupienia za grzechy przez „rozlanie krwi”.

63:6.5 (716.4) To, że w życiu prymitywnych istot ludzkich pożywienie było rzeczą najważniejszą, ukazuje modlitwa, której nauczał owych prostych ludzi Onagar, ich wielki nauczyciel. Modlitwa ta brzmiała:

63:6.6 (716.5) „O Oddechu Życia, daj nam dziś nasze codzienne pożywienie, wyzwól nas od przekleństwa lodu, zbaw nas od wrogów leśnych i z miłosierdziem przyjmij nas do Wielkich Zaświatów”.

63:6.7 (716.6) Onagar miał swą główną siedzibę na północnym wybrzeżu starożytnego Morza Śródziemnego, w rejonie obecnego Morza Kaspijskiego, w osadzie zwanej Oban, w miejscu postoju na szlaku prowadzącym na północ z południowych ziem mezopotamskich, który tutaj skręcał na zachód. Z Obanu Onagar posyłał nauczycieli do odległych osad, aby szerzyli jego nową doktrynę jednego Bóstwa i jego ideę przyszłego życia, które zwał Wielkimi Zaświatami. Emisariusze Onagara byli pierwszymi misjonarzami tego świata; byli też pierwszymi istotami ludzkimi piekącymi mięso, pierwszymi, którzy regularnie używali ognia do przygotowania żywności. Smażyli mięso na końcach patyków a także na gorących kamieniach; później piekli duże kawałki w ogniu, jednak prawie wszyscy ich potomkowie wrócili do spożywania surowego mięsa.

63:6.8 (716.7) Onagar urodził przed 983.323 laty (licząc od roku 1934 n.e.) i dożył sześćdziesięciu dziewięciu lat. Zapis osiągnięć tego wielkiego umysłu i duchowego przewodnika, z czasów przed Księciem Planetarnym, jest pasjonującą opowieścią o organizacji prymitywnych ludzi w prawdziwe społeczeństwo. Zaprowadził on sprawnie funkcjonujący rząd plemienny; niczego podobnego nie osiągnięto w kolejnych pokoleniach przez wiele tysiącleci. Nigdy już, aż do przybycia Księcia Planetarnego, nie było takiej duchowej cywilizacji na Ziemi. Ci prości ludzie mieli prawdziwą, choć prymitywną religię, później jednak zanikła ona u ich degenerujących się potomków.

63:6.9 (717.1) Choć zarówno Andon jak i Fonta otrzymali Dostrajacze Myśli, tak samo jak wielu ich potomków, dopiero w czasach Onagara Dostrajacze i serafini opiekunowie zaczęli przybywać w większej liczbie na Urantię. Był to doprawdy złoty wiek człowieka prymitywnego.

7. Przetrwanie Andona i Fonty

63:7.1 (717.2) Andon i Fonta, wspaniali założyciele gatunku ludzkiego, zyskali aprobatę podczas orzecznictwa Urantii w czasie przybycia Księcia Planetarnego i w odpowiednim czasie wyłonili się z porządku światów mieszkań, ze statusem obywatelstwa Jerusem. Choć nigdy nie dostali zezwolenia powrotu na Urantię, znają historię gatunku, który założyli. Smucili się podczas zdrady Caligastii, martwili się z powodu upadku adamicznego, ale cieszyli się bardzo, gdy przyszło obwieszczenie, że Michał wybrał ich świat na scenę swego końcowego obdarzenia.

63:7.2 (717.3) Na Jerusem, Andon i Fonta zespolili się ze swymi Dostrajaczami Myśli, jak również kilkoro ich dzieci z Sontadem włącznie, jednak większość nawet ich bezpośredniego potomstwa osiągnęła tylko zespolenie z Duchem.

63:7.3 (717.4) Andon i Fonta, wkrótce po swym przybyciu na Jerusem, otrzymali od Władcy Systemu zezwolenie na powrót do pierwszego świata-mieszkania, żeby służyć z tymi osobowościami morontialnymi, które witają w niebiańskich sferach pielgrzymów czasu z Urantii. Zostali przydzieleni do tej służby bezterminowo. W związku z tymi objawieniami, chcieli posłać pozdrowienia dla Urantii, ale mądrze odmówiono ich prośbie.

63:7.4 (717.5) Jest to opowieść o najbardziej heroicznym i fascynującym rozdziale w całej historii Urantii, historia rozwoju, trudów życiowych, śmierci i wiecznego życia unikalnych rodziców całego gatunku ludzkiego.

63:7.5 (717.6) [Przedstawione przez Nosiciela Życia, przebywającego stale na Urantii].

Przekaz 64, Ewolucyjne rasy kolorowe

Księga Urantii

Przekaz 64

Ewolucyjne rasy kolorowe

64:0.1 (718.1) JEST to historia ewolucyjnych ras Urantii, zaczynająca się prawie milion lat temu, za dni Andona i Fonty, idąca dalej przez czasy Księcia Planetarnego, aż do końca epoki lodowcowej.

64:0.2 (718.2) Gatunek ludzki ma prawie milion lat a pierwsza połowa jego historii odnosi się mniej więcej do czasów Urantii przed Księciem Planetarnym. Druga połowa historii ludzkości zaczyna się w momencie przybycia Księcia Planetarnego oraz pojawienia się sześciu ras kolorowych i w przybliżeniu obejmuje okres nazywany paleolitem.

1. Andoniczni autochtoni

64:1.1 (718.3) Człowiek prymitywny pojawił się na Ziemi sposobem ewolucyjnym nieomal milion lat temu i miał intensywne doświadczenia. Instynktownie pragnął unikać niebezpieczeństwa mieszania się z niższymi w rozwoju plemionami małpimi. Nie mógł jednak migrować na wschód, z powodu jałowego, tybetańskiego wyniesienia lądu, dochodzącego do ponad 9.000 metrów nad poziom morza; nie mógł również iść ani na południe, ani na zachód, ze względu na poszerzone Morze Śródziemne, które rozpościerało się wtedy ku wschodowi do Oceanu Indyjskiego; z kolei idąc na północ, napotykał napierający lód. Ale nawet kiedy dalsza migracja została zatrzymana przez lód i chociaż rozpraszające się plemiona stawały się coraz bardziej wrogo do siebie usposobione, bardziej inteligentne grupy nigdy nie żywiły idei pójścia na południe, ażeby żyć pośród swych owłosionych kuzynów, mieszkańców drzew o podrzędnym intelekcie.

64:1.2 (718.4) Wiele najwcześniejszych, ludzkich uczuć religijnych, powstało z poczucia bezradności w tym zamkniętym środowisku geograficznym – góry z prawa, woda z lewa a lód od przodu. Jednak ci zaawansowani Andonici nie chcieli wracać do swoich podrzędnych krewnych, mieszkających na drzewach na południu.

64:1.3 (718.5) Andonici unikali lasów, w przeciwieństwie do zwyczajów swych krewnych-nieludzi. W lasach człowiek zawsze się degenerował; ewolucja ludzkości robiła postępy tylko na otwartych przestrzeniach i tylko na wyższych szerokościach geograficznych. Zimno i głód otwartych przestrzeni stymuluje działanie, wynalazczość i zaradność. Podczas gdy plemiona Andonowe wydały pionierów współczesnego gatunku ludzkiego, wśród trudów i niedostatków surowych stref północnych, ich opóźnieni kuzyni rozkoszowali się w południowych lasach tropikalnych na ziemi wspólnych, wczesnych początków.

64:1.4 (718.6) Wypadki te miały miejsce podczas trzeciego zlodowacenia, pierwszego według kalkulacji geologów. Pierwsze dwa zlodowacenia nie były zbyt rozległe w Europie północnej.

64:1.5 (718.7) Przez większą część ery lodowcowej Anglia połączona była lądem z Francją, podczas gdy później Afryka została związana z Europą sycylijskim pomostem lądowym. W czasie migracji Andonitów istniał nieprzerwany ciąg lądu od Anglii na zachodzie, poprzez Europę i Azję, do Jawy na wschodzie; Australia jednak znów była oddzielona, co dodatkowo wpłynęło na rozwój jej własnej, specyficznej fauny.

64:1.6 (719.1) 950.000 lat temu potomkowie Andona i Fonty migrowali daleko na wschód i na zachód. Na zachodzie przeszli przez Europę do Francji i Anglii. Później przeniknęli na wschód, aż do Jawy, gdzie ich kości tak niedawno zostały znalezione – tak zwany pitekantrop – a potem podróżowali dalej, aż do Tasmanii.

64:1.7 (719.2) Grupy ludzkie, idące na zachód, były w mniejszym stopniu zanieczyszczone opóźnionymi w rozwoju gatunkami wspólnych przodków niż te, które szły na wschód i mieszały się swobodnie ze swymi opóźnionymi, zwierzęcymi kuzynami. Te niepostępowe jednostki podążały na południe i tam się niebawem kojarzyły z podrzędnymi plemionami. Później, coraz większa liczba ich mieszanych potomków wracała na północ, kojarząc się z rozprzestrzeniającymi się szybko ludźmi andonicznymi i takie niefortunne związki nieuchronnie degenerowały wyższy gatunek. Coraz mniej prymitywnych osad czciło Dawcę Oddechu. Cywilizacji groziła zagłada w jej wczesnych początkach.

64:1.8 (719.3) I tak zawsze było na Urantii. Bardzo obiecujące cywilizacje kolejno się degenerowały i ostatecznie gasły na skutek tej głupoty, która pozwalała na nieograniczone kojarzenie się zaawansowanych z opóźnionymi.

2. Ludy foxhalskie

64:2.1 (719.4) 900.000 lat temu kunszty Andona i Fonty oraz kultura Onagara wygasały na Ziemi; ku upadkowi chyliły się kultura, religia a nawet obróbka krzemienia.

64:2.2 (719.5) Były to czasy, w których duże ilości opóźnionych, mieszanych grup ludzkich przybywały do Anglii z południowej Francji. Plemiona te były tak bardzo wymieszane z leśnymi stworzeniami, podobnymi do małp, że trudno uznawać je za ludzi. Nie miały religii, wytwarzały proste wyroby krzemienne i posiadały inteligencję wystarczającą zaledwie do rozniecania ognia.

64:2.3 (719.6) Po nich nastały w Europie nieco bardziej zaawansowane i płodne ludy, których potomkowie wkrótce rozprzestrzenili się na cały kontynent, od lodowca na północy, do Alp i Morza Śródziemnego na południu. Plemiona te to tak zwana rasa heidelberska.

64:2.4 (719.7) Podczas długiego okresu kulturowej dekadencji, nieco tradycji Andona i pewne pozostałości kultury Onagara zachowały ludy foxhalskie z Anglii oraz plemiona badonańskie z północno-zachodnich Indii.

64:2.5 (719.8) Ludy foxhalskie były najbardziej oddalone na zachód i udało im się zachować sporo kultury andonicznej; zachowały one też znajomość obróbki krzemienia, którą przekazały swym potomkom, pradawnym protoplastom Eskimosów.

64:2.6 (719.9) Chociaż szczątki ludów foxhalskich zostały odkryte w Anglii jako ostatnie, w rzeczywistości ci Andonici byli pierwszymi istotami ludzkimi żyjącymi w tych rejonach. W tamtym czasie pomost lądowy wciąż łączył Francję z Anglią, a ponieważ większość wczesnych osad potomków Andona zlokalizowana była wzdłuż rzek i wybrzeży morskich z tamtych, odległych czasów, znajdują się one teraz pod wodami Kanału La Manche i Morza Północnego, tym niemniej trzy czy cztery wciąż są ponad wodą, na wybrzeżu Anglii.

64:2.7 (720.1) Wiele inteligentniejszych i bardziej uduchowionych plemion foxhalskich utrzymało swą wyższość rasową i zachowało swe prymitywne obyczaje religijne. I te plemiona, potem z domieszką kolejnych gatunków, szły po ostatniej wizycie lodowca z Anglii na zachód i przetrwały, jako współcześni Eskimosi.

3. Plemiona badonańskie

64:3.1 (720.2) Oprócz ludów foxhalskich na zachodzie, na wschodzie przetrwało inne, zmagające się z przeciwnościami centrum kultury. Grupa ta zlokalizowana była na podgórzach wzniesień północno-zachodnich Indii a były to plemiona Badonana, praprawnuka Andona. Plemiona te to jedyni potomkowie Andona, którzy nigdy nie składali ofiar ludzkich.

64:3.2 (720.3) Ci górscy Badonici zajmowali rozległy, otoczony lasami płaskowyż, poprzecinany potokami i obfitujący w zwierzynę. Tak jak niektórzy ich kuzyni w Tybecie, żyli oni w prostych chatach kamiennych, w grotach na zboczach i w częściowo podziemnych korytarzach.

64:3.3 (720.4) Podczas gdy plemiona północne coraz bardziej obawiały się lodu, te, które żyły w pobliżu ziemi swoich początków, coraz bardziej bały się wody. Dostrzegały, że półwysep mezopotamski stopniowo zanurza się w oceanie, a chociaż kilka razy się wynurzył, tradycje tych prymitywnych ras były tworzone wokół niebezpieczeństw morza i lęku przed tymi, okresowymi zatopieniami. Ten lęk, a także przeżycia związane z wylewem rzek, wyjaśniają, dlaczego szukali gór jako bezpiecznego miejsca do życia.

64:3.4 (720.5) Na wschód od ludów badonańskich, w Górach Śiwalik, w Indiach północnych, znaleźć można skamieniałości, które bardziej niż jakiekolwiek inne na Ziemi najbliższe są gatunkom pośrednim, pomiędzy człowiekiem a różnymi grupami przedludzkimi.

64:3.5 (720.6) 850.000 lat temu zaawansowane plemiona badonańskie zaczęły wyniszczającą wojnę ze swoimi podrzędnymi, zwierzęcymi sąsiadami. W czasie krótszym niż tysiąc lat, większość graniczących z nimi grup zwierzęcych tych rejonów została albo wyniszczona, albo wyparta z powrotem do lasów południowych. Ta akcja wyniszczenia podrzędnych gatunków przyniosła pewne udoskonalenie plemionom górskim z tej epoki. I zmieszani potomkowie tego, udoskonalonego gatunku Badonitów, pojawiają się na scenie jako pozornie nowy lud – rasa neandertalska.

4. Rasy neandertalskie

64:4.1 (720.7) Neandertalczycy byli wspaniałymi wojownikami i dużo podróżowali. Stopniowo rozprzestrzeniali się z górskich centrów Indii północno-zachodnich do Francji na zachodzie, Chin na wschodzie a nawet do Afryki północnej. Opanowali świat na prawie pół miliona lat, aż do czasu migracji ewolucyjnych ras kolorowych.

64:4.2 (720.8) 800.000 lat temu zwierzyny było w bród; Europę przemierzało wiele gatunków jeleni, jak również słoni i hipopotamów. Bydła było pod dostatkiem; konie i wilki były wszędzie. Neandertalczycy byli wspaniałymi myśliwymi a ich plemiona we Francji pierwsze wprowadziły zwyczaj przyznawania najlepszym myśliwym prawa wyboru kobiet na żony.

64:4.3 (721.1) Ludy neandertalskie miały znaczny pożytek z reniferów; służyły im one za pożywienie, ubranie i materiał na narzędzia, jako że rogów i kości używano na wiele różnych sposobów. Neandertalczycy niewiele mieli kultury, ale znacznie udoskonalili obróbkę krzemienia, aż doszła ona niemal do poziomu z czasów Andona. Znowu zaczęto używać krzemieni przymocowanych do drewnianych uchwytów, służyły one jako siekiery i kilofy.

64:4.4 (721.2) 750.000 lat temu czwarta pokrywa lodowa posuwała się daleko na południe. Używając ulepszonych narzędzi neandertalczycy robili dziury w lodzie, pokrywającym rzeki północne i łowili harpunem ryby, przychodzące do tych otworów wentylacyjnych. Plemiona te zawsze cofały się przed napierającym lodem, który w tamtym czasie najszerzej ogarnął Europę.

64:4.5 (721.3) W tych czasach lodowiec syberyjski poszedł najdalej na południe, zmuszając wczesnego człowieka do posuwania się w kierunku południowym, z powrotem do tych ziem, z których pochodził. Jednak plemiona ludzkie były teraz tak bardzo odmienione, że niebezpieczeństwo dalszego mieszania się z nierozwojowymi, małpimi krewnymi, znacznie się zmniejszyło.

64:4.6 (721.4) 700.000 lat temu wycofywał się czwarty lodowiec, największy ze wszystkich w Europie; wracali na północ ludzie i zwierzęta. Klimat był chłodny i wilgotny a człowiek prymitywny znów prosperował w Europie i Azji zachodniej. Lasy stopniowo rozprzestrzeniły się na północ, na ziemię niedawno pokrytą lodowcem.

64:4.7 (721.5) Na skutek tego, wielkiego zlodowacenia, życie ssaków nie uległo zbyt dużym zmianom. Zwierzęta te zachowały się na wąskim pasie lądu, leżącym między lodem a Alpami, a po ustąpieniu lodowca znowu rozprzestrzeniły się gwałtownie na całą Europę. Przez sycylijski pomost lądowy przybyły z Afryki słonie o prostych kłach, szerokonose nosorożce, hieny i lwy afrykańskie; i te nowe zwierzęta praktycznie wytępiły tygrysy szablastozębne oraz hipopotamy.

64:4.8 (721.6) 650.000 lat temu wciąż utrzymuje się łagodny klimat. Około środka okresu interglacjalnego zrobiło się tak ciepło, że Alpy zostały prawie zupełnie pozbawione lodu i śniegu.

64:4.9 (721.7) 600.000 lat temu lód osiągnął swój najbardziej na północ oddalony punkt zwrotny i po przerwie kilku tysięcy lat zaczął swą piątą wycieczkę na południe. Jednak przez pięćdziesiąt tysięcy lat nie było wielkich zmian klimatycznych. W Europie ludzie i zwierzęta niewiele się zmienili. Ustąpiła drobna susza z poprzedniego okresu a lodowce alpejskie zeszły daleko w doliny rzek.

64:4.10 (721.8) 550.000 lat temu napierający lód znowu zepchnął ludzi i zwierzęta na południe. Jednak tym razem człowiek miał dużo miejsca w szerokim pasie lądu, rozciągającym się na północny-wschód w Azję i leżącym pomiędzy pokrywą lodu a znacznie wtedy poszerzonym, czarnomorskim przedłużeniem Morza Śródziemnego.

64:4.11 (721.9) Z okresami czwartego i piątego zlodowacenia związane jest dalsze szerzenie się prostej kultury ras neandertalskich. Postęp był jednak tak znikomy, iż wydawało się, że zamiar wytworzenia nowej i zmodyfikowanej formy inteligentnego życia na Urantii może skończyć się niepowodzeniem. Prawie ćwierć miliona lat ci prymitywni ludzie wędrowali, polując i walcząc, chwilowo doskonalili się w pewnym kierunku, ale jako całość stopniowo się cofali, w porównaniu z ich wyższymi, andonicznymi protoplastami.

64:4.12 (721.10) W czasie tych epok duchowych ciemności, kultura zabobonnej ludzkości osiągnęła swe najniższe poziomy. Neandertalczycy doprawdy nie mieli religii, oprócz żenujących przesądów. Śmiertelnie bali się chmur, zwłaszcza oparów i mgieł. Rozwijała się powoli prymitywna religia strachu przed siłami natury, podczas gdy zanikał kult zwierząt, kiedy to doskonalsze narzędzia, wraz z obfitością zwierzyny, pozwalały tym ludziom żyć i mniej troszczyć się o pożywienie; seksualne nagrody za polowanie przyczyniły się znacznie do poprawy umiejętności łowieckich. Nowa religia strachu prowadziła do prób przebłagania niewidzialnych sił, stojących za żywiołami przyrody i osiągnęła później swą kulminację w ofiarach ludzkich, składanych dla zaspokojenia tych niewidzialnych i nieznanych sił fizycznych. I ten straszliwy zwyczaj składania ofiar ludzkich przetrwał u bardziej zacofanych ludzi Urantii aż do dwudziestego wieku.

64:4.13 (722.1) Trudno nazwać tych wczesnych neandertalczyków czcicielami słońca. Raczej żyli w strachu przed ciemnością; śmiertelnie bali się zmierzchu. Tak długo, jak księżyc trochę świecił, dawali sobie radę, jednak w ciemnościach nowiu wpadali w panikę i zaczynali składać ofiary ze swoich najlepszych jednostek, mężczyzn i kobiet, żeby nakłonić księżyc do ponownego świecenia. Słońce, jak wcześnie zauważyli, wracało regularnie, lecz księżyc, jak przypuszczali, wraca jedynie ze względu na ofiary z ich współbraci plemiennych. W miarę rozwoju gatunku, przedmiot i cel ofiar stopniowo się zmieniał, jednak ofiary ludzkie, jako część obrzędów religijnych, przetrwały długo.

5. Początek ras kolorowych

64:5.1 (722.2) 500.000 lat temu plemiona badonańskie, z gór północno-zachodnich Indii, uwikłały się w nowe, poważne konflikty rasowe. Przez ponad sto lat szalała ta bezwzględna wojna, a kiedy długa walka się skończyła, zostało zaledwie około stu rodzin. Jednak ci, co zostali, to byli najbardziej inteligentni i wartościowi spośród wszystkich żyjących wtedy potomków Andona i Fonty.

64:5.2 (722.3) I oto, wśród tych górskich Badonitów, zdarzyło się coś nowego i dziwnego. Mężczyzna i kobieta, żyjący w północno-wschodniej części tego, zamieszkałego rejonu górskiego, spłodzili nagle rodzinę złożoną z niezwykle inteligentnych dzieci. Była to rodzina sangikowa, przodkowie wszystkich sześciu kolorowych ras Urantii.

64:5.3 (722.4) Sangikowe dzieci, w liczbie dziewiętnaściorga, nie tylko przewyższały inteligencją swych współbraci, ale ich skóra wystawiona na światło słoneczne wykazywała ciekawą tendencję przybierania różnych kolorów. Pośród tych dziewiętnaściorga dzieci, pięcioro było czerwonych, dwoje pomarańczowych, czworo żółtych, dwoje zielonych, czworo niebieskich i dwoje indygo. Jak dzieci dorastały, kolory te stawały się wyrazistsze, a kiedy później ta młodzież kojarzyła się ze swymi plemiennymi współbraćmi, całe ich potomstwo miało tendencję do zmiany koloru skóry na kolor swych sangikowych rodziców.

64:5.4 (722.5) Teraz zwrócę waszą uwagę na przybycie Księcia Planetarnego, mniej więcej w tym czasie i przerywając chronologiczny porządek narracji, rozważę osobno sześć sangikowych ras Urantii.

6. Sześć sangikowych ras Urantii

64:6.1 (722.6) Na przeciętnej planecie ewolucyjnej, sześć kolorowych ras ewolucyjnych pojawia się jedna po drugiej; pierwszy wyłania się człowiek czerwony i przez epoki wędruje po świecie, potem zjawiają się kolejne rasy kolorowe. Równoczesne pojawienie się sześciu ras na Urantii i to w jednej rodzinie, było bardzo niezwykłe.

64:6.2 (723.1) Pojawienie się na Urantii wczesnych Andonitów było czymś nowym w Satanii. Na żadnym innym świecie systemu lokalnego nie pojawiła się taka rasa istot, obdarzonych wolą, przed ewolucyjnymi rasami kolorowymi.

64:6.3 (723.2) 1. Człowiek czerwony. Ci ludzie byli wybitnymi okazami gatunku ludzkiego, pod wieloma względami przewyższali Andona i Fontę. Była to najbardziej inteligentna grupa ludzi i pierwsza z dzieci sangikowych, która wykształciła cywilizację plemienną i rząd. Zawsze byli monogamiczni; nawet ich mieszane potomstwo rzadko praktykowało małżeństwa zbiorowe.

64:6.4 (723.3) W późniejszych czasach mieli oni poważne, długotrwałe problemy ze swymi żółtymi braćmi w Azji. Pomogło im wczesne wynalezienie łuku i strzały, ale na swoje nieszczęście odziedziczyli wiele tendencji swych przodków do walki między sobą, co ich tak osłabiło, że żółte plemiona zdołały ich wypędzić z kontynentu azjatyckiego.

64:6.5 (723.4) Około osiemdziesiąt pięć tysięcy lat temu względnie czyste resztki rasy czerwonej przeszły w całości do Ameryki Północnej i krótko potem zatonął przesmyk lądowy Beringa, odcinając ich tym samym od reszty świata. Nikt z ludzi czerwonych nigdy nie wrócił do Azji. Jednak na całej Syberii, w Chinach, Azji centralnej, Indiach i Europie, pozostawili sporo swej rasy, zmieszanej z innymi rasami kolorowymi.

64:6.6 (723.5) Gdy człowiek czerwony odszedł do Ameryki, zabrał ze sobą większość nauczania i tradycji z jego wczesnych początków. Jego bezpośredni przodkowie stykali się z późniejszą działalnością światowej stolicy Księcia Planetarnego. Jednak wkrótce po dotarciu do Ameryk, człowiek czerwony zaczął tracić z pola widzenia te nauki i nastąpił znaczny upadek jego kultury intelektualnej i duchowej. Bardzo szybko te ludy znowu zaczęły walczyć między sobą, tak zawzięcie, że wydawało się, iż te wojny plemienne spowodują szybkie wyginięcie resztek względnie czystej rasy czerwonej.

64:6.7 (723.6) Z powodu tego, wielkiego regresu, los człowieka czerwonego wydawał się przesądzony, kiedy około sześćdziesiąt pięć tysięcy lat temu pojawił się Onamonalonton, przywódca i wybawiciel duchowy. Zaprowadził on tymczasowy pokój pośród amerykańskich ludzi czerwonych i wznowił czczenie „Wielkiego Ducha”. Onamonalonton dożył dziewięćdziesięciu sześciu lat i miał swą główną siedzibę pośród wielkich sekwoi w Kalifornii. Wielu jego późnych potomków dotrwało do dzisiejszych czasów pośród Indian Czarnych Stóp.

64:6.8 (723.7) Z biegiem czasu nauki Onamonalontona stawały się mglistą tradycją. Znowu zaczęto mordercze wojny i nigdy już, od czasów tego wielkiego nauczyciela, żadnemu innemu przywódcy nie udało się przywrócić powszechnego pokoju wśród ludzi czerwonych. W walkach plemiennych ginęło coraz więcej ludzi z inteligentniejszych rodów; gdyby nie to, wielka cywilizacja powstałaby na kontynencie północnoamerykańskim, stworzona przez zdolnego i inteligentnego człowieka czerwonego.

64:6.9 (723.8) Po przejściu z Chin do Ameryki, północny człowiek czerwony nigdy już nie stykał się z innymi światowymi wpływami (za wyjątkiem Eskimosów), zanim nie został zupełnie niedawno odkryty przez człowieka białego. Wyjątkowo niefortunne było to, że człowiek czerwony prawie zupełnie nie mógł się udoskonalić poprzez domieszkę późniejszej rasy adamicznej. Tak jak się stało, człowiek czerwony nie mógł rządzić człowiekiem białym, a nie chciał mu dobrowolnie służyć. W takich okolicznościach, jeśli dwie rasy się nie mieszają, ginie jedna albo druga.

64:6.10 (723.9) 2. Człowiek pomarańczowy. Cechą charakterystyczną tej rasy był szczególny pociąg do budowania, budowania wszystkiego, co możliwe, nawet wznoszenia wielkich kopców z kamienia, tylko po to, żeby się przekonać, które plemię potrafi zbudować największy kopiec. Chociaż nie był to lud postępowy, skorzystał wiele ze szkół Księcia i wysyłał do nich swych przedstawicieli na naukę.

64:6.11 (724.1) Rasa pomarańczowa pierwsza poszła linią brzegową na południe, w kierunku Afryki, kiedy Morze Śródziemne cofnęło się na zachód. Jednak ci ludzie nigdy nie znaleźli odpowiedniego punktu oparcia w Afryce i zostali starci z powierzchni Ziemi przez przybyłą później rasę zieloną.

64:6.12 (724.2) Lud ten, zanim przyszedł jego koniec, stracił wiele swoich fundamentów kulturalnych i duchowych. Nastąpiło jednak wielkie ożywienie wyższych standardów życia, w wyniku mądrego przywództwa Porshunty, wspaniałego umysłu, który służył temu ludowi jakieś trzysta tysięcy lat temu, gdy stolicą człowieka pomarańczowego był Armagedon.

64:6.13 (724.3) Ostatnie wielkie walki pomiędzy człowiekiem pomarańczowym a zielonym prowadzone były w rejonie doliny Nilu dolnego, w Egipcie. Ta długotrwała wojna trwała prawie sto lat a w momencie jej zakończenia bardzo mało ludzi rasy pomarańczowej pozostało przy życiu. Rozproszone resztki tego ludu zostały wchłonięte przez człowieka zielonego i przez przybyłego później człowieka indygo. Człowiek pomarańczowy jako rasa, przestał istnieć około sto tysięcy lat temu.

64:6.14 (724.4) 3. Człowiek żółty. Prymitywne plemiona żółte pierwsze zaprzestały polowań; tworzyły osiadłe społeczności i rozwijały życie rodzinne, oparte na rolnictwie. Intelektualnie, ludzie ci stali nieco niżej niż człowiek czerwony, ale społecznie i grupowo okazali się najbardziej zaawansowani ze wszystkich ludów sangikowych, gdy idzie o kształtowanie cywilizacji swej rasy. Ponieważ wykształcili ducha braterskiego – różne plemiona uczyły się współżyć ze sobą we względnym pokoju – kiedy stopniowo rozprzestrzeniali się w Azji, potrafili wyprzeć rasę czerwoną.

64:6.15 (724.5) Oddalili się jednak znacznie od wpływów duchowej stolicy świata i pogrążyli się w wielkiej ciemności, na skutek odstępstwa Caligastii; nadeszła jednak wspaniała epoka dla tego ludu, kiedy około sto tysięcy lat temu Singlangton objął przywództwo tych plemion i głosił czczenie „Jednej Prawdy”.

64:6.16 (724.6) Utrzymywanie pokojowych stosunków międzyplemiennych spowodowało przetrwanie względnie dużej liczby ludzi rasy żółtej. Od dni Singlangtona do czasów Chin współczesnych, rasa żółta zalicza się do bardziej pokojowych narodów Urantii. Rasa ta otrzymała niewielką ilość, ale silnego dziedzictwa przybyłego później gatunku adamicznego.

64:6.17 (724.7) 4. Człowiek zielony. Rasa zielona była jedną z gorzej utalentowanych grup człowieka prymitywnego i bardzo ją osłabiła intensywna migracja w różnych kierunkach. Zanim te plemiona się rozproszyły, doznały wielkiego kulturalnego odrodzenia pod przywództwem Fantada, jakieś trzysta pięćdziesiąt tysięcy lat temu.

64:6.18 (724.8) Rasa zielona podzieliła się na trzy główne grupy. Plemiona północne zostały podbite, zniewolone i wchłonięte przez rasę żółtą i niebieską. Grupa wschodnia wymieszała się z ludami Indii z tamtych czasów, a jej resztki nadal tam pozostają. Naród południowy wkroczył do Afryki, gdzie wyniszczył swych prawie równie opóźnionych kuzynów pomarańczowych.

64:6.19 (724.9) W walce, pod wieloma względami obie grupy były sobie równe, skoro każda posiadała mutację gigantów; wielu ich wodzów sięgało od dwu metrów czterdziestu centymetrów do dwu metrów siedemdziesięciu centymetrów wzrostu. Takie mutacje gigantyzmu u człowieka zielonego ograniczały się zasadniczo do narodów południowych albo egipskich.

64:6.20 (725.1) Resztki zwycięskiego człowieka zielonego zostały później wchłonięte przez rasę indygo, ostatnią z ras kolorowych, jaka powstała w pierwotnym, sangikowym centrum rozpraszania ras i stamtąd migrowała.

64:6.21 (725.2) 5. Człowiek niebieski. Plemiona niebieskie były wspaniałym narodem. Wcześnie wynaleźli włócznię a później wypracowali początki wielu kunsztów współczesnej cywilizacji. Człowiek niebieski miał zdolności umysłowe człowieka czerwonego, połączone z duszą i uczuciowością człowieka żółtego. Spośród wszystkich innych ras kolorowych, ludzie niebiescy najbardziej przypadli do gustu adamicznym potomkom.

64:6.22 (725.3) Wcześni ludzie niebiescy słuchali uważnie wskazówek nauczycieli z personelu Księcia Caligastii i popadli w wielką dezorientację na skutek późniejszych, wypaczonych nauk tych zdradzieckich przywódców. Podobnie jak inne rasy prymitywne, nigdy zupełnie nie podźwignęli się z chaosu, jaki spowodowała zdrada Caligastii, ani też nie przezwyciężyli zupełnie skłonności do walk między sobą.

64:6.23 (725.4) Mniej więcej pięćset lat po upadku Caligastii nastąpiło generalne odrodzenie nauczania i religii, prymitywnej, ale autentycznej i pożytecznej. Orlandof został wielkim nauczycielem rasy niebieskiej i znowu doprowadził wiele plemion do czczenia prawdziwego Boga, pod imieniem „Najwyższego Szefa”. Był to wielki krok naprzód człowieka niebieskiego, czego rezultaty przetrwały aż do późniejszych czasów, kiedy ta rasa została znacznie udoskonalona przez domieszkę gatunku adamicznego.

64:6.24 (725.5) Europejskie badania i wykopaliska z okresu paleolitu opierają się w znacznej części na narzędziach, kościach i wytworach sztuki tych pradawnych ludzi niebieskich, gdyż żyli oni w Europie aż do niedawnych czasów. Tak zwane białe rasy Urantii są potomkami tych ludzi niebieskich, z początku przeobrażonych przez pewną domieszkę rasy żółtej i czerwonej, a później znacznie udoskonalonych przez asymilację większej części rasy fioletowej.

64:6.25 (725.6) 6. Rasa indygo. Tak jak ludzie czerwoni byli najbardziej zaawansowanymi spośród ludów sangikowych, tak ludzie czarni byli najmniej progresywni. Oni ostatni migrowali ze swych górskich pieleszy. Poszli do Afryki, wzięli kontynent w posiadanie i odtąd tam pozostają, chyba, że są zabierani od czasu do czasu siłą, jako niewolnicy.

64:6.26 (725.7) Odosobnione w Afryce ludy indygo, tak samo jak człowiek czerwony, otrzymały niewiele albo wręcz nic z tego podźwignięcia rasowego, jakie mogła im dać domieszka gatunku adamicznego. Rasa indygo, pozostając sama w Afryce, niewiele się rozwinęła aż do dni Orvonona, kiedy to doznała wielkiego przebudzenia duchowego. Choć później ludzie ci prawie zupełnie zapomnieli „Boga Bogów”, głoszonego przez Orvonona, nie całkiem wyzbyli się pragnienia czczenia Nieznanego; przynajmniej zachowywali pewną formę tego kultu, aż do kilku tysięcy lat temu.

64:6.27 (725.8) Pomimo swego opóźnienia, ludy indygo zajmują dokładnie taką samą pozycję przed władzami niebiańskimi, jak każda inna ziemska rasa.

64:6.28 (725.9) Trwały epoki intensywnych walk pomiędzy różnymi rasami, ale w pobliżu stolicy Księcia Planetarnego bardziej oświecone i świeżo nauczane grupy żyły razem we względnej harmonii, chociaż nie dokonał się żaden wielki, kulturalny podbój ras świata, aż do czasu poważnych zaburzeń tego porządku, wywołanych wybuchem buntu Lucyfera.

64:6.29 (726.1) Od czasu do czasu wszystkie te, różnorodne ludy, przeżywały odrodzenie kulturowe i duchowe. Mansant był wielkim nauczycielem z czasów po Księciu Planetarnym. Czyni się wzmianki tylko o tych wybitnych przywódcach i nauczycielach, którzy inspirowali i wywierali znaczny wpływ na całą rasę. W miarę upływu czasu pojawiało się w różnych rejonach wielu pomniejszych nauczycieli i wspólnie przyczynili się oni znacznie do całkowitej sumy tych zbawczych wpływów, które zapobiegły zupełnemu upadkowi cywilizacji kulturowej, zwłaszcza podczas długich epok ciemności, jakie upływały pomiędzy buntem Caligastii a przybyciem Adama.

64:6.30 (726.2) Istnieje wiele ważnych i istotnych przyczyn, aby realizować plan tworzenia trzech albo sześciu ras kolorowych na światach w przestrzeni. Choć śmiertelnicy z Urantii mogą nie w pełni docenić wszystkie te przyczyny, chcielibyśmy zwrócić uwagę na poniższe:

64:6.31 (726.3) 1. Zróżnicowanie jest konieczne, ażeby umożliwić szerokie funkcjonowanie naturalnej selekcji, różnicującej przetrwanie odmian zaawansowanych.

64:6.32 (726.4) 2. Można mieć silniejsze i lepsze rasy z krzyżowania różnorodnych ludów, kiedy te różnorodne rasy są nośnikami wyższych czynników dziedzicznych. I rasy Urantii mogły skorzystać z tak wczesnego mieszania się, pod warunkiem, że zmieszane ludy mogły być potem skutecznie udoskonalone przez znaczny dodatek wyższego gatunku adamicznego. Próba przeprowadzenia takiego eksperymentu na Urantii, w obecnych warunkach rasowych, miałaby katastrofalne skutki.

64:6.33 (726.5) 3. Zdrowe współzawodnictwo ożywiane jest przez zróżnicowanie ras.

64:6.34 (726.6) 4. Różnice w statusie ras oraz grup w obrębie każdej rasy niezbędne są dla rozwijania tolerancji i altruizmu u ludzi.

64:6.35 (726.7) 5. Osiągnięcie jednolitości gatunku ludzkiego jest niewskazane tak długo, jak długo ludzie z rozwijającego się świata nie osiągną względnie wysokich poziomów rozwoju duchowego.

7. Rozproszenie ras kolorowych

64:7.1 (726.8) Kiedy kolorowi potomkowie rodziny sangikowej zaczęli się rozmnażać i kiedy szukali możliwości rozprzestrzenienia się na terytoria przyległe, piąty lodowiec, trzeci według obliczeń geologicznych, był dobrze zaawansowany w swej wędrówce na południe, na Europę i Azję. Trudności i niewygody epoki lodowcowej poddawały wyjątkowym próbom wczesne rasy kolorowe, w okresie ich początków. Lodowiec ten był w Azji tak rozległy, że na tysiące lat została odcięta migracja do Azji wschodniej. Ludy te nie mogły dotrzeć do Afryki, aż do czasu późniejszego cofnięcia się Morza Śródziemnego w wyniku wyniesienia Arabii.

64:7.2 (726.9) Tak więc, przez prawie sto tysięcy lat ludy sangikowe rozprzestrzeniały się po pogórzach i bardziej czy mniej mieszały ze sobą, pomimo swoistej, lecz naturalnej antypatii, która się przejawiała od początku w stosunku do odmiennych ras.

64:7.3 (726.10) Od czasu Księcia Planetarnego do Adama, Indie stały się ojczyzną najbardziej kosmopolitycznej populacji, jaka kiedykolwiek istniała na powierzchni Ziemi. Jednak niezbyt szczęśliwie się stało, że ta mieszanka zaczęła zawierać zbyt dużo ras zielonych, pomarańczowych i indygo. Te drugorzędne ludy sangikowe znalazły łatwiejsze i wygodniejsze życie na ziemiach południowych i znaczna ich ilość migrowała później do Afryki. Pierwszorzędne ludy sangikowe, rasy zaawansowane, wystrzegały się tropików, człowiek czerwony szedł do Azji północno-wschodniej, tuż za nim podążał człowiek żółty, rasa niebieska poszła natomiast na północny-zachód, do Europy.

64:7.4 (727.1) Ludzie czerwoni wcześnie zaczęli migrować na północny wschód, depcząc po piętach ustępującemu lodowi, przechodząc wokół gór Indii i zajmując całą Azję północno-wschodnią. Tuż za nimi szły plemiona żółte, które potem wypędziły człowieka czerwonego z Azji do Ameryki Północnej.

64:7.5 (727.2) Kiedy opuściły Azję resztki rasy czerwonej, względnie czystej, było ich jedenaście plemion, liczących nieco ponad siedem tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Plemionom tym towarzyszyły trzy małe grupy, mieszanego pochodzenia, z których największa stanowiła kombinację rasy pomarańczowej i niebieskiej. Te trzy grupy nigdy nie zbratały się w pełni z człowiekiem czerwonym i dość wcześnie poszły na południe, do Meksyku i Ameryki Centralnej, gdzie później dołączyła do nich niewielka grupa ludzi mieszanych, żółtych i czerwonych. Ludy te zawierały małżeństwa między sobą i utworzyły nową, mieszaną rasę, która była mniej wojownicza niż człowiek czerwony czystej krwi. W ciągu pięciu tysięcy lat ta zmieszana rasa rozdzieliła się na trzy grupy, zakładając cywilizacje w Meksyku, Ameryce Centralnej i Ameryce Południowej. Grupa południowoamerykańska otrzymała niewielką domieszkę krwi Adama.

64:7.6 (727.3) Wcześni ludzie czerwoni i żółci mieszali się do pewnego stopnia w Azji, a potomstwo powstałe z tego zjednoczenia szło na wschód i wzdłuż południowego wybrzeża morskiego, w końcu zostało wypędzone na półwyspy i pobliskie wyspy morskie przez gwałtownie rozwijającą się rasę żółtą. Jest to współczesny człowiek brązowy.

64:7.7 (727.4) Rasa żółta wciąż zajmowała centralne rejony Azji wschodniej. Przetrwała ona w największej liczbie spośród wszystkich sześciu ras kolorowych. Podczas gdy człowiek żółty, tak dziś jak i wtedy, angażował się w wojny rasowe, nie prowadził tak nieustannych i bezwzględnych wojen, aż do eksterminacji, jakie prowadzili ludzie czerwoni, zieloni i pomarańczowi. Te trzy rasy praktycznie się wyniszczyły, zanim w końcu zostały starte z powierzchni Ziemi przez wrogów z innych ras.

64:7.8 (727.5) Ponieważ piąte zlodowacenie nie poszło w Europie zbyt daleko na południe, droga dla migracji ludów sangikowych na północny-zachód stała częściowo otworem; a po ustąpieniu lodu ludzie niebiescy, wraz z kilkoma innymi, małymi grupami rasowymi, migrowali na zachód starymi szlakami plemion Andona. Wchodzili do Europy kolejnymi falami, zajmując większą część kontynentu.

64:7.9 (727.6) Niebawem napotkali w Europie neandertalskich potomków swego wczesnego, wspólnego przodka – Andona. Ci starsi, europejscy neandertalczycy, zostali zepchnięci na południe i wschód przez lodowiec, tym samym mogli spotkać i wchłonąć najeżdżających kuzynów z plemion sangikowych.

64:7.10 (727.7) Generalnie, z początku plemiona sangikowe były znacznie inteligentniejsze i na wiele sposobów przewyższały zdegenerowanych potomków wczesnych, Andonowych mieszkańców nizin; mieszanie plemion sangikowych z neandertalczykami prowadziło do natychmiastowego ulepszenia starszej rasy. To właśnie zastrzyk krwi sangikowej, dokładniej człowieka niebieskiego, spowodował wyraźne udoskonalenie ludów neandertalskich, jak to widać po kolejnych falach coraz inteligentniejszych plemion, napływających do Europy ze wschodu.

64:7.11 (727.8) W kolejnym okresie interglacjalnym ta nowa rasa neandertalska rozciągała się od Anglii do Indii. Resztki rasy niebieskiej, pozostałe na starym półwyspie Perskim, zlały się potem z pewnymi innymi rasami, głównie z żółtą, a wynikła stąd mieszanka, później nieco udoskonalona przez fioletową rasę Adama, przetrwała jako śniade, koczownicze plemiona współczesnych Arabów.

64:7.12 (728.1) Przy wszystkich próbach identyfikacji sangikowych przodków ludzi współczesnych, należy brać pod uwagę ostatnie udoskonalenie odmian rasowych, dokonane dzięki domieszce krwi adamicznej.

64:7.13 (728.2) Zaawansowane rasy szukały stref północnych albo umiarkowanych, podczas gdy ludy pomarańczowe, zielone i indygo kolejno szły do Afryki przez świeżo wydźwignięty pomost lądowy, który oddzielał zachodnią część cofającego się Morza Śródziemnego od Oceanu Indyjskiego.

64:7.14 (728.3) Ostatnim ludem sangikowym, który migrował z centrum powstania swej rasy, był człowiek indygo. Mniej więcej w tym czasie, gdy człowiek zielony wybijał rasę pomarańczową w Egipcie, czym sam się znacznie osłabił, zaczął się wielki czarny exodus na południe, wzdłuż wybrzeża przez Palestynę; a później, kiedy silni fizycznie ludzie indygo zajęli Egipt, zwykłą przewagą liczebną starli z powierzchni Ziemi człowieka zielonego. Plemiona indygo wchłonęły resztki człowieka pomarańczowego i dużą część rasy człowieka zielonego i pewne plemiona indygo zostały znacznie udoskonalone przez takie związki rasowe.

64:7.15 (728.4) Jak z tego widać, Egipt na początku zajmował człowiek pomarańczowy, potem zielony, następnie człowiek indygo (czarny) a jeszcze później rasa mieszańców – indygo, niebieskiego i zmodyfikowanego człowieka zielonego. Jednak na długo przed przybyciem Adama, człowiek niebieski z Europy i rasy mieszane z Arabii wyrzuciły rasę indygo z Egiptu daleko na południe kontynentu afrykańskiego.

64:7.16 (728.5) Kiedy migracje sangikowe zbliżały się ku końcowi, wyginęła rasa zielona i pomarańczowa, człowiek czerwony zajął Amerykę Północną, człowiek żółty wschodnią Azję, człowiek niebieski Europę a rasa indygo ciążyła ku Afryce. Indie stały się siedliskiem mieszanki drugorzędnych ras sangikowych a człowiek brązowy, mieszanka rasy czerwonej i żółtej, zajmuje wyspy wzdłuż wybrzeża azjatyckiego. Mieszana rasa, o raczej wysokim potencjale, zajmuje góry Ameryki Południowej. Czystszej krwi Andonici żyją w najdalej na północ wysuniętych rejonach Europy i Islandii, Grenlandii oraz północno-wschodniej Ameryki Północnej.

64:7.17 (728.6) W okresach największego zasięgu lodowca, najbardziej na zachód wysunięte plemiona Andonowe zostały niemal zepchnięte do morza. Przez wiele lat żyły one na wąskim, południowym pasie obecnej wyspy Anglii. I stało się już tradycją, że ponawiające się napory lodowca spychały tych ludzi do morza, kiedy to pojawiło się w końcu szóste i ostatnie zlodowacenie. Ludzie ci stali się wtedy pierwszymi podróżnikami morskimi. Budowali łodzie i zaczęli szukać nowych lądów, które, jak mieli nadzieję, mogły być wolne od straszliwych inwazji lodu. Niektórzy z nich dotarli do Islandii, inni do Grenlandii, jednak znaczna ich większość zginęła na otwartym morzu z głodu i pragnienia.

64:7.18 (728.7) Nieco ponad osiemdziesiąt tysięcy lat temu, zaraz po tym, jak człowiek czerwony wkroczył do północno-zachodniej części Ameryki Północnej, zamarzanie mórz północnych i posuwanie się lokalnych pól lodowych na Grenlandii wypchnęło eskimoskich potomków autochtonów Urantii na poszukiwanie lepszego lądu, nowego domu. Mieli szczęście, bezpiecznie przekraczając wąskie cieśniny, które wtedy oddzielały Grenlandię od północno-wschodnich mas lądowych Ameryki Północnej. Dotarli na ten kontynent mniej więcej w dwa tysiące sto lat po tym, jak człowiek czerwony przybył na Alaskę. Później podróżowało na zachód nieco mieszanego gatunku ludzi niebieskich i łączyli się oni ze współczesnymi Eskimosami, i taki związek był w pewnym stopniu korzystny dla plemion eskimoskich.

64:7.19 (728.8) Mniej więcej pięć tysięcy lat temu nastąpiło przypadkowe spotkanie plemienia Indian z samotną grupą Eskimosów, na południowo-wschodnich wybrzeżach Zatoki Hudsona. Tym dwu plemionom trudno było porozumieć się ze sobą, ale szybko zawarto małżeństwa mieszane, w wyniku czego Eskimosi zostali w końcu wchłonięci przez liczniejszych ludzi czerwonych. Był to jedyny kontakt północnoamerykańskiego człowieka czerwonego z jakąkolwiek inną rasą ludzką, aż do około tysiąca lat temu, kiedy to człowiek biały pierwszy raz miał możliwość wylądować na atlantyckim wybrzeżu.

64:7.20 (729.1) Życie tych wczesnych epok charakteryzowało się odwagą, śmiałością a nawet heroizmem. I wszyscy żałujemy, że tak wiele wartościowych i surowych cech waszych wczesnych przodków zostało straconych dla ras współczesnych. Podczas gdy doceniamy wartość wielu subtelności zaawansowanej cywilizacji, odczuwamy brak tej imponującej wytrwałości i wspaniałego poświęcenia, graniczących często z dostojeństwem i wzniosłością, jakie cechowały waszych wczesnych przodków.

64:7.21 (729.2) [Przedstawione przez Nosiciela Życia, przebywającego stale na Urantii].

Przekaz 65, Kontrola ewolucji

Księga Urantii

Przekaz 65

Kontrola ewolucji

65:0.1 (730.1) PODSTAWOWY, ewolucyjny materiał życiowy – życie przedumysłowe – formułowany jest przez Nadrzędnych Kontrolerów Fizycznych oraz przez funkcje przekazywania życia Siedmiu Duchów Nadrzędnych, w połączeniu z czynną służbą wyznaczonych do tego Nosicieli Życia. W wyniku koordynującego funkcjonowania tej trojakiej stwórczości kształtuje się fizyczna podstawa działania umysłu, w formie organizmów – materialnych mechanizmów inteligentnie reagujących na zewnętrzne bodźce środowiskowe a później na bodźce wewnętrzne - wpływy pochodzące z umysłu tego właśnie organizmu.

65:0.2 (730.2) Istnieją, zatem, trzy odrębne poziomy stwarzania i ewolucji życia:

65:0.3 (730.3) 1. Domena fizyczno-energetyczna – wytwarzanie zdolności umysłowych.

65:0.4 (730.4) 2. Służba umysłowa duchów przybocznych – wkraczająca na teren możliwości duchowych.

65:0.5 (730.5) 3. Duchowe wyposażenie śmiertelnego umysłu – osiągające swój punkt kulminacyjny w obdarzeniu Dostrajaczem Myśli.

65:0.6 (730.6) Mechaniczne, nie uczące się poziomy reagowania organizmu na otoczenie, stanowią domenę kontrolerów fizycznych. Przyboczne umysły-duchy uruchamiają i regulują adaptacyjne, albo niemechaniczne, uczące się typy umysłu – te reagujące mechanizmy organizmu, które potrafią uczyć się z doświadczenia. I kiedy duchy przyboczne kierują w ten sposób potencjałami umysłu, Nosiciele Życia również prowadzą swą własną arbitralną kontrolę nad aspektami środowiskowymi procesu ewolucyjnego, aż do pojawienia się woli ludzkiej – zdolności poznania Boga i możliwości wyboru jego czczenia.

65:0.7 (730.7) To właśnie zintegrowana działalność Nosicieli Życia, kontrolerów fizycznych i duchów przybocznych warunkuje kurs ewolucji organicznej na światach zamieszkałych. Dlatego właśnie ewolucja – na Urantii czy gdziekolwiek indziej – zawsze jest celowa, nigdy nie przypadkowa.

1. Funkcje Nosicieli Życia

65:1.1 (730.8) Nosiciele Życia potrafią tak przeobrażać swoją osobowość, jak niewiele tylko klas istot potrafi to robić. Ci Synowie wszechświata lokalnego potrafią funkcjonować w trzech zróżnicowanych stadiach swego bytu. Swoje obowiązki pełnią zazwyczaj jako Synowie stadium pośredniego, znaczy tego stadium, w którym powstali. Jednak w takim stadium egzystencji Nosiciel Życia nie może ewentualnie funkcjonować w domenach elektrochemicznych jako organizator energii fizycznych i cząstek materialnych w jednostki żywej egzystencji.

65:1.2 (730.9) Nosiciele Życia mogą funkcjonować i funkcjonują na trzech następujących poziomach:

65:1.3 (730.10) 1. Fizyczny poziom elektrochemiczny.

65:1.4 (730.11) 2. Zwyczajne, pośrednie stadium niby-morontialnego bytu.

65:1.5 (730.12) 3. Zaawansowany poziom, częściowo duchowy.

65:1.6 (731.1) Gdy Nosiciele Życia przygotowują się do zaszczepienia życia i po tym, jak wybiorą miejsce dla tego przedsięwzięcia, zwołują archanielską komisję dla przeobrażenia Nosicieli Życia. Grupa ta składa się z dziesięciu klas różnych osobowości, razem z kontrolerami fizycznymi i ich towarzyszami, a przewodniczy jej szef archaniołów, pełniący tę funkcję z upoważnienia Gabriela i na mocy zezwolenia Pradawnych Czasu. Kiedy te istoty zostaną prawidłowo objęte obwodem, mogą spowodować takie przekształcenia u Nosicieli Życia, które natychmiast umożliwią im funkcjonowanie na fizycznych poziomach elektrochemicznych.

65:1.7 (731.2) Po sformułowaniu wzorów życia i po tym, jak jego materialna struktura została należycie ukończona, natychmiast aktywizują się nadmaterialne siły, zajmujące się propagacją życia i staje się życie. Po czym Nosiciele Życia natychmiast wracają do swego normalnego, pośredniego stadium istnienia osobowości, w którym to stanie mogą manipulować żywymi elementami i manewrować rozwijającymi się organizmami, nawet, jeśli są pozbawieni wszelkich możliwości organizowania – tworzenia – nowych wzorów materii ożywionej.

65:1.8 (731.3) Gdy ewolucja organiczna zakończy pewien cykl i wolna wola typu ludzkiego pojawia się w najwyżej rozwiniętych organizmach, Nosiciele Życia muszą albo opuścić planetę albo zrobić ślubowanie nieingerencji; znaczy to, muszą zobowiązać się do zaniechania wszelkich prób dalszego wpływu na bieg ewolucji organicznej. I kiedy takie śluby złożą dobrowolnie Nosiciele Życia, którzy chcą zostać na planecie, jako przyszli doradcy tych istot, którym zostanie powierzona opieka nad świeżo ukształtowanymi śmiertelnikami z wolą, zwołuje się komisję, w składzie dwunastu istot, pod przewodnictwem szefa Gwiazd Wieczornych, działającą z upoważnienia Władcy Systemu i na podstawie zezwolenia Gabriela; i tacy Nosiciele Życia natychmiast zostają przeobrażeni do trzeciego stadium istnienia osobowości, częściowo duchowego poziomu bytu. I ja działam na Urantii w tym, trzecim stadium istnienia, od czasów Andona i Fonty.

65:1.9 (731.4) Patrzymy w przyszłość, ku tym czasom, kiedy wszechświat może zostać ustanowiony w światłości i życiu, ku czwartemu stadium bytu, w którym powinniśmy być zupełnie duchowi, ale nigdy nam nie objawiono, jaką metodą możemy osiągnąć ten pożądany i zaawansowany stan.

2. Panorama ewolucyjna

65:2.1 (731.5) Historia rozwoju człowieka, od wodorostów do pana ziemskiego stworzenia, jest prawdziwą romantyką zmagań biologicznych i przetrwania umysłu. Pierwszymi przodkami człowieka były dosłownie szlamy i muły dna oceanicznego, znajdujące się w nieruchomych, ciepłych wodach zatok i lagun oraz rozległych linii brzegowych prastarych mórz śródlądowych, tych właśnie wód, w których Nosiciele Życia zrobili trzy niezależne zaszczepienia życia na Urantii.

65:2.2 (731.6) Dzisiaj niewiele jest już gatunków wczesnych typów roślinności morskiej, które brały udział w takich epokowych przemianach i które wydały podobne zwierzęcym organizmy z roślinno-zwierzęcego pogranicza. Gąbki należą do tych ocalałych, wczesnych gatunków pośrednich, są organizmami, dzięki którym następowała stopniowa przemiana roślin w zwierzęta. Te dawne formy przejściowe, chociaż nie takie same jak współczesne gąbki, były do nich bardzo podobne; były to prawdziwe organizmy z pogranicza – ani rośliny, ani zwierzęta – ale w końcu doprowadziły do rozwoju prawdziwych, zwierzęcych form życia.

65:2.3 (732.1) Bakterie, proste organizmy zwierzęce bardzo prymitywnego gatunku, niewiele się zmieniły od wczesnych początków życia; ich pasożytniczy behawior obrazuje nawet pewien stopień uwstecznienia. Także wiele grzybów wykazuje wsteczny kierunek ewolucji, stanowiąc te rośliny, które straciły swoje własności wytwarzania chlorofilu i stały się bardziej czy mniej pasożytnicze. Większość bakterii chorobotwórczych oraz im pokrewnych wirusów zasadniczo należy do tej grupy renegatów, grzybów pasożytniczych. W kolejnych epokach całe, rozległe królestwo życia roślinnego wykształciło się z tych przodków, od których pochodzą także bakterie.

65:2.4 (732.2) Wkrótce pojawiło się wyższe życie zwierzęce typu pierwotniaków i pojawiło się nagle. Ameba, typowy zwierzęcy organizm jednokomórkowy, pochodzi z tamtych, bardzo odległych czasów i niewielkim tylko uległa przemianom. Zachowuje się ona dzisiaj prawie tak samo jak wtedy, kiedy była ostatnim, najwyższym osiągnięciem ewolucji życia. To drobne stworzenie i jego kuzyni, pierwotniaki, są dla kreacji zwierzęcej tym, czym bakteria jest dla świata roślin; w procesie różnicowania się życia reprezentują pozostałości pierwszych, wczesnych stopni ewolucyjnych, razem z zatrzymaniem dalszego rozwoju.

65:2.5 (732.3) Znacznie wcześniej pierwotne, jednokomórkowe gatunki zwierzęce połączyły się w zbiorowości, z początku według planu toczka a niebawem według porządku stułbi i meduzy. Jeszcze później ukształtowała się rozgwiazda, lilie kamienne, jeżowce morskie, strzykwy, gąsienice, owady, pająki, skorupiaki oraz blisko związane z sobą grupy glist i pijawek, za którymi wkrótce przyszły mięczaki – ostrygi, ośmiornice i ślimaki. Pojawiło się i znikło setki gatunków; wspomina się tutaj tylko o tych, które przetrwały bardzo długie zmagania. Takie nierozwojowe gatunki, razem z powstałą później rodziną ryb, reprezentują dzisiaj stacjonarne typy wczesnych, niższych zwierząt, te gałęzie drzewa życia, które się nie rozwinęły.

65:2.6 (732.4) W ten sposób przygotowana została scena na pojawienie się pierwszych zwierząt kręgowych, ryb. Z rodziny ryb wyłoniły się dwa unikalne przekształcenia, żaba i salamandra. To właśnie żaba zapoczątkowała serie progresywnych zróżnicowań w życiu zwierzęcym, które na koniec osiągnęły swą kulminację w samym człowieku.

65:2.7 (732.5) Żaba jest jednym z najwcześniejszych, zachowanych przodków gatunku ludzkiego, ale nie rozwinęła się; pozostaje dzisiaj podobna do tej z odległych czasów. Żaba jest jedynym gatunkiem z przodków wczesnego człowieka, jaki obecnie żyje na powierzchni Ziemi. Gatunek ludzki nie ma innych, ocalałych przodków, pomiędzy żabą a Eskimosem.

65:2.8 (732.6) Żaba dała początek gadom, tej wielkiej rodzinie zwierzęcej, która prawie wymarła, ale zanim przestała istnieć, zapoczątkowała całą rodzinę ptaków i liczne gatunki ssaków.

65:2.9 (732.7) Prawdopodobnie największy, pojedynczy skok w całej przedludzkiej ewolucji dokonał się wtedy, kiedy gad stał się ptakiem. Współczesne gatunki ptaków – orły, kaczki, gołębie i strusie – wszystkie pochodzą od wielkich gadów z bardzo dawnych czasów.

65:2.10 (732.8) Królestwo gadów, wywodzących się z rodziny żab, reprezentują dzisiaj cztery przetrwałe grupy: dwie nierozwojowe, węże i jaszczurki, wraz z ich kuzynami aligatorami i żółwiami; jedna częściowo rozwojowa, rodzina ptaków, oraz czwarta, przodkowie ssaków i prosta linia rodowodowa gatunku ludzkiego. Masywność tej grupy gadów, która dawno wymarła, znajduje swe odbicie w słoniu i mastodoncie, podczas gdy jej formy specyficzne zachowały się w skaczących kangurach.

65:2.11 (733.1) Zaledwie czternaście gromad zwierzęcych pojawiło się na Urantii, ryby stanowią ostatnią a od czasu ptaków i ssaków nie ukształtowały się nowe.

65:2.12 (733.2) To właśnie ze zwinnego, małego, gadziego dinozaura o mięsożernych upodobaniach, ale ze stosunkowo dużym mózgiem, wykształciły się nagle ssaki łożyskowe. Ssaki te rozwinęły się gwałtownie oraz w wielu różnych kierunkach, nie tylko dając początek pospolitym odmianom współczesnym, lecz rozwijając się także w gatunki morskie, takie jak wieloryby i foki oraz w podróżników powietrznych, takich jak rodzina nietoperzy.

65:2.13 (733.3) A zatem człowiek wykształcił się z wyższych ssaków, głównie z zachodniego zaszczepienia życia, dokonanego w pradawnych, osłoniętych morzach, rozciągających się na linii wschód-zachód. Wcześnie rozwinęła się pomyślnie wschodnia oraz centralna grupa żywych organizmów, w kierunku przedludzkich poziomów zwierzęcego bytu. Jednak upływały epoki a wschodnie ognisko lokalizacji życia nie zdołało osiągnąć odpowiedniego poziomu inteligentnego statusu przedludzkiego, cierpiąc na skutek wciąż powtarzających się, niepowetowanych strat wyższych gatunków plazmy zarodkowej, które na zawsze zostały pozbawione zdolności odbudowy potencjałów ludzkich.

65:2.14 (733.4) Skoro we wschodniej grupie możliwość ukształtowania zdolności umysłowych była tak bardzo niska w porównaniu z dwoma innymi grupami, Nosiciele Życia, za zgodą swoich zwierzchników, tak kierowali środowiskiem, aby dodatkowo jeszcze ograniczyć te niższe, przedludzkie odgałęzienia rozwijającego się życia. Dla obserwatora z zewnątrz, eliminacja tych niższych grup stworzeń wydaje się przypadkowa, jednak w rzeczywistości była ona w pełni celowa.

65:2.15 (733.5) Później, w trakcie ewolucyjnego rozwoju inteligencji, przodkowie gatunku ludzkiego, lemury, były znacznie bardziej zaawansowane w Ameryce Północnej niż w innych rejonach; dlatego były tak ukierunkowane, aby migrowały z zachodniego obszaru zaszczepienia życia, poprzez pomost lądowy Beringa i w dół wybrzeża Azji południowo-zachodniej, gdzie wciąż się rozwijały i korzystały z dodatku pewnych mutacji centralnej grupy życia. Zatem człowiek rozwinął się z pewnych zachodnich i centralnych odmian życia, ale w centralnych rejonach, rozciągających się aż po Bliski Wschód.

65:2.16 (733.6) W ten sposób życie zaszczepione na Urantii rozwijało się do epoki lodowcowej, kiedy to we własnej osobie pojawił się człowiek i zaczął swą burzliwą, planetarną egzystencję. I to pojawienie się prymitywnego człowieka na Ziemi, podczas epoki lodowcowej, nie było przypadkowe, było zaplanowane. Zastosowana została surowość i ostrość klimatu ery lodowcowej do wytworzenia odpornego typu istoty ludzkiej, z dużymi możliwościami przetrwania.

3. Wspomaganie ewolucji

65:3.1 (733.7) Bardzo trudno będzie wyjaśnić współczesnemu człowiekowi wiele dziwnych i pozornie groteskowych wypadków we wczesnym rozwoju ewolucyjnym. We wszystkich tych, pozornie dziwnych przeobrażeniach istot żywych, funkcjonował celowy plan, jednak nie mieliśmy zezwolenia arbitralnego mieszania się w rozwój form życiowych, po tym, jak raz zaczęły funkcjonować.

65:3.2 (733.8) Nosiciele Życia mogą używać wszelkich możliwych środków naturalnych i mogą korzystać ze wszystkich przypadkowych okoliczności, jakie będą sprzyjać rozwojowi w trakcie eksperymentu życia, ale nie wolno nam interweniować mechanicznie, zarówno w życie roślin jak i w ewolucję zwierząt, czy też arbitralnie manipulować jej przebiegiem i kierunkiem.

65:3.3 (733.9) Zostaliście poinformowani, że śmiertelnicy na Urantii ukształtowali się dzięki rozwojowi prymitywnej żaby i że ta, rozwojowa mutacja, przenoszona w potencjale pojedynczej żaby, o włos uniknęła zagłady w pewnej sytuacji. Nie należy jednak wyciągać stąd wniosku, że ewolucja ludzkości mogła zakończyć się przez przypadek w tym punkcie. Dokładnie w tamtym momencie obserwowaliśmy już i rozwijaliśmy nie mniej niż tysiąc zróżnicowanych i oddalonych od siebie, mutujących się odmian życia, które mogły zostać ukierunkowane na rozmaite, zróżnicowane formy rozwoju przedludzkiego. Ten konkretny żabi przodek reprezentuje nasz trzeci wybór; dwie pierwsze odmiany życia przepadły, wbrew wszelkim naszym próbom ich zachowania.

65:3.4 (734.1) Nawet utrata Andona i Fonty, zanim zdołaliby mieć potomstwo, nie mogła przeszkodzić w ewolucji ludzkiej, choć opóźniłaby ją. Po pojawieniu się Andona i Fonty i zanim się wyczerpały ulegające mutacji ludzkie potencjały życia zwierzęcego, ukształtowało się przynajmniej siedem tysięcy wartościowych gatunków, które mogły osiągnąć pewien typ ludzkiego rozwoju. I wiele tych, lepszych gatunków, zostało później przyswojone przez różne odgałęzienia rozwijającego się rodzaju ludzkiego.

65:3.5 (734.2) Na długo przedtem, nim udoskonalacze biologiczni, Materialny Syn i Materialna Córka przybyli na planetę, ludzkie potencjały rozwijających się gatunków zwierzęcych zostały wyczerpane. Nosiciele Życia obserwują biologiczny status życia zwierzęcego dzięki zjawisku trzeciego stadium aktywizacji duchów przybocznych, co następuje automatycznie wraz z wyczerpaniem się u całego życia zwierzęcego możliwości zapoczątkowania potencjałów mutacji jednostek przedludzkich.

65:3.6 (734.3) Ludzkość na Urantii musi rozwiązać problemy rozwojowe swego gatunku za pomocą takiego surowca ludzkiego, jaki ma teraz – przez całą przyszłość nie rozwinie się więcej odmian ze źródeł przedludzkich. Jednak to nie wyklucza możliwości osiągnięcia bardzo wysokich poziomów rozwoju człowieka, dzięki inteligentnemu popieraniu tych potencjałów ewolucyjnych, jakie wciąż istnieją w gatunku ludzkim. Dokładnie to, co my, Nosiciele Życia, robimy w kierunku wspomagania i zachowania gatunków żyjących przed pojawieniem się woli ludzkiej, człowiek musi zrobić dla siebie po pojawieniu się woli i po naszym wycofania się z czynnego udziału w ewolucji. Generalnie, ewolucyjne przeznaczenie człowieka jest w jego własnych rękach a naukowa mądrość wcześniej czy później musi zastąpić przypadkowe działanie niekontrolowanego doboru naturalnego i przypadkowe przeżywanie.

65:3.7 (734.4) Przy omawianiu wspomagania ewolucji, nie od rzeczy będzie podkreślić, że w tej długiej przyszłości, jaka jest przed wami, gdy być może zostaniecie kiedyś przydzieleni do korpusu Nosicieli Życia, będziecie mieć wystarczające i liczne możliwości przedłożenia propozycji oraz poczynienia jakichkolwiek możliwych udoskonaleń w planach i metodach ukierunkowania życia i jego zaszczepiania. Bądźcie cierpliwi! Jeśli macie dobre pomysły, jeśli wasze głowy obfitują lepszymi metodami administrowania jakąkolwiek częścią domen wszechświatowych, na pewno będziecie mogli je przedstawić waszym towarzyszom i braciom administratorom w przyszłych epokach.

4. Urantiańska epopeja

65:4.1 (734.5) Nie zapomnijcie o tym, że Urantia została nam przydzielona jako świat eksperymentu życia. Na tej planecie dokonaliśmy naszej sześćdziesiątej próby modyfikacji, a w miarę możliwości udoskonalenia, satanijskiej adaptacji nebadońskich planów życia i należy podkreślić, że dokonaliśmy licznych, korzystnych udoskonaleń standardowych wzorów życia. Ściślej mówiąc, wypracowaliśmy na Urantii i odpowiednio zademonstrowaliśmy co najmniej dwadzieścia osiem cech zmodyfikowanego życia, które w przyszłości mogą być użyteczne w całym Nebadonie.

65:4.2 (735.1) Stworzenie życia na jakimkolwiek świecie nigdy nie jest eksperymentalne w tym sensie, że próbuje się dokonać czegoś nie wypróbowanego i nieznanego. Ewolucja życia jest zawsze progresywną procedurą, zróżnicowaną i zmienną, ale nigdy nie jest przypadkowa, niekontrolowana ani też zupełnie eksperymentalna w sensie przypadkowości.

65:4.3 (735.2) Wiele cech życia ludzkiego niesie obfite świadectwo temu, że fenomen śmiertelnej egzystencji był inteligentnie planowany, że ewolucja organiczna nie jest zwykłym, kosmicznym przypadkiem. Kiedy żywa komórka jest uszkodzona, potrafi wypracować pewne substancje chemiczne, które mogą stymulować i aktywizować sąsiednie, normalne komórki, tak, że te natychmiast zaczynają wydzielać pewne substancje, które przyspieszają proces gojenia się rany; a równocześnie te normalne i nieuszkodzone komórki zaczynają się rozmnażać – faktycznie zaczynają wytwarzać nowe komórki, tak, aby zastąpić jakiekolwiek sąsiednie komórki, które mogły zostać zniszczone przez wypadek.

65:4.4 (735.3) Ta akcja i reakcja chemiczna, występująca podczas gojenia się ran i rozmnażania komórek, obrazuje fakt wybrania przez Nosicieli Życia formuły, obejmującej ponad sto tysięcy stadiów i właściwości możliwych reakcji chemicznych oraz ich biologicznych reperkusji. Nosiciele Życia przeprowadzili w swych laboratoriach ponad pół miliona szczegółowych eksperymentów, zanim ostatecznie dopracowali tę recepturę dla eksperymentu życia na Urantii.

65:4.5 (735.4) Kiedy naukowcy Urantii dowiedzą się więcej o tych gojących substancjach chemicznych, będą lepiej leczyć rany a pośrednio zdobędą wiedzę dotyczącą leczenia pewnych poważnych chorób.

65:4.6 (735.5) Od tego czasu, gdy na Urantii zostało stworzone życie, Nosiciele Życia ulepszyli tę metodę gojenia i została ona wprowadzona na innym świecie w Satanii, gdyż znacznie łagodzi ból i lepiej kontroluje zdolności rozmnażania się normalnych komórek, otaczających komórkę uszkodzoną.

65:4.7 (735.6) Eksperyment z życiem na Urantii ma wiele unikalnych cech, jednak dwa jego nadzwyczaj ciekawe zdarzenia to pojawienie się rasy Andonowej przed ewolucją sześciu ludów kolorowych i późniejsze, jednoczesne pojawienie się mutantów sangikowych w jednej rodzinie. Urantia jest pierwszym światem w Satanii, na którym sześć ras kolorowych powstało w jednej rodzinie ludzkiej. Normalnie powstają one w różnorodnych grupach ludzkich, z niezależnych mutacji w obrębie przedludzkiego gatunku zwierzęcego i pojawiają się zazwyczaj na świecie pojedynczo i kolejno, w długich odcinkach czasowych, zaczynając od człowieka czerwonego i dalej, aż do koloru indygo.

65:4.8 (735.7) Innym nadzwyczajnym odejściem od procedury było późne przybycie Księcia Planetarnego. Z reguły, książę pojawia się na planecie mniej więcej w czasie ukształtowania się woli i zgodnie z takim planem Caligastia mógł przybyć na Urantię nawet za życia Andona i Fonty, zamiast prawie pięćset tysięcy lat później, równocześnie z pojawieniem się sześciu ras sangikowych.

65:4.9 (735.8) Zwykłemu, zamieszkałemu światu, Książę Planetarny byłby przydzielony na prośbę Nosicieli Życia w czasie pojawienia się Andona i Fonty, lub jakiś czas później. Jednak Urantia była planetą wyznaczoną do modyfikacji życia i zgodnie ze wstępnym porozumieniem Melchizedecy-obserwatorzy, w liczbie dwunastu, byli wysłani jako doradcy Nosicieli Życia i jako nadzorcy planety, aż do momentu późniejszego przybycia Księcia Planetarnego. Melchizedecy przybyli wtedy, kiedy Andon i Fonta poczynili te decyzje, które umożliwiły Dostrajaczom Myśli zamieszkanie ich ludzkich umysłów.

65:4.10 (736.1) Działalność Nosicieli Życia na Urantii, która miała na celu udoskonalenie wzorów życia w Satanii, siłą rzeczy zaowocowała wytworzeniem wielu pozornie bezużytecznych form życia przejściowego. Jednak wynikające stąd zyski są dostateczne, żeby uzasadnić urantiańską modyfikację standardowych planów życia.

65:4.11 (736.2) Naszym zamiarem było wytworzenie wczesnych przejawów woli w ewolucyjnym życiu Urantii i to się nam udało. Zazwyczaj wola się nie pojawia, dopóki rasy kolorowe nie istnieją odpowiednio długo i z reguły występuje najpierw u wyższych typów człowieka czerwonego. Wasz świat jest jedyną planetą w Satanii, gdzie ludzki rodzaj woli pojawił się w rasie poprzedzającej rasy kolorowe.

65:4.12 (736.3) Jednak w naszych wysiłkach, zmierzających do wytworzenia tych kombinacji i związków czynników dziedzicznych, które w końcu dały początek ssakom, przodkom gatunku ludzkiego, stanęliśmy twarzą w twarz z koniecznością dopuszczenia do powstania setek i tysięcy innych, względnie nieprzydatnych kombinacji i związków czynników dziedzicznych. Z pewnością zwrócicie uwagę na wiele tych, pozornie dziwnych produktów ubocznych naszych wysiłków, kiedy będziecie się wkopywać w waszą planetarną przeszłość i dobrze zdaję sobie sprawę z tego, jak intrygujące muszą być niektóre z tych rzeczy dla ograniczonego, ludzkiego punktu widzenia.

5. Zmienne koleje życia ewolucyjnego

65:5.1 (736.4) My, Nosiciele Życia, bardzo ubolewamy z tego powodu, że nasze specjalne wysiłki modyfikacji inteligentnego życia na Urantii zostały tak bardzo zniekształcone przez tragiczne wynaturzenia, pozostające poza naszą kontrolą: przez zdradę Caligastii i odstępstwo adamiczne.

65:5.2 (736.5) Jednak w całej naszej biologicznej epopei największego zawodu doznaliśmy wtedy, gdy pewne prymitywne formy życia roślinnego wróciły do przedchlorofilowych poziomów bakterii pasożytniczych, na tak szeroką i niespodziewaną skalę. Taki wypadek, w ewolucji życia roślinnego, spowodował powstanie wielu dokuczliwych chorób u wyższych ssaków, zwłaszcza u bardziej na nie podatnego gatunku ludzkiego. Kiedy zetknęliśmy się z tą kłopotliwą sytuacją, w pewnym sensie nie uwzględnialiśmy trudności z tym związanych, ponieważ wiedzieliśmy, że późniejsza domieszka adamicznej plazmy życia może tak wzmocnić siły odpornościowe powstałej w jej rezultacie mieszanej rasy, że praktycznie uodporni ją na wszelkie choroby, wytwarzane przez organizmy typu roślinnego. Jednak nasze oczekiwania się nie spełniły, z uwagi na nieszczęście adamicznego odstępstwa.

65:5.3 (736.6) Wszechświat wszechświatów, wraz z małym światem zwanym Urantią, nie jest rządzony ani po to, aby zyskać naszą aprobatę, ani też po to, aby służyć naszej wygodzie a jeszcze mniej, aby zaspokajać nasze kaprysy i zadośćuczynić naszej ciekawości. Mądre i wszechmocne istoty, odpowiedzialne za kierowanie wszechświatem, bez wątpienia dokładnie wiedzą, o co im chodzi; zatem przystoi Nosicielom Życia i wypada ludzkim intelektom cierpliwie czekać i serdecznie współpracować z władaniem mądrości, z rządami mocy i z marszem postępu.

65:5.4 (736.7) Istnieją oczywiście pewne rekompensaty za cierpienia, a jedną z nich jest obdarzenie, dokonane przez Michała na Urantii. Niezależnie jednak od wszystkich takich rozważań, nowi niebiańscy władcy tej planety są całkowicie pewni ostatecznego, ewolucyjnego tryumfu gatunku ludzkiego oraz ostatecznej windykacji naszych pierwotnych planów i wzorów życia.

6. Ewolucyjne technologie życia

65:6.1 (737.1) Nie można ściśle określić, równocześnie, dokładnej lokalizacji oraz prędkości poruszającego się obiektu; jakakolwiek próba pomiaru jednego z tych parametrów nieuchronnie prowadzi do zmiany drugiego. Taki sam rodzaj paradoksu staje przed śmiertelnym człowiekiem, kiedy zabiera się do analizy chemicznej protoplazmy. Chemik może wyjaśnić chemię martwej protoplazmy, ale nie może dostrzec ani organizacji fizycznej ani dynamicznego funkcjonowania żywej protoplazmy. Naukowiec wciąż będzie się zbliżać do poznania tajemnic życia, ale nigdy ich nie odkryje, z tej prostej przyczyny, że najpierw musi zabić protoplazmę, aby potem poddać ją analizie. Martwa protoplazma waży tyle samo, co żywa protoplazma, ale to nie jest ta sama protoplazma.

65:6.2 (737.2) Żywe rzeczy i istoty są wstępnie wyposażone w zdolności adaptacyjne. W każdej żywej roślinie czy komórce zwierzęcej, w każdym żywym organizmie – materialnym czy duchowym – istnieje nienasycone pragnienie osiągnięcia coraz większej doskonałości w dostosowaniu się do środowiska, w adaptacji organizmu i we wzmożonym urzeczywistnieniu życia. Takie właśnie, nieustające wysiłki wszystkich rzeczy żywych, dowodzą, że istnieje w nich wrodzone dążenie do doskonałości.

65:6.3 (737.3) Najważniejszym krokiem w ewolucji roślin było wykształcenie zdolności wytwarzania chlorofilu a drugim po nim postępem było przekształcenie zarodnika w złożone nasienie. Zarodnik jest najbardziej skutecznym środkiem reprodukcyjnym, ale brakuje mu potencjałów różnorodności i wszechstronności, właściwych nasieniu.

65:6.4 (737.4) Jednym z najbardziej pożytecznych i kompleksowych ewenementów w ewolucji wyższych gatunków zwierząt jest wykształcenie takich możliwości, aby żelazo pełniło podwójną rolę w krążących komórkach krwi, aby przenosiło tlen i usuwało dwutlenek węgla. Takie działanie czerwonych ciałek krwi ukazuje, jak rozwijające się organizmy potrafią dostosować swe funkcjonowanie do zróżnicowanego lub zmiennego środowiska. Wyższe zwierzęta, z człowiekiem włącznie, dotleniają swe tkanki dzięki funkcjonowaniu żelaza w czerwonych ciałkach krwi, które dostarcza tlenu żywym komórkom i tak samo skutecznie usuwa dwutlenek węgla. Jednak inne metale mogą również służyć do tego celu. Mątwa używa do tych funkcji miedzi a żachwa wanadu.

65:6.5 (737.5) Dalszy ciąg takich biologicznych adaptacji obrazuje ewolucja zębów u wyższych ssaków Urantii; ich liczba dochodziła do trzydziestu sześciu u odległych przodków człowieka, potem zaczęło się adaptacyjne dostosowanie do trzydziestu dwóch u wczesnego człowieka i jego bliskich krewnych. Obecnie gatunek ludzki powoli dochodzi do dwudziestu ośmiu. W rozwoju tej planety proces ewolucyjny wciąż jest czynnikiem aktywnym i adaptacyjnym.

65:6.6 (737.6) Jednak wiele pozornie tajemniczych adaptacji organizmów żywych jest czysto chemicznej natury, są one zupełnie materialne. W dowolnym punkcie czasowym, w strumieniu krwi jakiejkolwiek istoty ludzkiej istnieje możliwość przeprowadzenia ponad 15.000.000 reakcji chemicznych pomiędzy wytworami hormonalnymi tuzina gruczołów wydzielania wewnętrznego.

65:6.7 (737.7) Niższe formy życia roślinnego reagują wyłącznie na otoczenie fizyczne, chemiczne i elektryczne. Jednak w miarę wznoszenia się na skali życia, zaczynają działać służby umysłowe siedmiu duchów przybocznych, jeden po drugim i umysł staje się coraz bardziej przystosowawczy, twórczy, koordynujący i panujący. Możliwości przystosowania się zwierząt do powietrza, wody i lądu nie są wyposażeniem nadprzyrodzonym, ale dostosowaniem nadmaterialnym.

65:6.8 (738.1) Sama fizyka i chemia nie potrafią wytłumaczyć, w jaki sposób ukształtował się człowiek z pierwotnej protoplazmy dawnych mórz. Zdolność uczenia się, pamięć i zróżnicowane reakcje na otoczenie, są wyposażeniem umysłu. Prawa fizyki nie reagują na nauczanie; są one stałe i niezmienne. Edukacja nie zmienia reakcji chemicznych; są one nieodmienne i trwałe. Oddziaływania elektryczne i chemiczne są przewidywalne, poza obecnością Absolutu Nieuwarunkowanego. Jednak umysł może korzystać z doświadczenia, może się uczyć z behawioralnych nawyków reagowania w odpowiedzi na powtarzalność bodźca.

65:6.9 (738.2) Organizmy, zanim zdobędą inteligencję, reagują na bodźce środowiskowe, ale te organizmy, które reagują na służby umysłowe, mogą dostosowywać środowisko do siebie oraz nim kierować.

65:6.10 (738.3) Materialny mózg, wraz ze związanym z nim systemem nerwowym, posiada wrodzone zdolności reagowania na służby umysłu, tak jak rozwijający się umysł osoby posiada pewne, wrodzone własności wyczuwania ducha i dlatego też zawiera potencjały rozwoju duchowego i osiągnięć duchowych. Ewolucja intelektualna, społeczna, moralna i duchowa zależna jest od służby umysłowej siedmiu duchów przybocznych oraz ich nadmaterialnych towarzyszy.

7. Ewolucyjne poziomy umysłu

65:7.1 (738.4) Siedem przybocznych umysłów-duchów jest wszechstronnymi opiekunami umysłu niższych bytów inteligentnych wszechświata lokalnego. Ta klasa umysłu dostarczana jest z zarządu wszechświata lokalnego albo z jakiegoś świata z nim związanego, istnieje jednak znaczne ukierunkowanie funkcjonowania niższego umysłu, działające ze stolic systemu.

65:7.2 (738.5) Na świecie ewolucyjnym bardzo wiele zależy od pracy tych siedmiu przybocznych. Są oni jednak służbą umysłową; nie interesują się ewolucją materialną, która jest domeną Nosicieli Życia. Tym niemniej to właśnie doskonała integracja duchowych wyposażeń z zarządzoną i naturalną procedurą porządku, właściwego dla Nosicieli Życia i kształtowanego przez nich, odpowiedzialna jest za niemożność dostrzeżenia przez śmiertelnika niczego więcej w fenomenie umysłu, niż ręki natury i wyniku naturalnego procesu, chociaż czasami jesteście skonfundowani, gdy wyjaśniacie całość tego wszystkiego, co dotyczy naturalnych reakcji umysłu, jak jest związany z materią. I gdyby Urantia funkcjonowała lepiej skoordynowana z pierwotnymi planami, zauważylibyście jeszcze mniej tego, co przykuwa waszą uwagę w fenomenie umysłu.

65:7.3 (738.6) Siedem przybocznych duchów bardziej przypomina obwody niż byty a na normalnych światach są one objęte obwodem, razem z innymi przybocznymi, działającymi na obszarze wszechświata lokalnego. Jakkolwiek na planetach życia eksperymentalnego, są one stosunkowo odosobnione. Na Urantii, ze względu na unikalną naturę jej wzorów życia, niżsi przyboczni mają znacznie większe trudności w kontaktowaniu się z ewolucyjnymi organizmami, niż miałoby to miejsce w przypadku bardziej standaryzowanego typu wyposażenia życia.

65:7.4 (738.7) Oprócz tego, na przeciętnym świecie ewolucyjnym, siedem duchów przybocznych jest znacznie lepiej zsynchronizowane z zaawansowanymi stadiami rozwoju zwierzęcego, niż miało to miejsce na Urantii. Poza jednym tylko wyjątkiem, w swych kontaktach z umysłami rozwijających się organizmów Urantii przyboczni doznają największych trudności, jakie kiedykolwiek mieli podczas działania w całym wszechświecie Nebadon. Jeśli idzie o reakcje organizmu, ukształtowało się na tym świecie wiele rodzajów fenomenów z pogranicza – dezorientujących kombinacji mechanicznych, nie uczących się gatunków oraz gatunków niemechanicznych, uczących się.

65:7.5 (739.1) Siedem duchów przybocznych nie kontaktuje się z tymi gatunkami organizmów, które reagują na otoczenie czysto mechanicznie. Takie przedinteligentne reakcje organizmów żywych należą wyłącznie do domen energii centrów mocy, kontrolerów fizycznych i ich pomocników.

65:7.6 (739.2) Nabycie potencjału zdolności uczenia się z doświadczenia znamionuje początek funkcjonowania duchów przybocznych, a działają one od najniższych umysłów prymitywnych i niewidzialnych bytów, aż do gatunków najwyższych w ewolucyjnej skali istot ludzkich. Są źródłem i wzorem bardziej czy mniej tajemniczego zachowania się i niezupełnie zrozumiałych, szybkich reakcji umysłu na otoczenie materialne. Te oddane i zawsze niezawodne wpływy długo muszą pełnić swą wstępną służbę, zanim zwierzęcy umysł osiągnie ludzki poziom podatności duchowej.

65:7.7 (739.3) Przyboczni funkcjonują wyłącznie w trakcie ewolucji umysłu doświadczającego, aż do poziomu szóstego stadium, do ducha czci. Na tym poziomie następuje nieuniknione nakładanie się służb – zjawisko sięgania w dół tego, co wyższe, aby koordynować to, co niższe, w przewidywaniu dalszego osiągania zaawansowanych poziomów rozwoju. Dodatkowa jeszcze służba duchowa towarzyszy działalności siódmego i ostatniego przybocznego, ducha mądrości. W trakcie funkcjonowania służb świata duchowego, jednostka nigdy nie doznaje nagłych przemian we współpracy duchowej; zmiany te są zawsze stopniowe i obustronne.

65:7.8 (739.4) Zawsze należy rozróżniać domeny fizycznej (elektrochemicznej) i umysłowej reakcji na stymulację środowiskową a one z kolei muszą być traktowane jako zjawiska odrębne od funkcji duchowych. Domeny grawitacji, fizycznej, umysłowej i duchowej, są oddzielnymi domenami rzeczywistości kosmicznej, niezależnie od swych bliskich, wzajemnych związków.

8. Ewolucja w czasie i przestrzeni

65:8.1 (739.5) Czas i przestrzeń są nierozerwalnie ze sobą związane; istnieje pomiędzy nimi naturalny związek. Opóźnienia czasowe są nieuniknione przy zaistnieniu pewnych warunków przestrzennych.

65:8.2 (739.6) Jeśli zużywanie tak wielkiej ilości czasu na wprowadzenie ewolucyjnych zmian w rozwoju życia powoduje konsternację, pragnę oświadczyć, że nie możemy przyspieszyć procesu rozwoju życia bardziej, niż na to pozwalają fizyczne przemiany planety. Musimy czekać na naturalny, fizyczny rozwój planety; zupełnie nie mamy wpływu na ewolucję geologiczną. Gdyby fizyczne warunki na to pozwoliły, moglibyśmy zaaranżować kompletną ewolucję życia w czasie znacznie krótszym niż milion lat. Podlegamy jednak jurysdykcji Najwyższych Władców z Raju a w Raju czas nie istnieje.

65:8.3 (739.7) Dla jednostki miarą czasu jest długość jej życia. Zatem wszyscy stworzeni uwarunkowani są czasem i dlatego też traktują ewolucję jako bardzo przewlekły proces. Dla tych z nas, dla których rozpiętość życia nie jest ograniczona doczesną egzystencją, ewolucja nie wydaje się sprawą aż tak długotrwałą. W Raju, gdzie czas nie istnieje, wszystkie te rzeczy są obecne w umyśle Nieskończonego i w działaniach Wieczności.

65:8.4 (739.8) Tak jak ewolucja umysłu zależna jest od powolnego kształtowania się warunków materialnych i jest przez nie opóźniana, tak i postęp duchowy zależy od rozwoju umysłowego i nieodmiennie jest odwlekany przez opóźnienia intelektualne. Nie oznacza to jednak, że ewolucja duchowa zależy od edukacji, kultury czy mądrości. Dusza może się rozwinąć niezależnie od kultury umysłowej, ale nie przy braku umysłowych zdolności i dążeń – wyboru wiecznego życia i decyzji osiągania coraz większej doskonałości – czynienia woli Ojca w niebie. Chociaż zdobycie wiecznego życia może być niezależne od posiadania wiedzy i mądrości, postęp zależy od nich z całą pewnością.

65:8.5 (740.1) W kosmicznych laboratoriach ewolucyjnych umysł zawsze panuje nad materią a duch zawsze jest wzajemnie związany z umysłem. Brak synchronizacji i koordynacji tych zróżnicowanych wyposażeń może wywołać opóźnienia w czasie, ale jeśli jednostka naprawdę zna Boga i pragnie go znaleźć i stać się jemu podobna, wtedy wieczne życie jest pewne, niezależnie od czasowych opóźnień. Status materialny może wypaczyć umysł a wynaturzenie psychiczne może opóźnić sukces duchowy, ale żadna z tych przeszkód nie może unieważnić wyboru woli, poczynionego w głębi duszy.

65:8.6 (740.2) Kiedy dojrzeją warunki materialne, mogą nastąpić nagłe przeobrażenia w psychice; kiedy stan umysłu temu sprzyja, mogą się zdarzyć nagłe przemiany duchowe; kiedy wartości duchowe zostaną odpowiednio zaakceptowane, wtedy znaczenia kosmiczne staną się dostrzegalne a osobowość coraz bardziej uwalnia się od limitów czasu i wyzwala się z ograniczeń przestrzeni.

65:8.7 (740.3) [Nadzorowane przez Nosiciela Życia z Nebadonu, przebywającego stale na Urantii].

Przekaz 66, Planetarny Książę Urantii

Księga Urantii

Przekaz 66

Planetarny Książę Urantii

66:0.1 (741.1) KIEDY Syn Lanonandek przybywa na przeciętny świat, oznacza to, że wola, możliwość wyboru drogi wiecznego bytu, ukształtowała się w umyśle prymitywnego człowieka. Jednak na Urantię Książę Planetarny przybył prawie pół miliona lat po pojawieniu się woli ludzkiej.

66:0.2 (741.2) Około pięćset tysięcy lat temu, razem z pojawieniem się sześciu kolorowych, czy sangikowych ras, przybył na Urantię Caligastia, Książę Planetarny. W czasie przybycia Księcia żyło na Ziemi prawie pół miliarda prymitywnych istot ludzkich, rozrzuconych po Europie, Azji i Afryce. Stolica Księcia, założona w Mezopotamii, znajdowała się prawie w centrum tej światowej populacji.

1. Książę Caligastia

66:1.1 (741.3) Caligastia był Synem Lanonandekiem klasy drugiej, o numerze 9.344. Miał on ogólne doświadczenie w administracji wszechświata lokalnego a w ostatnich epokach zwłaszcza w kierowaniu systemem lokalnym Satania.

66:1.2 (741.4) Zanim Lucyfer zaczął władać w Satanii, Caligastia był przydzielony do rady konsultacyjnej Nosicieli Życia na Jerusem. Lucyfer awansował Caligastię na stanowisko w swoim personelu osobistym a ten wykonał bezbłędnie pięć kolejnych, zaszczytnych, powierzonych mu zadań.

66:1.3 (741.5) Caligastia bardzo wcześnie starał się o nominację na Księcia Planetarnego, kiedy jednak składał odpowiednią prośbę w radach konstelacji, wiele razy Ojcowie Konstelacji nie wyrażali zgody. Jak się wydaje Caligastia szczególnie pragnął, żeby go wysłano w charakterze władcy planetarnego do świata dziesiętnego czy też modyfikacji życia. Kilka razy jego petycja była odrzucana, zanim w końcu przydzielono mu Urantię.

66:1.4 (741.6) Caligastia wyleciał z Jerusem do powierzonego mu, światowego dominium, z pozazdroszczenia godnym świadectwem lojalności i oddania dla wszechświata, z którego pochodził, pomimo pewnej, charakterystycznej dla niego niecierpliwości, wraz z tendencją do nie zgadzania się z ustanowionym porządkiem w pewnych drobnych sprawach.

66:1.5 (741.7) Byłem wtedy na Jerusem, kiedy utalentowany Caligastia odlatywał ze stolicy systemu. Żaden książę planetarny nigdy nie rozpoczynał swej kariery władcy światowego z bogatszym przygotowaniem czy z lepszymi perspektywami niż Caligastia, tego pamiętnego dnia, pół miliona lat temu. Jedna rzecz jest pewna: gdy pełniłem swe obowiązki, umieszczając informację o tym zdarzeniu w transmisji wszechświata lokalnego, nigdy, nawet przez chwilę nie żywiłem najmniejszego podejrzenia, że ten szlachetny Lanonandek może tak szybko zdradzić święte powiernictwo opieki nad planetą i tak strasznie splamić dobre imię swej chwalebnej klasy wszechświatowego synostwa. Naprawdę sądziłem, że Urantia zalicza się do pięciu czy sześciu najszczęśliwszych planet w całej Satanii, dlatego właśnie, że miała dostać tak doświadczony, błyskotliwy i oryginalny umysł na sternika swych spraw światowych. Nie pojmowałem wtedy, że w skrytości ducha Caligastia stał się samolubny; nie rozumiałem wtedy tak dogłębnie subtelności dumy osobistej.

2. Personel Księcia

66:2.1 (742.1) Planetarny Książę Urantii nie został wysłany na swą misję sam, ale w towarzystwie zwykłego w takich wypadkach korpusu asystentów i pomocników administracyjnych.

66:2.2 (742.2) Na czele tej grupy stał Daligastia, towarzysz i asystent Księcia Planetarnego. Daligastia również był Synem Lanonandekiem klasy drugiej i miał numer 319.407. Kiedy został przydzielony Caligastii za towarzysza, miał stopień asystenta.

66:2.3 (742.3) Planetarny personel obejmował znaczną liczbę pomocników anielskich oraz zastęp innych istot niebiańskich, wysłanych, aby pracowały dla dobra i pomyślności gatunku ludzkiego. Jednak z waszego punktu widzenia najbardziej interesującą ze wszystkich grupą byli cieleśni członkowie personelu Księcia – nazywani czasem setką Caligastii.

66:2.4 (742.4) Ta setka zmaterializowanych na nowo członków personelu Księcia została wybrana przez Caligastię spośród 785.000 wznoszących się obywateli Jerusem, którzy się zgłosili na urantiańską epopeję. Każdy z tej setki wybranych istot był z innej planety i żaden nie pochodził z Urantii.

66:2.5 (742.5) Jerusemici ochotnicy przewiezieni zostali na Urantię transportem seraficznym bezpośrednio ze stolicy systemu, a po przybyciu pozostawali objęci serafinem tak długo, aż mogli otrzymać formy dla ich osobowości podwójnej natury, przeznaczone do specjalnej służby planetarnej, dokładnie ziemskie ciała z krwi i kości, ale dostrojone także do życiowych obwodów systemu.

66:2.6 (742.6) Jakiś czas przed przybyciem tych stu obywateli jerusemskich, dwu przebywających na Urantii nadzorujących Nosicieli Życia, po uprzednim ukończeniu swych zadań, zwróciło się do Jerusem i Edentii o zezwolenie na transplantację plazmy życia z setki wybranych osobników, pozostałych z resztek rasy Andona i Fonty, w materialne ciała przeznaczone dla cielesnych członków personelu Księcia. Zezwolenie zostało wydane na Jerusem i potwierdzone na Edentii.

66:2.7 (742.7) W związku z tym Nosiciele Życia wybrali pięćdziesięciu mężczyzn i pięćdziesiąt kobiet z potomstwa Andona i Fonty, reprezentujących najlepsze przetrwałe cechy tej unikalnej rasy. Za wyjątkiem jednego czy dwu przypadków, ci andoniczni kontrybuenci w rozwój gatunku ludzkiego nie znali się nawzajem. Zostali zebrani na granicy planetarnej stolicy Księcia z wielu oddalonych od siebie miejsc, dzięki skoordynowanemu kierownictwu Dostrajaczy Myśli i przewodnictwu seraficznemu. Tutaj, stu ludzkich osobników zostało oddanych w ręce wysoce wyspecjalizowanej, ochotniczej komisji z Avalonu, która kierowała pobieraniem próbek plazmy życia od tych potomków Andona. Ten żywy materiał został potem przeniesiony do materialnych ciał, wytworzonych na użytek stu Jerusemitów, członków personelu Księcia. W międzyczasie, nowoprzybyli obywatele stolicy systemu trzymani byli w stanie uśpienia, właściwym dla transportu seraficznego.

66:2.8 (742.8) Takie poczynania, razem z dosłownym wytworzeniem specjalnych ciał dla setki Caligastii, dały początek licznym legendom, z których wiele zostało potem pomieszanych z późniejszymi podaniami o sprowadzeniu na planetę Adama i Ewy.

66:2.9 (743.1) Cały proces ponownego uosobienia, od czasu przybycia transportu seraficznego, niosącego setkę ochotników z Jerusem, aż do odzyskania przez nich świadomości jako trojakich istot tej domeny, trwał dokładnie dziesięć dni.

3. Dalamatia – miasto księcia

66:3.1 (743.2) Nad Zatoką Perską, w jej kształcie z tamtych czasów, na obszarze odpowiadającym późniejszej Mezopotamii, usytuowana została stolica Księcia Planetarnego.

66:3.2 (743.3) Klimat i ukształtowanie terenu Mezopotamii były w tamtych czasach wyjątkowo sprzyjające dla prowadzenia zadań personelu Księcia i jego asystentów i bardzo się różniły od tych warunków, jakie później w pewnych okresach tam panowały. Posiadanie tak sprzyjającego klimatu było koniecznością, gdyż stanowił on część tego naturalnego środowiska, które miało skłonić prymitywnych Urantian do poczynienia pewnych, wstępnych kroków w kulturze i cywilizacji. Naczelnym zadaniem tych epok było przekształcenie człowieka z myśliwego w pasterza, w nadziei, że później zmieni się on w miłującego pokój rolnika, mieszkającego we własnym domu.

66:3.3 (743.4) Siedziba Księcia Planetarnego na Urantii była typowa, jak dla tego rodzaju osad, zakładanych na młodej i rozwijającej się sferze. Centralną częścią osadnictwa Księcia było bardzo proste, ale piękne miasto, otoczone murem, którego wysokość przekraczała dwanaście metrów. To światowe centrum kultury zostało nazwane Dalamatią, na cześć Daligastii.

66:3.4 (743.5) Miasto podzielone zostało na dziesięć części, w centrum każdej z nich znajdowały się pomieszczenia zarządu dziesięciu rad cielesnego personelu. W samym centrum miasta znajdowała się świątynia niewidzialnego Ojca. Centrale administracyjne Księcia i jego towarzyszy zostały rozmieszczone w dwunastu pomieszczeniach, zgrupowanych wokół świątyni.

66:3.5 (743.6) Wszystkie budynki Dalamatii były parterowe, za wyjątkiem zarządów rad, które miały piętro i centralnej świątyni Ojca wszystkich, która była mała, ale wysoka na dwa piętra.

66:3.6 (743.7) Miasto było przykładem doskonałego zastosowania materiału budowlanego z tamtych, dawnych czasów – cegły. Używano bardzo mało kamienia czy drewna. Konstrukcje domów oraz architektonika wsi otaczających plemion zostały znacznie udoskonalone, dzięki przykładowi, jaki dawała Dalamatia.

66:3.7 (743.8) W pobliżu stolicy Księcia mieszkały istoty ludzkie wszystkich kolorów i warstw społecznych. To właśnie z tych, otaczających stolicę plemion, zwerbowani zostali pierwsi uczniowie szkół Księcia. Chociaż pierwsze szkoły Dalamatii nie były zbytnio zaawansowane, robiły one wszystko, co można było zrobić dla mężczyzn i kobiet z tamtej, prymitywnej epoki.

66:3.8 (743.9) Cielesny personel Księcia stale gromadził wokół siebie zaawansowane jednostki z otaczających plemion a po przeszkoleniu i zainspirowaniu tych uczniów, posyłał ich z powrotem, jako nauczycieli i przywódców do ich poszczególnych ludów.

4. Wczesne dni setki

66:4.1 (743.10) Przybycie personelu Księcia wywarło wielkie wrażenie. Podczas gdy trzeba było prawie tysiąca lat, aby wiadomości o tym rozniosły się szeroko, plemiona żyjące w pobliżu mezopotamskiej stolicy były pod wielkim wpływem nauk i postępowania tej setki obcych istot, przebywających na Urantii. I wiele waszej późniejszej mitologii powstało ze zniekształconych legend, nawiązujących do tych dawnych czasów, kiedy to członkowie personelu Księcia zostali uosobieni na Urantii, jako nadludzie.

66:4.2 (744.1) Pozaplanetarni nauczyciele napotkali poważne trudności, gdy chcieli wywierać pozytywny wpływ na śmiertelników, z powodu ludzkiej skłonności do uznawania ich za bogów, jednak Caligastia i setka – pięćdziesięciu mężczyzn i pięćdziesiąt kobiet – oprócz sposobu ich pojawienia się na Ziemi, nie uciekali się do nadnaturalnych metod ani nadludzkich oddziaływań.

66:4.3 (744.2) Tym niemniej cielesny personel był nadludzki. Zaczęli oni swą misję na Urantii jako nadzwyczajne, trojakie istoty:

66:4.4 (744.3) 1. Byli cieleśni i zasadniczo byli ludźmi, jako że mieli w sobie prawdziwą plazmę życia jednej z ras ludzkich – Andonową plazmę życia Urantii.

66:4.5 (744.4) Pod względem płci setka członków personelu Księcia podzielona była na dwie równe części, zgodnie ze swym pierwotnym stanem śmiertelników. Każda osoba z tej grupy mogła zostać rodzicem pewnej nowej klasy istot materialnych, jednak zostali oni dokładnie poinstruowani, żeby uciekać się do rodzicielstwa tylko w pewnych okolicznościach. Cielesny personel Księcia Planetarnego płodzi zazwyczaj swoich następców przed zakończeniem swej specjalnej służby planetarnej. Dzieje się to najczęściej w czasie przybycia Planetarnego Adama i Planetarnej Ewy, albo wkrótce po tym.

66:4.6 (744.5) Te specjalne istoty miały zatem niewielkie pojęcie lub zgoła żadne, o tym, jaki rodzaj istot materialnych mógłby być wynikiem ich związku płciowego. I nigdy się tego nie dowiedziały; zanim przyszedł czas na to stadium ich pracy dla świata, cała ich organizacja uległa zniszczeniu w wyniku buntu a ci, którzy później pełnili rolę rodziców, zostali odizolowani od życiowych prądów systemu.

66:4.7 (744.6) Kolor skóry i język zmaterializowanych członków personelu Caligastii był taki sam jak rasy Andonowej. Odżywiali się tak jak śmiertelnicy tej domeny, z tą jednak różnicą, że ich stworzone na nowo ciała zadowalały się w zupełności pożywieniem bezmięsnym. Był to jeden z tych czynników, który zadecydował o ich pobycie w ciepłych rejonach, obfitujących w owoce i orzechy. Praktyka życia na diecie bezmięsnej datuje się od czasów setki Caligastii, jako że zwyczaj ten rozprzestrzenił się tu i ówdzie, oddziałując na obyczaje odżywiania się wielu otaczających plemion, pochodzących od ludów ewolucyjnych, odżywiających się dawniej wyłącznie mięsem.

66:4.8 (744.7) 2. Setka składała się z istot materialnych a jednak nadludzkich, odtworzonych na Urantii, jako unikalni mężczyźni i kobiety wyższej i specjalnej klasy.

66:4.9 (744.8) Członkowie tej grupy, pomimo, że posiadali tymczasowe obywatelstwo Jerusem, jak dotychczas nie zespolili się ze swoimi Dostrajaczami Myśli; a kiedy ci śmiertelnicy zgłosili się i zostali przyjęci na służbę planetarną, związaną ze zstępującymi klasami synostwa, ich Dostrajacze zostały odłączone. Tym niemniej ci Jerusemici byli istotami nadludzkimi – posiadali rozwinięte, wzniosłe dusze. Podczas życia śmiertelnika w ciele, dusza jest w stadium embrionalnym; rodzi się (zmartwychwstaje) w życiu morontialnym i rozwija na kolejnych światach morontialnych. I dusze setki Caligastii były w ten sposób rozwinięte, przez progresywne doświadczenia siedmiu światów-mieszkań, aż do statusu obywatelstwa Jerusem.

66:4.10 (744.9) Personel Księcia, przestrzegając swych instrukcji, nie rozmnażał się płciowo, jednak starannie badał swe formy osobowościowe i dokładnie rozważał każde wyobrażalne stadium związku intelektualnego (umysłu) i morontialnego (duszy). Druga i siódma istota z grupy Danitów, w trzydziestym trzecim roku ich pobytu w Dalamatii, na długo przed ukończeniem muru, przypadkowo odkryły fenomen towarzyszący związkowi ich morontialnych jaźni (z założenia niepłciowych i niematerialnych); a rezultatem tego przeżycia były pierwsze, pierwotne istoty pośrednie. Nowe istoty były w pełni widzialne dla planetarnego personelu i ich boskich towarzyszy, jednak niewidzialne dla mężczyzn i kobiet z różnych plemion ludzkich. Z upoważnienia Księcia Planetarnego, cały jego cielesny personel zaczął tworzyć podobne istoty i wszystkim się powiodło, gdyż korzystali z instrukcji pionierskiej pary Danitów. W ten sposób personel Księcia powołał w końcu do bytu oryginalny korpus, złożony z 50.000 pośrednich pierwotnych.

66:4.11 (745.1) Ten typ istot pośrednich był bardzo przydatny przy prowadzeniu spraw światowej stolicy; były one niewidzialne dla istot ludzkich, ale prymitywnych gości Dalamatii nauczano o tych niewidzialnych, częściowych duchach i cały świat duchowy tych rozwijających się śmiertelników przez epoki ograniczał się do istot pośrednich.

66:4.12 (745.2) 3. Setka Caligastii składała się z istot osobowo nieśmiertelnych albo nie umierających. W ich materialnych ciałach krążyły dopełniające antidota systemowych prądów życia; gdyby na skutek buntu nie utracili kontaktów z obwodami życia, żyliby bez końca, aż do przybycia kolejnych Synów Bożych albo do ich późniejszego zwolnienia w określonym czasie, aby mogli na nowo podjąć przerwaną podróż do Havony i Raju.

66:4.13 (745.3) Te antidota-dopełnienia satanijskich prądów życia pochodziły z owocu drzewa życia, krzewu z Edentii, wysłanego na Urantię przez Najwyższych Ojców z Norlatiadeku w czasie przybycia Caligastii. W czasach Dalamatii drzewo to rosło na centralnym dziedzińcu świątyni niewidzialnego Ojca i to właśnie owoc drzewa życia umożliwiał materialnym i skądinąd śmiertelnym istotom z personelu Księcia żyć przez czas nieograniczony, jak długo miały do niego dostęp.

66:4.14 (745.4) To superpożywienie, choć bezwartościowe dla ludzi ewolucyjnych, wystarczało w zupełności, aby zapewnić nieprzerwane życie setce Caligastii, a także setce zmodyfikowanych Andonitów, którzy z nimi współpracowali.

66:4.15 (745.5) W związku z tym należy wyjaśnić, że kiedy stu Andonitów oddawało swą ludzką plazmę zarodkową dla członków personelu Księcia, Nosiciele Życia wprowadzili w ich śmiertelne ciała dopełniacz obwodów systemu i tym samym dali im możność życia równolegle z personelem, wiek za wiekiem, rzucając wyzwanie śmierci materialnej.

66:4.16 (745.6) W końcu ta setka Andonitów została poinformowana o wkładzie, jaki wniosła w nowe postacie swych przełożonych i ta sama setka dzieci z plemion Andona trzymana była w stolicy, w charakterze osobistych asystentów cielesnego personelu Księcia.

5. Organizacja setki

66:5.1 (745.7) Setka personelu Księcia została zorganizowana do celów służby w dziesięć autonomicznych rad, każda rada składała się z dziesięciu członków. Kiedy dwie lub więcej z tych dziesięciu rad spotykały się na wspólnym posiedzeniu, takiemu wspólnemu zgromadzeniu przewodniczył Daligastia. Dziesięć tych grup zorganizowane było następująco:

66:5.2 (745.8) 1. Rada do spraw wyżywienia i dóbr materialnych. Grupie tej przewodniczył Ang. Żywność, woda, odzież i materialny postęp gatunku ludzkiego były pod opieką tego sprawnego korpusu. Nauczali kopania studni, regulacji źródeł oraz irygacji. Tych, co mieszkali na dużych wysokościach i na północy, nauczali lepszych metod wyprawiania skór, używanych na ubrania; później zostało wprowadzone tkactwo przez nauczycieli sztuki i nauki.

66:5.3 (746.1) Wielkie postępy zrobiono w zakresie metod przechowywania żywności. Żywność zabezpieczano przez gotowanie, suszenie i wędzenie; w ten sposób stało się ono najwcześniejszą majętnością. Uczono ludzi jak się zabezpieczać przed głodem, który okresowo dziesiątkował świat.

66:5.4 (746.2) 2. Komisja do spraw oswajania i używania zwierząt. Rada ta zajmowała się selekcją i rozmnażaniem zwierząt najlepiej przystosowanych do pomocy istotom ludzkim w noszeniu ciężarów i transporcie, zwierząt będących źródłem żywności a później również tych, które służyły do uprawy roli. Bon kierował tą operatywną grupą.

66:5.5 (746.3) Oswojonych zostało wiele gatunków użytecznych zwierząt, obecnie wymarłych, razem z niektórymi przetrwałymi do dzisiaj zwierzętami domowymi. Człowiek od dawna żył razem z psem a ludziom niebieskim udało się oswoić słonia. Krowa została tak krzyżowana przez staranną hodowlę, że stała się wartościowym źródłem żywności; masło i ser stały się pospolitymi składnikami ludzkiego pożywienia. Uczono ludzi jak używać wołu do przewożenia ciężarów, jednak koń został udomowiony dopiero w późniejszych czasach. Członkowie tej grupy po raz pierwszy uczyli ludzi używania koła do usprawnienia transportu.

66:5.6 (746.4) W tamtych czasach zaczęto używać gołębi pocztowych, zabieranych w długą drogę w celu wysłania wiadomości lub wezwania pomocy. Grupie Bona udało się wyszkolić wielkie fandory na ptaki pasażerskie, ale wymarły one ponad trzydzieści tysięcy lat temu.

66:5.7 (746.5) 3. Doradcy do spraw walki ze zwierzętami drapieżnymi. Wczesny człowiek nie tylko musiał oswoić pewne zwierzęta, ale musiał się także nauczyć, jak zabezpieczyć się przed eksterminacją przez pozostałą, wrogą mu część świata zwierzęcego. Kapitanem tej grupy był Dan.

66:5.8 (746.6) Pradawne mury miejskie miały chronić przed dzikimi zwierzętami, jak również zapobiegać niespodziewanym atakom ze strony wrogich ludzi. Ci, którzy żyli bez murów i w lasach, musieli mieszkać na drzewach, w chatach kamiennych, albo podtrzymywać ogień w nocy. Było zatem całkiem normalne, że ci nauczyciele spędzali wiele czasu na nauczaniu swych uczniów budowy lepszych pomieszczeń dla ludzi. Dzięki wprowadzeniu ulepszonych metod i zastosowaniu pułapek, zapanowano w znacznym stopniu nad zwierzętami.

66:5.9 (746.7) 4. Wydział szerzenia i zachowywania wiedzy. Ta grupa organizowała i ukierunkowywała czysto edukacyjne przedsięwzięcia w tych dawnych epokach. Przewodniczył jej Fad. Edukacyjne metody Fada polegały na nadzorowaniu pracy, w połączeniu z nauczaniem ulepszonych metod pracy. Fad sformułował pierwszy alfabet i zapoczątkował pismo. Alfabet zawierał dwadzieścia pięć liter. Ci wcześni ludzie jako materiału piśmiennego używali kory, glinianych tabliczek, płytek kamiennych, pewnej formy pergaminu, robionego z bitych młotem skór i prostej formy papieropodobnego materiału, robionego z gniazd os. Biblioteka Dalamatii, zniszczona wkrótce po malkontenctwie Caligastii, składała się z ponad dwu milionów oddzielnych zapisów i zwana była „domem Fada”.

66:5.10 (746.8) Człowiek niebieski lubił pismo alfabetyczne i dokonał wielkich postępów w tej dziedzinie. Człowiek czerwony wolał pismo obrazkowe, podczas gdy rasy żółte używały symboli dla słów i idei, podobnie jak to robią dzisiaj. Jednak ten alfabet i nie tylko on, został później stracony dla świata, w trakcie zamieszania jakie towarzyszyło buntowi. Odstępstwo Caligastii zniweczyło nadzieję świata na uniwersalny język, przynajmniej na wiele epok.

66:5.11 (747.1) 5. Komisja do spraw wytwórczości i handlu. Rada ta zajmowała się rozwojem wytwórczości w obrębie plemion i lansowaniem handlu pomiędzy różnymi, pokojowo usposobionymi grupami ludzkimi. Jej przywódcą był Nod. Grupa ta zachęcała do wszelkich form prymitywnej produkcji. Przyczyniła się ona bezpośrednio do podniesienia standardów życia, dostarczając wielu nowych dóbr, działających na wyobraźnię prymitywnego człowieka. Rozwinięto znacznie handel lepszą solą, produkowaną przez radę do spraw nauki i sztuki.

66:5.12 (747.2) To właśnie pośród tych, oświeconych grup ludzkich, wykształconych w szkołach Dalamatii, stosowano pierwszy kredyt ekonomiczny. Z centralnej wymiany kredytowej ludzie dostawali żetony, akceptowane w zamian za rzeczywisty obiekt wymiany. Przez setki tysięcy lat świat nie udoskonalił tych metod biznesu.

66:5.13 (747.3) 6. Kolegium religii objawionej. Grupa ta działała powoli. Cywilizacja Urantii była dosłownie wykuwana pomiędzy młotami strachu a kowadłem konieczności. Jednak grupa ta dokonała znacznego postępu w swoich wysiłkach zastąpienia strachu przed stworzonym (kult duchów), strachem przed Stwórcą, zanim jej działania zostały przerwane przez późniejszą dezorientację, jaka nastąpiła w wyniku secesyjnego przewrotu. Szefem tej rady był Hap.

66:5.14 (747.4) Nikt z personelu Księcia nie chciał dawać ludziom objawienia, aby nie komplikować ewolucji; przedstawiali objawienie tylko wtedy, gdy wyczerpano metody działań ewolucyjnych. Hap uległ jednak naciskom mieszkańców miasta, aby wprowadzić formę obrzędu religijnego. Jego grupa dała Dalamatianom siedem pieśni obrzędowych oraz codzienny zwrot pochwalny a na koniec uczyła ich „modlitwy Ojca”, która brzmiała następująco:

66:5.15 (747.5) „Ojcze wszystkich, którego Syna poważamy, spójrz na nas łaskawie. Zbaw nas od strachu przed wszystkim, z wyjątkiem strachu przed tobą. Niech nasi niebiańscy nauczyciele będą z nas dumni i zawsze kładź prawdę w nasze usta. Zbaw nas od przemocy i gniewu, daj nam poszanowanie dla naszych starszych i tego, co należy do naszych bliźnich. Daj nam w tym roku zielonych pastwisk i płodnych stad, ku radości serc naszych. Modlimy się o szybsze przyjście obiecanego doskonalącego i czynić będziemy twą wolę na tym świecie, tak jak inni czynią ją w zaświatach”.

66:5.16 (747.6) Chociaż personel Księcia ograniczony był do stosowania środków naturalnych i zwykłych metod doskonalenia gatunku ludzkiego, obiecywano ludziom dar adamiczny w postaci nowej rasy, aby pójść dalej w rozwoju ewolucyjnym, po osiągnięciu najwyższego poziomu rozwoju biologicznego.

66:5.17 (747.7) 7. Opiekunowie zdrowia i życia. Rada ta zajmowała się wprowadzaniem sanitariów i lansowaniem prymitywnej higieny, a prowadzona była przez Luta.

66:5.18 (747.8) Jej członkowie nauczali wielu tych rzeczy, które zostały zapomniane w chaosie kolejnych epok i których nie odkryto ponownie aż do wieku dwudziestego. Uczyli ludzkość, że przyrządzanie – gotowanie i pieczenie – jest metodą zabezpieczania się przed chorobą, jak również tego, że gotowanie posiłków znacznie zmniejsza śmiertelność niemowląt i umożliwia wcześniejsze odstawienie dzieci od piersi.

66:5.19 (747.9) Wiele wczesnych nauk Lutowych opiekunów zdrowia przetrwało wśród plemion tej Ziemi aż do czasów Mojżesza, pomimo, że zostały znacznie wypaczone i bardzo zmienione.

66:5.20 (748.1) Przy zaprowadzaniu zasad higieny u tych ignorantów wielką przeszkodę stanowiło to, że prawdziwe przyczyny wielu chorób były zbyt małe, aby mogły być dostrzeżone gołym okiem, jak również to, że ludzie darzyli ogień zabobonnym poważaniem. Tysiące lat upłynęło, zanim nakłoniono ich do palenia śmieci. W międzyczasie zachęcano ich do zakopywania rozkładających się odpadków. W tej epoce nastąpił wielki postęp sanitarny, dzięki propagacji wiedzy o zdrowotnych i leczniczych właściwościach światła słonecznego.

66:5.21 (748.2) Do przybycia Księcia, kąpiel była wyłącznie obrzędem religijnym. Naprawdę trudno było wytłumaczyć ludziom prymitywnym, żeby myli swe ciało w ramach praktyki zdrowotnej. Lut w końcu namówił nauczycieli religijnych, aby dołączyli mycie w wodzie do obrzędów oczyszczających, praktykowanych raz w tygodniu, w związku z południowym nabożeństwem ku czci Ojca wszystkich.

66:5.22 (748.3) Opiekunowie zdrowia chcieli także zaprowadzić uścisk ręki, zamiast wymiany śliny lub picia krwi, dla przypieczętowania przyjaźni osobistej i na znak lojalności grupowej. Jednak ci, prymitywni ludzie, kiedy znaleźli się poza zasięgiem nauk swych zaawansowanych przywódców, szybko wracali do ignoranckich praktyk i przesądów, rujnujących zdrowie i wywołujących choroby.

66:5.23 (748.4) 8. Planetarna rada do spraw sztuki i nauki. Grupa ta zrobiła sporo, żeby udoskonalić metody wytwórcze wczesnego człowieka i rozwinąć jego idee piękna. Przywódcą tej grupy był Mek.

66:5.24 (748.5) Chociaż na całym świecie sztuka i nauka stały na bardzo niskim poziomie, Dalamatian uczono podstaw fizyki i chemii. Dokonano postępów w garncarstwie, udoskonalona została sztuka dekoracyjna i wzbogaciły się ludzkie ideały piękna. Muzyka poczyniła jednak niewielkie postępy przed przybyciem rasy fioletowej.

66:5.25 (748.6) Ci, prymitywni ludzie, nie chcieli przeprowadzać eksperymentów z użyciem siły pary, pomimo namów ich nauczycieli; nigdy nie przezwyciężyli wielkiego strachu przed wybuchową siłą sprężonej pary. Przekonali się jednak w końcu do pracy z metalami i ogniem, choć kawałek rozgrzanego do czerwoności metalu przerażał pierwotnego człowieka.

66:5.26 (748.7) Mek zrobił sporo dla zaawansowania kultury Andonitów i rozwoju sztuki człowieka niebieskiego. Mieszanka człowieka niebieskiego z rasą Andona wydała typ ludzki utalentowany artystycznie i wielu z tych ludzi zostało doskonałymi rzeźbiarzami. Nie pracowali w kamieniu czy marmurze, ale ich dzieła w glinie, utwardzane przez wypalanie, upiększały ogrody Dalamatii.

66:5.27 (748.8) Wielkiego postępu dokonano w sztuce rękodzieła domowego, z czego większość zaginęła w długich i ciemnych epokach buntu i nigdy ponownie nie została odkryta, aż do czasów współczesnych.

66:5.28 (748.9) 9. Zarząd do spraw zaawansowanych stosunków plemiennych. Grupie tej powierzono zadanie doprowadzenia społeczeństwa ludzkiego do poziomu państwowości. Jej szefem był Tut.

66:5.29 (748.10) Przywódcy ci przyczynili się znacznie do zaprowadzenia małżeństw międzyplemiennych. Popierali zaloty i małżeństwo po odpowiednich deliberacjach i po pełnej możliwości wzajemnego zapoznania. Czysto wojskowy taniec wojenny został uszlachetniony i dostosowany do pełnienia wartościowych, społecznych funkcji. Wprowadzono wiele konkurencyjnych gier, jednak ci pradawni ludzie byli bardzo poważni; wczesne plemiona nie miały zbyt wiele poczucia humoru. Zaledwie kilka tych zwyczajów przetrwało późniejszą dezintegrację, jaka powstała w trakcie planetarnego buntu.

66:5.30 (749.1) Tut i jego asystenci pracowali nad lansowaniem ludzkich związków grupowych o pokojowej naturze, nad regulacją i humanizacją sposobów prowadzenia wojny, nad koordynacją związków międzyplemiennych i nad udoskonaleniem rządów plemiennych. W pobliżu Dalamatii powstawała dość zaawansowana kultura i te właśnie, doskonalsze stosunki społeczne, pomagały wywierać wpływ na dalsze plemiona. Jednak ta forma cywilizacji, jaka panowała w stolicy Księcia, była tak bardzo odmienna od barbarzyńskiego społeczeństwa rozwijającego się w innych miejscach, jak dwudziestowieczne społeczeństwo Kapsztadu, w Południowej Afryce, jest zupełnie niepodobne do surowej kultury drobnych Buszmenów na północy.

66:5.31 (749.2) 10. Sąd najwyższy koordynacji plemiennej i współpracy rasowej. Ta najwyższa rada kierowana była przez Vana i była sądem apelacyjnym dla pozostałych dziewięciu komisji specjalnych, którym powierzono kierownictwo spraw ludzkich. Rada ta miała szerokie uprawnienia, powierzono jej wszystkie te ziemskie sprawy, które nie były specyficznie przydzielone innym grupom. Ta, wybrana grupa, zatwierdzona była przez Ojców Konstelacji z Edentii, zanim ją upoważniono do przejęcia funkcji sądu najwyższego Urantii.

6. Rządy Księcia

66:6.1 (749.3) Stopień kultury światowej mierzy się społecznym dziedzictwem istot do niej należących a tempo rozwoju kultury determinuje wyłącznie zdolność pojmowania, przez jej członków, nowych i zaawansowanych idei.

66:6.2 (749.4) Niewolnicze trzymanie się tradycji daje stabilizację i współpracę, łącząc uczuciowo przeszłość z teraźniejszością, ale jednocześnie tłumi inicjatywę i zniewala twórcze moce osobowości. Cały świat trwał w zastoju swych obyczajów, spętanych tradycją, kiedy przybyła setka Caligastii i zaczęła głosić nową ewangelię indywidualnej inicjatywy w obrębie grup społecznych tego okresu. Jednak te wartościowe zasady bardzo szybko zarzucono, dlatego też narody nigdy nie wyzwoliły się zupełnie z niewoli obyczaju; moda taka nadal niepotrzebnie panuje na Urantii.

66:6.3 (749.5) Setka Caligastii – absolwenci światów-mieszkań Satanii – dobrze była zaznajomiona ze sztuką i kulturą Jerusem, jednak wiedza taka jest prawie bezużyteczna na barbarzyńskiej planecie, zamieszkałej przez ludy prymitywne. Te mądre istoty dobrze wiedziały, że nie należy wprowadzać nagłych zmian, czy też całościowego doskonalenia prymitywnych plemion z tamtego okresu. Rozumieli oni dobrze powolną ewolucję gatunków ludzkich i mądrze wystrzegali się jakichkolwiek radykalnych prób przekształcania ludzkiego sposobu życia na Ziemi.

66:6.4 (749.6) Każda z dziesięciu komisji planetarnych zabrała się powoli i naturalnie do prowadzenia spraw im powierzonych. Ich plany zakładały przyciągnięcie najlepszych umysłów z okolicznych plemion, a po przeszkoleniu, wysyłanie ich z powrotem do własnych ludów jako emisariuszy postępu społecznego.

66:6.5 (749.7) Nigdy nie posyłano do ludu cudzoziemskich emisariuszy, chyba, że na specjalne żądanie takiego ludu. Ci, którzy pracowali na rzecz doskonalenia i rozwoju danego plemienia czy rasy, zawsze pochodzili z danego plemienia czy rasy. Setka nie chciała narzucać zwyczajów i obyczajów nawet zaawansowanego plemienia jakiemuś innemu plemieniu. Zawsze działali cierpliwie w celu doskonalenia i zaawansowania dawno sprawdzonych obyczajów każdego ludu. Prości ludzie z Urantii przynieśli swe społeczne zwyczaje do Dalamatii nie po to, żeby je zamienić na nowe i lepsze praktyki, ale żeby je udoskonalić przez kontakt z wyższą kulturą i przez związek z wyższymi umysłami. Proces ten był powolny, ale przynosił dobre wyniki.

66:6.6 (750.1) Nauczyciele Dalamatii próbowali dołączyć świadomy wybór społeczny do czysto naturalnej selekcji ewolucji biologicznej. Nie dezorganizowali społeczności ludzkiej, ale znacznie przyspieszali jej normalną i naturalną ewolucję. Ich celem był postęp przez ewolucję, a nie rewolucja przez objawienie. Gatunek ludzki spędził całe epoki, przyswajając sobie te odrobiny religii i moralności, jakie posiadał a ci nadludzie byli zbyt inteligentni, aby ograbić ludzkość z tych nielicznych zdobyczy cywilizacji, przez dezorientację i przerażenie, jakie zawsze powstają, kiedy oświecone i wyższe istoty biorą się do doskonalenia opóźnionych ludów, stosując nadmierne nauczanie i nadmierne oświecenie.

66:6.7 (750.2) Gdy misjonarze chrześcijańscy poszli do serca Afryki, gdzie synowie i córki mieli pozostawać pod kontrolą i nadzorem rodziców tak długo, jak żyją rodzice, spowodowali jedynie chaos i załamanie całego systemu władzy, kiedy usiłowali w jednym pokoleniu wyrugować te praktyki, nauczając, że dzieci powinny być wolne od wszelkich ograniczeń ze strony rodziców, jak tylko osiągną dwudziesty pierwszy rok życia.

7. Życie w Dalamatii

66:7.1 (750.3) Stolica Księcia, choć wyrafinowanie piękna i tak zaplanowana, aby wzbudzała respekt u prymitywnego człowieka z tamtej epoki, była ogólnie biorąc skromna. Budynki nie były zbyt duże, ponieważ ideą tych pozaziemskich nauczycieli było zachęcanie do ostatecznego rozwoju rolnictwa poprzez wprowadzenie hodowli zwierząt. Zapas ziemi w obrębie murów miasta wystarczał na pastwiska i ogrody, mogące utrzymać populację około dwudziestu tysięcy ludzi.

66:7.2 (750.4) Wnętrze centralnej świątyni, jak również wnętrza rezydencji dziesięciu rad nadzorczych, złożonych z grup nadludzi, były doprawdy pięknymi dziełami sztuki. Podczas kiedy budynki mieszkalne były wzorem schludności i czystości, wszystko to było bardzo proste i ogółem biorąc prymitywne, w porównaniu ze współczesnymi osiągnięciami. W tej centrali kulturalnej nie stosowano niczego, co nie należałyby z natury do Urantii.

66:7.3 (750.5) Cielesny personel Księcia zajmował proste, wzorowe mieszkania, o które dbał, aby te domy inspirowały i wywierały pozytywny wpływ na oglądających je uczniów, przebywających w tym światowym centrum społecznym i stolicy edukacyjnej.

66:7.4 (750.6) Określony porządek życia rodzinnego i przebywanie razem, jako jedna rodzina, w jednym miejscu zamieszkania o względnie stałej lokalizacji, datuje się z czasów Dalamatii i powstał głównie dzięki przykładowi i naukom setki personelu oraz ich uczniów. Rodzina jako jednostka społeczna, nigdy się w pełni nie ugruntowała, dopóki supermężczyźni i superkobiety z Dalamatii nie nakłonili ludzkości do kochania wnuków i dzieci wnuków, oraz robienia dla nich planów na przyszłość. Dziki człowiek kocha swoje dziecko, ale człowiek cywilizowany kocha również swego wnuka.

66:7.5 (750.7) Personel Księcia żył ze sobą tak jak ojcowie i matki. Co prawda nie mieli własnych dzieci, ale ich pięćdziesiąt wzorowych domów w Dalamatii dawało schronienie nie mniej niż pięciuset adoptowanym maleństwom, wybranym z zaawansowanych rodzin ras andonicznych i sangikowych; wiele tych dzieci było sierotami. Żyły one w karności i mogły korzystać z nauk superrodziców a potem, po trzech latach spędzonych w szkołach Księcia (zaczynały między trzynastym a piętnastym rokiem życia), mogły zawierać małżeństwa i otrzymać pełnomocnictwo emisariuszy Księcia dla potrzebujących ich plemion z ich rasy.

66:7.6 (751.1) Fad nadzorował dalamatyński plan nauczania, prowadzonego jako szkoły wytwórczości, w których uczniowie uczyli się przez pracę, pobierali naukę przez codzienne spełnianie użytecznych zadań. Taki plan edukacyjny nie lekceważył myślenia i uczuć w trakcie kształtowania charakteru, dawał jednak pierwszeństwo nauczaniu przez pracę fizyczną. Nauczano indywidualnie i zbiorowo. Uczniowie byli nauczani zarówno przez mężczyzn jak i przez kobiety, oraz przez jednych i drugich wspólnie. Połowa tych grupowych nauk była przeznaczona tylko dla jednej płci, druga połowa była koedukacyjna. Pojedynczo uczono zręczności manualnych a kontakty towarzyskie nawiązywano w grupach i klasach. Uczono się bratać z młodszymi grupami ze starszymi grupami oraz z dorosłymi, jak również uczono pracy zespołowej we własnej grupie wiekowej. Uczniów zapoznawano także z takimi związkami jak grupy rodzinne, drużyny sportowe i klasy szkolne.

66:7.7 (751.2) Pośród późniejszych uczniów, szkolonych w Mezopotamii do pracy ze swymi poszczególnymi rasami, znajdowali się Andonici z gór Indii zachodnich, razem z przedstawicielami człowieka czerwonego i niebieskiego; jeszcze później przyjęto niewielką liczbę ludzi rasy żółtej.

66:7.8 (751.3) Hap zapoznawał te pradawne ludy z prawem moralnym. Kodeks taki znany był jako „Droga Ojca” i składał się z siedmiu następujących przykazań:

66:7.9 (751.4) 1. Nie będziesz bał się innego Boga ani służył innemu Bogu, tylko Ojcu wszystkich.

66:7.10 (751.5) 2. Nie będziesz nieposłuszny Synowi Ojca, władcy świata ani nie będziesz okazywał braku szacunku jego nadludzkim towarzyszom.

66:7.11 (751.6) 3. Nie będziesz kłamał, wezwany przed sędziów ludzi.

66:7.12 (751.7) 4. Nie będziesz zabijał mężczyzn, kobiet ani dzieci.

66:7.13 (751.8) 5. Nie będziesz kradł dóbr bliźniego swego ani jego bydła.

66:7.14 (751.9) 6. Nie będziesz dotykał żony przyjaciela swego.

66:7.15 (751.10) 7. Nie będziesz okazywał braku szacunku swoim rodzicom, czy starszym plemienia.

66:7.16 (751.11) Takie prawo obowiązywało w Dalamatii przez prawie trzysta tysięcy lat. I wiele kamieni, na których prawo to zostało zapisane, leży teraz pod wodą niedaleko wybrzeży Mezopotamii i Persji. Weszło w zwyczaj zachowywanie w pamięci jednego z tych przykazań na każdy dzień tygodnia i używanie go jako pozdrowienia i dziękczynienia w czasie posiłku.

66:7.17 (751.12) Miarą czasu był wtedy miesiąc księżycowy, okres liczony jako dwadzieścia osiem dni. Za wyjątkiem dnia i nocy, był to jedyny rachunek czasu tych pradawnych ludzi. Siedmiodniowy tydzień został wprowadzony przez nauczycieli z Dalamatii dlatego, że siedem jest jedną czwartą z dwudziestu ośmiu. Znaczenie numeru siedem w superwszechświecie dało im bez wątpienia sposobność wprowadzenia tej duchowej pamiątki w pospolite obliczanie czasu. Okres czasu, obejmujący tydzień, nie ma jednak swego naturalnego pochodzenia.

66:7.18 (751.13) Wokół miasta okolica była dość gęsto zaludniona, w promieniu około stu sześćdziesięciu kilometrów. W najbliższym otoczeniu miasta, setki absolwentów szkół Księcia zajmowało się hodowlą i skądinąd kierowało się instrukcjami otrzymanymi od personelu Księcia oraz jego licznych, ludzkich pomocników. Kilku z nich było rolnikami i ogrodnikami.

66:7.19 (751.14) Rolniczy trud nie został narzucony ludzkości jako kara za domniemany grzech. „W pocie oblicza twego będziesz pożywał zbiory z pól” nie jest wyrokiem skazującym, ogłoszonym z powodu udziału człowieka w szaleństwach buntu Lucyfera, pod przewodnictwem zdradzieckiego Caligastii. Uprawa roli jest związana z zaprowadzeniem zaawansowanej cywilizacji na światach ewolucyjnych i takie właśnie ukierunkowanie było punktem centralnym całej nauki Księcia Planetarnego i jego personelu, przez trzysta tysięcy lat, licząc od ich przybycia na Urantię do tych tragicznych dni, kiedy Caligastia związał swój los z buntowniczym Lucyferem. Praca na roli nie jest przekleństwem; jest raczej najwyższym błogosławieństwem dla wszystkich tych, którzy mają sposobność mieć najbardziej ludzkie ze wszystkich ludzkich zajęć.

66:7.20 (752.1) W momencie wybuchu buntu Dalamatia posiadała stałą populację, liczącą prawie sześć tysięcy. Liczba ta obejmuje stałych uczniów, ale nie gości i obserwatorów, których zawsze było tam ponad tysiąc. Jednak niewielkie możecie mieć pojęcie albo i żadne o zdumiewającym postępie, dokonanym w tych bardzo odległych czasach; praktycznie biorąc wszystkie wspaniałe, ludzkie osiągnięcia z tamtych dni znikły z powierzchni Ziemi, w wyniku straszliwej dezorientacji i skrajnych ciemności duchowych, które nastały po katastrofalnym oszustwie i buncie Caligastii.

8. Nieszczęścia spowodowane przez Caligastię

66:8.1 (752.2) Patrząc wstecz, na długą karierę Caligastii, w jego postępowaniu znajdujemy jedną ciekawą cechę, przykuwającą uwagę – był skrajnym indywidualistą. Lubił stawać po stronie każdej prawie protestującej grupy i sympatyzował zazwyczaj z tymi, którzy z lekkim sercem traktowali implikowany krytycyzm. Wykryliśmy wczesne przejawy jego tendencji do niepokoju, kiedy był pod nadzorem, dochodzącej aż do jakiegoś stopnia swoistej odrazy wobec wszelkich form nadzoru. Podczas gdy bywał nieco dotknięty radą starszego rangą i w pewnym stopniu nerwowy, gdy był pod nadzorem zwierzchnika, tym niemniej w czasie próby zawsze okazywał się lojalny wobec władców wszechświata i był posłuszny zaleceniom Ojców Konstelacji. Nie znaleziono u niego żadnego istotnego mankamentu, aż do czasu jego haniebnej zdrady Urantii.

66:8.2 (752.3) Odnotować należy, że zarówno Lucyfer jak i Caligastia byli cierpliwie pouczani i z miłością ostrzegani o ich krytycznych tendencjach, jak również o ich subtelnym rozwoju pychy oraz związanym z tym wyolbrzymionym poczuciu własnej wartości. Jednak wszelkie takie próby pomocy były błędnie przez nich interpretowane jako bezpodstawny krytycyzm i nieuzasadniona ingerencja w swobody osobiste. Zarówno Caligastia jak i Lucyfer uważali, że motywem życzliwych doradców było wyłącznie strofowanie i to właśnie zaczęło dominować w ich własnym, wypaczonym myśleniu i błędnym planowaniu. Swych nieegoistycznych doradców oceniali przez swój własny, rozwijający się egoizm.

66:8.3 (752.4) Po przybyciu Księcia Caligastii, cywilizacja planetarna biegła całkiem normalnym torem przez prawie trzysta tysięcy lat. Urantia dobrze szła drogą swego planetarnego rozwoju, aż do buntu Lucyfera i zdrady Caligastii, niezależnie od tego, że była to sfera modyfikacji życia i w związku z tym ulegała licznym nieprawidłowościom i niezwykłym przypadkom ewolucyjnych fluktuacji. Cała dalsza historia planety została znacznie zmieniona przez ten katastrofalny błąd, jak również przez późniejsze nie wypełnienie przez Adama i Ewę ich planetarnej misji.

66:8.4 (752.5) Książę Urantii stoczył się w mrok podczas buntu Lucyfera, powodując tym samym długotrwały chaos na planecie. Został on później pozbawiony swej niezależnej władzy, w wyniku skoordynowanej akcji władców konstelacji oraz innych zarządców wszechświata. Dzielił nieodmiennie zmienne koleje losu Urantii, aż do tego czasu, kiedy Adam zjawił się na planecie. Potem przyczynił się nieco do niepowodzenia planu doskonalenia ras śmiertelnych, który polegał na przydaniu ludzkości krwi nowej rasy fioletowej – krwi potomków Adama i Ewy.

66:8.5 (753.1) Możliwości zakłócania biegu spraw ludzkich przez upadłego Księcia zostały znacznie ograniczone po wcieleniu się w formę ludzką Machiventy Melchizedeka, za czasów Abrahama; a potem, za życia Michała w ciele, zdradziecki Książę ostatecznie został pozbawiony całej swej władzy na Urantii.

66:8.6 (753.2) Doktryna osobowego diabła, przebywającego na Urantii, choć nie jest pozbawiona podstaw z powodu obecności na planecie zdradzieckiego i nikczemnego Caligastii, jest jednak całkowitą fikcją w swych twierdzeniach, że taki „diabeł” może wpływać na normalny, ludzki umysł, wbrew wolnemu i naturalnemu wyborowi takiego umysłu. Nawet przed obdarzeniem Urantii przez Michała, ani Caligastia ani Daligastia nie mogli gnębić śmiertelników, ani też zmusić jakąkolwiek normalną jednostkę do czynienia czegokolwiek wbrew jej ludzkiej woli. Wolna wola człowieka jest w sprawach ludzkich ostateczną; nawet zamieszkujący człowieka Dostrajacz Myśli nie zmusza człowieka do jednej choćby myśli czy dokonania jednego czynu, wbrew postanowieniu własnej woli człowieka.

66:8.7 (753.3) I oto buntownik tej domeny, pozbawiony wszelkiej mocy szkodzenia swym byłym poddanym, oczekuje ostatecznego wyroku Pradawnych Czasu z Uversy, dla wszystkich, którzy uczestniczyli w buncie Lucyfera.

66:8.8 (753.4) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 67, Bunt planetarny

Księga Urantii

Przekaz 67

Bunt planetarny

67:0.1 (754.1) NIE można zrozumieć problemów, związanych z istnieniem człowieka na Urantii, bez zapoznania się z pewnymi istotnymi epokami z przeszłości, zwłaszcza z wybuchem buntu na planecie i jego konsekwencjami. Chociaż przewrót ten nie miał większego wpływu na bieg ewolucji organicznej, zmienił on znacznie kierunek ewolucji społecznej i rozwoju duchowego. Ta katastrofalna klęska wywarła wielki wpływ na całą nadmaterialną historię planety.

1. Zdrada Caligastii

67:1.1 (754.2) Trzysta tysięcy lat zarządzał Caligastia Urantią, kiedy to Szatan, asystent Lucyfera, przybył na jedną ze swoich okresowych wizyt inspekcyjnych. Kiedy Szatan przybył na planetę, jego wygląd w żadnej mierze nie przypominał waszych karykatur jego nikczemnego majestatu. Był on i nadal jest wyjątkowo utalentowanym Synem Lanonandekiem. „I nic dziwnego, wszak i Szatan przybiera postać anioła światłości”.

67:1.2 (754.3) W czasie tej inspekcji Szatan poinformował Caligastię o proponowanej wtedy przez Lucyfera „Deklaracji wolności” i jak teraz wiemy, Książę zgodził się zdradzić planetę w momencie ogłoszenia buntu. Lojalne osobowości wszechświatowe traktują Księcia Caligastię ze szczególną wzgardą, dlatego, że zdrady pokładanego w nim zaufania dokonał z premedytacją. Wasz Syn Stwórca określił tę wzgardę słowami: „Jesteś jak twój wódz Lucyfer i grzesznie zachowałeś jego nikczemność. Był on kłamcą od początku swego samolubstwa, bo prawdy w nim nie ma”.

67:1.3 (754.4) We wszechświecie lokalnym, w całej pracy administracyjnej, żadnego wysokiego powiernictwa nie uważa się za świętsze niż to, które spoczywa w rękach Księcia Planetarnego, który bierze na siebie odpowiedzialność za pomyślność i przewodnictwo rozwijających się śmiertelników na nowo zaludnionym świecie. Ze wszystkich rodzajów zła, żadne nie jest bardziej destrukcyjne dla statusu osobowości niż zdrada zaufania i nielojalność wobec ufnych przyjaciół. Caligastia, popełniając ten grzech rozmyślnie, tak doszczętnie wypaczył swą osobowość, że od tamtego czasu jego umysł nie mógł odzyskać pełnej równowagi.

67:1.4 (754.5) Grzech można rozpatrywać na wiele różnych sposobów, jednak z filozoficznego, wszechświatowego punktu widzenia, grzech jest postawą tej osobowości, która świadomie przeciwstawia się rzeczywistości kosmicznej. Błąd można traktować jako niezrozumienie, albo jako wypaczenie rzeczywistości. Zło jest niepełnym uświadomieniem sobie rzeczywistości wszechświatowych, albo niedopasowaniem do nich. Jednak grzech jest rozmyślnym przeciwstawieniem się Boskiej rzeczywistości – świadomym postanowieniem oponowania postępowi duchowemu – podczas gdy nikczemność polega na otwartym i trwałym wyzwaniu, rzuconym rozpoznanej rzeczywistości i oznacza taki poziom dezintegracji osobowości, który graniczy z kosmicznym obłędem.

67:1.5 (755.1) Istnienie błędu wskazuje na niedostateczną przenikliwość intelektualną, zło na brak mądrości, grzech na skrajne ubóstwo duchowe; jednak nikczemność oznacza zanikanie kontroli nad osobowością.

67:1.6 (755.2) I kiedy grzech wybiera się wiele razy i często się go powtarza, może wejść w nawyk. Notoryczni grzesznicy łatwo mogą się stać nikczemnikami – konsekwentnymi buntownikami przeciwko wszechświatowi i wszystkim jego boskim rzeczywistościom. Podczas gdy wszystkie rodzaje grzechu mogą być wybaczone, wątpimy, czy zatwardziały nikczemnik może kiedykolwiek żałować za swoje nieprawości, czy też zaakceptować przebaczenie za swoje grzechy.

2. Wybuch buntu

67:2.1 (755.3) Krótko po inspekcji, dokonanej przez Szatana, kiedy administracja planetarna miała właśnie realizować ważne zadania na Urantii, pewnego dnia, w środku zimy na kontynentach północnych, Caligastia przeprowadził długą rozmowę ze swym asystentem, Daligastią, po czym ten ostatni zwołał dziesięć rad Urantii na posiedzenie nadzwyczajne. Zebranie to zostało otwarte oświadczeniem, że Książę Caligastia ogłasza się właśnie absolutnym władcą Urantii i żąda, aby wszystkie grupy administracyjne złożyły rezygnację, przekazując wszelkie funkcje i uprawnienia w ręce Daligastii, jako powiernika, do czasu reorganizacji rządu planetarnego i ponownego rozdziału tych urzędów administracyjnych.

67:2.2 (755.4) Po przedłożeniu tych zdumiewających żądań, z genialnym apelem wystąpił Van, przewodniczący najwyższej rady koordynacji. Ten doskonały administrator i zdolny prawnik określił proponowane posunięcie Caligastii jako akt graniczący z planetarnym buntem i zaapelował do uczestników posiedzenia o powstrzymanie się od jakiegokolwiek udziału w tych posunięciach, zanim się nie zrobi odwołania do Lucyfera, Władcy Systemu Satanii; i zyskał poparcie całego personelu. W związku z tym wystosowano odwołanie do Jerusem i natychmiast przyszły zarządzenia, mianujące Caligastię najwyższym władcą Urantii, oraz nakazujące absolutne i bezwzględne posłuszeństwo jego rozkazom. To właśnie w odpowiedzi na tę zdumiewającą wiadomość, szlachetny Van wygłosił swe pamiętne, siedmiogodzinne przemówienie, w którym formalnie oskarżył Daligastię, Caligastię i Lucyfera o lekceważenie władz wszechświata Nebadonu i prosił Najwyższych Ojców z Edentii o poparcie i potwierdzenie.

67:2.3 (755.5) W międzyczasie obwody systemu zostały przerwane; Urantia znalazła się w izolacji. Każda grupa życia niebiańskiego na planecie została nagle i bez ostrzeżenia odosobniona, kompletnie odcięta od całej rady i informacji z zewnątrz.

67:2.4 (755.6) Daligastia oficjalnie ogłosił Caligastię „Bogiem Urantii i najwyższym nad wszystkimi”. Proklamacja taka postawiła sprawy jasno i każda grupa istot zebrała się oddzielnie, zaczynając deliberacje i dyskusje, które miały ostatecznie zadecydować o losie każdej nadludzkiej osobowości planety.

67:2.5 (755.7) Serafini i cherubini, wraz z innymi istotami niebiańskimi, uczestniczyli w podejmowaniu takich decyzji, w zajadłych zmaganiach tego długiego i grzesznego konfliktu. Zostało tutaj zatrzymane wiele grup nadludzkich istot, którym zdarzyło się przebywać na Urantii w czasie jej odosobnienia i tak jak serafini i ich towarzysze, członkowie tych grup zmuszeni byli wybierać pomiędzy grzechem a prawością – pomiędzy metodami Lucyfera a wolą niewidzialnego Ojca.

67:2.6 (756.1) Takie kontrowersje trwały ponad siedem lat. Władze Edentii nie mieszały się do nich, ani też nie interweniowały, dopóki każda osobowość, której to dotyczyło, nie podjęła ostatecznej decyzji. Dopiero wtedy potwierdzona została słuszność postawy Vana i jego lojalnych towarzyszy i zostali oni uwolnieni od przeciągającego się niepokoju i nieznośnej niepewności.

3. Siedem krytycznych lat

67:3.1 (756.2) Wybuch buntu na Jerusem, w stolicy Satanii, transmitowany był przez radę Melchizedeków. Natychmiast ekspediowano do Jerusem Melchizedeków od sytuacji nadzwyczajnych, a Gabriel zaofiarował się działać jako reprezentant Syna Stwórcy, którego władzy rzucono wyzwanie. W momencie transmisji informacji o buncie w Satanii, system ten został odizolowany od swych siostrzanych systemów, poddany kwarantannie. Była to „wojna w niebie”, w stolicy systemu Satania i rozszerzyła się ona na każdą planetę systemu lokalnego.

67:3.2 (756.3) Na Urantii, czterdziestu ze stu członków cielesnego personelu (z Vanem włącznie), odmówiło przystąpienia do buntu. Wielu ludzkich asystentów personelu (zmodyfikowanych i innych) zostało także odważnymi i szlachetnymi obrońcami Michała, oraz jego rządu wszechświatowego. Wielkie straty poniesiono w osobowościach serafinów i cherubinów. Prawie połowa przydzielonych do planety serafinów, administratorów i przejściowych, przyłączyła się do swego przywódcy i Daligastii, popierając sprawę Lucyfera. Czterdzieści tysięcy sto dziewiętnaście pierwotnych istot pośrednich poszło ręka w rękę z Caligastią, jednak reszta tych istot nie zawiodła pokładanego w nich zaufania.

67:3.3 (756.4) Zdradziecki Książę uporządkował nielojalne istoty pośrednie i pozostałe grupy zbuntowanych osobowości i zorganizował je dla wykonywania swych rozporządzeń, podczas gdy Van zebrał lojalnych pośrednich oraz inne wierne grupy i rozpoczął wielką batalię o ocalenie planetarnego personelu, jak również innych, odosobnionych osobowości niebiańskich.

67:3.4 (756.5) W czasie tych zmagań lojaliści mieszkali w pozbawionym murów obronnych i słabo chronionym osiedlu, kilka kilometrów na wschód od Dalamatii, ale ich domy były strzeżone dniem i nocą przez czujne i zawsze baczne, lojalne istoty pośrednie, a posiadali oni bezcenne drzewo życia.

67:3.5 (756.6) W momencie wybuchu buntu, lojalni cherubini i serafini, z pomocą trzech wiernych pośrednich, zaopiekowali się drzewem życia i pozwalali przyjmować owoce oraz liście tej rośliny życia jedynie czterdziestu lojalistom z personelu oraz związanym z nimi, zmodyfikowanym śmiertelnikom. Tych zmodyfikowanych asystentów, Andonitów, było pięćdziesięciu sześciu; szesnastu Andonitów, towarzyszących nielojalnemu personelowi, nie chciało uczestniczyć w buncie razem ze swymi zwierzchnikami.

67:3.6 (756.7) Przez siedem krytycznych lat buntu Caligastii, Van poświęcił się całkowicie służbie dla swej lojalnej armii ludzi, pośrednich i aniołów. Wnikliwość duchowa i niezłomność moralna, które pozwoliły Vanowi zachować tak niewzruszoną, lojalną postawę wobec rządu wszechświata, były wynikiem jasnego myślenia, mądrego rozumowania, logicznej oceny, szczerych motywacji, bezinteresownych zamierzeń, inteligentnej lojalności, pamięci opartej na doświadczeniu, ukształtowanego charakteru i niekwestionowanego oddania całej jego osoby czynieniu woli Ojca w Raju.

67:3.7 (756.8) Te siedem lat oczekiwania to był czas dociekań serca i dyscypliny duszy. W sytuacjach wszechświatowych, takie kryzysy ukazują ogromną rolę umysłu jako czynnika istotnego w wyborze duchowym. Edukacja, praktyka i doświadczenie, są czynnikami odgrywającymi rolę w większości ważnych decyzji, podejmowanych przez wszystkie ewolucyjne istoty etyczne. Tym niemniej, zamieszkujący człowieka duch może nawiązać bezpośredni kontakt z podejmującymi decyzje elementami ludzkiej osobowości, tak, aby przydać mocy w pełni uświęconej woli istoty, która potrzebna jest do dokonywania zdumiewających czynów na drodze lojalnego podporządkowania się woli i metodom Ojca w Raju. I to właśnie zdarzyło się w przypadku Amadona, zmodyfikowanego, ludzkiego asystenta Vana.

67:3.8 (757.1) Amadon jest wspaniałym, ludzkim bohaterem buntu Lucyferowego. Ten mężczyzna z rodu Andona i Fonty był jednym ze stu ludzi, którzy oddali swą plazmę życia personelowi Księcia i od tamtego czasu został przydzielony do Vana, jako jego towarzysz i ludzki asystent. Amadon postanowił zostać ze swoim szefem, przez okres długich i trudnych zmagań. Był to inspirujący widok, kiedy patrzyło się na to dziecko ras ewolucyjnych, jak pozostawało niewzruszone sofistyką Daligastii, kiedy przez siedem lat zmagań on i jego lojalni towarzysze opierali się z niewzruszonym hartem ducha wszystkim zwodniczym naukom błyskotliwego Caligastii.

67:3.9 (757.2) Caligastia, z bardzo wysoką inteligencją i rozległym doświadczeniem w sprawach wszechświatowych, pobłądził – zaakceptował grzech. Amadon, z bardzo niską inteligencją i zupełnie pozbawiony wszechświatowego doświadczenia, pozostawał niewzruszony w służbie wszechświatowej i w lojalności dla swego towarzysza. Van używał zarówno umysłu jak i ducha, we wspaniałej i efektywnej kombinacji intelektualnej determinacji i wnikliwości duchowej, osiągając tym samym empiryczny poziom urzeczywistnienia osobowości najwyższej osiągalnej klasy. Umysł i duch, gdy są zupełnie zjednoczone, mają potencjał wytwarzania nadludzkich wartości a nawet rzeczywistości morontialnych.

67:3.10 (757.3) Można by opowiadać bez końca o wstrząsających wypadkach tych tragicznych dni. Jednak, kiedy ostatnia osobowość podjęła decyzję, wtedy, ale dopiero wtedy, przybyli Najwyżsi Ojcowie z Edentii wraz z Melchizedekami od sytuacji nadzwyczajnych, aby przejąć władzę na Urantii. Panoramiczne zapisy władzy Caligastii zostały wymazane na Jerusem i zapoczątkowana została próbna era rehabilitacji planetarnej.

4. Setka Caligastii po buncie

67:4.1 (757.4) Po ogłoszeniu końcowego zestawienia, cieleśni członkowie personelu Księcia uszeregowali się następująco: lojalny pozostawał Van i cały jego sąd koordynacyjny; tak samo Ang i troje członków rady żywności. Bunt zawładnął całą komisją gospodarki zwierzęcej, jak również wszystkimi doradcami do spraw walki ze zwierzętami. Ocalał Fad i pięciu członków wydziału edukacyjnego. Nod oraz cała komisja do spraw wytwórczości i handlu przyłączyła się do Caligastii. Hap i całe kolegium religii objawionej pozostawało lojalne Vanowi i jego szlachetnemu zespołowi. Utracono Luta i całą komisję zdrowia. Rada sztuki i nauki pozostała w całości lojalna, ale pobłądził Tut i cała komisja do spraw rządów plemiennych. W ten sposób ze stu ocalało czterdziestu. Zostali oni później przeniesieni na Jerusem, gdzie od nowa wyruszyli w drogę do Raju.

67:4.2 (757.5) Sześćdziesięciu członków personelu planetarnego, którzy przyłączyli się do buntu, na swego przywódcę wybrało Noda. Pracowali z oddaniem dla Księcia-buntownika, ale wkrótce zauważyli, że zostali pozbawieni odżywczych wartości systemowych obwodów życia. Otwarły im się oczy na fakt, że zostali zdegradowani do statusu istot śmiertelnych. Byli wprawdzie nadludźmi, ale jednocześnie byli materialni i śmiertelni. Dla zwiększenia ich liczby, Daligastia nakazał natychmiastowe rozmnażanie seksualne, dobrze się orientując, że pierwotna sześćdziesiątka oraz czterdziestu czterech ich zmodyfikowanych Andonitów-asystentów, wcześniej czy później wymrze śmiercią naturalną. Po upadku Dalamatii nielojalny personel przeniósł się na północ i na wschód. Ich potomków długo nazywano Nodytami a miejsce ich zamieszkania – „ziemią Nod”.

67:4.3 (758.1) Istnienie na Urantii tych niezwykłych supermężczyzn i superkobiet, pozostawionych własnemu losowi z powodu buntu a potem kojarzących się z ziemskimi synami i córkami, dało wkrótce początek tradycyjnym podaniom o bogach schodzących na ziemię, żeby się kojarzyć ze śmiertelnikami. W ten sposób powstało tysiąc i jeden legend mitycznej natury, ale opartych na faktach z czasów po buncie, co znalazło później odbicie w ludowych opowiadaniach i tradycjach różnych narodów, których przodkowie kontaktowali się z Nodytami i ich potomkami.

67:4.4 (758.2) Zbuntowany personel, pozbawiony pożywienia duchowego, wymarł w końcu śmiercią naturalną. I większość bałwochwalstwa, pojawiającego się później pośród plemion ludzkich, powstała z pragnienia zachowania w pamięci tych, tak bardzo czczonych istot z czasów Caligastii.

67:4.5 (758.3) Kiedy setka personelu przybyła na Urantię, wszyscy z nich byli na jakiś czas odłączeni od swoich Dostrajaczy Myśli. Zaraz po przybyciu Melchizedeków, zarządców komisarycznych, osobowości lojalne (za wyjątkiem Vana) wróciły na Jerusem i zostały ponownie połączone z oczekującymi ich Dostrajaczami. Nie znamy losu sześćdziesięciu istot ze zbuntowanego personelu; ich Dostrajacze nadal pozostają na Jerusem. Sprawy te bez wątpienia pozostaną tak jak teraz w zawieszeniu, dopóki cały bunt Lucyfera nie zostanie ostatecznie osądzony a los wszystkich jego uczestników rozstrzygnięty.

67:4.6 (758.4) Takim istotom, jak anioły i pośredni, bardzo trudno jest wyobrazić sobie znakomitych i obdarzonych zaufaniem władców, takich jak Caligastia i Daligastia, błądzących – popełniających zdradziecki grzech. Te istoty, które pogrążyły się w grzechu, nie przyłączyły się do buntu rozmyślnie i z premedytacją – były zwiedzione przez swych zwierzchników, oszukane przez obdarzonych zaufaniem przywódców. Tak samo łatwo było zdobyć poparcie prymitywnych umysłowo, ewolucyjnych śmiertelników.

67:4.7 (758.5) Znaczna większość istot ludzkich i nadludzkich, które padły ofiarami buntu Lucyfera na Jerusem i na różnych zwiedzionych planetach, dawno już szczerze żałowała swojej głupoty; i w pełni wierzymy, że wszyscy tacy prawdziwie skruszeni zostaną w pewien sposób zrehabilitowani i przywróceni do jakiegoś stadium służby wszechświatowej, kiedy Pradawni Czasu ostatecznie osądzą sprawę buntu w Satanii, co tak niedawno zaczęli.

5. Bezpośrednie skutki buntu

67:5.1 (758.6) Przez prawie pięćdziesiąt lat po wybuchu buntu wielki zamęt panował w Dalamatii i jej okolicach. Próbowano dokonać całkowitej i radykalnej reorganizacji całego świata; rewolucja zastąpiła ewolucję w sposobach rozwoju kulturowego i doskonalenia rasowego. Nastąpił gwałtowny rozwój w statusie kulturowym pośród zaawansowanych i częściowo przeszkolonych mieszkańców Dalamatii i jej okolic, jednak, kiedy takie nowe i radykalne metody zostały wypróbowane na odległych ludach, natychmiast powstał nieopisany zamęt i pandemonium rasowe. Wolność szybko została przetłumaczona na samowolę, przez częściowo rozwinięte, prymitywne ludy z tamtych czasów.

67:5.2 (758.7) Zaraz po wybuchu buntu, cały zbuntowany personel zajął się energicznie obroną miasta przed półdzikimi hordami, które atakowały jego mury w wyniku doktryn wolności, których nauczano ich przedwcześnie. I przez całe lata nadciągały błądzące i źle nauczane plemiona z głębi dalamatyńskiego lądu, czyniąc półdzikie napaści na wspaniałe miasto, spychając secesyjny personel i jego asystentów ku północy, zanim ta piękna stolica nie zginęła pod falami morskimi z południa.

67:5.3 (759.1) Plan Caligastii, aby natychmiast przebudować społeczeństwo ludzkie, według jego idei indywidualnej wolności oraz swobód grupowych, okazał się szybko, mniej czy więcej, kompletnym fiaskiem. Społeczeństwo szybko wróciło do dawnego poziomu biologicznego a postępowe wysiłki zaczęły się znowu od tego punktu, w którym się znajdowały w początkach rządów Caligastii; po jego przewrocie świat pozostawał w wyjątkowo wielkim chaosie.

67:5.4 (759.2) Sto sześćdziesiąt dwa lata po buncie ogromna fala zalała Dalamatię i planetarna stolica zatonęła pod wodami morskimi, a ląd ten wyniósł się dopiero wtedy, gdy prawie wszystkie pozostałości szlachetnej kultury z tych świetnych epok zostały zatarte.

67:5.5 (759.3) Kiedy pierwsza stolica światowa zatonęła, zamieszkiwały ją tylko najniższe typy ras sangikowych Urantii, renegaci, którzy wcześniej przeobrazili świątynię Ojca w święty przybytek poświęcony Nogowi, fałszywemu bogu światła i ognia.

6. Niezłomny Van

67:6.1 (759.4) Stronnicy Vana wcześnie odeszli w górskie rejony na zachód od Indii, gdzie byli wolni od ataków skonfundowanych ras nizinnych i z tego, oddalonego miejsca, planowali zacząć odnowę świata, tak, jak ich dawni poprzednicy Badonici, kiedyś zupełnie nieświadomie działali dla dobra ludzkości, tuż przed narodzinami plemion sangikowych.

67:6.2 (759.5) Zanim przybyli zarządcy komisaryczni, Melchizedecy, Van oddał administrację spraw światowych w ręce dziesięciu komisji, każda złożona z czterech osób; były to grupy identyczne jak te za czasów rządów Księcia. Przebywający na planecie starsi Nosiciele Życia przejęli tymczasowe kierownictwo tej rady, złożonej z czterdziestu istot, która funkcjonowała przez siedem lat oczekiwania. Kiedy trzydziestu dziewięciu członków lojalnego personelu wróciło na Jerusem, obowiązki te przejęły podobne grupy Amadonitów.

67:6.3 (759.6) Amadonici wywodzili się z grupy 144 lojalnych Andonitów, do których należał Amadon i która wzięła swą nazwę od jego imienia. Grupa ta składała się z trzydziestu dziewięciu mężczyzn i stu pięciu kobiet. Pięćdziesięcioro sześcioro z tej liczby posiadało status nieśmiertelny i wszyscy oni (za wyjątkiem Amadona) zostali transponowani razem z lojalnymi członkami personelu. Reszta tego szlachetnego zespołu pozostała na Ziemi, aż do końca swych śmiertelnych dni pod kierownictwem Vana i Amadona. Byli oni tym biologicznym zaczynem, który wciąż się rozmnażał i dostarczał światu przywódców przez długie epoki ciemności, jakie nastały po buncie.

67:6.4 (759.7) Van pozostawiony był na Urantii aż do czasów Adama jako tytularny szef wszystkich nadludzkich osobowości, które działały na planecie. Zarówno on jak i Amadon utrzymywali się przy życiu przez ponad sto pięćdziesiąt tysięcy lat dzięki drzewu życia, w powiązaniu ze specjalistyczną służbą życia Melchizedeków.

67:6.5 (759.8) Sprawy Urantii przez długi czas były prowadzone przez radę planetarnych zarządców komisarycznych, dwunastu Melchizedeków, zatwierdzonych zarządzeniem starszego władcy konstelacji, Najwyższego Ojca z Norlatiadeku. Z Melchizedekami, zarządcami komisarycznymi, współpracowała rada konsultacyjna, złożona z jednego lojalnego doradcy upadłego Księcia, dwu przebywających na planecie Nosicieli Życia, Utrójcowionego Syna na praktyce szkoleniowej, Nauczyciela-Syna ochotnika, Gwiazdy Błyszczącej Wieczornej z Avalonu (okresowo), szefów serafinów i cherubinów, doradców z dwu sąsiednich planet, dyrektora generalnego niższego życia anielskiego i Vana, głównodowodzącego istot pośrednich. W taki sposób Urantia była rządzona i administrowana, aż do przybycia Adama. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że odważny i lojalny Van miał przydzielone miejsce w radzie planetarnych zarządców komisarycznych, która tak długo kierowała Urantią.

67:6.6 (760.1) Dwunastu Melchizedeków – zarządców komisarycznych Urantii – dokonało heroicznej pracy. Zachowali resztki cywilizacji a ich metody kierowania planetą były wiernie realizowane przez Vana. W tysiąc lat po buncie, Van miał ponad trzysta pięćdziesiąt zaawansowanych grup ludzkich, rozrzuconych szeroko po świecie. Te forpoczty cywilizacji składały się przeważnie z potomków lojalnych Andonitów, lekko zmieszanych z rasami sangikowymi, zwłaszcza z człowiekiem niebieskim oraz z Nodytami.

67:6.7 (760.2) Pomimo ogromnego regresu wywołanego buntem, istniało na Ziemi wiele dobrze się zapowiadających gatunków biologicznych. Pod nadzorem zarządców komisarycznych, Melchizedeków, Van i Amadon kontynuowali dzieło ożywiania naturalnej ewolucji gatunku ludzkiego, doprowadzając fizyczną ewolucję człowieka do punktu kulminacyjnego, gwarantującego wysłanie Materialnego Syna i Materialnej Córki na Urantię.

67:6.8 (760.3) Po przybyciu Adama i Ewy, Van i Amadon pozostali na Ziemi jeszcze jakiś czas. Po kilku latach zostali transponowani na Jerusem, gdzie Van połączył się znowu z oczekującym go Dostrajaczem. Van służy teraz na rzecz Urantii, oczekując polecenia pójścia dalej, w bardzo długą drogę prowadzącą do rajskiej perfekcji i nie objawionego przeznaczenia zbierającego się Korpusu Finalizmu Śmiertelników.

67:6.9 (760.4) Odnotować należy, że kiedy Van apelował do Najwyższych Ojców na Edentii, po tym, jak Lucyfer poparł Caligastię na Urantii, Ojcowie Konstelacji wysłali natychmiast decyzję popierającą Vana w każdym szczególe jego sprzeciwu. Werdykt ten jednak nie dotarł do niego, gdyż planetarne obwody komunikacji zostały przerwane w trakcie jego przekazywania. Dopiero niedawno ta istotna decyzja została odkryta, zachowana przez transmitujący ją przekaźnik energii, pozostająca tam od czasu izolacji Urantii. Bez tego odkrycia, dokonanego w wyniku dociekań pośrednich z Urantii, decyzja ta mogła oczekiwać swego wypuszczenia do czasu przywrócenia Urantii do obwodów konstelacji. Taka, pozorna awaria w komunikacji międzyplanetarnej mogła zaistnieć, ponieważ przekaźnicy energii mogą otrzymywać i przekazywać informacje, ale nie mogą inicjować łączności.

67:6.10 (760.5) W prawnych zapisach Satanii formalny status Vana nie został faktycznie i ostatecznie ustalony, zanim ta decyzja Ojców z Edentii nie została odnotowana na Jerusem.

7. Późniejsze następstwa grzechu

67:7.1 (760.6) Osobiste (dośrodkowe) konsekwencje rozmyślnego i trwałego odrzucenia światła przez istotę są zarówno nieuchronne jak też indywidualne i dotyczą jedynie Bóstwa oraz tej osobowej istoty. Takie, niszczące duszę żniwo nikczemności, jest plonem wewnętrznym nikczemnej, wolą obdarzonej istoty.

67:7.2 (761.1) Inaczej jest jednak z zewnętrznymi następstwami grzechu: nieosobiste (odśrodkowe) konsekwencje akceptacji grzechu są zarówno nieuniknione jak i zbiorowe, dotyczą one każdej istoty funkcjonującej na terenie oddziaływania takich wypadków.

67:7.3 (761.2) W ciągu pięćdziesięciu tysięcy lat po upadku administracji planetarnej, ziemskie sprawy zostały tak zdezorganizowane i opóźnione, że gatunek ludzki przekroczył w minimalnym tylko stopniu ten ogólny status ewolucyjny, jaki istniał w momencie przybycia Caligastii, trzysta pięćdziesiąt tysięcy lat wcześniej. W pewnych aspektach poczyniono postęp, w innych kierunkach wiele zostało stracone.

67:7.4 (761.3) Skutki grzechu nigdy nie są tylko lokalne. Administracyjne sekcje wszechświata są jak organizmy; sytuacja jednej osobowości musi być do pewnego stopnia dzielona przez wszystkich. Grzech jako postawa osoby w stosunku do rzeczywistości, musi przynosić swe nieodmiennie negatywne żniwo wszystkim związanym z nim poziomom wszechświatowych wartości. Jednak pełne konsekwencje błędnego myślenia, złych czynów, czy grzesznego planowania, doświadczane są jedynie na poziomie ich faktycznego funkcjonowania. Naruszenie praw wszechświata może być zgubne w domenie fizycznej, bez poważnego zaangażowania umysłu czy podważenia doświadczenia duchowego. Grzech jest brzemienny konsekwencjami, zgubnymi dla wiecznego życia osobowości jedynie wtedy, kiedy stanowi postawę całej istoty, gdy oznacza wybór umysłu i wolę duszy.

67:7.5 (761.4) Konsekwencje zła i grzechu występują w domenach materialnych i społecznych, a czasami mogą nawet opóźniać postęp duchowy na pewnych poziomach rzeczywistości wszechświatowej, ale nigdy grzech jednej istoty nie okrada innej istoty z urzeczywistniania boskiego prawa do wiecznego trwania osobowości. Wieczne trwanie może być zagrożone jedynie w rezultacie decyzji umysłu i wyboru duszy samej jednostki.

67:7.6 (761.5) Grzech na Urantii niewielki miał wpływ na opóźnienie ewolucji biologicznej, spowodował jednak to, że rasy śmiertelne są pozbawione pełnych dobrodziejstw dziedzictwa adamicznego. Grzech bardzo opóźnia rozwój intelektualny, rozkwit moralny, postęp społeczny i powszechne osiągnięcia duchowe. Nie przeszkadza jednak w najwyższych osiągnięciach duchowych jakiejkolwiek jednostki, która postanowiła poznać Boga i szczerze czynić jego Boską wolę.

67:7.7 (761.6) Caligastia się zbuntował, Adam i Ewa popełnili odstępstwo, jednak żaden śmiertelnik zrodzony później na Urantii nie ucierpiał z powodu tych błędów w swoim osobistym doświadczeniu duchowym. Każdy śmiertelnik, urodzony na Urantii po buncie Caligastii, został w jakimś sensie pokarany, gdy idzie o czas, ale przyszłe dobro takich dusz w wieczności nigdy nie było w najmniejszym stopniu zagrożone. Nikt nigdy nie jest skazany na doznawanie duchowej deprywacji z powodu cudzego grzechu. Grzech jest w pełni osobisty w odniesieniu do winy moralnej czy konsekwencji duchowych, pomimo jego rozległych reperkusji w domenach administracyjnych, intelektualnych i społecznych.

67:7.8 (761.7) Podczas gdy nie możemy pojąć mądrości, która dopuszcza do takich katastrof, zawsze zauważamy dobroczynny skutek takich lokalnych zaburzeń, kiedy rzutowane są na wszechświat jako całość.

8. Ludzki bohater buntu

67:8.1 (761.8) Wiele odważnych istot stawiło opór buntowi Lucyfera, na różnych światach w Satanii; ale zapisy Salvingtonu określają Amadona jako wybitny charakter całego systemu, dzięki jego chwalebnemu oparciu się powodziowym falom podżegania i niezachwianemu oddaniu Vanowi. Van i Amadon trwali razem, niewzruszeni w swej lojalności dla najwyższej władzy niewidzialnego Ojca i jego Syna Michała.

67:8.2 (762.1) Przebywałem na Edentii w czasie tamtych, pamiętnych wydarzeń i ciągle pamiętam to ożywienie, jakiego doznawałem czytając transmisje z Salvingtonu, mówiące dzień po dniu o niewiarygodnej niezłomności, niedoścignionym oddaniu i znakomitej lojalności tego, swego czasu półdzikiego człowieka, pochodzącego z eksperymentalnego i pierwotnego pnia rasy Andonowej.

67:8.3 (762.2) Od Edentii w górę, poprzez Salvington a nawet do Uversy, przez siedem długich lat pierwsze pytanie całego lojalnego życia niebiańskiego, dotyczące buntu w Satanii, zawsze i wciąż brzmiało: „Co z Amadonem z Urantii, nadal niewzruszony?”.

67:8.4 (762.3) Jeśli bunt Lucyfera upośledził system lokalny i jego upadłe światy, jeśli utrata tego Syna i jego zwiedzionych towarzyszy chwilowo przyhamowała rozwój konstelacji Norlatiadek, wtedy rozważcie skutek szerokiej prezentacji inspirujących dokonań tego dziecka natury, oraz jego zdeterminowanego zespołu 143 towarzyszy, obstających niezłomnie przy wyższych koncepcjach zarządzania i administracji wszechświata, w obliczu tak straszliwego i wrogiego nacisku, wywieranego przez nielojalnych zwierzchników. I pozwólcie, że was zapewnię, iż zrobiło to już więcej dobra we wszechświecie Nebadon i superwszechświecie Orvonton, niż jakakolwiek całkowita suma zła i smutku, wynikającego z buntu Lucyfera.

67:8.5 (762.4) I wszystko to jest pięknym, wzruszającym i najwspanialszym naświetleniem mądrości wszechświatowego planu Ojca, polegającego na gromadzeniu Korpusu Finalizmu Śmiertelników w Raju i werbowaniu tej rozległej grupy tajemniczych pracowników przyszłości, w większości z pospolitych śmiertelników stopniowo się wznoszących – takich właśnie śmiertelników, jak niezachwiany Amadon.

67:8.6 (762.5) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 68, Zaranie cywilizacji

Księga Urantii

Przekaz 68

Zaranie cywilizacji

68:0.1 (763.1) JEST to początek opowieści o bardzo długich, rozwojowych trudach gatunku ludzkiego, poczynając od stanu niewiele wyższego niż byt zwierzęcy, poprzez kolejne epoki i dalej, do ostatnich czasów, kiedy to prawdziwa, choć niedoskonała cywilizacja rozwinęła się pośród zaawansowanych ras ludzkości.

68:0.2 (763.2) Cywilizacja jest zdobyczą ludzkości, nie jest jej cechą biologiczną, zatem wszystkie dzieci muszą być wychowywane w środowisku kultury a każde kolejne pokolenie młodzieży musi na nowo pobierać swą edukację. Wyższe wartości cywilizacji – naukowe, filozoficzne i religijne – nie są przekazywane z pokolenia na pokolenie przez zwykłe dziedziczenie. Te osiągnięcia kulturowe są zachowywane tylko dzięki światłej ochronie społecznego dziedzictwa.

68:0.3 (763.3) Ewolucja społeczna, oparta na współpracy, zapoczątkowana została przez nauczycieli z Dalamatii i przez trzysta tysięcy lat ludzkość wychowywana była w idei działań grupowych. Spośród wszystkich ras ludzkich, najwięcej z tych nauk skorzystał człowiek niebieski, człowiek czerwony do pewnego stopnia a najmniej człowiek czarny. W ostatnich czasach rasa żółta i rasa biała wykazują na Urantii najbardziej zaawansowany rozwój społeczny.

1. Uspołecznienie obronne

68:1.1 (763.4) Ludzie zazwyczaj uczyli się lubić jeden drugiego, kiedy zbliżyli się do siebie, jednak człowiek prymitywny z natury nie był przepełniony duchem uczuć braterskich i pragnieniem kontaktów towarzyskich ze swymi współbraćmi. Tego, że „w jedności siła”, wczesne ludy uczyły się raczej z przykrego doświadczenia; i to właśnie brak tego, naturalnego, braterskiego przyciągania, przeszkadza teraz w natychmiastowym urzeczywistnieniu braterstwa ludzkości na Urantii.

68:1.2 (763.5) Łączenie się w grupy wcześnie stało się ceną przetrwania. Samotny człowiek był bezbronny, chyba, że nosił znak plemienny, świadczący o przynależności do grupy, która z pewnością pomści każdą napaść na niego. Nawet w czasach Kaina, oddalanie się z miejsca zamieszkania samotnie, bez znaku przynależności grupowej, groziło śmiercią. Cywilizacja stała się ubezpieczeniem człowieka od nagłej śmierci, kiedy składką ubezpieczeniową było poddanie się licznym prawom i wymaganiom społeczeństwa.

68:1.3 (763.6) Prymitywne społeczeństwo zostało tym samym ufundowane na wspólnych potrzebach i bezpieczeństwie, jakie dawało łączenie się w grupy. Społeczeństwo ludzkie rozwijało się w epokowych cyklach, w rezultacie strachu przed izolacją i metodami niezbyt ochoczej współpracy.

68:1.4 (763.7) Prymitywne istoty ludzkie szybko się nauczyły, że grupy są znacznie ważniejsze i silniejsze, niż zwykła suma ich jednostek składowych. Setka ludzi, zjednoczona i zgodnie pracująca, może ruszyć wielki kamień; dwudziestu dobrze wyszkolonych obrońców pokoju może powstrzymać gniewny tłum. I tak zrodziło się społeczeństwo, nie jako zwyczajne połączenie liczby jednostek, ale raczej jako rezultat organizacji inteligentnych i współdziałających jednostek. Współpraca nie jest jednak naturalną cechą ludzką; człowiek uczy się współpracować, na początku w wyniku strachu a później dlatego, ponieważ odkrywa, że jest to najbardziej korzystne podczas stawiania czoła trudnościom czasu i jest ochroną przed przypuszczalnymi niebezpieczeństwami wieczności.

68:1.5 (764.1) Ci ludzie, którzy się wcześnie tak zorganizowali w prymitywne społeczeństwo, osiągnęli znaczne sukcesy w podboju natury, jak również w obronie przed swymi bliźnimi; posiadali większe możliwości przetrwania, zatem cywilizacja rozwijała się pewnie na Urantii, pomimo wielu niepowodzeń. To właśnie zwiększenie możliwości przetrwania w grupie sprawiło, że wiele ludzkich błędów nie miało większych szans zatrzymania czy zniszczenia ludzkiej cywilizacji.

68:1.6 (764.2) Współczesne, kulturalne społeczeństwo, jest raczej nowym zjawiskiem, co widać na przykładzie dotrwania do dzisiaj tak prymitywnych warunków społecznych, jakie panują u australijskich aborygenów czy Buszmenów i Pigmejów w Afryce. U tych, opóźnionych ludów, daje się zauważyć nieco wczesnej wrogości grupowej, osobistej podejrzliwości oraz innych, wysoce antyspołecznych cech, tak charakterystycznych dla wszystkich plemion prymitywnych. Te żałosne pozostałości nieuspołecznionych ludów z pradawnych czasów świadczą wymownie o tym, że naturalna, indywidualistyczna tendencja człowieka nie może skutecznie konkurować z bardziej dynamicznymi i potężnymi organizacjami oraz związkami postępu społecznego. Te zacofane i podejrzliwe, antyspołeczne plemiona, które mówią odmiennym dialektem co sześćdziesiąt czy osiemdziesiąt kilometrów, są przykładem tego, w jakim świecie moglibyście dzisiaj żyć, gdyby nie wspólne nauczanie cielesnego personelu Księcia Planetarnego i późniejsza działalność adamicznej grupy udoskonalaczy gatunku.

68:1.7 (764.3) Współczesne określenie „powrót do natury” jest złudą, wynikającą z ignorancji, wiarą w rzeczywiste istnienie kiedyś fikcyjnego, „złotego wieku”. Jedyną podstawą legend o złotym wieku jest historyczny fakt istnienia Dalamatii i Edenu. Jednak te, doskonalsze społeczeństwa, dalekie były od realizacji utopijnych marzeń.

2. Czynniki postępu społecznego

68:2.1 (764.4) Cywilizowane społeczeństwo pojawiło się w wyniku dawnych wysiłków człowieka, pragnącego zapanować nad awersją do osamotnienia. Nie musi to koniecznie oznaczać wzajemnych uczuć międzyludzkich a obecny, niestabilny stan pewnych prymitywnych grup ludzkich dobrze ukazuje, przez co przeszły wczesne plemiona człowieka. Chociaż cywilizowane jednostki mogą się kłócić ze sobą i walczyć jedna z drugą i chociaż sama cywilizacja może wydawać się niekonsekwentną masą walczących i trudzących się istot, jest to oznaką wytrwałych wysiłków a nie śmiertelnej monotonii stagnacji.

68:2.2 (764.5) Chociaż poziom inteligencji przyczyniał się znacznie do wzrostu tempa rozwoju kulturowego, zasadniczym celem społeczeństwa jest zmniejszenie czynnika ryzyka w życiu jednostki i społeczeństwo rozwijało się tak szybko, jak szybko odnosiło sukcesy w zmniejszeniu cierpień i w zwiększaniu czynnika przyjemności w życiu. Tym samym cała grupa społeczna prze powoli naprzód, do celu swego przeznaczenia – zagłady lub przetrwania – w zależności od tego, czy celem tym jest samozachowawczość czy samozadowolenie. Samozachowawczość zapoczątkowuje społeczeństwo, podczas gdy nadmierne samozadowolenie niszczy cywilizację.

68:2.3 (764.6) Społeczeństwo zainteresowane jest w zachowaniu gatunku, w samozachowawczości i samozadowoleniu, jednak samorealizacja człowieka jest warta tego, żeby się stała bezpośrednim celem wielu grup kulturowych.

68:2.4 (765.1) Sam instynkt stadny, występujący u człowieka pierwotnego, nie wystarcza do wytłumaczenia rozwoju takiej organizacji społecznej, jaka obecnie istnieje na Urantii. Chociaż nieodłączna człowiekowi tendencja do łączenia się w grupy leży u podstaw istnienia społeczeństwa ludzkiego, większa część ludzkiego uspołecznienia jest rzeczą nabytą. Dwa wielkie czynniki, które przyczyniły się do powstania wczesnych związków istot ludzkich, to głód i pociąg seksualny; te instynktowne popędy człowiek podziela ze światem zwierzęcym. Dwa inne uczucia, które popychały ludzkie istoty ku sobie i trzymały je razem, to próżność i strach, zwłaszcza strach przed duchami.

68:2.5 (765.2) Historia nie jest niczym innym jak zapisem ludzkiej, trwającej epoki walki o żywność. Człowiek prymitywny myślał tylko wtedy, kiedy był głodny; oszczędzanie żywności było pierwszym samozaparciem, samodyscypliną. W miarę rozwoju społeczeństwa, głód przestawał być jedynym stymulatorem związków wzajemnych. Liczne inne dążenia, zaspokajanie różnych potrzeb, wszystko to razem prowadziło do bliższych związków międzyludzkich. Jednak dzisiejsze społeczeństwo jest przeciążone nadmiernym rozrostem domniemanych ludzkich potrzeb. Dwudziestowieczna cywilizacja Zachodu ugina się, zmęczona, pod ogromnym ciężarem zbytku i przesadnym rozmnożeniem ludzkich pragnień i potrzeb. Współczesne społeczeństwo wciąż trwa w napięciu, na skutek jednego z najbardziej niebezpiecznych stadiów jego rozległych związków wzajemnych i wysoce skomplikowanej zależności wzajemnej.

68:2.6 (765.3) Głód, próżność i strach przed duchami wywierały ciągły nacisk na społeczeństwo, podczas gdy zaspokojenie seksualne było krótkotrwałe i nieregularne. Sam pociąg seksualny nie zmuszał prymitywnych mężczyzn i kobiet do podejmowania ciężkiego brzemienia utrzymania rodziny. Wczesna rodzina oparta była na niepokoju seksualnym mężczyzny, który pozbawiony był częstego zadowolenia i na pełnej oddania, macierzyńskiej miłości kobiety, jaką w pewnym stopniu podziela ona z samicami wszystkich wyższych zwierząt. Obecność bezbronnego dziecka decyduje o wczesnym zróżnicowaniu zajęć męskich i kobiecych; kobieta musi utrzymywać stałe miejsce zamieszkania, gdzie może uprawiać ziemię. I od najdawniejszych czasów miejsce pobytu kobiety zawsze uważano za dom.

68:2.7 (765.4) Kobieta zatem wcześnie stała się nieodzowna dla rozwijającego się systemu społecznego, nie tak bardzo z powodu przelotnej pasji seksualnej, jak w konsekwencji potrzeby żywności; była ona niezbędnym partnerem w samozachowawczości. Była dostarczycielką żywności, zwierzęciem pociągowym i towarzyszką, która mogła znieść wielkie zniewagi bez gwałtownej reakcji a w dodatku do wszystkich tych, pożądanych cech, była nieodstępnym środkiem zaspokojenia seksualnego.

68:2.8 (765.5) Prawie wszystko w cywilizacji, co posiada trwałe wartości, ma swe korzenie w rodzinie. Rodzina była pierwszą prawidłowo działającą, pokojową grupą, gdzie mężczyzna i kobieta uczą się jak korygować wzajemne antagonizmy, gdy jednocześnie uczą swe dzieci dążyć do pokojowych celów.

68:2.9 (765.6) W ewolucji, funkcją małżeństwa jest zabezpieczenie przetrwania gatunku, nie tylko realizacja szczęścia osobistego; samozachowawczość i zachowanie gatunku są prawdziwymi celami rodziny. Zadowolenie jest tutaj dodatkowe, nie jest ono konieczne, za wyjątkiem funkcjonowania w charakterze bodźca, gwarantującego związek seksualny. Natura zmusza do przetrwania, ale kunszty cywilizacji wciąż pomnażają przyjemności wynikające z małżeństwa i zadowolenie z życia rodzinnego.

68:2.10 (765.7) Jeśli próżność można tak rozszerzyć, aby obejmowała dumę, ambicję i honor, zauważamy nie tylko, jak te cechy przyczyniają się do kształtowania związków międzyludzkich, ale także jak trzymają ludzi razem, ponieważ uczucia te nie mają prawa bytu, gdy nie ma widowni do popisu. Próżność łączy się wkrótce z innymi uczuciami i impulsami, które potrzebują tej areny społecznej, na której mogą się pokazać i zaznać satysfakcji. Ta grupa emocji jest źródłem wczesnych początków całej sztuki, obrzędów, wszelkich form gier oraz sportu.

68:2.11 (766.1) Próżność przyczynia się w znacznym stopniu do narodzin społeczeństwa; jednak w czasach tego objawienia, błędne dążenia zarozumiałego pokolenia grożą zalaniem i zatopieniem całej skomplikowanej struktury wysoce wyspecjalizowanej cywilizacji. Potrzeba przyjemności dawno już zastąpiła potrzebę pożywienia; uzasadnione cele społecznej samozachowawczości gwałtownie się zmieniają w niskie i groźne formy samozadowolenia. Samozachowawczość rozwija społeczeństwo; nieokiełznane samozadowolenie nieodmiennie niszczy cywilizację.

3. Uspołeczniający wpływ strachu przed duchami

68:3.1 (766.2) Prymitywne pragnienia wytworzyły społeczeństwo pierwotne, jednak to właśnie strach przed duchami trzymał je razem i przydawał jego egzystencji pozaludzkiego aspektu. Zwykły strach ma podłoże fizjologiczne – strach przed bólem fizycznym, nienasycony głód czy jakaś inna ziemska niedola – ale strach przed duchami był nowym, wysublimowanym gatunkiem przerażenia.

68:3.2 (766.3) Sen o duchach był prawdopodobnie największym, pojedynczym czynnikiem napędowym ewolucji społeczeństwa ludzkiego. Choć większość snów mocno bulwersowała prymitywny umysł, sen o duchach naprawdę przerażał wczesnego człowieka, popychając śniących, przesądnych ludzi sobie nawzajem w ramiona, w skwapliwym i gorliwym związku dla wspólnej protekcji przed nieuchwytnymi i niewidzialnymi, wyimaginowanymi niebezpieczeństwami świata duchów. Sen o duchach jest jednym z najwcześniej pojawiających się zróżnicowań pomiędzy zwierzęcym a ludzkim typem umysłu. Zwierzęta nie wyobrażają sobie życia po śmierci.

68:3.3 (766.4) Za wyjątkiem tego właśnie czynnika duchów, całe społeczeństwo opierało się na zasadniczych potrzebach i podstawowych popędach biologicznych. Stach przed duchami wprowadził jednak do cywilizacji nowy czynnik, ten strach, który dalece przewyższał podstawowe potrzeby jednostki i daleko od nich odbiegał, który znacznie przerastał nawet wysiłki zmierzające do utrzymania grupy. Lęk przed duchami zmarłych wywiódł na światło dzienne nową i zadziwiającą formę strachu, straszliwą i zniewalającą trwogę, która się przyczyniła do skupienia luźnych porządków społecznych z tych wczesnych epok w lepiej zdyscyplinowane i lepiej kontrolowane, pradawne, prymitywne grupy. Ten bezsensowny przesąd, który po części wciąż jeszcze trwa, przygotowywał umysły ludzkie, poprzez zabobonny strach przed nierzeczywistym i nadnaturalnym, do późniejszego odkrycia „bojaźni Pańskiej, początku mądrości”. Te pozbawione podstaw lęki ewolucyjne miały zostać wyrugowanie przez grozę Bóstwa, inspirowaną objawieniem. Wczesny kult strachu przed duchami stał się potężną więzią społeczną i od tamtego czasu ludzkość dąży, bardziej czy mniej, do osiągnięcia uduchowienia.

68:3.4 (766.5) Głód i miłość zbliżały ludzi ku sobie; próżność i strach przed duchami wiązały ich ze sobą. Jednak same te uczucia, bez wpływu niosących pokój objawień, nie mogą wytrzymać napięcia występującego w ludzkich związkach wzajemnych, wyniku podejrzeń i irytacji. Bez pomocy z nadludzkich źródeł powiązania społeczne rozpadają się po osiągnięciu pewnych limitów i wtedy te właśnie, łączące społeczeństwo wpływy – głód, miłość, próżność i strach – współdziałają ze sobą i pogrążają ludzkość w wojnie i w rozlewie krwi.

68:3.5 (766.6) Pokojowe tendencje gatunku ludzkiego nie są jego naturalnym wyposażeniem; są wywiedzione z nauk religii objawionej, z nagromadzonego doświadczenia postępowych narodów a zwłaszcza z nauk Jezusa, Księcia Pokoju.

4. Ewolucja obyczajów

68:4.1 (767.1) Wszystkie nowoczesne instytucje społeczne pojawiły się w wyniku ewolucji prymitywnych zwyczajów waszych dzikich przodków; dzisiejsze zasady są zmodyfikowanymi i poszerzonymi, dawnymi zwyczajami. Tym, czym jest nawyk dla jednostki, zwyczaj jest dla grupy; a grupowe zwyczaje rozwijają się w tradycje ludowe albo plemienne – powszechne zasady. Wszystkie instytucje dzisiejszego społeczeństwa ludzkiego mają swoje skromne źródło w tych, wczesnych początkach.

68:4.2 (767.2) Należy wyjaśnić, że obyczaje powstają podczas prób dostosowania życia grup ludzkich do warunków powszechnego bytu; obyczaje były pierwszą ludzką instytucją społeczną. I wszystkie takie odruchy plemienne powstały z prób uniknięcia cierpienia i upokorzenia, przy jednoczesnym dążeniu do korzystania z przyjemności i władzy. Początki tradycji ludowych, podobnie jak początki języków, zawsze są nieświadome i niezamierzone a tym samym zawsze spowite tajemnicą.

68:4.3 (767.3) Strach przed duchami skłaniał człowieka prymitywnego do wyobrażenia sobie tego, co nadprzyrodzone, a to bezpiecznie kładło fundamenty pod potężne wpływy społeczne etyki i religii, które z kolei zachowywały, z pokolenia na pokolenie, nienaruszone obyczaje i zwyczaje społeczeństwa. Tą właśnie rzeczą, która wcześnie zaprowadziła i skrystalizowała obyczaje, była wiara, że umarli są zazdrośni o sposoby swego życia i śmierci; mogli zatem ciężko pokarać tych żyjących śmiertelników, którzy ośmieliliby się traktować z beztroską pogardą reguły życia, które oni szanowali, kiedy żyli w ciele. Wszystko to najlepiej ilustruje dzisiejszy szacunek dla przodków u rasy żółtej. Rozwijająca się później religia prymitywna w znacznym stopniu ugruntowała lęk przed duchami, stabilizując tym samym obyczaje, jednak zaawansowana cywilizacja coraz bardziej wyzwalała ludzkość z więzów strachu i zniewalających przesądów.

68:4.4 (767.4) Zanim nauki nauczycieli z Dalamatii przyniosły wyzwolenie i liberalizację, pradawny człowiek był bezbronną ofiarą rytuałów i obyczajów; prymitywny dziki był otoczony niekończącym się ceremoniałem. Wszystko, co robił, od przebudzenia rano do czasu, kiedy nocą zasypiał w swej jaskini, musiało być robione we właściwy sposób – zgodnie z tradycjami ludzi z jego plemienia. Był więźniem tyranizującego obyczaju; w jego życiu nie było nic swobodnego, spontanicznego czy oryginalnego. Nie istniał naturalny postęp ku wyższej egzystencji, umysłowej, moralnej czy społecznej.

68:4.5 (767.5) Wczesny człowiek żył pod ogromnym naciskiem zwyczajów; dziki był prawdziwym niewolnikiem obyczaju, ale co jakiś czas pojawiali się ludzie odmiennego pokroju, którzy odważali się inicjować nowe sposoby myślenia i ulepszone metody życia. Tym niemniej bezwładność człowieka prymitywnego stanowiła biologiczny hamulec bezpieczeństwa, zapobiegający zbyt gwałtownemu zepchnięciu w niszczące niedostosowanie zbyt szybko rozwijającej się cywilizacji.

68:4.6 (767.6) Jednak zwyczaje nie są zupełnie złe; ich ewolucja powinna trwać nadal. Dokonanie masowego przeobrażenia cywilizacji, metodą radykalnej rewolucji, jest prawie zgubne dla jej dalszego istnienia. Zwyczaj był tą nicią ciągłości, która utrzymywała cywilizację. Droga historii ludzkości usłana jest pozostałościami zarzuconych obyczajów i przestarzałych zasad społecznych, ale żadna cywilizacja nie może przetrwać, kiedy odstąpi od swych obyczajów, chyba, że przyswaja obyczaje lepsze i bardziej jej odpowiadające.

68:4.7 (767.7) Trwanie społeczeństwa zależy głównie od progresywnej ewolucji jego obyczajów. Proces ewolucji zwyczaju rodzi się z ciągot do eksperymentowania; przedstawia się nowe idee, po czym następuje współzawodnictwo. Progresywna cywilizacja zawiera i zachowuje progresywne idee; w końcu czas i okoliczności wybierają do przetrwania ich lepiej przystosowaną grupę. Nie oznacza to jednak, że każda odrębna i odosobniona zmiana w strukturze społeczeństwa ludzkiego jest na lepsze. Nie! doprawdy nie! W długich, rozwojowych wysiłkach cywilizacji Urantii było wiele, nawet bardzo wiele, regresu.

5. Metody uprawy ziemi – sztuka zdobywania środków do życia

68:5.1 (768.1) Sceną społeczeństwa jest ziemia; ludzie są aktorami. Człowiek zawsze musi korygować swoją działalność, aby dostosować się do warunków ziemskich. Ewolucja obyczajów zawsze zależna jest od właściwej proporcji obszaru ziemi do ilości ludzi. Jest to prawdą, pomimo, że trudno to dostrzec. Ludzkie metody uprawy ziemi albo sztuka utrzymania się, z dodatkiem standardów życia, równają się całkowitej sumie tradycji ludzkich – obyczajów. Suma dostosowania się człowieka do wymagań życia jest równa jego kulturowej cywilizacji.

68:5.2 (768.2) Najstarsze kultury ludzkie powstawały na półkuli wschodniej, wzdłuż rzek. W cywilizacyjnym pochodzie pojawiły się cztery wielkie jego stadia:

68:5.3 (768.3) 1. Stadium zbieractwa. Konieczność zdobywania pożywienia, głód, prowadziły do pierwotnej formy organizacji pracy, prymitywnych szeregów zbieraczy żywności. Czasami taki marsz głodnych szedł linią szeroką na ponad piętnaście kilometrów, gdy zbierał pożywienie. Było to prymitywne, koczownicze stadium kultury a obecnie taki tryb życia prowadzą afrykańscy Buszmeni.

68:5.4 (768.4) 2. Stadium myślistwa. Wynalezienie narzędzi obronnych sprawiło, że człowiek stał się myśliwym, tym samym w znacznym stopniu wyzwolił się z żywnościowego zniewolenia. Pomysłowy Andonita, który mocno potłukł sobie pięść w zaciekłej walce, wpadł na nowo na pomysł używania długiego kija zamiast ręki i kawałka twardego krzemienia, przywiązanego do jego końca ścięgnami, zamiast pięści. Wiele plemion dokonało odkryć tego rodzaju, niezależnie od siebie i te różnorodne formy młotów obrazują jeden wielki krok naprzód cywilizacji ludzkiej. Niektórzy australijscy aborygeni do dzisiaj niewiele wyszli poza to stadium.

68:5.5 (768.5) Ludzie niebiescy stali się doskonałymi myśliwymi i traperami; przegradzali rzeki i łapali ryby w wielkich ilościach, susząc ich nadwyżkę do jedzenia zimą. Do łapania zwierzyny używano wielu rodzajów pomysłowych sideł i pułapek, ale prymitywniejsze ludy nie polowały na większe zwierzęta.

68:5.6 (768.6) 3. Stadium pasterskie. Udomowienie zwierząt umożliwiło wkroczenie w to stadium cywilizacji. Arabowie i rodowici Afrykanie zaliczają się do bardziej współczesnych narodów pasterskich.

68:5.7 (768.7) Życie pasterskie przyniosło dalsze uniezależnienie się od niewolnictwa żywnościowego; człowiek nauczył się żyć z odsetek swego kapitału, z przyrostu stada, a to mu dało więcej wolnego czasu na kulturę i postęp.

68:5.8 (768.8) W społeczeństwie przedpasterskim obie płcie współpracowały ze sobą, ale rozpowszechnienie hodowli zwierząt sprowadziło kobietę do nizin społecznej niewolnicy. Dawniej zapewnienie mięsa zwierząt było obowiązkiem mężczyzny, sprawą kobiety było dostarczyć żywności roślinnej. Kiedy zatem mężczyzna wkroczył w pasterską epokę swej egzystencji, godność kobiety znacznie podupadła. Wciąż musiała się ona trudzić i hodować rośliny potrzebne do życia, podczas gdy mężczyzna musiał tylko iść do swych stad, aby dostarczyć mięsa zwierzęcego w obfitości. Mężczyzna stał się w ten sposób względnie niezależny od kobiety; przez całą epokę pasterską status kobiety stopniowo się zaniżał. Pod koniec tej epoki stała się ona czymś tylko trochę wyższym niż ludzkie zwierzę, przeznaczone do pracy i dostarczania ludzkiego potomstwa; tak jak zwierzęta domowe miała pracować i dostarczać młodych. W epokach pasterskich mężczyźni bardzo kochali swoje bydło, politowania godnym było to, że nie mogli rozwinąć głębszego uczucia dla swych żon.

68:5.9 (769.1) 4. Stadium rolnicze. Epoka ta nadeszła razem z hodowlą roślin i stanowi najwyższy typ cywilizacji materialnej. Zarówno Caligastia jak i Adam starali się nauczać ogrodnictwa i rolnictwa. Adam i Ewa byli ogrodnikami a nie pasterzami, a ogrodnictwo w tamtych czasach stało na wysokim poziomie. Hodowla roślin wywiera uszlachetniający wpływ na wszystkie rasy ludzkie.

68:5.10 (769.2) Rolnictwo zwiększyło ponad czterokrotnie proporcję odpowiedniego obszaru ziemi do ilości ludzi na świecie. Mogło być łączone z zajęciami pasterskimi z poprzedniego stadium kulturowego. Kiedy trzy stadia nakładały się na siebie, mężczyźni polowali a kobiety uprawiały ziemię.

68:5.11 (769.3) Zawsze występowały konflikty pomiędzy pasterzami a tymi, co uprawiali ziemię. Myśliwi i pasterze byli agresywni, wojowniczy; rolnik jest typem bardziej pokojowym. Związanie się ze zwierzętami kojarzy się z walką i siłą, związek z roślinami wpaja cierpliwość, łagodność i pokój. Rolnictwo i przemysł należą do działalności pokojowych. Jednak osłabienie ich obu, jako światowych zajęć społeczeństwa, świadczy o tym, że brak im czynnika emocji i przygody.

68:5.12 (769.4) Ludzkość rozwinęła się od stadium myślistwa, poprzez hodowlane, do terytorialnego stadium rolniczego. Każdemu stadium tej rozwijającej się cywilizacji towarzyszyło zmniejszanie się koczownictwa; coraz częściej człowiek zaczynał mieszkać w domu.

68:5.13 (769.5) Obecnie przemysł uzupełnia rolnictwo ze swoją konsekwentnie rozwijającą się urbanizacją i przyrostem nierolniczych grup obywateli. Jednak era industrialna nie ma szans przetrwania, jeśli przywódcy nie uznają, że nawet najwyższy rozwój społeczny nadal musi opierać się na solidnych, rolniczych podstawach.

6. Ewolucja kultury

68:6.1 (769.6) Człowiek jest ziemianinem, dzieckiem natury; nie ma znaczenia, jak bardzo będzie chciał uciec od roli, w ostatecznym rozrachunku na pewno poniesie porażkę. „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” odnosi się literalnie do całej ludzkości. Najczęstsze walki, jakie prowadził człowiek, były, są i zawsze będą, o ziemię. Pierwsze społeczne związki prymitywnych istot ludzkich zawiązywały się w celu wygrania walki o ziemię. Proporcja obszaru ziemi do ilości ludzi stanowi fundament cywilizacji społecznej.

68:6.2 (769.7) Poprzez technikę i naukę, ludzka inteligencja powoduje zwiększenie wydajności ziemi; w tym samym czasie naturalny przyrost potomstwa zostaje w pewnej mierze wzięty pod kontrolę i w ten sposób zostaje dostarczone pożywienie oraz czas wolny na tworzenie cywilizacji kulturowej.

68:6.3 (769.8) Społeczeństwem ludzkim rządzi prawo, które mówi, że populacja musi ulegać zmianom, wprost proporcjonalnie do rozwoju kunsztu uprawy roli i odwrotnie proporcjonalnie do odpowiedniego standardu życia. W tamtych, wczesnych epokach, jeszcze bardziej niż teraz, prawo zaopatrzenia i potrzeb, odnoszące się do człowieka i ziemi, określało szacunkową wartość obojga. W czasach obfitości ziemi – terytorium niezamieszkałego – potrzeba człowieka była ogromna, przeto wartość życia ludzkiego była znacznie zawyżona a utrata życia bardziej przerażała. W okresach niedoboru ziemi i towarzyszącego temu przeludnienia, życie ludzkie względnie taniało, tak, że mniej niepokoiły wojny, głód i epidemie.

68:6.4 (770.1) Kiedy wydajność ziemi się zmniejsza albo gdy populacja się zwiększa, wraca nieuchronna walka; na wierzch wychodzą najgorsze cechy ludzkiej natury. Zarówno poprawa wydajności roli, jak i rozpowszechnienie środków mechanicznych, jak również redukcja populacji, mają tendencje ożywiania rozwoju lepszej strony ludzkiej natury.

68:6.5 (770.2) Społeczeństwa kresowe rozwijają niewykwalifikowaną część ludzkości; wyrafinowane kunszty i prawdziwy postęp naukowy, razem z kulturą duchową, prosperują najlepiej w wielkich centrach życia, kiedy wspierane są przez populację rolniczą i przemysłową, stojącą nieco poniżej właściwej proporcji obszaru ziemi do ilości ludzi. Miasta zawsze pomnażają u ich mieszkańców możliwości czynienia zarówno dobra jak i zła.

68:6.6 (770.3) Na wielkość rodziny zawsze wywierały wpływ standardy życiowe. Im wyższy był standard tym mniejsza rodzina, aż do poziomu ustalenia stanu stabilnego lub stopniowego wymierania.

68:6.7 (770.4) Poprzez epoki, standardy życia decydowały o jakości przetrwałej populacji, w przeciwieństwie tylko do jej ilości. Lokalne, klasowe standardy życia, dają początek nowym kastom społecznym, nowym obyczajom. Kiedy standardy życia stają się zbyt skomplikowane albo zbyt luksusowe, prędko stają się samobójcze. Kasta jest bezpośrednim wynikiem dużego nacisku społeczeństwa, o ostrej konkurencji, wytworzonego przez zagęszczoną populację.

68:6.8 (770.5) Wczesne społeczności uciekały się często do praktyk ograniczających populację; wszystkie prymitywne plemiona zabijały zniekształcone lub chorowite dzieci. Dziewczynki też często zabijano, zanim nadeszły czasy kupowania żon. Dzieci były czasem duszone przy porodzie, ale ulubioną metodą było ich porzucenie. Ojciec bliźniaków zazwyczaj upierał się przy tym, że jedno z dzieci powinno być zabite, ponieważ wierzono, że wielorakie narodziny spowodowane były albo przez magię, albo przez niewierność. Z zasady jednak oszczędzano bliźnięta tej samej płci. Podczas gdy takie tabu w stosunku do bliźniąt było prawie powszechne, nigdy nie stanowiło one części obyczajów Andonitów; ludy te zawsze uważały bliźnięta za dobry omen.

68:6.9 (770.6) Wiele ludów nauczyło się metod aborcji i praktyki te stały się bardzo rozpowszechnione, po zaprowadzeniu tabu dotyczącego narodzin dzieci wśród osób stanu wolnego. Długo utrzymywał się zwyczaj, że panna zabijała swe potomstwo, jednak u bardziej cywilizowanych grup ludzkich takie nieślubne dzieci stawały się podopiecznymi matki dziewczyny. Wiele prymitywnych klanów praktycznie wyginęło, zarówno na skutek praktykowania aborcji jak i dzieciobójstwa. Jednak niezależnie od nakazów obyczajowych, bardzo mało dzieci kiedykolwiek zgładzono po jednorazowym choćby nakarmieniu piersią – macierzyńskie uczucie jest zbyt silne.

68:6.10 (770.7) Nawet w dwudziestym wieku nadal pokutują pozostałości tej prymitywnej kontroli populacji. Jest w Australii plemię, którego matki nie chcą wychowywać więcej niż dwoje lub troje dzieci. Nie tak dawno jedno kanibalistyczne plemię zjadało co piąte narodzone dziecko. Na Madagaskarze niektóre plemiona wciąż zabijają wszystkie dzieci zrodzone w pewne feralne dni, co w rezultacie daje śmierć około dwudziestu pięciu procent dzieci.

68:6.11 (770.8) W przeszłości, z punktu widzenia ogólnoświatowego, przeludnienie nigdy nie było poważnym problemem, jeśli jednak wojny będą zanikać a nauka zapanuje lepiej nad ludzkimi chorobami, w niedalekiej przyszłości może się ono stać poważnym problemem. Wtedy wielka próba mądrości stanie przed władzami świata. Czy władcy Urantii będą mieć tę wnikliwość i odwagę, aby popierać rozmnażanie przeciętnych albo stabilnych istot ludzkich, zamiast nadnormalnych ekstremów i kolosalnie powiększającej się grupy podnormalnych? Należy popierać rozwój normalnych ludzi; oni są ostoją cywilizacji i źródłem mutantów – geniuszów ludzkości. Człowiek podnormalny powinien być pod kontrolą społeczną; nie należy płodzić ich więcej, niż ich potrzeba do prowadzenia niższych gałęzi przemysłu, zadań wymagających inteligencji wyższej od poziomu zwierzęcego, jednak stawiających wymagania tak niskiego rodzaju, że okazują się być one istnym zniewoleniem i skrępowaniem dla wyższych typów ludzkich.

68:6.12 (771.1) [Przedstawione przez Melchizedeka, przebywającego kiedyś na Urantii].

Przekaz 69, Prymitywne instytucje ludzkie

Księga Urantii

Przekaz 69

Prymitywne instytucje ludzkie

69:0.1 (772.1) POD WZGLĘDEM emocjonalnym, człowiek przewyższa swoich zwierzęcych przodków zdolnością doceniania humoru, sztuki i religii. Społecznie, człowiek wykazuje swoją wyższość w tym, że jest wytwórcą narzędzi, porozumiewa się i tworzy instytucje.

69:0.2 (772.2) Kiedy społeczne grupy istot ludzkich istnieją dłuższy czas, takie skupiska zawsze wykazują w swej działalności pewne tendencje, które osiągają kulminację w instytucjonalizacji. Jak się okazuje, większość instytucji ludzkich przyczynia się do oszczędności pracy, kiedy jednocześnie nieco umacnia bezpieczeństwo grupowe.

69:0.3 (772.3) Człowiek cywilizowany szczyci się bardzo właściwościami, stabilnością i ciągłością ustanowionych przez siebie instytucji, ale wszystkie instytucje ludzkie są tylko obyczajami gromadzonymi od dawnych czasów, zakonserwowanymi przez tabu i uszlachetnionymi przez religię. Takie dziedzictwa stają się tradycjami a tradycje przekształcają się w końcu w zasady.

1. Podstawowe instytucje ludzkie

69:1.1 (772.4) Wszystkie ludzkie instytucje służą pewnym społecznym potrzebom, przeszłym lub teraźniejszym, pomimo, że ich nadmierny rozrost nieodmiennie ujmuje wartości jednostce, dlatego, że usuwa w cień osobowość i umniejsza jej inicjatywę. Człowiek powinien raczej kontrolować swe instytucje niż pozwalać na to, aby te wytwory zaawansowanej cywilizacji nad nim zapanowały.

69:1.2 (772.5) Instytucje ludzkie dzielą się na trzy zasadnicze klasy:

69:1.3 (772.6) 1. Instytucje samozachowawczości. Instytucje takie obejmują te zwyczaje, które powstały w wyniku głodu i związanych z nim instynktów samozachowawczych. W ich skład wchodzi przemysł, własność, wojna dla zysku i cała maszyneria regulująca społeczeństwo. Wcześniej czy później instynkt strachu sprzyja zakładaniu tych, pomagających przetrwać instytucji, środkami tabu, konwenansów i aprobaty religijnej. Jednak strach, ignorancja i przesądy odgrywają zasadniczą rolę we wczesnych początkach i późniejszym rozwoju wszystkich instytucji ludzkich.

69:1.4 (772.7) 2. Instytucje zachowania gatunku. Są to te organizacje społeczne, które powstają w wyniku popędu seksualnego, instynktu macierzyńskiego i wyższych, delikatnych uczuć ludzkich. Obejmują one społeczne zabezpieczenia ogniska domowego i szkoły, życia rodzinnego, edukacji, etyki i religii. Zalicza się do nich obyczaje małżeńskie, wojnę obronną i budownictwo domów.

69:1.5 (772.8) 3. Instytucje samozadowolenia. Są to te zwyczaje, które powstają ze skłonności do próżności oraz z uczuć dumy a obejmują one zasady ubierania się i ozdób osobistych, obyczaje społeczne, wojnę dla sławy, taniec, rozrywki, gry i inne stadia zaspokojenia zmysłowego. Jednak cywilizacja nigdy nie ukształtowała wyspecjalizowanych instytucji służących samozadowoleniu.

69:1.6 (773.1) Te trzy grupy zwyczajów społecznych są blisko ze sobą związane i uzależnione w szczegółach jedna od drugiej. Na Urantii stanowią one tę złożoną organizację, która funkcjonuje jako pojedynczy mechanizm społeczny.

2. Początki wytwórczości

69:2.1 (773.2) Prymitywna wytwórczość rozwijała się powoli jako zabezpieczenie od strachu przed głodem. W początkach swej egzystencji, człowiek zaczął się uczyć od niektórych zwierząt, że w czasie obfitych zbiorów należy gromadzić żywność na okres niedostatku.

69:2.2 (773.3) Zanim zaczęła się dawna oszczędność i prymitywna wytwórczość, warunki bytowe przeciętnego plemienia były jednym wielkim ubóstwem i prawdziwym cierpieniem. Wczesny człowiek musiał rywalizować o pożywienie z całym światem zwierzęcym. Ciążenie współzawodnictwa zawsze spycha człowieka w dół, do poziomu zwierzęcia; ubóstwo jest dręczącym go, ale naturalnym stanem. Bogactwo nie jest darem naturalnym; jest rezultatem pracy, wiedzy i organizacji.

69:2.3 (773.4) Człowiek prymitywny szybko docenił zalety przebywania w grupie. Zrzeszanie się prowadziło do organizacji a pierwszym wynikiem organizacji był podział pracy, razem z towarzyszącą temu natychmiastową oszczędnością czasu i materiałów. Te specjalizacje w pracy powstały wskutek dostosowania się do przymusu, aby iść drogą mniejszego oporu. Prymitywni dzicy nigdy nie wykonywali żadnej prawdziwej pracy radośnie czy chętnie. Przymus, wynikający z konieczności, sprawiał, że się dostosowywali.

69:2.4 (773.5) Człowiek prymitywny nie lubił ciężko pracować i się nie spieszył, chyba, że stanął w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Czynnik czasu w pracy, idea zrobienia określonego zadania w obrębie pewnych limitów czasowych, jest pojęciem całkiem nowym. Pradawni nigdy się nie spieszyli. To właśnie dwojakie wymagania, intensywnej walki o byt i wciąż wyższych standardów życia prowadziły bezczynne z natury plemiona wczesnego człowieka na drogę wytwórczości.

69:2.5 (773.6) Praca, robienie planów, odróżniają człowieka od zwierzęcia, którego wysiłki są zasadniczo instynktowne. Konieczność wykonywania pracy jest najwyższym błogosławieństwem człowieka. Cały personel Księcia pracował; zrobili oni wiele w tym celu, aby nobilitować pracę fizyczną na Urantii. Adam był ogrodnikiem; Bóg Hebrajczyków pracował – był stwórcą i podtrzymywaczem wszystkich rzeczy. Hebrajczycy byli pierwszym plemieniem, które ponad wszystko ceniło pracowitość; był to pierwszy naród, który zarządził, że „kto nie pracuje nie powinien jeść”. Jednak wiele światowych religii wróciło do wczesnego ideału bezczynności. Jowisz był biesiadnikiem a Budda stał się refleksyjnym zwolennikiem wolnego czasu.

69:2.6 (773.7) Sangikowe plemiona były dosyć pracowite, kiedy zamieszkiwały z dala od tropików. Jednak bardzo długo trwała walka pomiędzy leniwymi entuzjastami magii a apostołami pracy – tymi, którzy przejawiali dalekowzroczność.

69:2.7 (773.8) Pierwsze przejawy dalekowzroczności człowieka ukierunkowane były na zachowania ognia, wody i żywności. Człowiek prymitywny był jednak z natury graczem; zawsze chciał mieć coś za nic, a w tych dawnych czasach zbyt często się zdarzało, że sukces powstały w wyniku cierpliwych wysiłków przypisywany był urokom. Magia nie chciała ustąpić przed dalekowzrocznością, samozaparciem i wytwórczością.

3. Podział pracy

69:3.1 (773.9) O podziale pracy w społeczeństwie prymitywnym z początku decydowały warunki naturalne a potem społeczne. Wczesna organizacja pracy wyglądała następująco:

69:3.2 (774.1) 1. Podział według płci. Praca kobiety wywodzi się zasadniczo z nieodłącznej obecności dziecka; kobieta z natury bardziej kocha dzieci niż mężczyzna. Tym samym kobieta stała się rutynowym pracownikiem, podczas kiedy mężczyzna został myśliwym i wojownikiem, mając tym samym wyraźnie oddzielone od siebie okresy pracy i wypoczynku.

69:3.3 (774.2) Całe epoki funkcjonowało tabu, trzymające kobietę ściśle w obrębie jej pracy. Mężczyzna bardzo samolubnie wybrał pracę przyjemniejszą, zostawiając bardziej rutynową harówkę kobiecie. Mężczyzna zawsze się wstydził robić pracę kobiecą, ale kobieta nigdy nie wykazywała żadnego wstrętu przed robieniem pracy męskiej. Ciekawostką do odnotowania jest to, że zarówno mężczyzna jak i kobieta zawsze pracowali razem przy budowie i urządzaniu domu.

69:3.4 (774.3) 2. Dostosowania na skutek wieku i choroby. Te zróżnicowania są przyczyną następnego podziału pracy. Starym ludziom i kalekom dawno już wyznaczono pracę przy wyrobie narzędzi i broni. Później zostali przydzieleni do prac irygacyjnych.

69:3.5 (774.4) 3. Zróżnicowania oparte na religii. Uzdrawiacze byli pierwszymi istotami ludzkimi zwolnionymi od pracy fizycznej; byli pionierami klasy profesjonalistów. Kowale byli tą nieliczną grupą, która konkurowała z uzdrawiaczami i magikami. Ich sztuka pracy w metalach sprawiła, że ludzie się ich bali. „Biali kowale” i „czarni kowale” dali początek dawnym wierzeniom w białą i czarną magię. A wierzenie to zostało później dołączone do przesądów o dobrych i złych widmach, dobrych i złych duchach.

69:3.6 (774.5) Kowale byli pierwszą, niereligijną grupą, cieszącą się specjalnymi przywilejami. Podczas wojny uznawani byli za neutralnych a ten dodatkowy czas wolny sprawiał, że stawali się, jako klasa, politykami prymitywnego społeczeństwa. Jednak na skutek ordynarnych nadużyć tych przywilejów kowale zostali powszechnie znienawidzeni a uzdrawiacze nie tracili czasu i podsycali nienawiść do swych konkurentów. Pierwsze walki pomiędzy nauką a religią wygrała religia (przesąd). Po wyrzuceniu z wiosek, kowale prowadzili pierwsze zajazdy, domy zakwaterowania na obrzeżach osiedli.

69:3.7 (774.6) 4. Pan i niewolnik. Następne zróżnicowanie pracy powstało w wyniku stosunku zwycięzcy do zwyciężonego, a to oznacza początek zniewolenia człowieka.

69:3.8 (774.7) 5. Zróżnicowanie oparte na niejednakowych uzdolnieniach fizycznych i umysłowych. Dalszym podziałom pracy sprzyjały naturalne różnice pomiędzy ludźmi; nie wszyscy ludzie rodzą się równi.

69:3.9 (774.8) Wczesnymi specjalistami w wytwórczości byli ociosywacze krzemienia i kamieniarze; później pojawili się kowale. Następnie rozwinęła się specjalizacja grupowa; całe rodziny i klany poświęcały się pewnym rodzajom pracy. Jedna z dawniejszych kast kapłańskich, niezależna od plemiennych uzdrawiaczy, wywodzi się z zabobonnego kultu, jakim otaczano rodzinę mistrzowskich płatnerzy.

69:3.10 (774.9) W wytwórczości, pierwszą grupą specjalistów byli dystrybutorzy soli kamiennej i garncarze. Kobiety wyrabiały zwykłe wyroby garncarskie, mężczyźni ozdobne. W niektórych plemionach szyciem i tkaniem zajmowały się kobiety, w innych mężczyźni.

69:3.11 (774.10) Pierwszymi kupcami były kobiety; zatrudniane w charakterze szpiegów, handel prowadziły jako zajęcie uboczne. Niebawem rozwinęło się kupiectwo, kobiety działały jako pośredniczki – akwizytorki. Potem przyszła klasa handlowców, pobierających prowizje, profit od swych usług. W miarę nasilania się wymiany grupowej, przekształciła się ona w handel, a po wymianie towarów przyszła wymiana pracy fachowej.

4. Początki handlu

69:4.1 (775.1) Tak jak małżeństwo w wyniku umowy pojawiło się po małżeństwie przez porwanie, tak i handel wymienny nastał po zagarnięciu przez napaść. Jednak pomiędzy wczesnymi obyczajami spokojnej wymiany a późniejszym handlem, według współczesnych metod, występował długi okres piractwa.

69:4.2 (775.2) Pierwsza wymiana dokonywana była przez uzbrojonych kupców, zostawiających swe dobra w neutralnym punkcie. Kobiety prowadziły pierwsze targi; były one najwcześniejszymi kupcami a nastąpiło to dlatego, że to one były odpowiedzialne za utrzymanie; mężczyźni byli wojownikami. Bardzo wcześnie wynaleziono ladę kupiecką, ścianę o odpowiedniej grubości, aby kupcy nie mogli się nawzajem dosięgnąć bronią.

69:4.3 (775.3) Do strzeżenia towarów, przeznaczonych do tej cichej wymiany, używano fetysza. Targowiska takie były zabezpieczone przed kradzieżą; nic nie mogło być stamtąd zabrane inaczej niż przez wymianę lub zakup; z fetyszem na straży towary zawsze były bezpieczne. Wcześni kupcy byli skrupulatnie uczciwi w obrębie własnych plemion, ale uważali, że jest w porządku oszukiwać obcych, przybywających z daleka. Nawet dawni Hebrajczycy mieli osobne normy etyczne dla transakcji prowadzonych z nie-Żydami.

69:4.4 (775.4) Całe epoki trwała ta cicha wymiana, zanim ludzie mogli się wreszcie spotkać nieuzbrojeni, na poświęconym targowisku. Takie same, czworokątne targowiska, stały się pierwszymi sanktuariami a w niektórych krajach znane były potem jako „miasta schronienia”. Jakikolwiek uciekinier, kiedy dotarł do targowiska, był bezpieczny i chroniony przed atakiem.

69:4.5 (775.5) Pierwszymi odważnikami były ziarna pszenicy oraz innych zbóż. Pierwszym środkiem płatniczym była ryba albo koza. Później krowa stała się jednostką handlu wymiennego.

69:4.6 (775.6) Nowoczesne piśmiennictwo powstało z dawnych zapisów handlowych; pierwszą ludzką literaturą było pismo lansujące produkt, reklama soli. Wiele dawnych wojen prowadzono o surowce naturalne, takie jak krzemień, sól i metale. Pierwszy formalny traktat między plemionami dotyczył uznania złóż soli za międzyplemienne. Takie miejsca, gwarantowane konwencją, dawały okazję do pokojowej wymiany idei oraz mieszania się różnych plemion.

69:4.7 (775.7) Piśmiennictwo rozwijało się kolejnymi etapami, od „patyka wiadomości”, sznurów węzełkowych, pisma obrazkowego, hieroglifów i pasów muszelkowych, aż do wczesnych alfabetów symbolicznych. Przesyłanie wiadomości rozwinęło się od prymitywnych sygnałów dymnych, poprzez gońców, jeźdźców na zwierzętach, koleje i samoloty, jak również telegraf i telefon, aż do łączności bezprzewodowej.

69:4.8 (775.8) Nowe idee i lepsze metody życia szerzone były na cały zamieszkały świat przez starożytnych kupców. Handel, razem z przygodą, prowadził do eksploracji i odkryć. Wszystko to zrodziło transport. Handel był wielkim czynnikiem cywilizacyjnym, ponieważ sprzyjał krzyżowaniu się kultur.

5. Początki kapitału

69:5.1 (775.9) Kapitał jest pracą, traktowaną jako zrzeczenie się tego, co teraźniejsze, na rzecz tego, co przyszłe. Oszczędności stanowią formę utrzymania się oraz zabezpieczenia przeżycia. Gromadzenie żywności rozwija samokontrolę i stwarza pierwsze problemy kapitału i pracy. Człowiek, który miał żywność, jeśli mógł ją zabezpieczyć przed złodziejami, miał wyraźną przewagę nad człowiekiem nie posiadającym żywności.

69:5.2 (775.10) Wczesny bankier był dzielnym człowiekiem plemienia. Przechowywał on wspólne dobra w depozycie, a cały klan musiał bronić jego chaty w wypadku ataku. W ten sposób akumulacja indywidualnego kapitału i grupowego bogactwa prowadziła wprost do organizacji wojskowej. Z początku takie środki ostrożności podejmowane były w celu obrony własności przed obcymi najeźdźcami, ale później weszło w zwyczaj posiadanie organizacji wojskowej dla wszczynania najazdów na własność i majątek plemion sąsiednich.

69:5.3 (776.1) Podstawowymi czynnikami, które skłaniały do gromadzenia kapitału, były:

69:5.4 (776.2) 1. Głód, razem z przezornością. Zaoszczędzenie i przechowanie pożywienia oznaczało siłę i dobrobyt dla tych, którzy mieli odpowiednią przezorność, aby pomyśleć o przyszłych potrzebach. Zapasy pożywienia były odpowiednim zabezpieczeniem przed głodem i nieszczęściem. Całość prymitywnych obyczajów miała w rzeczywistości pomóc człowiekowi podporządkować teraźniejszość przyszłości.

69:5.5 (776.3) 2. Miłość do rodziny – chęć zabezpieczenia potrzeb rodziny. Kapitał stanowi oszczędzanie mienia, wbrew naciskowi dzisiejszych potrzeb, w celu zabezpieczenia wymogów przyszłości. Część tych przyszłych potrzeb może być związana z potomstwem człowieka.

69:5.6 (776.4) 3. Próżność – pragnienie pokazania nagromadzonej własności. Dodatkowe ubranie było jedną z pierwszych oznak wyróżnienia. Próżność gromadzenia wcześnie odwoływała się do ludzkiej dumy.

69:5.7 (776.5) 4. Pozycja – chęć zdobycia prestiżu społecznego i politycznego. Dość wcześnie powstała skomercjalizowana szlachta; aby do niej należeć należało się specjalnie zasłużyć dla rodziny królewskiej albo można było zdobyć taką pozycję za pieniądze.

69:5.8 (776.6) 5. Władza – dążenie do bycia zwierzchnikiem. Pożyczanie bogactw było metodą zniewolenia, odsetki od pożyczki w tamtych, pradawnych czasach, wynosiły sto procent rocznie. Lichwiarze stawali się królami, tworząc stałą armię dłużników. Zniewoleni słudzy stanowili jedną z pierwszych form gromadzonej własności a w dawnych czasach niewolnictwo dłużnika rozciągało się nawet na dysponowanie jego ciałem po śmierci.

69:5.9 (776.7) 6. Lęk przed duchami zmarłych – opłaty dla duchownych za ochronę. Ludzie wcześnie zaczęli dawać duchownym podarunki na poczet swej śmierci, z tą nadzieją, że ich dobra materialne pomogą im kroczyć przez następne życie. Dlatego kapłani bardzo się bogacili; to oni wiedli prym wśród pradawnych kapitalistów.

69:5.10 (776.8) 7. Pociąg seksualny – chęć kupienia jednej albo większej ilości żon. Pierwszą formą handlu była wymiana kobiet; na długo poprzedzała ona handel końmi. Jednak nigdy wymiana niewolników seksualnych nie posuwała naprzód społeczeństwa; taki handel był i jest hańbą dla ludzkości, gdyż powstrzymuje rozwój życia rodzinnego a jednocześnie zanieczyszcza dobrą kondycję biologiczną wyższych grup społecznych.

69:5.11 (776.9) 8. Liczne formy samozadowolenia. Niektórzy szukają bogactwa, gdyż daje ono władzę; inni pracują dla zdobycia własności, gdyż to oznacza wygodę. Człowiek pierwotny (i niektórzy współcześni) mają tendencje do trwonienia swych zasobów na zbytki. Trunki i używki intrygowały ludy prymitywne.

69:5.12 (776.10) W miarę rozwoju cywilizacji ludziom przybywało nowych motywów do oszczędzania; do pierwotnego głodu gwałtownie dodawano nowych potrzeb. Ubóstwo budziło taką odrazę, że tylko bogaci, jak domniemano, szli prosto do nieba po śmierci. Majątek ceniony był tak wysoko, że wydanie pretensjonalnej uczty mogło zmazać hańbę z czyjegoś imienia.

69:5.13 (777.1) Gromadzenie dóbr wcześnie stało się symbolem wartości społecznej. W pewnych plemionach jednostki potrafiły gromadzić dobra przez lata, tylko po to, żeby wywrzeć wrażenie przez ich spalenie w jakieś święto albo przez hojne rozdzielenie pomiędzy plemiennych współbraci. Przez to stawali się wielkimi ludźmi. Nawet ludzie współcześni zabawiają się hojnym rozdawaniem prezentów na Boże Narodzenie, podczas gdy bogaci fundują wielkie instytucje filantropijne i edukacyjne. Zmieniają się metody, ale skłonności ludzkie pozostają raczej niezmienne.

69:5.14 (777.2) Należy rzetelnie odnotować, że wielu pradawnych bogaczy rozdzieliło sporo swej fortuny ze strachu przed zabiciem przez tych, którzy pragnęli ich dóbr. Bogacze częstokroć składali w ofierze dziesiątki niewolników, żeby pokazać pogardę dla bogactwa.

69:5.15 (777.3) Chociaż kapitał prowadził do wyzwolenia człowieka, komplikował znacznie jego organizację społeczną i przemysłową. Nadużywanie kapitału przez nieuczciwych kapitalistów nie zmienia faktu, że stanowi on podstawę współczesnego społeczeństwa przemysłowego. Dzięki kapitałowi i wynalazkom obecne pokolenie cieszy się wyższym stopniem wolności niż jakiekolwiek inne, żyjące przed nim na Ziemi. Należy to odnotować jako fakt, a nie jako osąd wielu nadużyć kapitału, dokonanych przez jego bezmyślnych i samolubnych opiekunów.

6. Znaczenie ognia dla cywilizacji

69:6.1 (777.4) Prymitywne społeczeństwo, wraz z jego czterema sekcjami – wytwórczą, prawodawczą, religijną i wojskową – rozkwitało dzięki używaniu ognia, zwierząt, niewolników oraz dóbr doczesnych.

69:6.2 (777.5) Rozniecanie ognia raz i na zawsze oddzieliło człowieka od zwierzęcia; jest to podstawowy wynalazek albo odkrycie człowieka. Ogień pozwolił człowiekowi przebywać w nocy na ziemi, ponieważ wszystkie zwierzęta boją się ognia. Ogień sprzyjał wieczornym stosunkom towarzyskim; nie tylko zabezpieczał przed zimnem i dzikimi zwierzętami, ale używano go także do ochrony przed duchami. Z początku używany był bardziej do oświetlania niż ogrzewania; wiele opóźnionych plemion nie chce iść spać, jeśli płomień nie pali się całą noc.

69:6.3 (777.6) Ogień był wspaniałym czynnikiem cywilizującym, dawał człowiekowi pierwszą sposobność, aby stać się altruistą; bez pozbawiania siebie czegokolwiek mógł on dawać żarzące się węgle bliźniemu, nie tracąc ich dla siebie. Ognisko domowe, doglądane przez matkę albo najstarszą córkę, było pierwszym wychowawcą, wymagającym czujności i zaufania. Wczesny dom nie tyle był budynkiem, jak rodziną zgromadzoną wokół ognia – paleniska rodzinnego. Kiedy syn zakładał nową rodzinę, zabierał głownię z rodzinnego paleniska.

69:6.4 (777.7) Chociaż Andon, odkrywca ognia, unikał traktowania go jako przedmiotu kultu, wielu jego potomków uznawało płomień za fetysz albo za ducha. Nie umieli wykorzystywać sanitarnych dobrodziejstw ognia, ponieważ nie chcieli palić odpadków. Człowiek prymitywny bał się ognia i zawsze chciał utrzymywać go w dobrym nastroju, stąd posypywanie kadzidłem. Nigdy, w żadnych okolicznościach, pierwotni ludzie nie pluli na ogień ani też nie przechodzili pomiędzy człowiekiem a płonącym ogniem. Nawet piryty żelazne i krzemień, używane do krzesania ognia, dawna ludzkość uważała za święte.

69:6.5 (777.8) Gaszenie ognia było grzechem; jeśli chata się zapaliła, zostawiano ją płonącą. Ognie świątyń i świętych przybytków były święte i nigdy nie mogły zgasnąć, za wyjątkiem tego, kiedy obyczaj kazał rozpalać nowe ognie, corocznie czy po jakimś nieszczęściu. Na kapłanki wybierano kobiety, gdyż one były opiekunkami ogniska domowego.

69:6.6 (778.1) Wczesne mity o ogniu jako pochodzącym od bogów, powstały dzięki obserwacji ognia powstałego od pioruna. Takie idee o nadnaturalnym pochodzeniu ognia prowadziły wprost do jego czczenia a czczenie ognia zaprowadziło zwyczaj „przechodzenia przez ogień”, praktyki stosowanej aż do czasów Mojżesza. I nadal pokutuje idea o przejściu przez ogień po śmierci. Mit ognia był czynnikiem silnie wiążącym ludzi w dawnych czasach i wciąż jeszcze trwa w symbolizmie Parsów.

69:6.7 (778.2) Ogień umożliwiał gotowanie a określenie „zjadacze surowizny” stało się drwiną. Gotowanie zmniejszało wydatek energii życiowej, potrzebnej do trawienia pożywienia i zostawiło wczesnemu człowiekowi trochę sił na kulturę społeczną, podczas gdy hodowla, redukując wysiłek konieczny do zdobycia pożywienia, dodała czasu na spotkania towarzyskie.

69:6.8 (778.3) Należy pamiętać, że ogień otwarł drzwi metalurgii i w kolejności prowadził do odkrycia siły pary oraz współczesnego zastosowania elektryczności.

7. Zastosowanie zwierząt

69:7.1 (778.4) Z początku cały świat zwierzęcy był wrogiem człowieka; istota ludzka musiała uczyć się bronić przed zwierzętami. Najpierw człowiek zjadał zwierzęta, ale później nauczył się je oswajać i zmuszać, żeby mu służyły.

69:7.2 (778.5) Udomowienie zwierząt nastąpiło przypadkiem. Dzicy polowali na stada, podobnie jak Indianie w Ameryce na bizony. Gdy otoczyli stado, mogli mieć zwierzęta pod kontrolą, tym samym zabijać je wtedy, kiedy były potrzebne do jedzenia. Później budowano zagrody i można było chwytać całe stada.

69:7.3 (778.6) Niektóre zwierzęta łatwo dawały się oswoić, ale wiele z nich nie mogło rozmnażać się w niewoli, jak na przykład słoń. Jeszcze później odkryto, że pewne gatunki zwierząt tolerują obecność człowieka i mogą rozmnażać się w niewoli. Przy udomowieniu zwierząt pomocne było również selektywne rozmnażanie, sztuka, która rozwinęła się znacznie od czasów Dalamatii.

69:7.4 (778.7) Pierwszym zwierzęciem udomowionym był pies a trudna praktyka jego udomowienia zaczęła się wtedy, gdy pewien pies, po tym jak cały dzień chodził za myśliwym, wszedł z nim do domu. Przez całe epoki psów używano do jedzenia, polowania, transportu i do towarzystwa. Z początku psy tylko wyły, ale później nauczyły się szczekać. Dobry zmysł węchu u psa sprawiał wrażenie, że może on widzieć duchy i tak powstał kult psa-fetysza. Po raz pierwszy cały klan spał w nocy, gdy użyto psów do pilnowania. Potem weszło w zwyczaj używanie psa do strzeżenia domu przed duchami, jak również przed wrogami materialnymi. Kiedy pies szczekał, znaczyło to, że zbliża się człowiek lub zwierzę, ale kiedy pies wył, w pobliżu były duchy. Nawet teraz wielu ludzi wciąż wierzy, że wycie psa w nocy jest zapowiedzią śmierci.

69:7.5 (778.8) Kiedy mężczyzna był myśliwym, był dosyć miły dla kobiety, jednak po udomowieniu zwierząt i razem z zamętem wywołanym przez Caligastię, wiele plemion zaczęło skandalicznie traktować swoje kobiety. Generalnie, mężczyźni traktowali je tak jak swoje zwierzęta. Brutalne traktowanie kobiet przez mężczyzn stanowi jeden z najciemniejszych rozdziałów w historii ludzkiej.

8. Niewolnictwo jako czynnik cywilizacyjny

69:8.1 (778.9) Człowiek prymitywny nigdy nie wahał się niewolić swych współbraci. Kobieta była pierwszym niewolnikiem, rodzinnym niewolnikiem. W czasach pasterskich człowiek niewolił kobietę jako podrzędnego partnera seksualnego. Taki rodzaj niewolnictwa powstał bezpośrednio na skutek zmniejszającej się zależności mężczyzny od kobiety.

69:8.2 (779.1) Jeszcze do niedawna zniewolenie było losem tych jeńców wojennych, którzy nie chcieli przyjąć religii zwycięzcy. Wcześniej jeńcy byli jedzeni, torturowani na śmierć, zmuszani do walki jeden z drugim, poświęcani duchom albo niewoleni. Niewolnictwo było wielkim postępem po rzezi i kanibalizmie.

69:8.3 (779.2) Zniewolenie było krokiem naprzód, gdy idzie o miłosierne traktowanie jeńców wojennych. Zasadzka pod Aj, z masowym wyrzynaniem mężczyzn, kobiet i dzieci, gdzie tylko król został oszczędzony, aby zaspokoić próżność zwycięzcy, jest wiernym zobrazowaniem barbarzyńskiego mordu, dokonanego nawet przez domniemanie cywilizowany naród. Najazd na Oga, króla Baszanu, był równie brutalny jak i skuteczny. Hebrajczycy „pobili tak, że nikt nie ocalał”, swoich wrogów, zabierając całą ich własność jako zdobycz. Nałożyli wszystkim miastom trybut cierpienia „pozabijali wszystkich mężczyzn”. Jednak wiele współczesnych im plemion, charakteryzujących się mniejszym plemiennym egotyzmem, dawno już zaczęło adoptować bardziej zaawansowanych jeńców.

69:8.4 (779.3) Myśliwi, podobnie jak amerykański człowiek czerwony, nie zniewalali. Adoptowali albo zabijali swych jeńców. U ludów pasterskich niewolnictwo nie było rozpowszechnione, ponieważ nie potrzebowali wielu robotników. Na wojnie pasterze zwyczajowo zabijali wszystkich męskich jeńców a jako niewolników brali tylko kobiety i dzieci. Prawo mojżeszowe dawało specjalne wskazówki, dotyczące brania za żony jeńców-kobiety. W wypadku niezadowolenia mogły być odesłane, ale Hebrajczycy nie mogli sprzedawać takich odrzuconych małżonek jako niewolnic – był to przynajmniej jakiś postęp cywilizacyjny. Chociaż zasady społeczne Hebrajczyków były surowe, przewyższały one znacznie podobne zasady u plemion otaczających.

69:8.5 (779.4) Pasterze byli pierwszymi kapitalistami; ich stada stanowiły kapitał a żyli z odsetek – z przyrostu naturalnego. Pasterze nie chcieli powierzać swego majątku ani niewolnikom, ani kobietom. Później jednak brali męskich jeńców i zmuszali ich do uprawy roli. Są to wczesne początki poddaństwa – przywiązania człowieka do ziemi. Afrykanów łatwo było nauczyć uprawy ziemi, zatem stali się oni znakomitą rasą niewolników.

69:8.6 (779.5) Niewolnictwo było nieuniknionym ogniwem w łańcuchu ludzkiej cywilizacji. Było tym mostem, po którym społeczeństwo przeszło od chaosu i lenistwa do porządku i cywilizowanych zajęć; zacofanych i leniwych ludzi zmuszano do pracy, w związku z tym ich zwierzchnicy mieli dobrobyt i wolny czas na postęp społeczny.

69:8.7 (779.6) Zaprowadzenie niewolnictwa zmuszało człowieka do wynalezienia mechanizmu regulacyjnego społeczeństwa prymitywnego; dawało podstawy pierwocin rządu. Niewolnictwo wymaga intensywnego nadzoru i w czasie europejskiego średniowiecza praktycznie zanikło, ponieważ panowie feudalni nie mogli kontrolować niewolników. Zacofane plemiona, wywodzące się z pradawnych czasów, takie jak współcześni, rodzimi Australijczycy, nigdy nie miały niewolników.

69:8.8 (779.7) Prawda, że niewolnictwo było despotyczne, ale to właśnie w szkole ucisku człowiek uczył się pracowitości. W końcu niewolnicy mieli swój udział w błogosławieństwach wyższego społeczeństwa, które tak niechętnie pomagali tworzyć. Niewolnictwo przynosi organizację kulturową i zdobycze społeczne, ale szybko atakuje zdradziecko społeczeństwo od wewnątrz, jako najgroźniejsza ze wszystkich destrukcyjnych dolegliwości społecznych.

69:8.9 (779.8) Współczesne wynalazki mechaniczne czynią niewolnika przeżytkiem. Niewolnictwo przemija, podobnie jak poligamia, gdyż się nie opłaca. Jednak gwałtowne wyzwolenie znacznej liczby niewolników zawsze okazywało się katastrofalne; mniej kłopotów powstaje wtedy, gdy są uniezależnieni stopniowo.

69:8.10 (780.1) Dziś ludzie nie są niewolnikami społecznymi, jednak wiele ich tysięcy, na skutek swych ambicji, pozwala się niewolić długami. Mimowolne zniewolenie utorowało drogę nowej i udoskonalonej formie zmodyfikowanego poddaństwa gospodarczego.

69:8.11 (780.2) Podczas gdy ideałem społeczeństwa jest powszechna wolność, nigdy nie powinno się tolerować próżniactwa. Wszyscy ludzie, o zdrowym ciele, powinni być zmuszani do pracy, w ilości przynajmniej koniecznej do utrzymania się.

69:8.12 (780.3) Współczesne społeczeństwo się zawróciło. Niewolnictwo prawie zanikło; kończy się używanie udomowionych zwierząt. Cywilizacja sięga z powrotem po ogień – do świata nieorganicznego – po siłę. Człowiek wydobył się z dzikości dzięki ogniowi, zwierzętom i niewolnictwu; dziś sięga wstecz, odrzuciwszy pomoc niewolników i asystę zwierząt, kiedy usiłuje wyrwać nowe tajemnice i źródła bogactwa oraz potęgi z podstawowego magazynu natury.

9. Własność prywatna

69:9.1 (780.4) Podczas gdy prymitywne społeczeństwo praktycznie było wspólnotą, człowiek prymitywny nie stosował współczesnych doktryn komunizmu. W tych dawnych czasach komunizm nie był zwykłą teorią czy doktryną społeczną; była to prosta i praktyczna, automatyczna adaptacja. Komunizm zapobiegał pauperyzmowi i niedostatkowi; wśród pradawnych plemion żebractwo i prostytucja były prawie nieznane.

69:9.2 (780.5) Prymitywny komunizm zasadniczo nie równał ludzi do najniższego poziomu, ani też nie wywyższał przeciętności, nagradzał jednak bezczynność i lenistwo oraz dławił wytwórczość i niszczył ambicję. Komunizm był rusztowaniem, koniecznym do rozwoju społeczeństwa prymitywnego, jednak ustąpił przed kształtującym się, wyższym społecznym porządkiem, ponieważ przeciwstawiał się czterem silnym ludzkim tendencjom:

69:9.3 (780.6) 1. Rodzina. Człowiek nie tylko chciał gromadzić dobra; chciał również przekazać swój kapitał potomstwu. Jednak we wczesnym społeczeństwie wspólnoty, kapitał człowieka bywał albo natychmiast spożytkowany, albo rozdzielony wśród grupy w momencie jego śmierci. Nie było własności spadkowej – podatek od spadku wynosił sto procent. Późniejsze obyczaje, odnoszące się do gromadzenia kapitału i dziedziczenia własności, stanowiły wyraźny postęp społeczny. Jest to prawdą, pomimo późniejszych, wielkich nadużyć związanych z niewłaściwym używaniem kapitału.

69:9.4 (780.7) 2. Tendencje religijne. Człowiek prymitywny również dlatego chciał oszczędzać majątek, aby posiadać jego zaczątki na życie w następnej egzystencji. Ten motyw wyjaśnia, dlaczego tak długo panował zwyczaj grzebania osobistego mienia człowieka razem z nim. Pradawni wierzyli, że tylko bogaty przeżywa śmierć, doznając po niej natychmiastowej radości i zaszczytów. Nauczyciele religii objawionej, zwłaszcza nauczyciele chrześcijańscy, byli pierwszymi, którzy głosili, że biedny również może zostać zbawiony na równych prawach z bogatym.

69:9.5 (780.8) 3. Pragnienie wolności i przyjemności. W początkach ewolucji społecznej rozdzielanie indywidualnych zarobków pomiędzy członków grupy było praktycznie formą niewolnictwa; pracujący stawał się niewolnikiem próżniaka. To była samobójcza słabość komunizmu: niezapobiegliwy żył zazwyczaj z gospodarnego. Nawet w dzisiejszych czasach niezapobiegliwi są zależni od państwa (oszczędni podatnicy), które się o nich troszczy. Ci, którzy nie mają kapitału, wciąż domagają się wyżywienia od tych, którzy go mają.

69:9.6 (780.9) 4. Dążenie do bezpieczeństwa i władzy. Komunizm został w końcu zlikwidowany przez zwodnicze praktyki postępowych i odnoszących sukcesy jednostek, które uciekały się do różnorodnych wybiegów, aby uniknąć zniewolenia przez niezaradnych próżniaków ze swoich plemion. Jednak z początku całe gromadzenie odbywało się w tajemnicy; prymitywna niepewność przeszkadzała w otwartym gromadzeniu kapitału. Ale nawet w późniejszych czasach nagromadzenie zbyt wielkiego bogactwa było nadzwyczaj niebezpieczne; król z pewnością wymyśliłby jakiś zarzut, aby skonfiskować własność bogacza, a gdy bogaty umarł, pogrzeb bywał odkładany tak długo, aż rodzina nie darowała znacznej sumy na dobro publiczne, czy dla króla jako podatku spadkowego.

69:9.7 (781.1) W dawnych czasach kobiety były własnością wspólnoty a matka rządziła rodziną. Dawni wodzowie posiadali całą ziemię i byli właścicielami wszystkich kobiet; małżeństwo wymagało zgody władcy plemienia. Kiedy komunizm zanikał, kobiety stawały się własnością jednostki a ojciec stopniowo przejmował kontrolę nad rodziną. W ten sposób powstało ognisko domowe a panujące, poligamiczne obyczaje, stopniowo były zastępowane monogamią. (Poligamia jest pozostałością czynnika zniewolenia kobiet w małżeństwie. Monogamia jest wolnym od zniewolenia ideałem niezrównanego związku, jednego mężczyzny i jednej kobiety, związku pełniącego znakomite zadanie tworzenia ogniska domowego, wychowywania potomstwa, wzajemnego kulturalnego traktowania i samodoskonalenia).

69:9.8 (781.2) Z początku całe mienie, razem z narzędziami i bronią, było wspólną własnością plemienia. Prywatna własność najpierw składała się z wszystkich rzeczy osobiście dotykanych. Jeśli obcy pił z kubka, kubek odtąd był jego. Potem, jakiekolwiek miejsce, gdzie została rozlana krew, stawało się własnością zranionej osoby lub grupy.

69:9.9 (781.3) Własność prywatna dlatego była początkowo szanowana, gdyż domniemano, że była naładowana jakąś częścią osobowości właściciela. Uczciwość w sprawach własności opierała się bezpiecznie na takim rodzaju przesądu; żadna policja nie była potrzebna do pilnowania własności osobistej. W obrębie grupy nie było kradzieży, choć ludzie nie wahali się przywłaszczać sobie dóbr innych plemion. Związki własności nie kończyły się razem ze śmiercią; z początku dobra osobiste były palone, potem grzebane ze zmarłym, a jeszcze później dziedziczone przez resztę rodziny lub plemię.

69:9.10 (781.4) Ozdobne dobra osobiste wywodzą się z noszenia amuletów. Próżność, z dodatkiem strachu przed duchami, sprawiała, że wczesny człowiek opierał się wszelkim próbom pozbawiania go jego ulubionych amuletów, własność ta była ceniona wyżej niż podstawowe potrzeby.

69:9.11 (781.5) Miejsce do spania stanowiło jedną z pierwszych własności człowieka. Później miejsca na dom były przydzielane przez wodzów plemiennych, którzy trzymali wszelką nieruchomość jako depozyt grupy. Potem miejsce ogniska dawało prawo własności, a jeszcze później studnia dawała tytuł do przyległej do niej ziemi.

69:9.12 (781.6) Sadzawki i studnie to jedne z pierwszych prywatnych własności. Wszelkie obyczaje związane z fetyszami stosowane były w celu ochrony sadzawek, studni, drzew, zbiorów i miodu. W wyniku utraty wiary w fetysz powstało prawo, aby chroniło własność prywatną. Jednak zasady dotyczące zwierzyny, prawa do polowania, na długo poprzedzały prawa do ziemi. Amerykański człowiek czerwony nigdy nie rozumiał prywatnej własności ziemi; nie mógł pojąć punktu widzenia białego człowieka.

69:9.13 (781.7) Z początku własność prywatna oznaczana była insygniami rodziny i takie są wczesne początki herbu rodzinnego. Nieruchomość mogła być także powierzona opiece duchów. Kapłani „poświęcali” kawałek ziemi, który potem mógł pozostawać pod opieką magicznych tabu, wzniesionych na nim; jego właściciele mogli powiedzieć, że mają „prawo kapłańskie”. Hebrajczycy mieli wielki szacunek dla takich rodzinnych znaków granicznych: „Przeklęty, kto przesuwa granicę swego bliźniego”. Takie kamienne znaki nosiły inicjały kapłana. Nawet drzewa, gdy były oznaczone, stawały się własnością prywatną.

69:9.14 (782.1) W dawnych czasach tylko zbiory były prywatne, jednak kolejne zbiory nadawały tytuł własności; rolnictwo jest zatem podstawą prywatnej własności ziemi. Jednostkom z początku dawano tylko dożywotnią dzierżawę, po śmierci ziemia wracała do plemienia. Pierwsze ziemskie prawa własności, nadawane jednostkom przez plemiona, były grobami – rodzinnym gruntem grzebalnym. W późniejszych czasach ziemia należała do tych, którzy ją ogrodzili. Jednak miasta zawsze pozostawiały jakąś ziemię na pastwiska publiczne i na uprawę w wypadku oblężenia; te „wspólnoty” stanowiły wczesną formę wspólnej własności.

69:9.15 (782.2) W końcu państwo zaczęło przydzielać własność jednostkom, zastrzegając sobie prawa podatkowe. Zabezpieczywszy sobie prawo własności, posiadacze ziemscy mogli pobierać czynsze a ziemia stała się źródłem dochodu – kapitałem. Ostatecznie ziemia stała się w pełni zbywalna, razem ze sprzedażami, przekazami, hipotekami i obciążeniami.

69:9.16 (782.3) Własność prywatna dawała coraz większą wolność i coraz większą stabilizację, ale prywatna własność ziemi przynosiła aprobatę społeczną dopiero wtedy, kiedy przestała działać wspólna kontrola i kierownictwo, i prędko zaczęły powstawać kolejno klasy niewolników, pańszczyźnianych i bez ziemi. Tym niemniej udoskonalone maszyny stopniowo uwalniają człowieka od niewolniczego trudu.

69:9.17 (782.4) Prawo do własności nie jest absolutne, jest tylko społeczne. Jednak cały rząd, prawo, porządek, prawa obywatelskie, wolności społeczne, konwenanse, pokój i szczęście, jakimi cieszą się ludzie współcześni, powstały w związku z prywatną własnością mienia.

69:9.18 (782.5) Obecny porządek społeczny niekoniecznie musi być właściwy – nie jest ani boski, ani święty – jednak ludzkość dobrze zrobi, jeśli zmiany wprowadzać będzie powoli. To, co teraz macie, jest znacznie lepsze niż jakikolwiek inny system, znany waszym przodkom. Musicie mieć pewność, że kiedy zmieniacie porządek społeczny, zmieniacie go na lepszy. Nie dajcie się namówić na eksperymentowanie z zarzuconymi formułami waszych praojców. Idźcie naprzód, nie wstecz! Dajcie działać ewolucji! Nie cofajcie się.

69:9.19 (782.6) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 70, Ewolucja rządu u ludzi

Księga Urantii

Przekaz 70

Ewolucja rządu u ludzi

70:0.1 (783.1) CZŁOWIEK nie zdążył nawet częściowo rozwiązać problemów zdobywania środków do życia, kiedy się natknął na problem regulacji stosunków międzyludzkich. Rozwój wytwórczości wymagał prawa, porządku i społecznych adaptacji; własność prywatna zmuszała do stworzenia rządu.

70:0.2 (783.2) Antagonizmy są naturalne na świecie ewolucyjnym; pokój zagwarantować można jedynie pewnym rodzajem społecznego systemu prawnego. Społeczne zasady postępowania idą w parze z organizacją społeczną; stowarzyszanie się zakłada istnienie pewnej władzy kontrolującej. Rząd zmusza do koordynacji antagonizmów plemion, klanów, rodzin i jednostek.

70:0.3 (783.3) Rząd kształtuje się nieświadomie, rozwija się metodą prób i błędów. Potrafi przetrwać, zatem zostaje uświęcony tradycją. Anarchia zwiększa cierpienia, zatem rząd, względne prawo i porządek, formuje się powoli, czy też podlega formowaniu. Nieuniknione wymogi walki o byt dosłownie wpychają gatunek ludzki na postępową drogę do cywilizacji.

1. Geneza wojny

70:1.1 (783.4) Wojna jest stanem naturalnym, dziedzictwem rozwijającego się człowieka; pokój jest społecznym miernikiem zaawansowania cywilizacji. Zanim zaawansowane narody stały się częściowo uspołecznione, człowiek był wyjątkowo indywidualistyczny, krańcowo podejrzliwy i niesłychanie awanturniczy. Przemoc jest prawem natury, wrogość automatyczną reakcją dzieci natury, podczas gdy wojna to tylko te same działania prowadzone zbiorowo. Gdziekolwiek i kiedykolwiek struktura cywilizacji ulega naciskowi, wskutek komplikacji wynikłych z rozwoju społeczeństwa, zawsze następuje natychmiastowa i rujnująca rewersja do dawnych metod dopasowywania przemocą takich zadrażnień w ludzkich związkach wzajemnych.

70:1.2 (783.5) Wojna jest zwierzęcą reakcją na nieporozumienia i zadrażnienia; pokój towarzyszy cywilizowanym rozwiązaniom wszelkich takich problemów i trudności. Rasy sangikowe, razem z podupadłymi później Adamitami i Nodytami, były wojownicze. Andonitów bardzo wcześnie nauczano złotej zasady i nawet ich dzisiejsi, eskimoscy potomkowie, żyją zasadniczo zgodnie z tymi normami; panują wśród nich niezmienne obyczaje i raczej nie ma gwałtownych antagonizmów.

70:1.3 (783.6) Andon nauczał swe dzieci tak rozstrzygać spory, aby każdy z nich bił drzewo kijem, przeklinając jednocześnie drzewo; czyj kij złamał się pierwszy, ten był zwycięzcą. Późniejsi Andonici rozstrzygali spory robiąc widowisko publiczne, na którym spierający się robili żarty i ośmieszali się nawzajem, podczas gdy publiczność określała swym aplauzem zwycięzcę.

70:1.4 (783.7) Jednak takie zjawisko, jak wojna, nie mogło zaistnieć, dopóki społeczeństwo nie rozwinęło się odpowiednio, aby mieć zarówno czas pokoju jak i aprobować zwyczaje wojenne. Sama idea wojny zakłada istnienie jakiegoś stopnia organizacji.

70:1.5 (784.1) Wraz z pojawieniem się grup społecznych, zadrażnienia indywidualne zaczęły się rozpływać w odczuciach grupowych, co sprzyjało spokojowi wewnątrz plemienia kosztem pokoju międzyplemiennego. Zatem z początku pokojem cieszyła się zamknięta grupa bądź plemię, które żywiło nienawiść do obcej grupy, cudzoziemców. Człowiek pierwotny uważał rozlanie krwi obcych za cnotę.

70:1.6 (784.2) Jednak z początku nawet to nie działało. Kiedy dawni wodzowie próbowali redukować nieporozumienia, uznawali często za konieczne zezwolić na plemienne walki na kamienie, przynajmniej raz na rok. Klan mógł podzielić się na dwie grupy i cały dzień walczyć. I to bez przyczyny, tylko dla zabawy; ci ludzie naprawdę lubili walkę.

70:1.7 (784.3) Wojny nadal trwają, ponieważ człowiek ma swoją naturę, ukształtował się ze zwierzęcia a wszystkie zwierzęta są wojownicze. Do wczesnych przyczyn wojny można zaliczyć:

70:1.8 (784.4) 1. Głód, który powodował najazdy dla zdobycia żywności. Niedobór ziemi zawsze wywoływał wojnę i podczas takich walk, pierwotne, pokojowe plemiona, zostały praktycznie wyniszczone.

70:1.9 (784.5) 2. Brak kobiet – próba redukcji niedoborów pomocy domowej. Kradzież kobiet zawsze wywoływała wojnę.

70:1.10 (784.6) 3. Próżność – chęć pokazania plemieniu swojej dzielności. Zaawansowane grupy mogły walczyć po to, żeby narzucić swój sposób życia ludom opóźnionym.

70:1.11 (784.7) 4. Niewolnicy – potrzeba większej liczby pracowników.

70:1.12 (784.8) 5. Rewanż był przyczyną wojny, kiedy jakieś plemię wierzyło, że sąsiednie plemię przyczyniło się do śmierci członka ich plemienia. Żałoba trwała tak długo, dopóki głowa nie została przyniesiona do domu. Wojna dla zemsty wciąż wybuchała, aż do względnie współczesnych czasów.

70:1.13 (784.9) 6. Rozrywka – wojna w tamtych, dawnych czasach, uważana była przez młodych mężczyzn za rozrywkę. Jeśli nie było dobrego i odpowiedniego pretekstu do wojny, kiedy pokój stawał się nieznośny, sąsiadujące plemiona miały w zwyczaju zaczynać półprzyjacielską walkę, zaczynając najazd dla zabicia wolnego czasu, aby mieć pozorną wojnę.

70:1.14 (784.10) 7. Religia – chęć zdobycia nawróconych na wiarę. Wszystkie religie prymitywne aprobowały wojnę. Dopiero niedawno religia zaczęła dezaprobować wojnę. Wczesne kapłaństwo było, niestety, zazwyczaj związane z siłą wojskową. Jedno z największych, epokowych posunięć pokojowych polegało na próbie separacji Kościoła i państwa.

70:1.15 (784.11) Dawne plemiona zawsze składały wojnę w ofierze swym bogom, na rozkaz swych wodzów lub uzdrawiaczy. Hebrajczycy wierzyli w takiego „Boga walki” a opowieść o ich najeździe na Madianitów jest typowym opisem bestialskiego okrucieństwa antycznych walk plemiennych; napaść ta, połączona z rzezią wszystkich mężczyzn i późniejszym zabiciem wszystkich dzieci płci męskiej oraz wszystkich kobiet, które nie były dziewicami, mogłaby przypaść do gustu wodzom plemiennym sprzed dwustu tysięcy lat. I wszystko to zrobiono w „imię Pana Boga Izraela”.

70:1.16 (784.12) Jest to opowieść o ewolucji społeczeństwa – o naturalnym rozwiązywaniu problemów narodów – o człowieku wypracowującym swe własne przeznaczenie na Ziemi. Okrucieństwa takie nie są inspirowane przez Bóstwo, pomimo, że człowiek ma tendencje obciążać bogów odpowiedzialnością za nie.

70:1.17 (784.13) Wojenne miłosierdzie powoli docierało do ludzkości. Nawet kiedy Debora, kobieta, rządziła Hebrajczykami, wciąż trwało to samo, masowe okrucieństwo. Jej generał, odnosząc zwycięstwo nad nie-Żydami, sprawił, że „padło całe wojsko od miecza, ani jeden się nie ostał”.

70:1.18 (785.1) W historii gatunku ludzkiego, bardzo wcześnie zaczęto używać zatrutej broni. Praktykowano wszystkie formy okaleczenia. Saul nie wahał się zażądać stu filistyńskich napletków jako wiana, którym Dawid miał zapłacić za jego córkę Mikal.

70:1.19 (785.2) Wczesne wojny staczano pomiędzy całymi plemionami, jednak w czasach późniejszych, gdy spierały się dwie osoby z różnych plemion, zamiast walki obu plemion pojedynek staczało dwu spierających się. Weszło także w zwyczaj, że dwa wojska stawiały wszystko na wynik walki pomiędzy dwoma reprezentantami, wybranymi z każdej strony, jak w przypadku Dawida i Goliata.

70:1.20 (785.3) Pierwszą subtelnością wojny było branie jeńców. Potem wykluczono kobiety z działań wojennych, jeszcze później przyszła identyfikacja osób nie walczących. Wkrótce powstały kasty wojskowe i stałe wojsko, żeby dotrzymać kroku narastającej złożoności walki. Takim wojownikom wcześnie zakazano się wiązać z kobietami a kobiety dawno już przestały walczyć, choć zawsze karmiły i pielęgnowały żołnierzy i dodawały im otuchy do walki.

70:1.21 (785.4) Wielki postęp przyniósł zwyczaj wypowiadania wojny. Takie deklaracje zamiaru podjęcia walki wskazywały na początki poczucia uczciwości, po czym stopniowo rozwijały się zasady „cywilizowanego” prowadzenia wojny. Bardzo wcześnie stało się zwyczajem, żeby nie walczyć w pobliżu miejsc religijnych a jeszcze później, żeby nie walczyć w pewne święte dni. Potem przyszła generalna akceptacja prawa azylu; zbiegowie polityczni otrzymywali schronienie.

70:1.22 (785.5) W ten sposób stopniowo formowały się zasady prowadzenia wojny, od prymitywnego polowania na człowieka aż do bardziej uporządkowanych, w pewnym sensie, zasad współczesnych, „cywilizowanych” narodów. Tym niemniej bardzo powoli społeczna tendencja do utrzymywania dobrych stosunków wypiera wrogość.

2. Społeczne wartości wojny

70:2.1 (785.6) W epokach minionych zażarta wojna mogła wprowadzać zmiany społeczne i ułatwiać przyswajanie nowych idei, takich, jakie nigdy nie powstałyby naturalnie przez dziesięć tysięcy lat. Straszliwa cena, płacona za takie oczywiste korzyści z wojny, polegała na tym, że społeczeństwo chwilowo cofało się wstecz, do stadium dzikości; cywilizowane racje zmuszone były ustępować. Wojna jest silnym lekarstwem, bardzo drogim i wyjątkowo niebezpiecznym; i kiedy często leczy pewne społeczne dolegliwości, czasami zabija pacjenta, niszczy społeczeństwo.

70:2.2 (785.7) Stała konieczność obrony narodowej stwarza wiele nowych i zaawansowanych, społecznych adaptacji. Dziś społeczeństwo korzysta z długiej listy dobrodziejstw, użytecznych innowacji, które z początku były wyłącznie wojskowe; zawdzięcza wojnie nawet taniec, który był jedną z wczesnych form musztry wojskowej.

70:2.3 (785.8) Wojna posiadała wartości społeczne dla dawnych cywilizacji, ponieważ:

70:2.4 (785.9) 1. Narzucała dyscyplinę, przymusową współpracę.

70:2.5 (785.10) 2. Nagradzała hart ducha i odwagę.

70:2.6 (785.11) 3. Podsycała i pokrzepiała nacjonalizm.

70:2.7 (785.12) 4. Wyniszczała ludzi słabych i nieprzystosowanych.

70:2.8 (785.13) 5. Rozwiewała iluzję prymitywnej równości i selektywnie rozwarstwiała społeczeństwo.

70:2.9 (785.14) Wojna miała pewne ewolucyjne i wybiórcze wartości, ale kiedyś musi być zarzucona, tak samo jak niewolnictwo, w miarę powolnego posuwania się cywilizacji naprzód. Dawne wojny sprzyjały podróżowaniu i wymianie kulturalnej; tym celom służą teraz lepiej współczesne metody transportu i łączności. Dawne wojny umacniały narody, ale współczesne walki niszczą cywilizowaną kulturę. Antyczne wojny przynosiły zdziesiątkowanie opóźnionych narodów; czystym wynikiem współczesnych konfliktów jest selektywna destrukcja najlepszych grup ludzkości. Dawne wojny stymulowały organizację i wydajność, ale cechy te są teraz celem współczesnego przemysłu. W epokach minionych wojna była tym fermentem społecznym, który pchał cywilizację do przodu; takie rezultaty osiąga się teraz lepiej poprzez ambicję i wynalazki. Starożytne wojny podtrzymywały ideę boga wojen, jednak człowiek współczesny miał powiedziane, że Bóg jest miłością. W przeszłości wojna służyła wielu wartościowym celom, była rusztowaniem koniecznym do budowy cywilizacji, ale szybko stała się kulturalnym bankrutem – niezdolna do tworzenia dywidend społecznego zysku, w jakikolwiek sposób proporcjonalnych do straszliwych strat towarzyszących jej wywołaniu.

70:2.10 (786.1) Kiedyś lekarze wierzyli w puszczanie krwi jako metodę leczenia wielu chorób, lecz od tamtego czasu odkryli lepsze środki na większość dolegliwości. I tak samo międzynarodowe puszczanie krwi na wojnie na pewno kiedyś ustąpi miejsca odkryciu lepszych metod leczenia chorób narodów.

70:2.11 (786.2) Narody Urantii zaczęły już gigantyczne zmagania pomiędzy nacjonalistycznym militaryzmem a industrializmem, a konflikt ten jest pod wieloma względami analogiczny do epokowych zmagań pomiędzy pasterzem-myśliwym a rolnikiem. Jeśli jednak industrializm ma zatryumfować nad militaryzmem, musi uniknąć tych zagrożeń, które go otaczają. Zagrożenia, jakie niesie rozwijający się na Urantii przemysł, są następujące:

70:2.12 (786.3) 1. Silne ukierunkowanie w kierunku materializmu, duchowej ślepoty.

70:2.13 (786.4) 2. Kultywowanie władzy bogactwa, wypaczenie wartości.

70:2.14 (786.5) 3. Nałóg luksusu, niedojrzałości kulturowej.

70:2.15 (786.6) 4. Narastające niebezpieczeństwo zgnuśnienia, niewrażliwość na służbę.

70:2.16 (786.7) 5. Narastanie niepożądanej słabości gatunku, degeneracja biologiczna.

70:2.17 (786.8) 6. Zagrożenie znormalizowanym niewolnictwem industrialnym, stagnacja osobowości. Praca uszlachetnia, ale harówka powoduje odrętwienie.

70:2.18 (786.9) Militaryzm jest autokratyczny i okrutny – dziki. Sprzyja tworzeniu organizacji społecznej u zdobywców, jednak dezintegruje zwyciężonych. Industrializm jest bardziej cywilizowany i powinien być tak pokierowany, aby ożywiał inicjatywę i popierał indywidualizm. Społeczeństwo powinno pomagać oryginalności wszelkimi możliwymi sposobami.

70:2.19 (786.10) Gloryfikacja wojny byłaby błędem; raczej spróbujcie przyjrzeć się temu, co ona zrobiła dla społeczeństwa, tak, abyście mogli dokładniej uzmysłowić sobie, co powinno ją zastąpić, aby można było kontynuować postęp cywilizacji. A jeśli nie dostarczy się odpowiednich substytutów, możecie być pewni, że wojny trwać będą jeszcze długo.

70:2.20 (786.11) Człowiek nigdy nie zaakceptuje pokoju jako normalnego sposobu życia, zanim nie zostanie dogłębnie i wielokrotnie przekonany o tym, że pokój jest najlepszy dla jego materialnego dobra i zanim społeczeństwo, w mądry sposób, nie dostarczy pokojowych substytutów dla zaspokojenia wrodzonych tendencji okresowego luzowania zbiorowego pędu, który dąży do uwolnienia wciąż gromadzących się emocji i energii, jakie należą do samozachowawczych odruchów gatunku ludzkiego.

70:2.21 (786.12) Jednak wojnę, nawet kiedy zanika, należy szanować jako szkołę tego doświadczenia, które zmuszało grupę aroganckich jednostek do podporządkowania się wysoce scentralizowanej władzy – naczelnego wodza. Starodawne wojny wybierały na dowódców ludzi wielkich od urodzenia, ale współczesne wojny już tego nie robią. Żeby znaleźć przywódców, społeczeństwo musi się teraz zwrócić do pokojowych zdobyczy: przemysłu, nauki i osiągnięć społecznych.

3. Wczesne związki międzyludzkie

70:3.1 (787.1) W najbardziej prymitywnym społeczeństwie horda jest wszystkim; nawet dzieci są wspólną własnością. Rozwijająca się rodzina zastępuje hordę w wychowaniu dzieci, podczas gdy wyłaniające się klany i plemiona przejmują rolę jednostek społecznych.

70:3.2 (787.2) Pociąg seksualny i miłość macierzyńska umacniają rodzinę. Jednak, dopóki nie zaczną się kształtować grupy ponadrodzinne, nie pojawi się prawdziwy rząd. W przedrodzinnych czasach hordy, przywódców stanowiły nieformalnie wybierane jednostki. Afrykańscy Buszmeni nigdy nie wyszli poza to prymitywne stadium; nie mają wodzów w hordzie.

70:3.3 (787.3) Dzięki związkom krwi rodziny łączyły się w klany, w grupy krewnych; z klanów kształtowały się potem plemiona, wspólnoty terytorialne. Wojny i nacisk zewnętrzny zmuszały do tworzenia organizacji plemiennej z pokrewnych klanów, jednak handel i wymiana były tymi czynnikami, które trzymały w pewnym stopniu wewnętrznego pokoju te wczesne, prymitywne grupy ludzkie.

70:3.4 (787.4) Pokój na Urantii znacznie lepiej będzie propagowany przez międzynarodowe organizacje handlowe niż przez wszystkie sentymentalne sofistyki marzycielskich planów pokojowych. Powiązaniom handlowym pomaga rozwój języka i ulepszone metody komunikowania się, jak również lepszy transport.

70:3.5 (787.5) Brak wspólnego języka zawsze utrudniał rozwój pokojowych grup ludzkich, ale pieniądze stały się uniwersalnym językiem współczesnego handlu. Współczesne społeczeństwo trzyma się w całości zasadniczo dzięki rynkowi przemysłowemu. Motyw zysku jest potężnym cywilizatorem, kiedy wspomagany jest chęcią służenia.

70:3.6 (787.6) W dawnych czasach każde plemię otaczało się koncentrycznymi kręgami coraz większego strachu i podejrzliwości, zatem zwyczajowo zabijano kiedyś wszystkich obcych, później brano ich w niewolę. Stara idea przyjaźni oznaczała adopcję do klanu a członkostwo klanu, jak wierzono, trwa nawet po śmierci – jest to jedna z wcześniejszych koncepcji życia wiecznego.

70:3.7 (787.7) Obrzęd adopcji polegał na wzajemnym piciu krwi. W niektórych grupach zamiast picia krwi wymieniano ślinę, co jest pradawnym początkiem zwyczajowego, przyjacielskiego pocałunku. A wszystkie uroczystości nawiązywania związków międzyludzkich, czy to małżeństwa, czy poprzez adopcję, zawsze kończyły się ucztowaniem.

70:3.8 (787.8) W późniejszych czasach używano krwi rozcieńczonej czerwonym winem a w końcu pito samo wino, aby przypieczętować ceremonię adopcji, którą wyrażano poprzez zetknięcie się pucharów z winem a dopełniano wypiciem trunku. Hebrajczycy stosowali zmodyfikowaną formę tego obrzędu adopcji. Ich arabscy przodkowie składali przysięgę, podczas której ręka kandydata spoczywała na organie rozrodczym rodowitego członka plemienia. Hebrajczycy traktowali adoptowanych obcych przyjaźnie i bratersko. „Przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego”.

70:3.9 (787.9) „Gościnna przyjaźń” była relacją tymczasowej gościnności. Kiedy odwiedzający gość odjeżdżał, łamano talerz na połowę i jedną część dawano odjeżdżającemu przyjacielowi; służyło to jako odpowiednia rekomendacja gospodarza dla nowych gości, mogących później przybyć. Było obyczajem gości ze swojej strony odpłacić się gospodarzowi opowiadaniem historii o swych podróżach i przygodach. W dawnych latach gawędziarze stali się tak popularni, że w końcu pojawił się zwyczaj zabraniający im opowiadać zarówno podczas polowań jak i w czasie żniw.

70:3.10 (788.1) Pierwszymi traktatami pokojowymi były „więzy krwi”. Spotykali się ambasadorzy pokoju dwu wojujących plemion, składali sobie wyrazy uszanowania, później nakłuwali skórę do krwi, po czym ssali sobie nawzajem krew i ogłaszali pokój.

70:3.11 (788.2) Najwcześniejsze misje pokojowe składały się z delegacji mężczyzn, wiodących wybrane przez siebie dziewczyny dla gratyfikacji seksualnej byłych wrogów; apetytów seksualnych używano do zwalczania żądzy walki. Tak zaszczycone plemię mogło również udać się z rewizytą i w ramach rewanżu zaoferować swoje dziewczęta; po czym pokój był solidnie ugruntowany. Niedługo potem zaczęto uznawać małżeństwa wzajemne pomiędzy rodzinami wodzów.

4. Klany i plemiona

70:4.1 (788.3) Pierwszą pokojową grupą była rodzina, potem klan, plemię, a jeszcze później naród, który w końcu stał się współczesnym państwem terytorialnym. To, że współczesne, pokojowe grupy ludzkie dawno się poszerzyły poza związki krwi, obejmując narody, jest bardzo podbudowujące, niezależnie od tego, że narody Urantii wciąż wydają ogromne sumy na przygotowania do wojen.

70:4.2 (788.4) Klany były grupami krewnych w obrębie plemienia i zawdzięczały swoje istnienie pewnym wspólnym interesom, takim jak:

70:4.3 (788.5) 1. Możliwość prześledzenia swego pochodzenia wstecz, do wspólnego przodka.

70:4.4 (788.6) 2. Wierność wspólnemu totemowi religijnemu.

70:4.5 (788.7) 3. Mówienie tym samym dialektem.

70:4.6 (788.8) 4. Dzielenie wspólnego miejsca zamieszkania.

70:4.7 (788.9) 5. Obawa przed tymi samymi wrogami.

70:4.8 (788.10) 6. Posiadanie wspólnego doświadczenia wojskowego.

70:4.9 (788.11) Naczelnicy klanów zawsze byli podporządkowani szefom plemiennym, wczesne rządy plemienne były luźną konfederacją klanów. Rodzimi Australijczycy nigdy nie wykształcili plemiennej formy rządu.

70:4.10 (788.12) W czasie pokoju rządzili szefowie klanów po linii matki; plemienni szefowie wojenni ustanowili linię ojca. Dwór szefów plemion i wczesnych królów składał się z naczelników klanów, którzy byli zazwyczaj zapraszani przed oblicze króla kilka razy w roku. Królowi dawało to sposobność ich nadzorowania i gwarantowało ich lepszą współpracę. Klany spełniały ważną rolę w samorządzie lokalnym, ale znacznie opóźniały kształtowanie się dużych i silnych narodów.

5. Początki rządu

70:5.1 (788.13) Każda ludzka instytucja ma swój początek a rząd jest produktem stopniowej ewolucji, podobnie jak małżeństwo, wytwórczość i religia. Od wczesnych klanów i prymitywnych plemion rozwijały się stopniowo kolejne rodzaje rządów ludzkich, które powstawały i znikały, dochodząc w końcu do tych form organizacji społecznych i państwowych, które charakteryzują drugą trzecią część dwudziestego wieku.

70:5.2 (788.14) Wraz ze stopniowym wyłanianiem się jednostek rodzinnych utworzone zostały podstawy rządu w ramach organizacji klanu, grupy pokrewnych rodzin. Pierwszym, prawdziwym ciałem rządowym była rada starszych. Ta nadzorująca grupa składała się ze starszych ludzi, którzy wyróżnili się w jakiś szczególny sposób. Mądrość i doświadczenie szanowane były od dawna, nawet u barbarzyńców i tak przyszła długa epoka dominacji starszych. Takie panowanie oligarchii wiekowej przekształcało się stopniowo w ideę patriarchalną.

70:5.3 (789.1) W pierwotnej radzie starszych spoczywał potencjał wszelkich funkcji rządowych: wykonawczych, prawodawczych i sądowniczych. Gdy rada interpretowała aktualne obyczaje, to był sąd; kiedy ustalała nowe, społeczne warunki życia, to było prawodawstwo; zakres, w jakim te zarządzenia i postanowienia były egzekwowane, stanowił wykonawstwo. Przewodniczący rady był prekursorem późniejszych wodzów plemiennych.

70:5.4 (789.2) Niektóre plemiona miały rady kobiece a w wielu plemionach, od czasu do czasu, rządziły kobiety. Pewne plemiona człowieka czerwonego zachowały nauki Onamonalontona, trzymając się jednomyślnych rządów „rady siedmiu”.

70:5.5 (789.3) Trudno było ludzkości zrozumieć, że spierające się społeczeństwo ani nie może zachować pokoju ani też prowadzić wojny. Prymitywna „czcza gadanina” rzadko bywała pożyteczna. Plemiona rychło zrozumiały, że wojsko dowodzone przez grupę, złożoną z szefów klanów, nie ma szans przeciw silnemu wojsku, dowodzonemu przez jednego człowieka. Wojna zawsze tworzyła królów.

70:5.6 (789.4) Z początku wojenni wodzowie wybierani byli tylko na okres pełnienia służby wojskowej i powinni zrezygnować częściowo z władzy w czasie pokoju, kiedy to ich obowiązki były bardziej społecznej natury. Jednak stopniowo zaczęli oni rozciągać swą władzę na pokojowe interwały, dążąc do jej zachowania od jednej wojny aż do drugiej. Częstokroć próbowali tak postępować, aby jedna wojna następowała zaraz po drugiej. Ci dawni wodzowie wojskowi nie lubili pokoju.

70:5.7 (789.5) W późniejszych czasach niektórzy wodzowie wybierani byli do służby niewojskowej, tak typowani ze względu na niezwykłą budowę ciała albo wyjątkowe zdolności osobiste. Człowiek czerwony miał często dwa zestawy wodzów – sachemów albo wodzów pokojowych oraz dziedzicznych wodzów wojennych. Władcy pokojowi byli również sędziami i nauczycielami.

70:5.8 (789.6) Niektóre wczesne wspólnoty rządzone były przez uzdrawiaczy, którzy również częstokroć pełnili funkcje wodzów. Ten sam człowiek mógł funkcjonować jako kapłan, lekarz i wódz naczelny. Dawne insygnia królewskie wywodziły się dosyć często od symboli i emblematów ubioru kapłańskiego.

70:5.9 (789.7) I takimi właśnie etapami tworzyła się stopniowo gałąź wykonawcza rządu. Klan i rady plemienne nadal pełniły funkcje doradcze, stanowiąc poprzedników powstających potem gałęzi prawodawczych i sądowniczych rządu. Dzisiaj, w Afryce, wszystkie te formy prymitywnego rządu nadal istnieją u różnych plemion.

6. Rząd monarszy

70:6.1 (789.8) Rzeczywista władza państwowa powstała dopiero, gdy pojawił się wódz, sprawującego pełną władzę wykonawczą. Człowiek zrozumiał, że skuteczny rząd można mieć tylko wtedy, kiedy nada się władzę osobie, a nie przez nadanie idei.

70:6.2 (789.9) Władanie zrodziło się z idei władzy rodzinnej albo z bogactwa. Kiedy patriarchalny królik stał się prawdziwym królem, nazywany był czasem „ojcem swego narodu”. Później nauczano, że królowie pochodzą od herosów. Jeszcze później władanie stało się dziedziczne, dzięki wierze w boskie pochodzenie królów.

70:6.3 (789.10) Panowanie dziedziczne pozwalało zapobiec anarchii, która dawniej czyniła wielkie spustoszenie w okresie pomiędzy śmiercią króla a wyborem następcy. Rodzina miała przywódcę biologicznego; klan wybranego, rodzimego lidera; plemię a później państwo nie miało naturalnego lidera i to była dodatkowa przyczyna, aby uczynić władzę wodzów-królów dziedziczną. Idea rodzin królewskich i arystokracji opierała się także na obyczaju „posiadania imienia” w klanach.

70:6.4 (790.1) Dziedziczność królów została w końcu uznana za nadprzyrodzoną, uważano, że rody królewskie sięgają wstecz do czasów zmaterializowanego personelu Księcia Caligastii. Tym samym królowie stali się osobami-fetyszami i przesadnie się ich bano, przyjęto specjalne formy językowe do stosowania na dworze. Nawet do niedawna wierzono, że dotknięcie króla może wyleczyć chorobę a niektórzy ludzie na Urantii nadal uważają, że ich władcy pochodzą od bogów.

70:6.5 (790.2) Dawnego króla-fetysza często trzymano w odosobnieniu; był uważany za zbyt świętego, aby można go było oglądać, za wyjątkiem uroczystości i dni świętych. Wybierano zazwyczaj reprezentanta, który miał go uosabiać i taki jest początek urzędu premiera. Pierwszym funkcjonariuszem gabinetu był dysponent żywności; inni przyszli zaraz po nim. Wkrótce władcy wyznaczyli swych reprezentantów do zarządzania handlem i religią a powstanie rady ministrów prowadziło bezpośrednio do rozczłonkowania władzy wykonawczej. Ci pomocnicy dawnych królów stawali się uznawaną szlachtą a żona króla stopniowo dorastała do godności królowej, była kobietą traktowaną z wielkim szacunkiem.

70:6.6 (790.3) Niegodziwi władcy zdobywali wielką władzę dzięki odkryciu trucizny. Magia dawnego dworu była diaboliczna, wrogowie króla umierali prędko. Jednak nawet najbardziej despotyczny tyran podlegał pewnym restrykcjom; ograniczał go przynajmniej nieustanny strach przed zamachem. Uzdrawiacze, doktorzy-czarownicy i kapłani, zawsze byli potężnym hamulcem dla królów. Potem ograniczali wpływy króla właściciele ziemscy, arystokracja. Co jakiś czas klany i plemiona po prostu się buntowały i obalały swych despotów i tyranów. Usunięci władcy, kiedy zostali skazani na śmierć, często dostawali alternatywę popełnienia samobójstwa, co w dawnym społeczeństwie dało początek modzie popełniania samobójstw w pewnych okolicznościach.

7. Prymitywne kluby i tajne stowarzyszenia

70:7.1 (790.4) Powinowactwo krwi stanowiło o powstawaniu pierwszych grup społecznych; stowarzyszanie się powiększało spowinowacony klan. Małżeństwa mieszane były kolejnym krokiem zmierzającym do powiększania grupy, a powstałe w wyniku tego kompleksowe plemię było pierwszym ciałem prawdziwie politycznym. Następny krok w rozwoju społecznym przyniosła ewolucja kultów religijnych i klubów politycznych. Pojawiły się one najpierw jako tajne stowarzyszenia i z początku były wyłącznie religijne; potem zaczęły pełnić funkcje regulacyjne. Na początku były to kluby męskie, potem pojawiły się grupy kobiece. Wkrótce podzieliły się na dwie klasy: socjopolityczną i religijno-mistyczną.

70:7.2 (790.5) Wiele było powodów, aby dochować tajemnicy w tych stowarzyszeniach, takich jak:

70:7.3 (790.6) 1. Lęk przed narażeniem się na niezadowolenie władców, ze względu na pogwałcenie jakiegoś tabu.

70:7.4 (790.7) 2. Praktykowanie religijnych rytuałów plemiennej mniejszości.

70:7.5 (790.8) 3. Zachowanie wartościowego „ducha” albo tajemnic zawodowych.

70:7.6 (790.9) 4. Korzystanie z jakichś specjalnych amuletów czy magii.

70:7.7 (790.10) To właśnie tajemnica otaczająca takie społeczności nadawała wszystkim ich członkom mistyczną moc w oczach reszty plemienia. Tajemniczość przemawiała także do próżności; wtajemniczeni byli arystokracją społeczną tamtych czasów. Po inicjacji chłopcy polowali z mężczyznami, podczas gdy wcześniej zbierali warzywa z kobietami. Najwyższym upokorzeniem, hańbą plemienną, było nie przejście prób dojrzałości, tym samym musieć pozostawać poza miejscem pobytu mężczyzn, z kobietami i dziećmi i być uznanym za zniewieściałego. Nie inicjowanym nie pozwalano się również żenić.

70:7.8 (791.1) Ludy prymitywne bardzo wcześnie nauczały swe dorastające dzieci wstrzemięźliwości seksualnej. Stało się zwyczajem zabieranie chłopców od rodziców, od wieku dojrzałości do czasu małżeństwa; ich edukację i szkolenie powierzano tajnym, męskim stowarzyszeniom. Jednym z głównych zadań tych klubów było sprawowanie kontroli nad dorastającymi, młodymi ludźmi, co zapobiegało narodzinom nieślubnych dzieci.

70:7.9 (791.2) Skomercjalizowana prostytucja zaczęła się wtedy, gdy takie męskie kluby płaciły pieniądze za korzystanie z kobiet innych plemion. Jednak wcześniejsze grupy ludzkie były w znacznej mierze wolne od rozwiązłości seksualnej.

70:7.10 (791.3) Obrzędy inicjacji do dojrzałości rozciągały się zazwyczaj na okres pięciu lat. Obrzędy te obejmowały wiele umartwień i bolesnych nacięć. Obrzezanie praktykowano z początku jako rytuał inicjacji do jednego z tych tajnych stowarzyszeń. Znaki plemienne karbowano na ciele jako część inicjacji do dojrzałości, tatuaż zapoczątkowany został również, jako oznaka członkostwa. Takie tortury, w połączeniu ze znacznymi niedostatkami, miały na celu zahartowanie młodzieży, danie jej wrażeń rzeczywistości życia oraz jego nieuniknionych trudów. Cel ten znacznie lepiej osiągają pojawiające się później gry atletyczne i zawody gimnastyczne.

70:7.11 (791.4) Oprócz tego tajne stowarzyszenia miały na celu doskonalenie etyki młodocianych; jednym z głównych celów obrzędów dojrzałości było wpojenie chłopcu, że musi on poniechać żon innych mężczyzn.

70:7.12 (791.5) Po tych latach rygorystycznej dyscypliny i szkolenia pozwalano zazwyczaj młodym ludziom, tuż przed małżeństwem, na krótki okres odpoczynku i wolności, po czym wracali, żeby się żenić i podporządkować na całe życie plemiennym tabu. I ten pradawny obyczaj przetrwał aż do czasów dzisiejszych, jako niemądra zasada pozwalania na „wyszumienie się”.

70:7.13 (791.6) Wiele późniejszych plemion zezwalało na tworzenie tajnych klubów kobiecych, których celem było przygotowanie dorastających dziewcząt do obowiązków żon i matek. Po inicjacji dziewczęta gotowe były do małżeństwa i pozwalano im uczęszczać na „pokazy panien młodych”, zabawę towarzyską tamtych czasów. Wcześnie pojawiły się zgromadzenia kobiece, składające ślubowanie nie wstępowania w związki małżeńskie.

70:7.14 (791.7) Wkrótce powstały kluby, które nie były tajne, kiedy to grupy nieżonatych mężczyzn i kobiet w stanie wolnym formowały swe odrębne organizacje. W rzeczywistości takie organizacje były pierwszymi szkołami. A chociaż kluby męskie i kobiece często prześladowały się wzajemnie, niektóre zaawansowane plemiona, po zetknięciu się z nauczycielami z Dalamatii, prowadziły eksperymenty z koedukacją, posiadając szkoły z zakwaterowaniem dla obojga płci.

70:7.15 (791.8) Tajne stowarzyszenia przyczyniały się do powstawania kast społecznych, głównie dzięki tajemniczemu charakterowi ich inicjacji. Członkowie tych stowarzyszeń z początku nosili maski, aby odstraszać ciekawskich podczas żałobnych obrzędów – kultu przodków. Później rytuał ten przekształcił się w pseudo seanse, na których, jak uważano, pojawiały się duchy. Pradawne stowarzyszenia „nowych narodzin” używały znaków i stosowały specjalny, tajny język; wyrzekały się również pewnych pokarmów i napojów. Pełniły rolę policji nocnej a oprócz tego działały w szerokim zakresie funkcji społecznych.

70:7.16 (792.1) Wszelkie tajne stowarzyszenia narzucały swym członkom przysięgę, zalecały ufność i nauczały dochowywania tajemnic. Organizacje takie wywoływały strach wśród pospólstwa i panowały nad nim; działały również jako stowarzyszenia straży porządkowej, stosując też prawo linczu. To oni byli pierwszymi szpiegami podczas wojen plemiennych i pierwszą tajną policją w czasach pokoju. Dla nie przebierającego w środkach króla byli zagrożeniem. Żeby zrównoważyć ich wpływy, królowie organizowali swą własną, tajną policję.

70:7.17 (792.2) Stowarzyszenia takie przyczyniały się do powstawania pierwszych partii politycznych. Pierwszy rząd partyjny był rządem „silni” przeciw „słabym”. W dawnych czasach zmiana administracji następowała tylko po wojnie domowej, co było wystarczającym dowodem na to, że słabi stali się silni.

70:7.18 (792.3) Klubów takich używali kupcy do inkasowania długów i władcy do zbierania podatków. Długotrwałe zmagania toczyły się o podatki, jedną z wcześniejszych form podatku była dziesięcina, jedna dziesiąta od polowania lub zdobyczy. Pierwotnie nakładano podatki na utrzymanie domu królewskiego, jednak uznano, że łatwiej będzie je zbierać pod pokrywką ofiar na obrzędy w świątyni.

70:7.19 (792.4) Niebawem te tajne stowarzyszenia rozwinęły się w pierwsze organizacje charytatywne a później się przekształciły we wczesne stowarzyszenia religijne, prekursorów Kościołów. Na koniec niektóre z tych stowarzyszeń stały się międzyplemienne jako pierwsze organizacje międzynarodowe.

8. Klasy społeczne

70:8.1 (792.5) Nierówność psychiczna i fizyczna istot ludzkich gwarantuje pojawienie się klas społecznych. Jedyne światy bez warstw społecznych to te najbardziej prymitywne i te najbardziej zaawansowane. W początkach cywilizacji nie ma jeszcze zróżnicowania poziomów społecznych, podczas gdy świat ustanowiony w światłości i życiu w znacznej mierze zaciera te podziały ludzkości, tak charakterystyczne dla wszystkich pośrednich stadiów ewolucyjnych.

70:8.2 (792.6) Kiedy społeczeństwo wyłoniło się z dzikości do poziomu barbarzyństwa, jego ludzkie komponenty miały tendencje do grupowania się w klasach z następujących powodów:

70:8.3 (792.7) 1. Naturalnych – kontakt, pokrewieństwo i małżeństwo; pierwsze podziały społeczne były oparte na płci, wieku i krwi – na pokrewieństwie z wodzem.

70:8.4 (792.8) 2. Osobistych – uznanie z powodu zdolności, wytrzymałości, umiejętności i hartu; po czym szybko przyszło uznanie w wyniku opanowania języka, wiedzy oraz ogólnej inteligencji.

70:8.5 (792.9) 3. Zbiegu okoliczności – wojna i emigracja powodowały rozdzielanie się grup ludzkich. Na kształtowanie się klas silny wpływ miały podboje, stosunek zwycięzcy do zwyciężonego, podczas gdy niewolnictwo przyniosło pierwszy, generalny podział społeczeństwa na wolnych i zniewolonych.

70:8.6 (792.10) 4. Ekonomicznych – bogaty i biedny. Bogactwo i posiadanie niewolników było zasadniczą przyczyną powstania jednej z klas społecznych.

70:8.7 (792.11) 5. Geograficznych – klasy powstałe w rezultacie osadnictwa miejskiego lub wiejskiego. Miasto i wieś przyczyniły się odpowiednio do zróżnicowania ludzi na pasterza-rolnika i kupca-przemysłowca, wraz z ich różnorodnymi punktami widzenia i metodami działania.

70:8.8 (792.12) 6. Społecznych – klasy formowały się stopniowo, odpowiednio do powszechnej oceny wartości społecznej różnych grup. Najwcześniejsze podziały tego rodzaju to rozgraniczenia pomiędzy kapłanami-nauczycielami, władcami-wojownikami, kapitalistami-kupcami, zwykłymi robotnikami i niewolnikami. Niewolnik nigdy nie mógł zostać kapitalistą, chociaż czasami pracownik mógł zechcieć wstąpić w szeregi kapitalistów.

70:8.9 (793.1) 7. Zawodowych – w miarę przybywania zawodów pojawiła się tendencja do ustanawiania kast i cechów. Pracownicy dzielili się na trzy grupy: klasy profesjonalne, razem z uzdrawiaczami, potem pracownicy wykwalifikowani a następnie robotnicy niewykwalifikowani.

70:8.10 (793.2) 8. Religijnych – dawne kluby kultowe wytworzyły swe własne klasy w obrębie klanów i plemion, a pobożność i mistycyzm kapłanów zachowały ich na długo, jako oddzielną grupę społeczną.

70:8.11 (793.3) 9. Rasowych – obecność dwu albo większej ilości ras w obrębie danego narodu, czy jednostki terytorialnej, tworzyła zazwyczaj kasty kolorowe. Pierwotny system kastowy Indii oparty był na kolorze skóry, tak samo jak wczesnego Egiptu.

70:8.12 (793.4) 10. Wiekowych – młodzież i dorośli. W różnych plemionach chłopiec pozostawał pod nadzorem swego ojca tak długo, jak żył ojciec, podczas gdy dziewczyna pozostawała pod opieką matki aż do małżeństwa.

70:8.13 (793.5) Elastyczne i zmienne klasy społeczne są nieodzowne dla rozwijającej się cywilizacji, kiedy jednak klasa staje się kastą, kiedy poziomy społeczne ulegają petryfikacji, umocnienie stabilności społeczeństwa odbywa się kosztem zmniejszenia inicjatywy osobistej. Kasta społeczna rozwiązuje problem znalezienia czyjegoś miejsca w wytwórczości, ale też ostro ogranicza rozwój indywidualny i praktycznie uniemożliwia współpracę społeczną.

70:8.14 (793.6) Klasy w społeczeństwie, uformowawszy się naturalnie, będą istniały tak długo, aż rodzaj ludzki nie zlikwiduje ich stopniowo na drodze ewolucyjnej, poprzez inteligentną manipulację biologicznymi, intelektualnymi i duchowymi zasobami rozwijającej się cywilizacji, czyli przez:

70:8.15 (793.7) 1. Renowację biologiczną zasobów gatunku – selektywną eliminację gorszych mutacji ludzkich. Będzie to prowadzić do likwidacji wielu nierówności pośród śmiertelników.

70:8.16 (793.8) 2. Edukacyjne ćwiczenia coraz większej wydolności mózgu, powstałej w wyniku takiego, biologicznego udoskonalenia.

70:8.17 (793.9) 3. Religijne ożywianie uczuć pokrewieństwa i braterstwa u śmiertelników.

70:8.18 (793.10) Jednak takie posunięcia mogą wydać swoje prawdziwe owoce dopiero w odległych, przyszłych tysiącleciach, chociaż sporo udoskonaleń społecznych pojawi się natychmiast w wyniku inteligentnego, mądrego i cierpliwego operowania tymi czynnikami, które przyspieszają postęp kulturowy. Religia jest tą potężną dźwignią, która podnosi cywilizację z poziomu chaosu, ale jest bezsilna w oderwaniu od punktu podparcia, od zdrowego i normalnego umysłu, ugruntowanego pewnie w zdrowym i normalnym dziedzictwie.

9. Prawa człowieka

70:9.1 (793.11) Natura nie daje człowiekowi praw, daje tylko życie i świat, w którym człowiek żyje. Natura nie daje nawet prawa do życia, co można wydedukować, rozważając, co się ewentualnie stanie, kiedy nieuzbrojony człowiek spotka głodnego tygrysa twarzą w twarz w pierwotnych lasach. Podstawowym darem społeczeństwa dla człowieka jest bezpieczeństwo.

70:9.2 (793.12) Społeczeństwo stopniowo zapewnia sobie prawa, a w chwili obecnej są to:

70:9.3 (793.13) 1. Gwarancja dostarczenia żywności.

70:9.4 (793.14) 2. Obrona wojskowa – bezpieczeństwo oparte na gotowości bojowej.

70:9.5 (793.15) 3. Zabezpieczenie pokoju wewnętrznego – zapobieganie używaniu przemocy wobec jednostki oraz niepokojom społecznym.

70:9.6 (794.1) 4. Kontrola seksualna – małżeństwo, instytucja rodziny.

70:9.7 (794.2) 5. Własność – prawo do posiadania.

70:9.8 (794.3) 6. Popieranie współzawodnictwa indywidualnego i grupowego.

70:9.9 (794.4) 7. Zapewnienie edukacji i kształcenia młodzieży.

70:9.10 (794.5) 8. Popieranie przemysłu i handlu – rozwój industrialny.

70:9.11 (794.6) 9. Poprawa warunków pracy i wynagrodzenia.

70:9.12 (794.7) 10. Zagwarantowanie swobody praktyk religijnych do tego stopnia, że wszystkie inne funkcje społeczne mogą stać się podniosłe, dzięki motywacji duchowej.

70:9.13 (794.8) Kiedy prawa są stare i nie wiadomo skąd się wzięły, zwane są często prawami naturalnymi. Jednak naprawdę prawa człowieka nie są naturalne, one są wyłącznie społeczne. Są względne i zawsze zmienne, nie będąc niczym innym niż zasadami gry – uznanymi adaptacjami tych zależności, które rządzą zawsze zmiennymi zjawiskami ludzkiego współzawodnictwa.

70:9.14 (794.9) To, co może być uznawane za prawo w jednej epoce, nie musi być traktowane jako takie w innej. Wielka liczba ułomnych i degeneratów przetrwała nie dlatego, że mają oni naturalne prawo w ten sposób obarczać cywilizację dwudziestego wieku, ale po prostu dlatego, że społeczeństwo tej epoki, jego obyczaje, tak stanowią.

70:9.15 (794.10) W europejskim średniowieczu niewiele praw przyznawano człowiekowi; wtedy każdy do kogoś należał i prawa były tylko przywilejami albo łaskami, przyznawanymi przez państwo czy Kościół. I bunt przeciwko temu błędowi tak samo był błędem, z tego powodu, ponieważ prowadził do przekonania, że wszyscy ludzie rodzą się równi.

70:9.16 (794.11) Słabi i opóźnieni zawsze walczyli o równe prawa; obstawali zawsze przy tym, żeby państwo zmusiło silnych i zaawansowanych do zabezpieczania ich potrzeb i skądinąd wyrównało te niedoskonałości, które często były naturalnym rezultatem ich własnej bierności i lenistwa.

70:9.17 (794.12) Tym niemniej ideał równości jest dzieckiem cywilizacji; nie można go znaleźć w naturze. Nawet sama kultura definitywnie ukazuje naturalną nierówność ludzi, poprzez ich bardzo zróżnicowane możliwości kulturalnego postępowania. Gwałtowne i nieewolucyjne uświadomienie sobie domniemanej, naturalnej równości, szybko mogłoby pchnąć wstecz cywilizowanego człowieka do surowych obyczajów epok prymitywnych. Społeczeństwo nie może oferować równych praw wszystkim, ale może obiecać zarządzanie różnymi prawami każdego człowieka uczciwie i sprawiedliwie. Leży w interesie społeczeństwa i jest jego obowiązkiem dostarczenie dziecku natury godziwych i spokojnych warunków egzystencji, możliwości brania udziału w zachowaniu gatunku i jednocześnie korzystania z pewnego stopnia zadowolenia; suma wszystkich trzech składa się na ludzkie szczęście.

10. Ewolucja systemu sprawiedliwości

70:10.1 (794.13) Naturalna sprawiedliwość jest teorią stworzoną przez człowieka; jest nierzeczywista. W naturze, sprawiedliwość jest czysto teoretyczna, jest zupełną fikcją. Natura daje tylko jeden rodzaj sprawiedliwości – nieuniknioną zależność skutków od przyczyn.

70:10.2 (794.14) Sprawiedliwość, jak ją sobie człowiek wyobraża, oznacza otrzymanie tego, co mu prawnie przysługuje i dlatego też jest ona sprawą progresywnej ewolucji. Koncepcja sprawiedliwości może być równie dobrze składnikiem przepełnionego duchem umysłu, ale nie pojawia się ona w pełni ukształtowana na światach w przestrzeni.

70:10.3 (794.15) Człowiek prymitywny wiązał wszystkie zjawiska z osobami. W wypadku śmierci, dziki pytał nie co zabiło, ale kto? Nie uznawano zatem morderstwa przypadkowego i w karze za zbrodnię zupełnie lekceważono motyw kryminalisty; wyrok wykonywano odpowiednio do poczynionej krzywdy.

70:10.4 (795.1) W najwcześniejszych społeczeństwach prymitywnych opinia publiczna działała bezpośrednio, urzędnicy prawa byli zbyteczni. W prymitywnym życiu nie było prywatności. Bliźni człowieka byli odpowiedzialni za jego postępowanie, stąd prawo wtrącania się w jego sprawy osobiste. Społeczeństwo opierało się na tej teorii, że grupa powinna interesować się i do pewnego stopnia kontrolować zachowanie każdego jej członka.

70:10.5 (795.2) Od dawna wierzono, że duchy wymierzają sprawiedliwość przez uzdrawiaczy i kapłanów, co sprawiło, że te klasy były pierwszymi śledczymi i urzędnikami prawa. Pierwsze metody wykrywania zbrodni polegały na próbach trucizny, ognia i bólu. Te barbarzyńskie próby nie były niczym innym niż surowymi metodami arbitrażu; niekoniecznie musiały rozstrzygać sprawę sprawiedliwie. Na przykład: gdy podawano truciznę a oskarżony wymiotował, był niewinny.

70:10.6 (795.3) W Starym Testamencie zapisana jest jedna z takich prób, test na zdradę małżeńską. Jeśli mężczyzna podejrzewał żonę, że go zdradza, brał ją do kapłana i informował go o swych podejrzeniach, po czym kapłan przygotowywał miksturę, złożoną z wody święconej i śmieci z podłogi świątyni. Po odpowiednich obrzędach, zawierających groźne przekleństwa, oskarżona żona musiała wypić ten obrzydliwy napój. Jeśli była winna „woda niosąca przekleństwa niech wniknie do jej wnętrza, stanie się gorzka i niech sprawi, że spuchnie twe łono a biodra zwiotczeją a kobieta będzie przedmiotem przekleństwa pośród swego narodu”. Jeśli z jakiegokolwiek powodu kobieta wypiła łapczywie ten brudny napój i nie wykazała fizycznych objawów choroby, była niewinna oskarżeń swego zazdrosnego męża.

70:10.7 (795.4) Takie okrutne metody wykrywania przestępstw stosowane były, w takim czy innym czasie, prawie przez wszystkie rozwijające się plemiona. Pojedynkowanie się jest przetrwałym do dziś sądem poprzez próbę.

70:10.8 (795.5) Nie można się dziwić, że Hebrajczycy i inne półcywilizowane plemiona praktykowały tak prymitywne metody wymiaru sprawiedliwości trzy tysiące lat temu, ale najbardziej dziwi to, że myślący ludzie mogli później zachować taki relikt barbarzyństwa, umieściwszy go w zbiorze swoich pism świętych. Chwila refleksji doprowadzić powinna do wniosku, że żadna boska istota nigdy nie mogła dać śmiertelnemu człowiekowi tak niesprawiedliwych pouczeń, dotyczących wykrywania i osądzania domniemanej niewierności małżeńskiej.

70:10.9 (795.6) Społeczeństwo wcześnie zaczęło stosować zasadę odpłacania, odwetu: oko za oko, życie za życie. Wszystkie rozwijające się plemiona uznawały to prawo krwawej zemsty. Zemsta stała się celem prymitywnego życia, jednak od tamtych czasów religia znacznie zmodyfikowała te wczesne zwyczaje plemienne. Nauczyciele religii objawionej zawsze głosili: „«Pomsta do mnie należy», mówi Pan”. Zabójstwa z zemsty w dawnych czasach nie różniły się zbytnio od współczesnych morderstw, dokonywanych pod pretekstem niepisanego prawa.

70:10.10 (795.7) Samobójstwo było popularną metodą zemsty. Jeśli ktoś nie miał możliwości pomszczenia się za życia, umierał, wierząc w to, że jako duch może wrócić i pomścić się gniewnie na swym wrogu. Ponieważ wierzenie to było bardzo rozpowszechnione, groźba samobójstwa na progu wroga zazwyczaj wystarczała, żeby narzucić jemu warunki. Człowiek prymitywny nie cenił życia zbyt wysoko; samobójstwa z powodu drobiazgów były nagminne, jednak nauki Dalamatian sprawiły, że w znacznym stopniu zaprzestano tego zwyczaju, podczas gdy w ostatnich czasach zjednoczyły się przyjemności, wygody, religia i filozofia, czyniąc życie słodszym i bardziej atrakcyjnym. Jednak strajki głodowe są współczesnym odpowiednikiem tej pradawnej formy odwetu.

70:10.11 (796.1) Jedno z najwcześniejszych sformułowań zaawansowanego prawa plemiennego dotyczyło zapłaty za krew jako sprawy plemiennej. Trudno jednak zrozumieć, że nawet wtedy mąż mógł bezkarnie zabić swą żonę, pod warunkiem, że w pełni za nią zapłacił. Tym niemniej, dzisiejsi Eskimosi nadal zostawiają karę za przestępstwo, nawet za zbrodnię, do zawyrokowania i do wykonania pokrzywdzonej rodzinie.

70:10.12 (796.2) Innym krokiem naprzód było wprowadzenie opłat za naruszenie tabu, ustanowienie grzywny. Opłaty takie przynosiły pierwszy publiczny dochód. Obyczaj płacenia „pieniędzy za krew” również stał się popularny jako substytut krwawej zemsty. Odszkodowania takie zazwyczaj płacono w kobietach albo w bydle; było to na długo przedtem, zanim właściwe grzywny, rekompensaty pieniężne, nakładano jako kary za przestępstwo. Od tamtego czasu idea kary stała się w istocie odszkodowaniem, wszystko, z życiem ludzkim włącznie, zaczęło w końcu mieć swą cenę, którą można było zapłacić w charakterze odszkodowania. Hebrajczycy pierwsi zaprzestali praktyki płacenia odszkodowania za krew. Mojżesz nauczał, że „nie możecie przyjmować żadnego okupu za życie zabójcy, który winien jest śmierci. Musi zostać zabity”.

70:10.13 (796.3) Zatem z początku sprawiedliwość była wymierzana przez rodzinę, potem przez klan a jeszcze później przez plemię. Wymierzanie prawdziwej sprawiedliwości datuje się od czasu zabrania prawa rewanżu z rąk prywatnych i grup rodzinnych i złożenia go w ręce grupy społecznej, państwa.

70:10.14 (796.4) Spalenie żywcem jako kara, było kiedyś powszechnie stosowane. Było to uznawane przez wielu starożytnych władców, z Hammurabim i Mojżeszem włącznie, z których ostatni nakazywał, że wiele przestępstw, szczególnie ciężkie przewinienia natury seksualnej, powinny być karane przez spalenie na stosie. Jeśli „córka kapłana” lub innego wyróżniającego się obywatela została publiczną prostytutką, zgodnie z hebrajskim obyczajem należało „spalić ją w ogniu”.

70:10.15 (796.5) Zaprzedanie – „sprzedanie” lub zdrada towarzyszy plemiennych – była pierwszą śmiertelną zbrodnią. Kradzież bydła powszechnie była karana natychmiastową śmiercią, a do niedawna jeszcze kradzież koni podobnie była karana. Jednak z biegiem czasu zrozumiano, że surowość kary nie ma wpływu na zapobieganie przestępstwu, tak samo jak jej oczywistość i szybkość wykonania.

70:10.16 (796.6) Jeśli społeczeństwo nie ukarze za przestępstwo, zbiorowe oburzenie zazwyczaj odwołuje się do prawa linczu; korzystanie z azylu było sposobem uniknięcia gwałtownego gniewu grupy. Lincz i pojedynki świadczą o tym, że jednostka nie chce oddać prywatnego zadośćuczynienia w ręce państwa.

11. Prawa i sądy

70:11.1 (796.7) Tak samo trudno jest nakreślić wyraźne zróżnicowanie pomiędzy obyczajami a prawami, jak o świcie wskazać dokładnie, kiedy dzień następuje po nocy. Obyczaje są prawami i przepisami porządkowymi w trakcie tworzenia. Niezdefiniowane obyczaje, gdy się dobrze ugruntują, mają tendencje do krystalizowania się w precyzyjne prawa, konkretne przepisy i dobrze określone zasady postępowania społecznego.

70:11.2 (796.8) Z początku prawo zawsze jest neutralizujące i zakazujące, w zaawansowanej cywilizacji staje się ono coraz bardziej przekonywające i ukierunkowujące. Dawne społeczeństwo działało przez zakazy, obdarzając jednostkę prawem do życia przez narzucenie wszystkim innym przykazania „nie zabijaj”. Każde przyznanie praw lub swobód jednostce pociąga za sobą ograniczanie swobód wszystkich innych jednostek i tak działa tabu, prawo prymitywne. Cała idea tabu jest z racji swej natury stosowaniem zakazów, jako że prymitywne społeczeństwo jest generalnie zakazujące w swojej organizacji i we wczesnym wymierzaniu sprawiedliwości, polegającej na narzucaniu tabu. Jednak z początku prawa te stosowano tylko wobec współbraci plemiennych, jak to widać na przykładzie późniejszych Hebrajczyków, którzy mieli odmienny kodeks etyczny dla postępowania z nie-Żydami.

70:11.3 (797.1) Przysięga ma swój początek w czasach Dalamatii, stosowana była, aby zwiększyć wiarygodność zeznań. Takie przysięgi polegały na rzucaniu klątwy na siebie. Dawniej nikt nie mógł zeznawać przeciwko swej rodzimej grupie.

70:11.4 (797.2) Przestępstwo było naruszeniem obyczajów plemiennych, grzech był przekroczeniem tych tabu, które miały aprobatę duchów i długo panowała dezorientacja z powodu niemożności odróżnienia przestępstwa od grzechu.

70:11.5 (797.3) Tabu dotyczące zabijania ustanowiono we własnym interesie, społeczeństwo uświęciło je jako tradycyjny obyczaj, podczas gdy religia konsekrowała ten obyczaj na prawo moralne i tym samym wszystkie trzy współdziałały, aby uczynić życie ludzkie bezpieczniejszym i świętym. W dawnych czasach społeczeństwo nie mogłoby zachować spójności, gdyby prawa nie miały aprobaty religii; w długich epokach ewolucyjnych przesądy były moralnymi i społecznymi siłami policyjnymi. Wszyscy starożytni twierdzili, że ich starsze prawa, tabu, dane były ich przodkom przez bogów.

70:11.6 (797.4) Prawo jest skodyfikowanym zapisem długiego doświadczenia ludzkiego, skrystalizowanej i zalegalizowanej opinii publicznej. Obyczaje były tym surowym materiałem, powstałym z nagromadzonego doświadczenia, z którego późniejsze umysły rządzące sformułowały prawa pisane. Pradawny sędzia nie miał praw. Kiedy ogłaszał decyzję, mówił po prostu: „Taki jest zwyczaj”.

70:11.7 (797.5) Nawiązywanie do precedensu w decyzjach sądowych obrazuje wysiłki sędziów, mające na celu adaptację praw pisanych do zmiennych sytuacji w społeczeństwie. Umożliwia to progresywne dostosowanie się do zmieniających się warunków społecznych, wraz z zachowaniem wrażenia kontynuacji tradycji.

70:11.8 (797.6) Spory o mienie załatwiane były wieloma sposobami, takimi jak:

70:11.9 (797.7) 1. Przez zniszczenie spornej własności.

70:11.10 (797.8) 2. Przez siłę – rywale bili się o nią.

70:11.11 (797.9) 3. Przez arbitraż – decydowała trzecia strona.

70:11.12 (797.10) 4. Przez odwoływanie się do starszych – później do sądów.

70:11.13 (797.11) Pierwsze sądy były regulaminowymi spotkaniami pięściarskimi; sędziowie byli tylko rozstrzygającymi albo arbitrami. Pilnowali, żeby walka była prowadzona zgodnie z ustalonymi przepisami. Zaczynając walkę sądową, każda strona składała sędziemu depozyt na zapłacenie kosztów i grzywny, po tym, jak jedna zostanie pokonana przez drugą. Panowało „prawo silniejszego”. Później argumenty słowne zastąpiły ciosy.

70:11.14 (797.12) Cała idea prymitywnej sprawiedliwości nie była aż tak zadowalająca, żeby rozwiązywać spory i tym samym zapobiegać nieporządkom publicznym oraz przemocy prywatnej. Jednak człowiek prymitywny niezbyt był wrażliwy na to, co teraz można by uznać za niesprawiedliwość; zakładano, że ci, co mają władzę, będą jej używać we własnym interesie. Tym niemniej status jakiejkolwiek cywilizacji można bardzo dobrze określić przez dokładność i sprawiedliwość jej sądów oraz przez integralność jej sędziów.

12. Podział władzy państwowej

70:12.1 (797.13) Wielkie zmagania w ewolucji rządu dotyczyły koncentracji władzy. Administratorzy wszechświata nauczyli się z doświadczenia, że rozwijające się narody na światach zamieszkałych najlepiej są kierowane przez przedstawicielski typ rządu, kiedy jest zachowany właściwy balans władzy pomiędzy dobrze skoordynowanymi ze sobą ciałami wykonawczymi, prawodawczymi i sądowniczymi.

70:12.2 (798.1) Podczas gdy prymitywna władza opierała się na sile, przemocy fizycznej, idealnym rządem jest system przedstawicielski, w którym rządzenie opiera się na zdolnościach jednostek. Jednak w okresie barbarzyństwa było na ogół zbyt wiele wojen, żeby rząd przedstawicielski skutecznie mógł funkcjonować. W długich zmaganiach pomiędzy podziałem władzy a jednością dowodzenia wygrał dyktator. Dawniejsze i rozdzielone uprawnienia prymitywnej rady starszych koncentrowały się stopniowo w osobie absolutnego monarchy. Po nastaniu prawdziwych królów, grupy starszych przetrwały jako ciała doradcze, częściowo prawodawczo-sądownicze; później pojawiły się ciała ustawodawcze o koordynującym statusie a w końcu zostały stworzone najwyższe sądy orzekające, niezależne od ustawodawstwa.

70:12.3 (798.2) Król wprowadzał w życie obyczaje, pierwotne i niepisane prawo. Później egzekwował postanowienia prawodawcze, stanowiące krystalizację opinii publicznej. Zgromadzenie ludowe jako wyraziciel opinii publicznej, stanowiło wielki postęp społeczny, choć kształtowało się powoli.

70:12.4 (798.3) Dawni królowie byli bardzo ograniczani przez obyczaje – przez tradycje lub opinię publiczną. W ostatnich czasach niektóre narody Urantii skodyfikowały swe obyczaje w dokumentarne podstawy rządzenia.

70:12.5 (798.4) Śmiertelnicy Urantii mają prawo do wolności; powinni tworzyć swoje systemy rządowe, powinni uchwalać swe konstytucje i inne statuty dla rządów i postępowania administracyjnego. A zrobiwszy to, powinni wybrać swych najbardziej kompetentnych i najwartościowszych współbraci na głównych administratorów. Na swych przedstawicieli w ciele prawodawczym powinni wybierać jedynie tych, którzy posiadają odpowiednie wartości intelektualne i moralne do pełnienia tak uświęconych obowiązków. Na sędziów wysokich i najwyższych sądów powinni być wybierani tylko ci, którzy posiadają do tego naturalne zdolności, i którzy nabrali mądrości poprzez szerokie doświadczenie.

70:12.6 (798.5) Jeśli ludzie mają zachować swą wolność, muszą, po wprowadzeniu swej karty wolności, zabezpieczyć jej mądrą, inteligentną i nieustraszoną interpretację do tego stopnia, aby się ustrzec przed:

70:12.7 (798.6) 1. Uzurpacją bezpodstawnych uprawnień, zarówno przez ciało wykonawcze jak i prawodawcze.

70:12.8 (798.7) 2. Machinacjami ignorantów i przesądnych agitatorów.

70:12.9 (798.8) 3. Opóźnianiem postępu nauki.

70:12.10 (798.9) 4. Dojściem do martwego punktu zdominowania przez miernotę.

70:12.11 (798.10) 5. Zdominowaniem przez zdeprawowane mniejszości.

70:12.12 (798.11) 6. Kontrolą ambitnych i mądrych kandydatów na dyktatorów.

70:12.13 (798.12) 7. Katastrofalnym wybuchem paniki.

70:12.14 (798.13) 8. Eksploatacją przez ludzi pozbawionych skrupułów.

70:12.15 (798.14) 9. Zniewoleniem podatkami obywateli państwa.

70:12.16 (798.15) 10. Upadkiem rzetelności społecznej i ekonomicznej.

70:12.17 (798.16) 11. Zjednoczeniem Kościoła i państwa.

70:12.18 (798.17) 12. Utratą wolności osobistej.

70:12.19 (798.18) Takie jest przeznaczenie i cel istnienia trybunałów konstytucyjnych, sprawujących nadzór nad maszynerią rządu przedstawicielskiego na świecie ewolucyjnym.

70:12.20 (799.1) Wysiłki ludzkości, dążące do udoskonalenia rządów na Urantii, mają do czynienia z doskonaleniem metod administracyjnych, z ich adaptacją do wciąż zmiennych, bieżących potrzeb, razem z poprawą dystrybucji władzy w obrębie rządu a potem z wybieraniem takich przywódców administracyjnych, którzy naprawdę są mądrzy. Chociaż istnieje boska i idealna forma rządu, nie można jej objawić, ale musi być ona powoli i pracowicie odkrywana przez mężczyzn i kobiety z każdej planety, we wszechświatach czasu i przestrzeni.

70:12.21 (799.2) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 71, Kształtowanie się państwa

Księga Urantii

Przekaz 71

Kształtowanie się państwa

71:0.1 (800.1) PAŃSTWO jest pożytecznym produktem ewolucji cywilizacji; w obliczu spustoszeń i cierpień wojny stanowi ono czysty zysk społeczeństwa. Nawet sztuka rządzenia państwem jest jedynie skumulowaną metodą dostosowania do siebie konkurencyjnych, spornych sił walczących plemion i narodów.

71:0.2 (800.2) Współczesne państwo jest tą instytucją, która przetrwała w długiej walce o władzę grupową. W końcu zwyciężyła doskonalsza władza i wytworzyła produkt faktów – państwo – razem z moralnym mitem absolutnego obowiązku obywatela, aby żyć i umierać dla państwa. Jednak państwo nie ma boskiego pochodzenia; nie było nawet stworzone przez wolicjonalne, inteligentne działanie ludzkie; jest ono instytucją czysto ewolucyjną i powstało zupełnie automatycznie.

1. Zalążek państwa

71:1.1 (800.3) Państwo jest organizacją terytorialną, społeczną i regulacyjną a najsilniejsze, najbardziej sprawnie działające i trwałe państwo, składa się z pojedynczego narodu, którego ludzie mają wspólny język, obyczaje i instytucje.

71:1.2 (800.4) Wczesne państwa były małe i powstawały wyłącznie w wyniku podboju. Nie były to dobrowolne związki. Wiele z nich założyli koczownicy zdobywcy, którzy napadali na pokojowych pasterzy i osiadłych rolników, pokonywali ich i zniewalali. Takie państwa, powstałe w rezultacie podboju, były z konieczności rozwarstwione; istnienie w nich klas było nieuniknione a walki klasowe zawsze miały charakter selektywny.

71:1.3 (800.5) Północne plemiona amerykańskiego człowieka czerwonego nigdy nie osiągnęły prawdziwej państwowości. Nigdy nie rozwinęły się ponad luźną konfederację plemion, bardzo prymitywną formę państwa. Najbardziej zbliżona do państwowości była federacja Irokezów, jednak ta grupa ludzka, złożona z sześciu narodów, nigdy zupełnie nie działała jako państwo i nie przetrwała ze względu na brak pewnych, istotnych czynników nowoczesnego życia narodowego, takich jak:

71:1.4 (800.6) 1. Nabywanie i dziedziczenie prywatnej własności.

71:1.5 (800.7) 2. Miasta z dodatkiem rolnictwa i przemysłu.

71:1.6 (800.8) 3. Użyteczne zwierzęta domowe.

71:1.7 (800.9) 4. Praktyczna organizacja rodziny. Ludzie czerwoni przywiązani byli do rodziny matczynej i do dziedziczenia przez siostrzeńca.

71:1.8 (800.10) 5. Określone terytorium.

71:1.9 (800.11) 6. Silny szef zarządzający.

71:1.10 (800.12) 7. Zniewolenie jeńców – albo ich adoptowali albo masakrowali.

71:1.11 (800.13) 8. Definitywne podboje.

71:1.12 (800.14) Ludzie czerwoni byli zbyt demokratyczni, mieli dobry rząd, który jednak się nie sprawdził. Wykształciliby w końcu państwo, gdyby nie spotkali przedwcześnie bardziej zaawansowanej cywilizacji białego człowieka, który stosował metody rządzenia Greków i Rzymian.

71:1.13 (801.1) Prosperujące państwo rzymskie oparte było na:

71:1.14 (801.2) 1. Rodzinie ojcowskiej.

71:1.15 (801.3) 2. Rolnictwie i udomowieniu zwierząt.

71:1.16 (801.4) 3. Zagęszczeniu populacji – miastach.

71:1.17 (801.5) 4. Prywatnej własności ziemi.

71:1.18 (801.6) 5. Niewolnictwie – klasach obywatelstwa.

71:1.19 (801.7) 6. Podboju i reorganizacji słabych i zacofanych narodów.

71:1.20 (801.8) 7. Określonym terytorium posiadającym drogi.

71:1.21 (801.9) 8. Indywidualnych i silnych władcach.

71:1.22 (801.10) Wielką słabością cywilizacji rzymskiej oraz czynnikiem prowadzącym do ostatecznego upadku imperium było domniemanie tolerancyjne i zaawansowane zapewnienie emancypacji chłopca, w dwudziestym pierwszym roku życia, oraz bezwarunkowa wolność dziewczyny, która mogła wyjść za mąż za człowieka, jakiego sama wybrała albo wyjechać za granicę, w szeroki świat i zostać niemoralną. Szkoda dla społeczeństwa wynikała nie z samych tych reform, ale raczej z nagłej oraz powszechnej metody ich zaprowadzenia. Upadek Rzymu ukazuje, czego się można spodziewać, kiedy państwo zbyt szybko się rozszerza, w połączeniu z degeneracją wewnętrzną.

71:1.23 (801.11) Zalążek państwa mógł zaistnieć dzięki zanikaniu więzów krwi na rzecz więzów terytorialnych a takie federacje plemienne były zazwyczaj mocno scementowane przez podboje. Podczas gdy suwerenność, która góruje nad wszystkimi drobnymi sprzecznościami i różnicami grupowymi, charakterystyczna jest dla prawdziwego państwa, w późniejszych organizacjach państwowych nadal istnieje wiele klas i kast, pozostałości klanów i plemion z dawnych dni. Późniejsze i większe państwa terytorialne, długo i zajadle zmagały się z takimi mniejszymi, spokrewnionymi ze sobą grupami klanowymi; rząd plemienny okazuje się wartościową formą przejściową od rodziny do władzy państwowej. W ostatnich czasach wiele klanów powstało z różnych zawodów i innych związków industrialnych.

71:1.24 (801.12) Niepowodzenie procesu integracji państwa powoduje cofanie się do warunków przedpaństwowych, gdy idzie o metody rządzenia, takie, jak feudalizm europejskich wieków średnich. W tych mrocznych czasach państwo terytorialne upadło i nastąpił powrót do małych grup feudalnych, znowu powstały klany i plemienne stadia rozwoju. Podobne, częściowe państwa, nawet teraz istnieją w Azji i Afryce, ale nie wszystkie one są ewolucyjnymi rewersjami; wiele z nich to embrionalne zalążki przyszłych państw.

2. Ewolucja rządu przedstawicielskiego

71:2.1 (801.13) Podczas gdy demokracja jest ideałem, jest ona wytworem cywilizacji a nie ewolucji. Uważajcie! Bądźcie ostrożni w czasie wyborów! ponieważ niebezpieczeństwa demokracji są następujące:

71:2.2 (801.14) 1. Gloryfikacja miernoty.

71:2.3 (801.15) 2. Wybór przywódców niegodziwych i ignorantów.

71:2.4 (801.16) 3. Brak rozpoznania podstawowych faktów ewolucji społecznej.

71:2.5 (801.17) 4. Niebezpieczeństwo, wynikające z powszechnego prawa do głosowania, znajdującego się w rękach niewykształconych i leniwych większości.

71:2.6 (801.18) 5. Zniewolenie opinią publiczną; większość nie zawsze ma rację.

71:2.7 (802.1) Opinia publiczna, powszechna opinia, zawsze opóźniała społeczeństwo; tym niemniej jest ona wartościowa, bo chociaż hamuje ewolucję społeczną, utrwala cywilizację. Edukacja opinii publicznej jest jedyną bezpieczną i właściwą metodą przyspieszenia cywilizacji; siła jest tylko tymczasowym sposobem a rozwój kulturowy będzie coraz szybszy, kiedy kule ustępują miejsca wyborom. Opinia publiczna, obyczaje, jest podstawową i zasadniczą siłą napędową ewolucji społecznej i rozwoju państwa, jednak, żeby stanowiła wartość dla państwa, nie może używać przemocy podczas swojej ekspresji.

71:2.8 (802.2) Miarę zaawansowania społeczeństwa określa się zazwyczaj stopniem, w jakim opinia publiczna może kontrolować zachowanie się jednostki oraz przepisy państwowe, wyrażając swoje zdanie bez przemocy. Prawdziwie cywilizowany rząd powstaje wtedy, kiedy opinia publiczna zostaje odziana w moce osobistych praw obywatelskich. Wybory powszechne nie zawsze decydują właściwie, jednak obrazują one właściwy sposób czynienia nawet złej rzeczy. Ewolucja nie tworzy od razu najwyższej doskonałości, ale raczej relatywne i rozwojowe, praktyczne dostosowanie.

71:2.9 (802.3) Istnieje dziesięć stopni albo stadiów do ukształtowania praktycznej i skutecznie działającej formy rządu przedstawicielskiego, a są one następujące:

71:2.10 (802.4) 1. Wolność osoby. Niewolnictwo, poddaństwo i wszelkie formy ludzkiego zniewolenia muszą zaniknąć.

71:2.11 (802.5) 2. Wolność umysłu. Jeśli ludzie wolni nie są wykształceni – nauczeni myśleć inteligentnie i planować mądrze – wolność robi zazwyczaj więcej szkód niż pożytku.

71:2.12 (802.6) 3. Panowanie prawa. Wolnością cieszyć się można dopiero wtedy, kiedy wola i kaprysy władców zastąpione zostają aktami prawodawczymi, zgodnymi z akceptowanym, fundamentalnym prawem.

71:2.13 (802.7) 4. Wolność słowa. Rząd przedstawicielski jest nie do pomyślenia bez wolności wyrażania wszelkich rodzajów ludzkich dążeń i opinii.

71:2.14 (802.8) 5. Zabezpieczenie własności. Żaden rząd nie przetrwa zbyt długo, jeśli nie będzie potrafił zabezpieczyć prawa do posiadania osobistej własności w pewnej formie. Człowiek chce mieć prawo używania, kontroli, dawania, sprzedawania, wynajmowania i przekazywania potomności swej własności osobistej.

71:2.15 (802.9) 6. Prawo wnoszenia petycji. Rząd przedstawicielski daje to prawo, że obywatele mogą być słyszani. Przywilej petycji jest nieodłączny wolnemu obywatelstwu.

71:2.16 (802.10) 7. Prawo rządzenia. Nie wystarczy być słyszanym; prawo składania petycji musi się rozwijać, aż do poziomu faktycznego prowadzenia rządu.

71:2.17 (802.11) 8. Powszechne prawo głosowania. Rząd przedstawicielski zakłada istnienie inteligentnej, skutecznie funkcjonującej i powszechnej grupy wyborców. Charakter takiego rządu zawsze będzie określał charakter i kaliber tych, którzy wchodzą w jego skład. W miarę rozwoju cywilizacji prawo głosu, pozostając powszechne dla obu płci, będzie efektywnie modyfikowane, przegrupowane i skądinąd zróżnicowane.

71:2.18 (802.12) 9. Kontrola urzędników państwowych. Żaden rząd nie będzie pożyteczny i efektywny, dopóki obywatele nie będą posiadali i stosowali mądrych metod doradztwa i kontroli osób sprawujących władzę oraz urzędników państwowych.

71:2.19 (802.13) 10. Inteligentne i wyszkolone przedstawicielstwo. Przetrwanie demokracji jest zależne od dobrego rządu przedstawicielskiego, co jest uwarunkowane zasadą wybierania na urzędy państwowe jedynie tych jednostek, które są formalnie przeszkolone, intelektualnie kompetentne, społecznie lojalne oraz zdrowe moralnie. Tylko w takich warunkach może być zachowany rząd ludu, przez lud i dla ludu.

3. Ideały państwowości

71:3.1 (803.1) Polityczna czy administracyjna forma rządu nie ma większego znaczenia, pod warunkiem, że rząd zabezpiecza podstawy rozwoju społeczeństwa – wolność, bezpieczeństwo, edukację i koordynację społeczną. Nie to, jakie jest państwo, ale to, co ono robi, stanowi o kierunku ewolucji społecznej. W końcu żadne państwo nie może przewyższyć moralnych wartości jego obywateli, egzemplifikowanych w wybranych przez nich przywódcach. Ignorancja i egoizm przypieczętują upadek nawet najwyższej formy rządu.

71:3.2 (803.2) Egotyzm narodowy, tak jak jest godny pożałowania, jest również konieczny dla przetrwania społeczeństwa. Doktryna ludu wybranego była głównym czynnikiem zespolenia plemiennego i tworzenia narodu, aż do czasów współczesnych. Jednak żadne państwo nie może osiągnąć idealnych poziomów funkcjonowania, zanim nie zostaną przezwyciężone wszelkie formy nietolerancji, która jest nieodmiennie wroga ludzkiemu postępowi. A nietolerancję najlepiej zwalcza skoordynowanie nauki, handlu, rozrywki i religii.

71:3.3 (803.3) Idealne państwo funkcjonuje pod wpływem trzech potężnych i skoordynowanych bodźców:

71:3.4 (803.4) 1. Lojalność dla miłości, wyprowadzona ze świadomości istnienia ludzkiego braterstwa.

71:3.5 (803.5) 2. Inteligentny patriotyzm, oparty na mądrych ideałach.

71:3.6 (803.6) 3. Wnikliwość kosmiczna, interpretowana w kategoriach planetarnych faktów, potrzeb i celów.

71:3.7 (803.7) Idealne państwo ma niewiele praw, ponieważ wyszły one z epoki zakazujących tabu i wchodzą w erę konstruktywnego rozwoju indywidualnej wolności, w rezultacie coraz większej samokontroli. Doskonałe państwo nie tylko zmusza swych obywateli do pracy, ale także zachęca ich do korzystnego i podbudowującego spożytkowania coraz większej ilości wolnego czasu, powstałego na skutek uwolnienia od trudu przez zaawansowaną epokę maszyn. Czas wolny musi być wytworzony, jak również spożytkowany.

71:3.8 (803.8) Żadne społeczeństwo nie zajdzie zbyt daleko, jeśli dopuści do próżniactwa czy toleruje ubóstwo. Jednak ubóstwo i niesamodzielność nigdy nie zostaną wyeliminowane, jeśli ułomne i zdegenerowane typy ludzkie będą wspierane bez ograniczeń i dopuszczane do rozmnażania się bez ograniczeń.

71:3.9 (803.9) Etyczne społeczeństwo powinno dążyć do zachowania poczucia własnej godności u jego obywateli i dać każdej, normalnej jednostce, odpowiednie warunki samorealizacji. Taki plan osiągania społecznych sukcesów może wydać kulturalne społeczeństwo najwyższej klasy. Ewolucja społeczna powinna być wspomagana przez nadzór rządowy, sprawujący minimalną kontrolę regulacyjną. To państwo jest najlepsze, które najwięcej koordynuje, podczas kiedy najmniej rządzi.

71:3.10 (803.10) Ideały państwowości muszą być osiągane ewolucyjnie, poprzez powolny rozwój świadomości obywatelskiej, poprzez akceptację obowiązków i przywilejów służby społecznej przez obywateli. Kiedy się skończy administracja polityków czerpiących korzyści ze swego stanowiska, z początku ludzie podejmują brzemię rządowe jako obowiązek, ale później pragną takiej służby jako przywileju, jako najwyższego zaszczytu. Status jakiegokolwiek poziomu cywilizacji wiernie odzwierciedla kaliber jej obywateli, którzy się ofiarują podjąć obowiązków kierowania państwem.

71:3.11 (803.11) W prawdziwej wspólnocie państwowej rządy miast i prowincji sprawowane są przez ekspertów i prowadzone dokładnie tak, jak we wszystkich innych ekonomicznych i handlowych związkach ludzkich.

71:3.12 (803.12) W zaawansowanych państwach służba polityczna uważana jest za najwyższe poświęcenie się obywateli. Najwyższą ambicją najmądrzejszych i najszlachetniejszych obywateli jest zdobycie uznania innych obywateli, żeby być wybranym czy mianowanym na jakąś odpowiedzialną pozycję rządową a rządy takie nadają najwyższe zaszczyty swoim państwowym i społecznym urzędnikom, w uznaniu za ich służbę. Zaszczyty nadawane są w kolejności, według następującego porządku: najpierw filozofom, potem pedagogom, naukowcom, przemysłowcom i wojskowym. Rodzice są odpowiednio nagradzani przez osiągnięcia ich dzieci a czysto religijni przywódcy, będąc ambasadorami królestwa duchowego, otrzymują swe prawdziwe wynagrodzenie na innym świecie.

4. Rozwijająca się cywilizacja

71:4.1 (804.1) Ekonomia, społeczeństwo i rząd muszą się rozwijać, jeśli mają trwać. Na świecie ewolucyjnym warunki statyczne są oznaką rozkładu; przetrwają tylko te instytucje, które posuwają się naprzód wraz z ewolucyjnym nurtem.

71:4.2 (804.2) Postępowy program rozwijającej się cywilizacji obejmuje:

71:4.3 (804.3) 1. Zachowanie swobód indywidualnych.

71:4.4 (804.4) 2. Ochronę ogniska domowego.

71:4.5 (804.5) 3. Popieranie bezpieczeństwa ekonomicznego.

71:4.6 (804.6) 4. Zapobieganie chorobom.

71:4.7 (804.7) 5. Obowiązkową edukację.

71:4.8 (804.8) 6. Obowiązkowe zatrudnienie.

71:4.9 (804.9) 7. Pożyteczne spożytkowanie wolnego czasu.

71:4.10 (804.10) 8. Opiekę nad nieszczęśliwymi.

71:4.11 (804.11) 9. Doskonalenie rasowe.

71:4.12 (804.12) 10. Popieranie nauki i sztuki.

71:4.13 (804.13) 11. Popieranie filozofii – mądrości.

71:4.14 (804.14) 12. Poszerzanie kosmicznej wnikliwości – uduchowienie.

71:4.15 (804.15) I taki rozwój w sztukach cywilizacji prowadzi bezpośrednio do realizacji najwyższych ludzkich i boskich celów człowieka – do osiągnięcia społecznego braterstwa i osobistego stanu uświadomienia sobie Boga, co objawia się w najwyższym dążeniu każdej jednostki, aby czynić wolę Ojca w niebie.

71:4.16 (804.16) Pojawienie się prawdziwego braterstwa oznacza, że nadszedł taki porządek społeczny, w którym wszyscy ludzie znajdują radość w niesieniu nawzajem swoich ciężarów, naprawdę pragną stosować złotą zasadę. Jednak tak idealnego społeczeństwa nie można urzeczywistnić, kiedy zarówno słaby jak i niegodziwy oszukuje i czeka, by czerpać niesprawiedliwe i nieuczciwe korzyści z tych, których ożywia nade wszystko oddanie służbie prawdy, piękna i dobroci. W takiej sytuacji praktyczna jest tylko jedna droga: „żyjący złotą zasadą” mogą ustanowić postępowe społeczeństwo, w którym żyją zgodnie ze swymi ideałami, stosując jednocześnie odpowiednią ochronę przed swymi nieoświeconymi współbraćmi, którzy mogą albo próbować wykorzystać ich pokojowe predylekcje albo zniszczyć ich zaawansowaną cywilizację.

71:4.17 (804.17) Na rozwijającej się planecie idealizm nigdy nie przetrwa, jeżeli w każdej generacji idealiści pozwolą się niszczyć podlejszym klasom ludzkości. Wielka próba idealizmu polega na tym: czy zaawansowane społeczeństwo potrafi utrzymywać swą gotowość bojową, która daje mu zabezpieczenie przed wszystkimi atakami ze strony wojowniczych sąsiadów, bez ulegania pokusie użycia swej siły wojskowej dla operacji ofensywnych przeciwko innym narodom, w celu samolubnego zysku albo narodowego wywyższenia? Przetrwanie narodu wymaga gotowości bojowej a religijny idealizm, sam w sobie, zdolny jest zapobiec prostytuowaniu tej gotowości w agresję. Jedynie miłość, braterstwo, może zapobiec uciskaniu słabego przez silnego.

5. Ewolucja współzawodnictwa

71:5.1 (805.1) Współzawodnictwo jest konieczne dla rozwoju społecznego, jednak nienormowane współzawodnictwo rodzi przemoc. W dzisiejszym społeczeństwie współzawodnictwo powoli wypiera wojny, dlatego, że określa miejsce jednostki w wytwórczości, jak również decyduje o przetrwaniu wytwórczości jako takiej. (Morderstwo i wojna są zróżnicowane w swym statusie obyczajowym, morderstwo jest zakazane od wczesnych dni istnienia społeczeństwa, podczas gdy wojna nigdy nie była zakazana przez ludzkość jako całość).

71:5.2 (805.2) Idealne państwo reguluje postępowanie społeczne tylko tak dalece, żeby uniknąć przemocy we współzawodnictwie indywidualnym i zapobiec nieuczciwości w inicjatywie osobistej. Wielkim problemem państwowości jest zagwarantowanie porządku i pokoju w gospodarce, zapewnienie płacenia podatków dla zachowania siły państwa i jednoczesne zapobieżenie temu, aby opodatkowanie nie szkodziło gospodarce oraz zabezpieczenie się przed tym, żeby państwo nie stało się pasożytnicze czy tyranizujące.

71:5.3 (805.3) We wczesnych epokach każdego świata, współzawodnictwo konieczne jest dla progresywnej cywilizacji. W toku ewolucji ludzkości, coraz bardziej efektywna staje się współpraca. W zaawansowanych cywilizacjach współpraca jest bardziej efektywna niż współzawodnictwo. Współzawodnictwo stymuluje człowieka pierwotnego. Wczesna ewolucja charakteryzuje się przetrwaniem zdrowych biologicznie, jednak późniejsze cywilizacje lepiej są ożywiane przez inteligentną współpracę, rozumne stowarzyszanie się i braterstwo duchowe.

71:5.4 (805.4) Prawda, że współzawodnictwo w wytwórczości jest nadzwyczaj rozrzutne i wysoce niewydajne, jednak żaden wysiłek zmierzający do eliminacji tego szeregu strat nie powinien być sankcjonowany, jeśli takie dostosowania powodują choćby drobne uchylenie jakiejkolwiek z podstawowych swobód jednostki.

6. Motyw zysku

71:6.1 (805.5) Współczesna, zorientowana na zysk ekonomia skazana jest na zagładę, jeśli motywy zysku nie będą wspierane motywami służby. Bezpardonowe współzawodnictwo, oparte na zawężonej interesowności, jest krańcowo niszczycielskie nawet dla tych rzeczy, które usiłuje zachować. Wyłączna, samolubna motywacja zysku niezgodna jest z chrześcijańskimi ideałami – jeszcze bardziej niezgodna z naukami Jezusa.

71:6.2 (805.6) W ekonomii, motywacja zysku tak się ma do motywacji służby, jak w religii strach do miłości. Motywacja zysku nie może być jednak nagle zniweczona czy usunięta; powoduje ona, że wielu skądinąd leniwych śmiertelników mocno trzyma się pracy. Jednak nie jest konieczne, żeby ten aktywizator energii społecznej pozostawał zawsze samolubny w swych celach.

71:6.3 (805.7) W działalności ekonomicznej motyw zysku jest, ogółem biorąc, niski i zupełnie niegodny społeczeństwa zaawansowanego porządku, tym niemniej stanowi on czynnik niezastąpiony we wcześniejszych stadiach istnienia cywilizacji. Nie można zabrać ludziom motywu zysku, zanim trwale nie przyswoją wyższych rodzajów niezyskowych motywacji, w wysiłkach ekonomicznych i w służbie społecznej – zaawansowanych dążeń do osiągnięcia najwyższej mądrości, intrygującego braterstwa i doskonałości w osiągnięciach duchowych.

7. Edukacja

71:7.1 (806.1) Trwałe państwo opiera się na kulturze, zdominowanej przez ideały i motywowanej służbą. Celem edukacji powinno być nabywanie umiejętności, pogoń za mądrością, realizacja osobowości i przyswajanie wartości duchowych.

71:7.2 (806.2) W idealnym państwie zdobywanie wykształcenia trwa całe życie a filozofia czasami staje się głównym zajęciem jego obywateli. W takiej wspólnocie obywatele dążą do mądrości jako do polepszenia swej wnikliwości w doniosłość związków międzyludzkich, znaczeń rzeczywistości, szlachetności wartości, w cel życia i chwałę kosmicznego przeznaczenia.

71:7.3 (806.3) Urantianie powinni mieć wizję nowego i wyższego, kulturalnego społeczeństwa. Edukacja wskoczy na nowe poziomy wartości, wraz z ustąpieniem systemu ekonomicznego opartego wyłącznie na zysku. Zbyt długo edukacja była regionalna, militarystyczna, wywyższająca ego i nastawiona na sukces; wreszcie musi stać się światowa, idealistyczna, realizująca osobowość i rozumowanie kosmicznie.

71:7.4 (806.4) Ostatnio edukacja przeszła spod kontroli kleru pod kontrolę prawników i biznesmenów. W końcu musi zostać przekazana filozofom i naukowcom. Nauczyciele muszą być istotami wolnymi, prawdziwymi przywódcami w takim stopniu, że filozofia, poszukiwanie mądrości, może stać się głównym celem kształcenia.

71:7.5 (806.5) Edukacja jest sprawą życiową, należy ją kontynuować całe życie, tak, aby ludzkość mogła stopniowo przeżywać coraz wyższe poziomy mądrości śmiertelnika, do których należą:

71:7.6 (806.6) 1. Wiedza o rzeczach.

71:7.7 (806.7) 2. Uświadamianie sobie znaczeń.

71:7.8 (806.8) 3. Docenianie wartości.

71:7.9 (806.9) 4. Szlachetność pracy – obowiązek.

71:7.10 (806.10) 5. Motywacja celów – moralność.

71:7.11 (806.11) 6. Miłość dla służby – charakter.

71:7.12 (806.12) 7. Kosmiczna wnikliwość – orientacja duchowa.

71:7.13 (806.13) A potem, dzięki tym osiągnięciom, wielu dostąpi ostatecznego sukcesu umysłowego śmiertelnika – uświadomienia sobie Boga.

8. Charakter państwowości

71:8.1 (806.14) Jedyną świętą cechą jakiegokolwiek rządu ludzkiego jest podział państwowości na trzy funkcjonalne domeny – wykonawczą, prawodawczą i sądowniczą. Wszechświat zarządzany jest zgodnie z takim planem podziału funkcji i władzy. Oprócz tej, boskiej koncepcji efektywnej regulacji społecznej czy rządu państwowego, nie ma większego znaczenia, jaką formę państwa ludzie obiorą, pod warunkiem, że obywatele wciąż idą naprzód w kierunku coraz większej samokontroli i coraz intensywniejszej służby społecznej. W państwowości wiernie odbija się ludzka gorliwość intelektualna, mądrość ekonomiczna, zdolności społeczne i siła moralna.

71:8.2 (806.15) Ewolucja państwowości pociąga za sobą rozwój, od poziomu do poziomu, jak przedstawiono poniżej:

71:8.3 (806.16) 1. Utworzenie trojakiego rządu, z ciałem wykonawczym, prawodawczym i sądowniczym.

71:8.4 (806.17) 2. Wolność działań społecznych, politycznych i religijnych.

71:8.5 (807.1) 3. Zniesienie wszelkich form niewolnictwa i zniewolenia człowieka.

71:8.6 (807.2) 4. Możliwość kontrolowania przez obywateli poziomu podatków.

71:8.7 (807.3) 5. Wprowadzenie powszechnej edukacji – nauczania rozciągającego się od kołyski do grobu.

71:8.8 (807.4) 6. Prawidłowe dopasowanie pomiędzy lokalnymi sekcjami rządu a rządem krajowym.

71:8.9 (807.5) 7. Popieranie nauki i zwalczanie chorób.

71:8.10 (807.6) 8. Odpowiednie uznanie równości płci i partnerskiego funkcjonowania kobiet i mężczyzn w domu, szkole oraz w Kościele, wraz z wyspecjalizowaną służbą kobiet w gospodarce i rządzie.

71:8.11 (807.7) 9. Eliminacja zniewolenia przez pracę, dzięki wynalezieniu maszyn i dalszy rozwój epoki maszyn.

71:8.12 (807.8) 10. Przezwyciężenie barier językowych – tryumf powszechnego języka.

71:8.13 (807.9) 11. Zakończenie wojen – międzynarodowe rozsądzanie sporów narodowych i rasowych przez kontynentalne sądy narodów, pod przewodnictwem najwyższego trybunału planetarnego, rekrutowanego automatycznie z emerytowanych przewodniczących sądów kontynentalnych. Sądy kontynentalne są bezapelacyjne; światowy sąd pełni funkcje doradcze – moralne.

71:8.14 (807.10) 12. Powstanie światowej mody na poszukiwanie mądrości – egzaltacja filozofii. Stopniowy rozwój światowej religii, która zwiastować będzie wejście planety we wczesne stadia światłości i życia.

71:8.15 (807.11) Takie są zasadnicze warunki wstępne powstania zaawansowanego rządu oraz cechy idealnej państwowości. Urantii daleko jeszcze do realizacji tych wzniosłych ideałów, jednak cywilizowane narody już zrobiły początek – ludzkość maszeruje ku wyższym celom ewolucyjnym.

71:8.16 (807.12) [Nadzorowane przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 72, Rząd na pobliskiej planecie

Księga Urantii

Przekaz 72

Rząd na pobliskiej planecie

72:0.1 (808.1) ZA ZGODĄ Lanaforge i za aprobatą Najwyższych Ojców z Edentii, upoważniony zostałem do przekazania nieco informacji o życiu społecznym, moralnym i politycznym najbardziej zaawansowanej rasy ludzkiej, żyjącej na niezbyt odległej planecie należącej do systemu Satanii.

72:0.2 (808.2) Spośród wszystkich światów Satanii, które zostały odosobnione ze względu na udział w buncie Lucyfera, ta planeta przeszła historię najbardziej zbliżoną do historii Urantii. Takie właśnie podobieństwo dwu sfer wyjaśnia bez wątpienia, dlaczego udzielono zgody na tak nadzwyczajną prezentację, ponieważ bardzo rzadko władcy systemu wyrażają zgodę na opowiadanie jednej planecie o sprawach drugiej.

72:0.3 (808.3) Ta planeta, podobnie jak Urantia, pobłądziła podczas buntu Lucyfera, na skutek nielojalności jej Księcia Planetarnego. Dostała Syna Materialnego, niedługo po tym jak Adam przybył na Urantię i ten Syn też zrobił odstępstwo, zostawiając sferę odosobnioną, jako że Syn-Arbiter nigdy nie obdarzył sobą jej ras śmiertelnych.

1. Naród kontynentalny

72:1.1 (808.4) Pomimo tych wszystkich, planetarnych wypaczeń, bardzo wysoka cywilizacja rozwija się na odosobnionym kontynencie, mniej więcej wielkości Australii. Naród ten liczy około 140 milionów obywateli. Jego ludność należy do rasy mieszanej, przeważnie niebieskiej i żółtej, i zawiera nieco więcej rasy fioletowej niż tak zwana rasa biała Urantii. Te różne rasy nie wymieszały się jeszcze w pełni, ale bardzo dobrze bratają się i kontaktują ze sobą. Średnia długość życia na tym kontynencie wynosi obecnie dziewięćdziesiąt lat i jest o piętnaście procent wyższa niż u wielu innych narodów planety.

72:1.2 (808.5) Organizacja industrialna tego narodu korzysta z pewnych, istotnych cech unikalnej topografii kontynentu. Wysokie góry, gdzie obfite deszcze padają przez osiem miesięcy w roku, znajdują się dokładnie w centrum kraju. Takie naturalne ukształtowanie terenu sprzyja spożytkowaniu energii wodnej i znacznie ułatwia irygację nieco suchszej, zachodniej części kontynentu.

72:1.3 (808.6) Naród ten jest samowystarczalny, to znaczy, jego obywatele mogą egzystować przez czas nieograniczony bez importowania czegokolwiek od otaczających narodów. Ich zasoby naturalne są obfite a dzięki naukowym metodom nauczyli się, jak kompensować braki w środkach niezbędnych do życia. Prowadzą ożywiony handel wewnętrzny, ale niewiele wymiany zagranicznej, na skutek powszechnej wrogości mniej zaawansowanych sąsiadów.

72:1.4 (808.7) Generalnie, naród kontynentalny rozwijał się zgodnie z kierunkiem ewolucyjnego rozwoju planety. Jego rozwój, od stadium plemiennego do pojawienia się silnych władców i królów, zajął tysiące lat. Po monarchach absolutnych pojawiło się wiele różnych rodzajów rządu – nieudane republiki, państwa wspólnoty, a dyktatorzy przychodzili i odchodzili niekończącym się szeregiem. Przeobrażenia takie trwały, aż mniej więcej pięćset lat temu, w czasie politycznego fermentu, jeden z dyktatorów-triumwirów odmienił swą postawę. Zaoferował swą abdykację, pod tym warunkiem, że jeden z władców, mniej szlachetny z dwu pozostałych, także zrezygnuje z dyktatury. W ten sposób najwyższa władza kontynentu została złożona w ręce jednego władcy. Przez ponad sto lat zjednoczone państwo rozwijało się pod silną władzą monarchistyczną, kiedy to stworzono dobrze dopracowaną kartę wolności.

72:1.5 (809.1) Kolejne przejście, od monarchii do przedstawicielskiej formy rządu, odbywało się stopniowo, królowie pozostali tylko społecznymi czy sentymentalnymi marionetkami; zanikli w końcu, kiedy wygasła męska linia potomstwa. Obecna republika istnieje dokładnie dwieście lat, w którym to czasie bezustannie się rozwijała, kiedy osiągnięto te metody rządzenia, o których zaraz opowiemy; ostatnich osiągnięć w domenach industrialnych i politycznych dokonano w ciągu minionej dekady.

2. Organizacja polityczna

72:2.1 (809.2) Naród kontynentalny ma teraz swój rząd przedstawicielski, mieszczący się w centralnie położonej stolicy kraju. Centralny rząd jest silną federacją stu względnie wolnych stanów. Stany te wybierają swych gubernatorów i ustawodawców na dziesięć lat a nikt nie może być wybierany ponownie. Sędziowie stanowi mianowani są przez gubernatorów na całe życie a zatwierdzani przez stanowe ciała ustawodawcze, składające się z jednego przedstawiciela na każde sto tysięcy obywateli.

72:2.2 (809.3) Jest pięć różnych rodzajów rządów miejskich, w zależności od wielkości miasta, jednak żadne miasto nie może mieć więcej niż milion mieszkańców. Ogółem biorąc, miejski system zarządzania jest bardzo prosty, bezpośredni i ekonomiczny. O kilka pozycji w administracji miejskiej starają się gorliwie najlepsi obywatele.

72:2.3 (809.4) Rząd federalny składa się z trzech skoordynowanych ciał: wykonawczego, prawodawczego i sądowniczego. Federalny, główny administrator, wybierany jest co sześć lat przez krajowe głosowanie powszechne. Nie może być wybierany powtórnie, chyba, że na skutek petycji co najmniej siedemdziesięciu pięciu ustawodawczych ciał stanowych, popartej przez gubernatorów tych stanów i wtedy też tylko na jedną kadencję. Doradza mu najwyższa rada, złożona ze wszystkich żyjących, byłych głównych administratorów.

72:2.4 (809.5) Ciało prawodawcze obejmuje trzy izby:

72:2.5 (809.6) 1. Izba wyższa wybierana jest przez grupy industrialne, profesjonalistów, rolników i inne grupy pracowników, głosujących według swej funkcji ekonomicznej.

72:2.6 (809.7) 2. Izba niższa wybierana jest przez pewne organizacje obywatelskie, obejmujące grupy społeczne, polityczne i filozoficzne, nie mieszczące się w kategorii industrialnej czy profesjonalnej. Wszyscy prawi obywatele biorą udział w wyborach do obu izb przedstawicielskich, jednak są odmiennie przegrupowani, w zależności od tego, czy wybory dotyczą izby wyższej czy niższej.

72:2.7 (809.8) 3. Trzecia izba – starsi mężowie stanu – obejmuje weteranów urzędów państwowych, razem z wieloma wyróżniającymi się osobami, których kandydaturę wysuwa główny administrator, naczelnicy regionalni (podfederalni), przewodniczący najwyższego trybunału i urzędnicy, którzy przewodniczą obu pozostałym izbom prawodawczym. Ta grupa ograniczona jest do stu osób a jej członkowie są wybierani większością samych starszych mężów stanu. Członkostwo tej grupy trwa całe życie, a kiedy pojawiają się wolne miejsca, z listy nominowanych wybierana jest osoba otrzymująca odpowiednio najwięcej głosów. Zakres działalności tego ciała jest czysto doradczy, jednak jest ono czynnikiem regulującym opinię publiczną oraz wywierającym znaczny wpływ na wszystkie gałęzie rządu.

72:2.8 (810.1) Bardzo dużo federalnej działalności administracyjnej prowadzi dziesięć władz rejonowych (podfederalnych), z których każda stanowi związek dziesięciu stanów. Te rejonowe grupy są wyłącznie wykonawcze i administracyjne, nie mają ani funkcji prawodawczych ani sądowniczych. Dziesięć osób, zarządzających rejonami, mianuje osobiście federalny, główny administrator a kadencja ich stanowisk pokrywa się z jego kadencją – wynosi sześć lat. Federalne sądy najwyższe aprobują mianowanie tych dziesięciu zarządców rejonowych, a chociaż nie mogą być oni mianowani powtórnie, zarządzający, który odchodzi, automatycznie zostaje asystentem i doradcą swego następcy. Poza tym szefowie rejonowi wybierają swe własne gabinety urzędników administracyjnych.

72:2.9 (810.2) Naród ten sądzony jest przez dwa główne systemy sądów – sądy prawne i sądy społeczno-ekonomiczne. Sądy prawne działają na trzech następujących poziomach:

72:2.10 (810.3) 1. Sądy niższe albo sądownictwa miejskiego i lokalnego, od decyzji których można się odwoływać do wyższych trybunałów stanowych.

72:2.11 (810.4) 2. Najwyższe sądy stanowe, których decyzje są ostateczne we wszystkich sprawach nie dotyczących rządu federalnego, czy zagrożenia praw i swobód obywatelskich. Zarządzający rejonami upoważnieni są do przekazania jakiejkolwiek sprawy bezzwłocznie pod jurysdykcję najwyższego sądu federalnego.

72:2.12 (810.5) 3. Najwyższy sąd federalny – wysoki trybunał orzekający w sporach ogólnonarodowych i sprawach apelacyjnych, przychodzących od sądów stanowych. Ten najwyższy trybunał składa się z dwunastu ludzi, w wieku powyżej czterdziestu lat a poniżej siedemdziesięciu pięciu, którzy zasiadali dwa lata lub więcej w jakichś trybunałach stanowych i którzy zostali mianowani na tę wysoką pozycję przez głównego administratora, za aprobatą większości najwyższej rady i trzeciej izby zgromadzenia prawodawczego. Wszystkie decyzje tego, najwyższego ciała sądowniczego, podejmowane są przynajmniej dwoma trzecimi głosów.

72:2.13 (810.6) Sądy społeczno-ekonomiczne funkcjonują w trzech następujących grupach:

72:2.14 (810.7) 1. Sądy rodzicielskie, związane są z grupami prawodawczymi i wykonawczymi systemu rodzinnego i społecznego.

72:2.15 (810.8) 2. Sądy edukacyjne – ciała sądownicze połączone z systemem szkół stanowych i regionalnych oraz związane z gałęziami wykonawczymi i prawodawczymi administracyjnego mechanizmu edukacyjnego.

72:2.16 (810.9) 3. Sądy industrialne – trybunały sądzące, którym nadano pełne prawo rozstrzygania wszelkich sporów ekonomicznych.

72:2.17 (810.10) Federalne sądy najwyższe nie decydują o sprawach społeczno-ekonomicznych, chyba, że po uchwale trzech czwartych głosów trzeciej branży prawodawczej rządu narodowego, izby starszych mężów stanu. Poza tym wszystkie decyzje wysokich sądów rodzicielskich, edukacyjnych i industrialnych są ostateczne.

3. Życie rodzinne

72:3.1 (811.1) Na omawianym kontynencie jest sprzeczne z prawem życie dwu rodzin pod jednym dachem. A skoro grupowe zamieszkiwanie zostało zakazane, większość budynków typu czynszowego została zburzona. Ludzie stanu wolnego nadal jednak żyją w klubach, hotelach i innych zbiorowych miejscach zamieszkania. Najmniejsza działka pod dom musi mieć ponad cztery i pół tysiąca metrów kwadratowych. Cała ziemia i inna własność, używana do celów mieszkalnych, jest wolna od opodatkowania, chyba, że działka dziesięciokrotnie przekracza minimalną wielkość.

72:3.2 (811.2) W ubiegłym wieku życie rodzinne tego narodu uległo znacznej poprawie. Uczęszczanie rodziców, zarówno ojców jak i matek, do rodzicielskich szkół wychowania, jest obowiązkowe. Nawet rolnicy, mieszkający w małych osiedlach wiejskich, uczą się korespondencyjnie, chodząc do pobliskich centrów po ustne instrukcje raz na dziesięć dni – co dwa tygodnie, gdyż tydzień składa się z pięciu dni.

72:3.3 (811.3) Średnio jest pięcioro dzieci w każdej rodzinie i są one całkowicie pod kontrolą swych rodziców, albo w wypadku śmierci jednego czy obojga rodziców, pod kontrolą opiekunów wyznaczonych przez sądy rodzicielskie. Przyznanie opieki nad pełnym sierotą uchodzi za wielki zaszczyt dla jakiejkolwiek rodziny. Pomiędzy rodzicami odbywają się egzaminy konkursowe a sierocie przyznaje się tych rodziców, którzy potrafią się wykazać najlepszymi kwalifikacjami rodzicielskimi.

72:3.4 (811.4) Naród ten traktuje rodzinę jako podstawową instytucję swojej cywilizacji. Oczekuje się, że najbardziej wartościową część edukacji dziecka oraz kształtowanie jego charakteru zapewnią rodzice w domu a ojcowie poświęcają prawie taką samą uwagę wychowaniu dziecka jak matki.

72:3.5 (811.5) Cała nauka o sprawach płciowych przekazywana jest w domu, przez rodziców lub opiekunów prawnych. Nauki moralne prowadzone są przez nauczycieli, w okresach odpoczynku od zajęć szkolnych, jednak inaczej jest z nauczaniem religijnym, które traktuje się jako wyłączny przywilej rodziców; religia uznawana jest za integralną część życia rodzinnego. Czysto religijne nauczanie prowadzone jest publicznie tylko w świątyniach filozofii; żadne wyłącznie religijne instytucje, takie jak Kościoły na Urantii, nie rozwinęły się w tym narodzie. W ich filozofii religią jest dążenie do poznania Boga i przejawianie miłości dla swoich współbraci, poprzez służenie im, ale to nie jest typowe dla statusu religijnego innych narodów tej planety. Religia w tym narodzie tak bardzo jest sprawą rodzinną, że nie ma miejsc publicznych poświęconych wyłącznie zgromadzeniom religijnym. Politycznie, Kościół i państwo, jak to nazwaliby Urantianie, są zupełnie oddzielone, jednak istnieje dziwne zazębianie się religii i filozofii.

72:3.6 (811.6) Nauczyciele duchowi (porównywalni do pastorów na Urantii), którzy odwiedzali okresowo każdą rodzinę i egzaminowali dzieci, żeby sprawdzić, czy są prawidłowo nauczane przez rodziców, dwadzieścia lat temu byli pod nadzorem rządowym. Ci duchowi doradcy i egzaminatorzy działają teraz pod kierownictwem nowo powstałej Fundacji Rozwoju Duchowego, instytucji wspieranej przez dobrowolne datki. Być może instytucja ta nie rozwinie się bardziej, aż do przybycia Rajskiego Syna-Arbitra.

72:3.7 (811.7) Legalnie, dzieci pozostają pod opieką rodziców do lat piętnastu, kiedy to odbywa się ich pierwsze wprowadzenie w obowiązki obywatelskie. Po tym, co pięć lat, przez pięć kolejnych okresów, podobne publiczne promocje prowadzone są dla odpowiednich grup wiekowych, podczas których zobowiązania dzieci wobec rodziców są zmniejszane a podejmują one nowe, obywatelskie i społeczne obowiązki wobec państwa. Prawo do głosowania dostaje się w wieku lat dwudziestu, aż do dwudziestego piątego roku życia nie wolno zawierać małżeństwa bez zgody rodziców, a dzieci muszą opuścić dom, gdy mają lat trzydzieści.

72:3.8 (812.1) Prawo małżeńskie i rozwodowe jest jednolite w całym narodzie. Nie można zawierać małżeństwa przed wiekiem uprawniającym do głosowania, przed dwudziestym rokiem życia. Zezwolenie na małżeństwo udzielane jest dopiero po roku od zgłoszenia jego zamiaru i po tym, jak młodzi ludzie przedstawią zaświadczenia, że przeszli odpowiednie nauczanie w szkołach rodzicielskich, gdy idzie o obowiązki życia małżeńskiego.

72:3.9 (812.2) Przepisy rozwodowe są w pewnym sensie luźne, jednak ogłoszenia separacji, wydawanego przez sądy rodzicielskie, nie można uzyskać wcześniej niż po roku od zarejestrowania wniosku, a rok na tej planecie jest znacznie dłuższy niż na Urantii. Pomimo łagodnych praw rozwodowych, ilość rozwodów jest obecnie dziesięciokrotnie mniejsza niż u cywilizowanych narodów Urantii.

4. System edukacyjny

72:4.1 (812.3) System edukacyjny tego narodu jest obowiązkowy i koedukacyjny, nauczanie prowadzone jest w szkołach przeduczelnianych, do których uczęszczają uczniowie w wieku od pięciu do osiemnastu lat. Szkoły te są bardzo odmienne od szkół na Urantii. Nie ma w nich klas, nauczany jest tylko jeden przedmiot na raz a po pierwszych trzech latach wszyscy uczniowie zostają asystentami nauczycieli, nauczając tych, którzy są na niższym poziomie. Książek używa się tylko po to, żeby zdobyć wiedzę, która będzie potrzebna w rozwiązywaniu problemów powstających w warsztatach i gospodarstwach szkolnych. Większość mebli używanych na kontynencie i wiele urządzeń mechanicznych – a jest to wielka epoka inwencji i mechanizacji – wytwarza się w tych warsztatach. Do każdego warsztatu przylega robocza biblioteka, gdzie uczniowie mogą zajrzeć do odpowiednich książek fachowych. Rolnictwa i ogrodnictwa naucza się również przez cały okres edukacji, w obszernych gospodarstwach sąsiadujących z każdą szkołą lokalną.

72:4.2 (812.4) Ograniczonych umysłowo naucza się tylko rolnictwa i hodowli; zostają oni na całe życie przydzielani do specjalnych kolonii opiekuńczych, w których są rozdzieleni według płci, żeby zapobiec rodzicielstwu, które nie przysługuje podnormalnym. Takie restrykcje są wprowadzone od siedemdziesięciu pięciu lat; odpowiednie zarządzenia wydawane są przez sądy rodzicielskie.

72:4.3 (812.5) Raz w roku każdy ma miesiąc wakacji. Szkoły przeduczelniane prowadzone są przez dziewięć, z dziesięciu miesięcy w roku, wakacje spędza się z rodzicami czy przyjaciółmi na podróżach. Podróże te są częścią programu edukacyjnego dla dorosłych i trwają całe życie; fundusze na te potrzeby gromadzone są tymi samymi metodami, jak zabezpieczanie środków do życia na starość.

72:4.4 (812.6) Jedną czwartą czasu szkolnego poświęca się sportom – współzawodnictwu w atletyce – uczniowie awansują w mistrzostwach poprzez stanowe, regionalne i dalej ogólnokrajowe sprawdziany umiejętności i zręczności. Tak samo konkursy oratorskie i muzyczne, jak również naukowe i filozoficzne, przykuwają uwagę uczniów od podstawowych grup społecznych w górę, aż do rywalizacji o godności narodowe.

72:4.5 (812.7) Władze szkolne są repliką rządu narodowego, z jego trzema, wzajemnie od siebie zależnymi ciałami; personel nauczający działa jako trzecia, albo doradczo-prawodawcza grupa. Głównym celem edukacji na tym kontynencie jest zrobienie z każdego ucznia samowystarczalnego obywatela.

72:4.6 (813.1) Każde dziecko, kończące w wieku lat osiemnastu przeduczelniany system szkół, jest wykwalifikowanym rzemieślnikiem. Potem zaczynają się studia książkowe i zdobywanie wiedzy specjalistycznej, w szkołach dla dorosłych lub na uczelniach. Kiedy utalentowany student ukończy swą pracę przed wyznaczonym terminem, otrzymuje w nagrodę przydział czasu i środków, dzięki którym może prowadzić jakieś ulubione przedsięwzięcie własnego pomysłu. Cały system edukacyjny ma na celu prawidłowe nauczanie jednostki.

5. Organizacja industrialna

72:5.1 (813.2) Układy industrialne w tym narodzie dalekie są od ideałów; wciąż wynikają problemy pomiędzy kapitałem a pracą, ale tak jedni jak i drudzy zaczynają się dopasowywać do planu rzetelnej współpracy. Na tym, unikalnym kontynencie, pracownicy coraz bardziej stają się akcjonariuszami wszystkich koncernów przemysłowych; każdy inteligentny pracownik powoli staje się drobnym kapitalistą.

72:5.2 (813.3) Zmniejszają się antagonizmy społeczne i zaczyna panować dobra wola. W wyniku zniesienia niewolnictwa (ponad sto lat temu) nie wynikły żadne poważne problemy ekonomiczne, ponieważ zmiany te były wprowadzane stopniowo, przez wyzwolenie dwu procent niewolników każdego roku. Obywatelstwo otrzymali ci niewolnicy, którzy zadowalająco przeszli testy umysłowe, moralne i fizyczne; wielu tych zaawansowanych niewolników było jeńcami wojennymi lub dziećmi takich jeńców. Jakieś pięćdziesiąt lat temu deportowano ostatnich, podrzędnych niewolników a zupełnie niedawno zaczęto redukować ilościowo grupy zdegenerowane i przestępcze.

72:5.3 (813.4) Niedawno naród ten wypracował nowe metody zażegnywania nieporozumień industrialnych oraz korygowania nadużyć ekonomicznych, które są znacznie lepsze w porównaniu z dawnymi metodami rozwiązywania takich problemów. Zakazano stosowania przemocy jako metody regulacji nieporozumień, zarówno osobistych jak i industrialnych. Zarobki, zyski i inne problemy ekonomiczne nie są sztywno regulowane, ale są pod generalną kontrolą industrialnych ciał ustawodawczych, podczas gdy wszelkie sprawy sporne w gospodarce rozsądzają sądy pracownicze.

72:5.4 (813.5) Sądy pracownicze funkcjonują dopiero od trzydziestu lat, ale działają bardzo dobrze. Ostatni rozwój wydarzeń wskazuje na to, że wkrótce sądy pracownicze będą rozpatrywać ustawowe wynagrodzenia, podzielone na trzy grupy:

72:5.5 (813.6) 1. Ustawowe stawki oprocentowania od zainwestowanego kapitału.

72:5.6 (813.7) 2. Godziwe wynagrodzenia dla specjalistów, działających w gospodarce.

72:5.7 (813.8) 3. Sprawiedliwe i słuszne wynagrodzenia za pracę.

72:5.8 (813.9) Powyższe wynagrodzenia powinny być realizowane, po pierwsze, zgodnie z umową albo w przypadku zmniejszających się dochodów, powinny być dzielone proporcjonalnie w okresie chwilowej redukcji zysków. A później, wszystkie dochody przekraczające te ustalone należności powinny być traktowane jako dywidendy i rozdzielane proporcjonalnie wśród wszystkich trzech grup: kapitału, siły wykwalifikowanej i robotników.

72:5.9 (813.10) Co dziesięć lat rejonowe organy wykonawcze korygują i ogłaszają ustawowe godziny dziennej pracy zarobkowej. Obecnie gospodarka funkcjonuje na bazie pięciodniowego tygodnia, czterech dni roboczych i jednego dnia dla rozrywki. Ludzie pracują sześć godzin dziennie, dziewięć z dziesięciu miesięcy w roku, tak samo jak uczniowie. Wakacje spędza się zwykle na podróżach; niedawno wynaleziono nowe metody transportu a cały ten naród ma słabość do podróżowania. Przez blisko osiem miesięcy w roku warunki klimatyczne sprzyjają podróżowaniu i takie możliwości wykorzystywane są do maksimum.

72:5.10 (813.11) Dwieście lat temu motyw zysku całkowicie panował w gospodarce, ale dziś gwałtownie jest wypierany przez inne, wyższe czynniki motywacyjne. Współzawodnictwo na tym kontynencie jest ostre, jednak przesunęło się ono w znacznej mierze z przemysłu w kierunku rozrywki, różnych umiejętności, osiągnięć naukowych i sukcesów intelektualnych. Najbardziej aktywne współzawodnictwo istnieje w służbie społecznej i w lojalności wobec rządu. Praca urzędnika państwowego gwałtownie staje się główną ambicją tych ludzi. Najbogatsi ludzie kontynentu pracują sześć godzin dziennie w biurze swojej fabryki a potem spieszą do lokalnej filii szkoły mężów stanu, gdzie próbują się zakwalifikować na urząd państwowy.

72:5.11 (814.1) Na tym kontynencie praca staje się coraz większym zaszczytem i wszyscy zdolni do niej obywatele, powyżej lat osiemnastu, pracują w domu i na gospodarstwie, w jakiejś uznanej wytwórczości czy przy pracach publicznych, które chwilowo wchłaniają bezrobotnych albo w innym wypadku, w grupie robót przymusowych w kopalniach.

72:5.12 (814.2) Naród ten zaczyna wykształcać nową formę społecznej odrazy – odrazy zarówno wobec bezczynności jak i wobec nie zapracowanego bogactwa. Powoli, ale pewnie, ludzie ci podporządkowują sobie swoje maszyny. Oni także kiedyś walczyli o wolność polityczną a potem o swobodę ekonomiczną. Teraz wchodzą w posiadanie jednej i drugiej, podczas gdy dodatkowo zaczynają doceniać dobrze zapracowany czas wolny, który można poświęcić coraz głębszej samorealizacji.

6. Zabezpieczenie na starość

72:6.1 (814.3) Naród ten czyni konkretne próby zastąpienia dobroczynności, niszczącej poczucie własnej wartości, przez godności pełne rządowe zabezpieczenie, gwarantujące bezpieczne życie ludziom starym. Naród ten daje każdemu dziecku edukację a każdemu człowiekowi pracę, zatem może pomyślnie wprowadzać taki system ubezpieczeń, chroniący niedołężnych i starych.

72:6.2 (814.4) W narodzie tym wszyscy muszą zaprzestać pogoni za zyskiem w wieku lat sześćdziesięciu pięciu, chyba, że dostaną zezwolenie od stanowego komisarza pracy, który upoważni ich do pozostania aktywnymi do lat siedemdziesięciu. Ten limit wiekowy nie odnosi się do urzędników państwowych i filozofów. Niepełnosprawni fizycznie lub inwalidzi mogą być umieszczeni na liście emerytów w dowolnym wieku, na mocy postanowienia sądowego, kontrasygnowanego przez komisarza rent rządu rejonowego.

72:6.3 (814.5) Fundusze na renty starcze pochodzą z czterech źródeł:

72:6.4 (814.6) 1. W każdym miesiącu pobierany jest przez rząd federalny jednodniowy zarobek na ten cel, a w tym kraju każdy pracuje.

72:6.5 (814.7) 2. Spadki – wielu bogatych obywateli przeznacza fundusze na ten cel.

72:6.6 (814.8) 3. Zarobki z przymusowych robót w kopalniach państwowych. Wszyscy pracownicy przymusowi utrzymują się sami i odkładają swe własne udziały emerytalne, cała nadwyżka zysków z ich pracy jest przekazywana na rzecz funduszu emerytalnego.

72:6.7 (814.9) 4. Dochód z zasobów naturalnych. Wszelkie zasoby naturalne są na tym kontynencie traktowane jako powiernictwo społeczne, w rękach rządu federalnego a dochód z nich spożytkowany jest na cele społeczne, takie, jak zapobieganie chorobom, edukacja geniuszów i wydatki na dobrze zapowiadające się jednostki w szkołach mężów stanu. Połowa dochodów z zasobów naturalnych idzie na fundusz rent starczych.

72:6.8 (814.10) Chociaż państwo i rejonowe fundacje ubezpieczeniowe oferują wiele form ubezpieczenia asekuracyjnego, renty starcze administrowane są wyłącznie przez rząd federalny, poprzez jego dziesięć rejonowych oddziałów.

72:6.9 (814.11) Te fundusze rządowe zawsze były uczciwie administrowane. Najwyższe kary wymierzane przez sądy, następne po zdradzie i morderstwie, są za sprzeniewierzenie mienia publicznego. Nielojalność społeczna i polityczna traktowana jest teraz jako najbardziej ohydne ze wszystkich przestępstw.

7. Opodatkowanie

72:7.1 (815.1) Rząd federalny jest paternalistyczny jedynie w administrowaniu rentą starczą i w popieraniu geniuszy oraz twórczej oryginalności; pojedynczym obywatelem interesują się bardziej rządy stanowe, podczas gdy rządy lokalne mają znacznie bardziej paternalistyczny czy socjalistyczny charakter. Miasta (albo niektóre ich sekcje administracyjne) zajmują się takimi sprawami jak zdrowie, higiena, przepisy budowlane, estetyka, wodociągi, oświetlenie, ogrzewanie, rekreacja, muzyka i komunikacja.

72:7.2 (815.2) W całej gospodarce zdrowie stawia się na pierwszym miejscu; pewne aspekty dobrego samopoczucia fizycznego stawiają człowieka na pozycji uprzywilejowanej w przemyśle i społeczeństwie, tym niemniej problemy zdrowotne jednostki i rodziny są sprawami indywidualnymi. Rząd pragnie coraz mniej się mieszać do spraw zdrowia jak i do wszelkich innych spraw czysto osobistych.

72:7.3 (815.3) Miasta nie mają prawa nakładać podatków, ani też nie mogą popaść w długi. Dostają one z kasy stanowej przydział pieniędzy na osobę i muszą uzupełniać te wpływy ze swoich przedsięwzięć społecznych oraz z udzielania licencji na różnorodną działalność komercyjną.

72:7.4 (815.4) Środki szybkiego transportu, bardzo praktyczne dla poszerzenia granic miasta, znajdują się pod kontrolą miejską. Miejska straż pożarna utrzymywana jest przez fundacje zapobiegające pożarom i ubezpieczeniowe, a od ponad siedemdziesięciu pięciu lat wszystkie budynki w mieście czy na wsi są ogniotrwałe.

72:7.5 (815.5) Miasto nie ma funkcjonariuszy porządkowych; siły policyjne utrzymywane są przez rządy stanowe. Resort ten rekrutuje ludzi prawie wyłącznie z nieżonatych mężczyzn, w przedziale wieku od lat dwudziestu pięciu do pięćdziesięciu. Większość stanów nakłada raczej wysoki podatek kawalerski, z którego zwolnieni są wszyscy mężczyźni zatrudnieni w policji stanowej. Średnio, stanowe siły policyjne mają teraz jedną dziesiątą tej liczebności, jaką miały pięćdziesiąt lat temu.

72:7.6 (815.6) Systemy podatkowe stu względnie wolnych i niezależnych stanów nie są jednolite, albo są ujednolicone tylko w niewielkim stopniu, jako że warunki ekonomiczne w różnych częściach kontynentu są bardzo różnorodne. Każdy stan ma dziesięć podstawowych klauzul konstytucyjnych, których nie można modyfikować, chyba, że uzyska się na to zgodę federalnego sądu najwyższego, a jeden z artykułów tych klauzul zapobiega nakładaniu podatku wyższego niż jeden procent od wartości jakiejkolwiek mienia w jakimkolwiek roku; domy mieszkalne, czy to w mieście czy na wsi, są z tego wyłączone.

72:7.7 (815.7) Rząd federalny nie może się zadłużyć a wymagane jest uzyskanie trzech czwartych głosów w referendum, zanim jakikolwiek stan będzie mógł zaciągnąć pożyczkę, za wyjątkiem wojny. Ponieważ rząd federalny nie może się zadłużyć, w wypadku wojny Rada Obrony Narodowej upoważniona jest do brania pieniędzy od stanów, jak również ludzi i materiałów, jakie tylko mogą być potrzebne. Żaden dług nie może jednak istnieć dłużej niż dwadzieścia pięć lat.

72:7.8 (815.8) Pieniądze na utrzymanie rządu federalnego pobierane są z następujących pięciu źródeł:

72:7.9 (815.9) 1. Opłat importowych. Wszelki import obłożony jest taryfami celnymi, dla ochrony standardu życia na kontynencie, który znacznie przewyższa standardy życiowe jakiegokolwiek innego narodu tej planety. Taryfy te ustalane są przez najwyższe sądy industrialne, po tym, jak obie izby kongresu industrialnego ratyfikują rekomendacje głównego administratora do spraw ekonomicznych, który mianowany jest wspólnie przez te dwa ciała prawodawcze. Wyższa izba industrialna wybierana jest przez pracę, niższa przez kapitał.

72:7.10 (816.1) 2. Honorariów autorskich. Rząd federalny popiera wynalazczość i oryginalną twórczość, prowadzoną w dziesięciu regionalnych laboratoriach, pomagając wszelkim rodzajom geniuszów – artystom, autorom i naukowcom – oraz chroni ich patenty. W zamian za to rząd pobiera połowę zysków z takich inwencji i twórczości, czy to dotyczą one maszyn, czy książek, czy sztuki, czy też roślin i zwierząt.

72:7.11 (816.2) 3. Podatków spadkowych. Rząd federalny pobiera stopniowane opodatkowanie spadkowe, rozciągające się od jednego do pięćdziesięciu procent, w zależności od wielkości majątku jak również innych warunków.

72:7.12 (816.3) 4. Sprzętu wojskowego. Rząd zarabia znaczne sumy, wypożyczając na użytek handlowy i rekreacyjny sprzęt należący do wojska i marynarki.

72:7.13 (816.4) 5. Zasobów naturalnych. Zysk z zasobów naturalnych, gdy nie jest w całości wymagany na specyficzne cele, nabiera statusu własności federalnej i przekształcany jest w skarb narodowy.

72:7.14 (816.5) Należności federalne, za wyjątkiem funduszy wojennych nakładanych przez Radę Obrony Narodowej, ustalane są z początku w wyższej izbie prawodawczej, zatwierdzane w izbie niższej, aprobowane przez głównego administratora i ostatecznie uprawomocnione przez stuosobową komisję do spraw budżetu federalnego. Członkowie tej komisji mianowani są przez gubernatorów stanowych a wybierani są na dwadzieścia cztery lata przez stanowe ciała ustawodawcze; czwarta ich część wybierana jest co sześć lat. Co sześć lat to ciało, większością trzech czwartych głosów, wybiera jednego ze swych członków na stanowisko dyrektora-kontrolera skarbu federalnego.

8. Wyższe szkoły specjalistyczne

72:8.1 (816.6) W dodatku do programu obowiązkowego nauczania podstawowego, trwającego od piątego do osiemnastego roku życia, prowadzone są następujące szkoły specjalistyczne:

72:8.2 (816.7) 1. Szkoły mężów stanu. Szkoły te dzielą się na trzy kategorie: narodowe, rejonowe i stanowe. Urzędy państwowe tego narodu zgrupowane są w czterech działach. Pierwszy dział, mienia publicznego, odnosi się głównie do administracji narodowej i wszyscy, którzy sprawują władzę w tej grupie muszą być absolwentami zarówno rejonowych jak i narodowych szkół mężów stanu. W drugim dziale można zajmować stanowisko polityczne, wybieralne lub z nominacji, po ukończeniu którejkolwiek z dziesięciu rejonowych szkół mężów stanu; obowiązki powierzane tym ludziom dotyczą administracji rejonowej i rządów stanowych. Trzeci dział obejmuje obowiązki stanowe a zatrudnieni w nim urzędnicy muszą mieć ukończone tylko stanowe szkoły mężów stanu. Czwarty i ostatni dział osób sprawujących władzę nie potrzebuje mieć stopni mężów stanu, stanowiska takie otrzymuje się wyłącznie z nominacji a obejmują one pomniejsze pozycje asystentów, sekretarzy i referentów technicznych, zajmowane przez różnych wyszkolonych profesjonalistów, działających na rządowych stanowiskach administracyjnych.

72:8.3 (816.8) Sędziowie sądów niższych i stanowych mają ukończone stanowe szkoły mężów stanu. Sędziowie trybunałów jurysdykcyjnych, rozstrzygających sprawy społeczne, edukacyjne i industrialne, mają ukończone szkoły rejonowe. Sędziowie federalnego sądu najwyższego muszą mieć ukończone wszystkie szkoły mężów stanu.

72:8.4 (817.1) 2. Szkoły filozofii. Szkoły te połączone są ze świątyniami filozofii i mniej lub więcej związane z religią, jako działalnością społeczną.

72:8.5 (817.2) 3. Instytucje naukowe. Te szkoły techniczne skoordynowane są raczej z przemysłem niż z systemem edukacyjnym i administrowane są w piętnastu sekcjach.

72:8.6 (817.3) 4. Szkoły kształcące profesjonalistów. Te instytucje specjalistyczne prowadzą nauczanie w zakresie technicznym dla różnych wykwalifikowanych profesjonalistów, a jest ich dwanaście.

72:8.7 (817.4) 5. Szkoły dla wojska i marynarki. W pobliżu dowództwa krajowego i w dwudziestu pięciu nabrzeżnych centrach wojskowych znajdują się instytucje poświęcone wojskowemu szkoleniu obywateli-ochotników, w wieku od lat osiemnastu do trzydziestu. Ci, którzy nie mają dwudziestu pięciu lat, muszą mieć zgodę rodziców na naukę w takiej szkole.

9. Plan powszechnego głosowania

72:9.1 (817.5) Chociaż kandydatami na wszystkie stanowiska państwowe mogą być wyłącznie absolwenci szkół mężów stanu – stanowych, rejonowych czy federalnych – postępowi przywódcy narodu odkryli wielką słabość ich planu powszechnego głosowania i około pięćdziesiąt lat temu zrobili klauzulę konstytucyjną, modyfikującą system głosowania, który teraz ma następujące właściwości:

72:9.2 (817.6) 1. Każdy mężczyzna i każda kobieta, powyżej lat dwudziestu, ma jeden głos. Po osiągnięciu tego wieku wszyscy obywatele muszą zaakceptować członkostwo dwu grup głosowania: do pierwszej wchodzą zgodnie ze swą funkcją ekonomiczną – industrialną, profesjonalną, rolniczą czy handlową; do drugiej grupy wchodzą zgodnie ze swoimi przekonaniami politycznymi, filozoficznymi i społecznymi. Tym samym wszyscy pracujący należą do jakiejś ekonomicznej grupy wyborczej a takie grupy zawodowe, podobnie jak stowarzyszenia nieekonomiczne, zarządzane są tak samo jak rząd państwowy, wraz z jego trojakim podziałem uprawnień. Rejestracji do takich grup nie można zmienić przez dwanaście lat.

72:9.3 (817.7) 2. Po nominacji przez gubernatorów stanowych albo przez rejonowych członków rządu i na zlecenie rejonowych rad najwyższych, te jednostki, które się szczególnie wyróżniły w służbie dla społeczeństwa, albo, które wykazały się wyjątkową mądrością w służbie rządowej, mogą mieć dodatkowe głosy, nadawane im nie częściej niż co pięć lat i nie przekraczające dziewięciu takich, wyższych praw obywatelskich. Maksymalne prawo głosu jakiegokolwiek, wielokrotnego wyborcy, wynosi dziesięć. Naukowcy, wynalazcy, nauczyciele, filozofowie i przywódcy duchowi również są w ten sposób wyróżniani rozszerzoną władzą polityczną. Takie, zaawansowane przywileje obywatelskie, nadawane są przez stany i rejonowe rady najwyższe, podobnie jak stopnie naukowe nadawane są przez specjalistyczne kolegia a ci, którzy je otrzymują, są dumni, że mogą dołączyć takie symbole obywatelskiego uznania, wraz z innymi stopniami, do swej listy osobistych osiągnięć.

72:9.4 (817.8) 3. Wszystkie osoby skazane na przymusowe roboty w kopalniach i wszyscy pracownicy rządowi, utrzymywani z funduszy podatkowych, są na okres takich służb pozbawieni prawa głosu. Nie odnosi się to do osób starszych, które mogą przechodzić na emeryturę w wieku lat sześćdziesięciu pięciu.

72:9.5 (817.9) 4. Istnieje pięć przedziałów prawa do głosowania, odzwierciedlających przeciętne, roczne płatności podatkowe, zliczane z połowy dekady. Ci, którzy płacą wysokie podatki, mogą mieć aż pięć dodatkowych głosów. Taki przydział jest niezależny od wszelkich innych dowodów uznania, jednak w żadnym wypadku nikt nie może mieć więcej niż dziesięć głosów.

72:9.6 (818.1) 5. W tym czasie, gdy uchwalony został taki plan głosowania, zarzucona została metoda głosowania terytorialnego na rzecz systemu ekonomicznego lub funkcjonalnego. Wszyscy obywatele głosują teraz jako członkowie grup industrialnych, społecznych czy profesjonalnych, niezależnie od ich miejsca pobytu. W ten sposób wyborcy tworzą solidne, zjednoczone i inteligentne grupy, które do pełnienia obowiązków rządowych wybierają tylko swych najlepszych członków. Jest jeden wyjątek od tego systemu głosowania w grupach funkcjonalnych: co sześć lat wybory federalnego, głównego administratora, są głosowaniem ogólnonarodowym i każdy obywatel ma w nich tylko jeden głos.

72:9.7 (818.2) Tak więc, za wyjątkiem wybierania głównego administratora, wybory przeprowadzane są w grupach obywatelskich, ekonomicznych, profesjonalnych, intelektualnych i społecznych. Idealne państwo jest zintegrowane i każda wolna, inteligentna grupa obywateli, reprezentuje ważny i funkcjonujący organ w obrębie szerszego organizmu rządowego.

72:9.8 (818.3) Szkoły mężów stanu mają uprawnienia, pozwalające im wszcząć postępowanie w sądach stanowych, w celu pozbawienia prawa głosu jakiejkolwiek ograniczonej, leniwej, obojętnej lub przestępczej jednostki. Ludzie tworzący to społeczeństwo rozumieją, że jeśli pięćdziesiąt procent narodu jest zacofane lub niedorozwinięte i posiada prawo głosowania, naród taki jest skazany na zagładę. Wierzą, że dominacja przeciętności oznacza upadek każdego narodu. Głosowanie jest obowiązkowe; wysokie kary nakłada się na wszystkich tych, którzy uchylają się od głosowania.

10. Walka z przestępczością

72:10.1 (818.4) Metody walki z przestępczością, niepoczytalnością i degeneracją w tym narodzie, podczas gdy w pewnych aspektach korzystne, w innych bez wątpienia okażą się szokujące dla większości Urantian. Zwykłych przestępców i upośledzonych umysłowo umieszcza się, każdą płeć oddzielnie, w różnych koloniach rolniczych i są tam bardziej niż samowystarczalni. Poważni, notoryczni przestępcy i nieuleczalnie chorzy psychicznie skazywani są przez sądy na śmierć w komorach gazowych. Oprócz morderstw, liczne inne przestępstwa, ze zdradą stanu włącznie, także karze się śmiercią a wykonanie wyroku jest pewne i szybkie.

72:10.2 (818.5) Ci ludzie przechodzą od negatywnej do pozytywnej epoki prawa. Niedawno, posunęli się tak daleko, że próbują zapobiegać przestępczości przez skazywanie tych, którzy mogą być domniemanie potencjalnymi mordercami i poważnymi przestępcami, na dożywocie w koloniach odosobnienia. Jeśli więźniowie tacy wykażą później, że stali się bardziej normalni, mogą być albo warunkowo zwolnieni albo ułaskawieni. Ilość zabójstw na tym kontynencie wynosi tylko jeden procent w stosunku do ilości zabójstw u innych narodów.

72:10.3 (818.6) Wysiłki zmierzające do zapobieżenia rozmnażaniu się przestępców i ułomnych zapoczątkowane zostały ponad sto lat temu i już przyniosły zadowalające rezultaty. Nie ma więzień czy szpitali dla umysłowo chorych. Z tej tylko przyczyny jest tam około dziesięć procent takich ludzi, w porównaniu z Urantią.

11. Gotowość bojowa

72:11.1 (818.7) Absolwenci federalnych szkół wojskowych mogą być mianowani przez prezydenta Rady Obrony Narodowej „obrońcami cywilizacji”, w siedmiu stopniach, odpowiednio do swych umiejętności i doświadczenia. Rada Obrony Narodowej składa się z dwudziestu pięciu członków, mianowanych przez najwyższe trybunały rodzicielskie, edukacyjne oraz industrialne i zatwierdzonych przez federalne sądy najwyższe a przewodniczy jej z urzędu szef sztabu skoordynowanych spraw wojskowych. Tacy członkowie służą aż do siedemdziesiątego roku życia.

72:11.2 (819.1) Szkolenie, w którym biorą udział tak mianowani oficerowie, trwa cztery lata i zawsze jest połączone z opanowaniem jakiegoś zawodu. Nigdy nie prowadzi się szkolenia wojskowego bez związanego z nim nauczania technicznego, naukowego czy wolnych zawodów. Osoba, która kończy szkolenie wojskowe, ma w czasie czteroletniej nauki zaliczone połowę nauczania, dostępnego w jakiejkolwiek szkole specjalistycznej, gdzie nauka również trwa cztery lata. W ten sposób zapobiega się tworzeniu zawodowej klasy wojskowych, dając jednocześnie dużej liczbie ludzi możliwość utrzymania się oraz umożliwiając im zdobycie pierwszej połowy wykształcenia technicznego lub fachowego.

72:11.3 (819.2) W czasie pokoju służba wojskowa jest zupełnie dobrowolna a zaciąg do wszystkich rodzajów wojsk jest na cztery lata, podczas których każdy zgłębia jakąś specjalistyczną gałąź studiów, w dodatku do nauki taktyki wojskowej. Nauka muzyki jest jednym z głównych przedmiotów w centralnych szkołach wojskowych i w dwudziestu pięciu obozach szkoleniowych, rozmieszczonych na peryferiach kontynentu. W okresach spowolnienia gospodarki, tysiące bezrobotnych zatrudnia się automatycznie przy umocnieniu obronności kontynentu na lądzie, na morzu i w powietrzu.

72:11.4 (819.3) Chociaż naród ten utrzymuje potężną maszynerię wojenną, dla obrony przed napaścią otaczających, nieprzyjaznych narodów, można zapisać na jego konto, że przez ponad sto lat nie użył tego potencjału wojskowego w wojnie ofensywnej. Ludzie ci osiągnęli ten punkt ucywilizowania, że potrafią energicznie bronić cywilizacji, nie ulegając pokusie użycia swej siły wojskowej do agresji. Od czasu stworzenia zjednoczonego państwa kontynentalnego nie było wojen domowych, ale podczas ostatnich dwu wieków naród ten był zmuszony prowadzić dziewięć zaciekłych wojen obronnych, z których trzy były przeciwko potężnej konfederacji światowych mocarstw. Chociaż naród ten posiada odpowiednie środki obrony przeciw atakom nieprzyjaznych sąsiadów, znacznie więcej uwagi poświęca nauczaniu mężów stanu, naukowców i filozofów.

72:11.5 (819.4) W okresie pokoju ze światem, wszelki transportowy sprzęt obronny jest nieomal całkowicie używany w przemyśle, handlu i rekreacji. Kiedy wypowiada się wojnę, mobilizacji podlega cały naród. W okresie działań wojennych płace dla wojska bierze się ze wszystkich dziedzin gospodarki, a szef wszystkich resortów wojskowych zostaje członkiem gabinetu rządzącego.

12. Pozostałe narody

72:12.1 (819.5) Chociaż społeczeństwo i rząd tego, unikalnego narodu, w wielu aspektach przewyższa narody Urantii, należy odnotować, że na innych kontynentach (jest ich na planecie jedenaście) rządy są zdecydowanie niższej rangi, w porównaniu z bardziej zaawansowanymi narodami Urantii.

72:12.2 (819.6) Właśnie teraz rząd zaawansowanego narodu planuje nawiązanie stosunków, w randze ambasadorów, z podrzędnymi narodami i po raz pierwszy pojawił się wielki przywódca religijny, który zaleca wysyłanie misjonarzy do otaczających narodów. Obawiamy się jednak, że ci ludzie bliscy są popełniania tego błędu, jaki zrobiło tak wielu innych, kiedy próbowali narzucić wyższą kulturę i religię innym narodom. Jaką wspaniałą rzecz można by zrobić na tym świecie, gdyby naród kontynentalny, o zaawansowanej kulturze, mógł tylko sprowadzić z sąsiednich narodów do siebie najlepszych tamtejszych ludzi, a potem po ich wykształceniu, wysłać ich z powrotem jako emisariuszy kultury do ich nieoświeconych braci! Oczywiście, jeśli Syn-Arbiter przyjdzie do tego zaawansowanego narodu, wielkie rzeczy mogą się wkrótce zdarzyć na tym świecie.

72:12.3 (820.1) Opowiadanie o życiu na sąsiedniej planecie sporządzono na mocy specjalnego zezwolenia, w intencji zaawansowania cywilizacji i przyspieszenia ewolucji rządu na Urantii. Można by opowiedzieć znacznie więcej tego, co bez wątpienia zainteresowałoby i zaintrygowało Urantian, lecz to objawienie mieści się w granicach zakresu powierzonego nam zadania.

72:12.4 (820.2) Urantianie powinni jednak zwrócić uwagę na to, że ich siostrzana sfera w Satanii nie odczuła dobroczynnych skutków ani misji sędziowskiej, ani obdarzającej Rajskich Synów. Tak samo różne narody Urantii nie są oddzielone od siebie taką różnicą kulturową, jaka oddziela naród kontynentalny od jego planetarnych współbraci.

72:12.5 (820.3) Wylanie Ducha Prawdy daje duchowe podstawy realizacji wielkich przedsięwzięć dla dobra gatunku ludzkiego na obdarzonym świecie. Zatem Urantia jest znacznie lepiej przygotowana do szybszego zaprowadzenia rządu planetarnego, z jego prawami, aparatem rządzenia, symbolami, zasadami i językiem – wszystko to może przyczynić się w znacznym stopniu do wprowadzenia światowego pokoju, pod ochroną prawną i może kiedyś doprowadzić do świtu prawdziwej epoki dążeń duchowych, a epoka taka jest planetarnym progiem utopijnych epok światłości i życia.

72:12.6 (820.4) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 73, Ogród Eden

Księga Urantii

Przekaz 73

Ogród Eden

73:0.1 (821.1) KULTURALNA dekadencja i duchowe ubóstwo, powstałe w wyniku upadku Caligastii i wynikający stąd społeczny zamęt, niewielki miały wpływ na fizyczny czy biologiczny stan ludów Urantii. Ewolucja organiczna szła szybko naprzód, zupełnie niezależnie od kulturalnego i moralnego zacofania, które pojawiło się tak szybko po nielojalności Caligastii i Daligastii. I nadszedł taki czas w historii planety, prawie czterdzieści tysięcy lat temu, kiedy to nadzorujący planetę Nosiciele Życia zauważyli, że z czysto biologicznego punktu widzenia progres ras Urantii jest bliski punktu szczytowego. Komisaryczni zarządcy, Melchizedecy, podzielali tę opinię i chętnie zgodzili się przyłączyć do petycji Nosicieli Życia, skierowanej do Najwyższych Ojców z Edentii, wnoszącej, żeby zbadać Urantię pod kątem zezwolenia na wysłanie udoskonalaczy biologicznych, Materialnego Syna i Materialnej Córki.

73:0.2 (821.2) Prośbę tę skierowano do Najwyższych Ojców na Edentii, ponieważ od czasu upadku Caligastii i tymczasowego wakatu władzy na Jerusem to oni sprawowali bezpośrednią jurysdykcję nad wieloma sprawami Urantii.

73:0.3 (821.3) Tabamantia, niezależny kontroler światów dziesiętnych i eksperymentalnych, przybył na inspekcję planety i po przeglądzie rozwoju ras ludzkich odpowiednio zalecił, aby Urantii przyznano Synów Materialnych. W niecałe sto lat po tej inspekcji, na Urantię przybyli Adam i Ewa, Materialny Syn i Materialna Córka systemu lokalnego i rozpoczęli żmudną pracę, próbując rozwikłać pogmatwane sprawy planety, opóźnionej przez bunt i pozostającej w stanie banicji – izolacji duchowej.

1. Nodyci i Amadonici

73:1.1 (821.4) Na normalnej planecie przybycie Syna Materialnego jest z reguły zwiastunem wspaniałej epoki wynalazków, postępu materialnego i oświecenia intelektualnego. Era poadamiczna to na większości światów wspaniała epoka nauki, ale nie na Urantii. Chociaż planeta zaludniona była przez gatunek ludzki w dobrej formie fizycznej, plemiona pozostawały w stanie głębokiej dzikości i moralnej stagnacji.

73:1.2 (821.5) W ciągu dziesięciu tysięcy lat po buncie praktycznie wszystkie osiągnięcia administracji Księcia zostały zniweczone; sytuacja plemion ludzkich tego świata była tylko nieco lepsza od tej, jaka miałaby miejsce, gdyby ów zwiedziony Syn nigdy nie przybył na Urantię. Tylko pośród Nodytów i Amadonitów przetrwały tradycje Dalamatii i kultura Księcia Planetarnego.

73:1.3 (821.6) Nodyci byli potomkami zbuntowanych członków personelu Księcia, ich nazwa wywodzi się od ich pierwszego przywódcy, Noda, swego czasu przewodniczącego komisji do spraw wytwórczości i handlu Dalamatii. Amadonici byli potomkami tych Andonitów, którzy postanowili pozostać lojalni razem z Vanem i Amadonem. „Amadonita” jest określeniem bardziej kulturowym i religijnym, niż rasowym; pod względem rasowym Amadonici byli zasadniczo Andonitami. „Nodyta” jest określeniem zarówno kulturowym jak i rasowym, ponieważ Nodyci, sami w sobie, stanowią ósmą rasę Urantii.

73:1.4 (822.1) Istnieje tradycyjna wrogość między Nodytami i Amadonitami. Waśń ta odnawia się ciągle, jak tylko potomstwo obu tych grup ludzkich podejmuje się wspólnych zadań. Nawet w późniejszych czasach, przy pracach prowadzonych w Edenie, wyjątkową trudność sprawiało im pracowanie razem w pokoju.

73:1.5 (822.2) Krótko po zniszczeniu Dalamatii, zwolennicy Noda podzielili się na trzy zasadnicze grupy. Grupa centralna pozostawała w bezpośredniej bliskości ich pierwotnych pieleszy, tam, gdzie Zatoka Perska wcinała się w ląd. Grupa wschodnia emigrowała w górski rejon Elamu, nieco na wschód od doliny Eufratu. Grupa zachodnia osiedliła się na północno-wschodnich, syryjskich wybrzeżach Morza Śródziemnego i na terytoriach sąsiednich.

73:1.6 (822.3) Nodyci chętnie kojarzyli się z rasami sangikowymi i pozostawili po sobie całkiem udane potomstwo. Niektórzy potomkowie zbuntowanych Dalamatian dołączyli później do Vana i jego lojalnych stronników, mieszkających na ziemiach na północ od Mezopotamii. Tutaj, w pobliżu jeziora Wan i w rejonie południowych wybrzeży Morza Kaspijskiego, Nodyci łączyli się i mieszali z Amadonitami, i byli zaliczani do „mocarzy z dawnych czasów”.

73:1.7 (822.4) Przed przybyciem Adama i Ewy te grupy ludzkie – Nodyci i Amadonici – były najbardziej zaawansowanymi i kulturalnymi plemionami Ziemi.

2. Planowanie Ogrodu

73:2.1 (822.5) Prawie sto lat przed inspekcją Tabamantii, Van i jego towarzysze rozgłaszali, z ich górskiego centrum światowej etyki i kultury, przyjście obiecanego Syna Boga, udoskonalacza rasowego, nauczyciela prawdy i godnego następcy zdradzieckiego Caligastii. Chociaż w tamtych czasach większość mieszkańców świata wykazywała niewielkie albo wręcz żadne zainteresowanie tymi przepowiedniami, ci, którzy byli w bezpośrednim kontakcie z Vanem i Amadonem, traktowali te nauki serio i zaczęli planować przygotowania do przyjęcia obiecanego Syna.

73:2.2 (822.6) Van opowiedział swoim najbliższym towarzyszom o Synach Materialnych na Jerusem; to, co o nich wiedział, zanim kiedyś przybył na Urantię. Wiedział on dobrze, że Synowie Adamiczni zawsze żyją w prostych, ale przepięknych domach w ogrodzie i proponował, osiemdziesiąt trzy lata przed przybyciem Adama i Ewy, aby poświęcić się głoszeniu ich nadejścia oraz przygotowaniom do ich przyjęcia w ogrodowym otoczeniu.

73:2.3 (822.7) Ze swej górskiej centrali oraz z sześćdziesięciu jeden szeroko rozrzuconych osad, Van i Amadon zwerbowali grupę, liczącą ponad trzy tysiące chętnych i entuzjastycznie nastawionych pracowników, którzy podczas uroczystego zgromadzenia ofiarowali się zacząć przygotowania do przyjścia obiecanego – przynajmniej spodziewanego – Syna.

73:2.4 (822.8) Van podzielił swoich ochotników na sto kompanii z kapitanem nad każdą i współpracownikiem, który służył w jego osobistym sztabie jako oficer łącznikowy, utrzymując Amadona jako swojego współpracownika. Wszystkie te grupy wzięły się ochoczo do prac przygotowawczych a komisja do spraw lokalizacji wyruszyła na poszukiwanie najlepszego miejsca na Ogród.

73:2.5 (822.9) Aczkolwiek Caligastia i Daligastia byli w znacznym stopniu pozbawieni możliwości czynienia zła, robili wszystko, co tylko możliwe, aby uniemożliwić albo utrudnić przygotowanie Ogrodu. Straty, powstałe w wyniku ich niecnych machinacji, były w znacznym stopniu kompensowane przez oddaną pracę prawie dziesięciu tysięcy lojalnych istot pośrednich, które tak niestrudzenie posuwały naprzód całe przedsięwzięcie.

3. Lokalizacja Ogrodu

73:3.1 (823.1) Komisji do spraw lokalizacji nie było prawie trzy lata. Jej raport proponował trzy ewentualne lokalizacje: pierwszą była wyspa na Zatoce Perskiej; druga to lokalizacja nadrzeczna, później zajęta na drugi ogród; trzecia to długi, wąski półwysep – prawie wyspa – wybiegający na zachód ze wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego.

73:3.2 (823.2) Komitet zgodził się prawie jednomyślnie na trzecią lokalizację. Miejsce zostało wybrane i dwa lata zajęło przenoszenie światowego centrum kultury, łącznie z drzewem życia, na ten śródziemnomorski półwysep. Gdy przybył Van ze swoją kompanią, wszyscy mieszkańcy półwyspu, oprócz jednej grupy, spokojnie się wynieśli.

73:3.3 (823.3) Śródziemnomorski półwysep miał zdrowy klimat i stabilną temperaturę; tę stabilizację warunków pogodowych zawdzięczał otaczającym go górom oraz temu, że obszar ten był prawie wyspą na śródlądowym morzu. Podczas gdy na otaczających wzgórzach padało obficie, ulewny deszcz był w Eden rzadkością. Każdej jednak nocy, z rozległej sieci sztucznych kanałów irygacyjnych „wydobywała się mgła”, aby ożywić roślinność ogrodu.

73:3.4 (823.4) Linia brzegowa tej masy lądowej była znacznie wyniesiona a przesmyk, łączący półwysep z lądem stałym, miał szerokość czterdziestu trzech kilometrów w najwęższym miejscu. Duża rzeka, nawadniająca Ogród, wypływała z wyżyn półwyspu i płynęła na wschód, poprzez jego przesmyk do lądu stałego i stamtąd dalej do morza, przez niziny Mezopotamii. Zasilały ją cztery dopływy, wypływające z nadbrzeżnych wzgórz półwyspu edeńskiego i to właśnie są „cztery rzeki”, dopływy tej rzeki, która „wypływała z Edenu” a którą później pomylono z odnogami rzek, otaczających drugi ogród.

73:3.5 (823.5) Góry otaczające Ogród pełne były drogocennych kamieni i metali, jednak niewielkie wzbudzało to zainteresowanie. Naczelną ideą Ogrodu miała być gloryfikacja ogrodnictwa i wysławianie rolnictwa.

73:3.6 (823.6) Teren wybrany na Ogród był prawdopodobnie najpiękniejszym tego rodzaju miejscem na całym świecie a klimat miał wtedy idealny. Poza tym miejscem nigdzie nie było niczego tak bardzo pasującego dla owej rajskiej ekspresji botanicznej. To tutaj zgromadziła się śmietanka cywilizacji Urantii. Na zewnątrz, poza Ogrodem, świat pozostawał w ciemnościach, ignorancji i dzikości. Eden był jedynym jasnym punktem na Urantii; było to wymarzone piękno natury, które wkrótce przekształciło się w poemat znakomitej i doskonałej chwały krajobrazowej.

4. Założenie Ogrodu

73:4.1 (823.7) Kiedy Synowie Materialni, udoskonalacze biologiczni, zaczną przebywać na świecie ewolucyjnym, miejsce ich pobytu zwane jest zazwyczaj Ogrodem Eden, gdyż odznacza się ono charakterystycznym pięknem roślinności i botanicznym majestatem Edentii, stolicy konstelacji. Van dobrze się orientował w tych sprawach i dlatego cały półwysep przeznaczył na Ogród. Pastwiska i hodowla planowane były na przyległym kontynencie. Ze zwierząt, w parku znalazły się tylko ptaki i różne oswojone gatunki. Według instrukcji Vana, Eden miał być ogrodem i tylko ogrodem. W jego granicach nigdy nie zabijano zwierząt. Całe mięso, zjadane przez pracujących w Ogrodzie, przez wszystkie lata jego tworzenia, było dostarczane ze stad pasących się pod strażą na kontynencie.

73:4.2 (824.1) Pierwszym przedsięwzięciem była budowa muru z cegły, w poprzek przesmyku półwyspu. Po jego ukończeniu właściwe prace, polegające na upiększaniu terenu i budowie domów, mogły przebiegać bez przeszkód.

73:4.3 (824.2) Stworzono ogród zoologiczny, budując mniejszy mur zaraz za główną ścianą; przestrzeń pomiędzy dwoma murami zajmowały wszelkiego rodzaju dzikie zwierzęta, służące jako dodatkowa ochrona przed wrogimi atakami. Menażeria ta była zorganizowana w dwanaście zasadniczych grup a obwarowane murami drogi, biegnące pomiędzy tymi poszczególnymi grupami, prowadziły do dwunastu bram; rzeka i przyległe do niej pastwiska zajmowały rejon środkowy.

73:4.4 (824.3) Przy urządzaniu Ogrodu zatrudniano tylko ochotników, nigdy nie używano robotników najemnych. Ci ludzie uprawiali Ogród a utrzymywali się ze swoich stad; żywności dostarczali również mieszkający w pobliżu zwolennicy przedsięwzięcia. To wielkie zadanie zostało doprowadzone do końca, niezależnie od trudności, związanych z niejasnym statusem świata w tamtych, niespokojnych czasach.

73:4.5 (824.4) Wielkie rozczarowanie nastąpiło wtedy, kiedy Van, nie wiedząc jak szybko może przybyć spodziewany Syn i Córka, sugerował, że również młodsze pokolenie należy przyuczać do pracy przy tym przedsięwzięciu, na wypadek, gdyby ich przybycie się opóźniło. Wyglądało to na przyznanie się do braku wiary u Vana, co spowodowało znaczne kłopoty oraz sporo dezercji; jednak Van nie ustawał w realizacji swych planów przygotowawczych, zapełniając w międzyczasie miejsca po dezerterach młodszymi ochotnikami.

5. Zabudowania ogrodowe

73:5.1 (824.5) W centrum półwyspu edeńskiego znajdowała się przepiękna świątynia Ojca Wszechświatowego, święty przybytek Ogrodu. Centrala administracyjna mieściła się po stronie północnej; na południu wybudowano domy dla pracowników i ich rodzin; część ziemi na zachodzie pozostawiono pod przyszłe szkoły systemu edukacyjnego spodziewanego Syna, podczas gdy „na wschodzie Edenu” budowano osiedla dla obiecanego Syna i jego najbliższego potomstwa. Architektoniczne plany Edenu zakładały domy i obfitość ziemi dla miliona istot ludzkich.

73:5.2 (824.6) Chociaż w momencie przybycia Adama ukończono tylko jedną czwartą Ogrodu, było w nim tysiące kilometrów rowów irygacyjnych i prawie dwadzieścia tysięcy kilometrów brukowanych dróg i ścieżek. W różnych częściach Ogrodu było ponad pięć tysięcy budynków z cegły i niezliczona wręcz ilość drzew i roślin. W tym parku jakakolwiek pojedyncza grupa mieszkalna nie przekraczała siedmiu domów. I chociaż budowle Ogrodu były proste, były one wyrazem najwyższego kunsztu artystycznego. Drogi i ścieżki były solidne a cały krajobraz naprawdę przepiękny.

73:5.3 (824.7) Rozwiązania sanitarne Ogrodu były znacznie bardziej zaawansowane niż cokolwiek, co próbowano w tych sprawach później robić na Urantii. Woda pitna Edenu była zdrowa, dzięki dokładnemu przestrzeganiu przepisów sanitarnych dla zachowania jej czystości. Na samym początku sporo problemów wynikało z powodu nie przestrzegania tych przepisów, jednak Van stopniowo wpajał swoim współpracownikom, jak ważne jest to, aby nic nie wpadło do wody dopływającej do Ogrodu.

73:5.4 (825.1) Zanim zorganizowano system odprowadzania ścieków, Edenici skrupulatne zakopywali wszystkie śmieci lub materiały rozkładające się. Inspektorzy Amadona robili swój codzienny obchód, w poszukiwaniu ewentualnych przyczyn chorób. Urantianie ponownie uświadomili sobie znaczenie zapobiegania chorobom ludzkim dopiero w późniejszych czasach dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Zanim upadły rządy adamiczne zdołano wybudować zakryty, ceglany kanał systemu odprowadzania ścieków, który biegł pod murami i wylewał się do rzeki Edenu ponad kilometr poza zewnętrznym, niższym murem Ogrodu.

73:5.5 (825.2) Do czasu przybycia Adama, w Edenie rosła większość gatunków roślin z tamtej części świata. Wiele gatunków owoców, roślin zbożowych i orzechów, było już uprzednio znacznie udoskonalone. Uprawiano tutaj po raz pierwszy dużo współczesnych warzyw i zbóż, jednak później wyginęły dziesiątki gatunków roślin jadalnych.

73:5.6 (825.3) Około pięć procent Ogrodu uprawiano intensywnie, piętnaście procent było uprawiane częściowo, resztę pozostawiono w stanie mniej czy bardziej naturalnym, aż do przybycia Adama, gdyż uważano, że najlepiej będzie skończyć park zgodnie z jego pomysłami.

73:5.7 (825.4) I w ten sposób Ogród Eden przygotowany został na przyjęcie obiecanego Adama i jego małżonki. Pod doskonałą administracją i prawidłowym kierownictwem, Ogród ten mógł być dumą tego świata. Adamowi i Ewie bardzo podobał się ogólny plan Edenu, aczkolwiek sporo zmienili w urządzeniu ich własnego, prywatnego miejsca zamieszkania.

73:5.8 (825.5) Chociaż w momencie przybycia Adama prace dekoracyjne dalekie były od ukończenia, już wtedy miejsce to było klejnotem botanicznego piękna; a w początkach jego pobytu w Edenie, cały Ogród nabrał nowych form i wykształcił nowe proporcje piękna i świetności. Nigdy przedtem, jak również nigdy potem, Urantia nie miała tak pięknej i bogatej ekspozycji ogrodnictwa i rolnictwa.

6. Drzewo życia

73:6.1 (825.6) W centrum świątyni ogrodowej Van posadził tak długo strzeżone drzewo życia, którego liście służyły do „leczenia narodów”, a którego owoc tak długo podtrzymywał go na Ziemi. Van dobrze wiedział, że Adam i Ewa również potrzebować będą tego daru z Edentii, aby utrzymać się przy życiu, gdy kiedyś pojawią się na Urantii w formie materialnej.

73:6.2 (825.7) W stolicach systemów Synowie Materialni nie potrzebują pożywienia z drzewa życia. Tylko po ponownym uosobieniu na planecie zależni są od tego uzupełnienia, aby zachować materialną nieśmiertelność.

73:6.3 (825.8) „Drzewo poznania dobra i zła” może być metaforą, symbolicznym określeniem bezmiaru ludzkich doświadczeń, ale „drzewo życia” nie było mitem; istniało naprawdę i przez długi czas znajdowało się na Urantii. Kiedy Najwyżsi Ojcowie z Edentii wyrazili zgodę na mianowanie Caligastii Księciem Planetarnym, a stu obywateli Jerusem jego personelem administracyjnym, posłali na planetę, przez Melchizedeków, krzak z Edentii i z tej rośliny wyrosło na Urantii drzewo życia. Ta forma życia nieinteligentnego pochodzi ze sfer zarządu konstelacji, można ją również znaleźć na światach zarządu wszechświatów lokalnych i superwszechświatów, jak również na sferach Havony, ale nie w stolicach systemów.

73:6.4 (826.1) Ta superroślina magazynuje pewne energie kosmiczne, które stanowią antidotum przeciw wywołującym starzenie czynnikom zwierzęcej egzystencji. Owoc drzewa życia podobny jest superchemicznej baterii magazynującej; zjedzony, w tajemniczy sposób wyzwala siły wszechświatowe, przedłużające życie. Taka metoda odżywiania się jest zupełnie bezużyteczna dla normalnych istot ewolucyjnych Urantii, jednak była wyjątkowo pożyteczna dla stu zmaterializowanych członków personelu Caligastii, jak również dla tych stu zmodyfikowanych Andonitów, którzy dostarczyli swej plazmy życia dla personelu Księcia i którzy w zamian za to weszli w posiadanie tego dopełnienia życia, które umożliwiało im korzystanie z owocu drzewa życia dla nieograniczonego przedłużenia ich skądinąd śmiertelnej egzystencji.

73:6.5 (826.2) Za czasów rządów Księcia drzewo to rosło w ziemi, na centralnym, okrągłym dziedzińcu świątyni Ojca. Po wybuchu buntu zostało wyhodowane ponownie z centralnego pnia przez Vana i jego towarzyszy w ich tymczasowym obozie. Potem ten krzak z Edentii został zabrany do ich górskiej kryjówki, gdzie służył zarówno Vanowi jak i Amadonowi przez ponad sto pięćdziesiąt tysięcy lat.

73:6.6 (826.3) Kiedy Van ze swymi towarzyszami przygotowywał Ogród dla Adama i Ewy, przesadził to drzewo z Edentii do Ogrodu Eden, gdzie jeszcze raz rosło na centralnym, okrągłym dziedzińcu innej świątyni, poświęconej Ojcu. Adam i Ewa spożywali okresowo jego owoce, dla podtrzymania swej podwójnej formy życia materialnego.

73:6.7 (826.4) Gdy plany Syna Materialnego spełzły na niczym, Adamowi i jego rodzinie nie pozwolono wywieźć pnia drzewa poza teren Ogrodu. Kiedy Nodyci najechali Eden, mówiono im, że staną się jak „bogowie, gdy spróbują owocu drzewa”. Ku swemu wielkiemu zdziwieniu znaleźli je niestrzeżone. Przez lata jedli bez przeszkód ten owoc, ale nic im to nie dało; byli tylko materialnymi śmiertelnikami tej sfery, brakowało im tego daru, który działał jako dopełnienie owocu drzewa. Niemożność korzystania z drzewa życia doprowadzała ich do wściekłości a podczas jednej z ich wojen domowych, zarówno świątynia jak i drzewo spłonęły; tylko kamienne ściany zostały do tego czasu, kiedy później Ogród zatonął. Była to druga świątynia Ojca, która została zniszczona.

73:6.8 (826.5) I odtąd wszystko na Urantii, co jest ciałem, musi iść naturalnym cyklem życia i śmierci. Adam, Ewa, ich dzieci oraz dzieci ich dzieci, wraz z tymi, co im towarzyszyli, wszyscy z czasem poumierali, wkraczając tym samym w system wznoszenia się we wszechświecie lokalnym, w którym zmartwychwstanie na światach-mieszkaniach następuje po materialnej śmierci.

7. Losy Edenu

73:7.1 (826.6) Kiedy Adam odszedł z pierwszego ogrodu, miejsce to było zamieszkałe w różnych okresach przez Nodytów, Kutitów i Suntitów. Później w ogrodzie mieszkali Nodyci północni, którzy nie chcieli współpracować z Adamitami. Te niższe klasy Nodytów zajmowały półwysep prawie cztery tysiące lat po opuszczeniu Ogrodu przez Adama, kiedy to w powiązaniu z gwałtowną aktywnością otaczających wulkanów oraz zatopieniem sycylijskiego połączenia lądowego z Afryką, zanurzyło się wschodnie dno Morza Śródziemnego, pociągając za sobą pod wodę cały półwysep edeński. Równocześnie z tym, rozległym zanurzeniem, wyniosła się znacznie wschodnia linia brzegowa Morza Śródziemnego. I taki był koniec najpiękniejszego, naturalnego ukształtowania terenu, jaki Urantia kiedykolwiek posiadała. Zatopienie nie było gwałtowne, kilkaset lat upłynęło, zanim cały półwysep zupełnie się zanurzył.

73:7.2 (827.1) Nie możemy traktować tego zanurzenia Ogrodu jako zdarzenia związanego w jakikolwiek sposób z niepowodzeniem boskich planów, czy też jako rezultatu błędów Adama i Ewy. Nie uważamy zanurzenia Edenu za cokolwiek innego niż naturalne zjawisko, ale wydaje się nam, że zatopienie Ogrodu było tak planowane, aby nastąpiło mniej więcej w okresie nagromadzenia ludzkich rezerw rasy fioletowej, gotowych do podjęcia dzieła odrodzenia narodów tego świata.

73:7.3 (827.2) Melchizedekowie radzili Adamowi, aby nie zaczynał programu doskonalenia rasowego i mieszania się, dopóki jego własna rodzina nie będzie liczyć pół miliona ludzi. Nigdy nie uważano Ogrodu za stałą siedzibę Adamitów. Mieli oni zostać emisariuszami nowego życia dla całego świata; zostali zgromadzeni po to, aby bezinteresownie obdarzać sobą potrzebujące ich narody Ziemi.

73:7.4 (827.3) Instrukcje, jakie otrzymał Adam od Melchizedeków, sugerowały, że miał on zakładać rasowe, kontynentalne i terenowe stolice kierowane przez jego synów i córki czystej krwi, podczas gdy on i Ewa mieli dzielić swój czas pomiędzy różnymi światowymi stolicami, jako doradcy i koordynatorzy ogólnoświatowej działalności biologicznego doskonalenia, intelektualnego postępu i odnowy moralnej.

73:7.5 (827.4) [Przedstawione przez Solonię, seraficzny „głos w Ogrodzie”].

Przekaz 74, Adam i Ewa

Księga Urantii

Przekaz 74

Adam i Ewa

74:0.1 (828.1) ADAM I EWA przybyli na Urantię 37.848 lat temu, licząc od roku 1934 n.e. Przybyli w środku lata, gdy Ogród był w pełni rozkwitu. Bez zapowiedzi, w samo południe, na powierzchni obracającej się planety, w pobliżu świątyni Ojca Wszechświatowego osiadły powoli dwa transporty seraficzne, w asyście personelu z Jerusem, odpowiedzialnego za dostarczenie udoskonalaczy biologicznych na Urantię. Cała praca nad ponownym zmaterializowaniem ciał Adama i Ewy prowadzona była obok tej, świeżo zbudowanej świątyni. Dziesięć dni upłynęło od czasu ich przybycia, zanim zostali odtworzeni w podwójnej formie ludzkiej, aby mogli być przedstawieni ludziom jako nowi władcy świata. Świadomość odzyskali równocześnie. Materialni Synowie i Materialne Córki zawsze służą razem. Jest zasadą ich służby, żeby się nigdzie i nigdy nie rozdzielać. Są przeznaczeni do pracy parami; rzadko działają samotnie.

1. Adam i Ewa na Jerusem

74:1.1 (828.2) Planetarny Adam i Planetarna Ewa Urantii byli na Jerusem członkami starszego korpusu Synów Materialnych i mieli wspólny numer 14.311. Należeli do trzeciej serii fizycznej i mieli około dwu i pół metra wzrostu.

74:1.2 (828.3) Kiedy Adam został wytypowany do wysłania na Urantię, pracował wraz ze swą małżonką w doświadczalnych laboratoriach fizycznych Jerusem. Ponad piętnaście tysięcy lat byli oni dyrektorami działu energii eksperymentalnej, używanej do modyfikacji form ożywionych. Znacznie wcześniej byli nauczycielami w szkołach obywatelstwa, dla nowoprzybyłych na Jerusem. I wszystko to należy wziąć pod uwagę, w związku z opisem ich dalszego postępowania na Urantii.

74:1.3 (828.4) Gdy ogłoszono, że potrzeba ochotników na wyprawę adamiczną na Urantię, zgłosił się cały starszy korpus Materialnych Synów i Materialnych Córek. Egzaminujący ich Melchizedecy, za aprobatą Lanaforge i Najwyższych Ojców z Edentii, wybrali w końcu Adama i Ewę, którzy następnie zaczęli pracować na Urantii jako udoskonalacze biologiczni.

74:1.4 (828.5) W czasie buntu Lucyfera Adam i Ewa pozostali lojalni Michałowi, tym niemniej para ta została wezwana na egzamin i szkolenie przed Władcą Systemu i całym jego gabinetem. Wyczerpująco przedstawione zostały szczegóły sytuacji Urantii. Adam i Ewa zostali dokładnie poinstruowani w sprawie planów, które należy realizować, w związku z przyjęciem na siebie odpowiedzialności zarządzania tego rodzaju światem, rozdartym walką. Równocześnie złożyli przysięgę wierności Najwyższym Ojcom z Edentii oraz Michałowi z Salvingtonu. Byli także należycie poinformowani, że podlegają władzy korpusu Melchizedekowych zarządców komisarycznych Urantii, do czasu, kiedy to rządzące kolegium uzna, że może zrzec się rządzenia przydzielonym mu światem.

74:1.5 (829.1) Para jerusemska pozostawiła w stolicy Satanii i w innych miejscach setkę potomstwa – pięćdziesięciu synów i pięćdziesiąt córek – wspaniałych istot, które uniknęły pułapek rozwoju i które, w czasie odlotu rodziców na Urantię, pełniły misje oddanych, obdarzonych zaufaniem administratorów wszechświata. I wszystkie te dzieci były w przepięknej świątyni Synów Materialnych, gdy brały udział w czynnościach pożegnalnych, połączonych z ostatnimi uroczystościami przejmowania obowiązków obdarzenia. Dzieci towarzyszyły rodzicom do centrali dematerializacji ich porządku i były ostatnimi, które ich żegnały i życzyły im boskich sukcesów; gdy tymczasem rodzice zasnęli, tracąc świadomość osobowości, która poprzedza przygotowania do seraficznego transportu. Dzieci spędziły jakiś czas razem, w rodzinnym gronie, ciesząc się, że ich rodzice zostaną wkrótce widzialnymi szefami, w rzeczywistości jedynymi władcami planety 606 w systemie Satanii.

74:1.6 (829.2) I tak Adam i Ewa odlecieli z Jerusem, pośród aplauzu i życzeń pomyślności od jego obywateli. Wyruszyli ku nowym obowiązkom, dobrze przygotowani i w pełni poinstruowani w sprawie wszystkich powinności i niebezpieczeństw, jakie mogą napotkać na Urantii.

2. Przybycie Adama i Ewy

74:2.1 (829.3) Adam i Ewa zasnęli na Jerusem, a gdy się ocknęli w świątyni Ojca, na Urantii, pośród wielkiego tłumu zgromadzonego na ich powitanie, stanęli twarzą w twarz z dwoma istotami, o których wiele słyszeli – Vanem i jego wiernym towarzyszem Amadonem. Ci dwaj bohaterzy secesji Caligastii byli pierwszymi, którzy ich powitali w nowej, ogrodowej ojczyźnie.

74:2.2 (829.4) Językiem Edenu był dialekt Andonowy, którym mówił Amadon. Van z Amadonem udoskonalili znacznie ten język, tworząc nowy alfabet, złożony z dwudziestu czterech liter i mieli nadzieję zobaczyć kiedyś, jak staje się on językiem Urantii, kiedy kultura Edenu będzie się szerzyć na świecie. Przed odlotem z Jerusem, Adam i Ewa dobrze opanowali ten język ludzki, więc syn Andona usłyszał podniosłego władcę jego świata, przemawiającego do niego w jego własnym języku.

74:2.3 (829.5) Tego dnia wielkie podniecenie i radość zapanowały w całym Edenie, gdy gońcy pobiegli w wielkim pośpiechu do miejsca, gdzie gromadzono gołębie pocztowe, zebrane z bliska i z daleka, krzycząc: „Wypuśćcie te ptaki, niech niosą wieść, że przybył Syn obiecany”. Setki osad wiernych uzupełniało sumiennie, rok za rokiem, zapasy gołębi z domowej hodowli na tę właśnie okoliczność.

74:2.4 (829.6) Gdy wieści o przybyciu Adama zaczęły się szerzyć poza Ogrodem, tysiące ludzi z pobliskich plemion zaakceptowało nauki Vana i Amadona a pielgrzymi przez wiele miesięcy wciąż zalewali ogród, aby powitać Adama i Ewę i oddać hołd ich niewidzialnemu Ojcu.

74:2.5 (829.7) Krótko po przebudzeniu, zaprowadzono Adama i Ewę na formalne przyjęcie na wielkim kopcu, położonym na północ od świątyni. To naturalne wzgórze zostało powiększone i przygotowane do wprowadzenia nowych władców świata na ich urząd. To tutaj, w południe, komitet powitalny Urantii witał Syna i Córkę systemu Satanii. Amadon był przewodniczącym tego komitetu, liczącego dwunastu członków, obejmującego reprezentantów każdej z sześciu ras sangikowych; aktualnego szefa pośrednich; Annan, lojalną córkę i rzeczniczkę Nodytów; Noego, syna architekta i budowniczego Ogrodu oraz realizatora planów swego nieżyjącego ojca; jak również dwu Nosicieli Życia, stale przebywających na Urantii.

74:2.6 (830.1) Następną czynnością było przekazanie Adamowi i Ewie obowiązków nadzoru planety przez starszego Melchizedeka, szefa rady zarządzającej Urantią. Materialny Syn i Materialna Córka złożyli przysięgę wierności Najwyższym Ojcom z Norlatiadeku oraz Michałowi z Nebadonu i zostali ogłoszeni władcami Urantii przez Vana, który tym samym zrezygnował z tej tytularnej władzy, jaką posiadał ponad sto pięćdziesiąt tysięcy lat, na mocy postanowienia zarządzających Melchizedeków.

74:2.7 (830.2) Adam i Ewa odziani byli w królewskie szaty, w czasie tej uroczystości, formalnego zapoczątkowania ich władzy nad światem. Nie wszystkie sztuki Dalamatii zapomniano na tym świecie; tkactwo wciąż istniało w czasach Edenu.

74:2.8 (830.3) Potem słyszano obwieszczenie archanioła i transmisję głosu Gabriela, zarządzającego apel drugiego osądu Urantii oraz zmartwychwstanie śpiących przetrwałych, na koniec drugiego systemu sprawiedliwości, łaski i miłosierdzia na 606 w Satanii. Przeminął system sprawiedliwości Księcia; w scenerii skromnego majestatu rozpoczęła się epoka Adama, trzecia epoka planetarna, a nowi władcy Urantii zaczęli swe rządy w warunkach pozornie przychylnych, pomimo światowego chaosu spowodowanego brakiem współpracy ich poprzedników, rządzących planetą.

3. Adam i Ewa zaznajamiają się z planetą

74:3.1 (830.4) I teraz, po formalnym wprowadzeniu na urząd, Adam i Ewa boleśnie zdali sobie sprawę ze swego osamotnienia na planecie. Milczały znane transmisje, nie istniały żadne obwody komunikacji pozaplanetarnej. Ich przyjaciele z Jerusem odeszli do światów prowadzonych bez zakłóceń, przez dobrze zagospodarowanego Księcia Planetarnego, z doświadczonym personelem przygotowanym na ich przyjęcie i kompetentnym do współpracy w początkach ich działalności na takim świecie. Jednak na Urantii bunt odmienił wszystko. Tutaj Książę Planetarny był wyraźnie obecny i chociaż pozbawiony znacznej części swej mocy czynienia zła, wciąż mógł utrudniać Adamowi i Ewie pracę i uczynić ją w pewnym stopniu niebezpieczną. Syn i Córka z Jerusem, idąc tej nocy przez Ogród w blasku księżyca w pełni, omawiali plany następnego dnia; byli poważni i pozbawieni złudzeń.

74:3.2 (830.5) Tak się zakończył pierwszy dzień Adama i Ewy na odosobnionej Urantii, planecie w stanie chaosu, zdradzonej przez Caligastię; i szli tak i rozmawiali długo w noc, ich pierwszą noc na Ziemi – i byli bardzo osamotnieni.

74:3.3 (830.6) Swój drugi dzień na Ziemi spędził Adam na naradzie z zarządcami planety i kolegium doradczym. Od Melchizedeków i ich towarzyszy, Adam i Ewa dowiedzieli się więcej o szczegółach buntu Caligastii i o skutkach tego przewrotu dla światowego rozwoju. Generalnie, była to przygnębiająca historia – długa opowieść o błędach popełnionych przy kierowaniu światem. Adam i Ewa poznali wszystkie szczegóły kompletnego załamania się metod Caligastii, przyspieszających proces ewolucji społecznej. Uświadomili sobie także w pełni szaleństwo wszystkich prób zaawansowania planety w oderwaniu od boskiego planu rozwoju. I tak się skończył smutny, ale pouczający dzień – ich drugi dzień na Urantii.

74:3.4 (831.1) Trzeci dzień poświęcony był przeglądowi Ogrodu. Z wielkich ptaków pasażerskich – fandorów – Adam i Ewa oglądali rozległe tereny Ogrodu, niesieni w powietrzu nad tym najpiękniejszym miejscem na Ziemi. Ten dzień inspekcji skończył się wielką ucztą na cześć wszystkich tych, którzy pracowali nad stworzeniem pięknego i majestatycznego, edeńskiego ogrodu. I znowu, trzeciego dnia, Syn i jego małżonka spacerowali długo w noc po Ogrodzie i rozmawiali o bezmiarze ich problemów.

74:3.5 (831.2) Czwartego dnia Adam i Ewa wygłosili mowę do zgromadzenia ogrodowego. Z góry inauguracyjnej mówili ludziom o swych planach odbudowy świata, nakreślając metody, za pomocą których będą próbować podźwignąć kulturę społeczną Urantii z jej niskiego poziomu, na jakim się znalazła na skutek grzechu i buntu. To był wielki dzień, zakończony ucztą dla rady tych mężczyzn i kobiet, którzy zostali wybrani, aby pełnić obowiązki w nowej administracji świata. Zauważcie, że kobiety były w tej grupie tak samo jak i mężczyźni, i że pierwszy raz zdarzyło się to na Ziemi od czasów Dalamatii! Było zdumiewającą nowością zobaczyć Ewę, kobietę, dzielącą z mężczyzną zaszczyty i obowiązki spraw światowych. I tak skończył się czwarty dzień na Ziemi.

74:3.6 (831.3) Piąty dzień wypełniony był organizacją rządu tymczasowego, administracji mającej funkcjonować do tego czasu, gdy zarządcy komisaryczni, Melchizedecy, opuszczą Urantię.

74:3.7 (831.4) Szósty dzień poświęcony był przeglądowi licznych gatunków ludzi i zwierząt. Przez cały dzień Adam i Ewa oprowadzani byli wzdłuż ścian wschodniej części Edenu, oglądając zwierzęce życie planety i rozumiejąc coraz lepiej, co trzeba zrobić, aby zaprowadzić porządek w bezładzie tego świata, zamieszkałego przez tak wielką różnorodność istot żywych.

74:3.8 (831.5) Bardzo zaskoczyło tych, którzy towarzyszyli Adamowi w tej wyprawie, jak dobrze rozumie on naturę i obyczaje wielu tysięcy pokazywanych mu zwierząt. Jak tylko Adam popatrzył na zwierzę, zaraz mógł określić jego naturę i zwyczaje. Adam potrafił opisać pochodzenie, naturę oraz zachowanie się wszystkich stworzeń materialnych, które zobaczył. Ci, którzy oprowadzali go podczas tego inspekcyjnego obchodu, nie wiedzieli, że nowy władca świata jest jednym z najlepszych ekspertów od anatomii w całej Satanii; Ewa była ekspertem w równym stopniu. Adam zadziwił swych towarzyszy, opisując czeredę żyjątek zbyt małych, aby mogły być widoczne dla oczu ludzkich.

74:3.9 (831.6) Adam i Ewa po raz pierwszy odpoczęli w swym nowym domu „na wschodzie Edenu”, kiedy dobiegł końca ich szósty dzień pobytu na Ziemi. Pierwsze sześć dni ich pobytu na Urantii były wyjątkowo pracowite i z wielką radością oczekiwali całego dnia wolnego od wszelkich zajęć.

74:3.10 (831.7) Jednak okoliczności na to nie pozwoliły. Wydarzenia tego dnia, który dopiero się skończył, w którym Adam tak inteligentnie i wyczerpująco omawiał życie zwierzęce Urantii, jego mistrzowska mowa inauguracyjna, jak również jego ujmujący sposób bycia, tak bardzo podbiły serca i zawładnęły umysłami mieszkańców Ogrodu, że nie tylko byli gotowi serdecznie zaakceptować nowoprzybyłego Syna i Córkę z Jerusem, ale większość była nieomal gotowa paść na ziemię i czcić ich jako bogów.

4. Pierwsze problemy

74:4.1 (832.1) Tej nocy, która zapadła po szóstym dniu, kiedy to Adam i Ewa zasnęli, dziwne rzeczy się działy w pobliżu świątyni Ojca w centralnym sektorze Edenu. Tam, w łagodnym świetle księżyca, setki rozentuzjazmowanych i podekscytowanych mężczyzn i kobiet godzinami słuchało egzaltowanych mów swych przywódców. Mieli dobre zamiary, ale po prostu nie rozumieli braterskiej prostoty i demokratycznej postawy swych nowych władców. I na długo przed świtem, nowi i tymczasowi administratorzy świata doszli do jednomyślnych prawie wniosków, że Adam i jego małżonka są generalnie zbyt skromni i bezpretensjonalni. Uchwalili, że Bóstwo zstąpiło na Ziemię w cielesnej formie, że Adam i Ewa są w rzeczywistości bogami lub kimś tak bliskim tego stanu, że zasługują na pełne czci nabożeństwo.

74:4.2 (832.2) Zadziwiające zdarzenia, jakie miały miejsce podczas pierwszych sześciu dni pobytu Adama i Ewy na Ziemi, przekroczyły zdolność pojmowania nieprzygotowanych do tego umysłów najlepszych nawet ludzi tego świata; w głowach im się mąciło; owładnął nimi plan przyprowadzenia dostojnej pary do świątyni Ojca w pełni księżyca, aby następnie każdy mógł pochylić się w pełnym szacunku nabożeństwie i upaść na ziemię w pokornym oddaniu. I robiąc to wszystko, mieszkańcy Ogrodu naprawdę mieli szczere zamiary.

74:4.3 (832.3) Van protestował. Amadona nie było, gdyż pełnił nadzór nad gwardią honorową, która pozostawała z Adamem i Ewą przez noc. Protest Vana zignorowano. Powiedziano mu, że on również jest zbyt skromny, zbyt bezpretensjonalny; że jemu samemu nie tak daleko do boga, bo właściwie, dlaczego żyje na Ziemi tak długo i jak mógł sprawić zdarzenie tak wielkie, jak przybycie Adama? I kiedy podekscytowani Edenici chcieli go pojmać i zanieść na górę dla adoracji, Van utorował sobie drogę przez tłum a ponieważ mógł się komunikować z pośrednimi, posłał ich szefa w wielkim pośpiechu do Adama.

74:4.4 (832.4) Było to tuż przed świtem, siódmego dnia pobytu Adama i Ewy na Ziemi, kiedy usłyszeli oni alarmujące wieści o tej propozycji śmiertelników, kierujących się jak najlepszymi intencjami, ale błądzących; a potem, nawet gdy ptaki pasażerskie leciały szybko, aby ich zanieść do świątyni, pośredni, którzy mogą robić takie rzeczy, przenieśli Adama i Ewę do świątyni Ojca. Było to siódmego dnia wczesnym rankiem, kiedy Adam przemawiał z tej samej góry, gdzie tak niedawno ich przyjmowano, wyjaśniając porządki Boskiego synostwa i objaśniając tym ziemskim umysłom, że tylko Ojciec może być czczony i ci, których on wyznaczy. Adam wyraźnie powiedział, że zaakceptuje jakikolwiek zaszczyt i przyjmie cały szacunek, ale nigdy czci boskiej!

74:4.5 (832.5) Był to pamiętny dzień a działo się to tuż przed południem, mniej więcej w czasie przybycia seraficznego kuriera, niosącego z Jerusem zatwierdzenie wprowadzenia na urząd nowych światowych władców, kiedy to Adam i Ewa oddzielili się od tłumu i wskazując świątynię Ojca, powiedzieli: „Idźcie teraz do materialnego symbolu niewidzialnej obecności Ojca i pochylcie się w nabożnej czci przed tym, który stworzył nas wszystkich i który podtrzymuje nas przy życiu. I niech akt taki będzie szczerą rękojmią tego, że już nigdy więcej nie pokusicie się czcić nikogo, prócz Boga”. Wszyscy zrobili tak, jak im Adam kazał. Materialny Syn i Materialna Córka stali sami na szczycie, z pochylonymi głowami, podczas gdy lud upadł na ziemię wokół świątyni.

74:4.6 (832.6) I taki jest początek tradycji szabatu. W Edenie, siódmy dzień zawsze był poświęcony południowemu zgromadzeniu w świątyni; długo panował zwyczaj poświęcania tego dnia kulturze osobistej. Przedpołudnie poświęcano doskonaleniu fizycznemu, czas południowy nabożeństwu duchowemu, popołudnie kulturze umysłowej, podczas gdy wieczór spędzano na spotkaniach towarzyskich. W Edenie nigdy nie było to prawem, ale taki był zwyczaj, jak długo rządy adamiczne trwały na Ziemi.

5. Rządy Adama

74:5.1 (833.1) Zarządcy komisaryczni, Melchizedecy, pełnili swe obowiązki prawie siedem lat po przybyciu Adama, ale w końcu przyszedł taki czas, że przekazali rządy świata Adamowi i wrócili na Jerusem.

74:5.2 (833.2) Pożegnanie zarządców trwało cały dzień a wieczorem każdy z Melchizedeków oddzielnie dawał Adamowi i Ewie swą ostatnią radę, razem z najlepszymi życzeniami. Adam wielokrotnie prosił swych doradców, aby zostali na Ziemi razem z nim, ale oni zawsze odmawiali takim prośbom. Nadszedł wreszcie czas, kiedy Synowie Materialni musieli przejąć pełną odpowiedzialność za kierowanie światem. I tak, o północy, seraficzne transporty Satanii opuściły planetę z czternastoma istotami, kierując się na Jerusem; transponowanie Vana i Amadona nastąpiło równocześnie z odlotem dwunastu Melchizedeków.

74:5.3 (833.3) Jakiś czas wszystko szło dosyć dobrze na Urantii i wydawało się, że Adam mógłby w końcu wypracować jakiś plan działania, aby stopniowo szerzyć cywilizację Edeńską. Idąc za radą Melchizedeków zaczął rozwijać rzemiosło, mając na myśli nawiązanie stosunków handlowych ze światem zewnętrznym. W momencie upadku Edenu, znajdowała się w nim ponad setka czynnych, prymitywnych manufaktur i nawiązano szerokie stosunki handlowe z najbliższymi plemionami.

74:5.4 (833.4) Całe epoki Adam i Ewa byli nauczani o metodach doskonalenia świata, stosowanych w okresie przygotowań do ich specjalnego wkładu w zaawansowanie cywilizacji ewolucyjnej; teraz jednak stali twarzą w twarz z naglącymi problemami, takimi jak zaprowadzenie prawa i porządku w świecie dzikich, barbarzyńskich i na wpół cywilizowanych istot ludzkich. Z dala od śmietanki populacji ziemskiej, zgromadzonej w Ogrodzie, zaledwie kilka grup ludzkich, tu i ówdzie, było naprawdę gotowych na przyjęcie kultury adamicznej.

74:5.5 (833.5) Adam robił heroiczne i determinacji pełne wysiłki, zmierzające do stworzenia rządu światowego, ale na każdym kroku napotykał nieustępliwy opór. Wcześniej Adam zaprowadził system grupowej kontroli na terenie Edenu i zjednoczył wszystkie przebywające w nim grupy ludzkie w Ligę Edeńską. Pojawiały się jednak trudności, poważne trudności, gdy wychodził poza Ogród i usiłował wpajać te idee plemionom żyjącym na zewnątrz. Kiedy tylko asystenci Adama zaczynali pracować poza Ogrodem, napotykali bezpośredni i dobrze zorganizowany opór Caligastii i Daligastii. Upadły Książę został usunięty ze swej pozycji władcy świata, ale nie z planety. Wciąż przebywał na Ziemi i potrafił, przynajmniej w pewnym stopniu, przeciwstawiać się wszelkim planom Adama, zmierzającym do modernizacji społeczności ludzkiej. Adam próbował ostrzegać ludzi przed Caligastią, ale zadanie to było niezwykle trudne, ponieważ jego największy wróg był niewidzialny dla oczu śmiertelnych.

74:5.6 (833.6) Nawet wśród Edenitów znalazły się takie zwiedzione umysły, które skłonne były przyjąć nauczanie Caligastii o rozpasanej wolności osobistej i sprawiały Adamowi niekończące się kłopoty, krzyżując mu najlepiej ułożone plany uporządkowanego postępu i konkretnego rozwoju. Był on w końcu zmuszony zrezygnować ze swego programu bezpośredniego uspołeczniania; wrócił z powrotem do metod organizacji Vana, dzieląc Edenitów na kompanie po setce, z kapitanem nad każdą i z porucznikami nad dziesięcioosobowymi grupami.

74:5.7 (834.1) Adam i Ewa przybyli tutaj, żeby zaprowadzić rząd przedstawicielski zamiast monarchii, jednak na całej Ziemi nie zastali niczego, co w ogóle można by nazwać rządem. Chwilowo Adam zaniechał wszelkich prób stworzenia rządu przedstawicielskiego a przed upadkiem ustroju edeńskiego udało mu się założyć prawie sto osobnych centrów handlowych i społecznych, gdzie silne jednostki rządziły w jego imieniu. Większość tych centrów była wcześniej zorganizowana przez Vana i Amadona.

74:5.8 (834.2) Wysyłanie ambasadorów z jednego plemienia do drugiego sięga czasów Adama. Był to wielki krok naprzód w ewolucji rządu.

6. Życie rodzinne Adama i Ewy

74:6.1 (834.3) Obszar zajmowany przez rodzinę adamiczną obejmował nieco ponad trzynaście kilometrów kwadratowych. W najbliższym otoczeniu tych terenów mieszkalnych stworzono rezerwę dla ponad trzystu tysięcy potomstwa adamicznego czystej krwi. Zbudowano jednak tylko pierwszy zespół projektowanych budynków. Zanim wielkość rodziny Adama przekroczyła to pierwsze, przygotowane dla niej zaplecze, upadł cały plan edeński a Ogród został opuszczony.

74:6.2 (834.4) Adamson był pierworodnym z fioletowej rasy Urantii, następną była jego siostra i Ewason, drugi syn Adama i Ewy. Zanim Melchizedecy odlecieli, Ewa została matką pięciorga dzieci – trzech synów i dwu córek. Następna dwójka to bliźnięta. Do czasu odstępstwa urodziła ona sześćdziesięcioro troje dzieci, trzydzieści dwie córki i trzydziestu jeden synów. Kiedy Adam i Ewa opuścili Ogród, ich rodzina składała się z czterech pokoleń, liczących 1.647 potomków czystej krwi. Po opuszczeniu Ogrodu mieli oni jeszcze czterdzieścioro dwoje dzieci, oprócz dwójki potomstwa ze wspólnego rodzicielstwa ze śmiertelną rasą ziemską. A nie obejmuje to adamicznego rodzicielstwa dla Nodytów i ras ewolucyjnych.

74:6.3 (834.5) Adamiczne dzieci nie piły mleka zwierzęcego, gdy przestawały ssać pierś matki, kiedy kończyły rok życia. Ewa miała dostęp do mleka z wielkiej różnorodności orzechów i do soków z wielu owoców, a znając doskonale skład chemiczny i energię tego pożywienia, stosownie je dobierała, żywiąc nimi dzieci do czasu ząbkowania.

74:6.4 (834.6) Podczas gdy na zewnątrz bezpośredniego sektora adamicznego zawsze gotowano posiłki, w gospodarstwie domowym Adama nie gotowano. Zaopatrywano się w pożywienie – owoce, orzechy i zboża – gotowe do spożycia, kiedy dojrzały. Jadano raz dziennie, zaraz po południu. Adam i Ewa absorbowali też „światło i energię” bezpośrednio z pewnych emanacji kosmicznych, w powiązaniu z działaniem drzewa życia.

74:6.5 (834.7) Ciała Adama i Ewy wydzielały poświatę, jednak zawsze nosili oni ubrania, stosownie do obyczajów towarzyszących im ludzi. Chociaż w czasie dnia niewiele na siebie wkładali, wieczorem wdziewali nocne okrycia. Pochodzenie tradycjonalnej aureoli, otaczającej głowy domniemanych pobożnych i świętych, sięga wstecz czasów Adama i Ewy. Ponieważ emanacje świetlne ich ciał były w znacznym stopniu przesłonięte ubraniem, dostrzegalna była tylko promienista poświata ich głów. W ten sposób potomkowie Adamsona zawsze obrazowali idee jednostek, które jak uważali, osiągnęły niezwykły rozwój duchowy.

74:6.6 (834.8) Adam i Ewa mogli porozumiewać się ze sobą i ze swymi dziećmi czystej krwi na odległość około osiemdziesięciu kilometrów. Taką wymianę myśli umożliwiały dwie delikatne komory gazowe, umieszczone bardzo blisko ich struktur mózgowych. Dzięki temu mechanizmowi mogli oni nadawać i odbierać wibracje myśli. Jednak cecha ta natychmiast zanikała, kiedy umysł ulegał dysonansowi i niszczącej sile zła.

74:6.7 (835.1) Adamiczne dzieci uczęszczały do swych własnych szkół, aż do szesnastego roku życia, młodsze nauczane były przez starsze. Malcy zmieniali przedmioty zajęć co trzydzieści minut, starsi co godzinę. I na pewno było to nowością na Urantii, oglądać dzieci Adama i Ewy w czasie zabawy, radosnej i ożywionej zabawy, tylko dla zwykłej uciechy. Zabawa i humor współczesnych narodów wywodzą się w znacznej mierze z rodu adamicznego. Wszyscy Adamici bardzo cenili muzykę i mieli też zdrowe poczucie humoru.

74:6.8 (835.2) Zaręczano się średnio w wieku lat osiemnastu i młodzi zaczynali dwuletni kurs, przygotowujący ich do podjęcia obowiązków małżeńskich. W dwudziestym roku życia mogli zawierać małżeństwa a po ślubie rozpoczynali pracę swego życia albo zaczynali się do niej przygotowywać.

74:6.9 (835.3) Zwyczaje niektórych, późniejszych narodów, zezwalające rodzinom królewskim, domniemanie pochodzącym od bogów, na małżeństwo brata z siostrą, sięgają tradycji adamicznego potomstwa, kojarzącego się, jak zmuszała potrzeba, jedno z drugim. Obrzędy zaślubin, w pierwszym i drugim pokoleniu Ogrodu, zawsze były celebrowane przez Adama i Ewę.

7. Życie w Ogrodzie

74:7.1 (835.4) Dzieci Adama żyły i pracowały „na wschodzie Edenu”, za wyjątkiem czterech lat, kiedy to uczęszczały do szkół zachodnich. Rozwijały swój intelekt do lat szesnastu, nauczane zgodnie z metodami szkół jerusemskich. Od szesnastego do dwudziestego roku życia nauczane były w szkołach Urantii, na drugim końcu Ogrodu i pełniły tam również obowiązki nauczycieli klas niższych.

74:7.2 (835.5) Wyłącznym celem funkcjonowania zachodniego systemu szkół Ogrodu było uspołecznienie. Czas przerwy przedpołudniowej poświęcony był praktycznemu ogrodnictwu i rolnictwu, okres popołudniowy zabawom konkurencyjnym. Wieczory spędzano na stosunkach towarzyskich i kultywowaniu przyjaźni osobistych. Uważano, że nauczanie religijne i seksualne należy do domeny rodziny – jest obowiązkiem rodziców.

74:7.3 (835.6) Nauka w tych szkołach obejmowała następujące przedmioty:

74:7.4 (835.7) 1. Zdrowie i higiena osobista.

74:7.5 (835.8) 2. Złota zasada, norma stosunków społecznych.

74:7.6 (835.9) 3. Relacja praw jednostki do praw zbiorowości i obowiązki wobec społeczeństwa.

74:7.7 (835.10) 4. Historia i kultura różnych ras ziemskich.

74:7.8 (835.11) 5. Metody rozwijania i usprawniania handlu światowego.

74:7.9 (835.12) 6. Koordynacja sprzecznych obowiązków i uczuć.

74:7.10 (835.13) 7. Kultywowanie zabawy, humoru i konkurencyjnych substytutów walki fizycznej.

74:7.11 (835.14) Szkoły, a faktycznie wszelka działalność prowadzona w Ogrodzie, zawsze były dostępne dla gości. Do Edenu wpuszczani byli bez przeszkód nieuzbrojeni obserwatorzy, na krótkie odwiedziny. Aby zostać w Ogrodzie, Urantianin musiał być „adoptowany”. Nauczano go o planie i celu obdarzenia adamicznego, potem wyrażał swą intencję przystąpienia do tej misji a następnie deklarował swą lojalność wobec społecznych rządów Adama i duchowej wszechwładzy Ojca Wszechświatowego.

74:7.12 (836.1) Prawa Ogrodu opierały się na starszych kodeksach Dalamatii i rozpowszechniane były w siedmiu grupach:

74:7.13 (836.2) 1. Prawa zdrowia i higieny.

74:7.14 (836.3) 2. Przepisy społeczne Ogrodu.

74:7.15 (836.4) 3. Kodeks handlu i wytwórczości.

74:7.16 (836.5) 4. Prawa uczciwego postępowania i współzawodnictwa.

74:7.17 (836.6) 5. Prawa życia rodzinnego.

74:7.18 (836.7) 6. Społeczne prawo złotej zasady.

74:7.19 (836.8) 7. Siedem przykazań najwyższych norm moralnych.

74:7.20 (836.9) Prawo moralne Edenu nieznacznie się tylko różniło od siedmiu przykazań Dalamatii. Adamici nauczali jednak wielu dodatkowych przyczyn przestrzegania tych przykazań, na przykład, odnośnie zakazu zabijania, zamieszkującego człowieka Dostrajacza Myśli przedstawiano jako dodatkowe uzasadnienie nie odbierania człowiekowi życia. Nauczali, że „jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga”.

74:7.21 (836.10) W Edenie nabożeństwo publiczne odbywało się w południe; zachód słońca był porą nabożeństwa rodzinnego. Adam robił, co mógł, aby oduczyć ludzi stosowania ustalonych modlitw, nauczając, że skuteczna modlitwa musi być całkowicie indywidualna, że musi być „pragnieniem duszy”; Edenici wciąż jednak używali modlitwy i formuły przekazane im w czasach Dalamatii. Adam próbował również zastąpić krwawe ofiary w obrzędach religijnych darami z owoców ziemi, jednak niewiele udało mu się zrobić w tej sprawie przed likwidacją Ogrodu.

74:7.22 (836.11) Adam próbował nauczać plemiona ludzkie o równości płci. Zwyczaj, że Ewa pracowała u boku swego męża, robił wielkie wrażenie na wszystkich mieszkańcach Ogrodu. Adam nauczał wyraźnie, że kobieta na równi z mężczyzną wnosi do nowego życia te czynniki, które się jednoczą przy kształtowaniu nowej istoty. Jak dotąd ludzkość zakładała, że cała prokreacja tkwi w „lędźwiach ojca”. Ludzie uważali, że matka istnieje tylko po to, żeby wyżywić nienarodzonego i pielęgnować nowo narodzonego.

74:7.23 (836.12) Adam nauczał współczesnych mu ludzi wszystkiego tego, co potrafili pojąć, jednak oględnie mówiąc, nie było tego zbyt wiele. A jednak inteligentniejsze plemiona Ziemi patrzyły z nadzieją w przyszłość, oczekując tego czasu, kiedy będzie im wolno zawierać małżeństwa mieszane z nadrzędnymi dziećmi rasy fioletowej. Jak innym światem mogłaby być Urantia, gdyby ten wielki plan doskonalenia ras został zrealizowany! Nawet tak, jak się stało, ogromna korzyść wynikła z tej niewielkiej ilości krwi importowanej rasy, którą ludzie ewolucyjni przypadkiem zachowali.

74:7.24 (836.13) I tak Adam działał dla pomyślności i doskonalenia świata, na którym przebywał. Jednak trudno było wprowadzić tych mieszanych i nierasowych ludzi na lepszą drogę życia.

8. Legenda o stworzeniu świata

74:8.1 (836.14) Opowieść o stworzeniu Urantii w sześć dni opiera się na tej tradycji, że Adam i Ewa spędzili dokładnie sześć dni na wstępnych oględzinach Ogrodu. Okoliczności te nadały uświęconą niemalże rangę okresowi tygodnia, który pierwotnie został wprowadzony przez Dalamatyńczyków. To, że Adam spędził sześć dni na oględzinach Ogrodu i formułowaniu wstępnych planów, nie było z góry aranżowane; to było realizowane dzień po dniu. Wybór siódmego dnia na praktyki religijne był zupełnie przypadkowy, spowodowany zdarzeniami uprzednio opowiedzianymi.

74:8.2 (837.1) Legenda o stworzeniu świata w sześć dni wymyślona została później, faktycznie ponad trzydzieści tysięcy lat później. Jeden aspekt tej opowieści, nagłe pojawienie się słońca i księżyca na niebie, może mieć źródło w tradycjach swego czasu nagłego wynurzenia się świata z gęstego, kosmicznego obłoku drobnej materii, który długo przesłaniał zarówno słońce jak i księżyc.

74:8.3 (837.2) Historia o stworzeniu Ewy z żebra Adama jest pogmatwanym streszczeniem adamicznego przybycia na planetę oraz nieziemskich operacji, związanych z wymianą substancji żywej, jakie towarzyszyły przybyciu cielesnego personelu Księcia Planetarnego, co miało miejsce ponad czterysta pięćdziesiąt tysięcy lat wcześniej.

74:8.4 (837.3) Większość ludności świata pozostawała pod wpływem tradycji, że Adam i Ewa mieli postacie materialne specjalnie dla nich stworzone, w związku z ich przybyciem na Urantię. Wierzenie, że człowiek został stworzony z gliny, było nieomal powszechne na półkuli wschodniej; tradycję tę można prześledzić od Wysp Filipińskich i dalej wokół świata, aż do Afryki. I wiele grup ludzkich przyjęło tę historię, stworzenia człowieka z gliny, jako pewną formę stworzenia specjalnego, w miejsce wcześniejszych wierzeń w stwarzanie progresywne – ewolucję.

74:8.5 (837.4) Z dala od wpływów Dalamatii i Edenu, ludzkość skłonna była wierzyć w stopniowy rozwój gatunku ludzkiego. Ewolucja nie jest odkryciem współczesnym; pradawni rozumieli powolny i ewolucyjny charakter rozwoju człowieka. Pomimo bliskości Mezopotamii, starożytni Grecy mieli wyraźnie sprecyzowane poglądy na te sprawy. Choć rozmaitym ludom tej Ziemi pomieszały się niestety ich wyobrażenia o ewolucji, tym niemniej wiele prymitywnych plemion wierzyło i nauczało, że są potomkami różnych zwierząt. Ludzie prymitywni mieli zwyczaj wybierania na swoje „totemy” zwierzęta, będące przypuszczalnie ich przodkami. Niektóre plemiona Indian, w Ameryce Północnej, wierzyły, że pochodzą od bobrów i kojotów. Pewne afrykańskie plemiona nauczają, że są potomkami hieny, plemię malajskie – lemura, grupa z Nowej Gwinei – papugi.

74:8.6 (837.5) Babilończycy, dzięki bezpośrednim kontaktom z resztkami cywilizacji Adamitów, rozszerzyli i upiększyli swą historię stworzenia człowieka; nauczali, że pochodzą bezpośrednio od bogów. Przyznawali się do arystokratycznego pochodzenia swej rasy, co było niewspółmierne nawet z doktryną stworzenia z gliny.

74:8.7 (837.6) Opowieść Starego Testamentu o stworzeniu świata datuje się z czasów daleko po Mojżeszu, który nigdy nie nauczał Hebrajczyków tak wypaczonej historii. Przedstawiał on jednak Izraelitom prostą i zwięzłą opowieść o stworzeniu, w nadziei umocnienia przez to swego posłania o czczeniu Stwórcy, Ojca Wszechświatowego, którego nazywał Panem Bogiem Izraela.

74:8.8 (837.7) W swym wcześniejszym nauczaniu, Mojżesz bardzo rozsądnie nie nawiązywał do czasów Adama, ale ponieważ Mojżesz był najwyższym nauczycielem Hebrajczyków, historie o Adamie zostały blisko związane z tymi o stworzeniu. To, że wcześniejsze tradycje uwzględniały cywilizację przedadamiczną, ukazuje wyraźnie fakt, że późniejsi ich redaktorzy, chcąc usunąć wszelkie odnośniki do historii ludzkiej przed czasami Adama, zapomnieli usunąć opowieść, nawiązującą do emigracji Kaina do „kraju Nod”, gdzie wziął sobie żonę.

74:8.9 (838.1) Hebrajczycy nie mieli języka pisanego w powszechnym użyciu, długo po swym przybyciu do Palestyny. Alfabetu nauczyli się używać od swych sąsiadów, Filistynów, którzy byli uchodźcami politycznymi z wyższej cywilizacji Krety. Hebrajczycy pisali niewiele, aż do niespełna 900 lat przed Chrystusem, a nie posiadając języka pisanego przed tą późną datą, mieli w obiegu kilkanaście odmiennych historii stworzenia, chociaż po niewoli babilońskiej bardziej skłaniali się do przyjęcia zmodyfikowanej wersji mezopotamskiej.

74:8.10 (838.2) Tradycja żydowska skrystalizowała się wokół Mojżesza a ponieważ próbował on dotrzeć z rodowodem Abrahama aż do Adama, Żydzi zakładali, że Adam był pierwszym człowiekiem. Jahwe był stwórcą a skoro Adam był domniemanie pierwszym człowiekiem, Jahwe musiał stworzyć świat tuż przed stworzeniem Adama. Potem tradycja sześciu dni Adama wpleciona została w tę historię z takim skutkiem, że prawie tysiąc lat po przebywaniu Mojżesza na Ziemi napisana została legenda o stworzeniu świata w sześć dni, a potem przypisana Mojżeszowi.

74:8.11 (838.3) Kiedy kapłani żydowscy wrócili do Jerozolimy, mieli gotowe pismo ze swą opowieścią o początku rzeczy. Niebawem zaczęli twierdzić, że ta historia była niedawno odkrytą historią stworzenia, napisaną przez Mojżesza. Jednak współcześni im Hebrajczycy, prawie 500 lat przed Chrystusem, nie uważali tych pism za Boskie objawienie; traktowali je raczej tak, jak ludzie późniejsi traktowali podania mitologiczne.

74:8.12 (838.4) Na ten, podrobiony dokument, uważany za nauczanie Mojżesza, zwrócił uwagę Ptolemeusz, grecki król Egiptu, który przetłumaczył go na język grecki przez komisję, złożoną z siedemdziesięciu uczonych, do swojej nowej biblioteki w Aleksandrii. I tak opowieść ta znalazła się pośród pism, które później stały się częścią kolejnej kolekcji „świętych pism” religii hebrajskiej i chrześcijańskiej. I te idee długo wywierały głęboki wpływ na filozofię wielu ludzi Zachodu, którzy utożsamiali się z tymi systemami teologicznymi.

74:8.13 (838.5) Nauczyciele chrześcijańscy utrwalili wierzenie o stworzeniu gatunku ludzkiego jednorazowym zarządzeniem i wszystko to prowadziło wprost do tworzenia hipotez o dawnym, złotym wieku utopijnego szczęścia, oraz do teorii upadku człowieka czy nadczłowieka, co miało być powodem nieutopijnych warunków społecznych. Takie poglądy na życie i miejsce człowieka we wszechświecie były w najlepszym wypadku zniechęcające, skoro głoszone były w oparciu o wiarę raczej w cofanie się niż w postęp, jak również implikowały mściwe Bóstwo, które wyładowywało swój gniew na gatunku ludzkim, mszcząc się za błędy pewnych planetarnych władców z dawnych czasów.

74:8.14 (838.6) „Złoty wiek” jest mitem, ale Eden istniał naprawdę a cywilizacja Ogrodu istotnie upadła. Adam i Ewa mieszkali w Ogrodzie przez sto siedemnaście lat, kiedy to przez niecierpliwość Ewy i błędy w osądzie Adama, ośmielili się zejść z nakazanej im drogi, bezzwłocznie sprowadzając nieszczęście na siebie samych, jak również powodując niszczycielskie opóźnienie procesu rozwojowego całej Urantii.

74:8.15 (838.7) [Opowiedziane przez Solonię, seraficzny „głos w Ogrodzie”].

Przekaz 75, Odstępstwo Adama i Ewy

Księga Urantii

Przekaz 75

Odstępstwo Adama i Ewy

75:0.1 (839.1) PO ponad stu latach wytężonej pracy na Urantii, Adam mógł dostrzec zaledwie nikłe postępy na zewnątrz Ogrodu; wydawało się, że świat poza Ogrodem nie posunął się zbytnio naprzód. Doskonalenie gatunku ludzkiego wydawało się czymś bardzo odległym a cała sytuacja wyglądała tak beznadziejnie, jak gdyby wymagała czegoś nie objętego planami pierwotnymi. Tak to przynajmniej przychodziło często na myśl Adamowi i wielokrotnie zwierzał się ze swych myśli Ewie. Adam i jego małżonka pozostawali lojalni, byli jednak oderwani od swej klasy i bardzo zasmuceni kiepską sytuacją ich świata.

1. Problem Urantii

75:1.1 (839.2) Adamiczna misja na eksperymentalnej, buntem zwarzonej i odosobnionej Urantii, była bardzo trudnym zadaniem. Materialny Syn i Materialna Córka dość wcześnie uświadomili sobie trudności i komplikacje, związane z ich planetarnym przydziałem. Jednak odważnie wzięli się do pracy, aby rozwiązywać te różnorodne problemy. Jednak, kiedy chcieli przystąpić do najważniejszego zadania, do eliminacji ułomnych i zdegenerowanych jednostek z ras ludzkich, doznali pełnej konsternacji. Nie potrafili rozwiązać dylematu, nie mogli też szukać porady u swych przełożonych, zarówno na Jerusem jak i na Edentii. Przebywali tutaj odosobnieni i dzień za dniem stawali w obliczu jakichś nowych i skomplikowanych problemów; niektóre z nich zdawały się niemożliwe do rozwiązania.

75:1.2 (839.3) W normalnych warunkach, pierwszym posunięciem Planetarnego Adama i Planetarnej Ewy byłoby zapewnienie współpracy ras ludzkich oraz ich mieszanie. Na Urantii zadanie takie wyglądało prawie beznadziejnie, gdyż rasy ludzkie, podczas gdy zdrowe biologicznie, nigdy nie były oczyszczane z niedorozwiniętych i ułomnych mutacji.

75:1.3 (839.4) Adam i Ewa znaleźli się na globie zupełnie nieprzygotowanym do głoszenia braterstwa ludzkości, na świecie błądzącym po omacku w skrajnej duchowej ciemności, dotkniętym chaosem, wyjątkowo pogmatwanym przez niepowodzenie misji poprzedniej administracji. Umysłowość i etyka stały na tak niskim poziomie, że Adam i Ewa, zamiast zacząć pracować nad ujednolicaniem życia religijnego, musieli zacząć na nowo nawracać mieszkańców planety na najprostsze formy wierzeń religijnych. Zamiast zastać jeden język, gotowy do porozumiewania się, stanęli w obliczu światowego chaosu setek dialektów lokalnych. Żaden Adam, na służbie planetarnej, nie znalazł się nigdy na trudniejszym świecie; przeszkody zdawały się nie do przezwyciężenia a problemy niemożliwe do rozwiązania przez istotę stworzoną.

75:1.4 (839.5) Adam i Ewa byli odosobnieni a przygniatające poczucie samotności, które im doskwierało, znacznie się pogłębiło na skutek wczesnego odlotu zarządców komisarycznych, Melchizedeków. Tylko pośrednio, drogami klasy anielskiej, mogli się kontaktować z jakąkolwiek istotą spoza planety. Powoli ich odwaga słabła, duch upadał a czasem i wiara nieomal się chwiała.

75:1.5 (840.1) I taki jest prawdziwy obraz konsternacji tych dwu szlachetnych dusz, kiedy rozważały zadania, w obliczu których stanęły. Obydwoje w pełni zdawali sobie sprawę z gigantycznych wysiłków, jakich wymagało wypełnienie ich planetarnego przydziału.

75:1.6 (840.2) Prawdopodobnie żaden Syn Materialny z Nebadonu nigdy nie stanął w obliczu tak trudnego i pozornie beznadziejnego zadania, jakie było udziałem Adama i Ewy w żałosnej sytuacji Urantii. Kiedyś jednak osiągnęliby sukces, gdyby tylko byli bardziej dalekowzroczni i cierpliwi. Oboje, zwłaszcza Ewa, byli ogólnie mówiąc zbyt niecierpliwi; nie byli przygotowani na tak niezmiernie długi sprawdzian wytrzymałości. Chcieli zobaczyć jakieś natychmiastowe wyniki i je ujrzeli, ale uzyskane w ten sposób rezultaty okazały się w najwyższym stopniu zgubne, zarówno dla nich, jak i dla ich świata.

2. Intryga Caligastii

75:2.1 (840.3) Caligastia często odwiedzał Ogród i wiele rozmawiał z Adamem i Ewą, ale oni pozostawali nieprzejednani wobec wszystkich jego sugestii kompromisu i przedsięwzięć skrótowych. Zbyt wiele skutków buntu mieli przed oczyma i nabrali odpowiedniej odporności na wszelkie takie insynuacje. Nawet młodsze potomstwo Adama pozostawało niewzruszone wobec zabiegów Daligastii. Oczywiście, zarówno Caligastia jak i jego towarzysz nie mogli wpływać na kogokolwiek wbrew jego woli, tym bardziej nie mogli namówić dzieci Adama do czynienia zła.

75:2.2 (840.4) Należy przypomnieć, że Caligastia nadal był tytularnym, Planetarnym Księciem Urantii, chociaż błądzącym, ale mimo wszystko wysokim Synem wszechświata lokalnego. Ostatecznie zdetronizowany został dopiero wtedy, kiedy Chrystus Michał przebywał na Urantii.

75:2.3 (840.5) Upadły Książę był jednak natarczywy i zdeterminowany. Prędko przestał pracować nad Adamem i postanowił zaatakować podstępnie, z flanki, Ewę. Zły rozumował, że sukces osiągnąć może tylko wtedy, gdy umiejętnie użyje pewne osoby, należące do wyższych klas plemienia Nodytów, czyli potomków towarzyszącego mu kiedyś cielesnego personelu. I ukartowano odpowiednie plany, aby usidlić matkę rasy fioletowej.

75:2.4 (840.6) Ewa nigdy nie miała najmniejszych intencji robienia czegokolwiek, co mogłoby sprzeciwiać się planom Adama, czy też narażać na niebezpieczeństwo ich planetarne powiernictwo. Melchizedecy, znając tendencję kobiety do wypatrywania raczej natychmiastowych wyników zamiast dalekowzrocznego planowania dla osiągnięcia odległych efektów, przed swym odlotem tłumaczyli, zwłaszcza Ewie, specyficzne niebezpieczeństwa związane z odosobnieniem na planecie i szczególnie ją ostrzegali, żeby nigdy nie odstawała od swego małżonka, to znaczy, nie próbowała osobistych czy potajemnych metod ułatwiania ich obopólnych przedsięwzięć. Przez ponad sto lat Ewa wyjątkowo sumiennie kierowała się tymi instrukcjami i nie przychodziło jej na myśl, że jakiekolwiek niebezpieczeństwo może się wiązać z coraz bardziej prywatnymi i poufnymi wizytami, składanymi jej przez pewnego wodza Nodytów, zwanego Serapatatią. Cała sprawa rozwijała się tak powoli i tak naturalnie, że Ewa poddała się jej nieświadomie.

75:2.5 (840.7) Od wczesnych dni Edenu mieszkańcy Ogrodu kontaktowali się z Nodytami. Otrzymali od nich bardzo cenną pomoc i współpracowali z tymi, mieszanymi potomkami upadłych członków personelu Caligastii i dzięki nim właśnie rządy edeniczne miały być teraz doprowadzone do kompletnej ruiny i ostatecznego upadku.

3. Kuszenie Ewy

75:3.1 (841.1) Adam skończył właśnie swoje pierwsze sto lat na Ziemi, kiedy Serapatatia, po śmierci swego ojca, został przywódcą zachodniej albo syryjskiej konfederacji plemion nodyckich. Serapatatia był mężczyzną o brunatnym kolorze skóry, utalentowanym, odległym potomkiem szefa komisji zdrowia Dalamatii, ożenionym z jednym z najlepszych kobiecych umysłów rasy niebieskiej z tamtych, odległych czasów. Potem, przez całe wieki, ród ten władał zachodnimi plemionami Nodytów i wywierał na nie wielki wpływ.

75:3.2 (841.2) Serapatatia wielokrotnie odwiedzał Ogród i słuszność sprawy Adama wywarła na nim ogromne wrażenie. I krótko po objęciu przywództwa Nodytów syryjskich, ogłosił swą intencję związania się z dziełem Adama i Ewy w Ogrodzie. Większość jego narodu przyłączyła się do niego, popierając ten plan i Adam był uradowany wiadomością, że najpotężniejsze i najbardziej inteligentne ze wszystkich plemion sąsiadujących zmieniło swe nastawienie i prawie gremialnie poparło program doskonalenia świata; to było zdecydowanie podbudowujące. I wkrótce po tym wielkim wydarzeniu, Serapatatia i jego nowy personel byli przyjmowani przez Adama i Ewę w ich własnym domu.

75:3.3 (841.3) Serapatatia stał się jednym z najzdolniejszych i najbardziej operatywnych namiestników Adama. Był zupełnie uczciwy i całkowicie szczery we wszystkim, co robił; nigdy nie uświadomił sobie, nawet później, że był używany za okolicznościowe narzędzie przez podstępnego Caligastię.

75:3.4 (841.4) Serapatatia został wkrótce zastępcą przewodniczącego edeńskiej komisji do spraw stosunków międzyplemiennych i przygotowywano wiele planów, aby przyspieszyć zjednanie odległych plemion dla sprawy Ogrodu.

75:3.5 (841.5) Serapatatia sporo naradzał się z Adamem i Ewą – zwłaszcza z Ewą – a omawiali wiele planów zmierzających do usprawnienia metod działania. Pewnego dnia, podczas rozmowy z Ewą, przyszło Serapatatii na myśl, że byłoby bardzo dobrze, gdyby podczas oczekiwania na zebranie się znacznej liczby ludzi rasy fioletowej, można było coś zrobić w międzyczasie, dla bezzwłocznego zaawansowania oczekujących tego plemion. Serapatatia twierdził, że gdyby Nodyci, jako rasa najbardziej zaawansowana i kooperatywna, mieli wodza zrodzonego dla nich częściowo z rasy fioletowej, byłoby to potężne ogniwo wiążące bliżej plemiona Nodytów z Ogrodem. I wszystko to było szczerze i rzeczowo rozpatrywane, dla dobra świata, ponieważ takie dziecko, będąc wychowywane i nauczane w Ogrodzie, mogłoby wywierać wielki, pozytywny wpływ na lud jego ojca.

75:3.6 (841.6) Ponownie należy podkreślić, że Serapatatia był zupełnie uczciwy i całkowicie szczery we wszystkim, co proponował. Nawet raz nie przyszło mu na myśl, że jest tylko pionkiem w grze Caligastii i Daligastii. Serapatatia w pełni popierał plan stworzenia silnych rezerw rasy fioletowej, przed rozpoczęciem światowej regeneracji zdezorientowanych ludów Urantii. Potrzeba było jednak setek lat na realizację tego zadania a on był niecierpliwy; chciał widzieć jakieś natychmiastowe rezultaty – coś podczas swego życia. Tłumaczył Ewie, że Adam był częstokroć zniechęcony znikomością tego, co dokonano dla doskonalenia świata.

75:3.7 (841.7) Ponad pięć lat plany te dojrzewały w tajemnicy. W końcu doszły do tego punktu, kiedy to Ewa przystała na potajemne spotkanie z Cano, najznakomitszym umysłem i operatywnym wodzem pobliskiej kolonii zaprzyjaźnionych Nodytów. Cano był bardzo pozytywnie nastawiony do rządów adamicznych; w rzeczywistości był oddanym, duchowym przywódcą tych pobliskich Nodytów, którzy pragnęli utrzymywać przyjazne stosunki z Ogrodem.

75:3.8 (842.1) Brzemienne w skutki spotkanie miało miejsce o zmierzchu, jesiennego wieczora, niedaleko domu Adama. Nigdy przedtem Ewa nie spotkała pięknego i przepełnionego entuzjazmem Cano – a stanowił on okazały przykład doskonałej budowy ciała i niepospolitego intelektu, który odziedziczył po swych odległych przodkach z personelu Księcia. I Cano również w pełni wierzył w słuszność planu Serapatatii. (Poza Ogrodem, wielożeństwo było powszechne).

75:3.9 (842.2) Pod wpływem schlebiania, entuzjazmu i intensywnej perswazji osobistej, Ewa zgodziła się, wtedy i tam, zacząć wielokrotnie omawiane przedsięwzięcie, żeby dodać swoją własną, drobną metodę ratowania świata do większego i bardziej rozległego, Boskiego planu. Zanim się w pełni zorientowała, co się zdarzyło, fatalny krok został zrobiony. Stało się.

4. Zrozumienie odstępstwa

75:4.1 (842.3) Ożywiło się niebiańskie życie planety. Adam się zorientował, że stało się coś złego i prosił Ewę, żeby porozmawiała z nim sam na sam w Ogrodzie. I teraz, po raz pierwszy, Adam słyszał całą historię o długo planowanym przyspieszeniu doskonalenia świata, poprzez działanie w dwu kierunkach równocześnie, wykonując Boski plan razem realizacją planu Serapatatii.

75:4.2 (842.4) I kiedy Materialny Syn i Materialna Córka rozmawiali ze sobą w Ogrodzie, w poświacie księżyca, „głos w Ogrodzie” zganił ich za nieposłuszeństwo. Głos ten nie był niczym innym, jak moim własnym obwieszczeniem dla edeńskiej pary, że przekroczyli umowę w sprawie Ogrodu, że byli nieposłuszni instrukcjom Melchizedeków, że zawiedli i nie dochowali przysięgi wierności władcy wszechświata.

75:4.3 (842.5) Ewa przystała na udział w praktykowaniu dobra i zła. Dobrem jest realizacja Boskich planów; grzechem jest rozmyślne sprzeciwianie się Boskiej woli; złem jest niewłaściwa realizacja planów i niedopasowanie metod działania, co w rezultacie przynosi dysharmonię wszechświata i planetarny chaos.

75:4.4 (842.6) Za każdym razem, gdy ogrodowa para spożywała owoc drzewa życia, Adam i Ewa byli ostrzegani przez archanioła opiekuna, aby wystrzegali się kompromisowych sugestii Caligastii, kombinacji dobra i zła. Tak byli napominani: „W dniu, w którym połączycie dobro i zło, niezawodnie staniecie się takimi, jak śmiertelnicy tej sfery; na pewno umrzecie”.

75:4.5 (842.7) Podczas pamiętnych wypadków ich tajnego spotkania, Ewa mówiła Cano o tym, wciąż powtarzanym ostrzeżeniu, ale Cano, nie znając doniosłości czy też znaczenia takich napomnień, zapewnił ją, że mężczyzna i kobieta, kierujący się dobrymi motywami i czystymi intencjami nie mogą robić zła; że ona na pewno nie umrze, ale raczej żyć będzie od nowa w osobie ich potomstwa, które będzie dorastać jako błogosławieństwo i stabilizacja dla świata.

75:4.6 (842.8) Chociaż ten zamiar modyfikacji Boskiego planu wymyślony był i przeprowadzony z całkowitą szczerością, motywowany tylko najwyższym dobrem świata, zawierał zło, ponieważ był złą drogą osiągania słusznych celów, ponieważ zszedł z prawej drogi Boskiego planu.

75:4.7 (843.1) Prawda, że Cano podobał się Ewie i zdała ona sobie sprawę ze wszystkiego, co obiecywał jej uwodziciel, drogą „nowej i poszerzonej wiedzy spraw ludzkich i przyspieszonego rozumowania natury ludzkiej, jako uzupełnienia rozumowania natury adamicznej”.

75:4.8 (843.2) Tamtego wieczora rozmawiałem z ojcem i matką rasy fioletowej w Ogrodzie, jako że było to moim obowiązkiem w obliczu owych smutnych wypadków. Słuchałem całej opowieści o wszystkim, co doprowadziło do odstępstwa Matki Ewy i dałem obojgu wskazówki i rady, odnoszące się do aktualnej sytuacji. Niektóre z tych rad stosowali, niektóre zignorowali. W waszych zapisach rozmowy te pojawiają się jako: „Pan Bóg wołał Adama i Ewę w Ogrodzie i zapytał, «Gdzie jesteście?»”. Zwyczajem późniejszych pokoleń było przypisywanie wszystkiego niezwykłego i nadzwyczajnego, zarówno naturalnego jak i duchowego, bezpośrednio osobistej interwencji Bogów.

5. Konsekwencje odstępstwa

75:5.1 (843.3) Rozczarowanie Ewy było naprawdę godne współczucia. Adam rozeznał się w całym kłopotliwym położeniu, a będąc przygnębiony i ze złamanym sercem, przejawiał jedynie współczucie i sympatię dla swej błądzącej małżonki.

75:5.2 (843.4) Adam był zdesperowany, kiedy uświadomił sobie klęskę i w dzień po wykroczeniu Ewy odszukał Laottę, wspaniałą kobietę, Nodytkę, która była kierowniczką szkół w zachodniej części Ogrodu i rozmyślnie popełnił nierozsądny czyn Ewy. Ale nie zrozumcie tego źle; Adam nie był zwiedziony, dokładnie wiedział, czego chciał; celowo pragnął dzielić swój los z Ewą. Kochał swą małżonkę nadludzką miłością i myśl o ewentualnym, samotnym czuwaniu na Urantii bez niej, była dla niego nie do zniesienia.

75:5.3 (843.5) Rozwścieczeni mieszkańcy Ogrodu stali się nieposłuszni, gdy się dowiedzieli, co przydarzyło się Ewie; wypowiedzieli wojnę pobliskiej kolonii Nodytów. Wylali się z bram Edenu na tych, nieprzygotowanych ludzi, wybijając ich doszczętnie – nie oszczędzając ani mężczyzny, ani kobiety, ani dziecka. Zginął również Cano, ojciec nienarodzonego jeszcze Kaina.

75:5.4 (843.6) Serapatatię ogarnęła konsternacja, a gdy sobie uświadomił, co się stało, owładnął nim strach i wyrzuty sumienia. Następnego dnia utopił się w wielkiej rzece.

75:5.5 (843.7) Dzieci Adama próbowały pocieszać swą oszalałą matkę, podczas gdy ich ojciec błąkał się samotnie przez trzydzieści dni. Pod koniec tego czasu rozsądek wziął górę, Adam wrócił do domu i zaczął planować przyszły kierunek działania.

75:5.6 (843.8) Konsekwencje braku rozsądku u błądzących rodziców częstokroć dzielą ich niewinne dzieci. Zacni i szlachetni synowie i córki Adama i Ewy przytłoczeni byli niewypowiedzianym żalem tej strasznej tragedii, która tak nagle i bezlitośnie na nich spadła. Nawet w pięćdziesiąt lat później, starsze dzieci nie podźwignęły się z żalu i smutku tych tragicznych dni, zwłaszcza z grozy tego, trzydziestodniowego okresu, gdy ich ojca nie było w domu, podczas gdy strapiona matka nic nie wiedziała o jego losie i miejscu pobytu.

75:5.7 (843.9) Te same trzydzieści dni były dla Ewy tak długie, jak lata żalu i cierpienia. Nigdy już ta szlachetna dusza nie doszła w pełni do siebie po tamtym, dręczącym okresie umysłowego cierpienia i duchowego żalu. Żaden aspekt późniejszych niedostatków i ziemskich trudów nie mógł się nawet równać w pamięci Ewy z tymi strasznymi dniami i okropnymi nocami samotności oraz nieznośnej niepewności. Ewa zrozumiała nierozważny postępek Serapatatii i nie wiedziała, czy jej małżonek zabił się z żalu, czy też został usunięty ze świata za karę, za jej nierozważny krok. I kiedy Adam wrócił, Ewa przeżywała rekompensatę radości i wdzięczności, nigdy nie zapomnianą w czasie ich długiego i trudnego partnerstwa w znojnej służbie.

75:5.8 (844.1) Czas upływał, ale Adam nie był pewny, jaki jest rodzaj ich przewinienia, tak długo, aż w siedemdziesiąt dni po odstępstwie Ewy wrócili na Urantię komisaryczni zarządcy, Melchizedecy i przejęli jurysdykcję spraw światowych. Wtedy Adam i Ewa wiedzieli, że ponieśli porażkę.

75:5.9 (844.2) Jednak wciąż nowe kłopoty wisiały w powietrzu. Wieść o wybiciu kolonii Nodytów, w pobliżu Edenu, dość szybko dotarła do rodzinnych plemion Serapatatii, na północy i teraz wielka rzesza ludzi zbierała się do marszu na Ogród. Był to początek długich i zajadłych wojen pomiędzy Adamitami a Nodytami, gdyż antagonizmy te trwały długo po tym, jak Adam i jego stronnicy emigrowali do drugiego ogrodu, w dolinie Eufratu. Była to głęboka i długotrwała „wrogość pomiędzy tamtym mężczyzną a kobietą, pomiędzy jego potomstwem a jej potomstwem”.

6. Adam i Ewa opuszczają Ogród

75:6.1 (844.3) Kiedy Adam dowiedział się, że nadciągają Nodyci, prosił Melchizedeków o radę, ci jednak odmówili porady, mówiąc mu tylko, żeby robił to, co uważa za stosowne oraz obiecali swą przyjazną współpracę tak dalece, jak to będzie możliwe, w jakimkolwiek kierunku zdecyduje się działać. Melchizedekom zabroniono się mieszać do osobistych planów Adama i Ewy.

75:6.2 (844.4) Adam wiedział, że zarówno on jak i Ewa ponieśli porażkę. Mówiła mu o tym obecność zarządców komisarycznych, Melchizedeków, aczkolwiek nadal nic nie wiedział o swoim i Ewy osobistym statusie, czy przyszłym losie. Odbył całonocną naradę, w której wzięło udział około tysiąc dwieście jego lojalnych stronników, zobowiązujących się iść ze swym przywódcą i następnego dnia, w południe, pielgrzymi ci wyszli z Edenu w poszukiwaniu nowej ojczyzny. Adam nie miał zamiłowania do wojny i dlatego też postanowił zostawić bez oporu pierwszy ogród Nodytom.

75:6.3 (844.5) Na trzeci dzień po wyjściu z Ogrodu, edeńska karawana została zatrzymana przez przylot transportów seraficznych z Jerusem. Po raz pierwszy Adam i Ewa dowiedzieli się o losie swych dzieci. Kiedy transporty stały w pobliżu, te dzieci, które doszły do wieku odpowiedniego do wyboru (dwadzieścia lat), dostały opcję pozostania na Urantii z rodzicami, lub udania się pod kuratelę Najwyższych Ojców z Norlatiadeku. Dwie trzecie wybrały odlot na Edentię, blisko jedna trzecia postanowiła zostać z rodzicami. Wszystkie te dzieci, które nie doszły do wieku wyboru, zostały zabrane na Edentię. Nikt nie powinien rozważać tak bolesnego rozstania się Materialnego Syna i Materialnej Córki z ich dziećmi, bez uświadomienia sobie, że droga naruszającego prawo jest trudna. To potomstwo Adama i Ewy znajduje się teraz na Edentii; nie wiemy, jakie będą rozporządzenia w ich sprawie.

75:6.4 (844.6) Karawana, gotowa teraz do dalszej drogi, była wyjątkowo smutna. Czy może być coś bardziej tragicznego! Przybyć do świata z tak wielkimi nadziejami, być tak radośnie przyjętym a potem wyjść w hańbie z Edenu, tylko po to, żeby stracić ponad trzy czwarte dzieci jeszcze przed znalezieniem nowego, stałego miejsca pobytu!

7. Degradacja Adama i Ewy

75:7.1 (845.1) Było to podczas postoju karawany edeńskiej, kiedy Adam i Ewa zostali poinformowani o naturze ich wykroczenia oraz powiadomieni o tym, co się tyczy ich losu. Zjawił się Gabriel, aby ogłosić wyrok. Takie było orzeczenie: Planetarny Adam i Planetarna Ewa z Urantii są winni odstępstwa; pogwałcili konwencję powierzonej im administracji, jako władcy tego, zamieszkałego świata.

75:7.2 (845.2) Podczas gdy Adam i Ewa przygnębieni byli poczuciem winy, bardzo podbudowało ich obwieszczenie, że sędziowie na Salvingtonie zwolnili ich od wszelkich oskarżeń „lekceważenia rządu wszechświatowego”. Nie byli winni buntu.

75:7.3 (845.3) Para edeńska została powiadomiona, że zdegradowali się sami do statusu śmiertelników tej domeny, że odtąd muszą żyć tak, jak mężczyzna i kobieta z Urantii, dbając o przyszłość ludów tego świata, o swoją przyszłość.

75:7.4 (845.4) Na długo przedtem, zanim Adam i Ewa opuścili Jerusem, ich instruktorzy objaśniali im dokładnie konsekwencje jakiegokolwiek istotnego odejścia od Boskich planów. Ostrzegałem ich osobiście i to wielokrotnie, zarówno przed jak i po ich przybyciu na Urantię, że redukcja do statusu ciała śmiertelnego będzie niechybnym rezultatem, pewną karą, która niezawodnie ich spotka w wyniku odstępstwa przy realizacji ich misji planetarnej. Jednak, żeby dokładnie zrozumieć konsekwencje, jakie wynikły dla Adama i Ewy na skutek odstępstwa, należy rozumieć status nieśmiertelności materialnej klasy synostwa.

75:7.5 (845.5) 1. Adam i Ewa, podobnie jak ich towarzysze na Jerusem, zachowywali status nieśmiertelności przez intelektualny związek z obwodem grawitacji umysłu Ducha. Kiedy to żywotne podtrzymywanie zostaje przerwane, przez umysłowe odłączenie, wtedy bez względu na duchowy poziom bytu istoty, traci ona status nieśmiertelności. Status śmiertelny, co pociąga za sobą fizyczny rozkład, był nieuniknioną konsekwencją intelektualnego odstępstwa Adama i Ewy.

75:7.6 (845.6) 2. Materialny Syn i Materialna Córka z Urantii, będąc uosobieni na podobieństwo śmiertelnego ciała tego świata, dodatkowo byli zależni od zachowania podwójnego systemu krążenia, jednego wywodzącego się z ich natury fizycznej i drugiego pochodzącego z superenergii składowanej w owocu drzewa życia. Archanioł opiekun napominał zawsze Adama i Ewę, że nadużycie pokładanego w nich zaufania może się skończyć degradacją ich statusu; tak więc w konsekwencji upadku zabroniono im dostępu do tego źródła energii.

75:7.7 (845.7) Caligastia odniósł sukces, usidlając Adama i Ewę, ale nie zrealizował swego celu, nie doprowadził ich do otwartego buntu przeciwko rządowi wszechświata. To, co zrobili, było w swej istocie złem, ale nigdy nie byli winni lekceważenia prawdy, jak również nie przyłączyli się świadomie do buntu przeciwko prawym rządom Ojca Wszechświatowego i jego Syna Stwórcy.

8. Tak zwany upadek człowieka

75:8.1 (845.8) Adam i Ewa upadli z ich wysokiego statusu synostwa materialnego do niskiego stanu człowieka śmiertelnego. Ale to nie był upadek człowieka. Rasa ludzka została udoskonalona, pomimo bezpośrednich konsekwencji adamicznego odstępstwa. Aczkolwiek nie powiódł się Boski plan dania rasy fioletowej ludom Urantii, narody śmiertelne odniosły ogromną korzyść z niewielkiego dodatku tej rasy, jaki Adam i jego potomkowie przydali ludziom Urantii.

75:8.2 (846.1) „Upadku człowieka” nie było. Historia gatunku ludzkiego to historia progresywnej ewolucji a obdarzenie adamiczne zostawiło ludy świata znacznie wzbogacone, w porównaniu z ich uprzednim stanem biologicznym. Bardziej zaawansowane grupy ludzkie na Urantii zawierają czynniki dziedziczne wywodzące się aż z czterech odrębnych źródeł: Andonowego, sangikowego, Nodowego i Adamowego.

75:8.3 (846.2) Adama nie można traktować jako przyczyny wyklęcia gatunku ludzkiego. Podczas gdy realizacja Boskiego planu mu nie wyszła, podczas gdy złamał przymierze z Bóstwem, podczas gdy on i jego małżonka zostali w sposób oczywisty zdegradowani do statusu człowieka, mimo to, wszystko co wnieśli do gatunku ludzkiego, przyczyniło się znacznie do rozwoju cywilizacji na Urantii.

75:8.4 (846.3) Gdy się ocenia wyniki misji adamicznej na waszym świecie, sprawiedliwość nakazuje uwzględnić warunki planetarne. Adam stanął twarzą w twarz z zadaniem prawie niewykonalnym, kiedy wraz ze swą piękną małżonką został przeniesiony z Jerusem na tę posępną, pozostającą w stanie chaosu planetę. Gdyby jednak Adam i Ewa kierowali się radami Melchizedeków i ich pomocników i gdyby byli bardziej cierpliwi, w końcu osiągnęliby sukces. Ewa dała jednak posłuch podstępnej propagandzie o wolności osobistej i planetarnej swobodzie działania. Pokusiła się na eksperyment z plazmą życia materialnej klasy synostwa, przy czym dopuściła ów depozyt życia do przedwczesnego połączenia z tym, który wtedy należał do klasy mieszanej, pochodzącej z pierwotnego projektu Nosicieli Życia, uprzednio już połączonego z tym, który pochodził od rozmnażających się istot, kiedyś przydzielonych do personelu Księcia Planetarnego.

75:8.5 (846.4) Podczas całego waszego wznoszenia się do Raju, nigdy nic nie zyskacie przez niecierpliwą próbę przechytrzenia ustalonego, Boskiego planu, przez skróty, osobiste wynalazki, czy inne środki zmierzające do ulepszania drogi doskonałości, prowadzącej do doskonałości i dla wiecznej doskonałości.

75:8.6 (846.5) Ogółem biorąc, prawdopodobnie nigdy w całym Nebadonie, na żadnej planecie, mądrość nie spotkała się z bardziej przygnębiającym niepowodzeniem. Ale nic w tym dziwnego, że takie błędne posunięcia zdarzają się w przedsięwzięciach wszechświatów ewolucyjnych. Jesteśmy częścią gigantycznego stworzenia i nic w tym osobliwego, że nie wszystko w nim działa doskonale; nasz wszechświat nie został stworzony w doskonałości. Doskonałość jest naszym wiecznym celem, ale nie początkiem.

75:8.7 (846.6) Gdyby ten wszechświat był mechaniczny, gdyby Pierwsze Źródło i Centrum był tylko siłą a nie osobowością, jeśliby całe stworzenie było ogromnym skupiskiem materii fizycznej, kierowanej precyzyjnymi prawami, odznaczającymi się niezmiennymi oddziaływaniami energii, wtedy można by mieć doskonałość, nawet pomimo niekompletności statusu wszechświata. Nie byłoby niezgodności, nie byłoby tarć. Jednak w naszym, ewoluującym wszechświecie względnej doskonałości i niedoskonałości, cieszymy się, że są możliwe niezgodności i nieporozumienia, gdyż to dowodzi istnienia i działania osobowości we wszechświecie. I jeśli nasza kreacja jest bytem zdominowanym przez osobowość, możecie być pewni, że istnieje możliwość wiecznego trwania osobowości, możliwość jej postępu i osiągnięć; możemy być przeświadczeni o rozwoju osobowości, o jej przeżyciach i przygodach. Cóż za piękny wszechświat, osobowy i rozwojowy, a nie tylko mechaniczny, czy nawet bezwolnie doskonały!

75:8.8 (846.7) [Przedstawione przez Solonię, seraficzny „głos w Ogrodzie”].

Przekaz 76, Drugi ogród

Księga Urantii

Przekaz 76

Drugi ogród

76:0.1 (847.1) GDY Adam postanowił bez oporu zostawić pierwszy ogród Nodytom, nie mógł się udać ze swymi zwolennikami na zachód, gdyż Edeńczycy nie mieli łodzi potrzebnych do takiej morskiej wyprawy. Nie można było iść na północ; północni Nodyci maszerowali już na Eden. Obawiano się iść na południe; wzgórza tego rejonu roiły się od wrogich plemion. Jedyna, stojąca otworem droga, prowadziła na wschód, tak więc poszli ku wschodowi, w kierunku przepięknych wówczas rejonów położonych między Tygrysem i Eufratem. A wielu z tych, co zostali w tyle, szło później na wschód, żeby dołączyć do Adamitów w ich nowej ojczyźnie, w dolinie.

76:0.2 (847.2) Zanim karawana adamiczna dotarła do celu, między rzekami w Mezopotamii, urodził się Kain oraz Sansa. Laotta, matka Sansy, zmarła w czasie porodu córki; Ewa cierpiała bardzo, ale przeżyła, zawdzięczając to swej nadludzkiej sile. Ewa karmiła piersią Sansę, dziecko Laotty i wychowywała ją razem z Kainem. Gdy Sansa dorosła, była kobietą o nieprzeciętnych zdolnościach. Została żoną Sargana, wodza północnych plemion niebieskich i przyczyniła się do rozwoju człowieka niebieskiego z tamtych czasów.

1. Edeńczycy wkraczają do Mezopotamii

76:1.1 (847.3) Prawie cały rok upłynął, zanim karawana Adama dotarła do Eufratu. Zastali rzekę w czasie powodzi i rozłożyli się obozem na prawie sześć tygodni na równinach, na zachód od jej nurtu, zanim zdołali się przeprawić do krainy pomiędzy rzekami, która miała się stać drugim ogrodem.

76:1.2 (847.4) Kiedy do ludzi, zajmujących teren drugiego ogrodu, doszła wieść, że król i najwyższy kapłan Ogrodu Eden maszeruje na nich, uciekli w pośpiechu w góry na wschodzie. Gdy przybył Adam, zastał całe upragnione terytorium opuszczone. I tutaj, na nowym miejscu, Adam i jego pomocnicy zabrali się do pracy, aby budować nowe domy i założyć nowe centrum kultury i religii.

76:1.3 (847.5) Adam znał to miejsce, gdyż była to jedna z trzech pierwotnych propozycji komitetu do spraw lokalizacji Ogrodu, planowanego przez Vana i Amadona. W tamtych czasach same tylko rzeki stanowiły dobrą, naturalną obronę a niedaleko na północ od drugiego ogrodu Eufrat i Tygrys zbliżały się do siebie tak bardzo, że można było zbudować mur obronny o długości dziewięćdziesięciu kilometrów, dla ochrony terytorium południowego pomiędzy rzekami.

76:1.4 (847.6) Po osiedleniu się w nowym Edenie, trzeba było prowadzić surowe życie; wydawało się szczerą prawdą, że ta ziemia jest przeklęta. Przyroda znowu dyktowała swoje prawa. Adamici zmuszeni byli teraz zdobywać środki do życia z nie uprawianej wcześniej ziemi i radzić sobie z realiami życiowymi, w obliczu naturalnych przeszkód i sprzeczności śmiertelnego bytu. Pierwszy ogród zastali częściowo dla nich przygotowany, ale drugi musieli tworzyć pracą swych własnych rąk „w pocie ich oblicza”.

2. Kain i Abel

76:2.1 (848.1) Abel urodził się w niecałe dwa lata po narodzinach Kaina, było to pierwsze dziecko Adama i Ewy narodzone w drugim ogrodzie. Gdy Abel skończył dwanaście lat, postanowił zostać pasterzem; Kain wybrał rolnictwo.

76:2.2 (848.2) Był w tamtych czasach obyczaj składania darów kapłaństwu, z tego, czym się zajmowano. Pasterze mogli dawać swe trzody, rolnicy plony swych pól i zgodnie z tym zwyczajem Kain i Abel również okresowo składali dary kapłanom. Wielokrotnie, ci dwaj chłopcy spierali się w sprawie względnych zalet swych zawodów a Abel wkrótce zauważył, że preferowano jego ofiary zwierzęce. Na próżno Kain odwoływał się do tradycji pierwszego Edenu, do dawnego pierwszeństwa dawanego plonom pól. Abel nie brał tego pod uwagę i wyśmiewał się z porażki starszego brata, zbijając go z tropu.

76:2.3 (848.3) W czasach pierwszego Edenu Adam rzeczywiście próbował odzwyczajać ludzi od składania ofiar zwierzęcych, tak, że Kain miał uzasadniony precedens dla swych argumentów. Organizacja życia religijnego w drugim Edenie była jednak trudna. Adam miał na głowie tysiąc i jeden drobiazgów związanych z pracami budowlanymi, obroną i rolnictwem. Będąc duchowo przygnębiony, powierzył organizację praktyk religijnych i edukację tym rodom Nodytów, które służyły w takim charakterze w pierwszym ogrodzie; i w krótkim czasie pełniący swe obowiązki kapłani nodyccy wrócili do wzorów i zasad z czasów przedadamicznych.

76:2.4 (848.4) Kain i Abel nigdy się zbytnio nie lubili a sprawa ofiar była dodatkową przyczyną animozji, jaką czuli do siebie. Abel wiedział, że jest synem zarówno Adama jak i Ewy i nigdy nie zaniedbał przypominać Kainowi, że Adam nie jest jego ojcem. Kain nie był czysto fioletowy, gdyż jego ojciec pochodził z rasy Nodytów, później zmieszanej z człowiekiem niebieskim i czerwonym oraz z pierwotną rasą Andonową. I wszystko to, wraz z naturalną, wrodzoną wojowniczością Kaina, przyczyniło się do rozbudzania coraz większej jego nienawiści do młodszego brata.

76:2.5 (848.5) Chłopcy byli w wieku osiemnastu i dwudziestu lat, kiedy spór między nimi ostatecznie się rozstrzygnął; jednego dnia przymówki Abla tak rozwścieczyły jego wojowniczego brata, że Kain rzucił się na niego i w gniewie go zabił.

76:2.6 (848.6) Obserwacja postępowania Abla dowodzi wartości środowiska i edukacji, jako czynników kształtowania charakteru. Abel miał idealne pochodzenie a dziedziczność jest podstawą wszystkich charakterów, jednak wpływ gorszego otoczenia praktycznie zneutralizował to wspaniałe dziedzictwo. Abel, zwłaszcza w latach swej młodości, ulegał silnym wpływom nieodpowiedniego otoczenia. Mógłby stać się zupełnie innym człowiekiem, gdyby dożył dwudziestu pięciu czy trzydziestu lat; ujawniłoby się wtedy jego doskonalsze dziedzictwo. Podczas gdy dobre otoczenie nie może zrobić zbyt wiele, aby zniwelować wady charakteru powstałe na bazie dziedziczności, złe otoczenie może skutecznie zepsuć doskonałe dziedzictwo, przynajmniej w młodszych latach życia. Właściwe środowisko społeczne i odpowiednia edukacja są niezastąpionym gruntem i otoczeniem dla wydobycia z dobrego dziedzictwa tego, co najlepsze.

76:2.7 (849.1) Rodzice dowiedzieli się o śmierci Abla, kiedy psy przyprowadziły do domu stada bez gospodarza. Dla Adama i Ewy Kain stał się wkrótce trwałą, ponurą pamiątką ich lekkomyślności i umacniali go w jego decyzji opuszczenia ogrodu.

76:2.8 (849.2) Życie Kaina w Mezopotamii nie było zbyt szczęśliwe, jako że był on w specyficzny sposób symbolem odstępstwa. Nie oznaczało to wcale, że ludzie byli mu nieżyczliwi, jednak odczuwał ich podświadomą niechęć, kiedy przebywał z nimi. Kain wiedział jednak, że skoro nie nosi żadnych znaków plemiennych, może zostać zabity przez pierwszego członka sąsiedniego plemienia, jakiego napotka. Strach i trochę wyrzutów sumienia doprowadziły go do skruchy. Kaina nigdy nie zamieszkiwał Dostrajacz, zawsze buntował się on przeciw karności rodzinnej i miał w pogardzie religię ojca. Teraz jednak poszedł do Ewy, swej matki i prosił o pomoc duchową i przewodnictwo, a kiedy szczerze szukał Boskiej pomocy, zamieszkał w nim Dostrajacz. I ten Dostrajacz, żyjący w nim i chroniący go, dał Kainowi wyraźne cechy wyższości, pozwalające zaliczyć go do plemienia Adama, którego bardzo się bano.

76:2.9 (849.3) I tak Kain poszedł do ziemi Nod, na wschód od drugiego Edenu. Został wielkim wodzem pewnej grupy ludzkiej w narodzie swego ojca i do pewnego stopnia wypełnił przewidywania Serapatatii, gdyż przez całe swe życie działał na rzecz pokoju pomiędzy tą grupą Nodytów i Adamitami. Ożenił się z Remoną, swą odległą kuzynką, a ich pierwszy syn, Henoch, został przywódcą Nodytów elamickich. I przez setki lat Elamici i Adamici żyli w pokoju.

3. Życie w Mezopotamii

76:3.1 (849.4) Z upływem czasu, w drugim ogrodzie, konsekwencje odstępstwa stawały się coraz bardziej widoczne. Adam i Ewa bardzo tęsknili za swą dawną ojczyzną, piękną i spokojną, jak również za swymi dziećmi, deportowanymi na Edentię. Niezwykłym wzruszeniem napawał widok tej wspaniałej pary, zredukowanej do statusu zwykłych śmiertelników tej sfery; jednak znosili swój zaniżony stan z wdziękiem i godnością.

76:3.2 (849.5) Adam przezornie spędzał większość swego czasu na nauczaniu swych dzieci oraz ich współpracowników administracji państwowej, metod edukacyjnych i praktyk religijnych. Gdyby nie ta dalekowzroczność, po jego śmierci rozpętałoby się pandemonium. W rzeczywistości śmierć Adama nie wywołała większych zmian w kierowaniu jego narodem. Adam i Ewa zauważyli, na długo przed swą śmiercią, że ich dzieci jak również zwolennicy stopniowo uczą się zapominać dni chwały Edenu. I dobrze się stało dla większości ich zwolenników, że zapomnieli majestatyczności Edenu; nie ulegali zbytnio nastrojom niezadowolenia z powodu swego mniej doskonałego otoczenia.

76:3.3 (849.6) Państwowi władcy Adamitów wywodzili się dziedzicznie od synów z pierwszego ogrodu. Pierwszy syn Adama, Adamson (Adam ben Adam) założył drugie centrum rasy fioletowej, na północ od drugiego Edenu. Drugi syn Adama, Ewason, został genialnym przywódcą i administratorem; był wspaniałym pomocnikiem swego ojca. Ewason nie żył tak długo jak Adam i jego najstarszy syn, Jansad, został spadkobiercą Adama, szefem plemion Adamitów.

76:3.4 (849.7) Władcy religijni albo kapłaństwo, zaczęli się wraz z Setem, najstarszym żyjącym synem Adama i Ewy urodzonym w drugim ogrodzie. Urodził się on sto dwadzieścia dziewięć lat po przybyciu Adama na Urantię. Seta pociągała praca nad zaawansowaniem duchowym narodu jego ojca, w drugim ogrodzie został szefem nowego kapłaństwa. Jego syn, Enos, zaprowadził nowy porządek nabożeństwa a jego wnuk, Kenan, założył zagraniczną służbę misyjną dla otaczających plemion, bliskich i dalekich.

76:3.5 (850.1) Kapłaństwo setyckie pełniło trojakie zadania, zajmowało się religią, zdrowiem i edukacją. Kapłani tego porządku byli tak nauczani, żeby mogli prowadzić uroczystości religijne, służyć jako lekarze i inspektorzy sanitarni, oraz pracować jako nauczyciele w szkołach ogrodowych.

76:3.6 (850.2) Do ziemi między rzekami karawana Adama przywiozła nasiona i cebulki setek roślin i zbóż z pierwszego ogrodu; przyprowadzono także liczne stada i niektóre udomowione zwierzęta. W związku z tym Adamici mieli znaczną przewagę nad otaczającymi plemionami. Korzystali z wielu dobrodziejstw poprzedniej kultury pierwszego Ogrodu.

76:3.7 (850.3) Aż do czasu opuszczenia pierwszego ogrodu, Adam i jego rodzina żywili się tylko owocami, zbożami i orzechami. W drodze do Mezopotamii po raz pierwszy spróbowali ziół i warzyw. Jedzenie mięsa wcześnie wprowadzono w drugim ogrodzie, jednak Adam i Ewa nigdy nie spożywali mięsa, jako składnika swych regularnych posiłków. Tak samo Adamson, Ewason i inne dzieci pierwszego pokolenia z pierwszego ogrodu nie zaczęły jeść mięsa.

76:3.8 (850.4) W osiągnięciach kulturalnych i rozwoju intelektualnym Adamici znacznie przewyższali otaczające ich plemiona. Stworzyli trzeci alfabet, oprócz tego położyli fundamenty pod znaczną ilość tego, co stanowiło zaczątki nowoczesnej sztuki, nauki i literatury. Tutaj, na ziemi między Tygrysem i Eufratem, zachowali sztukę pisania, metalurgii, garncarstwa i tkactwa oraz stworzyli architekturę niedoścignioną przez tysiąclecia.

76:3.9 (850.5) Życie rodzinne ludzi fioletowych było idealne, jak dla tamtego czasu i epoki. Dzieci przechodziły kursy nauczające uprawy roli, rzemiosła i hodowli, lub uczono je pełnienia potrójnych obowiązków Setyty: jak być kapłanem, lekarzem i nauczycielem.

76:3.10 (850.6) Gdy myślicie o kapłaństwie setyckim, nie mylcie tych bardzo inteligentnych i szlachetnych nauczycieli zdrowia i religii, tych prawdziwych pedagogów ze zdeprecjonowanym i kupczącym kapłaństwem późniejszych plemion i narodów otaczających. Ich religijne idee Bóstwa i wszechświata były zaawansowane i bardziej czy mniej dokładne, ich usługi zdrowotne były doskonałe, jak dla ich czasu, a ich metody edukacyjne pozostały niedościgłe od tamtych czasów.

4. Rasa fioletowa

76:4.1 (850.7) Adam i Ewa zapoczątkowali fioletową rasę człowieka, dziewiątą rasę ludzką, jaka się pojawiła na Urantii. Adam i jego potomstwo mieli oczy niebieskie a ludzi fioletowych charakteryzowała jasna karnacja skóry i jasny kolor włosów – jasnoblond, ciemnoblond i rudy.

76:4.2 (850.8) Ewa nie cierpiała bólów porodowych, podobnie jak i wczesne rasy ewolucyjne. Tylko rasy mieszane, powstałe ze związków człowieka ewolucyjnego z Nodytami, a później z Adamitami, cierpiały dotkliwe, ostre bóle porodowe.

76:4.3 (851.1) Adam i Ewa, podobnie jak ich bracia na Jerusem, odżywiali się w dwojaki sposób; żywili się zarówno jedzeniem jak i światłem, uzupełnianym przez pewne nadfizyczne energie, nie objawione na Urantii. Ich urantiańskie potomstwo nie odziedziczyło rodzicielskiego daru pobierania energii i obiegu światła; miało ono pojedyncze krążenie, ludzki rodzaj odżywiania przez krew. Z założenia byli śmiertelnikami, choć żyli długo, aczkolwiek ich długowieczność zbliżała się coraz bardziej do norm ludzkich z każdym kolejnym pokoleniem.

76:4.4 (851.2) Adam i Ewa, oraz ich dzieci z pierwszego pokolenia, nie jedli mięsa zwierzęcego. Utrzymywały ich przy życiu wyłącznie „owoce drzew”. W kolejnych pokoleniach wszyscy potomkowie Adama zaczęli spożywać produkty nabiałowe, ale wielu z nich nadal nie jadło mięsa. Wiele plemion południowych, z którymi się później zjednoczyli, także nie jadło mięsa. Większość tych wegetariańskich plemion migrowała później na wschód i przetrwała, jako współczesna domieszka ludności Indii.

76:4.5 (851.3) Zarówno fizyczne jak i duchowe postrzeganie Adama i Ewy znacznie przewyższało to postrzeganie, jakie mają ludzie współcześni. Ich zmysły specjalne były bardziej wyostrzone i mogli widzieć pośrednich oraz zastępy anielskie, Melchizedeków, jak również upadłego księcia Caligastię, który odwiedzał ich wielokrotnie i prowadził rozmowy ze swym szlachetnym następcą. Taką zdolność dostrzegania istot niebiańskich zachowali przez ponad sto lat po odstępstwie. Zmysły specjalne nie przejawiały się tak wyraźnie u ich dzieci i miały tendencje do słabnięcia z każdym kolejnym pokoleniem.

76:4.6 (851.4) Dzieci adamiczne były zazwyczaj zamieszkałe przez Dostrajacza, ponieważ wszystkie one posiadały niekwestionowane możliwości wiecznego życia. To wspaniałe potomstwo nie znało strachu, tak jak dzieci ewolucji. Dzisiejsze narody Urantii nadal przejawiają tak wiele strachu, dlatego, że wasi przodkowie otrzymali zbyt mało plazmy życiowej Adama, ponieważ plany doskonalenia rasowo-fizycznego zakończyły się niepowodzeniem na samym początku.

76:4.7 (851.5) Komórki ciał Synów Materialnych oraz ich potomstwa są znacznie bardziej odporne na choroby niż te, które należą do istot ewolucyjnych, rodzimych dla planety. Komórki ciał ras rodzimych pokrewne są wywołującym choroby mikroskopijnym i ultramikroskopijnym organizmom żywym tej sfery. Wyjaśnia to, dlaczego ludzie na Urantii muszą dokonywać tak wielu wysiłków naukowych, aby przeciwdziałać znacznej ilości dolegliwości fizycznych. Bylibyście znacznie bardziej odporni na choroby, gdyby wasze narody posiadały więcej życia adamicznego.

76:4.8 (851.6) Po zadomowieniu się w drugim ogrodzie, nad Eufratem, Adam postanowił zostawić po sobie tak dużo swej plazmy życiowej, jak tylko to było możliwe, na pożytek światu po jego śmierci. W związku z tym Ewa została szefem dwunastoosobowej komisji do spraw doskonalenia ras i zanim Adam umarł, komisja ta wyselekcjonowała 1.682 kobiet wyższych typów z Urantii, i kobiety te zostały zapłodnione adamiczną plazmą życia. Za wyjątkiem 112, wszystkie ich dzieci osiągnęły dojrzałość, tak, że świat dużo zyskał dzięki dodatkowi 1570 nadrzędnych mężczyzn i kobiet. Chociaż kandydujące matki wybierane były ze wszystkich otaczających plemion i reprezentowały większość żyjących na Ziemi ras ludzkich, największa ich część została wybrana z najwyższych warstw Nodytów i takie były wczesne początki potężnej rasy Anditów. Dzieci te urodziły się i wychowywały w plemionach ich matek.

5. Śmierć Adama i Ewy

76:5.1 (851.7) Wkrótce po założeniu drugiego Edenu, Adam i Ewa zostali odpowiednio poinformowani, że ich skrucha jest zadowalająca i choć muszą cierpieć los śmiertelników tego świata, na którym żyją, na pewno zostaną zakwalifikowani do klasy śpiących przetrwałych Urantii. Zawierzyli w pełni tej ewangelii zmartwychwstania i rehabilitacji, którą Melchizedekowie z wielkim wzruszeniem im obwieścili. Ich wykroczenie było pomyłką w osądzie a nie grzechem świadomego i rozmyślnego buntu.

76:5.2 (852.1) Adam i Ewa, gdy byli obywatelami Jerusem, nie mieli Dostrajaczy Myśli, ani też Dostrajacze ich nie zamieszkiwały, kiedy działali na Urantii w pierwszym ogrodzie. Jednak krótko po sprowadzeniu do statusu śmiertelnego, Adam i Ewa stali się świadomi nowej obecności w sobie i otworzyły im się oczy, i zrozumieli, że ludzki status, w połączeniu ze szczerym żalem, umożliwił zamieszkanie ich przez Dostrajacze. Zrozumienie tego faktu, że są zamieszkani przez Dostrajacze, dodało Adamowi i Ewie otuchy na resztę ich życia; wiedzieli, że chybili jako Synowie Materialni z Satanii, ale wiedzieli również, że droga do Raju nadal stoi przed nimi otworem, jako przed wznoszącymi się synami wszechświata.

76:5.3 (852.2) Adam wiedział o zmartwychwstaniu, kończącym system sprawiedliwości, które nastąpiło wraz z jego przybyciem na planetę i wierzył, że zarówno on jak i jego towarzyszka będą prawdopodobnie uosobieni na nowo w związku z nadejściem kolejnej klasy synostwa. Nie wiedział o tym, że Michał, władca tego wszechświata, ma się wkrótce pojawić na Urantii; przypuszczał, że następny mający przybyć Syn będzie klasy Avonalnej. Tak więc rozważanie jedynej osobistej wiadomości, jaką kiedykolwiek dostali od Michała, zawsze było pociechą dla Adama i Ewy, jak również czymś trudnym do zrozumienia. Wiadomość ta, pośród wyrazów przyjaźni i pocieszenia, mówiła: „Wziąłem pod uwagę okoliczności waszego odstępstwa, pamiętałem pragnienie serc waszych, aby zawsze być lojalni woli mojego Ojca i zostaniecie wezwani z objęć śmiertelnej drzemki, kiedy przybędę na Urantię, jeśli Synowie, podwładni z mojego królestwa, nie poślą po was wcześniej”.

76:5.4 (852.3) Stanowiło to wielką zagadkę dla Adama i Ewy. Potrafili zrozumieć ukrytą w tej wiadomości obietnicę ewentualnego zmartwychwstania specjalnego i bardzo się cieszyli z takiej możliwości, ale nie mogli zrozumieć znaczenia tego napomknienia, które mówiło, że mogą spoczywać do czasu zmartwychwstania, związanego z osobistym pojawieniem się Michała na Urantii. I dlatego też para Edeńska zawsze głosiła, że kiedyś przyjdzie Syn Boży i to wierzenie przekazali swoim najbliższym, przynajmniej tęskną nadzieję, że świat ich pomyłek i smutków może zostać ewentualnie tą sferą, którą wybierze władca wszechświata, żeby na niej działać w charakterze obdarzającego, Rajskiego Syna. Wydawało się to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe, jednak Adam rozważał taką ideę, że rozdarta walką Urantia może w końcu okazać się najszczęśliwszym światem w systemie Satania, planetą, która budzić będzie zazdrość w całym Nebadonie.

76:5.5 (852.4) Adam żył 530 lat; umarł z powodu, który można by nazwać wiekiem starczym. Fizyczny mechanizm jego ciała po prostu się wypracował; proces rozpadu stopniowo przewyższył proces regeneracji i nadszedł nieuchronny koniec. Ewa zmarła dziewiętnaście lat wcześniej, na skutek osłabienia serca. Oboje zostali pochowani w centrum świątyni służby Bożej, zbudowanej zgodnie z ich planami, wkrótce po tym, jak mury kolonii zostały skończone. I taki był początek zwyczaju chowania wybitnych i pobożnych mężczyzn i kobiet pod posadzkami miejsc nabożeństwa.

76:5.6 (852.5) Nadmaterialny rząd Urantii działał dalej, pod kierownictwem Melchizedeków, ale skończył się bezpośredni, fizyczny kontakt z narodami ewolucyjnymi. Od zamierzchłych czasów, kiedy to przybył cielesny personel Księcia Planetarnego, poprzez czasy Vana i Amadona i dalej, aż do przybycia Adama i Ewy, materialni reprezentanci rządu wszechświata przebywali na planecie. Jednak te rządy, trwające ponad czterysta pięćdziesiąt tysięcy lat, skończyły się razem z adamicznym odstępstwem. W sferach duchowych anielscy pomocnicy nadal się trudzą, pracują heroicznie razem z Dostrajaczami Myśli, aby ocalić jednostkę; ale żaden ogólny plan szeroko zakrojonej pomocy dla świata nie był głoszony śmiertelnikom ziemskim, aż do przybycia Machiventy Melchizedeka, w czasach Abrahama, który to Melchizedek z mocą, cierpliwością i autorytetem Syna Bożego kładł fundamenty pod dalsze doskonalenie i duchową rehabilitację niefortunnej Urantii.

76:5.7 (853.1) Tym niemniej, nie same tylko nieszczęścia stanowią o losie Urantii; planeta jest także najszczęśliwszą w lokalnym wszechświecie Nebadon. Urantianie mogą zliczyć całość na swoją korzyść, jeśli pomyłki ich przodków i błędy dawnych władców świata tak mocno pogrążyły planetę w beznadziejnym stanie chaosu, bardziej jeszcze pogmatwanym przez zło i grzech, że to właśnie tło ciemności tak głęboko przemówiło do Michała z Nebadonu, iż wybrał ów świat na arenę objawienia miłości pełnej osobowości Ojca w niebie. Nie oznacza to wcale, że Urantia potrzebowała Syna Stwórcy, żeby zrobić porządek w jej pogmatwanych sprawach; raczej zło i grzech na Urantii dostarczyły Synowi Stwórcy bardziej frapującego tła do objawienia niedościgłej miłości, miłosierdzia i cierpliwości Rajskiego Ojca.

6. Przetrwanie Adama i Ewy

76:6.1 (853.2) Adam i Ewa odeszli na śmiertelny spoczynek z mocną wiarą w przyrzeczenie Melchizedeków, że kiedyś się zbudzą ze snu śmierci, żeby kontynuować życie na światach-mieszkaniach, światach tak dobrze im znanych z czasów poprzedzających ich misję na Urantii, w materialnym ciele rasy fioletowej.

76:6.2 (853.3) Nie spoczywali długo w nicości nieświadomego snu śmiertelników z ich sfery. Na trzeci dzień po śmierci Adama, a drugi po jego czci pełnym pogrzebie, zarządzenia Lanaforge – podtrzymane przez pełniącego obowiązki Najwyższego Ojca z Edentii oraz zatwierdzone przez Jednoczącego Czasu z Salvingtonu, działającego w imieniu Michała – złożone zostały w ręce Gabriela, zalecając apel specjalny wyróżniających się, przetrwałych istot z odstępstwa adamicznego na Urantii. Zgodnie z zaleceniem przeprowadzenia dwudziestego szóstego zmartwychwstania specjalnego na Urantii, Adam i Ewa zostali uosobieni na nowo i złożeni na nowo w halach zmartwychwstania, w światach-mieszkaniach Satanii, razem z ich 1316 towarzyszami z czasów pierwszego ogrodu. Wiele innych, lojalnych dusz, zostało transponowanych w czasie przybycia Adama, w czasie osądu systemu sprawiedliwości zarówno dla śpiących przetrwałych jak i dla żywych, kwalifikujących się do wznoszenia.

76:6.3 (853.4) Adam i Ewa szybko przeszli światy stopniowego wznoszenia się, aż doszli do obywatelstwa Jerusem, aby raz jeszcze zostać mieszkańcami swej rodzimej planety, ale tym razem jako członkowie innej klasy osobowości wszechświatowych. Opuścili Jerusem jako jego stali obywatele – Synowie Boży; wrócili jako wznoszący się obywatele – synowie człowieczy. Natychmiast zostali dołączeni do służb pracujących na rzecz Urantii w stolicy systemu, a później otrzymali członkostwo pośród dwudziestu czterech radców, którzy obecnie tworzą ciało doradczo-kontrolne Urantii.

76:6.4 (854.1) Tak się kończy historia Planetarnego Adama i Planetarnej Ewy z Urantii, historia prób, tragedii i tryumfu, przynajmniej osobistego tryumfu waszej pełnej dobrych zamiarów, lecz zwiedzionej pary, Materialnego Syna i Materialnej Córki i niewątpliwie na koniec historia ostatecznego tryumfu ich świata oraz jego buntem miotanych i złem gnębionych mieszkańców. Podsumowując wszystko, Adam i Ewa przyczynili się znacznie do szybszego powstania cywilizacji i do przyspieszenia biologicznego rozwoju gatunku ludzkiego. Zostawili na Ziemi wspaniałą kulturę, jednak przetrwanie tak zaawansowanej cywilizacji było niemożliwe, w obliczu wczesnego rozrzedzenia i ewentualnego rozpłynięcia się w populacji krwi adamicznej. To ludzie tworzą cywilizację, cywilizacja nie tworzy ludzi.

76:6.5 (854.2) [Przedstawione przez Solonię, seraficzny „głos w Ogrodzie”].

Przekaz 77, Istoty pośrednie

Księga Urantii

Przekaz 77

Istoty pośrednie

77:0.1 (855.1) WIĘKSZOŚĆ zamieszkałych światów Nebadonu posiada jedną albo i więcej grup unikalnych istot, istniejących na tym poziomie funkcjonowania życia, który jest pośredni między domenami śmiertelników a klasami anielskimi; zatem zwane są one istotami pośrednimi. Wydają się być przypadkiem czasu, ale występują tak powszechnie i tak cenna jest ich pomoc, że już dawno temu zaakceptowaliśmy ich jako jedną z zasadniczych klas naszej, wspólnej służby planetarnej.

77:0.2 (855.2) Na Urantii funkcjonują dwie oddzielne klasy pośrednich: korpus pierwotny albo starszy, który powstał dawno temu, za czasów Dalamatii, oraz wtórna albo młodsza grupa, której początki datują się od czasów Adama.

1. Pośredni pierwotni

77:1.1 (855.3) Pośredni pierwotni powstali na Urantii z unikalnego związku między tym, co materialne a tym, co duchowe. Wiemy o istnieniu podobnych istot na innych światach i w innych systemach, ale tam powstały one w odmienny sposób.

77:1.2 (855.4) Dobrze jest zawsze pamiętać, że kolejne obdarzenia rozwijającej się planety Synami Bożymi powodują wyraźne zmiany w strukturze duchowej domeny a czasami tak przekształcają funkcjonowanie związków wzajemnych środków duchowych i materialnych na planecie, że stwarzają sytuacje naprawdę trudne do zrozumienia. Status stu cielesnych członków personelu Księcia Caligastii jest ilustracją takiego, unikalnego związku: jako wznoszący się obywatele morontialni byli na Jerusem istotami nadmaterialnymi, bez prerogatyw rozmnażania się. Jako zstępujący opiekunowie planetarni byli na Urantii istotami materialnymi, płciowymi, zdolnymi do płodzenia materialnego potomstwa (co też niektórzy później czynili). Nie potrafimy wyjaśnić zadowalająco, w jaki sposób sto tych istot mogło działać jako rodzice na poziomie nadmaterialnym, jednak to się właśnie zdarzyło. Nadmaterialny (nieseksualny) związek mężczyzny i kobiety, członków cielesnego personelu, dał w rezultacie pierworodnego z pośrednich pierwotnych.

77:1.3 (855.5) Natychmiast zauważono, że istota tej klasy, pośrednia między poziomem śmiertelnika i anielskim, może być bardzo użyteczna w prowadzeniu spraw zarządu Księcia, dlatego też każdej parze z cielesnego personelu pozwolono wytworzyć taką istotę. I tak stworzono pierwszą grupę, pięćdziesięciu istot pośrednich.

77:1.4 (855.6) Po roku obserwacji pracy tej unikalnej grupy, Książę Planetarny zatwierdził reprodukcję pośrednich bez ograniczeń. Plan ten realizowano tak długo, jak długo istniała możliwość ich tworzenia i dzięki temu powołany został do bytu pierwotny korpus, w liczbie 50.000 istot.

77:1.5 (856.1) Co pół roku można było wytworzyć jednego pośredniego, a kiedy tysiąc takich istot zostało zrodzonych przez każdą parę, nie pojawiały się już więcej. Nie mamy sensownego wytłumaczenia, dlaczego ta możliwość ulegała zanikowi po pojawieniu się tysiąca potomstwa. Wszystkie późniejsze, podobne eksperymenty, kończyły się niepowodzeniem.

77:1.6 (856.2) Istoty te stanowiły korpus gromadzenia informacji dla administracji Księcia. Przemierzały świat wzdłuż i wszerz, badając i obserwując jego ludy oraz świadcząc inne nieocenione usługi Księciu oraz jego personelowi, poprzez wywieranie wpływu na społeczności ludzkie odległe od planetarnej stolicy.

77:1.7 (856.3) Taki system rządów utrzymywał się aż do tragicznych dni buntu planetarnego, który usidlił nieco ponad cztery piąte pośrednich pierwotnych. Lojalny korpus poszedł służyć zarządcom komisarycznym, Melchizedekom i działał aż do czasów Adama pod tytularnym przywództwem Vana.

2. Rasa Nodytów

77:2.1 (856.4) Chociaż jest to opowieść o pochodzeniu, naturze i funkcjonowaniu istot pośrednich na Urantii, pokrewieństwo pomiędzy dwoma ich klasami – pierwotną i wtórną – zmusza nas do przerwania w tym miejscu opowieści o pośrednich pierwotnych, aby prześledzić linię potomków zbuntowanych członków cielesnego personelu Księcia Caligastii, od dni buntu planetarnego do czasów Adama. Ta właśnie linia pokrewieństwa dostarczyła połowy czynników dziedzicznych wtórnej klasie istot pośrednich, we wczesnych dniach drugiego ogrodu.

77:2.2 (856.5) Materialni członkowie personelu Księcia byli istotami obdarzonymi płcią, żeby mogli realizować plan płodzenia potomstwa, ucieleśniającego wspólne cechy ich specjalnej klasy w połączeniu z rasą wyselekcjonowaną z plemion Andonowych, a wszystko to w oczekiwaniu pojawienia się później Adama. Nosiciele Życia planowali stworzenie śmiertelnika nowego rodzaju, zawierającego wspólne cechy potomstwa personelu Księcia oraz potomstwa Adama i Ewy z pierwszego pokolenia. Mieli plan, przewidujący powstanie nowej klasy istot planetarnych, które, jak się spodziewali, mogłyby zostać nauczycielami-przywódcami społeczeństwa ludzkiego. Istoty takie miały kierować społeczeństwem, ale nie państwem. Ponieważ praktycznie planu tego prawie nie zrealizowano, nigdy się nie dowiemy, jakiej to arystokracji, dobrotliwie rządzącej i posiadającej niezrównaną kulturę, pozbawiona została Urantia, ponieważ kiedy cielesny personel później się rozmnażał, było to już po buncie i po tym, jak został on pozbawiony swych powiązań z prądami życia systemu.

77:2.3 (856.6) Tej epoce, która nastała po buncie na Urantii, towarzyszyło wiele niezwykłych zdarzeń. Rozpadła się wielka cywilizacja – kultura Dalamatii. „Nefilim (Nodyci) byli na Ziemi w tych czasach, a kiedy ci synowie bogów zbliżali się do córek ludzkich, te im rodziły dzieci, które były «dawnymi mocarzami», «mężami sławnymi»”. Chociaż trudno ich nazwać „synami bogów”, personel i jego wcześni potomkowie tak byli traktowani przez śmiertelników ewolucyjnych w tamtych, odległych czasach; nawet ich wzrost został wyolbrzymiony przez tradycję. Takie jest zatem źródło niemal powszechnych podań ludowych o bogach, którzy zeszli na ziemię i z córkami ludzkimi spłodzili starożytną rasę bohaterów. Cała ta legenda dodatkowo została splątana z rasowymi mieszankami Adamitów, które pojawiły się później w drugim ogrodzie.

77:2.4 (857.1) Skoro stu cielesnych członków personelu Księcia posiadało plazmę zarodkową andonicznych odmian ludzkich, można się było oczywiście spodziewać, że kiedy zaczęli rozmnażać się seksualnie, ich potomstwo powinno zasadniczo przypominać potomstwo innych andonicznych rodziców. Kiedy jednak sześćdziesięciu buntowników z personelu Księcia, zwolenników Noda, zaczęło się rozmnażać płciowo, dzieci ich okazały się znacznie bardziej zaawansowane prawie w każdej dziedzinie, w porównaniu z ludami tak andonicznymi jak i sangikowymi. Ta niespodziewana wyższość dotyczyła nie tylko cech fizycznych czy intelektualnych, ale również wartości duchowych.

77:2.5 (857.2) Te mutacje, które pojawiły się w pierwszym pokoleniu Nodytów, były rezultatem pewnych zmian, dokonanych w konfiguracji i w składzie chemicznym dziedzicznych czynników andonicznej plazmy zarodkowej. Zmiany te wywołały potężne obwody podtrzymywania życia systemu Satanii, istniejące w ciałach członków personelu. Te obwody życiowe spowodowały reorganizację chromosomów, tworzonych według wzoru specjalistycznego dla Urantii, w kierunku modeli występujących w standaryzowanej wersji Satanii, według przejawów życia zarządzonych dla Nebadonu. Metoda przekształcania plazmy zarodkowej, w wyniku działania prądów życiowych systemu, trochę jest podobna do tej procedury, za pomocą której naukowcy z Urantii przekształcają plazmę zarodkową roślin i zwierząt, używając do tego promieni rentgenowskich.

77:2.6 (857.3) Tak więc naród Nodytów powstał w wyniku pewnych, specyficznych i nieoczekiwanych modyfikacji, które nastąpiły w plazmie życia, przeniesionej z ciał andonicznych kontrybuentów do cielesnego personelu przez chirurgów z Avalonu.

77:2.7 (857.4) Należy przypomnieć, że z kolei stu kontrybuentom andonicznej plazmy zarodkowej udostępniono organiczne dopełnienie drzewa życia, tak, że prądy życia Satanii równie aktywnie przenikały ich ciała. Czterdziestu czterech zmodyfikowanych Andonitów, którzy wraz z personelem przyłączyli się do buntu, także kojarzyło się ze sobą i przyczynili się oni w znacznym stopniu do powstania lepszych odgałęzień ludu Nodytów.

77:2.8 (857.5) Te dwie grupy, obejmujące razem 104 jednostki, posiadające zmodyfikowaną, andoniczną plazmę zarodkową, są przodkami Nodytów, ósmej rasy, jaka się pojawiła na Urantii. I ta, nowa cecha ludzkiego życia na Urantii, reprezentuje jeszcze jedno stadium realizacji pierwotnego planu, polegającego na użyciu tej planety jako świata modyfikacji życia, jednak był to jeden z nieprzewidzianych przypadków.

77:2.9 (857.6) Czystej krwi Nodyci byli wspaniałą rasą, ale mieszali się stopniowo z ewolucyjnymi ludami Ziemi i wkrótce bardzo się zdegenerowali. W dziesięć tysięcy lat po buncie stracili swoje cechy do tego stopnia, że średnia długość ich życia była tylko nieznacznie wyższa niż ras ewolucyjnych.

77:2.10 (857.7) Gdy archeologowie odkopują gliniane tabliczki, z kronikami ostatnich sumeryjskich potomków Nodytów, odkrywają listę królów sumeryjskich, ciągnącą się kilkanaście tysięcy lat wstecz; a jak zapisy cofają się jeszcze dalej, rządy poszczególnych królów wydłużają się, od około dwudziestu pięciu albo trzydziestu lat do stu pięćdziesięciu i więcej. To wydłużanie się rządów starszych królów oznacza, że niektórzy dawni władcy Nodytów (bezpośredni potomkowie personelu Księcia) żyli znacznie dłużej niż ich późniejsi następcy; jest to również próba rozciągnięcia tych dynastii wstecz, aż do Dalamatii.

77:2.11 (857.8) Informacje o ludziach żyjących tak długo pojawiły się również na skutek pomieszania miesięcy i lat, jako odcinków czasu. Daje się to zauważyć tak samo w biblijnym rodowodzie Abrahama, jak i we wczesnych zapisach Chińczyków. Pomieszanie dwudziestoośmiodniowego miesiąca lub pory roku z wprowadzonym później rokiem liczącym ponad trzysta pięćdziesiąt dni jest odpowiedzialne za tradycje tak długiego ludzkiego życia. Istnieją zapisy o człowieku, który żył ponad dziewięćset „lat”. Czas ten jest odpowiednikiem niecałych siedemdziesięciu lat i takie życia uważane były przez wieki za bardzo długie, „trzy dwudziestki i dziesięć”, jak później określano taki czas życia.

77:2.12 (858.1) Liczenie czasu według dwudziestoośmiodniowego miesiąca trwało długo po czasach Adama. Jednak, gdy Egipcjanie zajęli się reformą kalendarza, około siedem tysięcy lat temu, zrobili to bardzo dokładnie, wprowadzając rok 365 dniowy.

3. Wieża Babel

77:3.1 (858.2) Po zatopieniu Dalamatii, Nodyci poszli na północ i na wschód i wkrótce założyli nowe miasto Dilmun, jako stolicę swej rasy i kultury. I mniej więcej pięćdziesiąt tysięcy lat po śmierci Noda, kiedy potomstwo personelu Księcia stało się zbyt liczne, by się mogło wyżywić na ziemiach bezpośrednio otaczających ich nowe miasto, Dilmun i po tym, jak się zaczęli przez małżeństwa mieszać z plemionami andonicznymi i sangikowymi, mieszkającymi wokół ich granic, przyszło na myśl ich przywódcom, że coś należy zrobić, żeby zachować jedność rasową. Została zatem zwołana rada plemion i po wielu deliberacjach zatwierdzony został plan Bablota, potomka Noda.

77:3.2 (858.3) Bablot proponował, żeby w centrum zajmowanego przez nich terytorium wznieść pretensjonalną świątynię, dla gloryfikacji ich rasy. Świątynia miała mieć wieżę taką, jakiej świat jeszcze nie widział. Miał to być monumentalny pomnik ich przemijającej wielkości. Wielu chciało mieć taki monument w Dilmun, ale inni twierdzili, że tak wielka budowla powinna znajdować się w odpowiedniej odległości od niebezpieczeństw morza, pamiętając podania o zalaniu przez morze ich pierwszej stolicy, Dalamatii.

77:3.3 (858.4) Bablot planował, żeby te nowe budowle stały się jądrem przyszłego centrum kultury i cywilizacji Nodytów. Jego rada w końcu zaważyła i zaczęto budowę zgodnie z jego planami. Nowe miasto miało być nazwane Bablot, według imienia architekta i budowniczego wieży. Miejsce to stało się znane później jako Bablod a w końcu jako Babel.

77:3.4 (858.5) Nodyci nadal jednak byli w pewnym sensie podzieleni w swych poglądach na temat planów i celów przedsięwzięcia. Ich przywódcy również nie w pełni zgadzali się ze sobą, zarówno w sprawie planów konstrukcyjnych, jak również odnośnie przeznaczenia budynków po ich ukończeniu. Po czterech i pół roku pracy wyniknął wielki spór w sprawie celu i przyczyn wznoszenia wieży. Spory stały się tak zaciekłe, że wszelkie prace zostały zatrzymane. Roznosiciele żywności szerzyli wieści o niezgodzie i wiele plemion zaczęło zbierać się na budowie. Przedstawiano trzy różnorodne punkty widzenia na cel budowy wieży.

77:3.5 (858.6) 1. Największa grupa, prawie połowa, chciała traktować budowaną wieżę jako pomnik historii Nodytów i ich rasowej wyższości. Uważali, że powinna to być wielka i imponująca struktura, która wprawiać będzie w podziw przyszłe pokolenia.

77:3.6 (858.7) 2. Druga pod względem wielkości frakcja, chciała mieć wieżę dla uczczenia kultury Dilmun. Przewidywali, że Bablot stanie się wielkim centrum handlu, sztuki i wytwórczości.

77:3.7 (859.1) 3. Najmniejsza i mniejszościowa grupa utrzymywała, że wzniesienie wieży daje możliwość odpokutowania za głupotę przodków, uczestniczących w buncie Caligastii. Twierdzili, że wieża powinna być poświęcona kultowi Ojca wszystkich, że głównym celem nowego miasta powinno być przejęcie roli Dalamatii – żeby funkcjonowało jako centrum religijne i kulturalne dla otaczających barbarzyńców.

77:3.8 (859.2) Grupa religijna została szybko przegłosowana. Większość odrzuciła to nauczanie, że ich przodkowie byli winni buntu; takie piętno rasowe ich obrażało. Pozbywszy się jednego z trzech punktów widzenia w tym sporze i nie rozstrzygnąwszy dwu pozostałych poprzez dyskusję, zaczęto walczyć ze sobą. Grupa religijna, które nie walczyła, uciekła do swych domów na południu, podczas gdy ich współbracia walczyli ze sobą prawie do wyniszczenia.

77:3.9 (859.3) Około dwanaście tysięcy lat temu po raz drugi próbowano wznieść wieżę Babel. Mieszane rasy Anditów (Nodytów i Adamitów) zaczęły budować nową świątynię na ruinach pierwszej budowli, ale nie miała ona odpowiednich fundamentów i zawaliła się pod własnym, pretensjonalnym ciężarem. Rejon ten długo nazywano ziemią Babel.

4. Nodyckie centra cywilizacji

77:4.1 (859.4) Bezpośrednim skutkiem morderczego konfliktu o wieżę Babel było rozproszenie Nodytów. Ta wojna domowa znacznie zredukowała liczbę rasowych Nodytów, a w wyniku różnorodnych jej następstw nie udało się stworzyć wielkiej cywilizacji przedadamicznej. Od tego czasu, przez ponad sto dwadzieścia tysięcy lat, kultura Nodytów podupadała, aż została podźwignięta przez infuzję adamiczną. Tym niemniej, nawet w czasach Adama, Nodyci wciąż jeszcze byli wspaniałym narodem. Wśród twórców Ogrodu znajdowało się wielu ich mieszanych potomków a kilku kapitanów grup Vana było Nodytami. Niektóre z najlepszych umysłów, służących w personelu Adama, należały do tej rasy.

77:4.2 (859.5) Z czterech wielkich centrów Nodytów, trzy zostały założone zaraz po Bablotowym konflikcie:

77:4.3 (859.6) 1. Nodyci zachodni albo syryjscy. Resztki zwolenników nacjonalistycznego, czy też rasowego upamiętnienia, poszły na północ, łącząc się z Andonitami, aby stworzyć późniejsze centra nodyckie położone na północny zachód od Mezopotamii. Była to największa grupa rozpraszających się Nodytów, która przyczyniła się znacznie do późniejszego powstania narodu Asyryjczyków.

77:4.4 (859.7) 2. Nodyci wschodni albo elamiccy. Zwolennicy kultury i handlu migrowali w znacznej liczbie na wschód, do Elamu i tam łączyli się z mieszanymi plemionami sangikowymi. Trzydzieści do czterdziestu tysięcy lat temu, Elamici stali się przeważnie sangikowi w swej naturze, chociaż nadal zachowywali cywilizację wyższą od otaczających ich barbarzyńców.

77:4.5 (859.8) Po założeniu drugiego ogrodu, zwyczajowo mówiono o pobliskim osadnictwie Nodytów jako o „ziemi Nod”; a podczas długiego okresu względnego pokoju pomiędzy tą grupą Nodytów a Adamitami, obie rasy znacznie się wymieszały, jako że coraz bardziej stawało się zwyczajem, że Synowie Boga (Adamici) żenili się z córkami ludzkimi (Nodytów).

77:4.6 (860.1) 3. Nodyci centralni albo przedsumeryjscy. Mała grupa ludzka, pozostająca u ujścia Tygrysu i Eufratu, zachowała sporo swej integralności rasowej. Przetrwali tysiące lat i w końcu wydali tych nodyckich przodków, którzy się zmieszali z Adamitami, tworząc naród sumeryjski z czasów historycznych.

77:4.7 (860.2) I wszystko to wyjaśnia, dlaczego Sumerowie tak nagle i tajemniczo pojawili się na mezopotamskiej scenie. Badacze nigdy nie zdołają pójść ich tropem i prześledzić historii tych plemion wstecz, aż do początków Sumerów, które sięgają czasów sprzed dwustu tysięcy lat, zaraz po zanurzeniu Dalamatii. Bez śladu swoich początków gdziekolwiek na świecie, te pradawne plemiona pojawiły się nagle na horyzoncie cywilizacji, z rozwiniętą w pełni i zaawansowaną kulturą, obejmującą świątynie, metalurgię, rolnictwo, zwierzęta, ceramikę, tkactwo, prawo handlowe, kodeks cywilny, obrzędy religijne i stary system piśmiennictwa. Na początku ery historycznej Sumerowie zatracili już alfabet Dalamatii, przyswajając specyficzny system piśmiennictwa, który wykształcił się w Dilmun. Język sumeryjski, chociaż właściwie stracony dla świata, nie był semicki, miał wiele wspólnego z tak zwanymi językami aryjskimi.

77:4.8 (860.3) Szczegółowe zapisy pozostawione przez Sumerów, określają wspaniałą osadę, zlokalizowaną nad Zatoką Perską w pobliżu tego miejsca, gdzie dawniej było miasto Dilmun. Egipcjanie zwali to miasto pradawnej chwały Dilmat, podczas gdy później, zadamizowani Sumerowie pomieszali zarówno pierwsze jak i drugie miasto Nodytów z Dalamatią i wszystkie trzy nazywali Dilmun. Archeolodzy znaleźli już te starożytne, sumeryjskie tabliczki gliniane, które mówią o ziemskim raju „gdzie Bogowie po raz pierwszy błogosławili ludzkość przykładem cywilizowanego i kulturalnego życia”. I te tabliczki, opisujące Dilmun, raj ludzi i Boga, leżą teraz w ciszy na zakurzonych półkach wielu muzeów.

77:4.9 (860.4) Sumerowie dobrze wiedzieli o pierwszym i drugim Edenie, ale pomimo powszechnych małżeństw z Adamitami, wciąż uważali mieszkańców ogrodu na północy za rasę obcą. Sumeryjska duma z posiadania bardziej antycznej kultury Nodytów skłaniała ich do ignorowania tych późniejszych wspomnień chwały na rzecz świetności i rajskich tradycji miasta Dilmun.

77:4.10 (860.5) 4. Nodyci północni i Amadonici – Vanici. Grupa ta powstała przed Bablotowym konfliktem. Najbardziej na północ wysunięci Nodyci byli potomkami tych, którzy odrzucili kierownictwo Noda i jego następców na rzecz Vana i Amadona.

77:4.11 (860.6) Niektórzy z dawnych towarzyszy Vana osiedlili się później wokół brzegów jeziora, które wciąż nosi jego imię a ich tradycja narosła wokół tego miejsca. Ararat stał się ich świętą górą i miał dla późniejszych Vanitów takie samo znaczenie, jak Synaj dla Hebrajczyków. Dziesięć tysięcy lat temu, vaniccy przodkowie Asyryjczyków nauczali, że ich moralne prawa, zawarte w siedmiu przykazaniach, dane zostały Vanowi przez Bogów na górze Ararat. Wierzyli oni głęboko, że Van i jego towarzysz Amadon zostali żywcem zabrani z planety, kiedy zajmowali się praktykami religijnymi na górze.

77:4.12 (860.7) Góra Ararat była świętą górą północnej Mezopotamii i skoro wiele waszych tradycji o tych, pradawnych czasach, otrzymaliście w powiązaniu z babilońską opowieścią o potopie, nic w tym dziwnego, że góra Ararat i jej okolice zostały wplecione do późniejszej, żydowskiej historii o Noem i potopie powszechnym.

77:4.13 (860.8) Około 35.000 p.n.e. Adamson odwiedził starą, najbardziej na wschód wysuniętą osadę Vanitów, żeby tam założyć swoje centrum cywilizacji.

5. Adamson i Ratta

77:5.1 (861.1) Nakreśliwszy nodyckie źródła, z których wywodzą się pośredni wtórni, opowieść ta powinna się teraz zająć adamiczną połową ich pochodzenia, gdyż pośredni wtórni są także wnukami Adamsona, pierworodnego z rasy fioletowej Urantii.

77:5.2 (861.2) Adamson należał do tej grupy dzieci Adama i Ewy, które chciały zostać na Ziemi z ojcem i matką. Ten najstarszy syn Adama słuchał często opowiadania Vana i Amadona o ich górskiej ojczyźnie na północy i jakiś czas po założeniu drugiego ogrodu postanowił wyruszyć na poszukiwanie ziemi swoich młodzieńczych marzeń.

77:5.3 (861.3) Adamson miał wtedy 120 lat i był ojcem trzydziestu dwu dzieci czystej krwi z pierwszego ogrodu. Chciał zostać z rodzicami i pomagać im przy zakładaniu drugiego ogrodu, ale bardzo się załamał z powodu utraty swej małżonki i dzieci, po tym, jak postanowili wszyscy odlecieć na Edentię wraz z resztą dzieci adamicznych, które chciały iść pod opiekę Najwyższych Ojców.

77:5.4 (861.4) Adamson postanowił zostać z rodzicami na Urantii, nie chciał unikać trudów czy niebezpieczeństw, ale uważał stosunki drugiego ogrodu za dalekie od ideału. Zrobił sporo dla zaawansowania wczesnych prac obronnych i budowlanych, ale przy najbliższej okazji postanowił iść na północ. I chociaż jego odejście nastąpiło w przyjaznej atmosferze, Adam i Ewa smucili się bardzo z powodu straty najstarszego syna, wychodzącego w obcy i wrogi świat, aby nigdy nie wrócić, jak się tego obawiali.

77:5.5 (861.5) Grupa złożona z dwudziestu siedmiu osób poszła na północ z Adamsonem, w poszukiwaniu ludu z jego dziecięcych marzeń. Upłynęło nieco ponad trzy lata i grupa Adamsona faktycznie znalazła cel swej przygody a pośród tych ludzi Adamson zauważył wspaniałą i piękną, dwudziestoletnią kobietę, która twierdziła, że jest ostatnim potomkiem personelu Księcia w linii prostej. Ta kobieta, Ratta, mówiła, że wszyscy jej przodkowie byli potomkami dwojga ludzi z upadłego personelu Księcia. Była ostatnią ze swojej rasy, nie miała żyjących braci czy sióstr. Nieomal już postanowiła nie wychodzić za mąż, prawie zdecydowała się umrzeć bezpotomnie, ale oddała swe serce majestatycznemu Adamsonowi. A kiedy usłyszała historię o Edenie, o tym, jak się sprawdziły przewidywania Vana i Amadona, kiedy słuchała opowieści o upadku Ogrodu, opanowała ją tylko jedna myśl – wyjść za mąż za tego syna i spadkobiercę Adama. Ta sama myśl zawładnęła również Adamsonem. Nieco ponad trzy miesiące trwała ich znajomość, gdy wzięli ślub.

77:5.6 (861.6) Rodzina Adamsona i Ratty liczyła sześćdziesięcioro siedmioro dzieci. Zapoczątkowano wspaniały ród władców tego świata, ale to nie wszystko. Należy przypomnieć, że obie te istoty były w rzeczywistości nadludzkie. Co czwarte dziecko, jakie im się rodziło, było unikalnej klasy; często było niewidzialne. Taka rzecz nie zdarzyła się nigdy w historii świata. Ratta bardzo się niepokoiła – była nawet przesądna – ale Adamson dobrze wiedział o istnieniu pośrednich pierwotnych i doszedł do wniosku, że coś podobnego dzieje się na jego oczach. Kiedy urodziło się drugie, dziwnie zachowujące się potomstwo, postanowił skojarzyć je z pierwszym, jako że jedno było mężczyzną drugie kobietą; i taki był początek wtórnej klasy pośrednich. W przeciągu stu lat, zanim zjawisko ustało, pojawiło się ich prawie dwa tysiące.

77:5.7 (862.1) Adamson żył 396 lat. Wiele razy wracał i odwiedzał swego ojca i matkę. Co siedem lat on i Ratta wybierali się na południe, do drugiego ogrodu, a w tym czasie pośredni informowali ich o sytuacji ich narodu. Za życia Adamsona pośredni przyczynili się w znacznym stopniu do powstania nowego, niezależnego, światowego centrum prawdy i prawości.

77:5.8 (862.2) Tak więc Adamson i Ratta mieli do swojej dyspozycji korpus wspaniałych pomocników, który działał wraz z nimi za ich długiego życia, pomagając im w szerzeniu zaawansowanej prawdy oraz wyższych standardów życia duchowego, intelektualnego i fizycznego. Rezultaty tych wysiłków, zmierzających do udoskonalenia świata, nigdy nie zostały zupełnie zaćmione przez późniejszy regres.

77:5.9 (862.3) Adamsonici zachowywali wysoką kulturę przez prawie siedem tysięcy lat od czasów Adamsona i Ratty. Później wymieszali się z sąsiadującymi Nodytami i Andonitami i również byli zaliczani do „dawnych mocarzy”. I niektóre osiągnięcia z tamtej epoki przetrwały, aby stać się utajoną częścią tego potencjału kulturowego, który później zakwitnął w cywilizacji europejskiej.

77:5.10 (862.4) To centrum cywilizacji mieściło się we wschodnim rejonie południowego krańca Morza Kaspijskiego, w pobliżu Kopet-dag. Nieco dalej w górę, na podgórzach gór Turkiestanu, znajdują się pozostałości tego, co kiedyś było Adamsonową stolicą rasy fioletowej. Na tych górzystych obszarach, usytuowanych w wąskim i starożytnym, żyznym pasie leżącym na niższych pogórzach pasma Kopet, powstawały kolejno, w różnych okresach, cztery różnorodne kultury, ukształtowane odpowiednio przez cztery różne grupy potomków Adamsona. To właśnie druga z tych grup ludzkich migrowała na zachód, do Grecji i na wyspy Morza Śródziemnego. Reszta potomków Adamsona migrowała na północ i na zachód, wkraczając do Europy razem ze zmieszaną rasą ostatniej fali Anditów, która szła z Mezopotamii; a znajdowali się oni także wśród Anditów-Aryjczyków, najeźdźców Indii.

6. Pośredni wtórni

77:6.1 (862.5) Podczas gdy pośredni pierwotni mieli prawie nadludzkie pochodzenie, wtórna ich klasa jest potomstwem czystej rasy adamicznej, złączonej ze zhumanizowanym potomkiem przodków, którzy byli rodzicami starszego korpusu pośrednich.

77:6.2 (862.6) Wśród dzieci Adamsona było tylko szesnaścioro swoistych protoplastów pośrednich wtórnych. Te unikalne dzieci były podzielone po równo pod względem płci i każda para mogła, co siedemdziesiąt dni, wytworzyć pośredniego wtórnego, łączną metodą związku płciowego i niepłciowego. I fenomen taki nigdy przedtem nie dał się zrealizować na Ziemi, ani też nie wystąpił nigdy potem.

77:6.3 (862.7) Tych szesnaścioro dzieci żyło i umarło jako śmiertelnicy tej domeny (pominąwszy ich specyficzne cechy), jednak ich elektrycznie ożywiane potomstwo żyje nadal, nie podlegając ograniczeniom ciała śmiertelnego.

77:6.4 (862.8) Każda z ośmiu par wytworzyła w końcu 248 pośrednich i w ten sposób powołany został do bytu oryginalny korpus wtórny, w liczbie 1.984 istot. Jest osiem podgrup pośrednich wtórnych. Określani są jako a-b-c pierwsze, drugie, trzecie i tak dalej. A potem są d-e-f pierwsze, drugie i tak dalej.

77:6.5 (862.9) Po odstępstwie Adama, pośredni pierwotni wrócili na służbę do zarządców komisarycznych, Melchizedeków, podczas gdy grupa wtórna została przydzielona do centrum Adamsona, aż do jego śmierci. Trzydziestu trzech pośrednich wtórnych, szefów ich organizacji w momencie śmierci Adamsona, usiłowało pokierować całą klasę na służbę dla Melchizedeków i tym samym związać się z korpusem pierwotnym. Gdy im się to jednak nie udało, opuścili swych towarzyszy i poszli w całości służyć planetarnym zarządcom komisarycznym.

77:6.6 (863.1) Po śmierci Adamsona, reszta pośrednich wtórnych stała się na Urantii elementem obcym, niezorganizowanym i bez przydziału. Od tamtego czasu do dni Machiventy Melchizedeka wiedli oni byt nieformalny i niezorganizowany. Częściowo zostali wzięci pod kontrolę przez tego właśnie Melchizedeka, nadal jednak robili wiele szkód, aż do czasów Chrystusa Michała; w czasie jego pobytu na Ziemi wszyscy poczynili ostateczne decyzje odnośnie swego przyszłego przeznaczenia. Ich lojalna większość poszła pod komendę pośrednich pierwotnych.

7. Zbuntowani pośredni

77:7.1 (863.2) Podczas buntu Lucyfera, większość pośrednich pierwotnych pogrążyła się w grzechu. Kiedy straty wynikłe z planetarnego buntu zostały podsumowane, odkryto między innymi, że z początkowych 50.000 pośrednich, 40.119 przyłączyło się do secesji Caligastii.

77:7.2 (863.3) Z początku liczba pośrednich wtórnych wynosiła 1.984, z tych 873 nie opowiedziało się po stronie władzy Michała i w związku z tym zostali internowani podczas planetarnego osądu Urantii, w dniu Zesłania Ducha. Nikt nie jest w stanie przewidzieć przyszłości tych upadłych istot.

77:7.3 (863.4) Obie grupy zbuntowanych pośrednich przetrzymywane są teraz w areszcie, oczekując ostatecznego osądu spraw związanych z buntem w systemie. Jednak zanim się zaczął obecny, planetarny porządek sprawiedliwości, robili oni na Ziemi wiele dziwnych rzeczy.

77:7.4 (863.5) Nielojalni pośredni potrafili ukazać się oczom śmiertelników w pewnych okolicznościach a odnosi się to zwłaszcza do towarzyszy Belzebuba, szefa pośrednich wtórnych-odstępców. Nie należy jednak mylić tych unikalnych istot z pewnymi zbuntowanymi cherubinami i serafinami, którzy także przebywali na Ziemi do czasu śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Niektórzy ze starszych autorów określają te zbuntowane istoty pośrednie jako złe duchy i demony, a serafinów-odstępców jako złe anioły.

77:7.5 (863.6) Na żadnym świecie złe duchy nie mogą opętać śmiertelnego umysłu, po tym, jak żył na takim świecie Rajski Syn obdarzający. Jednak przed dniami Chrystusa Michała na Urantii – przed powszechnym przybyciem Dostrajaczy Myśli i przed wylaniem ducha Mistrza na wszystkie ciała – zbuntowani pośredni mogli wpływać na umysły pewnych, podrzędnych śmiertelników i do pewnego stopnia kontrolować ich działania. Osiągano to w bardzo podobny sposób, jak działają lojalne istoty pośrednie, kiedy służą jako operatywni opiekunowie, porozumiewający się z ludzkimi umysłami rezerwowego korpusu przeznaczenia Urantii, kiedy Dostrajacz jest praktycznie odłączony od osobowości i kontaktuje się z nadludzkimi istotami inteligentnymi.

77:7.6 (863.7) To nie jest tylko metafora, gdy zapis mówi: „I przynosili do niego wszystkich, którzy się źle mieli i byli nawiedzeni różnymi chorobami i cierpieniami, opętanych i obłąkanych”. Jezus rozumiał i rozpoznawał różnicę pomiędzy chorobą umysłową a owładnięciem przez demona, choć oba te stany były w dużym stopniu mylone przez ludzi, którzy żyli w jego czasach i pokoleniu.

77:7.7 (863.8) Nawet przed Zesłaniem Ducha, żaden zbuntowany duch nie mógł zawładnąć normalnym ludzkim umysłem, a po tym dniu nawet słabym umysłom podrzędnych śmiertelników nie grozi taka ewentualność. Po przyjściu Ducha Prawdy, domniemane wyrzucanie diabłów jest sprawą pomieszania wierzeń w demoniczne owładnięcie, z histerią, chorobą umysłową i ociężałością umysłową. Faktem jest, że obdarzenie dokonane przez Michała na zawsze uwolniło wszystkie umysły ludzkie Urantii od ewentualności demonicznego owładnięcia, nie myślcie jednak, że w poprzednich epokach to się nie zdarzało.

77:7.8 (864.1) Zarządzeniem Najwyższych Ojców z Edentii, cała grupa zbuntowanych pośrednich jest obecnie przetrzymywana w więzieniu. Nie błąkają się już po tym świecie i nie dają upustu swym skłonnościom do psot. Niezależnie od obecności Dostrajaczy Myśli, wylanie Ducha Prawdy na wszelkie ciało na zawsze uniemożliwia nielojalnym duchom, jakiejkolwiek klasy czy gatunku, wtargnięcie do najbardziej nawet kiepskich umysłów ludzkich. Od dnia Zesłania Ducha, nigdy już nie może się zdarzyć taka rzecz, jak demoniczne owładnięcie.

8. Zjednoczeni pośredni

77:8.1 (864.2) W czasie ostatniego orzecznictwa tego świata, kiedy Michał uwolnił śpiących przetrwałych czasu, istoty pośrednie pozostały; zostały, aby pomagać w duchowej i częściowo duchowej pracy na planecie. Działają one teraz jako jeden korpus, liczący 10.992 istoty, obejmujący obie klasy. Zjednoczeni pośredni Urantii są teraz rządzeni na przemian przez starszych członków obu klas. Takie rządy utrzymują się od czasu ich połączenia w jedną grupę, wkrótce po Zesłaniu Ducha.

77:8.2 (864.3) Członkowie starszej albo pierwotnej klasy, są generalnie znani według ich numeracji; często mają nadane imiona takie jak 1-2-3 pierwszy, 4-5-6 pierwszy i tak dalej. Pośredni adamiczni, przebywający na Urantii, określani są alfabetycznie, aby się odróżniali od numerycznego określenia pośrednich pierwotnych.

77:8.3 (864.4) Z punktu widzenia odżywiania i pobierania energii, obie klasy są istotami niematerialnymi, podzielają jednak wiele cech ludzkich i potrafią zrozumieć zarówno wasz humor jak i wasze praktyki religijne. Przydzieleni do śmiertelników, dzielą z nimi ducha pracy ludzkiej, odpoczynku i zabawy. Jednak pośredni nie śpią, jak również nie mają możliwości rozmnażania się. Grupa wtórna jest w pewnym sensie zróżnicowana według męskości i kobiecości, często mówi się o nich „on” lub „ona”. Często też działają razem w takich parach.

77:8.4 (864.5) Pośredni nie są ludźmi, nie są też aniołami, ale pośredni wtórni są w swej naturze bliżsi człowiekowi niż aniołowi; są w pewnym sensie z waszego gatunku i dlatego też są tak bardzo wyrozumiali i współczujący w swych kontaktach z istotami ludzkimi; są bezcenni dla serafinów, gdy pracują z różnymi rasami ludzkości i dla tych ras, a obie ich klasy są niezastąpione dla tych serafinów, którzy służą jako personalni opiekunowie śmiertelników.

77:8.5 (864.6) Zjednoczeni pośredni Urantii są zorganizowani dla służby z serafinami planetarnymi zgodnie ze swymi wrodzonymi uzdolnieniami i nabytymi umiejętnościami, w następujące grupy:

77:8.6 (864.7) 1. Pośredni posłańcy. Grupa ta nosi imiona; ich korpus jest nieliczny a są oni bardzo użyteczni na świecie ewolucyjnym, umożliwiają prędkie i niezawodne przenoszenie informacji osobistych.

77:8.7 (864.8) 2. Strażnicy planetarni. Pośredni są opiekunami – strażnikami – światów w przestrzeni. Pełnią ważne obowiązki jako obserwatorzy wszelkich zróżnicowanych fenomenów i rodzajów łączności, które są ważne dla istot nadprzyrodzonych danej domeny. Patrolują niewidzialną, duchową domenę planety.

77:8.8 (865.1) 3. Osobowości kontaktu. W kontaktach z istotami śmiertelnymi ze światów materialnych, takimi jak z tą osobą, przez którą te wiadomości są transmitowane, zawsze używa się istot pośrednich. Są one ważnym czynnikiem w takiej łączności poziomów duchowych i materialnych.

77:8.9 (865.2) 4. Pomocnicy w rozwoju. Są to bardziej duchowe istoty pośrednie i rozlokowane są jako asystenci różnych grup serafinów, działających w grupach specjalnych na planecie.

77:8.10 (865.3) Pośredni są bardzo zróżnicowani, gdy idzie o ich możliwości porozumiewania się z serafinami ponad nimi i ze swymi ludzkimi kuzynami poniżej. Na przykład, niezwykle trudno jest pośrednim pierwotnym wejść w kontakt z czynnikami materialnymi. Są oni znacznie bliżej anielskich typów bytu i są zazwyczaj przydzielani do duchowych sił, przebywających na planecie, do pracy i posług. Pełnią rolę towarzyszy i przewodników gości niebiańskich oraz przebywających tutaj badaczy, natomiast istoty wtórne przydzielane są prawie wyłącznie do służby istotom materialnym domeny.

77:8.11 (865.4) 1.111 lojalnych pośrednich wtórnych pełni ważne misje na Ziemi. W porównaniu ze swymi pierwotnymi towarzyszami, są oni zdecydowanie materialni. Istnieją tuż poza zasięgiem ludzkiego wzroku i mają odpowiednią swobodę adaptacji, aby gdy zechcą, wejść w fizyczny kontakt z tym, co ludzie nazywają „rzeczami materialnymi”. Te unikalne istoty mają pewną, określoną władzę nad rzeczami czasu i przestrzeni, nie wykluczając zwierząt danej domeny.

77:8.12 (865.5) Wiele bardziej przyziemnych zjawisk, przypisywanych aniołom, dokonują wtórne istoty pośrednie. Kiedy wcześni nauczyciele ewangelii Jezusa zostali wtrąceni do więzienia, przez ignoranckich przywódców religijnych z tamtego okresu, to faktycznie „anioł Pański” „otworzył w nocy bramy więzienia i ich wyprowadził”. Jednak w przypadku uwolnienia Piotra, gdy Jakub został zabity na rozkaz Heroda, to właśnie pośredni wtórny dokonał tego, co się przypisuje aniołowi.

77:8.13 (865.6) Główna działalność pośrednich, w dzisiejszych czasach, polega na niedostrzegalnym powiązaniu osobistą więzią tych mężczyzn i kobiet, którzy tworzą planetarny, rezerwowy korpus przeznaczenia. To właśnie działalność grupy wtórnej, mądrze popieranej przez niektórych pośrednich z korpusu pierwotnego, przyniosła w rezultacie taką koordynację osobowości i okoliczności na Urantii, że ostatecznie skłoniło to niebiańskich nadzorców planety do zainicjowania petycji, których wynikiem były zalecenia umożliwiające dokonanie serii objawień a ta prezentacja jest ich częścią. Należy jednak wyjaśnić, że istoty pośrednie nie biorą udziału w obskurnych seansach, odbywających się pod generalną nazwą „spirytyzmu”. Wszyscy pośredni, przebywający teraz na Urantii, mają dobrą reputację i nie są związani ze zjawiskami tak zwanego „mediumizmu”; zazwyczaj nie dają ludziom obserwować swoich, czasami niezbędnych działań materialnych czy innych kontaktów ze światem fizycznym, postrzegalnych ludzkimi zmysłami.

9. Stali obywatele Urantii

77:9.1 (865.7) Pośrednich można uważać za pierwszą grupę stałych mieszkańców świata, spośród wszystkich istot, jakie istnieją na różnych rodzajach światów w całym wszechświecie, w przeciwieństwie do wznoszących się istot ewolucyjnych, takich jak ludzie czy zastępy anielskie. Takich stałych obywateli spotyka się w różnych miejscach na drodze wznoszenia się do Raju.

77:9.2 (866.1) W przeciwieństwie do różnych klas istot niebiańskich, które są przydzielane do służby na planecie, pośredni żyją na zamieszkałym świecie. Serafini przychodzą i odchodzą, ale istoty pośrednie pozostają i pozostaną; służą one rodzimym istotom tej planety oraz tworzą jeden, stały rząd, który harmonizuje i łączy zmienną administrację zastępów seraficznych.

77:9.3 (866.2) Jako faktyczni obywatele Urantii, pośredni są wyjątkowo zainteresowani losem tej sfery. Są zrzeszeniem zdeterminowanym i wytrwale pracującym na rzecz rozwoju swej rodzimej planety. Ich determinację określa motto ich klasy: „Czego się Zjednoczeni Pośredni podejmą, tego Zjednoczeni Pośredni dokonają”.

77:9.4 (866.3) Chociaż pośredni mogą przemierzać obwody energii, co umożliwia każdemu z nich odlot z planety, przysięgli oni, każdy oddzielnie, nie opuszczać planety do czasu zwolnienia ich kiedyś przez władze wszechświata. Pośredni zakotwiczeni są na tej planecie, aż do czasu stabilnych epok światłości i życia. Za wyjątkiem 1-2-3 pierwszego, żaden lojalny pośredni nigdy nie opuścił Urantii.

77:9.5 (866.4) 1-2-3 pierwszy, najstarszy z klasy pierwotnej, krótko po Zesłaniu Ducha został zwolniony z bieżących obowiązków planetarnych. Ten szlachetny pośredni był wierny Vanowi i Amadonowi podczas tragicznych dni buntu planetarnego, a jego nieustraszone przywództwo pomogło zredukować liczbę upadków w jego klasie. Służy on teraz na Jerusem jako członek rady dwudziestu czterech, a po Zesłaniu Ducha raz działał jako gubernator generalny Urantii.

77:9.6 (866.5) Pośredni związani są z planetą, ale tak jak śmiertelnicy rozmawiają z podróżnymi z daleka i dowiadują się w ten sposób o odległych miejscach planety, tak i pośredni prowadzą konwersacje z podróżnikami niebiańskimi, aby się dowiedzieć o odległych miejscach wszechświata. W ten sposób zaznajamiają się z tym systemem i wszechświatem, nawet z Orvontonem i jego siostrzanymi kreacjami, i tak przygotowują się do obywatelstwa na wysokich poziomach bytu istoty.

77:9.7 (866.6) Chociaż pośredni zostali powołani do bytu w pełni ukształtowani – nie przechodzą okresu dorastania czy rozwoju od stadium niedojrzałości – nigdy nie zaprzestają się rozwijać w mądrości i doświadczeniu. Są istotami ewolucyjnymi, tak samo jak śmiertelnicy i posiadają kulturę, która jest prawdziwym osiągnięciem ewolucyjnym. W korpusie pośrednich na Urantii jest dużo wielkich umysłów i wspaniałych duchów.

77:9.8 (866.7) Z szerszego punktu widzenia, cywilizacja Urantii jest wspólnym wytworem śmiertelników Urantii i pośrednich Urantii, i to jest prawdą, pomimo obecnego zróżnicowania pomiędzy tymi dwoma poziomami kultury, zróżnicowania, które zostanie zniwelowane dopiero w epokach światłości i życia.

77:9.9 (866.8) Kultura pośrednich, będąc wytworem nieśmiertelnych obywateli planety, jest relatywnie odporna na te doczesne, zmienne koleje losu, które gnębią cywilizację ludzką. Pokolenia ludzkie zapominają, korpus pośrednich pamięta i ta pamięć jest skarbnicą tradycji waszego, zamieszkałego świata. W ten sposób kultura planety zawsze trwa na planecie i w stosownych okolicznościach udostępniane są cenne wspomnienia o wypadkach z przeszłości, tak jak historia życia i nauk Jezusa została udostępniona przez pośrednich Urantii ich cielesnym kuzynom.

77:9.10 (867.1) Pośredni są dobrymi pracownikami, którzy wyrównują tę lukę pomiędzy sprawami materialnymi i duchowymi Urantii, jaka powstała po śmierci Adama i Ewy. Są podobni do waszych starszych braci, towarzyszy długich zmagań, związanych z docieraniem Urantii do stabilnego statusu światłości i życia. Zjednoczeni Pośredni są korpusem wypróbowanym w czasie buntu i będą wiernie odgrywać swą rolę w planetarnej ewolucji, aż do tego odległego dnia, gdy świat ten osiągnie cel epok, kiedy to pokój istotnie rządzić będzie na Ziemi a dobra wola naprawdę zapanuje w sercach ludzkich.

77:9.11 (867.2) Ze względu na wartościową pracę, jaką pośredni wykonują, uważamy, że są oni doprawdy ważną częścią duchowej organizacji domen. A tam, gdzie bunt nie zmącił biegu spraw planety, jeszcze skuteczniej pomagają serafinom.

77:9.12 (867.3) Cała organizacja wysokich duchów, zastępów anielskich i waszych braci pośrednich poświęca się z entuzjazmem wdrażaniu w życie rajskiego planu stopniowego wznoszenia się i osiągania doskonałości przez śmiertelników ewolucyjnych, czyli jednemu z niebiańskich zadań wszechświata – znakomitemu planowi wiecznego życia, polegającemu na sprowadzaniu Boga w dół, do człowieka a potem, przez wysublimowany rodzaj partnerstwa, wyniesieniu człowieka w górę ku Bogu i dalej, do wieczności służby i boskości dokonań – zarówno śmiertelnika jak i pośredniego.

77:9.13 (867.4) [Przedstawione przez archanioła z Nebadonu].

Przekaz 78, Rasa fioletowa po dniach Adama

Księga Urantii

Przekaz 78

Rasa fioletowa po dniach Adama

78:0.1 (868.1) PRAWIE trzydzieści tysięcy lat drugi Eden był kolebką cywilizacji. Tutaj, w Mezopotamii, umocnił się lud adamiczny i stąd wysyłał swe potomstwo do krańców Ziemi a później, zmieszany z plemionami nodyckimi i sangikowymi, znany był pod nazwą Anditów. Z tego regionu wyszli ci mężczyźni i kobiety, którzy zapoczątkowali wydarzenia czasów historycznych i którzy tak bardzo przyspieszyli kulturowy rozwój Urantii.

78:0.2 (868.2) Przekaz ten opisuje planetarną historię rasy fioletowej, zaczynającą się zaraz po odstępstwie Adama, około 35.000 p.n.e. Dalej opisuje zmieszanie tej rasy z rasami nodyckimi i sangikowymi, około 15.000 p.n.e., co spowodowało powstanie ludu Anditów i kolejno mówi o jej ostatecznym zaniku w mezopotamskiej ojczyźnie, około roku 2000 p.n.e.

1. Rozmieszczenie kulturowe i rasowe

78:1.1 (868.3) Chociaż w momencie przybycia Adama poziom umysłowy i moralność ras ludzkich stały na niskim poziomie, materialna ewolucja biegła praktycznie niezakłócona wypadkami buntu Caligastii. Adamiczny wkład w status biologiczny ras ludzkich, niezależnie od częściowego niepowodzenia zadania, ogromnie przyspieszył rozwój narodów Urantii.

78:1.2 (868.4) Adam i Ewa przyczynili się również do wszystkiego tego, co było wartościowe dla społecznego, moralnego i intelektualnego postępu ludzkości; dzięki temu, że na Ziemi było ich potomstwo, cywilizacja została znacznie przyspieszona. Jednak trzydzieści pięć tysięcy lat temu świat jako całość niewielką posiadał kulturę. Tu i ówdzie istniały pewne centra cywilizacji, ale znaczna większość ludności Urantii żyła w dzikości. Rozmieszczenie rasowe i kulturowe wyglądało wtedy następująco:

78:1.3 (868.5) 1. Rasa fioletowa – Adamici i Adamsonici. Głównym centrum kultury Adamitów był drugi ogród, zlokalizowany w trójkącie utworzonym przez Eufrat i Tygrys; była to również kolebka cywilizacji Zachodu i cywilizacji Indyjskiej. Dodatkowym albo północnym centrum rasy fioletowej była stolica Adamsonitów, umiejscowiona na wschód od południowych wybrzeży Morza Kaspijskiego, w pobliżu gór Kopet. Z tych dwu centrów wyszła na otaczające je ziemie kultura i plazma życia, co natychmiast przyspieszyło rozwój wszystkich ras ludzkich.

78:1.4 (868.6) 2. Presumerowie i inni Nodyci. W Mezopotamii, przy ujściu rzek, pozostawały resztki prastarej kultury z czasów Dalamatii. Jak upływały tysiąclecia, grupa ta coraz dokładniej mieszała się z Adamitami z północy, ale nigdy całkiem nie utraciła swojej nodyckiej tradycji. Różne inne grupy Nodytów, które osiedliły się na Bliskim Wschodzie, zostały generalnie wchłonięte przez rozprzestrzeniającą się później rasę fioletową.

78:1.5 (869.1) 3. Andonici mieli pięć czy sześć całkiem okazałych centrów osadnictwa, położonych na północ i na wschód od stolicy Adamsona. Byli też rozrzuceni po całym Turkiestanie a odosobnione ich grupy istniały na całym obszarze Eurazji, zwłaszcza w rejonach górskich. Ci autochtoni zajmowali nadal tereny północne kontynentu Eurazji, wraz z Islandią i Grenlandią, ale z nizin Europy dawno zostali wyparci przez człowieka niebieskiego, a z dolin rzecznych dalekiej Azji przez rozprzestrzeniającą się rasę żółtą.

78:1.6 (869.2) 4. Człowiek czerwony zajmował obie Ameryki, wyparty z Azji ponad pięćdziesiąt tysięcy lat przed przybyciem Adama.

78:1.7 (869.3) 5. Rasa żółta. Naród chiński umocnił się dobrze, kontrolując Azję wschodnią. Jego najbardziej zaawansowane osadnictwo zlokalizowane było w północno-zachodniej części współczesnych Chin, w rejonie graniczącym z Tybetem.

78:1.8 (869.4) 6. Rasa niebieska. Ludzie niebiescy rozrzuceni byli po całej Europie, jednak bardziej zaawansowane centra ich kultury znajdowały się w żyznych wtedy dolinach basenu Morza Śródziemnego i w Europie północno-zachodniej. Asymilacja neandertalczyków znacznie opóźniła kulturę człowieka niebieskiego, jednak był on skądinąd najbardziej agresywny, awanturniczy i odkrywczy ze wszystkich ewolucyjnych ludów Eurazji.

78:1.9 (869.5) 7. Indie predrawidyjskie. Kompleksowa mieszanka rasowa w Indiach – zawierająca każdą rasę ziemską, zwłaszcza zieloną, pomarańczową i czarną – zachowywała kulturę nieco wyższą od rejonów przyległych.

78:1.10 (869.6) 8. Cywilizacja Sahary. Wyższe grupy ludzkie rasy indygo posiadały swe najbardziej zaawansowane osadnictwo tam, gdzie teraz jest wielka pustynia Sahara. Grupa ludzka indygo-czarna zawierała znaczne domieszki rozproszonej w niej rasy pomarańczowej i zielonej.

78:1.11 (869.7) 9. Basen Morza Śródziemnego. Najbardziej wymieszana rasa, poza Indiami, zajmowała ten obszar, który teraz jest basenem Morza Śródziemnego. Tutaj ludzie niebiescy z północy i Saharyjczycy z południa spotykali się i mieszali z Nodytami i Adamitami ze wschodu.

78:1.12 (869.8) Tak oto wyglądał świat, zanim się zaczęły wielkie ekspansje rasy fioletowej, około dwadzieścia pięć tysięcy lat temu. Nadzieja przyszłej cywilizacji leżała w drugim ogrodzie, pomiędzy rzekami Mezopotamii. Tutaj, w Azji południowo-zachodniej, istniał potencjał wielkiej cywilizacji, możliwość rozprzestrzenienia się po świecie idei i ideałów, które zostały ocalone z dni Dalamatii i z czasów Edenu.

78:1.13 (869.9) Adam i Ewa pozostawili po sobie nieliczne, ale silne potomstwo a przebywający na Urantii obserwatorzy niebiańscy czekali w napięciu, aby zobaczyć, jak będą się sprawować potomkowie błądzącego Materialnego Syna i Materialnej Córki.

2. Adamici w drugim ogrodzie

78:2.1 (869.10) Tysiące lat synowie Adama pracowali nad rzekami Mezopotamii, rozwiązując na południu problemy irygacyjne i ochrony przeciwpowodziowej, doskonaląc obronę na północy i usiłując zachować tradycje chwały pierwszego Edenu.

78:2.2 (869.11) Heroizm, jaki wykazywano w trakcie kierowania drugim ogrodem, stanowi jedną z bardziej zadziwiających i inspirujących opowieści w historii Urantii. Te wspaniałe dusze nigdy nie straciły zupełnie z oczu celu misji adamicznej i dlatego też dzielnie zwalczały wpływy otaczających ich, podrzędnych plemion, podczas gdy celowo wysyłały do narodów Ziemi swych najlepszych synów i najlepsze córki, ciągłym strumieniem, jako emisariuszy. Czasami ekspansja taka zubażała kulturę życia w ojczyźnie, ale ten nadrzędny naród zawsze się regenerował.

78:2.3 (870.1) Cywilizacja, społeczeństwo i status kulturowy Adamitów były znacznie wyższe od generalnego poziomu ras ewolucyjnych Urantii. Jedynie tam, gdzie było stare osadnictwo Vana i Amadona oraz Adamsonitów, istniały cywilizacje w jakiejkolwiek mierze porównywalne. Jednak cywilizacja drugiego ogrodu była strukturą sztuczną – nie powstała w wyniku ewolucji – dlatego z góry skazana była na degenerację, aż osiągnęła naturalny poziom ewolucyjny.

78:2.4 (870.2) Adam pozostawił po sobie wspaniałą kulturę intelektualną i duchową, jednak nie była ona zaawansowana pod względem urządzeń mechanicznych, ponieważ każda cywilizacja ograniczona jest dostępnymi jej zasobami naturalnymi, wrodzonym geniuszem ludzkim i odpowiednią ilością wolnego czasu dla zapewnienia wynalazkom realizacji. Cywilizacja rasy fioletowej opierała się na obecności Adama i na tradycjach pierwszego Edenu. Po śmierci Adama i kiedy z upływem millenniów tradycje te blakły, poziom kulturowy Adamitów systematycznie się obniżał, aż osiągnął stadium równowagi wzajemnej ze statusem otaczających ludów i z naturalnie rozwijającymi się zdolnościami kulturowymi rasy fioletowej.

78:2.5 (870.3) Jednak około roku 19.000 p.n.e. Adamici byli prawdziwym narodem, posiadającym cztery i pół miliona ludzi, który już uprzednio wylał miliony swojego potomstwa w otaczające go ludy.

3. Wczesne rozprzestrzenianie się Adamitów

78:3.1 (870.4) Przez wiele tysiącleci rasa fioletowa zachowywała pokojowe, edeńskie tradycje, co wyjaśnia znaczne opóźnienie ich podbojów terytorialnych. Kiedy mieli problemy z powodu przeludnienia, wysyłali nadwyżkę ludności w charakterze nauczycieli do innych ras, zamiast wywoływać wojny dla powiększenia terytorium. Kulturowy skutek tych wczesnych migracji nie był trwały, jednak wchłonięcie Adamitów – nauczycieli, kupców i odkrywców – biologicznie ożywiło otaczające ludy.

78:3.2 (870.5) Część Adamitów szła z początku na zachód, do doliny Nilu; inni przeniknęli na wschód, do Azji, ale to była mniejszość. Później masowo przemieszczali się w kierunku północnym a stamtąd na zachód. Było to ich główne, stopniowe, ale nieprzerwane parcie w kierunku północnym; największa ich liczba szła na północ, potem zakręcała na zachód wokół Morza Kaspijskiego do Europy.

78:3.3 (870.6) Mniej więcej dwadzieścia pięć tysięcy lat temu wiele czystszych grup Adamitów znajdowało się daleko na swym północnym szlaku. W miarę przenikania na północ stawali się coraz mniej adamiczni, aż się dokładnie wymieszali z innymi rasami, zwłaszcza z Nodytami, mniej więcej w czasie zajęcia Turkiestanu. Bardzo mało ludzi fioletowych czystej krwi kiedykolwiek przeniknęło daleko do Europy czy Azji.

78:3.4 (870.7) Mniej więcej od roku 30.000 do 10.000 p.n.e., na obszarze Azji południowo-zachodniej następowało mieszanie ras, które otwierało całą epokę. Mieszkańcy wzgórz Turkiestanu byli mężnym i żywotnym ludem. Na północny-zachód od Indii utrzymywało się sporo kultury z czasów Vana. Jeszcze dalej na północ od tych osad przetrwała najlepsza część wczesnych Andonitów. I obie te rasy, wyższe kulturą i charakterem, zostały wchłonięte przez idących na północ Adamitów. Połączenie takie prowadziło do przejmowania wielu nowych idei, ułatwiało postęp cywilizacji i posuwało znacznie do przodu wszystkie stadia sztuki, nauki i kultury społecznej.

78:3.5 (871.1) Kiedy skończył się okres wczesnej migracji adamicznej, około roku 15.000 p.n.e., w Europie i centralnej Azji więcej było potomków Adama niż gdziekolwiek indziej na świecie, więcej nawet niż w Mezopotamii. Przeniknęli oni w znacznym stopniu do europejskich ras niebieskich. Ziemie zwane teraz Rosją i Turkiestanem zajmowane były na ich południowych obszarach przez wielki rezerwuar Adamitów, zmieszanych z Nodytami, Andonitami oraz czerwonymi i żółtymi Sangikami. Europa południowa i wybrzeża Morza Śródziemnego zajmowane były przez rasę mieszaną, złożoną z ludów andonicznych i sangikowych – pomarańczowych, zielonych i indygo – z niewielkimi domieszkami rasy Adamitów. Azja Mniejsza i ziemie centralno-wschodniej Europy zajmowane były przez plemiona złożone przeważnie z Andonitów.

78:3.6 (871.2) Mieszana, kolorowa rasa, znacznie wzbogacona mniej więcej w tym czasie przybyszami z Mezopotamii, utrzymywała się w Egipcie i przygotowywała się do przejęcia zanikającej kultury doliny Eufratu. Ludy czarne szły dalej na południe Afryki i podobnie jak rasa czerwona były raczej odosobnione.

78:3.7 (871.3) Cywilizacja Sahary została zniszczona przez suszę a basenu śródziemnomorskiego przez powódź. Plemiona niebieskie nie potrafiły, jak dotąd, ukształtować zaawansowanej kultury. Andonici nadal byli rozrzuceni wokół Arktyki i w rejonach Azji centralnej. Rasa zielona i pomarańczowa zostały jako takie wyniszczone. Rasa indygo przesunęła się w Afryce na południe, zaczynając swą powolną, lecz długotrwałą degenerację.

78:3.8 (871.4) Ludy Indii trwały w stagnacji, ich cywilizacja nie posuwała się naprzód; człowiek żółty jednoczył swe posiadłości w Azji centralnej; człowiek brązowy jeszcze nie zaczął tworzyć swojej cywilizacji na pobliskich wyspach Oceanu Spokojnego.

78:3.9 (871.5) Taki podział ras, razem z rozległymi zmianami klimatycznymi, stanowił światową scenę, na której zaczynała się era Anditów w cywilizacji Urantii. Te wczesne migracje rozciągały się na okres dziesięciu tysięcy lat, od roku 25.000 do 15.000 p.n.e. Migracje późniejsze albo andickie, trwały mniej więcej od roku 15.000 do 6000 p.n.e.

78:3.10 (871.6) Przejście przez Eurazję zajmowało tak wiele czasu wcześniejszym falom Adamitów, że po drodze tracili w znacznej mierze swą kulturę. Dopiero późniejsi Andici posuwali się odpowiednio szybko, aby mogli zachować kulturę Edeńską na każdej odległości od Mezopotamii.

4. Andici

78:4.1 (871.7) Rasa Anditów była zasadniczo mieszanką rasy fioletowej czystej krwi i Nodytów, z dodatkiem ludów ewolucyjnych. Generalnie należy uważać, że Andici mieli znacznie większy procent krwi adamicznej niż mają jej rasy współczesne. Określenie Andita rozciąga się zasadniczo na te ludy, których dziedzictwo rasowe było fioletowe od jednej ósmej do jednej szóstej. Współcześni Urantianie, nawet północne rasy białe, posiadają znacznie mniejszy procent krwi Adama.

78:4.2 (871.8) Wczesne ludy andickie powstały ponad dwadzieścia pięć tysięcy lat temu, w rejonach przylegających do Mezopotamii i składały się z mieszanki Adamitów i Nodytów. Drugi ogród otoczony był koncentrycznymi kręgami zanikającej krwi fioletowej i właśnie na obwodzie tego, rasowego tygla, narodziła się rasa Anditów. Później, kiedy migrujący Adamici i Nodyci wkroczyli na żyzne wtedy obszary Turkiestanu, zmieszali się szybko z ich nadrzędnymi mieszkańcami a rezultat tej rasowej mieszanki rozprzestrzenił gatunek Anditów na północ.

78:4.3 (872.1) Andici byli najlepszym, wszechstronnie utalentowanym gatunkiem człowieka, jaki pojawił się na Urantii od czasów ludzi fioletowych czystej krwi. Zawierali w sobie znaczną część najwyższych typów przetrwałych ras Adamitów i Nodytów, a później trochę najlepszych mutacji człowieka żółtego, niebieskiego i zielonego.

78:4.4 (872.2) Ci wcześni Andici nie byli Aryjczykami; byli pre-Aryjczykami. Nie byli biali, byli pre-biali. Nie byli to ludzie ani Zachodu ani Wschodu. Jednak właśnie dziedzictwo Anditów dało wielojęzycznej mieszance tak zwanej rasy białej tę generalną jednorodność, która jest zwana europeidalną.

78:4.5 (872.3) Czystsze odgałęzienia rasy fioletowej trzymały się adamicznej tradycji zachowywania pokoju, dlatego właśnie wcześniejsze przesuwanie się ras miało raczej charakter pokojowej migracji. Jednak, kiedy Adamici połączyli się z gatunkiem Nodytów, którzy wtedy byli rasą wojowniczą, ich potomkowie, Andici, stali się w tamtym czasie i epoce najzdolniejszymi i najbystrzejszymi militarystami, jacy kiedykolwiek żyli na Urantii. Odtąd przemieszczanie się Mezopotamczyków zaczynało mieć coraz bardziej wojskowy charakter i nabierało cech prawdziwych podbojów.

78:4.6 (872.4) Andici byli ryzykantami, pociągały ich wędrówki. Dodatek zarówno ras sangikowych jak i andonicznych wpływał na nich stabilizująco. Jednak pomimo tego, ich późniejsi potomkowie dotąd nie spoczęli, zanim nie opłynęli globu dookoła i nie odkryli ostatniego odległego kontynentu.

5. Migracje Anditów

78:5.1 (872.5) Kultura drugiego ogrodu utrzymywała się dwadzieścia tysięcy lat i ciągle podupadała, aż do roku mniej więcej 15.000 p.n.e., kiedy to odnowa kapłaństwa setyckiego i przywództwo Amosada zapoczątkowało wspaniałą epokę. Ogromne fale cywilizacji, które później rozlały się po Eurazji, zaczęły wypływać z Ogrodu zaraz po jego wielkim renesansie, w wyniku szeroko zakrojonego łączenia się Adamitów z otaczającymi ich zmieszanymi Nodytami, z czego powstali Andici.

78:5.2 (872.6) Ci właśnie Andici zaczęli rozprzestrzeniać się w Eurazji i Afryce Północnej. Kultura Anditów panowała od Mezopotamii do Xinjiangu a ich stała migracja do Europy wciąż była kompensowana nowoprzybyłymi z Mezopotamii. Właściwie trudno jest mówić o Anditach jako o rasie w Mezopotamii, aż do czasu mniej więcej początków ostatnich migracji mieszanych potomków Adama. W tym czasie nawet rasy ludzkie drugiego ogrodu tak się wymieszały, że nie można już ich uważać za Adamitów.

78:5.3 (872.7) Cywilizacja Turkiestanu wciąż była ożywiana i odświeżana przez przybyszów z Mezopotamii, zwłaszcza przez późniejszych Anditów-jeźdźców. Tak zwana mowa ojczysta Aryjczyków kształtowała się na wzgórzach Turkiestanu; była to mieszanka dialektu andonicznego z tamtych regionów oraz języka Adamsonitów a później Anditów. Wiele współczesnych języków wywodzi się z tej dawnej mowy plemion Azji centralnej, które opanowały Europę, Indie i północne obszary nizin mezopotamskich. Ten pradawny język przydał wszystkim językom Zachodu całą tę jednorodność, która jest zwana aryjską.

78:5.4 (872.8) Do roku 12.000 p.n.e., trzy czwarte rasy Anditów tego świata mieszkało w Europie północnej i wschodniej, a kiedy nastąpił późniejszy, końcowy exodus z Mezopotamii, sześćdziesiąt pięć procent tych ostatnich fal emigracyjnych weszło do Europy.

78:5.5 (873.1) Andici migrowali nie tylko do Europy, ale również do Chin północnych i Indii, a wiele ich grup poszło na krańce Ziemi jako misjonarze, nauczyciele i kupcy. Przyczynili się znacznie do rozwoju północnej grupy saharyjskich ludów sangikowych. Ale tylko niewielu nauczycieli i kupców poszło w Afryce dalej na południe, niż do górnego biegu Nilu. Później, mieszani Andici i Egipcjanie szli w dół, dobrze poniżej równika, zarówno wzdłuż wschodnich jak i zachodnich wybrzeży Afryki, ale nie dotarli do Madagaskaru.

78:5.6 (873.2) Andici byli tak zwanymi drawidyjskimi a później aryjskimi zdobywcami Indii, a ich obecność w Azji centralnej znacznie przyspieszyła rozwój przodków ludów turańskich. Wielu ludzi tej rasy poszło do Chin, zarówno drogą przez Xinjiang jak i przez Tybet, i dodało wartościowych cech do późniejszej rasy chińskiej. Od czasu do czasu małe grupy tych ludzi torowały sobie drogę do Japonii, na Tajwan, na Malaje i do Chin południowych, chociaż niewielu z nich dotarło do Chin południowych trasą nabrzeżną.

78:5.7 (873.3) Stu trzydziestu dwu ludzi tej rasy wsiadło w Japonii na flotyllę małych łodzi i dotarło w końcu do Ameryki Południowej, a poprzez małżeństwa z tubylcami z Andów zapoczątkowało linię przodków późniejszych władców Inków. Ocean Spokojny przepłynęli małymi etapami, zatrzymując się na wielu napotykanych po drodze wyspach. Wyspy grupy polinezyjskiej były wtedy zarówno liczniejsze jak i większe niż są teraz a ci Andici-żeglarze, razem z tymi, co podążali z nimi, biologicznie modyfikowali grupy tubylców w czasie swego przejazdu. W wyniku infiltracji Anditów wiele kwitnących centrów cywilizacji powstało na tych, obecnie zatopionych ziemiach. Wyspa Wielkanocna długo była centrum religijnym i administracyjnym jednej z tych zaginionych grup ludzkich. Jednak oprócz tych stu trzydziestu dwóch ludzi, nikt z Anditów, którzy dawno temu żeglowali po Oceanie Spokojnym, nigdy nie dotarł do kontynentu Ameryk.

78:5.8 (873.4) Migracyjne podboje Anditów trwały aż do ich ostatecznego rozproszenia, co nastąpiło pomiędzy rokiem 8000 a 6000 p.n.e. Wychodząc z Mezopotamii, wciąż uszczuplali biologiczne rezerwy swojej ojczyzny, podczas kiedy wyraźnie umacniali narody otaczające. I każdemu narodowi, do którego doszli, dali humor, sztukę, zamiłowanie do przygód, muzykę i wytwórczość. Umieli oswajać zwierzęta, byli też bardzo dobrzy w rolnictwie. Jak dotąd, ich obecność wpływała zazwyczaj na doskonalenie wierzeń religijnych i poprawę postępowania moralnego starszych narodów. I w ten oto sposób kultura Mezopotamii pokojowo rozprzestrzeniała się na Europę, Indie, Chiny, Afrykę północną oraz wyspy Oceanu Spokojnego.

6. Ostatnie rozproszenie Anditów

78:6.1 (873.5) Trzy ostatnie fale Anditów wylały się z Mezopotamii pomiędzy rokiem 8000 a 6000 p.n.e. Te trzy wielkie fale kultury wypchnął z Mezopotamii nacisk plemion górskich ze wschodu i dokuczliwość ludów z nizin zachodnich. Mieszkańcy doliny Eufratu i terytoriów przyległych wyszli na swój ostatni exodus w kilku kierunkach.

78:6.2 (873.6) Sześćdziesiąt pięć procent poszło do Europy, drogą wzdłuż Morza Kaspijskiego i zawładnęło oraz zmieszało się z nowo powstałą rasą białą – mieszanką człowieka niebieskiego i wcześniejszych Anditów.

78:6.3 (873.7) Dziesięć procent, wraz dużą grupą kapłanów setyckich, poszło na wschód, poprzez wzniesienia zajmowane przez Elamitów, na płaskowyż irański i do Turkiestanu. Wielu ich potomków zostało później zepchniętych do Indii, razem z ich aryjskimi braćmi z rejonów północnych.

78:6.4 (874.1) Dziesięć procent ludności Mezopotamii skręciło ze swego północnego szlaku ku wschodowi, wkraczając do Xinjiangu, gdzie zmieszało się z tubylcami, żółtymi Anditami. Większość wspaniałego potomstwa, powstałego w wyniku tego połączenia ras, wkroczyła później do Chin i przyczyniła się znacznie do natychmiastowego ulepszenia północnej części rasy żółtej.

78:6.5 (874.2) Dziesięć procent wychodzących Anditów szło drogą przez Arabię i weszło do Egiptu.

78:6.6 (874.3) Pięć procent Anditów, o bardzo wysokiej kulturze, mieszkających w rejonie nadbrzeżnym, przy ujściu Tygrysu i Eufratu, którzy nie zawierali małżeństw z podrzędnymi członkami sąsiednich plemion, nie chciało opuścić swych domów. Grupa ta reprezentuje wiele przetrwałych, wyższych odgałęzień Nodytów i Adamitów.

78:6.7 (874.4) Do roku 6000 p.n.e. Andici prawie zupełnie wyszli z Mezopotamii, chociaż pozostali tam ich potomkowie, silnie wymieszani z otaczającymi rasami sangikowymi i Andonitami z Azji Mniejszej, i w czasach znacznie późniejszych stoczyli walkę z najeźdźcami z północy i wschodu.

78:6.8 (874.5) Skończyła się kulturowa epoka drugiego ogrodu, na skutek narastającej infiltracji otaczających, podrzędnych ras ludzkich. Cywilizacja przesunęła się na zachód, nad Nil i na wyspy Morza Śródziemnego, gdzie prosperowała i rozwijała się długo po tym, jak podupadło jej mezopotamskie źródło. Niekontrolowany napływ podrzędnych ludów torował drogę późniejszemu zajęciu całej Mezopotamii przez północnych barbarzyńców, którzy wypędzili pozostające tam jeszcze inteligentniejsze grupy ludzkie. Nawet w późniejszych latach, kulturalne resztki ludności wciąż raziła obecność tych ignoranckich i nieokrzesanych najeźdźców.

7. Powodzie w Mezopotamii

78:7.1 (874.6) Ludzie mieszkający nad rzekami przyzwyczajeni byli do występowania rzek z brzegów o pewnych porach roku; takie okresowe, coroczne powodzie, były dla nich normalne. Jednak na skutek stopniowych zmian geologicznych na północy, nowe niebezpieczeństwa zaczęły zagrażać dolinie Mezopotamii.

78:7.2 (874.7) Tysiące lat po zanurzeniu pierwszego Edenu wciąż się wznosiły góry, otaczające wschodnie wybrzeże Morza Śródziemnego oraz te, położone na północny-zachód i północny-wschód od Mezopotamii. Około roku 5000 p.n.e., wynoszenie tych rejonów górskich uległo znacznemu przyspieszeniu i to właśnie, razem z coraz większymi opadami śniegu w górach na północy, wywoływało każdej wiosny ogromne powodzie w dolinie Eufratu. Gwałtowność tych wiosennych powodzi wciąż narastała, tak, że w końcu mieszkańcy rejonów nadrzecznych zostali wypchnięci na wschodnie wzniesienia. Przez prawie tysiąc lat dziesiątki miast były praktycznie wyludnione, na skutek tych, rozległych powodzi.

78:7.3 (874.8) Prawie pięć tysięcy lat później, kiedy kapłani hebrajscy, przebywający w niewoli babilońskiej, usiłowali wywieść rodowód narodu żydowskiego od Adama, napotkali duże trudności podczas składania całej historii; i jednemu z nich przyszło na myśl, aby zaniechać tych wysiłków i pozwolić całemu światu zatonąć w swojej nikczemności, podczas potopu Noego, tym samym mieć lepszą sytuację, pozwalającą wyprowadzić ród Abrahama od jednego z trzech przetrwałych synów Noego.

78:7.4 (875.1) Istnieją powszechne tradycje o tych czasach, kiedy woda pokrywała całą powierzchnię Ziemi. Wiele narodów ma swą własną historię o potopie światowym, w jakimś okresie epok minionych. Biblijna historia Noego, arki i potopu, jest wymysłem kapłaństwa hebrajskiego, powstałym w niewoli babilońskiej. Od czasu, gdy stworzone zostało życie, nigdy nie było powszechnej powodzi na Urantii. Jedynym okresem, kiedy powierzchnia Ziemi była zupełnie pokryta wodą, była era archeozoiczna, kiedy ląd nie zaczął się jeszcze pojawiać.

78:7.5 (875.2) Jednak Noe żył naprawdę; był producentem wina w Aram, osiedlu nadrzecznym w pobliżu Erek. Zapisywał on rok po roku te dni, kiedy poziom rzeki się podnosił. Ośmieszył się bardzo, kiedy chodził w górę i w dół doliny rzecznej i doradzał, aby wszystkie domy budować z drewna na kształt łodzi, aby zwierzęta należące do rodziny mogły być zabierane na pokład każdego wieczora, gdy zbliżał się czas powodzi. Każdego roku chodził do okolicznych osad nadrzecznych i ostrzegał, za ile dni nadejdzie powódź. W końcu przyszedł taki rok, kiedy coroczna powódź była wyjątkowo wielka, na skutek niezwykle obfitych deszczów, tak, że gwałtowny przybór wód zniszczył całą wioskę; jedynie Noe i jego najbliższa rodzina uratowali się na swej łodzi mieszkalnej.

78:7.6 (875.3) Powodzie dokończyły dzieła zniszczenia cywilizacji Anditów. Gdy minął okres tego potopu, drugi ogród przestał istnieć. Tylko na południu i pośród Sumerów pozostały jeszcze jakieś ślady dawnej chwały.

78:7.7 (875.4) Pozostałości tej, jednej z najstarszych cywilizacji, znaleźć można w rejonie Mezopotamii i na północny-wschód oraz północny-zachód od niej. Jeszcze starsze szczątki, z czasów Dalamatii, znajdują się pod wodami Zatoki Perskiej a pierwszy Eden zanurzony jest na wschodnim krańcu Morza Śródziemnego.

8. Sumerowie – ostatni z Anditów

78:8.1 (875.5) Kiedy ostatnie rozproszenie Anditów złamało biologiczny kręgosłup cywilizacji mezopotamskiej, tylko nieliczne resztki tej nadrzędnej rasy pozostały w swej ojczyźnie, u ujścia rzek. Byli to Sumerowie i do roku 6000 p.n.e. mieli oni zasadniczo andickie pochodzenie, choć ich kultura miała charakter prawie czysto nodycki i nadal trzymali się pradawnych tradycji Dalamatii. Tym niemniej, ci Sumerowie z rejonów nadmorskich byli ostatnimi Anditami w Mezopotamii. Poza tym, w tym okresie ludy mezopotamskie były już dobrze wymieszane, co widać po typach czaszek znalezionych w grobach z tej epoki.

78:8.2 (875.6) To właśnie w czasie powodzi Suza tak dobrze prosperowała. Pierwsze, niższe miasto zostało zalane, tak, że drugie, wyższe miasto zastąpiło to niższe, jako centrum rzemiosł specyficznych dla tamtych czasów. Gdy później powodzie osłabły, Ur stało się centrum produkcji garncarskiej. Mniej więcej siedem tysięcy lat temu Ur leżało nad Zatoką Perską, rzeczne osady nadbudowały od tamtych czasów ląd do jego granic współczesnych. Osiedla ludzkie w tych miejscach mniej ucierpiały na skutek powodzi, ze względu na lepsze zabezpieczenia przeciwpowodziowe i poszerzające się ujścia rzek.

78:8.3 (875.7) Pokojowo usposobieni hodowcy zbóż, z dolin Eufratu i Tygrysu, długo byli nękani najazdami barbarzyńców z Turkiestanu i płaskowyżu irańskiego. Teraz jednak ich równoczesna inwazja na dolinę Eufratu spowodowana była narastającą suszą na górskich pastwiskach. I najazd ten był znacznie groźniejszy, ponieważ otaczający dolinę pasterze i myśliwi posiadali dużą ilość oswojonych koni. To, że posiadali konie, dało im ogromną przewagę wojskową nad bogatymi sąsiadami z południa. W krótkim czasie zajęli całą Mezopotamię, wypychając z niej ostatnie fale jej kultury, które rozprzestrzeniły się po całej Europie, Azji zachodniej i Afryce północnej.

78:8.4 (876.1) Zdobywcy Mezopotamii mieli w swoich szeregach lepsze odmiany Anditów, pochodzące z mieszanych ras północnych Turkiestanu, z częścią rodu Adamsona włącznie. Te mniej zaawansowane, ale bardzo żywotne plemiona z północy, szybko i skwapliwie przyswajały pozostałości cywilizacji mezopotamskiej i niebawem przekształciły się w ten mieszany naród, który znajdował się w dolinie Eufratu na początku zapisów historycznych. Przywrócili oni wkrótce wiele elementów przemijającej cywilizacji Mezopotamii, przyswajając sobie kunszty plemion doliny i znaczną część kultury Sumerów. Próbowali nawet zbudować trzecią wieżę Babel a później używali tego określenia jako nazwy swojego narodu.

78:8.5 (876.2) Kiedy barbarzyńscy jeźdźcy z północnego wschodu zajęli całą dolinę Eufratu, nie podbili tych resztek Anditów, którzy mieszkali przy ujściu rzek do Zatoki Perskiej. Ci Sumerowie potrafili się obronić, gdyż mieli wyższą inteligencję, lepsze uzbrojenie i rozległy system kanałów wojskowych, stanowiący dodatek do irygacyjnego systemu wzajemnie połączonych basenów wodnych. Był to naród zjednoczony, gdyż posiadał jednolitą, wspólną religię. Byli zatem zdolni zachować swą rasową i narodową integralność, długo po tym, jak ich sąsiedzi z północnego zachodu zostali rozbici na odrębne państwa-miasta. Żadna grupa tych miast nie potrafiła pokonać zjednoczonych Sumerów.

78:8.6 (876.3) Najeźdźcy z północy szybko nauczyli się darzyć zaufaniem miłujących pokój Sumerów i cenić ich, jako zdolnych nauczycieli i administratorów. Sumerowie byli bardzo szanowani i poszukiwani przez wszystkie ludy północne i od Egiptu na zachodzie do Indii na wschodzie, jako nauczyciele sztuki i rzemiosła, jako organizatorzy handlu i jako władcy państwowi.

78:8.7 (876.4) Po upadku dawnej konfederacji sumeryjskiej, późniejsze państwa-miasta rządzone były przez potomków odstępców kapłanów setyckich. Dopiero kiedy ci kapłani podbili sąsiednie miasta, zwali siebie królami. Z powodu zazdrości o bóstwo, późniejszym królom miast nie udało się stworzyć silnej konfederacji, aż do czasów Sargona. Każde miasto wierzyło, że jego miejski bóg jest wyższy od wszystkich innych bogów i dlatego nie chciało się podporządkować wspólnemu przywódcy.

78:8.8 (876.5) Sargon, kapłan Kisz, który mianował się królem i zaczął podbój całej Mezopotamii oraz ziem przyległych, zakończył ten długi okres słabych rządów kapłanów miejskich. Na jakiś czas przestały istnieć rządzone przez kapłanów i tyranizowane przez kapłanów państwa-miasta, z których każde miało swego miejskiego boga i swe własne praktyki obrzędowe.

78:8.9 (876.6) Po rozpadzie tej konfederacji Kisz, nastąpił długi okres nieustających walk pomiędzy miastami doliny o władzę. I w różnych okresach władzę sprawował Sumer, Akad, Kisz, Erek, Ur i Suza.

78:8.10 (876.7) Około 2500 lat p.n.e. Sumerowie ponieśli serię dotkliwych porażek z rąk północnych Suitów i Gutejów. Upadła sumeryjska stolica Lagasz, zbudowana na osadach powodziowych. Erek trzymał się jeszcze trzydzieści lat po upadku Akadu. Do czasu ustanowienia kodeksu Hammurabiego, Sumerowie zostali wchłonięci przez północnych Semitów i mezopotamscy Andici znikli z kart historii.

78:8.11 (877.1) Od roku 2500 do 2000 p.n.e. koczownicy panoszyli się od Atlantyku do Oceanu Spokojnego. Nerici stanowili ostatni rozkwit kaspijskiej grupy mezopotamskich potomków mieszanych ras Andonitów i Anditów. Tego, czego nie zniszczyli barbarzyńcy w Mezopotamii, dokonały kolejne zmiany klimatyczne.

78:8.12 (877.2) Taka jest historia rasy fioletowej, począwszy od czasów Adama i taki jest los ich ojczyzny, między Tygrysem i Eufratem. Ich pradawna cywilizacja ostatecznie upadła, na skutek emigracji zaawansowanych ludzi oraz napływu podrzędnych sąsiadów. Ale na długo przedtem, nim barbarzyńscy jeźdźcy opanowali dolinę, większość kultury Ogrodu rozprzestrzeniła się na Azję, Afrykę i Europę, tworząc tam ten zaczyn, który w końcu zaowocował na Urantii cywilizacją dwudziestego wieku.

78:8.13 (877.3) [Przedstawione przez archanioła z Nebadonu].

Przekaz 79, Rozprzestrzenianie się Anditów na Wschodzie

Księga Urantii

Przekaz 79

Rozprzestrzenianie się Anditów na Wschodzie

79:0.1 (878.1) AZJA jest kolebką gatunku ludzkiego. To właśnie na południowym półwyspie tego kontynentu urodzili się Andon i Fonta; w górach tego regionu, gdzie teraz jest Afganistan, Badonan, ich potomek, założył prymitywne centrum kultury, które przetrwało ponad pół miliona lat. Tutaj, we wschodnim skupisku gatunku ludzkiego, ludy sangikowe oddzieliły się od rasy Andonowej; Azja była ich pierwszą ojczyzną, pierwszymi terenami myśliwskimi, pierwszym polem bitewnym. W południowo-zachodniej Azji powstawały kolejno cywilizacje Dalamatów, Nodytów, Adamitów i Anditów, i z tych obszarów rozprzestrzeniały się po świecie potencjały współczesnej cywilizacji.

1. Andici z Turkiestanu

79:1.1 (878.2) Przez ponad dwadzieścia pięć tysięcy lat, nieomal do roku 2000 p.n.e., centrum Eurazji było zasadniczo Andickie, choć w coraz mniejszym stopniu. Na nizinach Turkiestanu Andici skręcali na zachód, trasą wokół jezior śródlądowych do Europy, podczas gdy z wyżyn tego regionu przenikali na wschód. Turkiestan wschodni (Xinjiang) i w mniejszym stopniu Tybet były pradawnymi bramami, którymi ludy Mezopotamii przechodziły góry, idąc na ziemie północne człowieka żółtego. Andici przesączali się do Indii, idąc z wyżyn Turkiestanu do Pendżabu a z irańskich pastwisk szli przez Beludżystan. Te wczesne migracje w żadnym sensie nie były podbojami; było to raczej ciągłe przesuwanie się plemion Anditów do zachodnich Indii oraz Chin.

79:1.2 (878.3) Prawie piętnaście tysięcy lat istniały centra mieszanej kultury Anditów w dorzeczu rzeki Tarym, w Xinjiangu i na południu w górskich rejonach Tybetu, gdzie Andici i Andonici mieszali się w znacznym stopniu. Dolina rzeki Tarym była najbardziej na wschód wysuniętą placówką czystej kultury Anditów. Budowali oni tutaj swoje osiedla i utrzymywali stosunki handlowe z postępowymi Chińczykami na wschodzie i z Andonitami na północy. W tamtych czasach rejon tarymski miał żyzną ziemię, deszcze padały tam obficie. Na wschodzie Gobi była rozległą łąką, gdzie pasterze stopniowo zamieniali się w rolników. Cywilizacja ta upadła, kiedy niosące deszcz wiatry zmieniły kierunek na południowo-wschodni, ale w swoim czasie rywalizowała ona z samą Mezopotamią.

79:1.3 (878.4) Po roku 8000 p.n.e., powolne wyjaławianie górzystych regionów Azji centralnej zaczęło spychać Anditów w koryta rzek i na wybrzeża morskie. Narastająca susza nie tylko zepchnęła ich w doliny Nilu, Eufratu, Indusu i Żółtej Rzeki, ale spowodowała nowego rodzaju przemiany w cywilizacji Anditów. Zaczęła się pojawiać coraz liczniejsza, nowa klasa ludzi – kupcy.

79:1.4 (879.1) Kiedy warunki klimatyczne sprawiły, że myślistwo przestało wystarczać migrującym Anditom, nie poszli oni ewolucyjną drogą starszych ras i nie zostali pasterzami. Pojawił się handel i życie miejskie. Od Egiptu, poprzez Mezopotamię i Turkiestan, do rzek Chin i Indii, bardziej cywilizowane plemiona zaczęły się gromadzić w miastach i zajmować rzemiosłem i handlem. Adonia stała się centralną, handlową metropolią azjatycką, zlokalizowaną w pobliżu dzisiejszego miasta Aszchabad. Handel wyrobami kamiennymi, metalowymi, drewnianymi i garncarskimi nabrał rozmachu i prowadzony był zarówno lądem jak i wodą.

79:1.5 (879.2) Coraz większa susza stopniowo zaczęła zmuszać Anditów do wielkiego exodusu z ziem położonych na południe i wschód od Morza Kaspijskiego. Fala migracji zmieniła kierunek z północnego na południowy a babilońscy jeźdźcy zaczęli napierać na Mezopotamię.

79:1.6 (879.3) Narastająca jałowość w Azji centralnej spowodowała dalszą redukcję populacji i zmniejszyła wojowniczość mieszkających tam ludów; a kiedy zanikające na północy deszcze zmusiły koczowniczych Andonitów do pójścia na południe, nastąpił gigantyczny exodus Anditów z Turkiestanu. Jest to końcowe przesunięcie tak zwanych Aryjczyków na Bliski Wschód i do Indii. Było ono punktem kulminacyjnym długiego rozpraszania się mieszanych potomków Adama, podczas którego wszystkie ludy azjatyckie i większość ludów wyspiarskich Oceanu Spokojnego została do pewnego stopnia udoskonalona przez te, wyższe rasy.

79:1.7 (879.4) W ten sposób Andici, kiedy się rozpraszali po półkuli wschodniej, zostali wywłaszczeni ze swej ojczyzny w Mezopotamii i Turkiestanie, ponieważ intensywne parcie Andonitów na południe rozrzedziło Anditów w Azji centralnej, powodując nieomal ich zanik.

79:1.8 (879.5) Ale nawet w dwudziestym wieku po Chrystusie nadal istnieją ślady krwi Anditów pośród ludów Turańskich i Tybetańskich a świadczą o tym blondyni sporadycznie występujący w tych regionach. Wczesne kroniki chińskie piszą o istnieniu koczowników, o rudych włosach, na północ od spokojnych osad nad Żółtą Rzeką i wciąż istnieją malowidła, które wiernie obrazują zarówno blondynów, Anditów, jak i brunetów, typy mongolskie, dawno temu w dorzeczu rzeki Tarym.

79:1.9 (879.6) Ostatni wielki geniusz wojskowy centralnych Anditów azjatyckich pojawił się w roku 1200 n.e., kiedy to Mongołowie, pod wodzą Dżyngis-chana, zaczęli podbój znacznej części kontynentu azjatyckiego. I tak jak pradawni Andici, wojownicy ci głosili istnienie „jednego Boga w niebie”. Przedwczesny rozpad ich imperium na długo opóźnił związki kulturalne pomiędzy Zachodem a Wschodem i znacznie zahamował rozwój idei monoteistycznej w Azji.

2. Podbój Indii przez Anditów

79:2.1 (879.7) Indie są jedynym miejscem, gdzie wymieszane są wszystkie rasy Urantii; inwazja Anditów dodała ostatnią rasę. Na wzniesieniach, leżących na północny-zachód od Indii, powstały rasy sangikowe i członkowie wszystkich tych ras przeniknęli subkontynent indyjski w tych dawnych czasach, pozostawiając po sobie najbardziej zróżnicowaną mieszankę rasową, jaka kiedykolwiek istniała na Urantii. Starożytne Indie działały jako zlewisko migrujących ras. Podstawa półwyspu była dawniej nieco węższa niż obecnie, znaczna większość obszaru delt Gangesu i Indusu to dzieło ostatnich pięćdziesięciu tysięcy lat.

79:2.2 (879.8) Najwcześniejsze mieszanki rasowe w Indiach były połączeniem migrującej rasy czerwonej i żółtej z rodzimymi Andonitami. Ta grupa ludzka została później osłabiona przez wchłonięcie znacznej porcji wschodnich ludzi zielonych, obecnie już wymarłych oraz znacznej liczby ludzi rasy pomarańczowej, jak również została lekko udoskonalona przez ograniczoną domieszkę człowieka niebieskiego, ale z kolei znacznie ucierpiała przez asymilację znacznej liczby ludzi rasy indygo. Jednak tak zwani autochtoni indyjscy nie są reprezentantami tych wczesnych ludów; stanowią oni raczej ich najbardziej poślednie, południowe i wschodnie obrzeża, które nigdy nie zostały zupełnie wchłonięte ani przez wczesnych Anditów, ani przez pojawiających się później ich aryjskich kuzynów.

79:2.3 (880.1) Do roku 20.000 p.n.e. populacja Indii zachodnich miała już domieszkę krwi adamicznej i nigdy, w całej historii Urantii, żaden lud nie miał w sobie tak wielu odmiennych ras. Jednak niefortunnie się stało, że przeważały w nim drugorzędne rasy sangikowe a prawdziwe nieszczęście polegało na tym, że w owym pradawnym rasowym tyglu nie było zbyt wiele zarówno człowieka niebieskiego jak i czerwonego; większa domieszka pierwszorzędnych ras sangikowych mogłaby przyczynić się znacznie do wzbogacenia tej cywilizacji tak, że mogłaby ona być jeszcze wspanialszą. Jednak tak się stało, że człowiek czerwony wyniszczył się w Amerykach, człowiek niebieski zabawiał się w Europie a wcześni potomkowie Adama (i większość późniejszych) niewielką mieli ochotę mieszać się z ludźmi o ciemniejszym kolorze skóry, czy to w Indiach, czy to w Afryce, czy gdziekolwiek indziej.

79:2.4 (880.2) Około roku 15.000 p.n.e., coraz większe zagęszczenie populacji na obszarze Turkiestanu oraz Iranu spowodowało pierwsze, zakrojone na szeroką skalę, przesunięcie Anditów w kierunku Indii. Ponad piętnaście wieków te nadrzędne ludy przelewały się przez wyżyny Beludżystanu, rozprzestrzeniając się w dolinach Indusu i Gangesu i posuwając się powoli na południe Dekanu. To parcie Anditów z północnego-zachodu wypchnęło wielu podrzędnych południowców do Burmy i Chin południowych, ale to było za mało, aby uchronić najeźdźców od rasowej zagłady.

79:2.5 (880.3) To, że Indie nie osiągnęły hegemonii w Eurazji, spowodowane było głównie ukształtowaniem terenu; napór populacji z północy powodował jedynie stłoczenie większości ludności na południe, na zwężające się terytorium Dekanu, otoczone ze wszystkich stron morzem. Gdyby istniał przyległy ląd, na który można by emigrować, wtedy podrzędni ludzie mogliby wylać się na zewnątrz, we wszystkich kierunkach a gatunek nadrzędny mógłby osiągnąć wyższą cywilizację.

79:2.6 (880.4) Wcześniejsi Andici zdobywcy dokonywali rozpaczliwych wysiłków, aby zachować swoją tożsamość i powstrzymać falę ras, które ich zalewały, przez wprowadzenie sztywnych ograniczeń w sprawie małżeństw mieszanych. Tym niemniej, do roku 10.000 p.n.e. Andici wtopili się w społeczeństwo, ale cała ta masa ludzka, która ich wchłonęła, została przez to znacznie udoskonalona.

79:2.7 (880.5) Mieszanie ras zawsze jest korzystne, dlatego, że sprzyja kulturowej wszechstronności i tworzy zaawansowaną cywilizację, kiedy jednak w typach rasowych przeważają elementy podrzędne, osiągnięcia takie będą krótkotrwałe. Poliglotyczna kultura może zostać zachowana tylko wtedy, kiedy nadrzędna rasa się rozmnaża, zachowując tym samym bezpieczny margines nad podrzędną. Nieograniczone mnożenie się ludzi podrzędnych, wraz z malejącym rozmnażaniem się nadrzędnych, jest zawsze samobójcze dla cywilizacji kulturowej.

79:2.8 (880.6) Gdyby Andici zdobywcy byli trzykrotnie liczniejsi albo gdyby wypchnęli lub wyniszczyli najmniej pożądaną, jedną trzecią zmieszanych mieszkańców pomarańczowych-zielonych-indygo, wtedy Indie stałyby się jednym z wiodących, światowych centrów cywilizacji kulturowej i bez wątpienia przyciągnęłyby więcej późniejszych fal Mezopotamczyków, tych, którzy wlewali się do Turkiestanu a stamtąd na północ, do Europy.

3. Indie drawidyjskie

79:3.1 (881.1) Mieszanie się Anditów, zdobywców Indii, z rasą rodzimą, dało w rezultacie ten zmieszany naród, który zwany był drawidyjskim. Dawniejsi i czystsi Drawidowie posiadali znaczny potencjał w dziedzinie kultury, który wciąż słabł w miarę tego, jak rozrzedzało się stopniowo ich andickie dziedzictwo. I to właśnie przesądziło o losie dobrze się zapowiadającej cywilizacji Indii prawie dwanaście tysięcy lat temu. Jednak zastrzyk nawet tak drobnej ilości krwi Adama spowodował wyraźne przyspieszenie tempa rozwoju społecznego. Ta kompleksowa rasa natychmiast wytworzyła najbardziej wszechstronną cywilizację na Ziemi.

79:3.2 (881.2) Wkrótce po zdobyciu Indii, drawidyjscy Andici utracili swój rasowy i kulturowy kontakt z Mezopotamią, jednak późniejsze otwarcie połączeń morskich i szlaków karawanowych odnowiło te związki i w przeciągu ostatnich dziesięciu tysięcy lat nie było takiego okresu, w którym Indie straciłyby zupełnie kontakt z Mezopotamią na zachodzie i z Chinami na wschodzie, chociaż bariery górskie sprzyjały bardziej związkom z zachodem.

79:3.3 (881.3) Wyższa kultura i większe inklinacje religijne ludów Indii datują się z dawnych czasów dominacji drawidyjskiej i zawdzięczają swe istnienie po części temu, że tak wielu kapłanów setyckich przybyło do Indii, zarówno podczas wcześniejszej inwazji andickiej, jak i późniejszej aryjskiej. Tak więc wątek monoteizmu, przewijający się przez religijną historię Indii, wywodzi się z nauk Adamitów prowadzonych w drugim ogrodzie.

79:3.4 (881.4) Wcześnie, bo w roku 16.000 p.n.e., weszła do Indii grupa stu kapłanów setyckich i praktycznie dokonała religijnego podboju zachodniej połowy tych wielojęzycznych ludów. Jednak ich religia nie przetrwała. W przeciągu pięciu tysięcy lat ich doktryna Rajskiej Trójcy zdegenerowała się do potrójnego symbolu boga ognia.

79:3.5 (881.5) Jednak przez ponad siedem tysięcy lat, aż do zakończenia migracji Anditów, status religijny mieszkańców Indii był znacznie bardziej zaawansowany niż całej reszty świata. W tamtych czasach Indie były na dobrej drodze do wytworzenia wiodącej kulturowej, religijnej, filozoficznej i gospodarczej cywilizacji świata. I gdyby nie nastąpiło kompletne zalanie Anditów przez ludy z południa, prawdopodobnie by się tak stało.

79:3.6 (881.6) Drawidyjskie centra kultury zlokalizowane były w dolinach rzecznych, głównie Indusu i Gangesu a na Dekanie wzdłuż trzech wielkich rzek, płynących do morza przez Ghaty Wschodnie. Osadnictwo, położone na wybrzeżu Ghatów Zachodnich, zawdzięcza swą znaczącą pozycję morskim związkom z Sumerem.

79:3.7 (881.7) Drawidowie zaliczali się do tych najdawniejszych ludów, które budowały miasta i które zajmowały się w dużym stopniu eksportem oraz importem, zarówno lądem jak i morzem. W roku 7000 p.n.e., karawany wielbłądów regularnie szły swymi szlakami do odległej Mezopotamii; ładunki drawidyjskie szły blisko brzegu, Morzem Arabskim do sumeryjskich miast Zatoki Perskiej i zapuszczały się po wodach Zatoki Bengalskiej, aż na Półwysep Malajski. Alfabet, razem ze sztuką pisania, sprowadzony został z Sumeru przez tych żeglarzy i kupców.

79:3.8 (881.8) Takie powiązania handlowe przyczyniły się w znacznej mierze do dalszego urozmaicenia kosmopolitycznej kultury, w wyniku czego wcześnie pojawiły się różne subtelności a nawet luksusy życia miejskiego. Kiedy później zjawili się Aryjczycy i wkroczyli do Indii, nie rozpoznali w Drawidach swoich Andickich kuzynów rozproszonych w rasach sangikowych, zastali jednak dobrze rozwiniętą cywilizację. Pomimo biologicznych ograniczeń, Drawidowie zapoczątkowali wysoką cywilizację. Rozprzestrzeniła się ona na terenie całych Indii i przetrwała do czasów współczesnych na Dekanie.

4. Aryjski najazd na Indie

79:4.1 (882.1) Drugi raz Andici przeniknęli do Indii w połowie trzeciego tysiąclecia przed Chrystusem jako inwazja aryjska, która trwała prawie pięćset lat. Migracja ta była równoznaczna z ostatecznym opuszczeniem przez Anditów ich ojczyzny w Turkiestanie.

79:4.2 (882.2) Wczesne skupiska Aryjczyków rozrzucone były w północnej połowie Indii, szczególnie na północnym zachodzie. Ci najeźdźcy nigdy nie dokończyli podboju kraju i ten błąd przyczynił się do ich zguby, ponieważ będąc słabsi liczebnie, podatni byli na wchłonięcie przez Drawidów z południa, którzy potem zajęli cały półwysep za wyjątkiem rejonów Himalajów.

79:4.3 (882.3) Rasowo Aryjczycy wywarli niezbyt wielki wpływ na Indie, za wyjątkiem rejonów północnych. Na Dekanie ich wpływy były bardziej kulturalne i religijne niż rasowe. Tak zwana krew aryjska przetrwała w większym stopniu w Indiach północnych nie tylko z powodu większej liczby Aryjczyków w tych regionach, ale także dlatego, że byli oni uzupełniani przez późniejszych zdobywców, kupców i misjonarzy. Trwała ciągła infiltracja krwi aryjskiej do Pendżabu, aż do pierwszego wieku po Chrystusie, ostatni jej dopływ miał miejsce podczas wypraw narodów hellenistycznych.

79:4.4 (882.4) W końcu Aryjczycy i Drawidowie wymieszali się na nizinach Gangesu, tworząc zaawansowaną kulturę, ożywianą później przez ludzi przybywających z północnego wschodu, z Chin.

79:4.5 (882.5) W Indiach od czasu do czasu rozkwitało wiele rodzajów organizacji społeczeństwa, od częściowo demokratycznego systemu Aryjczyków do despotycznych i monarchicznych form rządu. Jednak najbardziej charakterystyczną cechą tego społeczeństwa było utrzymywanie się silnych kast społecznych, wprowadzonych przez Aryjczyków, aby zachować rasową tożsamość. Ten skomplikowany system kastowy przetrwał do dziś.

79:4.6 (882.6) Z czterech wielkich kast, wszystkie za wyjątkiem pierwszej zostały wprowadzone podczas bezowocnych prób zapobieżenia łączeniu się aryjskich zdobywców z ich podrzędnymi poddanymi. Jednak pierwsza kasta, nauczycieli-kapłanów, wywodzi się od Setytów; w dwudziestym wieku po Chrystusie, Bramini są po linii kulturowej potomkami kapłanów drugiego ogrodu, aczkolwiek ich nauczanie różni się znacznie od nauczania ich wybitnych poprzedników.

79:4.7 (882.7) Kiedy Aryjczycy wkroczyli do Indii, przynieśli ze sobą tę ideę Bóstwa, jaką zachowali w utrzymujących się tradycjach religijnych drugiego ogrodu. Jednak kapłani bramińscy nigdy nie potrafili się oprzeć naciskowi idei pogańskich, kiedy nagle zetknęli się z podrzędnymi religiami Dekanu, po rasowej obliteracji Aryjczyków. Tak, więc znaczna większość ludności poddała się zniewalającym ją przesądom podrzędnych religii i właśnie dlatego Indiom nie udało się stworzyć wysokiej cywilizacji, na jaką miały widoki w dawniejszych czasach.

79:4.8 (882.8) Przebudzenie duchowe, jakie miało miejsce w szóstym wieku przed Chrystusem, nie trwało w Indiach długo, obumarło jeszcze przed inwazją mahometańską. Ale kiedyś zjawić się może jeszcze większy Gautama i może prowadzić całe Indie na poszukiwanie żywego Boga, i wtedy świat zobaczy, jakie owoce wydają kulturalne potencjały tego, wszechstronnego narodu, tak długo uśpionego paraliżującym go wpływem nierozwojowych wizji duchowych.

79:4.9 (883.1) Kultura nie opiera się na fundamencie biologicznym i kasta sama w sobie nie może utrwalić kultury aryjskiej, gdyż to właśnie religia, prawdziwa religia, jest niezastąpionym źródłem tej wyższej energii, która stymuluje ludzi do tworzenia zaawansowanej cywilizacji, opartej na ludzkim braterstwie.

5. Człowiek czerwony i żółty

79:5.1 (883.2) Jeśli historia Indii jest historią podboju Anditów i ostatecznego ich rozproszenia w starszych ludach ewolucyjnych, opowieść o Azji wschodniej jest właściwie opowieścią o pierwszorzędnych Sangikach, zwłaszcza o człowieku czerwonym i żółtym. Te dwie rasy w znacznym stopniu uniknęły zmieszania się ze zubożoną rasą neandertalską, która tak bardzo opóźniła rozwój człowieka niebieskiego w Europie i tym samym zachowały wyższy potencjał pierwszorzędnego typu sangikowego.

79:5.2 (883.3) Podczas gdy neandertalczycy byli rozproszeni na całym obszarze Eurazji, ich wschodnie flanki były bardziej zanieczyszczone niższymi domieszkami, pochodzącymi od zwierząt. Te podludzkie gatunki zostały zepchnięte na południe przez piąte zlodowacenie, przez tę samą pokrywę lodową, która tak długo powstrzymywała sangikową migrację do Azji wschodniej. I kiedy człowiek czerwony posuwał się na północny-wschód, wokół gór Indii, zastał Azję północno-wschodnią wolną od tych podludzkich gatunków. Organizacja plemienna rasy czerwonej uformowała się wcześniej niż u jakichkolwiek innych ludów a ludzie tej rasy pierwsi migrowali ze zogniskowania sangikowego, położonego w Azji centralnej. Zacofane odmiany neandertalskie zostały wybite albo zepchnięte z kontynentu przez migrujące później plemiona żółte. I człowiek czerwony panował niepodzielnie w Azji wschodniej, przez prawie sto tysięcy lat, przed przybyciem plemion żółtych.

79:5.3 (883.4) Ponad trzysta tysięcy lat temu główna grupa rasy żółtej weszła do Chin z południa, migrując wzdłuż wybrzeża. W każdym kolejnym tysiącleciu przenikali coraz dalej w głąb lądu, ale nie zetknęli się ze swymi migrującymi, tybetańskimi braćmi, aż do względnie niedawnych czasów.

79:5.4 (883.5) Coraz większe zagęszczenie populacji sprawiło, że posuwająca się na północ rasa żółta zaczęła napierać na tereny łowieckie człowieka czerwonego. Takie wtargnięcie, razem z naturalnym antagonizmem rasowym, prowadziło do coraz większej wrogości i tak się właśnie zaczęła decydująca walka o żyzne ziemie dalekiej Azji.

79:5.5 (883.6) Relacja o trwającym epoki konflikcie pomiędzy rasą żółtą a czerwoną jest opowieścią o historii Urantii. Ponad dwieście tysięcy lat te dwie zaawansowane rasy prowadziły zajadłą i nieustanną wojnę. We wcześniejszych zmaganiach zwyciężał przeważnie człowiek czerwony, oddziały jego najeźdźców siały spustoszenie wśród żółtych osadników. Jednak człowiek żółty był zdolnym adeptem sztuki wojennej i dość wcześnie wykazywał wyraźne tendencje do życia w pokoju ze swymi rodakami; Chińczycy pierwsi zrozumieli, że w jedności siła. Plemiona czerwone wciąż prowadziły wyniszczające je walki wewnętrzne i wkrótce doznały serii porażek z agresywnych rąk nieustępliwych Chińczyków, którzy niepowstrzymanie parli na północ.

79:5.6 (883.7) Sto tysięcy lat temu zdziesiątkowane plemiona rasy czerwonej prowadziły wojnę, mając za plecami cofający się lód minionego zlodowacenia i kiedy można było przejść lądem na półkulę zachodnią, przez przesmyk Beringa, plemiona te szybko opuściły niegościnne wybrzeża kontynentu azjatyckiego. Upływa osiemdziesiąt pięć tysięcy lat od tego czasu, kiedy ostatni ludzie czerwoni czystej krwi opuścili Azję, ale te długie walki pozostawiły swe genetyczne piętno na zwycięskiej rasie żółtej. Północne ludy chińskie, wraz z syberyjskimi Andonitami przyswoiły sporo krwi rasy czerwonej ze znacznym dla siebie zyskiem.

79:5.7 (884.1) Północnoamerykańscy Indianie nigdy się nie zetknęli nawet z andickim potomstwem Adama i Ewy, gdyż wyrugowani zostali ze swej azjatyckiej ojczyzny jakieś pięćdziesiąt tysięcy lat przed przybyciem Adama. W epoce migracji Anditów, czerwone szczepy czystej krwi rozprzestrzeniały się po Ameryce Północnej jako koczownicze plemiona myśliwych, które tylko w niewielkim stopniu zajmowały się rolnictwem. Te ludy i grupy kulturowe pozostawały prawie zupełnie odizolowane od reszty świata, od czasu ich przybycia do Ameryk aż do końca pierwszego tysiąclecia ery chrześcijańskiej, kiedy to zostały odkryte przez europejską rasę białą. Aż do tamtego czasu, spośród wszystkich, których czerwoni ludzie kiedykolwiek widzieli, najbardziej podobni do białego człowieka byli Eskimosi.

79:5.8 (884.2) Rasa czerwona i żółta to jedyne gatunki ludzkie, które kiedyś osiągnęły wysoki stopień cywilizacji niezależnie od wpływów Anditów. Najstarszym ośrodkiem kultury Indian amerykańskich było centrum Onamonalontona w Kalifornii, ale przestało ono istnieć przed rokiem 35.000 p.n.e. W Meksyku, w Ameryce Centralnej i w górach Ameryki Południowej, założone zostały późniejsze i trwalsze cywilizacje przez rasę przeważnie czerwoną, ale zawierającą znaczne domieszki rasy żółtej, pomarańczowej i niebieskiej.

79:5.9 (884.3) Cywilizacje te były ewolucyjnym wytworem Sangików, pomimo tego, że niewielkie domieszki krwi Anditów dotarły do Peru. Za wyjątkiem Eskimosów w Ameryce Północnej oraz niewielkiej liczby polinezyjskich Anditów w Ameryce Południowej, ludy półkuli zachodniej nie miały kontaktów z resztą świata, aż do końca pierwszego tysiąclecia po Chrystusie. Pierwotny plan doskonalenia ras Urantii, opracowany przez Melchizedeków, zakładał, że milion potomków Adama czystej krwi miało się udać do Ameryk, dla doskonalenia człowieka czerwonego.

6. Zaranie cywilizacji chińskiej

79:6.1 (884.4) Jakiś czas po wypchnięciu człowieka czerwonego do Ameryki Północnej, rozprzestrzeniający się Chińczycy oczyścili z Andonitów doliny rzeczne Azji wschodniej, spychając ich na północ, na Syberię i na zachód do Turkiestanu, gdzie wkrótce weszli w kontakt z wyższą kulturą Anditów.

79:6.2 (884.5) W Burmie i na Półwyspie Indochińskim mieszały się oraz łączyły kultury Indii i Chin, tworząc kolejne cywilizacje tych regionów. To tutaj przetrwała zanikająca rasa zielona w proporcji większej niż gdziekolwiek indziej na świecie.

79:6.3 (884.6) Na wyspach Oceanu Spokojnego mieszkało wiele różnych ras ludzkich. Generalnie, południowe i większe w tamtych czasach wyspy zajmowane były przez ludy posiadające duży procent krwi zielonej oraz indygo. Północne wyspy pozostawały w posiadaniu Andonitów a później ras, zawierających proporcjonalnie dużo krwi gatunku żółtego i czerwonego. Przodkowie Japończyków zostali wypchnięci z kontynentu dopiero w roku 12.000 p.n.e., kiedy to wyparły ich północne plemiona chińskie, napierające wzdłuż wybrzeży na południe. Ich ostateczny exodus spowodowało nie tyle parcie populacji, co inicjatywa wodza, którego zaczęli uznawać za osobę boską.

79:6.4 (885.1) Tak samo jak ludy Indii i Bliskiego Wschodu, zwycięskie plemiona człowieka żółtego zakładały swe najstarsze osiedla na wybrzeżach i wzdłuż rzek. W latach późniejszych osadom nad rzekami źle się wiodło, kiedy to coraz większe powodzie i rzeki zmieniające kierunek sprawiły, że miasta na nizinach przestały się nadawać do zamieszkania.

79:6.5 (885.2) Dwadzieścia tysięcy lat temu przodkowie Chińczyków stworzyli tuzin silnych ośrodków prymitywnej kultury i nauczania, przeważnie wzdłuż Żółtej Rzeki i Jangcy. Teraz te ośrodki zaczęły być zasilane przez napływ stałego strumienia zaawansowanych, mieszanych ludów z Xinjiangu i Tybetu. Migracja z Tybetu do doliny Jangcy nie była tak intensywna jak na północy, nie były również owe tybetańskie ośrodki tak zaawansowane jak te w dorzeczu Tarym. Jednak oba te przemieszczenia ludzkie niosły w sobie na wschód, do osad nadrzecznych, pewną ilość krwi andickiej.

79:6.6 (885.3) Na wyższość pradawnej rasy żółtej składały się cztery zasadnicze czynniki:

79:6.7 (885.4) 1. Genetyczny. W odróżnieniu od swych niebieskich kuzynów w Europie, rasa czerwona i żółta w znacznym stopniu uniknęły zmieszania się z podrzędnymi gatunkami ludzkimi. Północni Chińczycy, już wcześniej wzbogaceni wyższymi domieszkami czerwonymi i andonicznymi, mieli wkrótce skorzystać ze znacznego dopływu krwi Anditów. Chińczycy południowi byli w tym względzie trochę gorsi i długo jeszcze odczuwali skutki wchłonięcia rasy zielonej, podczas gdy później zostali dodatkowo osłabieni przez infiltrację mnóstwa podrzędnych ludów, wypchniętych z zatłoczonych Indii przez inwazję drawidyjsko-andicką. I dziś nadal istnieje wyraźna różnica pomiędzy północnymi i południowymi grupami ludności w Chinach.

79:6.8 (885.5) 2. Społeczny. Rasa żółta wcześnie doceniła wartość pokoju wewnętrznego. Pokojowość wewnętrzna tak bardzo się przyczyniła do wzrostu jej populacji, że ta cywilizacja rozrosła się do wielu milionów. Pomiędzy rokiem 25.000 a 5000 p.n.e., największe skupisko cywilizacyjne na Urantii znajdowało się w centralnych i północnych Chinach. Człowiek żółty jako pierwszy osiągnął solidarność rasową i jako pierwszy zaprowadził na szeroką skalę cywilizację kulturową, społeczną i polityczną.

79:6.9 (885.6) W roku 15.000 p.n.e. Chińczycy byli agresywnymi militarystami, nie osłabionymi nadmiernym szacunkiem dla przeszłości a liczyli niecałe dwanaście milionów ludzi i stanowili zwartą grupę, mówiącą wspólnym językiem. W tamtej epoce stworzyli prawdziwy naród, znacznie bardziej zjednoczony i jednolity niż ich polityczne związki z czasów historycznych.

79:6.10 (885.7) 3. Duchowy. W epoce migracji Anditów, Chińczycy należeli do najbardziej uduchowionych narodów Ziemi. Długo czcili Jedną Prawdę, głoszoną przez Singlangtona, co pozwalało im się wysunąć przed inne rasy. Stymulacja, jaką daje postępowa i zaawansowana religia, jest często czynnikiem decydującym w rozwoju kulturowym; kiedy Indie traciły swą żywotność, Chiny szły naprzód pod wpływem ożywiającej stymulacji religii, w której prawda uświęcona była jako najwyższe Bóstwo.

79:6.11 (885.8) Takie uwielbienie prawdy stymulowało badania i nieustraszoną eksplorację praw natury oraz potencjałów ludzkich. Chińczycy, nawet ci sprzed sześciu tysięcy lat, zawsze byli pilnymi badaczami i aktywnymi poszukiwaczami prawdy.

79:6.12 (885.9) 4. Geograficzny. Od zachodu Chin bronią góry a od wschodu Ocean Spokojny. Tylko północ narażona jest na atak a od czasów człowieka czerwonego aż do przybycia późnych potomków Anditów, północy nie zajmował żaden agresywny lud.

79:6.13 (886.1) Gdyby nie bariery górskie oraz późniejszy schyłek kultury duchowej, rasa żółta bez wątpienia przyciągnęłaby do siebie większą część andickich migracji z Turkiestanu i niewątpliwie szybko zdominowałaby cywilizację światową.

7. Andici wkraczają do Chin

79:7.1 (886.2) Mniej więcej piętnaście tysięcy lat temu Andici przechodzili w znacznej liczbie przełęcz Ti Tao i rozprzestrzeniali się w górnym biegu Żółtej Rzeki, pośród chińskich osad Gansu. Wkrótce zaczęli przenikać na wschód, do Henan, gdzie znajdowało się najbardziej zaawansowane osadnictwo. Ta infiltracja z zachodu była mniej więcej w połowie andoniczna a w połowie andicka.

79:7.2 (886.3) Północne centra kultury, położone wzdłuż Żółtej Rzeki, zawsze były bardziej zaawansowane niż południowe osadnictwo nad Jangcy. W kilka tysięcy lat po przybyciu do nich nawet tej niewielkiej liczby nadrzędnych śmiertelników, osady wzdłuż Żółtej Rzeki wysunęły się naprzód przed wioski nad Jangcy i osiągnęły pozycję dominacji nad ich braćmi na południu, która się nadal utrzymuje.

79:7.3 (886.4) Rzecz nie polegała na tym, że Anditów było tak wielu, ani też na tym, że ich kultura była tak zaawansowana, ale to właśnie mieszanie się z nimi tworzyło bardziej wszechstronny gatunek ludzki. Północni Chińczycy otrzymali wystarczającą ilość krwi andickiej, aby łagodnie pobudzić ich zdolne z natury umysły, jednak nie aż tyle, żeby zapalić je niespokojną, badawczą ciekawością, tak charakterystyczną dla północnych ras białych. Ta bardziej ograniczona domieszka dziedzictwa andickiego ożywiła w niewielkim tylko stopniu naturalną stabilność gatunku sangikowego.

79:7.4 (886.5) Późniejsze fale Anditów przyniosły ze sobą pewne zdobycze kulturowe z Mezopotamii; odnosi się to zwłaszcza do ostatnich fal migracji z zachodu. Znacznie usprawniły one północnym Chińczykom ich praktyki ekonomiczne i edukacyjne; i chociaż ich wpływ na kulturę religijną rasy żółtej był krótkotrwały, ich późniejsi potomkowie przyczynili się znacznie do dalszego ożywienia duchowego. Poza tym, tradycje Anditów o pięknie Edenu i Dalamatii wywarły wpływ na tradycje chińskie; dawne chińskie legendy lokalizowały „ziemię bogów” na zachodzie.

79:7.5 (886.6) Chińczycy zaczęli budować miasta i zajmować się wytwórczością dopiero po roku 10.000 p.n.e., w następstwie zmian klimatycznych w Turkiestanie i po przybyciu ostatnich Anditów-imigrantów. Domieszka tej nowej krwi nie wniosła zbyt wiele do cywilizacji człowieka żółtego, pobudziła jednak dalszy i gwałtowny rozwój zdolności, utajonych u wyższych warstw chińskich. Od Henan do Shanxi zaczęły owocować potencjały zaawansowanej cywilizacji. Metalurgia i wszystkie kunszty wytwórcze datują się od tamtych czasów.

79:7.6 (886.7) Podobieństwa pomiędzy pewnymi, wczesnymi, chińskimi i mezopotamskimi metodami liczenia czasu, astronomii i administracji państwowej wynikały z powiązań handlowych pomiędzy tymi dwoma, znacznie oddalonymi od siebie centrami. Kupcy chińscy, nawet w czasach Sumerów, podróżowali lądem przez Turkiestan do Mezopotamii. Nie była to wymiana jednostronna – przynosiła ona znaczne korzyści dolinie Eufratu, podobnie jak ludom niziny Gangesu. Jednak zmiany klimatyczne oraz najazdy koczowników, które miały miejsce w trzecim tysiącleciu przed Chrystusem, znacznie zredukowały wielkość wymiany handlowej, idącej szlakami karawan w Azji centralnej.

8. Późniejsza cywilizacja chińska

79:8.1 (887.1) Podczas gdy człowiek czerwony ucierpiał z powodu zbyt wielu wojen, nie całkiem na opak byłoby stwierdzić, że rozwój państwowości u Chińczyków został opóźniony przez dokładność ich podboju Azji. Chińczycy mieli wielki potencjał solidarności rasowej, ale nie rozwinął się on odpowiednio z powodu braku ciągłej, pobudzającej go stymulacji, wynikającej z wciąż grożącego niebezpieczeństwa najazdu z zewnątrz.

79:8.2 (887.2) Kiedy zakończył się podbój Azji wschodniej, pradawne, militarne państwo stopniowo się rozpadało – dawne wojny zostały zapomniane. Z epicznych zmagań z rasą czerwoną przetrwały jedynie mgliste tradycje o dawnych walkach z łucznikami. Chińczycy wcześnie zajęli się rolnictwem, które dodatkowo przyczyniało się do utrwalenia ich pokojowych tendencji, podczas gdy populacja, wciąż poniżej właściwej proporcji obszaru ziemi do ilości ludzi w rolnictwie, dodatkowo jeszcze przyczyniała się do pokojowości kraju.

79:8.3 (887.3) Świadomość wspaniałej przeszłości (obecnie nieco zanikająca), konserwatyzm rolniczego w większości narodu i dobrze rozwinięte życie rodzinne, dały początek kultowi przodków, który osiągnął swą kulminację w obyczaju darzenia takim szacunkiem ludzi z przeszłości, że graniczyło to z czczeniem. Bardzo podobne poglądy panowały w Europie pośród ras białych przez jakieś pięćset lat po upadku cywilizacji grecko-rzymskiej.

79:8.4 (887.4) Wiara i kult „Jednej Prawdy”, jak tego nauczał Singlangton, nigdy zupełnie nie wygasły; jednak z biegiem czasu poszukiwanie nowej i wyższej prawdy zostało przyhamowane narastającą tendencją szacunku dla tego, co już ugruntowane. Powoli geniusz rasy żółtej zmieniał swój kierunek, od dążenia ku nieznanemu do zachowania tego, co już znane. I to jest przyczyna stagnacji najszybciej rozwijającej się kiedyś cywilizacji świata.

79:8.5 (887.5) Pomiędzy rokiem 4000 a 500 p.n.e. dokonało się ponowne zjednoczenie polityczne rasy żółtej, jednak unia centrów kultury znad rzek Jangcy i Żółtej była przeprowadzona już wcześniej. To ponowne zjednoczenie polityczne ostatnich grup plemiennych nie odbyło się bez konfliktu, jednak poglądy społeczeństwa przeciwne były wojnie; kult przodków, rozpowszechnienie dialektów i brak wezwania do akcji zbrojnej przez wiele tysięcy lat zrobiły z tych ludzi skrajnych pacyfistów.

79:8.6 (887.6) Wbrew temu, że spełzły na niczym nadzieje wczesnego rozwoju zaawansowanej państwowości, rasa żółta stopniowo posuwała się naprzód w sztukach cywilizacji, zwłaszcza w rolnictwie i ogrodnictwie. Problemy z nawadnianiem, przed którymi stanęli rolnicy z Shanxi i Henan, wymagały współpracy społecznej dla ich rozwiązania. Irygacje takie i trudności związane z zachowaniem ziemi w dobrym stanie przyczyniły się w niemałym stopniu do rozwoju zależności wzajemnej ludzi, z konsekwentnym popieraniem pokoju wśród rolniczych grup społeczeństwa.

79:8.7 (887.7) Rozwój piśmiennictwa i powstawanie szkół przyczyniło się wkrótce do rozpowszechnienia wiedzy na skalę nieporównywalną z niczym, co dotąd istniało. Jednak niewygodne piśmiennictwo ideograficzne ograniczało wielkość klasy ludzi oświeconych, pomimo wczesnego pojawienia się druku. A ponad tym wszystkim postępował szybko proces standaryzacji społecznej i dogmatyzacji religijno-filozoficznej. Religijny rozwój kultu przodków dodatkowo komplikował zalew zabobonów, obejmujących kult natury, jednak pozostałości prawdziwej idei Boga zostały zachowane w imperialnym kulcie Shangdi.

79:8.8 (888.1) Wielka słabość kultu przodków polegała na tym, że ożywiał on filozofię patrzącą wstecz. Chociaż mądre mogło być gromadzenie wiedzy z przeszłości, szaleństwem jest uznawanie przeszłości za wyłączne źródło prawdy. Prawda jest względna i się rozwija, żyje zawsze w teraźniejszości, osiąga nowy wyraz w każdym pokoleniu – nawet w każdym ludzkim życiu.

79:8.9 (888.2) Wielką siłą weneracji przodków jest wartość, jaką ten światopogląd nadaje rodzinie. Zadziwiająca stabilność i trwałość kultury chińskiej są rezultatem fundamentalnej pozycji, jaką daje ona rodzinie, ponieważ cywilizacja jest bezpośrednio zależna od odpowiedniego funkcjonowania rodziny; a w Chinach rodzina zyskała znaczenie społeczne a nawet wymowę religijną, do czego kilka innych narodów tylko się zbliżyło.

79:8.10 (888.3) Synowskie oddanie i lojalność rodzinna, wymagane przez rozwijający się kult przodków, gwarantowały wytworzenie wyższych związków rodzinnych i trwalszych grup rodzinnych, co w sumie przyczyniło się do umocnienia następujących czynników, podtrzymujących cywilizację:

79:8.11 (888.4) 1. Zachowanie własności i majątku.

79:8.12 (888.5) 2. Sumowanie się doświadczeń więcej niż jednego pokolenia.

79:8.13 (888.6) 3. Odpowiednie kształcenie dzieci w kunsztach i naukach przeszłości.

79:8.14 (888.7) 4. Kształtowania silnego poczucia obowiązku, umocnienie moralności i poszerzenie wrażliwości etycznej.

79:8.15 (888.8) Okres kształtowania się cywilizacji chińskiej, zapoczątkowany przybyciem Anditów, trwa aż do wielkiego, etycznego, moralnego i częściowo religijnego ożywienia, jakie nastąpiło w szóstym wieku przed Chrystusem. Chińskie tradycje przechowują mgliste zapisy z ewolucyjnej przeszłości – przejście od rodziny rządzonej przez matkę do rządzonej przez ojca, wprowadzenie rolnictwa, rozwój architektury, początki wytwórczości – wszystko to jest po kolei opowiedziane. I ta historia prezentuje, z większą niż jakakolwiek inna narracja dokładnością, wspaniały rozwój zaawansowanego społeczeństwa od poziomu barbarzyństwa. W tym to okresie przeszli oni od prymitywnego, rolniczego społeczeństwa, do wyższej organizacji społecznej, z miastami, wytwórczością, metalurgią, wymianą handlową, rządem, pismem, matematyką, sztuką, nauką i drukiem.

79:8.16 (888.9) I tak przez wieki trwała pradawna cywilizacja rasy żółtej. Prawie czterdzieści tysięcy lat upływa od tego czasu, kiedy pierwsze istotne postępy zostały zrobione w kulturze chińskiej i chociaż było wiele regresji, cywilizacja synów Hana najlepiej ze wszystkich prezentuje nieprzerwany obraz trwałego rozwoju, aż do wieku dwudziestego. Białe narody rozwijają się bardzo dobrze w dziedzinach mechanicznych i religijnych, ale nigdy nie przewyższyły Chińczyków w lojalności rodzinnej, etyce grupowej czy moralności osobistej.

79:8.17 (888.10) Ta pradawna kultura dała ludziom wiele szczęścia, miliony istot ludzkich żyły i umierały w błogosławieństwie jej osiągnięć. Przez wieki ta wielka cywilizacja spoczywała na laurach przeszłości, ale teraz znowu się budzi, ażeby znowu dostrzec transcendentalne cele śmiertelnej egzystencji, aby raz jeszcze podjąć nieustające wysiłki na drodze niekończącego się rozwoju.

79:8.18 (888.11) [Przedstawione przez archanioła z Nebadonu].

Przekaz 80, Rozprzestrzenianie się Anditów na Zachodzie

Księga Urantii

Przekaz 80

Rozprzestrzenianie się Anditów na Zachodzie

80:0.1 (889.1) CHOĆ europejski człowiek niebieski sam z siebie nie doszedł do wspaniałej cywilizacji kulturowej, dostarczył on tego biologicznego fundamentu, na którym, po tym jak jego zadamizowane odgałęzienia zmieszały się z późniejszymi Anditami-najeźdźcami, wytworzył się jeden z najbardziej obiecujących gatunków ludzkich, zdolny do osiągnięcia tak dynamicznej cywilizacji, jakiej jeszcze nie było od czasów rasy fioletowej i jej następców Anditów.

80:0.2 (889.2) Współcześni ludzie biali zawierają przetrwałe resztki rasy adamicznej, wymieszanej z rasami sangikowymi, trochę rasy czerwonej i żółtej, ale najwięcej niebieskiej. We wszystkich rasach białych znajduje się znaczny procent pierwotnego gatunku Andonitów i jeszcze więcej wczesnych domieszek Nodytów.

1. Adamici wkraczają do Europy

80:1.1 (889.3) Zanim ostatni Andici zostali wypchnięci z doliny Eufratu, wielu ich braci poszło do Europy jako poszukiwacze przygód, nauczyciele, kupcy i wojownicy. We wczesnym okresie rasy fioletowej, niecka Morza Śródziemnego była zamknięta przesmykiem gibraltarskim i sycylijskim pomostem lądowym. Nieco bardzo wczesnego handlu morskiego prowadzono na tych jeziorach śródlądowych, gdzie ludzie niebiescy z północy i Saharyjczycy z południa spotykali Nodytów i Adamitów ze wschodu.

80:1.2 (889.4) Na obszarze wschodniej niecki Morza Śródziemnego Nodyci założyli jedną ze swoich najbardziej żywotnych kultur i z jej centrów przenikali nieco do Europy południowej, ale zwłaszcza do Afryki północnej. Szerokogłowi, syryjscy Nodyci-Andonici, od dawna zajmowali się garncarstwem i rolnictwem w ich osadnictwie, w powoli wznoszącej się delcie Nilu. Sprowadzali także owce, kozy, bydło i inne zwierzęta domowe i znacznie udoskonalili metalurgię; Syria była wtedy centrum tego rzemiosła.

80:1.3 (889.5) Przez ponad trzydzieści tysięcy lat Mezopotamczycy wciąż napływali do Egiptu, ciągłym strumieniem, niosąc ze sobą swoją sztukę i kulturę, wzbogacając nimi dolinę Nilu. Jednak napływ dużej ilości ludów saharyjskich znacznie zdegenerował tę wczesną cywilizację położoną wzdłuż Nilu, tak, że jakieś piętnaście tysięcy lat temu Egipt osiągnął najniższy poziom swej kultury.

80:1.4 (889.6) Jednak w okresie wcześniejszym Adamici nie napotykali zbyt wielu przeszkód w swojej migracji na zachód. Sahara była rozległym pastwiskiem, z rozrzuconymi szeroko po niej pasterzami i rolnikami. Saharyjczycy nigdy nie zajmowali się wytwórczością, ani też nie budowali miast. Stanowili grupę indygo-czarną, która zawierała znaczne domieszki wymarłej rasy zielonej i pomarańczowej. Jednak dostali bardzo małą ilość dziedzictwa fioletowego, zanim wypiętrzenie lądu i zmiana kierunku niosących deszcz wiatrów rozproszyły resztki tej, rozwijającej się pomyślnie, pokojowej cywilizacji.

80:1.5 (890.1) Większość ras ludzkich posiada domieszkę krwi Adama, jednak niektóre rasy otrzymały jej więcej niż inne. Mieszane rasy Indii i ciemniejsze ludy Afryki nie pociągały Adamitów. Mieszaliby się chętnie z człowiekiem czerwonym, gdyby nie był znacznie oddalony w Amerykach i byli przychylnie nastawieni do człowieka żółtego, ale podobnie trudno im było dotrzeć do niego w odległej Azji. Kiedy zatem kierowała nimi chęć przygody czy też altruizm albo gdy byli wypychani z doliny Eufratu, zupełnie naturalnie pragnęli łączyć się z niebieskimi rasami Europy.

80:1.6 (890.2) Dominujący w Europie człowiek niebieski nie miał praktyk religijnych, które mogłyby odstręczać migrujących wcześniej Adamitów a istniał również silny pociąg seksualny między rasą fioletową a niebieską. Najlepsi ludzie niebiescy uważali za wielki zaszczyt kojarzenie się z Adamitami. Każdy niebieski mężczyzna żywił ambicje, aby być tak zręcznym i utalentowanym, żeby mógł zdobyć serce jakiejś kobiety Adamitki, z kolei najwyższym pragnieniem nadrzędnych kobiet niebieskich było zwrócenie na siebie uwagi Adamity.

80:1.7 (890.3) Migrujący synowie Edenu powoli łączyli się z zaawansowanymi grupami ludzi z rasy niebieskiej, ożywiając ich zwyczaje kulturowe, w międzyczasie tępiąc bezlitośnie resztki rasy neandertalskiej. Taka metoda mieszania rasowego, połączona z eliminacją odmian podrzędnych, wydała tuzin czy więcej grup mężnych i rozwojowych, zaawansowanych ludzi niebieskich, jedną z tych grup nazwaliście kromaniońską.

80:1.8 (890.4) Wiele było różnych powodów, z których ważniejszym były lepsze szlaki migracyjne, że wczesne fale kultury mezopotamskiej torowały sobie drogę prawie wyłącznie do Europy. Takie właśnie okoliczności tworzyły warunki wstępne powstania współczesnej cywilizacji europejskiej.

2. Zmiany klimatyczne i geologiczne

80:2.1 (890.5) Wczesne rozprzestrzenianie się rasy fioletowej po Europie zostało przerwane przez pewne, raczej gwałtowne zmiany klimatyczne i geologiczne. Wraz z cofaniem się północnych tarcz lodowych, nasycone deszczem wiatry zachodnie zmieniły kierunek na północny, zamieniając stopniowo rozległe, pasterskie rejony Sahary w jałową pustynię. Susza ta rozproszyła niskich brunetów o ciemnych oczach, ale podłużnych głowach, mieszkających na wielkim płaskowyżu Sahary.

80:2.2 (890.6) Czystsze elementy rasy indygo poszły na południe, do lasów Afryki centralnej, gdzie pozostają od tamtego czasu. Bardziej wymieszane grupy rozprzestrzeniły się w trzech kierunkach. Zaawansowane plemiona poszły na zachód, migrując do Hiszpanii a stamtąd do przyległych do niej części Europy, tworząc zaczątek późniejszej rasy śródziemnomorskiej, długogłowych brunetów. Najmniej progresywna grupa migrowała ze wschodniej części płaskowyżu Sahary do Arabii, a stamtąd poprzez północną Mezopotamię i Indie do odległego Cejlonu. Grupa centralna przesunęła się na północ i wschód, do doliny Nilu i Palestyny.

80:2.3 (890.7) Takie właśnie drugorzędne podłoże sangikowe określa pewien stopień pokrewieństwa pomiędzy współczesnymi narodami, rozrzuconymi od Dekanu, przez Iran, Mezopotamię, aż do obu wybrzeży Morza Śródziemnego.

80:2.4 (890.8) Mniej więcej w czasie tych zmian klimatycznych w Afryce, Anglia odłączyła się od kontynentu a Dania wyłoniła się z morza, podczas gdy przesmyk gibraltarski, chroniący zachodni basen Morza Śródziemnego otworzył się wskutek trzęsienia ziemi i to śródlądowe jezioro szybko podniosło się do poziomu Oceanu Atlantyckiego. Wkrótce zanurzył się sycylijski pomost lądowy, tworząc jedno Morze Śródziemne, połączone z Oceanem Atlantyckim. Ten naturalny kataklizm zatopił dziesiątki osad ludzkich i przyniósł największe straty w ludziach, na skutek potopu, w całej światowej historii.

80:2.5 (891.1) To zalanie basenu Morza Śródziemnego natychmiast zahamowało parcie Adamitów na zachód, podczas gdy wielki napływ Saharyjczyków zmusił Adamitów do szukania ujścia dla swej, narastającej populacji na północ i na wschód od Edenu. Gdy potomkowie Adama szli na północ, z dolin Tygrysu i Eufratu, napotkali przeszkody górskie i poszerzone wtedy Morze Kaspijskie. I przez wiele pokoleń Adamici polowali, paśli stada i uprawiali ziemię wokół swoich osad rozrzuconych po Turkiestanie. Powoli, ci wspaniali ludzie rozszerzali swoje terytorium na Europę. Teraz jednak Adamici wkraczają do Europy od wschodu i znajdują kulturę człowieka niebieskiego o tysiące lat opóźnioną w porównaniu z azjatycką, jako że region ten był prawie zupełnie pozbawiony kontaktu z Mezopotamią.

3. Kromanioński człowiek niebieski

80:3.1 (891.2) Pradawne centra kultury człowieka niebieskiego zlokalizowane były wzdłuż rzek Europy, jednak tylko Somma płynie wciąż tym samym korytem, jakim płynęła w czasach przed zlodowaceniem.

80:3.2 (891.3) Mówimy o człowieku niebieskim jako dominującym na kontynencie europejskim, ale istniały wtedy dziesiątki odmian rasowych. Nawet trzydzieści pięć tysięcy lat temu europejskie rasy niebieskie były ludami bardzo zmieszanymi, noszącymi cechy zarówno ras czerwonych jak i żółtych, podczas gdy na wybrzeżach Atlantyku oraz w regionach obecnej Rosji wchłonęły one znaczną ilość krwi Andonitów; na południu z kolei miały styczność z ludami Sahary. Nie ma jednak sensu wyliczać tych wielu grup rasowych.

80:3.3 (891.4) Cywilizacja europejska tego, wczesnego okresu poadamicznego, była unikalną mieszanką wigoru i sztuki człowieka niebieskiego, w połączeniu z twórczą wyobraźnią Adamitów. Ludzie niebiescy byli rasą o znacznym wigorze, jednak znacznie zaniżyli kulturowy i duchowy status Adamitów. Tym ostatnim bardzo trudno było narzucić swą religię Kromaniończykom, ze względu na powszechną u wielu Adamitów tendencję do oszukiwania i deprawowania panien. Przez dziesięć tysięcy lat religia w Europie pozostawała wyjątkowo opóźniona w porównaniu z jej rozwojem w Indiach i Egipcie.

80:3.4 (891.5) Ludzie niebiescy byli zupełnie uczciwi we wszystkich swych poczynaniach i całkiem obce im były seksualne występki mieszanych Adamitów. Szanowali panieństwo a poligamię praktykowali tylko wtedy, kiedy w wyniku wojny brakowało mężczyzn.

80:3.5 (891.6) Kromaniończycy byli dzielną i dalekowzroczną rasą. Posiadali dobre metody wychowywania dzieci. Oboje rodzice zajmowali się tym a korzystano także w pełni z pomocy starszych dzieci. Każde dziecko było starannie nauczane dbałości o jaskinie, rzemiosła i obróbki krzemienia. W młodym wieku kobiety były już bardzo biegłe w sztukach domowych i w prymitywnym rolnictwie, podczas gdy mężczyźni byli zręcznymi myśliwymi i odważnymi wojownikami.

80:3.6 (891.7) Ludzie niebiescy byli myśliwymi, rybakami i zbieraczami pożywienia, byli też wspaniałymi szkutnikami. Robili siekiery kamienne, ścinali drzewa, wznosili długie chaty częściowo wpuszczone w grunt, pokryte dachem ze skór. Na Syberii żyją plemiona, które nadal budują podobne chaty. Południowi Kromaniończycy żyli zazwyczaj w jaskiniach i grotach.

80:3.7 (892.1) Podczas surowej zimy nierzadko zdarzało się zamarznąć na śmierć ich wartownikom, stojącym nocą na straży u wejścia do jaskini. Mieli odwagę, ale nade wszystko byli artystami; domieszka adamiczna szybko ożywiła ich twórczą wyobraźnię. Około piętnaście tysięcy lat temu sztuka człowieka niebieskiego osiągnęła swój najwyższy poziom, tuż przed tym okresem, kiedy rasy o ciemniejszej skórze szły z Afryki na północ, poprzez Hiszpanię.

80:3.8 (892.2) Około piętnaście tysięcy lat temu lasy alpejskie rozpościerały się szeroko. Myśliwi europejscy zmuszeni byli iść w doliny rzeczne i na wybrzeża morskie, na skutek tych samych nacisków klimatycznych, które zmieniły światowe obszary pomyślnych łowów w suche i jałowe pustynie. Kiedy deszczowe wiatry skręciły na północ, rozległe pastwiska Europy pokryły się lasami. Te wielkie i stosunkowo nagłe zmiany klimatyczne zmusiły ludy Europy do przekształcenia się z myśliwych otwartych przestrzeni w pasterzy i w pewnym stopniu rybaków oraz rolników.

80:3.9 (892.3) Takie zmiany, podczas gdy ożywiły kulturę, przyczyniły się do pewnej regresji biologicznej. We wcześniejszej epoce polowań, zaawansowane plemiona zawierały małżeństwa z wyższymi typami jeńców wojennych i zawsze zabijały tych, których uważano za podrzędnych. Kiedy jednak zaczęto zakładać osady, zajmować się rolnictwem i handlem, zaczęto oszczędzać wielu podrzędnych jeńców na niewolników. Właśnie potomstwo owych niewolników tak bardzo później pogorszyło cały gatunek kromanioński. Ten upadek kultury trwał, aż przyszedł świeży impuls ze wschodu, kiedy ostatnia i masowa inwazja Mezopotamczyków rozlała się po Europie, szybko wchłaniając kromanioński typ i kulturę oraz zapoczątkowując cywilizację ras białych.

4. Najazd Anditów na Europę

80:4.1 (892.4) Chociaż Andici wlewali się do Europy ciągłym strumieniem, ich głównych najazdów było siedem; ostatnie z nich przyszły na koniach w trzech wielkich falach. Niektórzy Andici weszli do Europy przez wyspy egejskie i szli w górę doliny Dunaju, jednak większość wcześniejszych i czystszych rodów migrowała do północno-zachodniej Europy szlakiem północnym, przez pastwiska Wołgi i Donu.

80:4.2 (892.5) Pomiędzy trzecią a czwartą inwazją Anditów, horda Andonitów weszła do Europy z północy, idąc z Syberii szlakiem rzek rosyjskich i nad Bałtykiem. Zostali oni natychmiast wchłonięci przez północne plemiona Anditów.

80:4.3 (892.6) Wcześniejsze ekspansje czystszej rasy fioletowej były znacznie bardziej pokojowe niż ich późniejszych, andickich potomków, na wpół wojskowych miłośników podbojów. Adamici byli pokojowi, Nodyci wojowniczy. Połączenie tych ras, zmieszanych później z rasami sangikowymi, wytworzyło zdolnych, wojowniczych Anditów, którzy dokonywali podbojów wojskowych.

80:4.4 (892.7) Koń był tym czynnikiem ewolucyjnym, który zadecydował o opanowaniu Zachodu przez Anditów. Koń dał rozprzestrzeniającym się Anditom niespotykaną jak dotąd przewagę, polegającą na ruchliwości, dzięki czemu ostatnie grupy Anditów-kawalerzystów posuwały się szybko wokół Morza Kaspijskiego i opanowały całą Europę. Wszystkie poprzednie fale Anditów posuwały się naprzód tak wolno, że miały tendencje do dezintegracji na większych odległościach od Mezopotamii. Jednak ostatnie ich fale szły tak szybko, że dotarły do Europy jako zwarte grupy, wciąż zachowując pewien stopień zaawansowanej kultury.

80:4.5 (893.1) Cały zamieszkały świat, oprócz Chin i rejonu Eufratu, dokonał znikomego tylko postępu kulturowego przez dziesięć tysięcy lat, aż do tego czasu, gdy pojawiła się szybka jazda Anditów-kawalerzystów, w szóstym i siódmym tysiącleciu przed Chrystusem. Jak szli na zachód przez niziny rosyjskie, wchłaniając najlepszych ludzi niebieskich i tępiąc najgorszych, złączyli się w jeden naród. To oni byli przodkami tak zwanych ras nordyckich, protoplastami narodów skandynawskich, niemieckich i anglosaskich.

80:4.6 (893.2) Niewiele trzeba było czasu na wchłonięcie przez Anditów wyższych odgałęzień niebieskich na obszarze całej Europy północnej. Tylko w Laponii (i do pewnego stopnia w Bretanii) starsi Andonici zdołali zachować nieco pozorów tożsamości.

5. Podbój Europy północnej przez Anditów

80:5.1 (893.3) Plemiona Europy północnej wciąż były wzmacniane i doskonalone przez ciągły napływ wędrowców z Mezopotamii, ciągnących przez Turkiestan i południowe regiony Rosji, a kiedy ostatnie fale kawalerii Anditów ogarnęły Europę, było w niej więcej ludzi z dziedzictwem andickim niż można ich było znaleźć w całej reszcie świata.

80:5.2 (893.4) Przez trzy tysiące lat wojskowe dowództwo Anditów północnych mieściło się w Danii. Z tego, centralnego punktu wychodziły kolejne fale podbojów, które stawały się coraz mniej andickie a coraz bardziej białe, kiedy z upływem wieków mezopotamscy zdobywcy ostatecznie wymieszali się z ludami podbijanymi.

80:5.3 (893.5) Chociaż człowiek niebieski został wchłonięty na północy i ostatecznie uległ białym kawalerzystom-najeźdźcom, którzy przenikali południe, zaawansowane plemiona mieszanej rasy białej napotkały zaciekły i długotrwały opór Kromaniończyków; jednak wyższa inteligencja i coraz większe rezerwy biologiczne pomogły tym plemionom zetrzeć z powierzchni ziemi starszą rasę.

80:5.4 (893.6) Decydujące zmagania pomiędzy człowiekiem białym a człowiekiem niebieskim miały miejsce w dolinie Sommy. Tutaj kwiat rasy niebieskiej walczył zawzięcie z posuwającymi się na południe Anditami i przez ponad pięćset lat ci Kromaniończycy skutecznie bronili swych terytoriów, zanim ulegli wyższej strategii militarnej białych najeźdźców. Thor, zwycięski dowódca wojsk północy w rozstrzygającej bitwie nad Sommą, został bohaterem białych plemion północnych a później przez niektóre z nich czczony był jako bóg.

80:5.5 (893.7) Te punkty oporu człowieka niebieskiego, które trzymały się najdłużej, znajdowały się w południowej Francji, jednak ostatni poważniejszy opór wojskowy został przełamany w dolinie Sommy. Dalszy podbój następował przez przenikanie handlowe, nacisk populacji wzdłuż rzek oraz przez nieustanne małżeństwa wzajemne z wyższymi jednostkami, połączone z bezlitosną eksterminacją podrzędnych.

80:5.6 (893.8) Kiedy rada starszych plemienia Anditów orzekła o nieprzydatności podrzędnego jeńca, był on w trakcie skomplikowanej ceremonii oddawany kapłanowi-szamanowi, który odprowadzał go do rzeki i dokonywał obrzędów inicjacji do „szczęśliwych terenów myśliwskich” – śmiertelnego zanurzenia. W ten sposób biali najeźdźcy Europy tępili wszystkich, którzy się nie asymilowali odpowiednio szybko do ich własnych szeregów i w taki sposób przyszedł koniec człowieka niebieskiego, i przyszedł szybko.

80:5.7 (893.9) Kromanioński człowiek niebieski stanowi biologiczne podłoże współczesnych ras europejskich, jednak przetrwał on tylko jako wchłonięty przez masę późniejszych, mężnych zdobywców jego ojczyzny. Rasa niebieska dała wiele silnych cech i sporo fizycznego wigoru białym rasom Europy, ale humor i wyobraźnia mieszanych ludów europejskich pochodzą od Anditów. To andicko-niebieskie połączenie wydało północne rasy białe i spowodowało natychmiastowe osłabienie cywilizacji Anditów – zahamowanie typu przejściowego. W końcu utajona wyższość tych północnych barbarzyńców objawiła się sama i osiągnęła kulminację w dzisiejszej cywilizacji europejskiej.

80:5.8 (894.1) Do roku 5000 p.n.e. rozwijające się rasy białe panowały na całym obszarze Europy północnej, razem z północnymi Niemcami, północną Francją i Wyspami Brytyjskimi. Europa centralna znajdowała się jakiś czas pod kontrolą człowieka niebieskiego i okrągłogłowych Andonitów. Ci ostatni mieszkali głównie w dolinie Dunaju i nigdy nie zostali zupełnie wyrugowani przez Anditów.

6. Andici w dolinie Nilu

80:6.1 (894.2) Po ostatnich migracjach Anditów, kultura w dolinie Eufratu podupadła a główne centrum cywilizacji przesunęło się do doliny Nilu. Egipt został spadkobiercą Mezopotamii, stając się główną siedzibą najbardziej na Ziemi zaawansowanej grupy ludzkiej.

80:6.2 (894.3) Dolina Nilu zaczęła cierpieć wskutek powodzi na krótko przed dolinami Mezopotamii, ale jej mieszkańcom wiodło się znacznie lepiej. Wcześniejsze zahamowanie wyrównane zostało z nadwyżką ciągłym napływem emigrantów andickich, tak, że kultura Egiptu, choć naprawdę wywiedziona z rejonu Eufratu, wydawała się wyprzedzać swe źródło. Tym niemniej w roku 5000 p.n.e., w okresie powodzi w Mezopotamii, było w Egipcie siedem oddzielnych grup ludzkich; wszystkie z nich, oprócz jednej, przybyły z Mezopotamii.

80:6.3 (894.4) Kiedy nastąpił ostatni exodus z doliny Eufratu, Egipt miał szczęście pozyskać bardzo wielu, wyjątkowo utalentowanych artystów i rzemieślników. Ci andiccy rzemieślnicy czuli się w Egipcie jak u siebie w domu, dlatego, że byli gruntownie obeznani z życiem rzeki, z jej powodziami, irygacjami i sezonami suchymi. Korzystali z zacisznej lokalizacji doliny Nilu; byli tam znacznie mniej narażeni na wrogie najazdy i ataki, niż w dolinie Eufratu. Przyczynili się również znacznie do rozwoju metalurgicznych kunsztów Egipcjan. Przerabiali tutaj rudę żelazną pochodzącą z Góry Synaj, zamiast z rejonów Morza Czarnego.

80:6.4 (894.5) Bardzo wcześnie Egipcjanie pogrupowali swoje miejskie bóstwa w skomplikowany, narodowy system bogów. Rozwinęli zaawansowaną teologię i mieli równie rozbudowane a jednak uciążliwe kapłaństwo. Kilku różnych przywódców próbowało ożywić resztki wczesnego nauczania religijnego Setytów, ale ich wysiłki miały krótki żywot. Andici budowali pierwsze struktury kamienne w Egipcie. Pierwsza i najwspanialsza piramida kamienna została wzniesiona przez Imhotepa, andickiego geniusza architektonicznego, kiedy był także premierem. Przedtem budowano budynki z cegły i chociaż wiele budowli kamiennych było wznoszone w różnych częściach świata, ta była pierwszą w Egipcie. Jednak po czasach tego, wielkiego architekta sztuka budowlana stopniowo podupadała.

80:6.5 (894.6) Ta epoka wspaniałej kultury została przerwana przez walki wewnętrzne w dolinie Nilu a niebawem kraj został ogarnięty, podobnie jak i Mezopotamia, przez podrzędne plemiona z nieprzyjaznej Arabii i przez czarnych z południa. W rezultacie tego, przez ponad pięćset lat postęp społeczny ulegał stopniowemu spowolnieniu.

7. Andici z wysp Morza Śródziemnego

80:7.1 (895.1) W okresie schyłku kultury w Mezopotamii, na wyspach wschodniej części Morza Śródziemnego istniała przez pewien czas zaawansowana cywilizacja.

80:7.2 (895.2) Około 12.000 lat p.n.e., wspaniałe plemię Anditów migrowało na Kretę. Była to jedyna wyspa zamieszkała tak wcześnie przez podobnie zaawansowaną grupę ludzką, a upłynęło prawie dwa tysiące lat, zanim potomkowie tych marynarzy rozprzestrzenili się na sąsiednie wyspy. W skład tej grupy wchodzili Andici o wąskich głowach i drobnej posturze, którzy zawierali związki małżeńskie z vaniczną grupą północnych Nodytów. Nikt z nich nie przekraczał metra osiemdziesiąt wzrostu i zostali dosłownie zepchnięci z kontynentu przez swych wyższych wzrostem a podrzędnych współbraci. Ci kreteńscy imigranci byli bardzo biegli we włókiennictwie, metalurgii, garncarstwie, instalacjach wodno-kanalizacyjnych i używaniu kamienia jako materiału budowlanego. Używali pisma a utrzymywali się z pasterstwa i rolnictwa.

80:7.3 (895.3) Prawie dwa tysiące lat po zasiedleniu Krety, grupa potomków Adamsona, ludzi wysokiego wzrostu, utorowała sobie drogę do Grecji przez wyspy północne, przybywając do niej prawie bezpośrednio ze swej górzystej ojczyzny, położonej na północ od Mezopotamii. Tych przodków Greków prowadził na zachód Sato, potomek Adamsona i Ratty w linii prostej.

80:7.4 (895.4) Ta grupa, która w końcu osiedliła się w Grecji, składała się z trzystu siedemdziesięciu pięciu wybranych i zaawansowanych ludzi i stanowiła końcówkę drugiej cywilizacji Adamsonitów. Ci dalecy potomkowie Adamsona posiadali najbardziej wartościowe cechy wyłaniających się ras białych. Zaliczali się do klasy wysoce intelektualnej a z fizycznego punktu widzenia byli najpiękniejszymi ludźmi od czasów pierwszego Edenu.

80:7.5 (895.5) Niebawem Grecja i rejon Wysp Egejskich przejęły spuściznę Mezopotamii i Egiptu, jako centrum handlu, sztuki i kultury Zachodu. Jednak tak samo jak w Egipcie, znowu praktycznie cała sztuka i nauka świata egejskiego wywodziła się z Mezopotamii, za wyjątkiem kultury adamsonicznych prekursorów Greków. Cała sztuka i geniusz tych późniejszych narodów są bezpośrednim dziedzictwem potomków Adamsona, pierwszego syna Adama i Ewy oraz jego nadzwyczajnej drugiej żony, wywodzącej się w linii prostej od czysto nodyckiego personelu Księcia Caligastii. Nic w tym dziwnego, że Grecy mają tradycje mitologiczne, mówiące o ich bezpośrednim pochodzeniu od bogów i istot nadludzkich.

80:7.6 (895.6) Cały region egejski przeszedł pięć odrębnych stadiów kulturowych, każde kolejne mniej duchowe niż stadium poprzedzające i wkrótce przeminęła chwalebna epoka sztuki; załamała się pod wagą gwałtownie rozmnażających się, miernych potomków niewolników naddunajskich, sprowadzonych przez późniejsze pokolenia Greków.

80:7.7 (895.7) To właśnie w tej epoce doszedł na Krecie do szczytu popularności kult matki, wyznawany przez potomków Kaina. Kult ten gloryfikował Ewę w religijnych praktykach „wielkiej matki”. Wizerunki Ewy były wszędzie. Tysiące publicznych świątyń wzniesiono na terenie Krety i Azji Mniejszej. I ten kult matki przetrwał aż do czasów Chrystusa i został później włączony do wczesnej religii chrześcijańskiej, pod pozorem gloryfikacji i czczenia Marii, ziemskiej matki Jezusa.

80:7.8 (895.8) Około roku 6500 p.n.e., nastąpił wielki schyłek duchowego dziedzictwa Anditów. Potomkowie Adama byli szeroko rozproszeni i zostali praktycznie wchłonięci przez starsze, liczniejsze rasy ludzkie. I ta dekadencja cywilizacji Anditów, razem z zanikiem ich standardów religijnych, pozostawiła zubożałe duchowo ludy świata w żałosnym stanie.

80:7.9 (896.1) Do roku 5000 p.n.e. trzy najczystsze grupy potomków Adama znajdowały się w Sumerze, Europie północnej i Grecji. Cała Mezopotamia zaczęła się powoli degenerować na skutek napływającego do niej strumienia mieszanych, ciemniejszych ras, przenikających z Arabii. I przybycie tych podrzędnych ludów przyczyniło się dodatkowo do wyrzucenia za granicę biologicznych i kulturalnych pozostałości Anditów. Z całego tego Żyznego Półksiężyca, co więksi ryzykanci wylewali się na zachód, ku wyspom. Ci emigranci uprawiali zarówno zboża jak i warzywa i prowadzili ze sobą udomowione zwierzęta.

80:7.10 (896.2) Około roku 5000 p.n.e., potężny zastęp zaawansowanych Mezopotamczyków wyruszył z doliny Eufratu i osiedlił się na Cyprze; cywilizacja ta została zniszczona mniej więcej dwa tysiące lat później przez hordy barbarzyńców z północy.

80:7.11 (896.3) Inna wielka kolonia osiedliła się nad Morzem Śródziemnym, tam, gdzie później powstała Kartagina. Z Afryki północnej wkroczyła do Hiszpanii znaczna liczba Anditów i później, w Szwajcarii, zmieszała się ze swymi braćmi, którzy wcześniej przybyli do Italii z Wysp Egejskich.

80:7.12 (896.4) Kiedy podczas schyłku kulturowego Egipt podzielił los Mezopotamii, sporo zdolniejszych, zaawansowanych rodzin uciekło na Kretę, wzmacniając tym samym już uprzednio zaawansowaną cywilizację. Kiedy przybycie podrzędnych grup ludzkich z Egiptu zagrażało później cywilizacji Krety, bardziej oświecone rodziny przeniosły się na zachód, do Grecji.

80:7.13 (896.5) Grecy nie tylko byli wielkimi nauczycielami i artystami, byli też wielkimi handlowcami i kolonizatorami świata. Zanim ulegli zalewowi miernoty, która w końcu wchłonęła ich sztukę i handel, udało im się założyć tak wiele placówek kultury na zachodzie, że znaczna większość osiągnięć wczesnej cywilizacji greckiej przetrwała w późniejszych narodach Europy południowej, a wielu mieszanych potomków Adamsonitów przyłączyło się do plemion mieszkających na tym kontynencie.

8. Andonici naddunajscy

80:8.1 (896.6) Z doliny Eufratu ludy andickie migrowały na północ, do Europy i tam się mieszały z człowiekiem niebieskim, jak również na zachód do regionów Morza Śródziemnego, żeby się zmieszać z pozostałościami Saharyjczyków, połączonych z południowym człowiekiem niebieskim. I te dwie gałęzie rasy białej były i nadal są przedzielone pasem szerokogłowych, przetrwałych w górach wcześniejszych plemion Andonitów, które od dawna zamieszkiwały te centralne regiony.

80:8.2 (896.7) Ci potomkowie Andona rozproszeni byli na znacznej części górskich regionów Europy centralnej i południowo-wschodniej. Często byli zasilani przez przybyszów z Azji Mniejszej, z tego rejonu, który zamieszkiwali w znacznej liczbie. Starożytni Hetyci wywodzą się bezpośrednio z gatunku andonicznego, ich jasne skóry i szerokie głowy były charakterystyczne dla tej rasy. Domieszki te nosili w sobie przodkowie Abrahama, co miało znaczny wpływ na charakterystyczny wygląd twarzy jego późniejszych, żydowskich potomków, którzy choć mieli kulturę i religię wywodzącą się od Anditów, mówili bardzo odmiennym językiem. Ich narzecze było wyraźnie andoniczne.

80:8.3 (897.1) Plemiona, które mieszkały w domach wzniesionych na słupach lub długich palach na jeziorach Włoch, Szwajcarii i południowej Europy, były dalekimi obrzeżami migracji afrykańskiej, egejskiej a zwłaszcza naddunajskiej.

80:8.4 (897.2) Plemiona naddunajskie składały się z Andonitów, rolników i pasterzy, którzy weszli do Europy przez półwysep bałkański i posuwali się powoli na północ doliną Dunaju. Zajmowali się garncarstwem i uprawiali ziemię, lubili mieszkać w dolinach. Najbardziej na północ wysuniętą osadą plemion naddunajskich było Liege w Belgii. Plemiona te degenerowały się gwałtownie, kiedy się oddalały od centrum i źródeł swej kultury. Najlepsze wyroby garncarskie są wytworem ich wczesnego osadnictwa.

80:8.5 (897.3) W rezultacie działalności misjonarzy z Krety, plemiona naddunajskie zostały czcicielami matki. Plemiona te połączyły się później z grupami Andonitów żeglarzy, którzy przypłynęli na łodziach z wybrzeży Azji Mniejszej i którzy także byli czcicielami matki. Większość centralnej Europy była w ten sposób od dawna zasiedlona przez mieszane typy szerokogłowych ras białych, które praktykowały kult matki i religijny obrzęd kremacji zmarłych, gdyż było zwyczajem czcicieli matki palić swoich zmarłych w chatach kamiennych.

9. Trzy rasy białe

80:9.1 (897.4) Mieszanki rasowe, które znajdowały się w Europie pod koniec migracji Anditów, generalnie dzielą się na trzy następujące rasy białe:

80:9.2 (897.5) 1. Północna rasa biała. Ta, tak zwana rasa nordycka, składała się pierwotnie z człowieka niebieskiego z dodatkiem Andity, ale zawierała także znaczną ilość krwi andonicznej, razem z mniejszymi dodatkami czerwonych i żółtych Sangików. Północne rasy białe zawierają tym samym cztery najbardziej wartościowe gatunki ludzkie. Jednak najwięcej w nich było dziedzictwa człowieka niebieskiego. Typowy, wczesny nordyk był długogłowy, wysoki i blondyn. Ale już dawno temu rasa ta została dokładnie wymieszana ze wszystkimi odgałęzieniami ludów białych.

80:9.3 (897.6) Prymitywną kulturę Europy, jaką napotkali nordyccy najeźdźcy, tworzyły degenerujące się plemiona naddunajskie, zmieszane z człowiekiem niebieskim. Kultura nordycko-duńska i dunajsko-andoniczna spotkały się i mieszały nad Renem, o czym świadczy istnienie dwu grup rasowych w dzisiejszych Niemczech.

80:9.4 (897.7) Nordycy sprzedawali bursztyn z wybrzeży Bałtyku i rozbudowali szeroką wymianę handlową z ludźmi szerokogłowymi znad doliny Dunaju, idącą przez przełęcz Brenner. Tak długi kontakt z plemionami naddunajskimi doprowadził ludy północy do kultu matki i przez kilka tysięcy lat kremacja zmarłych była prawie powszechną praktyką na obszarze Skandynawii. Wyjaśnia to, dlaczego nie znajduje się szczątków wcześniejszych ras białych – choć ludzi tych grzebano w całej Europie – tylko ich popioły w urnach kamiennych lub glinianych. Ci biali ludzie budowali domy, nigdy nie żyli w jaskiniach. I to znów wyjaśnia, dlaczego tak mało jest śladów wczesnej kultury białego człowieka, chociaż poprzedzający go typ kromanioński jest dobrze i bezpiecznie zachowany w jaskiniach i grotach. W Europie północnej niejako istnieje jednego dnia prymitywna kultura upadających plemion naddunajskich i człowieka niebieskiego, a następnego dnia z nagła pojawia się bardzo zaawansowany człowiek biały.

80:9.5 (897.8) 2. Centralna rasa biała. Chociaż ta grupa ludzka zawierała domieszki niebieskie, żółte i andickie, jest ona zasadniczo andoniczna. Są to ludzie szerokogłowi, śniadzi i krępi. Wbijają się klinem między rasę nordycką a śródziemnomorską, z rozległą bazą klina w Azji i wierzchołkiem przenikającym wschodnią Francję.

80:9.6 (898.1) Przez ponad dwadzieścia tysięcy lat Andonici spychani byli przez Anditów coraz dalej na północ Azji centralnej. Około 3000 lat p.n.e., coraz większa susza zmusiła Andonitów do powrotu do Turkiestanu. To andonickie parcie na południe trwało ponad tysiąc lat a będąc rozdzielane przez morze Kaspijskie i Czarne, wnikało do Europy drogą zarówno przez Bałkany jak i przez Ukrainę. Inwazja ta niosła w sobie resztę grup potomków Adamsona a w swej drugiej połowie znaczną liczbę irańskich Anditów, jak również wielu potomków kapłanów setyckich.

80:9.7 (898.2) Do roku 2500 p.n.e., zachodnie parcie Andonitów dotarło do Europy. I to zalanie, przez barbarzyńców ze wzgórz Turkiestanu, całej Mezopotamii, Azji Mniejszej i dorzecza Dunaju stanowiło jak dotąd najpoważniejszy i najtrwalszy kulturalny regres. Najeźdźcy ci wyraźnie zandonizowali naturę europejskich ras centralnych, które od tego czasu pozostają tak charakterystycznie alpejskie.

80:9.8 (898.3) 3. Południowa rasa biała. Ta śródziemnomorska rasa brunetów składa się z mieszanki Andity i człowieka niebieskiego, z mniejszą niż na północy domieszką andoniczną. Grupa ta wchłonęła również, poprzez Saharyjczyków, znaczną część drugorzędnej krwi sangikowej. W późniejszym okresie ta południowa grupa rasy białej dostała zastrzyk silnych elementów andickich, pochodzących ze wschodniej części basenu śródziemnomorskiego.

80:9.9 (898.4) Andici nie przeniknęli jednak na wybrzeża śródziemnomorskie, aż do czasów wielkiej inwazji koczowników 2500 p.n.e. Komunikacja lądowa i handel przestały prawie funkcjonować w tych wiekach, gdy koczownicy najechali wschodnie rejony śródziemnomorskie. To zakłócenie ruchu lądowego spowodowało znaczny rozwój komunikacji i handlu morskiego; śródziemnomorski handel morski osiągnął szczyt swego rozwoju około cztery i pół tysiąca lat temu. I ten rozwój ruchu morskiego przyniósł gwałtowne rozprzestrzenianie się potomków Anditów na wszystkie terytoria nabrzeżne basenu śródziemnomorskiego.

80:9.10 (898.5) Takie rasowe mieszanki kładły fundamenty pod południową rasę europejską, najbardziej ze wszystkich zmieszaną. I od tamtych czasów rasa ta otrzymywała jeszcze dodatkowe domieszki, zwłaszcza niebiesko-żółto-andickich ludów Arabii. Ta śródziemnomorska rasa jest faktycznie tak bardzo zmieszana z otaczającymi ludami, że jest z pozoru nieodróżnialna jako oddzielny gatunek, ale generalnie jej członkowie są niscy, długogłowi i bruneci.

80:9.11 (898.6) Andici usunęli ludzi niebieskich z północy, poprzez wojny i małżeństwa, ale na południu ludzie niebiescy przetrwali w znacznej liczbie. Baskowie i Berberowie reprezentują dwie przetrwałe gałęzie tej rasy, ale nawet te narody zostały dokładnie wymieszane z Saharyjczykami.

80:9.12 (898.7) Taki jest obraz mieszanki rasowej, istniejącej w Europie centralnej około roku 3000 p.n.e. Pomimo częściowego odstępstwa adamicznego, wyższe gatunki się wymieszały.

80:9.13 (898.8) Były to czasy neolitu, zazębiające się z nadchodzącą epoką brązu. To właśnie epoka brązu w Skandynawii wiązała się z kultem matki. We Francji południowej i w Hiszpanii, epoka neolitu związana była z kultem słońca. Był to czas budowy okrągłych, pozbawionych dachu świątyń słońca. Europejskie rasy białe były aktywnymi budowniczymi, lubiącymi stawiać wielkie kamienie jako dary dla słońca, tak samo jak to robili ich późni potomkowie w Stonehenge. Popularność kultu słońca oznacza, że w Europie południowej był to wspaniały okres rolnictwa.

80:9.14 (899.1) Przesądy, wywodzące się z tej, względnie niedawnej epoki kultu słońca, dziś jeszcze trwają w tradycjach ludowych Bretanii. Bretończycy, choć schrystianizowani od ponad tysiąca pięciuset lat, wciąż zachowują tradycję neolitycznych amuletów dla ochrony przez urokiem. Nadal trzymają piorun kamienny w kominie jako zabezpieczenie przed piorunem. Bretończycy nigdy nie mieszali się ze skandynawskimi nordykami. Są oni pozostałością po pierwotnych Andonitach, mieszkańcach Europy zachodniej, zmieszanych z gatunkiem śródziemnomorskim.

80:9.15 (899.2) Klasyfikacja ludzi białych na nordyckich, alpejskich i śródziemnomorskich byłaby jednak fałszywym rozumowaniem. Ogólnie biorąc, za dużo było tego mieszania, żeby pozwolić sobie na takie pogrupowanie. Kiedyś istniał w miarę dobrze zakreślony podział rasy białej na takie klasy, ale od tamtego czasu nastąpiło powszechne mieszanie wzajemne i już nie można nakreślić tych różnic z jakąkolwiek klarownością. Nawet 3000 lat p.n.e. starożytne grupy społeczne nie były bardziej jednolita rasą niż współcześni mieszkańcy Ameryki Północnej.

80:9.16 (899.3) Przez pięć tysięcy lat kultura europejska wciąż się rozwijała i do pewnego stopnia mieszała. Jednak bariery językowe zapobiegały pełnemu wymieszaniu się różnych narodów zachodnich. W minionym stuleciu kultura ta miała swą najlepszą jak dotąd możliwość zmieszania się, w kosmopolitycznej populacji Ameryki Północnej, a przyszłość tego kontynentu determinować będzie jakość czynników rasowych dopuszczonych do wejścia w skład obecnej i przyszłych populacji, jak również zachowanie poziomu kultury społecznej.

80:9.17 (899.4) [Przedstawione przez archanioła z Nebadonu].

Przekaz 81, Kształtowanie się cywilizacji współczesnej

Księga Urantii

Przekaz 81

Kształtowanie się cywilizacji współczesnej

81:0.1 (900.1) NIEZALEŻNIE od wzlotów i upadków – niepowodzeń podczas realizacji planów doskonalenia świata, które miały być wprowadzone w trakcie misji Caligastii i Adama, podstawowa, organiczna ewolucja gatunku ludzkiego wciąż pcha narody naprzód na skali ludzkiego postępu i rozwoju gatunku. Ewolucja może się opóźnić, ale nie może się zatrzymać.

81:0.2 (900.2) Wpływ rasy fioletowej, choć mniejszej liczebnie niż zakładały plany, spowodował zaawansowanie cywilizacji, której rozwój po dniach Adama znacznie przewyższył ten, jaki dokonał się w czasie nieomal miliona lat całej poprzedniej egzystencji ludzkości.

1. Kolebka cywilizacji

81:1.1 (900.3) Przez blisko trzydzieści pięć tysięcy lat od dni Adama, kolebka cywilizacji znajdowała się w południowo-zachodniej Azji, rozpościerając się na wschód i nieco na północ od doliny Nilu poprzez Arabię północną, Mezopotamię i dalej do Turkiestanu. Klimat był tym czynnikiem, który zadecydował o umocnieniu się cywilizacji na tym właśnie obszarze.

81:1.2 (900.4) Wielkie zmiany klimatyczne i geologiczne w Afryce północnej i zachodniej Azji zakończyły wczesne migracje Adamitów, odgradzając ich od Europy powiększonym Morzem Śródziemnym, zmieniając kierunek strumienia ich migracji na północ i wschód, do Turkiestanu. Do momentu zakończenia tych wyniesień lądu i związanych z nimi zmian klimatycznych, co nastąpiło około roku 15.000 p.n.e., w cywilizacji światowej zapanowała stagnacja, za wyjątkiem fermentów kulturowych i rezerw biologicznych Anditów, nadal ograniczonych od wschodu górami w Azji a na zachodzie rozprzestrzeniającymi się w Europie lasami.

81:1.3 (900.5) Ewolucja klimatyczna dokonuje teraz tego, czego nie potrafiły dokonać wszelkie inne naciski, ma zmusić euroazjatyckiego człowieka do porzucenia polowań na rzecz bardziej zaawansowanych zawodów – hodowcy i rolnika. Ewolucja może być powolna, ale jest wyjątkowo skuteczna.

81:1.4 (900.6) Ponieważ głównie niewolnicy zatrudniani byli przez wczesnych właścicieli ziemskich, z początku na rolnika spoglądał z góry zarówno myśliwy jak i pasterz. Przez całe epoki traktowano pracę na roli jako służebną, stąd powstała idea, że praca na ziemi jest przekleństwem, kiedy faktycznie jest ona największym błogosławieństwem. Nawet w czasach Kaina i Abla, ofiary pasterzy były bardziej ceniono niż dary rolników.

81:1.5 (900.7) Człowiek zazwyczaj przekształcał się z myśliwego w rolnika dzięki pasterskiej epoce przejściowej, a dotyczyło to także Anditów, częściej jednak ewolucyjny przymus, wynikający z konieczności klimatycznych, sprawiał, że całe plemiona przekształcały się z myśliwych od razu w wydajnych rolników. Jednak zjawisko takie, bezpośrednie przejście od polowań do rolnictwa, występowało tylko w tych regionach, gdzie stopień zmieszania rasowego z gatunkiem fioletowym był wysoki.

81:1.6 (901.1) Ludy ewolucyjne (zwłaszcza Chińczycy) wcześnie nauczyły się siać nasiona i zbierać plony, dzięki obserwacji kiełkowania nasion przypadkowo zamoczonych albo tych, co zostały złożone do grobów jako pożywienie dla zmarłych. Jednak na terenie południowo-zachodniej Azji, na żyznych obszarach nadrzecznych i na przyległych równinach, Andici wprowadzili udoskonalone metody rolnicze, odziedziczone po przodkach, którzy w granicach drugiego ogrodu traktowali rolnictwo i ogrodnictwo jako główne zajęcie.

81:1.7 (901.2) Tysiące lat potomkowie Adama uprawiali pszenicę i jęczmień, tak jak zostały one ulepszone w Ogrodzie, na obszarze wzgórz położonych na północnych kresach Mezopotamii. To tutaj spotykali się potomkowie Adama i Adamsona, handlowali a ich społeczności się mieszały.

81:1.8 (901.3) Takie zmiany narzucone warunkom życia sprawiły, że znaczna część gatunku ludzkiego stała się wszystkożerna. Kombinacja pszenicy, ryżu i diety warzywnej z mięsem ze stad była wielkim krokiem naprzód, gdy idzie o zdrowie i tężyznę fizyczną tych pradawnych ludów.

2. Elementy rozwoju cywilizacji

81:2.1 (901.4) Rozwój kultury oparty jest na kształtowaniu się elementów cywilizacji. A te jej elementy, których używa człowiek w swojej wspinaczce wzwyż od poziomu dzikości, były efektywne do tego stopnia, że wyzwalały ludzką energię do jeszcze bardziej zaawansowanych przedsięwzięć.

81:2.2 (901.5) Wy, którzy teraz żyjecie w scenerii współczesnej, rozwijającej się kultury i na początku postępu w sprawach społecznych, którzy istotnie macie niewiele wolnego czasu żeby myśleć o społeczeństwie i cywilizacji, nie możecie przeoczyć tego, że wasi dawni przodkowie mieli niewiele albo i wcale nie mieli czasu na głęboką refleksję i myśl społeczną.

81:2.3 (901.6) Do czterech pierwszych, wielkich postępów cywilizacji ludzkiej zalicza się:

81:2.4 (901.7) 1. Opanowanie ognia.

81:2.5 (901.8) 2. Oswojenie zwierząt.

81:2.6 (901.9) 3. Zniewolenie jeńców.

81:2.7 (901.10) 4. Własność prywatną.

81:2.8 (901.11) Podczas gdy ogień, pierwsze wielkie odkrycie, otworzył w końcu drzwi świata nauki, niewielką miał pod tym względem wartość dla człowieka prymitywnego, gdyż podczas wyjaśniania zjawisk życia codziennego nie uwzględniał on przyczyn naturalnych.

81:2.9 (901.12) Odpowiadając sobie na pytanie, skąd wziął się ogień, prostą historię Andona i krzemienia człowiek przemienił wkrótce w legendę o tym, jak pewien Prometeusz ukradł go z nieba. Pradawni szukali nadprzyrodzonych wyjaśnień dla wszystkich zjawisk naturalnych, przekraczających zakres ich osobistego pojmowania; wielu współczesnych ludzi nadal to robi. Potrzeba epok na depersonalizację tak zwanych zjawisk przyrody i proces ten jeszcze się nie skończył. Jednak szczere, uczciwe i nieustraszone poszukiwanie prawdziwych przyczyn zrodziło współczesną naukę: zmieniło astrologię w astronomię, alchemię w chemię i magię w medycynę.

81:2.10 (901.13) Przed epoką mechaniczną, jedynym sposobem, w jaki człowiek mógł wykonać pracę bez robienia jej samemu, było użycie zwierzęcia. Udomowienie zwierząt dało człowiekowi w ręce żywe narzędzia, których inteligentne używanie otwierało drogę zarówno rolnictwu jak i transportowi. Bez używania zwierząt człowiek nie mógłby się rozwinąć, od prymitywnego stanu do poziomów późniejszej cywilizacji.

81:2.11 (902.1) Większość zwierząt najlepiej nadających się do udomowienia znajdowała się w Azji, zwłaszcza w jej centralnych i południowo-zachodnich regionach. To była jedna z przyczyn, dlaczego cywilizacja rozwijała się szybciej w tym miejscu niż w innych częściach świata. Wiele z tych zwierząt było udomowionych przedtem dwukrotnie, a w epoce Anditów oswojono je na nowo. Tylko pies od dawna już przebywał z myśliwymi, oswojony przez człowieka niebieskiego w odległych czasach.

81:2.12 (902.2) Andici z Turkiestanu byli pierwszymi ludźmi, którzy na wielką skalę oswoili konia i to jest dodatkowa przyczyna, dlaczego ich kultura panowała tak długo. Rolnicy mezopotamscy, turkiestańscy i chińscy zaczęli około roku 5000 p.n.e. hodować owce, kozy, krowy, wielbłądy, konie, drób i słonie. Wołu, wielbłąda, konia i jaka używali jako zwierząt pociągowych. W pewnym okresie człowiek również był zwierzęciem pociągowym. Pewien władca rasy niebieskiej miał kiedyś sto tysięcy ludzi w swej kolonii nosicieli ładunków.

81:2.13 (902.3) Niewolnictwo i prywatna własność ziemi przyszły wraz z rolnictwem. Niewolnictwo podniosło poziom życia pana i dało mu więcej wolnego czasu na życie społeczne.

81:2.14 (902.4) Dziki jest niewolnikiem natury, ale cywilizacja naukowa powoli niesie coraz większą wolność ludzkości. Dzięki zwierzętom, ogniowi, wiatrowi, elektryczności i innym nie odkrytym źródłom energii, człowiek wyzwala się i nadal będzie się wyzwalał od konieczności nieprzerwanej pracy. Niezależnie od przejściowych trudności, powstałych w wyniku obfitej wynalazczości, ostateczne korzyści, jakie przyniosą te mechaniczne inwencje, będą nieocenione. Cywilizacja nigdy nie rozkwitnie i w ogóle nie może powstać, dopóki człowiek nie będzie miał wolnego czasu na myślenie, planowanie, wymyślanie nowych i lepszych sposobów robienia różnych rzeczy.

81:2.15 (902.5) Z początku człowiek po prostu przywłaszczał sobie schronienie, żył pod występami skalnymi lub mieszkał w jaskiniach. Potem, do zbudowania chaty rodzinnej używał takich naturalnych materiałów jak drewno i kamień. W końcu zaczął twórcze stadium budowy domu, uczył się wyrabiać cegłę i inne materiały budowlane.

81:2.16 (902.6) Ludy ze wzgórz Turkiestanu były pierwszymi, bardziej współczesnymi narodami, które budowały swe domy z drewna, domy całkiem podobne do wczesnych chat z bali amerykańskich pionierów-osadników. Na terenach nizinnych pomieszczenia dla ludzi budowano z cegły, później z cegły wypalanej.

81:2.17 (902.7) Dawne ludy nadrzeczne budowały swe chaty umieszczając wysokie żerdzie w gruncie, w okręgu, ich wierzchołki były potem łączone i tworzyły szkieletową konstrukcję chaty, która była przeplatana poprzecznie trzcinami; cała budowla przypominała wielki, odwrócony kosz. Strukturę taką można było potem całkowicie powlec gliną i po wyschnięciu na słońcu mogła stanowić bardzo użyteczne mieszkanie, zabezpieczające przed warunkami atmosferycznymi.

81:2.18 (902.8) To właśnie z tych wczesnych chat zrodziła się później oddzielnie idea plecenia wszelkich rodzajów koszy. Z obserwacji mazania wilgotną gliną takiego palowego szkieletu, w jednej grupie ludzkiej powstał pomysł produkcji wyrobów garncarskich. Praktyka hartowania wyrobów garncarskich przez wypalanie została odkryta wtedy, gdy przypadkiem się spaliła jedna z tych, pokrytych gliną, prymitywnych chat. Kunszty dawnych czasów wielokrotnie powstawały na skutek przypadkowych zdarzeń, towarzyszących życiu codziennemu prymitywnych ludów. Tak przynajmniej wyglądał, z niewielkimi wyjątkami, proces ewolucyjnego rozwoju zanim przyszedł Adam.

81:2.19 (903.1) Chociaż garncarstwo zostało wprowadzone po raz pierwszy przez personel Księcia, około pół miliona lat temu, produkcja naczyń glinianych została praktycznie przerwana na ponad sto pięćdziesiąt tysięcy lat. Tylko presumeryjscy Nodyci, mieszkający nad zatoką, nadal wytwarzali naczynia gliniane. Sztuka garncarstwa została wskrzeszona w czasach Adama. Rozpowszechnianie tego rzemiosła następowało równocześnie z powiększaniem się obszarów pustynnych Afryki, Arabii i Azji centralnej, a rozszerzało się ono kolejnymi falami ulepszonych metod z Mezopotamii na całą półkulę wschodnią.

81:2.20 (903.2) Cywilizacje z epoki Anditów nie zawsze dają się prześledzić dzięki różnym stadiom ich garncarstwa czy innych rzemiosł. Gładki przebieg ewolucji ludzkiej wyjątkowo skomplikowały rządy zarówno Dalamatii jak i Edenu. Czasami się zdarza, że późniejsze wazy i inne sprzęty są gorszej jakości w porównaniu z wcześniejszymi produktami czystszych ludów andickich.

3. Miasta, wytwórczość i handel

81:3.1 (903.3) Niszczenie przez klimat bogatych, rozległych, pokrytych trawą terenów myśliwskich i pasterskich Turkiestanu, zapoczątkowane około roku 12.000 p.n.e., zmusiło ludy tych regionów do zajęcia się nowymi formami wytwórczości i prymitywnej produkcji. Niektórzy zaczęli hodować udomowione stada, inni zostali rolnikami albo zdobywali żywność z wody, jednak wyższe typy intelektów andickich postanowiły zająć się handlem i wytwórczością. Weszło nawet w zwyczaj, że całe plemiona zajmowały się jednym rodzajem wytwórczości. Od doliny Nilu do Hindukuszu i od Gangesu do Żółtej Rzeki, głównym zajęciem zaawansowanych plemion stała się uprawa roli, z handlem jako zajęciem ubocznym.

81:3.2 (903.4) Zwiększenie wymiany towarowej i przetwarzanie surowych materiałów na różne przedmioty w celach handlowych było bezpośrednią przyczyną powstawania wczesnych, częściowo pokojowych społeczności, mających tak wielki wpływ na szerzenie się kultury oraz rzemiosł cywilizacji. Zanim przyszła epoka światowego handlu na wielką skalę, wspólnoty społeczne były grupami rodzinnymi, rozwijającymi się w plemiona. Handel wiązał ze sobą różne rodzaje istot ludzkich, przyczyniając się tym samym do wzajemnego wzbogacania kultur.

81:3.3 (903.5) Około dwanaście tysięcy lat temu zaczęła świtać era niezależnych miast. I te prymitywne miasta, zajmujące się handlem i wytwórczością, zawsze były otoczone przez strefy rolnictwa i hodowli bydła. Podczas gdy prawdą jest, że podnoszenie standardów życia stymulowało wytwórczość, nie należy źle rozumieć subtelności wczesnego życia miejskiego. Dawne narody nie były zbyt schludne i czyste a przeciętna, prymitywna wspólnota podnosiła się co dwadzieścia pięć lat od trzydziestu do sześćdziesięciu centymetrów w górę, w rezultacie zwykłego gromadzenia brudu i śmieci. Pewne, starsze miasta podnosiły się nad otaczający je poziom wyjątkowo szybko, ponieważ ich nie wypalane chaty gliniane były nietrwałe a nowe domy budowano zwyczajowo bezpośrednio na ruinach starych.

81:3.4 (903.6) Charakterystyczną cechą tej epoki wczesnych miast, zajmujących się wytwórczością i handlem, było powszechne używanie metali. Znaleźliście już kulturę brązu w Turkiestanie sprzed 9000 lat p.n.e., a Andici wcześnie nauczyli się pracować tak samo w żelazie, złocie jak i w miedzi. Jednak z dala od bardziej zaawansowanych centrów cywilizacji warunki życia były bardzo różnorodne. Nie było oddzielnych okresów, takich jak epoka kamienia, brązu i żelaza; wszystkie trzy istniały równocześnie w różnych miejscach.

81:3.5 (904.1) Złoto było pierwszym metalem poszukiwanym przez człowieka, było łatwe w obróbce a z początku używano go tylko do ozdób. Potem używano miedzi, ale niezbyt powszechnie, zanim nie została zmieszana z cyną, tworząc twardszy brąz. Odkrycie połączenia miedzi i cyny do produkcji brązu zostało dokonane przez jednego z Adamsonitów z Turkiestanu, którego górska kopalnia miedzi znajdowała się przypadkiem obok pokładu cyny.

81:3.6 (904.2) Wraz z pojawieniem się prymitywnej wytwórczości i początkami produkcji, handel szybko stał się najsilniejszym czynnikiem szerzącym cywilizację kulturową. Otwarcie dróg handlowych, tak lądem jak i morzem, znacznie ułatwiało podróże i mieszanie się kultur, jak również konsolidację cywilizacji. Około 5000 lat p.n.e., koń był w powszechnym użytku na ziemiach cywilizowanych i częściowo cywilizowanych. Późniejsze narody miały nie tylko oswojonego konia, ale także różne rodzaje wozów i rydwanów. Koła używano całe epoki wcześniej, ale teraz pojazdy kołowe zaczęły być stosowane powszechnie, zarówno w handlu jak i na wojnie.

81:3.7 (904.3) Podróżujący kupiec i wędrujący odkrywca zrobili więcej dla rozwoju cywilizacji w czasach historycznych niż wszystkie inne czynniki razem wzięte. Podboje wojskowe, kolonizacje i inicjatywy misjonarskie, prowadzone przez późniejsze religie, także były czynnikami szerzącymi kulturę, ale wszystkie one były wtórne wobec związków handlowych, które wciąż były ożywiane przez gwałtownie rozwijające się rzemiosło i techniki wytwórcze.

81:3.8 (904.4) Domieszka krwi adamicznej do gatunku ludzkiego nie tylko przyspieszyła tempo rozwoju cywilizacji, ale również ogromnie pobudziła ludzkie inklinacje do przygody i eksploracji, w takim stopniu, że większość Eurazji i Afryki północnej została wkrótce zajęta przez gwałtownie rozmnażających się, mieszanych potomków Anditów.

4. Rasy mieszane

81:4.1 (904.5) Gdy wracamy do początków czasów historycznych, widzimy, jak cała Eurazja, Afryka północna i wyspy Oceanu Spokojnego usiane są mieszanymi rasami ludzkimi. Te współczesne rasy powstały w wyniku wielokrotnego mieszania się pięciu podstawowych ras ludzkich Urantii.

81:4.2 (904.6) Każda rasa Urantii odznaczała się określonymi, charakterystycznymi cechami fizycznymi. Adamici i Nodyci byli długogłowi; Andonici szerokogłowi. Rasy sangikowe miały głowy średnie, przy czym człowiek żółty i niebieski miał tendencje do szerokogłowia. Rasy niebieskie, kiedy zmieszały się z gatunkiem andonicznym, były wyraźnie szerokogłowe. Drugorzędni Sangicy zaliczali się do typów od średniogłowych do długogłowych.

81:4.3 (904.7) Chociaż przy odcyfrowaniu pochodzenia rasowego te wymiary czaszki są użyteczne, znacznie lepszy do tych celów jest szkielet jako całość. We wczesnym okresie rozwojowym ras Urantii istniało z początku pięć różnych rodzajów struktury szkieletowej:

81:4.4 (904.8) 1. Andoniczna, autochtonów Urantii.

81:4.5 (904.9) 2. Pierwszorzędna sangikowa, czerwona, żółta i niebieska.

81:4.6 (904.10) 3. Drugorzędna sangikowa, pomarańczowa, zielona i indygo.

81:4.7 (904.11) 4. Nodyci, potomkowie Dalamatów.

81:4.8 (904.12) 5. Adamici, rasa fioletowa.

81:4.9 (904.13) Kiedy pięć tych wielkich grup rasowych mieszało się intensywnie, ciągłe mieszanie doprowadziło do przyćmienia typu andonicznego przez sangikową dominację dziedziczną. Lapończycy i Eskimosi są mieszańcami Andonitów z niebieską rasą sangikową. Budowa ich szkieletów najbardziej zbliżona jest do autochtonicznego typu andonicznego. Natomiast Adamici i Nodyci tak bardzo zostali wymieszani z innymi rasami, że mogą być zauważani tylko jako generalny gatunek europeidów.

81:4.10 (905.1) Tak więc, kiedy odkopuje się ludzkie szczątki z ostatnich dwudziestu tysięcy lat, niemożliwe będzie wyraźne odróżnienie tych pięciu pierwotnych typów. Badania odkrytych struktur szkieletowych wykażą, że ludzkość jest obecnie podzielona w przybliżeniu na trzy klasy:

81:4.11 (905.2) 1. Europeidzi – andicka mieszanka gatunku nodycznego i adamicznego, kolejno zmodyfikowana przez pierwszorzędną i drugorzędną (trochę) domieszkę sangikową i przez intensywne krzyżowanie się z Andonitami. Zachodnie rasy białe, razem z niektórymi ludami indyjskimi i turańskimi, zaliczają się do tej grupy. Czynnikiem jednoczącym tej grupy jest większa czy mniejsza proporcja dziedzictwa Anditów.

81:4.12 (905.3) 2. Mongoloidzi – pierwszorzędny typ sangikowy, zawierający pierwotną czerwoną, żółtą i niebieską rasę. Chińczycy oraz Indianie amerykańscy należą do tej grupy. W Europie typ mongoloidalny został zmodyfikowany przez drugorzędną domieszkę sangikową i andoniczną; jeszcze bardziej przez dodatek andicki. Malajczycy i inne ludy indonezyjskie mieszczą się w tej klasyfikacji, choć mają wysoki procent drugorzędnej krwi sangikowej.

81:4.13 (905.4) 3. Negroidzi – drugorzędny typ sangikowy, który z początku obejmował rasę pomarańczową, zieloną i indygo; najlepszą jego ilustracją jest Murzyn, a typ taki znajduje się w całej Afryce, Indiach i Indonezji, gdziekolwiek istnieją drugorzędne rasy sangikowe.

81:4.14 (905.5) W Chinach Północnych istnieje pewna mieszanka europeidów i gatunku mongoloidalnego; na Bliskim Wschodzie zmieszali się europeidzi i negroidzi; w Indiach, tak samo jak w Ameryce Południowej, reprezentowane są wszystkie trzy typy ludzkie. Charakterystyczne cechy szkieletowe trzech przetrwałych gatunków ludzkich wciąż istnieją i pomagają zidentyfikować dalszy rodowód współczesnych ras ludzkich.

5. Społeczeństwo kulturowe

81:5.1 (905.6) Ewolucja biologiczna i cywilizacja kulturowa niekoniecznie muszą być wzajemnie związane; w dowolnej epoce ewolucja organiczna może postępować bez przeszkód właśnie w obliczu dekadencji kulturowej. Gdy jednak bada się dłuższe okresy historii ludzkiej, można zauważyć, że w końcu ewolucja i kultura zostają związane ze sobą, jako przyczyna i skutek. Ewolucja może posuwać się naprzód pod nieobecność kultury, ale cywilizacja nie rozkwitnie bez odpowiedniego zaplecza poprzedzającego ją rozwoju ras. Adam i Ewa nie wprowadzali kunsztów cywilizacji, które nie byłyby znane społeczeństwu ludzkiemu, jednak krew adamiczna pomnożyła zdolności tkwiące w ludach i przyspieszyła tempo rozwoju ekonomicznego oraz postępu wytwórczości. Obdarzenie Adamowe rozwinęło potencjał umysłowy narodów, przyspieszając jednocześnie w znacznym stopniu proces naturalnej ewolucji.

81:5.2 (905.7) Dzięki rolnictwu, udomowieniu zwierząt i lepszemu budownictwu, ludzkość stopniowo zaczęła unikać tego, co najgorsze w nieustannych trudach życiowych i zaczynała szukać, czym osłodzić sobie życie; i taki był początek dążenia do wyższych i wciąż wyższych standardów komfortu materialnego. Dzięki wytwórczości i przemysłowi, człowiek stopniowo zwiększa ilość przyjemności w śmiertelnym życiu.

81:5.3 (906.1) Kulturalne społeczeństwo nie jest jednak wielkim, dobroczynnym klubem z dziedzicznymi przywilejami, w którym wszyscy ludzie rodzą się automatycznie z jego członkostwem i całkowitą równością. Jest raczej podniosłym i wciąż rozwijającym się cechem ziemskich robotników, przyjmującym do swych szeregów tylko arystokrację tych ciężko pracujących, którzy chcą zrobić ze świata lepsze miejsce, w którym ich dzieci i dzieci ich dzieci mogłyby żyć i rozwijać się w nadchodzących epokach. I ten cywilizacyjny cech narzuca wysokie opłaty wstępu, nakłada ścisłą i rygorystyczną dyscyplinę, dotyka ciężkimi karami wszystkich odszczepieńców i nonkonformistów, podczas gdy nadaje nieliczne, osobiste koncesje i przywileje, oprócz tych, które odnoszą się do lepszego zabezpieczenia przed wspólnymi zagrożeniami i niebezpieczeństwami grożącymi gatunkowi.

81:5.4 (906.2) Organizacja społeczna jest tą formą zabezpieczenia przetrwania, którą istoty ludzkie uznały za korzystną; zatem większość jednostek gotowa jest płacić te stawki poświęcania się i ograniczania wolności osobistej, których społeczeństwo wymaga od swych członków w zamian za lepszą ochronę grupową. Krótko mówiąc, współczesny mechanizm społeczny jest planem ubezpieczeniowym, działającym metodą prób i błędów, który ma dać pewien stopień pewności i ochrony, zabezpieczającej przed powrotem do okropnych i antyspołecznych warunków, tak charakterystycznych dla wczesnych doświadczeń gatunku ludzkiego.

81:5.5 (906.3) Społeczeństwo zatem staje się systemem współpracy, działającym dla zabezpieczenia wolności obywatelskiej przez instytucje, wolności ekonomicznej przez kapitał i wynalazczość, wolności społecznej przez kulturę a wolności od przemocy przez przepisy porządkowe.

81:5.6 (906.4) Siła nie rodzi prawości, ale narzuca powszechnie uznawane prawa każdemu kolejnemu pokoleniu. Główną misją rządu jest zdefiniowanie prawej, sprawiedliwej i słusznej regulacji różnic klasowych i egzekwowanie równości szans zgodnie z przepisami prawa. Każde ludzkie prawo związane jest ze społecznym obowiązkiem; przywileje grupowe są mechanizmem ubezpieczeniowym, który zawsze wymaga pełnej płatności wymaganych stawek, w postaci służenia grupie. I prawa grupowe muszą być chronione, tak jak i jednostkowe, łącznie z regulacją pociągu seksualnego.

81:5.7 (906.5) Wolność, poddana kontroli grupy, jest słusznym celem ewolucji społecznej. Wolność bez ograniczeń jest czczym i dziwacznym marzeniem ludzi niestabilnych i lekkomyślnych.

6. Zachowanie cywilizacji

81:6.1 (906.6) Podczas gdy ewolucja biologiczna zawsze szła naprzód, większa część ewolucji kulturowej wyszła z doliny Eufratu falami, które z upływem czasu kolejno słabły, aż w końcu wyszło stamtąd całe adamiczne potomstwo czystej krwi, aby wzbogacić cywilizacje Azji i Europy. Rasy nie zmieszały się całkowicie, ale w znacznym stopniu zmieszały się ich cywilizacje. Powoli kultura rozprzestrzeniała się po świecie. I cywilizacja ta musi być utrzymywana i podsycana, ponieważ dziś nie ma już nowych źródeł kultury, nie ma Anditów, aby mogli ożywić i stymulować powolny, ewolucyjny progres cywilizacji.

81:6.2 (906.7) Cywilizacja, rozwijająca się teraz na Urantii, powstała z następujących elementów i obecnie się na nich opiera:

81:6.3 (906.8) 1. Warunki naturalne. Natura i stopień rozwoju cywilizacji materialnej są w znacznej mierze zdeterminowane dostępnymi zasobami naturalnymi. Klimat, pogoda i liczne inne warunki materialne są czynnikami określającymi ewolucję kultury.

81:6.4 (907.1) Kiedy zaczynała się epoka Anditów, na całym świecie istniały tylko dwa rozległe i żyzne obszary, nadające się do polowań. Jeden z nich był w Ameryce Północnej i panowali na nim Indianie amerykańscy, drugi położony był na północ od Turkiestanu i częściowo zajmowany przez rasę andoniczno-żółtą. Czynnikami decydującymi o ewolucji wyższej kultury w Azji południowo-zachodniej były rasa i klimat. Andici byli wspaniałym ludem, jednak głównym czynnikiem decydującym o kierunku rozwoju ich cywilizacji była coraz większa jałowość Iranu, Turkiestanu i Xinjiangu, która zmusiła ich do wymyślenia i zastosowania nowych, zaawansowanych metod zdobywania środków do życia z coraz mniej żyznych ziem.

81:6.5 (907.2) Układ kontynentów i inne ukształtowania lądu decydują w znacznym stopniu o wojnie i pokoju. Bardzo niewielu Urantian miało kiedykolwiek tak dogodne warunki ciągłego i niezakłóconego rozwoju, jakimi cieszyły się narody Ameryki Północnej – chronione praktycznie ze wszystkich stron przez rozległe oceany.

81:6.6 (907.3) 2. Nagromadzone dobra. Kultura nigdy się nie rozwija w warunkach ubóstwa; wolny czas jest konieczny dla rozwoju cywilizacji. Charakter jednostki, posiadający wartości moralne i duchowe, może być zdobyty pod nieobecność materialnego bogactwa, ale cywilizacja kulturowa wywodzi się tylko z tych warunków materialnego dobrobytu, które dają czas wolny w połączeniu z ambicją.

81:6.7 (907.4) W czasach prymitywnych życie na Urantii było sprawą poważną i rzeczową. To właśnie ucieczka przez nieustannymi trudami i niekończącą się pracą powodowała stałą tendencję ludzkości podążania ku przyjemnemu klimatowi tropików. Chociaż przebywanie w cieplejszych regionach dawało pewne złagodzenie intensywnej walki o byt, ludy i plemiona, które w ten sposób szukały ułatwień, rzadko używały swego nie zapracowanego, wolnego czasu, na zaawansowanie cywilizacji. Postęp społeczny nieodmiennie tworzy się z myśli i planów tych narodów, które się nauczyły, przez swą inteligentną pracę, jak się utrzymać z ziemi przy zmniejszonym wysiłku i skróconych dniach pracy, aby w ten sposób korzystać z godziwie zapracowanego i wartościowego marginesu wolnego czasu.

81:6.8 (907.5) 3. Wiedza naukowa. Materialne aspekty cywilizacji zawsze muszą oczekiwać nagromadzenia danych naukowych. Dużo czasu upłynęło od wynalezienia łuku i strzały i używania zwierząt do pracy, zanim człowiek nauczył się używać wiatru i wody, po czym przyszło zastosowanie pary i elektryczności. Metody rozwoju cywilizacji powoli się doskonalą. Po tkactwie, garncarstwie, udomowieniu zwierząt i metalurgii, nastąpiła epoka pisma i druku.

81:6.9 (907.6) Wiedza to potęga. Wynalazczość zawsze poprzedza przyspieszenie rozwoju kultury na światową skalę. Nauka i inwencje odniosły najwięcej korzyści z prasy drukarskiej a oddziaływanie wzajemne wszystkich tych czynników kulturowych i wynalazczych ogromnie przyspieszyło tempo rozwoju kulturowego.

81:6.10 (907.7) Nauka uczy człowieka mówić nowym językiem matematyki i kształcić jego myślenie w kierunku wymagającym precyzji. Nauka stabilizuje także filozofię, dzięki eliminacji błędu, gdy jednocześnie oczyszcza religię przez likwidację przesądów.

81:6.11 (907.8) 4. Zasoby ludzkie. Cywilizacja potrzebuje ludzi, aby się rozprzestrzeniać. W normalnych warunkach, liczebniejszy naród będzie panował nad cywilizacją mniej licznej nacji. Dlatego też, gdy się nie uda zwiększyć liczby ludności do określonego punktu, nie można w pełni zrealizować predestynacji narodowej, jednak przy powiększaniu populacji przychodzi taki punkt, po którym dalszy wzrost jest samobójczy. Rozmnażanie się poza optimum właściwej proporcji obszaru ziemi do ilości ludzi oznacza albo redukcję standardów życia albo natychmiastowe poszerzenie granic terytorialnych, przez pokojową penetrację lub wojskowy podbój – narzuconą okupację.

81:6.12 (908.1) Częstokroć szokują was spustoszenia wojny, jednak powinniście zdawać sobie sprawę z konieczności płodzenia dużej ilości śmiertelników, tak, aby mieć odpowiednią możliwość rozwoju społecznego i moralnego; z kolei, przy takiej płodności planetarnej szybko pojawiają się poważne problemy przeludnienia. Większość światów zamieszkałych jest mała. Urantia jest przeciętna, być może nieco poniżej średniej. Optymalna stabilizacja populacji narodowej zwiększa kulturę i zapobiega wojnie. Mądrym narodem jest ten, który wie, kiedy ma zaprzestać wzrostu liczebnego.

81:6.13 (908.2) Tym niemniej kontynent najbogatszy w zasoby naturalne i najbardziej zaawansowany w sprzęcie mechanicznym zrobi niewielki tylko postęp, jeśli inteligencja jego narodu jest w stadium schyłkowym. Wiedzę można zdobyć przez edukację, ale mądrość, która jest nieodzowna dla prawdziwej kultury, można zyskać jedynie poprzez doświadczenie i dzięki tym mężczyznom i kobietom, którzy są z natury inteligentni. Tacy ludzie potrafią uczyć się z doświadczenia; mogą stać się naprawdę mądrzy.

81:6.14 (908.3) 5. Wydajność zasobów materialnych. Wiele zależy od mądrości, wykazywanej przy wykorzystywaniu zasobów naturalnych, wiedzy naukowej, środków materialnych i potencjałów ludzkich. Głównym czynnikiem kształtującym wczesną cywilizację był przymus, stosowany przez mądrych władców społeczeństwa; cywilizacja dosłownie została narzucona człowiekowi prymitywnemu przez współczesnych mu władców. Światem tym rządziły przeważnie dobrze zorganizowane i zaawansowane mniejszości.

81:6.15 (908.4) Siła nie równa się prawości, ale siła czyni to, co jest i co było historią. Dopiero niedawno Urantia osiągnęła ten punkt, w którym społeczeństwo chce debatować nad etyką siły i prawa.

81:6.16 (908.5) 6. Efektywność języka. Cywilizacja musi czekać na pojawienie się języka, zanim się zacznie rozprzestrzeniać. Żywe i rozwijające się języki gwarantują szerzenie się cywilizowanego myślenia i planowania. We wczesnych epokach istnienia człowieka poczyniono znaczne postępy w języku. Dziś pojawia się wielka potrzeba przyszłego rozwoju lingwistycznego, aby rozwijająca się myśl mogła się szerzyć.

81:6.17 (908.6) Język rozwinął się z organizacji grupowych, każda lokalna grupa ludzka kształtuje swój własny system wymiany słów. Język zrodził się z gestów, znaków, krzyków, dźwięków naśladowczych, intonacji i akcentów, aż do poziomu wymowy późniejszych alfabetów. Język jest najważniejszym i najbardziej użytecznym narzędziem ludzkiego myślenia, ale nie rozwinął się w pełni, dopóki grupy społeczne nie zyskały nieco wolnego czasu. Tendencje do bawienia się językiem kształtują nowe słowa – slang. Jeśli większość ludności przyswaja slang, późniejsze jego używanie stanowi język. Okazjonalne używanie języka dziecinnego w grupie rodzinnej jest ilustracją tego, jak tworzą się dialekty.

81:6.18 (908.7) Różnice językowe zawsze uniemożliwiały zaprowadzenie pokoju na szerszą skalę. Zanim kultura zacznie się szerzyć na obszarze zajętym przez daną rasę, na kontynencie czy na całym świecie, muszą zaniknąć języki. Uniwersalny język przyczynia się do zachowania pokoju, zabezpiecza kulturę i przysparza szczęścia. Nawet, kiedy języki świata zredukowane są do kilku, opanowanie ich przez ludzi przewodzących kulturze ma znaczny wpływ na osiągnięcie światowego pokoju i dobrobytu.

81:6.19 (908.8) Chociaż na Urantii niewielkiego postępu dokonano w kierunku ukształtowania międzynarodowego języka, wiele osiągnięto dzięki wprowadzeniu międzynarodowej wymiany handlowej. I wszystkie te stosunki międzynarodowe powinny być rozwijane, czy dotyczą one języka, handlu, sztuki, nauki, współzawodnictwa sportowego czy też religii.

81:6.20 (909.1) 7. Efektywność urządzeń mechanicznych. Postęp cywilizacji związany jest bezpośrednio z wynalezieniem i posiadaniem narzędzi, maszyn i środków ich dystrybucji. Ulepszone narzędzia, pomysłowe i wydajne maszyny, decydują o przetrwaniu konkurujących ze sobą grup ludzkich na arenie zaawansowanej cywilizacji.

81:6.21 (909.2) W dawnych czasach jedyną energią stosowaną przy uprawie ziemi była siła ludzka. Długo trwały zmagania, aby zastąpić człowieka wołem, skoro ten odbierał pracę człowiekowi. Później maszyny zaczęły zastępować ludzi i każdy taki krok naprzód przyczynia się bezpośrednio do rozwoju społeczeństwa, gdyż wyzwala ludzką energię do osiągania bardziej wartościowych celów.

81:6.22 (909.3) Nauka, kierowana mądrością, może stać się największym wyzwolicielem społeczeństwa. Epoka mechaniczna może okazać się katastrofalna tylko dla tego narodu, którego poziom intelektualny jest za niski, aby odkryć mądre metody i rozsądne sposoby pomyślnego dostosowania się do przejściowych trudności, narosłych w wyniku nagłej utraty pracy przez wielką liczbę ludzi, w konsekwencji zbyt szybkiego wynalezienia nowych rodzajów maszyn oszczędzających pracę.

81:6.23 (909.4) 8. Charakter krzewicieli oświaty. Społeczne dziedzictwo umożliwia człowiekowi opieranie się na barkach wszystkich jego poprzedników, tych, którzy cokolwiek wnieśli do sumy kultury i wiedzy. W tym zadaniu, przekazywania kagańca kultury następnemu pokoleniu, rodzina zawsze będzie instytucją podstawową. Zabawa i życie społeczne idą za nią w kolejności, ze szkołą na końcu, ale równie nieodzowną w kompleksowym i wysoce zorganizowanym społeczeństwie.

81:6.24 (909.5) Owady rodzą się w pełni wyszkolone i wyposażone do życia – faktycznie do bardzo zawężonej i czysto instynktownej egzystencji. Dziecko ludzkie rodzi się bez edukacji, dlatego też człowiek posiada tę możliwość, aby poprzez kontrolę metod nauczania młodszej generacji znacznie przekształcić ewolucyjny kierunek cywilizacji.

81:6.25 (909.6) Najważniejszymi czynnikami, które w dwudziestym wieku przyczyniają się do ożywiania cywilizacji i zaawansowania kultury są: znaczna intensyfikacja podróżowania po świecie i bezprzykładne udogodnienia w metodach komunikowania się. Jednak postęp w edukacji nie dotrzymuje kroku poszerzającej się strukturze społecznej; tak samo współczesne uznanie dla etyki odbiega od rozwoju czysto intelektualnego i naukowego. I cywilizacja współczesna stanęła w martwym punkcie rozwoju duchowego oraz ochrony instytucji rodziny.

81:6.26 (909.7) 9. Ideały ludzkie. Ideały jednego pokolenia kształtują drogi przeznaczenia jego bezpośredniego potomstwa. Jakość przywódców społeczeństwa będzie stanowić o tym, czy cywilizacja idzie naprzód czy wstecz. Rodziny, Kościoły i szkoły jednego pokolenia stanowią o cechach charakteru następnego pokolenia. Moralny i duchowy rozmach rasy czy narodu stanowi przeważnie o kulturalnym tempie rozwoju takiej cywilizacji.

81:6.27 (909.8) Ideały wywyższają źródło strumienia społecznego. I żaden strumień nie wzniesie się ani na jotę ponad swoje źródło, bez znaczenia, jaka może być zastosowana metoda nacisku czy kontroli ukierunkowującej. Moc napędowa nawet najbardziej materialnych aspektów cywilizacji kulturowej tkwi w najmniej materialnych osiągnięciach społeczeństwa. Inteligencja może kontrolować mechanizm cywilizacji, mądrość może nim kierować, ale duchowy idealizm jest tą energią, która faktycznie doskonali i posuwa naprzód ludzką kulturę z jednego poziomu osiągnięć na drugi.

81:6.28 (910.1) Z początku życie było walką o byt, teraz jest o standard życia, potem będzie o jakość myślenia i to jest nadchodzący, ziemski cel ludzkiej egzystencji.

81:6.29 (910.2) 10. Koordynacja specjalistów. Cywilizacja została znacznie przyspieszona przez wczesny podział pracy i jego późniejsze następstwo – specjalizację. Teraz cywilizacja jest zależna od skutecznej koordynacji specjalistów. W miarę rozwoju społeczeństwa trzeba będzie znaleźć jakąś metodę zbliżania do siebie różnych specjalistów.

81:6.30 (910.3) Liczba specjalistów społecznych, artystycznych, technicznych i przemysłowych wciąż będzie wzrastać i rozwijać się będą ich zdolności i biegłość. I to zróżnicowanie zdolności oraz różnorodność zajęć osłabi w końcu i rozdrobni społeczeństwo ludzkie, jeśli się nie wytworzy skutecznych metod koordynacji i współpracy. Tym niemniej inteligencja, która jest zdolna do takiej pomysłowości i takiej specjalizacji, powinna być w pełni miarodajna do wymyślenia odpowiednich metod kontroli i korygowania wszelkich problemów, wynikających z gwałtownego wzrostu inwencji i przyspieszonego tempa ekspansji kulturowej.

81:6.31 (910.4) 11. Metody znajdowania posady. Następna epoka rozwoju społecznego będzie uosobieniem lepszej i bardziej efektywnej współpracy międzyludzkiej, jak również koordynacji wciąż narastającej i poszerzającej się specjalizacji. A kiedy praca różnicuje się coraz bardziej, należy wymyślić jakieś metody kierowania jednostek do odpowiedniej pracy. Maszyny nie są jedyną przyczyną bezrobocia u cywilizowanych narodów Urantii. Ekonomiczna złożoność, ciągłe zwiększanie się specjalizacji przemysłowej i profesjonalnej, przysparza problemów przy poszukiwaniu odpowiedniego miejsca zatrudnienia.

81:6.32 (910.5) Nie wystarczy przeszkolić człowieka do pracy; w złożonym społeczeństwie muszą także istnieć skuteczne metody znalezienia jemu posady. Zanim przeszkoli się obywateli w wysoce wyspecjalizowanych sposobach zarabiania na życie, powinni być oni przeszkoleni w jednej lub większej ilości prac pospolitych, zawodów lub powołań, które można wykonywać wtedy, kiedy są oni chwilowo niezatrudnieni w swojej, wyspecjalizowanej pracy. Żadna cywilizacja nie przetrwa długo, kiedy ma liczną klasę bezrobotnych. Z czasem, nawet najlepsi obywatele zostaną wypaczeni i zdemoralizowani, kiedy przyjmują pomoc z kasy państwowej. Nawet dobroczynność prywatna staje się szkodliwa, gdy długo jest stosowana wobec zdrowych obywateli.

81:6.33 (910.6) Takie wysoce wyspecjalizowane społeczeństwo nie przyjmie życzliwie starożytnych praktyk komunalnych i doświadczeń feudalnych dawnych ludów. Prawda, że wiele służb działających dla wspólnego dobra może być zadowalająco i z korzyścią uspołecznione, jednak wysoce wyszkolone i ultraspecjalistyczne jednostki ludzkie najlepiej są kierowane dzięki pewnej metodzie inteligentnej współpracy. Zmodernizowana koordynacja i braterskie prawa stworzą dłużej trwającą współpracę, niż starsze i bardziej prymitywne metody komunizmu, czy dyktatorskich instytucji rządowych, opartych na sile.

81:6.34 (910.7) 12. Gotowość do współpracy. Jedną z wielkich przeszkód na drodze rozwoju społeczeństwa ludzkiego jest konflikt pomiędzy interesami i dobrem większych, bardziej uspołecznionych grup ludzkich i mniejszych, odmiennie zorientowanych, aspołecznych związków ludzkości, nie mówiąc już o antyspołecznie nastawionych pojedynczych jednostkach.

81:6.35 (910.8) Żadna cywilizacja narodowa nie przetrwa długo, jeśli jej metody edukacyjne, jak również ideały religijne nie inspirują wysokiego typu inteligentnego patriotyzmu oraz oddania narodowi. Bez tego rodzaju inteligentnego patriotyzmu i solidarności kulturowej, wszystkie narody zmierzają do rozpadu, na skutek zaściankowej zazdrości i wyrachowania.

81:6.36 (911.1) Utrzymanie światowej cywilizacji zależne jest od tego, czy istoty ludzkie nauczą się żyć razem w pokoju i braterstwie. Bez odpowiedniej koordynacji, cywilizacji industrialnej zagrażają niebezpieczeństwa ultraspecjalizacji: monotonia, zawężenie horyzontów i tendencje do powstawania braku zaufania i zazdrości.

81:6.37 (911.2) 13. Efektywne i mądre przywództwo. Cywilizacja jest bardzo mocno uzależniona od entuzjastycznego i efektywnego ducha, który ją napędza. Przy podnoszeniu wielkiego ciężaru, dziesięciu ludzi nie zrobi więcej niż jeden, chyba, że podnoszą razem – wszyscy równocześnie. Taka zespołowa praca – współpraca społeczna – zależna jest od przywództwa. Cywilizacje kulturowe, przeszłe i współczesne, opierają się na inteligentnej współpracy ich obywateli z mądrymi i postępowymi przywódcami; a dopóki człowiek nie rozwinie się do wyższych poziomów, cywilizacja wciąż będzie zależeć od mądrego i energicznego przywództwa.

81:6.38 (911.3) Silne cywilizacje powstają z rozsądnych współzależności pomiędzy bogactwem materialnym, wielkością intelektualną, wartością moralną, mądrością społeczną i wnikliwością kosmiczną.

81:6.39 (911.4) 14. Przemiany społeczne. Społeczeństwo nie jest boską instytucją, jest zjawiskiem powstałym w wyniku stopniowej ewolucji a postęp cywilizacji zawsze jest opóźniony, kiedy jej przywódcy ociągają się z dokonaniem takich zmian w organizacji społecznej, które są niezbędne dla dotrzymania kroku naukowym osiągnięciom epoki. Mimo wszystko nie należy pogardzać czymś tylko dlatego, że jest stare, tak samo idea nie musi być akceptowana bezwarunkowo tylko dlatego, że jest czymś nowym.

81:6.40 (911.5) Człowiek nie powinien się bać eksperymentów z mechanizmami społecznymi. Jednak takie przygody z dostosowaniem kulturowym powinny być zawsze nadzorowane przez tych, którzy są dobrze obeznani z historią ewolucji społecznej a innowacje takie zawsze powinny być konsultowane z mądrością tych, którzy mają praktyczne doświadczenie w dziedzinie rozważanego eksperymentu społecznego czy ekonomicznego. Żadna wielka przemiana społeczna czy ekonomiczna nie powinna być przeprowadzana gwałtownie. Wszelkiego rodzaje dostosowania ludzkie – fizyczne, społeczne czy ekonomiczne, wymagają czasu. Tylko dostosowania moralne i duchowe mogą być dokonywane pod wpływem chwili, ale nawet one potrzebują czasu dla pełnego wypracowania ich reperkusji materialnych i społecznych. Ideały ludzkie są głównym oparciem i zabezpieczeniem w czasie tego krytycznego okresu, kiedy cywilizacja jest w stadium przejściowym z jednego stopnia na drugi.

81:6.41 (911.6) 15. Zapobieganie załamaniu się w stadium przejściowym. Społeczeństwo jest potomstwem wielu epok prób i błędów; jest ono tym, co przetrwało selektywne dostosowania i ponowne dopasowania w kolejnych stadiach wiekowego wspinania się ludzkości od poziomu zwierzęcego do ludzkich poziomów statusu planetarnego. Największym niebezpieczeństwem dla jakiejkolwiek cywilizacji – w jakimkolwiek danym momencie – jest możliwość załamania się w czasie przechodzenia od ustalonych metod przeszłości do nowych i lepszych, ale niesprawdzonych, przyszłościowych zasad postępowania.

81:6.42 (911.7) Kierownictwo konieczne jest dla osiągania postępu. Mądrość, wnikliwość i przewidywanie niezbędne są dla przetrwania narodów. Cywilizacja nigdy naprawdę nie jest zagrożona, dopóki nie zanika sprawne kierownictwo. A wielkość tak mądrego kierownictwa nigdy nie przekracza ilościowo jednego procentu populacji.

81:6.43 (911.8) Cywilizacja wspięła się po szczeblach drabiny ewolucyjnej do tego właśnie miejsca, w którym mogły zacząć działać te potężne czynniki, jakie osiągają swą kulminację w gwałtownie rozwijającej się kulturze wieku dwudziestego. I tylko dzięki trzymaniu się omawianych, podstawowych zasad, człowiek może mieć nadzieję na zachowanie swojej dzisiejszej cywilizacji i zapewnienie jej ciągłego rozwoju i trwania.

81:6.44 (912.1) Taki jest sens bardzo długich trudów, jakie przechodzili ludzie tej Ziemi od czasów Adama, dążąc do stworzenia cywilizacji. Współczesna kultura jest prostym wynikiem tej żmudnej ewolucji. Postęp był względnie powolny przed odkryciem druku, ponieważ jedno pokolenie nie mogło zbyt szybko skorzystać z osiągnięć swych poprzedników. Teraz jednak społeczność ludzka idzie naprzód, siłą skumulowanego rozmachu wszystkich tych epok, przez które przeszła cywilizacja.

81:6.45 (912.2) [Nadzorowane przez archanioła z Nebadonu].

Przekaz 82, Ewolucja małżeństwa

Księga Urantii

Przekaz 82

Ewolucja małżeństwa

82:0.1 (913.1) MAŁŻEŃSTWO – kojarzenie się – jest rezultatem dwupłciowości. Małżeństwo jest reakcją człowieka, jego dostosowaniem się do dwupłciowości, podczas gdy życie rodzinne jest całkowitą sumą wszystkich takich ewolucyjnych i adaptacyjnych dostosowań. Małżeństwo jest nieprzemijające, nie jest właściwe ewolucji biologicznej, ale jest podstawą wszelkiej ewolucji społecznej i dlatego ma zagwarantowane trwanie w jakiejś formie. Małżeństwo dało ludzkości rodzinę a rodzina jest wspaniałym ukoronowaniem długich i żmudnych zmagań ewolucyjnych.

82:0.2 (913.2) Podczas gdy wszelkie instytucje religijne, społeczne i edukacyjne niezbędne są dla przetrwania cywilizacji kulturowej, głównym cywilizatorem jest rodzina. Najwięcej podstawowych zasad życiowych dziecko się uczy od swej rodziny i sąsiadów.

82:0.3 (913.3) W dawnych czasach ludzie nie mieli zbyt bogatej cywilizacji społecznej, ale taką, jaką mieli, dokładnie i efektywnie przekazywali następnemu pokoleniu. I powinniście zauważyć, że większość tych dawnych cywilizacji ciągle się rozwijała przy minimalnym praktycznie wpływie ze strony instytucji, ponieważ rodzina funkcjonowała prawidłowo. Dziś gatunek ludzki posiada bogate, społeczne i kulturalne dziedzictwo i powinno być ono rozsądnie i odpowiednio przekazywane następnym pokoleniom. Rodzina musi być zachowana jako instytucja edukacyjna.

1. Instynkt kojarzenia się

82:1.1 (913.4) Pomimo znacznej różnicy w osobowości pomiędzy mężczyzną i kobietą, popęd seksualny wystarcza, żeby zbliżyć ich do siebie w celu zachowania gatunku. Instynkt ten skutecznie funkcjonował na długo przedtem, zanim ludzie zaczęli przeżywać więcej tego, co później zwane było miłością, oddaniem i lojalnością małżeńską. Kojarzenie się jest skłonnością wrodzoną a małżeństwo jego ewolucyjnym następstwem społecznym.

82:1.2 (913.5) Zainteresowania i pragnienia seksualne nie były dominującą pasją ludów prymitywnych, ci ludzie po prostu je mieli. Całe rozmnażanie się było zupełnie pozbawione imaginacyjnych upiększeń. Pochłaniająca zupełnie namiętność seksualna wyżej cywilizowanych narodów jest wynikiem mieszania rasowego, zwłaszcza, gdy ewolucyjna natura była ożywiana skojarzeniową wyobraźnią i docenianiem piękna, co cechowało Nodytów i Adamitów. Jednak dziedzictwo Anditów zostało zaabsorbowane przez rasy ewolucyjne w tak niewielkich ilościach, że nie dało im odpowiedniej samokontroli zwierzęcych namiętności, ożywianych i pobudzonych ostrzejszą świadomością seksualną i silniejszym popędem kojarzenia się. Spośród ras ewolucyjnych, człowiek czerwony miał najbardziej zaawansowane zasady w sprawach seksualnych.

82:1.3 (913.6) Normy seksualne, odnoszące się do małżeństwa, oznaczają:

82:1.4 (913.7) 1. Względny postęp cywilizacji. Cywilizacja kładzie coraz większy nacisk na to, żeby seks zaspokajany był właściwymi metodami, zgodnie z obyczajami.

82:1.5 (914.1) 2. Zawartość krwi Anditów w jakimkolwiek narodzie. Dla tych grup ludzkich seks wyrażał zarówno to, co najwyższe jak i to, co najniższe, zarówno w ich naturze fizycznej jak i uczuciowej.

82:1.6 (914.2) Rasy sangikowe posiadały normalną, zwierzęcą namiętność, ale wykazywały niewiele wyobraźni czy też uznania dla piękna i atrakcyjności fizycznej płci odmiennej. Praktycznie nie istnieje u nich to, co się nazywa seksapilem, a odnosi się to nawet do współczesnych ras prymitywnych; te nie zmieszane ludy miały wyraźny instynkt kojarzenia się, ale niedostateczny pociąg seksualny, aby mógł kreować poważniejsze problemy, wymagające kontroli społecznej.

82:1.7 (914.3) Instynkt kojarzenia się jest jedną z dominujących, fizycznych sił napędowych gatunku ludzkiego; jest jednym z tych uczuć, które pod pozorem indywidualnego zaspokojenia, sprytnie ukierunkowują samolubnego człowieka na stawianie dobra i przetrwania gatunku dalece ponad indywidualną wygodę i osobistą wolność od odpowiedzialności.

82:1.8 (914.4) Małżeństwo jako instytucja, od swych początków aż do czasów współczesnych, jest obrazem społecznej ewolucji biologicznego instynktu zachowania gatunku. Przetrwanie ewoluującego gatunku ludzkiego jest zapewnione dzięki istnieniu gatunkowego impulsu kojarzenia się, tego popędu, który ogólnie nazywany jest pociągiem seksualnym. Ten wielki popęd biologiczny staje się impulsem ześrodkowującym wszelkie związane z nim instynkty, emocje i zwyczaje – fizyczne, intelektualne, moralne i społeczne.

82:1.9 (914.5) Dla dzikiego, motywem skłaniającym do działania była konieczność zdobycia pożywienia, ale kiedy cywilizacja zapewniła obfitość żywności, popęd seksualny staje się częstokroć impulsem dominującym i w związku z tym zawsze potrzebuje społecznej regulacji. U zwierząt, tendencje do kojarzenia się kontroluje okresowość występowania instynktów, ale skoro człowiek jest w znacznej mierze istotą obdarzoną samokontrolą, pragnienia seksualne wcale nie są okresowe; zatem narzucenie jednostce samokontroli staje się społeczną koniecznością.

82:1.10 (914.6) Żadne ludzkie uczucie czy popęd, gdy jest nieokiełznany i zbytnio mu się pobłaża, nie jest w stanie spowodować tak wielu szkód i przykrości, jak potężny popęd seksualny. Inteligentne podporządkowanie tego impulsu społecznej regulacji jest najlepszym testem realności jakiejkolwiek cywilizacji. Posuwająca się naprzód ludzkość potrzebuje samokontroli, coraz więcej samokontroli. Tajemniczość, nieszczerość i hipokryzja mogą przesłonić problemy seksualne, ale nie dają rozwiązań, ani też nie przyspieszają rozwoju etyki.

2. Tabu ograniczające

82:2.1 (914.7) Historia ewolucji małżeństwa jest po prostu historią kontroli seksualnej, wywołanej naciskami ograniczeń społecznych, religijnych i państwowych. Natura raczej nie bierze pod uwagę jednostek, nie bierze pod uwagę tak zwanej moralności, zainteresowana jest tylko i wyłącznie rozmnażaniem gatunku. Natura nieugięcie obstaje przy rozmnażaniu, ale wynikające stąd problemy traktuje obojętnie, zostawiając je do rozwiązania społeczeństwu, tworząc tym samym zasadniczy i nieodstępny ewoluującej ludzkości problem. Ten konflikt społeczny polega na nieustannej wojnie między podstawowymi instynktami a rozwijającą się etyką.

82:2.2 (914.8) U wczesnych ludów nie było regulacji związków pomiędzy płciami lub była ona znikoma. Ze względu na swobodę seksualną, prostytucja nie istniała. Dzisiaj Pigmeje i inne opóźnione grupy ludzkie nie mają instytucji małżeństwa; badania tych ludów ukazują proste obyczaje kojarzenia się, stosowane przez rasy prymitywne. Jednak wszystkie pradawne ludy zawsze powinny być badane i oceniane w świetle standardów moralnych i obyczajów ich czasów.

82:2.3 (915.1) Z kolei wolna miłość nigdy nie miała dobrej reputacji powyżej poziomu zupełnej dzikości. W tym momencie, kiedy zaczynają się formować grupy społeczne, zaczynają się kształtować zasady małżeńskie i ograniczenia matrymonialne. Tak więc kojarzenie się przeszło mnóstwo przemian, od stadium prawie zupełnej swobody seksualnej, do dwudziestowiecznych standardów relatywnie całkowitych ograniczeń seksualnych.

82:2.4 (915.2) We wczesnych stadiach rozwoju plemiennego obyczaje i tabu ograniczające były bardzo proste, ale trzymały obie płcie rozdzielone – sprzyjało to spokojowi, porządkowi i wytwórczości – i taki był początek długiej ewolucji małżeństwa i rodziny. Obyczaje poszczególnych płci, dotyczące stroju, ozdób i praktyk religijnych, wywodzą się z tych wczesnych tabu, które określały zakres wolności seksualnych i w ten sposób w końcu tworzyły idee występku, zbrodni i grzechu. Długo jednak praktykowano zawieszanie wszystkich regulacji seksualnych w wielkie dni świąteczne, zwłaszcza w święto wiosny.

82:2.5 (915.3) Kobiety zawsze bardziej podlegały ograniczającym je tabu niż mężczyźni. Niezamężnym kobietom dawne obyczaje przyznawały ten sam stopień wolności seksualnej co i mężczyznom, ale od żon zawsze się wymagało, aby były wierne swym mężom. Prymitywne małżeństwo nie uszczuplało specjalnie wolności seksualnych mężczyzny, ale poprzez tabu ograniczało wolność seksualną jego żony. Zamężne kobiety albo przebywały w odosobnieniu, albo zawsze nosiły jakiś znak, który je wyróżniał jako klasę samą w sobie, taki jak uczesanie, ubranie, welon, ozdoby i pierścienie.

3. Wczesne obyczaje małżeńskie

82:3.1 (915.4) Małżeństwo jest instytucjonalną reakcją organizmu społecznego na wciąż istniejące napięcie biologiczne, wynikające z ludzkiego, niesłabnącego popędu do reprodukcji – rozmnażania się. Kojarzenie się jest uniwersalnie naturalne, a kiedy społeczeństwo się rozwija, od prostego do złożonego, towarzyszy mu ewolucja obyczajów kojarzenia się, co jest genezą instytucji małżeństwa. Gdziekolwiek ewolucja społeczna doszła do tego stadium, w którym się rodzą obyczaje, tam również znajdujemy małżeństwo, jako rozwijającą się instytucję.

82:3.2 (915.5) Zawsze istniały i zawsze będą istnieć dwie oddzielne domeny w obrębie małżeństwa: obyczaje, prawa regulujące zewnętrzne aspekty kojarzenia się i poufne skądinąd oraz osobiste związki mężczyzny i kobiety. Jednostka zawsze się buntowała przeciw zasadom seksualnym narzucanym przez społeczeństwo i to jest przyczyna odwiecznego problemu seksualnego: instynkt samozachowawczy jest sprawą jednostki, ale prowadzoną przez grupę, zachowanie gatunku jest społeczne, ale oparte na popędzie jednostki.

82:3.3 (915.6) Obyczaje, kiedy są przestrzegane, mają wystarczającą siłę, aby ograniczyć i kontrolować popęd seksualny, jak to widać na przykładzie wszystkich ludów. Standardy małżeńskie zawsze były prawdziwym wskaźnikiem aktualnej siły obyczajów i funkcjonalnej integralności rządu. Jednak wczesne obyczaje seksualne i te dotyczące kojarzenia się były nagromadzeniem niekonsekwentnych i niedojrzałych przepisów. Rodzice, dzieci, krewni i społeczeństwo wszyscy mieli sprzeczne interesy w przepisach małżeńskich. Ale niezależnie od tego, te narody, które praktykowały i szanowały małżeństwo, rozwijały się naturalnie do wyższych poziomów i trwały, zwiększając swą liczebność.

82:3.4 (915.7) W czasach prymitywnych małżeństwo było ceną osiągnięcia pozycji społecznej; posiadanie żony było czymś wyróżniającym. Dzień swego ślubu dziki traktował jako wkroczenie w obowiązki wieku męskiego. W jednej epoce małżeństwo traktowano jako obowiązek społeczny, w innej jako zobowiązanie religijne, jeszcze w innej jako potrzebę polityczną – żeby dać państwu obywateli.

82:3.5 (916.1) Wiele wczesnych plemion wymagało sukcesów w złodziejstwie jako warunku przydatności do małżeństwa; późniejsze narody zastąpiły takie agresywne najazdy zawodami atletycznymi i grami konkurencyjnymi. Zwycięzcy takich rywalizacji byli nagradzani pierwszą nagrodą – prawem wyboru panien danego sezonu. U łowców głów młodzieniec nie mógł się żenić, zanim nie zdobył chociaż jednej głowy, chociaż takie czaszki czasem można było kupić. Gdy zanikał zwyczaj kupowania żon, były one wygrywane na konkursach zagadek; zwyczaj ten nadal się utrzymuje u wielu grup człowieka czarnego.

82:3.6 (916.2) W miarę rozwoju cywilizacji, pewne plemiona dały w kobiece ręce surowe testy małżeńskie męskiej wytrzymałości; kobiety mogły wtedy wyróżnić tych mężczyzn, których same wybrały. Takie testy małżeńskie obejmowały umiejętności myślistwa, walki i zdolności utrzymania rodziny. Długo wymagano od pana młodego, aby wszedł do rodziny panny młodej przynajmniej na rok, żeby w niej żył i pracował oraz udowodnił, że wart jest żony, o którą się ubiega.

82:3.7 (916.3) Od żony wymagano umiejętności wykonywania ciężkiej pracy i utrzymywania dzieci. Wymagano od niej, by wykonała określoną część pracy rolnej w ustalonym czasie. A jeśli urodziła dziecko przed małżeństwem, była więcej warta; jej płodność była zagwarantowana.

82:3.8 (916.4) Pozostawanie w stanie wolnym pradawne ludy uważały za hańbę a nawet grzech i to wyjaśnia, skąd się wzięły małżeństwa pomiędzy dziećmi; skoro ktoś i tak musi wstąpić w związek małżeński, to im wcześniej tym lepiej. Rozpowszechnione było także wierzenie, że osoby samotne nie mogą wejść do świata duchów i to było kolejnym bodźcem do zawierania małżeństw między dziećmi, nawet w momencie urodzenia a czasami jeszcze przed urodzeniem, w zależności od spodziewanej płci dziecka. Pradawni wierzyli, że nawet zmarły musi być w stanie małżeńskim. Pierwsi swaci zatrudniani byli do negocjacji małżeńskich dla zmarłych. Jedno z rodziców mogło zaangażować pośredników, aby połączyć węzłem małżeńskim zmarłego syna ze zmarłą córką z innej rodziny.

82:3.9 (916.5) U późniejszych ludów dojrzałość płciowa była zazwyczaj okresem zawierania małżeństwa, ale wiek ten zwiększał się proporcjonalnie do rozwoju cywilizacji. W początkach ewolucji społecznej ukształtowały się specyficzne klasy, zarówno mężczyzn jak i kobiet, zachowujące celibat; zapoczątkowane one były i podtrzymywane przez jednostki bardziej czy mniej pozbawione normalnego popędu seksualnego.

82:3.10 (916.6) Wiele plemion pozwalało członkom grupy rządzącej na stosunki seksualne z panną młodą, zanim oddano ją mężowi. Każdy z tych mężczyzn mógł dać dziewczynie prezent i stąd bierze się zwyczaj dawania prezentów ślubnych. Niektóre grupy ludzkie wymagały, aby panny młode zarabiały na posag, co polegało na tym, że dostawały one prezenty jako wynagrodzenie za usługi seksualne, prowadzone w tym domu, gdzie pokazywano panny młode.

82:3.11 (916.7) Niektóre plemiona żeniły młodych mężczyzn z wdowami i starszymi kobietami, a potem, kiedy oni sami zostawali wdowcami, pozwalano im żenić się z młodymi dziewczętami, aby mieć tę pewność, że nie oboje rodzice będą głupcami, jak to sobie wyobrażano, że miałoby miejsce w przypadku, gdyby pozwolono się połączyć dwojgu młodym. Inne plemiona ograniczały kojarzenie się do grup ludzi w podobnym wieku. Idea kazirodztwa powstała z ograniczenia małżeństwa do pewnej grupy wiekowej. (W Indiach nawet teraz nie ma ograniczeń wiekowych dla małżeństwa).

82:3.12 (916.8) Pod panowaniem pewnych obyczajów bardzo się obawiano wdowieństwa; wdowy albo zabijano, albo pozwalano im popełniać samobójstwo na grobie męża, jako że domniemanie powinny iść do świata duchów razem z mężami. Wdowa, która żyła, nieomal zawsze obwiniana była o śmierć męża. Niektóre plemiona paliły je żywcem. Jeśli wdowa żyła, jej życie stanowiła nieustanna żałoba i nieznośne ograniczenia społeczne, jako że generalnie nie pozwalano jej na ponowne małżeństwo.

82:3.13 (917.1) W dawnych czasach aprobowano wiele zwyczajów, które teraz uznane byłyby za niemoralne. Nierzadko dla prymitywnych żon powodem wielkiej dumy były miłosne przygody ich mężów z innymi kobietami. Dziewictwo u dziewcząt stanowiło znaczną przeszkodę w zawarciu małżeństwa; urodzenie dziecka przed ślubem znacznie podnosiło wartość dziewczyny jako żony, ponieważ mężczyzna był pewny posiadania płodnej towarzyszki życia.

82:3.14 (917.2) Wiele plemion prymitywnych sankcjonowało próbne małżeństwa, dopóki kobieta nie zaszła w ciążę, kiedy to przeprowadzano właściwą ceremonię małżeńską; u innych grup ludzkich nie obchodzono uroczystości ślubnych, zanim nie urodziło się pierwsze dziecko. Jeśli żona była bezpłodna, musiała być odkupiona przez rodziców a małżeństwo było unieważnione. Obyczaje nakazywały, aby każda para miała dzieci.

82:3.15 (917.3) Takie prymitywne, próbne małżeństwa, były zupełnie wolne od wszelkich pozorów rozpusty; to były proste, uczciwe testy płodności. Umawiające się jednostki zawierały trwały związek małżeński tak szybko, jak tylko płodność została dowiedziona. Kiedy współczesne pary się pobierają, myśląc w głębi duszy o wygodnym rozwodzie, jeśli nie znajdą pełni zadowolenia w życiu małżeńskim, w rzeczywistości zaczynają formę małżeństwa próbnego, takiego, które stoi znacznie niżej statusu szczerych przedsięwzięć ich mniej cywilizowanych przodków.

4. Małżeństwo wobec obyczajów własności

82:4.1 (917.4) Małżeństwo zawsze było blisko związane zarówno z majątkiem jak i religią. Mienie było stabilizatorem małżeństwa, religia – moralizatorem.

82:4.2 (917.5) Prymitywne małżeństwo było inwestycją, transakcją ekonomiczną; bardziej sprawą biznesu niż zalotów. Pradawni pobierali się dla korzyści i dobra grupy; dlatego też ich małżeństwa były planowane i aranżowane przez grupę – rodziców bądź starszych. I to, że obyczaje związane z majątkiem były skuteczne w stabilizacji instytucji małżeństwa ukazuje fakt, że u pradawnych plemion małżeństwo było trwalsze niż u wielu narodów współczesnych.

82:4.3 (917.6) W miarę rozwoju cywilizacji, kiedy obyczaje nakazywały coraz bardziej szanować własność prywatną, kradzież stała się wielkim przestępstwem. Cudzołóstwo było uważane za formę kradzieży, naruszenie praw własności męża; nie jest ono zatem wyraźnie wzmiankowane we wczesnych prawach i obyczajach. Kobieta zaczynała życie jako własność ojca, który przekazywał swoje prawo do posiadania mężowi i w pełni zalegalizowane związki seksualne powstawały z takich, istniejących uprzednio praw własności. Stary Testament traktuje kobietę jako formę własności; Koran naucza o jej niższości. Mąż miał prawo pożyczać żonę przyjacielowi czy gościowi a obyczaj ten nadal się utrzymuje u pewnych ludów.

82:4.4 (917.7) Współczesna zazdrość seksualna nie jest naturalna, jest ona wytworem rozwijających się obyczajów. Prymitywny mężczyzna nie był zazdrosny o swoją żonę, on po prostu strzegł swojej własności. To, że dokładniej rozliczano żonę z jej życia seksualnego niż męża brało się stąd, że jej niewierność małżeńska związana była ze spadkiem i dziedziczeniem. Bardzo wcześnie w procesie rozwoju cywilizacji nieślubne dziecko stało się hańbą. Z początku tylko kobietę karano za cudzołóstwo, później obyczaje wprowadziły również karę dla jej partnera, a przez długie epoki obrażony mąż czy ojciec-protektor mieli pełne prawo zabić mężczyznę winnego wykroczenia. Ludzie współcześni zachowują te obyczaje, które uwzględniają tak zwane naruszenia kodeksu honorowego, niepisanego prawa.

82:4.5 (917.8) Ponieważ tabu czystości ma swój początek w pewnym stadium obyczajów własności, odnosiło się z początku do zamężnych kobiet, ale nie do niezamężnych dziewcząt. W latach późniejszych czystości bardziej domagał się ojciec niż starający się; dziewica była komercyjną wartością ojca – miała wyższą cenę. Kiedy czystość stawała się bardziej cenna, zwyczajem było płacić ojcu należność za pannę młodą, w uznaniu jego pracy włożonej we właściwe wychowanie cnotliwej panny młodej dla przyszłego męża. Idea czystości niewieściej, kiedy raz się zrodziła, tak zawładnęła ludźmi, że weszło w zwyczaj zamykanie dziewcząt do klatek, faktycznie więziono je przez lata, aby zachować ich dziewictwo. I w ten sposób bardziej współczesne standardy i sprawdziany dziewictwa automatycznie dały początek klasie zawodowych prostytutek; były to odrzucone panny młode, kobiety uznane przez matkę pana młodego za pozbawione dziewictwa.

5. Endogamia i egzogamia

82:5.1 (918.1) Dziki bardzo wcześnie zauważył, że mieszanie ras poprawia jakość potomstwa. Nie oznacza to wcale, że endogamia zawsze była zła, jednak egzogamia zawsze była relatywnie lepsza; zatem zaczęły się krystalizować pewne obyczaje, dotyczące zakazu związków seksualnych pomiędzy bliskimi krewnymi. Zdawano sobie sprawę, że egzogamia znacznie zwiększała wybiórcze możliwości powstawania odmian ewolucyjnych i ich rozwoju. Jednostki tak zrodzone ze związku egzogamicznego były bardziej wszechstronne i miały większe możliwości przetrwania we wrogim im świecie; kojarzący się endogamicznie stopniowo zanikali, wraz ze swymi obyczajami. Był to proces powolny; dziki nie rozważał świadomie takich problemów. Jednak robiły to późniejsze i bardziej zaawansowane narody i poczyniły też obserwację, że generalna słabość wynika czasami z intensywnego kojarzenia endogamicznego.

82:5.2 (918.2) Podczas gdy endogamia w obrębie dobrego gatunku przynosiła czasami poprawę żywotności silnych plemion, wyraźne przypadki złych rezultatów endogamii, dziedzicznie ułomne, bardziej przekonywająco wpływały na rozumowanie ludzkie i sprawiały, że kształtujące się obyczaje coraz usilniej formułowały tabu zakazujące wszelkich małżeństw pomiędzy krewnymi.

82:5.3 (918.3) Religia długo była skuteczną zaporą przeciw małżeństwom z obcymi; wiele nauk religijnych zakazywało małżeństw poza obrębem wiary. Kobieta zazwyczaj wolała małżeństwo wśród swoich, mężczyzna małżeństwo z obcymi. Majątek zawsze miał wpływ na małżeństwo i czasami, dla zachowania własności w obrębie klanu, powstawały obyczaje zmuszające kobietę do wybierania męża z plemienia jej ojca. Zarządzenia tego typu prowadziły do zwiększenia ilości małżeństw zawieranych między kuzynami. Pobieranie się w obrębie plemienia praktykowano także w celu zachowania tajemnic zawodowych; utalentowani rzemieślnicy usiłowali zachować znajomość zawodu rodzinie.

82:5.4 (918.4) Zaawansowane grupy ludzkie zawsze wracają do kojarzenia się pomiędzy krewnymi, gdy są w odosobnieniu. Przez ponad sto pięćdziesiąt tysięcy lat Nodyci byli jedną wielką grupą małżeństw zawieranych w obrębie plemienia. Całkiem niedawne obyczaje małżeństw z bliskimi krewnymi powstały pod silnym wpływem tradycji rasy fioletowej, w której na początku kojarzenie się następowało z konieczności pomiędzy bratem a siostrą. I te bratersko siostrzane małżeństwa zdarzały się często w dawnym Egipcie, Syrii, Mezopotamii i na ziemiach zajmowanych niegdyś przez Anditów. Egipcjanie długo praktykowali małżeństwa brata z siostrą dla zachowania czystej krwi królewskiej, obyczaj ten jeszcze dłużej utrzymywał się w Persji. U Mezopotamczyków, przed czasami Abrahama, małżeństwa kuzynów były obowiązkowe; w prawach małżeńskich kuzyni mieli pierwszeństwo do kuzynek. Sam Abraham pojął za żonę swą połowiczną siostrę, ale na takie związki nie pozwalały późniejsze obyczaje żydowskie.

82:5.5 (919.1) Małżeństwo brata z siostrą zaczęło zanikać pod wpływem obyczajów wielożeństwa, ponieważ siostra-żona mogła arogancko dominować na inną żoną lub żonami. Niektóre obyczaje plemienne zabraniały małżeństwa z wdową po zmarłym bracie, ale od żyjącego brata wymagały, aby spłodził dzieci zmarłemu bratu. Nie istnieje instynkt biologiczny, sprzeciwiający się zawieraniu jakiegokolwiek rodzaju małżeństwa pomiędzy bliskimi krewnymi; ograniczenia takie są wyłącznie sprawą tabu.

82:5.6 (919.2) Ostatecznie zapanowało małżeństwo z obcymi, ponieważ popierał je mężczyzna; wzięcie obcej żony dawało większą niezależność od teściów. Poufałość rodzi lekceważenie; kiedy więc czynnik indywidualnego wyboru zaczął dominować w procesie kojarzenia się, zwyczajem stało się wybieranie partnerów spoza plemienia.

82:5.7 (919.3) W końcu wiele plemion zabroniło małżeństw w obrębie klanu; inne ograniczyły kojarzenie się do pewnych kast. Tabu, zakazujące małżeństwa z kobietą z własnego totemu, zapoczątkowało zwyczaj kradzieży kobiet z sąsiednich plemion. Później małżeństwa kojarzono raczej odpowiednio do miejsca zamieszkania niż do pokrewieństwa. W ewolucji małżeństwa było wiele stopni, od tego, zawieranego pośród swoich, do współczesnych obyczajów małżeństwa z obcymi. Nawet po tym, gdy tabu zakazywało małżeństw wśród krewnych dla zwykłych ludzi, wodzowie i królowie mogli zawierać małżeństwa z krewnymi, aby zachować krew królewską skoncentrowaną i czystą. Obyczaje dawały zazwyczaj suwerennym władcom pewne przywileje w sprawach seksualnych.

82:5.8 (919.4) Istnienie późnych ludów andickich wywoływało u ras sangikowych coraz większe pragnienie kojarzenia się poza swoimi plemionami. Ale kojarzenie się pozaplemienne nie mogło zapanować powszechnie, dopóki sąsiadujące ze sobą grupy ludzkie nie nauczyły się żyć we względnym pokoju.

82:5.9 (919.5) Małżeństwo z obcymi, samo w sobie, było promotorem pokoju; małżeństwa między plemionami zmniejszały ich wzajemną wrogość. Małżeństwa z obcymi prowadziły do współpracy międzyplemiennej i sojuszów wojskowych; w końcu zapanowały one, ponieważ dawały coraz większą siłę, dzięki nim powstawały narody. Małżeństwa z obcymi były przeważnie preferowane w wyniku rozwijających się kontaktów handlowych; przygoda i eksploracja miały znaczny wpływ na poszerzanie granic obszaru zawierania małżeństw i znacznie ułatwiały krzyżowanie wzajemne kultur narodowych.

82:5.10 (919.6) Niewytłumaczalne skądinąd niekonsekwencje w plemiennych obyczajach małżeńskich pojawiają się głównie z powodu małżeństw z obcymi, wraz z towarzyszącą temu kradzieżą albo kupowaniem żon od plemion obcych – wszystko to w rezultacie dawało nakładanie się na siebie obyczajów odmiennych plemion. Tabu dotyczące małżeństw wśród bliskich krewnych były socjologiczne a nie biologiczne, co dobrze ilustruje tabu na małżeństwa, obejmujące wiele stopni pokrewieństwa ze strony żony czy męża, czyli te przypadki, gdzie nie było żadnych związków krwi.

6. Rasy mieszane

82:6.1 (919.7) W dzisiejszym świecie nie istnieją żadne czyste rasy. Wczesne i pierwotne, kolorowe ludy ewolucyjne mają dziś tylko dwie reprezentujące je rasy pozostałe na świecie, człowieka żółtego i czarnego; ale nawet te dwie rasy posiadają znaczne domieszki wymarłych ludów kolorowych. Chociaż tak zwana rasa biała jest w znacznym stopniu potomstwem pradawnego człowieka niebieskiego, jest ona bardziej czy mniej zmieszana ze wszystkimi innymi rasami, tak samo jak człowiek czerwony w Amerykach.

82:6.2 (919.8) Spośród sześciu kolorowych ras sangikowych, trzy były pierwszorzędne a trzy drugorzędne. Chociaż rasy pierwszorzędne – niebieska, czerwona i żółta – były pod wieloma względami wyższe w stosunku do ludów drugorzędnych, należy pamiętać, że te drugorzędne rasy miały wiele pożądanych cech, które mogłyby znacznie wzbogacić ludy pierwszorzędne, gdyby wchłonęły one lepsze odgałęzienia ras drugorzędnych.

82:6.3 (920.1) Obecne, nieprzychylne nastawienie w stosunku do „Metysów”, „krzyżówek” i „mieszańców”, spowodowane jest tym, że współczesne krzyżowanie rasowe następuje w znacznej mierze pomiędzy bardzo podrzędnymi odgałęzieniami różnych ras. Wadliwe potomstwo macie również wtedy, gdy pobierają się zdegenerowane odmiany tej samej rasy.

82:6.4 (920.2) Gdyby współczesne rasy Urantii wolne były od przekleństwa swych najniższych warstw, jednostek zdegenerowanych, antyspołecznych, ograniczonych i wyrzutków, niewiele byłoby obiekcji w sprawie limitowanego mieszania ras. A gdyby takie rasowe mieszanki występowały między wyższymi typami kilku ras, obiekcji byłoby jeszcze mniej.

82:6.5 (920.3) Tajemnica tworzenia nowych i silniejszych mutacji polega na krzyżowaniu wyższych i odmiennych gatunków. Odnosi się to tak samo do roślin i zwierząt, jak i do gatunku ludzkiego. Krzyżowanie przysparza tężyzny i przydaje płodności. Mieszanki rasowe zwykłych, albo nadrzędnych warstw różnych ludów znacznie zwiększają potencjał twórczy, jak to widać na przykładzie współczesnej populacji Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Kiedy kojarzą się niższe czy podrzędne warstwy ludności, kreatywność zanika, jak to widać na przykładzie współczesnych ludów Indii południowych.

82:6.6 (920.4) Mieszanie ras przyczynia się w znacznym stopniu do gwałtownego powstawania nowych cech, a jeśli taka hybrydyzacja jest połączeniem wyższych mutacji, wtedy te nowe cechy będą także cechami wyższymi.

82:6.7 (920.5) Tak długo, jak rasy współczesne przeładowane są mutacjami podrzędnymi i zdegenerowanymi, rasowe mieszanie na wielką skalę byłoby wyjątkowo szkodliwe, jednak większość obiekcji wobec takiego eksperymentu leży raczej w uprzedzeniach społecznych i kulturowych, niż względach biologicznych. Nawet u gatunków podrzędnych, mieszańcy często są doskonalsi w porównaniu ze swymi przodkami. Hybrydyzacja doskonali gatunki ze względu na rolę, jaką odgrywają geny dominujące. Mieszanka rasowa zwiększa prawdopodobieństwo, że większa liczba pożądanych czynników dominujących zawarta będzie w krzyżówce.

82:6.8 (920.6) W ostatnich stu latach nastąpiło na Urantii więcej mieszania rasowego niż w ciągu poprzednich tysięcy lat. Niebezpieczeństwo powstania znacznych dysonansów w rezultacie krzyżowania ras ludzkich jest znacznie przesadzone. Zasadnicze problemy „Metysów” wynikają tylko z uprzedzeń społecznych.

82:6.9 (920.7) Eksperyment, przeprowadzony na wyspie Pitcairn, polegający na mieszaniu rasy białej i polinezyjskiej, powiódł się całkiem dobrze, gdyż biali mężczyźni i kobiety polinezyjskie należeli do dość dobrych grup rasowych. Mieszanie wzajemne wyższych odmian rasy białej, czerwonej i żółtej może natychmiast powołać do życia wiele nowych i biologicznie wartościowych cech. Te trzy grupy ludzkie należą do pierwszorzędnych ras sangikowych. Mieszanie rasy białej i czarnej nie jest zbytnio pożądane, gdy się bierze pod uwagę bezpośrednie rezultaty, jednak wynik tego mieszania, mulat, nie jest aż tak bardzo niepożądany, jak go traktują uprzedzenia społeczne i rasowe. Fizycznie, takie biało-czarne mieszanki są wspaniałym gatunkiem, pomimo ich nieznacznej niższości w pewnych innych aspektach.

82:6.10 (920.8) Kiedy pierwszorzędne rasy sangikowe łączą się z drugorzędnymi rasami sangikowymi, te drugie zostają znacznie udoskonalone kosztem pierwszych. Jeśli występuje to na małą skalę i rozkłada się na długi okres czasu, nie należy mieć zbyt wiele poważnych obiekcji w stosunku do takiego, pełnego poświęcenia wkładu ras pierwszorzędnych w doskonalenie drugorzędnych grup ludzkich. Z biologicznego punktu widzenia, drugorzędni Sangicy byli w pewnych aspektach lepsi niż rasy pierwszorzędne.

82:6.11 (921.1) W końcu, prawdziwe zagrożenie gatunku ludzkiego polega raczej na nieograniczonym rozmnażaniu się niższych i zdegenerowanych mutacji różnych cywilizowanych narodów, niż na jakimkolwiek domniemanym niebezpieczeństwie krzyżowania międzyrasowego.

82:6.12 (921.2) [Przedstawione przez szefa serafinów, przebywającego na Urantii].

Przekaz 83, Instytucja małżeństwa

Księga Urantii

Przekaz 83

Instytucja małżeństwa

83:0.1 (922.1) JEST to opowieść o wczesnych początkach instytucji małżeństwa. Rozwijało się ono nieprzerwanie, od luźnego i przypadkowego kojarzenia się w stadzie, poprzez wiele wariantów i adaptacji, aż do pojawienia się tych standardów małżeńskich, które w końcu doprowadziły do kojarzenia się parami, do związku jednego mężczyzny i jednej kobiety tworzącego rodzinę najwyższego porządku społecznego.

83:0.2 (922.2) Małżeństwo wielokrotnie bywało zagrożone a obyczaje małżeńskie opierały się mocno na tym wsparciu, jakie im dawał zarówno majątek jak i religia; jednak tym istotnym czynnikiem, który zawsze ochraniał małżeństwo i jego rezultat, rodzinę, jest prosty i naturalny fakt biologiczny, że mężczyzna i kobieta nigdy nie będą żyć bez siebie, czy są najprymitywniejszymi dzikimi, czy najbardziej kulturalnymi śmiertelnikami.

83:0.3 (922.3) To właśnie na skutek popędu płciowego samolubny człowiek pragnie, sam z siebie, zrobić coś więcej niż może zrobić zwierzę. Związki seksualne, zaspokajające samolubstwo i przynoszące zadowolenie, wymagają samozaparcia i gwarantują, że człowiek będzie się podejmował altruistycznych powinności i licznych, korzystnych dla ludzkości obowiązków rodzinnych. Tutaj seksualizm staje się nierozpoznanym i niespodziewanym czynnikiem cywilizującym człowieka dzikiego, ponieważ popęd seksualny automatycznie i niezawodnie zmusza człowieka do myślenia i w końcu prowadzi go do miłości.

1. Małżeństwo jako instytucja społeczna

83:1.1 (922.4) Małżeństwo jest mechanizmem społecznym, mającym regulować i kontrolować te rozliczne związki ludzkie, które wynikają z fizycznego faktu istnienia dwupłciowości. Instytucja małżeństwa jako taka, funkcjonuje w dwu kierunkach:

83:1.2 (922.5) 1. Reguluje osobiste związki seksualne.

83:1.3 (922.6) 2. Reguluje sprawę pochodzenia, dziedziczenia, spadku i porządku społecznego, co jest jego najstarszą i pierwotną funkcją.

83:1.4 (922.7) Rodzina, która powstaje w wyniku małżeństwa, jest sama w sobie stabilizatorem instytucji małżeństwa, pospołu z obyczajami odnoszącymi się do własności. Innymi, ważnymi czynnikami stabilizującymi małżeństwo są duma, próżność, rycerskość, obowiązkowość i przekonania religijne. Jednakże, chociaż małżeństwa mogą być aprobowane czy dezaprobowane na wysokościach, nie są one raczej produktem niebiańskim. Rodzina ludzka jest instytucją specyficznie ludzką, wytworem ewolucyjnym. Małżeństwo jest instytucją społeczną a nie agendą Kościoła. Prawda, że religia powinna wywierać na nie silny wpływ, ale nie powinna próbować kontrolować i regulować go niepodzielnie.

83:1.5 (922.8) Prymitywne małżeństwo miało zasadniczo komercyjny charakter; nawet dzisiaj jest ono częstokroć sprawą społeczną lub handlową. Pod wpływem domieszki gatunku andickiego i w wyniku obyczajów zaawansowanej cywilizacji, małżeństwo staje się z wolna pełne wzajemności, romantyczne, rodzicielskie, poetyczne, uczuciowe, etyczne a nawet idealistyczne. Tym niemniej dobór i tak zwana romantyczna miłość miały znikome znaczenie w czasach prymitywnego kojarzenia się. W dawnych czasach mąż i żona nie przebywali razem zbyt wiele; nawet nie jedli razem zbyt często. Osobiste przywiązanie między pradawnymi ludźmi nie było zbytnio związane z pociągiem seksualnym; ludzie stawali się mili jedno dla drugiego głównie dlatego, że żyli i pracowali razem.

2. Zaloty i zaręczyny

83:2.1 (923.1) Prymitywne małżeństwa zawsze były planowane przez rodziców chłopca i dziewczyny. W okresie przejściowym, między tymi zwyczajami a czasami wolnego wyboru, panował pośrednik małżeński lub zawodowy swat. Z początku swatami byli cyrulicy, później kapłani. Początkowo małżeństwo było sprawą grupy, później rodziny, dopiero niedawno stało się przedsięwzięciem jednostki.

83:2.2 (923.2) Przymus, a nie atrakcyjność, prowadził do prymitywnego małżeństwa. W dawnych czasach kobieta nie miała powściągliwości seksualnej, tylko niższość seksualną wpojoną jej przez obyczaje. Tak jak najazdy poprzedzały handel, tak małżeństwo przez porwanie poprzedzało małżeństwo w wyniku umowy. Niektóre kobiety nie były przeciwne porwaniu, chcąc uciec od dominacji starszych swego plemienia; wolały wpaść w ręce mężczyzny w ich wieku z innego plemienia. Taka pseudo ucieczka była stadium przejściowym pomiędzy pojmaniem siłą a późniejszymi zalotami, gdzie urok osobisty odgrywał główną rolę.

83:2.3 (923.3) Dawne obrzędy ślubne były udawaną ucieczką, czymś w rodzaju próby ucieczki, która kiedyś była pospolicie praktykowana. Później fikcyjne pojmanie stało się częścią normalnej ceremonii ślubnej. Pozorowanie opierania się „pojmaniu” – powściągliwość wobec małżeństwa u współczesnych dziewcząt – jest w całości reliktem starszych obyczajów. Przenoszenie panny młodej przez próg jest pamiątką licznych dawnych zwyczajów, między innymi pochodzących z czasów kradzieży żon.

83:2.4 (923.4) Kobiecie długo odmawiano pełnej wolności decydowania o sobie, gdy idzie o małżeństwo, ale inteligentniejsze kobiety zawsze potrafiły obejść takie restrykcje, dzięki sprytnemu używaniu rozumu. Zazwyczaj mężczyzna wiódł prym w zalotach, chociaż nie zawsze. Kobieta czasami formalnie, ale i też potajemnie, inicjowała małżeństwo. W miarę rozwoju cywilizacji zwiększał się udział kobiety we wszystkich stadiach zalotów i małżeństwa.

83:2.5 (923.5) Więcej miłości, romantyzmu i osobisty wybór w zalotach przedmałżeńskich to wkład Anditów w dziedzictwo gatunku ludzkiego. Relacje między płciami rozwijały się pomyślnie; wiele zaawansowanych ludów stopniowo zastępowało starsze motywy użyteczności i posiadania wyidealizowanymi w pewnym sensie wyobrażeniami atrakcyjności seksualnej. Pociąg seksualny i uczuciowość zaczynają zastępować zimne kalkulacje przy doborze partnerów życiowych.

83:2.6 (923.6) Początkowo zaręczyny były równoważne małżeństwu, a u dawnych ludów związki seksualne były popularne w czasie narzeczeństwa. W ostatnich czasach religia zaprowadziła tabu seksualne na okres między zaręczynami a małżeństwem.

3. Kupno a wiano

83:3.1 (923.7) Pradawni nie ufali miłości i obietnicom; uważali, że trwały związek małżeński musi być gwarantowany przez jakieś materialne zabezpieczenie – majątek. Dlatego cena zakupu żony traktowana była jako zastaw czy depozyt, który mąż mógł stracić w wypadku rozwodu lub porzucenia. Kiedy cena zakupu panny młodej została zapłacona, wiele plemion pozwalało na wypalenie żonie piętna jej męża. Afrykanie nadal kupują swe żony. Żonę wziętą z miłości, czy też żonę białego człowieka, porównują do kota, ponieważ nic nie kosztuje.

83:3.2 (924.1) Pokazy panien młodych stanowiły okazję do ubierania i przystrajania córek, żeby je pokazać publicznie i otrzymać za nie wyższą cenę jako za żony. Jednak nie sprzedawano ich tak jak zwierząt – u późniejszych plemion żona była nieprzekazywalna. Tak samo jej zakup nie zawsze był zimno wyrachowaną transakcją finansową; odsłużenie stanowiło równowartość pieniędzy przy zakupie żony. Jeśli pożądany skądinąd mąż nie miał czym zapłacić za żonę, mógł być adoptowany jako syn przez ojca żony i potem mógł się żenić. Jeśli ubogi mężczyzna, ubiegając się o żonę, nie mógł zapłacić ceny żądanej przez chciwego ojca, starsi częstokroć wywierali nacisk na ojca, co mogło spowodować zmianę jego żądań albo w grę jeszcze wchodziła ucieczka.

83:3.3 (924.2) W miarę rozwoju cywilizacji ojcowie nie chcieli wyglądać na sprzedawców swych córek i dlatego, podczas gdy wciąż przyjmowali zapłatę za pannę młodą, wprowadzili zwyczaj dawania parze cennych prezentów, które prawie dorównywały pieniądzom za kupno. A później, kiedy już nie płacono za pannę młodą, prezenty te stały się jej posagiem.

83:3.4 (924.3) Idea posagu miała wywołać wrażenie niezależności panny młodej, sugerować znaczne odejście od czasów żon-niewolnic i żon, jako nieodłącznej części majątku. Mąż nie mógł się rozwieść z żoną obdarzoną posagiem, bez zwrotu posagu w pełnej wysokości. W niektórych plemionach składano wspólny depozyt, zarówno przez rodziców panny młodej jak i rodziców pana młodego, przeznaczony na straty w tym wypadku, gdy jedno opuszczało drugie, w rzeczywistości był to zastaw małżeński. W okresie przejściowym pomiędzy kupnem a posagiem, jeśli żona była kupiona, dzieci należały do ojca, jeśli nie, należały do rodziny żony.

4. Ceremonia ślubna

83:4.1 (924.4) Ceremonia ślubna zrodziła się z tego, że z początku małżeństwo było sprawą społeczną a nie uwieńczeniem decyzji dwojga jednostek. Łączenie się w pary było tak samo sprawą grupy, jak i aktem osobistym.

83:4.2 (924.5) Magia, rytuał i ceremoniał otaczały całe życie dawnych ludzi a małżeństwo nie stanowiło tutaj wyjątku. W miarę rozwoju cywilizacji, kiedy małżeństwo zaczęto traktować poważniej, ceremonia ślubna stawała się coraz bardziej pretensjonalna. Wczesne małżeństwo było składnikiem interesów majątkowych, podobnie jak dzisiaj i dlatego wymagało prawnej ceremonii, podczas gdy status społeczny przyszłych dzieci wymagał możliwie najszerszej reklamy. Człowiek prymitywny nie miał zapisów, zatem ceremonię ślubną musiało oglądać wiele osób.

83:4.3 (924.6) Z początku ceremonia ślubna była czymś w rodzaju zaręczyn i polegała jedynie na publicznym ogłoszeniu intencji życia razem; później polegała na formalnym, wspólnym posiłku. W pewnych plemionach rodzice po prostu odprowadzali swą córkę do męża, w innych przypadkach jedyną ceremonią była formalna wymiana prezentów, po czym ojciec panny młodej przedstawiał ją panu młodemu. Wiele ludów Bliskiego Wschodu zwyczajowo unikało wszelkich formalności – małżeństwo było dopełniane przez związki seksualne. Człowiek czerwony pierwszy wprowadził bardziej wyszukane obrzędy ślubne.

83:4.4 (924.7) Bardzo się obawiano bezdzietności a skoro bezpłodność przypisywana była machinacjom duchowym, wysiłki zmierzające do zapewnienia płodności prowadziły także do powiązania ślubu z pewnym rytuałem magicznym czy religijnym. Stosowano wiele czarów, aby mieć szczęśliwe i płodne małżeństwo; radzono się nawet astrologów, aby ustalić gwiazdy, pod którymi się rodziły umawiające się strony. W pewnym okresie ofiary ludzkie były normalnym elementem wszystkich ślubów wśród osób zamożnych.

83:4.5 (925.1) Usiłowano znaleźć szczęśliwe dni; czwartek uznawany był za najpomyślniejszy a śluby celebrowane podczas pełni księżyca uznawano za wyjątkowo udane. Wiele ludów Bliskiego Wschodu miało zwyczaj rzucania zboża na nowożeńców; był to magiczny rytuał, który jak domniemano, zapewniał płodność. Niektóre ludy wschodnie używały w tym celu ryżu.

83:4.6 (925.2) Ogień i woda zawsze były uznawane za najlepsze środki przeciw upiorom i złym duchom; stąd ogień na ołtarzu i płonące świece, również polewanie święconą wodą, tak jak podczas chrztu, było zazwyczaj stosowane przy ślubie. Bardzo długo panował zwyczaj ustalania fałszywego dnia ślubu a potem nagła zmiana tej daty, ażeby zmylić upiory i duchy.

83:4.7 (925.3) Dokuczanie nowożeńcom i figle płatane podczas miodowego miesiąca są reliktami z tych bardzo odległych czasów, kiedy uważano, że lepiej wyglądać marnie i niezdrowo, bezpiecznie w oczach duchów, aby uniknąć wzbudzania u nich zawiści. Noszenie welonu ślubnego jest reliktem z tych czasów, kiedy uważano za konieczne maskowanie panny młodej, aby upiory nie mogły jej rozpoznać, jak również, aby ukryć jej piękno przed wzrokiem skądinąd zazdrosnych i zawistnych duchów. Stopy panny młodej nigdy nie mogły dotykać ziemi przed ceremonią. Nawet w dwudziestym wieku chrześcijańskie obyczaje wciąż nakazują rozciągać dywany od stopni powozu do kościelnego ołtarza.

83:4.8 (925.4) Jedną z najstarszych form ceremonii ślubnej było błogosławienie łoża małżeńskiego przez kapłana, aby zapewnić płodność związkowi; robiono to na długo przedtem, zanim został wprowadzony jakikolwiek formalny rytuał ślubny. W tym stadium ewolucji obyczajów ślubnych goście weselni powinni w nocy przechodzić przez izbę-sypialnię, aby stać się tym samym prawowitymi świadkami dopełnienia małżeństwa.

83:4.9 (925.5) Czynnik losowy, to, że pomimo wszelkich prób przedmałżeńskich pewne małżeństwa się nie udawały, skłaniał człowieka pierwotnego do szukania zabezpieczenia przed niepowodzeniem małżeńskim; pomocy szukał on u kapłanów i w magii. Tendencja ta osiąga swą kulminację właśnie we współczesnych ślubach kościelnych. Jednak przez długi czas uznawano, że małżeństwo opiera się na decyzjach umawiających się rodziców – później pary małżeńskiej – podczas gdy przez ostatnie pięćset lat Kościół i państwo przejęły nad nim jurysdykcję i one teraz orzekają o ważności małżeństwa.

5. Małżeństwa wieloosobowe

83:5.1 (925.6) We wczesnej historii małżeństwa kobieta niezamężna należała do mężczyzn z plemienia. Później, kobieta miała tylko jednego męża na raz. Posiadanie jednego mężczyzny na raz było pierwszym odejściem od stadnego promiskuityzmu. Kiedy kobiecie pozwolono na jednego tylko mężczyznę, jej mąż mógł zerwać taki tymczasowy związek, gdy tylko chciał. Jednak te luźno normowane związki były pierwszym krokiem w kierunku życia w parach, w odróżnieniu od życia w stadzie. W tym stadium rozwoju małżeństwa dzieci należały zazwyczaj do matki.

83:5.2 (925.7) Następnym krokiem w ewolucji kojarzenia się było małżeństwo grupowe. Takie wspólnotowe stadium małżeństwa musiało występować w rozwoju życia rodzinnego, ponieważ obyczaje małżeńskie nie były jeszcze wystarczająco silne, aby umocnić związki w parach. Do tej grupy zaliczają się bratersko siostrzane małżeństwa; pięciu braci z jednej rodziny mogło poślubić pięcioro sióstr z innej. Na całym świecie luźniejsze formy małżeństwa we wspólnocie rozwijały się stopniowo w różnorodne typy małżeństwa grupowego. Obyczaje totemowe zasadniczo regulowały takie grupowe związki. Życie rodzinne rozwijało się powoli i pewnie, gdyż zasady seksualne i małżeńskie dbały o przetrwanie plemienia jako takiego, przez zapewnienie przetrwania większej liczby dzieci.

83:5.3 (926.1) Małżeństwa grupowe powoli ustępowały miejsca wyłaniającym się obyczajom poligamii – poliginii i poliandrii – wśród bardziej zaawansowanych plemion. Poliandria nigdy się jednak nie rozpowszechniła, ograniczała się zazwyczaj do królowych i kobiet bogatych; w dodatku była to sprawa zwyczajowa i rodzinna, jedna żona dla kilku braci. Ograniczenia ekonomiczne i kastowe powodowały czasem taką konieczność, że kilku mężczyzn musiało się zadowolić jedną żoną. Nawet wtedy kobieta mogła poślubić tylko jednego, inni byli luźno tolerowani jako „wujowie” wspólnego potomstwa.

83:5.4 (926.2) Żydowski obyczaj, nakazujący żenić się z wdową po zmarłym bracie, aby „wzbudzić potomstwo swojemu bratu”, był zwyczajem ponad połowy starożytnego świata. Był to relikt z tych czasów, kiedy małżeństwo było raczej sprawą rodzinną niż indywidualnym związkiem.

83:5.5 (926.3) Związek poliginii uznawał, w różnych okresach, cztery rodzaje żon:

83:5.6 (926.4) 1. Żony ceremonialne albo legalne.

83:5.7 (926.5) 2. Żony związane uczuciem i dopuszczalne.

83:5.8 (926.6) 3. Konkubiny, żony umowne.

83:5.9 (926.7) 4. Żony niewolnice.

83:5.10 (926.8) Prawdziwa poliginia, kiedy wszystkie żony miały równy status i wszystkie dzieci były traktowane na równi, występowała bardzo rzadko. Zazwyczaj, nawet w małżeństwach wieloosobowych, rodzina była zdominowana przez główną żonę, prawowitą współmałżonkę. Tylko ona miała rytualną ceremonię ślubną i tylko dzieci tej, kupionej czy obdarzonej posagiem małżonki, mogły dziedziczyć, chyba, że specjalne porozumienie z prawowitą żoną stanowiło inaczej.

83:5.11 (926.9) Prawowita żona niekoniecznie musiała być żoną wziętą z miłości; zazwyczaj w dawniejszych czasach taką nie była. Kochana żona albo ukochana, nie pojawiła się, dopóki plemiona nie zrobiły znacznego kroku naprzód, dokładniej po zmieszaniu plemion ewolucyjnych z Nodytami i Adamitami.

83:5.12 (926.10) Żona-tabu – jedna żona ze statusem prawnym – stworzyła obyczaj posiadania konkubin. Obyczaj ten stanowił, że mężczyzna mógł mieć tylko jedną żonę, ale mógł utrzymywać związki seksualne z dowolną liczbą konkubin. Konkubinat stanowił odskocznię do monogamii i pierwszy krok w odchodzeniu od otwartej poliginii. Konkubiny Żydów, Rzymian i Chińczyków bardzo często były służącymi żony. Później, tak jak u Żydów, legalna żona uważana była za matkę wszystkich dzieci urodzonych mężowi.

83:5.13 (926.11) Starsze tabu, zakazujące stosunków seksualnych z brzemienną lub karmiącą żoną, w dużym stopniu przyczyniły się do rozwoju poliginii. Prymitywne kobiety starzały się bardzo wcześnie, ze względu na częste porody i ciężką pracę. (Takie przepracowane żony utrzymywały się przy życiu tylko dlatego, że były odosobnione na tydzień w każdym miesiącu, kiedy nie były w ciąży). Żona taka częstokroć bywała zmęczona rodzeniem dzieci i mogła prosić męża, żeby wziął drugą, młodszą żonę, aby mogła pomóc zarówno rodzić dzieci jak i w pracach domowych. Dlatego nowe żony były zazwyczaj radośnie witane przez starsze małżonki; nie istniało nic takiego jak zazdrość seksualna.

83:5.14 (926.12) Liczba żon ograniczona była tylko możliwościami ich utrzymania przez mężczyznę. Bogaty i sprawny mężczyzna potrzebował dużej liczby dzieci a ponieważ śmiertelność niemowląt była bardzo wysoka, potrzeba było grupy żon, aby stworzyć dużą rodzinę. Wiele tych licznych żon było tylko robotnicami, żonami-niewolnicami.

83:5.15 (927.1) Obyczaje ludzkie rozwijały się, ale bardzo powoli. Harem miał na celu stworzenie silnej i licznej grupy krewnych dla wspierania tronu. Pewien wódz kiedyś uważał, że nie potrzeba mu haremu, że może zadowolić się jedną żoną i zaraz odprawił swój harem. Niezadowolone żony poszły do swych domów a ich obrażeni krewni z wściekłością napadli wodza i usunęli go natychmiast.

6. Prawdziwa monogamia – para małżeńska

83:6.1 (927.2) Monogamia jest monopolem, jest dobra dla tych, którzy osiągnęli ten pożądany stan, ale ma tendencje do działania jako biologiczna przeszkoda dla tych, którzy nie mieli na tyle szczęścia. Jednak zupełnie niezależnie od jej skutków dla jednostki, monogamia jest zdecydowanie najlepsza dla dzieci.

83:6.2 (927.3) Najwcześniejsza monogamia spowodowana była naciskiem okoliczności – ubóstwem. Monogamia jest kulturowa i społeczna, sztuczna i nienaturalna, znaczy nienaturalna dla człowieka ewolucyjnego. Była zupełnie naturalna dla czystszej krwi Nodytów i Adamitów i stanowiła wielką wartość kulturową dla wszystkich zaawansowanych ras ludzkich.

83:6.3 (927.4) Plemiona chaldejskie uznawały prawo żony do narzucenia małżonkowi ślubowania przedmałżeńskiego, że nie będzie brał drugiej żony czy konkubiny; zarówno Grecy jak i Rzymianie popierali małżeństwo monogamiczne. Kult przodków zawsze sprzyjał monogamii, podobnie jak chrześcijański błąd uznawania małżeństwa za sakrament. Nawet podniesienie standardów życia zdecydowanie przeciwdziałało posiadaniu większej ilości żon. Mniej więcej w czasie przybycia Michała na Urantię, cały praktycznie świat cywilizowany osiągnął poziom teoretycznej monogamii. Jednak taka pasywna monogamia wcale nie oznacza, że prawdziwe małżeństwo w parach stało się zwyczajem ludzkości.

83:6.4 (927.5) Dążąc do monogamicznego celu idealnej pary małżeńskiej, co jest mimo wszystko czymś w rodzaju monopolu na związek płciowy, społeczeństwo nie może przeoczyć sytuacji nie do pozazdroszczenia tych mniej szczęśliwych mężczyzn i kobiet, którym się nie udało znaleźć swojego miejsca w nowym i lepszym porządku społecznym, nawet, kiedy robili wszystko, co było w ich mocy, aby się włączyć do niego i sprostać jego wymaganiom. Niemożność znalezienia partnera na arenie współzawodnictwa społecznego może nastąpić wskutek nieprzezwyciężalnych trudności czy różnorodnych ograniczeń, jakie narzucają aktualne obyczaje. Monogamia jest doprawdy ideałem dla tych, którzy w niej żyją, jednak musi być nieuchronnie ciężką próbą dla tych, którzy trwają obok niej w chłodzie samotnej egzystencji.

83:6.5 (927.6) Zawsze kilku mniej szczęśliwych musi cierpieć, aby większość mogła iść naprzód, zgodnie z rozwijającymi się obyczajami ewoluującej cywilizacji; jednak uprzywilejowana większość zawsze powinna traktować życzliwie i z szacunkiem swych mniej szczęśliwych współbraci, którzy muszą płacić cenę za to, że nie udało im się nawiązać idealnych, partnerskich związków seksualnych, które przynoszą zaspokojenie wszystkich popędów biologicznych, przy aprobacie najlepszych obyczajów zaawansowanej ewolucji społecznej.

83:6.6 (927.7) Monogamia zawsze była, jest i zawsze będzie, idealistycznym celem ludzkiej ewolucji seksualnej. Taki ideał prawdziwej pary małżeńskiej wymaga samozaparcia i dlatego również tak często zawodzi, ponieważ jednej czy dwu z umawiających się stron brakuje najważniejszej ze wszystkich ludzkich zalet, surowej samokontroli.

83:6.7 (927.8) Monogamia jest miernikiem zaawansowania cywilizacji społecznej jako odmiennej od czysto biologicznej ewolucji. Monogamia niekoniecznie jest biologiczna czy naturalna, ale jest konieczna dla aktualnego zachowania i dalszego rozwoju cywilizacji społecznej. Przyczynia się ona do rozwoju wrażliwości uczuciowej, wysubtelnienia charakter moralny i wpływa na rozwój duchowy, co jest zupełnie niemożliwe w poligamii. Kobieta nigdy nie zostanie idealną matką, gdy cały czas jest zmuszana do rywalizacji o uczucia męża.

83:6.8 (928.1) Małżeństwo w parach ożywia i rozwija intymne porozumienie i efektywną współpracę, która jest najlepsza dla szczęścia rodzicielskiego, dla dobra dziecka i społecznej operatywności człowieka. Małżeństwo, które zaczęło się od surowego przymusu, stopniowo się rozwija we wspaniałą instytucję kultury osobistej, samokontroli, samoekspresji i zachowania gatunku.

7. Rozwiązanie węzła małżeńskiego

83:7.1 (928.2) We wczesnym stadium ewolucji obyczajów małżeńskich, małżeństwo było luźną wspólnotą, którą można było zakończyć, kiedy się chciało a dzieci zawsze pozostawały z matką; związek matki z dzieckiem jest instynktowny i funkcjonował niezależnie od stopnia rozwoju obyczajów.

83:7.2 (928.3) U ludów prymitywnych tylko około połowa małżeństw była udana. Najczęstszą przyczyną separacji była bezpłodność, o którą zawsze obwiniano żonę; wierzono, że bezdzietne żony stają się wężami w świecie duchowym. Zgodnie z prymitywniejszymi obyczajami, rozwód następował wyłącznie w wyniku decyzji męża i takie standardy przetrwały u niektórych narodów do dwudziestego wieku.

83:7.3 (928.4) W miarę rozwoju obyczajów pewne plemiona zaprowadziły dwie formy małżeństwa: zwykłe, które dopuszczało rozwód i małżeństwo kapłańskie, które nie zezwalało na separację. Zapoczątkowanie kupna żony i posagu żony w znacznym stopniu zmniejszyło ilość separacji, dzięki zastosowaniu kar majątkowych. I doprawdy, wiele współczesnych związków jest stabilizowanych starożytnym czynnikiem majątkowym.

83:7.4 (928.5) Społeczny nacisk opinii zbiorowości i przywileje majątkowe zawsze były siłą utrwalającą małżeńskie tabu i obyczaje. Z upływem wieków, małżeństwo stopniowe się rozwijało i w świecie dzisiejszym stoi na zaawansowanym gruncie, pomimo, że jest groźnie atakowane przez szerzące się powszechnie niezadowolenie u tych narodów, gdzie indywidualny wybór – nowa swoboda – odgrywa znaczną rolę. Podczas gdy takie zaburzenia przystosowawcze pojawiają się u bardziej postępowych narodów jako rezultat gwałtownie przyspieszonej ewolucji społecznej, wśród ludów mniej zaawansowanych małżeństwo wciąż prosperuje i powoli się doskonali, kierowane przez starsze obyczaje.

83:7.5 (928.6) Nowe i nagłe zastąpienie starszych i dobrze ugruntowanych motywów własności w małżeństwie przez bardziej idealną, ale wysoce indywidualistyczną miłość, nieuchronnie przyczyniło się do tego, że instytucja małżeństwa stała się chwilowo niestabilna. Ludzkie motywy małżeńskie zawsze znacznie wyprzedzały aktualne morale małżeńskie, a w wieku dziewiętnastym i dwudziestym zachodni ideał małżeństwa gwałtownie zdystansował egocentryczne i tylko częściowo kontrolowane impulsy seksualne gatunku. Istnienie dużej liczby osób w stanie wolnym, w jakimkolwiek społeczeństwie, wskazuje na chwilowe załamanie się czy też przekształcanie obyczajów.

83:7.6 (928.7) Przez wszystkie wieki prawdziwym sprawdzianem małżeństwa pozostaje ta trwała zażyłość, która jest nieodłączna całości życia rodzinnego. Dwoje rozpieszczonych i rozpuszczonych młodych ludzi, tak wychowanych, aby oczekiwać wszelkiego pobłażania i pełnego zaspokojenia próżności oraz egocentryzmu, raczej nie może oczekiwać wielkiego sukcesu w małżeństwie i w tworzeniu rodziny – w trwającym całe życie partnerstwie, pełnym skromności, oddania i bezinteresownego poświęcenia się wychowaniu dzieci.

83:7.7 (929.1) Wysokie wyobrażenia i fantastyczne romanse podczas zalotów są w dużej mierze odpowiedzialne za tendencję zwiększania się ilości rozwodów u współczesnych ludzi Zachodu, co jeszcze bardziej komplikuje znaczna wolność osobista kobiety i jej coraz większa niezależność ekonomiczna. Łatwy rozwód, kiedy jest wynikiem braku samokontroli i normalnego niedopasowania osobowości, prowadzi wprost do tych niedojrzałych stadiów społecznych, z których człowiek wynurzył się tak niedawno w rezultacie wielu osobistych udręk i ludzkich cierpień.

83:7.8 (929.2) Tak długo, jak społeczeństwo nie dba o właściwą edukację dzieci i młodzieży, tak długo, jak porządek społeczny nie zabezpiecza odpowiedniego nauczania przedmałżeńskiego i tak długo, jak niemądry i niedojrzały idealizm młodzieńczy pozostaje arbitrem przy zawieraniu małżeństwa, tak długo rozwody będą powszechne. I w takim stopniu, w jakim grupa społeczna nie zapewnia odpowiedniego przygotowania małżeńskiego, rozwód musi działać jako społeczny zawór bezpieczeństwa, który zapobiega jeszcze gorszym sytuacjom, występującym w epokach gwałtownego rozwoju i ewoluujących obyczajów.

83:7.9 (929.3) Jak się wydaje, pradawni ludzie traktowali małżeństwo prawie tak samo poważnie, jak to czynią niektórzy ludzie współcześni. I nie wygląda na to, że wiele pośpiesznych i nieudanych, dzisiejszych małżeństw, jest czymś doskonalszym od pradawnych praktyk uprawniania młodych mężczyzn i kobiet do kojarzenia się. Wielką niekonsekwencją dzisiejszego społeczeństwa jest egzaltacja miłości i idealizacja małżeństwa, kiedy nie ma się ochoty dokładniej przyjrzeć tak jednemu jak i drugiemu.

8. Idealizacja małżeństwa

83:8.1 (929.4) Małżeństwo, z którego powstaje rodzina, jest w istocie najbardziej podniosłą instytucją ludzką, jest ono jednak zasadniczo ludzkie, nigdy nie powinno być zwane sakramentem. Kapłani setyccy zrobili z małżeństwa rytuał religijny, ale przez tysiące lat, jakie upływają od Edenu, kojarzenie się było sprawą czysto społeczną i państwową.

83:8.2 (929.5) Porównywanie związków ludzkich do związków boskich jest wyjątkowo niefortunne. Połączenie męża i żony, w małżeńsko-rodzinnym związku, jest materialnym funkcjonowaniem śmiertelników na światach ewolucyjnych. Wprawdzie wiele postępu duchowego może wyniknąć ze szczerych, ludzkich wysiłków męża i żony, kiedy dążą do rozwoju, nie oznacza to jednak, że małżeństwo musi być świętością. Postęp duchowy towarzyszy również szczerym wysiłkom prowadzonym w innych dziedzinach ludzkich poczynań.

83:8.3 (929.6) Małżeństwa tak samo nie można dokładnie porównać do związku Dostrajacza z człowiekiem, jak też do fraternizacji Chrystusa Michała z jego ludzkimi braćmi. W żadnym nieomal punkcie związki te nie mogą być porównywalne do połączenia męża i żony. I najbardziej godne pożałowania jest to, że ludzkie niezrozumienie tych zależności spowodowało tak wiele zamieszania, gdy idzie o status małżeństwa.

83:8.4 (929.7) Godnym pożałowania jest również to, kiedy pewne grupy śmiertelników wyobrażają sobie, że małżeństwo jest dopełniane działaniem boskim. Wierzenia takie prowadzą wprost do idei nierozerwalności związku małżeńskiego, niezależnie od okoliczności czy chęci umawiających się stron. Ale właśnie sam fakt rozpadu małżeństwa wskazuje na to, że Bóstwo nie jest stroną uczestniczącą w takich związkach. Gdyby Bóg raz złączył jakiekolwiek dwie rzeczy czy osoby, pozostaną złączone do tego czasu, kiedy Boska wola zarządzi ich rozdzielenie. Jednak odnośnie małżeństwa, które jest instytucją ludzką, któż może sobie pozwolić osądzić i powiedzieć, które małżeństwa są związkami mającymi ewentualnie aprobatę władców wszechświata, w przeciwieństwie do tych, czysto ludzkich w swej naturze i pochodzeniu?

83:8.5 (930.1) Tym niemniej istnieje ideał małżeństwa w sferach na wysokości. W stolicy każdego systemu lokalnego, Materialni Synowie i Materialne Córki Boże stanowią szczyt ideałów związania się mężczyzny i kobiety więzami małżeńskimi, dla prokreacji i wychowania potomstwa. Mimo wszystko idealne małżeństwo śmiertelników jest po ludzku święte.

83:8.6 (930.2) Małżeństwo zawsze było i zawsze jest najwyższym dążeniem doczesnego idealizmu. Chociaż to piękne marzenie rzadko realizuje się w całej pełni, trwa ono jako wspaniały ideał, zawsze pociągający rozwijającą się ludzkość do zwiększenia starań, aby osiągnąć ludzkie szczęście. Młodych mężczyzn i kobiety należałoby jednak nauczać nieco o realnościach małżeństwa, zanim wkroczą w sferę ścisłych wymagań wzajemnych związków życia rodzinnego; młodzieńczy idealizm powinien być hamowany pewną dozą przedmałżeńskiego otrzeźwienia.

83:8.7 (930.3) Nie powinno się jednak poskramiać młodzieńczej idealizacji małżeństwa; takie marzenia pozwalają uzmysłowić sobie przyszły cel życia rodzinnego. Postawa taka zarówno stymuluje jak i pomaga, pod tym warunkiem, że nie zobojętnia na realizację praktycznych i pospolitych wymagań małżeństwa oraz późniejszego życia rodzinnego.

83:8.8 (930.4) W ostatnich latach ideały małżeńskie zrobiły duży krok naprzód; w pewnych narodach kobieta korzysta praktycznie z takich samych praw, jak jej małżonek. Przynajmniej z założenia, rodzina staje się lojalnym partnerstwem mającym na celu wychowanie potomstwa, wraz z towarzyszącą temu wiernością seksualną. Ale nawet ten nowszy wariant małżeństwa nie powinien posuwać się zbyt daleko, aż do skrajności wzajemnego monopolu na całą osobowość i cały indywidualizm. Małżeństwo jest nie tylko indywidualistycznym ideałem; jest ono rozwijającym się, społecznym partnerstwem mężczyzny i kobiety, istniejącym i działającym pod wpływem aktualnych obyczajów, ograniczonym przez tabu i egzekwowanym przez prawa i przepisy społeczne.

83:8.9 (930.5) Dwudziestowieczne małżeństwo jest na wysokim poziomie, w porównaniu z tym z epok poprzednich, pomimo, że instytucja rodziny doświadczana jest teraz gruntownie; wynika to z problemów narzuconych tak nagle organizacji społeczeństwa przez przyspieszone rozszerzenie wolności kobiety, prawa tak długo jej odmawianego w czasie powolnej ewolucji obyczajów w przeszłych pokoleniach.

83:8.10 (930.6) [Przedstawione przez szefa serafinów, przebywającego na Urantii].

Przekaz 84, Małżeństwo a życie rodzinne

Księga Urantii

Przekaz 84

Małżeństwo a życie rodzinne

84:0.1 (931.1) PRZYCZYNĄ powstania małżeństwa były potrzeby materialne, popęd seksualny je uatrakcyjnił, religia je usankcjonowała i wywyższyła, państwo go potrzebowało i regulowało, podczas gdy rozwijająca się w czasach późniejszych miłość zaczyna uzasadniać i gloryfikować małżeństwo, jako protoplastę i twórcę najbardziej użytecznej i wzniosłej instytucji cywilizacji – rodziny. Zakładanie ogniska domowego powinno być punktem centralnym i esencją wszelkich wysiłków edukacyjnych.

84:0.2 (931.2) Kojarzenie się jest w zupełności sprawą zachowania gatunku, połączoną z różnymi stopniami samozadowolenia; małżeństwo, tworzenie ogniska domowego, jest głównie sprawą instynktu samozachowawczego oraz implikuje ewolucję społeczeństwa. Samo społeczeństwo jest strukturą złożoną z połączonych zespołów rodzinnych. Jako czynniki planetarne, jednostki są bardzo nietrwałe – tylko rodziny są w ewolucji społecznej czynnikami ciągłymi. Rodzina jest tym kanałem, którym rzeka kultury i wiedzy przepływa z jednego pokolenia na drugie.

84:0.3 (931.3) Rodzina zasadniczo jest instytucją socjologiczną. Małżeństwo powstaje ze współpracy w samozachowawczości oraz z partnerstwa w zachowaniu gatunku, czynnik zadowolenia jest tutaj w dużej mierze przypadkowy. Tym niemniej rodzina obejmuje wszystkie trzy zasadnicze funkcje egzystencji ludzkiej, podczas gdy propagacja życia czyni ją fundamentalną ludzką instytucją a seks oddziela ją od wszystkich innych aktywności społecznych.

1. Prymitywny związek pary

84:1.1 (931.4) Małżeństwo nie powstało na bazie związków seksualnych, są one tutaj marginalne. Człowiek prymitywny nie potrzebował małżeństwa; swoje apetyty seksualne zaspokajał do woli, bez obciążania się odpowiedzialnością za żonę, dzieci i rodzinę.

84:1.2 (931.5) Kobieta, ze względu na fizyczny i uczuciowy związek z potomstwem, zależna jest od współpracy z mężczyzną a to popycha ją ku temu, bezpiecznemu schronieniu, jakie daje małżeństwo. Jednak żaden bodziec biologiczny nie zmusza mężczyzny do małżeństwa – tym bardziej nie trzyma go w małżeństwie. To nie miłość pociągała mężczyznę do małżeństwa, na początku głód zbliżał dzikiego mężczyznę do kobiety, jak również prymitywne schronienie, które dzieliła z dziećmi.

84:1.3 (931.6) Małżeństwo nie powstało nawet jako świadome dopełnienie zobowiązań, wynikających ze związków seksualnych. Człowiek prymitywny nie widział zależności pomiędzy zaspokajaniem seksualnym a późniejszymi narodzinami dziecka. Wierzono kiedyś powszechnie, że dziewica może zajść w ciążę. Dziki wcześnie wykoncypował ideę, że dzieci powstają w świecie duchowym; ciąża, jak wierzono, była rezultatem wejścia ducha do kobiety, rozwijającego się ducha. Wierzono także, że zarówno dieta jak i urok mogły spowodować zajście w ciążę dziewicy lub kobiety niezamężnej, podczas gdy późniejsze wierzenia wiązały powstanie życia z oddechem i światłem słonecznym.

84:1.4 (932.1) Wiele dawnych ludów kojarzyło duchy z morzem; zatem dziewicom ograniczano kąpiele; młode kobiety bardziej bały się kąpać w morzu podczas przypływu niż stosunków seksualnych. Uważano, że zdeformowane czy przedwcześnie urodzone dzieci to młode zwierzęta, które wniknęły do ciała kobiety w trakcie beztroskiej kąpieli lub na skutek wrogiej działalności duchów. Oczywiście, dzicy nie mieli nic przeciwko duszeniu takiego potomstwa po narodzeniu.

84:1.5 (932.2) Pierwszy stopień oświecenia przyszedł razem z wierzeniem, że stosunki seksualne otwierają drogę zapładniającemu duchowi, aby wszedł w kobietę. Potem człowiek odkrył, że ojciec i matka składają się w równym stopniu na żywe czynniki dziedziczne, które dają początek potomstwu. Ale nawet w dwudziestym wieku wielu rodziców nadal usiłuje trzymać swe dzieci w większym czy mniejszym stopniu nieświadomości odnośnie początków życia ludzkiego.

84:1.6 (932.3) Pewien prosty rodzaj rodziny opierał się na tym, że funkcje reprodukcyjne pociągają za sobą związek matki z dzieckiem. Macierzyńska miłość jest instynktowna; nie wywodzi się z obyczajów, tak jak małżeństwo. Cała macierzyńska miłość ssaków jest nieodłącznym wyposażeniem przybocznych umysłów-duchów z wszechświata lokalnego i jest w swej sile i poświęceniu wprost proporcjonalna do czasu trwania bezradnego niemowlęctwa danego gatunku.

84:1.7 (932.4) Związek matki z dzieckiem jest naturalny, silny i instynktowny, zatem zmuszał prymitywną kobietę do poddania się wielu trudnym warunkom i do znoszenia niezliczonych niewygód. Ta zniewalająca miłość macierzyńska jest uczuciem upośledzającym, które zawsze stawiało kobietę w bardzo niekorzystnej sytuacji podczas wszystkich jej zmagań z mężczyzną. Tym niemniej instynkt macierzyński gatunku ludzkiego nie jest nie do pokonania, może zostać zdławiony przez ambicje, samolubstwo czy przekonania religijne.

84:1.8 (932.5) Podczas gdy związek matki i dziecka nie jest ani małżeństwem, ani rodziną, jest tym zalążkiem, z którego powstaje jedno i drugie. W ewolucji kojarzenia się nastąpił wielki krok naprzód, kiedy tymczasowe związki trwały odpowiednio długo, aby można było wychować ich rezultat – potomstwo – ponieważ ono właśnie tworzyło rodzinę.

84:1.9 (932.6) Niezależnie od antagonizmów występujących u wczesnych par ludzkich, pomimo ich luźnych związków, dzięki takiemu właśnie męsko-żeńskiemu partnerstwu szansa przeżycia znacznie się zwiększyła. Mężczyzna i kobieta, gdy współpracują ze sobą, nawet w oderwaniu od rodziny i potomstwa, mają w większości dziedzin ogromną przewagę zarówno nad dwoma mężczyznami jak i nad dwiema kobietami. Taki związek dwu płci zwiększał szansę przeżycia i stanowił wczesne początki społeczeństwa ludzkiego. Podział pracy według płci przyczynił się także do zwiększenia komfortu życia i szczęścia.

2. Wczesny matriarchat

84:2.1 (932.7) Okresowe krwotoki u kobiety a później utrata krwi podczas porodu dawno już podsunęły człowiekowi myśl, że krew jest stwórcą dziecka (nawet miejscem pobytu duszy) oraz dały początek idei związków ludzkich opartych na więzach krwi. W dawnych czasach całe potomstwo uznawane było tylko po linii kobiecej, co było jedyną zupełnie pewną częścią dziedzictwa.

84:2.2 (932.8) Prymitywna rodzina, powstająca z instynktowych, biologicznych więzów krwi matki i dziecka, była nieodmiennie rodziną matriarchalną i wiele plemion długo zachowało taką jej organizację. Rodzina matriarchalna była jedynym możliwym stadium przejściowym, od małżeństwa grupowego w hordzie, do późniejszego, doskonalszego życia rodzinnego poligamicznych i monogamicznych rodzin patriarchalnych. Rodzina matriarchalna była naturalna i biologiczna; rodzina patriarchalna jest społeczna, ekonomiczna i polityczna. Człowiek czerwony w Ameryce Północnej uporczywie trzymał się rodziny matriarchalnej i jest to jedna z głównych przyczyn tego, że postępowi skądinąd Irokezi nigdy nie stworzyli prawdziwego państwa.

84:2.3 (933.1) Zgodnie ze zwyczajami rodziny matriarchalnej, matka żony praktycznie sprawowała najwyższą władzę w domu; nawet bracia żony i ich synowie bardziej aktywnie kierowali rodziną, niż mąż. Ojcom zmieniano często imiona, według imion ich dzieci.

84:2.4 (933.2) Najdawniejsze ludy niezbyt poważały ojca, uważając, że dziecko pochodzi wyłącznie od matki. Wierzono wtedy, że dzieci podobne są do ojca na skutek przebywania z nim, albo dlatego, że były „naznaczone” w ten sposób, ponieważ matka chciała, aby wyglądały jak ojciec. Później, kiedy rodzinę matriarchalną zastąpiła rodzina patriarchalna, ojciec zbierał wszelkie zaszczyty z powodu posiadania dziecka a wiele tabu, które dotyczyły kobiety w ciąży, zostało później rozciągniętych na jej męża. Gdy zbliżał się czas narodzin, przyszły ojciec przerywał pracę a podczas porodu szedł do łóżka wraz z żoną i pozostawał tam i odpoczywał przez trzy do ośmiu dni. Żona mogła wstać następnego dnia i wziąć się do ciężkiej pracy, ale mąż pozostawał w łóżku i zbierał gratulacje; wszystko to było częścią wczesnych obyczajów, mających ugruntować ojcowskie prawa do dziecka.

84:2.5 (933.3) Z początku panował zwyczaj, że mąż musiał iść do plemienia żony, ale w czasach późniejszych, po tym jak mąż zapłacił cenę za żonę lub ją odpracował, mógł zabrać żonę i dzieci z powrotem do swego plemienia. Przejście od rodziny matriarchalnej do patriarchalnej wyjaśnia pewne zakazy, skądinąd bez znaczenia, dotyczące niektórych typów małżeństw pomiędzy kuzynami, podczas gdy inne na takim samym poziomie pokrewieństwa były dopuszczalne.

84:2.6 (933.4) Gdy się skończyła obyczajowość myśliwska, kiedy pasterstwo dało mężczyźnie kontrolę nad głównym źródłem zaopatrzenia w żywność, rodzina matriarchalna szybko zanikła. Skończyła się, ponieważ po prostu nie mogła skutecznie konkurować z nową rodziną patriarchalną. Władza, jaką nadawano męskim krewnym matki, nie mogła konkurować z władzą skoncentrowaną w mężu-ojcu. Kobieta nie mogła sprostać równocześnie rodzeniu dzieci, ciągłemu zarządzaniu i coraz większym obowiązkom domowym. Nastanie kradzieży żon i późniejsze kupowanie żon przyspieszyło zanik rodziny rządzonej przez matkę.

84:2.7 (933.5) Gigantyczna przemiana, od rodziny matriarchalnej do patriarchalnej, jest jedną z najbardziej radykalnych i głębokich zwrotnych przemian, jakich kiedykolwiek dokonał gatunek ludzki. Zmiana ta doprowadziła od razu do wielkiego rozkwitu społeczeństwa i przyspieszyła rozwój rodziny.

3. Rodzina w epoce patriarchatu

84:3.1 (933.6) Być może instynkt macierzyński skłaniał kobietę do małżeństwa, ale większa siła mężczyzny, razem z naciskiem obyczajów, faktycznie zmuszała ją do pozostania w małżeństwie. Życie pasterskie szło w kierunku stworzenia nowego systemu obyczajów, patriarchalnego życia rodzinnego a podstawą jedności rodziny, według obyczajów pasterskich i wczesnych rolniczych, była niekwestionowana i arbitralna władza ojca. Wszelkie społeczności, czy to narodowe czy rodzinne, przechodziły to stadium autokratycznej władzy typu patriarchalnego.

84:3.2 (934.1) Kobiety niezbyt szanowano w epoce Starego Testamentu, co jest właściwym odzwierciedleniem obyczajów pasterzy. Wszyscy hebrajscy patriarchowie byli pasterzami, o czym świadczy powiedzenie, „Pan mym Pasterzem”.

84:3.3 (934.2) Jednak mężczyzna nie powinien być obwiniany za zaniżoną ocenę kobiety w wiekach minionych, bardziej niż sama kobieta. W czasach prymitywnych nie zdobyła ona uznania w społeczeństwie, ponieważ nie działała w sytuacjach nadzwyczajnych, nie była efektownym czy dramatycznym bohaterem. Macierzyństwo było wyraźną przeszkodą w walce o byt; miłość macierzyńska przeszkadzała kobiecie w obronie plemienia.

84:3.4 (934.3) Kobiety prymitywne także nieumyślnie uzależniły się od mężczyzny, ponieważ podziwiały i aprobowały jego awanturniczość i męskość. Taka egzaltacja wojownika wywyższała ego mężczyzny, kiedy równocześnie zaniżała ego kobiety i bardziej ją uzależniała od niego; mundur wojskowy nadal znacznie wpływa na kobiece uczucia.

84:3.5 (934.4) U bardziej zaawansowanych ras ludzkich kobiety nie są ani tak wysokie ani tak silne jak mężczyźni. Kobieta, będąc słabszą, stała się bardziej taktowną; wcześnie nauczyła się używać swych wdzięków seksualnych. Stała się bardziej czujna i konserwatywna niż mężczyzna, choć nieco bardziej powierzchowna. Na polu walki i na polowaniu mężczyzna był lepszy niż kobieta, ale w domu kobieta potrafiła zazwyczaj wymanewrować nawet najbardziej prymitywnego mężczyznę.

84:3.6 (934.5) Pasterze pilnowali swych stad, aby mieć żywność, lecz w tych pasterskich epokach kobieta nadal musiała dostarczać pożywienia roślinnego. Prymitywny mężczyzna unikał pracy na ziemi, była ona ogólnie biorąc zbyt pokojowa zbyt mało awanturnicza. Istniał także stary przesąd, że kobiety potrafią hodować lepsze rośliny; były przecież matkami. U wielu współczesnych, opóźnionych plemion, mężczyźni przyrządzają mięso, kobiety warzywa, a podczas wędrówki prymitywnych plemion australijskich kobiety nigdy nie atakują zwierzyny, podczas kiedy mężczyźni nigdy się nie zatrzymują, aby wykopać korzeń.

84:3.7 (934.6) Kobieta zawsze musiała pracować; przynajmniej do czasów współczesnych kobieta była prawdziwym producentem. Mężczyzna zazwyczaj wybierał łatwiejszą drogę życia i taka nierówność utrzymywała się przez całą historię gatunku ludzkiego. Kobieta zawsze była czymś obarczona, dbała o własność rodzinną i opiekowała się dziećmi, zostawiała tym samym mężczyźnie wolne ręce do walki i polowania.

84:3.8 (934.7) Pierwsze wyzwolenie kobiety przyszło wtedy, kiedy mężczyzna zgodził się uprawiać ziemię, zgodził się robić to, co dotąd było uznawane za pracę kobiecą. Był to wielki krok naprzód, kiedy przestano zabijać mężczyzn-jeńców a niewolono ich jako rolników. Spowodowało to wyzwolenie kobiety, tak, że mogła więcej czasu poświęcić zajęciom domowym i wychowaniu dzieci.

84:3.9 (934.8) Zaopatrzenie w mleko dla dzieci doprowadziło do wcześniejszego odstawiania ich od piersi, co uwalniało matki od okresowych niepłodności, skutkiem tego rodziły więcej dzieci, podczas gdy stosowanie mleka krowiego i koziego znacznie zmniejszyło śmiertelność niemowląt. Zanim społeczeństwo weszło w okres pasterski, matki karmiły swe dzieci piersią aż do czwartego i piątego roku życia.

84:3.10 (934.9) Zanikanie prymitywnych wojen znacznie zmniejszyło różnice w podziale pracy według płci. Kobiety wciąż jednak miały konkretną pracę do zrobienia, kiedy mężczyźni pełnili służbę wartowniczą. Żaden obóz czy wioska nie mogły pozostawać niestrzeżone, w dzień czy też w nocy, ale nawet to zostało ułatwione dzięki udomowieniu psa. Generalnie, nadejście rolnictwa poprawiło prestiż kobiety i jej pozycję społeczną przynajmniej do tego czasu, kiedy mężczyzna sam został rolnikiem. Jak tylko mężczyzna sam zaczął uprawiać ziemię, natychmiast nastąpiło znaczne ulepszenie metod uprawy roli, przez wszystkie kolejne pokolenia. W okresie polowań i wojen, mężczyzna nauczył się cenić organizację i wprowadził te metody do wytwórczości, a później, kiedy przejął większość pracy kobiecej, znacznie ulepszył jej niedokładne metody pracy.

4. Status kobiety w społeczeństwie pierwotnym

84:4.1 (935.1) Ogólnie biorąc, status kobiety w jakiejkolwiek epoce jest dobrym kryterium oceny ewolucyjnych postępów małżeństwa jako instytucji społecznej, podczas gdy rozwój małżeństwa, jako takiego, jest względnie dokładną miarą zaawansowania cywilizacji ludzkiej.

84:4.2 (935.2) Status kobiety zawsze stanowił paradoks społeczny; zawsze przebiegle kierowała ona mężczyznami, zawsze wykorzystywała silniejszy popęd seksualny mężczyzny do swych własnych interesów i podniesienia swej pozycji. Frymarcząc subtelnie swoimi wdziękami seksualnymi, potrafiła często wywierać dominujący wpływ na mężczyznę, nawet, kiedy trzymana była przez niego w nikczemnym zniewoleniu.

84:4.3 (935.3) Z początku kobieta nie była dla mężczyzny przyjacielem, ukochaną, kochanką i partnerem, ale raczej częścią własności, służącą lub niewolnicą, później partnerem ekonomicznym, zabawką i rodzicielką dzieci. Tym niemniej prawidłowe i zadowalające stosunki seksualne zawsze wiązały się z czynnikiem wyboru i współpracy ze strony kobiety a to dawało inteligentnej kobiecie wpływ na jej bezpośrednią i osobistą pozycję, niezależnie od jej pozycji społecznej, jako płci. Jednak braku zaufania i podejrzliwości u mężczyzny nie zmniejszało to, że kobiety od początku zmuszane były uciekać się do przebiegłości, kiedy chciały złagodzić swoją niewolę.

84:4.4 (935.4) Obie płcie miały znaczne trudności w zrozumieniu siebie nawzajem. Mężczyźnie trudno było zrozumieć kobietę; traktował ją z dziwną mieszanką ignoranckiego braku zaufania i bojaźliwej fascynacji, jeśli nie z podejrzliwością i pogardą. Wiele legend plemiennych i rasowych przypisywało różne kłopoty Ewie, Pandorze czy innym reprezentantkom kobiet. Opowieści te zawsze były tak wypaczone, ażeby wyglądało, że to kobieta przyniosła zło mężczyźnie; wszystko to obrazuje dawny, powszechny brak zaufania do kobiet. Głównym powodem, przytaczanym na poparcie celibatu u kapłaństwa, była niegodziwość kobiet. Fakt, że większość domniemanych czarownic była kobietami, też nie poprawił dawnej reputacji tej płci.

84:4.5 (935.5) Mężczyźni długo uważali kobietę za osobliwą, wręcz nienormalną. Wierzyli nawet, że kobiety nie mają duszy; zatem nie nadawano im imion. W dawnych czasach bardzo się obawiano pierwszego stosunku seksualnego z kobietą; dlatego stało się zwyczajem, że kapłan odbywał pierwszy stosunek seksualny z dziewicą. Nawet cień kobiety uważano za niebezpieczny.

84:4.6 (935.6) Sądzono kiedyś generalnie, że poród czyni kobietę niebezpieczną i nieczystą. I wiele obyczajów plemiennych stanowiło, że po narodzeniu dziecka matka musi przejść intensywne obrzędy oczyszczające. Za wyjątkiem tych grup ludzkich, w których mąż uczestniczył w połogu, unikano matki oczekującej dziecka, zostawiano ją samą. Pradawni unikali nawet narodzin dziecka w domu. W końcu pozwolono starym kobietom służyć matce podczas porodu i ten zwyczaj dał początek zawodowi akuszerki. Podczas porodu mówiono i robiono dziesiątki niemądrych rzeczy, usiłując tym samym ułatwić narodziny. Obyczajem było kropienie nowo narodzonego święconą wodą, aby zapobiec ingerencji duchów.

84:4.7 (935.7) U nie zmieszanych plemion poród był względnie łatwy, trwał zaledwie dwie czy trzy godziny; jednak rzadko przebiega on tak łatwo u ras mieszanych. Jeśli kobieta zmarła w czasie porodu, zwłaszcza podczas narodzin bliźniąt, wierzono, że winna jest cudzołóstwa z duchami. Później, zaawansowane plemiona traktowały śmierć podczas narodzin jako wolę niebios; kobiety takie, jak uważano, umierały w szlachetnej sprawie.

84:4.8 (936.1) Tak zwana skromność kobiet, dotycząca ich ubioru i zakrywania ciała, powstała ze śmiertelnego strachu, aby nie być dostrzeżoną w czasie menstruacji. Zostać zauważoną w takich okolicznościach było ciężkim grzechem, naruszeniem tabu. Według zwyczajów z dawniejszych czasów, każda kobieta, od wieku dojrzewania do końca okresu płodności, poddawana była całkowitej kwarantannie od rodziny i społeczeństwa na tydzień w każdym miesiącu. Wszystko, czego ewentualnie dotknęła, na czym usiadła czy się położyła, było „skalane”. Długo było w zwyczaju brutalne bicie dziewczyny po każdej miesiączce, aby wypędzić z jej ciała złego ducha. Jednak, kiedy się skończył okres rodzenia dzieci, kobieta traktowana była zazwyczaj delikatniej; przyznawano jej więcej praw i przywilejów. W świetle tego wszystkiego nikogo nie powinno dziwić, że kobiety traktowano pogardliwie. Nawet Grecy uznawali kobietę w czasie menstruacji za jedną z trzech wielkich przyczyn skalania, dwie pozostałe to wieprzowina i czosnek.

84:4.9 (936.2) Jakkolwiek niemądre były te stare wyobrażenia, dawały one pewne korzyści, ponieważ przepracowane kobiety miały przynajmniej w młodości, raz na miesiąc, tydzień potrzebnego im wypoczynku i wartościowej medytacji. Mogły zatem uzbroić się w inteligencję, potrzebną im do postępowania przez resztę czasu ze swymi męskimi partnerami. Ta kwarantanna kobiet zapobiegała też nadmiernemu zaspokajaniu seksualnemu u mężczyzn, tym samym pośrednio przyczyniała się do ograniczenia populacji i rozwijania samokontroli.

84:4.10 (936.3) Wielkiego postępu dokonano wtedy, kiedy odebrano mężczyźnie prawo zabicia żony według własnej woli. Krok naprzód stanowiło również to, że kobieta mogła zachować swe prezenty ślubne. Później zdobyła prawo posiadania, nadzoru a nawet zbywania swej własności, ale długo pozbawiona była prawa zajmowania pozycji zarówno w Kościele jak i w państwie. Kobieta zawsze była bardziej czy mniej traktowana jako własność, aż do dwudziestego wieku po Chrystusie. Nie wyzwoliła się ona jeszcze, na całym świecie, od odosobnienia pod kontrolą mężczyzny. Nawet u zaawansowanych narodów, wysiłki zmierzające do ochrony kobiety zawsze były cichym potwierdzeniem męskiej wyższości.

84:4.11 (936.4) Jednak prymitywne kobiety nie litowały się nad sobą, tak, jak to zwykły robić ich niedawno wyzwolone siostry. Były one mimo wszystko w miarę szczęśliwe i zadowolone; nie potrafiły wyobrazić sobie egzystencji lepszego czy innego rodzaju.

5. Kobieta na tle kształtujących się obyczajów

84:5.1 (936.5) W sprawach zachowania gatunku kobieta jest równa mężczyźnie, ale w partnerstwie samozachowawczości działa w sytuacji zdecydowanie niekorzystnej i takie upośledzenie, wynikające z przymusowego macierzyństwa, może być wynagrodzone jedynie przez oświecone obyczaje zaawansowanej cywilizacji i przez narastające poczucie sprawiedliwości u mężczyzny.

84:5.2 (936.6) W miarę rozwoju społeczeństwa standardy seksualne kobiet stawały się coraz wyższe, ponieważ to one bardziej cierpiały na skutek naruszania obyczajów seksualnych. Standardy seksualne mężczyzny z wolna ulegają poprawie tylko w wyniku zwykłego poczucia takiej uczciwości, jaką narzuca cywilizacja. Natura nie zna uczciwości – tylko kobieta cierpi bóle porodowe.

84:5.3 (936.7) Współczesna idea równości płci jest piękna i godna rozwijającej się cywilizacji, ale nie można jej znaleźć w naturze. Kiedy siła jest prawem, mężczyzna rządzi kobietą; kiedy panuje więcej sprawiedliwości, pokoju i rzetelności, stopniowo kobieta wyłania się z okresu niewolnictwa i zaniedbania. Generalnie, społeczna pozycja kobiety zmienia się odwrotnie proporcjonalnie do stopnia militaryzmu w jakimkolwiek narodzie czy epoce.

84:5.4 (937.1) Jednak mężczyzna nie zabrał praw kobiecie ani świadomie, ani celowo, aby je później stopniowo i z żalem oddawać; wszystko to było nieświadomym i niezaplanowanym epizodem ewolucji społecznej. Kiedy naprawdę przyszedł czas, aby kobieta zaczęła korzystać z rozszerzonych praw, otrzymała je i to raczej zupełnie niezależnie od świadomego nastawienia mężczyzny. Obyczaje zmieniają się powoli, ale niezawodnie, tak, aby przynieść te społeczne adaptacje, które są częścią ciągłej ewolucji cywilizacji. Rozwijające się obyczaje przyczyniały się powoli do coraz lepszego traktowania kobiet; nie przetrwały te plemiona, które wciąż traktowały je okrutnie.

84:5.5 (937.2) Adamici i Nodyci traktowali kobietę z większym szacunkiem a te grupy ludzkie, które były pod wpływem migrujących Anditów, ulegały wpływom nauk edenicznych, gdy idzie o miejsce kobiety w społeczeństwie.

84:5.6 (937.3) Dawni Chińczycy i Grecy traktowali kobiety lepiej niż większość narodów ich otaczających. Jednak Hebrajczycy byli wyjątkowo nieufni wobec kobiet. Na Zachodzie, kobieta miała utrudniony awans społeczny wskutek doktryn Pawła, które zostały włączone do chrześcijaństwa, chociaż chrześcijaństwo posunęło naprzód obyczaje, narzucając mężczyźnie bardziej surowe zasady seksualne. Pozycja kobiety jest prawie beznadziejna w warunkach wyjątkowego poniżenia, jakie jej niesie mahometanizm a wiedzie się jej jeszcze gorzej pod wpływem nauk kilku innych religii orientalnych.

84:5.7 (937.4) To nauka a nie religia, naprawdę wyemancypowała kobietę; to współczesna fabryka w znacznej mierze uwolniła ją od przykucia do domu. W nowym systemie zarabiania na życie, fizyczne możliwości mężczyzny już nie są tak ważne; nauka tak przekształciła warunki życiowe, że siła mężczyzny już nie góruje na siłą kobiety.

84:5.8 (937.5) Wszystkie te przeobrażenia szły w kierunku wyzwolenia kobiety z niewoli domowej i spowodowały zmianę jej statusu w tym stopniu, że korzysta ona teraz z takiej wolności osobistej i samookreślenia seksualnego, iż praktycznie dorównuje mężczyźnie. Kiedyś wartość kobiety polegała na tym, że mogła ona produkować żywność, ale wynalazki i dobrobyt umożliwiły jej stworzenie nowego świata, w którym może działać – domenę wdzięku i uroku. W ten sposób przemysł wygrał nieświadomą i niezamierzoną wojnę o społeczną i ekonomiczną emancypację kobiet. I znowu ewolucja odniosła sukces, dokonując tego, czego nawet objawieniu się nie udało.

84:5.9 (937.6) Reakcja oświeconych narodów na niesprawiedliwe obyczaje rządzące miejscem kobiet w społeczeństwie była rzeczywiście w swych skrajnościach wahadłowa. U narodów uprzemysłowionych kobieta zdobyła prawie wszystkie prawa i zwolniona jest z wielu obowiązków, takich jak służba wojskowa. Każde udogodnienie w walce o byt przyczyniało się do wyzwolenia kobiety i odnosiła ona natychmiastowe korzyści z każdego kroku w kierunku monogamii. Słabszy zawsze zyskuje niepomiernie przy każdej adaptacji obyczajów, w procesie stopniowej ewolucji społeczeństwa.

84:5.10 (937.7) W ideałach pary małżeńskiej kobieta zdobyła w końcu uznanie, godność, niezależność, równość i edukację, ale czy okaże się warta wszelkich tych nowych zdobyczy bez precedensu? Czy współczesna kobieta odpowie na te wielkie osiągnięcia, na wyzwolenie społeczne, bezczynnością, obojętnością, bezdzietnością i niewiernością? Dziś, w dwudziestym wieku, kobieta przechodzi największą próbę w całej swej długiej, światowej egzystencji!

84:5.11 (938.1) W procesie zachowania gatunku kobieta jest równym partnerem mężczyzny, jest więc tak samo ważna w kształtowaniu ewolucji gatunkowej; dlatego też ewolucja działała coraz usilniej w kierunku zapewnienia praw kobiecie. Jednak prawa kobiet nie są w żadnym wypadku prawami mężczyzn. Kobieta nie może rozwijać się lepiej w oparciu o prawa mężczyzny niż mężczyzna w oparciu o prawa kobiety.

84:5.12 (938.2) Każda płeć ma swą własną, charakterystyczną dla niej sferę egzystencji, razem z własnymi prawami w obrębie tej sfery. Jeśli kobieta dążyć będzie do korzystania literalnie ze wszystkich praw mężczyzny, wtedy wcześniej czy później bezlitosna i bezuczuciowa konkurencja z pewnością zastąpi tę rycerskość i specjalny szacunek, jakim cieszy się teraz wiele kobiet i który tak niedawno zaskarbiły sobie od mężczyzn.

84:5.13 (938.3) Cywilizacja nigdy nie zlikwiduje behawioralnej przepaści pomiędzy płciami. Obyczaje zmieniają się z epoki na epokę, ale nie instynkty. Naturalne, macierzyńskie uczucie nigdy nie pozwoli wyemancypowanej kobiecie być poważnym rywalem mężczyzny w działalności gospodarczej. Każda płeć na zawsze pozostanie doskonała w swej własnej dziedzinie, dziedzinie określonej przez zróżnicowanie biologiczne i mentalną odmienność.

84:5.14 (938.4) Zawsze, każda płeć będzie posiadać swą własną, specyficzną sferę działania, aczkolwiek zawsze te sfery będą się zazębiać ze sobą. Tylko na arenie społecznej mężczyźni i kobiety będą konkurować na równych warunkach.

6. Partnerstwo mężczyzny i kobiety

84:6.1 (938.5) Popęd rozrodczy niezawodnie zbliża do siebie mężczyzn i kobiety dla zachowania gatunku, ale sam popęd nie gwarantuje tego, że mężczyzna i kobieta pozostaną ze sobą, współpracując przy zakładaniu rodziny.

84:6.2 (938.6) Każda, odnosząca sukcesy instytucja ludzka, zawiera w sobie sprzeczności interesów osobistych, które zostały dopasowane do siebie w praktycznej, roboczej harmonii a tworzenie rodziny nie stanowi tutaj wyjątku. Małżeństwo, podstawa tworzenia rodziny, jest najwyższym przejawem współpracy nacechowanej antagonizmami, która tak często charakteryzuje styczność natury i społeczeństwa. Ten konflikt jest nieunikniony. Kojarzenie się jest wrodzone, jest naturalne. Jednak małżeństwo nie jest biologiczne, jest socjologiczne. Namiętność daje tę gwarancję, że mężczyzna i kobieta zbliżą się do siebie, jednak trzyma ich przy sobie słabszy instynkt rodzicielski i obyczaje społeczne.

84:6.3 (938.7) Praktycznie biorąc, mężczyzna i kobieta są dwoma oddzielnymi odmianami tego samego gatunku, żyjącymi w bliskim i intymnym związku. Ich punkty widzenia i całość reakcji życiowych są zasadniczo odmienne; są zupełnie niezdolni do pełnego i prawdziwego, wzajemnego zrozumienia. Całkowite zrozumienie pomiędzy płciami jest nieosiągalne.

84:6.4 (938.8) Wydaje się, że kobiety mają więcej intuicji niż mężczyźni, jednak czasami sprawiają wrażenie niejako mniej logicznych. Tym niemniej kobieta zawsze była podporą standardów moralnych i duchową przywódczynią ludzkości. Dłoń kołysząca kołyskę wciąż brata się z przeznaczeniem.

84:6.5 (938.9) Różnice pomiędzy mężczyznami i kobietami w usposobieniu, reakcjach, punktach widzenia i myśleniu, niezależnie od tego, że czasami powodują niepokoje, należy traktować jako bardzo pożyteczne dla ludzkości, zarówno dla jednostki jak i dla zbiorowości. Wiele klas istot wszechświatowych stwarzanych jest w dwu stadiach przejawiania się osobowości. U śmiertelników, Synów Materialnych i midsonitów, różnice te określane są jako mężczyzna i kobieta; u serafinów, cherubinów i Morontiańskich Towarzyszy, różnice te określa się jako pozytywne albo ofensywne i negatywne albo ustępliwe. Takie podwójne związki znacznie zwiększają wszechstronność istot i pokonują nieodłączne skądinąd ograniczenia; występuje to nawet w pewnych trójjednych związkach w systemie Raj-Havona.

84:6.6 (939.1) Mężczyźni i kobiety potrzebują siebie nawzajem w swej egzystencji morontialnej i duchowej tak samo jak w ziemskiej. Zróżnicowania w punktach widzenia mężczyzn i kobiet trwają nawet po pierwszym życiu, podczas wznoszenia się we wszechświecie lokalnym oraz superwszechświecie. I nawet w Havonie, ci pielgrzymi, którzy kiedyś byli mężczyznami i kobietami, nadal pomagają sobie wzajemnie, kiedy się wznoszą do Raju. Nigdy, nawet w Korpusie Finalizmu, przeobrażenie istoty stworzonej nie będzie tak wielkie, żeby zatarły się te tendencje osobowościowe, które ludzie nazywają męskimi i kobiecymi; zawsze te dwie podstawowe odmiany ludzkie będą się wzajemnie interesowały, stymulowały, zachęcały się i pomagały jedna drugiej; zawsze będą wzajemnie zależne, gdy współpracować będą w rozwiązywaniu skomplikowanych problemów wszechświata i w pokonywaniu różnorodnych, kosmicznych trudności.

84:6.7 (939.2) Podczas gdy obie płcie nigdy nie mogą oczekiwać pełnego, wzajemnego zrozumienia, uzupełniają się one z dobrym skutkiem i choć współpraca ta jest częstokroć bardziej czy mniej personalnie antagonistyczna, nie przeszkadza to w zachowaniu i reprodukcji społeczeństwa. Małżeństwo jest tą instytucją, która ma łagodzić różnice między płciami, gdy jednocześnie przyczynia się do kontynuacji cywilizacji i gwarantuje rozmnażanie gatunku.

84:6.8 (939.3) Małżeństwo jest matką wszelkiego rodzaju ludzkich instytucji, jako że prowadzi wprost do założenia rodziny i utrzymania rodziny, która jest strukturalną podstawą społeczeństwa. Rodzina jest zasadniczo związana z mechanizmem samozachowawczości, jest jedyną nadzieją zachowania gatunku w obrębie panujących w cywilizacji obyczajów, gdy jednocześnie wyjątkowo dobrze dostarcza pewnych, wysoce satysfakcjonujących form samozadowolenia. Rodzina jest najwyższym, czysto ludzkim osiągnięciem, łączącym ewolucję biologicznych związków mężczyzny i kobiety ze społecznymi powiązaniami męża i żony.

7. Ideały życia rodzinnego

84:7.1 (939.4) Stosunki seksualne są instynktowne, ich naturalnym wynikiem są dzieci i tym samym rodzina powstaje automatycznie. Jakie są rodziny danej rasy czy narodu, takie też jest społeczeństwo. Jeśli rodziny są dobre, równie dobre jest społeczeństwo. Wielka stabilność kulturowa narodu żydowskiego i chińskiego polega na sile ich grup rodzinnych.

84:7.2 (939.5) Kobiecy instynkt miłości i opieki nad dziećmi przyczynił się do zrobienia z niej strony zainteresowanej popieraniem małżeństwa i prymitywnego życia rodzinnego. Mężczyzna zmuszony był do tworzenia ogniska domowego dopiero pod naciskiem późniejszych obyczajów i konwencji społecznych; niezbyt interesował się małżeństwem i zakładaniem rodziny, gdyż akt seksualny nie narzucał mu biologicznych konsekwencji.

84:7.3 (939.6) Związek seksualny jest naturalny, ale małżeństwo jest społeczne i zawsze było regulowane przez obyczaje. Obyczaje (religijne, moralne i etyczne), razem z majątkiem, dumą i rycerskością, stabilizują instytucję małżeństwa i rodziny. Ilekroć obyczaje ulegają fluktuacjom, pojawiają się fluktuacje w stabilności instytucji rodziny-małżeństwa. Małżeństwo wychodzi teraz ze stadium własnościowego i wkracza w erę osobistą. Dawniej mężczyzna chronił kobietę, gdyż była jego własnością a ona z tego samego powodu była mu posłuszna. Niezależnie od swych właściwości, system ten przynosił stabilizację. Teraz kobiety nie uważa się już za własność i pojawiają się nowe obyczaje, mające na celu stabilizację instytucji małżeństwa i rodziny:

84:7.4 (939.7) 1. Nowa rola religii – nauka, że doświadczenie rodzicielskie jest konieczne, idea płodzenia kosmicznych obywateli, szersze zrozumienie przywileju płodzenia – dawanie synów Ojcu.

84:7.5 (940.1) 2. Nowa rola nauki – płodzenie staje się coraz bardziej dobrowolne, podległe kontroli człowieka. W dawnych czasach brak wiedzy powodował zjawianie się dzieci, kiedy ich nie chciano.

84:7.6 (940.2) 3. Nowa funkcja pogoni za przyjemnością, co wprowadza nowy czynnik do przetrwania gatunku; pradawny człowiek porzucał niechciane dzieci, aby umarły, współczesny nie chce ich płodzić.

84:7.7 (940.3) 4. Umocnienie instynktu rodzicielskiego. Każde kolejne pokolenie ma teraz tendencję eliminacji z reprodukcyjnego strumienia gatunku tych jednostek, których instynkt rodzicielski nie jest dostatecznie silny, aby zapewnić prokreację dzieci, przyszłych rodziców następnego pokolenia.

84:7.8 (940.4) Tym niemniej rodzina jako instytucja, partnerstwo jednego mężczyzny i jednej kobiety, datuje się specyficznie od czasów Dalamatii, mniej więcej pół miliona lat temu; monogamiczne obyczaje Andona i jego bezpośrednich potomków zarzucone zostały długo przedtem. Jednak przed czasami Nodytów a później Adamitów, życie rodzinne nie było zbyt chwalebne. Adam i Ewa wywarli niezatarte wrażenie na całej ludzkości; po raz pierwszy w historii świata widziano mężczyznę i kobietę pracujących obok siebie w Ogrodzie. Edeniczny ideał, całej rodziny jako ogrodników, był na Urantii ideą nową.

84:7.9 (940.5) Dawna rodzina obejmowała związane ze sobą grupy robocze, z niewolnikami włącznie, żyjące w jednym miejscu zamieszkania. Małżeństwo i życie rodzinne nie zawsze były tym samym, ale z konieczności były blisko ze sobą związane. Kobieta zawsze pragnęła swojej rodziny i w końcu znajdowała do niej drogę.

84:7.10 (940.6) Miłość do potomstwa jest prawie uniwersalna i ma wielką wartość dla zachowania gatunku. Pradawni zawsze poświęcali interesy matki dla dobra dziecka; eskimoska matka nawet dziś liże swe dziecko, zamiast je myć. Prymitywne matki karmiły swe dzieci i dbały o nie tylko wtedy, gdy dzieci były bardzo młode i tak jak zwierzęta odrzucały je, kiedy tylko podrosły. Stabilne i trwałe związki ludzkie nigdy nie opierały się wyłącznie na uczuciach biologicznych. Zwierzęta kochają swe dzieci; człowiek – cywilizowany człowiek – kocha dzieci swych dzieci. Im wyższa cywilizacja tym większa radość rodziców z rozwoju i sukcesów dzieci; w ten sposób pojawiła się nowa i wyższa duma z nazwiska.

84:7.11 (940.7) U dawnych ludów wielodzietne rodziny niekoniecznie musiały opierać się na uczuciu. Chciano mieć wiele dzieci, ponieważ:

84:7.12 (940.8) 1. Były one cennymi robotnikami.

84:7.13 (940.9) 2. Były zabezpieczeniem na starość.

84:7.14 (940.10) 3. Córki nadawały się do sprzedaży.

84:7.15 (940.11) 4. Duma rodzinna wymagała szerzenia swego imienia.

84:7.16 (940.12) 5. Synowie dawali ochronę i obronę.

84:7.17 (940.13) 6. Strach przed duchami powodował lęk przed samotnością.

84:7.18 (940.14) 7. Pewne religie wymagały posiadania potomstwa.

84:7.19 (940.15) Czciciele przodków za największą klęskę w czasie i wieczności uważali brak synów. Chcieli nade wszystko mieć synów, aby celebrowali uczty pośmiertne, aby składali ofiary potrzebne do rozwoju duchów w świecie duchowym.

84:7.20 (941.1) U dawnych dzikich karność u dzieci wprowadzano bardzo wcześnie i dziecko wcześnie uświadamiało sobie, że nieposłuszeństwo oznacza niepowodzenie a nawet śmierć, jak to miało miejsce u zwierząt. To właśnie cywilizacyjna ochrona dziecka przed naturalnymi konsekwencjami jego, niemądrego postępowania, przyczynia się tak bardzo do współczesnego braku posłuszeństwa u dzieci.

84:7.21 (941.2) Dzieci Eskimosów rozwijają się przy niewielkiej stosunkowo dozie kształcenia i korygowania, dlatego, że są po prostu naturalnie pojętnymi małymi zwierzątkami; dzieci ludzi zarówno czerwonych jak i żółtych są prawie tak samo uległe. Jednak u narodów zawierających krew Anditów dzieci nie są tak uległe; taka młodzież, obdarzona większą wyobraźnią i awanturnicza, wymaga więcej nauki i dyscypliny. Współczesne problemy kultury młodzieżowej przynoszą coraz więcej trudności na skutek:

84:7.22 (941.3) 1. Znacznego stopnia zmieszania rasowego.

84:7.23 (941.4) 2. Fikcyjnej i powierzchownej edukacji.

84:7.24 (941.5) 3. Niemożności zdobycia wychowania przez dziecko dzięki naśladowaniu rodziców – rodziców częstokroć nie ma na rodzinnej scenie.

84:7.25 (941.6) Starsze idee kształcenia w rodzinie były biologiczne, wyrastały z tej świadomości, że rodzice są stwórcami dziecięcej istoty. Zaawansowane ideały życia rodzinnego prowadzą do tej idei, że powołanie na świat dziecka, zamiast przyznania określonych praw rodzicielskich, pociąga za sobą najwyższą w ludzkiej egzystencji odpowiedzialność.

84:7.26 (941.7) Cywilizacja uważa, że rodzice przyjmują na siebie wszelkie obowiązki a dziecko ma wszelkie prawa. Szacunek dziecka dla rodziców powstaje nie dzięki wiedzy o obowiązkach, wynikających z faktu rodzicielskiej prokreacji, ale kształtuje się naturalnie, w wyniku opieki, nauczania i uczuć miłości, które się okazuje, kiedy pomaga się dziecku w wygraniu życiowej batalii. Prawdziwy rodzic zajmuje się nieustannie pomocą-służbą, którą mądre dziecko zaczyna rozpoznawać i doceniać.

84:7.27 (941.8) W obecnej epoce industrializacji i urbanizacji instytucja małżeństwa rozwija się według nowych zasad ekonomicznych. Życie rodzinne kosztuje coraz więcej, podczas gdy dzieci, które były kapitałem, stały się zadłużeniem ekonomicznym. Jednak bezpieczeństwo cywilizacji, samo w sobie, nadal się opiera na coraz większej gotowości jednego pokolenia do inwestowania w dobro następnego oraz przyszłych pokoleń. I jakakolwiek próba przeniesienia odpowiedzialności rodzicielskiej na państwo czy Kościół okaże się samobójcza dla dobra i rozwoju cywilizacji.

84:7.28 (941.9) Małżeństwo, razem z dziećmi i późniejszym życiem rodzinnym, stymuluje najwyższe potencjały natury ludzkiej a równocześnie dostarcza idealnej drogi ekspresji tych, ożywionych atrybutów osobowości śmiertelnika. Rodzina przyczynia się do biologicznego zachowania gatunku ludzkiego. Dom jest tą naturalną areną społeczną, na której dorastające dzieci mogą zrozumieć etykę braterstwa krwi. Rodzina jest fundamentalną jednostką braterstwa, w której rodzice i dzieci pobierają te lekcje cierpliwości, altruizmu, tolerancji i wyrozumiałości, które są tak ważne dla realizacji braterstwa pośród wszystkich ludzi.

84:7.29 (941.10) Społeczeństwo ludzkie mogłoby stać się znacznie lepsze, gdyby cywilizowane narody w większym stopniu wróciły do zwyczaju rady rodzinnej, jaki panował u Anditów, którzy nie mieli patriarchalnej czy autokratycznej formy rządu rodzinnego. Byli bardzo braterscy i partnerscy, omawiali otwarcie każdą propozycję i zasady funkcjonowania rodziny. W całym zarządzaniu rodziną panowało u nich idealne równouprawnienie. W idealnej rodzinie zarówno uczucia dzieci jak i rodzicielskie są umacniane przez wzajemne poświęcenie.

84:7.30 (942.1) Życie rodzinne jest prekursorem prawdziwej moralności, protoplastą świadomej lojalności wobec obowiązków. Związki, jakie narzuca życie rodzinne, stabilizują osobowość i stymulują jej rozwój, dzięki przymusowi dostosowania się do innych, zróżnicowanych osobowości. Ponadto, prawdziwa rodzina – dobra rodzina – objawia rodzicom płodzącym potomstwo postawę Stwórcy wobec jego dzieci, podczas gdy jednocześnie tacy prawdziwi rodzice obrazują swym dzieciom pierwsze z długiej serii stopniowych objawień miłości rajskiego rodzica do wszystkich jego wszechświatowych dzieci.

8. Niebezpieczeństwa samozadowolenia

84:8.1 (942.2) Wielkim niebezpieczeństwem dla życia rodzinnego jest niepokojąca i narastająca fala szukania samozadowolenia, współczesna mania poszukiwania przyjemności. Zasadniczy asumpt powstania małżeństwa był ekonomiczny; pociąg seksualny był wtórny. Małżeństwo, oparte na samozachowawczości, prowadziło do zachowania gatunku a jednocześnie dawało formę zadowolenia jedną z najbardziej atrakcyjnych. Małżeństwo jest jedyną instytucją społeczeństwa ludzkiego, która obejmuje wszystkie trzy wielkie bodźce napędowe życia.

84:8.2 (942.3) Początkowo podstawą samozachowawczości była własność, podczas gdy małżeństwo funkcjonowało jako unikalna instytucja zachowania gatunku. Chociaż zaspokojenie głodu, zabawa i humor, wraz z okresowym zaspokojeniem seksualnym, były środkami zdobywania samozadowolenia, faktem pozostaje, że rozwijające się obyczaje nie wytworzyły żadnej specyficznej instytucji przynoszącej samozadowolenie. Właśnie dlatego, że nie ukształtowały się specyficzne metody korzystania z przyjemności, wszystkie instytucje ludzkie są tak dogłębnie przeniknięte poszukiwaniem przyjemności. Gromadzenie własności staje się instrumentem pomnażającym wszelkie formy samozadowolenia, podczas gdy małżeństwo często jest traktowane tylko jako metoda korzystania z przyjemności. I takie zbytnie pobłażanie sobie, szeroko rozpowszechniona mania szukania przyjemności, stanowi teraz największą ze wszystkich groźbę, spośród tych, jakie kiedykolwiek zagrażały społecznej, ewolucyjnej instytucji życia rodzinnego – ognisku domowemu.

84:8.3 (942.4) Rasa fioletowa wniosła do doświadczenia ludzkości nową cechę, niewystarczająco tylko urzeczywistnioną – instynkt zabawy połączony z poczuciem humoru. Instynkt ten istniał już w pewnym stopniu u Sangików i Andonitów, ale ród adamiczny wywyższył tę prymitywną tendencję do potencjalnego czynnika przyjemności, do poziomu nowej i wzniosłej formy samozadowolenia. Podstawową formą samozadowolenia, obok zaspokojenia głodu, jest zadowolenie seksualne i ta forma przyjemności zmysłowej została wyjątkowo wywyższona przez mieszankę Sangików i Anditów.

84:8.4 (942.5) Istnieje prawdziwe niebezpieczeństwo w kombinacji niepokoju, ciekawości, żądzy przygody i zapamiętałej pogoni za przyjemnością, charakteryzującej ludy post-Andickie. Głodu duszy nie da się zaspokoić przyjemnościami materialnymi; miłości do rodziny i dzieci nie można zwiększyć przez niemądrą pogoń za przyjemnością. Choć wykorzystujecie zasoby sztuki, koloru, dźwięku, rytmu, muzyki i ozdób osobistych, nie możecie oczekiwać, że tym sposobem wysublimujecie duszę i odżywicie ducha. Próżność i moda nie pomogą w założeniu rodziny i wychowywaniu dzieci; pycha i rywalizacja nie mogą umocnić wartości przetrwania kolejnych pokoleń.

84:8.5 (942.6) Wszystkie rozwijające się istoty niebiańskie korzystają z odpoczynku i ze służb organizatorów powrotu. Rozsądne są wszystkie te wysiłki, które zmierzają w kierunku zdrowej rozrywki i podbudowującej zabawy; wartościowy jest pokrzepiający sen, odpoczynek, rekreacja i wszelkie inne rozrywki, które zapobiegają nudzie i monotonii. Współzawodnictwo w zabawie, opowiadanie różnych historii a nawet smak dobrego jedzenia mogą służyć jako formy samozadowolenia. (Gdy używacie soli, aby poprawić smak potraw, pomyślcie o tym, że przez nieomal milion lat człowiek mógł mieć sól tylko przez zanurzenie żywności w popiele).

84:8.6 (943.1) Niech człowiek korzysta z życia; niech gatunek ludzki szuka przyjemności na tysiąc i jeden sposobów; niech ewolucyjna ludzkość odkrywa wszelkie formy słusznego samozadowolenia, owoc długich, rozwojowych zmagań biologicznych. Człowiek dobrze zapracował na niektóre ze swoich obecnych radości i przyjemności. Jednak przypatrzcie się dobrze celowi waszego przeznaczenia! Przyjemności doprawdy są samobójcze, jeśli udaje im się zniszczyć te właściwości, które stały się podstawą samozachowawczości; a za samozadowolenie można doprawdy zapłacić najwyższą cenę, gdy doprowadzi ono do upadku małżeństwa, rozkładu życia rodzinnego i zniszczenia ogniska domowego – najwyższej ewolucyjnej zdobyczy człowieka i jedynej nadziei przetrwania cywilizacji.

84:8.7 (943.2) [Przedstawione przez szefa serafinów, przebywającego stale na Urantii].

Przekaz 85, Początki czczenia

Księga Urantii

Przekaz 85

Początki czczenia

85:0.1 (944.1) RELIGIA prymitywna ma biologiczne początki i swój naturalny rozwój ewolucyjny, niezależny od związków moralnych i wszelkich wpływów duchowych. Wyższe zwierzęta przeżywają strach, ale nie mają iluzji, więc nie mają religii. Człowiek tworzy swą prymitywną religię ze swych strachów i przy pomocy swoich iluzji.

85:0.2 (944.2) W ewolucji gatunku ludzkiego, czczenie pojawia się w swych prymitywnych przejawach długo wcześniej, nim umysł człowieczy potrafi sformułować bardziej złożone idee życia doczesnego i życia po tym życiu, które mogą zasługiwać na miano religii. Wczesna religia miała całkowicie intelektualną naturę i w pełni bazowała na powiązanych ze sobą przypadkach. Obiekty kultu były wyłącznie symboliczne a stanowiły je rzeczy natury, które były pod ręką albo te, które wzbudzały niepokój w życiu codziennym prostych, prymitywnych Urantian.

85:0.3 (944.3) Kiedy religia raz się rozwinęła powyżej kultu natury, nabrała korzeni duchowego pochodzenia, zawsze jednak była uwarunkowana środowiskiem społecznym. Gdy się rozwinął kult natury, ludzkie idee wyobrażały podział pracy w świecie nadludzkim; istniały tam duchy natury – jezior, drzew, wodospadów, deszczu i setek innych zwykłych, ziemskich zjawisk.

85:0.4 (944.4) W takim czy innym czasie śmiertelnik czcił wszystko, co istniało na powierzchni Ziemi, z sobą włącznie. Czcił prawie wszystko, co można było sobie wyobrazić na niebie i pod ziemią. Człowiek prymitywny bał się wszelkich przejawów mocy, czcił każde zjawisko naturalne, którego nie mógł zrozumieć. Obserwacje potężnych sił przyrody, takich jak burze, powodzie, trzęsienia ziemi, osuwiska, wulkany, ogień, gorąco i zimno, wywierały wielkie wrażenie na rozwijającym się umyśle ludzkim. Zdarzające się w życiu niewytłumaczalne rzeczy nadal są nazywane „dopustem Boskim” albo „niedocieczonymi drogami Opatrzności”.

1. Czczenie kamieni i wzgórz

85:1.1 (944.5) Pierwszym obiektem, czczonym przez rozwijającego się człowieka, był kamień. Lud Kateri, w Indiach południowych, do dziś jeszcze czci kamień, podobnie jak liczne plemiona w Indiach północnych. Jakub spał na kamieniu, ponieważ go czcił, nawet go namaszczał. Rachela ukrywała w swym namiocie sporo świętych kamieni.

85:1.2 (944.6) Kamienie pierwsze dziwiły wczesnego człowieka, jako niezwykłe zjawisko, że mogły tak nagle pojawiać się na powierzchni uprawianego pola lub pastwiska. Człowiek nie brał pod uwagę ani erozji, ani skutków przemieszczania gleby. Kamienie robiły wielkie wrażenie na ludziach również z tego względu, że często były podobne do zwierząt. Uwagę cywilizowanego człowieka przykuwają liczne formacje skalne w górach, które są bardzo podobne do fizjonomii zwierząt czy nawet ludzi. Jednak największe wrażenie na człowieku pierwotnym wywierały kamienie meteorytowe, obserwowane jak lecą przez atmosferę w płomienistym majestacie. Spadające gwiazdy wzbudzały grozę u wczesnego człowieka i łatwo mu było uwierzyć, że takie świecące smugi oznaczają przelot ducha w drodze na Ziemię. Nic więc dziwnego, że ludzie skłonni byli czcić takie zjawiska, zwłaszcza, jeśli potem odkrywali meteoryty. Zwiększało to szacunek dla wszelkich innych kamieni. W Bengalu wielu czci meteoryt, który spadł na Ziemię w roku 1880 n.e.

85:1.3 (945.1) Wszystkie pradawne klany i plemiona miały swe święte kamienie a większość współczesnych ludzi przejawia pewien rodzaj czci dla niektórych rodzajów kamieni – swoich klejnotów. Grupa pięciu kamieni czczona była w Indiach, w Grecji było ich trzydzieści, u ludzi czerwonych był to zazwyczaj krąg kamienny. Rzymianie zawsze rzucali kamień w powietrze, kiedy wzywali Jowisza. W Indiach kamienia można używać za świadka, nawet po dzień dzisiejszy. W niektórych regionach używają kamienia jako talizmanu prawnego i dzięki jego powadze przestępca może być pozwany przed sąd. Jednak prości śmiertelnicy nie zawsze utożsamiają Bóstwo z obiektem czczenia obrzędowego. Takie fetysze są najczęściej tylko symbolami prawdziwych, czczonych obiektów.

85:1.4 (945.2) Starożytni żywili szczególny szacunek dla otworów w kamieniu. Takie porowate kamienie, jak domniemano, niezwykle skutecznie leczyły choroby. Nie przebijano uszu po to, aby nosić kamienie, ale wkładano w nie kamienie, aby zachować otwory w uszach otwarte. Nawet we współczesnych czasach zabobonni ludzie robią otwory w monetach. W Afryce tubylcy robili sporo zamieszania wokół swych kamiennych fetyszów. Faktycznie, u wszystkich opóźnionych plemion i ludów kamienie nadal są otaczane zabobonnym szacunkiem. Nawet dziś kult kamienia rozpowszechniony jest w świecie. Nagrobek jest do dziś przetrwałym symbolem wyobrażeń i idoli, rzeźbionych w kamieniu, związanych z wierzeniami w upiory i duchy zmarłych bliźnich.

85:1.5 (945.3) Po kulcie kamieni pojawił się kult wzgórz a pierwsze czczone wzgórza były dużymi skupiskami kamieni. Wkrótce weszło w zwyczaj wierzenie, że bogowie zamieszkują góry, dlatego też znaczne wyniesienia lądu były dodatkowo czczone. Z upływem czasu pewne góry wiązano z pewnymi bogami i tym samym stawały się one święte. Ciemni i zabobonni tubylcy wierzyli, że jaskinie prowadzą do świata podziemi, z jego złymi duchami i demonami, w przeciwieństwie do gór, które utożsamiano z ukształtowanymi później ideami dobrych duchów i bóstw.

2. Czczenie roślin i drzew

85:2.1 (945.4) Roślin z początku się bano a potem je czczono, ze względu na odurzające płyny z nich uzyskiwane. Człowiek prymitywny wierzył, że odurzenie czyni go boskim. Uważano, że jest coś niezwykłego i świętego w takim przeżyciu. Nawet w dzisiejszych czasach alkohole nazywane są „spirytualiami”.

85:2.2 (945.5) Dawny człowiek obserwował kiełkujące ziarno z lękiem i zabobonną trwogą. Apostoł Paweł nie był pierwszym, który opisywał głębokie duchowe nauki, porównując wierzenia religijne do kiełkującego ziarna.

85:2.3 (945.6) Kult drzew zalicza się do najstarszych wierzeń religijnych. Wszystkie dawne małżeństwa zawierane były pod drzewami, a kiedy kobieta chciała mieć dziecko, znajdowano ją czasami w lesie, z czułością obejmującą silny dąb. Czczono wiele roślin i drzew, ze względu na ich prawdziwe czy wyimaginowane właściwości lecznicze. Dziki wierzył, że wszelkie reakcje chemiczne spowodowane są bezpośrednim działaniem sił nadprzyrodzonych.

85:2.4 (945.7) Idee dotyczące duchów drzew są bardzo zróżnicowane u różnych plemion i ras. Niektóre drzewa zamieszkiwały duchy przyjazne; inne były miejscem pobytu duchów zwodniczych i okrutnych. Finowie wierzyli, że większość drzew zamieszkują duchy przyjazne. Szwajcarzy długo nie ufali drzewom, wierząc, że opanowane są one przez duchy podstępne. Mieszkańcy Indii i wschodniej Rosji uważali, że duchy drzew są okrutne. Patagończycy nadal czczą drzewa, tak, jak to robili wcześni Semici. Długo po tym, jak Hebrajczycy przestali czcić drzewa, wciąż czcili swoje różne bóstwa w gaikach. Istniał kiedyś kult drzewa życia, rozpowszechniony wszędzie, za wyjątkiem Chin.

85:2.5 (946.1) Wierzenie, że woda czy szlachetne metale pod powierzchnią ziemi mogą być wykryte drewnianą różdżką, jest reliktem dawnych kultów drzew. Maik, choinka i zabobonne praktyki odpukiwania w drzewo, to niektóre z zachowanych, pradawnych obyczajów czczenia drzew oraz późniejszych kultów drzew.

85:2.6 (946.2) Wiele tych wcześniejszych sposobów czczenia natury zostało zmieszane z ukształtowanymi później metodami czczenia, jednak wcześniejsze rodzaje czczenia, wywołane przez przyboczny umysł, funkcjonowały na długo przedtem, nim świeżo rozbudzona religijna natura ludzkości zaczęła w pełni reagować na bodźce duchowe.

3. Czczenie zwierząt

85:3.1 (946.3) Człowiek prymitywny żywił specyficzne, braterskie uczucia w stosunku do wyższych zwierząt. Jego przodkowie żyli ze zwierzętami a nawet kojarzyli się z nimi. W południowej Azji kiedyś wierzono, że dusze ludzi wracają na ziemię w zwierzęcej formie. Wiara ta była reliktem jeszcze wcześniejszych praktyk czczenia zwierząt.

85:3.2 (946.4) Dawni ludzie szanowali zwierzęta za ich siłę i zręczność. Uważali, że dobry węch i dalekowzroczność pewnych stworzeń świadczą o przewodnictwie duchowym. Wszystkie zwierzęta były czczone, przez ten czy inny lud, w takim czy innym czasie. Do podobnych obiektów kultu zaliczały się stworzenia, uznawane za na wpół ludzkie na wpół zwierzęce, jak centaury i syreny.

85:3.3 (946.5) Hebrajczycy czcili węże, aż do czasów króla Ezechiasza a Hindusi nadal się przyjaźnią ze swymi wężami domowymi. Chińskie czczenie smoka jest pozostałością kultu węża. Mądrość węża była symbolem medycyny greckiej i tego symbolu nadal używają współcześni lekarze. Sztuka zaklinania węży utrzymuje się od czasów kobiet szamanek, wyznających kult miłości węża. Kobiety te, w rezultacie codziennych ukąszeń węży, uodporniły się na ich jad, faktycznie były prawdziwymi narkomankami jadu i nie mogły wytrzymać bez tej trucizny.

85:3.4 (946.6) Rozwijał się kult owadów i innych zwierząt, na skutek późniejszej, mylnej interpretacji złotej zasady – czynienia innym (każdej formie życia) tak, jakby się chciało, aby inni czynili tobie. Pradawni ludzie wierzyli kiedyś, że wszystkie wiatry wywoływane są skrzydłami ptaków, dlatego też czcili wszelkie skrzydlate stworzenia i się ich bali. Dawni nordycy uważali, że zaćmienia powoduje wilk, który pożera część słońca lub księżyca. Hindusi często przedstawiali Wisznu z końską głową. Wielokrotnie, tylko zwierzęcy symbol pozostawał po zapomnianym bogu lub zaginionym kulcie. We wczesnym stadium rozwoju religii ewolucyjnej jagnię stało się typowym zwierzęciem ofiarnym a gołąb symbolem pokoju i miłości.

85:3.5 (946.7) W religii symbolizm może być zarówno dobry jak i zły, w takim dokładnie stopniu, w jakim symbol eliminuje czy też nie eliminuje czczoną pierwotnie ideę. Symbolizmu nie można mylić ze zwykłym bałwochwalstwem, kiedy to czczony jest rzeczywisty obiekt materialny.

4. Czczenie żywiołów

85:4.1 (946.8) Ludzkość czciła ziemię, powietrze, wodę i ogień. Ludy prymitywne okazywały szacunek źródłom i czciły rzeki. Nawet teraz, w Mongolii, kwitnie silny kult rzeki. Chrzest stał się obrzędem religijnym w Babilonii a Grecy praktykowali coroczną, rytualną kąpiel. Łatwo było wyobrazić sobie starożytnym, że duchy mieszkają w musujących źródłach, tryskających fontannach, płynących rzekach i rwących potokach. Poruszająca się woda silnie oddziaływała na proste umysły, wywołując wiarę, że ożywiają ją duchy i nadprzyrodzona moc. Czasami nie chciano ratować tonącego, ze strachu, aby nie obrazić jakiegoś boga rzeki.

85:4.2 (947.1) W różnych czasach i na różnych ludzi, wiele rzeczy i liczne zdarzenia oddziaływały jako impuls religijny. Wiele górskich plemion w Indiach nadal czci tęczę. Zarówno w Indiach jak i w Afryce, tęczę uważa się za gigantycznego, niebiańskiego węża; hebrajczycy i chrześcijanie uważają ją za „łuk przymierza”. Oczywiście, czynniki uznawane za korzystne w jednej części świata, mogły być traktowane jako złośliwe w innych regionach. W Ameryce Południowej wschodni wiatr jest dobry, gdyż przynosi deszcz; w Indiach jest diabelski, ponieważ niesie pył i wywołuje suszę. Starożytni Beduini wierzyli, że duch natury wywołuje wiry piaskowe a nawet w czasach Mojżesza wiara w duchy natury była wystarczająco silna, aby je utrwalić w teologii hebrajskiej, jako anioły ognia, wody i powietrza.

85:4.3 (947.2) Chmury, deszcz i grad wywoływały strach i były czczone przez prymitywne plemiona i w wielu wczesnych kultach natury. Wichury, z grzmotami i błyskawicami, wzbudzały trwogę w pierwotnym człowieku. Zaburzenia żywiołów wywierały tak wielki wpływ na człowieka, że grzmot uważany był za głos gniewnego boga. Czczenie ognia i lęk przez błyskawicą były łączone razem i bardzo rozpowszechnione u wielu wczesnych grup ludzkich.

85:4.4 (947.3) W umysłach prymitywnych, przejętych strachem śmiertelników, ogień mieszał się z magią. Entuzjaści magii mogli żywo pamiętać jeden pozytywny, przypadkowy rezultat praktykowania swych formuł magicznych, podczas gdy nonszalancko zapominali dziesiątki negatywnych rezultatów, kompletnych niepowodzeń. Czczenie ognia osiągnęło swe apogeum w Persji, gdzie utrzymywało się długo. Niektóre plemiona czciły ogień jako samo bóstwo, inne otaczały go szacunkiem jako płonący symbol oczyszczającego i uzdrawiającego ducha czczonych przez nich bóstw. Westalskim dziewicom powierzono strzeżenie świętego ognia a w dwudziestym wieku wciąż pali się świece jako część rytuału wielu obrzędów religijnych.

5. Czczenie ciał niebieskich

85:5.1 (947.4) Czczenie kamieni, wzgórz, drzew i zwierząt rozwinęło się naturalnie, poprzez bojaźliwą wenerację żywiołów, w ubóstwianie słońca, księżyca i gwiazd. W Indiach i w innych częściach świata gwiazdy uważane były za gloryfikowane dusze wielkich ludzi, którzy zakończyli swe życie cielesne. Chaldejscy czciciele gwiazd uważali się za dzieci ojca-nieba i matki-ziemi.

85:5.2 (947.5) Przed kultem słońca pojawił się kult księżyca. Czczenie księżyca osiągnęło swój szczyt w epoce myślistwa, podczas gdy czczenie słońca stało się głównym obrzędem religijnym w następujących później epokach rolniczych. Kult słońca po raz pierwszy zakorzenił się głęboko w Indiach i tam przetrwał najdłużej. W Persji weneracja słońca dała początek kultowi późniejszego mitraizmu. Wiele ludów uważało słońce za przodka swych królów. Chaldejczycy umieścili słońce w centrum „siedmiu okręgów wszechświata”. Później cywilizacja uczciła słońce, nadając jego imię pierwszemu dniowi tygodnia.

85:5.3 (947.6) Bóg-słońce był domniemanym, mistycznym ojcem zrodzonych z dziewicy synów przeznaczenia, którzy co jakiś czas obdarzali sobą wybrane ludy, jako ich zbawiciele. Takie nadprzyrodzone niemowlęta zawsze puszczane były z prądem jakiejś świętej rzeki, aby je później uratowano w niezwykły sposób, po czym dorastały, aby stać się cudownymi osobami i wybawicielami swych narodów.

6. Czczenie człowieka

85:6.1 (948.1) Po czczeniu wszystkiego, co było na ziemi i w niebiosach, człowiek nie wahał się zaszczycić siebie samego podobnym uwielbieniem. Prosty dziki nie robił wyraźnych różnic pomiędzy zwierzętami, ludźmi i bogami.

85:6.2 (948.2) Wczesny człowiek traktował wszystkie niezwykłe osoby jako nadludzi, bał się takich istot i miał dla nich pełen czci respekt; w pewnym stopniu dosłownie je czcił. Nawet posiadanie bliźniąt uważane było albo za bardzo szczęśliwe, albo bardzo nieszczęśliwe. Lunatycy, epileptycy i ociężali umysłowo często byli czczeni przez swych bliźnich o normalnym umyśle, którzy wierzyli, że takie anormalne istoty są zamieszkałe przez bogów. Czczeni byli kapłani, królowie i prorocy; uważano, że pradawni święci mężowie byli natchnieni przez bóstwo.

85:6.3 (948.3) Wodzowie plemienni umierali i byli deifikowani. Później, gdy odchodziły wybitne dusze, były kanonizowane. Nie wspomagana ewolucja nigdy nie wytworzyła bogów wyższych niż gloryfikowane, podniosłe i rozwinięte duchy zmarłych ludzi. Na początku ewolucji religia tworzy swych własnych bogów. W procesie objawienia Bogowie formułują religię. Ewolucyjna religia stwarza swych bogów na obraz i podobieństwo śmiertelnego człowieka; religia objawiona próbuje rozwinąć i przekształcić śmiertelnego człowieka na obraz i podobieństwo Boga.

85:6.4 (948.4) Należy odróżnić bogów-duchy, które miały domniemane ludzkie pochodzenie, od bogów natury, ponieważ kult natury przekształcił się w panteon – w duchy natury wyniesione do pozycji bogów. Kulty natury wciąż się rozwijały, razem z pojawiającymi się później kultami duchów a jedne wywierały wpływ na drugie. Wiele systemów religijnych zawierało podwójną koncepcję bóstwa, bogów natury i bogów-duchy; w niektórych teologiach koncepcje te przeplatają się nawzajem, jak to widać na przykładzie Thora, bohatera-ducha, który był także panem błyskawicy.

85:6.5 (948.5) Czczenie człowieka przez człowieka osiągnęło swój szczyt wtedy, kiedy ziemscy władcy kazali się wielbić swym poddanym, uzasadniając te żądania twierdzeniem, że pochodzą od bóstwa.

7. Przyboczni czci i mądrości

85:7.1 (948.6) Wydawać by się mogło, że czczenie przyrody pojawiło się w umysłach prymitywnych mężczyzn i kobiet naturalnie, spontanicznie i rzeczywiście tak było; ale przez cały ten czas działał w tych samych, prymitywnych umysłach szósty duch przyboczny, nadany tamtym ludziom jako wpływ, który ich prowadził do tego stadium ewolucji człowieka. I ten duch wciąż stymulował impuls czczenia u gatunku ludzkiego, bez znaczenia, jak prymitywne mogły być pierwsze objawy czczenia. Duch czci wyraźnie zapoczątkował ludzki impuls czczenia, pomimo tego, że zwierzęcy strach motywował przejawy czczenia i że wczesne praktyki człowieka koncentrowały się na obiektach natury.

85:7.2 (948.7) Musicie pamiętać, że czucie a nie myślenie było tym wpływem, który prowadził i kontrolował cały rozwój ewolucyjny. Dla prymitywnego umysłu nie ma wielkiej różnicy pomiędzy strachem, obawą, poważaniem a czczeniem.

85:7.3 (948.8) Kiedy impuls czczenia kontrolowany jest i ukierunkowywany przez mądrość – kontemplacyjne i eksperymentalne myślenie – zaczyna się rozwijać w zjawisko prawdziwej religii. Kiedy siódmy duch przyboczny, duch mądrości, zacznie sprawować swą efektywną opiekę nad człowiekiem, wtedy człowiek w swym czczeniu zaczyna odwracać się od natury i rzeczy naturalnych do Boga natury i wiecznego Stwórcy wszystkich rzeczy naturalnych.

85:7.4 (949.1) [Przedstawione przez Gwiazdę Błyszczącą Wieczorną z Nebadonu].

Przekaz 86, Wczesne stadium ewolucji religii

Księga Urantii

Przekaz 86

Wczesne stadium ewolucji religii

86:0.1 (950.1) UKSZTAŁTOWANIE się religii, z poprzedzającego ją prymitywnego impulsu czczenia, nie jest zależne od objawienia. Normalne funkcjonowanie ludzkiego umysłu, pod ukierunkowującym wpływem szóstego i siódmego przybocznego umysłu z wszechświatowego, duchowego obdarzenia, zupełnie wystarcza, aby zapewnić taki rozwój wypadków.

86:0.2 (950.2) Najwcześniejszy, przedreligijny strach człowieka przed siłami natury staje się stopniowo religijny, kiedy w ludzkiej świadomości przyroda zostaje uosobiona, uduchowiona i w końcu deifikowana. Zatem religia typu prymitywnego była naturalną, biologiczną konsekwencją psychologicznej inercji rozwijających się, zwierzęcych umysłów, po tym, jak w takich umysłach raz zagościły idee nadprzyrodzone.

1. Przypadek: szczęście i nieszczęście

86:1.1 (950.3) Oprócz naturalnego impulsu czczenia, wczesna religia ewolucyjna zakorzeniona jest w przypadku, doświadczanym przez człowieka – w tak zwanym losie, w zwyczajnych zdarzeniach. Człowiek prymitywny był poszukiwaczem pożywienia. Rezultaty poszukiwań zawsze są zróżnicowane i to właśnie daje określony początek tym doświadczeniom, które człowiek interpretuje jako szczęście i nieszczęście. Pech był istotnym czynnikiem w życiu tych mężczyzn i kobiet, którzy wciąż żyli na nierównej krawędzi niepewnego i niespokojnego bytu.

86:1.2 (950.4) Ograniczony horyzont intelektualny dzikiego kazał mu tak koncentrować uwagę na przypadku, że los stał się trwałym elementem jego życia. Prymitywni Urantianie walczyli o byt, nie o standard życia; ich życie ciągle było w niebezpieczeństwie i przypadek odgrywał tu ważną rolę. Ciągły strach przed nieznaną i niewidzialną klęską zawisł nad tymi dzikimi jak chmura rozpaczy, która z powodzeniem przesłaniała każdą radość; żyli w ciągłym strachu przed zrobieniem czegoś, co mogło przynieść nieszczęście. Przesądni dzicy zawsze się bali serii dobrych przypadków; taki dobry traf uważali za oczywisty zwiastun nieszczęścia.

86:1.3 (950.5) Ciągła obawa przed nieszczęściem paraliżowała. Dlaczego ciężko pracować i zbierać nieszczęście – nic za coś – kiedy ktoś mógł nic nie robić i mieć szczęście – coś za nic? Bezmyślni ludzie zapominają o szczęściu – traktują je jako rzecz naturalną – ale dobrze pamiętają nieszczęście.

86:1.4 (950.6) Prymitywny człowiek żył w niepewności i w ciągłym strachu przed przypadkiem – nieszczęściem. Życie było podniecającą grą przypadku; egzystencja była hazardem. Nic zatem dziwnego, że częściowo cywilizowane narody nadal wierzą w przypadek i wciąż przejawiają resztki skłonności do hazardu. U człowieka prymitywnego występowały na przemian dwa intensywne uczucia: chęć otrzymania czegoś za nic i strach przed otrzymaniem niczego za coś. I taki hazard istnienia był głównym zainteresowaniem i najwyższą fascynacją wczesnego, dzikiego umysłu.

86:1.5 (951.1) Później pasterze tak samo traktowali przypadek i los, podczas gdy jeszcze później rolnicy byli coraz mocniej przekonani, że bezpośredni wpływ na zbiory ma wiele rzeczy, nad którymi człowiek ma niewielką albo i żadną kontrolę. Rolnik bywał ofiarą suszy, powodzi, gradu, burz, szkodników i chorób roślin, jak również ciepła i zimna. I kiedy wszystkie te naturalne czynniki wpływały na indywidualną koniunkturę, traktowane były jako szczęście albo nieszczęście.

86:1.6 (951.2) Takie pojmowanie przypadku i losu miało wielki wpływ na filozofię wszystkich narodów starożytnych. Nawet Mądrość Salomona, powstała w niedawnych czasach, mówi: „A dalej widziałem pod słońcem, że to nie chyżym bieg się udaje i nie waleczni w walce zwyciężają. Tak samo nie mędrcom chleb się dostaje w udziale ani rozumnym bogactwo, ani też nie uczeni cieszą się względami; o czas i przypadek rządzi wszystkim. Bo też i nie zna człowiek swego czasu, jak ryby, które się łowi w sieć zdradliwą, i jak ptaki w sidła schwytane. Jak one, tak uwikłani zostaną ludzie w złej chwili, gdy spadnie na nich znienacka”.

2. Personifikacja przypadku

86:2.1 (951.3) Lęk był naturalnym stanem dzikiego umysłu. Kiedy mężczyźni i kobiety padali ofiarami zbyt wielkiego lęku, wracali po prostu do naturalnego stanu ich odległych przodków; a kiedy lęk stawał się naprawdę trudny do zniesienia, hamował wszelkie działania i niezawodnie wprowadzał zmiany ewolucyjne i adaptacje biologiczne. Ból i cierpienia są konieczne w progresywnej ewolucji.

86:2.2 (951.4) Walka o byt jest tak bolesna, że pewne opóźnione plemiona nawet teraz wyją i lamentują podczas każdego kolejnego wschodu słońca. Człowiek prymitywny wciąż pytał: „kto mnie męczy?”, a nie znalazłszy materialnego źródła swych niedoli, uchwycił się wyjaśnienia duchowego. I w ten sposób zrodziła się religia, ze strachu przed tym, co tajemnicze, z trwogi przed niewidzialnym i z lęku przed nieznanym. Dlatego lęk przed naturą stał się elementem walki o byt, po pierwsze ze względu na przypadkowość a potem ze względu na tajemniczość.

86:2.3 (951.5) Prymitywny umysł był logiczny, ale posiadał za mało idei, aby je można było inteligentnie kojarzyć; dziki umysł był niewykształcony, zupełnie niewyszukany. Jeśli jakieś zdarzenie następowało po innym, dziki uważał je za przyczynę i skutek. To, co człowiek cywilizowany uważa za przesąd, u dzikiego było zwykłą niewiedzą. Ludzkość bardzo powoli się uczyła, że nie zawsze musi istnieć jakiś związek pomiędzy zamiarami a rezultatami. Istoty ludzkie zaczynają teraz dopiero sobie uświadamiać, że oddziaływania bytu występują pomiędzy czynami a ich skutkami. Dziki chciał personifikować wszystko, co nieuchwytne i abstrakcyjne, dlatego też zarówno natura jak i przypadek zostały uosobione jako widma – duchy – a później jako bogowie.

86:2.4 (951.6) Człowiek miał naturalne skłonności wierzyć w to, co uważał dla siebie za najlepsze, w to, co go interesowało, teraz czy w przyszłości; własna korzyść w znacznym stopniu przyćmiewa logikę. Różnica pomiędzy umysłem człowieka dzikiego a cywilizowanego polega raczej na jego zawartości, niż na naturze, raczej na zakresie funkcjonowania, niż na jakości.

86:2.5 (951.7) Tym niemniej ciągłe przypisywanie rzeczy trudnych do zrozumienia przyczynom nadprzyrodzonym nie jest niczym innym jak leniwą i wygodną drogą unikania wszelkich form cięższego wysiłku intelektualnego. Los jest po prostu określeniem stworzonym jako przykrywka tego, co niewytłumaczalne w dowolnej epoce ludzkiego bytu; określa te zjawiska, których ludzie nie potrafią lub nie chcą zgłębiać. Przypadek jest słowem, które oznacza, że człowiek jest zbytnim ignorantem albo jest zbyt leniwy, aby określić przyczynę. Ludzie traktują naturalne zdarzenia jako przypadek lub jako nieszczęście tylko wtedy, kiedy brakuje im ciekawości i wyobraźni, kiedy brak im inicjatywy i chęci podejmowania ryzyka. Badanie zjawisk towarzyszących życiu wcześniej czy później zlikwiduje ludzkie wierzenia w przypadek, szczęście i tak zwane wypadki, zastępując je wszechświatowym prawem i porządkiem, w którym wszystkie skutki są poprzedzone przez określone przyczyny. Dzięki temu lęk bytu zastąpiony zostanie radością życia.

86:2.6 (952.1) Dziki uznawał całą naturę za ożywioną, przez coś opanowaną. Człowiek cywilizowany wciąż kopie i przeklina te martwe obiekty, na które wpada, kiedy mu stają na drodze. Człowiek prymitywny nigdy niczego nie uważał za przypadkowe; wszystko było zawsze zamierzone. Domena losu, funkcjonowanie szczęścia, świat ducha, były dla prymitywnego człowieka tak samo zdezorganizowane i przypadkowe, jak zdezorganizowane i przypadkowe było prymitywne społeczeństwo. Przypadek traktowano jako kapryśną reakcję świata duchowego, wynikającą z jego usposobienia; później, jako humor bogów.

86:2.7 (952.2) Jednak nie wszystkie religie rozwinęły się z animizmu. Inne koncepcje tego, co nadprzyrodzone, istniały równocześnie z animizmem i te wierzenia również prowadziły do czczenia. Naturalizm nie jest religią – jest rezultatem religii.

3. Niewytłumaczalna śmierć

86:3.1 (952.3) Największym szokiem dla rozwijającego się człowieka była śmierć, kombinacja przypadku i tajemnicy, wywołująca jego najwyższą konsternację. Nie świętość życia, ale szok śmierci powodował strach i tym samym skutecznie wspierał religię. U dzikich ludów śmierć bywała zazwyczaj skutkiem przemocy, więc śmierć bez przemocy stawała się coraz bardziej tajemnicza. To, że śmierć jest naturalnym końcem życia i należy się jej spodziewać, nie docierało do świadomości prymitywnych ludzi i trzeba było wielu epok, zanim człowiek uświadomił sobie jej nieuchronność.

86:3.2 (952.4) Wczesny człowiek traktował życie jako fakt, podczas gdy śmierć uważał za rodzaj nieszczęścia. Wszystkie narody mają swe legendy o ludziach, którzy nie umierali, są to resztki tradycji, świadczących o dawnej postawie wobec śmierci. Istniała już w ludzkim umyśle mglista koncepcja niejasnego i niezorganizowanego świata duchowego, domeny, skąd przychodziło wszystko to, co niewytłumaczalne w życiu ludzkim i śmierć została dodana do długiej listy niewyjaśnionych zjawisk.

86:3.3 (952.5) Z początku wierzono, że za wszystkie ludzkie choroby i naturalną śmierć odpowiedzialne są czynniki duchowe. Nawet obecnie niektóre cywilizowane narody traktują chorobę za wytwór „wroga” i polegają na religijnych obrzędach uzdrawiających. Późniejsze i bardziej skomplikowane systemy teologiczne wciąż przypisują śmierć działaniu świata duchowego; wszystko to prowadziło do takich doktryn, jak grzech pierworodny i upadek człowieka.

86:3.4 (952.6) Świadomość bezsilności wobec potężnych sił przyrody, razem z poznaniem słabości ludzkiej w obliczu choroby i śmierci, zmusiła dzikiego do szukania pomocy w świecie nadmaterialnym, który sobie mgliście uzmysławiał, jako źródło tajemniczych, zmiennych życiowych kolei losu.

4. Idea życia po śmierci

86:4.1 (952.7) Idea nadmaterialnego stadium osobowości ludzkiej zrodziła się z nieświadomego i czysto przypadkowego kojarzenia zwykłych, życiowych przypadków oraz ze snu o duchach. Kiedy zmarły wódz przyśnił się kilku członkom plemienia jednocześnie, wydawało się to przekonywającym dowodem, że stary wódz rzeczywiście wrócił w pewnej formie. Dla dzikiego wszystko to było bardzo realistyczne, potrafił się zbudzić z takiego snu z krzykiem, oblany potem i roztrzęsiony.

86:4.2 (953.1) Wierzenie w przyszły byt, zrodzone ze snu, wyjaśnia stałą ludzką tendencję do wyobrażania sobie rzeczy niewidzialnych w terminologii rzeczy widzialnych. I niebawem ta nowa idea snu-ducha-przyszłego życia zacznie skutecznie przeciwdziałać lękowi przed śmiercią, który wiąże się z biologicznym instynktem samozachowawczym.

86:4.3 (953.2) Wczesnego człowieka bardzo interesował jego własny oddech, zwłaszcza w zimnym klimacie, gdzie podczas wydechu przybierał kształt obłoku. Tchnienie życia uznawane było za zjawisko odróżniające żywego od umarłego. Człowiek wiedział, że oddech może opuścić ciało a sny o robieniu wszelkiego rodzaju dziwnych rzeczy, kiedy człowiek spał, przekonały go o tym, że jest w ludzkiej istocie coś niematerialnego. Najprymitywniejsza idea ludzkiej duszy – ducha – wywiedziona została z idei-systemu oddechu-snu.

86:4.4 (953.3) W końcu dziki zaczął wyobrażać siebie jako coś podwójnego – jako ciało i oddech. Oddech bez ciała równa się duchowi, widmu. Widma czy duchy, podczas gdy miały bardzo konkretne, ludzkie pochodzenie, uważane były za nadludzi. I takie wierzenie, w istnienie pozbawionych ciała duchów, wydawało się wyjaśniać pojawianie się tego, co niezwyczajne, nadzwyczajne, niezwykłe i niewytłumaczalne.

86:4.5 (953.4) Prymitywna doktryna życia po śmierci niekoniecznie musiała być wierzeniem w nieśmiertelność. Istoty, które nie potrafiły zliczyć więcej niż do dwudziestu, raczej nie potrafiły pojąć nieskończoności i wieczności; myślały raczej o powtarzających się wcieleniach.

86:4.6 (953.5) Rasa pomarańczowa szczególnie była podatna na wierzenia w wędrówkę dusz i reinkarnację. Idea reinkarnacji powstała w wyniku obserwacji podobieństwa i zbliżonych cech charakteru potomstwa i przodków. Zwyczaj nazywania dzieci imionami dziadków i innych przodków pojawił się w wyniku wiary w reinkarnację. Do niedawna niektóre ludy wierzyły, że człowiek umiera od trzech do siedmiu razy. Wiarę tę (pozostałość nauk Adama o światach-mieszkaniach) i wiele innych pozostałości religii objawionej, znaleźć można pośród skądinąd absurdalnych doktryn dwudziestowiecznych barbarzyńców.

86:4.7 (953.6) Człowiek pierwotny nie miał idei piekła czy przyszłej kary. Dziki uważał, że przyszłe życie jest podobne do doczesnego, ale bez całego złego losu. Później wymyślono oddzielne przeznaczenie dla dobrych i złych duchów – niebo i piekło. Ale chociaż wiele prymitywnych plemion wierzyło, że człowiek wkracza w przyszłe życie takim, jakim opuścił poprzednie, nie w smak im była idea stania się starym i zgrzybiałym. Starcy woleli raczej zostać zabici, zanim się stali nazbyt niedołężni.

86:4.8 (953.7) Prawie każda grupa ludzka miała inną ideę, gdy idzie o przeznaczenie ducha-duszy. Grecy wierzyli, że słabi muszą mieć słabe dusze; wymyślili zatem Hades, jako odpowiednie miejsce dla przyjmowania takich anemicznych dusz; słabi osobnicy mieli także domniemanie krótsze cienie. Wcześni Andici uważali, że ich duchy wracają do ojczyzny przodków. Chińczycy i Egipcjanie kiedyś wierzyli, że ciało i dusza pozostają razem. Egipcjan skłoniło to do starannej budowy grobów i do wysiłków zmierzających do zachowania ciała. Nawet współcześni ludzie usiłują opóźnić rozkład zmarłych. Hebrajczycy wyobrażali sobie, że widmowa kopia człowieka idzie do Szeolu i nie może wrócić do krainy życia. Dokonali oni tego ważnego postępu w doktrynie ewolucji duszy.

5. Idea ducha-duszy

86:5.1 (953.8) Różnie nazywano niematerialną część człowieka – widmo, duch, cień, upiór, zjawa a ostatnio dusza. Dla dawnego człowieka dusza była jego wyśnionym sobowtórem, w każdym calu podobna do niego samego, za wyjątkiem tego, że nie reagowała na dotyk. Wiara w wyśnionego sobowtóra prowadziła wprost do przekonania, że wszystkie rzeczy ożywione i nieożywione posiadają dusze, tak samo jak człowiek. Dzięki takiej idei, wierzenia w duchy natury utrzymywały się długo; Eskimosi nadal wyobrażają sobie, że wszystko w przyrodzie ma ducha.

86:5.2 (954.1) Duchowa dusza może być słyszalna i widzialna, ale nie dotykalna. Marzenia senne ludzkości stopniowo tak kształtowały i poszerzyły funkcjonowanie rozwijającego się świata ducha, że zmarły był uważany za tego, co „oddał ducha”. Wszystkie prymitywne plemiona, za wyjątkiem tych, co zaledwie przekroczyły zwierzęcy poziom egzystencji, ukształtowały jakąś ideę duszy. W miarę rozwoju cywilizacji, rozwiała się ta przesądna idea duszy a człowiek pozostaje w pełni zależny od objawienia i osobistego doświadczenia religijnego w swojej nowej koncepcji duszy, jako wspólnego wytworu rozpoznającego Boga umysłu ludzkiego i zamieszkującego człowieka Boskiego ducha, Dostrajacza Myśli.

86:5.3 (954.2) Wcześni ludzie zazwyczaj nie odróżniali idei zamieszkującego ich ducha od duszy, ewolucyjnej w swej naturze. Dziki nie potrafił zrozumieć, czy duch-dusza jest rodzimą dla ciała, czy jest to czynnik zewnętrzny, będący w posiadaniu ciała. Brak logicznego myślenia, w obliczu pogmatwania idei, wyjaśnia w znacznym stopniu niekonsekwencje w poglądach dzikiego na dusze, widma i duchy.

86:5.4 (954.3) Uważano, że dusza tak związana jest z ciałem, jak zapach z kwiatem. Ludzie pierwotni wierzyli, że dusza może opuścić ciało różnymi sposobami, na przykład przez:

86:5.5 (954.4) 1. Zwykłe i przejściowe omdlenie.

86:5.6 (954.5) 2. Sen, naturalne marzenia senne.

86:5.7 (954.6) 3. Śpiączka i utrata przytomności związana z chorobami i wypadkami.

86:5.8 (954.7) 4. Śmierć, odejście na stałe.

86:5.9 (954.8) Dziki uważał, że kichanie jest nieudaną próbą ucieczki duszy z ciała. Ciało, gdy jest rozbudzone i czujne, potrafi zapobiec ucieczce duszy. Później, kichaniu zawsze towarzyszył jakiś zwrot religijny, na przykład: „niech Bóg da zdrowie!”.

86:5.10 (954.9) We wczesnym stadium ewolucji sen uważano za dowód tego, że duchowa dusza może opuścić ciało i wierzono, że można ją wezwać z powrotem przez wymawianie czy wykrzykiwanie imienia śpiącego. Uważano, że w innych rodzajach nieprzytomności dusza oddala się jeszcze bardziej, być może próbuje uciec na dobre – spowodować śmierć. Marzenia senne uważano za doświadczenia duszy w czasie snu, gdy jej chwilowo nie było w ciele. Dziki wierzył, że jego sny są tak samo rzeczywiste, jak wszystkie jego przeżycia na jawie. Pradawni stopniowo budzili śpiących, ażeby dusza miała czas wrócić do ciała.

86:5.11 (954.10) Przez wiele epok ludzi trwożyły przeżycia nocne i Hebrajczycy nie byli tutaj wyjątkiem. Naprawdę wierzyli, że Bóg mówi do nich we śnie, wbrew zakazom Mojżesza odnośnie takich poglądów. I Mojżesz miał rację, gdyż osobowości ze świata duchowego nie używają zwykłych snów do komunikowania się z istotami materialnymi.

86:5.12 (954.11) Pradawni wierzyli, że dusze mogą wejść w zwierzęta albo nawet w obiekty nieożywione. Wierzenie to osiągnęło swój szczyt w ideach wilkołaków o tożsamości zwierzęcej. Ktoś może być prawym obywatelem w dzień, ale gdy zaśnie, może wejść w wilka czy jakieś inne zwierzę, aby grasować i łupić po nocy.

86:5.13 (955.1) Człowiek prymitywny uważał, że dusza związana jest z oddechem i że jej właściwości mogą być przenoszone lub przekazywane z oddechem. Kiedy dzielny wódz oddychał nad nowo narodzonym dzieckiem, przekazywał mu w ten sposób odwagę. U wczesnych chrześcijan obrzęd obdarzenia Duchem Świętym wiązał się z tchnieniem na kandydatów. Powiedział psalmista: „Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego”. Długo utrzymywał się zwyczaj, że najstarszy syn próbował złapać ostatni oddech swego, umierającego ojca.

86:5.14 (955.2) Później zaczęto bać się cienia i czcić go tak samo jak oddech. Własne odbicie w wodzie czasami również traktowano jako dowód podwójnego siebie a lustra otaczano zabobonną trwogą. Nawet dziś wiele cywilizowanych osób odwraca lustro do ściany w momencie śmierci. Niektóre opóźnione plemiona nadal wierzą, że robienie obrazów, rysunków, modeli czy podobizn odbiera w całości lub częściowo duszę; dlatego jest to zabronione.

86:5.15 (955.3) Według powszechnie panujących poglądów, dusza utożsamiana była z oddechem, ale różne ludy lokalizowały ją także w głowie, we włosach, w sercu, wątrobie, krwi i tłuszczu. „Wołanie krwi Abla z ziemi” jest wyrazem dawnego wierzenia, że duch jest we krwi. Semici nauczali, że dusza jest w tłuszczu ciała i jedno z ich tabu zakazywało jedzenia tłuszczu zwierzęcego. Polowanie na głowy było metodą łapania duszy wroga, podobnie jak skalpowanie. W ostatnich czasach oczy uznawane są za okno duszy.

86:5.16 (955.4) Ci, którzy trzymali się doktryny trzech czy czterech dusz, wierzyli, że utrata jednej duszy oznacza niewygodę, dwu chorobę, trzech śmierć. Jedna dusza żyła w oddechu, jedna w głowie, jedna we włosach a jedna w sercu. Chorym doradzano, aby spacerowali po świeżym powietrzu w nadziei odzyskania ich zabłąkanych dusz. Uważano, że najlepsi uzdrawiacze zamieniają chorą duszę cierpiącej osoby na nową – człowiek był wtedy „nowo narodzony”.

86:5.17 (955.5) Dzieci Badonana wykształciły wiarę w dwie dusze – w oddech i cień. Wczesne plemiona Nodytów uważały, że człowiek składa się z dwu osób, z duszy i z ciała. Taką filozofię ludzkiego bytu odzwierciedlał później punkt widzenia Greków. Sami Grecy wierzyli w trzy dusze: wegetatywną, przebywającą w żołądku, zwierzęcą w sercu i intelektualną w głowie. Eskimosi wierzą, że człowiek składa się z trzech części: z ciała, duszy i imienia.

6. Środowisko widm-duchów

86:6.1 (955.6) Człowiek odziedziczył środowisko naturalne, dorobił się środowiska społecznego i wyobraził sobie środowisko duchowe. Państwo jest reakcją człowieka na jego środowisko naturalne, rodzina na środowisko społeczne, Kościół na jego iluzoryczne środowisko duchów.

86:6.2 (955.7) Bardzo wcześnie w historii ludzkości wierzono powszechnie w rzeczywistość iluzorycznego świata widm i duchów a ten wymyślony świat ducha stał się potęgą w prymitywnym społeczeństwie. Dzięki pojawieniu się tego nowego czynnika w ludzkim myśleniu i działaniu, życie umysłowe i moralne całej ludzkości zostało przekształcone na zawsze.

86:6.3 (955.8) W tę główną zagrodę iluzji i ignorancji strach ludzki wtłoczył wszelkie późniejsze przesądy i religię ludzi prymitywnych. Taka była jedyna religia człowieka, aż do czasów objawienia i dziś również wiele narodów tego świata posiada jedynie taką, niedojrzałą religię ewolucyjną.

86:6.4 (955.9) W toku ewolucji, szczęście zaczęto kojarzyć z dobrymi duchami a nieszczęście ze złymi. Niewygoda, wynikająca z konieczności adaptacji do zmieniającego się otoczenia, traktowana była jako zły los, niezadowolenie duchów-widm. Człowiek prymitywny powoli kształtował swoją religię, z nieodłącznego mu impulsu czczenia oraz ze swego niezrozumienia przypadkowości. Człowiek cywilizowany tworzy system ubezpieczeń, aby zapanować nad zdarzeniami losowymi. Współczesna nauka, zamiast fikcyjnych duchów i kapryśnych bogów, używa statystyka z jego matematycznymi obliczeniami.

86:6.5 (956.1) Każde kolejne pokolenie ludzkie śmieje się z głupich przesądów swych przodków, kiedy wciąż hołduje tym błędom myślenia i kultu, które kiedyś będą przyczyną uśmiechów oświeconej potomności.

86:6.6 (956.2) Umysł człowieka prymitywnego zajmowały teraz przynajmniej te myśli, które przewyższyły wszelkie naturalne popędy biologiczne; wreszcie człowiek zaczął kształtować sztukę życia w oparciu o coś więcej, niż tylko reakcje na bodźce materialne. Pojawiły się początki prymitywnych, filozoficznych zasad życiowych. Wkrótce miały się pojawić nadprzyrodzone standardy życia, ponieważ, jeśli duch-widmo karał w gniewie złym losem a będąc zadowolony dobrą dolą, zatem ludzkie postępowanie musiało być odpowiednio regulowane. Ukształtowała się w końcu idea dobra i zła, i to na długo przedtem, zanim jakiekolwiek objawienie dotarło do Ziemi.

86:6.7 (956.3) Kiedy pojawiły się te idee, zaczęły się długie, nacechowane marnotrawstwem wysiłki, zmierzające do przebłagania ciągle niezadowolonych duchów, zaczęło się zniewolenie, opanowanie ewolucyjnym strachem religijnym, które od dawna marnotrawi ludzkie wysiłki na groby, świątynie, ofiary i kapłaństwo. Była to wielka i straszna cena, którą trzeba było zapłacić, ale warto było ponieść wszelkie koszty, ponieważ człowiek zdobył przez to naturalną świadomość względnego zła i dobra; tak się zrodziła ludzka etyka!

7. Funkcja prymitywnej religii

86:7.1 (956.4) Dziki czuł, że potrzebuje ubezpieczenia i dlatego też dobrowolnie płacił uciążliwe stawki ubezpieczeniowe w postaci strachu, przesądów, lęku i darów dla kapłanów, w ramach swojej polisy magicznego ubezpieczenia przed złym losem. Prymitywna religia była po prostu płaceniem stawek ubezpieczeniowych na wypadek niebezpieczeństw, czyhających w lasach; człowiek cywilizowany płaci wysokie stawki na okoliczność wypadków przemysłowych i innych krytycznych sytuacji, towarzyszących współczesnym sposobom życia.

86:7.2 (956.5) Nowoczesne społeczeństwo odbiera kapłanom i religii biznes ubezpieczeniowy i oddaje go domenie ekonomii. Religia coraz bardziej zajmuje się ubezpieczeniem życia pozagrobowego. Ludzie współcześni, przynajmniej ci, którzy myślą, nie płacą już marnotrawnych stawek ubezpieczeniowych, aby kontrolować los. Religia powoli się wznosi ku wyższym poziomom filozoficznym, w przeciwieństwie do jej poprzedniej funkcji, systemu ubezpieczeniowego na wypadek nieszczęścia.

86:7.3 (956.6) Takie właśnie, pradawne idee religijne chroniły ludzi przed staniem się fatalistami i beznadziejnymi pesymistami; ludzie wierzyli, że mogą w końcu coś zrobić, żeby wpłynąć na los. Religia strachu przed duchami wymusiła na ludziach to, że musieli uporządkować swoje postępowanie, ponieważ istniał świat nadmaterialny, który kontrolował przeznaczenie ludzkie.

86:7.4 (956.7) Współczesne, cywilizowane narody dopiero się wyzwalają z lęku przed duchami jako sprawcami wypadków i zwyczajnych, zmiennych kolei bytu. Ludzkość wyzwala się z niewoli wyjaśniania złego losu widmami-duchami. Kiedy jednak ludzie odwracają się od błędnych doktryn o duchowej przyczynie zmiennych kolei życia, przejawiają zdumiewającą skłonność akceptacji prawie równie złudnego nauczania, które każe im przypisywać wszelkie ludzkie nierówności brakowi dostosowania politycznego, niesprawiedliwości społecznej i konkurencji przemysłowej. Jednakże nowe prawodawstwo, coraz więcej filantropii i coraz większa reorganizacja gospodarki, jakkolwiek dobre same w sobie, nie zaradzą okolicznościom wynikającym z urodzenia i wypadkom życiowym. Tylko zrozumienie faktów i mądre postępowanie w domenie praw natury pomoże człowiekowi zdobyć to, czego pragnie i uniknąć tego, czego nie chce. Wiedza naukowa, prowadząca do naukowego działania, jest jedynym antidotum na tak zwane przypadkowe zło.

86:7.5 (957.1) Wytwórczość, wojna, niewolnictwo i rząd powstały jako reakcje człowieka na ewolucję społeczną w jego naturalnym środowisku; tak samo religia powstała jako reakcja na iluzoryczne otoczenie wyimaginowanego świata duchów. Religia była ewolucyjnym wytworem instynktu samozachowawczego i funkcjonowała, pomimo, że pierwotnie była błędna w założeniach i zupełnie nielogiczna.

86:7.6 (957.2) Prymitywna religia przygotowała glebę ludzkiego umysłu, używając wielkiej i straszliwej siły bezpodstawnego strachu, dla obdarzenia człowieka prawdziwą siłą duchową nadprzyrodzonego pochodzenia, Dostrajaczem Myśli. I od tamtego czasu pracują Boskie Dostrajacze, aby przeobrazić lęk przed Bogiem w miłość Bożą. Ewolucja może być powolna, ale jest niezawodnie skuteczna.

86:7.7 (957.3) [Przedstawione przez Gwiazdę Wieczorną z Nebadonu].

Przekaz 87, Kult duchów

Księga Urantii

Przekaz 87

Kult duchów

87:0.1 (958.1) KULT duchów rozwinął się, aby zmniejszyć ryzyko złego losu; jego prymitywne praktyki religijne zrodziły się ze strachu przed nieszczęściami i z przesadnej obawy przed zmarłymi. Żadna z tych wczesnych religii nie miała wiele do czynienia z poznaniem Bóstwa albo z szacunkiem dla tego, co nadludzkie; te rytuały były w większości neutralizujące, ich celem było wystrzeganie się, wypędzanie lub zniewalanie duchów. Kult duchów nie był niczym więcej ani mniej jak zabezpieczeniem się przez nieszczęściem; nie miał nic wspólnego z inwestowaniem w wyższe i późniejsze nagrody.

87:0.2 (958.2) Długo i zajadle borykał się człowiek z kultem duchów. Nic w ludzkiej historii nie mogło wzbudzać większego współczucia niż widok człowieka w skrajnym zniewoleniu strachu przed widmami-duchami. Wraz z pojawieniem się tego właśnie strachu, ludzkość zaczęła iść naprzód w swej ewolucji religijnej. Wyobraźnia ludzka, odrzucona od brzegów jaźni, nie znajdzie na nowo zakotwiczenia, aż nie dopłynie do idei prawdziwego Bóstwa, rzeczywistego Boga.

1. Strach przed duchami

87:1.1 (958.3) Obawiano się śmierci, gdyż śmierć oznaczała, że kolejny duch został wyzwolony z ciała fizycznego. Pradawni robili wszystko, aby zapobiec śmierci, aby uniknąć kłopotów rozgrywki z nowym duchem. W swym strachu zawsze usiłowali nakłonić ducha do opuszczenia sceny śmierci, aby zaczął podróż do krainy śmierci. Najbardziej bano się ducha podczas domniemanego okresu przejściowego, pomiędzy jego wyłonieniem się w czasie śmierci a późniejszym przybyciem do krainy duchów, mglistej, prymitywnej idei pseudonieba.

87:1.2 (958.4) Choć dziki przypisywał duchom nadprzyrodzone moce, raczej nie uważał, że mają one nadprzyrodzoną inteligencję. Aby okpić i zmylić ducha stosowano wiele sztuczek i podstępów; cywilizowany człowiek wciąż pokłada wiele wiary w tej nadziei, że ostentacyjne manifestowanie pobożności w pewien sposób zmyli nawet wszechwiedzące Bóstwo.

87:1.3 (958.5) Prymitywni ludzie bali się choroby, ponieważ widzieli, że jest ona częstokroć zwiastunem śmierci. Jeśli plemienny uzdrawiacz nie uzdrowił człowieka, chorego zazwyczaj usuwano z chaty rodzinnej, zabierano do mniejszej albo pozostawiano na świeżym powietrzu, aby umarł samotnie. Dom, który dotknęła śmierć, zazwyczaj był niszczony, a jeśli nie, to zawsze go unikano; na skutek tego strachu człowiek prymitywny nie budował solidniejszych budynków. Strach ten powodował również, że nie zakładano stałych wiosek i miast.

87:1.4 (958.6) Kiedy umarł członek klanu, dzicy całą noc siedzieli i rozmawiali, bali się, że też umrą, jeśli usną w pobliżu ciała. Możliwość skażenia się zwłokami potęgowała strach przed zmarłym i wszystkie ludy, w takim czy innym czasie, stosowały wyszukane obrzędy puryfikacji, aby się oczyścić po zetknięciu ze zmarłym. Dawni ludzie wierzyli, że zwłoki muszą mieć światło; martwego ciała nigdy nie zostawiano w ciemności. W dwudziestym wieku nadal palą się świece w kostnicach a ludzie wciąż siedzą przy zmarłych. Tak zwany człowiek cywilizowany, w swej filozofii życiowej, nie uwolnił się jeszcze zupełnie od lęku przed martwymi ciałami.

87:1.5 (959.1) Jednak na przekór całemu temu strachowi, człowiek wciąż próbował oszukać ducha. Jeśli chata, gdzie ktoś umarł, nie została zniszczona, ciało usuwano poprzez dziurę w ścianie, nigdy otworem drzwiowym. Takie środki podejmowano, aby wprowadzić w błąd ducha, uniemożliwić mu pozostanie i zabezpieczyć się przed jego powrotem. Żałobnicy wracali z pogrzebu innymi drogami, ażeby duch nie poszedł za nimi. Stosowane było cofanie się tyłem i dziesiątki innych sposobów, aby mieć pewność, że duch nie wróci z grobu. Mężczyźni i kobiety zamieniali się ubraniami, ażeby zmylić ducha. Ubiory żałobne stosowano dla zamaskowania żywych, potem, aby wykazać szacunek dla zmarłego, tym samym uspokoić duchy.

2. Przebłaganie duchów

87:2.1 (959.2) Zanim w religii wprowadzono neutralizujący program zjednywania ducha, długo poprzedzał go zapobiegawczy program nakłaniania czy proszenia ducha. Pierwsze akty ludzkiego czczenia wynikały z konieczności obrony a nie z szacunku. Współczesny człowiek uważa, że mądrze jest ubezpieczyć się od pożaru a dla dzikiego wyższa mądrość polegała na tym, żeby się zabezpieczyć przed nieszczęściem sprowadzanym przez duchy. Wysiłki, mające na celu zapewnienie sobie tej protekcji, składały się na metody i rytuały kultu duchów.

87:2.2 (959.3) Kiedyś uważano, że duch bardzo chciał być szybko „złożony”, aby mógł bez przeszkód iść do krainy śmierci. Jakakolwiek pomyłka w procedurze albo pominięcie czegokolwiek w czynnościach rytualnych składania ducha, dokonywanych przez żywych, powodowało z pewnością opóźnienie w jego drodze do krainy duchów. Uważano, że powoduje to niezadowolenie ducha i domniemano, że zagniewany duch jest przyczyną klęsk, niedoli i nieszczęść.

87:2.3 (959.4) Obrzędy pogrzebowe miały swój początek w ludzkich próbach przekonania ducha-duszy, aby odszedł do swego przyszłego miejsca zamieszkania a pierwotnym celem ceremonii pogrzebowej było nauczyć nowego ducha, jak się tam dostać. Zgodnie ze zwyczajem dostarczano duchowi pożywienia i ubrania na podróż; przedmioty te składano na grobie lub w jego pobliżu. Dziki wierzył, że „złożenie ducha” trwa od trzech dni do roku – jest to czas potrzebny duchowi na odejście z okolicy grobu. Eskimosi wciąż wierzą, że przez trzy dni dusza pozostaje z ciałem.

87:2.4 (959.5) Po śmierci przestrzegano ciszy albo żałoby, tak, aby nie zwabić ducha z powrotem do domu. Umartwianie się – zadawanie sobie ran – było popularną formą żałoby. Wielu światłych nauczycieli próbowało temu zapobiegać, ale bezskutecznie. Uważano, że posty i inne formy umartwiania się miały być miłe dla duchów, które cieszyły się z niewygód żyjących, kiedy to przyczajały się w okresie przejściowym przed rzeczywistym odejściem do świata zmarłych.

87:2.5 (959.6) Długie i liczne okresy żałobnej bezczynności stanowiły jedną z wielkich przeszkód na drodze rozwoju cywilizacji. W każdym roku marnowano tygodnie a nawet miesiące na taką nieproduktywną i niepotrzebną żałobę. Na okoliczność pogrzebu najmowano zawodowych żałobników, z czego wynika, że żałoba była rytuałem a nie przejawem smutku. Ludzie współcześni mogą opłakiwać zmarłych z szacunku i smutku, ale dawni robili to ze strachu.

87:2.6 (959.7) Nigdy nie wymawiano imion zmarłych. W rzeczywistości były one częstokroć usuwane z języka. Imiona te stawały się tabu i dzięki temu języki wciąż ubożały. W końcu spowodowało to zwielokrotnienie symboli słownych i symbolicznych ekspresji, takich, jak „imię czy dzień nigdy nie wspominany”.

87:2.7 (960.1) Kiedy ludzie pierwotni chcieli pozbyć się ducha, byli tak zatrwożeni, że ofiarowali mu wszystko, czego duch mógł pragnąć za życia. Duchy chciały żon i służby; dobrze sytuowany dziki oczekiwał, że przynajmniej jedna żona-niewolnica będzie pogrzebana żywcem po jego śmierci. Później weszło w zwyczaj, że wdowa popełniała samobójstwo na grobie męża. Kiedy umarło dziecko, matka, ciotka albo babka były często duszone, aby dorosły duch mógł towarzyszyć dziecku i troszczyć się o jego ducha. I ci, którzy oddawali życie w ten sposób, czynili to zazwyczaj dobrowolnie; faktycznie, gdyby żyli wbrew zwyczajom, ich strach przed duchem ograbiłby ich życie z tych niewielu przyjemności, jakie mieli ludzie prymitywni.

87:2.8 (960.2) Zwyczajowo ekspediowano znaczną liczbę poddanych, aby towarzyszyli zmarłemu wodzowi; niewolników zabijano, gdy zmarł ich pan, aby mogli mu służyć w krainie duchów. Na Borneo wciąż przydają zmarłemu gońca za towarzysza; zabija się niewolnika włócznią, aby podróżował jako duch ze zmarłym panem. Wierzono, że duchy osób zamordowanych lubią mieć duchy swych morderców za niewolników; takie poglądy skłaniały ludzi do polowania na głowy.

87:2.9 (960.3) Duchy, jak sądzono, lubiły zapach żywności; kiedyś powszechne było ofiarowanie żywności na ucztach pogrzebowych. Prymitywną metodą odmawiania modlitwy przed jedzeniem było wrzucenie kawałka jedzenia w ogień, dla uspokojenia duchów, mamrocząc przy tym magiczne zaklęcia.

87:2.10 (960.4) Uważano, że zmarli będą używać duchów tych narzędzi i broni, które do nich należały za życia. Zniszczenie przedmiotu oznaczało jego „zabicie”, tym samym uwolnienie ducha, aby poszedł służyć w świecie duchów. Ofiar z mienia dokonywano także poprzez jego spalenie lub zakopanie. Pradawne marnotrawstwo pogrzebowe było ogromne. Później robiono modele z papieru oraz zastępowano prawdziwe przedmioty i osoby ich rysunkami podczas ofiarowania zmarłym. Cywilizacja dokonała wielkiego kroku naprzód, kiedy zamiast palić czy zakopywać własność, przekazywano ją w spadku rodzinie. Indianie Irokezi wprowadzili wiele reform w marnotrawstwie pogrzebowym. Właśnie przez takie zachowanie majątku stali się najpotężniejszym z północnych ludów czerwonych. Człowiek współczesny, jak się uważa, nie boi się duchów, ale obyczaj jest silny i wiele ziemskiego majątku wciąż jest trwonione na rytuały pogrzebowe i ceremonie związane ze śmiercią.

3. Czczenie przodków

87:3.1 (960.5) Rozwijający się kult duchów prowadził do tego, że czczenie przodków pojawiło się nieuchronnie, skoro było ogniwem pomiędzy pospolitymi duchami niższymi a duchami wyższymi, wyłaniającymi się bogami. Wcześni bogowie byli po prostu gloryfikowanymi, zmarłymi ludźmi.

87:3.2 (960.6) Czczenie przodków z początku bardziej było strachem niż czczeniem, ale takie wierzenia przyczyniły się bardzo do dalszego szerzenia lęku przed duchami i do ich czczenia. Wyznawcy dawnych kultów duchów przodków bali się nawet ziewać, aby złośliwy duch nie wniknął w tym czasie w ich ciało.

87:3.3 (960.7) Obyczaj adoptowania dzieci powstał po to, aby mieć pewność, że ktoś złoży ofiary po śmierci dla spokoju duszy i jej rozwoju. Dziki żył w strachu przed duchami swych bliźnich a czas wolny spędzał na planowaniu bezpiecznego pokierowania swym własnym duchem po śmierci.

87:3.4 (960.8) Większość plemion ludzkich miało święto wszystkich dusz, przynajmniej raz w roku. Rzymianie mieli w roku dwanaście świąt poświęconych duchom, razem z obrzędami im towarzyszącymi. Połowa dni w roku poświęcona była jakimś rodzajom obrzędów, związanych z tymi pradawnymi kultami. Pewien cesarz rzymski próbował reformować takie zwyczaje, redukując liczbę dni świątecznych do 135 w roku.

87:3.5 (961.1) Kult duchów wciąż się rozwijał. Wyobrażano sobie, że duchy przodków przechodzą od niekompletnego do wyższego stadium egzystencji, więc kult ten rozwinął się w końcu do poziomu czczenia duchów wyższych a nawet bogów. Ale niezależnie od różnorodnych wierzeń w duchy bardziej zaawansowane, wszelkie plemiona i rasy kiedyś wierzyły w duchy przodków.

4. Dobre i złe duchy-widma

87:4.1 (961.2) Strach przed duchami jest źródłem wszystkich światowych religii, a przez całe epoki wiele plemion ludzkich trzymało się starych wierzeń w jedną klasę duchów. Nauczano, że człowiek ma szczęście, jeśli duch jest zadowolony, nieszczęście, kiedy jest rozgniewany.

87:4.2 (961.3) Kiedy kult duchów dobrze się rozwinął, pojawiła się świadomość istnienia wyższych typów duchów, duchów nie dających się utożsamić z żadnym określonym człowiekiem. Były to duchy rozwinięte albo gloryfikowane, które przeszły z krainy widm do wyższych światów duchowych.

87:4.3 (961.4) Wyobrażenie dwu rodzajów duchów-widm kształtowało się powoli, ale pewnie na całym świecie. Taki nowy, podwójny spirytyzm, nie rozprzestrzeniał się od plemienia do plemienia; powstawał niezależnie na całym świecie. Siła idei, kiedy wywiera wpływ na poszerzający się umysł ewolucyjny, nie polega na jej rzeczywistości czy sensowności, ale raczej na jej sugestywności i powszechności jej szybkiego i prostego stosowania.

87:4.4 (961.5) Jeszcze później wyobraźnia ludzka stworzyła ideę zarówno dobrych jak i złych czynników nadprzyrodzonych; niektóre niższe duchy nigdy nie rozwinęły się do poziomu dobrych duchów. Wczesny monospirytyzm strachu przed duchami rozwinął się w podwójny spirytyzm, w nową koncepcję niewidzialnej kontroli spraw ziemskich. W końcu szczęście i nieszczęście zostało zobrazowane jako te czynniki, które mają odpowiednich kontrolerów. I wierzono, że grupa przynosząca nieszczęście jest bardziej liczna i aktywna z obu ich klas.

87:4.5 (961.6) Kiedy w końcu dojrzała doktryna dobrych i złych duchów, stała się ona najbardziej rozpowszechniona i najtrwalsza ze wszystkich wierzeń religijnych. Dualizm taki stanowił wielki postęp religijno-filozoficzny, gdyż człowiek mógł przypisywać komuś zarówno szczęście jak i nieszczęście, wierząc równocześnie w istoty nadśmiertelne, które są do pewnego stopnia niezmienne w swym postępowaniu. Duchy mogły być uważane zarówno za dobre jak i za złe; nie były już traktowane jako istoty zupełnie kapryśne, takie jak wczesne, niższe duchy monospirytyzmu, najprymitywniejszej wymyślonej religii. Człowiek mógł w końcu wyobrazić sobie siły nadśmiertelne, konsekwentne w swym postępowaniu i było to jedno z najbardziej doniosłych odkryć prawdy w całej historii ewolucji religii i w rozwoju ludzkiej filozofii.

87:4.6 (961.7) Religia ewolucyjna zapłaciła jednak wysoką cenę za ideę podwójnego spirytyzmu. Wczesna filozofia ludzka potrafiła pogodzić stałość ducha ze zmiennością doczesnej fortuny tylko dzięki postulowaniu dwu rodzajów duchów, jednych dobrych a drugich złych. I chociaż to wierzenie dało człowiekowi możliwość pogodzenia zmienności losu z koncepcją niezmiennych sił nadśmiertelnych, już od tamtych czasów taka doktryna utrudniała ludziom religijnym wyobrażenie sobie kosmicznej jedności. Bogom religii ewolucyjnej zasadniczo przeciwstawiały się siły ciemności.

87:4.7 (962.1) Cała tragedia polega na tym, że chociaż idee takie zakorzeniły się w prymitywnym, ludzkim umyśle, w rzeczywistości nie było złych czy dysharmonijnych duchów na całym świecie. Tak niefortunna sytuacja powstała dopiero po buncie Caligastii i trwała tylko do Zesłania Ducha. Koncepcja dobra i zła, jako kosmicznych równorzędnych, jest bardzo żywa nawet w dwudziestowiecznej filozofii ludzkiej; większość religii światowych nadal nosi to kulturowe znamię z czasów dawno minionych, kiedy rodził się kult duchów.

5. Zaawansowany kult duchów

87:5.1 (962.2) Człowiek prymitywny uważał, że duchy i widma posiadają prawie nieograniczone prawa, ale nie obowiązki; duchy natomiast, jak uważano, traktowały człowieka jako posiadającego różnorodne obowiązki, ale nie prawa. Wierzono, że duchy uważają, iż człowiek wciąż nie wywiązuje się ze swoich duchowych obowiązków. Ludzkość powszechnie wierzyła, że duchy nakładają na nią stały haracz służenia im, jako cenę nieingerencji w sprawy ludzkie a najmniejszy pech przypisywano działalności duchów. Pierwotni ludzie bardzo się bali, że mogą przeoczyć jakieś hołdy należne bogom, więc po złożeniu ofiar wszystkim znanym duchom, zwracali się z kolei do „bogów nieznanych”, tylko po to, żeby się w pełni zabezpieczyć.

87:5.2 (962.3) I teraz, po prostym kulcie duchów niższych, pojawiają się praktyki bardziej zaawansowanego i względnie kompleksowego kultu duchów-widm, praktyki służenia wyższym duchom i czczenia ich, kiedy raz wyłoniły się w prymitywnej, ludzkiej wyobraźni. Obrzędy religijne muszą dotrzymywać kroku ewolucji i rozwojowi duchowemu. Tak poszerzony kult był tylko sztuką samozachowawczości w odniesieniu do wiary w istoty nadprzyrodzone, był dostosowaniem do środowiska duchowego. Organizacje wytwórcze i wojskowe były dostosowaniem do środowiska naturalnego i społecznego. Pojawiło się małżeństwo, wychodząc naprzeciw wymaganiom dwupłciowości a religia rozwinęła się w odpowiedzi na wiarę w wyższe siły duchowe i w istoty duchowe. Religia obrazuje dostosowanie się człowieka do jego iluzji, dotyczących tajemnicy przypadku. Lęk przed duchami a później ich czczenie traktowane były jako ubezpieczenie od złego losu, jako polisa powodzenia.

87:5.3 (962.4) Dziki wyobrażał sobie, że dobre duchy zajmują się swoimi sprawami i niewiele wymagają od istot ludzkich. To złe widma i duchy należało utrzymywać w dobrym usposobieniu. W związku z tym ludzie prymitywni poświęcali więcej uwagi wrogim niż dobrotliwym duchom.

87:5.4 (962.5) Domniemano, że szczęście ludzkie wzbudza szczególną zazdrość u złych duchów a ich metodą zemsty jest atak, dzięki użyciu czynnika ludzkiego i metodą uroku. To stadium kultu, związane z wystrzeganiem się ducha, dotyczyło w znacznej mierze machinacji uroku. Strach przed urokiem był prawie powszechny. Ładne kobiety były zawoalowane, aby się zabezpieczyć przed urokiem; później przejęły ten zwyczaj kobiety, które chciały być uznawane za piękne. Ze strachu przed złymi duchami dzieciom rzadko pozwalano wychodzić po zmroku na zewnątrz a dawne modlitwy zawsze zawierały prośbę, „zbaw nas od uroku”.

87:5.5 (962.6) Koran zawiera cały rozdział poświęcony urokom i magicznym zaklęciom a Żydzi również wierzyli w nie głęboko. Cały kult falliczny powstał jako ochrona przezd urokiem. Organy płciowe uznawano za jedyny fetysz, który mógł go zneutralizować. Urok dał początek pierwszym zabobonom, dotyczącym przedporodowego znakowania dzieci – znamię matczyne – a wierzenie takie było kiedyś nieomal powszechne.

87:5.6 (963.1) Zawiść jest cechą głęboko zakorzenioną u człowieka, dlatego też człowiek prymitywny przypisywał ją swym wczesnym bogom. I ponieważ człowiek oszukiwał kiedyś duchy niższe, wkrótce zaczął oszukiwać duchy wyższe. Powiedział sobie: „Jeśli duchy są zazdrosne o nasze piękno i powodzenie, oszpecimy się i będziemy mówić lekceważąco o naszych sukcesach”. Zatem pierwotna pokora nie była zaniżaniem ego, ale raczej próbą zmylenia tropu i oszukania zazdrosnych duchów.

87:5.7 (963.2) Aby duchy nie zazdrościły ludziom sukcesów, stosowano metodę obsypywania obelgami pewnej wartościowej, czy bardzo kochanej rzeczy lub osoby. Nawyk pomniejszania wartości pochlebnych uwag, odnoszących się do człowieka lub jego rodziny, ma swoje źródło w tym zwyczaju i w końcu rozwinął się w cywilizowaną skromność, powściągliwość i kurtuazję. Zgodnie z tą samą zasadą stało się modne wyglądać brzydko. Piękno wywoływało zazdrość duchów, świadczyło o grzesznej dumie ludzkiej. Dziki szukał dla siebie brzydkiego imienia. Ta cecha kultu była wielką przeszkodą w rozwoju sztuki i sprawiła, że świat długo był posępny i brzydki.

87:5.8 (963.3) Gdy panował kult duchów, życie było w najlepszym wypadku hazardem, rezultatem kontroli duchów. Przyszłość człowieka nie była rezultatem wysiłków, twórczości czy talentu, oprócz tego, że mogło to być użyte do wywierania wpływu na duchy. Obrzędy przebłagania duchów były ciężkim brzemieniem człowieka, czyniły jego życie uciążliwym i praktycznie trudnym do zniesienia. Z epoki na epokę i z pokolenia na pokolenie, wiele plemion ludzkich próbowało udoskonalić tę doktrynę superduchów, ale żadne pokolenie nie ośmieliło się, jak dotychczas, odrzucić jej zupełnie.

87:5.9 (963.4) Intencje i wola duchów badane były metodami omenów, wyroczni i znaków. Takie duchowe wiadomości objaśniane były przez wróżby, wieszczby, magię, sądy boże i astrologię. Cały ten kult stanowił system, którego celem było łagodzenie, zadowalanie i okupywanie się duchom – maskowane przekupstwo.

87:5.10 (963.5) I tak kształtowała się nowa, poszerzona filozofia świata, polegająca na:

87:5.11 (963.6) 1. Obowiązku – czyli temu, co musiało być zrobione, żeby zachować duchy życzliwie usposobione, przynajmniej neutralne.

87:5.12 (963.7) 2. Prawości – prawidłowym postępowaniu i prawidłowych obrzędach, których celem było nakłonienie duchów, aby działały w czyimś interesie.

87:5.13 (963.8) 3. Prawdzie – prawidłowym zrozumieniu duchów i prawidłowym do nich nastawieniu, a więc także nastawieniu do życia i śmierci.

87:5.14 (963.9) Nie tylko prosta ciekawość skłaniała pradawnych ludzi do poznawania przyszłości; chcieli też uniknąć nieszczęścia. Wróżbiarstwo było normalną próbą uniknięcia kłopotów. W tamtych czasach sny uznawano za prorocze, podczas gdy wszystko, co niezwykłe, uznawano za omen. I nawet dzisiaj cywilizowane narody dotknięte są przekleństwem wiary w znaki, znamiona i inne przesądne pozostałości rozwiniętego, pradawnego kultu duchów. Powoli, bardzo powoli, człowiek odwraca się od tych metod postępowania, wznosząc się stopniowo i boleśnie na ewolucyjnej skali życia.

6. Przymuszanie i egzorcyzm

87:6.1 (963.10) Kiedy ludzie wierzyli tylko w niższe duchy, rytuał religijny był bardziej prywatny i mniej zorganizowany, świadomość istnienia wyższych duchów wymagała jednak użycia „wyższych metod duchowych” przy postępowaniu z nimi. Takie próby ulepszenia i dopracowania metod zjednywania prowadziły wprost do tworzenia systemów obronnych przed duchami. Człowiek naprawdę czuł się bezbronny w obliczu niemożliwych do kontrolowania sił, działających w jego ziemskim życiu, a to poczucie niższości prowadziło go do prób znalezienia jakiegoś równoważącego dostosowania, jakiejś metody wyrównania różnic, w nierównej walce człowiek kontra kosmos.

87:6.2 (964.1) We wczesnym okresie tego kultu wysiłki ludzkie, zmierzające do wywierania wpływu na postępowanie ducha ograniczały się do zjednywania, do prób przekupstwa, aby wykupić się od nieszczęścia. Kiedy w trakcie swego rozwoju kult duchów doszedł do koncepcji dobrych i złych duchów, obrzędy takie zaczęły mieć bardziej konstruktywną naturę, były to próby pozyskania szczęścia. Religia ludzka nie była już zupełnie neutralizująca ani też człowiek nie zaprzestał wysiłków, zmierzających do zdobycia szczęścia; wkrótce zaczęto wymyślać metody, mające na celu wymuszanie współpracy ducha. Człowiek religijny nie był już bezbronny wobec nieustannych żądań zjaw duchowych, przez niego wymyślonych; dziki zaczął wymyślać broń, którą mógł zmuszać ducha do działania i wymuszać jego duchową pomoc.

87:6.3 (964.2) Pierwsze ludzkie wysiłki obronne skierowane były przeciw duchom niższym. W miarę upływu epok, żywi zaczęli wymyślać metody przeciwstawiania się umarłym. Wypracowanych zostało wiele sposobów straszenia duchów i przepędzania ich, wśród których można wymienić następujące:

87:6.4 (964.3) 1. Odcięcie głowy i związanie ciała w grobie.

87:6.5 (964.4) 2. Ukamienowanie domu śmierci.

87:6.6 (964.5) 3. Kastracja albo połamanie ciału nóg.

87:6.7 (964.6) 4. Pogrzebanie pod kamieniami, jedna z przyczyn powstania współczesnych nagrobków.

87:6.8 (964.7) 5. Kremacja, późniejszy pomysł na pozbycie się kłopotów z duchami.

87:6.9 (964.8) 6. Wrzucenie ciała do morza.

87:6.10 (964.9) 7. Wystawienie ciała na pożarcie dzikim zwierzętom.

87:6.11 (964.10) Uważano, że duchy można niepokoić i straszyć hałasem; krzyki, dzwony i bębny odpędzały je od żywych i te pradawne metody nadal są w modzie jako „czuwanie” przy zmarłych. Do wypędzania nieproszonych duchów stosowano śmierdzące mikstury. Tworzono ohydne wizerunki duchów, aby uciekały w pośpiechu, kiedy siebie zobaczą. Wierzono, że psy mogą wykryć zbliżanie się duchów i że ostrzegają przed nimi, kiedy wyją; że koguty pieją, kiedy duchy są w pobliżu. Używanie koguta jako wiatrowskazu jest pozostałością tego przesądu.

87:6.12 (964.11) Za najlepszy środek ochrony przed duchami uważano wodę. Woda święcona była lepsza od wszelkich innych jej rodzajów, była to woda, w której kapłani myli stopy. Wierzono, że zarówno ogień jak i woda stanowią dla duchów zapory nie do przebycia. Rzymianie obnosili wodę trzykrotnie wokół ciała; w dwudziestym wieku kropi się ciało wodą święconą a mycie rąk na cmentarzu nadal jest rytuałem żydowskim. Chrzest był jedną z cech późniejszego rytuału wody; prymitywna kąpiel była obrzędem religijnym. Dopiero w niedawnych czasach kąpiel stała się praktyką higieniczną.

87:6.13 (964.12) Człowiek nie zaprzestał jednak przymuszania duchów; poprzez rytuał religijny i inne praktyki wkrótce usiłował wymuszać określone działania od ducha. Egzorcyzm był używaniem jednego ducha dla kontrolowania lub odpędzenia innego i metody takie stosowano również dla zastraszania widm i duchów. Koncepcja podwójnego spirytyzmu, sił dobrych i złych, dała człowiekowi odpowiednie możliwości podjudzania jednych czynników duchowych przeciw drugim, gdyż, skoro silny człowiek mógł pokonać słabszego, silny duch może oczywiście dominować nad podrzędnym. Prymitywne zaklęcia stanowiły metodę wywierania nacisku na pomniejsze duchy, aby je wystraszyć. Później obyczaj ten rozszerzył się na rzucanie klątwy na wrogów.

87:6.14 (965.1) Długo wierzono, że w wyniku powrotu do starszych zasad postępowania, duchy i półbogowie mogą być zmuszeni do pożądanego działania. Człowiek współczesny postępuje tak samo. Zwracacie się do siebie w zwykłym, potocznym języku, ale kiedy się modlicie, uciekacie się do starszego stylu pochodzącego z innego pokolenia, tak zwanego stylu uroczystego.

87:6.15 (965.2) Doktryna ta wyjaśnia wiele rewersji religijno-rytualnych natury seksualnej, takich jak prostytucja świątynna. Te powroty do prymitywnych zwyczajów uważane były za właściwe zabezpieczenie przed wieloma nieszczęściami. I dla tych prostolinijnych ludzi wszelkie podobne formy postępowania zupełnie były wolne od tego, co człowiek współczesny mógłby nazwać promiskuityzmem.

87:6.16 (965.3) Potem nastał zwyczaj rytualnych przyrzeczeń a zaraz po nim przyszły religijne ślubowania i święte przysięgi. Większości tych przysiąg towarzyszyło umartwianie się i okaleczanie, później post i modlitwa. Samozaparcie traktowano później jako niezawodne wymuszenie, szczególnie, gdy dotyczyło powstrzymania się od stosunków płciowych. I tak człowiek prymitywny wcześnie wykształcił określoną surowość swych praktyk religijnych, wiarę w skuteczność umartwiania się i samozaparcia, jako rytuałów zdolnych do zmuszenia nieskorych do współpracy duchów do pozytywnej reakcji na wszelkie takie cierpienia i wyrzeczenia.

87:6.17 (965.4) Człowiek współczesny już nie próbuje otwarcie zniewalać duchów, choć nadal przejawia tendencje do targowania się z Bóstwem. I wciąż przysięga, odpukuje w drzewo, ściska kciuki i wypluwa jakieś banalne określenie; kiedyś to było magiczne zaklęcie.

7. Natura kultów

87:7.1 (965.5) Kultowy typ organizacji społecznej był trwały, ponieważ dawał symbolizm potrzebny do zachowania i stymulowania nastrojów moralnych i lojalności religijnych. Kult wyrastał z tradycji „starych rodzin” i był zachowywany, jako stabilna instytucja; wszystkie rodziny miały jakiś rodzaj kultu. Każdy inspirujący ideał chwytał się jakiegoś utrwalającego symbolizmu – szukał jakiejś metody kulturowego uzewnętrznienia, która zapewniłaby mu trwanie i gwarantowała kontynuację – a kult osiągał ten cel podsycając i zaspokajając uczucia.

87:7.2 (965.6) Od zarania cywilizacji, każdy pociągający ludzi ruch w kulturze społecznej, czy też postęp religijny, kształtował swój rytuał, symboliczną obrzędowość. Im bardziej nieświadomie rozwijał się taki rytuał, tym silniej ujmował swoich wyznawców. Kult zachowywał sentymenty i zaspokajał uczucia, jednak zawsze był największą przeszkodą na drodze do społecznej przebudowy i duchowego rozwoju.

87:7.3 (965.7) Pomimo tego, że kult zawsze opóźniał postęp społeczny, pożałowania godnym jest fakt, że tak wielu współczesnych ludzi, wierzących w standardy moralne i ideały duchowe, nie posiada odpowiedniego symbolizmu – nie ma żadnego kultu umożliwiającego wzajemne wspieranie się – niczego, do czego można by należeć. Kultu religijnego nie można jednak wytworzyć, sam musi się rozwinąć. I nie będzie dwu identycznych grup kultowych, chyba, że ich rytuały będą arbitralnie znormalizowane przez władzę.

87:7.4 (965.8) Wczesny kult chrześcijański działał wyjątkowo skutecznie, pociągał i był trwalszy od każdego rytuału dotąd wyobrażonego czy wymyślonego, jednak większość jego wartości została zniszczona w epoce naukowej przez zniweczenie tak wielu jego pierwotnych zasad. Na skutek utraty wielu fundamentalnych idei, kult chrześcijański został pozbawiony swej żywotności.

87:7.5 (965.9) W przeszłości prawda rozwijała się szybko i szerzyła swobodnie, kiedy kult był elastyczny a symbolizm poszerzalny. Obfitość prawdy i przystosowawczy kult sprzyjają gwałtownemu rozwojowi społecznemu. Pozbawiony treści kult wypacza religię, kiedy usiłuje zająć miejsce filozofii oraz zniewala logikę; prawdziwy kult się rozwija.

87:7.6 (966.1) Niezależnie od tych wad i ograniczeń, każde nowe objawienie prawdy pozwala się rozwijać nowemu kultowi i nawet ponowne odtworzenie religii Jezusa musi wykształcić nowy i odpowiedni symbolizm. Człowiek współczesny musi znaleźć pewien symbolizm, właściwy dla jego nowych, poszerzających się idei, ideałów i zasad. Tak wzbogacone symbole muszą się zrodzić z życia religijnego, z duchowego przeżywania. I taki wyższy symbolizm, wyższej cywilizacji, musi się opierać na koncepcji Ojcostwa Boga i być brzemienny wspaniałym ideałem braterstwa człowieka.

87:7.7 (966.2) Stare kulty były zbyt egocentryczne; nowe muszą być rezultatem miłości stosowanej. Nowy kult musi, podobnie jak stary, podsycać sentymenty, zadowalać uczucia i popierać lojalność; ale musi również robić coś więcej, musi ułatwiać postęp duchowy, umacniać kosmiczne znaczenia, poszerzać wartości moralne, popierać rozwój społeczny i stymulować wyższy typ osobistego życia religijnego. Nowy kult musi przynosić najwyższe cele życiowe, które są zarówno doczesne jak i wieczne – tak społeczne jak i duchowe.

87:7.8 (966.3) Żaden kult nie może przetrwać i przyczynić się do rozwoju cywilizacji, nie może również przynieść indywidualnych sukcesów duchowych, jeśli nie opiera się na biologicznym, socjologicznym i religijnym znaczeniu rodziny. Trwały kult musi symbolizować to, co jest niezmienne w obliczu nieustannych zmian; musi gloryfikować to, co jednoczy strumień wciąż zmiennych metamorfoz społecznych. Musi uznawać prawdziwe znaczenia, wywyższać piękne związki i gloryfikować dobre cechy prawdziwej szlachetności.

87:7.9 (966.4) Przy znajdowaniu nowego i zadowalającego symbolizmu wielką trudność stanowi to, że ludzie współcześni, jako grupa, trzymają się postawy naukowej, unikają przesądów i mają odrazę do ignorancji, podczas gdy jako jednostki wszyscy szukają tajemniczości i wielbią to, co nieznane. Żaden kult nie może przetrwać, jeśli nie uosabia jakiejś arbitralnej tajemnicy i nie ma w zanadrzu czegoś wartościowego i nieuchwytnego. Niezależnie od tego, nowy symbolizm musi mieć znaczenie nie tylko dla grupy, ale musi być również wymowny dla jednostki. Formy jakiegokolwiek, użytecznego symbolizmu, muszą zaliczać się do takiej kategorii, które jednostka może nosić z własnej inicjatywy i z których korzystać może również razem ze swymi współbraćmi. Gdyby nowy kult mógł być dynamiczny, zamiast statyczny, naprawdę mógłby wnieść coś wartościowego do postępu ludzkości, tak doczesnego jak i duchowego.

87:7.10 (966.5) Tym niemniej kult – symbolizm rytuałów, sloganów i celów – nie będzie funkcjonował, jeśli jest zbyt kompleksowy. I musi też istnieć potrzeba poświęcenia się, reakcja wierności. Każda wartościowa religia nieodmiennie wykształca wartościowy symbolizm a ludzie jej oddani dobrze zrobią, jeśli zapobiegną krystalizacji takich rytuałów w zdrętwiałe, zdeformowane i przygaszające, stereotypowe obrzędy, które mogą tylko upośledzić i opóźnić wszelki postęp społeczny, moralny i duchowy. Żaden kult nie może przetrwać, jeśli opóźnia rozwój moralny i nie ożywia postępu duchowego. Kult jest strukturą szkieletową, wokół której narasta żywe i dynamiczne ciało osobistego, duchowego doświadczenia – prawdziwej religii.

87:7.11 (966.6) [Przedstawione przez Gwiazdę Błyszczącą Wieczorną z Nebadonu].

Przekaz 88, Fetysze, amulety i magia

Księga Urantii

Przekaz 88

Fetysze, amulety i magia

88:0.1 (967.1) IDEA ducha, wnikającego w obiekt nieożywiony, w zwierzę czy istotę ludzką, jest bardzo starym, uświęconym wierzeniem, rozpowszechnionym od samych początków ewolucji religii. Doktryna opanowania przez ducha nie jest niczym więcej ani mniej jak fetyszyzmem. Dziki niekoniecznie czcił fetysza; bardzo logicznie czcił i szanował ducha w nim mieszkającego.

88:0.2 (967.2) Z początku wierzono, że duch fetysza jest duchem zmarłego, potem uważano, że w fetyszach przebywają wyższe duchy. I tak kult fetyszów objął w końcu wszystkie prymitywne idee upiorów, dusz, duchów i opanowania przez demony.

1. Wiara w fetysze

88:1.1 (967.3) Człowiek prymitywny zawsze chciał przekształcić w fetysza wszystko to, co nadzwyczajne, zatem przypadek dał początek wielu fetyszom. Człowiek jest chory, coś się stało i wyzdrowiał. Dotyczy to również opinii odnośnie wielu leków i przypadkowych metod wyleczenia chorób. Obiekty związane ze snami mogły się ewentualnie przeistoczyć w fetysze. Fetyszami stawały się wulkany, ale nie góry, komety, ale nie gwiazdy. Człowiek pierwotny traktował spadające gwiazdy i meteory jako znak przybycia na Ziemię specjalnych, odwiedzających ją duchów.

88:1.2 (967.4) Pierwszymi fetyszami były kamyki o dziwacznych wzorach a „świętych kamieni” człowiek szukał już od tamtych czasów; sznur paciorków kiedyś był kolekcją świętych kamieni, zestawem amuletów. Wiele plemion miało kamienie-fetysze, ale niewiele tych fetyszy przetrwało, tak jak Kaba i Kamień ze Scone. Ogień i woda także zaliczały się do wczesnych fetyszy a czczenie ognia, razem z wiarą w wodę święconą, przetrwało do dziś.

88:1.3 (967.5) Później obiektem czci były drzewa-fetysze, jednak u pewnych plemion ich wytrwałość w czczeniu natury doprowadziła do wiary w amulety, zamieszkiwane przez pewien rodzaj duchów natury. Kiedy rośliny i owoce stawały się fetyszami, tabu zakazywało ich spożywania. W tej kategorii jabłko było jednym z pierwszych; ludy Bliskiego Wschodu nigdy go nie jadły.

88:1.4 (967.6) Jeśli zwierzę zjadło ludzkie mięso, stawało się fetyszem. W ten sposób pies został świętym zwierzęciem Parsów. Jeśli fetysz jest zwierzęciem a duch stale w nim mieszka, fetyszyzm może się wiązać z reinkarnacją. Dzicy w różny sposób zazdrościli zwierzętom; nie czuli się od nich wyżsi i często nadawali sobie imiona swych ulubionych zwierząt.

88:1.5 (967.7) Kiedy zwierzęta stały się fetyszami, pojawiło się tabu, zakaz jedzenia mięsa zwierząt-fetyszów. Małpy człekokształtne i inne, ze względu na ich podobieństwo do człowieka, wcześnie zostały zwierzętami-fetyszami; później podobnie traktowano węże, ptaki i świnie. W pewnym okresie krowa była fetyszem, jej mleko było tabu a jej odchody były w wielkim poważaniu. Węża czcili w Palestynie, zwłaszcza Fenicjanie, którzy razem z Żydami uważali go za rzecznika złych duchów. Nawet wielu współczesnych wierzy w moc uroku gadów. Od Arabii, poprzez Indie, do tańca węża plemienia Hopi człowieka czerwonego, wąż wszędzie był czczony.

88:1.6 (968.1) Fetyszami były pewne dni tygodnia. Całe epoki piątek uważano za dzień nieszczęśliwy a numer trzynaście za złą liczbę. Szczęśliwe liczby trzy i siedem przyszły z późniejszych objawień; cztery było szczęśliwą liczbą człowieka prymitywnego, wyprowadzoną z wczesnego rozpoznania czterech kierunków świata. Uważano, że liczenie bydła i innego mienia przynosi nieszczęście; starożytni zawsze sprzeciwiali się spisowi, „liczeniu ludzi”.

88:1.7 (968.2) Człowiek prymitywny nie robił specjalnego fetysza z seksu; do funkcji reprodukcyjnych przywiązywano raczej niewielką uwagę. Dziki rozumował zgodnie z naturą, nie był nieprzyzwoity czy też lubieżny.

88:1.8 (968.3) Ślina była silnym fetyszem, można było wypędzić diabły plując na kogoś. Największą grzecznością było, jeśli starszy lub przełożony splunął na kogoś. Części ciała ludzkiego uważane były za potencjalne fetysze, zwłaszcza włosy i paznokcie. Wyrośnięte paznokcie wodzów były bardzo cenione a ich obrzynki były silnym fetyszem. Wiara w fetysz czaszki przyczyniła się w znacznym stopniu do późniejszego polowania na głowy. Pępowina była bardzo cennym fetyszem; nawet dziś jest za taki uważana w Afryce. Pierwszą zabawką człowieka była zachowana pępowina. Udekorowana perłami, jak to często robiono, była pierwszym naszyjnikiem.

88:1.9 (968.4) Garbate i kalekie dzieci uważano za fetysze; wierzono, że lunatyków prowadzi księżyc. Człowiek prymitywny nie potrafił odróżnić geniuszu od obłędu; idioci albo byli bici na śmierć albo szanowani jako osoby-fetysze. Histeria coraz skuteczniej potwierdzała pospolitą wiarę w czarownictwo; epileptycy bywali często kapłanami albo uzdrawiaczami. Pijaństwo uważano za formę opanowania przez ducha; kiedy dziki zaczynał pić, wkładał liść we włosy, aby nie odpowiadać za swoje czyny. Trucizny i trunki były fetyszami, uważano, że są czymś owładnięte.

88:1.10 (968.5) Wielu ludzi uważało geniuszy za osoby-fetysze, opanowane przez mądrego ducha. I tacy utalentowani ludzie szybko uczyli się oszukiwać i naciągać, kierując się swoimi samolubnymi interesami. Człowieka-fetysza uważano za coś więcej niż człowieka; był boski, nawet nieomylny. Dlatego też wodzowie, królowie, kapłani, prorocy i władcy Kościoła posiedli w końcu wielką moc i sprawowali nieograniczoną władzę.

2. Ewolucja fetysza

88:2.1 (968.6) Uważano, że duchy ludzkie lubią mieszkać w jakichś obiektach, które do nich należały za życia w ciele. Wiara ta wyjaśnia skuteczność wielu współczesnych relikwii. Starożytni zawsze czcili kości swych przywódców a szczątki szkieletów świętych i bohaterów nadal są traktowane przez wielu ludzi z zabobonną czcią. Nawet dziś robi się pielgrzymki do grobów wielkich ludzi.

88:2.2 (968.7) Wiara w relikwie powstała z dawnego kultu fetysza. Relikwie dzisiejszych religii są próbą racjonalizacji fetysza dzikiego człowieka, tym samym wyniesienia go do poziomu dostojeństwa i szacunku we współczesnych systemach religijnych. Wiara w fetysze i magię jest pogańska, ale rzekomo właściwie jest wierzyć w relikwie i cuda.

88:2.3 (969.1) Ognisko domowe – palenisko – stało się bardziej czy mniej fetyszem, miejscem świętym. Święte przybytki i świątynie były z początku miejscami-fetyszami, gdyż tam chowano zmarłych. Przybytek-fetysz Hebrajczyków został wywyższony przez Mojżesza do tego punktu, w którym zawierał superfetysz, istniejącą wtedy koncepcję prawa Bożego. Jednak Izraelici wciąż trzymali się specyficznych wierzeń Kanaanejczyków w ołtarz kamienny: „Ten zaś kamień, który postawiłem jako stelę, będzie domem Boga”. Naprawdę wierzyli, że duch ich Boga mieszka w takich kamiennych ołtarzach, które w istocie były fetyszami.

88:2.4 (969.2) Najwcześniejsze wizerunki robiono po to, aby utrwalić wygląd i upamiętnić słynnych zmarłych; były to prawdziwe monumenty. Idole były udoskonaleniem fetyszyzmu. Prymitywni wierzyli, że obrzęd konsekracji powoduje wejście ducha w wizerunek; tak samo, gdy pewne obiekty były błogosławione, stawały się amuletami.

88:2.5 (969.3) Mojżesz, dodając drugie przykazanie do pradawnego kodeksu moralnego Dalamatian, próbował poddać kontroli czczenie fetyszy u Hebrajczyków. Pieczołowicie zarządził, że nie wolno im robić żadnego rodzaju wizerunku, który mógł być konsekrowany jako fetysz. Powiedział wprost: „Nie będziesz robił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach tej ziemi”. Podczas gdy przykazanie to znacznie opóźniło rozwój sztuki u Żydów, zmniejszyło ich cześć dla fetyszy. Mojżesz był jednak zbyt mądry, aby próbować gwałtownie wyrugować stare fetysze, dlatego też zgodził się na umieszczenie pewnych relikwii obok Prawa w tym, co było połączeniem ołtarza wojennego i przybytku religijnego, w arce.

88:2.6 (969.4) W końcu fetyszami stały się słowa, zwłaszcza te, które uważano za słowa Boże; w ten sposób święte księgi wielu religii stały się fetyszystycznymi więzieniami, trzymającymi w okowach duchową wyobraźnię człowieka. To właśnie wysiłki Mojżesza, zmierzające do zapobieżenia fetyszom, stały się najwyższym fetyszem; jego przykazania używano później do wyjałowienia sztuki, przeszkadzało ono w podziwianiu piękna i w jego adoracji.

88:2.7 (969.5) W dawnych czasach władczym słowem-fetyszem była wzbudzająca strach doktryna, najstraszliwszy ze wszystkich tyranów niewolących człowieka. Fetysz doktryny będzie prowadzić śmiertelnego człowieka do zaprzedania siebie, do pójścia w objęcia bigoterii, fanatyzmu, przesądów, nietolerancji i najbardziej nieludzkich, barbarzyńskich okrucieństw. Współczesne poszanowanie mądrości i prawdy jest całkiem niedawną ucieczką od tendencji kreowania fetyszy, sięgającej aż do wyższych poziomów myślenia i rozumowania. Co się tyczy nagromadzonych fetyszy pisanych, które różni ludzie religijni uważają za święte księgi, uważa się, że nie tylko to jest prawdą, co jest w książce, ale również, że każda prawda jest w niej zawarta. Kiedy jedna z tych świętych ksiąg mówi o Ziemi jako płaskiej, wtedy rozsądni skądinąd mężczyźni i kobiety przez wiele pokoleń odmówią przyjęcia dowodów na to, że planeta jest kulista.

88:2.8 (969.6) Zwyczaj otwierania jednej z tych świętych ksiąg, aby rzucić okiem na urywek, którego zastosowanie mogło stanowić o ważnych życiowych decyzjach czy planach, nie jest niczym mniej ani więcej niż notorycznym fetyszyzmem. Składanie przysięgi na „świętą księgę”, czy przysięganie na jakiś obiekt najwyższej czci, jest formą wyszukanego fetyszyzmu.

88:2.9 (969.7) Jednak przejście od strachu przed fetyszem obciętych paznokci dzikiego wodza, do adoracji przepięknych kolekcji listów, prawd, legend, alegorii, mitów, poematów i kronik, które mimo wszystko są odbiciem odplewionej mądrości moralnej wielu stuleci, stanowi prawdziwy postęp ewolucyjny, przynajmniej do czasu i okoliczności zebrania ich w „świętą księgę”.

88:2.10 (970.1) Żeby słowa mogły stać się fetyszami, muszą być uważane za natchnione a powoływanie się na domniemanie Bosko natchnione pisma prowadzi wprost do zaprowadzenia władzy Kościoła, kiedy ewolucja organizacji świeckich prowadzi do urzeczywistnienia władzy państwowej.

3. Totemizm

88:3.1 (970.2) Fetyszyzm przewijał się przez wszystkie prymitywne kulty, od najdawniejszych wierzeń w święte kamienie, przez bałwochwalstwo, kanibalizm i czczenie natury, do totemizmu.

88:3.2 (970.3) Totemizm jest kombinacją zasad społecznych i religijnych. Początkowo uważano, że czczenie zwierzęcia totemicznego, domniemanego biologicznego przodka, zapewni obfitość żywności. Totemy były jednocześnie symbolami grupy ludzkiej i jej boga. Bóg taki był uosobieniem klanu. Totemizm był pewnym stadium wysiłków, zmierzających do uspołecznienia osobistej skądinąd religii. Totem rozwinął się w końcu we flagę czy godło różnych współczesnych narodów.

88:3.3 (970.4) Woreczek-fetysz, woreczek z lekarstwami, był sakiewką zawierającą renomowany zestaw nasyconych duchem przedmiotów a pradawny uzdrawiacz nigdy nie dopuścił do tego, aby woreczek, symbol jego władzy, dotknął ziemi. Cywilizowani ludzie dwudziestego wieku uważają, aby ich flagi, symbole świadomości narodowej, również nigdy nie dotknęły ziemi.

88:3.4 (970.5) Insygnia urzędu kapłańskiego i królewskiego zostały w końcu uznane za fetysze a fetysz państwowości przeszedł wiele stadiów rozwoju, od klanów do plemion, od zależności feudalnej do suwerenności, od totemów do flag. Królowie-fetysze rządzili na mocy „boskiego prawa” i wiele innych form rządu utrzymywało się na mocy tego prawa. Ludzie stworzyli także fetysz z demokracji, z egzaltacji i czczenia poglądów pospolitych ludzi, kiedy zbiorowo są nazywane „opinią publiczną”. Opinii jednego człowieka, traktowanej oddzielnie, nie uważa się za zbyt wartościową, ale kiedy ludzie działają razem jako demokracja, taki sam kiepskiej jakości osąd traktowany jest jako arbiter sprawiedliwości i standard prawości.

4. Magia

88:4.1 (970.6) Człowiek cywilizowany podchodzi do problemów rzeczywistego środowiska poprzez swoją naukę; człowiek dziki próbował rozwiązać rzeczywiste problemy iluzorycznego środowiska duchów poprzez magię. Magia była metodą manipulacji domniemanym środowiskiem duchowym, którego machinacje wciąż wyjaśniały to, co niewytłumaczalne; była to sztuka zjednywania dobrowolnej współpracy ducha oraz zmuszania ducha do pomocy, dzięki użyciu fetyszy oraz innych, potężniejszych duchów.

88:4.2 (970.7) Cele magii, czarownictwa i nekromancji były dwojakie:

88:4.3 (970.8) 1. Zyskać wgląd w przyszłość.

88:4.4 (970.9) 2. Wywrzeć pożyteczny wpływ na otoczenie.

88:4.5 (970.10) Cele nauki są takie same jak cele magii. Ludzkość postępuje od magii do nauki nie przez rozmyślanie i rozumowanie, ale raczej przez długie doświadczenie, stopniowo i boleśnie. Człowiek zaczyna opierać się na prawdzie stopniowo, zaczynając od błędu, postępując w błędzie i w końcu dochodzi do progu prawdy; dopiero z nadejściem metod naukowych zaczął iść naprzód. Człowiek prymitywny musiał jednak eksperymentować albo ginąć.

88:4.6 (970.11) Fascynacja dawnymi przesądami była matką późniejszej ciekawości naukowej. W prymitywnych przesądach istniało rozwijające się, dynamiczne uczucie – strachu z dodatkiem ciekawości; w starej magii istniała rozwojowa siła napędowa. Te zabobony były wyrazem narodzin ludzkiego pragnienia poznania i kontrolowania środowiska planetarnego.

88:4.7 (971.1) Magia tak bardzo zawładnęła dzikim, ponieważ nie mógł on pojąć idei śmierci naturalnej. Późniejsza idea grzechu pierworodnego w znacznym stopniu pomogła zredukować oddziaływanie magii na ludzkość, dlatego, że wyjaśniała śmierć naturalną. W pewnym okresie zdarzało się dość często, że uśmiercano niewinne osoby, ze względu na ich domniemaną odpowiedzialność za czyjąś naturalną śmierć. Jest to jedna z przyczyn, dlaczego liczebność pradawnych ludów nie wzrastała szybciej i nadal się to odnosi do pewnych plemion afrykańskich. Oskarżona jednostka zazwyczaj przyznawała się do winy, nawet, gdy miała ją spotkać śmierć.

88:4.8 (971.2) Magia jest dla dzikiego rzeczą naturalną. Wierzył on, że wróg naprawdę może zostać zabity za pomocą czarów, zastosowanych do jego ostrzyżonego włosa lub obciętych paznokci. Śmierć wskutek ukąszenia żmii przypisywano magii czarownika. Trudności w zwalczaniu magii powstawały z tego powodu, że strach może zabić. Prymitywne ludy tak bardzo bały się magii, że zabijała ona naprawdę i te jej skutki wystarczały dla udowodnienia owych fałszywych wierzeń. W przypadku niepowodzenia zawsze znajdowano jakieś wiarygodne wyjaśnienie; antidotum na magię niszczącą była jeszcze większa magia.

5. Magiczne amulety

88:5.1 (971.3) Skoro wszystko związane z ciałem mogło stać się fetyszem, wczesna magia miała do czynienia z włosami i paznokciami. Dyskrecja, związana z wydalaniem odchodów, powstała ze strachu, że wróg może wejść w posiadanie czegoś pochodzącego z ciała i użyć tego do niszczącej magii; wszystkie wydaliny były zatem skrupulatnie zakopywane. Nie pluto w miejscu publicznym ze strachu, że ślina może być użyta do szkodzącej magii; plwocinę zawsze czymś zakrywano. Nawet resztki żywności, odzieży i ozdób mogły stać się instrumentami magii. Dziki nigdy nie zostawiał żadnych resztek posiłku na stole. Czynił to wszystko ze strachu, że jego wrogowie mogą użyć tych rzeczy do rytuałów magicznych, a nie na skutek jakiegokolwiek uznania higienicznych wartości takich zwyczajów.

88:5.2 (971.4) Amulety magiczne sporządzano z wielu różnych rzeczy: z ciała ludzkiego, z pazurów tygrysich, z zębów krokodyla, z ziaren trujących roślin, z jadu żmii i włosów ludzkich. Kości zmarłego miały wielkie wartości magiczne. Nawet pył ze śladów stóp mógł być użyty w magii. Pradawni bardzo ufali amuletom miłosnym. Krew i inne wydzieliny cielesne mogły wywierać magiczny wpływ miłosny.

88:5.3 (971.5) Uważano, że magii pomagają podobizny. Robiono podobizny i kiedy traktowano je źle czy dobrze, wierzono, że takie same skutki dotkną prawdziwej osoby. Podczas zakupów przesądni potrafili żuć kawałek twardego drewna, aby zmiękczyć serce sprzedawcy.

88:5.4 (971.6) Mleko z czarnej krowy miało silne własności magiczne, podobnie jak czarne koty. Kijek czy różdżka były magiczne, tak samo bębny, dzwony i węzły. Wszystkie stare obiekty były amuletami magicznymi. Zwyczaje nowej, wyższej cywilizacji, traktowano z dezaprobatą ze względu na ich domniemanie zły charakter magiczny. Długo tak traktowano pismo, druk i obrazy.

88:5.5 (971.7) Człowiek prymitywny wierzył, że imiona należy wymawiać z szacunkiem, zwłaszcza imiona bogów. Imię uważano za byt, wpływ niezależny od osoby fizycznej; było ono szanowane na równi z duszą i cieniem. Imiona dawano jako zastaw pożyczek; człowiek nie mógł używać swojego imienia zanim się nie wykupił, spłacając pożyczkę. Dziś ludzie piszą swe imię na wekslu. Imię jednostki stało się wkrótce ważne w magii. Dziki miał dwa imiona; to ważne traktowano za zbyt święte, żeby je używać w zwykłych okolicznościach, stąd drugie imię powszednie – przydomek. Dziki nigdy nie mówił swego prawdziwego imienia obcym. Każde niezwykłe doświadczenie skłaniało go do zmiany imienia; czasami zmieniał imię w trakcie leczenia choroby albo żeby zapobiec nieszczęściu. Dziki mógł dostać nowe imię, kupując je od wodza plemiennego; dziś człowiek nadal inwestuje w tytuły i stopnie. Jednak u najbardziej prymitywnych plemion, takich jak afrykańscy Buszmeni, nie istnieją indywidualne imiona.

6. Praktykowanie magii

88:6.1 (972.1) Magię praktykowano przy użyciu różdżek, rytuału „medycznego” oraz zaklęć, a było w zwyczaju, że praktykujący pracował bez ubrania. Wśród prymitywnych adeptów magii kobiety stanowiły grupę liczniejszą od mężczyzn. W magii „medycyna” oznacza tajemniczość a nie leczenie. Dziki nigdy nie leczył się sam, nigdy nie stosował lekarstw, chyba, że za poradą specjalistów od magii. W dwudziestym wieku doktorzy voodoo są typowym przykładem magika z dawnych czasów.

88:6.2 (972.2) Istniała zarówno publiczna jak i prywatna domena magii. Ta, którą sprawowali uzdrawiacze, szamani czy kapłani była, jak uważano, dla dobra całego plemienia. Czarownice, czarnoksiężnicy i czarodzieje prowadzili magię prywatną, osobistą i samolubną, stosowaną jako metoda wymuszająca, aby sprowadzić zło na czyichś wrogów. Idea podwójnego spirytyzmu, duchów dobrych i złych, dała początek późniejszym wierzeniom w białą i czarną magię. Kiedy ukształtowała się religia, magia była określeniem używanym w stosunku do działań prowadzonych poza własnym kultem a także w odniesieniu do starszych wierzeń w duchy.

88:6.3 (972.3) Kombinacje słowne, rytualne śpiewy i zaklęcia, były w wysokim stopniu magiczne. Niektóre wczesne zaklęcia rozwinęły się później w modlitwy. Potem praktykowano magią odtwórczą, modlitwy były odgrywane; tańce magiczne nie były niczym innym niż dramatyzowanymi modlitwami. Modlitwa stopniowo wypierała magię jako część rytuału ofiarowania.

88:6.4 (972.4) Gestykulacja, będąc starszą niż mowa, była bardziej święta i magiczna a mimika, jak wierzono, miała wielką moc magiczną. Człowiek czerwony często tańczył taniec bizona, w którym ktoś odgrywał bizona a będąc złapany, zapewniał pomyślność w nadchodzących łowach. Seksualne święta majowe były po prostu magią odtwórczą, sugestywnym nawiązaniem do namiętności seksualnych świata roślin. Lalka po raz pierwszy została użyta jako talizman magiczny przez bezpłodną żonę.

88:6.5 (972.5) Magia była tą gałęzią ewolucyjnego drzewa religijnego, która w końcu wydała owoce ery naukowej. Wiara w astrologię prowadziła do przekształcenia jej w astronomię, wiara w kamień filozoficzny prowadziła do biegłości w obróbce metali, podczas gdy wiara w liczby magiczne doprowadziła do powstania matematyki.

88:6.6 (972.6) Jednak świat tak bardzo przepełniony amuletami zrobił wiele w kierunku zduszenia osobistej ambicji i inicjatywy. Owoce dodatkowej pracy czy pilności uznawano za magiczne. Jeśli ktoś miał na swym polu więcej ziarna niż sąsiad, mógł być wezwany przed wodza i oskarżony o zwabienie nadwyżki ziarna z pola leniwego sąsiada. Doprawdy, w czasach barbarzyństwa niebezpiecznie było wiedzieć za dużo, zawsze można było zostać zabitym jako mistrz czarnej magii.

88:6.7 (972.7) Nauka stopniowo eliminuje z życia czynnik ryzyka. Jednak, jeśli zawiodą współczesne metody edukacyjne, nastąpi prawie natychmiastowy zwrot ku prymitywnym wierzeniom w magię. Przesądy wciąż pokutują w umysłach wielu tak zwanych cywilizowanych ludzi. Język zawiera wiele archaizmów, świadczących o tym, że gatunek ludzki długo był pogrążony w magicznych przesądach, słów takich jak oczarowany, urodzony pod nieszczęśliwą gwiazdą, opanowany, natchniony, bez ducha, przeniknięty geniuszem, wprawiony w trans, oszołomiony i zdumiony. Inteligentne istoty ludzkie nadal wierzą w dobry los, uroki i astrologię.

88:6.8 (973.1) Pradawna magia była kokonem współczesnej nauki, niezbędnym w swoim czasie, ale teraz bezużytecznym. I tak chimery ciemnych przesądów ożywiały prymitywne umysły ludzkie, zanim zrodziły się poglądy naukowe. Dzisiaj Urantia znajduje się w strefie brzasku tej ewolucji intelektualnej. Połowa świata gorliwie chwyta światło prawdy i faktów odkryć naukowych, podczas gdy druga połowa pokutuje w objęciach pradawnych przesądów i słabo zaledwie maskowanej magii.

88:6.9 (973.2) [Przedstawione przez Gwiazdę Błyszczącą Wieczorną z Nebadonu].

Przekaz 89, Grzech, ofiara i pokuta

Księga Urantii

Przekaz 89

Grzech, ofiara i pokuta

89:0.1 (974.1) CZŁOWIEK prymitywny uważał, że jest dłużnikiem duchów, że potrzebuje odkupienia. Dzicy sądzili, że duchy postępując sprawiedliwie, mogą sprowadzić na nich jeszcze więcej nieszczęścia. Z czasem ta idea rozwinęła się w doktrynę grzechu i zbawienia. Uważano, że dusza przychodzi na świat pozbawiona praw – w stanie grzechu pierworodnego. Dusza musi być okupiona; należy dać kozła ofiarnego. Łowca głów, w dodatku do swych praktyk czczenia czaszki, mógł dać człowieka ofiarnego, zamiast swego własnego życia.

89:0.2 (974.2) Dzikiego wcześnie opanowały idee, że duchy bardzo się cieszą, gdy widzą ludzką niedolę, cierpienia i upokorzenia. Z początku człowiek interesował się tylko popełnianymi grzechami, jednak później zaczął niepokoić się również grzechami zaniedbania. I cały późniejszy system ofiar ukształtował się wokół tych dwu idei. Nowy rytuał obracał się wokół przestrzegania przebłagalnych ceremonii ofiarnych. Człowiek prymitywny wierzył, że trzeba zrobić coś szczególnego dla zjednania przychylności bogów; tylko zaawansowana cywilizacja traktuje Boga jako konsekwentnie zrównoważonego i życzliwego. Przebłaganie było raczej zabezpieczeniem się przed doraźnym nieszczęściem niż inwestycją w przyszłe szczęście. I rytuały wystrzegania się czegoś, egzorcyzmy, wymuszania i przebłagania, mieszały się ze sobą.

1. Tabu

89:1.1 (974.3) Przestrzeganie tabu było próbą obrony przed złym losem, unikaniem obrazy duchów niższych przez wystrzeganie się czegoś. Z początku tabu były niereligijne, ale wcześnie zyskały aprobatę upiorów czy duchów, a kiedy zostały w ten sposób ugruntowane, stały się prawodawcami i twórcami instytucji. Tabu jest źródłem standardów obrzędowych i protoplastą prymitywnej samokontroli. Było ono najwcześniejszą formą przepisów społecznych i przez długi czas jedyną; wciąż jest podstawowym składnikiem społecznej struktury przepisów.

89:1.2 (974.4) Szacunek, jaki takie zakazy wzbudzały w umyśle dzikiego, równy był dokładnie jego strachowi przed mocami, które domniemanie je narzucały. Z początku tabu powstawały w wyniku przypadków złego losu; później narzucane były przez wodzów i szamanów – ludzi fetyszów, którymi jak uważano, kierował duch-upiór a nawet bóg. Strach prymitywnego człowieka przed zemstą ducha był tak wielki, że czasem człowiek umierał ze strachu, kiedy naruszył tabu i tak dramatyczne wypadki ogromnie umocniły pozycję tabu w umysłach żywych.

89:1.3 (974.5) Do najwcześniejszych zakazów należały ograniczenia dotyczące przywłaszczania sobie kobiety jak również innej własności. Kiedy religia zaczęła odgrywać większą rolę w ewolucji tabu, to, co podlegało zakazowi, było uznawane za nieczyste, później za bezbożne. Zapisy Hebrajczyków pełne są wzmianek o rzeczach czystych i nieczystych, świętych i bezbożnych, jednak ich wierzenia w tych sprawach były znacznie mniej krępujące i nie tak rozbudowane jak u wielu innych ludów.

89:1.4 (975.1) Siedem przykazań Dalamatii i Edenu, jak również przykazania Hebrajczyków, były konkretnymi tabu, wszystkie były wyrażane w tej samej, zakazującej formie, podobnie jak najstarsze zakazy. Jednak te nowe przepisy naprawdę wyzwalały człowieka, dlatego, że zajmowały miejsce tysięcy istniejących poprzednio tabu. Ponadto, te późniejsze przykazania wyraźnie coś obiecywały, w zamian za ich przestrzeganie.

89:1.5 (975.2) Wczesne tabu dotyczące żywności powstały z fetyszyzmu i totemizmu. Świnia była święta dla Fenicjan, krowa dla Hindusów. Egipskie tabu na wieprzowinę utrwalone zostało w wierze hebrajskiej oraz w islamie. Pewnym wariantem tabu, odnoszącego się do żywności, było wierzenie, że kobieta ciężarna może myśleć tak dużo o pewnym jedzeniu, że dziecko, kiedy się urodzi, będzie odzwierciedleniem tego jedzenia. Takie potrawy mogły stać się tabu dla dziecka.

89:1.6 (975.3) Wkrótce sposoby jedzenia stały się tabu i tak się zrodziła starożytna i współczesna etykieta, obowiązująca przy stole. System kastowy i warstwy społeczne są szczątkowymi pozostałościami starszych zakazów. Tabu funkcjonowały bardzo dobrze w procesie organizacji społeczeństwa, ale były strasznie uciążliwe; system zakazująco-ograniczający nie tylko utrwalał użyteczne i konstruktywne przepisy, ale również tabu przestarzałe, przebrzmiałe i bezużyteczne.

89:1.7 (975.4) Jednak bez tych rozległych i wielorakich tabu nigdy nie mogłoby się pojawić żadne cywilizowane społeczeństwo, aby krytykować człowieka pierwotnego a tabu nigdy nie mogłyby przetrwać, gdyby nie było wspierających je restrykcji religii prymitywnej. Wiele nieodzownych elementów ewolucji ludzkiej było bardzo kosztowne, ich cena płacona w postaci wysiłku, poświęcenia i samozaparcia była ogromna, jednak takie zdobycze samokontroli były istotnymi szczeblami drabiny cywilizacyjnej, po których wspinał się człowiek.

2. Koncepcja grzechu

89:2.1 (975.5) Obawa przed przypadkiem i strach przed złym losem dosłownie pchały człowieka do wymyślenia prymitywnej religii, jako domniemanego zabezpieczenia przed takimi nieszczęściami. Religia rozwinęła się od magii i widm, przez duchy i fetysze, do tabu. Każde prymitywne plemię miało swoje drzewo z owocem zakazanym, literalnie jabłkiem, jednak w znaczeniu przenośnym składało się ono z tysiąca gałęzi obciążonych wszelkimi rodzajami tabu. I drzewo zakazane zawsze mówiło: „nie będziesz…”.

89:2.2 (975.6) Kiedy umysł dzikiego rozwinął się do tego punktu, że zaczął on dostrzegać duchy, zarówno dobre jak i złe, i kiedy tabu zyskało solenne zatwierdzenie rozwijającej się religii, scena była gotowa do powstania nowej koncepcji grzechu. Idea grzechu rozpowszechniona była na świecie, zanim pojawiła się na nim religia objawiona. To tylko dzięki idei grzechu naturalna śmierć stała się logiczna dla prymitywnego umysłu. Grzech był naruszeniem tabu a śmierć karą za grzech.

89:2.3 (975.7) Grzech był rytualny a nie racjonalny; był działaniem a nie myśleniem. I cała koncepcja grzechu podsycana była resztkami tradycji Dilmun i czasami małego raju na Ziemi. Tradycja Adama i Ogrodu Eden także przydała treści wspomnieniom o dawnym „złotym wieku”, istniejącym o świcie gatunku ludzkiego. I wszystko to potwierdzało te idee, które później znalazły swój wyraz w wierzeniu, że człowiek został stworzony specjalnym aktem stwórczym, że zaczął swój byt w doskonałości i że naruszenie tabu – grzech – sprowadziło go do późniejszego, żałosnego położenia.

89:2.4 (976.1) Notoryczne naruszanie tabu stało się występkiem, prymitywne prawo robiło z występku przestępstwo, religia zrobiła z niego grzech. U pierwotnych plemion naruszenie tabu było kombinacją przestępstwa i grzechu. Nieszczęście całej społeczności traktowane było zawsze jako kara za grzechy plemienne. Tym, którzy wierzyli, że pomyślność i prawość idą w parze, dostrzegalne powodzenie człowieka nikczemnego sprawiało tak wiele kłopotu, że trzeba było wymyślić piekła dla ukarania gwałcicieli tabu; liczba miejsc przyszłej kary wahała się od jednego do pięciu.

89:2.5 (976.2) Idea spowiedzi i przebaczenia wcześnie się pojawiła w religii prymitywnej. Na zgromadzeniach publicznych ludzie częstokroć prosili o przebaczenie za grzechy, które zamierzali popełnić w przyszłym tygodniu. Spowiedź była zazwyczaj obrzędem odpuszczania, jak również publicznym ogłoszeniem skalania, obrzędowym wołaniem „nieczysty, nieczysty!”. Potem następowały wszelkie rytualne obrzędy oczyszczania. Wszystkie pradawne ludy praktykowały te nic nieznaczące obrzędy. Wiele pozornie higienicznych obyczajów dawnych plemion było w znacznej mierze obrzędami.

3. Asceza i upokorzenie

89:3.1 (976.3) Asceza przyszła jako następny stopień ewolucji religii; pospolitą praktyką był post. Wkrótce weszło w zwyczaj wyrzekanie się wielu form przyjemności fizycznej, zwłaszcza natury seksualnej. Rytuał postu był głęboko zakorzeniony w wielu pradawnych religiach i przeniesiony został praktycznie do wszystkich współczesnych systemów myśli teologicznej.

89:3.2 (976.4) W tym właśnie czasie, gdy barbarzyńca zaprzestawał marnotrawnego zwyczaju palenia i grzebania własności razem ze zmarłym, gdy właśnie zaczęła się kształtować ekonomiczna struktura narodów, pojawiła się ta nowa, religijna doktryna ascezy i dziesiątki tysięcy poważnych dusz zaczęły praktykować ubóstwo. Majątek uważany był za upośledzenie duchowe. Takie wyobrażenie o duchowym zagrożeniu, jakie niesie własność materialna, żywiono szeroko w czasach Filona i Pawła i od tamtych czasów wywiera ono znaczny wpływ na filozofię europejską.

89:3.3 (976.5) Ubóstwo było częścią rytuału umartwiania ciała, który niestety został włączony do pism i nauk wielu religii, zwłaszcza chrześcijaństwa. Pokuta jest neutralizującą formą niemądrego częstokroć rytuału ascetycznego. Wszystko to jednak uczyło dzikiego samokontroli a ten postęp w ewolucji społecznej był wartościowy. Samozaparcie i samokontrola były dwiema wielkim zdobyczami wczesnej religii ewolucyjnej. Samokontrola dała człowiekowi nową filozofię życia, uczyła go sztuki zwiększania ułamka życia przez zaniżanie mianownika wymagań osobistych, zamiast ciągłych prób powiększania licznika samolubnego zadowolenia.

89:3.4 (976.6) Starsze idee samodyscypliny obejmowały chłostę i wszelkie rodzaje tortur fizycznych. W nauczaniu cnoty cierpienia fizycznego szczególnie się zasłużyli kapłani kultu matki; dawali temu przykład poddając się kastracji. Hebrajczycy, hinduiści i buddyści bardzo byli przywiązani do doktryny umartwiania fizycznego.

89:3.5 (976.7) W pradawnych czasach takimi właśnie sposobami ludzie próbowali zdobyć dodatkowy kredyt samozaparcia w księgach swych bogów. Kiedyś było w zwyczaju czynić śluby samozaparcia i umartwiania pod wpływem jakiegoś stresu emocjonalnego. Z czasem ślubowania takie nabrały form umów z bogami i w takim sensie stanowiły prawdziwy postęp ewolucyjny, ponieważ bogowie, z założenia, mieli zrobić coś konkretnego w zamian za umartwianie się i zadawanie cierpień ciału. Ślubowania dotyczyły zarówno zakazów jak i nakazów. Zobowiązania tak szkodliwej i skrajnej natury są dziś najlepiej zauważalne u pewnych grup ludzkich w Indiach.

89:3.6 (977.1) Zupełnie naturalne było to, że kult ascezy i upokorzeń zwrócił swą uwagę na zaspokajanie seksualne. Kult wstrzemięźliwości pojawił się u żołnierzy jako rytuał przed bitwą; w czasach późniejszych stał się praktyką „świętych”. Kult ten tolerował małżeństwo jedynie jako zło mniejsze od cudzołóstwa. Wiele wielkich religii światowych uległo niekorzystnemu wpływowi tego, starożytnego kultu, ale najbardziej chrześcijaństwo. Z kultem tym związany był Apostoł Paweł i jego osobiste poglądy zostały odzwierciedlone w tych naukach, które przyłączył do teologii chrześcijańskiej: „Dobrze jest, jeżeli mężczyzna nie dotyka kobiety”. „Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja”. „Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja”. Paweł dobrze wiedział, że takie nauczanie nie jest częścią ewangelii Jezusa, co potwierdza następujące oświadczenie: „A to, co mówię, jest zaleceniem a nie rozkazem”. Jednak kult taki sprawił, że Paweł traktował kobiety pogardliwie. I generalnie, szkoda wynikła z tego, że jego osobiste poglądy długo wywierały wpływ na nauki wielkiej światowej religii. Gdyby rady tego nauczyciela i wytwórcy namiotów były przestrzegane dosłownie i powszechnie, wtedy gatunek ludzki wyginąłby szybko i haniebnie. Ponadto, uwikłanie się religii w pradawny kult wstrzemięźliwości prowadzi prosto do wojny przeciwko małżeństwu i rodzinie, prawdziwej podstawie społeczeństwa i podstawowej instytucji ludzkiego rozwoju. I nie można się dziwić, że wszelkie takie wierzenia popierały celibat u kapłaństwa w wielu religiach u różnych narodów.

89:3.7 (977.2) Pewnego dnia człowiek powinien nauczyć się cieszyć wolnością bez rozpasania, jedzeniem bez żarłoczności i przyjemnością bez rozpusty. Samokontrola jest lepszą metodą regulacji postępowania człowieka niż skrajne samozaparcie. Jezus również nigdy nie nauczał swoich wyznawców tak nierozsądnych poglądów.

4. Początki ofiarowania

89:4.1 (977.3) Ofiarowanie jako część kultu religijnego, tak jak i wiele innych rytuałów czczenia, nie ma pojedynczych czy prostych początków. Tendencję do pochylania się przed potęgą, jak również padania w czci pełnej adoracji w obliczu tajemnicy, zwiastuje płaszczenie się psa przez jego panem. Od impulsu czczenia do aktu ofiarowania jest tylko jeden krok. Człowiek prymitywny skalował wartość swego ofiarowania według bólu, który cierpiał. Kiedy idea ofiarowania pierwszy raz się związała z obrzędem religijnym, nie uznawano żadnego ofiarowania, które nie przynosiłoby bólu. Pierwsze ofiarowania stanowiły takie czynności jak wyrywanie włosów, nacinanie ciała, okaleczanie, wybijanie zębów i obcinanie palców. W miarę rozwoju cywilizacji, takie proste idee ofiarowania wyniesiono do poziomów wyrzekania się czegoś, ascetyzmu, poszczenia, pozbawiania się czegoś oraz do późniejszej chrześcijańskiej doktryny uświęcenia poprzez smutek, cierpienie i umartwianie ciała.

89:4.2 (977.4) We wczesnym stadium ewolucji religii istniały dwie koncepcje ofiarowania: idea ofiarowania jako darowizny, która oznaczała postawę dziękczynienia i ofiarowania jako długu, co zawierało również ideę odpokutowania. Później wykształciło się pojęcie substytucji.

89:4.3 (977.5) Jeszcze później człowiek wyobraził sobie, że jego ofiara, jakiejkolwiek natury, może działać jako nośnik wiadomości dla bogów; może być zapachem przyjemnym dla bóstwa. Przydało to kadzideł i innych elementów estetycznych do rytuałów ofiarnych, które rozwinęły się w ofiarne święta, stając się z czasem coraz bardziej wyszukane i ozdobne.

89:4.4 (978.1) W miarę rozwoju religii, ofiarne obrzędy pojednania i przebłagania zastępowały starsze metody wystrzegania się, łagodzenia i egzorcyzmów.

89:4.5 (978.2) Najwcześniejsza idea ofiarowania związana była z żądaniem neutralności, narzucanej duchom przodków; dopiero później powstała idea pokuty. Kiedy człowiek odwrócił się od idei ewolucyjnego pochodzenia gatunku, jak tradycje z czasów Księcia Planetarnego i pobytu Adama zanikały z upływem czasu, idee grzechu i grzechu pierworodnego stały się tak powszechne, że ofiarowanie za przypadkowy czy osobisty grzech przekształciło się w doktrynę zadośćuczynienia za grzech ludzkości. Pokuta, polegająca na ofiarowaniu, była rodzajem ochrony, zabezpieczeniem przed gniewem i zazdrością nawet nieznanego boga.

89:4.6 (978.3) Otoczony wielką ilością drażliwych duchów i zachłannych bogów, człowiek prymitywny stanął twarzą w twarz z taką rzeszą bóstw-wierzycieli, że trzeba było całego kapłaństwa, rytuałów i ofiar składanych przez całe życie, aby go wyprowadzić z duchowego długu. Doktryna grzechu pierworodnego czy winy gatunku sprawiała, że każdy człowiek zaczynał życie poważnie zadłużony w stosunku mocy duchowych.

89:4.7 (978.4) Dary i łapówki daje się ludziom, ale kiedy przedkładane są bogom, określane są jako poświęcone, święte lub nazywane ofiarami. Asceza była neutralizującą formą przebłagania, ofiarowanie stało się formą zapobiegawczą. Akt przebłagania obejmował wychwalanie, gloryfikację, pochlebstwo a nawet rozrywkę. Pozostałości tych zapobiegawczych praktyk składają się na współczesną formę czczenia Boga. Współczesne formy czczenia są po prostu rytualizacją owych pradawnych metod ofiarnych, przebłagania zapobiegawczego.

89:4.8 (978.5) Ofiary zwierzęce więcej znaczyły dla plemion człowieka prymitywnego niż dla ludzi współczesnych. Barbarzyńcy uważali zwierzęta za swoich prawdziwych, bliskich krewnych. Z biegiem czasu człowiek stał się przebiegły w swym ofiarowaniu i zaprzestał składania w ofierze swych zwierząt roboczych. Z początku ofiarował to, co najlepsze ze wszystkiego, razem ze swymi udomowionymi zwierzętami.

89:4.9 (978.6) Nie było to tylko czczą przechwałką, kiedy pewien egipski władca oświadczył, że ofiarował: 113.433 niewolników, 493.386 głów bydła, 88 łodzi, 2.756 złotych wizerunków, 331.702 dzbanów miodu i oliwy, 228.380 dzbanów wina, 680.714 gęsi, 6.744.428 bochenków chleba i 5.740.352 sakiewek pieniędzy. I żeby to wszystko wykonać, musiał srodze obłożyć podatkami swych ciężko pracujących poddanych.

89:4.10 (978.7) Zwykła konieczność zmusiła w końcu półdzikich ludzi do zjadania materialnej części ich ofiar, bogowie zadowalali się duszą tego wszystkiego. I zwyczaj ten nabrał odpowiedniej formy w pradawnych, świętych posiłkach, oraz w postaci obrzędu komunii według zwyczajów współczesnych.

5. Ofiary i kanibalizm

89:5.1 (978.8) Współczesne idee dotyczące wczesnego kanibalizmu są całkowicie błędne; stanowił on część obyczajów wczesnego społeczeństwa. Podczas gdy we współczesnej cywilizacji kanibalizm normalnie budzi odrazę, był on częścią struktury społecznej i religijnej prymitywnego społeczeństwa. Interesy grupy nakazywały praktykowanie kanibalizmu. Wyrósł on z nacisku konieczności i przetrwał na skutek zniewolenia przesądami oraz ignorancji. Był obyczajem społecznym, ekonomicznym, religijnym i wojskowym.

89:5.2 (979.1) Człowiek pierwotny był kanibalem, lubił ludzkie mięso i dlatego też ofiarował je jako dar żywnościowy dla duchów i swoich prymitywnych bogów. Skoro widma-duchy były tylko zmodyfikowanymi ludźmi i skoro żywność była najwyższą potrzebą człowieka, pożywienie tak samo musiało być najwyższą potrzebą ducha.

89:5.3 (979.2) Kanibalizm był kiedyś nieomal powszechny u rozwijających się ludów. Wszyscy Sangicy byli kanibalami, ale Andonici z początku nimi nie byli, tak samo Nodyci i Adamici; Andici również nie byli kanibalami, zanim się nie zmieszali w znacznym stopniu z rasami ewolucyjnymi.

89:5.4 (979.3) Narastały apetyty na ludzkie mięso. Zaczynając od głodu, przyjaźni, rewanżu i obrzędu religijnego, spożywanie ludzkiego mięsa stało się kanibalizmem zwyczajowym. Jedzenie ludzi pojawiło się w wyniku braków żywności, choć raczej nie była to zasadnicza przyczyna kanibalizmu. Eskimosi i wcześni Andonici rzadko byli ludożercami, za wyjątkiem czasów głodu. Ludzie czerwoni, zwłaszcza w Ameryce centralnej, byli kanibalami. Zabijanie i jedzenie swych własnych dzieci było kiedyś powszechne wśród prymitywnych matek, aby odnowić siły stracone przy porodzie a w Queensland pierwsze dziecko nadal jest często zabijane i pożerane. Niedawno kanibalizm celowo został przywrócony przez wiele plemion afrykańskich jako środek wojenny, rodzaj zastraszania, którym terroryzuje się sąsiadów.

89:5.5 (979.4) Jakaś część kanibalizmu zrodziła się na skutek degeneracji zaawansowanego kiedyś gatunku, jednak najbardziej był on rozpowszechniony u ras ewolucyjnych. Ludożerstwo pojawiało się w tym okresie, kiedy ludzie odczuwali intensywne i silne, negatywne uczucia w stosunku do swych wrogów. Jedzenie mięsa ludzkiego stało się częścią uroczystej ceremonii zemsty; wierzono, że duch wroga może zostać w ten sposób zabity lub zespolony z jedzącym. Kiedyś powszechnie wierzono, że czarodzieje zdobywają swą moc przez spożywanie ludzkiego mięsa.

89:5.6 (979.5) Pewne grupy ludożerców mogły zjadać tylko członków swego własnego plemienia, pseudoduchowa endogamia miała domniemanie umacniać solidarność plemienną. Ale jedli także swych wrogów, w ramach rewanżu, aby przywłaszczyć sobie ich siłę. Uważano za zaszczyt dla duszy, kiedy ciało zostało zjedzone przez przyjaciela czy członka plemienia, podczas gdy pożarcie wroga nie było niczym innym jak karą. Umysł dzikiego nie rościł sobie pretensji do konsekwencji.

89:5.7 (979.6) W niektórych plemionach rodzice mogli chcieć być zjedzeni przez swoje dzieci; u innych panował obyczaj nie jedzenia bliskich krewnych; ich ciała były sprzedawane albo wymieniane na ciała obcych. Istniał szeroko zakrojony handel kobietami i dziećmi, tuczonymi na ubój. Kiedy choroby czy wojny nie kontrolowały populacji, jej nadwyżka była bez skrupułów zjadana.

89:5.8 (979.7) Kanibalizm zanikał powoli, z powodu następujących czynników:

89:5.9 (979.8) 1. Czasami był on wspólnym obrzędem, przyjęciem zbiorowej odpowiedzialności za wydanie wyroku śmierci na członka plemienia. Wina krwi przestawała być przestępstwem, kiedy brali w niej udział wszyscy, cała społeczność. Ostatnim występującym w Azji kanibalizmem było zjadanie straconych kryminalistów.

89:5.10 (979.9) 2. Stał się on bardzo wcześnie rytuałem religijnym, jednak coraz większy strach przed duchami nie zawsze redukował ludożerstwo.

89:5.11 (979.10) 3. W końcu kanibalizm doszedł do tego punktu, że tylko pewne części czy organy ciała były zjadane, te części, które jak przypuszczano, zawierały duszę lub fragmenty ducha. Picie krwi stało się powszechne a obyczajem się stało mieszać „jadalne” części ciała z lekarstwami.

89:5.12 (980.1) 4. Został ograniczony tylko do mężczyzn; kobietom zabroniono jeść ludzkie ciało.

89:5.13 (980.2) 5. Potem ograniczony został tylko do wodzów, kapłanów i szamanów.

89:5.14 (980.3) 6. Jeszcze później, dla zaawansowanych plemion stał się tabu. Tabu zakazujące jedzenia człowieka pojawiło się w Dalamatii i powoli szerzyło się w świecie. Nodyci zachęcali do kremacji, co było metodą zwalczania kanibalizmu, skoro kiedyś wykopywanie pogrzebanych ciał i ich zjadanie było zwyczajem nagminnym.

89:5.15 (980.4) 7. Ofiary ludzkie były podzwonnym dla kanibalizmu. Ciało ludzkie stało się pożywieniem ludzi lepszych, wodzów i w końcu zarezerwowane zostało dla jeszcze wyższych duchów; dlatego też składanie ofiar z ludzi skutecznie położyło kres kanibalizmowi, za wyjątkiem najmniej zaawansowanych plemion. Kiedy ofiary z ludzi zaczęto składać powszechnie, ludożerstwo stało się tabu; ciało ludzkie stało się pożywieniem tylko dla bogów; człowiek mógł jeść zaledwie jego mały, obrzędowy kawałek – sakrament.

89:5.16 (980.5) W końcu, powszechnie zaczęto używać substytutów zwierzęcych do celów ofiarnych a wśród bardziej zacofanych plemion jedzenie psów znacznie zredukowało jedzenie ludzi. Pies był pierwszym udomowionym zwierzęciem i był traktowany z wielkim szacunkiem, zarówno jako taki, jak również jako pożywienie.

6. Ewolucja ofiar ludzkich

89:6.1 (980.6) Ofiary ludzkie pośrednio były rezultatem kanibalizmu, jak również metodą wyleczenia się z niego. Przydawanie komuś duchowego towarzysza do świata duchów także prowadziło do redukcji ludożerstwa, ponieważ zazwyczaj nigdy nie zjadano tak zabitych ofiar. Żadna rasa nie była zupełnie wolna od składania ofiar ludzkich, w jakiejś formie i w jakimś czasie, chociaż Andonici, Nodyci i Adamici raczej nie byli entuzjastami kanibalizmu.

89:6.2 (980.7) Ofiary ludzkie były praktycznie powszechne, przetrwały w obyczajach religijnych Chińczyków, Hindusów, Egipcjan, Hebrajczyków, Mezopotamczyków, Greków, Rzymian i wielu innych narodów; u zacofanych plemion afrykańskich i australijskich aż do czasów współczesnych. Późniejsi Indianie amerykańscy mieli cywilizację, która wyłoniła się z kanibalizmu i w związku z tym wkroczyła na drogę ofiar ludzkich, szczególnie w Ameryce Centralnej i Południowej. Chaldejczycy należeli do pierwszych, którzy zrezygnowali z ofiar ludzkich podczas zwykłych uroczystości, zastępując je zwierzętami. Około dwóch tysięcy lat temu, japoński cesarz o wrażliwym sercu wprowadził wizerunki gliniane, aby zastępowały ofiary ludzkie, jednak dopiero niecałe tysiąc lat temu ofiarowania takie zanikły w Europie północnej. U pewnych, zacofanych plemion, ofiary ludzkie wciąż są składane przez ochotników, stanowiąc rodzaj religijnego lub rytualnego samobójstwa. Kiedyś, w pewnym plemieniu, szaman zarządził ofiarowanie najbardziej szanowanego starca. Ludzie się zbuntowali, odmówili posłuszeństwa. Po czym starzec pozbawił się życia rękami swego syna; pradawni naprawdę wierzyli w ten zwyczaj.

89:6.3 (980.8) Nie ma w zapisach bardziej tragicznego i godnego współczucia zdarzenia, ilustracji rozdzierającej serce rywalizacji pomiędzy starożytnymi, uświęconymi czasem zwyczajami religijnymi a odmiennymi wymaganiami idącej naprzód cywilizacji, niż hebrajska opowieść o Jefte i jego jedynej córce. Zgodnie z panującym zwyczajem, ten człowiek o dobrych intencjach zrobił niemądre ślubowanie, układając się z „bogiem bitew”, zgodził się zapłacić określoną cenę za zwycięstwo nad wrogami. A ceną tą była ofiara z tego, co pierwsze wyjdzie mu na spotkanie w jego domu, kiedy wróci. Jefte myślał, że jeden z jego zaufanych niewolników znajdzie się pod ręką, aby go powitać, ale tak się zdarzyło, że gdy wrócił do domu, wyszła go powitać jego córka i jedyne dziecko. I tak, nawet w tak późnym czasie i wśród domniemanie cywilizowanych ludzi, ta piękna panna, po dwu miesiącach opłakiwania swego losu, została złożona jako ludzka ofiara przez swego ojca, za aprobatą członków jego plemienia. I wszystko to zrobiono w obliczu surowych przepisów Mojżesza, zakazujących ofiar ludzkich. Mężczyźni i kobiety nie mogą się jednak oprzeć przed robieniem niemądrych i niepotrzebnych ślubów a w dawnych czasach ludzie uważali takie przyrzeczenia za wyjątkowo święte.

89:6.4 (981.1) Kiedyś, gdy zaczynano budować nowy, znaczniejszy budynek, było zwyczajem zabić istotę ludzką jako „ofiarę fundamentu”. Dawało to widmo-ducha, aby doglądał i strzegł struktury. Kiedy Chińczycy byli gotowi do odlania dzwonu, obyczaj nakazywał poświęcić przynajmniej jedną pannę, aby poprawić brzmienie dzwonu; wybrana dziewczyna była wrzucana żywcem w ciekły metal.

89:6.5 (981.2) W wielu grupach ludzkich długo panował zwyczaj wbudowywania niewolników żywcem w ważniejsze ściany. W czasach późniejszych, północnoeuropejskie plemiona zaczęły zamurowywać cień jakiegoś przechodnia, zamiast zwyczaju grzebania żywych ludzi w ścianach nowych budynków. Chińczycy grzebali w ścianach tych robotników, którzy umarli podczas budowy.

89:6.6 (981.3) Pomniejszy król Palestyny, budując ściany Jerycha, „założył jego fundamenty na swoim pierworodnym, Abiramie, a na swym najmłodszym, Segibie, postawił jego bramy”. W tak późnym czasie, nie tylko ojciec zamurował swych synów żywcem w otworach fundamentowych bram miasta, ale jego dzieło jest również zapisane jako dokonane „według słowa Pana”. Mojżesz zabronił tych ofiar w fundamentach, ale Izraelici wrócili do nich wkrótce po jego śmierci. Dwudziestowieczna uroczystość składania ozdób i pamiątek w kamieniu węgielnym nowych budynków jest upamiętnieniem tych prymitywnych ofiar w fundamentach.

89:6.7 (981.4) Dawno już było zwyczajem wielu narodów poświęcać pierwsze owoce duchom. I te praktyki, dziś bardziej czy mniej symboliczne, są pozostałościami dawnych obrzędów związanych z ofiarami ludzkimi. Idea poświęcenia pierworodnego na ofiarę rozpowszechniona była wśród starożytnych, zwłaszcza wśród Fenicjan, którzy też ostatni ją zarzucili. Zazwyczaj przy ofiarowaniu wypowiadano słowa, „życie za życie”. Teraz, gdy ktoś umrze, mówicie „proch do prochu”.

89:6.8 (981.5) Opowieść o Abrahamie, zmuszonym do poświęcenia swego syna Izaaka, podczas gdy szokuje cywilizowane uczucia, nie była ideą nową czy obcą dla ludzi z tamtych czasów. Długo było powszechnym zwyczajem ojców, aby poświęcać swych pierworodnych synów w okresie wielkiego stresu emocjonalnego. Wiele narodów posiada tradycję analogiczną do tej historii, gdyż kiedyś na całym świecie istniało głębokie przekonanie, że trzeba koniecznie złożyć ofiarę ludzką, gdy się zdarzyło coś nadzwyczajnego czy niezwykłego.

7. Modyfikacje ofiar ludzkich

89:7.1 (981.6) Mojżesz próbował położyć kres ofiarom ludzkim, wprowadzając okup jako ich substytut. Zaprowadził odpowiednią taryfę, która dawała jego narodowi możliwość uniknięcia najgorszych skutków pospiesznych i niemądrych ślubów. Ziemia, nieruchomości i dzieci mogły być odkupione, zgodnie z ustalonymi opłatami, płaconymi kapłanom. Te grupy ludzkie, które zaprzestały składania ofiar ze swoich pierworodnych synów, miały znaczną przewagę nad swymi mniej zaawansowanymi sąsiadami, którzy kontynuowali te okrutne praktyki. Wiele tak zacofanych plemion nie tylko uległo znacznemu osłabieniu na skutek utraty synów, ale nawet sukcesja przywództwa częstokroć bywała przerwana.

89:7.2 (982.1) W okresie zanikania ofiar z dzieci, pojawił się obyczaj mazania krwią ościeżnicy drzwiowej, dla ochrony pierworodnych. Częstokroć robiono to w związku z jedną ze świętych, dorocznych uczt a obrzędy takie utrzymywały się kiedyś na obszarze całego nieomal świata, od Meksyku do Egiptu.

89:7.3 (982.2) Nawet po tym, jak większość grup ludzkich zaprzestała rytualnego zabijania dzieci, obyczajem było porzucanie niemowlęcia samego, na pustkowiu albo w małej łodzi na wodzie. Jeśli dziecko wyżyło, uważano, że interweniowali bogowie by je zachować, jak to było w podaniach o Sargonie, Mojżeszu, Cyrusie i Romulusie. Potem przyszedł zwyczaj dedykacji pierworodnych jako poświęconych czy ofiarnych, pozwalano im dorastać, żeby potem skazać ich na wygnanie zamiast na śmierć; taki był początek kolonizacji. Rzymianie trzymali się tego zwyczaju w swym systemie kolonizacji.

89:7.4 (982.3) Wiele specyficznych powiązań swobody seksualnej z prymitywnym czczeniem bierze swój początek z ofiar ludzkich. W dawnych czasach, jeśli kobieta spotkała łowców głów, mogła wykupić swe życie oddając się im. Później, dziewica poświęcona bogom na ofiarę, mogła zechcieć okupić swe życie, poświęcając dożywotnio swe ciało świętej służbie seksualnej w świątyni; mogła w ten sposób zarobić pieniądze na wykup. Starożytni uważali stosunki seksualne z kobietą, tak zaangażowaną w okupywanie swego życia, za bardzo podniosłe. Stosunki seksualne z poświęconymi pannami były obrzędem religijnym a dodatkowo cały ten rytuał był akceptowalnym pretekstem zwykłego zadowolenia seksualnego. Był to subtelny sposób oszukiwania siebie, w którym lubowały się tak panny jak również ich partnerzy. W trakcie ewolucyjnego rozwoju cywilizacji obyczaje zawsze pozostawały w tyle, sankcjonując tym samym wcześniejsze i bardziej do dzikich zbliżone praktyki seksualne rozwijających się narodów.

89:7.5 (982.4) Nierząd świątynny rozpowszechnił się w końcu w Europie i Azji. Pieniądze zarobione przez prostytutki świątynne wszystkie narody uważały za poświęcone – wspaniały dar dla ofiarowania bogom. Kobiety najlepszego pokroju zapełniały świątynne targowiska seksualne i poświęcały swoje zarobki na wszelkie rodzaje świętych służb oraz dla dobra publicznego. Wiele kobiet z wyższych klas gromadziło swe posagi dzięki tymczasowym służbom seksualnym w świątyniach a większość mężczyzn chciała mieć takie kobiety za żony.

8. Okupienie i przymierza

89:8.1 (982.5) Ofiarne okupienia i prostytucja świątynna były w rzeczywistości modyfikacjami ofiar ludzkich. Potem przyszło pozorowane ofiarowanie córek. Obrzęd ten polegał na puszczaniu krwi, razem ze ślubowaniem dziewictwa na całe życie a stanowiło to moralną reakcję na starszy nierząd świątynny. W nie tak odległych czasach dziewice poświęcały się podsycaniu świętego ognia w świątyni.

89:8.2 (982.6) W końcu ludzie wykoncypowali ideę, że poświęcenie jakiejś części ciała może zastąpić dawniejsze ofiarowanie całego człowieka. Okaleczanie fizyczne uważano również za dopuszczalny substytut. Poświęcano włosy, paznokcie, krew a nawet palce rąk i nóg. Późniejszy i prawie powszechny, pradawny obrzęd obrzezania, wyrósł z kultu częściowego ofiarowania; był to obrzęd czysto ofiarny, nie towarzyszyła mu żadna myśl o higienie. Mężczyzn obrzezywano, kobietom przekłuwano uszy.

89:8.3 (983.1) Potem przyszedł zwyczaj związywania palców, zamiast ich obcinania. Golenie głowy i obcinanie włosów także było formą religijnej pobożności. Kreowanie eunuchów było z początku modyfikacją ofiar ludzkich. W Afryce wciąż praktykuje się przekłuwanie nosa i warg a tatuaż jest artystyczną odmianą wcześniejszych, surowych nacięć ciała.

89:8.4 (983.2) Obyczaj ofiarowania został w końcu połączony, w wyniku zaawansowanego nauczania, z ideą przymierza. Wreszcie wyobrażono sobie, że bogowie wchodzą w prawdziwe układy z człowiekiem i był to jeden z ważniejszych etapów stabilizacji religii. Prawo, przymierze, zajęło miejsce losu, strachu i przesądów.

89:8.5 (983.3) Człowiek nie mógł nawet marzyć o zawarciu porozumienia z Bóstwem, zanim jego idea Boga nie została wyniesiona do tego poziomu, na którym władcy wszechświata zostali wyobrażeni jako godni zaufania. Wczesna, ludzka idea Boga, była tak bardzo antropomorficzna, że człowiek nie potrafił wyobrazić sobie godnego zaufania Bóstwa, zanim sam nie stał się względnie godny zaufania, moralny i etyczny.

89:8.6 (983.4) Jednak w końcu pojawiła się idea zawierania przymierza z bogami. Człowiek ewolucyjny nabrał wreszcie takiej godności moralnej, że ośmielił się układać ze swymi bogami. I tak proces składania ofiar przekształcił się stopniowo w grę człowieczych, filozoficznych układów z Bogiem. Wszystko to stanowiło nowy środek zabezpieczenia się przed nieszczęściem, albo raczej doskonalszą metodę bardziej konkretnego kupna powodzenia. Nie miejcie błędnego mniemania, że te wczesne ofiarowania były dobrowolnymi prezentami dla bogów, spontanicznymi darami wdzięczności czy dziękczynienia; to nie były wyrazy prawdziwej czci.

89:8.7 (983.5) Prymitywne formy modlitwy nie były niczym mniej ani więcej niż targowaniem się z duchami, spieraniem się z bogami. Był to ten rodzaj wymiany, w której błaganie i perswazję zastępowało coś bardziej namacalnego i kosztownego. Rozwój handlu między plemionami zaszczepiał ducha wymiany i wykształcił przebiegłość w trakcie obrotu wymiennego; i teraz te właśnie cechy zaczęły się pojawiać w ludzkich metodach czczenia. I tak jak niektórzy ludzie byli lepszymi kupcami niż inni, tak też uważano, że niektórzy lepiej się modlą od innych. Modlitwa człowieka sprawiedliwego była bardzo szanowana. Człowiek sprawiedliwy był tym, który spłacił wszelkie zadłużenia duchom, w pełni wywiązał się z każdego, rytualnego zobowiązania wobec bogów.

89:8.8 (983.6) Wczesna modlitwa raczej nie była czczeniem, była targowaniem się, prośbą o zdrowie, bogactwo i życie. Z upływem epok modlitwy nie zmieniły się zbytnio w wielu swych aspektach. Nadal czytane są z książek, recytowane formalnie czy też pisane, aby je potem umieścić na kołach albo zawiesić na drzewach, gdzie podmuchy wiatru oszczędzą człowiekowi fatygi używania własnego oddechu.

9. Ofiarowania i sakramenty

89:9.1 (983.7) W procesie ewolucji obrzędów Urantian, ofiary z ludzi przekształciły się, od poziomu krwawego aktu jedzenia ludzi, do wyższych i bardziej symbolicznych poziomów. Od wczesnych obrzędów ofiarowania chleba do późniejszych uroczystości sakramentu. W nie tak dawnych czasach, kapłan sam zjadał kawałek kanibalistycznej ofiary czy pił kroplę krwi ludzkiej a potem wszyscy mogli jeść zwierzęce substytuty tej ofiary. Te wczesne idee okupu, odkupienia i przymierzy, rozwinęły się we współczesne ceremonie sakramentalne. I cała ta ewolucja obrzędów wywierała potężny wpływ uspołeczniający.

89:9.2 (984.1) W powiązaniu z kultem Matki Boga, w Meksyku i gdzie indziej, został w końcu zaprowadzony sakrament z ciasta i wina, zamiast ciała i krwi dawniejszych ofiar ludzkich. Hebrajczycy od dawna praktykowali ten rytuał jako część obchodów Paschy i z tego obrzędu wzięła swój początek późniejsza, chrześcijańska wersja sakramentu.

89:9.3 (984.2) Starożytne stowarzyszenia społeczne opierały się na rytuale picia krwi; wczesne bractwo żydowskie zajmowało się ofiarowaniem krwi. Paweł zaczął tworzyć nowy kult chrześcijański na „krwi przymierza wiecznego”. I chociaż być może niepotrzebnie obciążył chrześcijaństwo nauczaniem o krwi i ofierze, raz na zawsze zakończył doktryny odkupienia przez ofiary ludzkie i zwierzęce. Jego teologiczny kompromis ukazuje, że nawet objawienie musi się podporządkować stopniowanej kontroli ewolucji. Według Pawła, Chrystus był ostatnią i w pełni wystarczającą ofiarą ludzką; Boski Sędzia jest teraz zupełnie i na zawsze usatysfakcjonowany.

89:9.4 (984.3) I tak, po długich epokach, kult ofiarowania przekształcił się w kult sakramentu. W ten sposób sakramenty współczesnych religii są prawowitymi sukcesorami szokujących, dawnych obrzędów ofiar ludzkich i jeszcze wcześniejszych rytuałów kanibalistycznych. Wielu ludzi nadal polega na krwi, aby osiągnąć zbawienie, ale stało się to przynajmniej metaforyczne, symboliczne i mistyczne.

10. Przebaczenie grzechu

89:10.1 (984.4) Dawny człowiek zdobywał świadomość przychylności Bożej poprzez ofiarowanie. Człowiek współczesny musi wykształcić nowe metody uświadamiania sobie zbawienia. Świadomość grzechu wciąż trwa w umyśle ludzkim, ale myślowe formy wybawienia z niego stały się przestarzałe i staroświeckie. Nadal istnieje rzeczywistość potrzeb duchowych, ale postęp intelektualny zniszczył stare drogi znajdowania spokoju i pocieszania umysłu i duszy.

89:10.2 (984.5) Grzech musi być zdefiniowany na nowo, jako rozmyślna nielojalność wobec Bóstwa. Istnieją różne stopnie nielojalności: częściowa lojalność, wynikająca z braku decyzji, podzielona lojalność, wynikająca z rozbieżności, obumierająca lojalność obojętności i martwa lojalność, wykazywana w poświęcaniu się bezbożnym ideałom.

89:10.3 (984.6) Zrozumienie winy czy też poczucie winy jest świadomością pogwałcenia obyczajów; niekoniecznie musi to być grzech. Nie ma prawdziwego grzechu, gdy nie ma świadomej nielojalności wobec Bóstwa.

89:10.4 (984.7) Możliwość uświadomienia sobie poczucia winy jest oznaką transcendentalnego wyróżnienia ludzkości. Poczucie winy nie piętnuje człowieka jako podłego, ale raczej wyróżnia go jako istotę o potencjalnej wielkości i coraz wyższej chwale. Takie poczucie niegodziwości jest stymulatorem inicjującym, który szybko i pewnie powinien prowadzić do tych zdobyczy wiary, które przenoszą śmiertelny umysł na wspaniałe poziomy szlachetności ludzkiej, wnikliwości kosmicznej i życia duchowego; tym samym wszelkie treści egzystencji ludzkiej zmieniają się od tego, co doczesne, do tego, co wieczne, a wszelkie wartości wyniesione są od poziomów ludzkich do poziomów boskich.

89:10.5 (984.8) Wyznanie grzechu jest odważnym wyparciem się nielojalności, ale w żaden sposób nie łagodzi czasowo-przestrzennych konsekwencji takiej nielojalności. Jednak wyznanie grzechu – szczere rozpoznanie natury grzechu – konieczne jest do rozwoju religijnego i postępu duchowego.

89:10.6 (985.1) Przebaczenie grzechu przez Bóstwo jest odnową związków lojalności, po tym okresie, kiedy takie związki zanikły w ludzkiej świadomości w rezultacie świadomego buntu. Nie trzeba się starać o przebaczenie, tylko je przyjmować jako świadomość ustanowienia ponownego związku lojalności między stworzonym a Stwórcą. I wszyscy lojalni synowie Boga są szczęśliwi, miłują służbę i wciąż się rozwijają, kiedy się wznoszą do Raju.

89:10.7 (985.2) [Przedstawione przez Gwiazdę Błyszczącą Wieczorną z Nebadonu].

Przekaz 90, Szamanizm – uzdrawiacze i kapłani

Księga Urantii

Przekaz 90

Szamanizm – uzdrawiacze i kapłani

90:0.1 (986.1) EWOLUCJA obrzędów religijnych szła naprzód, od zjednywania, wystrzegania się, egzorcyzmów, wymuszania, godzenia się i przebłagania, do ofiarowania, pokuty i odkupienia. Procedura rytuału religijnego przekształcała się od form prymitywnego kultu, poprzez fetysze, do magii i cudów; a kiedy rytuał stawał się bardziej kompleksowy, w odpowiedzi na coraz bardziej kompleksową ludzką koncepcję domen nadmaterialnych, był nieodmiennie zdominowany przez uzdrawiaczy, szamanów i kapłanów.

90:0.2 (986.2) W zaawansowanych ideach człowieka prymitywnego świat duchowy był w końcu uważany za nie reagujący na zwykłego śmiertelnika. Tylko ludzie wyjątkowi mogli mieć posłuch u bogów, tylko nadzwyczajny mężczyzna lub kobieta mogli być wysłuchani przez duchy. Tym samym religia wkroczyła w nową fazę, w to stadium, w którym stopniowo dostarczana była z drugiej ręki; zawsze uzdrawiacz, szaman czy kapłan ingerowali między człowiekiem religijnym a obiektem jego czci. I dzisiaj większość systemów zorganizowanej religii Urantii przechodzi to stadium rozwoju ewolucyjnego.

90:0.3 (986.3) Religia ewolucyjna zrodziła się ze zwykłego, ale silnego strachu, tego strachu, który narastał w umyśle ludzkim, kiedy człowiek stawał w obliczu nieznanego, niewytłumaczalnego i niepojętego. W końcu religia dochodzi do całkiem prostego uświadomienia sobie wszechpotężnej miłości, tej miłości, która rozprzestrzenia się nieodparcie w duszy ludzkiej, rozbudzonej dla zrozumienia nieograniczonego uczucia Ojca Wszechświatowego do jego wszechświatowych synów. Jednak pomiędzy początkiem a dopełnieniem ewolucji religijnej, istnieją długie epoki szamanów, którzy pozwalają sobie stawać między człowiekiem a Bogiem, jako pośrednicy, interpretatorzy i rzecznicy.

1. Pierwsi szamani – uzdrawiacze

90:1.1 (986.4) Szaman był uzdrawiaczem wyższej klasy, obrzędowym człowiekiem-fetyszem i osobą skupiającą w swoim ręku wszelkie praktyki religii ewolucyjnej. U wielu grup ludzkich szaman przewyższał rangą wodza wojennego, co oznaczało początek dominacji Kościoła nad państwem. Czasami szaman działał jako kapłan a nawet jako kapłan-król. Niektóre z późniejszych plemion miały zarówno szamanów-uzdrawiaczy (jasnowidzów) jak i pojawiających się później szamanów-kapłanów. I w wielu wypadkach funkcja szamana stawała się dziedziczną.

90:1.2 (986.5) Ponieważ w dawnych czasach wszystko, co nienormalne, przypisywane było opanowaniu przez ducha, każda anormalność stanowiła warunek stania się uzdrawiaczem. Wielu spośród tych ludzi było epileptykami, wiele kobiet histeryczkami a te dwa rodzaje ludzi składały się na znaczną liczbę dawnych natchnionych, jak również opanowanych przez ducha i diabła. Niemało najdawniejszych kapłanów należało do tej kategorii ludzi, która później nazwana została paranoikami.

90:1.3 (987.1) Znaczna większość szamanów wierzyła w opanowanie przez ducha, jednak w drobnych sprawach mogli uciekać się do oszustwa. Kobiety, które potrafiły wprowadzić się w trans albo stan kataleptyczny, stawały się potężnymi szamankami; później, takie kobiety zostawały prorokiniami i mediami spirytystycznymi. Ich transy kataleptyczne dotyczyły zazwyczaj domniemanego porozumiewania się z duchami zmarłych. Wiele kobiet-szamanek było także zawodowymi tancerkami.

90:1.4 (987.2) Jednak nie wszyscy szamani ulegali złudzeniom; wielu z nich było przebiegłymi i zdolnymi oszustami. W miarę rozwoju ich profesji potrzebni byli nowicjusze, żeby służyli jako terminatorzy i przez dziesięć lat trudów i samozaparcia zdobywali kwalifikacje uzdrawiacza. Szamani wypracowali profesjonalny styl ubierania się i tajemniczość postępowania. Często używali narkotyków, aby wywoływać pewne stany fizyczne, które mogły wywierać wrażenie na członkach plemienia i ich mistyfikować. Sztuczki zręcznościowe uważane były przez pospolitych ludzi za nadnaturalne a brzuchomówstwo stosowane było po raz pierwszy przez przebiegłych kapłanów. Wielu dawnych szamanów nieświadomie stosowało hipnozę; inni wprowadzali się w autohipnozę poprzez długie wpatrywanie się w swój pępek.

90:1.5 (987.3) Podczas gdy wielu szamanów uciekało się do trików i oszustw, ich reputacja jako klasy była jednak wyraźnym osiągnięciem. Gdy szamanowi coś nie wyszło, jeśli nie mógł przedstawić wiarygodnej wymówki, był albo usuwany, albo zabijany. Tak więc uczciwi szamani wcześnie wyginęli, przetrwali jedynie przebiegli aktorzy.

90:1.6 (987.4) To właśnie szamanizm odebrał wyłączne kierownictwo plemienia z rąk starszych i silnych a oddał je w ręce przebiegłych, zdolnych i dalekowzrocznych.

2. Praktyki szamańskie

90:2.1 (987.5) Zaklinanie ducha było bardzo precyzyjną i wysoce skomplikowaną procedurą, porównywalną do współczesnych obrzędów kościelnych prowadzonych w starodawnym języku. Gatunek ludzki bardzo wcześnie poszukiwał nadludzkiej pomocy, szukał objawienia; a ludzie wierzyli, że szaman naprawdę dostawał takie objawienia. Chociaż szamani używali wielkiej siły sugestii w swej działalności, była to prawie zawsze sugestia neutralizująca; dopiero bardzo niedawno zastosowano metodę sugestii konstruktywnej. We wczesnym stadium rozwoju swojej profesji, szamani zaczęli się specjalizować w takich zajęciach jak wywoływanie deszczu, leczenie chorób i wykrywanie przestępstw. Jednak leczenie chorób nie było główną funkcją szamańskiego uzdrawiacza a raczej poznawanie i kontrolowanie niebezpieczeństw życiowych.

90:2.2 (987.6) Pradawna czarna magia, zarówno religijna jak i świecka, zwana była białą magią, gdy praktykowana przez kapłanów, jasnowidzów, szamanów czy uzdrawiaczy. Ci, co uprawiali czarną magię, nazywani byli czarnoksiężnikami, magikami, czarodziejami, czarownicami, czarownikami, nekromantami, zaklinaczami i wróżbiarzami. Z biegiem czasu każdy domniemany kontakt z tym, co nadprzyrodzone zaliczany był albo do czarownictwa, albo do szamanizmu.

90:2.3 (987.7) Czarownictwo obejmowało magię dokonywaną przez wcześniejsze, nieformalne i nie uznawane duchy; szamanizm miał do czynienia z cudami dokonywanymi przez formalne duchy i uznanych bogów plemiennych. W czasach późniejszych czarownica została wspólniczką diabła i w ten sposób przygotowano podłoże dla wielu, stosunkowo niedawnych, przypadków nietolerancji religijnej. Czarownictwo było religią wielu prymitywnych plemion.

90:2.4 (987.8) Szamani byli wielkimi zwolennikami przypadku jako czynnika objawiającego wolę duchów; przed podjęciem decyzji często rzucali losy. Współczesne pozostałości tych skłonności do rzucania losów uwidaczniają się nie tylko w wielu grach losowych, ale także w dobrze znanych rymach „wyliczanek”. Kiedyś osoba wyliczona musiała umrzeć; dziś jest tylko tym w jakiejś dziecięcej grze. To, co dla człowieka prymitywnego było poważną sprawą, przetrwało jako element zabawy współczesnego dziecka.

90:2.5 (988.1) Uzdrawiacze pokładali wielkie zaufanie w znakach i omenach, takich jak: „wyruszysz, kiedy usłyszysz szelest wierzchołków morw”. Bardzo wcześnie w historii ludzkości szamani zwrócili uwagę na gwiazdy. Prymitywna astrologia była ogólnoświatową wiarą i praktyką; rozpowszechniona była także interpretacja snów. Niedługo po tym pojawiły się chimeryczne szamanki, które twierdziły, że potrafią komunikować się z duchami zmarłych.

90:2.6 (988.2) Płanetnicy czy też szamani od pogody, choć pochodzą z pradawnych czasów, przetrwali całe epoki. Długotrwała susza oznaczała śmierć dla dawnych rolników; kontrola pogody stanowiła przedmiot dużej części pradawnej magii. Człowiek cywilizowany wciąż traktuje pogodę jako pospolity temat konwersacji. Wszystkie starsze ludy wierzyły, że moc szamana może sprowadzić deszcz, ale gdy mu się nie udało zazwyczaj go zabijano, chyba, że mógł dać zadowalające wyjaśnienie swego niepowodzenia.

90:2.7 (988.3) Wielokrotnie cesarze rzymscy wyganiali astrologów, ale ci zawsze wracali, ponieważ powszechnie wierzono w ich moc. Nie dali się przepędzić i jeszcze w szesnastym wieku po Chrystusie władcy zachodniego Kościoła i państwa byli patronami astrologii. Tysiące domniemanie inteligentnych ludzi nadal wierzy, że ktoś może się zrodzić pod szczęśliwą lub nieszczęśliwą gwiazdą, że zestawienie ciał niebieskich determinuje wynik wielu ziemskich przedsięwzięć. Wróżki nadal żyją z łatwowiernych.

90:2.8 (988.4) Grecy wierzyli w skuteczność rady proroczej, Chińczycy stosowali magię jako ochronę przed demonami, szamanizm kwitł w Indiach i wciąż jest otwarcie praktykowany w Azji centralnej. Dopiero niedawno zrezygnowano z tych praktyk na znacznym obszarze świata.

90:2.9 (988.5) Co jakiś czas pojawiają się prawdziwi prorocy i nauczyciele, aby potępiać i demaskować szamanizm. Nawet ginący człowiek czerwony kilkaset lat temu miał takiego proroka, Shawnee Tenskwatawę, który przewidział zaćmienie słońca w roku 1806 i potępiał występki białego człowieka. W długich epokach historii ewolucyjnej, pośród różnych plemion i narodów pojawiało się wielu prawdziwych nauczycieli. I wciąż się będą pojawiać, aby rzucać wyzwanie szamanom czy kapłanom jakiejkolwiek epoki, którzy sprzeciwiają się powszechnej edukacji i próbują zahamować postęp nauki.

90:2.10 (988.6) Wieloma sposobami i okrężnymi drogami dawni szamani utwierdzali swą reputację jako głosy Boga i opiekunowie opatrzności. Kropili nowo narodzonych wodą i nadawali im imiona; obrzezywali mężczyzn. Przewodzili wszystkim obrzędom pogrzebowym i ogłaszali bezpieczne przybycie zmarłych do krainy duchów.

90:2.11 (988.7) Szamańscy kapłani i uzdrawiacze często bardzo się bogacili dzięki gromadzeniu różnorodnych opłat, które pozornie ofiarowano duchom. Zdarzało się często, że szaman potrafił przywłaszczyć sobie praktycznie całe materialne mienie plemienia. Po śmierci bogacza zwyczajowo dzielono jego mienie, po równo dla szamana i na jakieś publiczne przedsięwzięcie, albo na dobroczynność. Zwyczaj ten panuje nadal w niektórych częściach Tybetu, gdzie połowa męskiej populacji należy do klasy nieproduktywnej.

90:2.12 (989.1) Szamani ubierali się bogato i mieli zazwyczaj wiele żon; byli pierwotną arystokracją, nie obowiązywały ich żadne ograniczenia plemienne. Często mieli umysłowość i moralność niskiego lotu. Likwidowali swych rywali, nazywając ich czarownicami i czarodziejami, oraz bardzo często dochodzili do tak wpływowych i wysokich pozycji, że potrafili kierować wodzami czy królami.

90:2.13 (989.2) Człowiek prymitywny traktował szamana jako zło konieczne; bał się go, ale go nie lubił. Dawny człowiek szanował wiedzę, poważał mądrość i płacił za nią. Szaman najczęściej był fałszywy, ale głęboki szacunek dla szamanizmu dobrze obrazuje wartość, jaką przykładano do mądrości w trakcie ewolucji gatunku.

3. Teoria choroby i śmierci w szamanizmie

90:3.1 (989.3) Skoro dawny człowiek uważał siebie i swoje materialne środowisko za zupełnie uzależnione od kaprysów widm i fantazji duchów, nie powinno nikogo dziwić, że jego religia interesowała się wyłącznie sprawami materialnymi. Człowiek współczesny podchodzi do swoich problemów materialnych bezpośrednio; zauważył, że materia poddaje się inteligentnemu oddziaływaniu umysłu. Człowiek prymitywny również próbował przekształcać a nawet kontrolować życie i energie domen fizycznych, a skoro jego ograniczone pojmowanie kosmosu prowadziło go do wiary, że widma, duchy i bogowie są osobiście, bezpośrednio zainteresowani w drobiazgowej kontroli życia i materii, logicznie pokierował swe wysiłki na zjednanie przychylności i poparcia tych nadludzkich czynników.

90:3.2 (989.4) W takim świetle można zrozumieć większość tego, co niewytłumaczalne i irracjonalne w dawnych kultach. Kultowe obrzędy były próbą kontrolowania przez człowieka prymitywnego tego świata materialnego, w którym się znalazł. Wiele jego wysiłków zmierzało do przedłużenia życia i zachowania zdrowia. Skoro wszystkie choroby i śmierć z początku były traktowane jako zjawiska duchowe, nieuniknione się stało, że szamani, podczas gdy działali jako uzdrawiacze i kapłani, musieli również działać jako lekarze i chirurdzy.

90:3.3 (989.5) Prymitywny umysł mógł być ograniczony na skutek niedostatecznej ilości faktów, ale mimo wszystko logiczny. Kiedy myślący ludzie widzieli chorobę i śmierć, usiłowali znaleźć przyczynę tych nieszczęść zgodnie ze swoim rozumowaniem a szamani i uczeni wysunęli następujące teorie nieszczęścia:

90:3.4 (989.6) 1. Duchy – bezpośredni wpływ duchowy. Przy wyjaśnianiu choroby i śmierci dawne hipotezy doszły do tego, że to duchy powodują chorobę, skłaniając duszę do wyjścia z ciała; śmierć następuje, jeśli nie uda się jej wrócić. Pradawni tak bardzo się bali wrogiej akcji duchów, wywołujących chorobę, że chorzy często byli porzucani, nawet bez pożywienia i wody. Niezależnie od błędnych założeń tych wierzeń, skutecznie izolowano chore jednostki i zapobiegano rozpowszechnianiu się chorób zakaźnych.

90:3.5 (989.7) 2. Przemoc – wypadki oczywiste. Przyczyny niektórych wypadków i śmierci były tak łatwe do określenia, że dawno już zostały wyłączone z kategorii podległej działalności duchów. Śmierć i rany w wyniku wojny, walki ze zwierzętami oraz z powodu innych, łatwych do określenia czynników, uważano za zdarzenia naturalne. Długo jednak wierzono, że duchy są mimo wszystko odpowiedzialne za opóźnione wyleczenie lub infekcję ran, nawet powstałych w wyniku „naturalnych” przyczyn. Jeśli nie odkryto żadnego naturalnego czynnika, duchy-widma nadal były odpowiedzialne za chorobę i śmierć.

90:3.6 (990.1) Dzisiaj, w Afryce i w innych miejscach można znaleźć prymitywne ludy, które kogoś zabijają za każdym razem, gdy zdarzy się zwykła, nie gwałtowna śmierć. Ich uzdrawiacze wskazują im winnych. Jeśli matka umrze przy porodzie, dziecko natychmiast jest duszone – życie za życie.

90:3.7 (990.2) 3. Magia – wpływ wrogów. Uważano, że większość chorób wywołują czary, działanie uroku i wycelowanego łuku magicznego. Kiedyś doprawdy niebezpieczne było wskazywanie kogoś palcem i nadal jest to uważane za oznakę złego wychowania. W wypadku nieznanej choroby i śmierci, pradawni prowadzili formalne śledztwo, robili sekcję zwłok i dochodzili do jakiegoś wniosku w sprawie przyczyny śmierci; w przeciwnym wypadku śmierć była składana na karb czarownictwa, tym samym wymagała egzekucji odpowiedzialnej za nią czarownicy. Te pradawne dochodzenia śledcze oszczędziły życie wielu domniemanym czarownicom. Niektórzy wierzyli, że członek plemienia może umrzeć w wyniku swego własnego czarownictwa i w takim wypadku nikt nie był oskarżony.

90:3.8 (990.3) 4. Grzech – kara za pogwałcenie tabu. W stosunkowo niedawnych czasach wierzono, że choroba jest karą za grzechy, osobiste albo plemienne. Wśród narodów przechodzących ten poziom ewolucji panowała teoria, że nikt nie może zachorować, chyba, że pogwałcił tabu. Traktowanie choroby i cierpienia jako „ugodzenie strzałą Wszechmocnego” jest typowe dla takich wierzeń. Chińczycy i mieszkańcy Mezopotamii długo traktowali chorobę jako skutek działania złych demonów, choć Chaldejczycy uważali, że gwiazdy również mogą być przyczyną cierpienia. Taka teoria cierpienia jako konsekwencji gniewu Bożego, wciąż jest rozpowszechniona pośród wielu rzekomo cywilizowanych grup Urantian.

90:3.9 (990.4) 5. Przyczyna naturalna. Ludzkość bardzo powoli poznawała materialne tajemnice, dotyczące związków wzajemnych przyczyny i skutku w fizycznych domenach energii, materii i życia. Starożytni Grecy, zachowawszy tradycje nauk Adamsona, zaliczali się do pierwszych, którzy uznali, że wszystkie choroby są wynikiem przyczyn naturalnych. Powoli i konsekwentnie, razem z rozwojem epoki naukowej, zanikają ludzkie, wiekowe teorie choroby i śmierci. Gorączka była jedną z pierwszych ludzkich dolegliwości usuniętych z kategorii chorób nadnaturalnych a epoka nauki coraz skuteczniej rwała więzy ignorancji, które tak długo pętały umysł człowieka. Zrozumienie wieku starczego i zakażeń likwiduje stopniowo lęk człowieka przed widmami, duchami i bogami, jako osobowymi sprawcami ludzkiej niedoli i cierpienia.

90:3.10 (990.5) Ewolucja bezbłędnie osiąga swój cel; przepaja człowieka zabobonnym lękiem przed tym, co nieznane oraz strachem przed tym, co niewidzialne, co stanowi rusztowanie dla koncepcji Boga. I ta sama metoda ewolucyjna, gdy towarzyszy narodzinom zaawansowanego pojmowania Bóstwa, poprzez koordynujące działanie objawienia, nieodmiennie uruchamia potem te siły i myśli, jakie niepowstrzymanie usuwają to właśnie rusztowanie, które spełniło swoje zadanie.

4. Medycyna według szamanów

90:4.1 (990.6) Całe życie dawnych ludzi polegało na zapobieganiu czemuś; ich religia była w znacznej mierze metodą zapobiegania chorobie. I niezależnie od błędu w swych teoriach, szczerze wdrażali je w życie; bezgranicznie polegali na swych metodach leczenia a to, samo w sobie, jest silnym środkiem leczniczym.

90:4.2 (991.1) Wiara, która była potrzebna do wyzdrowienia pod wpływem niemądrej pielęgnacji jednego z tych dawnych szamanów, nie różniła się specjalnie od tej, jakiej potrzeba do wyleczenia z rąk któregoś z jego współczesnych sukcesorów, zajmujących się nienaukowym leczeniem chorób.

90:4.3 (991.2) Bardziej prymitywne plemiona wyjątkowo bały się chorych i przez długie epoki ostrożnie ich unikano, haniebnie zaniedbywano. Wielki postęp humanitaryzmu nastąpił wtedy, kiedy w wyniku ewolucji sztuki szamańskiej pojawili się kapłani i uzdrawiacze, którzy chcieli leczyć choroby. Potem weszło w zwyczaj gromadzenie się całym klanem w pomieszczeniu chorego i pomaganie szamanowi w wyciu, które miało wypędzić ducha choroby. Często się zdarzało, że kobieta była szamanką stawiającą diagnozę, podczas gdy mężczyzna prowadził kurację. Najczęściej stosowaną metodą diagnozowania choroby było badanie wnętrzności zwierzęcych.

90:4.4 (991.3) Chorobę leczono pieśnią, wyciem, nakładaniem rąk, oddychaniem nad pacjentem i wieloma innymi metodami. Później zaczęto powszechnie stosować sen świątynny, podczas którego, jak domniemano, następowało wyleczenie. W końcu uzdrawiacze spróbowali prawdziwych operacji, w powiązaniu ze snem świątynnym; do pierwszych operacji należała trepanacja czaszki, ażeby umożliwić ucieczkę ducha bólu głowy. Szamani nauczyli się leczyć złamania i zwichnięcia, otwierać czyraki i wrzody; szamanki stały się biegłe w położnictwie.

90:4.5 (991.4) Popularną metodą leczenia było pocieranie czegoś magicznego o zakażone lub chore miejsce ciała, odrzucenie amuletu i domniemane spowodowanie wyleczenia. Jeśli ktoś przypadkiem podniósł odrzucony amulet, wierzono, że natychmiast nabawi się infekcji czy choroby. Było to na długo przed stosowaniem ziół i innych prawdziwych lekarstw. Masaż stosowano w powiązaniu z zaklęciami – wymasowanie ducha z ciała – a poprzedzały go próby wcierania lekarstwa, podobne do współczesnego wcierania maści. Wyciskanie i ssanie chorych części ciała, razem z puszczaniem krwi, uważano za cenną metodę usuwania chorobotwórczego ducha.

90:4.6 (991.5) Ponieważ woda była silnym fetyszem, używano jej do leczenia wielu chorób. Długo wierzono, że ducha wywołującego chorobę można usunąć poprzez wypocenie. Łaźnie parowe były w wielkim poważaniu; szybko rozkwitły prymitywne kurorty zdrowotne przy naturalnych, gorących źródłach. Człowiek wcześnie odkrył, że ciepło może zmniejszyć ból, dlatego też stosował światło słoneczne, świeże organy zwierzęce, gorącą glinę i gorące kamienie, i nadal stosuje się wiele tych metod. Rytmu używano do wywierania wpływu na duchy, tam-tamy były w powszechnym użytku.

90:4.7 (991.6) Pewne ludy uważały, że chorobę powoduje nikczemna zmowa między duchami i zwierzętami. Dało to początek wierzeniu, że istnieje właściwe lekarstwo roślinne na każdą chorobę wywołaną przez zwierzę. Ludzie czerwoni szczególnie byli przywiązani do teorii roślin jako lekarstw uniwersalnych; zawsze wpuszczali kroplę krwi w otwór po korzeniu wyrwanej rośliny.

90:4.8 (991.7) W ramach metod uzdrawiających stosowano często post, dietę i lecznicze środki drażniące. W wielkim poważaniu były wydzieliny ludzkie, jako zdecydowanie magiczne; dlatego też krew i mocz należały do najwcześniejszych lekarstw i wkrótce zaczęto dodawać do nich korzeni i różnych soli. Szaman wierzył, że ducha choroby można wyrzucić z ciała przez śmierdzące i niesmaczne lekarstwa. Oczyszczanie stało się wkrótce rutynową metodą leczenia a poznanie własności surowego ziarna kakaowego i chininy należy zaliczyć do najwcześniejszych odkryć farmaceutycznych.

90:4.9 (992.1) Grecy pierwsi opracowali naprawdę racjonalne metody leczenia chorych. Zarówno Grecy jak i Egipcjanie czerpali swą wiedzę medyczną z doliny Eufratu. Oliwa i wino były najwcześniejszymi lekarstwami używanymi do leczenia ran; Sumerowie używali rycyny i opium. Wiele tych pradawnych i skutecznych, tajnych lekarstw traciło swą moc, kiedy stały się znane; tajemnica zawsze była potrzebna, aby skutecznie stosować oszustwa i przesądy. Tylko fakty i prawda idą w parze z pełnym światłem zrozumienia i cieszą się tą iluminacją i oświeceniem, jakie przynoszą badania naukowe.

5. Kapłani i rytuały

90:5.1 (992.2) Zasadniczą cechą rytuału jest doskonałość jego przeprowadzenia; u dzikich musi być on dokonywany z wyjątkową precyzją. Tylko wtedy, kiedy rytuał jest przeprowadzony prawidłowo, ceremonia posiada moc zniewalania duchów. Jeśli rytuał jest błędny, wzbudza tylko gniew i urazę bogów. Kiedy zatem rozwijający się powoli umysł ludzki pojął, że metoda rytuału jest czynnikiem decydującym o jego skuteczności, nieuniknione było, że dawni szamani wcześniej czy później przekształcili się w kapłaństwo, które wiedziało jak pokierować drobiazgową praktyką rytuału. I tak, przez dziesiątki tysięcy lat niekończące się rytuały krępowały społeczeństwo i były przekleństwem cywilizacji, stanowiąc nieznośny ciężar każdej czynności życiowej, każdego przedsięwzięcia społecznego.

90:5.2 (992.3) Rytuał jest metodą uświęcania zwyczaju; rytuał tworzy i utrwala mity, jak również przyczynia się do zachowania zwyczajów społecznych i religijnych. Z drugiej strony mity dają początek samemu rytuałowi. Z początku rytuały mają często charakter społeczny, potem ekonomiczny a w końcu osiągają uświęcenie i rangę obrzędu religijnego. W praktyce rytuał może mieć charakter osobisty albo grupowy – albo jeden i drugi równocześnie – jak to widać na przykładzie modlitwy, tańca i sztuki teatralnej.

90:5.3 (992.4) Słowa stają się częścią rytuału, jak używanie terminów amen i sela. Nawyk przeklinania, bluźnienia, jest wyrazem prostytuowania wcześniejszych, rytualnych powtórzeń świętych imion. Pielgrzymki do świętych przybytków są bardzo starym obrzędem. Rytuał rozwijał się następnie w skomplikowane obrzędy puryfikacji, oczyszczania i uświęcenia. Obrzędy inicjacji do prymitywnych, plemiennych, tajnych stowarzyszeń, były w rzeczywistości prostymi rytuałami religijnymi. W starszych kultach misteryjnych metody czczenia były jednym długim przedstawieniem nagromadzonego rytuału religijnego. W końcu rytuał przekształcił się we współczesne zwyczaje towarzyskie i czczenie religijne, nabożeństwa zawierające modlitwę, śpiew, czytanie z odpowiedzią wiernych oraz inne indywidualne i grupowe formy duchowej pobożności.

90:5.4 (992.5) Kapłani przeszli ewolucję, od szamanów, poprzez wyrocznie, wróżbitów, śpiewaków, tancerzy, płanetników, opiekunów relikwii religijnych, dozorców świątynnych i przepowiadaczy zdarzeń, do statusu osób rzeczywiście kierujących nabożeństwem religijnym. W końcu ta funkcja stała się dziedziczna, powstała stała kasta kapłańska.

90:5.5 (992.6) W trakcie rozwoju religii kapłani zaczęli się specjalizować, zgodnie ze swymi wrodzonymi talentami i specjalnymi upodobaniami. Niektórzy zostali śpiewakami, inni się modlili a jeszcze inni składali ofiary; później nastali mówcy – kaznodzieje. I kiedy religia została zinstytucjonalizowana, kapłani twierdzili, że „trzymają klucze do nieba”.

90:5.6 (992.7) Kapłani zawsze próbowali wywierać wrażenie na zwykłych ludziach i wzbudzać ich szacunek, przez prowadzenie obrzędów religijnych w starożytnym języku oraz przez rozmaite magiczne starocie, mistyfikując tym wiernych, ażeby podbudować swą własną bogobojność i władzę. W tym wypadku wielkie niebezpieczeństwo polega na tym, że rytuał ma tendencje stawania się substytutem religii.

90:5.7 (993.1) Kapłaństwo zrobiło wiele dla opóźnienia rozwoju nauki i zahamowania postępu duchowego, ale przyczyniło się do stabilizacji cywilizacji i umocnienia pewnych rodzajów kultury. Jednak wielu współczesnych kapłanów przestało działać w charakterze osób kierujących obrzędami czczenia Boga i zwróciło swą uwagę ku teologii – próbie zdefiniowania Boga.

90:5.8 (993.2) Nie można negować tego, że kapłani stali się kamieniem młyńskim u szyi narodów, jednak prawdziwi przywódcy religijni byli bezcenni, ukazując drogę ku wyższym, lepszym rzeczywistościom.

90:5.9 (993.3) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 91, Ewolucja modlitwy

Księga Urantii

Przekaz 91

Ewolucja modlitwy

91:0.1 (994.1) MODLITWA jako element religii, rozwinęła się z ekspresji poprzedzającego ją niereligijnego monologu i dialogu. Wraz z nabyciem świadomości przez prymitywnego człowieka, pojawił się nieuchronny wniosek istnienia innej świadomości, podwójnego potencjału reakcji społecznej i poznawania Boga.

91:0.2 (994.2) Najwcześniejsze formy modlitwy nie były adresowane do Bóstwa. Wypowiedzi te przypominały bardziej to, co powiedzielibyście przyjacielowi, zaczynając jakieś ważne przedsięwzięcie: „Życz mi szczęścia”. Człowiek prymitywny był zniewolony magią; dobry i zły los wkradał się we wszystkie jego życiowe sprawy. Z początku prośby o szczęście były monologami – po prostu rodzajem głośnego myślenia magicznym kanałem. Potem ci, co wierzyli w los szczęścia, próbowali zdobyć poparcie przyjaciół i rodzin i wkrótce można było prowadzić jakąś formę obrzędu, który obejmował całe plemię.

91:0.3 (994.3) Kiedy ukształtowała się koncepcja widm i duchów, prośby takie miały nadludzki adres, a gdy zrodziła się świadomość istnienia bogów, wyrażenia takie sięgały poziomów prawdziwej modlitwy. Ilustracją tego może być fakt, że u pewnych plemion australijskich prymitywne modlitwy religijne są wcześniejsze od ich wiary w duchy i osoby nadludzkie.

91:0.4 (994.4) Plemię Toda, w Indiach, praktykuje obecnie modlenie się bez jakiegoś konkretnego adresata, tak jak to robiły pradawne ludy, zanim zrodziła się świadomość religijna. Dla członków plemienia Toda jest to tylko regresją ich degenerującej się religii do tak prymitywnego poziomu. Współczesne rytuały kapłanów-mleczarzy ludu Toda nie są obrzędem religijnym, ponieważ ich bezosobowe modlitwy nie przyczyniają się do zachowania czy umocnienia jakichkolwiek wartości społecznych, moralnych czy duchowych.

91:0.5 (994.5) Przedreligijna modlitwa była częścią praktyk mana u Melanezyjczyków, wierzeń oudah u Pigmejów afrykańskich i przesądów manitu u Indian północnoamerykańskich. Plemiona Baganda, z Afryki, dopiero niedawno wyszły ponad poziom modlitwy mana. Podczas tego dawnego, ewolucyjnego chaosu, ludzie modlili się do bogów – lokalnych i narodowych – do fetyszów, amuletów, duchów, władców i do zwyczajnych ludzi.

1. Prymitywna modlitwa

91:1.1 (994.6) Funkcją wczesnej religii ewolucyjnej jest utrwalenie i umocnienie podstawowych wartości społecznych, moralnych i duchowych, które powoli nabierają swych kształtów. Tej misji religii ludzkość nie rozpoznaje świadomie, ale jest ona wprowadzana w życie głównie dzięki funkcjonowaniu modlitwy. Zwyczaj modlenia się reprezentuje niezamierzone, a jednak osobiste i zbiorowe, wysiłki jakiejkolwiek grupy, zdążające do zabezpieczenia (urzeczywistnienia) tego schronienia wyższych wartości. Gdyby nie ochrona modlitwy, wszystkie dni święte szybko wróciłyby do statusu zwykłych dni wolnych.

91:1.2 (995.1) Religia i jej środki działania, z których najważniejszym jest modlitwa, bliskie są tylko tym wartościom, które mają generalne uznanie społeczne, grupową aprobatę. Dlatego też, kiedy człowiek prymitywny próbował zadowolić swe nikczemniejsze uczucia czy zrealizować niczym nie złagodzone, samolubne ambicje, pozbawiony był pocieszenia religii i wsparcia modlitwy. Jeśli ktoś chciał zrobić coś antyspołecznego, zmuszony był szukać pomocy niereligijnych magików, uciekać się do czarodziejów i tym samym pozbawić się pomocy modlitwy. Modlitwa zatem bardzo wcześnie stała się potężnym promotorem ewolucji społecznej, postępu moralnego i osiągnięć duchowych.

91:1.3 (995.2) Prymitywny umysł nie był jednak ani logiczny ani, konsekwentny. Wczesny człowiek nie uświadamiał sobie, że rzeczy materialne nie leżą w domenie modlitwy. Te prosto myślące dusze rozumowały, że pożywienie, schronienie, deszcz, zwierzyna i inne materialne dobra dają społeczne korzyści i dlatego też zaczęły się modlić o te błogosławieństwa materialne. Chociaż jest to wynaturzenie modlitwy, zachęca jednak do prób osiągania tych materialnych celów, poprzez działania społeczne i etyczne. Takie prostytuowanie modlitwy, chociaż zaniżało ludzkie wartości duchowe, poprawiało jednak natychmiast obyczaje ekonomiczne, społeczne i etyczne.

91:1.4 (995.3) Tylko w najbardziej prymitywnym typie umysłu modlitwa jest monologiem. Wcześnie staje się dialogiem i rozwija się gwałtownie do poziomu czczenia grupowego. Modlitwa oznacza, że przedmagiczne zaklęcia religii prymitywnej rozwinęły się do tego poziomu, na którym umysł ludzki rozpoznaje rzeczywistość dobroczynnych mocy lub istot, które mogą wzbogacić wartości społeczne i umocnić idee moralne i dalej, że te wpływy są nadludzkie i odmienne od ego samoświadomego człowieka i jego braci śmiertelników. Prawdziwa modlitwa nie pojawia się zatem tak długo, aż element służby religijnej nie zostaje uzmysłowiony jako osobowy.

91:1.5 (995.4) Modlitwa raczej nie jest związana z animizmem, jednak takie wierzenia mogą istnieć równolegle z pojawiającymi się uczuciami religijnymi. Częstokroć religia i animizm mają zupełnie odmienne początki.

91:1.6 (995.5) Dla tych śmiertelników, którzy nie wyzwolili się z prymitywnej niewoli strachu, istnieje realne niebezpieczeństwo, że wszystkie modlitwy mogą prowadzić do chorobliwego poczucia grzechu, nieuzasadnionych przekonań o winie, prawdziwej albo wyobrażonej. Jednak w dzisiejszych czasach nie wydaje się, aby zbyt wiele osób spędzało odpowiednią ilość czasu na modlitwie, żeby dojść do tak szkodliwych przemyśleń na temat własnej niegodziwości i grzeszności. Niebezpieczeństwa, związane z wypaczeniem i wynaturzeniem modlitwy, wynikają z ignorancji, przesądów, krystalizacji, pozbawienia żywotności, materializmu i fanatyzmu.

2. Rozwijająca się modlitwa

91:2.1 (995.6) Pierwsze modlitwy to były po prostu wyrażane słowami życzenia, ekspresja szczerych pragnień. Później modlitwa stała się metodą pozyskiwania współpracy duchów. Potem doszła do wysokich funkcji wspomagania religii, zachowywania wszystkich jej wartościowych cech.

91:2.2 (995.7) Zarówno modlitwa jak i magia powstały w wyniku ludzkich reakcji przystosowawczych do środowiska Urantii. Jednak, poza tym uogólnionym powiązaniem, niewiele mają ze sobą wspólnego. Modlitwa zawsze oznacza pozytywne działanie modlącego się ego; jest zawsze psychiczna a czasami duchowa. Magia zazwyczaj oznacza próbę oddziaływania na rzeczywistość, bez wpływu na ego człowieka oddziaływającego, praktykanta magii. Pomimo ich niezależnych początków, magia i modlitwa są częstokroć wzajemnie od siebie zależne w późniejszych stadiach rozwoju. Magia czasami się wznosi, dzięki wywyższeniu celu, od formuł poprzez rytuały i zaklęcia, do progu prawdziwej modlitwy. Modlitwa staje się czasami tak materialistyczna, że się degeneruje do pseudomagicznej procedury, prowadzącej do unikania takich wysiłków, jakie są potrzebne do rozwiązania problemów Urantian.

91:2.3 (996.1) Kiedy człowiek zrozumiał, że modlitwa nie zmusza do niczego bogów, stała się ona raczej prośbą, poszukiwaniem łaski. Jednak najprawdziwsza modlitwa polega na rzeczywistości komunii między człowiekiem a jego Twórcą.

91:2.4 (996.2) Pojawienie się idei ofiarowania, w jakiejkolwiek religii, zawsze zaniża wysoką skuteczność prawdziwej modlitwy, dlatego, że ludzie usiłują zastąpić ofiarami z rzeczy materialnych ofiary ze swojej własnej woli, poświęcającej się czynieniu woli Bożej.

91:2.5 (996.3) Kiedy religia pozbawiona jest osobowego Boga, jej modlitwy przekładają się na poziomy teologii i filozofii. Kiedy najwyższa, religijna idea Boga jest Bóstwem nieosobowym, taki panteistyczny idealizm, chociaż daje podstawę pewnym formom mistycznej komunii, okazuje się zgubny dla siły prawdziwej modlitwy, która zawsze oznacza komunię człowieka z osobową istotą nadrzędną.

91:2.6 (996.4) W początkach ewolucji gatunku a nawet obecnie, w codziennym doświadczeniu zwykłego śmiertelnika, modlitwa pozostaje w dużej mierze zjawiskiem obcowania człowieka z własną podświadomością. Istnieje jednak taki rodzaj modlitwy, w której intelektualnie rozbudzona i duchowo rozwijająca się jednostka osiąga większy czy mniejszy kontakt z nadświadomymi poziomami ludzkiego umysłu, z domeną Dostrajacza Myśli zamieszkującego człowieka. Poza tym, jest to wyraźnie duchowe stadium prawdziwej modlitwy, które dotyczy jej przyjęcia i uznania przez duchowe siły wszechświata, a które jest kompletnie odmienne od wszelkich związków ludzkich i intelektualnych.

91:2.7 (996.5) Modlitwa przyczynia się w znacznym stopniu do kształtowania tendencji religijnych w rozwijającym się umyśle ludzkim. Jest ona potężnym czynnikiem działającym w kierunku zapobiegania wyobcowaniu osobowości.

91:2.8 (996.6) Modlitwa reprezentuje pewną procedurę, związaną z naturalną, ewolucyjną religią gatunku, która wytwarza także część empirycznych wartości wyższych religii, posiadających wartości etyczne, religii objawienia.

3. Modlitwa i alter ego

91:3.1 (996.7) Kiedy dzieci uczą się po raz pierwszy używać języka, skłonne są myśleć na głos, wyrażają swe myśli słowami, nawet kiedy nie ma nikogo, kto mógłby je słyszeć. Razem z narodzinami twórczej wyobraźni pojawiają się skłonności do konwersacji z wymyślonym towarzystwem. I tak pączkujące ego usiłuje nawiązać kontakt z fikcyjnym alter ego. Tym sposobem dziecko wcześnie uczy się przetwarzać swoje monologowe rozważania w pseudodialogi, w których alter ego odpowiada na ich głośne myśli i wyrażane pragnienia. Dorośli znaczną część rozważań prowadzą w swych myślach jako formę konwersacji.

91:3.2 (996.8) Wczesna i prymitywna forma modlitwy bardzo była podobna do częściowo magicznych recytacji dzisiejszego plemienia Toda, do tych modlitw, które do nikogo szczególnie nie są adresowane. Takie rodzaje modlitwy mają tendencję do przekształcania się w dialogowy typ komunikacji, dzięki pojawieniu się idei alter ego. Z czasem koncepcja alter ego zostaje wyniesiona do wyższego statusu boskiej godności a modlitwa pojawia się jako środek oddziaływania religii. Przeznaczeniem takiego rodzaju prymitywnej modlitwy jest rozwijać się, przez wiele stadiów i długich epok, aż osiągnie ona poziom inteligentnej i prawdziwie etycznej modlitwy.

91:3.3 (997.1) Alter ego, w wyobrażeniach kolejnych pokoleń modlących się śmiertelników, rozwija się poprzez widma, fetysze i duchy w bogów politeistycznych i na koniec w Jednego Boga, boską istotę, ucieleśniającą najwyższe ideały i podniosłe aspiracje modlącego się ego. I w ten sposób modlitwa funkcjonuje jako najsilniejszy czynnik religii, zachowując najwyższe wartości i ideały tych, którzy się modlą. Od momentu wyobrażenia sobie alter ego, do czasu pojawienia się koncepcji boskiego i niebiańskiego Ojca, modlitwa jest zawsze praktyką uspołeczniającą, moralizującą i uduchowiającą.

91:3.4 (997.2) Prosta, wiarą przepełniona modlitwa, świadczy o ogromnej ewolucji ludzkiego doświadczenia, w którym dawne rozmowy z fikcyjnym symbolem alter ego religii prymitywnej zostały wyniesione do poziomu komunii z duchem Nieskończonego i do autentycznej świadomości realności wiecznego Boga i Rajskiego Ojca całego inteligentnego stworzenia.

91:3.5 (997.3) Niezależnie od tego, czym jest wyższe „ja” w praktyce modlitwy, należy przypomnieć, że etyczna modlitwa jest znakomitą metodą wywyższenia czyjegoś ego i umocnienia jaźni dla lepszego życia i zaawansowanych osiągnięć. Modlitwa pobudza ludzkie ego do szukania pomocy dwoma sposobami: materialnej pomocy, pochodzącej z podświadomego zbiornika doświadczenia ludzkiego oraz inspiracji i przewodnictwa, pochodzącego z nadświadomej granicy kontaktu tego, co materialne z tym, co duchowe – z Nieodgadnionym Monitorem.

91:3.6 (997.4) W doświadczeniu ludzkim modlitwa zawsze była i zawsze będzie dwojaka; jest to procedura psychologiczna powiązana z techniką duchową. I te dwie funkcje modlitwy nigdy nie mogą być w pełni od siebie oddzielone.

91:3.7 (997.5) Oświecona modlitwa musi rozpoznawać nie tylko osobowego Boga, istniejącego niezależnie od człowieka, ale także wewnętrzną i bezosobową Boskość, Dostrajacza zamieszkującego człowieka. Jest całkiem stosowne, że kiedy człowiek się modli, powinien się starać zrozumieć ideę Ojca Wszechświatowego w Raju, ale na dobrą sprawę bardziej skuteczną metodą będzie powrót do koncepcji znajdującego się bliżej alter ego, tak jak prymitywny umysł miał zwyczaj to czynić, ażeby potem uznać, że idea alter ego rozwinęła się od zwykłej fantazji do prawdy o Bogu zamieszkującym śmiertelnego człowieka, w autentycznej obecności Dostrajacza, tak, że człowiek może rozmawiać niejako twarzą w twarz z rzeczywistym i boskim alter ego, które go zamieszkuje i które jest obecnością i esencją żywego Boga, Ojca Wszechświatowego.

4. Modlitwa etyczna

91:4.1 (997.6) Modlitwa nie może być etyczną, kiedy modlący się pragnie samolubnie dominować nad swymi współbraćmi. Samolubna i materialistyczna modlitwa niezgodna jest z religiami etycznymi, które są oparte na bezinteresownej, Boskiej miłości. Wszelka taka nieetyczna modlitwa wraca do prymitywnych poziomów pseudomagii i nie jest warta zaawansowanych cywilizacji i oświeconych religii. Samolubna modlitwa uchybia duchowi wszelkiej etyki opartej na przepełnionej miłością sprawiedliwości.

91:4.2 (997.7) Modlitwy nigdy nie wolno tak prostytuować, ażeby się stała substytutem działania. Wszelka etyczna modlitwa jest zachętą do działania i przewodnikiem progresywnych dążeń, zmierzających do idealistycznych celów, do osiągnięcia wyższego „ja”.

91:4.3 (998.1) We wszystkich waszych modlitwach bądźcie sprawiedliwi; nie oczekujcie tego, żeby Bóg okazał stronniczość, aby kochał was bardziej niż inne dzieci, waszych przyjaciół, bliźnich, czy nawet wrogów. Jednak modlitwa religii naturalnych czy ewolucyjnych nie od razu jest etyczna, tak jak późniejszych religii objawionych. Wszelkie modlitwy, czy to indywidualne czy zbiorowe, mogą być albo egoistyczne, albo altruistyczne. Oznacza to, że modlitwa może być skoncentrowana albo na sobie albo na innych. Kiedy modlitwa nie pragnie niczego dla modlącego się, ani też niczego dla swych współbraci, wtedy taka postawa duszy zbliża się do poziomów prawdziwego czczenia. Modlitwy egoistyczne zawierają wyznania i prośby i częstokroć składają się z próśb o łaski materialne. Modlitwa jest niejako bardziej etyczna, kiedy ma do czynienia z przebaczeniem i poszukuje mądrości dla umocnienia samokontroli.

91:4.4 (998.2) Podczas gdy modlitwa altruistyczna umacnia i pociesza, przeznaczeniem modlitwy materialistycznej jest przynieść zawód i rozczarowanie, ponieważ zaawansowane odkrycia naukowe wykazują, że człowiek żyje w fizycznym wszechświecie prawa i porządku. Dzieciństwo jednostki czy ludu charakteryzuje prymitywna, samolubna i materialistyczna modlitwa. I do pewnego stopnia wszelkie takie prośby są skuteczne, gdyż nieodmiennie prowadzą do tych wysiłków i starań, które przyczyniają się do uzyskania odpowiedzi na takie modlitwy. Prawdziwa modlitwa, oparta na wierze, zawsze przyczynia się do polepszenia sposobu życia, nawet, jeśli takie prośby nie są warte duchowej akceptacji. Jednak duchowo zaawansowana osoba powinna wykazać wielką ostrożność, kiedy próbuje odwodzić prymitywne i niedojrzałe umysły od takich modlitw.

91:4.5 (998.3) Pamiętajcie, że chociaż modlitwa nie zmienia Boga, bardzo często wywołuje wielkie i trwałe zmiany u człowieka modlącego się z wiarą i ufną nadzieją. Modlitwa przyczynia się w znacznej mierze do spokoju umysłu, radości, pogody ducha, odwagi, panowania nad sobą oraz rozwija godziwe inklinacje u mężczyzn i kobiet z ewoluujących narodów.

5. Społeczne reperkusje modlitwy

91:5.1 (998.4) W czczeniu przodków modlitwa prowadziła do kultywowania ideałów przodków. Jednak, kiedy modlitwa jest cechą czczenia Bóstwa, przewyższa ona wszelkie inne, podobne praktyki, ponieważ prowadzi do kultywowania boskich ideałów. Tak samo jak idea alter ego staje się najwyższa i boska w modlitwie, tak ideały człowieka są odpowiednio wynoszone, od czysto ludzkich poziomów ku poziomom nieziemskim i boskim, a rezultatem całej takiej modlitwy jest umocnienie charakteru i głębokie zjednoczenie osobowości człowieka.

91:5.2 (998.5) Jednak modlitwa nie zawsze musi być indywidualna. Grupowa czy zbiorowa modlitwa jest bardzo skuteczna, ponieważ jej rezultatem jest uspołecznienie. Gdy grupa ludzi modli się o umocnienie moralne i doskonalenie duchowe, taka pobożność wywiera wpływ na jednostki tworzące grupę; wszystkie one stają się lepsze na skutek udziału w modlitwie. Nawet całe miasto lub cały naród może coś zyskać, dzięki takiej modlitewnej pobożności. Wyznanie błędów, skrucha i modlitwa, prowadziły jednostki, miasta, narody i całe rasy ludzkie do wspaniałych wysiłków odnowy i odważnych, wielkich czynów.

91:5.3 (998.6) Jeśli naprawdę chcesz przezwyciężyć swój zwyczaj krytykowania jakiegoś przyjaciela, najszybszym i najpewniejszym sposobem osiągnięcia takiej zmiany nastawienia jest wprowadzenie zwyczaju modlenia się za taką osobę, każdego dnia twojego życia. Jednak społeczne następstwa takich modlitw zależą w znacznej mierze od dwóch warunków:

91:5.4 (998.7) 1. Osoba, za którą się modlą, powinna wiedzieć, że za nią się modlą.

91:5.5 (999.1) 2. Osoba, która się modli, powinna nawiązać bliski społeczny kontakt z tą osobą, za którą się modli.

91:5.6 (999.2) Modlitwa jest tą procedurą, dzięki której wcześniej czy później każda religia zostanie zinstytucjonalizowana. I z biegiem czasu modlitwa zaczyna się wiązać z wieloma czynnikami wtórnymi, niektórymi pomocnymi, innymi zdecydowanie szkodliwymi, takimi jak kapłani, święte księgi, rytuały praktyk religijnych i obrzędy.

91:5.7 (999.3) Umysły obdarzone wielką światłością duchową powinny jednak być cierpliwe i tolerancyjne, gdy mają do czynienia z gorzej wyposażonymi intelektami, które potrzebują symbolizmu do uaktywnienia swej słabej wnikliwości duchowej. Silny nie musi pogardzać słabym. Ci, którzy uświadamiają sobie Boga bez symbolizmu, nie mogą zaprzeczać wdziękom i użyteczności symboliki tych, którym sprawia trudność czczenie Bóstwa oraz szanowanie prawdy, piękna i dobroci bez formalności i rytuału. Większość śmiertelników, w swym modlitewnym czczeniu, wyobraża sobie jakiś symbol obiektu-celu swej pobożności.

6. Domena modlitwy

91:6.1 (999.4) Modlitwa nie może mieć bezpośredniego wpływu na czyjeś materialne otoczenie, chyba, że ma to związek z wolą i działalnością osobowych sił duchowych oraz materialnych zarządców domeny. Chociaż istnieją bardzo wyraźne ograniczenia dotyczące zakresu próśb modlitewnych, ograniczenia takie nie odnoszą się w równym stopniu do wiary modlącego się.

91:6.2 (999.5) Modlitwa nie jest sposobem leczenia prawdziwych, organicznych chorób, ale zawsze przynosiła w obfitości zdrowie i przyczyniała się do leczenia licznych schorzeń psychicznych, emocjonalnych i nerwowych. I nawet w przypadku chorób czysto bakteryjnych, modlitwa częstokroć przyczynia się do zwiększenia skuteczności innych metod leczenia. Modlitwa przekształciła wielu drażliwych i narzekających inwalidów we wzór cierpliwości oraz zrobiła z nich inspirację dla innych, cierpiących ludzi.

91:6.3 (999.6) Nie ma znaczenia, jak trudno pogodzić naukowe wątpliwości odnośnie skuteczności modlitwy z wciąż istniejącym bodźcem szukania pomocy i przewodnictwa u boskich źródeł; nigdy nie zapominajcie, że szczera, przepełniona wiarą modlitwa, jest potężną siłą umacniającą osobiste szczęście, indywidualną samokontrolę, społeczną harmonię, postęp moralny i osiągnięcia duchowe.

91:6.4 (999.7) Modlitwa, nawet jako zupełnie ludzki zwyczaj, jako dialog z własnym alter ego, jest sposobem najskuteczniejszego dotarcia do tych rezerwowych mocy natury ludzkiej, które są nagromadzone i zabezpieczone w podświadomych domenach ludzkiego umysłu. Modlitwa jest doskonałym ćwiczeniem psychologicznym, niezależnie od jej religijnych implikacji i znaczenia duchowego. Z doświadczenia ludzkiego wynika, że większość ludzi, kiedy się znajdzie pod wpływem silnego stresu, będzie się modlić w jakiś sposób do jakiegoś źródła o pomoc.

91:6.5 (999.8) Nie bądźcie tak leniwi, żeby prosić Boga o rozwiązanie waszych problemów, ale nigdy się nie wahajcie pytać go o mądrość i siłę duchową, aby was prowadziła i podtrzymywała, kiedy sami zdecydowanie i odważnie podchodzicie do napotkanych problemów.

91:6.6 (999.9) Modlitwa była czynnikiem niezastąpionym w rozwoju i utrwalaniu cywilizacji religijnej i nadal wnosi ogromny wkład w dalsze umacnianie i uduchowianie społeczeństwa, jeśli tylko modlący się będą to robić w świetle faktów naukowych, mądrości filozoficznej, szczerości intelektualnej i wiary duchowej. Módlcie się tak, jak Jezus uczył się modlić swych uczniów – szczerze, bezinteresownie, sprawiedliwie i bez zwątpienia.

91:6.7 (1000.1) Jednak skuteczność modlitwy w osobistym, duchowym doświadczeniu tego, kto się modli, nie jest w żadnej mierze zależna od intelektualnego rozumowania tej pobożnej osoby, jej bystrości filozoficznej, poziomu społecznego, statusu kulturalnego czy innych ludzkich zdobyczy. Współdziałające ze sobą elementy psychiczne i duchowe przepełnionej wiarą modlitwy są bezpośrednie, osobiste i empiryczne. Nie ma innej metody, za pomocą której każdy, niezależnie od wszelkich innych ludzkich osiągnięć, mógłby tak skutecznie i szybko zbliżyć się do progu tych domen, gdzie może się komunikować ze swym Twórcą, gdzie stworzony styka się z rzeczywistością Stwórcy, z zamieszkującym go Dostrajaczem Myśli.

7. Mistycyzm, ekstaza i natchnienie

91:7.1 (1000.2) Mistycyzm jest metodą kultywowania świadomości Boskiej obecności; generalnie godny jest pochwały, ale kiedy jego praktyki prowadzą do społecznej izolacji i kończą się fanatyzmem religijnym, są nieomal karygodne. Zbyt często się zdarza, że to, co przemęczony mistyk traktuje za Boskie natchnienie, rodzi się w głębi jego własnego umysłu. Chociaż kontakt śmiertelnego umysłu z zamieszkującym go Dostrajaczem często wywołuje przepełniona oddaniem medytacja, jeszcze częściej wywoływany jest on przez szczere i miłości pełne, bezinteresowne służenie bratnim istotom.

91:7.2 (1000.3) Wielcy nauczyciele religijni i prorocy z epok minionych nie byli skrajnymi mistykami. Byli to rozpoznający Boga mężczyźni i kobiety, którzy służyli Bogu najlepiej jak mogli, poprzez bezinteresowną służbę dla swych braci śmiertelników. Jezus często oddalał się gdzieś na krótko ze swymi apostołami, na modlitwę i medytację, jednak przez większość czasu trzymał swych apostołów w styczności-służbie z tłumami. Dusza ludzka potrzebuje tak samo duchowego ćwiczenia jak i duchowego pokarmu.

91:7.3 (1000.4) Ekstaza religijna jest dopuszczalna, kiedy powstaje w wyniku rozsądnych okoliczności ją poprzedzających, jednak takie doświadczenia są częściej skutkiem czysto emocjonalnych wpływów niż przejawem głębi charakteru duchowego. Osoby religijne nie powinny traktować każdego żywego przeczucia psychologicznego i każdego intensywnego doświadczenia emocjonalnego jako Boskiego objawienia czy duchowej łączności. Prawdziwa, duchowa ekstaza połączona jest zazwyczaj z wielkim i dostrzegalnym wyciszeniem oraz prawie doskonałą kontrolą emocjonalną. Jednak prawdziwe wizje prorocze są przeczuciami superpsychologicznymi. Takie nawiedzenia nie są pseudo halucynacjami, ani też ekstazami podobnymi do transu.

91:7.4 (1000.5) Umysł ludzki może działać w odpowiedzi na tak zwane natchnienie, kiedy jest wrażliwy zarówno na erupcje podświadomości jak i na stymulacje nadświadomości. W każdym z tych dwu przypadków człowiekowi się wydaje, że poszerzanie zawartości podświadomości jest mu bardziej czy mniej obce. Niepohamowany entuzjazm mistyczny i gwałtowna ekstaza religijna nie są potwierdzeniem natchnienia, domniemanie boskim potwierdzeniem.

91:7.5 (1000.6) Praktycznym sprawdzianem wszystkich tych dziwnych doznań religijnego mistycyzmu, ekstazy i natchnienia jest zaobserwowanie, czy takie zjawiska sprawiają, że jednostka:

91:7.6 (1000.7) 1. Cieszy się lepszym i obfitszym zdrowiem fizycznym.

91:7.7 (1000.8) 2. Działa sprawniej i bardziej praktycznie w życiu umysłowym.

91:7.8 (1000.9) 3. Pełniej i radośniej dzieli się z ludźmi swym doświadczeniem religijnym.

91:7.9 (1000.10) 4. Dogłębnie uduchowia swe codzienne życie a jednocześnie wywiązuje się dokładnie ze zwykłych obowiązków normalnej, ludzkiej egzystencji.

91:7.10 (1001.1) 5. Umacnia swą miłość do prawdy, piękna i dobroci, jak również uznanie dla tych wartości.

91:7.11 (1001.2) 6. Zachowuje aktualnie uznawane wartości społeczne, moralne, etyczne i duchowe.

91:7.12 (1001.3) 7. Zwiększa swoją duchową wnikliwość – świadomość istnienia Boga.

91:7.13 (1001.4) Modlitwa nie ma jednak realnych powiązań z tak wyjątkowymi doświadczeniami religijnymi. Kiedy modlitwa staje się zbyt estetyczna, kiedy polega prawie wyłącznie na pięknej i błogiej kontemplacji rajskiej boskości, traci większość swego społecznego oddziaływania a ukierunkowuje się ku mistycyzmowi oraz izolacji tych, którzy się w nią angażują. Istnieje konkretne niebezpieczeństwo związane z nazbyt prywatną modlitwą, co koryguje i czemu zapobiega modlitwa grupowa, pobożność wspólnoty.

8. Modlitwa jako doświadczenie osobiste

91:8.1 (1001.5) Modlitwa ma swój prawdziwie spontaniczny aspekt, ponieważ człowiek prymitywny zaczął się modlić na długo przedtem, zanim posiadł jakąkolwiek jaśniejszą ideę Boga. Człowiek pierwotny przejawiał skłonności do modlenia się w dwu różnych sytuacjach: kiedy był w poważnych tarapatach, odczuwał potrzebę szukania pomocy z zewnątrz i kiedy się cieszył, ulegał impulsywnym przejawom radości.

91:8.2 (1001.6) Modlitwa nie jest ewolucyjnym wytworem magii; obie powstały niezależnie od siebie. Magia była próbą dostosowania Bóstwa do warunków; modlitwa jest usiłowaniem dostosowania osobowości do woli Bóstwa. Prawdziwa modlitwa jest zarówno moralna jak i religijna, magia nie ma żadnej z tych cech.

91:8.3 (1001.7) Modlitwa może się stać trwałym zwyczajem; wielu się modli dlatego, że inni tak robią. Jeszcze inni modlą się dlatego, ponieważ się obawiają, że może się stać coś okropnego, jeśli nie zaniosą swej regularnej modlitwy.

91:8.4 (1001.8) Dla niektórych modlitwa jest spokojną ekspresją wdzięczności, dla innych grupową ekspresją wychwalania, społecznej pobożności; czasami jest naśladownictwem czyjejś religii, ale naprawdę modlitwa jest szczerą i ufną łącznością duchowej natury stworzonego z wszechobecnym duchem Stwórcy.

91:8.5 (1001.9) Modlitwa może być spontanicznym wyrazem uświadomienia sobie Boga albo próżną recytacją teologicznych formuł. Może być ekstatycznym wysławianiem się duszy, rozpoznającej Boga albo niewolniczą służalczością przepełnionego strachem śmiertelnika. Czasem jest to wzruszająca ekspresja duchowej tęsknoty a czasem dobitne wykrzykiwanie pobożnych zwrotów. Modlitwa może być radosnym wychwalaniem albo pokornym błaganiem o przebaczenie.

91:8.6 (1001.10) Modlitwa może być dziecinnym błaganiem o to, co niemożliwe albo dojrzałą prośbą o moralny rozwój i siłę duchową. Prośba może być o chleb codzienny albo może zawierać szczerą tęsknotę znalezienia Boga i czynienia jego woli. Może być czysto samolubnym życzeniem albo prawdziwym, wspaniałym gestem w kierunku realizacji bezinteresownego braterstwa.

91:8.7 (1001.11) Modlitwa może być gniewnym wołaniem o zemstę albo miłosiernym wstawiennictwem za wrogów. Może być wyrazem nadziei na przemianę Boga albo skuteczną metodą przemiany samego siebie. Może być uniżoną obroną zatraconego grzesznika przed domniemanie srogim Sędzią albo pełną radości ekspresją wyzwolonego syna żywego i miłosiernego, niebiańskiego Ojca.

91:8.8 (1001.12) Człowieka współczesnego wprawia w zakłopotanie myśl o omawianiu spraw z Bogiem w czysto osobisty sposób. Wielu ludzi zaniedbuje regularnej modlitwy; modlą się tylko pod wpływem nadzwyczajnego stresu, w sytuacjach krytycznych. Człowiek nie powinien się bać rozmawiać z Bogiem, ale tylko duchowe dziecko może się podjąć przekonywania albo zakładać możliwość zmiany Boga.

91:8.9 (1002.1) Prawdziwa modlitwa dosięga jednak rzeczywistości. Nawet kiedy się wznoszą prądy powietrzne, żaden ptak nie wzleci inaczej, jak dzięki rozpostartym skrzydłom. Modlitwa unosi człowieka, gdyż jest ona metodą rozwoju, dokonywanego przy pomocy wznoszących się prądów duchowych wszechświata.

91:8.10 (1002.2) Prawdziwa modlitwa przyczynia się do rozwoju duchowego, przekształca nastawienie człowieka i tworzy to zadowolenie, które powstaje w wyniku komunii z boskością. Jest to spontaniczny poryw uświadomienia sobie Boga.

91:8.11 (1002.3) Bóg odpowiada na modlitwę człowieka, dając mu coraz szersze objawienie prawdy, lepsze uznanie dla piękna i poszerzoną koncepcję dobroci. Modlitwa jest odruchem subiektywnym, ale kontaktuje się z potężnymi rzeczywistościami obiektywnymi na duchowych poziomach doznawania ludzkiego; jest ona istotnym sięganiem człowieka po wartości nadludzkie. Modlitwa jest najsilniejszym bodźcem rozwoju duchowego.

91:8.12 (1002.4) W modlitwie słowa są bez znaczenia; są tylko intelektualnym kanałem, którym ma sposobność płynąć rzeka duchowej suplikacji. Wartość słowna modlitwy jest wyłącznie autosugestywna w pobożności prywatnej i socjosugestywna w pobożności grupowej. Bóg odpowiada na postawę duszy, nie na słowa.

91:8.13 (1002.5) Modlitwa nie jest sposobem ucieczki od konfliktu, ale raczej stymulatorem rozwoju, właśnie w obliczu konfliktu. Módlcie się tylko o wartości, nie o rzeczy; o rozwój, nie o zaspokojenie.

9. Warunki skutecznej modlitwy

91:9.1 (1002.6) Jeżeli chcecie skutecznie się modlić, powinniście zachować w pamięci zasady zanoszenia próśb, które są wysłuchiwane:

91:9.2 (1002.7) 1. Aby wasze modlitwy silnie oddziaływały, musicie szczerze i odważnie stawać w obliczu problemów rzeczywistości wszechświatowej. Musicie mieć kosmiczną wytrwałość.

91:9.3 (1002.8) 2. Musicie uczciwie wyczerpać ludzkie możliwości ludzkich rozwiązań. Musicie być pracowici.

91:9.4 (1002.9) 3. Musicie oddać każde pragnienie umysłu i każdą tęsknotę duszy w przekształcające objęcia duchowego rozwoju. Musicie doświadczać uwydatnienia znaczeń i wyniesienia wartości.

91:9.5 (1002.10) 4. Musicie szczerze wybrać czynienie woli Boskiej. Musicie usunąć martwy ośrodek niezdecydowania.

91:9.6 (1002.11) 5. Nie tylko rozpoznajecie wolę Ojca i pragniecie ją czynić, ale zrobiliście bezwarunkową konsekrację i dynamiczną dedykację, aby rzeczywiście czynić wolę Ojca.

91:9.7 (1002.12) 6. Wasza modlitwa ma być ukierunkowana wyłącznie na boską mądrość, przy rozwiązywaniu specyficznych, ludzkich problemów, napotkanych podczas wznoszenia się do Raju – podczas osiągania boskiej doskonałości.

91:9.8 (1002.13) 7. I musicie mieć wiarę – żywą wiarę.

91:9.9 (1002.14) [Przedstawione przez szefa pośrednich Urantii].

Przekaz 92, Późniejsza ewolucja religii

Księga Urantii

Przekaz 92

Późniejsza ewolucja religii

92:0.1 (1003.1) CZŁOWIEK posiadał religię pochodzenia naturalnego jako element swego ewolucyjnego doświadczenia, na długo przedtem zanim jakiekolwiek systematyczne objawienia były robione na Urantii. Jednak ta religia pochodzenia naturalnego, sama w sobie, była wytworem nadzwierzęcych wyposażeń człowieka. Religia ewolucyjna kształtowała się powoli, przez tysiąclecia empirycznego rozwoju ludzkości, dzięki służbie i wpływom następujących czynników, działających w dzikim, barbarzyńskim człowieku oraz w człowieku cywilizowanym:

92:0.2 (1003.2) 1. Przyboczny czci – pojawienie się w świadomości zwierzęcej nadzwierzęcych zdolności postrzegania rzeczywistości. Można to nazwać podstawowym, ludzkim instynktem dążenia do Bóstwa.

92:0.3 (1003.3) 2. Przyboczny mądrości – pojawienie się w czczącym umyśle tendencji do ukierunkowywania jego uwielbienia na wyższe kanały wyrazu i ku wciąż poszerzającym się koncepcjom rzeczywistości Bóstwa.

92:0.4 (1003.4) 3. Duch Święty – jest to wstępne obdarzenie superumysłem a pojawia się ono niezawodnie we wszystkich prawdziwych osobowościach ludzkich. W dążącym do czczenia i pragnącym mądrości umyśle ta służba daje możliwość uświadomienia sobie postulatu przetrwania przez człowieka śmierci, zarówno w koncepcji teologicznej, jak i w aktualnym, autentycznym doświadczeniu osobistym.

92:0.5 (1003.5) Równorzędne działanie tych trzech boskich służb zupełnie wystarcza do zapoczątkowania i rozwoju religii ewolucyjnej. Wpływy te są później rozszerzane przez Dostrajacze Myśli, serafinów i Ducha Prawdy; wszystko to przyspiesza tempo religijnego rozwoju człowieka. Czynniki te od dawna działały na Urantii i będą działać tak długo, jak długo planeta pozostanie sferą zamieszkałą. Większość potencjału tych boskich czynników jeszcze nigdy nie miała możliwości ekspresji; sporo zostanie objawione w przyszłych epokach, kiedy religia śmiertelników się wzniesie, stopień po stopniu, ku nieziemskim wyżynom wartości morontialnych i prawdy duchowej.

1. Ewolucyjna natura religii

92:1.1 (1003.6) Ewolucję religii można prześledzić od wczesnego lęku przed duchami i dalej, przez wiele kolejnych jej stadiów rozwoju, razem z próbami najpierw wymuszania a potem schlebiania duchom. Fetysze plemienne rozwijały się w totemy i bogów plemiennych, formuły magiczne stały się współczesnymi modlitwami. Obrzezanie z początku było ofiarowaniem, potem stało się czynnością higieniczną.

92:1.2 (1003.7) Podczas dzikiego dzieciństwa ludów religia się rozwijała, od czczenia natury, przez kult duchów, do fetyszyzmu. O świcie cywilizacji gatunek ludzki przyjął bardziej mistyczne i symboliczne wierzenia, podczas gdy teraz, kiedy ludzkość dorasta, dojrzewa ona do poziomu doceniania prawdziwej religii a nawet do początków samodzielnego objawiania prawdy.

92:1.3 (1004.1) Religia powstaje jako biologiczna reakcja umysłu na wierzenia duchowe i na ludzkie otoczenie; jest u gatunku ludzkiego ostatnią rzeczą, która może zaniknąć albo się zmienić. W każdej epoce religia stanowi dostosowanie się społeczeństwa do tego, co tajemnicze. Jako instytucja społeczna zawiera ona obrzędy, symbole, kulty, pisma święte, ołtarze, przybytki i świątynie. Woda święcona, relikwie, fetysze, amulety, ornaty, dzwony, bębny i kapłaństwo, wspólne są wszystkim religiom. Niemożliwe jest całkowite oddzielenie czysto ewolucyjnej religii zarówno od magii jak i od czarów.

92:1.4 (1004.2) Tajemnica i siła zawsze wywoływały uczucia religijne i strach, podczas gdy emocje zawsze działały jako potężny czynnik warunkujący rozwój tych uczuć. Strach zawsze był podstawowym stymulantem religijnym. Strach tworzy bogów religii ewolucyjnej i jest przyczyną powstawania rytuałów religijnych prymitywnych ludzi wierzących. W miarę rozwoju cywilizacji, strach przekształcony jest przez szacunek, podziw, respekt i sympatię a potem dodatkowo jest warunkowany przez żal i skruchę.

92:1.5 (1004.3) Pewien azjatycki lud nauczał, że „Bóg jest wielkim strachem”, co jest wynikiem czysto ewolucyjnej religii. Jezus, najwyższego rodzaju objawienie życia religijnego, głosił, że „Bóg jest miłością”.

2. Religia a obyczaje

92:2.1 (1004.4) Religia jest najbardziej indywidualną i nieelastyczną ze wszystkich ludzkich instytucji, ale powoli się przystosowuje do zmieniającego się społeczeństwa. W końcu religia ewolucyjna odzwierciedla zmienne obyczaje, które z kolei mogą podlegać wpływom religii objawionej. Powoli, pewnie, chociaż niechętnie, podąża religia (czczenie) za rozbudzoną mądrością – wiedzą kierowaną empirycznym rozumowaniem i oświeconą boskim objawieniem.

92:2.2 (1004.5) Religia kurczowo trzyma się obyczajów; tego, co było, co dawne i domniemanie święte. Z tej a nie innej przyczyny, narzędzia kamienne przetrwały długo w epoce brązu i żelaza. Jest w zapisach takie oświadczenie: „A jeśli uczynisz mi ołtarz z kamieni, to nie buduj go z kamieni ciosowych, bo zbezcześcisz go, gdy przyłożysz do niego swoje dłuto”. Nawet dzisiaj, Hindusi, rozpalając swe ognie na ołtarzach używają prymitywnego wiertła ogniowego. W procesie rozwoju religii ewolucyjnej nowość zawsze uznawana była za świętokradztwo. Sakrament musi składać się nie z nowej, przetworzonej żywności, ale z potraw najbardziej prymitywnych: „Mięso pieczone w ogniu, z chlebem nie kwaszonym i gorzkimi ziołami”. Wszystkie formy zwyczajów społecznych, a nawet procedur prawnych, kurczowo trzymają się starych form.

92:2.3 (1004.6) Kiedy człowiek współczesny się dziwi, że w świętych pismach różnych religii przedstawiane jest tak wiele spraw, które można uznać za nieprzyzwoite, powinien się zastanowić, że przemijające pokolenia bały się usunąć tego, co ich przodkowie uważali za święte i nienaruszalne. Znaczną część tych rzeczy, które pewne pokolenie może uznawać za nieprzyzwoite, pokolenia poprzedzające mogły traktować za część swoich utartych obyczajów a nawet za uznane obrzędy religijne. Znaczna część sporów religijnych powstała z niekończących się prób pogodzenia starszych, ale nagannych praktyk, z nowym, zaawansowanym rozumowaniem, ażeby można było znaleźć wiarygodne teorie usprawiedliwiające utrwalenie w formie doktryny dawnych i przebrzmiałych obyczajów.

92:2.4 (1004.7) Tym niemniej niemądre są próby zbytniego przyspieszania rozwoju religijnego. Rasa czy naród może przyswoić tylko to z jakiejkolwiek zaawansowanej religii, co się sensownie harmonizuje i daje pogodzić z jego aktualnym statusem ewolucyjnym; z dodatkiem ducha adaptacji. Wszelkie przesłanki społeczne, klimatyczne, polityczne i ekonomiczne wpływają na określenie kierunku i przebiegu ewolucji religijnej. Moralność społeczna nie jest determinowana przez religię, znaczy religię ewolucyjną, to raczej moralność ludzka narzuca formy religijne.

92:2.5 (1005.1) Dziwną i nową religię narody przyjmują tylko powierzchownie, w istocie przystosowują ją do swych obyczajów i starych metod wierzenia. Widać to dobrze na przykładzie pewnego plemienia z Nowej Zelandii, którego kapłani po tym, jak symbolicznie przyjęli chrześcijaństwo, oświadczyli, że otrzymali objawienie wprost od Gabriela, mówiące, że to plemię zostało narodem wybranym przez Boga i zezwalające na swobodne praktykowanie wolnych związków seksualnych i licznych innych, starszych oraz nagannych obyczajów. I od razu wszyscy ci początkujący chrześcijanie przyłączyli się do tej nowej i mniej wymagającej wersji chrześcijaństwa.

92:2.6 (1005.2) W takim czy innym czasie religia aprobowała wszystkie rodzaje sprzecznego i niekonsekwentnego postępowania, w pewnym okresie religia aprobowała praktycznie wszystko to, co teraz uważa się za niemoralne czy grzeszne. Sumienie, nie nauczane przez doświadczenie i pozbawione pomocy rozumowania, nigdy nie było i nigdy nie może być bezpiecznym i bezbłędnym przewodnikiem ludzkiego postępowania. Sumienie nie jest boskim głosem przemawiającym do ludzkiej duszy. Jest ono tylko całkowitą sumą moralnej i etycznej zawartości obyczajów każdego aktualnego stadium egzystencji; reprezentuje tylko wyobrażony po ludzku ideał funkcjonowania w każdym określonym zespole okoliczności.

3. Natura religii ewolucyjnej

92:3.1 (1005.3) Poznawanie ludzkiej religii jest badaniem bogatej w skamieniałości warstwy społecznej z epok minionych. Obyczaje bogów antropomorficznych są dokładnym odzwierciedleniem moralności tych ludzi, którzy pierwsi wyobrazili sobie takie bóstwa. Starożytne religie i mitologie wiernie obrazują wierzenia i podania ludów dawno już zaginionych w mrokach zapomnienia. Te starsze praktyki kultowe utrzymują się razem z nowszymi obyczajami ekonomicznymi i przemianami społecznymi i oczywiście wydają się wyjątkowo niekonsekwentne. Pozostałości kultów dają prawdziwy obraz religii ludów przeszłości. Pamiętajcie zawsze, że kulty kształtowane były nie po to, żeby odkrywać prawdę, ale raczej po to, aby głosić swe doktryny.

92:3.2 (1005.4) Religia zawsze była w dużej mierze sprawą obrzędów, rytuałów, przestrzegania, ceremonii i dogmatów. Zazwyczaj bywała skażona uporczywie utrzymującym się, niosącym niezgodę błędem, ułudą narodu wybranego. Główne idee religijne – zaklęcie, natchnienie, objawienie, przebłaganie, skrucha, pokuta, wstawiennictwo, ofiarowanie, modlitwa, spowiedź, czczenie, życie po śmierci, sakrament, rytuał, odkupienie, zbawienie, wybawienie, przymierze, nieczystość, oczyszczenie, proroctwo, grzech pierworodny – wszystkie sięgają wstecz aż do dawnych czasów pierwotnego strachu przed duchami.

92:3.3 (1005.5) Religia prymitywna nie jest niczym więcej ani mniej niż walką o byt materialny, tak poszerzony, aby obejmował byt pozagrobowy. Przestrzeganie podobnej doktryny reprezentowało rozszerzenie zmagań samozachowawczych na domeny wyimaginowanego świata widm-duchów. Bądźcie jednak ostrożni, jeśli kusicie się krytykować religię ewolucyjną. Pamiętajcie, to jest to, co się zdarzyło, to jest fakt historyczny. I przypomnijcie sobie jeszcze to, że siła jakiejkolwiek idei nie polega na jej oczywistości czy prawdzie, ale raczej na jaskrawości, z jaką przemawia do człowieka.

92:3.4 (1006.1) Religia ewolucyjna nie może zmienić czy skorygować samej siebie; nie ma też możliwości swojej własnej, progresywnej weryfikacji, tak jak nauka. Ukształtowana religia narzuca szacunek, gdyż jej wyznawcy wierzą, że jest Prawdą, „wiarą daną kiedyś świętym”, zatem, w teorii, musi być zarówno ostateczna jak i nieomylna. Kult opiera się rozwojowi, ponieważ prawdziwy postęp bez wątpienia zmodyfikuje lub zniszczy sam kult; dlatego też weryfikacja kultu zawsze musi być wymuszona.

92:3.5 (1006.2) Tylko dwa czynniki mogą zmodyfikować i udoskonalić dogmaty religii naturalnej: nacisk powoli rozwijających się obyczajów i okresowe oświecenia epokowych objawień. Nie należy się zatem dziwić, że postęp był powolny; w dawnych czasach, gdy się było postępowym czy pomysłowym, można było stracić życie jako czarownik. Kult rozwija się powoli, w epokach, pokoleniach i odwiecznych cyklach. Jednak idzie naprzód. Ewolucyjna wiara w duchy położyła fundamenty filozofii religii objawionej, która w końcu zlikwiduje przesądy z jej początków.

92:3.6 (1006.3) Na wiele sposobów religia hamowała rozwój społeczeństwa, ale bez religii nie byłoby trwałej moralności ani etyki, nie byłoby żadnej wartościowej cywilizacji. Religia matkuje znacznej części kultury niereligijnej. Rzeźba się kształtowała, kiedy tworzono idole, architektura przy budowie świątyń, poezja przy zaklęciach, muzyka przy nabożnych intonacjach, teatr podczas odtwarzania duchowego przewodnictwa a taniec w trakcie okresowych świąt kultowych.

92:3.7 (1006.4) Kiedy zwracamy uwagę na to, że religia była konieczna do rozwoju i zachowania cywilizacji, należy również odnotować, że religia naturalna zrobiła wiele w kierunku paraliżowania i opóźniania cywilizacji, którą skądinąd rozwijała i podtrzymywała. Religia opóźniała działalność gospodarczą i rozwój ekonomiczny; marnowała pracę ludzką i trwoniła kapitał; nie zawsze popierała rodzinę; nie wspomagała należycie pokoju i dobrej woli; czasami lekceważyła edukację i opóźniała naukę; niepotrzebnie zubożała życie dla pozornego bogactwa śmierci. Ewolucyjna religia, ludzka religia, faktycznie jest odpowiedzialna za wszystkie te i jeszcze inne pomyłki, błędy i niezręczności, tym niemniej zachowywała ona etykę kulturową, cywilizowaną moralność i spójność społeczną oraz umożliwiła późniejszej religii objawionej kompensację tych licznych wad ewolucyjnych.

92:3.8 (1006.5) Religia ewolucyjna była najkosztowniejszą instytucją człowieka, ale niezrównanie efektywną. Religię ludzką można oceniać jedynie w świetle ewolucyjnej cywilizacji. Gdyby człowiek nie był rozwijającym się wytworem ewolucji zwierzęcej, wtedy taki przebieg rozwoju religijnego nie miałby uzasadnienia.

92:3.9 (1006.6) Religia popierała akumulację kapitału, rozwijała pewne rodzaje pracy, wolny czas kapłanów sprzyjał rozwojowi sztuki i wiedzy; w końcu ludzkość sporo zyskała w rezultacie tych wczesnych błędów w stosowaniu etyki. Szamani, uczciwi i nieuczciwi, byli bardzo kosztowni, ale warci byli całej swej ceny. Specjalizacja zawodowa oraz nauka sama wyłoniły się z pasożytniczego kapłaństwa. Religia popierała cywilizację, pozwalała trwać społeczeństwu i przez cały ten czas była policją moralną. Religia dała człowiekowi tę dyscyplinę i samokontrolę, która umożliwiła powstanie mądrości. Religia jest skutecznym biczem ewolucyjnym, który bezlitośnie wygania leniwą i cierpiącą ludzkość z jej naturalnego stanu intelektualnego bezwładu naprzód i w górę, na wyższe poziomy rozumowania i mądrości.

92:3.10 (1006.7) I to uświęcone dziedzictwo zwierzęcego rozwoju, religia ewolucyjna, wciąż musi być analizowana i nobilitowana przez ciągłą krytykę pochodzącą od religii objawionej i przez żarliwy ogień prawdziwej nauki.

4. Dar objawienia

92:4.1 (1007.1) Objawienie jest ewolucyjne, ale zawsze progresywne. Poprzez epoki światowej historii, objawienia religijne ciągle się poszerzają i kolejno coraz bardziej oświecają ludzkość. Misją objawienia jest sortowanie i krytyka kolejnych religii ewolucyjnych. Ale jeśli objawienie ma wywyższyć i udoskonalić religie ewolucyjne, takie boskie nawiedzenia muszą wyrażać nauki, które nie są zbyt odległe od myśli i działań człowieka z epoki, w której są przedstawiane. Tak więc objawienie zawsze musi być w kontakcie z ewolucją i tak też się dzieje. Religia objawiona zawsze musi być ograniczona ludzką możliwością jej zrozumienia.

92:4.2 (1007.2) Niezależnie jednak od pozornych powiązań i zapożyczeń, religie objawione zawsze charakteryzują się wiarą w jakieś Bóstwo, reprezentujące ostateczne wartości, oraz pewną ideę przetrwania śmierci przez tożsamość osobowości.

92:4.3 (1007.3) Religia ewolucyjna jest uczuciowa, nie jest logiczna. Jest ona ludzką reakcją na wiarę w hipotetyczny świat widm-duchów – ludzkim wierzeniem-odruchem, rozbudzanym dzięki uświadomieniu sobie nieznanego i przez strach przed nieznanym. Religię objawioną przedkłada człowiekowi prawdziwy świat duchowy; jest ona odpowiedzią superintelektualnego kosmosu na pragnienia człowieka, aby wierzyć w uniwersalne Bóstwa i aby być od nich zależnym. Religia ewolucyjna obrazuje cykliczne poszukiwania ludzkości dążącej do prawdy; religia objawiona jest tą właśnie prawdą.

92:4.4 (1007.4) Wiele było objawień religijnych, ale tylko pięć z nich miało znaczenie epokowe. Są to:

92:4.5 (1007.5) 1. Nauki Dalamatii. Prawdziwa idea Pierwszego Źródła i Centrum pierwszy raz była publicznie głoszona na Urantii przez stu członków cielesnego personelu Księcia Caligastii. To poszerzone objawienie Bóstwa utrzymywało się przez ponad trzysta tysięcy lat, kiedy to zostało nagle zakończone wskutek planetarnej secesji i zakłócenia porządku nauczania. Za wyjątkiem działalności Vana, wpływ dalamatyńskiego objawienia został praktycznie stracony dla całego świata. Do momentu przybycia Adama, nawet Nodyci zapomnieli tę prawdę. Człowiek czerwony zachował nauki setki Caligastii najdłużej ze wszystkich, którzy je otrzymali, ale idea Wielkiego Ducha była zaledwie mglistym pojęciem w religii Indian, kiedy to kontakt z chrześcijaństwem znacznie ją wyklarował i umocnił.

92:4.6 (1007.6) 2. Nauki Edenu. Adam i Ewa ponownie przedstawili ludom ewolucyjnym ideę Ojca wszystkich. Katastrofa pierwszego Edenu zatrzymała rozpowszechnianie objawienia adamicznego, zanim zdążyło się ono na dobre rozszerzyć. Jednak przerwane nauki Adama kontynuowali kapłani setyccy i niektóre z tych prawd nigdy nie zostały zupełnie stracone dla świata. Cały kierunek bliskowschodniej ewolucji religijnej przekształcony został przez nauki Setytów. Jednak do roku 2500 p.n.e., ludzkość w znacznym stopniu straciła wizję objawienia głoszonego w czasach Edenu.

92:4.7 (1007.7) 3. Melchizedek z Salemu. Ten Syn od sytuacji krytycznych z Nebadonu zapoczątkował na Urantii trzecie objawienie prawdy. Kardynalnymi przykazaniami jego nauki były ufność i wiara. Nauczał ufności we wszechmocną dobroć Bożą i głosił, że wiara jest tym aktem, dzięki któremu człowiek zdobywa Bożą łaskę. Jego nauki stopniowo się wymieszały z wierzeniami i praktykami różnych religii ewolucyjnych i w końcu przekształciły się w te systemy teologiczne, które istniały na Urantii na początku pierwszego tysiąclecia ery Chrystusowej.

92:4.8 (1008.1) 4. Jezus z Nazaretu. Chrystus Michał po raz czwarty przedstawił Urantii ideę Boga jako Ojca Wszechświatowego a jego nauki utrzymują się zasadniczo od tamtego czasu. Esencją jego nauki była miłość i służba, miłości pełne czczenie, którym stworzony syn odwdzięcza się spontanicznie Bogu, jego Ojcu, w uznaniu i w odpowiedzi na miłości pełną służbę Boga; dobrowolna służba, którą stworzeni synowie obdarzają swych braci jest radosnym zrozumieniem tego, że służąc w ten sposób, służą tak samo Bogu Ojcu.

92:4.9 (1008.2) 5. Przekazy Urantii. Przekazy – z których jednym jest ten właśnie – stanowią najświeższe zobrazowanie prawdy dla śmiertelników Urantii. Przekazy te różnią się od wszystkich poprzednich objawień tym, że nie są dziełem pojedynczej osobowości wszechświatowej, ale kompleksowym przedstawieniem dokonanym przez wiele istot. Tym niemniej żadne objawienie poniżej tego punktu, w którym dociera się do Ojca Wszechświatowego, nigdy nie może być kompletne. Wszystkie inne niebiańskie posługi są tylko częściowe, przemijające i praktycznie dostosowane do lokalnych warunków czasu i przestrzeni. Podczas gdy oświadczenia takie jak te mogą ewentualnie pomniejszyć bezpośredni zakres działania i autorytet wszystkich objawień, przyszedł czas, kiedy na Urantii wskazane jest dokonanie tak otwartych oświadczeń, nawet, gdy się ryzykuje redukcję przyszłego oddziaływania i autorytetu tego, najświeższego ze wszystkich objawień prawdy dla gatunku ludzkiego Urantii.

5. Wielcy przywódcy religijni

92:5.1 (1008.3) W religii ewolucyjnej, wyobraża się bogów istniejących na podobieństwo człowieka; w religii objawionej naucza się ludzi, że są synami Boga – są nawet kształtowani na wzór skończonego obrazu Boskości; w wierzeniach syntetyzowanych, zawierających nauki objawieniowe i wytwory ewolucji, idea Boga jest mieszanką następujących czynników:

92:5.2 (1008.4) 1. Idei uprzednio istniejących w kultach ewolucyjnych.

92:5.3 (1008.5) 2. Wzniosłych ideałów religii objawionej.

92:5.4 (1008.6) 3. Osobistych punktów widzenia wielkich przywódców religijnych, proroków i nauczycieli ludzkości.

92:5.5 (1008.7) Większość wielkich epok religijnych została zapoczątkowana dzięki życiu i naukom pewnej wybitnej indywidualności; przywództwo było powodem powstania większości wartościowych, moralnych ruchów w historii. Ludzie zawsze przejawiali tendencje do czczenia przywódcy, nawet kosztem jego nauki; mieli tendencje rewerencji człowieka, nawet, kiedy tracili z pola widzenie prawdy, które głosił. I dzieje się to nie bez przyczyny; w sercu człowieka ewolucyjnego jest instynktowna tęsknota za pomocą z wysoka i z zaświatów. Takie pragnienie ma spowodować, aby na Ziemi oczekiwano Księcia Planetarnego a później Synów Materialnych. Na Urantii człowiek został pozbawiony tych nadludzkich przywódców i władców, dlatego zawsze chciał sobie powetować takie straty, otaczając swych ludzkich przywódców legendami, nawiązującymi do ich nadprzyrodzonych początków i cudownej działalności.

92:5.6 (1008.8) Wiele narodów wyobrażało sobie, że ich przywódcy zrodzeni są z dziewic; życia tych przywódców zostały hojnie usłane cudownymi zdarzeniami a ich powrót zawsze jest oczekiwany przez odpowiednie grupy ludzkie. Członkowie plemion Azji centralnej wciąż oczekują powrotu Dżyngis-chana, w Tybecie, Chinach i Indiach jest to Budda, w islamie Mahomet, u Indian był to Hesunanin Onamonalonton, u Hebrajczyków był to w zasadzie Adam, wracający jako władca doczesny. W Babilonii legenda o Adamie zachowała się jako bóg Marduk – idea syna Bożego, ogniwo łączące człowieka z Bogiem. Po pojawieniu się Adama na Ziemi, tak zwani synowie Boży zaczęli być popularni wśród narodów świata.

92:5.7 (1009.1) Niezależnie od zabobonnego strachu, z jakim się odnoszono do tych nauczycieli, faktem pozostaje, że byli oni doczesnym, osobowym punktem podparcia, na którym się opierały dźwignie prawdy objawianej w celu posunięcia naprzód moralności, filozofii i religii ludzkości.

92:5.8 (1009.2) W okresie miliona lat ludzkiej historii było na Urantii wiele setek przywódców religijnych, od Onagara do Guru Nanaka. W tym czasie było dużo odpływów i przypływów prawdy religijnej i wiary duchowej, a każdy renesans religii Urantian utożsamiany był w przeszłości z życiem i naukami jakiegoś przywódcy religijnego. Przy omawianiu nauczycieli z ostatnich czasów, może być pomocne pogrupowanie ich według siedmiu głównych, religijnych epok poadamicznej Urantii.

92:5.9 (1009.3) 1. Okres setycki. Kapłani setyccy, kiedy się odrodzili pod przywództwem Amosada, stali się wielkimi nauczycielami epoki poadamicznej. Działali na ziemiach Anditów a ich wpływ utrzymywał się długo u Greków, Sumerów i Hindusów. Wśród tych ostatnich przetrwali do dziś jako bramini wiary hinduskiej. Setyci i ich następcy nigdy nie zagubili zupełnie idei Trójcy, objawionej przez Adama.

92:5.10 (1009.4) 2. Era misjonarzy Melchizedeka. Religia na Urantii została w niemałym stopniu odrodzona dzięki staraniom tych nauczycieli, powołanych przez Machiventę Melchizedeka, kiedy żył i nauczał w Salemie prawie dwa tysiące lat przed Chrystusem. Misjonarze ci głosili wiarę jako cenę łaski Bożej a ich nauczanie, choć nie zaowocowało od razu jakąś nową religią, dało jednak te fundamenty, na których późniejsi nauczyciele prawdy budowali religie Urantii.

92:5.11 (1009.5) 3. Epoka post-Melchizedekowa. Chociaż w okresie tym nauczał zarówno Amenemope jak i Echnaton, to właśnie Mojżesz, wybitny geniusz religijny epoki post-Melchizedekowej, był przywódcą grupy Beduinów bliskowschodnich i fundatorem religii hebrajskiej. Mojżesz nauczał monoteizmu. Mówił: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym”. „Pan jest Bogiem. Nie ma nikogo poza nim”. Wytrwale próbował on wykorzenić pozostałości kultu duchów, pokutujące w jego narodzie, zarządzając nawet karę śmierci dla wyznawców tego kultu. Monoteizm Mojżesza został wypaczony przez jego następców, jednak później wrócili oni do wielu jego nauk. Wielkość Mojżesza polega na jego mądrości i przenikliwości. Inni posiadali wspanialsze idee Boga, ale nikomu nigdy nie udało się nakłonić tak wielkiej liczby ludzi do przyjęcia tak zaawansowanych wierzeń.

92:5.12 (1009.6) 4. Szósty wiek przed Chrystusem. Wielu ludzi zaczęło głosić prawdę w tym, jednym z największych wieków przebudzenia religijnego, jaki Urantia kiedykolwiek widziała. Zaliczyć do nich należy Gautamę, Konfucjusza, Laozi, Zoroastra i nauczycieli dżinizmu. Nauki Gautamy rozpowszechniły się w Azji a miliony ludzi czczą go jako Buddę. Dla moralności chińskiej Konfucjusz był tym, czym Platon był dla filozofii greckiej i chociaż istniały wydźwięki religijne w naukach obu z nich, ściśle mówiąc, żaden z nich nie był nauczycielem religijnym; Laozi lepiej zobrazował Boga w tao, niż Konfucjusz w humanizmie, czy Platon w idealizmie. Zoroaster, choć był pod znacznym wpływem rozpowszechnionej koncepcji podwójnego spirytyzmu, dobrego i złego, definitywnie wywyższał ideę jednego, wiecznego Bóstwa i ostatecznego zwycięstwa światłości nad ciemnością.

92:5.13 (1010.1) 5. Pierwszy wiek ery Chrystusowej. Jako nauczyciel religijny, Jezus z Nazaretu zaczynał od kultu założonego przez Jana Chrzciciela i odszedł tak daleko jak tylko mógł od postów i formalności. Oprócz Jezusa, Paweł z Tarsu i Filon z Aleksandrii byli największymi nauczycielami tej epoki. Ich idee religijne odegrały wielką rolę w rozwoju tej wiary, która nosi imię Chrystusa.

92:5.14 (1010.2) 6. Szósty wiek po Chrystusie. Mahomet założył religię, która była zaawansowana w stosunku do wielu doktryn z jego czasów. Był to z jego strony protest przeciwko społecznym wymaganiom wiar cudzoziemców i przeciw niespoistości życia religijnego jego własnego narodu.

92:5.15 (1010.3) 7. Piętnasty wiek po Chrystusie. W tym okresie miały miejsce dwa ruchy religijne: rozerwanie jedności chrześcijaństwa na Zachodzie i synteza nowej religii na Wschodzie. Zinstytucjonalizowane chrześcijaństwo doszło w Europie do takiego stopnia braku elastyczności, że dalszy jego rozwój nie dał się pogodzić z jego jednością. Na Wschodzie, połączone nauki islamu, hinduizmu i buddyzmu zostały zsyntetyzowane przez Nanaka i jego wyznawców w sikhizmie, jednej z najbardziej zaawansowanych religii Azji.

92:5.16 (1010.4) Przyszłość Urantii bez wątpienia cechować będzie pojawianie się nauczycieli prawdy religijnej, mówiącej o Ojcostwie Boga i braterstwie wszystkich stworzonych. Należy jednak żywić nadzieję, że gorliwe i szczere wysiłki tych przyszłych proroków skierowane będą nie tak w kierunku umocnienia barier międzyreligijnych, jak w kierunku umocnienia braterstwa religijnego, czczenia duchowego pośród wielu wyznawców różnych intelektualnych teologii, tak charakterystycznych dla Urantii w Satanii.

6. Religie złożone

92:6.1 (1010.5) Religie dwudziestowiecznej Urantii obrazują interesujące studium społecznej ewolucji ludzkiego impulsu czczenia. Wiele wiar rozwinęło się tylko w znikomym stopniu od czasów kultu duchów. Pigmeje z Afryki jako grupa, nie mają reakcji religijnych, chociaż niektórzy z nich trochę wierzą w środowisko duchowe. Są dziś tam, gdzie znajdował się człowiek prymitywny, kiedy zaczynała się ewolucja religii. Podstawowym wierzeniem religii prymitywnej było życie po śmierci. Idea czczenia osobowego Boga reprezentuje zaawansowany rozwój ewolucyjny, nawet pierwsze stadium objawienia. Dajakowie wykształcili tylko najbardziej prymitywne praktyki religijne. Do stosunkowo niedawna Eskimosi i Indianie mieli bardzo ubogie koncepcje Boga; wierzyli w duchy i mieli nieokreśloną ideę jakiegoś rodzaju życia po śmierci. Dzisiejsi, rodowici Australijczycy, obawiają się tylko duchów, boją się ciemności i prymitywnie czczą przodków. Zulusi dopiero co ukształtowali religię strachu przed duchami oraz ofiarowania. Wiele plemion afrykańskich, oprócz tych, gdzie pracowali misjonarze chrześcijańscy i mahometańscy, nie wyszło jeszcze poza fetyszowe stadium ewolucji religijnej. Jednak niektóre grupy długo trzymały się idei monoteizmu, jak niegdyś Trakowie, którzy wierzyli również w nieśmiertelność.

92:6.2 (1010.6) Na Urantii, religie ewolucyjne i objawieniowe rozwijają się obok siebie, mieszając się i łącząc w różnorodne systemy teologiczne, znajdujące się na świecie w czasie redagowania tych przekazów. Religie te, religie dwudziestowiecznej Urantii, można określić następująco:

92:6.3 (1011.1) 1. Hinduizm – najstarsza.

92:6.4 (1011.2) 2. Religia hebrajska.

92:6.5 (1011.3) 3. Buddyzm.

92:6.6 (1011.4) 4. Nauki Konfucjusza.

92:6.7 (1011.5) 5. Wierzenia taoistyczne.

92:6.8 (1011.6) 6. Zoroastryzm.

92:6.9 (1011.7) 7. Sinto.

92:6.10 (1011.8) 8. Dżinizm.

92:6.11 (1011.9) 9. Chrześcijaństwo.

92:6.12 (1011.10) 10. Islam.

92:6.13 (1011.11) 11. Sikhizm – najmłodsza.

92:6.14 (1011.12) W dawnych czasach najbardziej zaawansowanymi religiami były judaizm i hinduizm a każda z nich oddzielnie silnie wpływała na kierunki rozwoju religijnego tak na Wschodzie jak i na Zachodzie. Zarówno Hindusi jak i Hebrajczycy wierzyli, że ich religie są natchnione i objawione i wierzyli również, że wszystkie inne są schyłkowymi formami jednej, prawdziwej wiary.

92:6.15 (1011.13) Indie są podzielone pomiędzy hinduistów, sikhów, mahometan i dżinistów; wszyscy oni obrazują Boga, człowieka i wszechświat według swoich, zróżnicowanych wyobrażeń. Chiny wyznają nauki taoistyczne i konfucjańskie; sinto wyznawane jest w Japonii.

92:6.16 (1011.14) Wielkimi wiarami międzynarodowymi i międzyrasowymi są wiara hebrajska, buddyjska, chrześcijańska i islamska. Buddyzm rozciąga się od Cejlonu i Burmy, poprzez Tybet i Chiny, do Japonii. Wykazał zdolności przystosowawcze do obyczajów wielu narodów, co może być przyrównane tylko do chrześcijaństwa.

92:6.17 (1011.15) Religia hebrajska zawiera filozoficzne przejście od politeizmu do monoteizmu; jest to ewolucyjne ogniwo między religiami ewolucyjnymi a religiami objawieniowymi. Hebrajczycy są jedynym narodem zachodnim, który trzymał się swych dawnych bogów ewolucyjnych, aż do czasów Boga objawionego. Jednak prawda ta nigdy nie została szerzej przyjęta, aż dopiero w czasach Izajasza, który ponownie nauczał mieszanej idei bóstwa plemiennego, połączonego z Wszechświatowym Stwórcą: „O Panie Zastępów, Boże Izraela, ty sam jesteś Bogiem; Tyś uczynił niebo i ziemię”. W pewnym okresie nadzieja przetrwania cywilizacji Zachodu leżała w wysublimowanych, hebrajskich koncepcjach dobroci i w zaawansowanych, hellenistycznych koncepcjach piękna.

92:6.18 (1011.16) Religia chrześcijańska jest religią o życiu i naukach Chrystusa, opartą na teologii judaizmu, później zmodyfikowaną przez asymilację pewnych nauk zoroastryzmu i filozofii greckiej, a sformułowaną zasadniczo przez trzy jednostki: Filona, Piotra i Pawła. Od czasów Pawła przeszła wiele stadiów swej ewolucji i stała się tak dogłębnie zachodnia, że wiele nieeuropejskich narodów zupełnie naturalnie traktuje chrześcijaństwo jak obce objawienie, obcego Boga i dla obcych.

92:6.19 (1011.17) Islam jest religijno-kulturalnym łącznikiem Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i południowo-wschodniej Azji. To właśnie teologia żydowska, w połączeniu z późniejszymi naukami chrześcijańskimi, uczyniła islam monoteistyczny. Wyznawcy Mahometa potknęli się na zaawansowanym nauczaniu o Trójcy; nie mogli zrozumieć doktryny trzech Boskich osobowości w jednym Bóstwie. Zawsze jest trudno nakłonić ewolucyjne umysły do nagłej akceptacji prawdy objawionej. Człowiek jest istotą ewolucyjną i musi zasadniczo dostawać swą religię metodami ewolucyjnymi.

92:6.20 (1012.1) Czczenie przodków stanowiło w pewnym okresie wyraźny krok naprzód w ewolucji religijnej, jednak jest zarówno zadziwiające jak i pożałowania godne, że ta prymitywna idea wciąż trwa w Chinach, Japonii i Indiach, pośród takiej ilości tego, co jest relatywnie bardziej zaawansowane, jak buddyzm i hinduizm. Na Zachodzie, czczenie przodków przekształciło się w wenerację bogów narodowych i szacunek dla narodowych bohaterów. W dwudziestym wieku ta czcząca bohaterów nacjonalistyczna religia pojawia się w różnych radykalnych i nacjonalistycznych sekularyzmach, tak charakterystycznych dla wielu ras i narodów Zachodu. Wiele takiej samej postawy znaleźć można na ważniejszych uniwersytetach i w większych społecznościach industrialnych ludów angielskojęzycznych. Idea, że religia jest tylko „wspólnym poszukiwaniem dobrego życia”, nie różni się zbytnio od takich poglądów. „Religie narodowe” nie są niczym innym niż cofaniem się do dawnego czczenia cesarza rzymskiego i sinto – kultu państwa i rodziny cesarskiej.

7. Dalsza ewolucja religii

92:7.1 (1012.2) Religia nigdy nie stanie się faktem naukowym. Filozofia może się wprawdzie opierać na bazie naukowej, ale religia na zawsze pozostanie albo ewolucyjną, albo objawieniową, lub ewentualnie kombinacją ich obu, tak jak w świecie dzisiejszym.

92:7.2 (1012.3) Nie można wynaleźć nowych religii, mogą one powstać w trakcie ewolucji albo zostać nagle objawione. Wszystkie nowe religie ewolucyjne są tylko zaawansowanymi ekspresjami starych wierzeń, ich nowymi adaptacjami i dostosowaniami. Stare nie przestaje istnieć, zostaje złączone z nowym, tak jak sikhizm rozwinął się i zakwitnął na glebie i formach hinduizmu, buddyzmu, islamu oraz innych kultów współczesnych. Prymitywna religia była bardzo demokratyczna; dziki był skory do zapożyczania i użyczania. Dopiero z religią objawioną przyszedł autokratyczny i nietolerancyjny egotyzm teologiczny.

92:7.3 (1012.4) Spośród wielu religii Urantii wszystkie są dobre w takim stopniu, w jakim prowadzą człowieka do Boga i niosą człowiekowi świadomość istnienia Ojca. Wyobrażanie sobie swoich doktryn jako Prawdy jest błędem jakiejkolwiek grupy ludzi religijnych; postawa taka bardziej świadczy o arogancji teologicznej niż o pewności wiary. Nie ma takiej religii na Urantii, która nie mogłaby z korzyścią dla siebie badać i asymilować najlepszych prawd zawartych w każdej innej wierze, jako że wszystkie zawierają prawdę. Ludzie religijni zrobiliby lepiej, zapożyczając raczej to, co najlepsze z żywej wiary duchowej swych bliźnich, zamiast potępiać to, co najgorsze w ich pokutujących przesądach i przestarzałych rytuałach.

92:7.4 (1012.5) Wszystkie religie powstały w wyniku zróżnicowanych, intelektualnych reakcji ludzkich na identyczne przewodnictwo duchowe. Nigdy nie mogą się spodziewać osiągnięcia jednorodności doktryn, dogmatów i obrzędów – te są intelektualne; mogą jednak osiągnąć i kiedyś osiągną uświadomienie sobie jedności w prawdziwym czczeniu Ojca wszystkich, gdyż to jest duchowe i na zawsze prawdziwe, że w duchu wszyscy ludzie są sobie równi.

92:7.5 (1012.6) Religia prymitywna była przeważnie świadomością materialno-wartościową, ale cywilizacja wywyższyła wartości religijne, ponieważ prawdziwa religia jest oddaniem jaźni na służbę wartościom pełnym treści i najwyższym. W miarę rozwoju religii, etyka staje się filozofią obyczajów a moralność staje się dyscypliną jaźni, według standardów wyższych znaczeń i zaawansowanych wartości – boskich i duchowych ideałów. Tym samym religia staje się spontanicznym i wyszukanym poświęceniem, żywym doświadczaniem lojalnej miłości.

92:7.6 (1013.1) Jakość religii jest określana poprzez:

92:7.7 (1013.2) 1. Poziom wartości – lojalności.

92:7.8 (1013.3) 2. Głębokość znaczeń – uczulenie jednostki na idealistyczną waloryzację tych najwyższych wartości.

92:7.9 (1013.4) 3. Intensywność poświęcenia – stopień przywiązania do tych boskich wartości.

92:7.10 (1013.5) 4. Nieskrępowany rozwój osobowości na kosmicznej drodze idealistycznego życia duchowego, uświadomienie sobie synostwa z Bogiem i nigdy niekończące się, progresywne obywatelstwo wszechświata.

92:7.11 (1013.6) Znaczenia religijne rozwijają się w osobowej świadomości, kiedy dziecko przenosi swoje idee wszechmocy z rodziców na Boga. I całe religijne doświadczenie takiego dziecka jest w znacznym stopniu zależne od tego, czy strach, czy też miłość panowała w relacjach między rodzicem a dzieckiem. Niewolnicy zawsze mieli wielkie trudności z przekształceniem strachu przed panem w ideę Boga miłości. Cywilizacja, nauka i zaawansowane religie muszą wyzwolić ludzkość od tych lęków, zrodzonych z obaw przed zjawiskami naturalnymi. I tak samo coraz większe oświecenie powinno wyzwolić wykształconych śmiertelników od wszelkiej zależności od pośredników w ich komunii z Bóstwem.

92:7.12 (1013.7) Takie pośrednie stadia bałwochwalczego niezdecydowania są nieuniknione, podczas przenoszenia czci od tego, co ludzkie i widzialne na to, co boskie i niewidzialne, ale powinny zostać skrócone dzięki uświadomieniu sobie pomocnej służby boskiego ducha, który zamieszkuje człowieka. Tym niemniej człowiek uległ głębokiemu wpływowi nie tylko swoich koncepcji Bóstwa, ale także cech charakterystycznych tych bohaterów, których postanowił szanować. Wyjątkowo niefortunnie się stało, że ci, co zostali czcicielami Boskiego i zmartwychwstałego Chrystusa, przeoczyli człowieka – mężnego i odważnego bohatera – Jeszuę ben Józefa.

92:7.13 (1013.8) Człowiek współczesny prawidłowo uświadamia sobie religię, ale obyczaje jego praktyk religijnych są gmatwane i dyskredytowane przez przyspieszone przemiany społeczne i rozwój naukowy bez precedensu. Myślący mężczyźni i kobiety potrzebują nowego zdefiniowania religii, a to z kolei będzie zmuszało religię do ponownej ewaluacji samej siebie.

92:7.14 (1013.9) W jednym pokoleniu człowiek współczesny staje w obliczu konieczności dokonania większej ilości ponownych adaptacji wartości ludzkich niż było ich zrobione przez dwa tysiące lat. I wszystko to ma wpływ na społeczną postawę człowieka wobec religii, ponieważ religia jest tak samo sposobem życia jak i metodą myślenia.

92:7.15 (1013.10) Prawdziwa religia musi być równocześnie wieczną podstawą i gwiazdą przewodnią wszystkich trwałych cywilizacji.

92:7.16 (1013.11) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 93, Machiventa Melchizedek

Księga Urantii

Przekaz 93

Machiventa Melchizedek

93:0.1 (1014.1) MELCHIZEDECY generalnie są znani jako Synowie działający w sytuacjach krytycznych, ponieważ zakres ich działalności prowadzonej na światach wszechświata lokalnego jest wręcz zdumiewający. Kiedy wyniknie jakiś niezwykły problem albo kiedy próbuje się zrobić coś nadzwyczajnego, bardzo często Melchizedek podejmuje się takich zadań. Charakterystyczna dla Synów Melchizedeków umiejętność funkcjonowania w nagłych przypadkach, jak również na szeroko zróżnicowanych poziomach wszechświata, nawet na materialnych poziomach przejawiania się osobowości, jest specyficzna dla ich klasy. Tylko Nosiciele Życia podzielają z nimi, w pewnym stopniu, ten metamorficzny zakres funkcjonowania osobowości.

93:0.2 (1014.2) Melchizedekowa klasa wszechświatowego synostwa była wyjątkowo aktywna na Urantii. Korpus, złożony z dwunastu takich istot, służył wraz z Nosicielami Życia. Później, zaraz po secesji Caligastii, korpus dwunastu Melchizedeków zarządzał komisarycznie waszym światem i sprawował władzę aż do czasów Adama i Ewy. Po odstępstwie Adama i Ewy, tych dwunastu Melchizedeków wróciło na Urantię i sprawowało obowiązki planetarnych zarządców komisarycznych, aż do tego dnia, kiedy Jezus z Nazaretu, jako Syn Człowieczy, został tytularnym, Planetarnym Księciem Urantii.

1. Wcielenie Machiventy

93:1.1 (1014.3) Prawdzie objawionej zagrażał zanik w tych tysiącleciach, które nastały po niepowodzeniu misji adamicznej na Urantii. Choć rasy ludzkie rozwijały się intelektualnie, duchowo z wolna traciły grunt. Około roku 3000 p.n.e., idea Boga w umysłach ludzkich stawała się bardzo mglista.

93:1.2 (1014.4) Dwunastu zarządców komisarycznych, Melchizedeków, wiedziało o tym, że Michał wkrótce obdarzy sobą ich planetę; jednak nie wiedzieli jak szybko to nastąpi, zwołali zatem uroczystą naradę i wysłali petycję do Najwyższych Ojców z Edentii, aby coś zrobić w celu zachowania światła prawdy na Urantii. Petycja została oddalona, wraz z rozporządzeniem, mówiącym, że „prowadzenie spraw na 606 z Satanii znajduje się całkowicie w rękach opiekunów Melchizedeków”. Zarządcy komisaryczni apelowali o pomoc do Ojca Melchizedeka, ale dostali odpowiedź, że powinni podtrzymywać prawdę takim sposobem, jaki sami obiorą, „aż do przybycia obdarzającego Syna”, który „ustanowi planetarne prawa, skończy z bezprawiem i niepewnością”.

93:1.3 (1014.5) W wyniku pozostawienia Melchizedekom wolnej ręki w sprawie metod działania, jeden z dwunastu planetarnych zarządców komisarycznych, Machiventa Melchizedek, dobrowolnie podjął się tego, co zrobiono zaledwie sześć razy w historii Nebadonu – uosobienia się na planecie w formie zwykłego człowieka tej domeny, obdarzenia sobą Ziemi w charakterze Syna od nagłych wypadków na służbie temu światu. Zezwolenie na takie przedsięwzięcie otrzymano od władz Salvingtonu i wcielenie Machiventy Melchizedeka dokonało się w Palestynie, niedaleko tego miejsca, gdzie później powstało miasto Salem. Cały proces materializacji Syna Melchizedeka przeprowadzony został przez zarządców komisarycznych planety, przy współpracy Nosicieli Życia, jednego Nadrzędnego Kontrolera Fizycznego oraz innych niebiańskich osobowości, przebywających na Urantii.

2. Mędrzec z Salemu

93:2.1 (1015.1) Działo się to 1.973 lata przed narodzeniem Jezusa, kiedy gatunek ludzki Urantii został obdarzony Machiventą. Jego przybycie nie było spektakularne, jego materializacji nie oglądały oczy ludzkie. Człowiek śmiertelny pierwszy raz zobaczył go tego, pamiętnego dnia, kiedy Melchizedek wszedł do namiotu Amdona, pasterza chaldejskiego sumeryjskiego pochodzenia. Ogłoszenie jego misji zawarte zostało w prostym oświadczeniu, które przekazał pasterzowi: „Jestem Melchizedek, kapłan El Eljon, Najwyższego, jednego i jedynego Boga”.

93:2.2 (1015.2) Kiedy zaskoczony pasterz doszedł do siebie i po tym, jak zasypał obcego wieloma pytaniami, poprosił Melchizedeka, aby zjadł z nim kolację; i po raz pierwszy w swej długiej, wszechświatowej działalności, Machiventa jadł materialne pożywienie, pokarm, którym miał się żywić przez dziewięćdziesiąt cztery lata swego życia, jako istoty materialnej.

93:2.3 (1015.3) Tej nocy, gdy rozmawiali pod gwiazdami, Melchizedek zaczął swą misję objawiania prawdy o rzeczywistości Boga. Zakreśliwszy szeroko ręką, zwrócił się do Amdona i powiedział: „El Eljon, Najwyższy, jest Boskim stwórcą gwiazd na firmamencie i tej właśnie Ziemi, na której żyjemy a jest on także najwyższym Bogiem nieba”.

93:2.4 (1015.4) W ciągu kilku lat Melchizedek zebrał wokół siebie grupę uczniów, zwolenników i wierzących, którzy stanowili zaczątek późniejszej społeczności Salemu. Wkrótce stał się znany na terenie Palestyny jako kapłan El Eljon, Najwyższego Ojca i jako mędrzec z Salemu. Wśród kilku najbliższych plemion częstokroć zwany był szejkiem albo królem, Salemu. Salem było tym miejscem, które po tym, jak zniknął Melchizedek, stało się miastem Jebus, nazwanym później Jerozolimą.

93:2.5 (1015.5) Swym wyglądem Machiventa przypominał zmieszane wtedy ludy nodyckie i sumeryjskie, miał prawie metr osiemdziesiąt wzrostu i władczą postawę. Mówił po chaldejsku a władał także pół tuzinem innych języków. Ubierał się podobnie jak kapłani kananejscy, z tym wyjątkiem, że na piersi nosił symbol trzech współśrodkowych okręgów, satanijski symbol Rajskiej Trójcy. W okresie jego duszpasterstwa, insygnia trzech współśrodkowych okręgów zostały uznane przez jego wyznawców za tak święte, że nigdy nie ośmielili się ich używać i zostały niebawem, w ciągu kilku pokoleń, zapomniane.

93:2.6 (1015.6) Chociaż Machiventa żył tak jak inni ludzie tego świata, nigdy się nie ożenił, ani też nie pozostawił po sobie potomstwa na Ziemi. Jego ciało fizyczne, z wyglądu mężczyzna gatunku ludzkiego, w rzeczywistości należało do klasy tych specjalnie wytworzonych ciał, jakie były używane przez stu zmaterializowanych członków personelu Księcia Caligastii, oprócz tego, że nie zawierało plazmy życiowej żadnej rasy ludzkiej. Na Urantii nie było też drzewa życia. Gdyby Machiventa pozostał na Ziemi dłużej, mechanizm jego organizmu mógłby się stopniowo degenerować; faktycznie zakończył on swą misję obdarzającą w wieku dziewięćdziesięciu czterech lat, na długo przedtem, nim jego materialne ciało zaczęło niszczeć.

93:2.7 (1016.1) Wcielony Melchizedek otrzymał Dostrajacza Myśli, który zamieszkał w jego nadludzkiej osobowości jako monitor czasu i mentor ciała, zdobywając tym samym doświadczenie i zapoznając się praktycznie z problemami Urantii, jak i ze sposobem zamieszkiwania wcielonego Syna, co umożliwiło temu duchowi Ojca tak mężne działanie w ludzkim umyśle kolejnego Syna Bożego, Michała, kiedy zjawił się na Ziemi w formie ciała materialnego. I to jest jedyny Dostrajacz Myśli, jaki kiedykolwiek działał w dwu umysłach na Urantii, jednak oba te umysły były tak boskie jak i ludzkie.

93:2.8 (1016.2) Podczas inkarnacji w ludzkie ciało, Machiventa cały czas kontaktował się ze swoimi jedenastoma braćmi z korpusu opiekunów planetarnych, nie mógł się jednak komunikować z innymi klasami osobowości niebiańskich. Poza zarządcami komisarycznymi, Melchizedekami, nie miał on więcej kontaktów z inteligencjami nadludzkimi niż ludzka istota.

3. Nauki Melchizedeka

93:3.1 (1016.3) W przeciągu dekady, Melchizedek zorganizował swoje szkoły w Salemie, wzorując je na starszym systemie, który został zaprowadzony przez dawnych kapłanów setyckich z drugiego Edenu. Nawet idea dziesięciny, wprowadzona przez nawróconego później Abrahama, także wywodziła się z przetrwałych tradycji o metodach pracy dawnych Setytów.

93:3.2 (1016.4) Melchizedek nauczał idei jednego Boga, uniwersalnego Bóstwa, ale pozwalał ludziom kojarzyć te nauki z Ojcem Konstelacji Norlatiadek, którego nazywał El Eljon – Najwyższy Ojciec. Melchizedek praktycznie przemilczał sprawę statusu Lucyfera i tego, jak się sprawy mają na Jerusem. Lanaforge, Władca Systemu, niewiele miał do czynienia z Urantią przed zakończeniem obdarzenia dokonanego przez Michała. Dla większości uczniów Salemu Edentia była niebem a Najwyższy Ojciec był Bogiem.

93:3.3 (1016.5) Symbol trzech współśrodkowych okręgów, który Melchizedek przyjął za insygnia swego obdarzenia, większość ludzi uznawała za oznaczenie trzech królestw: ludzi, aniołów i Boga. I pozwolono im trwać w tych wierzeniach; niewielu wyznawców kiedykolwiek się dowiedziało, że te trzy okręgi symbolizują nieskończoność, wieczność i uniwersalność Rajskiej Trójcy, bosko podtrzymującej i ukierunkowującej; nawet Abraham uznawał ten symbol raczej za oznaczenie trzech Najwyższych Ojców z Edentii, ponieważ się dowiedział, iż trzech Najwyższych Ojców działa jako jedność. Tak dalece, jak Melchizedek nauczał idei Trójcy, symbolizowanej przez te insygnia, kojarzył ją zazwyczaj z trzema władcami Vorondadekami z konstelacji Norlatiadek.

93:3.4 (1016.6) Melchizedek nie chciał przedkładać ogółowi swych wyznawców nauk wybiegających poza władzę Najwyższych Ojców z Edentii – Bogów Urantii. Niektórych jednak nauczał zaawansowanej prawdy, obejmującej zarządzanie i organizację wszechświata lokalnego, podczas gdy błyskotliwego wyznawcę, Nordana, Kenitę i jego zespół gorliwych uczniów, nauczał prawd o superwszechświecie a nawet o Havonie.

93:3.5 (1016.7) Członkowie rodziny Katro, u których Melchizedek mieszkał ponad trzydzieści lat, znali wiele takich wyższych prawd i długo zachowali je w swojej rodzinie, aż do czasów ich słynnego potomka, Mojżesza, który tym samym wszedł w posiadanie ważnych tradycji z czasów Melchizedeka, przekazanych jemu przez rodzinę ze strony ojca, jak również przez inne źródła ze strony matki.

93:3.6 (1016.8) Melchizedek nauczał swoich wyznawców wszystkiego tego, co potrafili zrozumieć i przyswoić. Nawet wiele współczesnych idei religijnych, o niebie i ziemi, człowieku, Bogu i aniołach, nie odbiega zbytnio od nauk Melchizedeka. Tym niemniej ten wielki nauczyciel podporządkowywał wszystko doktrynie jednego Boga, wszechświatowego Bóstwa, niebiańskiego Stwórcy i boskiego Ojca. Kładł szczególny nacisk na takie nauczanie, aby nakłonić ludzi do uwielbienia Ojca i aby przygotować drogę dla późniejszego pojawienia się Michała, jako Syna tego właśnie Ojca Wszechświatowego.

93:3.7 (1017.1) Melchizedek nauczał, że kiedyś, w przyszłości, przybędzie w ciele inny Syn Boga, tak jak i on przybył, ale będzie zrodzony z kobiety; i dlatego liczni późniejsi nauczyciele utrzymywali, że Jezus był kapłanem czy duszpasterzem, „według porządku Melchizedeka na wieki”.

93:3.8 (1017.2) W ten oto sposób Melchizedek szykował grunt i kształtował monoteistyczne stadium światowych zapatrywań dla obdarzenia rzeczywistym, Rajskim Synem jednego Boga, którego tak jasno przedstawiał jako Ojca wszystkich i którego zobrazował Abrahamowi jako Boga, mogącego zaakceptować człowieka na prostych warunkach osobistej wiary. Kiedy Michał zjawił się na Ziemi, potwierdził wszystko to, czego nauczał Melchizedek odnośnie Rajskiego Ojca.

4. Religia salemska

93:4.1 (1017.3) Obrzędy religijne w Salemie były bardzo proste. Każdy, kto podpisał lub parafował listę na glinianej tabliczce Kościoła Melchizedekowego, zapamiętywał i akceptował następujące wierzenie:

93:4.2 (1017.4) 1. Wierzę w El Eljon, Najwyższego Boga, jedynego Ojca Wszechświatowego i Stworzyciela wszystkich rzeczy.

93:4.3 (1017.5) 2. Uznaję przymierze Melchizedeka z Najwyższym Ojcem, które daje mi łaskę Bożą za moją wiarę, a nie za ofiarowania i ofiary całopalne.

93:4.4 (1017.6) 3. Przyrzekam przestrzegać siedmiu przykazań Melchizedeka i głosić wszystkim ludziom dobrą nowinę tego przymierza z Najwyższym Ojcem.

93:4.5 (1017.7) I to była cała doktryna kolonii w Salemie. Ale nawet tak krótkie i proste wyznanie wiary było, ogółem mówiąc, zbyt wielkie i zbyt zaawansowane dla ludzi z tamtych dni. Po prostu nie mogli oni zrozumieć idei otrzymania Boskiej łaski za nic – poprzez wiarę. Zbyt mocno byli utwierdzeni w wierze, że człowiek zrodził się dłużnikiem bogów. Zbyt długo i zbyt gorliwie ludzie składali ofiary i dary kapłanom, aby mogli zrozumieć tę dobrą nowinę, że zbawienie, Boska łaska, jest darem darmowym dla wszystkich tych, którzy uwierzą w przymierze Melchizedeka. Abraham wierzył, chociaż niezdecydowanie i nawet to było „uznane za prawość”.

93:4.6 (1017.8) Siedem przykazań, głoszonych przez Melchizedeka, wzorowane było na pradawnych, najwyższych prawach dalamatyńskich i bardzo było podobne do siedmiu przykazań nauczanych w pierwszym i drugim Edenie. Przykazania religii salemskiej były następujące:

93:4.7 (1017.9) 1. Nie będziesz służył żadnemu Bogu poza Najwyższym Ojcem, Stwórcą nieba i ziemi.

93:4.8 (1017.10) 2. Nie będziesz wątpił w to, że tylko wiara jest potrzebna do wiecznego zbawienia.

93:4.9 (1017.11) 3. Nie będziesz świadczył fałszywie.

93:4.10 (1017.12) 4. Nie będziesz zabijał.

93:4.11 (1017.13) 5. Nie będziesz kradł.

93:4.12 (1018.1) 6. Nie będziesz cudzołożył.

93:4.13 (1018.2) 7. Nie będziesz okazywał braku szacunku rodzicom i starszym.

93:4.14 (1018.3) Chociaż nie pozwalano składać ofiar w granicach kolonii, Melchizedek dobrze wiedział, jak trudno jest nagle wykorzenić długo utrwalone obyczaje i w związku z tym zaproponował ludziom substytut, w postaci sakramentu chleba i wina, w miejsce starszych ofiar z ciała i krwi. Jest zapisane, że „Melchizedek, król Salemu, wyniósł chleb i wino”. Ale nawet takie, ostrożne innowacje, nie przyjęły się w pełni; wszystkie plemiona miały swe pomocnicze punkty czczenia na peryferiach Salemu, gdzie składały ofiarowania i ofiary całopalne. Nawet Abraham uciekł się do tej barbarzyńskiej praktyki po swym zwycięstwie nad Kedorlaomerem; po prostu nie mógł zaznać spokoju, zanim nie złożył tradycyjnej ofiary. I Melchizedek nigdy nie wykorzenił zupełnie tendencji do składania ofiar z religijnych praktyk swoich wyznawców, nawet u Abrahama.

93:4.15 (1018.4) Podobnie jak Jezus, Melchizedek skoncentrował się wyłącznie na wypełnieniu misji swego obdarzenia. Nie próbował reformować obyczajów, zmieniać zwyczajów świata ani szerzyć zaawansowanych praktyk sanitarnych czy prawd naukowych. Przybył, aby wykonać dwa zadania: utrzymać na Ziemi żywą prawdę o jednym Bogu i przygotować grunt dla kolejnego obdarzenia w formie śmiertelnika Rajskiego Syna tego właśnie Ojca Wszechświatowego.

93:4.16 (1018.5) Przez dziewięćdziesiąt cztery lata Melchizedek nauczał w Salemie podstawowych prawd objawionych i w tym czasie Abraham uczęszczał do szkół Salemu trzy razy, w różnych okresach. W końcu nawrócił się na nauki salemskie, został jednym z czołowych uczniów Melchizedeka i jego główną podporą.

5. Wybór Abrahama

93:5.1 (1018.6) Chociaż błędne może być mówienie o „narodzie wybranym”, nie jest pomyłką nawiązywanie do Abrahama jako do jednostki wybranej. Melchizedek oddał w ręce Abrahama odpowiedzialność za utrzymanie żywej prawdy o jednym Bogu jako odmiennej od panujących wierzeń w wiele bóstw.

93:5.2 (1018.7) Wybór Palestyny na miejsce działalności Machiventy, opierał się po części na chęci nawiązania kontaktu z jakąś rodziną ludzką, uosabiającą potencjały przywódcze. W momencie wcielenia Melchizedeka, było na Ziemi wiele rodzin tak samo gotowych na przyjęcie doktryny salemskiej, jak rodzina Abrahama. Tak samo istniały uzdolnione rodziny u ludzi czerwonych, żółtych jak również u potomków Anditów, na zachodzie i północy. Jednak żadne z tych miejsc nie było tak korzystnie usytuowane pod względem późniejszego pojawienia się na Ziemi Michała, jak wschodnie wybrzeże Morza Śródziemnego. Misja Melchizedeka w Palestynie i późniejsze pojawienie się Michała pośród narodu hebrajskiego były w niemałym stopniu zdeterminowane geografią, tym, że Palestyna była centralnie zlokalizowana w stosunku do istniejącego wtedy handlu, podróży oraz cywilizacji światowych.

93:5.3 (1018.8) Zarządcy komisaryczni, Melchizedecy, obserwowali przez jakiś czas przodków Abrahama i byli pewni, że w jakimś pokoleniu pojawi się pośród nich potomstwo, które będzie się charakteryzować inteligencją, inicjatywą, bystrością i szczerością. Dzieci Teracha, ojca Abrahama, pod każdym względem spełniały te oczekiwania. Właśnie możliwość nawiązania kontaktu z tak wszechstronnymi dziećmi Teracha wpłynęła w znacznym stopniu na to, że Machiventa pojawił się raczej w Salemie niż w Egipcie, Chinach, Indiach, czy pośród plemion północnych.

93:5.4 (1019.1) Terach i cała jego rodzina byli tylko częściowo nawróceni na religię Salemu, którą głoszono w Chaldei; o Melchizedeku dowiedzieli się z kazań Ovida, nauczyciela fenickiego, który głosił doktryny Salemu w Ur. Wyruszyli z Ur i chcieli iść wprost do Salemu, ale Nachor, brat Abrahama, który nie widział Melchizedeka, był obojętny na jego nauki i ich przekonał, aby zostali w Haran. I dużo czasu upłynęło, po tym jak przybyli do Palestyny, zanim zdecydowali się zniszczyć wszystkich bogów domowych, jakich przynieśli z sobą; nie było im śpieszno porzucić wielu bogów Mezopotamii dla jednego Boga z Salemu.

93:5.5 (1019.2) W kilka tygodni po śmierci Teracha, ojca Abrahama, Melchizedek posłał jednego ze swoich uczniów, Jarama, Hetytę, aby rozszerzyć zaproszenie zarówno na Abrahama jak i Nachora: „Przyjdźcie do Salemu, gdzie usłyszycie nasze nauczanie prawdy o wiecznym Stwórcy, a w waszym, dwóch braci, oświeconym potomstwie cały świat znajdzie błogosławieństwo”. Otóż, Nachor niezupełnie przyjął ewangelię Melchizedeka, pozostał z tyłu i zbudował silne miasto-państwo, które nosiło jego imię; jednak Lot, siostrzeniec Abrahama, postanowił iść wraz ze swym wujem do Salemu.

93:5.6 (1019.3) Po przybyciu do Salemu, Abraham i Lot osiedlili się w twierdzy na wzgórzach, w pobliżu miasta, gdzie mogli się bronić przed wieloma niespodziewanymi atakami najeźdźców z północy. W tamtym czasie plemiona centralnej i południowej Palestyny wciąż najeżdżali Hetyci, Asyryjczycy, Filistyni i inni. Ze swej fortecy na wzgórzach, Abraham i Lot odbywali częste pielgrzymki do Salemu.

93:5.7 (1019.4) Niedługo po tym, jak się osiedlili w pobliżu Salemu, Abraham i Lot poszli do doliny Nilu nabyć zapasy żywności, ponieważ susza panowała wtedy w Palestynie. Podczas krótkiego pobytu w Egipcie, Abraham zastał swego dalekiego krewnego na tronie egipskim i służył królowi jako dowódca w dwu bardzo udanych wyprawach wojennych. W późniejszej części swego pobytu nad Nilem, zarówno on jak i jego żona, Sara, żyli na dworze, a gdy opuszczali Egipt, Abraham otrzymał swój udział w łupach z kampanii wojennych.

93:5.8 (1019.5) Trzeba było wielkiej determinacji Abrahama, aby zrzec się zaszczytów egipskiego dworu i wrócić do bardziej duchowej pracy pod nadzorem Machiventy. Ale Melchizedeka szanowano nawet w Egipcie i kiedy cała sprawa została przedłożona faraonowi, usilnie ponaglał on Abrahama do powrotu, do wypełnienia swoich ślubów dla sprawy Salemu.

93:5.9 (1019.6) Abraham miał królewskie ambicje i w drodze powrotnej z Egiptu przedłożył Lotowi swoje plany podbicia całego Kanaanu i podporządkowania jego ludu rządom Salemu. Lota bardziej pociągały interesy; więc w wyniku różnicy zdań poszedł do Sodomy zająć się handlem i hodowlą. Lot nie lubił ani życia wojskowego ani pasterskiego.

93:5.10 (1019.7) Kiedy Abraham wrócił z rodziną do Salemu, zaczął realizować swoje plany wojenne. Wkrótce został uznany za władcę terytorium Salemu i przyłączył do niego, pod swoim przywództwem, siedem pobliskich plemion. Z wielką doprawdy trudnością Melchizedek powstrzymywał rozpalonego gorliwością Abrahama, aby ten nie poszedł i nie spędził mieczem sąsiednich plemion, aby się szybciej dowiedziały o prawdach Salemu.

93:5.11 (1019.8) Melchizedek utrzymywał pokojowe stosunki ze wszystkimi otaczającymi plemionami; nie był militarystą i nigdy nie był atakowany przez żadne wojska, gdy przechodziły w jedną czy w drugą stronę. Chciał tylko tego, aby Abraham zorganizował pewną taktykę obronną dla Salemu, taką, jaką później zaprowadzono, nie chciał jednak zaaprobować ambitnych planów podbojów swego ucznia; tak więc nastąpiło przyjazne zerwanie stosunków, Abraham poszedł do Hebronu, aby tam założyć swą wojskową stolicę.

93:5.12 (1020.1) Abraham, ze względu na bliskie związki ze słynnym Melchizedekiem, posiadał znaczną przewagę nad otaczającymi go, drobnymi królami; wszyscy oni szanowali Melchizedeka i bardzo się bali Abrahama. Abraham wiedział o tym i tylko czekał odpowiedniej okazji, aby zaatakować swoich sąsiadów a pretekst do tego pojawił się wtedy, kiedy niektórzy z tych władców ośmielili się najechać posiadłość jego siostrzeńca, Lota, który mieszkał w Sodomie. Kiedy Abraham się o tym dowiedział, ruszył na wroga, na czele swych siedmiu skonfederowanych plemion. Jego własna straż osobista, licząca 318 ludzi, dowodziła wojskiem w sile ponad 4.000 ludzi, które wtedy zaatakowało.

93:5.13 (1020.2) Gdy Melchizedek usłyszał, że Abraham wypowiedział wojnę, wyruszył, aby mu to wyperswadować, ale spotkał swego byłego ucznia, gdy ten wracał zwycięski po bitwie. Abraham się upierał, że to Bóg Salemu dał mu zwycięstwo nad wrogami i obstawał przy oddaniu dziesiątej części swych łupów do skarbca Salemu. Pozostałe dziewięćdziesiąt procent zabrał do swej stolicy w Hebronie.

93:5.14 (1020.3) Po tej bitwie pod Siddim, Abraham został przywódcą drugiej konfederacji, złożonej z jedenastu plemion i nie tylko płacił dziesięcinę Melchizedekowi, ale również pilnował, aby wszyscy inni w pobliżu to robili. Jego dyplomatyczne posunięcia w stosunku do króla Sodomy oraz strach, jaki powszechnie otaczał Abrahama, sprawiły, że król Sodomy oraz inni przyłączyli się do wojskowej konfederacji w Hebronie; Abraham był rzeczywiście na dobrej drodze do założenia silnego państwa w Palestynie.

6. Przymierze Melchizedeka z Abrahamem

93:6.1 (1020.4) Abraham planował podbój całego Kanaanu. Jego determinację hamowało tylko to, że Melchizedek nie zgodziłby się na takie przedsięwzięcie. Abraham już prawie miał zacząć podbój, kiedy zaczęła go niepokoić myśl, że nie ma syna, który by odziedziczył po nim władzę w planowanym królestwie. Zaaranżował kolejne spotkanie z Melchizedekiem; to właśnie w trakcie tego spotkania kapłan Salemu, widzialny Syn Boga, przekonał Abrahama, żeby porzucił swe plany materialnych podbojów i władzy doczesnej, na rzecz duchowej koncepcji królestwa nieba.

93:6.2 (1020.5) Melchizedek wytłumaczył Abrahamowi niecelowość walki z konfederacją Amorytów i wyjaśnił mu również, że te opóźnione klany z pewnością ściągną na siebie zagładę na skutek swoich niemądrych zwyczajów, tak, że w kilku pokoleniach zostaną do tego stopnia osłabione, iż potomkowie Abrahama, w międzyczasie znacznie pomnożeni, pokonają ich z łatwością.

93:6.3 (1020.6) I Melchizedek zawarł formalne przymierze z Abrahamem w Salemie. Powiedział Abrahamowi: „Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli możesz je policzyć; tak liczne będzie potomstwo twoje”. I Abraham uwierzył Melchizedekowi „i poczytano mu to za zasługę”. I wtedy Melchizedek opowiedział Abrahamowi historię przyszłego zajęcia Kanaanu przez jego potomstwo, po wyjściu z Egiptu.

93:6.4 (1020.7) To przymierze Melchizedeka z Abrahamem stanowi wspaniałą umowę, zawartą na Urantii między boskością a człowieczeństwem, w której Bóg godzi się zrobić wszystko; człowiek godzi się wierzyć obietnicom Boga i wypełniać jego zalecenia. Dotychczas wierzono, że zbawienie można zapewnić sobie tylko przez czyny – przez ofiary i dary; teraz Melchizedek przyniósł Urantii dobrą nowinę, że zbawienie, łaskę Bożą, można zdobyć przez wiarę. Jednak ta ewangelia prostej wiary w Boga była zbyt zaawansowana; ludzie z plemion semickich woleli później wrócić do dawniejszych ofiar i pokuty za grzechy przez przelanie krwi.

93:6.5 (1021.1) Niedługo po tym przymierzu urodził się Izaak, syn Abrahama, tak jak Melchizedek obiecał. Po narodzinach Izaaka Abraham zaczął bardzo poważnie traktować swoje przymierze z Melchizedekiem, poszedł do Salemu i wyraził je na piśmie. Właśnie w czasie tej publicznej i formalnej akceptacji przymierza, zmienił swe imię z Abrama na Abrahama.

93:6.6 (1021.2) Większość wiernych w Salemie praktykowała obrzezanie, choć Melchizedek tego nigdy nie nakazywał. Teraz Abraham, który zawsze był przeciwny obrzezaniu, przy tej okazji postanowił uroczyście sformalizować to zdarzenie i uznać formalnie rytuał obrzezania za symbol ratyfikacji przymierza salemskiego.

93:6.7 (1021.3) W wyniku tej autentycznej, publicznej rezygnacji z osobistych ambicji na rzecz szerszych planów Melchizedeka, trzy niebiańskie istoty ukazały się Abrahamowi na równinie Mamre. To ukazanie się miało miejsce naprawdę, pomimo jego powiązania ze zmyśloną później opowieścią, nawiązującą do naturalnego zniszczenia Sodomy i Gomory. I te legendy, o wydarzeniach z tamtych dni, ukazują, jak zapóźniona była moralność i etyka nawet w stosunkowo niedawnych czasach.

93:6.8 (1021.4) Po dopełnieniu uroczystego przymierza, pojednanie pomiędzy Abrahamem a Melchizedekiem było zupełne. Znowu Abraham przejął władzę cywilną i wojskową nad kolonią Salem, która w okresie największego swego rozkwitu miała ponad sto tysięcy regularnych płatników dziesięciny na listach bractwa Melchizedekowego. Abraham znacznie zmodernizował świątynię w Salemie i dostarczył nowych namiotów dla całej szkoły. Nie tylko rozszerzył system płacenia dziesięciny, ale udoskonalił także wiele metod prowadzenia szkół, ponadto przyczynił się znacznie do poprawy funkcjonowania działu propagandy misjonarskiej. Zrobił też sporo dla poprawy gospodarki pasterskiej i reorganizacji planów mleczarskich Salemu. Abraham był sprytnym i operatywnym człowiekiem interesu, człowiekiem bogatym jak na swój czas; nie był zbyt pobożny, ale był dogłębnie szczery i wierzył w Machiventę Melchizedeka.

7. Misjonarze Melchizedeka

93:7.1 (1021.5) Kilka lat prowadził Melchizedek szkolenie swoich uczniów i nauczanie misjonarzy salemskich, którzy przenikali do wszystkich otaczających plemion, zwłaszcza do Egiptu, Mezopotamii i Azji Mniejszej. Jak upływały dekady, misjonarze ci szli coraz dalej od Salemu, niosąc z sobą ewangelię Machiventy o zaufaniu i wierze w Boga.

93:7.2 (1021.6) Potomkowie Adamsona, rozrzuceni wokół brzegów jeziora Wan, chętnie słuchali hetyckich nauczycieli kultu salemskiego. Z tego, niegdyś andickiego centrum, wysyłano nauczycieli do odległych regionów zarówno Europy jak i Azji. Misjonarze salemscy przemierzali całą Europę, dotarli nawet do Wysp Brytyjskich. Jedna ich grupa popłynęła do Andonitów z Islandii, przez Wyspy Owcze, podczas gdy inna przeszła Chiny i dotarła do Japończyków z wysp wschodnich. Życie i doświadczenia tych mężczyzn i kobiet, którzy wyszli z Salemu, Mezopotamii i znad jeziora Wan, żeby oświecać plemiona półkuli wschodniej, stanowią heroiczny rozdział w historii gatunku ludzkiego.

93:7.3 (1022.1) Zadanie jednak było tak ogromne a plemiona ludzkie tak bardzo zacofane, że jego rezultaty były niewyraźne i niezbyt konkretne. Z pokolenia na pokolenie, ewangelia Salemu znalazła tu i ówdzie punkt zaczepienia, jednak za wyjątkiem Palestyny, idea jednego Boga nigdzie nie zdołała zapewnić sobie trwałej wierności całego plemienia czy narodu. Na długo przed przybyciem Jezusa, nauki wczesnych misjonarzy Salemu pogrążyły się w starszych i bardziej rozpowszechnionych przesądach i wierzeniach. Pierwotną ewangelię Melchizedeka prawie zupełnie wchłonęły religie wielkiej matki, słońca i inne pradawne kulty.

93:7.4 (1022.2) Wam, którzy dziś korzystacie z dobrodziejstw sztuki drukarskiej, trudno jest zrozumieć, ile wysiłku kosztowało zachowanie prawdy w tamtych, odległych czasach; jak łatwo można było stracić wizję nowej doktryny z pokolenia na pokolenie. Zawsze istniała tendencja wchłaniania nowej doktryny przez starsze nauki religijne i praktyki magiczne. Nowe objawienie zawsze jest zanieczyszczone starszymi wierzeniami ewolucyjnymi.

8. Odejście Melchizedeka

93:8.1 (1022.3) Było to krótko po zburzeniu Sodomy i Gomory, gdy Machiventa postanowił zakończyć swe nadzwyczajne obdarzenie Urantii. Decyzja Melchizedeka, aby zakończyć swój pobyt tutaj, w ciele, była rezultatem wielu okoliczności, z których główną była narastająca tendencja pobliskich plemion a nawet jego najbliższych towarzyszy, do traktowania go za półboga, uznawania go za istotę nadprzyrodzoną, którą w rzeczywistości był; jednak ludzie niepotrzebnie zaczynali go czcić i to z bardzo zabobonnym lękiem. W dodatku do tych przyczyn, Melchizedek chciał zejść ze sceny swej ziemskiej działalności odpowiednio długo przed śmiercią Abrahama, aby mieć pewność, że prawda o jednym i jedynym Bogu mocno się utrwali w umysłach jego wyznawców. Dlatego też Machiventa udał się pewnej nocy na spoczynek, do swego namiotu w Salemie, powiedziawszy dobranoc swym ludzkim towarzyszom, a kiedy rano poszli go budzić, już go nie zastali, gdyż jego koledzy go zabrali.

9. Po odejściu Melchizedeka

93:9.1 (1022.4) Tak nagłe odejście Melchizedeka stanowiło wielką próbę dla Abrahama. Chociaż Melchizedek wyraźnie ostrzegał swych uczniów, że kiedyś musi odejść tak samo jak przyszedł, nie mogli się oni pogodzić ze stratą swego wspaniałego przywódcy. Wielka organizacja stworzona w Salemie nieomal się rozpadła, chociaż to właśnie na tradycjach tych dni opierał się Mojżesz, kiedy wyprowadzał z Egiptu hebrajskich niewolników.

93:9.2 (1022.5) Utrata Melchizedeka zasmuciła serce Abrahama, który nigdy w pełni nie zapanował nad tym smutkiem. Kiedy zrzekł się ambicji tworzenia królestwa materialnego, opuścił Hebron, a teraz, z powodu utraty swego druha, z którym tworzył królestwo duchowe, opuścił Salem i poszedł na południe mieszkać w pobliżu swych interesów w Gerarze.

93:9.3 (1022.6) Zaraz po zniknięciu Melchizedeka, Abraham stał się lękliwy i nieśmiały. Po przyjeździe do Geraru nie mówił kim jest, tak więc Abimelech przywłaszczył sobie jego żonę. (Krótko po swym małżeństwie z Sarą, pewnej nocy, Abraham podsłuchał o spisku na swoje życie, aby zdobyć jego piękną żonę. Strach ten paraliżował odważnego i śmiałego skądinąd przywódcę; przez całe swoje życie bał się, że ktoś może go potajemnie zabić, aby wziąć sobie Sarę. I to wyjaśnia, dlaczego w trzech różnych okolicznościach, ten dzielny mężczyzna wykazał prawdziwe tchórzostwo).

93:9.4 (1023.1) Jednak Abraham niezbyt długo się ociągał z wypełnieniem swojej misji jako następcy Melchizedeka. Wkrótce pozyskał neofitów wśród Filistynów i ludu Abimelecha, wchodząc z nimi w układy i przejmując z kolei wiele ich przesądów, zwłaszcza ich zwyczaj ofiarowania pierworodnych synów. W ten sposób Abraham znowu stał się wielkim przywódcą w Palestynie. Szanowany był przez wszystkie grupy ludzkie i honorowany przez wszystkich królów. Był duchowym przywódcą wszystkich otaczających plemion a jego wpływ utrzymywał się jeszcze jakiś czas po jego śmierci. W ostatnich latach swego życia raz jeszcze wrócił do Hebronu, na miejsce swej dawnej działalności i tam, gdzie współpracował z Melchizedekiem. Ostatnim posunięciem Abrahama było posłanie zaufanych służących do miasta jego brata, Nachor, na granicy z Mezopotamią, aby znaleźli kobietę z jego własnego narodu na żonę dla syna Izaaka. Zawieranie małżeństw między kuzynami dawno już było zwyczajem ludu Abrahama. I Abraham umarł, ufając tej wierze w Boga, której się nauczył od Melchizedeka, w zanikających szkołach Salemu.

93:9.5 (1023.2) Następnemu pokoleniu trudno było zrozumieć historię Melchizedeka; po pięciuset latach wielu uważało całą tę opowieść za mit. Izaak zachował całkiem dobrze nauki swego ojca i podtrzymywał ewangelię kolonii Salemu, ale Jakubowi trudniej było pojąć znaczenie tych tradycji. Józef głęboko wierzył w Melchizedeka i z tego zasadniczo powodu był uważany przez swych braci za marzyciela. Józefa szanowano w Egipcie głównie ze względu na pamięć jego pradziadka, Abrahama. Józefowi proponowano dowództwo wojsk egipskich, ale on, będąc głęboko wierzącym w tradycje Melchizedeka i późniejsze nauki Abrahama i Izaaka, wybrał służbę administratora państwowego, uważając, że w ten sposób może lepiej pracować dla rozwoju królestwa nieba.

93:9.6 (1023.3) Nauki Melchizedeka były dokładne i obszerne, jednak zapisy z tamtych dni wydawały się późniejszym kapłanom hebrajskim nieprawdopodobne i fantastyczne, chociaż wielu z nich rozumiało je co nieco, przynajmniej do czasu kompletnego zredagowania zapisów Starego Testamentu w Babilonii.

93:9.7 (1023.4) To, co zapisy Starego Testamentu określają jako rozmowy Abrahama a Bogiem, w rzeczywistości było dyskusjami pomiędzy Abrahamem a Melchizedekiem. Późniejsi uczeni w Piśmie traktowali określenie Melchizedek jako równoznaczne z Bogiem. Zapis o wielu spotkaniach Abrahama i Sary z „aniołem Pańskim” odnosi się do ich licznych spotkań z Melchizedekiem.

93:9.8 (1023.5) Hebrajska opowieść o Izaaku, Jakubie i Józefie jest znacznie bardziej rzetelna niż ta o Abrahamie, choć zawiera ona również sporo wypaczonych faktów, przeróbek, zrobionych umyślnie i nieumyślnie, podczas kompilacji tych zapisów przez kapłanów hebrajskich w babilońskiej niewoli. Ketura nie była żoną Abrahama, podobnie jak Hagar była tylko konkubiną. Cała własność Abrahama przeszła na Izaaka, syna Sary, prawowitej żony. Abraham nie był taki stary, jak to określają zapisy, jego żona była znacznie młodsza. Ich wiek został celowo zmieniony, aby późniejsze narodziny Izaaka wydawały się cudowne.

93:9.9 (1023.6) Narodowe ego Żydów było straszliwie stłamszone przez niewolę babilońską. W swej reakcji przeciwko narodowemu poniżeniu zwrócili się oni w kierunku innego ekstremum, narodowego i rasowego egotyzmu, w którym zniekształcili i wypaczyli swoje tradycje, usiłując wywyższyć siebie ponad wszystkie narody, jako wybrany lud Boży; dlatego też dokładnie przeredagowali wszystkie swoje zapisy, aby wynieść Abrahama i innych swoich narodowych przywódców wysoko ponad wszystkich, nie wyłączając samego Melchizedeka. Hebrajscy uczeni w Piśmie zniszczyli każdy zapis, jaki znaleźli o tych doniosłych czasach, zostawiając tylko opowieść o spotkaniu Abrahama z Melchizedekiem po bitwie pod Siddim, co jak uważali, było wyrazem wielkiego szacunku dla Abrahama.

93:9.10 (1024.1) I tak, straciwszy z pola widzenia Melchizedeka, stracili także z oczu naukę tego Syna od sytuacji krytycznych, dotyczącą duchowej misji obiecanego Syna obdarzającego; stracili z oczu naturę tej misji tak całkowicie i tak zupełnie, że tylko niewielu ich potomków mogło rozpoznać i zaakceptować Michała, kiedy się zjawił na Ziemi w ciele, tak jak przepowiadał Machiventa.

93:9.11 (1024.2) Jeden z autorów Listu do Hebrajczyków rozumiał jednak misję Melchizedeka, gdyż znajdujemy tam zapis: „Ten to Melchizedek, kapłan Najwyższego, był także królem pokoju; bez ojca, bez matki, bez rodowodu, nie mający ani początku dni ani końca życia, lecz stworzony podobnie do Syna Bożego, pozostaje kapłanem na zawsze”. Piszący to określał Melchizedeka jako wzór dla późniejszego obdarzenia Michała, utrzymując, że Jezus jest „kapłanem na wieki według porządku Melchizedeka”. Choć porównanie takie nie jest zbyt fortunne, literalną prawdą jest to, że Chrystus otrzymał tymczasowy tytuł do Urantii „na polecenie dwunastu zarządców komisarycznych Melchizedeków”, pełniących swe obowiązki w tym czasie, gdy Jezus obdarzał sobą ten świat.

10. Obecny status Machiventy Melchizedeka

93:10.1 (1024.3) Komisaryczni zarządcy Urantii, Melchizedecy, działali jako jedenastu w latach wcielenia Machiventy. Kiedy Machiventa uznał, że jego misja jako Syna od sytuacji krytycznych jest zakończona, zawiadomił o tym jedenastu swych towarzyszy a ci natychmiast przygotowali procedurę, dzięki której mógł on wyzwolić się z ciała i bezpiecznie wrócić do swego pierwotnego stanu Melchizedeka. I na trzeci dzień po zniknięciu z Salemu, zjawił się on pośród swych jedenastu towarzyszy, przydzielonych do Urantii i na nowo podjął swą przerwaną misję, jako jeden z planetarnych zarządców komisarycznych na 606 w Satanii.

93:10.2 (1024.4) Machiventa zakończył swe obdarzenie jako istota z krwi i kości, tak nagle i bezceremonialnie, jak je rozpoczął. Jego pojawienie się, jak również odejście, nie wiązało się z jakimś niezwykłym obwieszczeniem czy widowiskiem; jego zjawienie się na Urantii nie było również związane z apelem zmartwychwstania ani z zakończeniem planetarnego systemu sprawiedliwości; to było obdarzenie dokonane w sytuacji krytycznej. Jednak Machiventa nie zakończył swego pobytu w ciele ludzkim tak długo, aż nie został odpowiednio zwolniony przez Ojca Melchizedeka oraz poinformowany, że jego obdarzenie nadzwyczajne zyskało aprobatę głównego administratora Nebadonu, Gabriela z Salvingtonu.

93:10.3 (1024.5) Machiventa Melchizedek nadal bardzo się interesował, jak żyją potomkowie ludzi, którzy uwierzyli w to, co nauczał za życia w ciele. Jednak tylko potomstwo Abrahama, choć Izaak związał się małżeństwem z Kenitami, było jedynym rodem, który dłużej zachował jakąś jaśniejszą koncepcję nauk salemskich.

93:10.4 (1024.6) Przez dziewiętnaście kolejnych wieków ten sam Melchizedek nadal współpracował z wieloma prorokami i wizjonerami, usiłując w ten sposób zachować przy życiu prawdy Salemu, aż nadszedł czas, gdy na Ziemi zjawił się Michał.

93:10.5 (1025.1) Machiventa pracował jako planetarny zarządca komisaryczny, do czasu tryumfu Michała na Urantii. Potem został przydzielony do urantiańskich służb na Jerusem jako jeden z dwudziestu czterech zarządzających a całkiem niedawno został wyniesiony na stanowisko osobistego ambasadora Syna Stwórcy na Jerusem, z tytułem Namiestnika Księcia Planetarnego Urantii. Wierzymy, że tak długo jak Urantia pozostanie sferą zamieszkałą, Machiventa Melchizedek nie podejmie w pełni obowiązków swej klasy synostwa, ale pozostawać będzie, mówiąc w terminologii czasu, na zawsze planetarnym opiekunem reprezentującym Chrystusa Michała.

93:10.6 (1025.2) Ponieważ było to obdarzenie nadzwyczajne Urantii, nie można prześledzić na podstawie rejestrów, jaka może być przyszłość Machiventy. Może się okazać, że korpus Melchizedeków w Nebadonie na zawsze utraci jednego ze swych członków. Ostatnie zarządzenia, jakie wyszły od Najwyższych Ojców z Edentii, a później zostały potwierdzone przez Pradawnych Czasu z Uversy, dają wyraźnie do zrozumienia, że ten obdarzający Melchizedek ma zająć miejsce upadłego Księcia Planetarnego, Caligastii. Jeśli nasze przewidywania w tej materii są słuszne, jest zupełnie możliwe, że Machiventa Melchizedek znowu może się zjawić na Urantii osobiście i jakimś zmodyfikowanym sposobem podjąć na nowo obowiązki zdetronizowanego Księcia Planetarnego, albo inaczej, może się zjawić na Ziemi, aby działać jako namiestnik Księcia Planetarnego Urantii. Podczas gdy nie jest dla nas zupełnie jasne, jaka może być przyszłość Machiventy, tym niemniej wypadki, które zaszły tak niedawno, sugerują wyraźnie, że powyższe przypuszczenia prawdopodobnie nie odbiegają zbytnio od prawdy.

93:10.7 (1025.3) Rozumiemy dobrze, jak poprzez swój tryumf na Urantii, Michał został spadkobiercą zarówno Caligastii jak i Adama; jak został planetarnym Księciem Pokoju i drugim Adamem. I teraz widzimy, jak Melchizedekowi nadano tytuł Namiestnika Księcia Planetarnego Urantii. Czy będzie on również mianowany Namiestnikiem Syna Materialnego Urantii? Albo, czy jest możliwe, że zdarzy się coś niezwykłego i jak dotąd bez precedensu, że kiedyś wróci na planetę Adam i Ewa, czy jakieś ich potomstwo, jako reprezentanci Michała, z tytułami namiestników drugiego Adama Urantii?

93:10.8 (1025.4) I wszystkie takie przypuszczenia sprawiają – gdy się je powiąże z tym, że w przyszłości na pewno pojawią się zarówno Synowie-Arbitrzy jak i Nauczyciele-Synowie Trójcy, razem z wyraźną obietnicą powrotu Syna Stwórcy – że przyszłość Urantii jest sprawą niepewną i że ta planeta jest jedną z najbardziej interesujących i intrygujących sfer w całym wszechświecie Nebadon. Jest również możliwe, że w pewnej przyszłej epoce, kiedy Urantia zbliżać się będzie do ery światłości i życia, po tym jak sprawy buntu Lucyfera i secesji Caligastii zostaną ostatecznie osądzone, możemy być świadkami pobytu na Urantii równocześnie Machiventy, Adama, Ewy i Chrystusa Michała, jak również Syna-Arbitra czy nawet Nauczycieli-Synów Trójcy.

93:10.9 (1025.5) Nasza klasa istot od dawna uważa, że obecność Machiventy w jerusemskim korpusie dwudziestu czterech radców zarządzających Urantią, wystarcza, aby uzasadnić nasze przekonanie, że jego przeznaczeniem jest przejście, wraz ze śmiertelnikami Urantii, przez wszechświatowy schemat rozwoju i wznoszenia się, aż do Rajskiego Korpusu Finalizmu. Wiemy, że Adam i Ewa towarzyszyć będą w ten sposób swoim ziemskim braciom w Rajskiej przygodzie, kiedy Urantia zostanie ustanowiona w światłości i życiu.

93:10.10 (1025.6) Niecałe tysiąc lat temu, ten sam Machiventa Melchizedek, swego czasu mędrzec z Salemu, przebywał na Urantii niewidzialny przez sto lat, działając jako rezydujący gubernator generalny planety; a jeśli utrzyma się obecny system kierowania planetą, powinien on wrócić w takim samym charakterze za nieco ponad tysiąc lat.

93:10.11 (1026.1) Taka jest historia Machiventy Melchizedeka, jednej z najbardziej niezwykłych postaci związanych z historią Urantii, tej osobowości, która być może odegra ważną rolę w przyszłych zdarzeniach waszego, odbiegającego od normy i niezwykłego świata.

93:10.12 (1026.2) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 94, Nauki Melchizedeka na Dalekim Wschodzie

Księga Urantii

Przekaz 94

Nauki Melchizedeka na Dalekim Wschodzie

94:0.1 (1027.1) PIERWSI nauczyciele religii salemskiej przenikali do najbardziej oddalonych plemion Afryki i Eurazji, wciąż głosząc ewangelię Machiventy o wierze i zaufaniu człowieka jednemu, uniwersalnemu Bogu, co było ceną otrzymania Bożej łaski. Przymierze Melchizedeka z Abrahamem było wzorem dla tej wczesnej agitacji, wywodzącej się z Salemu i innych centrów. Żadna religia Urantii nigdy nie miała bardziej entuzjastycznych i ofensywnych misjonarzy, niż ci szlachetni mężczyźni i kobiety, którzy nieśli nauki Melchizedeka na całą półkulę wschodnią. Misjonarze ci rekrutowali się z wielu narodów i ras a swoje nauki szerzyli zazwyczaj przez nawróconych tubylców. Zakładali centra nauczania w różnych częściach świata, gdzie uczyli miejscowych ludzi religii salemskiej, a potem wyznaczali uczniów, żeby działali jako nauczyciele pośród swego narodu.

1. Nauki salemskie w Indiach wedyjskich

94:1.1 (1027.2) W czasach Melchizedeka Indie były kosmopolitycznym krajem, na który od niedawna wywierali polityczny i religijny wpływ aryjsko-andiccy najeźdźcy z północy i zachodu. W tym czasie tylko północna i zachodnia część półwyspu była w znacznym stopniu nasycona Aryjczykami. Ci wedyjscy przybysze przynieśli ze sobą wiele bóstw plemiennych. Ich religijne formy czczenia były bardzo podobne do obrzędowych praktyk ich wcześniejszych przodków, Anditów, w tym, że ojciec wciąż działał jako kapłan, matka jako kapłanka a ogniska domowego wciąż używano jako ołtarza.

94:1.2 (1027.3) Kult wedyjski był wtedy w stadium rozwoju i metamorfozy, ulegał wpływom bramińskiej kasty nauczycieli-kapłanów, którzy stopniowo przejmowali kontrolę nad poszerzającym się rytuałem i kultem. Kiedy misjonarze salemscy przenikali Indie północne, zespalanie trzydziestu trzech byłych bóstw aryjskich było dobrze zaawansowane.

94:1.3 (1027.4) Politeizm tych Aryjczyków, stanowiący degenerację ich wcześniejszego monoteizmu, spowodowany był ich podziałem na jednostki plemienne, gdzie każde plemię czciło swego własnego boga. Ta degeneracja pierwotnego monoteizmu i trójcowości, pochodzących z andickiej Mezopotamii, przechodziła proces ponownej syntezy w pierwszych stuleciach drugiego tysiąclecia przed Chrystusem. Różnorodnych bogów zorganizowano w panteon, pod potrójnym przywództwem: Djaus pitara, pana nieba, Indry, burzliwego boga atmosfery oraz Agni, trójgłowego boga ognia, pana ziemi i szczątkowego symbolu wcześniejszej koncepcji Trójcy.

94:1.4 (1027.5) Ten wyraźnie henoteistyczny układ torował drogę rozwijającemu się monoteizmowi. Agni, najbardziej starożytne bóstwo, wywyższany był często jako ojciec-przywódca całego panteonu. Zasada bóstwa-ojca, czasem zwana Pradźapati, czasem określana jako Brahma, zagubiła się w tej walce teologicznej, którą kapłani bramińscy prowadzili później z nauczycielami salemskimi. Brahman wyobrażony został jako prawo energii-boskości, aktywizującej cały panteon wedyjski.

94:1.5 (1028.1) Misjonarze z Salemu głosili jednego Boga, o którym nauczał Melchizedek, Najwyższego Ojca z nieba. Takie zobrazowanie nie było zupełnie sprzeczne z wyłaniającą się ideą Ojca-Brahmy, jako źródła wszystkich bogów, jednak doktryna salemska nie miała rytuałów, zatem przeciwna była dogmatom, tradycjom i naukom kapłaństwa bramińskiego. Kapłani bramińscy w ogóle nie mogli przyjąć nauk salemskich o zbawieniu przez wiarę, łaskę u Boga, w oderwaniu od rytualnych obrzędów i ceremonii ofiarnych.

94:1.6 (1028.2) Odrzucenie ewangelii Melchizedeka o zaufaniu Bogu i zbawieniu przez wiarę było dla Indii decydującym punktem zwrotnym. Misjonarze z Salemu przyczynili się znacznie do zaniku wiary we wszystkich antycznych bogów wedyjskich, ale przywódcy, kapłani wedyzmu, nie chcieli przyjąć nauk Melchizedeka o jednym Bogu i jednej prostej wierze.

94:1.7 (1028.3) Aby się przeciwstawić nauczycielom salemskim, Bramini dokonali wyboru ze świętych pism swoich czasów a kompilacja ta, później skorygowana, dotrwała do czasów współczesnych jako Rygweda, jedna z najbardziej antycznych, świętych ksiąg. Wedy – druga, trzecia i czwarta – pojawiły się później, kiedy bramini usiłowali krystalizować, formalizować i utrwalać swe rytuały kultowe i ofiarne, przeznaczone dla ludzi z tamtych czasów. Pisma te, biorąc to, co w nich najlepsze, są równe jakimkolwiek innym o podobnym charakterze, w pięknie idei i dostrzeganiu prawdy. Kiedy jednak ta wyższa religia została zanieczyszczona tysiącami przesądów, kultów i rytuałów z Indii południowych, stopniowo przekształciła się w najbardziej urozmaicony system teologiczny, jaki śmiertelny człowiek kiedykolwiek stworzył. Gdy się przegląda Wedy, można zauważyć niektóre najwyższe i niektóre najbardziej zaniżone koncepcje Bóstwa, jakie kiedykolwiek sobie wyobrażono.

2. Braminizm

94:2.1 (1028.4) Gdy misjonarze z Salemu przenikali na południe drawidyjskiego Dekanu, napotykali coraz silniejszy system kastowy, porządek Aryjczyków, mający zapobiec utracie tożsamości rasowej w obliczu napływu drugorzędnych ludów sangikowych. Ponieważ kasta kapłanów bramińskich była samą esencją tego systemu, ów porządek społeczny w znacznym stopniu opóźnił postępy nauczycieli salemskich. System kastowy nie mógł ocalić rasy aryjskiej, jednak udało mu się zachować braminów, którzy z kolei utrzymali swą hegemonię religijną w Indiach aż do dziś.

94:2.2 (1028.5) I teraz, wraz z osłabieniem wedyzmu na skutek odrzucenia wyższej prawdy, kult Aryjczyków zaczął ulegać coraz silniej wpływom pochodzącym z Dekanu. W rozpaczliwych wysiłkach powstrzymania fali zalewu rasowego i wyniszczenia religijnego, kasta bramińska próbowała wywyższyć się ponad wszystko. Bramini nauczali, że składanie ofiar dla bóstwa samo w sobie zupełnie wystarcza, że ma nieodpartą moc. Głosili, że spośród dwu podstawowych boskich pryncypiów wszechświata, jednym jest Brahman, bóstwo, a drugim kapłaństwo bramińskie. Nigdzie, u żadnych innych narodów Urantii, kapłani nie ośmielali się wywyższać ponad swych bogów, przywłaszczać sobie zaszczytów należnych bogom. Poza tym, posunęli się oni tak absurdalnie daleko w swych zarozumiałych roszczeniach, że cały niepewny system załamał się pod deprecjonującymi kultami, które go zalewały z otaczających i mniej zaawansowanych cywilizacji. Rozległe kapłaństwo wedyjskie ugrzęzło i zatonęło w ponurej powodzi bezwładności i pesymizmu, którą ich własna, samolubna i niemądra zarozumiałość, narzuciła całym Indiom.

94:2.3 (1029.1) Niepotrzebna koncentracja na samym sobie prowadzi nieodmiennie do strachu oraz do nie rozwojowego uwieczniania siebie, w niekończącym się kręgu kolejnych wcieleń, jako człowiek, zwierzę czy chwasty. I spośród wszystkich zanieczyszczających wierzeń, dołączonych do tego, co mogło być wyłaniającym się monoteizmem, żadne nie było tak wsteczne, jak wierzenie w wędrówkę dusz – doktrynę reinkarnacji – która wyszła z drawidyjskiego Dekanu. Wierzenie w nużący i monotonny krąg wędrówki duszy odzierało zmagających się z życiem śmiertelników z długo żywionej nadziei znalezienia w śmierci tego wyzwolenia i duchowego zaawansowania, które było częścią wcześniejszej wiary wedyjskiej.

94:2.4 (1029.2) Po takim, filozoficznie wstecznym nauczaniu, została wkrótce wymyślona doktryna o wiecznej ucieczce od siebie, dzięki zanurzeniu się we wszechświatowym odpoczynku i pokoju, absolutnej jedności z Brahmanem, nadduszą całego stworzenia. Pragnienia śmiertelników i ludzkie ambicje zostały praktycznie zniewolone i w zasadzie unicestwione. Przez ponad dwa tysiące lat wszystkie lepsze umysły Indii szukały ucieczki od wszelkich pragnień, tym samym szeroko otwarły się drzwi dla tych późniejszych kultów i nauk, które praktycznie zakuły dusze wielu Hindusów w łańcuchy duchowej beznadziei. Wedyjsko-aryjska cywilizacja zapłaciła najwyższą ze wszystkich cenę za odrzucenie ewangelii salemskiej.

94:2.5 (1029.3) Kasta, sama w sobie, nie mogła zachować aryjskiego systemu religijno-kulturowego, a kiedy zacofane religie Dekanu przenikały na północ, przyszła epoka rozpaczy i beznadziei. Właśnie w czasie tych mrocznych dni powstał kult nie niszczenia żadnego życia i trwa on do dziś. Wiele nowych kultów zaliczyć można praktycznie do ateistycznych, ponieważ twierdziły one, że zbawienie, takie jakie można osiągnąć, przyjść może tylko dzięki ludzkiemu, własnemu i nie wspomaganemu wysiłkowi. Wszędzie jednak, w znacznej części całej tej niefortunnej filozofii, prześledzić można zniekształcone resztki nauk Melchizedeka a nawet adamicznych.

94:2.6 (1029.4) Były to czasy kompilacji późniejszych, świętych pism wiary hinduskiej, brahmanów i upaniszad. Kapłaństwo bramińskie, odrzuciwszy nauki o religii osobistej poprzez osobiste doświadczanie wiary z jednym Bogiem i uległszy zanieczyszczeniu, w wyniku zalewu deprecjonujących je i osłabiających kultów oraz doktryn z Dekanu, wraz z ich antropomorfizmami i reinkarnacjami, zareagowało gwałtownie przeciwko tym właśnie, wypaczającym wierzeniom; pojawiły się konkretne wysiłki, aby odszukać i znaleźć prawdziwą rzeczywistość. Bramini zaczęli deantropomorfizować indyjską koncepcję bóstwa, ale robiąc to popełnili niefortunny błąd depersonalizacji idei Boga i uzyskali nie wysoki, duchowy ideał Rajskiego Ojca, ale niejasną, metafizyczną ideę wszechobejmującego Absolutu.

94:2.7 (1029.5) W swych wysiłkach samozachowawczych bramini odrzucili Melchizedekowego jednego Boga i teraz zostali z hipotezami Brahmana, jako nieokreślonej i iluzorycznej filozoficznej jaźni, nieosobowego i bezsilnego tego; pozostawiło to życie duchowe Indii w stanie beznadziei i upadku od tamtych, niefortunnych dni, aż do wieku dwudziestego.

94:2.8 (1029.6) W czasie pisania upaniszad powstał w Indiach buddyzm. Ale mimo swego sukcesu, trwającego tysiące lat, nie może on konkurować z późniejszym hinduizmem; pomimo wyższej moralności wczesny obraz Boga w buddyzmie był jeszcze słabiej zarysowany niż ten, jaki hinduizm przypisywał pomniejszym i osobowym bóstwom. W końcu buddyzm ustąpił w Indiach północnych, zaatakowany przez agresywny islam, z jego wyrazistą koncepcją Allaha jako najwyższego Boga wszechświata.

3. Filozofia bramińska

94:3.1 (1030.1) Chociaż najwyższe stadium braminizmu raczej nie było religią, było to naprawdę jedno z najwyższych osiągnięć śmiertelnego umysłu w dziedzinie filozofii i metafizyki. Kiedy umysł indyjski zaczął odkrywać rzeczywistość ostateczną, nie ustał w swych wysiłkach, zanim nie rozważył prawie każdego stadium teologii, za wyjątkiem zasadniczej, podwójnej koncepcji religii: istnienia Ojca Wszechświatowego wszystkich wszechświatowych istot i doświadczania wznoszenia się we wszechświecie tych właśnie istot, kiedy próbują one dotrzeć do wiecznego Ojca, który im nakazał być doskonałymi, nawet tak, jak on sam jest doskonały.

94:3.2 (1030.2) W swej koncepcji Brahmana, umysły tamtych dni naprawdę dosięgły idei pewnego, wszystko przenikającego Absolutu, jako że postulat ten był jednocześnie uznawany za energię stwórczą i oddziaływanie kosmiczne. Brahman był wyobrażany jako niemożliwy do zdefiniowania, możliwy do zrozumienia jedynie przez kolejne negacje wszelkich właściwości skończonych. Była to na pewno wiara w istotę absolutną, nawet nieskończoną, jednak idea ta została w znacznym stopniu pozbawiona atrybutów osobowości, tym samym niemożliwa do doświadczenia dla indywidualnych ludzi religijnych.

94:3.3 (1030.3) Brahman-Narajana wyobrażany był jako Absolut, nieskończone JEST, podstawowa moc stwórcza potencjalnego kosmosu, Wszechświatowa Jaźń, istniejąca statycznie i potencjalnie przez całą wieczność. Jeśli filozofowie tamtych dni potrafiliby zrobić następny krok w koncepcji bóstwa, gdyby byli zdolni wyobrazić sobie Brahmana jako asocjacyjnego i stwórczego, jako osobowość dostępną dla stworzonych i rozwijających się istot, wtedy mogłoby takie nauczanie stać się najbardziej zaawansowanym na Urantii przedstawieniem Bóstwa, skoro zawierałoby pięć pierwszych poziomów funkcjonowania Bóstwa całościowego i być może wyobrażałoby pozostałe dwa.

94:3.4 (1030.4) W pewnych stadiach koncepcja Jednej Wszechświatowej Nadduszy jako całościowej sumy bytu wszystkich istot stworzonych, zbliżyła bardzo filozofów indyjskich do prawdy o Istocie Najwyższej, ale prawda ta nic im nie dała, ponieważ nie mogli ukształtować żadnego rozsądnego i racjonalnego, osobistego podejścia do swego teoretycznego, monoteistycznego celu – Brahman-Narajana.

94:3.5 (1030.5) Prawo przyczynowej ciągłości karmy zbliża się znowu bardzo do prawdy o syntezie wszystkich, wzajemnie zależnych, czasowo-przestrzennych działań w Boskiej obecności Najwyższego; ten postulat nigdy jednak nie zakładał skoordynowanego, osobistego docierania indywidualnego wierzącego do Bóstwa a tylko ostateczne wchłonięcie wszelkiej osobowości przez Wszechświatową Nadduszę.

94:3.6 (1030.6) Filozofia braminizmu bardzo się również zbliżyła do uświadomienia sobie Dostrajaczy Myśli, zamieszkujących ludzi, tylko po to, aby się wypaczyć dzięki niezrozumieniu prawdy. Nauczanie, że dusza jest zamieszkaniem Brahmana, mogło torować drogę zaawansowanej religii, gdyby idea ta nie była kompletnie wypaczona przez wierzenie, że nie istnieje ludzka indywidualność w oderwaniu od zamieszkującego ją Wszechświatowego.

94:3.7 (1030.7) W doktrynie zlewania się jaźni-duszy z Nadduszą, teologowie indyjscy nie dali przetrwać czemuś ludzkiemu, czemuś nowemu i unikalnemu, czemuś zrodzonemu ze zjednoczenia woli człowieka i woli Boga. Nauka o duszy wracającej do Brahmana zbliża się bardzo do prawdy o Dostrajaczu, wracającym na łono Ojca Wszechświatowego, ale istnieje także coś innego niż Dostrajacz, coś, co również trwa, a mianowicie morontialna kopia osobowości śmiertelnika. I tej istotnej koncepcji nie ma niestety w filozofii bramińskiej.

94:3.8 (1031.1) Filozofia bramińska zbliżyła się do wielu faktów wszechświata i dotarła do licznych prawd kosmicznych, jednak zbyt często padała ofiarą błędów, polegających na braku rozróżnienia pomiędzy poszczególnymi poziomami rzeczywistości, takimi jak absolutny, transcendentalny i skończony. Nie udało się jej dostrzec, że to, co może być skończoną iluzją na poziomie absolutnym, może być absolutnie rzeczywiste na poziomie skończonym. Nie udało się jej także rozpoznać zasadniczego czynnika osobowości Ojca Wszechświatowego, z którym się można osobiście skontaktować na wszystkich poziomach, od ograniczonego doświadczania Boga u istot ewolucyjnych, aż do nieograniczonego doświadczania Wiecznego Syna z Rajskim Ojcem.

4. Religia hinduska

94:4.1 (1031.2) Z upływem wieków ludzie w Indiach wrócili w pewnym stopniu do pradawnych rytuałów Wed, tak jak zostały one zmodyfikowane przez nauki misjonarzy Melchizedeka i skrystalizowane przez późniejsze kapłaństwo bramińskie. Ta najstarsza i najbardziej kosmopolityczna religia światowa uległa kolejnym przemianom w odpowiedzi na buddyzm, dżinizm i późniejszy wpływ mahometanizmu i chrześcijaństwa. Jednak, gdy przyszły nauki Jezusa, były one już tak bardzo zachodnie, że stanowiły „religię białego człowieka”, a więc obcą i cudzoziemską dla umysłu hinduskiego.

94:4.2 (1031.3) W chwili obecnej teologia hinduska opisuje cztery coraz niższe poziomy bóstwa i boskości:

94:4.3 (1031.4) 1. Brahman, Absolut, Nieskończony, TO JEST.

94:4.4 (1031.5) 2. Trimurti, najwyższa trójca hinduizmu. W tym związku Brahma, pierwszy jej członek, wyobrażany jest jako stworzony z Brahmana – nieskończoności. Gdyby nie bliskie utożsamianie z panteistycznym Nieskończonym, Brahma mógłby stanowić fundament koncepcji Ojca Wszechświatowego. Brahma utożsamiany jest także z losem.

94:4.5 (1031.6) Czczenie drugiego i trzeciego członka trójcy, Śiwa i Wisznu, pojawiło się w pierwszym millennium po Chrystusie. Śiwa jest panem życia i śmierci, bogiem urodzajności i panem zniszczenia. Wisznu jest nadzwyczaj popularny, w związku z wierzeniem, że okresowo wciela się w ludzką formę. W ten sposób, w wyobraźni Hindusów, Wisznu stał się rzeczywisty i żywy. Zarówno Śiwa jak i Wisznu są uznawani przez niektórych za najwyższych nad wszystkimi.

94:4.6 (1031.7) 3. Bóstwa wedyjskie i postwedyjskie. Wielu dawnych bogów Aryjczyków, takich jak Agni, Indra i Soma, przetrwało jako drugorzędni w stosunku do trzech członków Trimurti. Od najdawniejszych czasów Indii wedyjskich powstawali liczni, dodatkowi bogowie i ci także zostali włączeni do panteonu hinduskiego.

94:4.7 (1031.8) 4. Półbogowie: nadludzie, herosi, bohaterzy, demony, widma, złe duchy, potwory, chochliki i święci kultów współczesnych.

94:4.8 (1031.9) Chociaż hinduizm długo nie potrafił ożywić narodu Indii, był równocześnie religią zazwyczaj tolerancyjną. Jego wielka siła polega na tym, że okazał się najbardziej przystosowawczą, amorficzną religią, jaka kiedykolwiek pojawiła się na Urantii. Hinduizm zdolny jest do prawie nieograniczonych przemian i posiada niezwykły zakres elastycznego dostosowywania się, od wysokich i częściowo monoteistycznych spekulacji odnośnie intelektualnego Brahmana, do kompletnego fetyszyzmu i prymitywnych praktyk kultowych poniżanych i uciskanych klas wierzących ignorantów.

94:4.9 (1032.1) Hinduizm przetrwał, gdyż w gruncie rzeczy jest integralną częścią zasadniczej struktury społecznej Indii. Nie posiada wspaniałej hierarchii, którą można niepokoić czy niszczyć, wpleciony jest w schemat ludzkiego życia. Potrafi się dostosować do zmiennych warunków, przewyższając pod tym względem wszystkie inne kulty i przejawia tolerancyjną postawę adopcji w stosunku do wielu innych religii. Gautama Budda a nawet sam Chrystus uznawani byli za wcielenia Wisznu.

94:4.10 (1032.2) Istnieje dziś w Indiach wielka potrzeba przedstawienia Jezusowej ewangelii – Ojcostwa Boga i synostwa człowieka a w konsekwencji braterstwa wszystkich ludzi, co przejawia się osobowo w przepełnionej miłością działalności i służbie społecznej. W Indiach istnieje filozoficzny zrąb, jest struktura kultu, wszystko, czego potrzeba, to ożywiająca iskra dynamicznej miłości, zobrazowana w oryginalnej ewangelii Syna Człowieczego, bez zachodnich dogmatów i doktryn, które miały tendencje do przerobienia obdarzającego życia Michała na religię białego człowieka.

5. Walka o prawdę w Chinach

94:5.1 (1032.3) Gdy misjonarze salemscy szli przez Azję, szerząc doktrynę Najwyższego Boga i zbawienia przez wiarę, wchłonęli sporo filozofii i myśli religijnej tych krajów, przez które szli. Ci nauczyciele, wyznaczeni przez Melchizedeka i jego następców, nie zawiedli jednak pokładanego w nich zaufania; doszli do wszystkich narodów kontynentu eurazjatyckiego a w połowie drugiego millennium przed Chrystusem przybyli do Chin. Przez ponad sto lat Salemici mieli swą główną siedzibę w See Fuch i tam szkolili nauczycieli chińskich, którzy nauczali na całym obszarze zamieszkałym przez żółtą rasę.

94:5.2 (1032.4) Jako bezpośredni skutek ich nauczania powstały w Chinach wcześniejsze formy taoizmu, religii bardzo różniącej się od tej, która dziś się tak nazywa. Wczesny taoizm, czy prototaoizm, był kombinacją następujących czynników:

94:5.3 (1032.5) 1. Pozostałości nauk Singlangtona, które przetrwały w koncepcji Shangdi, Boga Nieba. Za czasów Singlangtona Chińczycy stali się praktycznie monoteistami; swe praktyki religijne koncentrowali na Jednej Prawdzie, zwanej później Duchem Nieba, władcą wszechświata. I rasa żółta nigdy zupełnie nie zapomniała swej wczesnej koncepcji Bóstwa, choć w kolejnych wiekach wiele niższych bogów i duchów podstępnie wkradło się do jej religii.

94:5.4 (1032.6) 2. Salemskiej religii Najwyższego Bóstwa, Stwórcy, który obdarza swą łaską ludzkość w odpowiedzi na wiarę człowieka. Jest także całkowitą prawdą, że w tym czasie, gdy misjonarze Melchizedeka przenikali ziemie rasy żółtej, ich pierwotne orędzie uległo znacznym przemianom w stosunku do prostych doktryn Salemu z czasów Machiventy.

94:5.5 (1032.7) 3. Koncepcji Brahmana-Absolutu filozofów indyjskich, połączonego z pragnieniem ucieczki od wszelkiego zła. Prawdopodobnie największy obcy wpływ na religię salemską, szerzącą się na wschodzie, wywarli indyjscy nauczyciele wiary wedyjskiej, którzy przeszczepili swe koncepcje Brahmana – Absolutu – do zbawczych idei Salemitów.

94:5.6 (1033.1) Taka kompleksowa wiara szerzyła się na ziemiach rasy żółtej i brązowej i stanowiła to podłoże, które wpływało na myśl religijno-filozoficzną. W Japonii taki prototaoizm nazywany był sinto i w tym kraju, tak bardzo odległym od Salemu w Palestynie, ludzie dowiedzieli się o wcieleniu Machiventy Melchizedeka, który mieszkał na Ziemi po to, aby imię Boga nie zostało zapomniane przez ludzkość.

94:5.7 (1033.2) W Chinach wszystkie takie wierzenia pomylono później i pomieszano z nadal szerzącym się kultem przodków. Ale od czasów Singlangtona, Chińczycy już nigdy nie poddali się beznadziejnemu zniewoleniu przez klasę kapłańską. Rasa żółta pierwsza wyłoniła się ze zniewolenia barbarzyństwa w kierunku uporządkowanej cywilizacji, dlatego, że pierwsza osiągnęła jakiś stopień wyzwolenia od poniżającego strachu przed bogami, nie bojąc się nawet duchów zmarłych, tak jak się ich bały inne rasy. Chiny spotkała porażka, ponieważ nie udało się im wyjść poza wczesne wyzwolenie spod władzy kapłanów; zapanował tam prawie równie fatalny błąd – kult przodków.

94:5.8 (1033.3) Salemici nie działali jednak na próżno. To właśnie na fundamentach ich ewangelii wielcy filozofowie Chin budowali swoje nauki, w szóstym wieku p.n.e. Atmosfera moralna i poglądy duchowe w czasach Laozi i Konfucjusza zrodziły się z nauk misjonarzy salemskich, z epoki wcześniejszej.

6. Laozi i Konfucjusz

94:6.1 (1033.4) Długo po opuszczeniu swego ciała i mniej więcej sześćset lat przed przybyciem Michała, Melchizedek odniósł wrażenie, że czystość jego nauk na Ziemi jest poważnie zagrożona, wskutek ich generalnego wchłonięcia przez starsze wierzenia Urantii. Jakiś czas się zdawało, że jego misja, jako zwiastuna Michała, może się skończyć niepowodzeniem. I w szóstym wieku przed Chrystusem, dzięki niezwykłej koordynacji środków duchowych, z których nie wszystkie były zrozumiałe nawet dla nadzorców planety, Urantia była świadkiem najbardziej niezwykłej prezentacji różnorodnych prawd religijnych. Dzięki kilku ludzkim nauczycielom, ewangelia z Salemu została ponownie przedstawiona i ożywiona, a większość tego, co się wtedy pojawiło, przetrwało do czasu tych zapisów.

94:6.2 (1033.5) Ten unikalny wiek rozwoju duchowego charakteryzował się wielkimi nauczycielami religijnymi, moralnymi i filozoficznymi, działającymi na całym świecie. W Chinach było dwóch wybitnych nauczycieli, Laozi i Konfucjusz.

94:6.3 (1033.6) Laozi tworzył bezpośrednio na ideach wywodzących się z tradycji Salemu, kiedy ogłosił, że Tao jest Jedną Pierwszą Przyczyną całego stworzenia. Lao był człowiekiem obdarzonym wspaniałą przenikliwością duchową. Nauczał, że „wiecznym przeznaczeniem człowieka jest wiecznotrwałe zjednoczenie z Tao, Najwyższym Bogiem i Wszechświatowym Królem”. Jego zrozumienie ostatecznej przyczynowości było wyjątkowo wnikliwe, ponieważ pisał: „Jedność wynika z Absolutnego Tao, a z Jedności powstaje kosmiczny Dualizm, a z tego Dualizmu zaczyna istnieć Trójca, a Trójca jest podstawowym źródłem wszelkiej rzeczywistości”. „Wszelka rzeczywistość jest zawsze w równowadze pomiędzy potencjalnościami a aktualnościami kosmosu, a są one wiecznie harmonizowane przez ducha boskości”.

94:6.4 (1033.7) Laozi dokonał także jednego z najwcześniejszych przedstawienia zasady odpłacania dobrem za zło: „Dobroć rodzi dobroć, ale dla tego, kto jest naprawdę dobry, zło także rodzi dobroć”.

94:6.5 (1033.8) Laozi nauczał o powrocie stworzonego do Stwórcy i przedstawiał życie jako wyłanianie się osobowości z potencjałów kosmicznych, podczas gdy śmierć podobna była powrotowi osobowości istoty stworzonej do domu. Jego idea wiary była niezwykła i on również porównywał ją do „postawy małego dziecka”.

94:6.6 (1034.1) Jego zrozumienie wiecznego celu Boga było klarowne, gdyż powiedział: „Absolutne Bóstwo nie czyni wysiłków, ale zawsze zwycięża; nie zniewala ludzkości, lecz zawsze jest gotowe odpowiedzieć na jej szczere pragnienia; wola Boga jest wieczna w swej cierpliwości i wieczna w nieuchronności jej przejawów”. O prawdziwie religijnym człowieku powiedział, wyrażając prawdę, że większym błogosławieństwem jest dawać niż otrzymywać: „Dobry człowiek nie chce zatrzymać prawdy dla siebie, ale próbuje raczej obdarzyć tymi bogactwami swych współbraci, gdyż takie jest wypełnienie prawdy. Wola Absolutnego Boga zawsze wyświadcza dobrodziejstwo, nigdy nie niszczy; celem prawdziwie wierzącego jest zawsze działać, ale nigdy nie zniewalać”.

94:6.7 (1034.2) Nauka Lao o nie stawianiu oporu i zróżnicowanie, jakie robił pomiędzy działaniem a przymusem, zostały później wypaczone w pryncypia „patrzeć, działać i nie myśleć”. Lao nigdy nie nauczał takich błędów, aczkolwiek jego wizja nie stawiania oporu była czynnikiem kształtującym późniejsze, pacyfistyczne predylekcje Chińczyków.

94:6.8 (1034.3) Tym niemniej popularny taoizm dwudziestowiecznej Urantii niewiele ma wspólnego ze wzniosłymi dążeniami i kosmicznymi koncepcjami starego filozofa, który nauczał prawdy tak, jak ją widział – że wiara w Absolutnego Boga jest źródłem tej boskiej energii, która przetworzy świat i dzięki której człowiek się wznosi ku duchowemu zjednoczeniu z Tao, Wiecznym Bóstwem i Absolutnym Stwórcą wszechświatów.

94:6.9 (1034.4) Konfucjusz (Kung-fu-cy) był młodszy od Lao i żył razem z nim w Chinach, w szóstym wieku p.n.e. Konfucjusz opierał swoje poglądy na tym, co lepsze w tradycjach moralnych długiej historii rasy żółtej i w pewnym sensie ulegał wpływom wciąż istniejących tradycji misjonarzy salemskich. Jego główne dzieło polegało na kompilacji mądrych twierdzeń starożytnych filozofów. Za jego życia odrzucono go jako nauczyciela, ale później jego pisma i nauki wywierały wielki wpływ w Chinach i Japonii. Konfucjusz rzucił wyzwanie szamanom, ponieważ postawił moralność w miejsce magii. Tworzył jednak za dobrze; zrobił nowy fetysz z porządku i wprowadził poszanowanie dla starożytnego postępowania, które Chińczycy nadal otaczają czcią w czasach tych zapisów.

94:6.10 (1034.5) Konfucjańska nauka o moralności opierała się na teorii, że ziemska droga jest wypaczonym cieniem niebiańskiej drogi; że prawdziwa forma doczesnej cywilizacji jest lustrzanym odbiciem wiecznego porządku nieba. Potencjalna koncepcja Boga w konfucjanizmie była prawie zupełnie podporządkowana szczególnej uwadze, jaką przywiązywano do Drogi Nieba, wzoru kosmosu.

94:6.11 (1034.6) Nauki Lao, z małymi wyjątkami, zaginęły na Wschodzie, ale pisma Konfucjusza stanowią od tamtych czasów podstawę struktury moralnej tej kultury, które obejmuje prawie jedną trzecią Urantian. Nauki konfucjańskie, chociaż zachowują to, co najlepsze z przeszłości, są w pewnym stopniu szkodliwe dla charakterystycznego, chińskiego ducha dociekliwości, czego rezultaty są tak bardzo szanowane. Wpływy tych doktryn były zwalczane, ale bez powodzenia, zarówno przez cesarza Qin Szy-Huang-ti, jak i przez nauki Mo Ti, który głosił braterstwo oparte nie na obowiązku etycznym, ale na miłości Bożej. Próbował on rozpalić na nowo pradawne poszukiwania nowej prawdy, ale jego nauki nie odniosły sukcesu w obliczu silnej opozycji uczniów Konfucjusza.

94:6.12 (1034.7) Podobnie jak inni nauczyciele duchowi i moralni, zarówno Konfucjusz jak i Laozi zostali w końcu deifikowani przez swoich wyznawców, w tych mrocznych epokach Chin, które nastały pomiędzy schyłkiem i wypaczeniem wiary taoistycznej a przybyciem misjonarzy buddyjskich z Indii. W tych wiekach duchowego upadku, religia rasy żółtej zdegenerowała się w pożałowania godną teologię, w której roiło się od diabłów, smoków i złych duchów; wszystkie one świadczyły o nawrotach lęków nieoświeconego umysłu ludzkiego. I tak Chiny, niegdyś awangarda ludzkości ze względu na zaawansowaną religię, cofnęły się wskutek tymczasowego zahamowania postępu na prawdziwej drodze rozwoju tej świadomości istnienia Boga, która jest konieczna dla autentycznego rozwoju nie tylko indywidualnego śmiertelnika, ale także zawiłej i kompleksowej cywilizacji, tak charakterystycznej dla zaawansowanej kultury i społeczeństwa na ewolucyjnej planecie czasu i przestrzeni.

7. Gautama Siddhartha

94:7.1 (1035.1) Współcześnie z Laozi i Konfucjuszem w Chinach, w Indiach pojawił się inny wielki nauczyciel prawdy. Gautama Siddhartha urodził się w szóstym wieku przed Chrystusem w północnej prowincji indyjskiej, Nepalu. Później jego wyznawcy kreowali go na syna bajecznie bogatego władcy, ale tak naprawdę był on prawowitym następcą tronu drobnego wodza, który nieoficjalnie rządził małą, ustronną doliną w południowych Himalajach.

94:7.2 (1035.2) Po sześciu latach bezowocnego praktykowania jogi, Gautama sformułował te teorie, które przekształciły się w filozofię buddyzmu. Siddhartha prowadził pełną determinacji, ale nieskuteczną walkę z rozwijającym się systemem kastowym. Podniosła szczerość i niezwykła bezinteresowność cechowały tego młodego proroka-księcia, co ogromnie przemawiało do ludzi w tamtych czasach. Odstąpił on od zasady szukania indywidualnego zbawienia przez fizyczne umartwiania i zadawanie sobie bólu. Napominał swoich wyznawców, aby nieśli jego ewangelię na cały świat.

94:7.3 (1035.3) W obliczu chaosu rozbudowanych praktyk kultowych w Indiach, rozsądniejsze i bardziej umiarkowane nauki Gautamy przyszły jak odświeżająca odmiana. Demaskował on bogów, kapłanów i ich ofiarowania, ale jemu również nie udało się dostrzec osobowości Wszechświatowego. Gautama, nie wierząc w istnienie indywidualnych dusz ludzkich, zawzięcie zwalczał uhonorowaną czasem wiarę w wędrówkę dusz. Dokonywał szlachetnych prób wyzwolenia ludzi od strachu, żeby się czuli w wielkim wszechświecie bezpiecznie, tak jak w domu, ale nie udało mu się pokazać drogi do prawdziwego i niebiańskiego domu wznoszących się śmiertelników, do Raju i do coraz szerszej służby wiecznej egzystencji.

94:7.4 (1035.4) Gautama był prawdziwym prorokiem i gdyby zważał na pouczenia pustelnika Godada, mógłby całe Indie ożywić inspiracją, odradzając salemską ewangelię zbawienia przez wiarę. Godad pochodził z rodziny, która nigdy nie zagubiła tradycji misjonarzy Melchizedeka.

94:7.5 (1035.5) Gautama założył swą szkołę w Benares a w drugim roku jej istnienia uczeń Bautan przekazał swemu nauczycielowi nauki misjonarzy salemskich o przymierzu Melchizedeka z Abrahamem i chociaż Siddhartha nie miał zbyt jasnej idei Ojca Wszechświatowego, pozytywnie ustosunkował się do zbawienia poprzez wiarę, przez zwykłe uwierzenie. Sam to oświadczył swym wyznawcom i zaczął posyłać swych uczniów grupami, po sześćdziesięciu, aby głosili ludziom Indii „radosną nowinę o nieograniczonym zbawieniu; że wszyscy ludzie, wysokiej czy niskiej klasy, mogą zdobyć szczęście przez wiarę w prawość i sprawiedliwość”.

94:7.6 (1035.6) Żona Gautamy wierzyła w ewangelię swego męża i została założycielką zakonu żeńskiego. Jego syn został jego następcą i znacznie rozszerzył ten kult; zrozumiał on nową ideę zbawienia przez wiarę, jednak w zaawansowanym wieku zachwiał się w ewangelii salemskiej, o łasce Bożej tylko dzięki wierze, a gdy był stary, jego słowa wypowiedziane na łożu śmierci brzmiały: „Wypracowujcie swe własne zbawienie”.

94:7.7 (1036.1) Ewangelia Gautamy, głosząca to, co miała najlepsze o powszechnym zbawieniu, wolna od ofiar, tortur, rytuałów i kapłanów, była swego czasu doktryną rewolucyjną i zaskakującą. I była zadziwiająco blisko odrodzenia ewangelii salemskiej. Przyszła na odsiecz milionom zdesperowanych dusz i pomimo jej groteskowego wynaturzenia w późniejszych wiekach, nadal trwa jako nadzieja milionów ludzkich istot.

94:7.8 (1036.2) Siddhartha nauczał znacznie więcej prawdy niż jej przetrwało we współczesnych kultach, noszących jego imię. Współczesny buddyzm nie jest w większym stopniu naukami Gautamy Siddharthy niż chrześcijaństwo naukami Jezusa z Nazaretu.

8. Wiara buddyjska

94:8.1 (1036.3) Aby zostać buddystą, trzeba było zrobić zwykłe, publiczne wyznanie wiary, recytując Schronienie: „Znajduję schronienie w Buddzie; znajduję schronienie w doktrynie; znajduję schronienie w braterstwie”.

94:8.2 (1036.4) Buddyzm ma swój początek w historycznej osobie a nie w micie. Zwolennicy Gautamy nazywali go Sasta, co oznacza mistrza albo nauczyciela. Chociaż nie robił on nadludzkich roszczeń, ani w stosunku do siebie ani wobec swoich nauk, jego uczniowie wcześnie zaczęli nazywać go oświeconym, Buddą, później Siakjamuni Budda.

94:8.3 (1036.5) Pierwotna ewangelia Gautamy opierała się na Czterech Szlachetnych Prawdach:

94:8.4 (1036.6) 1. Szlachetna prawda o cierpieniu.

94:8.5 (1036.7) 2. Przyczyna cierpienia.

94:8.6 (1036.8) 3. Ustanie cierpienia.

94:8.7 (1036.9) 4. Ścieżka prowadząca do ustania cierpienia.

94:8.8 (1036.10) Blisko związana z doktryną cierpienia i jego przezwyciężania była filozofia Ośmiorakiej Ścieżki: słuszne poglądy, słuszne postanowienia, słuszna mowa, słuszny czyn, słuszne zarobkowanie, słuszny wysiłek, słuszne skupienie i słuszna medytacja. Nie leżała w intencjach Gautamy próba zlikwidowania wszelkich wysiłków, pragnień i uczuć, podczas przezwyciężenia cierpienia; jego nauka miała raczej na celu zobrazowanie śmiertelnemu człowiekowi daremności wiązania wszelkich nadziei i aspiracji wyłącznie z doczesnymi celami i zadaniami materialnymi. Nie chodziło o to, ażeby unikać miłości do bliźnich, jak o to, że prawdziwie wierzący powinien także patrzeć dalej, poza związki tego, materialnego świata, ku rzeczywistościom wiecznej przyszłości.

94:8.9 (1036.11) Było pięć przykazań moralnych, głoszonych przez Gautamę:

94:8.10 (1036.12) 1. Nie zabijaj.

94:8.11 (1036.13) 2. Nie kradnij.

94:8.12 (1036.14) 3. Nie bądź nieskromny.

94:8.13 (1036.15) 4. Nie kłam.

94:8.14 (1036.16) 5. Nie pij odurzających trunków.

94:8.15 (1036.17) Było też wiele dodatkowych czy wtórnych przykazań, których przestrzeganie przez wierzących nie było obowiązkowe.

94:8.16 (1036.18) Siddhartha raczej nie wierzył w nieśmiertelność osobowości ludzkiej; jego filozofia zakładała jedynie pewną funkcjonalną ciągłość. Nigdy jasno nie zdefiniował, co według niego zawiera doktryna nirwany. Fakt, że mogła być ona teoretycznie doświadczana w czasie śmiertelnej egzystencji świadczy o tym, że nie była uznawana za stan całkowitego unicestwienia. Zakładała ona stan najwyższego oświecenia i nieziemskiego szczęścia, w którym wszystkie więzy łączące człowieka ze światem materialnym zostają zerwane; to wolność od pragnień życia śmiertelnego i uwolnienie od wszelkich niebezpieczeństw przeżycia kiedykolwiek nowego wcielenia.

94:8.17 (1037.1) Zgodnie z oryginalnymi naukami Gautamy, zbawienie osiąga się dzięki ludzkim wysiłkom, w oderwaniu od boskiej pomocy; nie ma tam miejsca na zbawczą wiarę czy modlitwy do sił nadludzkich. W swych wysiłkach, zmierzających do redukcji zabobonów w Indiach, Gautama próbował odciągać ludzi od krzykliwych twierdzeń o magicznym zbawieniu. I dzięki temu zostawił swoim następcom szeroko otwarte drzwi dla mylnej interpretacji jego nauk i głoszenia, że cały rodzący osiągnięcia ludzki wysiłek jest zgubny i bolesny. Jego wyznawcy przeoczyli fakt, że najwyższe szczęście związane jest z inteligentnym i entuzjastycznym dążeniem do wartościowych celów i że osiągnięcia takie stanowią prawdziwy postęp w kosmicznej samorealizacji.

94:8.18 (1037.2) Wielką prawdą nauk Siddharthy było to, że głosił wszechświat absolutnej sprawiedliwości. Nauczał najlepszej, pozbawionej Boga filozofii, jaką kiedykolwiek wymyślił śmiertelny człowiek; był to idealny humanizm, który wyjątkowo skutecznie usuwał wszelkie podstawy przesądów, rytuałów magicznych i strachu przez duchami czy demonami.

94:8.19 (1037.3) Wielką słabością oryginalnej ewangelii buddyzmu było to, że nie wytworzyła ona religii bezinteresownej służby społecznej. Przez długi czas braterstwo buddyjskie nie było związkiem wierzących, ale raczej społecznością uczniów-nauczycieli. Gautama zabronił im brać pieniędzy, tym samym zapobiegł kształtowaniu się tendencji hierarchicznych. Sam Gautama był bardzo towarzyski; doprawdy, jego życie było wspanialsze niż jego kazania.

9. Szerzenie się buddyzmu

94:9.1 (1037.4) Buddyzm się rozwijał, gdyż niósł zbawienie przez wiarę w Buddę, oświeconego. Był lepszym odzwierciedleniem prawd Melchizedeka niż jakikolwiek inny system religijny na terenie Azji wschodniej. Jednak buddyzm nie rozprzestrzenił się jako religia, zanim nie opowiedział się za nim, w obronie własnej, monarcha z niskiej kasty, Asioka, który obok Echnatona w Egipcie, był jednym z najwybitniejszych władców państwowych, panujących w okresie między Melchizedekiem a Michałem. Dzięki propagandzie swych misjonarzy buddyjskich, Asioka stworzył potężne imperium indyjskie. W ciągu dwudziestu pięciu lat wyszkolił i rozesłał ponad siedemnaście tysięcy misjonarzy, do najdalszych krańców znanego wtedy świata. W jednym pokoleniu zrobił z buddyzmu religię, która opanowała pół świata. Buddyzm został wkrótce zaprowadzony w Tybecie, Kaszmirze, Burmie, na Cejlonie i Jawie, w Syjamie, Korei, Chinach i Japonii. I generalnie biorąc, była to religia ogromnie zaawansowana w porównaniu z tymi, które wyrugowała czy udoskonaliła.

94:9.2 (1037.5) Rozpowszechnienie się buddyzmu, z jego ojczyzny w Indiach na całą Azję, jest jedną z bardziej fascynujących historii duchowego poświęcenia i uporu misyjnego oddanych wierzących. Nauczyciele ewangelii Gautamy nie tylko nie zważali na niebezpieczeństwa, grożące na lądowych drogach karawan, ale stawali twarzą w twarz z niebezpieczeństwami mórz chińskich, gdy prowadzili swą misję na kontynencie azjatyckim, niosąc wszystkim ludziom orędzie swej wiary. Wtedy jednak buddyzm nie był już prostymi doktrynami Gautamy, był przepełnioną cudami ewangelią, która robiła zeń boga. Im dalej szerzył się buddyzm ze swej górskiej ojczyzny w Indiach, tym mniej przypominał nauki Gautamy a bardziej był podobny tym religiom, które wyrugował.

94:9.3 (1038.1) Później buddyzm ulegał silnym wpływem taoizmu w Chinach, sinto w Japonii i chrześcijaństwa w Tybecie. W Indiach, po tysiącu lat, buddyzm po prostu uschnął i obumarł. Został zbraminizowany a później służalczo podporządkował się islamowi, podczas gdy na pozostałych obszarach Wschodu zdegenerował się w formę rytuału, którego Gautama Siddhartha nigdy by nie rozpoznał.

94:9.4 (1038.2) Na południu, fundamentalistyczny stereotyp nauk Siddharthy przetrwał na Cejlonie, w Burmie oraz na Półwyspie Indochińskim. Jest to hinajańska grupa buddyzmu, który trzyma się wczesnej albo asocjalnej doktryny.

94:9.5 (1038.3) Zanim buddyzm upadł w Indiach, Chińczycy oraz grupy wyznawców Gautamy z Indii północnych zaczęli rozwijać nauczanie mahajany, „Wielkiego Wozu”, jadącego do zbawienia, w przeciwieństwie do purystów z południa, którzy trzymali się hinajany albo „Mniejszego Wozu”. Mahajaniści rozluźnili społeczne ograniczenia, właściwe doktrynie buddyjskiej i od tamtego czasu ta północna grupa buddyzmu wciąż się rozwija w Chinach i w Japonii.

94:9.6 (1038.4) Buddyzm jest dzisiaj religią żywą, rozwijającą się, gdyż udało mu się zachować wiele wyższych wartości moralnych jego wyznawców. Popiera spokój i samokontrolę, przysparza pogody ducha i szczęścia i robi wiele, aby zapobiec smutkom i żalowi. Ci, którzy wierzą w tę filozofię, żyją lepszym życiem niż wielu tych, którzy w nią nie wierzą.

10. Religia w Tybecie

94:10.1 (1038.5) W Tybecie znaleźć można najdziwniejsze powiązania nauk Melchizedekowych z buddyzmem, hinduizmem, taoizmem i chrześcijaństwem. Kiedy misjonarze buddyjscy weszli do Tybetu, napotkali tam stan prymitywnej dzikości, bardzo podobny do tego, jaki wcześni misjonarze chrześcijańscy zastali u plemion Europy północnej.

94:10.2 (1038.6) Prości Tybetańczycy nie chcieli zupełnie porzucić swej pradawnej magii i amuletów. Badania obrzędów religijnych współczesnych Tybetańczyków ukazują bardzo rozbudowane bractwo kapłańskie, z ogolonymi głowami, prowadzące wyszukane obrzędy, w skład których wchodzi dzwonienie, śpiewy, kadzidła, procesje, różańce, wizerunki, amulety, obrazy, woda święcona, wspaniałe szaty i wyszukane chóry. Posiadają oni sztywne dogmaty i skrystalizowane kreda, mistyczne obrzędy i specjalne posty. Ich hierarchia obejmuje mnichów, mniszki, opatów i Wielkiego Lamę. Modlą się do aniołów, świętych, Świętej Matki i bogów. Praktykują spowiedź i wierzą w czyściec. Ich klasztory są rozległe a katedry wspaniałe. Powtarzają bez końca święte rytuały i wierzą, że takie ceremoniały przynoszą zbawienie. Modlitwy przytwierdzane są do koła, a kiedy koło się obraca, wierzą, że prośby odnoszą skutek. W dzisiejszych czasach nie ma innego narodu, u którego znaleźć można tak wiele obrzędów, wziętych z tak wielu religii; i jest nieuniknione, że tak nagromadzona liturgia może stać się nadzwyczaj niewygodna i nieznośnie uciążliwa.

94:10.3 (1038.7) Tybetańczycy posiadają co nieco ze wszystkich wiodących religii świata, za wyjątkiem prostych nauk ewangelii Jezusa: synostwa z Bogiem, braterstwa człowieka i wciąż wznoszącego się obywatelstwa wiecznego wszechświata.

11. Filozofia buddyjska

94:11.1 (1038.8) Do Chin buddyzm wkroczył w pierwszym millennium po Chrystusie i dobrze się dopasował do religijnych obyczajów rasy żółtej. Gdy czcili przodków, długo modlili się do zmarłych; teraz mogli się też modlić za nich. Wkrótce buddyzm połączył się z obrzędowymi zwyczajami, pozostałymi po rozpadającym się taoizmie. Ta nowa, syntetyczna religia, z jej świątyniami kultowymi i konkretnymi obrzędami religijnymi, stała się wkrótce generalnie przyjętym wierzeniem narodów Chin, Korei i Japonii.

94:11.2 (1039.1) Chociaż w pewnych aspektach jest niezbyt fortunne, że świat nie dostał buddyzmu wcześniej, zanim wyznawcy tego kultu nie wypaczyli jego tradycji i nauk, tak, że z Gautamy zrobiono istotę boską, tym niemniej mit o jego ludzkim życiu, przyozdobiony, razem z licznymi cudami, okazał się bardzo wymowny dla słuchaczy północnej albo mahajańskiej ewangelii buddyzmu.

94:11.3 (1039.2) Niektórzy późniejsi wyznawcy buddyzmu nauczali, że duch Siakjamuni Buddy okresowo wraca na Ziemię, jako żywy Budda, co torowało drogę utrwalaniu Buddy w nieograniczonej ilości wizerunków, świątyniom, rytuałom i szarlatanom – „żywym Buddom”. Tym samym religia wielkiego indyjskiego protestanta skrępowana została takimi właśnie obrzędowymi praktykami i rytualnymi zaklęciami, przeciwko którym Budda tak nieustraszenie walczył i które tak dzielnie demaskował.

94:11.4 (1039.3) Wielki postęp, jakiego dokonała filozofia buddyjska, polega na zrozumieniu względności wszelkich prawd. Dzięki mechanizmowi takich hipotez buddyści potrafili pojednać i skorelować rozbieżności w swoich własnych, religijnych pismach świętych, jak również różnice pomiędzy ich własnymi pismami a wieloma innymi. Nauczano, że mała prawda jest dla niewielkich umysłów, duża prawda dla umysłów wielkich.

94:11.5 (1039.4) Filozofia ta utrzymywała również, że (boska) natura Buddy przebywa we wszystkich ludziach; że człowiek, dzięki własnym wysiłkom, może realizować tę wewnętrzną boskość. I taka nauka jest jednym z najjaśniejszych zobrazowań prawdy o zamieszkujących ludzi Dostrajaczach, jakie kiedykolwiek zrobiono w religiach Urantii.

94:11.6 (1039.5) Jednak wielkie ograniczenie pierwotnej ewangelii Siddharthy, tak jak ją interpretowali jego wyznawcy, polegało na tym, że usiłowała wyzwolić zupełnie ludzką jaźń od wszelkich ograniczeń śmiertelnej natury, poprzez izolowanie się od obiektywnej rzeczywistości. Prawdziwa, kosmiczna samorealizacja, rodzi się z utożsamiania się z rzeczywistością kosmiczną oraz ze skończonym kosmosem energii, umysłu i ducha, kosmosem ograniczonym przestrzenią i uwarunkowanym czasem.

94:11.7 (1039.6) Poprzez ceremonie i ostentacyjne obrzędy buddyzm został bardzo zanieczyszczony tradycjami z tych ziem, przez które przechodził; degeneracja ta zupełnie nie miała nic wspólnego z życiem filozoficznym wielkich myślicieli, którzy od czasu do czasu stawali się zwolennikami tego systemu myślenia i wierzeń. Przez ponad dwa tysiące lat, wiele najlepszych umysłów Azji koncentrowało się na problemie ustalenia absolutnej prawdy i prawdy Absolutu.

94:11.8 (1039.7) Rozwinięcia wspaniałej idei Absolutu dokonano wieloma metodami myślenia i okrężnymi drogami rozumowania. Stopniowy rozwój tej doktryny nieskończoności nie był tak wyraziście zarysowany, jak ewolucja koncepcji Boga w teologii hebrajskiej. Tym niemniej istniały pewne rozległe poziomy, do których docierały umysły buddystów, pozostawały na nich a potem szły dalej swą drogą, aby wyobrazić sobie Pierwotną Przyczynę wszechświatów:

94:11.9 (1039.8) 1. Legenda o Gautamie. Podstawą tej koncepcji jest historyczny fakt życia i nauk Siddharthy, księcia-proroka z Indii. Gdy ta legenda szła przez wieki i przez szerokie ziemie Azji, obrastała mitami, aż przewyższyła status idei Gautamy jako oświeconego i zaczęła nabierać dodatkowych atrybutów.

94:11.10 (1040.1) 2. Wielu Buddów. Rozumowano tak, że jeśli Gautama przyszedł do narodów Indii, zatem w odległej przeszłości i w odległej przyszłości gatunek ludzki musiał być i niewątpliwie będzie, błogosławiony innymi nauczycielami prawdy. Dało to początek nauce, że jest wielu Buddów, nieograniczona i nieskończona ich liczba, a nawet, że każdy może dążyć do stania się jednym z nich – do osiągnięcia boskości Buddy.

94:11.11 (1040.2) 3. Absolutny Budda. Z czasem liczba Buddów zbliżyła się do nieskończoności, co zmusiło umysły tamtych dni do ponownego ujednolicenia tej nieporęcznej idei. Zaczęto zatem nauczać, że wszyscy Buddowie są przejawem pewnej wyższej esencji, pewnego Wiecznego o nieskończonej i nie uwarunkowanej egzystencji, pewnego Absolutnego Źródła całej rzeczywistości. Od tego momentu koncepcja Bóstwa w buddyzmie, w swej najwyższej formie, została oddzielona od ludzkiej osoby Gautamy Siddharthy i oderwana od antropomorficznych ograniczeń, które ją trzymały w ryzach. Ta finalna koncepcja Wiecznego Buddy może być zupełnie dobrze utożsamiana z Absolutem, czasami nawet z nieskończonym JESTEM.

94:11.12 (1040.3) Podczas gdy idea Absolutnego Bóstwa nigdy nie znalazła szerszego i powszechniejszego uznania u narodów Azji, umożliwiła ona intelektualistom z tych ziem zjednoczenie ich filozofii i zharmonizowanie ich kosmologii. Koncepcja Buddy Absolutu czasami jest niby-osobowa, czasami zupełnie bezosobowa – jest nawet nieskończoną siłą stwórczą. Koncepcje takie, chociaż pomocne w filozofii, nie są konieczne do rozwoju religii. Nawet antropomorficzny Jahwe posiada znacznie większą wartość religijną niż nieskończenie odległy Absolut buddyzmu czy braminizmu.

94:11.13 (1040.4) Czasami nawet uważano, że Absolut zawarty jest w nieskończonym JESTEM. Jednak te spekulacje stanowiły tylko powierzchowną pociechę dla głodnych rzesz, które chciały słyszeć słowa obietnicy, chciały słyszeć prostą ewangelię salemską, że wiara w Boga może zapewnić Bożą łaskę i wieczne zbawienie.

12. Buddyjska koncepcja Boga

94:12.1 (1040.5) Wielka słabość kosmologii buddyzmu była dwojakiego rodzaju: zanieczyszczenie wieloma przesądami z Indii i Chin oraz sublimacja Gautamy, z początku jako oświeconego a potem jako Wiecznego Buddy. Tak jak chrześcijaństwo cierpiało na skutek wchłonięcia wielu elementów błędnej filozofii ludzkiej, tak i buddyzm nosi swe ludzkie znamię. Jednak podczas ostatnich dwu i pół tysiąca lat nauki Gautamy wciąż się rozwijały. Dla oświeconego buddysty koncepcja Buddy tak samo nie jest ludzką osobowością Gautamy, jak koncepcja Jehowy nie jest utożsamiana przez oświeconych chrześcijan z duchowym demonem Horeb. Ubóstwo terminologii, razem z sentymentalnym zachowywaniem starszej nomenklatury, często prowadzi do niezrozumienia prawdziwego znaczenia ewolucji idei religijnych.

94:12.2 (1040.6) Stopniowo zaczęła się pojawiać w buddyzmie koncepcja Boga, w odróżnieniu od Absolutu. Jej źródła sięgają wstecz, do wczesnych dni podzielenia się wyznawców na zwolenników Mniejszego Wozu i Większego Wozu. Właśnie podczas późniejszych podziałów buddyzmu ostatecznie dojrzała podwójna koncepcja, Boga i Absolutu. Stopień po stopniu, wiek za wiekiem wyłaniała się koncepcja Boga, aż przyszły nauki Ryonina, Honena Shonina i Shinrana w Japonii i w końcu ta koncepcja wydała owoce w postaci wierzenia w Amida Buddę.

94:12.3 (1041.1) Ci, którzy tak wierzyli, nauczali, że dusza po przejściu śmierci może zechcieć odbyć podróż do Raju, przed dostąpieniem nirwany, ostateczności bytu. Głoszono, że to nowe zbawienie jest osiągalne przez wiarę w Boskie łaski i w miłości pełną opiekę Amidy, Boga w Raju na zachodzie. W swej filozofii amidyści trzymali się Nieskończonej Rzeczywistości, która jest poza wszelkim skończonym, śmiertelnym zrozumieniem; w swej religii trwali w wierze we wszechmiłosiernego Amidę, który tak kocha świat, że nie pozwoli na to, aby choć jeden śmiertelnik, który powołuje się na jego imię w prawdziwej wierze i z czystym sercem, nie mógł osiągnąć nieziemskiego szczęścia w Raju.

94:12.4 (1041.2) Wielką siłą buddyzmu jest to, że jego wyznawcy swobodnie mogą wybierać sobie prawdy ze wszystkich religii; taka wolność wyboru rzadko cechowała jakąkolwiek wiarę Urantian. Pod tym względem sekta shin w Japonii stała się najbardziej postępową grupą religijną świata; ożywiła ona dawnego ducha misjonarskiego wyznawców Gautamy i zaczęła wysyłać nauczycieli do innych narodów. Gotowość przyswajania prawdy ze wszystkich źródeł jest doprawdy chwalebną postawą, pojawiającą się u religijnych ludzi wierzących w pierwszej połowie dwudziestego wieku po Chrystusie.

94:12.5 (1041.3) Sam buddyzm przeżywa renesans w dwudziestym wieku. Społeczne aspekty buddyzmu zostały znacznie wzbogacone przez jego kontakt z chrześcijaństwem. Wola uczenia się zajaśniała na nowo w sercach mnichów-kapłanów braterstwa, a szerzenie się oświaty pośród tej wiary na pewno spowoduje nowy krok naprzód w ewolucji religijnej.

94:12.6 (1041.4) W czasach tych zapisów większa część Azji pokłada swą nadzieję w buddyzmie. Czy ta szlachetna wiara, która tak dzielnie kroczyła przez mroczne epoki przeszłości, raz jeszcze otrzyma prawdę o poszerzonych rzeczywistościach kosmicznych, tak jak kiedyś w Indiach uczniowie słuchali wielkiego nauczyciela, jak głosił nową prawdę? Czy ta starożytna wiara raz jeszcze zareaguje na ożywiający ją bodziec prezentacji nowych koncepcji Boga i Absolutu, których tak długo szukała?

94:12.7 (1041.5) Cała Urantia oczekuje głoszenia uszlachetniającego orędzia Michała, nie obciążonego doktrynami i dogmatami nagromadzonymi przez dziewiętnaście wieków kontaktów z religiami pochodzenia ewolucyjnego. Bije godzina przedstawienia buddyzmowi, chrześcijaństwu, hinduizmowi a nawet ludziom wszystkich wiar, nie ewangelii o Jezusie, ale żywej, duchowej rzeczywistości ewangelii Jezusa.

94:12.8 (1041.6) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 95, Nauki Melchizedeka na Bliskim Wschodzie

Księga Urantii

Przekaz 95

Nauki Melchizedeka na Bliskim Wschodzie

95:0.1 (1042.1) TAK jak Indie dały początek wielu religiom i filozofiom Azji wschodniej, tak Bliski Wschód był ojczyzną wiar świata zachodniego. Misjonarze salemscy rozprzestrzenili się na całą Azję południowo-zachodnią, poprzez Palestynę, Mezopotamię, Egipt, Iran i Arabię, wszędzie głosząc dobrą nowinę ewangelii Machiventy Melchizedeka. Na niektórych tych ziemiach ich nauka wydała owoce, na innych spotkała się z większym lub mniejszym powodzeniem. Czasami brak sukcesu był rezultatem braku mądrości, czasami okoliczności niezależnych od misjonarzy.

1. Religia salemska w Mezopotamii

95:1.1 (1042.2) Do roku 2000 p.n.e. religie Mezopotamii nieomal zagubiły nauki Setytów i znajdowały się zasadniczo pod wpływem prymitywnych wierzeń dwu grup najeźdźców, Beduinów-Semitów, którzy przesiąkali z pustyni zachodniej i barbarzyńskich jeźdźców, którzy przybywali z północy.

95:1.2 (1042.3) Jednak obyczaj wczesnych plemion Adamitów, świętowania siódmego dnia tygodnia, nigdy nie zanikł zupełnie w Mezopotamii. Jedynie w epoce Melchizedekowej siódmy dzień uznawano za najgorszy z nieszczęśliwych. Był on przeładowany różnymi tabu; było sprzeczne z prawem podróżować, gotować posiłek czy rozpalać ogień w zły, siódmy dzień. Z Mezopotamii Żydzi sprowadzili z powrotem do Palestyny wiele tabu, opartych na babilońskim przestrzeganiu siódmego dnia, Szabattum.

95:1.3 (1042.4) Chociaż nauczyciele salemscy zrobili wiele, aby oczyścić i wywyższyć religie mezopotamskie, nie udało im się nakłonić różnych ludów do trwałej akceptacji jednego Boga. Nauki o jednym Bogu zaczęły się szerzyć przez ponad sto pięćdziesiąt lat a potem stopniowo ustępowały starszym wierzeniom w różnorodność bóstw.

95:1.4 (1042.5) Nauczyciele salemscy znacznie zredukowali liczbę bogów w Mezopotamii, w pewnym okresie liczbę głównych bóstw zmniejszyli do siedmiu: Bel, Szamasz, Nabu, Anu, Ea, Marduk i Sin. W szczytowym okresie nowego nauczania wynieśli oni trzech z tych bogów ponad wszystkich innych, tworząc triadę babilońską: Bel, Ea i Anu – bogowie ziemi, morza i nieba. W innych miejscach powstawały jeszcze inne triady, wszystkie one stanowiły reminiscencje nauk Anditów i Sumerów o trójcy, a oparte były na wierzeniu salemitów w Melchizedekowe insygnia trzech okręgów.

95:1.5 (1042.6) Nauczyciele salemscy nigdy zupełnie nie zapanowali nad popularnością Isztar, matką bogów i duchem płodności seksualnej. Zrobili wiele dla oczyszczenia praktyk religijnych z tej bogini, ale Babilończycy i ich sąsiedzi nigdy zupełnie nie wyzbyli się swych zamaskowanych form czczenia seksu. W całej Mezopotamii zapanował powszechny zwyczaj, u wszystkich kobiet, oddania się przynajmniej raz w młodości obcym ludziom; uważano, że jest to pobożność wymagana przez Isztar i wierzono, że płodność w znacznej mierze zależy od tego seksualnego poświęcenia.

95:1.6 (1043.1) Z początku nauki Melchizedeka szerzyły się bardzo dobrze, aż do tego czasu, kiedy Nabodad, szef szkoły w Kisz, postanowił przypuścić gremialny atak na powszechne praktyki nierządu świątynnego. Salemskim misjonarzom nie udało się przeprowadzić tej reformy społecznej a razem z tym niepowodzeniem upadły wszystkie ich ważniejsze nauki duchowe i filozoficzne.

95:1.7 (1043.2) Po tej porażce ewangelii salemskiej natychmiast intensywnie rozprzestrzenił się kult Isztar, rytuał, który już wcześniej dotarł do Palestyny jako Asztoret, do Egiptu jako Izis, do Grecji jako Afrodyta a do plemion północnych jako Astarte. W związku ze wznowieniem czczenia Isztar, babilońscy kapłani znowu zaczęli patrzeć w gwiazdy; astrologia przeżywała swe ostatnie, wielkie mezopotamskie odrodzenie, wróżbiarstwo stało się modne a kapłaństwo przez wieki coraz bardziej się degenerowało.

95:1.8 (1043.3) Melchizedek ostrzegał swoich wyznawców, aby nauczali o jednym Bogu, Ojcu i Stwórcy wszystkiego i aby głosili jedynie ewangelię Bożej łaski przez samą tylko wiarę. Jednak nauczyciele nowej prawdy często popełniają ten błąd, że chcąc osiągnąć zbyt wiele, próbują zastąpić powolną ewolucję gwałtowną rewolucją. Misjonarze Melchizedeka w Mezopotamii za wysoko podnieśli standardy moralne dla narodu; chcieli zyskać zbyt wiele i ich szlachetna sprawa zakończyła się porażką. Dostali zalecenie głoszenia konkretnej ewangelii, proklamowania prawdy o rzeczywistości Ojca Wszechświatowego, jednak uwikłali się w pozornie wartościową sprawę, reformowania obyczajów i tym samym ich wielka misja zjechała na boczny tor i faktycznie została zagubiona w rozczarowaniu i zapomnieniu.

95:1.9 (1043.4) W jednym pokoleniu upadła główna salemska baza w Kisz a głoszenie wiary w jednego Boga praktycznie skończyło się w całej Mezopotamii. Przetrwały jednak resztki szkół salemskich. Małe grupy ludzi, rozrzucone tu i ówdzie, wciąż trwały przy swej wierze w jednego Stwórcę i walczyły z bałwochwalstwem jak również niemoralnością kapłanów mezopotamskich.

95:1.10 (1043.5) To właśnie misjonarze salemscy, w tym czasie, jaki nastał po odrzuceniu ich nauk, napisali wiele Psalmów Starego Testamentu, ryjąc je w kamieniu, gdzie je później znaleźli kapłani hebrajscy w okresie swej niewoli a następnie przyłączyli do kolekcji hymnów, przypisanych autorom żydowskim. Tych pięknych psalmów babilońskich nie pisano w świątyniach Bel-Marduka, to było dzieło potomków wcześniejszych misjonarzy salemskich i wyraźnie kontrastują one z magicznymi konglomeratami kapłanów babilońskich. Księga Hioba jest całkiem dobrym odzwierciedleniem nauk szkół salemskich w Kisz i całej Mezopotamii.

95:1.11 (1043.6) Znaczna część religijnej kultury Mezopotamczyków znalazła drogę do hebrajskiej literatury i liturgii poprzez Egipt, przez dzieła Amenemopa i Echnatona. Egipcjanie wspaniale zachowali nauki o zobowiązaniach społecznych, otrzymane od wcześniejszych Mezopotamczyków andickich, w znacznej mierze zagubione przez późniejszych Babilończyków, którzy zajmowali dolinę Eufratu.

2. Wczesna religia egipska

95:2.1 (1043.7) Oryginalne nauki Melchizedeka w rzeczywistości najgłębsze korzenie zapuściły w Egipcie, skąd później rozprzestrzeniły się na Europę. Ewolucyjna religia doliny Nilu okresowo była poszerzana przybywaniem z doliny Eufratu zaawansowanych odgałęzień Nodytów, Adamitów a później Anditów. Od czasu do czasu wielu egipskich administratorów państwowych było Sumerami. Tak jak Indie zawierały w tamtych czasach największą mieszankę ras ludzkich tego świata, tak Egipt ukształtował najdokładniej wymieszany rodzaj filozofii religijnej, jaki można było znaleźć na Urantii i z doliny Nilu rozprzestrzenił się on na wiele części świata. Większość swoich idei na temat stworzenia świata Żydzi dostali od Babilończyków, ale większość koncepcji Boskiej Opatrzności wywiedli od Egipcjan.

95:2.2 (1044.1) To raczej tendencje polityczne i moralne, niż filozoficzne i religijne, sprawiły, że Egipt był bardziej przychylny naukom salemskim niż Mezopotamia. W Egipcie, każdy wódz plemienny, po wywalczeniu sobie drogi do tronu, usiłował utrwalić swą dynastię ogłaszając swego plemiennego boga bóstwem pierwotnym i stwórcą wszystkich innych bogów. W ten sposób Egipcjanie stopniowo przygotowywali się do idei superboga – odskoczni do późniejszej doktryny wszechświatowego, stwórczego Bóstwa. W Egipcie, przez wiele stuleci, idea monoteizmu napływała i odpływała, wiara w jednego Boga zawsze zdobywała sobie grunt, ale nigdy nie zapanowała zupełnie nad ewoluującymi ideami politeizmu.

95:2.3 (1044.2) Całe epoki naród egipski poświęcał się czczeniu bogów natury, dokładniej, każde z czterdziestu oddzielnych plemion miało specjalnego boga, jedni czcili byka, inni lwa, jeszcze inni barana itd. Jeszcze wcześniej Egipcjanie byli plemionami totemowymi, podobnie jak Indianie.

95:2.4 (1044.3) Z czasem Egipcjanie zauważyli, że martwe ciała złożone w nie ceglanych grobach zachowywały się – balsamowały – wskutek działania piasku nasyconego sodą, podczas gdy te, złożone w ceglanych kryptach, rozkładały się. Obserwacje takie doprowadziły do eksperymentów, których wynikiem był późniejszy zwyczaj balsamowania zmarłych. Egipcjanie wierzyli, że zachowanie ciała ułatwia im przejście przez przyszłe życie. Razem z ciałem w grobie umieszczali posąg nagrobny i rzeźbili podobiznę na trumnie, aby człowiek mógł być właściwie zidentyfikowany w odległej przyszłości, po rozłożeniu się ciała. Tworzenie takich nagrobnych posągów prowadziło do znacznego rozwoju sztuki egipskiej.

95:2.5 (1044.4) Całe wieki Egipcjanie lokowali swą wiarę w grobowcach, stanowiących zabezpieczenie ciała a w konsekwencji przyjemne życie po śmierci. Późniejsza ewolucja praktyk magicznych, podczas gdy uciążliwa dla życia od kołyski do grobu, bardzo skutecznie wyzwoliła ich od religii grobów. Kapłani pisali na trumnach zaklęcia, które jak wierzono miały zapobiegać temu, aby „człowiekowi nie zabrano serca w dolnym świecie”. Potem wybór tych różnorodnych, magicznych tekstów został zebrany i zachowany jako Księga Umarłych. Jednak w dolinie Nilu magiczne rytuały wcześnie zostały połączone ze sprawami sumienia i charakteru, w stopniu nie zawsze osiąganym w rytuałach tamtych dni. Później zbawienie zależało raczej od tych, etycznych i moralnych ideałów, niż od wyszukanych grobów.

95:2.6 (1044.5) Przesądy z tamtych czasów dobrze ilustruje powszechna wiara w skuteczność śliny jako środka leczniczego; pogląd ten powstał w Egipcie i stamtąd się rozprzestrzenił do Arabii i Mezopotamii. W legendarnej walce Horusa z Setem, młody bóg stracił oko, ale po tym jak Set został zwyciężony, oko zostało przywrócone przez mądrego boga Tota, który napluł na ranę i wszystko zaleczył.

95:2.7 (1044.6) Egipcjanie długo wierzyli, że gwiazdy migocząc na nocnym niebie obrazują żyjące dusze cnotliwych zmarłych; inni przetrwali ludzie, jak uważali, zostali wchłonięci przez słońce. W pewnym okresie weneracja słońca stała się rodzajem kultu przodków. Pochyły korytarz wejściowy wielkiej piramidy skierowany jest wprost na Gwiazdę Polarną, aby dusza króla, kiedy wyjdzie z grobu, mogła iść prosto do stacjonarnych i stabilnych konstelacji gwiazd stałych, domniemanego miejsca pobytu królów.

95:2.8 (1045.1) Gdy przyglądano się ukośnym promieniom słońca, jak przedzierają się do ziemi przez szczelinę w chmurach, wierzono, że jest to zapowiedz opuszczenia niebiańskich schodów, po których może wstępować król i inne prawe dusze. „Król Pepi spuścił swój blask jako schody pod swymi stopami, po których wstąpił do swej matki”.

95:2.9 (1045.2) Kiedy Melchizedek pojawił się w ciele, Egipcjanie mieli religię znacznie bardziej zaawansowaną niż narody ich otaczające. Wierzyli, że uwolniona z powłoki cielesnej dusza, gdy jest właściwie uzbrojona w magiczne formuły, może uniknąć wtrącania się złych duchów i utorować sobie drogę do sal sądowych Ozyrysa, gdzie, jeśli niewinna jest „morderstwa, rabunku, kłamstwa, cudzołóstwa, kradzieży i samolubstwa”, może zostać przyjęta do królestwa szczęścia. Jeśli u duszy zważonej na wadze stwierdzono braki, będzie ona przesłana do piekła, do Pożeraczki. I była to względnie zaawansowana koncepcja przyszłego życia, w porównaniu z wierzeniami wielu narodów sąsiednich.

95:2.10 (1045.3) Idea sądzenia w życiu przyszłym za grzechy popełnione w życiu ziemskim, w ciele, została przeniesiona do teologii hebrajskiej z Egiptu. Słowo sąd tylko raz pojawia się w całej Księdze Psalmów hebrajskich i ten właśnie psalm napisany został przez Egipcjanina.

3. Ewolucja koncepcji moralnych

95:3.1 (1045.4) Chociaż kultura i religia Egiptu wywodziły się zasadniczo z andickiej Mezopotamii i przekazane były kolejnym cywilizacjom w dużej mierze przez Hebrajczyków i Greków, dużo, bardzo dużo idealizmu społecznego i etycznego powstało w dolinie Nilu, jako wytwór czysto ewolucyjny. Pomimo sprowadzenia do Egiptu znacznej ilości prawdy i kultury pochodzenia andickiego, wykształciło się tam więcej kultury moralnej, będącej czysto ludzkim wytworem, niż się jej pojawiło w podobny, naturalny sposób, na jakimkolwiek innym określonym obszarze przed obdarzeniem dokonanym przez Michała.

95:3.2 (1045.5) Ewolucja moralna nie zależy wyłącznie od objawienia. Wysokie idee moralne można wyprowadzić z doświadczenia ludzkiego. Człowiek może nawet kształtować wartości duchowe i czerpać wnikliwość kosmiczną z osobistego, empirycznego życia, dlatego, że zamieszkuje w nim Boski duch. Takiej naturalnej ewolucji sumienia i charakteru pomagali również nauczyciele prawdy, pojawiający się okresowo, w pradawnych czasach z drugiego Edenu a potem ze stolicy Melchizedeka w Salemie.

95:3.3 (1045.6) Tysiące lat przed przeniknięciem ewangelii salemskiej do Egiptu, nauczyciele moralni nauczali tam sprawiedliwości, godziwości i unikania skąpstwa. Trzy tysiące lat przed napisaniem hebrajskiego Pisma Świętego, mottem Egipcjan było: „Solidnie na nogach stoi ten, którego miarą jest prawość; który idzie jej drogą”. Egipcjanie nauczali łagodności, umiarkowania i rozwagi. Orędzie pewnego, wielkiego nauczyciela tej epoki, brzmiało: „Działaj godziwie i postępuj sprawiedliwie ze wszystkimi”. Triadą egipską tej epoki była Prawda-Sprawiedliwość-Prawość. Ze wszystkich, czysto ludzkich religii Urantii, żadna nigdy nie przewyższyła ideałów społecznych i moralnej doskonałości dawnego humanizmu z doliny Nilu.

95:3.4 (1045.7) Na gruncie tak rozwijających się idei etycznych i moralnych ideałów zakwitły resztki doktryn religii salemskiej. Koncepcje dobra i zła znalazły żywy oddźwięk w sercach narodu, który wierzył, że „życie dawane jest spokojnemu a śmierć winnemu”. „Spokojny jest ten, kto robi to, co jest kochane; winny jest ten, kto robi to, co jest nienawidzone”. Przez całe wieki mieszkańcy doliny Nilu żyli zgodnie z tymi, wyłaniającymi się standardami etycznymi i społecznymi, jeszcze zanim zaczęli rozważać późniejsze koncepcje tego, co prawe i tego, co niesprawiedliwe – dobra i zła.

95:3.5 (1046.1) Egipt był intelektualny i moralny, ale niezbyt duchowy. Przez sześć tysięcy lat tylko czterech wielkich proroków pojawiło się u Egipcjan. Amenemopa uznawali tylko przez jakiś czas; Okbana zamordowali; przyjęli Echnatona, ale niezdecydowanie, na jedno krótkie pokolenie; odrzucili Mojżesza. Tak samo Abrahamowi a potem Józefowi łatwo było, z politycznych raczej niż religijnych względów, wywierać na terenie Egiptu wielki wpływ na rzecz nauk salemskich o jednym Bogu. Jednak, kiedy misjonarze salemscy po raz pierwszy weszli do Egiptu, napotkali wysoce etyczną kulturę ewolucyjną, zmieszaną z przeobrażonymi standardami moralnymi emigrantów z Mezopotamii. Ci dawni nauczyciele pierwsi głosili w dolinie Nilu, że sumienie jest nakazem Boga, głosem Bóstwa.

4. Nauki Amenemopa

95:4.1 (1046.2) W stosownym czasie pojawił się w Egipcie nauczyciel, zwany przez wielu „synem człowieczym” a przez innych Amenemope. Prorok ten wyniósł sumienie do najwyższych poziomów, do arbitra pomiędzy dobrem a złem, nauczał o karze za grzechy i głosił zbawienie dzięki powoływaniu się na bóstwo słoneczne.

95:4.2 (1046.3) Amenemope nauczał, że bogactwa i szczęście są darami Boga a idea ta głęboko zabarwiła powstałą później filozofię hebrajską. Ten szlachetny nauczyciel wierzył, że świadomość istnienia Boga jest czynnikiem decydującym we wszelkim postępowaniu, że każda chwila powinna być przeżywana ze świadomością obecności Boga i odpowiedzialności wobec niego. Nauki tego mędrca zostały potem przetłumaczone na hebrajski i stały się świętą księgą narodu hebrajskiego, na długo przedtem, nim Stary Testament został zredukowany do pisma. Zasadnicze posłanie tego, dobrego człowieka dotyczyło nauczania jego syna rzetelności i uczciwości na powierzonej mu pozycji władcy i takie szlachetne poglądy z dawnych czasów mogłyby przynieść zaszczyt każdemu współczesnemu mężowi stanu.

95:4.3 (1046.4) Ten mądry człowiek znad Nilu nauczał, że „bogactwom wyrastają skrzydła i odlatują” – że wszystkie ziemskie rzeczy przemijają. Jego wspaniała modlitwa mówiła o „wybawieniu od strachu”. Napominał wszystkich, aby odwrócili się od „słów ludzkich” ku „dziełom Bożym”. W kwintesencji nauczał: człowiek proponuje, ale Bóg rozporządza. Jego nauki, przetłumaczone na hebrajski, zdeterminowały filozofię Księgi Przysłów Starego Testamentu. Przetłumaczone na grecki, nadały zabarwienie całej późniejszej, helleńskiej filozofii religijnej. Później, aleksandryjski filozof, Filon, posiadał egzemplarz Księgi Mądrości.

95:4.4 (1046.5) Amenemope działał tak, aby zachować etykę ewolucji i moralność objawienia a jego pisma przekazały obie te wartości Hebrajczykom i Grekom. Amenemope nie był największym nauczycielem religijnym tej epoki, ale najbardziej wpływowym, dlatego, że nadał pewien odcień późniejszym systemom myślowym dwu istotnych ogniw w rozwoju cywilizacji Zachodu – Hebrajczykom, u których zachodnia wiara religijna osiągnęła swój punkt kulminacyjny i Grekom, którzy doprowadzili czysto filozoficzne myślenie do jego najwyższych, europejskich szczytów.

95:4.5 (1046.6) W hebrajskiej Księdze Przysłów, rozdział piętnasty, siedemnasty, dwudziesty i rozdział dwudziesty drugi, werset siedemnasty, do rozdziału dwudziestego czwartego, werset dwudziesty drugi, są prawie dosłownie wzięte z Księgi Mądrości Amenemopa. Pierwszy Psalm hebrajskiej Księgi Psalmów napisany został przez Amenemopa i stanowi sedno nauk Echnatona.

5. Znakomity Echnaton

95:5.1 (1047.1) Nauki Amenemopa powoli traciły swój grunt w umysłach Egipcjan, kiedy to dzięki wpływom egipskiego lekarza, salemity, kobieta z rodziny królewskiej została wyznawczynią nauk Melchizedeka. Kobieta ta nakłoniła swego syna, Echnatona, faraona Egiptu, aby zaakceptował doktrynę o Jednym Bogu.

95:5.2 (1047.2) Jak dotąd, od czasu zniknięcia Melchizedeka jako istoty cielesnej, żadna istota ludzka nie miała tak zdumiewająco jasnej idei objawionej religii salemskiej, jak Echnaton. Pod pewnymi względami, ten młody król egipski jest jedną z najznakomitszych postaci w ludzkiej historii. W okresie narastającego kryzysu duchowego w Mezopotamii, utrzymał on w Egipcie żywą doktrynę El Eljon, Jednego Boga, tym samym zachował ten filozoficzny, monoteistyczny nurt, który był istotny jako religijne tło dla przyszłego obdarzenia, dokonanego przez Michała. Między innymi, właśnie w uznaniu tych osiągnięć, Jezus jako dziecko został zabrany do Egiptu, gdzie go ujrzeli niektórzy z duchowych spadkobierców Echnatona i do pewnego stopnia zrozumieli pewne stadia jego Boskiej misji dla Urantii.

95:5.3 (1047.3) Mojżesz, największa postać pomiędzy Melchizedekiem a Jezusem, był dla świata wspólnym darem narodu hebrajskiego i egipskiej rodziny królewskiej; i gdyby Echnaton posiadał taką wszechstronność i zdolności jak Mojżesz, gdyby wykazał geniusz polityczny dorównujący jego zadziwiającemu przywództwu religijnemu, Egipt stałby się wielkim państwem monoteistycznym tamtej epoki; a gdyby się tak stało, jest zupełnie możliwe, że Jezus przeżyłby większą część swego, śmiertelnego życia w Egipcie.

95:5.4 (1047.4) Nigdy, w całej ludzkiej historii, żaden król nie prowadził tak metodycznie całego swego narodu od politeizmu do monoteizmu, jak to robił nadzwyczajny Echnaton. Ten młody władca zerwał z przeszłością, z niezwykłą i zadziwiającą determinacją, zmienił swe imię, porzucił stolicę, zbudował zupełnie nowe miasto i stworzył nową sztukę i literaturę dla całego narodu. Działał jednak za szybko, stworzył za dużo, więcej niż mogło się zachować, gdy odszedł. Nie zapewnił również materialnej stabilizacji i dobrobytu swemu narodowi; wszystko to działało na niekorzyść jego nauk religijnych, kiedy kolejny zalew przeciwności losu i ucisku ogarnął Egipcjan.

95:5.5 (1047.5) Gdyby ten człowiek, którego cechowała zadziwiająca przenikliwość i nadzwyczajna wytrwałość w dążeniu do celu, miał polityczną bystrość Mojżesza, mógłby odmienić całą historię ewolucji religii i objawiania prawdy w świecie Zachodu. Za swojego życia potrafił przykrócić działalność kapłanów, których generalnie dyskredytował, oni jednak odprawiali swe obrzędy w tajemnicy i zaczęli działać, jak tylko młody król skończył władanie; i nie wahali się powiązać wszystkich późniejszych kłopotów Egiptu z wprowadzeniem monoteizmu za jego rządów.

95:5.6 (1047.6) Echnaton bardzo mądrze usiłował wprowadzić monoteizm pod symbolem słońca-boga. Decyzję o zbliżeniu się do czczenia Ojca Wszechświatowego, poprzez wchłonięcie wszystkich bogów przez kult słońca, powziął on za radą lekarza, salemity. Echnaton przyjął uogólnione doktryny istniejącej już wtedy wiary w Atona, dotyczące ojcostwa i macierzyństwa Bóstwa i stworzył religię, która uznawała bliski, czci pełen związek pomiędzy człowiekiem a Bogiem.

95:5.7 (1048.1) Echnaton był na tyle mądry, że zachowywał pozory czczenia Atona, słońca-boga, kiedy prowadził swych współbraci ku tak ucharakteryzowanemu czczeniu Jednego Boga, stwórcy Atona i najwyższego Ojca wszystkich. Ten młody nauczyciel-król był płodnym pisarzem, autorem dzieła zatytułowanego „Jeden Bóg”, książki zawierającej trzydzieści jeden rozdziałów, którą kompletnie zniszczyli kapłani, kiedy wrócili do władzy. Echnaton napisał też sto trzydzieści siedem hymnów, dwanaście z nich zachowane jest teraz w Księdze Psalmów Starego Testamentu, przypisanej autorom hebrajskim.

95:5.8 (1048.2) W życiu codziennym, najwyższym słowem religii Echnatona była „prawość” i szybko rozszerzył on ideę czynienia dobra tak, aby obejmowała zarówno etykę międzynarodową jak i narodową. Pokolenie Echnatona charakteryzowała zadziwiająca pobożność osobista oraz autentyczne pragnienie, cechujące bardziej inteligentnych mężczyzn i kobiety, aby znaleźć Boga i go poznać. W tamtych dniach społeczna pozycja bogatego nie dawała Egipcjaninowi przewagi w oczach prawa. Życie rodzinne Egiptu przyczyniło się znacznie do rozwoju kultury moralnej i było inspiracją dla późniejszego, wspaniałego życia rodzinnego Żydów w Palestynie.

95:5.9 (1048.3) Zgubną słabością ewangelii Echnatona była jej największa prawda, nauka, że Aton jest nie tylko stwórcą Egiptu, ale także „całego świata, człowieka i zwierząt a oprócz ziemi egipskiej wszystkich obcych ziem, nawet Syrii i Kusz. Umieścił wszystko na swoim miejscu i zaopatrzył wszystkich według ich potrzeb”. Takie koncepcje Bóstwa były wzniosłe i chwalebne, ale nie były nacjonalistyczne. Poglądy o międzynarodowości religii nie podnosiły morale armii egipskiej na polu bitwy, podczas kiedy kapłanom dawały skuteczną broń przeciw młodemu królowi i jego nowej religii. Echnaton miał ideę Bóstwa znacznie wyższą niż później Hebrajczycy, jednak była ona zbyt zaawansowana, aby mogła służyć tworzeniu narodu.

95:5.10 (1048.4) Chociaż monoteistyczny ideał ucierpiał, gdy odszedł Echnaton, idea jednego Boga przetrwała w umysłach wielu grup ludzkich. Zięć Echnatona współpracował z kapłanami i wrócił do czczenia starych bogów, zmieniając swe imię na Tutanchamon. Stolica wróciła do Teb a kapłani bogacili się w ziemię, na koniec wzięli w posiadanie jedną siódmą całego Egiptu; niedługo członek tej właśnie klasy kapłańskiej zuchwale sięgnął po koronę.

95:5.11 (1048.5) Jednak kapłani nie zdołali powstrzymać zupełnie monoteistycznej fali. Coraz częściej zmuszani byli do łączenia swych bogów i pisania ich imion z łącznikiem; rodzina bogów coraz bardziej się kurczyła. Echnaton związał płonący na niebie dysk z Bogiem stwórcą i ta idea wciąż płonęła w sercach ludzi, nawet kapłanów, długo po tym jak odszedł młody reformator. Już nigdy idea monoteizmu nie wygasła w ludzkich sercach, tak w Egipcie jak i na świecie. Przetrwała nawet do czasu przybycia Syna Stwórcy tego samego, Boskiego Ojca, jednego Boga, którego Echnaton tak gorliwie głosił, aby go czczono w całym Egipcie.

95:5.12 (1048.6) Słabość doktryny Echnatona polegała na tym, że wystąpił on z religią tak zaawansowaną, że tylko wykształceni Egipcjanie mogli w pełni zrozumieć jego nauki. Ogół robotników rolnych nigdy w pełni nie zrozumiał jego ewangelii, więc znowu był gotów czcić, razem z kapłanami, Izis i jej małżonka Ozyrysa z dawnych czasów, który jak domniemano, był cudownie wskrzeszony po okrutnej śmierci z rąk Seta, boga ciemności i zła.

95:5.13 (1049.1) Nauka o nieśmiertelności dla wszystkich była zbyt zaawansowana dla Egipcjan. Tylko królom i bogatym obiecywano zmartwychwstanie, dlatego też pieczołowicie balsamowali i przechowywali swe ciała w grobach, w oczekiwaniu dnia sądu. Jednak demokracja zbawienia i zmartwychwstania, jak jej nauczał Echnaton, zapanowała w końcu aż do tego stopnia, że później Egipcjanie wierzyli, iż nawet nierozumne zwierzęta przeżywają śmierć.

95:5.14 (1049.2) Chociaż wysiłki tego władcy egipskiego, zmierzające do narzucenia czczenia jednego Boga swemu narodowi pozornie nie odniosły skutku, należy odnotować, że reperkusje jego dzieła przetrwały wieki, zarówno w Palestynie jak i w Grecji, jak również to, że Egipt stał się tym samym czynnikiem niosącym wspólną, ewolucyjną kulturę Nilu i objawieniową religię znad Eufratu wszystkim późniejszym narodom Zachodu.

95:5.15 (1049.3) Chwała tej wielkiej epoki rozwoju moralnego i postępu duchowego szybko przeminęła w dolinie Nilu, mniej więcej w tym czasie, kiedy Hebrajczycy zaczynali swe życie narodowe, a ze swego pobytu w Egipcie ci Beduini wynieśli dużo nauk Echnatona i wiele jego doktryn zachowali w swej religii narodowej.

6. Doktryny salemskie w Iranie

95:6.1 (1049.4) Niektórzy misjonarze Melchizedeka wyszli z Palestyny a idąc przez Mezopotamię i dalej, doszli na wielki płaskowyż irański. Przez ponad pięćset lat nauczyciele salemscy robili postępy w Iranie i cały naród był skłonny przyjąć religię Melchizedeka, kiedy to w wyniku zmiany władców nastąpiły ostre prześladowania, które praktycznie zakończyły monoteistyczne nauki kultu salemskiego. Doktryna przymierza Abrahama praktycznie zanikła w Persji, kiedy to w wielkim wieku renesansu moralnego, szóstym przed Chrystusem, pojawił się Zoroaster, aby rozpalić na nowo tlące się zarzewie ewangelii salemskiej.

95:6.2 (1049.5) Założycielem nowej religii był mężny i przedsiębiorczy młodzieniec, który podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Ur, w Mezopotamii, słyszał podania o buncie Caligastii i Lucyfera – razem z wieloma innymi podaniami – co bardzo zainspirowało jego religijną naturę. Dlatego też na skutek snu, który miał w Ur, postanowił wrócić do swej ojczyzny na północy i zacząć przekształcać religię swego narodu. Przyswoił sobie hebrajską ideę Boga sprawiedliwości, mojżeszową koncepcję boskości. Idea najwyższego Boga była dla niego jasna i wszystkich innych bogów uznał za diabłów, sprowadzając ich do rangi demonów, o których słyszał w Mezopotamii. Słyszał opowieść o Siedmiu Duchach Nadrzędnych, ponieważ tradycje te były wciąż żywe w Ur i stworzył plejadę siedmiu wyższych bogów, z Ahura Mazdą na czele. Tych podrzędnych bogów związał z idealizacją Słusznego Prawa, Dobrego Myślenia, Szlachetnego Rządu, Świętego Charakteru, Zdrowia i Nieśmiertelności.

95:6.3 (1049.6) Nowa religia była religią działania – pracy – a nie modlitw i rytuałów. Jej Bóg był istotą o najwyższej mądrości, patronem cywilizacji; była to wojująca filozofia religijna, która się nie wahała zwalczać zła, bezczynności i zacofania.

95:6.4 (1049.7) Zoroaster nie nauczał czczenia ognia, ale chciał użyć płomienia jako symbolu czystego i mądrego Ducha, najwyższego i powszechnie panującego. (Prawdą jest jednak, że jego późniejsi wyznawcy zarówno szanowali jak i czcili ten symboliczny ogień). W końcu, po nawróceniu irańskiego księcia, tę nową religię szerzono mieczem. I Zoroaster zginął bohatersko w walce o to, co jak wierzył, było „prawdą Pańskiej światłości”.

95:6.5 (1050.1) Zoroastryzm jest jedyną doktryną urantiańską, które zachowuje dalamatyńskie i edeniczne nauki o Siedmiu Duchach Nadrzędnych. Chociaż religia ta nie wykształciła koncepcji Trójcy, zbliżyła się w pewien sposób do idei Boga Siedmiorakiego. Pierwotny zoroastryzm nie był czystym dualizmem i chociaż jego wczesne nauki obrazowały zło, jako równorzędne w czasie z dobrem, w wieczności było ono zdecydowanie pogrążone w ostatecznej rzeczywistości dobra. Dopiero w późniejszych czasach zaczęto dawać wiarę doktrynie, że dobro i zło współzawodniczą ze sobą na równych warunkach.

95:6.6 (1050.2) Żydowskie podania o niebie i piekle oraz doktryna o diabłach, tak jak jest zapisana w hebrajskim Piśmie Świętym, chociaż się opierały na wciąż żywych wtedy podaniach o Lucyferze i Caligastii, zasadniczo są wywiedzione z zoroastryzmu w tych czasach, kiedy Żydzi byli pod polityczną i kulturalną dominacją Persów. Zoroaster, podobnie jak Egipcjanie, nauczał o „dniu sądu”, jednak wiązał to wydarzenie z końcem świata.

95:6.7 (1050.3) Nawet ta religia, która nastała w Persji po zoroastryzmie, pozostawała pod znacznym wpływem zoroastryzmu. Kiedy irańscy kapłani chcieli obalić nauki Zoroastra, wskrzesili starożytne czczenie Mitry. I mitraizm rozprzestrzenił się na obszarze Bliskiego Wschodu oraz w rejonie Morza Śródziemnego, istniejąc jakiś czas równolegle z judaizmem i z chrześcijaństwem. W ten sposób nauki Zoroastra wywarły kolejno wpływ na trzy wielkie religie: judaizm, chrześcijaństwo, a poprzez nie na mahometanizm.

95:6.8 (1050.4) Daleka jest jednak droga od podniosłych nauk i szlachetnych psalmów Zoroastra do współczesnych wypaczeń jego ewangelii, dokonanych przez Parsów, z ich wielkim lękiem przed zmarłymi, połączonym z wierzeniami w te sofistyki, do których nigdy nie zniżyłby się Zoroaster.

95:6.9 (1050.5) Ten wielki człowiek należał do unikalnej grupy ludzi, która się pojawiła w szóstym wieku przed Chrystusem, aby podtrzymywać światło Salemu przed całkowitym i ostatecznym wygaśnięciem, kiedy paliło się ono tak nikle, wskazując człowiekowi w jego mrocznym świecie świetlistą drogę prowadzącą do życia wiecznego.

7. Nauki salemskie w Arabii

95:7.1 (1050.6) Nauki Melchizedeka o jednym Bogu umocniły się na pustyni arabskiej stosunkowo niedawno. Podobnie jak w Grecji, w Arabii również nie powiodło się misjonarzom z Salemu, gdyż nie zrozumieli instrukcji Machiventy w sprawie unikania zbytniej reorganizacji. Jednak nie krępowali się oni interpretować po swojemu napomnień Melchizedeka, w sprawie wystrzegania się wszelkich prób szerzenia ewangelii siłą wojskową i przymusem państwowym.

95:7.2 (1050.7) Nawet w Chinach czy w Rzymie nauk Melchizedeka nie spotkała taka klęska, jak w tym pustynnym regionie, tak bliskim samego Salemu. Długo po tym, jak większość narodów Wschodu i Zachodu została odpowiednio buddystami i chrześcijanami, pustynia Arabii pozostawała w takim stanie, w jakim była przez tysiące lat. Każde plemię czciło swego starego fetysza a wiele pojedynczych rodzin miało swoich własnych, domowych bogów. Długo trwały tam zmagania pomiędzy babilońską Isztar, hebrajskim Jahwe, irańskim Ahurą i chrześcijańskim Ojcem Pana Jezusa Chrystusa. Nigdy jedna idea nie potrafiła całkowicie wyprzeć innych.

95:7.3 (1051.1) Na obszarze Arabii istniały tu i ówdzie rodziny i klany, które trzymały się mglistej idei jednego Boga. Grupy te strzegły tradycji Melchizedeka, Abrahama, Mojżesza i Zoroastra. Istniały też liczne ośrodki, które mogły być podatne na ewangelię Jezusową, ale misjonarze chrześcijańscy na pustynnej ziemi byli grupą srogą i nieustępliwą, w przeciwieństwie do ugodowców i innowatorów, którzy działali jako misjonarze w krajach śródziemnomorskich. Gdyby wyznawcy Jezusa potraktowali poważniej jego napomnienie „idźcie w świat i głoście ewangelię” i gdyby ich nauczanie miało więcej wdzięku, gdyby byli mniej surowi w dodatkowych nakazach społecznych, swego własnego pomysłu, wtedy wiele ziem chętnie przyjęłoby prostą ewangelię syna cieśli, wśród nich również Arabia.

95:7.4 (1051.2) Pomimo tego, że wielkie monoteizmy bliskowschodnie nie zapuściły korzeni w Arabii, ta pustynna ziemia potrafiła jednak wytworzyć wiarę, która choć mniej wymagająca w swych nakazach społecznych, była jednak monoteistyczna.

95:7.5 (1051.3) W prymitywnych i niezorganizowanych wierzeniach pustynnych istniał tylko jeden czynnik wspólny natury plemiennej, rasowej czy narodowej, a był nim specyficzny i powszechny szacunek, który żywiły prawie wszystkie plemiona arabskie w stosunku do pewnego fetysza – czarnego kamienia w pewnej świątyni w Mekce. Ten punkt wspólnych kontaktów i czczenia doprowadził potem do założenia religii islamskiej. Tym, czym dla żydowskich Semitów był Jahwe, duch wulkanu, tym kamień Kaaba stał się dla ich arabskich kuzynów.

95:7.6 (1051.4) Siłą islamu jest jego wyraźny i dobrze zdefiniowany obraz Allaha, jako jednego i jedynego Bóstwa; jego słabością, rozpowszechnianie z użyciem siły wojskowej oraz degradacja kobiet. Jednak trzyma się on mocno swego zobrazowania Jednego Wszechświatowego Bóstwa wszystkich, „który zna niewidzialne i widzialne. Jest on dobrotliwy i litościwy”. „Zaprawdę, Bóg ma obfitość dobroci dla wszystkich”. „A kiedy zachoruję, to mnie leczy”. „Bo ilekroć aż trzech mówi razem, Bóg jest obecny jako czwarty”, czyż nie jest on „pierwszym i ostatnim, jawnym i ukrytym?”

95:7.7 (1051.5) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 96, Jahwe – Bóg Hebrajczyków

Księga Urantii

Przekaz 96

Jahwe – Bóg Hebrajczyków

96:0.1 (1052.1) KIEDY człowiek wyobraża sobie Bóstwo, z początku wlicza w to wszystkich bogów, potem podporządkowuje wszystkich obcych bogów swemu bóstwu plemiennemu, a w końcu wyklucza wszystkich za wyjątkiem jednego Boga, o ostatecznej i najwyższej wartości. Żydzi zsyntetyzowali wszystkich bogów w swą bardziej wysublimowaną ideę Pana Boga Izraela. Tak samo Hindusi łączyli swe wielorakie bóstwa w „jedną duchowość bogów”, zobrazowaną w Rigwedzie, podczas gdy Mezopotamczycy zredukowali swych bogów do bardziej scentralizowanej koncepcji Bel-Marduka. Takie idee monoteizmu dojrzewały wszędzie na świecie wkrótce po pojawieniu się Machiventy Melchizedeka w Salemie, w Palestynie. Jednak Melchizedekowa idea Bóstwa nie była podobna do ewolucyjnej filozofii włączania, podporządkowywania i wykluczania; oparta była wyłącznie na stwórczej mocy i bardzo szybko wywarła wpływ na najwyższe idee bóstwa w Mezopotamii, Indiach i Egipcie.

96:0.2 (1052.2) Religia salemska szanowana była jako tradycja u Kenitów i kilku innych plemion kanaanejskich. I to był jeden z powodów wcielenia Melchizedeka: żeby religia jednego Boga mogła być tak rozwijana, aby przygotowała drogę dla obdarzenia Ziemi Synem tego, jednego Boga. Michał raczej nie mógł przybyć na Urantię, dopóki nie było na niej ludzi wierzących w Ojca Wszechświatowego, pośród których mógłby się pojawić.

96:0.3 (1052.3) Religia salemska trwała u Kenitów, w Palestynie jako ich doktryna a religia ta, tak jak została później przyjęta przez Hebrajczyków, ulegała wpływom najpierw nauk moralnych Egipcjan, później babilońskiej myśli teologicznej a na koniec irańskiej koncepcji dobra i zła. W rzeczywistości religia hebrajska opiera się na przymierzu, zawartym pomiędzy Abrahamem a Machiventą Melchizedekiem, ewolucyjnie jest to wynik wielu unikalnych zbiegów okoliczności, ale kulturowo religia ta hojnie zapożyczała z religii, moralności i filozofii całego Bliskiego Wschodu. To właśnie poprzez religię hebrajską, znaczna część moralności i myśli religijnej Egiptu, Mezopotamii oraz Iranu przeniesiona została do narodów Zachodu.

1. Koncepcje Bóstwa u Semitów

96:1.1 (1052.4) Wcześni Semici uważali, że wszystko jest zamieszkałe przez ducha. Istniały duchy światów zwierząt i roślin; duchy roku, pan potomstwa, duchy ognia, wody i powietrza; prawdziwy panteon duchów, których należało się obawiać i czcić. Nauka Melchizedeka dotycząca Wszechświatowego Stwórcy nigdy zupełnie nie zlikwidowała wierzeń w te podrzędne duchy czy bogów natury.

96:1.2 (1052.5) Przechodzenie Hebrajczyków od politeizmu, poprzez henoteizm do monoteizmu nie było nieprzerwanym, ciągłym rozwojem konceptualnym. Przeżywali oni wiele regresów w trakcie ewolucji swojej koncepcji Bóstwa, podczas gdy w każdej kolejnej epoce istniały zróżnicowane idee Boga u różnych grup wierzących Semitów. Dla określenia swej koncepcji Boga, od czasu do czasu stosowali różnorodne nazwy i aby zapobiec ich pomieszaniu zdefiniowane zostaną różne tytuły Bóstwa, tak jak odnoszą się one do ewolucji teologii żydowskiej:

96:1.3 (1053.1) 1. Jahwe był bogiem południowych plemion palestyńskich, które wiązały tę koncepcję bóstwa z górą Horeb, wulkanem synajskim. Jahwe był tylko jednym z setek albo tysięcy bogów natury, którzy absorbowali uwagę i żądali czci od semickich plemion i narodów.

96:1.4 (1053.2) 2. El Eljon. Kilka wieków po tym, jak Melchizedek przebywał w Salem, jego doktryna Bóstwa istniała w różnych wersjach, jednak generalnie była określana nazwą El Eljon, Najwyższy Bóg nieba. Wielu Semitów, wraz potomkami Abrahama w linii prostej, w różnych okresach czciło zarówno Jahwe jak i El Eljon.

96:1.5 (1053.3) 3. El Szaddaj. Trudno jest wyjaśnić, co oznacza El Szaddaj. Była to kompleksowa idea Boga, wyprowadzona z nauk Księgi Mądrości Amenemopa, zmodyfikowana przez echnatońską doktrynę Atona a później ulegała wpływom nauk Melchizedeka, ujętych w koncepcji El Eljon. Jednak, kiedy koncepcja El Szaddaj przeniknęła do umysłów hebrajskich, została dogłębnie zabarwiona pustynnymi wierzeniami w Jahwe.

96:1.6 (1053.4) Jedną z dominujących idei religii tej epoki była egipska koncepcja Boskiej Opatrzności, nauczanie, że dobrobyt materialny jest nagrodą za służbę El Szaddaj.

96:1.7 (1053.5) 4. El. Pośród całego tego zamętu terminologii i niejasności koncepcji, wielu głęboko wierzących szczerze usiłowało czcić wszystkie te rozwijające się idee boskości i wykształcił się zwyczaj nawiązywania do tego, złożonego Bóstwa, jako do El. A nazwa ta obejmuje jeszcze innych, beduińskich bogów natury.

96:1.8 (1053.6) 5. Elohim. W Kisz i w Ur długo istniały sumeryjsko-chaldejskie grupy ludzi, którzy nauczali idei Boga jako trzech w jednym, opartej na tradycjach z czasów Adama i Melchizedeka. Doktryna ta przeniesiona została do Egiptu, gdzie Trójca czczona była pod imieniem Elohim albo czasami jako Eloah. Kręgi filozoficzne Egiptu a później aleksandryjscy nauczyciele hebrajskiego pochodzenia nauczali o tej jedności pluralistycznych Bogów i wielu doradców Mojżesza, w czasie exodusu, wierzyło w tę Trójcę. Jednak koncepcja trójcowego Elohima nigdy naprawdę nie stała się częścią teologii hebrajskiej, aż do tego czasu, gdy Hebrajczycy zaczęli ulegać politycznym wpływom Babilończyków.

96:1.9 (1053.7) 6. Rozmaite imiona. Semici nie lubili wymawiać imienia swego Bóstwa i w związku z tym, od czasu do czasu, uciekali się do licznych innych określeń, takich jak: Duch Boga, Pan, Anioł Pański, Wszechmocny, Święty, Najwyższy, Adonai, Pradawny Czasu, Pan Bóg Izraela, Stwórca Nieba i Ziemi, Kyrios, Jah, Pan Zastępów i Ojciec w Niebie.

96:1.10 (1053.8) Jehowa jest tym określeniem, które niedawno zostało zastosowane na oznaczenie kompletnej idei Jahwe, która ostatecznie wykształciła się w długich doświadczeniach Hebrajczyków. Jednak imienia Jehowa nie zaczęto używać wcześniej, jak dopiero tysiąc pięćset lat po Jezusie.

96:1.11 (1054.1) Aż do roku 2000 p.n.e. góra Synaj była sporadycznie aktywnym wulkanem, rzadkie jej erupcje występowały tak niedawno, że sięgały czasu pobytu Izraelitów w tym rejonie. Ogień i dym, razem z grzmotami detonacji, związane z erupcjami góry wulkanicznej wywierały wielkie wrażenie i przerażały Beduinów z pobliskich regionów oraz sprawiały, że bardzo bali się Jahwe. Duch góry Horeb został później bogiem hebrajskich Semitów i w końcu uwierzyli oni, że jest najwyższy nad wszystkimi innymi bogami.

96:1.12 (1054.2) Kanaanici od dawna czcili Jahwe i chociaż wielu Kenitów wierzyło bardziej czy mniej w El Eljon, superboga religii salemskiej, większość Kanaanitów trzymała się luźno kultu starych bóstw plemiennych. Raczej nie mieli ochoty rezygnować ze swych bóstw narodowych na rzecz międzynarodowych, nie mówiąc już o Bogu międzyplanetarnym. Nie chcieli zaakceptować uniwersalnego bóstwa i dlatego plemiona te nadal czciły swe bóstwa plemienne, razem z Jahwe oraz srebrnymi i złotymi cielcami, które dla beduińskich pasterzy symbolizowały ideę ducha wulkanu Synaj.

96:1.13 (1054.3) Syryjczycy, podczas gdy czcili swoich bogów, wierzyli także w Jahwe Hebrajczyków, gdyż ich prorocy powiedzieli królowi syryjskiemu: „Bogowie ich są bogami gór, dlatego nas pokonali; natomiast walczmy z nimi na równinie, wtedy na pewno my ich pokonamy”.

96:1.14 (1054.4) W miarę rozwoju kultury ludzkiej, mniejsi bogowie zostali podporządkowani najwyższemu bóstwu; wielki Jowisz przetrwał tylko jako okrzyk. Monoteiści uznali swoich niższych bogów za duchy, demony, fatum, nereidy, wróżki, chochliki, krasnoludki, zjawy i uroki. Hebrajczycy przeszli henoteizm i długo wierzyli w istnienie bogów innych niż Jahwe, ale coraz usilniej twierdzili, że te obce bóstwa podlegają Jahwe. Uznali, że Kemosz, bóg Amorytów, rzeczywiście istnieje, ale utrzymywali, że jest podwładnym Jahwe.

96:1.15 (1054.5) Spośród wszystkich ludzkich teorii Boga, idea Jahwe przeszła największy rozwój. Jej progresywną ewolucję porównać można tylko z metamorfozami koncepcji Buddy w Azji, które w końcu doprowadziły do koncepcji Absolutu Wszechświatowego, tak samo jak koncepcja Jahwe doprowadziła w końcu do idei Ojca Wszechświatowego. Patrząc z historycznego punktu widzenia, należy wyjaśnić, że chociaż Żydzi zmieniali swoje poglądy na Bóstwo, od plemiennego boga góry Horeb do miłości pełnego i miłosiernego Stwórcy Ojca w ostatnich czasach, nie zmienili jego imienia; wciąż nazywali tę rozwijającą się koncepcję Bóstwa – Jahwe.

2. Ludy semickie

96:2.1 (1054.6) Semici ze wschodu byli dobrze zorganizowanymi i dobrze dowodzonymi jeźdźcami, którzy napadli na wschodnie regiony żyznego półksiężyca i połączyli się tam z Babilończykami. Chaldejczycy, mieszkający w pobliżu Ur, należeli do najbardziej zaawansowanej grupy Semitów wschodnich. Fenicjanie byli zaawansowaną i dobrze zorganizowaną grupą mieszanych Semitów, którzy zajmowali zachodnią część Palestyny, wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego. Rasowo, Semici należą do najbardziej zmieszanych ludów Urantii, posiadają czynniki dziedziczne prawie wszystkich dziewięciu ras tego świata.

96:2.2 (1054.7) Wiele razy arabscy Semici wywalczyli sobie drogę do północnej Ziemi Obiecanej, ziemi „miodem i mlekiem płynącej”, ale równie często byli z niej wyrzucani przez lepiej zorganizowanych i wyżej cywilizowanych Semitów północnych i Hetytów. Później, w czasie bardzo dotkliwego głodu, ci błąkający się Beduini weszli znaczną liczbą do Egiptu, jako robotnicy najemni egipskich robót publicznych, tylko po to, aby napotkać gorzkie zniewolenie i ciężki trud codzienny pospolitych i uciskanych robotników z doliny Nilu.

96:2.3 (1055.1) Było to wkrótce po czasach Machiventy Melchizedeka i Abrahama, kiedy pewne plemiona Semitów, ze względu na swe specyficzne wierzenia religijne, zwane były dziećmi Izraela a później Hebrajczykami, Żydami i „narodem wybranym”. Abraham nie był ojcem całego narodu hebrajskiego; nie był nawet przodkiem wszystkich tych beduińskich Semitów, którzy zostali zatrzymani w Egipcie. Prawda, że jego potomstwo wychodzące z Egiptu stanowiło rdzeń późniejszego narodu żydowskiego, ale znaczna większość mężczyzn i kobiet, którzy zostali przyłączeni do klanów Izraela, nigdy nie przebywała w Egipcie. Byli po prostu bratnimi koczownikami, którzy postanowili iść pod przywództwo Mojżesza, kiedy dzieci Abrahama i ich semiccy towarzysze z Egiptu szli przez północną Arabię.

96:2.4 (1055.2) Nauczanie Melchizedeka o El Eljon, Najwyższym Ojcu i przymierze Boskiej łaski przez wiarę zostało w znacznej mierze zapomniane podczas egipskiego zniewolenia ludu semickiego, który niedługo potem utworzył naród hebrajski. Ci arabscy koczownicy zachowywali jednak w okresie niewoli resztki tradycyjnego wierzenia w Jahwe jako w bóstwo narodowe.

96:2.5 (1055.3) Jahwe był czczony przez ponad sto odrębnych plemion arabskich i za wyjątkiem zabarwienia Melchizedekową koncepcją El Eljon, która przetrwała wśród lepiej wykształconych klas w Egipcie, z mieszanką hebrajsko-egipską włącznie, religia ogółu pojmanych niewolników hebrajskich była zmodyfikowaną wersją starego rytuału Jahwe – magii i ofiarowania.

3. Niezrównany Mojżesz

96:3.1 (1055.4) Początek ewolucji hebrajskich koncepcji i ideałów Najwyższego Stwórcy datuje się od czasu wyjścia Semitów z Egiptu, pod wodzą wielkiego nauczyciela i organizatora, Mojżesza. Matka Mojżesza pochodziła z egipskiej rodziny królewskiej, ojciec był semickim urzędnikiem do spraw kontaktów pomiędzy rządem a pojmanymi Beduinami. Tym samym Mojżesz posiadał cechy wywodzące się z wyższych źródeł rasowych; jego przodkowie byli tak bardzo wymieszani, że niemożliwe jest zaklasyfikowanie go do jakiejkolwiek konkretnej grupy rasowej. Gdyby nie pochodził z tak mieszanego gatunku, nigdy nie mógłby przejawiać niezwykłej wszechstronności i zdolności adaptacyjnych, które pozwoliły mu kierować tą zróżnicowaną hordą, jaka się w końcu przyłączyła do Beduinów-Semitów, którzy uciekli z Egiptu na Pustynię Arabską pod jego przywództwem.

96:3.2 (1055.5) Wbrew pokusom kultury królestwa Nilu, Mojżesz postanowił dzielić los narodu swego ojca. W tym okresie, kiedy wielki organizator przygotowywał plany ostatecznego wyzwolenia ludu swego ojca, zniewoleni Beduini raczej nie posiadali religii wartej tej nazwy, faktycznie nie mieli prawdziwej koncepcji Boga ani żadnej nadziei na tym świecie.

96:3.3 (1055.6) Nigdy jeszcze żaden przywódca nie podjął się zreformowania i zaawansowania bardziej opuszczonej, przybitej, przygnębionej i ignoranckiej grupy istot ludzkich. Jednak ci niewolnicy posiadali potencjalne możliwości rozwoju, utajone w ich dziedzictwie a znajdowała się wśród nich także odpowiednia liczba wykształconych przywódców, których nauczał Mojżesz w ramach przygotowań do dnia powstania i zrywu wolnościowego, aby stanowili zespół sprawnych organizatorów. Ci zaawansowani ludzie zatrudnieni byli jako nadzorcy swego narodu; otrzymali jakieś wykształcenie, na skutek wpływu, jaki wywierał Mojżesz na władców egipskich.

96:3.4 (1056.1) Mojżesz próbował dyplomatycznie negocjować wolność dla swych braci Semitów. Razem ze swym bratem zawarli ugodę z królem Egiptu, na mocy której dostali zezwolenie na pokojowe odejście z doliny Nilu na Pustynię Arabską. Semici mieli otrzymać skromną zapłatę w pieniądzach i dobrach, jako premię za swą długą służbę w Egipcie. Ze swojej strony Hebrajczycy zawarli porozumienie o utrzymywaniu przyjaznych stosunków z faraonami i nie zawieraniu żadnego sojuszu przeciw Egiptowi. Jednak później król postanowił zerwać to porozumienie, podając jako przyczynę, że jego szpiedzy odkryli nielojalność wśród niewolników beduińskich. Twierdził, że pragną wolności po to, aby iść na pustynię i organizować koczowników przeciw Egiptowi.

96:3.5 (1056.2) Mojżesz jednak się nie zniechęcił; poczekał na odpowiedni czas i w niecały rok później, kiedy całe egipskie wojsko stawiało opór jednoczesnym, silnym atakom Libijczyków z południa i greckiej inwazji morskiej z północy, ten nieustraszony organizator wyprowadził swych rodaków z Egiptu w czasie spektakularnej, nocnej ucieczki. Ten zryw wolnościowy był dokładnie zaplanowany i umiejętnie przeprowadzony. I się udał, pomimo, że Semici byli zawzięcie ścigani przez faraona i małą grupę Egipcjan. Wszyscy Egipcjanie zostali zabici przez siły obronne uciekinierów, co przyniosło wiele łupu, pomnożonego przez plądrowanie, które prowadziły wysunięte zastępy uciekających niewolników, kiedy maszerowali w kierunku pustynnej ojczyzny swych przodków.

4. Obwieszczenie Jahwe

96:4.1 (1056.3) Nauki Mojżeszowe, rozwinięte i umoralnione, wywarły wpływ na nieomal połowę świata i nadal go wywierają, nawet w wieku dwudziestym. Podczas gdy Mojżesz rozumiał zaawansowaną filozofię religijną Egipcjan, beduińscy niewolnicy niewiele wiedzieli o takim nauczaniu, ale nigdy zupełnie nie zapomnieli boga góry Horeb, którego ich przodkowie zwali Jahwe.

96:4.2 (1056.4) Mojżesz słuchał nauk Machiventy Melchizedeka, zarówno od ojca jak i od matki, wspólnota wierzeń religijnych wyjaśnia ten niezwykły związek, pomiędzy kobietą krwi królewskiej a człowiekiem ze zniewolonego narodu. Teść Mojżesza był Kenitą, czcicielem El Eljon, ale rodzice wyzwoliciela byli wyznawcami El Szaddaj. Mojżesz był wykształcony jako el szaddaista; dzięki wpływowi teścia został el eljonistą a podczas obozowania Hebrajczyków pod górą Synaj, po ucieczce z Egiptu, sformułował nową i poszerzoną koncepcję Bóstwa (wywiedzioną ze wszystkich jego poprzednich wierzeń), którą mądrze postanowił ogłosić swemu ludowi jako poszerzoną koncepcję ich starego boga plemiennego, Jahwe.

96:4.3 (1056.5) Mojżesz próbował nauczać tych Beduinów idei El Eljon, ale przed opuszczeniem Egiptu utwierdził się w przekonaniu, że nigdy w pełni nie zrozumieją tej doktryny. Rozmyślnie zatem zdecydował się na kompromisową adopcję ich plemiennego boga z pustyni jako jednego i jedynego boga swoich wyznawców. Mojżesz nie nauczał wyraźnie, że inne ludy i narody nie mogą mieć innych bogów, ale twierdził stanowczo, że Jahwe jest ponad i powyżej wszystkich, zwłaszcza dla Hebrajczyków. Zawsze jednak doskwierała mu niewygodna sytuacja, kiedy próbował przedstawić swą nową i wyższą ideę Bóstwa tym ignoranckim niewolnikom, ubraną w starożytną nazwę Jahwe, którego u plemion beduińskich zawsze symbolizował złoty cielec.

96:4.4 (1056.6) To, że Jahwe był bogiem uciekających Hebrajczyków, wyjaśnia, dlaczego pozostawali tak długo pod świętą górą Synaj i dlaczego tam otrzymali Dziesięć Przykazań, które Mojżesz ogłosił w imieniu Jahwe, boga Horeb. Podczas tego, długiego pobytu pod Synajem, obrzędy religijne nowo powstałego kultu Hebrajczyków zostały lepiej dopracowane.

96:4.5 (1057.1) Wydawało się, że Mojżeszowi w ogóle nie uda się wprowadzić nieco zaawansowanego czczenia obrzędowego, oraz utrzymać swych zwolenników przy sobie przez ćwierć wieku, gdyby nie gwałtowna erupcja Horeb, w trzecim tygodniu pełnego uwielbienia pobytu Semitów u jej podnóża. „Góra Jahwe była trawiona ogniem, a dym unosił się jak dym z pieca, a cała góra trzęsła się bardzo”. Patrząc przez pryzmat tego kataklizmu nie można się dziwić, że Mojżeszowi udało się narzucić swym braciom nauczanie, że ich Bóg jest „potężny, straszny płomieniem ognia pożerającego, przerażający i wszechmocny”.

96:4.6 (1057.2) Mojżesz głosił, że Jahwe jest Panem Bogiem Izraela, który wyróżnia Hebrajczyków jako swój naród wybrany. Mojżesz tworzył nowy naród i mądrze unarodowił swe religijne nauki, mówiąc swym wyznawcom, że Jahwe jest Panem wymagającym, „Bogiem zazdrosnym”. Tym niemniej Mojżesz próbował poszerzyć ideę boskości u Semitów, kiedy ich nauczał, że Jahwe jest „Bogiem duchów i wszelkiego ciała” i kiedy powiedział: „Schronem pewnym jest Bóg wiekuisty, a tu na dole ramiona wieczne”. Mojżesz nauczał, że Jahwe jest Bogiem, który dotrzymuje przymierza, że „nie opuści cię ani cię nie zniszczy i nie zapomni o przymierzu z ojcami twoimi, gdyż Pan kocha cię i nie zapomni przysięgi, którą dał waszym ojcom”.

96:4.7 (1057.3) Mojżesz czynił heroiczne wysiłki, aby wynieść Jahwe do godności najwyższego Bóstwa, kiedy przedstawił go jako „Boga wiernego i bez nieprawości, sprawiedliwego i prawego pod każdym względem”. A jednak, pomimo tak wzniosłych nauk, ograniczone pojmowanie jego wyznawców zmusiło Mojżesza do mówienia o Bogu, jako o istocie podobnej do człowieka, ulegającej atakom złości, gniewu i zawziętości, a nawet to, że jest on mściwy i łatwo się zmienia po wpływem ludzkiego postępowania.

96:4.8 (1057.4) Pod wpływem takich nauk Mojżesza, plemienny bóg natury, Jahwe, stał się Panem Bogiem Izraela, którzy szedł ze swym ludem przez pustynię a nawet na wygnanie, gdzie niebawem został wyobrażony jako Bóg wszystkich ludzi. Późniejsza niewola, która ujarzmiła Żydów w Babilonii, ostatecznie wysublimowała rozwijającą się koncepcję Jahwe, tak, że przejął on monoteistyczną rolę Boga wszystkich narodów.

96:4.9 (1057.5) Najbardziej wyjątkowa i zdumiewająca cecha religijnej historii Hebrajczyków dotyczy tej ciągłej ewolucji koncepcji Bóstwa, od prymitywnego boga góry Horeb, poprzez nauki kolejnych przywódców duchowych, do jej wysokiego poziomu w doktrynach Bóstwa u Izajasza, który głosił wspaniałą ideę pełnego miłości i miłosiernego Stwórcy Ojca.

5. Nauki Mojżesza

96:5.1 (1057.6) Mojżesz stanowił niezwykłą kombinację przywódcy wojskowego, organizatora społecznego i nauczyciela religijnego. Był najważniejszym ze wszystkich nauczycieli i przywódców, jacy się pojawili pomiędzy Machiventą a Jezusem. Mojżesz próbował wprowadzić wiele reform w Izraelu, o których nie mówią zapisy. W czasie jednego ludzkiego życia uwolnił on wielojęzyczną hordę tak zwanych Hebrajczyków od niewoli i niecywilizowanej włóczęgi, kładąc jednocześnie fundamenty pod późniejsze narodziny narodu i utrwalenie rasy.

96:5.2 (1057.7) Nie ma zbyt wielu zapisów o wielkim dziele Mojżesza, ponieważ podczas exodusu Hebrajczycy nie mieli języka pisanego. Zapis o czasach i działalności Mojżesza dokonany został na podstawie podań, wciąż istniejących ponad tysiąc lat po śmierci wielkiego przywódcy.

96:5.3 (1058.1) Wiele udoskonaleń, które Mojżesz wprowadził w religii i ponad religią Egipcjan i otaczających ich plemion bliskowschodnich, zawdzięczać należy podaniom Kenitów, pochodzącym z czasów Melchizedeka. Bez nauk Machiventy, przekazanych Abrahamowi i jego współczesnym, Hebrajczycy wyszliby z Egiptu pogrążeni w beznadziejnych mrokach. Mojżesz i jego teść, Jetro, zebrali resztki podań z czasów Melchizedeka i tymi naukami, dołączonymi do wiedzy Egipcjan, kierował się Mojżesz podczas tworzenia zaawansowanej religii i obrzędów Izraelitów. Mojżesz był organizatorem; wybrał to, co najlepsze z religii i obyczajów Egiptu i Palestyny, a powiązawszy te zwyczaje z podaniami o naukach Melchizedeka, zorganizował hebrajski, obrzędowy system czczenia.

96:5.4 (1058.2) Mojżesz wierzył w Opatrzność, był głęboko przesiąknięty egipskimi doktrynami o nadprzyrodzonej kontroli Nilu i innych żywiołów natury. Posiadał wspaniały obraz Boga, ale był dogłębnie szczery, kiedy nauczał Hebrajczyków, że jeśli będą posłuszni Bogu „będzie cię miłował, błogosławił ci i rozmnoży cię. Rozmnoży owoc twojego łona i owoc twojego pola – twoje zboże, winorośl, oliwę i twoje trzody. Obfitsze błogosławieństwa otrzymasz niż inne narody a Pan twój Bóg oddali od ciebie wszelką chorobę i żadnej ze zgubnych plag egipskich nie ześle na ciebie”. Powiedział nawet: „Pamiętaj, że to Pan Bóg twój daje ci siłę do zdobywania bogactwa”. „Będziesz pożyczał wielu narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał. Będziesz panował nad wielu narodami, a one nad tobą nie zapanują”.

96:5.5 (1058.3) Ale naprawdę był to żałosny widok, kiedy wielki umysł Mojżesza próbował dostosować wysublimowaną koncepcję El Eljon, Najwyższego Ojca, do rozumowania ciemnych i niepiśmiennych Hebrajczyków. Gdy zebrał swoich dowódców, grzmiał: „Pan wasz Bóg jest jednym Bogiem; nie ma nikogo prócz niego”; podczas kiedy mieszanym tłumom głosił: „Kto jest podobny waszemu Bogu pośród bogów?” Mojżesz przyjął odważną i po części skuteczną postawę, sprzeciwiając się fetyszom i bałwochwalstwu, kiedy oświadczył: „Nie widzieliście żadnej postaci, gdy Pan mówił do was na Horebie spośród ognia”. Mojżesz zabronił także robienia wszelkich wizerunków.

96:5.6 (1058.4) Mojżesz obawiał się głosić miłosierdzia Jahwe; wolał wzbudzić respekt swego ludu strachem przed sprawiedliwością Boga, mówiąc: „Pan Bóg wasz jest Bogiem nad Bogami i Panem nad Panami, Bogiem wielkim, potężnym i straszliwym, który nie ma względu na osoby”. Prócz tego chciał zapanować nad niepokornymi klanami, kiedy oświadczył, że „Bóg wasz zabija, kiedy jesteście mu nieposłuszni; uzdrawia i daje życie, gdy go słuchacie”. Mojżesz nauczał plemiona semickie, że mogą zostać narodem wybranym, pod tym warunkiem, że będą „przestrzegać wszystkich jego przykazań i będą posłuszni jego nakazom”.

96:5.7 (1058.5) W tych dawnych czasach Hebrajczyków niewiele nauczano o miłosierdziu Boga. Poznawali Boga jako „Wszechmocnego; Pana, mocarza wojny, Boga potężnego w boju, uświetnionego przez siłę, który starł nieprzyjaciół”. „Pan Bóg twój przechadza się po twoim obozie, aby cię ratować”. Izraelici myśleli o swym Bogu jako o tym, który ich kocha, ale który także „utwardził serce faraona” i „przeklinał ich nieprzyjaciół”.

96:5.8 (1058.6) Chociaż Mojżesz czasami przelotnie nadmieniał dzieciom Izraela o uniwersalnym i dobroczynnym Bóstwie, generalnie ich powszednia koncepcja Jahwe była ideą Boga zaledwie nieco lepszą od plemiennych bogów otaczających ludów. Ich koncepcja Boga była prymitywna, surowa i antropomorficzna; kiedy Mojżesza zabrakło, te beduińskie plemiona szybko wróciły do półbarbarzyńskich idei swych starszych bogów Horebu i pustyni. Wkrótce stracono z pola widzenia poszerzoną i bardziej wysublimowana ideę Boga, którą Mojżesz co jakiś czas przedstawiał dowódcom, podczas gdy większość ludzi wróciła do czczenia swoich fetyszów – złotych cielców, symbolu Jahwe u palestyńskich pasterzy.

96:5.9 (1059.1) Kiedy Mojżesz przekazał dowództwo Hebrajczyków Jozuemu, zgromadził już tysiące potomków z linii bocznej Abrahama, Nachora, Lota oraz innych ze spokrewnionych plemion i zjednoczył ich w samowystarczalny i częściowo samorządny naród pasterzy-wojowników.

6. Koncepcja Boga po śmierci Mojżesza

96:6.1 (1059.2) Po śmierci Mojżesza jego podniosła koncepcja Jahwe gwałtownie się degenerowała. Jozue i przywódcy Izraela wciąż zachowywali Mojżeszowe tradycje o wszechmądrym, dobroczynnym oraz wszechmocnym Bogu, ale pospolity lud szybko wrócił do starszej, pustynnej idei Jahwe. I ta wsteczna tendencja, dotycząca koncepcji Bóstwa, wciąż się nasilała pod kolejnymi rządami różnych szejków plemiennych, tak zwanych Sędziów.

96:6.2 (1059.3) Urok nadzwyczajnej osobowości Mojżesza podtrzymywał w sercach jego wyznawców inspirację do szukania coraz szerszej koncepcji Boga; gdy jednak doszli na koniec do żyznych ziem Palestyny, szybko przekształcili się z koczowniczych pasterzy w osiadłych i w pewnym stopniu statecznych rolników. I taka ewolucja obyczajów życiowych oraz zmiana religijnego punktu widzenia wymagała bardziej czy mniej kompletnej przemiany ich idei, odnośnie natury ich Boga, Jahwe. Na początku przeobrażania się szorstkiego, surowego, wymagającego i grzmiącego, pustynnego boga Synaju w pojawiającą się później koncepcję Boga miłości, sprawiedliwości i miłosierdzia, Hebrajczycy nieomal stracili z oczu podniosłe nauki Mojżesza. Nieomal zagubili całą ideę monoteizmu, prawie stracili sposobność stania się tym narodem, który miał służyć jako istotne ogniwo w duchowej ewolucji Urantii, sposobność stania się tą grupą ludzką, która miała zachować nauki Melchizedeka o jednym Bogu do czasów wcielenia obdarzającego Syna tego Ojca wszystkich.

96:6.3 (1059.4) Jozue próbował desperacko utrzymać koncepcję najwyższego Jahwe w umysłach członków plemienia, co sprawiło, że głosił: „Jak byłem z Mojżeszem, tak będę z tobą, nie odstąpię cię ani cię nie opuszczę”. Jozue uważał, że koniecznie musi głosić surową ewangelię swojemu niewierzącemu narodowi, zbyt skłonnemu wierzyć w swoją starą i rodzimą religię, ale opierającemu się przed kroczeniem naprzód w religii wiary i prawości. Istotą nauk Jozuego było: „Jahwe jest Bogiem świętym, Bogiem zazdrosnym, nie odpuści wam przewinień i grzechów waszych”. W tamtej epoce najwyższa idea Jahwe przedstawiała go jako „Boga mocy, sądu i sprawiedliwości”.

96:6.4 (1059.5) Ale nawet w tej mrocznej epoce co jakiś czas pojawiał się samotny nauczyciel, głoszący Mojżeszową koncepcję boskości: „Wy, dzieci nikczemności, nie możecie służyć Panu, gdyż jest on Bogiem świętym”. „Czy śmiertelnik może być sprawiedliwszy niż Bóg a człowiek czystszy niż jego Stwórca?” „Czy możesz znaleźć Boga, szukając? Czy możesz zbadać doskonałość Wszechmocnego? Oto Bóg jest wzniosły, a my nie możemy tego poznać. Wszechmocny jest któż, go dosięże?”.

7. Psalmy i Księga Hioba

96:7.1 (1060.1) Hebrajczycy luźno ugruntowali się w całej Palestynie pod przywództwem swych szejków i kapłanów. Jednak wkrótce cofnęli się do nieoświeconych wierzeń pustyni i zanieczyścili się mniej zaawansowanymi praktykami religijnymi Kanaanitów. Pogrążyli się w bałwochwalstwie i rozpuście a ich idea Bóstwa upadła znacznie poniżej egipskich i mezopotamskich koncepcji Boga, które zachowywały pewne przetrwałe grupy salemskie i które zapisane są w niektórych Psalmach oraz w tak zwanej Księdze Hioba.

96:7.2 (1060.2) Psalmy są dziełem dwudziestu lub więcej autorów; wiele z nich napisali nauczyciele egipscy i mezopotamscy. W czasach, kiedy Bliski Wschód czcił bogów natury, wciąż istniała niemała liczba tych, którzy wierzyli w supremację El Eljon, Najwyższego Ojca.

96:7.3 (1060.3) Żaden zbiór pism religijnych nie wyraża takiego bogactwa pobożności i inspirujących idei Boga, jak Księga Psalmów. I byłoby bardzo pomocne, gdyby przy zgłębianiu tej cudownej kolekcji wielbiącej literatury, można było zwrócić uwagę na źródło i na chronologię każdego, poszczególnego hymnu chwały i adoracji, pamiętając, że żaden podobny, pojedynczy zbiór pism nie pokrywa tak wielkiego zakresu czasu. Księga Psalmów jest zapisem różnorodnych koncepcji Boga, jakie mieli wierzący w religię salemską na terenie Bliskiego Wschodu, a obejmuje ona cały okres od Amenemopa do Izajasza. W Psalmach Bóg jest opisywany we wszystkich stadiach pojęciowych, od niedojrzałej idei bóstwa plemiennego, do bardzo rozszerzonej idei późniejszych Hebrajczyków, w której Jahwe przedstawiany jest jako władca pełen miłości i miłosierny Ojciec.

96:7.4 (1060.4) I z tego punktu widzenia, ta grupa Psalmów stanowi najwartościowszy i najbardziej pożyteczny wybór pobożnych poglądów, jakie kiedykolwiek zostały zebrane przez człowieka, aż do wieku dwudziestego. W tej kolekcji hymnów duch uwielbienia przewyższa ducha wszelkich innych świętych ksiąg świata.

96:7.5 (1060.5) Wielobarwny obraz Bóstwa, przedstawiony w Księdze Hioba, jest dziełem ponad dwudziestu mezopotamskich nauczycieli religijnych, żyjących na przestrzeni prawie trzystu lat. I kiedy zgłębiacie wzniosłą koncepcję boskości, znajdującą się w tej kompilacji wierzeń mezopotamskich, zwróćcie uwagę na to, że w mrocznym okresie Palestyny, w sąsiednim Ur chaldejskim została zachowana idea prawdziwego Boga.

96:7.6 (1060.6) W Palestynie rozumiano często mądrość i wszechobecność Boga, ale rzadko jego miłość i miłosierdzie. W tamtych czasach Jahwe „słał złe duchy, aby panowały w duszach jego wrogów”, sprawiał, że jego własne i posłuszne dzieci miały się dobrze, podczas gdy przeklinał i strasznie karał wszystkich innych. „Wniwecz obraca knowania chytrych; usidla mądrych w ich własnej chytrości”.

96:7.7 (1060.7) Tylko w Ur pojawił się głos, wołający o miłosierdziu Boga tymi słowami: „Będzie się modlił do Boga, ten jest dla niego łaskawy, pozwala mu oglądać z radością swoje oblicze, gdyż Bóg daje człowiekowi boską prawość”. Zatem z Ur głoszone jest zbawienie, Boska łaska przez wiarę: „Jest łaskawy dla skruszonego i mówi, «Wybaw go od zejścia do grobu, otrzymałem zań okup». Jeśli ktokolwiek powie «Grzeszyłem, przewrotnie działałem, ale nie odniosłem pożytku» Bóg wybawi duszę od zejścia do grobu, aby oglądał światłość”. Od czasów Melchizedeka świat bliskowschodni nie słyszał tak donośnego i radosnego orędzia o ludzkim zbawieniu, jak to nadzwyczajne nauczanie Elihu, proroka z Ur i kapłana salemskich wierzących, znaczy resztek tego, co kiedyś było Melchizedekową kolonią w Mezopotamii.

96:7.8 (1061.1) I tym oto sposobem, w okresie dezorganizacji narodu hebrajskiego, w Mezopotamii resztki misjonarzy salemskich podtrzymywały światło prawdy, aż do nadejścia pierwszego z długiego szeregu nauczycieli Izraela, którzy nigdy się nie zatrzymali w swej twórczości, idea za ideą, aż dotarli do ideału Wszechświatowego Stwórcy, Ojca wszystkich, punktu kulminacyjnego ewolucji idei Jahwe.

96:7.9 (1061.2) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 97, Ewolucja koncepcji Boga u Hebrajczyków

Księga Urantii

Przekaz 97

Ewolucja koncepcji Boga u Hebrajczyków

97:0.1 (1062.1) DUCHOWI przywódcy Hebrajczyków zrobili to, co jak dotychczas nikomu nigdy się jeszcze nie udało – deantropomorfizowali swoją koncepcję Boga, bez przeobrażenia jej w abstrakcję Bóstwa zrozumiałą tylko dla filozofów. Nawet prości ludzie mogli uznać tę dojrzałą koncepcję Jahwe za Ojca, jeśli nie jednostki, to przynajmniej narodu.

97:0.2 (1062.2) Idea osobowości Boga, chociaż nauczano jej wyraźnie w Salemie w czasach Melchizedeka, podczas ucieczki z Egiptu stała się niewyraźna i mglista i kształtowała się w umyśle hebrajskim stopniowo, z pokolenia na pokolenie, w odpowiedzi na nauki przywódców duchowych. Percepcja osobowości Jahwe ulegała nieustannej, stopniowej ewolucji, w przeciwieństwie do wielu innych atrybutów Bóstwa. Idea osobowości Boga rozwijała się niemalże nieprzerwanie w myśleniu hebrajskim, od Mojżesza do Malachiasza, a koncepcja ta została na koniec wyniesiona i gloryfikowana w nauce Jezusa o Ojcu w niebie.

1. Samuel – pierwszy z proroków hebrajskich

97:1.1 (1062.3) Wrogi nacisk narodów otaczających Palestynę szybko nauczył szejków hebrajskich, że nie mają szans na przetrwanie, jeśli nie skonfederują swej organizacji plemiennej w scentralizowany rząd. I taka centralizacja władzy wykonawczej dała Samuelowi lepszą możliwość działania w charakterze nauczyciela i reformatora.

97:1.2 (1062.4) Samuel wywodził się z długiej linii nauczycieli salemskich, którzy nie ustawali w zachowywaniu prawd Melchizedeka, stanowiących część ich form kultowych. Nauczyciel ten był człowiekiem odważnym i rezolutnym. Tylko jego wielkie poświęcenie, połączone z nadzwyczajną determinacją, pomogło mu przetrwać prawie powszechną opozycję, którą napotkał, kiedy zaczął zawracać cały Izrael z powrotem ku czci najwyższego Jahwe z czasów Mojżeszowych. I nawet wtedy odniósł tylko częściowy sukces; nakłonił do służenia na nowo wyższej koncepcji Jahwe jedynie inteligentniejszą połowę Hebrajczyków; druga ich połowa wciąż czciła krajowych bogów plemiennych i niższą ideę Jahwe.

97:1.3 (1062.5) Samuel był człowiekiem prostym, praktycznym reformatorem, który potrafił wyruszyć pewnego dnia ze swoimi towarzyszami i zniszczyć dwadzieścia miejsc poświęconych Baalowi. Postępy, które robił, osiągał po prostu siłą przymusu; niewiele wygłaszał kazań, jeszcze mniej nauczał, ale działał. Jednego dnia mógł wykpić kapłana Baala, następnego posiekać w kawałki pojmanego króla. Z oddaniem wierzył w jednego Boga i miał przejrzystą koncepcję tego, jednego Boga, jako stwórcy nieba i ziemi: „Do Pana należą filary ziemi; na nich świat położył”.

97:1.4 (1063.1) Wielki wkład Samuela w rozwój koncepcji Bóstwa polegał na jego żarliwym oświadczeniu, że Jahwe jest niezmienny, na zawsze pozostaje tym samym ucieleśnieniem nieomylnej doskonałości i boskości. W tamtych czasach wyobrażano sobie Jahwe jako Boga kapryśnego, ulegającego napadom zazdrości, zawsze żałującego, że zrobił to czy tamto; lecz teraz, po raz pierwszy od czasu jak Hebrajczycy wyruszyli z Egiptu, słyszeli przejmujące słowa, „moc Izraela nie skłamie ani nie żałuje, gdyż nie jest człowiekiem, aby żałował”. Ogłoszona została niezmienność w postępowaniu z Boskością. Samuel wciąż przypominał przymierze Melchizedeka z Abrahamem i oznajmiał, że Pan Bóg Izraela jest źródłem całej prawdy, stabilności i stałości. Hebrajczycy zawsze traktowali swego Boga jak człowieka czy nadczłowieka albo wzniosłego ducha nieznanego pochodzenia, ale teraz słyszeli o dawnym duchu Horeb jako o podniosłym, niezmiennym Bogu stwórczej doskonałości. Rozwijającej się idei Boga Samuel pomagał dostąpić jej szczytów, ponad zmiennym stanem ludzkich umysłów i zmiennymi kolejami ludzkiej egzystencji. W jego naukach Bóg Hebrajczyków zaczynał się rozwijać, od idei z gatunku bogów plemiennych, do ideału wszechmocnego i niezmiennego Stwórcy i Nadzorcy całego stworzenia.

97:1.5 (1063.2) Nauczał od nowa o szczerości Boga, o jego niezawodności w dochowaniu przymierza. Samuel powiedział: „Nie porzuci pan ludu swego”. „Przymierze wieczne zawarł z nami, we wszystkim ustalone i zabezpieczone”. I tak, w całej Palestynie rozlegało się nawoływanie, aby znowu czcić najwyższego Jahwe. Ten energiczny nauczyciel zawsze głosił: „Dlatego wielki jesteś Panie Boże, bo nikt nie jest taki jak ty i nie ma Boga oprócz ciebie”.

97:1.6 (1063.3) Dotychczas Hebrajczycy uważali, że łaska Jahwe wiąże się zasadniczo z dobrobytem materialnym. Było zatem wielkim szokiem dla Izraela, a Samuel nieomal przypłacił to życiem, kiedy ośmielił się głosić: „Pan wzbogaca, ale i zuboża; poniża i wywyższa. Z pyłu podnosi biedaka, dźwiga żebraków by ich posadzić wśród książąt, by dać im tron chwały”. Od czasów Mojżesza nigdy nie głoszono tak pocieszających obietnic dla poniżonych i mniej fortunnych a tysiące zdesperowanych biedaków zaczynało mieć nadzieję, że mogą poprawić swój status duchowy.

97:1.7 (1063.4) Jednak Samuel nie wyszedł zbyt daleko poza koncepcję boga plemiennego. Głosił Jahwe, który stworzył wszystkich ludzi, ale zajmował się głównie Hebrajczykami, swoim narodem wybranym. Mimo to, tak jak za czasów Mojżesza, jeszcze raz idea Boga przedstawiała Bóstwo, które jest święte i rzetelne. „Nikt nie jest tak święty jak Pan. Któż może być porównany ze świętym Panem Bogiem?”.

97:1.8 (1063.5) Z upływem lat, posiwiały, stary przywódca zrobił postępy w swym rozumieniu Boga, ponieważ głosił: „Pan jest Bogiem mądrości a czyny jego wyważone. Pan osądzać będzie krańce ziemi, wykazując miłosierdzie dla miłosiernego, z rzetelnym także będzie rzetelny”. Nawet tutaj zaczyna świtać miłosierdzie, chociaż ograniczone do tych, którzy są miłosierni. Później Samuel poszedł o krok dalej, kiedy w niedoli napominał swój lud: „Wpadnijmy raczej w ręce Pana, bo wielkie jest jego miłosierdzie”. „Dla Pana nie stanowi różnicy, ocalić wielu czy niewielu”.

97:1.9 (1063.6) I taki, stopniowy rozwój idei dotyczących charakteru Jahwe, trwał dalej w czasie działalności następców Samuela. Usiłowali oni przedstawiać Jahwe jako Boga dochowującego przymierza, ale nie mogli dotrzymać kroku Samuelowi; nie udało im się wytworzyć idei miłosierdzia Bożego, jak sobie je wyobrażał Samuel pod koniec życia. Wciąż utrzymywała się tendencja powrotu do uznawania innych bogów, pomimo twierdzenia, że Jahwe jest ponad wszystkimi. „Twoim Panie jest królestwo, ty jesteś wyniesiony jako głowa nad wszystko”.

97:1.10 (1064.1) Myślą przewodnią tej epoki była moc Boska; prorocy tego okresu głosili religię, która miała popierać króla na tronie hebrajskim. „Twoją, Panie, jest wielkość i moc, i majestat, i sława, i chwała. W twoich rękach jest siła i moc, ty jesteś zdolny wywyższyć i utwierdzić wszystkich”. I taka była sytuacja, gdy idzie o ideę Boga w czasach Samuela i jego bezpośrednich następców.

2. Eliasz i Elizeusz

97:2.1 (1064.2) W dziesiątym wieku przed Chrystusem naród hebrajski został podzielony na dwa królestwa. W obu tych jednostkach politycznych wielu poszukiwaczy prawdy próbowało powstrzymać reakcyjną falę duchowej dekadencji, która przyszła po separatystycznej wojnie i narastała katastrofalnie. Jednak takie wysiłki, zmierzające do posunięcia naprzód religii hebrajskiej, nie przynosiły wyników, dopóki nie zaczął nauczać zdeterminowany i nieustraszony wojownik o prawość, Eliasz. Eliasz odnowił koncepcję Boga w królestwie północnym, porównywalną z tą z czasów Samuela. Eliasz niewiele miał możliwości przedstawienia zaawansowanej koncepcji Boga, zajmując się, jak to przed nim czynił Samuel, wywracaniem ołtarzy Baala i niszczeniem idoli fałszywych bogów. I kontynuował swe reformy w obliczu opozycji bałwochwalczego monarchy; jego dzieło było nawet większe i trudniejsze niż to, przed którym stanął Samuel.

97:2.2 (1064.3) Kiedy Eliasz został odwołany, wierny jego towarzysz, Elizeusz, przejął jego dzieło i z nieocenioną pomocą mało znanego Mikajehu podtrzymywał światło prawdy w Palestynie.

97:2.3 (1064.4) Jednak nie były to czasy rozwoju idei Bóstwa. Hebrajczycy nie dotarli jeszcze nawet do ideału Mojżeszowego. Epoka Eliasza i Elizeusza zakończyła się powrotem wyższych klas do czczenia najwyższego Jahwe i oznaczała restytucję idei Wszechświatowego Stwórcy, prawie do tego miejsca, w którym zostawił ją Samuel.

3. Jahwe i Baal

97:3.1 (1064.5) Długo ciągnący się spór pomiędzy wyznawcami Jahwe a zwolennikami Baala był raczej socjoekonomicznym starciem ideologii niż zróżnicowaniem wierzeń religijnych.

97:3.2 (1064.6) Mieszkańcy Palestyny mieli zróżnicowane poglądy na temat prywatnej własności ziemi. Południowe albo wędrujące plemiona arabskie, (Jahweici) traktowały ziemię jako majątek nieprzekazywalny – jako dar Bóstwa dla klanu. Uważali, że ziemia nie może być sprzedawana czy dawana w zastaw. „Jahwe przemówił tymi słowy «Nie wolno sprzedawać ziemi, bo ziemia należy do mnie»”.

97:3.3 (1064.7) Północni i bardziej osiadli Kanaanici (Baalici), bez ograniczeń kupowali, sprzedawali i zastawiali swe ziemie. Słowo Baal oznacza właściciela. Kult Baala oparty był na dwu głównych doktrynach. Pierwszej, na zalegalizowaniu wymiany własności, kontraktów i umów – prawa do kupna i sprzedaży ziemi. Drugiej, że Baal domniemanie zsyłał deszcz – był bogiem urodzajności ziemi. Dobre zbiory zależały od łaski Baala. Kult ten w znacznej mierze dotyczył ziemi, jej własności i żyzności.

97:3.4 (1065.1) Generalnie, Baalici posiadali domy, ziemie i niewolników. Byli arystokratycznymi właścicielami ziemskimi i mieszkali w miastach. Każdy Baal miał swe święte miejsce, kapłanów i „święte kobiety”, rytualne prostytutki.

97:3.5 (1065.2) Z tych zasadniczych różnic, gdy idzie o traktowanie ziemi, narosły zajadłe antagonizmy w poglądach społecznych, ekonomicznych, moralnych i religijnych, charakteryzujące Kanaanitów i Hebrajczyków. Przed Eliaszem ten socjoekonomiczny spór nie był sprawą wyraźnie religijną. Od czasów tego agresywnego proroka, o sprawę tę walczono raczej po linii religijnej – Jahwe przeciw Baalowi – a skończyło się to tryumfem Jahwe a następnie dążeniem do monoteizmu.

97:3.6 (1065.3) Eliasz przeniósł spór Jahwe-Baal od spraw ziemi do religijnych aspektów ideologii hebrajskich i kanaanejskich. Gdy Achab zamordował Nabotów, aby podstępnie zawładnąć ich ziemią, Eliasz zrobił kwestię moralną ze starszych obyczajów ziemskich i zaczął ożywioną kampanię przeciwko Baalitom. Była to także walka ludu wiejskiego przeciwko dominacji miast. To zasadniczo pod wpływem Eliasza Jahwe stał się Elohimem. Prorok zaczął jako reformator rolny a skończył na wywyższeniu Bóstwa. Wielu było Baalów, Jahwe był jeden – monoteizm pokonał politeizm.

4. Amos i Ozeasz

97:4.1 (1065.4) Wielki krok naprzód w przekształceniu boga plemiennego – boga, któremu tak długo służono ofiarami i obrzędami, Jahwe wcześniejszych Hebrajczyków – w Boga, który mógł karać za przestępstwa i niemoralność nawet swój własny naród, został zrobiony przez Amosa, który przybył ze wzgórz południowych, aby potępiać przestępczość, pijaństwo, ucisk i niemoralność plemion północnych. Od czasów Mojżesza, takich żarliwych prawd nigdy nie głoszono w Palestynie.

97:4.2 (1065.5) Amos był nie tylko odnowicielem i reformatorem, był również odkrywcą nowych koncepcji Bóstwa. Obwieszczał dużo o tym Bogu, którego głosili jego poprzednicy i odważnie zwalczał wiarę w Boską Istotę, która sankcjonowałaby grzech pośród tak zwanego narodu wybranego. Po raz pierwszy od czasów Melchizedeka, uszy ludzkie słuchały potępienia podwójnych standardów narodowej sprawiedliwości i moralności. Po raz pierwszy w historii, uszy Hebrajczyków słyszały, że ich własny Bóg, Jahwe, nie będzie tolerował przestępstwa i grzechu w ich życiu bardziej niż u innych narodów. Amos przedstawiał surowego i sprawiedliwego Boga Samuela i Eliasza, ale dostrzegał także tego Boga, który nie traktował Hebrajczyków inaczej niż jakikolwiek inny naród, gdy chodziło o karę za złe uczynki. Był to wyraźny atak na egoistyczną doktrynę „narodu wybranego”, co w tamtych czasach bardzo raziło wielu Hebrajczyków.

97:4.3 (1065.6) Amos powiedział: „Ten, który kształtował góry i stworzył wiatr, szukaj jego, który uczynił siedem gwiazd i Oriona, który cień śmierci w poranek odmienia i dzień w ciemności nocne”. Potępiając swoich półreligijnych współbraci, oportunistów a czasami niemoralnych, próbował zobrazować nieubłaganą sprawiedliwość niezmiennego Jahwe, kiedy mówił o złoczyńcach: „Choćby się przedarli do piekła, wyciągnie ich stamtąd moja ręka, choćby się wdrapali na niebiosa, ściągnę ich stamtąd w dół”. „Gdyby poszli w niewolę przed swymi wrogami i tam nakażę mieczowi sprawiedliwości, by ich pozabijał”. Jeszcze bardziej zaskoczył Amos swoich słuchaczy, kiedy wskazując ich ganiącym i oskarżającym palcem, oświadczył w imieniu Jahwe: „Na pewno nie zapomnę nigdy wszystkich ich uczynków”. „I przesieję pomiędzy wszystkimi narodami dom Izraela, jak się zboże przetakiem przesiewa”.

97:4.4 (1066.1) Amos ogłosił Jahwe „Bogiem wszystkich narodów” i ostrzegał Izraelitów, że obrzędy nie mogą zastąpić prawości. I zanim ten odważny nauczyciel został ukamienowany, rozpowszechnił dosyć zaczynu prawdy, aby uratować doktrynę najwyższego Jahwe; zapewnił objawieniu Melchizedeka dalszy rozwój.

97:4.5 (1066.2) Ozeasz, zwolennik Amosa i jego doktryny uniwersalnego Boga sprawiedliwości, ożywił na nowo Mojżeszową koncepcję Boga miłości. Ozeasz głosił przebaczenie przez skruchę, nie przez ofiarowania. Głosił ewangelię miłości-dobroci i Boskiego miłosierdzia, mówiąc: „I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię znowu przez wierność”. „Dobrowolnie okażę im miłość, gdyż odwrócił się od nich mój gniew”.

97:4.6 (1066.3) Ozeasz sumiennie kontynuował przestrogi moralne Amosa, gdy mówił od Boga: „Pragnę wymierzyć im karę”. Jednak Izraelici uznali jego słowa za okrucieństwo, graniczące ze zdradą, kiedy powiedział: „Powiem do tych, co nie są moim ludem, «ty jesteś moim ludem» a on odpowie «jesteś naszym Bogiem»”. Wciąż głosił skruchę i przebaczenie, mówiąc: „Uleczę ich niewierność i umiłuję ich z serca, bo gniew mój odwrócił się od nich”. Ozeasz zawsze głosił nadzieję i przebaczenie. Istotą jego orędzia zawsze było: „Okażę miłosierdzie memu ludowi. Nie powinni znać innego Boga poza mną, oprócz mnie nie ma zbawiciela”.

97:4.7 (1066.4) Amos rozbudził narodowe sumienie Hebrajczyków, żeby zdali sobie sprawę z tego, że Jahwe nie będzie przebaczał ich przestępstw i grzechów tylko dlatego, że są domniemanie narodem wybranym, podczas gdy Ozeasz zagrał pierwsze tony późniejszych, miłosiernych akordów Boskiej litości i kochającej dobroci, tak znakomicie wyśpiewane przez Izajasza i jego towarzyszy.

5. Pierwszy Izajasz

97:5.1 (1066.5) Były to czasy, kiedy jedni grozili karami za grzechy osobiste i przestępstwa narodowe wśród klanów północnych, podczas gdy inni przepowiadali klęski, jako zapłatę za występki w królestwie południowym. Właśnie na początku tego przebudzenia sumień i świadomości w narodach hebrajskich zjawił się pierwszy Izajasz.

97:5.2 (1066.6) Izajasz kontynuował nauczanie o wiecznej naturze Boga, o jego nieskończonej mądrości, jego niezmiennej, doskonałej niezawodności. Reprezentował Boga Izraela, gdy mówił: „Wezmę sobie sprawiedliwość za miarę a prawość za pion”. „Pan da ci odpoczynek po twoim znoju i udręce, i po ciężkiej niewoli, w której człowiek musiał służyć”. „Twoje uszy usłyszą słowa rozlegające się za tobą, «to jest droga, idźcie nią»”. „Oto Bóg jest zbawieniem moim; będę miał ufność i nie ulęknę się, bo mocą moją i pieśnią moją jest Pan”. „«Chodźcie więc, a będziemy się prawować», mówi Pan «choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją; choć będą czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna»”.

97:5.3 (1066.7) Zwracając się do znękanych strachem i głodnych dusz Hebrajczyków, prorok powiedział: „Powstań, zajaśnij, gdyż zjawiła się twoja światłość, a chwała Pańska wzeszła nad tobą”. „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił, by głosić dobrą nowinę ubogim; posłał mnie by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i otwarcie więzienia tym, którzy są związani”. „Bardzo się będę radował z Pana, weselić się będzie dusza moja w moim Bogu, gdyż odział mnie w szaty zbawienia i okrył płaszczem sprawiedliwości”. „We wszystkich ich uciskach i on był uciśniony, ale anioł oblicza jego wybawił ich. Z miłości swej i z litości on sam odkupił ich”.

97:5.4 (1067.1) Po tym Izajaszu przyszli Micheasz i Abdiasz, którzy potwierdzili i upiększyli jego sycącą duszę ewangelię. I ci dwaj odważni posłańcy śmiało potępiali zdominowane przez kapłanów obrzędy Hebrajczyków i nieustraszenie atakowali cały system ofiarowania.

97:5.5 (1067.2) Micheasz potępiał „władców, którzy sądzą za podarunki i kapłanów, którzy uczą za zapłatę, jak również proroków, którzy wieszczą za pieniądze”. Nauczał o dniu wolności od przesądów i kapłaństwa: „Lecz każdy będzie siadywał pod swą winoroślą i nie będzie tego, kto by go niepokoił, gdyż ludzie żyć będą, każdy według swego zrozumienia Boga”.

97:5.6 (1067.3) Istotą posłania Micheasza było: „Czy wystąpię przed Bogiem z ofiarą całopalną? Czy Pan ma upodobanie w tysiącach baranów, w dziesiątkach tysięcy strumieni oliwy? Czy mam dać swego pierworodnego za moje przestępstwo, owoc ciała mojego za grzech mojej duszy? On ukazał mi, człowiecze, co jest dobre; a czego Pan żąda od ciebie, to tylko abyś wypełniał prawo, kochał miłosierdzie i w pokorze obcował z Bogiem”? Była to wielka epoka; doprawdy były to czasy przebudzenia, kiedy człowiek śmiertelny słyszał to wyzwalające posłanie a niektórzy nawet wierzyli w nie, ponad dwa i pół tysiąca lat temu. Gdyby nie zaciekły opór kapłanów, nauczyciele ci mogliby znieść wszelkie krwawe obrzędy rytualnego czczenia Hebrajczyków.

6. Nieustraszony Jeremiasz

97:6.1 (1067.4) Kiedy kilku innych nauczycieli wciąż objaśniało ewangelię Izajasza, Jeremiaszowi pozostawało zrobić następny, śmiały krok w kierunku internacjonalizacji Jahwe, Boga Hebrajczyków.

97:6.2 (1067.5) Jeremiasz nieustraszenie oświadczał, że Jahwe nie jest po stronie Hebrajczyków, kiedy walczą na wojnie z innymi narodami. Zapewniał, że Jahwe jest Bogiem całej Ziemi, wszystkich narodów i wszystkich ludzi. Nauka Jeremiasza stanowiła apogeum narastającej fali internacjonalizacji Boga Izraela; ten dzielny kaznodzieja głosił, definitywnie i raz na zawsze, że Jahwe jest Bogiem wszystkich narodów i że nie ma Ozyrysa dla Egipcjan, Bela dla Babilończyków, Aszura dla Asyryjczyków czy Dagona dla Filistynów. I tym samym religia Hebrajczyków miała swój udział w odrodzeniu monoteizmu na świecie, które zaczęło się mniej więcej w tym czasie; nareszcie koncepcja Jahwe dostąpiła poziomu Bóstwa o godności planetarnej a nawet kosmicznej. Jednak wielu towarzyszom Jeremiasza trudno było wyobrazić sobie Jahwe w oderwaniu od narodu hebrajskiego.

97:6.3 (1067.6) Jeremiasz również głosił Boga sprawiedliwego i kochającego, przedstawionego przez Izajasza, kiedy oświadczył: „Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie miłosierną dobroć”. „Zaiste, nieumyślnie trapi i zasmuca synów ludzkich”.

97:6.4 (1067.7) Ten nieustraszony prorok powiedział: „Sprawiedliwość jest przy tobie Panie, potężny w radzie i wielki w czynie. Jego oczy są otwarte na wszystkie drogi synów ludzkich, aby oddać każdemu według jego dróg i według owoców jego uczynków”. Uznano jednak za bluźnierczą zdradę, gdy podczas oblężenia Jerozolimy Jeremiasz powiedział: „Otóż teraz daję te wszystkie ziemie w ręce Nabuchodonozora, króla babilońskiego, mojego sługi”. I kiedy Jeremiasz doradzał poddanie miasta, kapłani i władcy świeccy wrzucili go w błotnisty dół w ponurym lochu.

7. Drugi Izajasz

97:7.1 (1068.1) Zniszczenie państwa Hebrajczyków i ich niewola w Mezopotamii mogły okazać się wielkim dobrodziejstwem dla ich rozwijającej się teologii, gdyby nie pełna determinacji działalność kapłaństwa. Ich naród upadł wskutek najazdu wojsk babilońskich a ich nacjonalistyczny Jahwe ucierpiał na skutek internacjonalistycznych kazań przywódców duchowych. To właśnie rozżalenie z powodu utraty narodowego boga skłoniło kapłanów żydowskich do pójścia tak daleko w inwencji legend i mnożeniu cudownie wyglądających wydarzeń w historii hebrajskiej w celu restytuowania Żydów jako narodu wybranego, nawet w obliczu nowej i poszerzonej idei umiędzynarodowionego Boga wszystkich narodów.

97:7.2 (1068.2) W niewoli Żydzi w znacznym stopniu ulegli wpływom tradycji i legend babilońskich, chociaż należy odnotować, że nieustannie wzbogacali moralny wydźwięk i duchowe znaczenie historii chaldejskich, które przyswajali, pomimo, że zawsze zniekształcali te legendy tak, aby odzwierciedlały honor i chwałę przodków oraz historii Izraela.

97:7.3 (1068.3) Kapłanów hebrajskich i uczonych w Piśmie opanowała tylko jedną idea a była nią odbudowa narodu żydowskiego, gloryfikacja tradycji Hebrajczyków i egzaltacja ich narodowej historii. Jeśli ktoś może mieć pretensje, że ci kapłani narzucili swe błędne idee tak wielkiej części świata zachodniego, należy pamiętać, że nie zrobili tego umyślnie; nie oświadczali, że piszą pod natchnieniem; nie twierdzili, że piszą świętą księgę. Przygotowywali jedynie podręcznik, przeznaczony dla podbudowania gasnącej w niewoli odwagi swoich współbraci. Definitywnie chcieli podźwignąć ducha narodowego i morale swych rodaków. Ludziom z późniejszych czasów pozostawało tylko zebrać te i inne pisma w książkę przewodnią, zawierającą domniemanie nieomylne nauki.

97:7.4 (1068.4) W niewoli kapłani żydowscy posługiwali się swobodnie tymi pismami, ale ich wpływ na zniewolonych współbraci znacznie ograniczała obecność młodego i nieugiętego proroka, drugiego Izajasza, który był wielkim zwolennikiem Boga sprawiedliwości, miłości, prawości i miłosierdzia, jakiego głosił starszy Izajasz. Wierzył on także razem z Jeremiaszem, że Jahwe stał się Bogiem wszystkich narodów. Nauczał tych teorii o naturze Boga z tak dobrym skutkiem, że pozyskał neofitów zarówno wśród Żydów jak również ich okupantów. Ten młody kaznodzieja zostawił po sobie zapis swych nauk, którego kapłani, wrogo nastawieni i nieskorzy do przebaczenia, nie chcieli w żaden sposób łączyć z nim, jednak zwykły szacunek dla piękna i majestatu tych zapisów sprawił, że przyłączyli je do pism wcześniejszego Izajasza. W ten sposób pisma drugiego Izajasza można znaleźć w księdze noszącej to imię, zajmują one rozdziały od czterdziestego do pięćdziesiątego piątego włącznie.

97:7.5 (1068.5) Żaden prorok czy nauczyciel religijny, od czasów Machiventy do Jezusa, nie doszedł do tak zaawansowanej koncepcji Boga, jaką drugi Izajasz głosił w tych dniach niewoli. Bóg, którego głosił ten duchowy przywódca, nie był mały, antropomorficzny i stworzony przez człowieka. „Oto wyspy jak najmniejszą rzecz porywa”. „Lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze”.

97:7.6 (1069.1) Wreszcie Machiventa Melchizedek zobaczył ludzkich nauczycieli, głoszących prawdziwego Boga śmiertelnemu człowiekowi. Podobnie jak pierwszy Izajasz, ten przywódca głosił Boga stwórcą i podtrzymywaczem wszechświata. „Ja uczyniłem ziemię i stworzyłem na niej ludzi. Nie stworzyłem jej na próżno; stworzyłem ją na zamieszkanie”. „Jestem pierwszym i ostatnim; nie ma Boga poza mną”. Ten nowy prorok mówił za Pana Boga Izraela: „Niebiosa mogą zginąć, ziemia zwiotczeje, lecz moja prawość przetrwa na wieki a moje zbawienie z pokolenia na pokolenie”. „Nie bój się, bo ja jestem z tobą, nie lękaj się, bo ja jestem Bogiem twoim”. „Oprócz mnie nie ma żadnego Boga, sprawiedliwego i Zbawiciela”.

97:7.7 (1069.2) Drugi Izajasz pocieszał zniewolonych Żydów, jak również tysiące ludzi od tamtych czasów, którzy słyszeli te słowa: „Tak mówi Pan, który cię stworzył, «odkupiłem cię, nazwałem cię twoim imieniem; jesteś moim»”. „Gdy pójdziesz przez wody, ja będę z tobą, ponieważ drogi jesteś w moich oczach”. „Czy kobieta może zapomnieć o swoim niemowlęciu i nie zlitować się nad swym synem? Tak, może zapomnieć, jednak ja nie zapomnę moich dzieci, gdyż wyryłem cię na obu dłoniach; ukryłem cię nawet w cieniu mojej ręki”. „Niech bezbożny porzuci swoją drogę, a przestępca swoje zamysły i niech się nawróci do Pana, aby się nad nim zlitował, do naszego Boga, gdyż jest hojny w odpuszczaniu”.

97:7.8 (1069.3) Jeszcze raz posłuchajcie ewangelii tego, nowego objawienia Boga salemskiego: „Jak pasterz będzie pasł swoją trzodę, w swoje ręce zbierze jagnięta i na swoim łonie będzie je nosił. Zmęczonemu da siłę a bezsilnemu moc w obfitości. Ci, którzy ufają Panu, nabierają siły; wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły; biegną a nie ustają; idą a nie mdleją”.

97:7.9 (1069.4) Izajasz ten propagował szeroko ewangelię rozbudowanej koncepcji najwyższego Jahwe. Z Mojżeszem rywalizował w elokwencji, dzięki której przedstawiał Pana Boga Izraela jako Wszechświatowego Stwórcę. Poetycznie obrazował nieskończone atrybuty Ojca Wszechświatowego. Nigdy nie padły piękniejsze słowa o niebiańskim Ojcu. Podobnie jak Psalmy, pisma Izajasza należą do najbardziej wysublimowanych i prawdziwie duchowych zobrazowań koncepcji Boga, spośród wszystkich tych, jakie kiedykolwiek zaszczyciły śmiertelne uszy przed przybyciem Michała na Urantię. Posłuchajcie jego opisu Bóstwa: „Jestem wysoki i wzniosły, który mieszka w wieczności”. „Ja jestem pierwszy i ostatni i oprócz mnie nie ma Boga”. „Ręka Pana nie jest tak krótka, {żeby nie mogła ocalić, ani słuch jego tak przytępiony, by nie mógł usłyszeć”. Kiedy ten łagodny, lecz majestatyczny prorok upierał się przy głoszeniu Boskiej stałości, wierności Bożej, była to dla Żydów nowa doktryna. Oświadczył, że „Bóg nie zapomina, nie opuszcza”.

97:7.10 (1069.5) Ten śmiały nauczyciel głosił, że człowiek jest bardzo blisko związany z Bogiem: „Wszystkich, którzy nazwani są moim imieniem, stworzyłem dla swojej sławy i będą zwiastować im moją chwałę. Ja, jedynie ja, mogę przez wzgląd na siebie zmazać twoje przestępstwa i twoich grzechów nie wspomnę”.

97:7.11 (1069.6) Posłuchajcie, jak ten wielki Żyd zburzył koncepcję Boga narodowego, kiedy w chwale głosił boskość Ojca Wszechświatowego, o którym mówił: „Niebo jest moim tronem a ziemia podnóżkiem nóg moich”. Bóg Izajasza naprawdę jest majestatyczny, sprawiedliwy i niezbadany. Prawie zanikła koncepcja gniewnego, mściwego i zazdrosnego Jahwe pustynnych Beduinów. W umyśle człowieka śmiertelnego pojawiła się nowa idea najwyższego i uniwersalnego Jahwe i nigdy już nie znikła z ludzkiego pola widzenia. Uświadomienie sobie Boskiej sprawiedliwości zaczęło niweczyć prymitywną magię i biologiczny strach. W końcu człowiek został wprowadzony we wszechświat prawa i porządku i przedstawiono mu uniwersalnego Boga o godnych zaufania i ostatecznych atrybutach.

97:7.12 (1070.1) Ten kaznodzieja, nauczający o nieziemskim Bogu, nigdy nie zaprzestał głosić Boga miłości. „Mieszkam na wysokim i świętym miejscu, także z tym, który jest skruszony i pokorny duchem”. I jeszcze więcej słów pociechy mówił ten wielki nauczyciel swoim współczesnym: „Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją. Będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie. Gdy przypadnie nieprzyjaciel jak rzeka, wtedy go duch Pański odpędzi”. I raz jeszcze zabłysła, dla błogosławieństwa ludzkości, rozpraszająca strach ewangelia Melchizedeka i rodząca ufność religia Salemu.

97:7.13 (1070.2) Dalekowzroczny i odważny Izajasz skutecznie przyćmił nacjonalistycznego Jahwe swym wzniosłym zobrazowaniem majestatu i uniwersalnej wszechmocy najwyższego Jahwe, Boga miłości, władcy wszechświata i kochającego Ojca całej ludzkości. Od tamtych, pamiętnych dni, na Zachodzie najwyższa koncepcja Boga obejmowała uniwersalną sprawiedliwość, Boskie miłosierdzie i wieczną prawość. Przepięknym językiem i z niezrównanym wdziękiem przedstawiał ten wielki nauczyciel wszechmocnego Stwórcę, jako wszechmiłującego Ojca.

97:7.14 (1070.3) Ten prorok z czasów niewoli głosił kazania swojemu ludowi i wielu tym narodom, które go słuchały w Babilonii nad rzeką. I drugi Izajasz zrobił wiele, aby przeciwdziałać licznym błędnym i rasowo egoistycznym koncepcjom, dotyczącym misji obiecanego Mesjasza. Jednak niezupełnie mu się to udało. Gdyby kapłani nie poświęcili się tworzeniu źle pojmowanego nacjonalizmu, nauki dwu Izajaszy mogłyby pomóc przygotować rozpoznanie i przyjęcie obiecanego Mesjasza.

8. Historia święta i świecka

97:8.1 (1070.4) Zwyczaj traktowania zapisów o doświadczeniach Hebrajczyków jako historii świętej a spraw reszty świata jako historii świeckiej odpowiedzialny jest za większość zamętu w rozumowaniu ludzkim, gdy idzie o interpretację historii. Problem ten powstał dlatego, ponieważ nie istnieje świecka historia Żydów. Po tym jak kapłani, na wygnaniu w Babilonii, przygotowali nowe zapisy o domniemanie cudownym postępowaniu Boga z Hebrajczykami, świętą historię Izraela jak ją przedstawia Stary Testament, pieczołowicie i kompletnie zniszczyli istniejące dotychczas zapisy historii Hebrajczyków – księgi takie jak „Czyny królów Izraela” i „Czyny królów Judy”, wraz z kilkoma innymi, bardziej czy mniej dokładnymi zapisami historii hebrajskiej.

97:8.2 (1070.5) Aby zrozumieć, dlaczego miażdżący ucisk i nieunikniony przymus świeckiej historii tak bardzo przerażał pojmanych i rządzonych przez obcych Żydów, że usiłowali zupełnie przepisać i przerobić swą historię, powinniśmy przejrzeć w skrócie kronikę ich pogmatwanego bytu narodowego. Należy przypomnieć, że Żydzi nie stworzyli zadowalającej, nieteologicznej filozofii życia. Mieli problemy ze swoją pierwotną, egipską koncepcją Boskiej zapłaty za prawość, połączonej z surową karą za grzech. Dramat Hioba był czymś w rodzaju protestu przeciw tak błędnej filozofii. Szczery pesymizm Kaznodziei Salomona był życiową, mądrą reakcją na zbyt optymistyczne wierzenia w Opatrzność.

97:8.3 (1071.1) Jednak pięćset lat poddaństwa i obcej władzy to było za wiele nawet dla wytrwałych i cierpliwych Żydów. Prorocy i kapłani zaczęli wołać: „Jak długo Panie, jak długo?” Kiedy uczciwy Żyd przeglądał Pismo Święte, jego wewnętrzny niepokój pogłębiał się jeszcze bardziej. Starszy prorok obiecał, że Bóg będzie chronił i wyzwoli swój „naród wybrany”. Amos zagroził, że Bóg może porzucić Izrael, jeśli nie nastąpi odnowa jego standardów prawości narodowej. Pisarz Powtórzonego Prawa przedstawiał wielki wybór pomiędzy dobrem a złem, błogosławieństwem a przekleństwem. Pierwszy Izajasz ogłaszał dobrego króla-wybawiciela. Jeremiasz głosił erę prawości wewnętrznej – przymierza zapisanego na tablicach serc. Drugi Izajasz mówił o zbawieniu przez ofiarowanie i okupienie. Ezechiel głosił wyzwolenie przez służbę i poświęcenie a Ezdrasz przyrzekał dobrobyt dzięki przestrzeganiu prawa. Jednak wbrew temu wszystkiemu Żydzi pozostawali w niewoli a wyzwolenie się odwlekało. Potem Daniel obrazował spektakularność nadchodzącego „kryzysu” – niszczenie wielkiego posągu i natychmiastowe wprowadzenie wiecznych rządów prawości, królestwa mesjanistycznego.

97:8.4 (1071.2) I wszystkie takie zawiedzione nadzieje doprowadziły do tego stopnia rozczarowania narodowego i frustracji, że zdezorientowani przywódcy Żydów nie zdołali rozpoznać i zaakceptować misji i działalności Boskiego Syna z Raju, kiedy niebawem przyszedł do nich w formie ciała śmiertelnego – wcielony jako Syn Człowieczy.

97:8.5 (1071.3) Wszystkie współczesne religie popełniały poważne błędy, kiedy usiłowały przypisać cudowną interpretację pewnym epokom w historii. Podczas gdy prawdą jest, że Bóg wielokrotnie wsuwał swą Ojcowską dłoń opatrznościowej interwencji w bieg spraw ludzkich, błędem jest traktowanie teologicznych dogmatów i religijnych przesądów jako nadprzyrodzonego nawarstwiania, powstałego w wyniku cudownej interwencji w bieg historii ludzkiej. To, że „Najwyżsi Ojcowie panują w królestwach ludzkich”, nie przekształca świeckiej historii w tak zwaną historię świętą.

97:8.6 (1071.4) Autorzy Nowego Testamentu i późniejsi pisarze chrześcijańscy dodatkowo komplikowali to wypaczanie historii hebrajskiej przez swoje wysiłki, czynione w najlepszej intencji, zmierzające do transcendalizacji proroków żydowskich. Tym samym, zarówno pisarze żydowscy jak i chrześcijańscy katastrofalnie nadużywali historii hebrajskiej. Świecka historia hebrajska została dogłębnie zdogmatyzowana. Została przekształcona w fikcję historii świętej i nierozłącznie związana z koncepcjami moralnymi i nauczaniem religijnym tak zwanych narodów chrześcijańskich.

97:8.7 (1071.5) Krótkie przytoczenie kluczowych punktów historii hebrajskiej ukaże, jak fakty znajdujące się w zapisach zostały przekształcone przez kapłanów żydowskich w Babilonii, że zmieniły zwyczajną, świecką historię ich narodu, w historię fikcyjną i świętą.

9. Historia hebrajska

97:9.1 (1071.6) Nigdy nie było dwunastu plemion Izraelitów – tylko trzy lub cztery plemiona osiadłe w Palestynie. Naród hebrajski powstał w wyniku zjednoczenia tak zwanych Izraelitów i Kanaanitów. „Dzieci Izraela mieszkały wtedy pośród Kanaanitów. I brali sobie ich córki za żony a swoje córki wydawali za mąż za synów Kanaanitów”. Hebrajczycy nigdy nie wypędzili Kanaanitów z Palestyny, chociaż zapisy ich kapłanów traktujące o tych sprawach stanowczo twierdzą, że to zrobili.

97:9.2 (1071.7) Poczucie tożsamości izraelskiej zrodziło się w górzystej krainie Efraim; późniejsze poczucie tożsamości żydowskiej powstało w południowym klanie Juda. Żydzi (Judaici) zawsze próbowali szkalować i oczerniać w swych zapisach Izraelitów północnych (Efraimitów).

97:9.3 (1072.1) Pretensjonalna historia hebrajska zaczęła się wtedy, gdy Saul zgromadził klany północne, aby odeprzeć ataki Ammonitów na bratnich współplemieńców – Gileadytów – mieszkających na wschód od Jordanu. Z wojskiem liczącym nieco ponad trzy tysiące żołnierzy pokonał wroga i ten bohaterski czyn skłonił górskie plemiona do obwołania go królem. Kiedy kapłani przepisywali na wygnaniu tę historię, powiększyli wojska Saula do 330.000 a do listy plemion, biorących udział w walce, dodali „Judę”.

97:9.4 (1072.2) Zaraz po pokonaniu Ammonitów, Saul został królem, dzięki powszechnemu obwołaniu go przez żołnierzy. Żaden kapłan czy prorok nie brał w tym udziału. Później jednak kapłani umieścili w zapisach, że Saul koronowany został na króla przez proroka Samuela, zgodnie z boskimi wskazówkami. Zrobili to, aby ustanowić „boską linię potomstwa” dla królewskości Dawida u Judaitów.

97:9.5 (1072.3) Największe wypaczenie historii żydowskiej związane jest z Dawidem. Zwycięstwo Saula nad Ammonitami (które Saul przypisał Jahwe) zaniepokoiło Filistynów, którzy zaczęli atakować klany północne. Dawid i Saul nigdy nie mogli się zgodzić ze sobą. Dawid, z sześciuset ludźmi, zawarł przymierze z Filistynami i maszerował wzdłuż wybrzeża do Ezdrelonu. W Gat Filistyni kazali ustąpić Dawidowi z pola; obawiali się, że może przejść do Saula. Dawid się wycofał; Filistyni zaatakowali Saula i go pokonali. Nie mogliby tego dokonać, gdyby Dawid pozostawał lojalny wobec Izraela. Wojsko Dawida stanowiło wielojęzyczny zbiór malkontentów, składało się w znacznej części z ludzi nieprzystosowanych społecznie i uciekających przed sprawiedliwością.

97:9.6 (1072.4) Tragiczna porażka Saula pod Gilboa, z rąk Filistynów, zredukowała Jahwe do niskiej pozycji wśród bogów w oczach otaczających Kanaanitów. Normalnie, porażka Saula byłaby przypisana odwróceniu się od Jahwe, ale tym razem judejscy korektorzy przypisali ją błędom rytualnym. Potrzebna im była tradycja Saula i Samuela, jako tło dla królewskości Dawida.

97:9.7 (1072.5) Dawid ze swym nielicznym wojskiem, założył stolicę w niehebrajskim mieście Hebron. Wkrótce jego rodacy ogłosili go królem nowego królestwa Judy. W skład Judy wchodziły w większości elementy niehebrajskie – Kenici, Kalebici, Jebusyci oraz inni Kanaanici. Byli to koczownicy – pasterze – i bardzo byli przywiązani do hebrajskiej idei własności ziemi. Trzymali się ideologii swych klanów pustynnych.

97:9.8 (1072.6) Różnica pomiędzy historią świętą i świecką jest dobrze zobrazowana w dwu różnych opowiadaniach w Starym Testamencie, mówiących o obwołaniu Dawida królem. Część świeckiej historii, o tym, jak najbliżsi stronnicy Dawida (jego wojsko) obwołali go królem, została przez nieuwagę zostawiona w zapisach przez kapłanów, którzy następnie stworzyli długą i prozaiczną narrację świętej historii, gdzie jest opisane, jak prorok Samuel, według Boskich wskazówek, wybrał Dawida spośród swych braci i postępując formalnie, w trakcie starannych i uroczystych obrzędów, namaścił go na króla nad Hebrajczykami a potem ogłosił następcą Saula.

97:9.9 (1072.7) Wiele razy kapłani, po przygotowaniu fikcyjnych narracji o cudownym postępowaniu Boga z Izraelem, nie usuwali zwykłych i trzymających się faktów opowiadań, uprzednio istniejących w zapisach.

97:9.10 (1072.8) Dawid próbował zorganizować sobie oparcie polityczne, z początku biorąc za żonę córkę Saula, potem wdowę po Nabalu, bogatym Edomicie, a następnie córkę Talmaja, króla Geszur. Wziął sobie sześć żon spośród kobiet z Jebus, nie mówiąc o Batszebie, żonie Hetyty.

97:9.11 (1073.1) Takimi właśnie metodami i z takimi ludźmi tworzył Dawid fikcję boskiego królestwa Judy, jako spadkobiercy dziedzictwa i tradycji zanikającego, północnego królestwa efraimickiego Izraela. Dawidowe, kosmopolityczne plemię Judy bardziej było nieżydowskie niż żydowskie, tym niemniej uciskani starsi z Efraimu przybyli i „namaścili go na króla Izraela”. Dawid, po pogróżkach wojennych, zawarł ugodę z Jebusytami i założył stolicę swego zjednoczonego królestwa w Jebus (Jerozolima), które było miastem silnie obwarowanym, leżącym w połowie drogi pomiędzy Judą a Izraelem. Filistynów to niepokoiło i wkrótce zaatakowali Dawida. Po zażartej walce zostali pokonani i raz jeszcze Jahwe został umocniony jako „Pan Bóg Zastępów”.

97:9.12 (1073.2) Jednak Jahwe musiał, z konieczności, dzielić się częścią swej sławy z bogami kanaanejskimi, ponieważ Hebrajczycy nie stanowili większości w wojsku Dawida. I tak pojawia się w waszych zapisach (przeoczone przez judaickich redaktorów) takie wymowne oświadczenie: „Jahwe rozbił wrogów mych przede mną. Dlatego nazwano to miejsce Baal-Perasim”. Zrobiono tak dlatego, ponieważ osiemdziesiąt procent żołnierzy Dawida stanowili Baalici.

97:9.13 (1073.3) Dawid wyjaśnił porażkę Saula pod Gilboa tym, że Saul zaatakował kanaanejskie miasto, Gibeon, którego mieszkańcy mieli traktat pokojowy z Efraimitami. Dlatego Jahwe go opuścił. Jeszcze za czasów Saula, Dawid bronił kanaanejskiego miasta Keila przed Filistynami a potem założył swą stolicę w mieście kanaanejskim. Trzymając się polityki kompromisu z kanaanitami, Dawid oddał siedmiu potomków Saula Gibeonitom, aby ich powieszono.

97:9.14 (1073.4) Po pokonaniu Filistynów, Dawid wszedł w posiadanie „arki Jahwe”, sprowadził ją do Jerozolimy i oficjalnie zaprowadził czczenie Jahwe w swoim królestwie. Następnie zapłacił wielkie daniny sąsiednim plemionom – Edomitom, Moabitom, Ammonitom i Syryjczykom.

97:9.15 (1073.5) Skorumpowana maszyneria polityczna Dawida zaczęła zdobywać dla siebie posiadłości ziemskie na północy, z pogwałceniem obyczajów hebrajskich i wkrótce przejęła kontrolę nad taryfami celnymi z karawan, dawniej zbieranymi przez Filistynów. Potem przyszła seria okrucieństw, osiągająca swój szczyt w morderstwie Uriasza. Wszystkie apelacje sądowe rozstrzygane były w Jerozolimie; „starsi” nie wymierzali już sprawiedliwości. Nic zatem dziwnego, że wybuchł bunt. Dziś Absalom mógłby być zwany demagogiem; jego matka była Kanaanejką. Poza synem Batszeby, Salomonem, było pół tuzina osób walczących o tron.

97:9.16 (1073.6) Po śmierci Dawida, Salomon oczyścił maszynerię polityczną ze wszystkich wpływów północnych, ale zachował cały despotyzm i podatki, jak za rządów swego ojca. Salomon doprowadził kraj do bankructwa, przez swój pełen przepychu dwór i szeroko zakrojony program budowlany: zbudował Dom Libański, pałac córki faraona, świątynię Jahwe, pałac królewski i odbudował mury wielu miast. Salomon stworzył wielką flotę hebrajską, prowadzoną przez marynarzy syryjskich i handlującą z całym światem. Liczebność jego haremu dochodziła do tysiąca.

97:9.17 (1073.7) W tym czasie świątynia Jahwe w Szilo straciła swoje znaczenie a całe narodowe czczenie skoncentrowało się w Jebus, we wspaniałej kaplicy królewskiej. Królestwo północne w znacznym stopniu wróciło do czczenia Elohima. Cieszyło się ono łaską u faraonów, którzy później zniewolili Judę, nakładając haracz na królestwo południowe.

97:9.18 (1073.8) Wiele było wzlotów i upadków – wojen pomiędzy Izraelem a Judą. Po czterech latach wojen domowych i po trzech dynastiach, Izrael dostał się pod rządy despotów miejskich, którzy zaczęli handlować ziemią. Nawet król Omri próbował kupić posiadłość Semera. Jednak szybko przyszedł koniec, kiedy Salmanasar III chciał roztoczyć kontrolę nad wybrzeżem Morza Śródziemnego. Król Achab z Efraimu zgromadził dziesięć innych grup ludzkich i stawił opór pod Karkar; bitwa była nierozstrzygnięta. Asyryjczycy zostali zatrzymani, ale sprzymierzeńcy zdziesiątkowani. O tym wielkim boju Stary Testament nawet nie wspomina.

97:9.19 (1074.1) Zaczęły się nowe problemy, kiedy ziemię Nabota chciał kupić król Achab. Jego żona, Fenicjanka, sfałszowała imię Achaba na dokumencie nakazującym konfiskatę ziemi Nabota, oskarżonego o bluźnienie imionom „Elohim i król”. Zarówno Nabot jak i jego syn zostali zaraz straceni. Na scenie pojawił się energiczny Eliasz i potępił Achaba za morderstwo Nabotów. Tym samym jeden z największych proroków, Eliasz, zaczął swe nauczanie jako obrońca starych zwyczajów ziemskich, jako przeciwnik poglądów zwolenników Baala na handel ziemią, jako przeciwnik dominacji miasta nad wsią. Ale taka reforma nie osiągała celu, dopóki właściciel ziemski, Jehu, nie złączył swych sił z cygańskim wodzem Jonadabem, zabijając proroków (handlarzy nieruchomości) Baala w Samarii.

97:9.20 (1074.2) Nowe życie się zaczęło, kiedy Joasz i jego syn Jeroboam wyzwolili Izrael z rąk wrogów. Ale w Samarii w tym czasie rządziła szlachta-rozbójnicy, których łupiestwa szły o lepsze z tymi, jakich dokonywano za dynastii Dawida w dawnych czasach. Państwo szło z Kościołem ręka w rękę. Próba ograniczenia wolności słowa sprawiła, że Eliasz, Amos i Ozeasz zaczęli prowadzić tajne zapisy i taki był prawdziwy początek Biblii żydowskiej i chrześcijańskiej.

97:9.21 (1074.3) Jednak królestwo północne nie znikło z kart historii tak długo, aż król Izraela zaczął spiskować z królem Egiptu i odmówił płacenia dalszych danin Asyrii. Zaczęło się wtedy trzyletnie oblężenie, zakończone całkowitym upadkiem królestwa północnego. Tak zniknął Efraim (Izrael). Juda – Żydzi, „pozostałości Izraela” – zaczęli gromadzić ziemię w rękach kilku osób, jak to określił Izajasz, „przyłączając dom do domu a rolę do roli”. Wkrótce w Jerozolimie pojawiła się świątynia Baala obok świątyni Jahwe. Rządy strachu skończyły się monoteistycznym powstaniem, pod wodzą chłopca-króla, Joasza, który przez trzydzieści pięć lat prowadził krucjatę na rzecz Jahwe.

97:9.22 (1074.4) Następny król, Amazjasz, miał kłopoty ze zbuntowanymi płatnikami podatku, Edomitami i ich sąsiadami. Po doskonałym zwycięstwie zaczął atakować swych północnych sąsiadów i został tak samo doskonale pokonany. Potem zbuntował się lud wiejski; zamordowali króla a na tronie posadzili jego szesnastoletniego syna. Był to Azariasz, zwany przez Izajasza Uzjaszem. Po Uzjaszu, zła sytuacja jeszcze się pogorszyła, Juda istniała, płacąc przez sto lat haracz królom Asyrii. Pierwszy Izajasz mówił, że Jerozolima, będąc miastem Jahwe, nigdy nie padnie. Jednak Jeremiasz nie wahał się głosić jej upadku.

97:9.23 (1074.5) Do prawdziwej ruiny Judy doprowadziła skorumpowana i bogata klika polityków, działająca pod kierownictwem chłopca-króla Manassesa. Zmiany gospodarcze sprzyjały powrotowi kultu Baala, którego prywatny handel ziemią sprzeciwiał się ideologii Jahwe. Upadek Asyrii i przewaga Egiptu przyniosły Judzie tymczasowe wyzwolenie a władzę przejął lud wiejski. Pod kierownictwem Jozjasza zlikwidowano jerozolimską klikę skorumpowanych polityków.

97:9.24 (1074.6) Jednak epoka ta skończyła się tragicznie, kiedy Jozjasz ośmielił się wyjść i zatrzymać potężne wojska Necha, gdy szły wybrzeżem z Egiptu na pomoc Asyrii przeciw Babilonii. Został starty z powierzchni ziemi a Juda zaczęła płacić haracz Egiptowi. W Jerozolimie wróciła do władzy polityczna partia Baala i tak zaczęła się prawdziwa niewola egipska. Potem przyszedł okres, kiedy politycy Baala kontrolowali zarówno sądy jak i kapłaństwo. Kult Baala był systemem ekonomicznym i społecznym, związanym z prawami własności jak również z żyznością ziemi.

97:9.25 (1075.1) Wraz z obaleniem Necha przez Nabuchodonozora, Juda dostała się pod panowanie Babilonii i dano jej dziesięć lat prolongaty płatności, ale wkrótce się zbuntowała. Kiedy Nabuchodonozor wyruszył na nich, Judaici zaczęli reformy społeczne, takie jak wyzwolenie niewolników, aby wpłynąć na Jahwe. Kiedy wojska babilońskie chwilowo się wycofały, Hebrajczycy się cieszyli, że wyzwoliła ich magia ich reform. To właśnie wtedy Jeremiasz mówił im o nadchodzącej zgubie i wkrótce Nabuchodonozor wrócił.

97:9.26 (1075.2) I tak przyszedł koniec Judy. Miasto zostało zniszczone a lud zabrany do Babilonii. Walka Jahwe-Baal skończyła się niewolą. Ale ta niewola poruszyła resztki Izraela, popychając je ku monoteizmowi.

97:9.27 (1075.3) W Babilonii Żydzi doszli do wniosku, że nie mogą istnieć w Palestynie jako mała grupa, posiadająca własne, specyficzne, społeczne i ekonomiczne zwyczaje, jak również do tego, że jeśli ich ideologie mają zapanować, należy nawrócić innowierców. W ten sposób zrodziła się nowa koncepcja ich przeznaczenia – idea, że Żydzi muszą stać się wybranymi sługami Jahwe. Żydowska religia Starego Testamentu naprawdę ukształtowała się w babilońskiej niewoli.

97:9.28 (1075.4) Także w Babilonii nabrała swego kształtu doktryna nieśmiertelności. Żydzi uważali, że idea przyszłego życia pomniejsza znaczenie ich ewangelii sprawiedliwości społecznej. Teraz, po raz pierwszy, teologia wyparła socjologię i ekonomię. Religia nabierała kształtu jako system ludzkiego myślenia i postępowania, coraz bardziej niezależny od polityki, socjologii i ekonomii.

97:9.29 (1075.5) I tak oto prawda o narodzie żydowskim ukazuje, że wiele tego, co było uważane za historię świętą, okazało się być niewiele więcej niż kroniką zwykłej historii świeckiej. Judaizm był tą glebą, na której wyrosło chrześcijaństwo, ale Żydzi nie byli cudownym narodem.

10. Religia hebrajska

97:10.1 (1075.6) Izraelitów nauczali ich przywódcy, że są narodem wybranym, nie dla specjalnych względów i monopolu łaski Bożej, ale dla specjalnej służby, aby nieść każdemu narodowi prawdę o jednym Bogu nad wszystkimi. I obiecali Żydom, że jeśli zadośćuczynią temu przeznaczeniu, staną się duchowymi przywódcami wszystkich narodów, a nadchodzący Mesjasz będzie panował nad nimi i nad całym światem, jako Książę Pokoju.

97:10.2 (1075.7) Kiedy Persowie uwolnili Żydów, ci wrócili do Palestyny tylko po to, aby wpaść w niewolę wprowadzonego przez ich własnych kapłanów kodeksu prawa, ofiar i rytuałów. I tak jak klany hebrajskie odrzuciły wspaniałą opowieść o Bogu, przedstawioną w pożegnalnej oracji Mojżesza, na rzecz rytuałów ofiar i pokuty, tak te resztki narodu hebrajskiego odrzuciły wspaniałą koncepcję drugiego Izajasza, na rzecz przepisów, norm i rytuałów ich rozwijającego się kapłaństwa.

97:10.3 (1075.8) Egotyzm narodowy, fałszywa wiara w obiecanego Mesjasza, źle pojmowanego oraz narastające zniewolenie i tyranizowanie przez kapłaństwo na zawsze wyciszyły głosy przywódców duchowych (poza Danielem, Ezechielem, Aggeuszem i Malachiaszem); i od tamtych dni aż do czasów Jana Chrzciciela cały Izrael przechodził coraz większą duchową regresję. Jednak Żydzi nigdy nie zgubili koncepcji Ojca Wszechświatowego; nawet w dwudziestym wieku po Chrystusie wciąż wyznają tę ideę Bóstwa.

97:10.4 (1076.1) Od Mojżesza do Jana Chrzciciela rozciąga się nieprzerwana linia oddanych nauczycieli, którzy przekazywali monoteistyczną pochodnię światła z jednego pokolenia na drugie, podczas gdy coraz bardziej ganili niegodziwych władców, potępiali skomercjalizowanych kapłanów i zawsze napominali naród, aby wiernie czcił najwyższego Jahwe, Pana Boga Izraela.

97:10.5 (1076.2) W końcu Żydzi utracili swą polityczną tożsamość jako naród, ale religia hebrajska, szczera wiara w jednego i uniwersalnego Boga, wciąż żyje w sercach rozproszonych uchodźców. I ta religia nadal trwa, ponieważ działała skutecznie w celu zachowywania najwyższych wartości u jej wyznawców. Religia żydowska zachowywała ludzkie ideały, ale nie stymulowała postępu i nie dopingowała do twórczych odkryć filozoficznych w domenach prawdy. Religia żydowska miała wiele wad – miała braki w filozofii i była prawie zupełnie pozbawiona wartości estetycznych – ale zachowywała wartości moralne, dlatego też przetrwała. W porównaniu z innymi koncepcjami Bóstwa, najwyższy Jahwe był wyrazisty, żywy, osobowy i moralny.

97:10.6 (1076.3) Żydzi, tak jak niewiele innych narodów, kochali sprawiedliwość, mądrość, prawdę i prawość, jednak najmniej ze wszystkich narodów przyczynili się do intelektualnego zrozumienia i duchowego pojmowania tych Boskich cech. Choć teologia hebrajska nie chciała się rozwijać, odegrała znaczną rolę w rozwoju dwu innych światowych religii, chrześcijaństwa i mahometanizmu.

97:10.7 (1076.4) Religia żydowska przetrwała także ze względu na swe instytucje. Trudno jest przetrwać religii jako prywatnym praktykom oddzielnych jednostek. Błąd przywódców religijnych polegał zawsze na tym, że widząc zło religii zinstytucjonalizowanej, usiłowali zniszczyć metody funkcjonowania grupowego. Zamiast niszczyć wszelkie obrzędy, zrobiliby lepiej reformując je. W tym aspekcie Ezechiel był mądrzejszy od swoich współczesnych; choć przyłączył się do nich, obstając przy osobistej odpowiedzialności moralnej, zabrał się również do zaprowadzenia dokładnego przestrzegania wyższego i czystszego rytuału.

97:10.8 (1076.5) I tak kolejni nauczyciele Izraela dokonali największego wyczynu w ewolucji religii kiedykolwiek przeprowadzonego na Urantii, stopniowo a jednak ciągle przeobrażali barbarzyńską ideę dzikiego demona Jahwe, zazdrosnego i okrutnego duchowego boga wulkanu grzmiącego na Synaju, w późniejszą podniosłą i nieziemską koncepcję najwyższego Jahwe, stwórcy wszystkich rzeczy, przepojonego miłością oraz miłosiernego Ojca całej ludzkości. I ta hebrajska koncepcja Boga była najwyższym ludzkim wyobrażeniem Ojca Wszechświatowego, do tego czasu, kiedy została później poszerzona i tak znakomicie rozwinięta przez osobiste nauki i życiowy przykład jego Syna, Michała z Nebadonu.

97:10.9 (1076.6) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 98, Nauki Melchizedeka na Zachodzie

Księga Urantii

Przekaz 98

Nauki Melchizedeka na Zachodzie

98:0.1 (1077.1) NAUKI Melchizedeka weszły do Europy wieloma drogami, głównie jednak przez Egipt i utożsamiły się z filozofią zachodnią po tym, jak zostały później dogłębnie zhellenizowane i w dalszej kolejności schrystianizowane. Ideały świata zachodniego pochodziły zasadniczo od Sokratesa a późniejsza filozofia religijna tego świata była filozofią Jezusa, zmodyfikowaną i poddaną kompromisom w wyniku kontaktu z rozwijającą się zachodnią filozofią i religią, a wszystko to znalazło swą kulminację w Kościele chrześcijańskim.

98:0.2 (1077.2) Misjonarze salemscy długo prowadzili swą działalność w Europie, stopniowo wchłaniani przez wiele kultów i grup obrzędowych, które się tam okresowo pojawiały. Do tych, którzy zachowywali nauki salemskie w najczystszej formie, zaliczyć należy cyników. Ci głosiciele wiary i zaufania Bogu nadal działali w rzymskiej Europie w pierwszym wieku ery chrystusowej a później zostali włączeni do formującej się właśnie religii chrześcijańskiej.

98:0.3 (1077.3) Większość doktryny salemskiej rozpowszechniona została w Europie przez żydowskich żołnierzy najemnych, którzy walczyli w tak wielu wojnach Zachodu. W starożytności Żydzi słynni byli zarówno z waleczności jak i ze swoich specyficznych walorów teologicznych.

98:0.4 (1077.4) Podstawowe doktryny filozofii greckiej, teologii żydowskiej i etyki chrześcijańskiej były zasadniczo odbiciem wcześniejszych nauk Melchizedeka.

1. Religia salemska u Greków

98:1.1 (1077.5) Misjonarze salemscy mogliby stworzyć rozbudowaną strukturę religijną u Greków, gdyby nie ich ścisła interpretacja przysięgi ordynacyjnej, ślubowania narzuconego przez Machiventę, które zabraniało organizowania stowarzyszeń wyłącznie kultowych i które od każdego nauczyciela wymagało przyrzeczenia, że nigdy nie będzie działał jako kapłan, nigdy nie będzie brał opłat za praktyki religijne, tylko żywność, ubranie i schronienie. Kiedy nauczyciele Melchizedeka przenikali przedhelleńską Grecję, odkryli naród, w którym wciąż żywe były tradycje Adamsona i z czasów Anditów, jednak nauki te zostały mocno wypaczone przez wyobrażenia i wierzenia hord podrzędnych niewolników, których dowożono w coraz większych ilościach do wybrzeży Grecji. Takie wypaczenie spowodowało rewersję do prostego animizmu, z jego krwawymi rytuałami; niższe klasy robiły obrzędy nawet z egzekucji skazanych kryminalistów.

98:1.2 (1077.6) Wczesne wpływy nauczycieli salemskich zniweczył prawie zupełnie tak zwany najazd aryjski, z południowej Europy i ze wschodu. Ci helleńscy najeźdźcy sprowadzili ze sobą antropomorficzne koncepcje Boga, podobne do tych, które ich aryjscy bracia wnieśli do Indii. Takie nabytki zapoczątkowały rozwój greckiej rodziny bogów i bogiń. Nowa religia opierała się częściowo na napływowych kultach helleńskich barbarzyńców, ale zawierała również mity dawniejszych mieszkańców Grecji.

98:1.3 (1078.1) Helleńscy Grecy zastali świat śródziemnomorski zdominowany w znacznej mierze przez kult matki i narzucili tym ludziom swego męskiego boga, Djaus-Zeusa, który od dawna był szefem całego greckiego panteonu podległych mu bogów, podobnie jak Jahwe u henoteistycznych Semitów. I w swojej koncepcji Zeusa Grecy mogliby w końcu dojść do prawdziwego monoteizmu, gdyby nie zachowywali nadrzędnej kontroli Fatum. Bóg, mający ostateczną wartość, sam musi być arbitrem fatum i twórcą przeznaczenia.

98:1.4 (1078.2) W wyniku takich czynników składowych ewolucji religijnej, niebawem wytworzyło się popularne wierzenie w niefrasobliwych bogów z góry Olimp, bogów bardziej ludzkich niż boskich, których inteligentni Grecy nigdy nie traktowali zbyt serio. Nigdy ich zbytnio nie kochali ani też specjalnie nie bali się tych boskości, które sami stworzyli. Darzyli uczuciami patriotycznymi i narodowymi Zeusa i jego rodzinę półludzi i półbogów, ale raczej nie otaczali ich pietyzmem ani ich nie czcili.

98:1.5 (1078.3) Helleni zostali tak dogłębnie przesyceni antykapłańskimi doktrynami wczesnych nauczycieli salemskich, że żadne kapłaństwo o większym znaczeniu nigdy nie powstało w Grecji. Nawet tworzenie podobizn bogów stało się bardziej sprawą sztuki niż czczenia.

98:1.6 (1078.4) Bogowie olimpijscy stanowią ilustrację typowego antropomorfizmu ludzkiego. Jednak mitologia grecka była bardziej estetyczna niż etyczna. Religia grecka była użyteczna, dlatego, że obrazowała wszechświat rządzony przez grupę bóstw. Jednak grecka moralność, etyka i filozofia, szybko znacznie wyprzedziły grecką koncepcję boga i taki brak równowagi między rozwojem intelektualnym a duchowym był tak samo ryzykowny dla Grecji jak i dla Indii.

2. Grecka myśl filozoficzna

98:2.1 (1078.5) Lekceważona i płytka religia nie może przetrwać, zwłaszcza, gdy nie ma kapłaństwa, które by kształtowało jej formy i przepełniało serca wiernych strachem i grozą. Religia Olimpu nie przyrzekała zbawienia ani też nie gasiła duchowego pragnienia wiernych; zatem skazana była na zagładę. W tysiąc lat od swego powstania nieomal zanikła i Grecy zostali bez narodowej religii, bogowie z Olimpu stracili swój wpływ na lepsze umysły.

98:2.2 (1078.6) Tak wyglądała sytuacja, gdy w szóstym wieku przed Chrystusem, Daleki Wschód i Bliski Wschód doznały odrodzenia świadomości duchowej i nowego przebudzenia na przyjęcie monoteizmu. Jednak Zachód nie miał swego udziału w tym nowym rozwoju wypadków; ani Europa, ani Afryka północna nie uczestniczyły na większą skalę w tym renesansie religijnym. Tym niemniej Grecy zapoczątkowali wspaniały rozwój intelektualny. Zaczęli opanowywać strach i już nie szukali na niego antidotum w religii, nie dostrzegli jednak, że prawdziwa religia jest lekarstwem na głód duszy, na niepokój duchowy i desperację moralną. Próbowali ukoić swą duszę w głębokim myśleniu – w filozofii i metafizyce. Odwrócili się od rozważań nad samozachowawczością – zbawieniem – w kierunku samorealizacji i samozrozumienia.

98:2.3 (1078.7) Poprzez rygorystyczne myślenie Grecy chcieli zdobyć taką świadomość bezpieczeństwa, która mogłaby służyć za substytut wiary w życie wieczne, ale zupełnie im to nie wyszło. Tylko inteligentniejsi ludzie z wyższych klas helleńskich mogli zrozumieć nowe nauki; ogół potomstwa niewolników z poprzednich pokoleń nie potrafił przyjąć nowego substytutu religii.

98:2.4 (1079.1) Filozofowie gardzili wszelkimi formami czczenia, pomimo, że praktycznie wszyscy trzymali się luźno pewnego tła wiary w salemską doktrynę „Inteligencji wszechświata”, „Idei Boga” i „Wielkiego Źródła”. Tak dalece, jak greccy filozofowie uświadamiali sobie to, co boskie i nadskończone, byli szczerze monoteistyczni; tylko w ograniczonym stopniu uznawali całą plejadę bogów i bogiń olimpijskich.

98:2.5 (1079.2) W piątym i szóstym wieku p.n.e., greccy poeci, zwłaszcza Pindar, próbowali reformować religię grecką. Wywyższali jej ideały, ale bardziej byli artystami niż ludźmi religijnymi. Nie udało im się stworzyć metody ożywiania i chronienia najwyższych wartości.

98:2.6 (1079.3) Ksenofanes nauczał o jednym Bogu, ale jego koncepcja bóstwa była zbyt panteistyczna, aby mogło ono stać się osobowym Ojcem śmiertelnego człowieka. Anaksagoras był mechanistą, za wyjątkiem tego, że uznawał Pierwszą Przyczynę, Wstępny Umysł. Sokrates i jego następcy, Platon i Arystoteles, nauczali, że cnota jest wiedzą, dobroć zdrowiem duszy, że lepiej jest cierpieć niesprawiedliwość niż być za nią odpowiedzialny, że nie należy odpowiadać złem na zło i że bogowie są mądrzy i dobrzy. Za główne cnoty uznawali oni: mądrość, odwagę, umiar i sprawiedliwość.

98:2.7 (1079.4) Ewolucja filozofii religijnej narodów helleńskich i hebrajskich dostarcza kontrastowej ilustracji, gdy idzie o funkcję Kościoła jako instytucji kształtującej postęp kulturowy. W Palestynie myśl ludzka była tak bardzo kontrolowana przez kapłaństwo i kierowana przez Pismo Święte, że filozofia i estetyka były zupełnie zatopione w religii i moralności. W Grecji prawie zupełny brak kapłanów i „świętych pism” pozostawił umysł ludzki wolnym i nieskrępowanym, co w rezultacie przyniosło zaskakujący rozwój głębokiej myśli. Jednak religia jako doświadczenie osobiste, nie dotrzymała kroku intelektualnemu sondowaniu natury i rzeczywistości kosmosu.

98:2.8 (1079.5) W Grecji wiara podporządkowana była myśleniu; w Palestynie myślenie podlegało wierze. Chrześcijaństwo wiele swojej siły zawdzięcza temu, że zapożyczało obficie zarówno z hebrajskiej moralności jak i z myśli greckiej.

98:2.9 (1079.6) W Palestynie dogmat religijny został tak skrystalizowany, że uniemożliwiał przyszły rozwój; w Grecji myśl ludzka stała się tak abstrakcyjna, że koncepcja Boga rozwiała się w mglisty opar panteistycznych spekulacji, niezupełnie różny od bezosobowej Nieskończoności filozofów bramińskich.

98:2.10 (1079.7) Jednak w tamtych czasach przeciętni ludzie nie mogli zrozumieć greckiej filozofii samorealizacji i abstrakcyjnego Bóstwa, ani nie byli tą koncepcją zbytnio zainteresowani; pragnęli raczej obietnic zbawienia w powiązaniu z osobowym Bogiem, który mógł słyszeć ich modlitwy. Wypędzali filozofów, prześladowali ostatnich członków kultu salemskiego – a obie doktryny wymieszały się znacznie – i byli gotowi do wielkiego, orgiastycznego zanurzenia się w głupotę misteryjnych kultów, które rozprzestrzeniały się wtedy w krajach śródziemnomorskich. W obrębie olimpijskiego panteonu rozwijały się misteria eleuzyjskie jako grecka metoda czczenia płodności; kwitnął kult natury Dionizosa; najlepszym z kultów było bractwo orfickie, którego kazania moralne i obietnice zbawienia przemawiały mocno do wielu ludzi.

98:2.11 (1080.1) Całą Grecję pociągnęły za sobą te nowe metody osiągania zbawienia, te emocjonalne i porywające obrzędy. Żaden naród nigdy nie dotarł do takich wyżyn artystycznej filozofii, w tak krótkim czasie; żaden nigdy nie stworzył tak zaawansowanego systemu etyki, praktycznie bez Bóstwa i zupełnie pozbawionego obietnicy zbawienia człowieka; żaden naród nie pogrążył się nigdy tak szybko, tak głęboko i gwałtownie w głębinach intelektualnej stagnacji, deprawacji moralnej i ubóstwa duchowego, jak ten właśnie naród grecki, kiedy się rzucił w szalony wir kultów misteryjnych.

98:2.12 (1080.2) Religie długo istniały bez wsparcia filozoficznego, ale niewiele filozofii, jako takich, przetrwało długo bez pewnego utożsamiania się z religią. Filozofia jest dla religii tym, czym jest pomysł dla działania. Jednak idealny stan człowieka to ten, w którym filozofia, religia i nauka są zjednoczone w znaczącą jedność, dzięki łącznemu funkcjonowaniu mądrości, wiary i doświadczenia.

3. Nauki Melchizedeka w Rzymie

98:3.1 (1080.3) Zupełnie naturalne było, że późniejsza religia Rzymian, przekształciwszy się z wcześniejszych form czczenia bogów rodzinnych w plemienną rewerencję Marsa, boga wojny, była bardziej politycznym przestrzeganiem zasad niż intelektualne systemy Greków i braminów, czy bardziej duchowe religie niektórych innych narodów.

98:3.2 (1080.4) Podczas wielkiego, monoteistycznego odrodzenia ewangelii Melchizedeka, w szóstym wieku przed Chrystusem, zbyt mało misjonarzy salemskich przeniknęło do Włoch, a ci, którym się to udało, nie mogli przezwyciężyć wpływów gwałtownie rozrastającego się kapłaństwa etruskiego, z jego nową plejadą bogów i świątyń, które wszystkie zostały zorganizowane w rzymską religię państwową. Ta religia plemion latyńskich nie była tak trywialna i skorumpowana, jak religia Greków, nie była też sroga i tyranizująca, jak religia Hebrajczyków; w znacznej mierze polegała na przestrzeganiu samych form, ślubów i tabu.

98:3.3 (1080.5) Religia rzymska była pod znacznym wpływem kulturalnych naleciałości z Grecji. W końcu większość bogów olimpijskich została przeszczepiona i włączona do panteonu latyńskiego. Grecy od dawna czcili ogień ogniska rodzinnego – Hestia była boginią-dziewicą ogniska domowego; Westa była rzymską boginią rodziny. Zeus został Jowiszem, Afrodyta – Wenus i podobnie było z wieloma innymi bóstwami olimpijskimi.

98:3.4 (1080.6) Inicjacja religijna młodzieży rzymskiej była okazją jej uroczystej konsekracji do służby państwowej. Przysięgi i przyjmowanie obywatelstwa to były w rzeczywistości obrzędy religijne. Naród rzymski utrzymywał świątynie, ołtarze i święte przybytki a w czasie kryzysu radził się wyroczni. Rzymianie przechowywali kości bohaterów a później chrześcijańskich świętych.

98:3.5 (1080.7) Ta formalna i pozbawiona uczuć forma pseudoreligijnego patriotyzmu była z góry skazana na zagładę, tak jak wysoce intelektualne i artystyczne czczenie ustąpiło przed gorliwym i głęboko uczuciowym czczeniem kultów misteryjnych. Największym z tych niszczycielskich kultów była religia misteryjna sekty Matki Boga, która w tamtych czasach miała swoją główną siedzibę dokładnie na miejscu obecnej Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie.

98:3.6 (1080.8) Wyłaniające się państwo rzymskie podbijało politycznie, ale samo z kolei było podbijane przez kulty, rytuały, misteria i koncepcje boga z Egiptu, Grecji i Bliskiego Wschodu. Te importowane kulty wciąż kwitły na obszarze państwa rzymskiego, aż do czasów Augusta, który z czysto politycznych i państwowych względów dokonał heroicznego i w pewnym stopniu udanego wysiłku likwidacji misteriów i odrodzenia starszej religii politycznej.

98:3.7 (1081.1) Jeden z kapłanów religii państwowej powiedział Augustowi o wcześniejszych wysiłkach nauczycieli salemskich, zmierzających do rozpowszechnienia doktryny jednego Boga, najwyższego Bóstwa przewodzącego wszystkim istotom nadprzyrodzonym. Idea ta tak mocno zawładnęła cesarzem, że zbudował wiele świątyń, wyposażył je w piękne wizerunki, zreorganizował kapłaństwo państwowe, zaprowadził na nowo religię państwową, sam się ustanowił najwyższym kapłanem nad wszystkimi a jako cesarz nie wahał się ogłosić najwyższym bogiem.

98:3.8 (1081.2) Ta nowa religia, polegająca na czczeniu Augusta, kwitła i była przestrzegana na obszarze imperium za jego życia, oprócz Palestyny, ojczyzny Żydów. I trwała ta epoka ludzkich bogów, aż oficjalny, rzymski kult posiadał spis ponad czterdziestu samozwańczych, ludzkich bóstw, z których wszyscy pretendowali do cudownych narodzin i innych nadludzkich atrybutów.

98:3.9 (1081.3) Ostatni opór kurczącego się koła salemskich wiernych stawiała gorliwa grupa kaznodziejów, cyników, którzy napominali Rzymian, aby porzucili swoje dzikie i bezsensowne rytuały religijne i wrócili do form czczenia zawierających ewangelię Melchizedeka, jak została ona przeobrażona i zanieczyszczona przez kontakt z filozofią Greków. Jednak większość ludzi odrzucała cyników; woleli nurzać się w rytuałach misteriów, które nie tylko dawały nadzieją osobistego zbawienia, ale także zaspokajały pragnienie rozrywki, emocji i uciech.

4. Kulty misteryjne

98:4.1 (1081.4) Większość ludności świata grecko-rzymskiego, utraciwszy swe prymitywne religie rodzinne i państwowe, a nie mogąc lub nie chcąc pojąć znaczenia filozofii Greków, zwróciła swą uwagę w kierunku widowiskowych i emocjonalnych, misteryjnych kultów pochodzących z Egiptu i Bliskiego Wschodu. Prosty lud chciał obietnic zbawienia – religijnego pocieszenia na dziś i zapewnienia nadziei nieśmiertelności po śmierci.

98:4.2 (1081.5) Najbardziej popularne były trzy kulty misteryjne:

98:4.3 (1081.6) 1. Frygijski kult Kybele i jej syna Attisa.

98:4.4 (1081.7) 2. Egipski kult Ozyrysa i jego matki Izis.

98:4.5 (1081.8) 3. Irański kult czczący Mitrę jako zbawiciela i odkupiciela grzesznej ludzkości.

98:4.6 (1081.9) Misteria frygijskie i egipskie nauczały, że boski syn (odpowiednio Attis i Ozyrys) umarł i był wskrzeszony przez boską moc i dalej, że wszyscy ci, którzy są odpowiednio wtajemniczeni w misteria, którzy z szacunkiem obchodzą rocznicę śmierci i zmartwychwstania boga, mogą tym samym mieć udział w jego boskiej naturze i jego nieśmiertelności.

98:4.7 (1081.10) Obrzędy frygijskie były imponujące, ale poniżające; ich krwawe święta ukazują, jak zwyrodniałe i prymitywne stały się te bliskowschodnie misteria. Najświętszy był Czarny Piątek, „dzień krwi”, upamiętniający samobójczą śmierć Attisa. Po trzech dniach obchodów ofiary i śmierci Attisa, święto zmieniało się w radość na cześć jego zmartwychwstania.

98:4.8 (1082.1) Obrzędy ku czci Izis i Ozyrysa były bardziej wyszukane i efektowne niż w kulcie frygijskim. Ten egipski rytuał został stworzony wokół legendy o dawnym bogu Nilu, który umarł i zmartwychwstał; była to koncepcja, którą wyprowadzono z obserwacji powtarzającego się corocznie zahamowania wzrostu roślinności, następującego po wiosennej odnowie wszystkich roślin żywych. Szaleńcze obchody tych kultów misteryjnych i orgie ich obrzędów, które domniemanie prowadziły do „entuzjazmu” – uświadomienia sobie boskości, były czasami wyjątkowo odrażające.

5. Kult Mitry

98:5.1 (1082.2) Misteria frygijskie i egipskie ustąpiły w końcu miejsca największemu ze wszystkich kultów misteryjnych, czczeniu Mitry. Kult Mitry przemawiał do szerokiego zakresu natury ludzkiej i stopniowo wyrugował obu swych poprzedników. Mitraizm szerzył się w Cesarstwie Rzymskim, rozpowszechniany przez legiony rzymskie rekrutowane na Bliskim Wschodzie, gdzie ta religia była modna; legiony niosły ze sobą to wierzenie gdziekolwiek poszły. I ten nowy rytuał religijny był o wiele lepszy od wcześniejszych kultów misteryjnych.

98:5.2 (1082.3) Kult Mitry zrodził się w Iranie i długo istniał w swej ojczyźnie, wbrew agresywnej opozycji wyznawców Zoroastra. Jednak zanim mitraizm dotarł do Rzymu, został znacznie ulepszony dzięki asymilacji wielu nauk Zoroastra. To głównie poprzez kult Mitry religia Zoroastra wywarła wpływ na powstałe później chrześcijaństwo.

98:5.3 (1082.4) Kult Mitry przedstawiał wojowniczego boga, wywodzącego się z wielkiego kamienia, który dokonywał walecznych czynów i spowodował wytrysk wody z kamienia, trafionego jego strzałami. Była tam powódź, z której uszedł tylko jeden człowiek w specjalnie zbudowanej łodzi i ostatnia wieczerza, którą Mitra celebrował ze słońcem-bogiem, zanim wstąpił do nieba. Ten bóg-słońce, albo Sol Invictus, był zdegenerowaną w zoroastryzmie koncepcją bóstwa Ahury-Mazdy. Mitra wyobrażany był jako nieśmiertelny obrońca słońca-boga, w jego walce z bogiem ciemności. Mitra zdobył nieśmiertelność, gdy zabił mitycznego, świętego byka i został wyniesiony do godności rzecznika gatunku ludzkiego u bogów na wysokości.

98:5.4 (1082.5) Wyznawcy tego kultu odbywali swe nabożeństwa w jaskiniach i innych świętych miejscach, śpiewając hymny, mamrocząc zaklęcia, jedząc mięso świętych zwierząt i pijąc krew. Praktyki religijne odbywali trzy razy dziennie ze specjalnymi, cotygodniowymi obrzędami w dzień boga-słońca, a najbardziej wyszukane obrzędy miały miejsce podczas dorocznego święta Mitry, dwudziestego piątego grudnia. Wierzono, że uczestnictwo w sakramencie zapewnia życie wieczne, natychmiastowe przejście po śmierci na łono Mitry, aby tam trwać w szczęściu do dnia sądu. W dzień sądu mitraickie klucze do nieba otworzą bramy Raju na przyjęcie wiernych, po czym wszyscy nie ochrzczeni, spośród żywych i umarłych, będą unicestwieni w czasie powrotu Mitry na ziemię. Nauczano, że kiedy człowiek umiera, idzie na sąd przed Mitrę, a gdy nastąpi koniec świata, Mitra wezwie wszystkich umarłych z ich grobów, aby się stawili na sąd ostateczny. Nikczemni zostaną unicestwieni w ogniu a prawi będą rządzić z Mitrą na zawsze.

98:5.5 (1082.6) Z początku była to religia tylko dla mężczyzn i było siedem różnych klas, do których wierni mogli być kolejno wprowadzani. Później żony i córki wierzących przyjmowano do świątyń Wielkiej Matki, które przylegały do świątyń Mitry. Kult kobiecy był mieszanką obrządku Mitry i ceremonii frygijskiego kultu Kybele, matki Attisa.

6. Mitraizm a chrześcijaństwo

98:6.1 (1083.1) Religia osobista raczej się nie rozwijała jako niezależna tradycja na cywilizowanych ziemiach Afryki północnej i Europy, zanim nie przyszły kulty misteryjne i chrześcijaństwo; religia była wtedy raczej sprawą rodziny, miasta-państwa, sprawą polityczną i cesarską. Helleńscy Grecy nigdy nie zaprowadzili scentralizowanego systemu czczenia, obrządek był lokalny; nie mieli kapłaństwa ani „świętych ksiąg”. Podobnie jak Rzymianom, ich instytucjom religijnym brakowało potężnego elementu napędowego, aby mogły zachować wyższe wartości moralne i duchowe. Chociaż prawdą jest, że instytucjonalizacja religii zazwyczaj umniejsza jej wartość duchową, jest również faktem, że żadnej religii nie udało się przetrwać bez pewnego stopnia instytucjonalnej organizacji, większej czy mniejszej.

98:6.2 (1083.2) Religie zachodnie istniały w ten sposób, aż do czasów sceptyków, cyników, epikurejczyków i stoików, ale co najważniejsze, do czasów wielkiego starcia pomiędzy mitraizmem a nową religią Pawła – chrześcijaństwem.

98:6.3 (1083.3) W trzecim wieku po Chrystusie Kościoły chrześcijańskie i mitraickie były bardzo podobne do siebie, zarówno w wyglądzie jak i w charakterze obrządku. Większość pomieszczeń dla praktyk religijnych znajdowała się pod ziemią, oba obrządki posiadały ołtarze, których dalszy plan w różny sposób obrazował cierpienia zbawiciela, tego, który przyniósł zbawienie przeklętej grzechem ludzkości.

98:6.4 (1083.4) Maczanie palców w wodzie święconej, przy wchodzeniu do świątyni, zawsze było zwyczajem czcicieli Mitry. A ponieważ w niektórych rejonach mieszkali ludzie, którzy w pewnym okresie należeli do obu religii, wprowadzili oni ten zwyczaj w większości Kościołów chrześcijańskich w okolicach Rzymu. Obie religie miały chrzest oraz sakrament chleba i wina. Wielką różnicą pomiędzy mitraizmem a chrześcijaństwem, oprócz postaci Mitry i Jezusa, było to, że jedna religia popierała militaryzm, podczas gdy druga była ultrapokojowa. Tolerancja mitraizmu wobec innych religii (za wyjątkiem późniejszego chrześcijaństwa) doprowadziła do jego ostatecznego zaniku. Jednak zasadniczym czynnikiem, który odegrał decydującą rolę w zmaganiach pomiędzy tymi dwoma religiami, było przyjęcie kobiet do pełnej wspólnoty w wierze chrześcijańskiej.

98:6.5 (1083.5) W końcu nominalna wiara chrześcijańska opanowała Zachód. Filozofia grecka dostarczyła idei wartości etycznych, mitraizm rytuału czczenia obrzędowego a samo chrześcijaństwo sposobów zachowywania wartości moralnych i społecznych.

7. Religia chrześcijańska

98:7.1 (1083.6) Syn Stwórca nie przyjął formy ciała śmiertelnego i nie obdarzył sobą ludzkości Urantii po to, aby ułagodzić gniewnego Boga, ale raczej po to, aby nakłonić całą ludzkość do uznania miłości Ojca i żeby uświadomić jej synostwo z Bogiem. W końcu nawet wielki orędownik doktryny odkupienia uświadamiał sobie co nieco z tej prawdy, ponieważ oświadczył, że „Bóg w Chrystusie świat ze sobą pojednał”.

98:7.2 (1084.1) Nie leży w zakresie tego przekazu omawianie początków religii chrześcijańskiej i jej rozpowszechniania. Wystarczy powiedzieć, że opiera się ona na osobie Jezusa z Nazaretu, na ludzkim wcieleniu Syna Michała z Nebadonu, którego na Urantii nazywano Chrystusem – namaszczonym. Chrześcijaństwo zostało rozpowszechnione na obszarze Bliskiego Wschodu i Zachodu przez wyznawców tego Galilejczyka, dzięki ich gorliwości misjonarskiej, dorównującej gorliwości ich poprzedników, setytów, salemitów i żarliwych nauczycieli buddyjskich, żyjących w Azji w tym samym czasie.

98:7.3 (1084.2) Religia chrześcijańska jako system wierzeń Urantian, powstała przez nałożenie się na siebie następujących nauk, wpływów, wierzeń, kultów i osobistych poglądów jednostek:

98:7.4 (1084.3) 1. Nauk Melchizedeka, które są zasadniczym składnikiem wszystkich religii Zachodu i Wschodu, jakie powstały w okresie ostatnich czterech tysięcy lat.

98:7.5 (1084.4) 2. Hebrajskiego systemu moralności, etyki i teologii oraz wiary zarówno w Opatrzność jak i w najwyższego Jahwe.

98:7.6 (1084.5) 3. Zoroastriańskiej koncepcji walki pomiędzy kosmicznym dobrem i złem, która już uprzednio wycisnęła swoje piętno zarówno na judaizmie jak i na mitraizmie. Dzięki długim kontaktom mitraizmu i chrześcijaństwa, w rezultacie ich walki ze sobą, doktryny irańskiego proroka stały się potężnym czynnikiem określającym teologiczną i filozoficzną formę oraz strukturę dogmatów, zasad i kosmologii zhellenizowanej i zlatynizowanej wersji nauk Jezusa.

98:7.7 (1084.6) 4. Kultów misteryjnych, zwłaszcza mitraizmu, ale także czczenia Wielkiej Matki w kulcie frygijskim. Nawet legendy o narodzinach Jezusa na Urantii zabarwione zostały rzymską wersją cudownych narodzin irańskiego zbawiciela-bohatera, Mitry, którego zjawienie się na Ziemi domniemanie oglądała tylko garść posiadających dar pasterzy, których aniołowie poinformowali o zbliżaniu się tego zdarzenia.

98:7.8 (1084.7) 5. Historycznego faktu ludzkiego życia Jeszuy ben Józefa, realności Jezusa z Nazaretu jako gloryfikowanego Chrystusa, Syna Bożego.

98:7.9 (1084.8) 6. Osobistych poglądów Pawła z Tarsu. Należy odnotować, że w latach młodzieńczych Pawła mitraizm był dominującą religią Tarsu. Paweł nawet nie przypuszczał, że jego listy, wysłane w dobrej wierze do nawróconych, pewnego dnia będą uznawane przez późniejszych chrześcijan za „słowo Boże”. Tacy nauczyciele o dobrych intencjach nie mogą być odpowiedzialni za to, jaki użytek zrobią z ich pism ich następcy.

98:7.10 (1084.9) 7. Filozoficznego systemu myślenia ludów hellenistycznych, od Aleksandrii i Antiochii, poprzez Grecję, do Syrakuz i Rzymu. Filozofia Greków bardziej współbrzmiała z wersją chrześcijaństwa Pawła niż z jakimkolwiek innym, aktualnym systemem religijnym i przyczyniła się w dużym stopniu do sukcesów chrześcijaństwa na Zachodzie. Filozofia grecka, w połączeniu z teologią Pawła, nadal stanowi podstawy etyki europejskiej.

98:7.11 (1084.10) Kiedy pierwotne nauki Jezusa przeniknęły na Zachód, stały się charakterystycznie zachodnie, a kiedy stały się zachodnie, zaczęły tracić swój potencjalnie uniwersalny urok dla wszystkich narodów i wszystkich ludzi. Dziś chrześcijaństwo stało się religią dobrze przystosowaną do zwyczajów społecznych, ekonomicznych i politycznych ras białych. Dawno przestało być religią Jezusa, chociaż nadal dzielnie obrazuje piękną religię o Jezusie tym ludziom, którzy szczerze pragną iść drogą jego nauk. Wywyższyło ono Jezusa jako Chrystusa, mesjanistycznego, namaszczonego od Boga, ale w znacznym stopniu zapomniało o osobistej ewangelii Mistrza, o Ojcostwie Boga i powszechnym braterstwie wszystkich ludzi.

98:7.12 (1085.1) Taka jest długa historia nauk Machiventy Melchizedeka na Urantii. Blisko cztery tysiące lat upływa od tego czasu, kiedy ten Syn od sytuacji krytycznych, przybywający z Nebadonu, obdarzył sobą Urantię i w tamtych czasach nauki „kapłana El Eljon, Najwyższego Boga”, przeniknęły do wszystkich ras i narodów. I Machiventa odniósł sukces, osiągnął cel swego niezwykłego obdarzenia; kiedy Michał miał się zjawić na Urantii, idea Boga istniała już w sercach mężczyzn i kobiet, ta sama idea Boga, która wciąż na nowo płonie w żywym doświadczeniu duchowym licznych dzieci Ojca Wszechświatowego, jak żyją swym ciekawym życiem doczesnym na obracających się w przestrzeni planetach.

98:7.13 (1085.2) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 99, Społeczne problemy religii

Księga Urantii

Przekaz 99

Społeczne problemy religii

99:0.1 (1086.1) RELIGIA wtedy dosięga szczytów swej służby społecznej, kiedy najmniej ma powiązań ze świeckimi instytucjami społeczeństwa. W czasach minionych, kiedy reformy społeczne ograniczały się głównie do dziedzin moralnych, religia nie musiała się dostosowywać do szerokich przemian systemów ekonomicznych i politycznych. Głównym problemem religii było dążenie do zastąpienia zła dobrem, w obrębie istniejącego porządku społecznego kultury politycznej i ekonomicznej. Religia miała zatem pośrednio dążyć do utrwalenia ustalonego porządku społecznego, miała pomagać w zachowaniu istniejącego typu cywilizacji.

99:0.2 (1086.2) Jednak religia nie powinna być bezpośrednio zainteresowana zarówno stwarzaniem nowego porządku społecznego jak i zachowaniem starego. Prawdziwa religia przeciwstawia się przemocy jako metodzie rozwoju społecznego, ale nie oponuje inteligentnym wysiłkom społeczeństwa, zmierzającym do adaptacji zwyczajów i przystosowania instytucji społecznych do nowych warunków ekonomicznych i nowych potrzeb kulturowych.

99:0.3 (1086.3) W wiekach minionych religia sporadycznie aprobowała reformy społeczne, ale w wieku dwudziestym konieczność zmusza religię do przystosowania się do szerokiej i nieustannej przebudowy społeczeństwa. Warunki życiowe zmieniają się tak szybko, że instytucjonalne przekształcenia muszą być znacznie przyspieszone, dlatego też religia musi odpowiednio szybciej przystosowywać się do tego nowego i wciąż zmiennego porządku społecznego.

1. Religia a przebudowa społeczna

99:1.1 (1086.4) Wynalazki mechaniczne i szerzenie się wiedzy przekształcają cywilizację; aby zapobiec katastrofie kulturowej konieczne są odpowiednie dopasowania ekonomiczne i zmiany społeczne. Ten nowy, nadchodzący porządek społeczny nie ustabilizuje się zadowalająco przez tysiąclecie. Gatunek ludzki musi się pogodzić z korowodem zmian, przystosowań i ponownych przystosowań. Ludzkość maszeruje w kierunku nowego, nie objawionego przeznaczenia planetarnego.

99:1.2 (1086.5) Religia musi stać się potężnym czynnikiem, oddziałującym na stabilizację moralną i rozwój duchowy, funkcjonując dynamicznie pośród tych wciąż zmiennych warunków i nigdy niekończących się dostosowań ekonomicznych.

99:1.3 (1086.6) Społeczeństwo Urantii w ogóle nie może się spodziewać osiągnięcia stabilizacji, tak jak w wiekach minionych. Statek społeczny wypłynął z bezpiecznych zatok ustalonych tradycji i rozpoczął rejs po szerokich morzach ewolucyjnego przeznaczenia, a dusza ludzka, jak nigdy dotąd w historii świata, musi uważnie prześledzić swe mapy moralności i starannie obserwować kompas przewodnictwa religijnego. W tych niebezpiecznych czasach, przechodzenia od jednego stadium cywilizacji do innego, z jednego poziomu kultury na inny, najwyższą misją religii jako czynnika społecznego, jest stabilizacja ideałów ludzkości.

99:1.4 (1087.1) Religia nie ma nowych obowiązków do spełnienia, ale jest pilnie wzywana do funkcjonowania jako światły przewodnik i doświadczony doradca we wszystkich tych nowych i gwałtownie zmieniających się sytuacjach ludzkich. Społeczeństwo staje się bardziej mechaniczne, bardziej spoiste, bardziej złożone i krytycznie współzależne. Religia musi działać i zapobiegać temu, aby te nowe i bliskie, wzajemne zależności, nie stawały się wsteczne czy nawet niszczące. Religia musi działać jako kosmiczna sól, która zapobiega zniszczeniu kulturowego posmaku cywilizacji przez fermenty postępu. Tylko dzięki działaniu religii, nowe zależności społeczne i przewroty ekonomiczne mogą przynieść wyniki w postaci trwałego braterstwa.

99:1.5 (1087.2) Humanitaryzm bez Boga, mówiąc po ludzku, jest szlachetnym gestem, ale prawdziwa religia jest jedyną siłą, która potrafi trwale wzmocnić reakcję jednej grupy społecznej na potrzeby i cierpienia innych grup. W przeszłości religia instytucjonalna mogła pozostać bierną, gdy wyższa warstwa społeczeństwa głuchła na cierpienia i ucisk bezbronnej warstwy niższej, jednak w dzisiejszych czasach te niższe klasy społeczne nie są już tak skrajnie nieświadome czy politycznie bezbronne.

99:1.6 (1087.3) Religii nie wolno się mieszać organicznie w świecką pracę rekonstrukcji społecznej i reorganizacji ekonomicznej. Jednak musi ona aktywnie dotrzymywać kroku wszelkiemu postępowi cywilizacji poprzez dokonanie konkretnych i energicznych, nowych przekształceń swych nakazów moralnych i przykazań duchowych swej rozwojowej filozofii ludzkiego życia i transcendentalnego trwania. Duch religii jest wieczny, ale forma jego wyrażania musi być odnowiona za każdym razem, kiedy korygowany jest słownik języka ludzkiego.

2. Słabość religii instytucjonalnej

99:2.1 (1087.4) Religia instytucjonalna nie może dostarczyć inspiracji i przewodnictwa w tej, nadchodzącej, ogólnoświatowej przebudowie społecznej i reorganizacji ekonomicznej dlatego, że stała się ona, niestety, mniej czy więcej organiczną częścią porządku społecznego i systemu ekonomicznego, który ma zostać przebudowany. Tylko prawdziwa religia osobistego doświadczenia duchowego może działać pożytecznie i kreatywnie w obecnym kryzysie cywilizacji.

99:2.2 (1087.5) Religia instytucjonalna znalazła się teraz w impasie błędnego koła. Nie może przebudować społeczeństwa, bez przebudowy najpierw samej siebie; a będąc z kolei tak bardzo integralną częścią ustalonego porządku, nie może przebudować siebie, dopóki społeczeństwo nie zostanie radykalnie przebudowane.

99:2.3 (1087.6) Ludzie religijni muszą działać w społeczeństwie, w gospodarce i polityce, jako jednostki, nie jako grupy, partie czy instytucje. Grupa religijna, która pozwala sobie podobnie funkcjonować, na uboczu działalności religijnej, natychmiast staje się partią polityczną, organizacją ekonomiczną czy instytucją społeczną. Zbiorowość religijna musi ograniczyć swe wysiłki do popierania spraw religijnych.

99:2.4 (1087.7) W zadaniach przebudowy społecznej ludzie religijni nie są lepsi niż niereligijni, za wyjątkiem tego, że ich religia przydaje im spotęgowanej kosmicznej dalekowzroczności i wyposaża ich w tę wyższą wiedzę społeczną, która się rodzi ze szczerego pragnienia kochania Boga ponad wszystko oraz kochania każdego człowieka jako brata w niebiańskim królestwie. Idealny porządek społeczny to taki, w którym każdy kocha swego bliźniego jak siebie samego.

99:2.5 (1087.8) W przeszłości mogło się wydawać, że instytucjonalny Kościół służy społeczeństwu, gloryfikując ustalony porządek polityczny i ekonomiczny, jednak musi on szybko zaprzestać tej działalności, jeżeli ma przetrwać. Jego jedyna, właściwa postawa polega na nauczaniu nie stosowania przemocy, na popieraniu doktryny pokojowej ewolucji w miejsce rewolucyjnej przemocy, na popieraniu pokoju na Ziemi i dobrej woli między ludźmi.

99:2.6 (1088.1) Współczesna religia ma trudności w dostosowaniu swej postawy do szybko zachodzących przeobrażeń społecznych, tylko dlatego, że pozwoliła sobie stać się tak gruntownie tradycjonalistyczną, zdogmatyzowaną i zinstytucjonalizowaną. Religii żywego doświadczenia nietrudno jest utrzymać się na przedzie wszystkich tych społecznych przekształceń i ekonomicznych przewrotów, pośród których zawsze działa jako stabilizator moralny, przewodnik społeczny i pilot duchowy. Prawdziwa religia przenosi z jednej epoki do drugiej wartościową kulturę oraz tę wiedzę, która zrodzona jest z doświadczenia poznawania Boga i dążenia do bycia jemu podobnym.

3. Religia a człowiek religijny

99:3.1 (1088.2) Wczesne chrześcijaństwo było zupełnie wolne od wszelkiego angażowania się w sprawy państwowe, zobowiązania społeczne i koligacje ekonomiczne. Dopiero późniejsze, zinstytucjonalizowane chrześcijaństwo stało się organiczną częścią struktury politycznej i społecznej cywilizacji Zachodu.

99:3.2 (1088.3) Królestwo nieba tak samo nie jest porządkiem społecznym jak i ekonomicznym; to jest wyłącznie duchowe braterstwo rozpoznających Boga jednostek. Faktycznie, takie braterstwo jest samo w sobie nowym i zadziwiającym fenomenem społecznym, któremu towarzyszą zdumiewające następstwa polityczne i ekonomiczne.

99:3.3 (1088.4) Człowiek religijny nie jest pozbawiony współczucia w obliczu cierpień społecznych, nie pozostaje niepomny na niesprawiedliwość w państwie, nie odwraca się od ekonomicznego myślenia ani nie pozostaje nieczuły na tyranię polityczną. Religia wpływa na przebudowę społeczną bezpośrednio, gdyż uduchowia i idealizuje pojedynczego obywatela. Pośrednio, na cywilizację kulturową wywiera wpływ postawa tych poszczególnych ludzi religijnych, kiedy stają się aktywnymi i wpływowymi członkami różnorodnych grup społecznych, moralnych, ekonomicznych i politycznych.

99:3.4 (1088.5) Osiągnięcie wysoko zaawansowanej cywilizacji kulturowej wymaga, po pierwsze, idealnego typu obywatela a potem idealnych i adekwatnych mechanizmów społecznych, w których tacy obywatele mogą kontrolować instytucje ekonomiczne i polityczne zaawansowanego społeczeństwa ludzkiego.

99:3.5 (1088.6) Kościół, ze względu na nadmierny, fałszywy sentyment długo pielęgnował upośledzonych i nieszczęśliwych, i to było dobre, ale ten sam sentyment prowadził do nierozsądnego zachowywania zdegenerowanych rasowo grup, które ogromnie opóźniły postęp cywilizacji.

99:3.6 (1088.7) Chociaż wielu indywidualnych reformatorów społecznych żarliwie odwraca się od religii instytucjonalnej, są oni mimo wszystko gorliwie religijni w propagowaniu swych reform społecznych. I tak się dzieje, że motywacja religijna, osobista i bardziej czy mniej nierozpoznana, odgrywa wielką rolę w dzisiejszym programie rekonstrukcji społecznej.

99:3.7 (1088.8) Wielką słabością całej tej nierozpoznanej i nieświadomej działalności religijnej jest to, że nie potrafi ona skorzystać z otwartej krytyki religijnej i tym samym wkroczyć na korzystne dla siebie poziomy autokorekty. Faktem jest, że religia się nie rozwija, jeżeli nie jest karcona przez konstruktywny krytycyzm, umacniana przez filozofię, klarowana przez naukę i odżywiana lojalną wspólnotą.

99:3.8 (1088.9) Zawsze istnieje wielkie niebezpieczeństwo, że religia zostanie wykrzywiona i zboczona w pogoni za fałszywymi celami, tak jak w czasie wojny każdy walczący naród prostytuuje swą religię w celu propagandy wojskowej. Pozbawiona miłości gorliwość zawsze jest szkodliwa dla religii, podczas gdy prześladowania zmieniają kierunek działania religii, która wtedy wkracza na pewne drogi socjologiczne czy teologiczne.

99:3.9 (1089.1) Religię można zachować niezależną od bezbożnych, świeckich przymierzy, tylko przez:

99:3.10 (1089.2) 1. Krytycznie korygującą filozofię.

99:3.11 (1089.3) 2. Uwolnienie od wszystkich koligacji społecznych, ekonomicznych i politycznych.

99:3.12 (1089.4) 3. Twórczą, pocieszającą i miłość krzewiącą wspólnotę.

99:3.13 (1089.5) 4. Stopniowe poszerzanie wnikliwości duchowej i uznawania wartości kosmicznych.

99:3.14 (1089.6) 5. Zapobieganie fanatyzmowi, dzięki zrównoważeniu, jakie niesie naukowe nastawienie umysłu.

99:3.15 (1089.7) Ludziom religijnym, jako grupie, nigdy nie wolno zajmować się niczym innym niż religią, chociaż pojedynczo każdy człowiek religijny, jako indywidualny obywatel, może zostać wybitnym przywódcą jakiegoś społecznego, ekonomicznego czy politycznego ruchu przebudowy.

99:3.16 (1089.8) W interesie religii jest tworzyć, podtrzymywać i inspirować taką kosmiczną lojalność u każdego obywatela, jaka go będzie wiodła do sukcesów w rozwoju wszystkich tych trudnych, lecz pożądanych służb społecznych.

4. Trudności okresu przejściowego

99:4.1 (1089.9) Prawdziwa religia niesie wizję ludzkiego braterstwa i sprawia, że człowiek religijny staje się społecznie atrakcyjny. Jednak formalizacja grup religijnych częstokroć niszczy te właśnie wartości, dla których lansowania grupa została zorganizowana. Ludzka przyjaźń i boska religia pomagają sobie wzajemnie i w znacznym stopniu oświecają człowieka, jeżeli jego rozwój w każdej z nich jest zrównoważony i zharmonizowany. Religia nadaje nowe znaczenie wszystkim związkom grupowym – rodzinom, szkołom i klubom. Przydaje nowych wartości zabawie i wywyższa wszelkie przejawy dobrego humoru.

99:4.2 (1089.10) Wnikliwość duchowa przeobraża kierowanie społeczeństwem; religia zapobiega utracie wizji prawdziwych celów we wszelkich ruchach społecznych. Religia, razem z dziećmi, jest wspaniałym czynnikiem jednoczącym życie rodzinne, pod warunkiem, że jest żywą i rozwijającą się wiarą. Nie można mieć życia rodzinnego bez dzieci; można je przeżyć bez religii, ale takie upośledzenie przysparza wielu problemów temu, intymnemu związkowi ludzkiemu. W wyniku dekadencji, powstałej na skutek przejścia od starych lojalności religijnych do wyłaniających się nowych znaczeń i wartości, w początkowych dekadach dwudziestego wieku życie rodzinne cierpi najbardziej, obok osobistego doświadczenia religijnego.

99:4.3 (1089.11) Prawdziwa religia jest pełnym treści sposobem dynamicznego życia, twarzą w twarz z powszednią rzeczywistością codzienności. Jeśli jednak religia ma stymulować indywidualny rozwój charakteru i pomagać w integracji osobowości, nie może być standaryzowaną. Jeśli ma stymulować ewaluację doświadczenia ludzkiego i pełnić rolę wartości pociągającej człowieka, nie może się poddawać stereotypom. Jeśli religia ma pomagać w osiąganiu najwyższych lojalności, nie może być sformalizowana.

99:4.4 (1089.12) Niezależnie od przewrotów, jakie mogą się wiązać ze społecznym i ekonomicznym rozwojem cywilizacji, religia jest autentyczna i wartościowa wtedy, kiedy pomaga jednostce przejść to doświadczenie, w którym panuje prawda, piękno i dobroć, gdyż to jest prawdziwa, duchowa koncepcja najwyższej rzeczywistości. A dzięki miłości i czczeniu religia nabiera znaczenia, jako braterstwo z człowiekiem i synostwo z Bogiem.

99:4.5 (1090.1) Raczej to, w co ktoś wierzy, niż to, co ktoś wie, determinuje zasady postępowania i dominuje w działaniu człowieka. Czysta, faktami poparta wiedza, wywiera bardzo mały wpływ na przeciętnego człowieka, jeśli nie zostanie ożywiona przez uczucia. Ożywienie przez religię jest jednak superuczuciowe, jednoczy całe ludzkie doświadczenie na poziomach transcendentalnych, dzięki kontaktowi z duchowymi energiami życia ludzkiego i poprzez wyzwolenie tych energii.

99:4.6 (1090.2) W psychologicznie niespokojnych czasach dwudziestego wieku, pośród przewrotów ekonomicznych, krzyżujących się prądów moralnych oraz burzliwych fal socjologicznych, powstałych z cyklonicznych przemian epoki naukowej, tysiące mężczyzn i kobiet uległo zwyczajnej dezorientacji; ludzie są niespokojni, nerwowi, pełni lęku, niepewni i niestabilni; potrzebują jak nigdy dotąd w historii świata pocieszenia i stabilizacji, jaką daje solidna religia. W obliczu osiągnięć naukowych i mechanicznego rozwoju bez precedensu, wciąż trwa stagnacja duchowa i chaos filozoficzny.

99:4.7 (1090.3) Nie ma niebezpieczeństwa, kiedy religia staje się coraz bardziej sprawą prywatną – doświadczeniem osobistym – pod tym warunkiem, że nie utraci ona swej motywacji dla bezinteresownej i oddanej służby społecznej. Religia ucierpiała na skutek wielu oddziaływań wtórnych: gwałtownego mieszania kultur, przeplatania wyznań, osłabiania autorytetu duchownych, zmian życia rodzinnego, razem z urbanizacją i mechanizacją.

99:4.8 (1090.4) Wielkie duchowe niebezpieczeństwo, jakie zagraża człowiekowi, polega na jego niekompletnym rozwoju, kłopotliwym położeniu nieukończonego wzrostu: na odwróceniu się od ewolucyjnej religii strachu bez natychmiastowego zrozumienia objawionej religii miłości. Nowoczesna nauka, zwłaszcza psychologia, osłabiła tylko te religie, które są w znacznym stopniu zależne od strachu, przesądów i emocji.

99:4.9 (1090.5) Dezorientacja zawsze towarzyszy zmianom i niewiele będzie spokoju w świecie religii, zanim się nie skończy wielka batalia pomiędzy trzema, wymienionymi poniżej, rywalizującymi ze sobą filozofiami religii:

99:4.10 (1090.6) 1. Uduchowionym wierzeniem (w opatrznościowe Bóstwo) wielu religii.

99:4.11 (1090.7) 2. Humanistycznym i idealistycznym wierzeniem wielu filozofii.

99:4.12 (1090.8) 3. Mechanistycznymi i naturalistycznymi koncepcjami wielu nauk.

99:4.13 (1090.9) Te trzy częściowe podejścia do rzeczywistości kosmosu muszę być w końcu zharmonizowane poprzez objawieniowe przedstawienie religii, filozofii i kosmologii, co obrazuje trójjedną egzystencję ducha, umysłu i energii, wychodzących od Rajskiej Trójcy oraz osiągających czasowo-przestrzenne zjednoczenie w Bóstwie Najwyższego.

5. Społeczne aspekty religii

99:5.1 (1090.10) Chociaż religia jest czysto osobistym doświadczeniem duchowym – poznaniem Boga jako Ojca a w następstwie tego doświadczenia, poznaniem człowieka jako brata – wymaga ona z kolei dostosowania swego „ja” do innych „ja”, a to już dotyczy społecznego czy grupowego aspektu życia religijnego. Religia jest w pierwszym rzędzie dostosowaniem wewnętrznym czy osobistym, dopiero później staje się sprawą służby społecznej czy dostosowania grupowego. Człowiek jest istotą towarzyską i ten fakt siłą rzeczy powoduje powstawanie grup religijnych. Co się dzieje z tymi grupami religijnymi, zależy w dużej mierze od ich inteligentnego kierownictwa. W prymitywnym społeczeństwie grupa religijna nie zawsze wyraźnie odróżnia się od grup ekonomicznych czy politycznych. Religia zawsze była czynnikiem utrwalającym obyczaje i stabilizującym społeczeństwo. I nadal jest to prawdą, pomimo, że wielu współczesnych socjalistów i humanistów naucza czegoś innego.

99:5.2 (1091.1) Pamiętajcie zawsze, że prawdziwa religia jest znajomością Boga jako waszego Ojca i człowieka jako waszego brata. Religia nie jest niewolniczym wierzeniem w groźbę kary, czy w magiczne obietnice mistycznych nagród w przyszłości.

99:5.3 (1091.2) Religia Jezusa jest najbardziej dynamicznym wpływem, jaki kiedykolwiek ożywiał gatunek ludzki. Jezus zburzył tradycję, zniszczył dogmaty i powołał ludzkość do realizacji jej najwyższych ideałów w czasie i wieczności – aby być doskonałym, nawet tak jak Ojciec w niebie jest doskonały.

99:5.4 (1091.3) Religia niewiele ma możliwości funkcjonowania, dopóki grupy religijne nie zostaną odseparowane od wszystkich innych grup, tworząc tym samym społeczne stowarzyszanie członków duchowego królestwa niebiańskiego.

99:5.5 (1091.4) Doktryna o zupełnej deprawacji człowieka zniszczyła większość możliwości religii, gdy idzie o wywoływanie tych reperkusji społecznych, które podnoszą na duchu i posiadają inspirujące wartości. Jezus usiłował przywrócić człowiekowi godność, kiedy głosił, że wszyscy ludzie są dziećmi Boga.

99:5.6 (1091.5) Jakiekolwiek wierzenie, które powoduje uduchowienie wierzącego, wywołuje również znaczne reperkusje w życiu społecznym takiego człowieka religijnego. Doświadczenie religijne niezawodnie rodzi „owoce ducha” w życiu codziennym śmiertelnika prowadzonego przez ducha.

99:5.7 (1091.6) Tak naturalnie, jak ludzie się dzielą swymi wierzeniami religijnymi, tworzą również swojego rodzaju grupy religijne, które w końcu obierają wspólne cele. Pewnego dnia ludzie religijni się spotkają i zaczną efektywnie współpracować, raczej na bazie jedności idei i celów, niż na bazie prób nawiązywania współpracy w oparciu o psychologiczne opinie i teologiczne wierzenia. Cele raczej niż doktryny, powinny jednoczyć ludzi religijnych. Ponieważ prawdziwa religia jest sprawą osobistego doświadczenia duchowego, nieuniknione jest, że każdy indywidualny człowiek religijny musi mieć swoje własne, osobiste zrozumienie realizacji tego doświadczenia duchowego. Niech określenie „wiara” odnosi się raczej do indywidualnej relacji do Boga, niż do formułowania doktryn określających to, na co pewna grupa śmiertelników może się zgodzić, jako na wspólną postawę religijną. „Masz wiarę? Miejże ją sam dla siebie.”

99:5.8 (1091.7) To, że wiara zajmuje się tylko pojmowaniem wartości idealnych, ukazuje definicja z Nowego Testamentu, która mówi, że wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy i dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.

99:5.9 (1091.8) Człowiek prymitywny niewiele dbał o nazywanie słowami swoich przekonań religijnych. Jego religia była raczej wytańczona niż wymyślona. Człowiek współczesny wymyślił wiele doktryn i stworzył wiele analiz wiary religijnej. W przyszłości ludzie religijni muszą żyć swą religią, poświęcić się szczerej służbie na rzecz braterstwa ludzkości. Najwyższy już czas, aby człowiek posiadł doświadczenie religijne tak osobiste i tak wysublimowane, aby mogło być ono realizowane i wyrażane tylko przez „doznania zbyt głębokie dla wypowiedzenia słowami”.

99:5.10 (1091.9) Jezus nie wymagał od swych wyznawców, aby się okresowo zbierali i recytowali słowne formuły, określające ich wspólne wierzenia. Zarządził jedynie, że powinni się zbierać, aby faktycznie coś robić – wziąć udział we wspólnej wieczerzy na pamiątkę jego obdarzającego życia na Urantii.

99:5.11 (1091.10) Jaki wielki błąd robią chrześcijanie, gdy prezentując Chrystusa jako najwyższy ideał duchowego przywództwa, ośmielają się żądać od świadomych Boga mężczyzn i kobiet, aby negowali historyczne przywództwo rozpoznających Boga ludzi, którzy przyczynili się właśnie do ich narodowego czy rasowego oświecenia w epokach minionych.

6. Religia instytucjonalna

99:6.1 (1092.1) Sekciarstwo jest chorobą religii instytucjonalnej a dogmatyzm jest zniewoleniem duchowej natury człowieka. Jest znacznie lepiej mieć religię bez Kościoła niż Kościół bez religii. Zamieszanie religijne dwudziestego wieku, samo w sobie, nie świadczy o dekadencji duchowej. Dezorientacja poprzedza zarówno rozwój jak i upadek.

99:6.2 (1092.2) Uspołecznienie religii ma swój konkretny cel. Celem grupowych działań religijnych jest przydawanie widowiskowości lojalnościom religijnym; rozwijanie przyciągających człowieka własności prawdy, piękna i dobroci; ożywianie atrakcyjności najwyższych wartości; poszerzanie zakresu bezinteresownej służby dla wspólnoty; gloryfikowanie potencjałów życia rodzinnego; lansowanie edukacji religijnej; dawanie rozumnych rad i duchowego przewodnictwa oraz zachęcanie do grupowego nabożeństwa. I wszystkie żywe religie zachęcają do przyjaźni pomiędzy ludźmi, utrwalają moralność, pomagają we wzajemnej opiece i ułatwiają szerzenie się istotnej, świętej prawdy swych indywidualnych posłannictw wiecznego zbawienia.

99:6.3 (1092.3) Jednak, gdy religia zostaje zinstytucjonalizowana, jej siła czynienia dobra jest uszczuplona, podczas gdy możliwości czynienia zła są znacznie pomnożone. Niebezpieczeństwa religii sformalizowanej są następujące: utrwalenie wierzeń i krystalizacja zapatrywań; akumulacja nabytych praw, razem ze wzrostem zeświecczenia; tendencja do standaryzacji i skostnienia prawdy; odwracanie religii od służby Bogu do służby Kościołowi; inklinacja przywódców do stawania się administratorami zamiast duszpasterzami; tendencja do formowania sekt i konkurencyjnych odłamów; zaprowadzenie despotycznej władzy kościelnej; stwarzanie arystokratycznej postawy „ludzi wybranych”; popieranie fałszywych i przesadzonych idei świętości; rutynizowanie religii i petryfikacja nabożeństwa; tendencja do czczenia przeszłości przy ignorowaniu wymagań współczesnych; zaniedbanie czynienia aktualnych interpretacji religii; zaangażowanie się w funkcje instytucji świeckich. Taka religia tworzy zło, polegające na powstawaniu uprzywilejowanych kast religijnych; staje się ona nietolerancyjnym sędzią ortodoksji; zawodzi w dotrzymywaniu kroku zainteresowaniom przedsiębiorczej młodzieży i stopniowo traci zbawcze posłanie świętej prawdy wiecznego zbawienia.

99:6.4 (1092.4) Formalna religia ogranicza ludzi w ich osobistych inicjatywach duchowych, zamiast ich uwolnić do podniosłej służby twórców królestwa.

7. Zasługi religii

99:7.1 (1092.5) Chociaż Kościoły i wszystkie inne grupy religijne powinny trzymać się z dala od wszelkich funkcji świeckich, równocześnie religia nie powinna robić nic w celu krępowania czy opóźniania społecznej koordynacji instytucji ludzkich. Życie wciąż musi się rozwijać w pełni swej treści; człowiek musi iść naprzód doskonaląc filozofię i wyjaśniając religię.

99:7.2 (1092.6) Nauki polityczne muszą wpływać na przebudowę ekonomii i gospodarki metodami zapożyczonymi od nauk społecznych, jak również dzięki wizjom i motywacjom dostarczanym przez życie religijne. W całej przebudowie społecznej, religia dostarcza stabilizującej lojalności dla transcendentalnego celu, osadzonego poza i ponad celem bezpośrednim i doczesnym. Pośród dezorientacji gwałtownie zmieniającego się otoczenia, człowiek śmiertelny potrzebuje tego pożywienia, jakie mu daje rozległa, kosmiczna perspektywa.

99:7.3 (1093.1) Religia inspiruje człowieka do życia na Ziemi odważnie i radośnie; łączy cierpliwość z pasją, wnikliwość z gorliwością, współczucie z siłą oraz ideały z energią.

99:7.4 (1093.2) Człowiek nigdy nie może mądrze rozsądzić kwestii doczesnych, czy przewyższyć samolubności interesów osobistych, chyba, że obmyśla w obecności wszechwładzy Bożej i porównuje z rzeczywistościami Boskich znaczeń i duchowych wartości.

99:7.5 (1093.3) Ekonomiczna zależność wzajemna oraz społeczne powiązania doprowadzą w końcu do braterstwa. Człowiek jest z natury marzycielem, ale nauka go tak otrzeźwia, że religia może go teraz zaktywizować, przy znacznie mniejszym niebezpieczeństwie wytrącenia reakcji fanatycznych. Uwarunkowania ekonomiczne wiążą człowieka z rzeczywistością a osobiste doświadczenie religijne stawia tego samego człowieka twarzą w twarz z wiecznymi rzeczywistościami wciąż poszerzającego się i rozwijającego się obywatelstwa kosmicznego.

99:7.6 (1093.4) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 100, Religia w doświadczeniu ludzkim

Księga Urantii

Przekaz 100

Religia w doświadczeniu ludzkim

100:0.1 (1094.1) DOŚWIADCZANIE dynamicznego życia religijnego przekształca przeciętną jednostkę w osobowość posiadającą siłę idealistyczną. Religia służy rozwojowi wszystkich ludzi, dzięki popieraniu postępu każdej jednostki, a do postępu każdej jednostki przyczyniają się osiągnięcia wszystkich.

100:0.2 (1094.2) Rozwój duchowy jest stymulowany wzajemnie przez bliskie związki z innymi ludźmi religijnymi. Miłość dostarcza gleby dla rozwoju religijnego – obiektywnego dążenia zamiast subiektywnego zadowolenia – a jednak niesie najwyższe subiektywne zadowolenie. Religia uszlachetnia zwyczajny mozół codziennego życia.

1. Rozwój religijny

100:1.1 (1094.3) Religia powoduje rozwój znaczeń i umocnienie wartości, gdy jednak do poziomów absolutów wywyższane są czysto osobiste wartościowania, rezultatem zawsze jest zło. Dziecko ocenia doświadczenie odpowiednio do przyjemności, jaką mu ono daje; dorosłość jest proporcjonalna do zastępowania osobistych przyjemności wyższymi znaczeniami, nawet wiernością wobec najwyższych koncepcji w zróżnicowanych sytuacjach życiowych i relacjach kosmicznych.

100:1.2 (1094.4) Niektórzy ludzie nie mają czasu się rozwijać i dlatego grozi im wielkie niebezpieczeństwo zastoju duchowego. Należy stworzyć warunki do rozwoju znaczeń w różnych epokach, w kolejnych kulturach oraz w przejściowych stadiach idącej naprzód cywilizacji. Głównymi czynnikami opóźniającymi rozwój są uprzedzenia i ignorancja.

100:1.3 (1094.5) Dajcie każdemu rozwijającemu się dziecku szansę kształtowania jego własnego doświadczenia religijnego; nie narzucajcie mu gotowego doświadczenia dorosłych. Pamiętajcie, że postępy, rok za rokiem w ustalonym porządku edukacyjnym, nie muszą koniecznie oznaczać postępu intelektualnego, jeszcze mniej rozwoju duchowego. Poszerzenie słownictwa nie oznacza kształtowania charakteru. Wzrostu naprawdę nie określają same jego wytwory, ale raczej progres. Wzbogacanie ideałów, coraz większe docenianie wartości, nowe znaczenia wartości i silniejsza lojalność wobec najwyższych wartości są wskaźnikami prawdziwego rozwoju edukacyjnego.

100:1.4 (1094.6) Trwały wpływ na dzieci wywierają tylko lojalności tych dorosłych, którzy im towarzyszą; zasady czy nawet przykład nie wywierają trwałego wpływu. Lojalni ludzie są ludźmi rozwijającymi się a rozwój jest rzeczywistością wywierającą wpływ i inspirującą. Żyj lojalnie dzisiaj – rozwijaj się – a jutro samo przyjdzie. Dla kijanki, najszybszy sposób, żeby stać się żabą, jest żyć lojalnie, w każdej chwili, jako kijanka.

100:1.5 (1094.7) Gleba niezbędna do religijnego rozwoju z góry zakłada istnienie rozwojowego życia samorealizacji, koordynację naturalnych tendencji, przejawianie ciekawości i doznawanie radości z sensownej przygody, doświadczanie uczuć zadowolenia, funkcjonowanie strachu stymulującego uwagę i świadomość, pociąg do niezwykłości oraz normalną świadomość małości i pokory. Rozwój opiera się także na odkrywaniu własnej indywidualności wraz z samokrytycyzmem – sumieniem, jako że sumienie jest prawdziwie krytycyzmem samego siebie, dokonywanym w oparciu o własne wartości-zwyczaje, osobiste ideały.

100:1.6 (1095.1) Zdrowie fizyczne, odziedziczony temperament i środowisko społeczne wywierają znaczny wpływ na doświadczanie religijne. Jednak takie doczesne warunki nie ograniczają wewnętrznego, duchowego rozwoju duszy, poświęcającej się czynieniu woli Ojca w niebie. Wszyscy normalni śmiertelnicy posiadają pewne naturalne dążenia do rozwoju i samorealizacji, które funkcjonują, jeśli nie są specyficznie hamowane. Niezawodną metodą ożywienia tego czynnika składowego potencjału rozwoju duchowego jest zachowywanie postawy szczerego poświęcenia się najwyższym wartościom.

100:1.7 (1095.2) Religia nie może być nadana, otrzymana, pożyczona, wyuczona czy stracona. Jest osobistym doświadczeniem, które rozwija się proporcjonalnie do coraz intensywniejszego poszukiwania ostatecznych wartości. Zatem kosmiczny rozwój towarzyszy gromadzeniu znaczeń i coraz intensywniejszemu wywyższaniu wartości. Jednak szlachetność jako taka, zawsze rozwija się nieświadomie.

100:1.8 (1095.3) Religijne nawyki myślenia i działania mają wpływ na strukturę rozwoju duchowego. U każdego mogą wystąpić skłonności religijne, wywołujące przychylne reakcje na bodźce duchowe, rodzaj duchowego odruchu warunkowego. Zwyczaje, które sprzyjają rozwojowi religijnemu obejmują kultywowaną wrażliwość na boskie wartości, akceptację życia religijnego u innych, refleksyjną medytację nad kosmicznymi znaczeniami, czci pełne rozwiązywanie problemów, dzielenie się swoim życiem duchowym ze współbraćmi, unikanie samolubstwa, nie nadużywanie Boskiego miłosierdzia i życie tak, jak by się żyło w obecności Boga. Czynniki rozwoju religijnego mogą być intencjonalne, jednak sam rozwój jest nieodmiennie nieświadomy.

100:1.9 (1095.4) Nieświadomy charakter rozwoju religijnego nie oznacza wszakże, że jest to proces odbywający się w podświadomych domenach intelektu ludzkiego; oznacza to raczej twórcze działania na nadświadomych poziomach śmiertelnego umysłu. Fakt uświadomienia sobie rzeczywistości nieświadomego rozwoju religijnego jest wystarczającym dowodem istnienia nadświadomości i jej funkcjonowania.

2. Rozwój duchowy

100:2.1 (1095.5) Postęp w dziedzinie duchowej zależy, po pierwsze, od utrzymywania żywych, duchowych związków z prawdziwymi siłami duchowymi, a po drugie, od ciągłego wydawania owoców ducha – służenia bliźniemu tym, co się dostało od duchowych benefaktorów. Postęp duchowy polega na intelektualnym uznaniu ubóstwa duchowego, w połączeniu ze świadomością głodu doskonałości, z pragnieniem poznania Boga i stania się jemu podobnym, ze szczerym zamiarem czynienia woli Ojca w niebie.

100:2.2 (1095.6) Rozwój duchowy jest, po pierwsze, rozbudzeniem do potrzeb, następnie dostrzeżeniem znaczeń a potem odkryciem wartości. Dowód na istnienie prawdziwego postępu duchowego polega na ukazaniu ludzkiej osobowości jako motywowanej miłością, aktywizowanej bezinteresowną służbą i zdominowanej przez szczere czczenie doskonałych ideałów boskości. I takie, całościowe doświadczenie, stanowi rzeczywistość religii, w przeciwieństwie do wierzenia wyłącznie teologicznego.

100:2.3 (1095.7) Religia może rozwinąć się do takiego poziomu doświadczania, na którym się stanie oświeconym i rozumnym sposobem duchowej reakcji na wszechświat. Tak gloryfikowana religia może działać na trzech poziomach osobowości człowieka: intelektualnym, morontialnym i duchowym; w umyśle, w rozwijającej się duszy i razem z zamieszkującym człowieka duchem.

100:2.4 (1096.1) Duchowość od razu staje się wskaźnikiem czyjejś bliskości Boga i miarą czyjejś użyteczności dla bratnich istot. Duchowość poszerza zdolność odkrywania piękna w rzeczach, rozpoznawania prawdy w znaczeniach i odkrywania dobra w wartościach. O rozwoju duchowym decyduje zdolność do takiego rozwoju a jest on wprost proporcjonalny do eliminacji samolubnych wartości miłości.

100:2.5 (1096.2) Aktualny status duchowy jest miarą dosięgania Bóstwa, zgrania się z Dostrajaczem. Dojście do ostateczności duchowości jest równoważne z osiągnięciem maksimum rzeczywistości, maksimum podobieństwa do Boga. Życie wieczne jest niekończącym się poszukiwaniem wartości nieskończonych.

100:2.6 (1096.3) Cel ludzkiej samorealizacji powinien być duchowy, nie materialny. Jedyne rzeczywistości, do których warto dążyć, to rzeczywistości Boskie, duchowe i wieczne. Człowiek śmiertelny ma prawo korzystać z przyjemności materialnych i zadowalać ludzkie pragnienia; lojalności wobec związków ludzkich i instytucji doczesnych są dlań pożyteczne; ale to nie są wieczne fundamenty, na których można budować nieśmiertelną osobowość, taką, która ma górować nad przestrzenią, przezwyciężać czas, osiągać wieczne przeznaczenie boskiej doskonałości i służbę finalisty.

100:2.7 (1096.4) Jezus był przykładem głębokiej pewności śmiertelnika, rozpoznającego Boga, kiedy powiedział: „Dla rozpoznającego Boga, wierzącego królestwa, cóż znaczy, jeśli runą wszystkie ziemskie rzeczy?”. Doczesne bezpieczeństwo jest nietrwałe, ale duchowe zabezpieczenia są niewzruszone. Kiedy powodziowe przypływy ludzkiej nieprzyjaźni, samolubstwa, okrucieństwa, nienawiści, złośliwości i zazdrości dobijają nieomal duszę ludzką, możecie znaleźć oparcie w tej pewności, że istnieje pewien wewnętrzny bastion, cytadela ducha, która jest absolutnie nie do zdobycia; odnosi się to przynajmniej do każdej ludzkiej istoty, która oddała swą duszę pod opiekę zamieszkującego ją ducha wiecznego Boga.

100:2.8 (1096.5) Po takim sukcesie duchowym, czy to uzyskanym przez stopniowy rozwój, czy podczas specyficznego kryzysu, pojawia się nowe ukierunkowanie osobowości, jak również kształtują się nowe standardy wartości. Takie zrodzone z ducha jednostki zmieniają tak dalece swą motywację życiową, że mogą zachować spokój nawet wtedy, kiedy przepada to, czego bardzo pragnęły i kiedy zawodzą ich najgłębsze nadzieje; wiedzą dobrze, że takie katastrofy są tylko kataklizmami ukierunkowującymi, które niszczą czyjeś doczesne wytwory, w przygotowaniu do budowy bardziej szlachetnych i trwałych rzeczywistości na nowym i bardziej wysublimowanym poziomie wszechświatowych sukcesów.

3. Koncepcje najwyższych wartości

100:3.1 (1096.6) Religia nie jest metodą osiągania spoczynkowego, błogiego spokoju umysłu; jest impulsem organizującym duszę do dynamicznej służby. Werbuje ona całość osobowości do lojalnej służby, kochania Boga i służenia człowiekowi. Religia płaci każdą cenę wymaganą do osiągnięcia najwyższego celu – wiecznej nagrody. W religijnej lojalności jest uświęcona pełnia, która jest niezmiernie wzniosła. I takie lojalności są efektywne społecznie i rozwojowe duchowo.

100:3.2 (1096.7) Dla człowieka religijnego słowo Bóg staje się symbolem, oznaczającym zbliżanie się do najwyższej rzeczywistości i akceptację boskich wartości. Ludzkie upodobania i awersje nie decydują o tym, co jest dobre a co złe; wartości moralne nie powstają ze spełnienia życzeń czy emocjonalnych frustracji.

100:3.3 (1096.8) Rozważając wartości, musicie rozróżniać pomiędzy tym, co jest wartością, a tym, co ma wartość. Musicie rozpoznawać związki pomiędzy przyjemnymi zajęciami a ich pełną treści integracją i bogatszą realizacją na rozwojowych, coraz wyższych poziomach doświadczenia ludzkiego.

100:3.4 (1097.1) Znaczenie jest tym, co doświadczenie dodaje do wartości; jest świadomym docenianiem wartości. Odosobniona i czysto samolubna przyjemność może oznaczać praktyczną dewaluację znaczeń, nic nieznaczące zadowolenie, graniczące ze względnym złem. Wartości są empiryczne, kiedy rzeczywistości mają znaczenie i są ze sobą rozumowo związane, kiedy taki związek jest uznawany i doceniany przez umysł.

100:3.5 (1097.2) Wartości nigdy nie mogą być statyczne; rzeczywistość oznacza zmianę, rozwój. Zmiana bez rozwoju, bez poszerzania znaczeń i wywyższenia wartości, jest bezwartościowa – jest potencjalnym złem. Im wyższa jakość kosmicznej adaptacji, tym więcej znaczenia posiada każde doświadczenie. Wartości nie są pojęciowymi iluzjami; są rzeczywiste, ale zawsze opierają się na fakcie związków wzajemnych. Wartości zawsze są zarówno aktualne jak i potencjalne – nie to, co było, ale to, co jest i będzie.

100:3.6 (1097.3) Powiązanie aktualności i potencjalności równa się rozwojowi, empirycznemu uświadomieniu sobie wartości. Ale rozwój nie tylko jest postępem. Postęp zawsze jest pełen znaczeń, ale jest względnie bezwartościowy bez rozwoju. Najwyższa wartość życia ludzkiego polega na rozwoju wartości, postępie w znaczeniach i uświadomieniu sobie kosmicznych związków wzajemnych obu tych doświadczeń. I takie doświadczenie jest równoznaczne z uświadomieniem sobie Boga. Śmiertelnik, który tego doznaje, podczas gdy nie jest nadnaturalny, naprawdę staje się nadludzki; wykształca się w nim nieśmiertelna dusza.

100:3.7 (1097.4) Człowiek nie może zapoczątkować rozwoju, ale może dostarczyć sprzyjających ku niemu warunków. Rozwój zawsze jest nieświadomy, czy to fizyczny, czy intelektualny, czy też duchowy. W ten sposób rozwija się miłość; nie można jej stworzyć, wytworzyć czy kupić, musi się rozwijać. Ewolucja jest kosmiczną metodą rozwoju. Rozwoju społecznego nie można zapewnić ustawodawstwem a rozwoju moralnego nie można mieć dzięki udoskonalonej administracji. Człowiek może zbudować maszynę, ale prawdziwa jej wartość musi być wyprowadzona z ludzkiej kultury i z osobistego oszacowania. Jedynym wkładem człowieka w rozwój jest aktywizacja pełnej mocy jego osobowości – żywej wiary.

4. Problemy rozwoju

100:4.1 (1097.5) Życie religijne jest życiem poświęconym a życie poświęcone jest życiem twórczym, oryginalnym i spontanicznym. Nowe wizje religijne powstają z konfliktów, które zapoczątkowują wybór nowych i lepszych zwyczajów reagowania, zamiast starszych i gorszych form reakcji. Nowe znaczenia wyłaniają się tylko w trakcie konfliktu; konflikt trwa tylko w obliczu odmowy przyjęcia wyższych wartości, zawartych w wyższych znaczeniach.

100:4.2 (1097.6) Dylematy religijne są nieuniknione; nie może być rozwoju bez konfliktu psychicznego i niepokoju duchowego. Organizowanie filozoficznych standardów życia powoduje znaczne poruszenie w filozoficznych domenach umysłu. Lojalności wobec tego, co wielkie, dobre, prawdziwe i szlachetne, nie pojawiają się bez walki. Wyklarowaniu wizji duchowej i poszerzeniu kosmicznej wnikliwości towarzyszy wysiłek. Intelekt ludzki protestuje przeciw odłączeniu go od pokarmu nieduchowych energii doczesnej egzystencji. Leniwy, zwierzęcy umysł, buntuje się przeciw wysiłkom, potrzebnym do zmagania się z kosmicznym rozwiązywaniem problemów.

100:4.3 (1097.7) Wielkim problemem życia religijnego jest zjednoczenie osobowościowych mocy duszy przez dominację miłości. Zdrowie, wydajność umysłowa i szczęście, powstają wskutek zjednoczenia systemów fizycznych, systemów umysłowych i systemów duchowych. Człowiek wie dużo o sprawach zdrowia i rozsądku, ale na temat szczęścia doprawdy uświadamia sobie niewiele. Najwyższe szczęście jest nierozerwalnie związane z rozwojem duchowym. Rozwój duchowy przynosi trwałą radość – pokój, który przewyższa wszelkie pojmowanie.

100:4.4 (1098.1) W życiu materialnym zmysły mówią o istnieniu rzeczy, umysł odkrywa rzeczywistość znaczeń, ale doświadczenie duchowe odkrywa jednostce prawdziwe wartości życia. Te wysokie poziomy życia ludzkiego osiąga się w najwyższej miłości do Boga i w bezinteresownej miłości do człowieka. Jeśli kochacie waszych ludzkich braci, musieliście odkryć ich wartości. Jezus kochał ludzi tak bardzo, gdyż wysoko cenił ich wartości. Wartości u waszych towarzyszy najlepiej możecie odkryć wtedy, gdy odkrywacie ich motywacje. Jeśli ktoś was drażni, jeśli was razi, powinniście wyrozumiale próbować dostrzec jego punkt widzenia, jego powody tak nieprzyjemnego postępowania. Gdy raz zrozumiecie waszego bliźniego, staniecie się tolerancyjni i ta tolerancja będzie rozwijać się w przyjaźń i dojrzeje w miłości.

100:4.5 (1098.2) Zobaczcie oczyma wyobraźni jednego z waszych prymitywnych przodków, z czasów jaskiniowych – niskiego, niekształtnego, brudnego, warczącego, niezgrabnego człowieka, stojącego na rozstawionych nogach z podniesioną pałką, dyszącego nienawiścią i złością, patrzącego dziko tuż przed siebie. Taki widok raczej nie oddaje boskiego dostojeństwa człowieka. Ale pozwólcie nam powiększyć obraz. Przed tym oto zagniewanym człowiekiem przykucnął tygrys szablastozębny. Za nim kobieta i dwoje dzieci. Natychmiast uznacie, że obraz ten mówi wiele o początkach większości tych cech, które są wspaniałe i szlachetne w gatunku ludzkim, ale na obu obrazkach jest ten sam człowiek. Na drugim rzucie poszerzono wam tylko horyzont. Widzicie tam motywacje tego, rozwijającego się człowieka. Jego postawa staje się chwalebna, ponieważ go rozumiecie. Gdybyście tylko mogli lepiej pojąć motywy waszych towarzyszy, o ile łatwiej byłoby wam ich zrozumieć. Gdybyście tylko mogli poznać waszych współbraci, w końcu byście ich pokochali.

100:4.6 (1098.3) Nie możecie szczerze kochać waszych współbraci w wyniku zwykłego aktu woli. Miłość rodzi się tylko z gruntownego zrozumienia motywów i poglądów waszych bliźnich. Nie jest tak ważne, aby kochać dziś wszystkich ludzi, jak to, aby każdego dnia nauczyć się kochać jedną więcej istotę ludzką. Jeśli każdego dnia albo każdego tygodnia uda wam się zrozumieć jeszcze jednego z waszych bliźnich i jeśli jest to limit waszych możliwości, na pewno uspołeczniacie i prawdziwie uduchowiacie waszą osobowość. Miłość jest zaraźliwa, a kiedy ludzkie poświęcenie jest inteligentne i mądre, miłość jest bardziej ujmująca niż nienawiść. Jednak tylko prawdziwa i bezinteresowna miłość jest prawdziwie zakaźna. Gdyby tylko każdy śmiertelnik mógł stać się zogniskowaniem dynamicznego uczucia, ten łagodny wirus miłości mógłby wkrótce przeniknąć do uczuciowego strumienia emocji ludzkich w takim stopniu, że cała cywilizacja byłaby otoczona miłością i to byłoby urzeczywistnienie braterstwa ludzkości.

5. Nawrócenie i mistycyzm

100:5.1 (1098.4) Świat przepełniony jest zagubionymi duszami, nie zagubionymi w sensie teologicznym, ale zagubionymi w znaczeniu kierunkowym, snującymi się, pogrążonymi w dezorientacji, pośród -izmów i kultów sfrustrowanej ery filozoficznej. Zbyt mało ludzi się nauczyło, jak zastąpić autorytet religijny filozofią życia. (Nie można gardzić symbolami uspołecznionej religii, jako kanałami rozwoju, chociaż koryto rzeki nie jest rzeką).

100:5.2 (1098.5) Postęp w rozwoju religijnym prowadzi od stagnacji, poprzez konflikt do koordynacji, od niepewności do wiary bez cienia wątpliwości, od zdezorientowanej kosmicznej świadomości do zjednoczenia osobowości, od zadań doczesnych do wiecznych, od niewoli strachu do wolności w Boskim synostwie.

100:5.3 (1099.1) Należy wyjaśnić, że wyznanie wierności najwyższym ideałom – psychiczna, uczuciowa i duchowa świadomość poznania Boga – mogą być wynikiem naturalnego i stopniowego rozwoju, albo czasami są doświadczane w pewnych chwilach krytycznych, takich jak kryzys. Apostoł Paweł doznał takiego właśnie nagłego i efektownego nawrócenia, owego pamiętnego dnia na drodze do Damaszku. Gautama Siddhartha miał podobne doświadczenie tej nocy, gdy siedział samotnie i usiłował zgłębić tajemnicę ostatecznej prawdy. Wielu innych miało podobne doświadczenia a wielu prawdziwie wierzących rozwinęło się duchowo bez gwałtownego nawrócenia.

100:5.4 (1099.2) Większość efektownych zjawisk, związanych z tak zwanym religijnym nawróceniem, jest wyłącznie psychologicznej natury, ale tak teraz jak i dawniej zdarzały się przeżycia, których pochodzenie jest także duchowe. Kiedy aktywizacja psychiczna jest zupełna na każdym poziomie psychicznego dosięgania duchowości, kiedy istnieje doskonałość ludzkiej motywacji i lojalność wobec Boskiej idei, wtedy bardzo często się zdarza, że zamieszkujący człowieka duch nagle sięgnie w dół, aby się skoordynować ze skoncentrowanym i uświęconym celem nadświadomego umysłu wierzącego człowieka. I to jest właśnie doświadczanie skonsolidowanego zjawiska intelektualnego i duchowego, które stanowi nawrócenie a składa się ono z czynników istniejących powyżej i ponad czysto psychologicznym zaangażowaniem.

100:5.5 (1099.3) Jednak samo tylko uczucie jest nawróceniem fałszywym; człowiek musi mieć zarówno wiarę jak i uczucie. Tak dalece, jak aktywizacja psychiczna jest częściowa i tak dalece, jak motywacja lojalności ludzkiej jest niekompletna, w takim stopniu doświadczenie nawrócenia będzie rzeczywistością mieszaną – intelektualną, uczuciową i duchową.

100:5.6 (1099.4) Jeśli ktokolwiek jest skłonny uznać istnienie teoretycznego umysłu podświadomego jako praktycznej hipotezy roboczej w ujednoliconym skądinąd życiu intelektualnym, wtedy, aby być konsekwentnym, powinno się postulować podobną i odpowiadającą jej domenę zaawansowanego działania intelektualnego, jako poziom nadświadomy, strefę bezpośredniego kontaktu z zamieszkującym człowieka bytem duchowym – Dostrajaczem Myśli. Wielkie niebezpieczeństwo wszelkich takich psychologicznych spekulacji polega na tym, że wizje oraz inne tak zwane doświadczenia mistyczne, wraz z niezwykłymi snami, mogą być uznawane za kontakty nieba z umysłem ludzkim. W przeszłości niebiańskie istoty objawiały się pewnym, rozpoznającym Boga osobom, nie z powodu ich mistycznych transów czy chorobliwych wizji, ale wbrew wszelkim takim fenomenom.

100:5.7 (1099.5) W przeciwieństwie do szukania nawrócenia, najlepsze zbliżenie do morontialnych sfer ewentualnego kontaktu z Dostrajaczem Myśli może nastąpić poprzez żywą wiarę i szczerą służbę, przez z głębi serca płynącą i bezinteresowną modlitwę. Ogólnie biorąc, zbyt wiele wtargnięć wspomnień z nieświadomych poziomów ludzkiego umysłu mylone było z boskim objawieniem i duchowym przewodnictwem.

100:5.8 (1099.6) Istnieje wielkie niebezpieczeństwo związane z notorycznym praktykowaniem marzeń religijnych; mistycyzm może stać się metodą ucieczki od rzeczywistości, chociaż czasami bywa środkiem prawdziwej komunii duchowej. Krótkie okresy ucieczki od burzliwych scen życia nie muszą być zbyt niebezpieczne, ale przedłużająca się izolacja osobowości jest wyjątkowo niepożądana. Podobne do transu stany wizjonerskiej świadomości w żadnym wypadku nie powinny być kultywowane jako doświadczenie religijne.

100:5.9 (1099.7) Cechy charakterystyczne stanu mistycznego to rozpraszanie świadomości, z jaskrawymi wyspami skoncentrowanej uwagi funkcjonującymi we względnie biernym intelekcie. Wszystko to sprawia, że świadomość ciąży raczej ku podświadomości niż w kierunku sfery kontaktu duchowego – nadświadomości. Wielu mistyków doprowadziło swą mentalną dysocjację do poziomu anormalnych przejawów umysłu.

100:5.10 (1100.1) Zdrowszą postawę duchowej medytacji można znaleźć w refleksyjnym czczeniu i w dziękczynnej modlitwie. Bezpośredniej komunii z Dostrajaczem Myśli, takiej, jaka występowała w ostatnich latach życia Jezusa w ciele, nie należy mylić z tak zwanymi doznaniami mistycznymi. Czynniki, które wywołują początki komunii mistycznej, świadczą o niebezpieczeństwie takich stanów psychicznych. Stanowi mistycznemu pomagają takie rzeczy jak: zmęczenie fizyczne, post, dysocjacja psychiczna, głębokie doznania estetyczne, ostre impulsy seksualne, strach, niepokój, pasja i dziki taniec. Większość materiału, powstałego w wyniku takiego wstępnego przygotowania, pochodzi z podświadomego umysłu.

100:5.11 (1100.2) Jakkolwiek czynniki takie mogą pomagać w powstawaniu fenomenów mistycznych, należy jasno zrozumieć, że Jezus z Nazaretu nigdy się nie uciekał do takich metod, aby mieć komunię z Rajskim Ojcem. Jezus nie miał podświadomych złudzeń czy nadświadomych iluzji.

6. Cechy charakterystyczne życia religijnego

100:6.1 (1100.3) Religie ewolucyjne i religie objawione mogą się różnić od siebie znacznie w swych metodach działania, ale są bardzo podobne w motywach. Religia nie jest specyficzną funkcją życia, jest raczej sposobem życia. Prawdziwa religia jest szczerym poświęceniem się pewnej rzeczywistości, którą człowiek religijny uznaje za najwyższą wartość dla siebie i całej ludzkości. Cechami charakterystycznymi wszystkich religii są: niekwestionowana lojalność i szczere poświęcenie się najwyższym wartościom. To religijne poświęcenie się najwyższym wartościom uwidacznia się w związkach matki, domniemanie niereligijnej ze swym dzieckiem oraz w żarliwej lojalności ludzi niereligijnych wobec tej sprawy, której są zwolennikami.

100:6.2 (1100.4) Najwyższe wartości, jakie uznaje człowiek religijny, mogą być niskie czy nawet fałszywe, ale mimo wszystko są one religijne. Religia jest prawdziwa w takim stopniu, w jakim wartości, które uznaje za najwyższe, naprawdę stanowią kosmiczną rzeczywistość o autentycznej wartości duchowej.

100:6.3 (1100.5) Do cech charakterystycznych ludzkiej reakcji na impuls religijny zaliczyć można przymioty szlachetności i dostojeństwa. Szczery człowiek religijny świadomy jest obywatelstwa wszechświata i zdaje sobie sprawę z tego, że jest w kontakcie ze źródłami nadludzkiej mocy. Jest podekscytowany i ożywiony pewnością przynależności do wyższego i nobilitowanego braterstwa synów Boga. Świadomość własnej wartości jest poszerzona przez bodziec poszukiwania wyższych zadań wszechświata – najwyższych celów.

100:6.4 (1100.6) Jaźń człowieka poddaje się ciekawemu impulsowi wszechobejmującej motywacji, która narzuca wyższą samodyscyplinę, zmniejsza konflikty uczuciowe i czyni życie śmiertelne naprawdę wartym przeżycia. Chorobliwe uświadamianie sobie ludzkich ograniczeń zmienia się w normalną świadomość wad śmiertelnika, związaną z moralną determinacją i duchowymi aspiracjami osiągania najwyższych celów wszechświata i superwszechświata. I te intensywne wysiłki, zmierzające do osiągnięcia nadśmiertelnych ideałów, zawsze się charakteryzują coraz większą cierpliwością, powściągliwością, hartem i tolerancją.

100:6.5 (1100.7) Prawdziwa religia jest jednak żywą miłością, życiem przepełnionym służbą. Oderwanie się człowieka religijnego od większości tego, co tylko doczesne i trywialne, nigdy nie prowadzi do izolacji społecznej i nie powinno niszczyć poczucia humoru. Prawdziwa religia nie zabiera niczego z ludzkiej egzystencji, ale przydaje nowych znaczeń całemu życiu; wytwarza nowe rodzaje entuzjazmu, gorliwości i odwagi. Może nawet zrodzić ducha krzyżowca, który jest wyjątkowo niebezpieczny, jeśli nie jest kontrolowany przez wnikliwość duchową i wierne poświęcenie się zwykłym społecznym obowiązkom ludzkich lojalności.

100:6.6 (1101.1) Jedną z najbardziej zdumiewających cech życia religijnego jest ów dynamiczny i wysublimowany spokój, ten spokój, który przekracza wszelkie ludzkie pojmowanie, ta kosmiczna równowaga, która świadczy o braku wszelkich wątpliwości i wszelkiej dezorientacji. Takie poziomy duchowej stabilności odporne są na rozczarowanie. Ludzie religijni są jak Apostoł Paweł, który powiedział: „I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani cokolwiek inne nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej”.

100:6.7 (1101.2) Istnieje poczucie bezpieczeństwa, tkwiące w świadomości człowieka religijnego, związane z uświadomieniem sobie tryumfującej chwały, kiedy człowiek pojął rzeczywistość Najwyższego i dosięga celu Ostatecznego.

100:6.8 (1101.3) Nawet religia ewolucyjna jest wszystkim tym w swej lojalności i dostojności, ponieważ jest autentycznym doświadczeniem. Jednak religia objawiona jest doskonalsza a poza tym prawdziwa. Nowe lojalności poszerzonej wizji duchowej tworzą nowe poziomy miłości i poświęcenia, służby i braterstwa; a cała tak wzbogacona perspektywa społeczna wytwarza doskonalszą świadomość Ojcostwa Boga i braterstwa człowieka.

100:6.9 (1101.4) Cechą charakterystyczną, odróżniającą religię ukształtowaną od objawionej, jest nowy walor boskiej mądrości, dodany do czysto empirycznej wiedzy ludzkiej. Ale takie właśnie doświadczanie w religiach ludzkich rozwija zdolność kolejnego przyjmowania poszerzających się obdarzeń boskiej mądrości i kosmicznej wnikliwości.

7. Kulminacja życia religijnego

100:7.1 (1101.5) Chociaż zwykły śmiertelnik z Urantii nie może się spodziewać osiągnięcia tak zaawansowanej doskonałości charakteru, do jakiej doszedł Jezus z Nazaretu, kiedy był w ciele, jest całkowicie możliwe, aby każdy wierzący śmiertelnik rozwinął silną i zjednoczoną osobowość, według doskonałych profilów osobowości Jezusa. Unikalną własnością osobowości Mistrza była nie tyle jej doskonałość, jak jej symetria, wyrafinowana i wyważona konsolidacja. Najlepsza prezentacja Jezusa zawarta jest w słowach tego, który wskazując na Mistrza, stojącego przed jego oskarżycielami, powiedział – „Oto człowiek!”.

100:7.2 (1101.6) Niewyczerpana życzliwość Jezusa poruszała serca ludzkie, lecz nieugięta siła jego charakteru zadziwiała jego wyznawców. Był naprawdę szczery; nie było w nim nic z hipokryty. Był wolny od sztuczności; był zawsze pokrzepiająco autentyczny. Nigdy nie poniżał się do udawania, nigdy nie uciekał się do zawstydzania. Żył prawdą, dokładnie tak, jak jej nauczał. On był prawdą. Zmuszony był głosić swojemu pokoleniu zbawczą prawdę, nawet, kiedy taka szczerość czasami sprawiała ból. Był bezwarunkowo lojalny wobec wszelkiej prawdy.

100:7.3 (1101.7) Poza tym Mistrz był tak racjonalny, tak przystępny. Był wyjątkowo praktyczny w całej swojej działalności, podczas gdy wszystkie jego plany charakteryzowały się uświęconym, zdrowym rozsądkiem. Był zupełnie pozbawiony wszelkich dziwacznych, niekonsekwentnych i ekscentrycznych tendencji. Nigdy nie był kapryśny, grymaśny czy histeryczny. W całym jego nauczaniu i we wszystkim, co zrobił, zawsze była wyrafinowana roztropność, połączona z nadzwyczajnym poczuciem stosowności – co wypada a co nie.

100:7.4 (1102.1) Osobowość Syna Człowieczego zawsze była zrównoważona. Nawet jego wrogowie prawdziwie go szanowali; obawiali się nawet jego obecności. Jezus był nieustraszony. Był przepełniony boskim entuzjazmem, ale nigdy nie bywał fanatyczny. Był ożywiony emocjonalnie, ale nigdy nie był niestateczny. Był obdarzony wyobraźnią, ale zawsze praktyczny. Otwarcie stawiał czoła rzeczywistościom życia, ale nigdy nie bywał nudny czy prozaiczny. Był odważny, ale nigdy nierozważny; rozważny, ale nigdy tchórzliwy. Był wyrozumiały, ale nie sentymentalny; unikalny, ale nie ekscentryczny. Był pobożny, ale nie świętoszkowaty. A był tak bardzo zrównoważony, ponieważ był doskonale zintegrowany.

100:7.5 (1102.2) Oryginalność Jezusa była niezmożona. Nie był związany tradycją czy ograniczony zniewoleniem zawężonej konwencjonalności. Mówił z niezachwianą pewnością i nauczał z absolutnym autorytetem. Jednak jego wspaniała oryginalność nie przeszkadzała mu dostrzegać klejnotów prawdy w naukach jego poprzedników oraz jemu współczesnych. A najbardziej oryginalną jego nauką było położenie nacisku na miłość i miłosierdzie, w miejsce strachu i ofiarowania.

100:7.6 (1102.3) Jezus miał wyjątkowo śmiałe poglądy. Napominał swych wyznawców, aby głosili ewangelię wszystkim narodom. Był wolny od zaściankowości. Jego wyrozumiałe serce obejmowało całą ludzkość, nawet wszechświat. Jego zaproszenie zawsze brzmiało: „Ktokolwiek zechce, pozwólcie mu przyjść”.

100:7.7 (1102.4) Prawdziwie powiedziano o Jezusie, że „ufał Bogu”. Jako człowiek pomiędzy ludźmi, ufał najwznioślej Ojcu w niebie. Ufał swemu Ojcu tak, jak małe dziecko ufa swemu ziemskiemu rodzicowi. Jego wiara była doskonała, jednak nigdy nie zarozumiała. Bez znaczenia jak okrutna mogła się wydawać natura, czy jak obojętny byłby jej stosunek wobec dobra człowieka na Ziemi, Jezus nigdy się nie zachwiał w swojej wierze. Był odporny na rozczarowania i nieczuły na prześladowania. Był niewzruszony wobec oczywistego niepowodzenia.

100:7.8 (1102.5) Kochał ludzi jak braci a jednocześnie dostrzegał, jak różnią się oni we wrodzonych zdolnościach czy cechach nabytych. „Chodził, czyniąc dobrze”.

100:7.9 (1102.6) Jezus był człowiekiem niezwykle radosnym, ale nie był ślepym, bezmyślnym optymistą. Ciągle napominał: „Nie upadajcie na duchu”. Mógł zachowywać tak pewną postawę, ze względu na swe niezachwiane zaufanie pokładane w Bogu i niewzruszoną ufność w człowieka. Zawsze był wrażliwy i taktowny w stosunku do wszystkich ludzi, gdyż kochał ich i wierzył w nich. Mimo to zawsze pozostawał wierny swoim przekonaniom i był imponująco niezmienny w swym poświęceniu się czynieniu woli jego Ojca.

100:7.10 (1102.7) Mistrz zawsze był szczodry. Ciągle powtarzał, że „bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać niż brać”. Powiedział: „Darmo wzięliście, darmo dawajcie”. A mimo całej tej swojej bezgranicznej szczodrości, nigdy nie był rozrzutny czy ekstrawagancki. Nauczał, że trzeba wierzyć, aby uzyskać zbawienie. „Każdy, kto prosi, otrzyma”.

100:7.11 (1102.8) Był bezpośredni, ale zawsze życzliwy. Powiedział: „Gdyby tak nie było, nie mówiłbym wam”. Mówił bez ogródek, ale zawsze był przyjacielski. Był szczery w swej miłości do grzesznika i w swej nienawiści do grzechu. Jednak przy całej tej zadziwiającej bezpośredniości był nieomylnie sprawiedliwy.

100:7.12 (1102.9) Jezus zawsze był radosny, pomimo, że czasem pił do dna puchar ludzkiego smutku. Nieustraszenie stawiał czoła rzeczywistościom życia a jednak był przepełniony entuzjazmem dla ewangelii królestwa. Jednak to on panował nad swym entuzjazmem, nigdy entuzjazm nie panował nad nim. Poświęcił się zupełnie „sprawie Ojca”. Jego boski entuzjazm prowadził jego nie uduchowionych braci do wniosku, że jest obłąkany, ale przyglądający się temu wszechświat oceniał go jako model rozsądku i wzór najwyższego poświęcenia się śmiertelnika wysokim standardom życia duchowego. Jego kontrolowany entuzjazm był zaraźliwy; jego towarzysze zmuszeni byli do podzielania jego boskiego optymizmu.

100:7.13 (1103.1) Ten człowiek z Galilei nie był człowiekiem smutku, był duszą radości. Zawsze mawiał: „Cieszcie się i radujcie”. Jednak, gdy obowiązki tego wymagały, nie wahał się kroczyć odważnie „doliną cienia śmierci”. Był radosny, ale jednocześnie pokorny.

100:7.14 (1103.2) Jego odwaga dorównywała tylko jego cierpliwości. Gdy wywierano nań nacisk, aby działał przedwcześnie, odpowiadał tylko: „Moja godzina jeszcze nie nadeszła”. Nigdy się nie spieszył; jego opanowanie było majestatyczne. Jednak oburzał się często na zło, nie tolerował grzechu. Często bywał bardzo poruszony, gdy przeciwstawiał się temu, co szkodliwe dla dobra jego dzieci na Ziemi. Jednak jego oburzenie na grzech nigdy nie wywoływało gniewu na grzesznika.

100:7.15 (1103.3) Jego odwaga była imponująca, ale nigdy nie bywał nieroztropny. Jego hasłem było: „Nie bójcie się”. Jego męstwo było podniosłe a odwaga częstokroć heroiczna. Ale odwaga jego połączona była z rozsądkiem i kontrolowana logiką. Była to odwaga zrodzona z wiary, nie lekkomyślność ślepych przypuszczeń. Był naprawdę odważny, ale nigdy zuchwały.

100:7.16 (1103.4) Mistrz był wzorem czczenia. Jego modlitwa, nawet w czasach młodości, zaczynała się od słów: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje”. Był pełen szacunku nawet dla błędnych praktyk religijnych swych współbraci. Jednak to go nie powstrzymało od kwestionowania tradycji religijnych czy ostrego występowania przeciw błędom ludzkich wierzeń. Był pełen czci dla prawdziwej świętości a przecież słusznie mógł zwrócić się do swych braci słowami: „Któż z was może mi dowieść grzechu?”.

100:7.17 (1103.5) Jezus był wielki, ponieważ był dobry a mimo to bratał się z małymi dziećmi. Był delikatny i bezpretensjonalny w swym życiu osobistym a mimo to był doskonałym człowiekiem tego wszechświata. Jego towarzysze spontanicznie nazywali go Mistrzem.

100:7.18 (1103.6) Jezus posiadał doskonale zjednoczoną osobowość ludzką. I dziś, tak samo jak w Galilei, wciąż jednoczy doświadczenie śmiertelników i koordynuje wysiłki ludzkie. Jednoczy życie, uszlachetnia charakter i upraszcza doświadczenie. Wnika w umysł ludzki, aby go wywyższać, zmieniać i przekształcać. Jest dosłowną prawdą: „Jeśli ktokolwiek ma w sobie Jezusa Chrystusa, jest nowym stworzeniem, to co dawne minęło, oto wszystko stało się nowe”.

100:7.19 (1103.7) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 101, Prawdziwa natura religii

Księga Urantii

Przekaz 101

Prawdziwa natura religii

101:0.1 (1104.1) RELIGIA, jako doświadczenie ludzkie, rozciąga się od poziomu prymitywnego zniewolenia strachem u ewoluującego człowieka dzikiego do wysublimowanej i wspaniałej wolności religijnej tych cywilizowanych śmiertelników, którzy są doskonale świadomi synostwa z wiecznym Bogiem.

101:0.2 (1104.2) Religia jest protoplastką zaawansowanej etyki i moralności w progresywnej ewolucji społecznej. Jednak religia, jako taka, nie jest ruchem wyłącznie moralnym, aczkolwiek zewnętrzne i społeczne przejawy religii znajdują się pod silnym wpływem etycznego i moralnego momentu bezwładności społeczności ludzkiej. Religia zawsze jest inspiracją dla rozwijającej się natury ludzkiej, ale nie jest tajemnicą tego rozwoju.

101:0.3 (1104.3) Religia, przekonanie-wiara osobowości, zawsze może zatryumfować nad powierzchowną, sprzeczną logiką desperacji, zrodzoną w niewierzącym umyśle materialnym. Naprawdę istnieje prawdziwy i autentyczny głos wewnętrzny, ta „prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, który przychodzi na ten świat”. I takie duchowe przewodnictwo odmienne jest od etycznych podpowiedzi ludzkiego sumienia. Poczucie religijnej pewności jest czymś więcej niż odczuwaniem emocjonalnym. Pewność religijna przekracza rozumowanie umysłu, nawet logikę filozofii. Religia jest wiarą, zaufaniem i pewnością.

1. Prawdziwa religia

101:1.1 (1104.4) Prawdziwa religia nie jest systemem wierzeń filozoficznych, które mogą być dowiedzione i uzasadnione dowodami z nauk przyrodniczych, nie jest też fantastycznym i mistycznym doświadczaniem uczuć ekstazy nie do opisania, czym mogą się cieszyć jedynie romantyczni zwolennicy mistycyzmu. Religia nie jest wytworem rozumowania, jednak patrząc na nią z tego punktu, jest ona zupełnie sensowna. Religia nie wywodzi się z logiki filozofii ludzkiej, ale jako doświadczenie śmiertelnego człowieka jest zupełnie logiczna. Religia jest doświadczaniem boskości w świadomości śmiertelnej istoty ewolucyjnego pochodzenia; reprezentuje ona prawdziwe doświadczanie z wiecznymi rzeczywistościami w czasie, doznawanie duchowych satysfakcji, kiedy wciąż jest się w ciele.

101:1.2 (1104.5) Dostrajacz Myśli nie ma specjalnego mechanizmu, dzięki któremu mógłby się sam wypowiadać; nie posiada mistycznej, religijnej możliwości odbioru czy też wyrażania uczuć religijnych. Takie doświadczenia dostępne są dzięki naturalnie zorganizowanemu mechanizmowi śmiertelnego umysłu. I to właśnie wyjaśnia, dlaczego Dostrajaczowi trudno jest komunikować się bezpośrednio z materialnym umysłem, w którym stale mieszka.

101:1.3 (1104.6) Boski duch kontaktuje się ze śmiertelnym umysłem nie poprzez uczucia czy emocje, ale w domenach wyższego i bardziej uduchowionego myślenia. To wasze myśli, a nie wasze uczucia, prowadzą was do Boga. Boska natura może być postrzegana jedynie oczami umysłu. Jednak umysł, który naprawdę spostrzega Boga, słyszy zamieszkującego go Dostrajacza, jest umysłem czystym. „Bez uświęcenia żaden człowiek nie zobaczy Pana”. Wszelkie takie wewnętrzne, duchowe komunie, zwane są wnikliwością duchową. Takie doświadczenie religijne jest rezultatem wrażenia, jakie na umysł człowieczy wywiera wspólne działanie Dostrajacza i Ducha Prawdy, gdy funkcjonują one pośród idei, ideałów, wnikliwości i duchowych dążeń rozwijających się synów Boga.

101:1.4 (1105.1) Religia zatem żyje i rozwija się nie dzięki dostrzeganiu i odczuwaniu, ale raczej dzięki wierze i wnikliwości. Nie polega ona na odkrywaniu nowych faktów, czy na znajdowaniu unikalnego doświadczenia, ale raczej na odkrywaniu nowych i duchowych znaczeń w faktach już znanych ludzkości. Najwyższe doświadczenie religijne jest niezależne od poprzedzających je aktów wiary, tradycji i autorytetu, religia też nie jest wynikiem wzniosłych uczuć i czysto mistycznych emocji. Jest ona raczej dogłębnym i aktualnie przeżywanym doświadczeniem duchowej komunii z wpływami duchowymi, przebywającymi w obrębie ludzkiego umysłu i tak dalece, jak takie doświadczenie można zdefiniować w terminologii psychologicznej, jest to doświadczenie doświadczania rzeczywistości wierzenia w Boga, jako rzeczywistości takiego czysto osobistego doświadczenia.

101:1.5 (1105.2) Chociaż religia nie jest produktem racjonalistycznych spekulacji materialnej kosmologii, jest ona jednak wytworem czysto racjonalnej wnikliwości, która ma swój początek w ludzkim doświadczeniu umysłowym. Religia nie rodzi się ani z mistycznych medytacji ani z prowadzonych w odosobnieniu kontemplacji, choć zawsze jest bardziej czy mniej tajemnicza, zawsze nieokreślona i niewytłumaczalna w terminach czysto intelektualnego rozumowania i filozoficznej logiki. Zawiązki prawdziwej religii rodzą się w domenach świadomości moralnej człowieka i objawiają się w rozwoju ludzkiej wnikliwości duchowej, tej cechy osobowości, która powstaje na skutek obecności Dostrajacza Myśli objawiającego Boga głodnemu Boga umysłowi ludzkiemu.

101:1.6 (1105.3) Wiara jednoczy wnikliwość moralną z rozróżnianiem wartości w sumieniu ludzkim, a jeśli dodać do tego uprzednio już istniejące ewolucyjne poczucie obowiązku, otrzymuje się komplet protoplastów prawdziwej religii. W końcu doświadczenie religijne przynosi oczywistą świadomość istnienia Boga oraz całkowitą pewność życia wiecznego wierzącej osobowości.

101:1.7 (1105.4) Jak widać tęsknoty religijne i bodźce duchowe nie są tego rodzaju, aby mogły tylko prowadzić ludzi do chęci wierzenia w Boga, ale raczej są tego rodzaju i tej mocy, że ludzie są dogłębnie przejęci przekonaniem, iż powinni wierzyć w Boga. Ewolucyjne poczucie obowiązku oraz zobowiązania powstałe w wyniku oświecenia, jakie daje objawienie, poruszają tak głęboko moralną naturę człowieka, że osiąga on w końcu to nastawienie umysłu i taką postawę duszy, iż dochodzi do wniosku, że nie ma prawa nie wierzyć w Boga. Wyższa i superfilozoficzna mądrość tak oświeconych i zdyscyplinowanych jednostek nauczy je w końcu, że wątpienie w istnienie Boga, czy nie dowierzanie jego dobroci może być próbą udowodnienia nieprawdziwości najbardziej rzeczywistej i najpoważniejszej rzeczy w obrębie ludzkiego umysłu i duszy – Boskiego Dostrajacza.

2. Rzeczywistość religii

101:2.1 (1105.5) Fakt istnienia religii opiera się w pełni na doświadczeniu religijnym racjonalnych i przeciętnych istot ludzkich. I tylko w takim znaczeniu religia może być kiedykolwiek traktowana jako naukowa czy nawet psychologiczna. Dowód na to, że objawienie jest objawieniem, jest tą właśnie rzeczywistością doświadczenia ludzkiego: faktem, że objawienie syntetyzuje pozornie rozbieżne nauki przyrodnicze i teologię religii w zwartą i logiczną filozofię wszechświata, w skoordynowane i spójne wyjaśnienie zarówno nauki jak i religii, tworząc tym samym harmonię umysłu i zaspokojenie ducha, odpowiadające w ludzkim doświadczeniu tym pytaniom ludzkiego umysłu, które dążą do poznania jak Nieskończony wypracowuje swoją wolę i plany w materii, z umysłami i w duchu.

101:2.2 (1106.1) Rozumowanie jest metodą nauki, wiara jest metodą religii, logika jest tą metodą, którą usiłuje stosować filozofia. Objawienie kompensuje brak morontialnego punktu widzenia, przynosząc sposób osiągnięcia jedności w pojmowaniu rzeczywistości, jak również w zrozumieniu związków materii i ducha za pomocą umysłu. I prawdziwe objawienie nigdy nie czyni nauki nienaturalną, religii nieracjonalną czy filozofii nielogiczną.

101:2.3 (1106.2) Dzięki badaniom naukowym można iść wstecz z rozumowaniem, poprzez naturę do Pierwszej Przyczyny, ale potrzeba wiary religijnej, aby przekształcić Pierwszą Przyczynę nauki w Boga zbawienia, a później potrzeba objawienia, aby przydać wiarygodności takiej wierze, takiej wnikliwości duchowej.

101:2.4 (1106.3) Istnieją dwie podstawowe przyczyny, aby wierzyć w Boga, który sprawia, że człowiek przeżywa śmierć:

101:2.5 (1106.4) 1. Ludzkie doświadczenie, osobista pewność, w pewien sposób wyrażona nadzieja i zaufanie, inspirowane przez zamieszkującego człowieka Dostrajacza Myśli.

101:2.6 (1106.5) 2. Objawienie prawdy, czy to przez bezpośrednią, osobistą służbę Ducha Prawdy, czy to przez obdarzenie świata Boskimi Synami albo przez objawienia w formie słowa pisanego.

101:2.7 (1106.6) Nauka kończy swoje rozumowe poszukiwania na hipotezach Pierwszej Przyczyny. Religia kontynuuje lot swej wiary, aż się upewni o istnieniu Boga zbawienia. Wytrawne badania naukowe logicznie sugerują rzeczywistość i istnienie Absolutu. Religia wierzy bez zastrzeżeń w istnienie i rzeczywistość Boga, który pomaga osobowości przetrwać śmierć. Objawienie dokonuje tego, czego w ogóle nie udaje się zrobić metafizyce i co tylko częściowo się udaje filozofii; potwierdza ono, że Pierwsza Przyczyna nauki i Bóg zbawienia z religii są jednym i tym samym Bóstwem.

101:2.8 (1106.7) Rozumowanie jest dowodem nauki, wiara dowodem religii, logika dowodem filozofii, ale objawienie jest potwierdzane tylko przez doświadczenie ludzkie. Nauka daje wiedzę, religia daje szczęście, filozofia daje jedność, objawienie potwierdza empiryczną harmonię tego potrójnego podejścia do rzeczywistości wszechświatowej.

101:2.9 (1106.8) Kontemplacja przyrody może tylko odsłonić Boga przyrody, Boga ruchu. Przyroda ujawnia jedynie materię, ruch i ożywienie – życie. Materia z dodatkiem energii, w pewnych okolicznościach, przejawia się w formach żywych, ale choć życie w przyrodzie jest względnie ciągłe jako zjawisko, jest ono jednak krótkotrwałe dla jednostek. Przyroda nie daje podstaw logicznego wierzenia w życie wieczne osobowości ludzkiej. Człowiek religijny, który odkrywa Boga w naturze, znalazł już kiedyś w swej własnej duszy tego samego, osobowego Boga.

101:2.10 (1106.9) Wiara objawia Boga w duszy. Objawienie, substytut wnikliwości morontialnej na świecie ewolucyjnym, pomaga człowiekowi dostrzec w przyrodzie tego samego Boga, którego wiara ukazuje mu w duszy. W ten sposób objawienie pomyślnie przerzuca most nad przepaścią pomiędzy tym, co materialne a tym, co duchowe, nawet pomiędzy stworzonym a Stwórcą, pomiędzy człowiekiem a Bogiem.

101:2.11 (1107.1) Kontemplacja przyrody logicznie wykazuje istnienie inteligentnego przewodnictwa, nawet żywego nadzoru, ale w żaden sposób nie objawia osobowego Boga. Z drugiej strony przyroda nie ukazuje niczego, co mogłoby wykluczyć rozważanie wszechświata jako dzieła Boga z religii. Boga nie można znaleźć przez samą tylko naturę, jednak, gdy człowiek znalazł go inaczej, badanie natury staje się dlań całkowicie zgodne z wyższym i bardziej duchowym sposobem pojmowania wszechświata.

101:2.12 (1107.2) Jako zjawisko epokowe, objawienie jest okresowe; jako osobiste doświadczenie człowieka jest ono ciągłe. Boskość działa w śmiertelnej osobowości jako Dostrajacz, dar Ojca, jako Duch Prawdy dar Syna i jako Duch Święty Ducha Wszechświata, a te trzy nadśmiertelne dary są zjednoczone w empirycznej ewolucji ludzkiej jako służba Najwyższego.

101:2.13 (1107.3) Prawdziwa religia jest wnikliwością w rzeczywistość, zrodzoną z wiary powstałej w moralnej świadomości, a nie samą tylko intelektualną akceptacją jakiejkolwiek grupy dogmatycznych doktryn. Prawdziwa religia polega na takim doświadczeniu, w którym „duch sam świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy”. Religia nie składa się z teologicznych twierdzeń, ale z duchowej wnikliwości i wzniosłego zaufania duszy.

101:2.14 (1107.4) Wasza najgłębsza natura – Boski Dostrajacz – wytwarza u was głód i pragnienie prawości, określone dążenie do Boskiej doskonałości. Religia jest aktem wiary, akceptującym ten wewnętrzny bodziec docierania do boskości; i w ten sposób rodzi się ta ufność i pewność duszy, którą uświadamiacie sobie jako drogę zbawienia, metodę wiecznego trwania osobowości i wszystkich tych wartości, które zaczynacie uznawać za prawdziwe i dobre.

101:2.15 (1107.5) Świadomość religijna nigdy nie była i nigdy nie będzie zależna od znacznej ilości nabytej wiedzy czy mądrej logiki. To jest wnikliwość duchowa i z tej właśnie przyczyny niektórzy z największych nauczycieli religijnych, nawet prorocy, czasami posiadali tak mało mądrości tego świata. Wiara religijna dostępna jest tak samo dla uczonych jak i niewykształconych.

101:2.16 (1107.6) Religia zawsze musi być swym własnym krytykiem i sędzią; nigdy nie może być obserwowana, jeszcze mniej zrozumiana, z zewnątrz. Jedyna wasza pewność istnienia osobowego Boga opiera się na waszej własnej wnikliwości jako na waszej własnej wierze w rzeczy duchowe i ich doświadczanie. Wszystkim waszym braciom, którzy mieli podobne doświadczenia, nie trzeba żadnego dowodu na osobowość czy rzeczywistość Boga, podczas gdy dla wszystkich innych ludzi, którzy nie są tak bardzo pewni istnienia Boga, żaden możliwy argument nigdy nie będzie naprawdę przekonywający.

101:2.17 (1107.7) Psychologia może wprawdzie próbować badać zjawisko reakcji religijnych w środowisku społecznym, jednak nigdy nie może się spodziewać zgłębienia prawdziwych, wewnętrznych motywów i działań religii. Tylko teologia, domena wiary i metoda objawienia, może sobie pozwolić na jakiś rodzaj inteligentnej oceny natury i treści doświadczenia religijnego.

3. Cechy charakterystyczne religii

101:3.1 (1107.8) Religia jest tak żywotna, że trwa w obliczu braku wykształcenia. Żyje pomimo jej zanieczyszczenia błędnymi kosmologiami i fałszywymi filozofiami, przeżywa nawet zamęt metafizyczny. Przez wszystkie historyczne, zmienne koleje losu, religia zawsze trwa przy tym, co konieczne dla rozwoju i wiecznego życia człowieka: przy etycznym sumieniu i świadomości moralnej.

101:3.2 (1108.1) Wiara-wnikliwość, albo intuicja duchowa, jest wyposażeniem kosmicznego umysłu, w powiązaniu z Dostrajaczem Myśli, który jest darem Ojca dla człowieka. Rozumowanie duchowe, inteligencja duszy, jest wyposażeniem Ducha Świętego, darem Stwórczego Ducha dla człowieka. Filozofia duchowa, mądrość rzeczywistości duchowych, jest wyposażeniem danym dzieciom ludzkim przez Ducha Prawdy, łącznym darem obdarzających Synów. Koordynacja i związek wzajemny tych wyposażeń duchowych tworzą z człowieka osobowość potencjalnie duchową w swym przeznaczeniu.

101:3.3 (1108.2) To jest ta właśnie osobowość duchowa, w prymitywnej i embrionalnej formie, której część będąca w posiadaniu Dostrajacza, przeżywa naturalną śmierć w ciele. Temu kompleksowemu bytowi, duchowego pochodzenia, złączonemu z ludzkim doświadczeniem, umożliwia się środkami żywej drogi, dostarczonej przez Boskich Synów, przetrwanie (pod opieką Dostrajacza) rozkładu materialnej jaźni, złożonej z umysłu i materii, kiedy krótkotrwałe partnerstwo tego, co materialne i tego, co duchowe zostaje rozdzielone, gdy mechanizm życia przestanie funkcjonować.

101:3.4 (1108.3) Dusza człowieka objawia się przez wiarę religijną i ukazuje potencjalną boskość swej wyłaniającej się natury charakterystycznym sposobem, kiedy to nakłania osobowość śmiertelną do reagowania na pewne intelektualnie trudne i społecznie testujące sytuacje. Autentyczna wiara duchowa (prawdziwa świadomość moralna) objawia się tym, że:

101:3.5 (1108.4) 1. Przyczynia się do rozwoju etyki i moralności, wbrew wrodzonym i przeciwstawnym, animistycznym tendencjom człowieka.

101:3.6 (1108.5) 2. Tworzy wzniosłe zaufanie w dobroć Boga, nawet w obliczu gorzkiego rozczarowania i druzgocącej klęski.

101:3.7 (1108.6) 3. Rodzi bezprzykładną odwagę i zaufanie, pomimo naturalnych przeciwności i fizycznych nieszczęść.

101:3.8 (1108.7) 4. Wykazuje niewytłumaczalną równowagę i trwały spokój, w obliczu uciążliwych chorób a nawet silnych cierpień fizycznych.

101:3.9 (1108.8) 5. Zachowuje zagadkową równowagę i opanowanie osobowości, w obliczu jej poniewierania i najgorszej nawet niesprawiedliwości.

101:3.10 (1108.9) 6. Zachowuje boską ufność w ostateczne zwycięstwo, wbrew okrucieństwom pozornie ślepego losu i oczywiście krańcowej obojętności sił przyrody na dobro człowieka.

101:3.11 (1108.10) 7. Trwa przy niezachwianej wierze w Boga, kiedy logika nakazuje coś innego i z powodzeniem wytrzymuje wszelkie intelektualne sofistyki.

101:3.12 (1108.11) 8. Wykazuje trwałą, nieustraszoną wiarę w życie wieczne duszy, niezależnie od zwodniczych poglądów fałszywej nauki i przekonywającej ułudy błędnej filozofii.

101:3.13 (1108.12) 9. Żyje i tryumfuje niezależnie od druzgocącego przeładowania, charakterystycznego dla kompleksowych i nieukończonych cywilizacji współczesnych.

101:3.14 (1108.13) 10. Przyczynia się do zachowania altruizmu, wbrew ludzkiemu samolubstwu, antagonizmom społecznym, industrialnej chciwości i niedostosowaniom politycznym.

101:3.15 (1108.14) 11. Niezachwianie trzyma się wzniosłego wierzenia w jedność wszechświata i w Boskie przewodnictwo, niezależnie od wprowadzającej w błąd obecności zła i grzechu.

101:3.16 (1108.15) 12. Zwyczajnie czci Boga, wbrew czemukolwiek i wszystkiemu. Ośmiela się głosić: „Choćby mnie uśmiercał, wszakże będę mu służył”.

101:3.17 (1108.16) Zatem dzięki trzem zjawiskom dowiadujemy się, że człowiek posiada Boskiego ducha, czy też duchy w nim zamieszkujące: po pierwsze, przez osobiste doświadczenie – wiarę religijną, po drugie, przez objawienie – osobiste lub dla ludzkości i po trzecie, przez zadziwiające wykazywanie tak nadzwyczajnych i nienaturalnych reakcji na materialne środowisko człowieka, jakie są zobrazowane w powyższym przytoczeniu dwunastu zachowań, zbliżonych do duchowych, w obliczu prawdziwych i trudnych sytuacji rzeczywistej ludzkiej egzystencji. A są jeszcze inne przykłady.

101:3.18 (1109.1) To takie właśnie żywe i żarliwe akty wiary w domenach religii, dają człowiekowi pewność posiadania osobistego doświadczenia religijnego i świadczą o rzeczywistości duchowej tego wyposażenia, koronującego naturę ludzką.

4. Ograniczenia objawienia

101:4.1 (1109.2) Z tego powodu, że wasz świat w zasadzie nie zna swego pochodzenia, nawet swych materialnych początków, wydaje się rozsądne przeszkolić was od czasu do czasu w kosmologii. I zawsze z tego powodu powstają w przyszłości problemy. Prawa dawania objawienia znacznie nas ograniczają, gdyż zakazują udzielania wiedzy przedwcześnie albo wiedzy nie wypracowanej przez człowieka. Przeznaczeniem jakiejkolwiek kosmologii, przedstawionej jako część religii objawionej, jest stać się przestarzałą w bardzo krótkim czasie. Dlatego też przyszli badacze takiego objawienia będą się kusić, aby odrzucić jakikolwiek element autentycznej prawdy religijnej, jaką może ono zawierać, ponieważ odkryją błędy w części przedstawionych w nim i związanych z nim kosmologii.

101:4.2 (1109.3) Ludzkość powinna zrozumieć, że my, którzy zajmujemy się objawianiem prawdy, jesteśmy bardzo rygorystycznie ograniczeni instrukcjami naszych zwierzchników. Nie wolno nam o tysiące lat wyprzedzać odkryć naukowych. Objawiający prawdę muszą działać zgodnie z tymi wytycznymi, które stanowią część rozporządzenia objawieniowego. Nie widzimy sposobu pokonania tych trudności, czy to teraz, czy kiedykolwiek w przyszłości. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że chociaż fakty historyczne i prawdy religijne tego szeregu prezentacji objawieniowych trwać będą w zapisach przyszłych epok, wiele naszych twierdzeń dotyczących nauk fizycznych wymagać będzie korekty w ciągu kilku krótkich lat, w wyniku dalszego rozwoju nauki oraz nowych odkryć. Te nowe odkrycia przewidujemy nawet teraz, ale nie możemy dołączyć do zapisów objawieniowych faktów nie odkrytych przez ludzi. Wyjaśnijmy, że objawienia niekoniecznie są natchnione. Kosmologia tych objawień nie jest natchniona. Jest ograniczona naszym zezwoleniem na koordynację i porządkowanie wiedzy współczesnej. Podczas gdy boska i duchowa wnikliwość jest darem, ludzka mądrość musi się rozwijać.

101:4.3 (1109.4) Prawda zawsze jest objawieniem: autoobjawieniem, kiedy powstaje wskutek działania zamieszkującego człowieka Dostrajacza, epokowym objawieniem, gdy przedstawiona jest jako wynik działania pewnych innych niebiańskich czynników, grup istot, czy pojedynczej osobowości.

101:4.4 (1109.5) W końcowym podsumowaniu, religię należy osądzać po jej owocach, zgodnie z tym, w jaki sposób i w jakim stopniu wykazuje swą własną, nieodłączną jej, boską doskonałość.

101:4.5 (1109.6) Prawda może być tylko względnie natchniona, chociaż objawienie zawsze jest zjawiskiem duchowym. Podczas gdy twierdzenia dotyczące kosmologii nigdy nie są natchnione, objawienia takie mają wielką wartość, ponieważ przynajmniej chwilowo porządkują wiedzę przez:

101:4.6 (1109.7) 1. Redukcję dezorientacji, dzięki autorytatywnej eliminacji błędu.

101:4.7 (1109.8) 2. Koordynację znanych czy mających być wkrótce poznanych, faktów i obserwacji.

101:4.8 (1110.1) 3. Odtworzenie istotnych fragmentów zagubionej wiedzy, dotyczącej epokowych wydarzeń z odległej przeszłości.

101:4.9 (1110.2) 4. Dostarczenie informacji, która wypełni poważne luki w skądinąd zapracowanej wiedzy.

101:4.10 (1110.3) 5. Przedstawienie kosmicznych danych w ten sposób, aby naświetlały nauki duchowe zawarte w towarzyszącym im objawieniu.

5. Religia poszerzona przez objawienie

101:5.1 (1110.4) Dzięki metodzie objawienia oszczędza się wiele epok pracy, koniecznej do sortowania i przesiewania ewolucyjnych błędów od duchowo nabytych prawd.

101:5.2 (1110.5) Nauka ma do czynienia z faktami, religia zajmuje się tylko wartościami. Dzięki oświeconej filozofii, umysł próbuje zjednoczyć znaczenia zarówno faktów jak i wartości, tym samym dochodząc do idei rzeczywistości całkowitej. Pamiętajcie, że nauka jest domeną wiedzy, filozofia dziedziną mądrości a religia sferą doświadczania wiary. Tym niemniej religia przejawia się w dwóch stadiach:

101:5.3 (1110.6) 1. Religia ewolucyjna. Doświadczenie prymitywnego czczenia, ta religia, której źródłem jest umysł.

101:5.4 (1110.7) 2. Religia objawiona. Wszechświatowy światopogląd, który pochodzi od ducha; pewność i wiara w zachowanie wiecznych rzeczywistości, w życie wieczne osobowości i ostateczne jej dotarcie do kosmicznego Bóstwa, którego zamysł wszystko to umożliwił. Jest ona częścią wszechświatowego planu, w którym przeznaczeniem religii ewolucyjnej jest, wcześniej czy później, otrzymać duchową nadbudowę objawienia.

101:5.5 (1110.8) Zarówno nauka jak i religia zaczyna się od przyjęcia pewnych, powszechnie akceptowanych podstaw dedukcji logicznych. Tak samo filozofia musi zaczynać swą działalność od założenia rzeczywistości trzech rzeczy:

101:5.6 (1110.9) 1. Ciała materialnego.

101:5.7 (1110.10) 2. Nadmaterialnego stadium istoty ludzkiej, duszy, czy nawet zamieszkującego człowieka ducha.

101:5.8 (1110.11) 3. Umysłu ludzkiego, mechanizmu komunikacji wzajemnej i utrzymywania wzajemnych związków pomiędzy duchem a materią, pomiędzy tym, co materialne a tym, co duchowe.

101:5.9 (1110.12) Naukowcy grupują fakty, filozofowie koordynują idee, podczas gdy prorocy wywyższają ideały. Uczucia i emocje nieodmiennie towarzyszą religii, ale nie są religią. Religią może być odczuwanie doświadczenia, ale raczej nie doświadczanie uczuć. Ani logika (racjonalne uzasadnienie) ani emocje (odczuwanie) nie są istotną częścią doświadczenia religijnego, chociaż jedne i drugie mogą być w różny sposób związane z aktami wiary, kiedy się dąży do zdobycia wnikliwości duchowej w rzeczywistość, a wszystko zależy od statusu i zmiennego nastawienia indywidualnego umysłu.

101:5.10 (1110.13) Religia ewolucyjna powstaje w wyniku pracy przybocznych umysłu, daru wszechświata lokalnego, którym powierzono wytworzenie i rozwijanie wartości czczenia u rozwijającego się człowieka. Takie prymitywne religie mają bezpośredni związek z etyką i moralnością, z poczuciem obowiązku u człowieka. Religie te opierają się na rękojmi sumienia i w rezultacie przynoszą stabilizację relatywnie etycznych cywilizacji.

101:5.11 (1111.1) Religie indywidualnie objawione są ożywiane przez obdarzające człowieka duchy, reprezentujące trzy osoby Rajskiej Trójcy a zajmują się one szczególnie poszerzaniem prawdy. Religia ewolucyjna daje jednostce ideę osobistego obowiązku; religia objawiona kładzie coraz większy nacisk na miłość, na złotą zasadę.

101:5.12 (1111.2) Religia ewolucyjna opiera się wyłącznie na wierze. Objawienie daje dodatkową rękojmię, w swym poszerzonym przedstawieniu prawd boskości i rzeczywistości i w jeszcze bardziej wartościowym świadectwie aktualnego doświadczenia, gromadzonego w wyniku praktycznego, roboczego zjednoczenia wiary ewolucyjnej i prawdy objawionej. Taka robocza jedność ludzkiej wiary i boskiej prawdy oznacza wejście w posiadanie charakteru, zaawansowanego na drodze rzeczywistego zdobywania osobowości morontialnej.

101:5.13 (1111.3) Religia ewolucyjna daje tylko pewność wiary i potwierdzenie sumienia; religia objawieniowa daje pewność wiary, z dodatkiem prawdy żywego doświadczania w rzeczywistościach objawionych. Trzeci stopień w religii, czy trzecie stadium doświadczania religii, ma do czynienia ze stadium morontialnym, pełniejszym pojmowaniem moty. Prawdy religii objawionej zostają poszerzone w trakcie rozwoju morontialnego; coraz szerzej poznawać będziecie prawdę o najwyższych wartościach, Boskiej dobroci, wszechświatowych związkach, wiecznych rzeczywistościach i ostatecznych przeznaczeniach.

101:5.14 (1111.4) W rozwoju morontialnym pewność wiary zastępowana jest pewnością prawdy. Kiedy zostaniecie w końcu powołani do prawdziwego świata duchowego, wtedy pewności, powstałe z czystej wnikliwości duchowej, będą działać zamiast wiary i prawdy, albo raczej w połączeniu z nimi i nałożone na te dawniejsze metody zdobywania osobistej pewności.

6. Progresywne doświadczenie religijne

101:6.1 (1111.5) Morontialne stadium religii objawionej ma do czynienia z doświadczeniem przetrwania śmierci, a wielkim pragnieniem człowieka w tym stadium bytu jest osiągnięcie doskonałości duchowej. Istnieje tutaj również wyższe pragnienie czczenia, połączone z nieodpartym wezwaniem do coraz bardziej etycznej służby. Z wnikliwością morontialną wiąże się coraz szersza świadomość istnienia Siedmiorakiego, Najwyższego a nawet Ostatecznego.

101:6.2 (1111.6) Poprzez całe religijne doświadczenie człowieka, od najwcześniejszych jego początków na poziomie materialnym, aż do momentu osiągnięcia pełnego statusu duchowego, tajemnica osobistego uświadomienia sobie rzeczywistości istnienia Najwyższego spoczywa w Dostrajaczu i ten sam Dostrajacz posiada również tajemnice waszej wiary w transcendentalne docieranie do Ostatecznego. Empiryczna osobowość rozwijającego się człowieka, połączona z dostrajaczową esencją egzystencjalnego Boga, stanowi potencjał realizacji najwyższej egzystencji i jest z natury podstawą nadskończonego wynikania osobowości transcendentalnej.

101:6.3 (1111.7) Moralna wola zawiera w sobie decyzje oparte na wiedzy powstałej w wyniku rozumowania, poszerzonego mądrością i zatwierdzonego przez wiarę religijną. Takie akty wyboru są natury moralnej i są dowodem istnienia moralnej osobowości, poprzedniczki osobowości morontialnej a na koniec autentycznego statusu duchowego.

101:6.4 (1111.8) Ewolucyjny typ wiedzy jest tylko nagromadzeniem protoplazmatycznego materiału pamięciowego; jest to najbardziej prymitywna forma świadomości istoty. Mądrość obejmuje idee sformułowane z pamięci protoplazmatycznej, w procesie kojarzenia i rekombinacji, a zjawisko takie odróżnia umysł ludzki od umysłu czysto zwierzęcego. Zwierzęta posiadają wiedzę, ale tylko człowiek może zdobywać mądrość. Prawda staje się dostępna dla wyposażonej w mądrość jednostki dzięki obdarzeniu umysłu duchami Ojca i Synów, Dostrajaczem Myśli i Duchem Prawdy.

101:6.5 (1112.1) Chrystus Michał, kiedy obdarzał sobą Urantię, żył pod panowaniem religii ewolucyjnej, aż do czasu swego chrztu. Od tego momentu, aż do ukrzyżowania i podczas ukrzyżowania, prowadził swą działalność dzięki łącznemu przewodnictwu religii ewolucyjnej i objawieniowej. Od poranka swego zmartwychwstania aż do wniebowstąpienia, przemierzał różne stadia życia morontialnego, przeobrażenia śmiertelnika prowadzące od świata materialnego do duchowego. Po wniebowstąpieniu Michał został mistrzem w doświadczaniu Najwyższości, w uświadamianiu sobie Najwyższego; a będąc jedyną osobą w Nebadonie posiadającą nieograniczone możliwości doświadczania rzeczywistości Najwyższego, natychmiast nabył status władzy najwyższości w swoim wszechświecie lokalnym i dla tego wszechświata.

101:6.6 (1112.2) W przypadku człowieka, ostateczne zespolenie i jedność z zamieszkującym go Dostrajaczem – synteza osobowości człowieka z esencją Boga – ustanawia go, potencjalnie, żywą częścią Najwyższego i zabezpiecza takiej, niegdyś śmiertelnej istocie, wieczne prawo nieskończonego dążenia do finalizmu we wszechświatowej służbie dla Najwyższego i z Najwyższym.

101:6.7 (1112.3) Objawienie uczy śmiertelnego człowieka, że aby mógł zacząć tak wspaniałą i interesującą przygodę w przestrzeni, metodami rozwoju w czasie, powinien ją zacząć od organizacji swej wiedzy w idee-decyzje, następnie upoważnić mądrość, aby pracowała niestrudzenie nad swym szlachetnym zadaniem przekształcenia będących w ludzkim posiadaniu idei w coraz bardziej praktyczne, ale jednak niebiańskie ideały, nawet w te koncepcje, które są tak rozsądne jako idee i logiczne jako ideały, że Dostrajacz pozwala sobie je łączyć i uduchowiać, żeby udostępniać je tym skojarzeniom skończonego umysłu, gdzie stanowić będą prawdziwe dopełnienie człowieka, przygotowując go tym samym do działania Ducha Prawdy pochodzącego od Synów, do czasowo-przestrzennych przejawów rajskiej prawdy – prawdy uniwersalnej. Koordynacja idei-decyzji, logicznych ideałów i boskiej prawdy, stanowi o posiadaniu prawego charakteru, co jest warunkiem wstępnym przyjęcia śmiertelnika do wciąż poszerzających się i coraz bardziej duchowych rzeczywistości światów morontialnych.

101:6.8 (1112.4) Nauka Jezusa stanowi pierwszą religię Urantian zawierającą taką pełnię harmonijnej koordynacji wiedzy, mądrości, wiary, prawdy i miłości, tak kompletnie i równocześnie, że daje doczesny spokój, intelektualną pewność, oświecenie moralne, filozoficzną stabilizację, etyczną wrażliwość, świadomość istnienia Boga i całkowitą gwarancję osobowego przetrwania śmierci. Wiara Jezusa ukazała drogę do finalizmu zbawienia ludzkiego, do ostatecznego, wszechświatowego sukcesu śmiertelnika, ponieważ dała:

101:6.9 (1112.5) 1. Zbawienie od więzów materialnych, w osobistym uświadomieniu sobie synostwa z Bogiem, który jest duchem.

101:6.10 (1112.6) 2. Zbawienie od zniewolenia intelektualnego: człowiek poznaje prawdę a prawda go wyzwala.

101:6.11 (1112.7) 3. Zbawienie od ślepoty duchowej, ludzkie uświadomienie sobie braterstwa istot śmiertelnych i morontialną świadomość braterstwa wszystkich istot wszechświata; praktykę-odkrywanie rzeczywistości duchowej i służbę-objawianie dobroci wartości ducha.

101:6.12 (1113.1) 4. Zbawienie od niekompletności jaźni przez docieranie do duchowych poziomów wszechświata i przez ostateczne uświadomienie sobie harmonii Havony i doskonałości Raju.

101:6.13 (1113.2) 5. Zbawienie od jaźni, oswobodzenie od ograniczeń samoświadomości, przez osiągnięcie kosmicznych poziomów Najwyższego umysłu i przez koordynację z osiągnięciami wszystkich innych, samoświadomych istot.

101:6.14 (1113.3) 6. Zbawienie od czasu, zdobycie życia wiecznego i niekończącego się rozwoju w poznawaniu Boga i w służeniu Bogu.

101:6.15 (1113.4) 7. Zbawienie od tego, co skończone, doprowadzoną do doskonałości jedność z Bóstwem w Najwyższym i poprzez niego, dzięki czemu istota stworzona próbuje transcendentalnie odkryć Ostatecznego na absonicznych poziomach postfinalisty.

101:6.16 (1113.5) Takie siedmiorakie zbawienie jest ekwiwalentem kompletności i doskonałości w realizacji ostatecznego doświadczania Ojca Wszechświatowego. I wszystko to jest potencjalnie zawarte w rzeczywistości wiary ludzkiej, kiedy człowiek przeżywa religię. Może się w tej wierze zawierać, ponieważ wiara Jezusa karmiła się nawet rzeczywistościami pozaostatecznymi i je objawiała; wiara Jezusa zbliżała się do statusu absolutu wszechświata tak dalece, jak może się on objawić w rozwijającym się kosmosie czasu i przestrzeni.

101:6.17 (1113.6) Dzięki przyswojeniu sobie wiary Jezusa, śmiertelny człowiek może mieć w czasie przedsmak rzeczywistości wieczności. W doświadczeniu ludzkim Jezus odkrył Ojca Finalnego a jego bracia w ciele życia śmiertelnego mogą podążać za nim, w tym samym doświadczeniu odkrywania Ojca. W tym samym stanie śmiertelnym mogą osiągnąć nawet takie zadowolenie w doświadczaniu Ojca, jakiego dostąpił Jezus. W wyniku końcowego obdarzenia Michała zaktualizowały się nowe potencjały we wszechświecie Nebadon a jednym z nich jest nowe naświetlenie drogi wieczności, która wiedzie do Ojca wszystkich i którą kroczyć mogą nawet śmiertelnicy z krwi i kości, podczas swego wstępnego życia na planetach w przestrzeni. Jezus był i jest nową i żywą drogą, którą człowiek może wkroczyć w boskie dziedzictwo, które jak rozporządził Ojciec, będzie jego, gdy tylko poprosi. W Jezusie dostrzega się w całej pełni zarówno początki jak i zakończenia doświadczania wiary w człowieczeństwie, nawet w boskim człowieczeństwie.

7. Osobista filozofia religii

101:7.1 (1113.7) Idea jest tylko teoretycznym planem działania, jednak stanowcza decyzja zatwierdza plan działania. Stereotyp jest planem działania akceptowanym bez zatwierdzenia. Materiały, z których tworzy się osobistą filozofię religii, pochodzą zarówno z wewnętrznego jak i środowiskowego doświadczenia jednostki. Status społeczny, warunki ekonomiczne, możliwości edukacyjne, rozwój polityczny, tendencje rasowe i nauki religijne, istniejące w czyimś czasie i miejscu, są czynnikami kształtującymi osobistą filozofię religii. Nawet wrodzony temperament i skłonności intelektualne w sposób istotny określają kształt filozofii religijnej. Zawód, małżeństwo i krewni – wszystko to ma wpływ na ewolucję czyichś osobistych standardów życiowych.

101:7.2 (1113.8) Filozofia religii powstaje z zasadniczego rozwoju idei, z dodatkiem doświadczenia życiowego, kiedy jedno i drugie jest modyfikowane tendencją do naśladowania swych bliźnich. Rozsądek konkluzji filozoficznych zależy od gorliwego, uczciwego i roztropnego myślenia, powiązanego z wyczuciem znaczeń i dokładnością wartościowania. Moralni tchórze nigdy nie dojdą do wysokich poziomów myślenia filozoficznego; trzeba odwagi, aby opanować nowe poziomy doświadczenia i próbować eksploracji nieznanych domen życia intelektualnego.

101:7.3 (1114.1) Wkrótce powstają nowe systemy wartości; osiąga się nowe sformułowania zasad i standardów; przekształca się zwyczaje i idee; dociera się do jakiejś idei osobowego Boga, po której pojawiają się rozwinięte koncepcje wzajemnych z nim związków.

101:7.4 (1114.2) Wielka różnica pomiędzy religijną a niereligijną filozofią życia polega na naturze i poziomie uznawanych wartości i na przedmiocie lojalności. W ewolucji filozofii religijnej istnieją cztery stadia. Doświadczenie takie może być czysto ugodowe, skazane na poddanie się tradycji i autorytetowi. Może też zaspokajać się drobnymi osiągnięciami, zaledwie wystarczającymi do stabilizacji życia codziennego i tym samym zostaje dość wcześnie zatrzymane na tak zaskakującym poziomie. Śmiertelnik taki wierzy, że dobrze jest zostawić wszystko tak jak jest. Trzecia grupa rozwija się do poziomu logicznego intelektualizmu, ale tutaj osiąga stagnację, na skutek niewolnictwa kulturowego. Naprawdę pożałowania godne jest widzieć gigantyczne intelekty, trzymane tak mocno w okrutnym uścisku więzów kulturowych. Tak samo żałosne jest widzieć tych, którzy wymieniają swe zniewolenie kulturowe na materialistyczne więzy nauki, fałszywie tak nazywanej. Czwarty poziom filozofii uwalnia się od wszelkich konwencjonalnych i tradycyjnych przeszkód i ośmiela się myśleć, działać i żyć uczciwie, lojalnie, nieustraszenie i prawdziwie.

101:7.5 (1114.3) Próba ogniowa każdej filozofii religijnej polega na sprawdzeniu, czy rozróżnia ona między rzeczywistościami świata materialnego i duchowego i czy jednocześnie uznaje ich zjednoczenie w dążeniach intelektualnych i w służbie społecznej. Rozsądna filozofia religijna nie miesza rzeczy Boskich z rzeczami cesarza. Nie uznaje też estetycznego kultu czystych cudów jako substytutu religii.

101:7.6 (1114.4) Filozofia przekształca taką prymitywną religię, która była w znacznej mierze bajką sumienia, w żywe doświadczanie rozwijających się wartości rzeczywistości kosmicznej.

8. Wiara a wierzenie

101:8.1 (1114.5) Wierzenie osiąga poziom wiary, kiedy motywuje życie i kształtuje sposób jego przeżywania. Uznanie nauczania za prawdziwe nie jest wiarą; to jest tylko wierzenie. Przeświadczenie czy pewność też nie jest wiarą. Stan umysłu dosięga poziomów wiary tylko wtedy, kiedy faktycznie panuje nad sposobem życia. Wiara jest żywym atrybutem autentycznego, osobistego doświadczenia religijnego. Gdy człowiek wierzy w prawdę, podziwia piękno i szanuje dobroć, ale ich nie czci, to taka postawa zbawczej wiary koncentruje się tylko na Bogu, który jest wszystkim tym, uosobionym, i czymś nieskończenie większym.

101:8.2 (1114.6) Wierzenie zawsze ogranicza i wiąże, wiara rozwija i uwalnia. Wierzenie utwierdza, wiara wyzwala. Jednak żywa wiara religijna jest jednak czymś większym niż połączeniem szlachetnych wierzeń, czymś większym niż podniosłym systemem filozoficznym; jest ona żywym doświadczeniem odnoszącym się do znaczeń duchowych, boskich ideałów i najwyższych wartości; jest to poznanie Boga i służenie człowiekowi. Wierzenia mogą być własnością grupy, ale wiara musi być osobista. Teologiczne wierzenia można proponować grupie, ale wiara może wyrastać tylko w sercu indywidualnego człowieka religijnego.

101:8.3 (1114.7) Wiara fałszuje swe przekonania, kiedy pozwala sobie zaprzeczać rzeczywistościom i dawać swym wyznawcom domniemaną wiedzę. Wiara jest zdrajcą, kiedy pomaga w zdradzie intelektualnej integralności i umniejsza lojalność dla najwyższych wartości i boskich ideałów. Wiara nigdy nie unika obowiązku rozwiązywania problemów w normalnym życiu. Żywa wiara nie wywołuje fanatyzmu, prześladowań czy też nietolerancji.

101:8.4 (1115.1) Wiara nie ogranicza twórczej wyobraźni ani też nie żywi nierozsądnych uprzedzeń wobec odkryć, powstałych w wyniku badań naukowych. Wiara ożywia religię i zmusza człowieka religijnego, aby żył heroicznie złotą zasadą. Gorliwość wiary zależy od wiedzy a jej dążenia stanowią preludium do zdobycia podniosłego spokoju.

9. Religia a moralność

101:9.1 (1115.2) Żadnego z wyznawanych objawień religijnych nie można uważać za autentyczne, jeśli nie zważa ono na wymogi obowiązków, wynikających z powinności etycznych wytworzonych i rozwijanych przez poprzedzającą je religię ewolucyjną. Objawienie niezawodnie poszerza horyzont etyczny religii ewolucyjnej i tak samo niezawodnie zwiększa zobowiązania moralne wszystkich poprzednich objawień.

101:9.2 (1115.3) Kiedy pozwalacie sobie osądzać krytycznie prymitywną religię człowieka (albo religię człowieka prymitywnego), powinniście pamiętać, aby sądzić tych dzikich i oceniać ich doświadczenie religijne zgodnie z ich oświeceniem i stanem ich sumienia. Byłoby błędem osądzanie religii innych ludzi waszymi własnymi standardami wiedzy i prawdy.

101:9.3 (1115.4) Prawdziwa religia jest tym wzniosłym i głębokim przekonaniem duszy, które nieodparcie napomina człowieka, że byłoby dlań niestosowne nie wierzyć w te morontialne rzeczywistości, które stanowią jego najwyższe koncepcje etyczne i moralne, jego najwyższy sposób rozumienia najważniejszych wartości życia i najgłębszych rzeczywistości wszechświata. I taka religia jest po prostu doświadczeniem, owocującym intelektualną lojalnością wobec najwyższych nakazów świadomości duchowej.

101:9.4 (1115.5) Poszukiwanie piękna jest tylko częścią religii, tak dalece, jak jest ono etyczne i do tego stopnia, w jakim wzbogaca koncepcję moralności. Sztuka jest tylko wtedy religijna, kiedy przenika ją cel wywodzący się z głębokiej motywacji duchowej.

101:9.5 (1115.6) Oświecona świadomość duchowa człowieka cywilizowanego nie interesuje się specjalnie jakimś specyficznym wierzeniem intelektualnym czy jakimś szczególnym sposobem życia, tak jak interesuje się odkrywaniem prawdy życia, dobrą i właściwą metodą reagowania na wciąż powtarzające się sytuacje bytu śmiertelnika. Świadomość moralna jest tylko nazwą, określającą ludzkie uznawanie i uświadamianie sobie tych wartości etycznych i wyłaniających się morontialnych, do których, jak obowiązek wymaga, człowiek powinien dostosować się przez codzienną kontrolę i kierowanie swym postępowaniem.

101:9.6 (1115.7) Chociaż należy zdawać sobie sprawę z niedoskonałości religii, istnieją przynajmniej dwa praktyczne przejawy jej natury i działania:

101:9.7 (1115.8) 1. Impuls duchowy i filozoficzny nacisk religii skłaniają człowieka do tego, aby rzutował swoją ocenę wartości moralnych bezpośrednio na sprawy swych współbraci – to jest etyczne oddziaływanie religii.

101:9.8 (1115.9) 2. Religia tworzy dla umysłu ludzkiego uduchowioną świadomość boskiej rzeczywistości, opartą na wierze i wyprowadzoną przez wiarę z poprzedzających ją koncepcji wartości moralnych i skoordynowaną z narzuconymi koncepcjami wartości duchowych. Religia tym samym staje się cenzorem spraw życiowych śmiertelnika, formą gloryfikowanego powiernictwa moralnego i zaufania rzeczywistości, zaufania wzbogaconym rzeczywistościom czasu i bardziej trwałym rzeczywistościom wieczności.

101:9.9 (1116.1) Wiara staje się łącznikiem pomiędzy moralną świadomością a duchową koncepcją trwałej rzeczywistości. Religia staje się drogą ucieczki człowieka od materialnych ograniczeń doczesnego i naturalnego świata, ku nadziemskim rzeczywistościom wiecznego i duchowego świata, dzięki metodzie zbawienia i poprzez nią – poprzez stopniowe przeobrażenie morontialne.

10. Religia jako wyzwoliciel człowieka

101:10.1 (1116.2) Inteligentny człowiek wie, że jest dzieckiem natury, częścią materialnego wszechświata, dlatego też nie dostrzega wiecznego życia indywidualnej osobowości w ruchach i napięciach matematycznego poziomu energii wszechświata. Tak samo poprzez badanie fizycznych przyczyn i skutków człowiek nigdy nie odkryje duchowej rzeczywistości.

101:10.2 (1116.3) Istota ludzka jest również świadoma tego, że jest częścią kosmosu idei i chociaż idea może trwać dłużej niż śmiertelne życie, nie ma nic takiego w idei, co wskazywałoby na osobiste przetrwanie śmierci przez tworzącą ideę osobowość. Tak samo dojście do kresu możliwości logiki i rozumowania nigdy nie objawi logikowi, czy rozumującemu, wiecznej prawdy o wiecznym życiu osobowości.

101:10.3 (1116.4) Materialny poziom praw zapewnia kontynuację przyczynowości, niekończącą się reakcję skutku na poprzedzającą go akcję; poziom umysłowy sugeruje zachowanie kontynuacji ideowej, nieustanny strumień możliwości koncepcyjnych płynący z istniejących wcześniej koncepcji. Jednak żaden z tych poziomów wszechświata nie ukazuje dociekliwemu śmiertelnikowi drogi ucieczki od statusu częściowości i nieznośnej niepewności bycia rzeczywistością przejściową we wszechświecie, osobowością doczesną, skazaną na wygaśnięcie z powodu wyczerpania się ograniczonych energii życiowych.

101:10.4 (1116.5) Tylko drogą morontialną, prowadzącą do wnikliwości duchowej, człowiek może kiedykolwiek zerwać pęta właściwe dla jego śmiertelnego statusu we wszechświecie. Energia i umysł prowadzą z powrotem do Raju i do Bóstwa, jednak ani wyposażenie energetyczne ani wyposażenie umysłowe człowieka nie przychodzi doń wprost od tego, Rajskiego Bóstwa. Tylko w sensie duchowym człowiek jest dzieckiem Bożym. I jest to prawdą, dlatego, że tylko w sensie duchowym człowiek jest teraz obdarzony i zamieszkały przez Rajskiego Ojca. Ludzkość nigdy nie odkryje boskości inaczej, jak drogą doświadczenia religijnego i dzięki przejawianiu prawdziwej wiary. Uznanie prawdy o Bogu, dzięki wierze, daje człowiekowi ucieczkę z ciasnych więzów materialnych ograniczeń i niesie mu racjonalną nadzieję na bezpieczne przejście z domeny materialnej, w której jest śmierć, do domeny duchowej, w której jest życie wieczne.

101:10.5 (1116.6) Celem religii nie jest zaspokojenie ciekawości odnośnie Boga, ale raczej danie intelektualnej stałości i filozoficznego bezpieczeństwa, ustabilizowanie i wzbogacenie życia ludzkiego poprzez zmieszanie tego, co śmiertelne z tym, co Boskie, tego, co częściowe z tym, co doskonałe, człowieka i Boga. To właśnie dzięki religijnemu doświadczeniu, ludzkim koncepcjom idealności nadana jest rzeczywistość.

101:10.6 (1116.7) Nigdy nie będzie ani naukowych, ani logicznych dowodów istnienia boskości. Samo rozumowanie nigdy nie potwierdzi wartości jak i dobroci doświadczenia religijnego. Jednak zawsze pozostanie prawdą, że ktokolwiek pragnie czynić wolę Bożą, powinien rozumieć doniosłość wartości duchowych. Jest to największe przybliżenie, jakie można zrobić na poziomie śmiertelnika, gdy idzie o przedstawienie dowodów rzeczywistości doświadczenia religijnego. Taka wiara daje jedyną możliwą ucieczkę od mechanicznego uścisku świata materialnego i od błędnych wypaczeń, wynikających z niekompletności świata intelektualnego; jest to jedyne dostrzegalne rozwiązanie impasu w myśleniu śmiertelnika, gdy idzie o nieustające trwanie indywidualnej osobowości. To jest jedyny paszport do pełni rzeczywistości i do wieczności życia, we wszechświatowej kreacji miłości, prawa, jedności i stopniowego osiągania Bóstwa.

101:10.7 (1117.1) Religia leczy skutecznie ludzkie poczucie izolacji ideowej czy samotności duchowej; daje wierzącemu koncesję syna Bożego, obywatela nowego i pełnego treści wszechświata. Religia zapewnia człowieka, że gdy idzie smugą światła prawości, dostrzegalną w duszy, utożsamia się on z planem Nieskończonego i celem Wiecznego. Wyzwolona w ten sposób dusza natychmiast zaczyna czuć się jak w domu w tym nowym wszechświecie, w jej wszechświecie.

101:10.8 (1117.2) Kiedy doznajecie takiego przekształcenia waszej wiary, nie jesteście już zniewoloną częścią matematycznego kosmosu, ale raczej wyzwolonymi, obdarzonymi wolą, synami Ojca Wszechświatowego. Tacy wyzwoleni synowie nie walczą już samotnie z nieubłaganym przeznaczeniem, kończącym doczesną egzystencję, nie zwalczają całej przyrody, bez żadnej nadziei na zwycięstwo, nie są już przytłoczeni paraliżującym strachem, że być może zaufali beznadziejnemu urojeniu, albo uczepili się wiary w dziwaczny błąd.

101:10.9 (1117.3) Teraz są to raczej synowie Boży powołani do prowadzenia wspólnej walki o tryumf rzeczywistości nad częściowymi cieniami egzystencji. W końcu wszyscy stworzeni zaczynają uświadamiać sobie, że Bóg i wszystkie Boskie zastępy prawie nieograniczonego wszechświata są po ich stronie, w nieziemskiej walce o zdobywanie wieczności życia i stanu boskości. Jest oczywiste, że tak wyzwoleni wiarą synowie zaciągnęli się teraz do zmagań czasu, po stronie najwyższych sił i niebiańskich osobowości wieczności; nawet gwiazdy na swoich szlakach walczą teraz dla nich; przynajmniej patrzą oni na wszechświat od wewnątrz, z punktu widzenia Boga i wszystko zostaje przekształcone, od niepewności materialnej izolacji do pewności wiecznego postępu duchowego. Nawet sam czas staje się tylko cieniem wieczności, rzucanym przez rajskie rzeczywistości na ruchliwą panoplię przestrzeni.

101:10.10 (1117.4) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 102, Podstawy wiary religijnej

Księga Urantii

Przekaz 102

Podstawy wiary religijnej

102:0.1 (1118.1) DLA niewierzącego materialisty człowiek jest po prostu ewolucyjnym przypadkiem. Jego nadzieje na przetrwanie śmierci zawieszone są wytworze ludzkiej wyobraźni; jego lęki, miłości, tęsknoty i wierzenia są tylko oddziaływaniami, wynikającymi z przypadkowego zestawienia pewnych nieożywionych atomów materii. Żaden przejaw energii, żadna ekspresja zaufania nie może go przenieść poza grób. Pełna poświęcenia praca i natchniony geniusz najlepszych ludzi skazane są na wygaszenie przez śmierć, długą i samotną noc wiecznej niepamięci i unicestwienia duszy. Niewyrażalna rozpacz jest jedyną nagrodą za życie i mozół pod doczesnym słońcem śmiertelnej egzystencji. Każdy dzień życia powoli i pewnie zaciska uchwyt bezlitosnego przeznaczenia, które wrogi i bezwzględny wszechświat materii narzucił jak obelgę, wieńczącą wszystko to, co w ludzkich pragnieniach piękne, szlachetne, wzniosłe i dobre.

102:0.2 (1118.2) Jednak nie taki jest koniec i wieczne przeznaczenie człowieka; podobna wizja jest tylko krzykiem desperacji niektórych, błądzących dusz, które zgubiły się w duchowej ciemności i które dzielnie się trudzą w obliczu mechanistycznych sofistyk materialnej filozofii, oślepione dezorientacją i wypaczeniami kompleksowego nauczania. Całe to zatracenie się w ciemności i całe to przeznaczenie rozpaczy rozprasza na zawsze jeden odważny wysiłek wiary najpokorniejszego i najmniej uczonego na Ziemi dziecka Bożego.

102:0.3 (1118.3) Ta zbawcza wiara rodzi się w ludzkim sercu, kiedy w swej świadomości moralnej człowiek zaczyna rozumieć, że wartości ludzkie mogą być przekształcone w doświadczenie śmiertelnika, prowadzące od tego, co materialne do tego, co duchowe, od tego, co ludzkie do tego, co Boskie, od czasu do wieczności.

1. Pewność jaką daje wiara

102:1.1 (1118.4) Funkcjonowanie Dostrajacza Myśli wyjaśnia, dlaczego prymitywne i ewolucyjne poczucie obowiązku u człowieka przekształca się w wyższą i lepiej określoną wiarę w wieczne rzeczywistości objawienia. W sercu ludzkim musi istnieć głód doskonałości, który pomaga zrozumieć człowiekowi drogę wiary, prowadzącą do najwyższego sukcesu. Jeśli ktoś zechce wykonywać Boską wolę, powinien znać drogę prawdy. Jest literalnie prawdziwe, że „sprawy ludzkie muszą być znane, aby mogły być kochane, ale sprawy Boskie muszą być kochane, aby być poznane”. Jednak uczciwe wątpliwości i szczere pytania nie są grzechem; taka postawa oznacza tylko opóźnienie w progresywnej podróży do doskonałości. Dziecinne zaufanie gwarantuje człowiekowi wejście do niebiańskiego królestwa wznoszenia się, ale postęp zależy w zupełności od żywego wyrażania silnej i pewnej wiary dorosłego człowieka.

102:1.2 (1119.1) Rozumowanie naukowe opiera się na obserwowalnych faktach czasu; wiara religii przekonuje z duchowego planu wieczności. To, czego nie mogą dla nas zrobić wiedza i rozumowanie, prawdziwa mądrość napomina nas, żeby pozwolić zrealizować wierze, poprzez religijną wnikliwość i duchową transformację.

102:1.3 (1119.2) Odosobnienie, jakie powstało w rezultacie buntu, sprawiło, że objawienie prawdy na Urantii zbyt często było mieszane z twierdzeniami częściowych i przejściowych kosmologii. Prawda pozostaje niezmienna z pokolenia na pokolenie, ale związane z nią nauki o świecie fizycznym zmieniają się z dnia na dzień i z roku na rok. Nie można lekceważyć wiecznej prawdy, dlatego tylko, że przypadkiem znalazła się obok przestarzałych idei o świecie materialnym. Im więcej nauki poznajecie, tym mniej możecie być pewni; im więcej macie religii, tym bardziej jesteście pewni.

102:1.4 (1119.3) Pewności nauki wywodzą się wyłącznie z intelektu; przeświadczenia religii wynikają z samych podstaw całej osobowości. Nauka przemawia do rozumowania umysłowego; religia przemawia do lojalności i poświęcenia ciała, umysłu i ducha, nawet całej osobowości.

102:1.5 (1119.4) Bóg jest tak rzeczywisty i tak absolutny, że nie może go dowieść żaden znak materialny, ani nie można przedstawić żadnego tak zwanego cudu, jako świadectwa jego rzeczywistości. Zawsze będziemy go doznawać, ponieważ ufamy jemu, a nasza wiara w niego opiera się w pełni na naszym osobistym uczestnictwie w Boskich przejawach jego nieskończonej rzeczywistości.

102:1.6 (1119.5) Zamieszkujący człowieka Dostrajacz Myśli nieustannie aktywizuje w duszy ludzkiej prawdziwy i badawczy głód doskonałości, wraz z tą dalekosiężną ciekawością, która może być odpowiednio zaspokojona tylko przez komunię z Bogiem, niebiańskim źródłem tego Dostrajacza. Głodna dusza ludzka nie chce się zaspokoić niczym niższym niż osobistym doznawaniem żywego Boga. Bóg może być czymś wyższym niż wysoką i doskonałą osobowością moralną, ale nie może być niczym niższym w naszej złaknionej i skończonej koncepcji.

2. Religia a rzeczywistość

102:2.1 (1119.6) Spostrzegawcze umysły i roztropne dusze rozpoznają religię, gdy ją znajdują w życiu swych współbraci. Religia nie potrzebuje definicji; wszyscy znamy jej owoce społeczne, intelektualne, moralne i duchowe. I wszystko to wynika z faktu, że religia jest własnością gatunku ludzkiego; nie jest dzieckiem kultury. Co prawda percepcja religii wciąż jest ludzka i tym samym podlega więzom ignorancji, zniewoleniu przesądami, oszustwom sofistyki i złudom fałszywej filozofii.

102:2.2 (1119.7) Jedną z cech charakterystycznych prawdziwej rękojmi religijnej jest to, że pomimo absolutności jej twierdzeń i nieugiętości jej postawy, duch jej wyrazu jest tak zrównoważony i tak łagodny, że nigdy nie sprawia ona w najmniejszym stopniu wrażenia apodyktyczności czy egoistycznej egzaltacji. Mądrość doświadczenia religijnego jest czymś w rodzaju paradoksu, dlatego, że jest ona zarówno ludzkiego pochodzenia jak i wywodzi się od Dostrajacza. Siła religii nie jest wytworem osobistych prerogatyw jednostki, ale raczej wynikiem działania wysublimowanego partnerstwa człowieka i wiecznego źródła całej mądrości. Dzięki temu słowa i działania prawdziwej, nieskalanej religii, stają się nieodparcie autorytatywne dla wszystkich oświeconych śmiertelników.

102:2.3 (1119.8) Trudno jest określić i analizować czynniki doświadczenia religijnego, ale nietrudno jest zauważyć, że ci, co w praktyce stosują religię, żyją i idą naprzód tak, jak gdyby już byli w obecności Wiecznego. Wierzący tak reagują na to życie doczesne, jak gdyby nieśmiertelność była na wyciągnięcie ręki. W życiu takich śmiertelników istnieje sensowna oryginalność i spontaniczność wyrazu, która na zawsze oddziela ich od tych współbraci, którzy wchłaniają tylko mądrość świata. Ludzie religijni wydają się żyć praktycznie wolni od nękającego pośpiechu i bolesnego stresu zmiennych kolei losu, tak charakterystycznych dla doczesnego biegu czasu; są okazami stabilnej osobowości i przepełnionego spokojem charakteru, niewyjaśnionego prawami fizjologii, psychologii i socjologii.

102:2.4 (1120.1) W nabywaniu wiedzy czas jest czynnikiem niezmiennym; religia udostępnia swoje dary natychmiast, chociaż istnieje tutaj ważny czynnik wzrostu w łasce, wyraźny postęp we wszystkich stadiach religijnego doświadczenia. Wiedza jest wiecznym poszukiwaniem; zawsze się uczycie, ale nigdy nie możecie osiągnąć pełni wiedzy absolutnej prawdy. W samej tylko wiedzy nigdy nie może być całkowitej pewności, tylko narastające prawdopodobieństwo aproksymacji, ale duchowo oświecona dusza religijna wie, i to wie teraz. A jednak ta głęboka i stanowcza pewność, u rozsądnie zorientowanego człowieka religijnego, nie zmniejsza jego zainteresowania wzlotami i upadkami ludzkiej mądrości, której materialna strona jest sztywno związana z osiągnięciami powoli rozwijającej się nauki.

102:2.5 (1120.2) Nawet odkrycia nauki nie są naprawdę rzeczywiste w świadomym doświadczeniu ludzkim, zanim nie zostaną wyjaśnione i skorelowane, zanim związane z nimi fakty nie staną się znaczeniami, po objęciu ich strumieniami myślowymi umysłu. Nawet na swoje otoczenie materialne człowiek śmiertelny patrzy z poziomu umysłowego, z perspektywy rejestracji psychologicznej. Nic w tym dziwnego, ponieważ człowiek powinien podchodzić do wszechświata stosując wysoce ujednolicony sposób rozumowania, a potem próbować utożsamiać jedność energii z jego nauki z jednością duchową swojego doświadczenia religijnego. Umysł jest jednością; świadomość śmiertelnika żyje na poziomie umysłu i dostrzega rzeczywistości uniwersalne tymi oczami, które posiada umysł. Perspektywa umysłowa nie może doprowadzić do egzystencjalnej jedności źródła rzeczywistości, Pierwszego Źródła i Centrum, ale może i z czasem będzie obrazować człowiekowi empiryczne syntezy energii, umysłu i ducha w Istocie Najwyższej i jako ta właśnie Istota. Jednak umysłowi nigdy nie uda się zjednoczyć zróżnicowania rzeczywistości, zanim taki umysł nie nabierze odpowiedniej pewności odnośnie rzeczy materialnych, znaczeń intelektualnych i wartości duchowych; jedność istnieje tylko w trójjednej harmonii rzeczywistości funkcjonalnej, a tylko w jedności osobowość zadowala się świadomością kosmicznej stałości i logiczności.

102:2.6 (1120.3) W ludzkim doświadczeniu jedność najlepiej odkrywa się dzięki filozofii. A chociaż ogół myśli filozoficznej zawsze musi mieć swoją podstawę w faktach materialnych, duszą i energią prawdziwie filozoficznej dynamiki jest duchowa wnikliwość śmiertelnika.

102:2.7 (1120.4) Człowiek ewolucyjny zazwyczaj nie lubi ciężkiej pracy. Dotrzymanie tempa, w jego doświadczeniu życiowym, inspirującym wymaganiom i nieodpartym pobudkom rozwijającego się doświadczenia religijnego oznacza nieustanną aktywność rozwoju duchowego, poszerzanie inteligencji, gromadzenie faktów i służbę społeczną. Nie ma prawdziwej religii w oderwaniu od bardzo aktywnej osobowości. Dlatego też bardziej leniwi ludzie częstokroć szukają ucieczki od trudności prawdziwie religijnej działalności w czymś w rodzaju pomysłowej ułudy, uciekając się do fałszywego schronienia w stereotypowych doktrynach religijnych i dogmatach. Jednak prawdziwa religia jest żywa. Intelektualna krystalizacja koncepcji religijnych jest ekwiwalentem śmierci duchowej. Nie możecie wyobrazić sobie religii bez idei, ale kiedy religia raz zostanie zredukowana tylko do idei, nie jest już religią; staje się zaledwie czymś w rodzaju ludzkiej filozofii.

102:2.8 (1121.1) Istnieją również inne rodzaje niestabilnych i źle zdyscyplinowanych dusz, które używają uczuciowych idei religii jako drogi ucieczki od denerwujących je wymagań życia. Kiedy niektórzy chwiejni i nieśmiali śmiertelnicy próbują uciekać od nieustannego ciśnienia życia ewolucyjnego, religia, tak jak ją pojmują, wydaje się stanowić najbliższy im azyl, najlepszą drogę ucieczki. Jednak misją religii jest przygotowanie człowieka do dzielnego, nawet heroicznego, stawania twarzą w twarz ze zmiennymi kolejami życia. Religia jest najwyższym darem człowieka ewolucyjnego, jest jedyną rzeczą, która sprawia, że idzie on naprzód i „trwa jakby widział Tego, który jest niewidzialny”. Jednak mistycyzm jest często czymś w rodzaju odwrotu od życia i praktykowany jest przez tych ludzi, którym nie odpowiada bardziej ożywiona działalność, życie życiem religijnym na szerokiej arenie ludzkiej społeczności i we współpracy z ludźmi. Prawdziwa religia musi działać. Działalność będzie wynikiem religii, kiedy człowiek naprawdę ją posiada albo kiedy religii pozwala się naprawdę zawładnąć człowiekiem. Religia nigdy nie będzie się zadowalać tylko myśleniem czy czuciem bez działania.

102:2.9 (1121.2) Nie przeoczyliśmy tego, że religia działa czasem niemądrze, nawet niereligijnie, ale jednak działa. Zboczenia przekonań religijnych doprowadzały do krwawych prześladowań, ale religia zawsze i nieustannie coś robi, jest dynamiczna!

3. Wiedza, mądrość i wnikliwość

102:3.1 (1121.3) Intelektualne braki czy edukacyjne ubóstwo nieodmiennie przeszkadzają w wyższych osiągnięciach religijnych, gdyż takie zubożałe środowisko natury duchowej odbiera religii jej główny kanał filozoficznego kontaktu ze światem wiedzy naukowej. Intelektualne składniki religii są ważne, ale ich nadmierny rozwój również bardzo przeszkadza i jest kłopotliwy. Religia wciąż musi działać w obliczu paradoksalnych potrzeb: potrzeby robienia wartościowego użytku z myślenia, gdy jednocześnie musi umniejszać duchową przydatność wszelkiego myślenia.

102:3.2 (1121.4) Religijne dociekania są nieuchronne, ale zawsze szkodliwe; dociekania nieodmiennie fałszują ich podmiot. Dociekania mają tendencję przekształcenia religii w coś materialnego czy humanistycznego, a tym samym, podczas gdy bezpośrednio wpływają na jasność logicznego myślenia, pośrednio sprawiają, że religia okazuje się czynnikiem świata doczesnego, tego właśnie świata, któremu zawsze powinna się przeciwstawiać. Zatem religia zawsze będzie się charakteryzować paradoksami, wynikającymi z braku empirycznej łączności pomiędzy poziomem materialnym a duchowym wszechświata - motą morontialną, superfilozoficzną wrażliwością na postrzeganie prawdy i percepcję jedności.

102:3.3 (1121.5) Materialne uczucia, ludzkie emocje, prowadzą wprost do działań materialnych, aktów samolubnych. Wnikliwości religijne, motywacje duchowe, prowadzą wprost do działań religijnych, bezinteresownych czynów w służbie społecznej i do altruistycznej życzliwości.

102:3.4 (1121.6) Skłonności religijne są poszukiwaniem, wynikającym z głodu boskiej rzeczywistości. Doświadczenie religijne jest uświadomieniem sobie faktu znalezienia Boga. I kiedy istota ludzka znajduje Boga, dusza takiego człowieka doznaje swoistego, niewyrażalnego niepokoju, wynikającego z tryumfu tego odkrycia, które ją pobudza do szukania miłości pełnej służby-kontaktu z mniej oświeconymi współbraćmi, nie po to, żeby pokazać, że znalazła Boga, ale raczej po to, aby pozwolić wylać się krynicy wiecznej dobroci z własnej duszy, dla odświeżenia i nobilitacji swych współbraci. Prawdziwa religia prowadzi do coraz intensywniejszej służby społecznej.

102:3.5 (1122.1) Nauka, wiedza, prowadzi do uświadomienia sobie faktów; religia, doświadczanie, prowadzi do uświadomienia sobie wartości; filozofia, mądrość, prowadzi do skoordynowanego uświadomienia; objawienie (substytut moty morontialnej) prowadzi do uświadomienia sobie prawdziwej rzeczywistości; podczas gdy koordynacja uświadomienia sobie faktu, wartości i prawdziwej rzeczywistości przynosi świadomość rzeczywistości osobowości, maksimum jestestwa, razem z wiarą w możliwość wiecznego życia tej właśnie osobowości.

102:3.6 (1122.2) Wiedza prowadzi do rozwarstwienia ludzi, zapoczątkowuje warstwy i kasty. Religia prowadzi do służenia człowiekowi, tym samym tworzy etykę i altruizm. Mądrość prowadzi do wyższej i lepszej wspólnoty, zarówno idei jak i bliźnich. Objawienie wyzwala ludzi i wysyła ich na wieczną przygodę.

102:3.7 (1122.3) Nauka klasyfikuje ludzi; religia kocha ludzi, również ciebie; mądrość daje sprawiedliwość i różnicuje ludzi, ale objawienie gloryfikuje człowieka i odkrywa jego zdolność do partnerstwa z Bogiem.

102:3.8 (1122.4) Nauka na próżno próbuje stworzyć braterstwo kultury; religia powołuje do bytu braterstwo duchowe. Filozofia dąży do braterstwa mądrości, objawienie przedstawia wieczne braterstwo, Rajski Korpus Finalizmu.

102:3.9 (1122.5) Wiedza jest dumna z faktu osobowości; mądrość jest świadomością znaczenia osobowości; religia jest poznawaniem wartości osobowości; objawienie jest gwarancją wiecznego trwania osobowości.

102:3.10 (1122.6) Nauka usiłuje identyfikować, analizować i klasyfikować poszczególne części nieograniczonego kosmosu. Religia pojmuje ideę całości, całego kosmosu. Filozofia próbuje identyfikować materialne segmenty nauki z duchową wnikliwością koncepcji całości. Tam, gdzie się to nie udaje filozofii, udaje się objawieniu, które potwierdza, że krąg kosmiczny jest wszechświatowy, wieczny, absolutny i nieskończony. Zatem kosmos Nieskończonego JESTEM jest bez końca, bez ograniczeń i wszechogarniający – bezczasowy, bezprzestrzenny i nie uwarunkowany. A my poświadczamy, że Nieskończony JESTEM jest także Ojcem Michała z Nebadonu i Bogiem ludzkiego zbawienia.

102:3.11 (1122.7) Nauka określa Bóstwo jako fakt; filozofia przedstawia ideę Absolutu; religia wyobraża Boga jako miłości pełną osobowość duchową. Objawienie potwierdza jedność faktu Bóstwa, idei Absolutu i duchowej osobowości Boga, a dodatkowo jeszcze przedstawia tę koncepcję jako naszego Ojca – uniwersalny fakt istnienia, wieczną ideę umysłu i nieskończonego ducha życia.

102:3.12 (1122.8) Pogoń za wiedzą stanowi naukę, poszukiwanie mądrości jest filozofią, miłość do Boga jest religią, głód prawdy jest objawieniem. Jednak zamieszkujący człowieka Dostrajacz Myśli dodaje poczucia rzeczywistości do człowieczego, duchowego wglądu w kosmos.

102:3.13 (1122.9) W nauce idea poprzedza ekspresję jej realizacji, w religii doświadczenie realizacji poprzedza ekspresję idei. Istnieje wielka różnica pomiędzy ewolucyjną wolą wierzenia a wolą, która wierzy – wytworem oświeconego rozumowania, religijnej wnikliwości i objawienia.

102:3.14 (1122.10) W ewolucji religia często prowadzi człowieka do tworzenia własnych koncepcji Boga; objawienie ukazuje fenomen Boga, który kształtuje człowieka, podczas gdy w ziemskim życiu Chrystusa Michała dostrzegamy fenomen Boga, objawiającego siebie człowiekowi. Ewolucja ma tendencję czynienia Boga podobnego do człowieka, objawienie zmierza w kierunku uczynienia człowieka podobnego Bogu.

102:3.15 (1122.11) Nauka zaspokaja się tylko pierwszymi przyczynami, religia najwyższą osobowością a filozofia jednością. Objawienie potwierdza, że te trzy są jednością, i że wszystkie są ważne. Wieczna rzeczywistość jest dobrem wszechświata a nie czasowymi iluzjami przestrzennego zła. W duchowym doświadczeniu wszystkich osobowości prawdą jest zawsze to, że rzeczywistość jest dobrem a dobro jest rzeczywistością.

4. Fakt doświadczenia

102:4.1 (1123.1) Dlatego, że w waszych umysłach istnieje Dostrajacz Myśli, nie jest dla was bardziej tajemnicze poznawanie umysłu Boga, niż oczywista świadomość poznawania przez was jakiegokolwiek innego umysłu, ludzkiego czy nadludzkiego. Religia i świadomość społeczna mają tę wspólną cechę, że są oparte na świadomości istnienia innej umysłowości. Metoda, dzięki której możecie przyjąć czyjąś ideę za swoją, jest tą samą metodą, za pomocą której możecie „pozwolić, aby umysł, który był w Chrystusie, był także w was”.

102:4.2 (1123.2) Czym jest doświadczenie ludzkie? Jest po prostu dowolnym oddziaływaniem wzajemnym pomiędzy aktywną i pytającą jaźnią a jakąkolwiek inną, aktywną i zewnętrzną rzeczywistością. Całość doświadczenia określa głębię koncepcji, z dodatkiem całościowego uznawania rzeczywistości zewnętrznej. Dynamika doświadczenia równa się sile oczekującej wyobraźni plus ostrość odkrywania zmysłami zewnętrznych jakości rzeczywistości, z którą się kontaktujemy. Fakt doświadczenia opiera się na samoświadomości plus inne istnienia – inna rzeczowość, inna umysłowość inna duchowość.

102:4.3 (1123.3) Człowiek uświadamia sobie bardzo wcześnie, że nie jest sam na świecie albo we wszechświecie. Powstaje tutaj, w środowisku osobowości, naturalna, spontaniczna świadomość innej umysłowości. Wiara przekształca to naturalne doświadczenie w religię, w uznanie Boga za rzeczywistość – źródło, naturę i przeznaczenie – innej umysłowości. Taka wiedza o Bogu jest jednak nadal i wciąż rzeczywistością doświadczenia osobistego. Gdyby Bóg nie był osobowością, nie mógłby zostać żywą częścią rzeczywistego doświadczenia religijnego osobowości ludzkiej.

102:4.4 (1123.4) Czynnik błędu, istniejący w ludzkim doświadczeniu religijnym, jest wprost proporcjonalny do zawartości w nim materializmu, zanieczyszczającego duchową koncepcję Ojca Wszechświatowego. Ludzki, przedduchowy postęp we wszechświecie, polega na wyzbyciu się tych błędnych idei o naturze Boga i rzeczywistości czystego, prawdziwego ducha. Bóstwo jest czymś więcej niż duchem, ale duchowe podejście do niego jest dla wznoszącego się człowieka jedynym możliwym podejściem.

102:4.5 (1123.5) Modlitwa jest wprawdzie częścią doświadczenia religijnego, ale współczesne religie przywiązują do niej zbyt wielką wagę, w dużej mierze zaniedbując bardziej istotną komunię czczenia. Czczenie pogłębia i poszerza refleksyjne moce umysłu. Modlitwa może wzbogacić życie, ale czczenie naświetla przeznaczenie ludzkie.

102:4.6 (1123.6) Religia objawiona jest czynnikiem jednoczącym byt ludzki. Objawienie jednoczy historię, koordynuje geologię, astronomię, fizykę, chemię, biologię, socjologię i psychologię. Duchowe doświadczenie jest prawdziwą duszą ludzkiego kosmosu.

5. Najwyższość celowego potencjału

102:5.1 (1123.7) Chociaż ustanowienie faktu wierzenia nie jest równoznaczne z ustanowieniem faktu tego, w co się wierzy, tym niemniej postęp ewolucyjny prostego życia do statusu osobowości ukazuje fakt istnienia potencjału osobowości, z którym można zaczynać. I we wszechświatach czasu, potencjał jest zawsze wyższy niż to, co aktualne. W rozwijającym się kosmosie potencjał jest tym, co powinno być a to, co powinno być, jest ujawniającymi się, celowymi zarządzeniami Bóstwa.

102:5.2 (1124.1) Ta sama najwyższość potencjału uwidacznia się w ewolucji ideowej umysłu, kiedy to prymitywny, zwierzęcy strach, przekształca się w coraz głębszy szacunek dla Boga i w narastający respekt wobec wszechświata. Człowiek prymitywny miał więcej religijnego strachu niż wiary, a wyższość potencjałów duchowych nad aktualnością umysłu ukazuje się wtedy, kiedy ów niski strach przekształcany został w żywą wiarę w rzeczywistości duchowe.

102:5.3 (1124.2) Możecie psychologizować religię ewolucyjną, ale nie religię osobistego doświadczania, pochodzącą od ducha. Moralność ludzka może uznawać wartości, ale tylko religia może zachowywać, wywyższać i uduchowiać te wartości. Jednak pomimo takiego funkcjonowania, religia jest czymś więcej niż naładowaną uczuciami moralnością. Religia tak się ma do moralności, jak miłość do obowiązku, jak synostwo do poddaństwa, jak esencja do substancji. Moralność odsłania wszechmocnego Kontrolera, Bóstwo, któremu trzeba służyć; religia odsłania wszechmiłującego Ojca, Boga, którego trzeba czcić i kochać. I znowu dzieje się tak dlatego, ponieważ duchowy potencjał religii dominuje nad aktualnością obowiązku moralności ewolucyjnej.

6. Pewność wiary religijnej

102:6.1 (1124.3) Filozoficzna eliminacja strachu religijnego i stopniowy postęp nauki znacznie zwiększają śmiertelność fałszywych bogów; i chociaż te straty w szeregach stworzonych przez człowieka bogów mogą chwilowo przesłonić wizję duchową, niszczą one w końcu tę ignorancję i te przesądy, które tak długo przesłaniały żywego Boga wiecznej miłości. Związek pomiędzy stworzonym a Stwórcą jest żywym doświadczeniem, dynamiczną wiarą religijną, której nie można precyzyjnie zdefiniować. Wyodrębnienie części życia i nazwanie tego religią jest rozdrobnieniem życia i wypaczeniem religii. To właśnie dlatego czczony Bóg chce wierności całej albo żadnej.

102:6.2 (1124.4) Bogowie ludzi prymitywnych nie mogli być niczym więcej niż ich własnymi cieniami; żywy Bóg jest niebiańskim światłem, którego blask rzuca stwórcze cienie na całą przestrzeń.

102:6.3 (1124.5) Człowiek religijny, dochodzący do poziomu filozoficznego, wierzy w osobowego Boga osobistego zbawienia, w coś więcej niż rzeczywistość, wartość, poziom dokonania, egzaltowany proces, przekształcenie, ostateczność czasu-przestrzeni, idealizację, uosobienie energii, byt grawitacji, rzutowanie człowieka, idealizację jaźni, wyniesienie natury, inklinację do dobra, impuls ewolucji pchający naprzód, czy wysublimowaną hipotezę. Człowiek religijny wierzy w Boga miłości. Miłość jest esencją religii i źródłem zaawansowanej cywilizacji.

102:6.4 (1124.6) Wiara przekształca filozoficznego Boga prawdopodobieństwa w zbawczego Boga pewności, w osobistym doświadczeniu religijnym. Sceptycyzm może rzucić wyzwanie teoriom teologicznym, ale pewność zaufania, wynikająca z osobistego doświadczenia, potwierdza prawdę tego wierzenia, które rozwija się w wiarę.

102:6.5 (1124.7) Przekonania na temat Boga można mieć dzięki mądremu rozumowaniu, jednak jednostka staje się świadomą Boga tylko przez wiarę, przez osobiste doświadczenie. W większości tego, co się odnosi do życia, należy brać pod uwagę prawdopodobieństwo, ale podczas kontaktu z rzeczywistością kosmiczną można mieć pewność, kiedy do takich znaczeń i wartości dochodzi się żywą wiarą. Rozpoznająca Boga dusza ośmiela się mówić „wiem”, nawet wtedy, kiedy taka znajomość Boga kwestionowana jest przez niewierzącego, który zaprzecza tej pewności, ponieważ nie jest ona w pełni poparta intelektualną logiką. Każdemu takiemu wątpiącemu wierzący odpowiada tylko: „Skąd wiesz, że ja nie wiem?”.

102:6.6 (1125.1) Chociaż rozumowanie zawsze może kwestionować wiarę, wiara zawsze może dopełniać zarówno rozumowanie jak i logikę. Rozumowanie stwarza to prawdopodobieństwo, które wiara może przekształcić w moralną pewność, nawet w doświadczenie duchowe. Bóg najpierw jest prawdą a na koniec faktem; zatem cała prawda ma w nim początek, podczas gdy wszystkie fakty istnieją w zależności od niego. Bóg jest prawdą absolutną. Człowiek może znać Boga jako prawdę, aby jednak zrozumieć – wyjaśnić – Boga, człowiek musi odkryć fakt wszechświata wszechświatów. Tylko żywa wiara może przerzucić most nad rozległą przepaścią, istniejącą pomiędzy doświadczaniem prawdy o Bogu a ignorancją w sprawie faktu Boga. Samym rozumowaniem nie można dojść do harmonii pomiędzy nieskończoną prawdą a wszechświatowym faktem.

102:6.7 (1125.2) Wierzenie może nie zdołać się oprzeć zwątpieniu i przeciwstawić strachowi, ale wiara zawsze tryumfuje nad zwątpieniem, ponieważ wiara jest zarówno autentyczna jak i żywa. To, co autentyczne, zawsze ma przewagę nad tym, co nieautentyczne, prawda nad błędem, doświadczenie nad teorią, rzeczywistości duchowe nad odosobnionymi faktami czasu i przestrzeni. Przekonującym dowodem istnienia tej pewności duchowej są społeczne owoce ducha, które tacy wierzący, wierni, wydają w rezultacie autentycznego doświadczenia duchowego. Jezus powiedział: „Jeśli miłujecie waszych braci, tak jak ja was umiłowałem, wtedy wszyscy ludzie poznają, żeście moimi uczniami”.

102:6.8 (1125.3) Dla nauki Bóg jest możliwością, dla psychologii pragnieniem, dla filozofii prawdopodobieństwem, dla religii pewnością, rzeczywistością doświadczenia religijnego. Rozumowanie nakazuje, żeby filozofia, która nie może znaleźć Boga prawdopodobieństwa, była pełna szacunku dla tej wiary religijnej, która może i znajduje Boga pewności. Nauka też nie powinna dyskredytować doświadczenia religijnego jako łatwowierności, przynajmniej tak długo, jak długo trwa w założeniach, że intelektualne i filozoficzne wyposażenie człowieka wyłania się z wciąż niższych poziomów inteligencji, im dalej wstecz się patrzy, ostatecznie bierze swój początek z życia prymitywnego, które było zupełnie pozbawione wszelkiego myślenia i czucia.

102:6.9 (1125.4) Faktów ewolucji nie można stawiać naprzeciw prawdy o rzeczywistości tej pewności, która wynika z doświadczenia duchowego, przeżywanego w życiu religijnym rozpoznającego Boga śmiertelnika. Ludzie inteligentni powinni przestać rozumować jak dzieci i zacząć stosować konsekwentną logikę dorosłych, tę logikę, która dopuszcza koncepcję prawdy obok obserwacji faktu. Materializm naukowy zbankrutował, kiedy trwał przy swoim, w obliczu każdego kolejnego fenomenu wszechświata, kiedy anulował swe aktualne obiekcje przez odsyłanie tego, co jest bezsprzecznie wyższe z powrotem ku temu, co jest bezsprzecznie niższe. Konsekwencja nakazuje uznać działalność kierującego się celem Stwórcy.

102:6.10 (1125.5) Ewolucja organiczna jest faktem; zamierzona albo celowa ewolucja jest prawdą, która harmonizuje skądinąd sprzeczne zjawiska wciąż wyższych osiągnięć ewolucji. Im wyżej pójdzie jakikolwiek naukowiec w wybranej przez siebie dziedzinie, tym chętniej porzuci teorie materialistycznych faktów na rzecz kosmicznej prawdy o dominacji Najwyższego Umysłu. Materializm zaniża wartość życia ludzkiego; ewangelia Jezusa niezmiernie wzbogaca i nieziemsko wynosi każdego śmiertelnika. Należy sobie uzmysłowić, że śmiertelny byt polega na intrygującym i fascynującym doświadczeniu, na urzeczywistnianiu rzeczywistości, kiedy ludzkie sięganie w górę spotyka się z Boskim i zbawczym sięganiem w dół.

7. Pewność tego, co Boskie

102:7.1 (1126.1) Ojciec Wszechświatowy, będąc samowystarczalnym, również nie wymaga wyjaśnień; faktycznie żyje on w każdym rozumnym śmiertelniku. Jednak nie możecie mieć pewności odnośnie Boga, dopóki go nie poznacie; synostwo jest jedynym doświadczeniem, które ojcostwo czyni oczywistym. Wszechświat wszędzie ulega zmianom. Zmieniający się wszechświat jest wszechświatem zależnym; kreacja taka nie może być ani skończona, ani absolutna. Skończony wszechświat jest zupełnie zależny od Ostatecznego i Absolutnego. Wszechświat i Bóg nie są identyczni; jeden jest przyczyną, drugi skutkiem. Przyczyna jest absolutna, nieskończona, wieczna i niezmienna; skutek czasowo-przestrzenny i transcendentalny, ale wciąż zmienny, zawsze rozwijający się.

102:7.2 (1126.2) Bóg jest jednym i jedynym samosprawczym faktem we wszechświecie. Jest on tajemnicą porządku, planu i celu całego stworzenia rzeczy i istot. Wszędzie zmienny wszechświat jest regulowany i stabilizowany przez absolutnie niezmienne prawa – zwyczaje niezmiennego Boga. Fakt Boga, Boskie prawo, jest niezmienne; prawda o Bogu, jego związek z wszechświatem, jest objawieniem względnym, które zawsze się przystosowuje do wciąż rozwijającego się wszechświata.

102:7.3 (1126.3) Ci, co chcieliby wymyślić religię bez Boga, są jak ci, którzy chcieliby zbierać owoce bez drzew, czy mieć dzieci bez rodziców. Nie możecie mieć skutków bez przyczyn; tylko JESTEM jest bezprzyczynowy. Fakt doświadczenia religijnego implikuje Boga i taki Bóg osobistego doświadczenia musi być Bóstwem osobowym. Nie możecie się modlić do wzoru chemicznego, prosić o cokolwiek równanie matematyczne, czcić hipotezę, zwierzać się postulatowi, mieć komunię z procedurą, służyć abstrakcji czy wejść w miłości pełne braterstwo z prawem.

102:7.4 (1126.4) Prawdą jest, że wiele pozornie religijnych cech może wyrastać z niereligijnych korzeni. Człowiek może intelektualnie zaprzeczać istnieniu Boga i wciąż pozostawać moralny, lojalny, synowski, uczciwy a nawet idealistyczny. Człowiek może zaszczepić wiele czysto humanistycznych gałęzi na zasadniczo duchowej naturze i tym samym pozornie dowieść swego twierdzenia o religii pozbawionej Boga, ale takie doświadczenie pozbawione jest wartości wiecznego życia, znajomości Boga i wznoszenia się ku Bogu. W doświadczeniu takiego śmiertelnika pojawiają się tylko owoce społeczne a nie duchowe. Zaszczepka określa rodzaj owocu, pomimo, że żywe wartości odżywcze wyciągane są z korzeni pierwotnego, boskiego wyposażenia, zarówno umysłowego jak i duchowego.

102:7.5 (1126.5) Intelektualnym znamieniem religii jest pewność; jej filozoficzną cechą jest konsekwencja; jej społeczne owoce to miłość i służba.

102:7.6 (1126.6) Rozpoznająca Boga osoba to nie jest ten człowiek, który jest ślepy na trudności, czy nie zważa na przeszkody, stojące na drodze do znalezienia Boga w labiryncie przesądów, tradycji i materialistycznych tendencji czasów współczesnych. Spotkał on już wszystkie takie odstraszające czynniki i tryumfuje nad nimi, przezwyciężając je dzięki żywej wierze i wbrew nim osiągając szczyty duchowego doświadczenia. Prawdą jest jednak, że wielu tych, którzy wewnętrznie są pewni Boga, boi się przyznać do takich uczuć pewności ze względu na wielką liczbę i spryt tych, którzy gromadzą obiekcje i mnożą trudności w sprawie wierzenia w Boga. Nie trzeba wielkiej głębi intelektu, aby wykazywać wady, zadawać pytania czy wnosić sprzeciwy. Trzeba jednak jaskrawości umysłu, aby odpowiedzieć na takie pytania i rozwiązać te trudności; pewność wiary jest najwspanialszą metodą postępowania ze wszystkimi takimi, powierzchownymi sporami.

102:7.7 (1127.1) Jeśli nauka, filozofia czy socjologia ośmielają się być dogmatyczne w walce z prorokami prawdziwej religii, wtedy rozpoznający Boga ludzie powinni odpowiadać na tak bezpodstawny dogmatyzm jeszcze bardziej dalekowzrocznym dogmatyzmem, wynikającym z pewności osobistego doświadczenia duchowego: „wiem, czego doświadczyłem, ponieważ jestem synem JESTEM”. Jeśli osobistemu doświadczeniu wierzącego przeciwstawia się dogmat, wtedy zrodzony w wierze syn doświadczanego przezeń Ojca może odpowiedzieć tym niepodważalnym dogmatem, oznajmieniem swego faktycznego synostwa z Ojcem Wszechświatowym.

102:7.8 (1127.2) Tylko rzeczywistość nie uwarunkowana, absolut, może sobie pozwolić na to, aby być konsekwentnie dogmatyczna. Ci, którzy z założenia chcą być dogmatyczni, jeśli są konsekwentni, wcześniej czy później muszą wpaść w objęcia Absolutu energii, Uniwersalności prawdy i Nieskończoności miłości.

102:7.9 (1127.3) Jeżeli ci, co podchodzą niereligijnie do rzeczywistości kosmicznej, ośmielą się rzucić wyzwanie pewności wiary, ze względu na jej nie udowodniony status, wtedy ten, co doświadcza ducha, może podobnie uciec się do dogmatycznego wyzwania rzuconego faktom nauki i wierzeniom filozofii, na tej podstawie, że są one również nie udowodnione; są tak samo doświadczeniami w świadomości naukowca czy filozofa.

102:7.10 (1127.4) Ze wszystkich wszechświatowych doświadczeń, możemy mieć największe zaufanie do Boga — najbardziej nieuniknionej ze wszystkich obecności, najbardziej realnego ze wszystkich faktów, najżywszej ze wszystkich prawd, najbardziej kochającego ze wszystkich przyjaciół i najbardziej boskiej ze wszystkich wartości.

8. Dowody religii

102:8.1 (1127.5) Najwyższy dowód rzeczywistości i efektywności religii oparty jest na fakcie ludzkiego doświadczenia, a mianowicie na tym, że człowiek, z natury bojaźliwy i podejrzliwy, od urodzenia wyposażony w silny instynkt samozachowawczy i pragnący życia wiecznego po śmierci, skłonny jest całkowicie powierzyć swe najżywotniejsze interesy czasu teraźniejszego i przyszłości prowadzeniu i kierowaniu przez tę siłę i tę osobę, którą jego wiara określa Bogiem. To jest główna prawda wszystkich religii. W sprawie tego, co ta moc czy ta osoba wymaga od człowieka, w zamian za opiekę i ostateczne zbawienie, nie ma dwóch religii, które by się zgadzały; faktycznie wszystkie bardziej czy mniej się nie zgadzają.

102:8.2 (1127.6) Co się tyczy statusu dowolnej religii na skali ewolucyjnej, najlepiej go można ocenić przez moralne osądy i standardy etyczne. Im wyższy rodzaj danej religii, tym bardziej popiera ona i jest popierana przez wciąż doskonalszą moralność społeczną i kulturę etyczną. Nie możemy osądzać religii statusem towarzyszącej jej cywilizacji; lepiej ocenimy prawdziwą naturę cywilizacji czystością i szlachetnością jej religii. Wielu najznakomitszych nauczycieli religijnych było praktycznie analfabetami. Nie trzeba mądrości świata, aby żywić zbawczą wiarę w wieczne rzeczywistości.

102:8.3 (1127.7) Różnice, istniejące między religiami w różnych epokach, są całkowicie zależne od zróżnicowania ludzkiego pojmowania rzeczywistości i od zróżnicowanego uznawania przez człowieka wartości moralnych, związków etycznych i rzeczywistości duchowych.

102:8.4 (1127.8) Etyka jest zewnętrznym, społecznym czy narodowym lustrem, które wiernie odzwierciedla niezauważalny skądinąd rozwój wydarzeń wewnętrznych, duchowych i religijnych. Człowiek zawsze myślał o Bogu w terminologii tego, co uważał za najlepsze w swych najwznioślejszych ideach i najwyższych ideałach. Nawet religia historyczna zawsze tworzyła swoje koncepcje Boga z najwyżej uznawanych wartości. Każda inteligentna istota daje imię Bóg temu, co uważa za najlepsze i najwyższe.

102:8.5 (1128.1) Religia, gdy jest zredukowana do terminologii rozumowania i ekspresji intelektualnej, zawsze ośmielała się krytykować cywilizację i proces ewolucyjny, osądzając go według swych własnych standardów kultury etycznej i postępu moralnego.

102:8.6 (1128.2) Podczas gdy osobista religia poprzedza ewolucję moralności ludzkiej, z przykrością należy odnotować, że religia instytucjonalna pozostawała nieodmiennie w tyle za powoli zmieniającymi się obyczajami narodów. Zorganizowana religia okazała się być konserwatywnie opóźniona. Prorocy prowadzili zazwyczaj ludzi do rozwoju religijnego, teologowie zazwyczaj ciągnęli ich wstecz. Religia, będąc sprawą wewnętrznego i osobistego doświadczenia, nigdy nie mogła wyjść zbyt daleko poza intelektualną ewolucję narodów.

102:8.7 (1128.3) Jednak religia nigdy się nie wzbogaca przez odwoływanie się do tak zwanych cudowności. Pogoń za cudami jest powrotem do prymitywnych religii magicznych. Prawdziwa religia nie ma nic wspólnego z rzekomymi cudami a religia objawiona nigdy nie przedstawia cudów jako dowodu swego autorytetu. Religia zawsze i stale zakorzeniona jest oraz ugruntowana w osobistym doświadczeniu. I wasza najwyższa religia, życie Jezusa, jest takim właśnie osobistym doświadczeniem: człowiek, śmiertelny człowiek, poszukujący Boga i znajdujący go w pełni podczas jednego krótkiego życia w ciele, podczas gdy w tym samym ludzkim doświadczeniu pojawił się Bóg, poszukujący człowieka i znajdujący go, aż do pełni zadowolenia doskonałej duszy nieskończonej najwyższości. I to jest religia, nawet najwyższa z dotychczas objawionych we wszechświecie Nebadon – ziemskie życie Jezusa z Nazaretu.

102:8.8 (1128.4) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 103, Rzeczywistość doświadczenia religijnego

Księga Urantii

Przekaz 103

Rzeczywistość doświadczenia religijnego

103:0.1 (1129.1) WSZELKIE prawdziwie religijne reakcje ludzkie są rozbudzane przez wczesną działalność przybocznego czci a kontrolowane przez przybocznego mądrości. Człowiek otrzymuje pierwszy, superumysłowy dar, kiedy zostaje objęty obwodem Ducha Świętego, pochodzącym od Stwórczego Ducha Wszechświata i ten Duch funkcjonuje na długo przed obdarzeniem Boskimi Synami, czy powszechnym obdarzeniem Dostrajaczami, poszerzając ludzkie poglądy w dziedzinie etyki, religii i duchowości. Po obdarzeniach Rajskimi Synami, wyzwolony Duch Prawdy przyczynia się w znacznym stopniu do poszerzania ludzkiej zdolności postrzegania prawd religijnych. W miarę postępów ewolucji na zamieszkałym świecie, Dostrajacze Myśli biorą coraz większy udział w kształtowaniu wyższych rodzajów ludzkiej wnikliwości religijnej. Dostrajacz Myśli jest tym kosmicznym oknem, przez które istoty skończone mogą zobaczyć, przelotnie poprzez wiarę, pewność i boskość nieograniczonego Bóstwa – Ojca Wszechświatowego.

103:0.2 (1129.2) Religijne inklinacje gatunku ludzkiego są naturalne; przejawiają się powszechnie i z pozoru mają naturalne pochodzenie; prymitywne religie zawsze są ewolucyjne w swych początkach. W miarę rozwoju naturalnego doświadczenia religijnego, okresowe objawienia prawdy przerywają powoli skądinąd postępujący proces ewolucji planetarnej.

103:0.3 (1129.3) Dziś na Urantii istnieją cztery rodzaje religii:

103:0.4 (1129.4) 1. Religia naturalna albo ewolucyjna.

103:0.5 (1129.5) 2. Religia nadprzyrodzona albo objawieniowa.

103:0.6 (1129.6) 3. Praktyczna albo obecna religia, różne stopnie zmieszania religii naturalnych i nadprzyrodzonych.

103:0.7 (1129.7) 4. Religie filozoficzne, wytworzone przez człowieka albo filozoficznie wymyślone doktryny teologiczne oraz religie stworzone rozumem ludzkim.

1. Filozofia religii

103:1.1 (1129.8) Jedność doświadczenia religijnego, występująca w grupach społecznych i narodowych, wywodzi się z identyczności natury fragmentu Boga, zamieszkującego człowieka. To jest ta boskość w człowieku, która daje początek jego altruistycznym skłonnościom do opiekowania się innymi ludźmi. Skoro jednak osobowość jest unikalna – skoro nie ma dwu identycznych śmiertelników – nieuniknione jest, że nie ma dwóch istot ludzkich, które mogą tak samo rozumieć przewodnictwa i impulsy ducha boskości, który żyje w ich umysłach. Grupa śmiertelników może przeżywać duchową jedność, ale ci ludzie nigdy nie mogą osiągnąć jednorodności filozoficznej. I to zróżnicowanie sposobu rozumienia religijnych myśli i doświadczeń ukazuje fakt, że teologowie i filozofowie dwudziestego wieku sformułowali ponad pięćset różnych definicji religii. Praktycznie każda ludzka istota definiuje religię w terminologii swego własnego, empirycznego zrozumienia boskich impulsów, emanujących z ducha Bożego, który w niej zamieszkuje i dlatego też takie zrozumienie musi być unikalne i zupełnie odmienne od filozofii religijnej wszystkich innych istot ludzkich.

103:1.2 (1130.1) Kiedy jeden śmiertelnik zgadza się całkowicie z filozofią religijną swego bliźniego śmiertelnika, zjawisko takie oznacza, że te dwie istoty miały podobne doświadczenie religijne w tych kwestiach, które dotyczą podobieństwa ich filozoficzno-religijnej interpretacji.

103:1.3 (1130.2) Chociaż wasza religia jest sprawą osobistego doświadczenia, najważniejsze jest to, abyście poznali znaczną liczbę innych doświadczeń religijnych (rozmaite sposoby rozumienia religii u innych i różnorodnych śmiertelników) tak dalece, żebyście mogli zapobiec przekształceniu się waszego życia religijnego w życie egocentryczne – ograniczone, samolubne i niespołeczne.

103:1.4 (1130.3) Racjonalizm popełnia błąd, kiedy zakłada, że religia z początku jest prymitywnym wierzeniem w coś, po czym pojawia się dążenie do wartości. Religia zasadniczo jest dążeniem do wartości a potem formułuje system interpretacyjnych wierzeń. Ludziom łatwiej jest zgodzić się na wartości religijne – cele – niż na wierzenia – interpretacje. I to właśnie wyjaśnia, dlaczego religia może być zgodna w sprawie wartości i celów, kiedy skądinąd przejawia dezorientujący fenomen, zachowując wiarę w setki sprzecznych wierzeń – kred. Wyjaśnia to również tą sytuację, kiedy dany człowiek może zachować swe doświadczenie religijne w obliczu porzucenia lub zmiany wielu wierzeń religijnych. Religia trwa, wbrew rewolucyjnym przemianom w wierzeniach religijnych. Teologia nie tworzy religii; to religia tworzy filozofię teologiczną.

103:1.5 (1130.4) Fakt, że ludzie religijni wierzyli tak bardzo w to, co było fałszywe, nie unieważnia religii, gdyż religia opiera się na uznawaniu wartości i potwierdzana jest przez wiarę osobistego doświadczenia religijnego. Religia zatem oparta jest na doświadczeniu i myśli religijnej; teologia, filozofia religii, jest uczciwą próbą interpretacji tego doświadczenia. Takie interpretacyjne wierzenia mogą być prawidłowe lub nieprawidłowe, albo mogą być mieszanką prawdy i błędu.

103:1.6 (1130.5) Świadomość rozpoznawania wartości duchowych jest tym doświadczeniem, które jest superidealistyczne. W żadnym ludzkim języku nie istnieje słowo, którego można by użyć na określenie tego „zmysłu”, „czucia”, „intuicji” czy „doświadczenia”, tego, co my postanowiliśmy nazywać uświadomieniem sobie Boga. Duch Boga, który mieszka w człowieku, nie jest osobowy – Dostrajacz jest przedosobowy – ale ten Monitor stanowi wartość, daje przedsmak tej boskości, która jest osobowa w sensie najwyższym i nieskończonym. Jeśli Bóg nie byłby przynajmniej osobowy, nie mógłby być świadomy, jeśli byłby nieświadomy, wtedy stałby poniżej człowieka.

2. Religia a jednostka

103:2.1 (1130.6) Religia funkcjonuje w umyśle ludzkim i realizuje się w doświadczeniu, zanim pojawi się w ludzkiej świadomości. Dziecko istnieje około dziewięć miesięcy przed doświadczeniem narodzin. Jednak „narodziny” religii nie są gwałtowne; jej wyłanianie się jest raczej stopniowe. Tym niemniej, wcześniej czy później, następują „narodziny”. Nie wejdziecie do królestwa nieba zanim nie „narodzicie się na nowo” – nie narodzicie się z Ducha. Wielu duchowym narodzinom towarzyszy sporo duchowych udręk i dotkliwych zaburzeń psychologicznych, tak jak wiele narodzin materialnych charakteryzuje się „silnymi bólami” i innymi nieprawidłowościami „porodu”. Inne duchowe narodziny są naturalne i następuje normalny rozwój człowieka w jego uznawaniu najwyższych wartości, razem ze wzbogaceniem doświadczenia duchowego, aczkolwiek żaden rozwój religijny nie pojawia się bez świadomego wysiłku i stanowczej, indywidualnej determinacji. Religia nigdy nie jest doświadczeniem biernym, nastawieniem negatywnym. To, co nazywamy „narodzinami religii”, nie jest związane bezpośrednio z tak zwanym doświadczeniem nawrócenia, czym charakteryzują się zazwyczaj epizody religijne występujące w późniejszym życiu człowieka, powstałe w rezultacie konfliktu psychicznego, tłumienia emocjonalnego i zmian w usposobieniu.

103:2.2 (1131.1) Jednak ci ludzie, którzy tak byli wychowywani przez rodziców, że dorastali w świadomości dzieci kochającego Ojca niebiańskiego, nie powinni patrzeć z ukosa na tych śmiertelnych braci, którzy mogą osiągnąć świadomość wspólnoty z Bogiem tylko przez kryzys psychologiczny i wstrząs emocjonalny.

103:2.3 (1131.2) Ewolucyjna gleba umysłu człowieka, na której kiełkują ziarna religii objawionej, jest tą naturą moralną, która tak wcześnie dała początek świadomości społecznej. Pierwsze oznaki istnienia natury moralnej u dziecka nie wiążą się z seksem, winą czy dumą osobistą, ale raczej z odruchami sprawiedliwości, godziwością i impulsami życzliwości – pomocną służbą dla bliźnich. I kiedy się pielęgnuje taką wczesną świadomość moralną, następuje stopniowy rozwój życia religijnego, które jest relatywnie wolne od konfliktów, wstrząsów i kryzysów.

103:2.4 (1131.3) Bardzo wcześnie każda istota ludzka doświadcza czegoś w rodzaju konfliktu pomiędzy samolubstwem a swoimi pobudkami altruistycznymi i częstokroć może po raz pierwszy uświadomić sobie Boga w wyniku szukania nadludzkiej pomocy przy rozwiązywaniu takich konfliktów moralnych.

103:2.5 (1131.4) Psychologia dziecka jest z natury pozytywna a nie negatywna. Jest tak wielu śmiertelników negatywnie nastawionych, ponieważ uczono ich tego. Kiedy się mówi, że dziecko jest pozytywnie nastawione, odnosi się to do jego odruchów moralnych, do tych władz umysłowych, których pojawienie się świadczy o przybyciu Dostrajacza Myśli.

103:2.6 (1131.5) Kiedy się pojawia świadomość religijna, pod nieobecność złego nauczania, umysł normalnego dziecka rozwija się raczej pozytywnie, dążąc do moralnej prawości i służby społecznej, zamiast negatywnie uciekać od grzechu i winy. Czasami, choć nie zawsze, podczas rozwoju doświadczenia religijnego może powstać konflikt, ale zawsze pojawiają się tutaj nieuniknione decyzje, wysiłki i działanie ludzkiej woli.

103:2.7 (1131.6) Wyborowi moralnemu towarzyszy zazwyczaj większy czy mniejszy konflikt moralny. I ten właśnie, pierwszy konflikt w umyśle dziecka, występuje pomiędzy popędami egoizmu a impulsami altruizmu. Dostrajacz Myśli nie lekceważy wartości osobowości w motywach egoistycznych, działa jednak tak, aby dać lekkie preferencje impulsowi altruistycznemu jako prowadzącemu do celu szczęścia ludzkiego i do radości królestwa nieba.

103:2.8 (1131.7) Kiedy istota moralna postanowi być bezinteresowną i kiedy staje w obliczu bodźca egoistycznego, jest to prymitywne doświadczenie religijne. Żadne zwierzę nie może dokonać takiego wyboru; taka decyzja jest zarówno ludzka jak i religijna. Obejmuje ona fakt uświadomienia sobie Boga i wykazuje istnienie odruchu służby społecznej, podstawy braterstwa ludzkości. Kiedy umysł wybierze prawy osąd moralny, aktem wolnej woli, taka decyzja stanowi doświadczenie religijne.

103:2.9 (1131.8) Jednak zanim dziecko rozwinie się w takim stopniu, że może wejść w posiadanie charakteru moralnego i tym samym stać się zdolne do wyboru altruistycznej służby, już przedtem rozwija silną i dobrze skonsolidowaną naturę egoistyczną. I taka właśnie sytuacja jest podstawą teorii walki pomiędzy „wyższą” a „niższą” naturą, pomiędzy „starym człowiekiem grzechu” a „nową naturą” łaski. Normalne dziecko bardzo wcześnie w swym życiu zaczyna się uczyć, że „bardziej błogosławionym jest dawać niż brać”.

103:2.10 (1131.9) Człowiek ma tendencję utożsamiania skłonności do służenia sobie ze swoim ego – jaźnią. Na odwrót, skłania się utożsamiać wolę bycia altruistycznym z pewnym wpływem zewnętrznym – z Bogiem. I taki osąd jest prawdziwy, ponieważ wszystkie niesamolubne dążenia powstają w wyniku przewodnictwa zamieszkującego człowieka Dostrajacza Myśli a Dostrajacz ten jest fragmentem Boga. Impuls duchowego Monitora urzeczywistnia się w ludzkiej świadomości jako pobudka do bycia altruistycznym(-ą), ukierunkowanym(-ą) na bratnią istotę. Tak to przynajmniej wygląda we wczesnym i podstawowym doświadczeniu dziecięcego umysłu. Kiedy dorastające dziecko nie zjednoczy swej osobowości, altruistyczny pęd może rozwinąć się tak dalece, że spowodować może poważną szkodę dla jaźni. Źle ukierunkowana świadomość może stać się przyczyną znacznej ilości konfliktów, trosk, smutków i niekończącego się ludzkiego nieszczęścia.

3. Religia a gatunek ludzki

103:3.1 (1132.1) Podczas gdy wiara w duchy, sny oraz różnorodne inne przesądy ma generalny wpływ na ewolucyjne początki prymitywnej religii, nie powinniście tutaj przeoczyć czynnika ducha solidarności, klanowego czy plemiennego. W związkach grupowych pojawia się ta właśnie sytuacja społeczna, która rzuca wyzwanie egoistyczno-altruistycznemu konfliktowi, istniejącemu w naturze moralnej wczesnego umysłu ludzkiego. Pomimo swej wiary w duchy, prymitywni Australijczycy wciąż ogniskują swą religię na klanie. Z czasem takie koncepcje religijne mają tendencje do uosobienia się, z początku jako zwierzęta a później jako superczłowiek albo jako Bóg. Nawet tak słabo zaawansowane plemiona jak afrykańscy Buszmeni, którzy w swych wierzeniach nie są nawet totemiczni, rozróżniają pomiędzy własnym interesem a interesem grupy – jest to prymitywne rozróżnianie pomiędzy wartościami tego, co świeckie a tego, co święte. Jednak grupa społeczna nie jest źródłem doświadczenia religijnego. Niezależnie od wpływu wszystkich tych prymitywnych czynników na wczesną religię człowieka, faktem pozostaje, że prawdziwy impuls religijny ma swój początek w autentycznej obecności duchowej, aktywizującej wolę tak, aby była nieegoistyczna.

103:3.2 (1132.2) Późniejszą religię poprzedzają prymitywne wierzenia w cuda i tajemnice przyrody, w bezosobową manę. Jednak wcześniej czy później rozwijająca się religia żąda, żeby jednostka zrobiła jakieś osobiste poświęcenie dla dobra swojej grupy społecznej, powinna coś zrobić, aby uszczęśliwić i ulepszyć innych ludzi. Ostatecznie, przeznaczeniem religii jest zostać służbą Bożą i ludzką.

103:3.3 (1132.3) Religia powinna odmienić środowisko człowieka, jednak większość ludzkich religii, dzisiaj istniejących, jest do tego niezdolna. Środowisko zbyt często ujarzmia religię.

103:3.4 (1132.4) Pamiętajcie, że w religii wszystkich epok najważniejszym doświadczeniem jest odczucie dotyczące wartości moralnych i znaczeń społecznych a nie myślenie w sprawie dogmatów teologicznych czy teorii filozoficznych. Religia rozwija się dobrze wtedy, kiedy czynnik magii zastąpiony zostaje koncepcją moralności.

103:3.5 (1132.5) Człowiek się rozwijał poprzez przesądy many, magię, czczenie natury, strach przed duchami i czczenie zwierząt, w kierunku różnych obrzędów, dzięki którym religijne nastawienie jednostki stało się oddziaływaniem grupowym klanu. I potem takie obrzędy zostają zogniskowane i skrystalizowane w wierzeniach plemiennych, a na koniec te lęki i te wiary zostają uosobione w postaciach bogów. Jednak we wszystkich takich ewolucjach religijnych, element moralny nigdy nie jest zupełnie nieobecny. Impuls Boży w człowieku zawsze był silny. I te potężne wpływy – jeden ludzki a drugi Boski – zapewniły religii jej trwanie w zmiennych kolejach losu wielu epok, a mimo to często groziła jej zagłada na skutek tysiąca wywrotowych tendencji i wrogich wpływów.

4. Komunia duchowa

103:4.1 (1133.1) Różnica pomiędzy uroczystością towarzyską a zebraniem religijnym jest taka, że zgromadzenie religijne, w przeciwieństwie do świeckiego, jest przeniknięte atmosferą komunii. Tym samym grupa ludzi wytwarza poczucie wspólnoty z boskością i to jest początek czczenia grupowego. Udział we wspólnym posiłku był najwcześniejszą formą komunii społecznej, więc wczesne religie nakazywały, że pewna porcja ofiary obrzędowej powinna zostać zjedzona przez czcicieli. Nawet w chrześcijaństwie Wieczerza Pańska zachowuje ten rodzaj komunii. Atmosfera komunii przynosi pokrzepiający i pocieszający okres rozejmu, w konflikcie samolubnego ego z altruistycznym popędem, pochodzącym od zamieszkującego w człowieku duchowego Monitora. I to jest preludium do prawdziwego czczenia – praktykowania obecności Boga, co prowadzi do powstania braterstwa ludzkości.

103:4.2 (1133.2) Kiedy człowiek prymitywny odczuwał, że jego komunia z Bogiem została zakłócona, uciekał się do pewnego rodzaju ofiarowania, aby odpokutować, aby odnowić przyjacielskie związki. Głód i pragnienie prawości prowadziły do odkrywania prawdy a prawda umacnia ideały i to tworzy nowe problemy dla poszczególnych ludzi religijnych, gdyż nasze ideały mają tendencję do narastania w postępie geometrycznym, podczas gdy zdolność do życia zgodnie z nimi wzrasta w postępie arytmetycznym.

103:4.3 (1133.3) Poczucie winy (nie świadomość grzechu) wywodzi się albo z zakłóconej komunii duchowej albo z obniżenia ideałów moralnych człowieka. Uwolnić się od tak kłopotliwego położenia można tylko przez uświadomienie sobie, że czyjeś najwyższe, moralne ideały niekoniecznie są równoznaczne z wolą Boga. Człowiek nie może się spodziewać, że będzie żył zgodnie z swymi najwyższymi ideałami, ale może być wierny swemu celowi, aby znaleźć Boga i stawać się coraz bardziej jemu podobnym.

103:4.4 (1133.4) Jezus wymiótł wszelkie obrzędy ofiarowania i pokuty. Zlikwidował podłoże wszelkiej fikcyjnej winy i poczucia izolacji we wszechświecie, oświadczając, że człowiek jest dzieckiem Boga; związek stworzony-Stwórca osadzony został na bazie dziecko-rodzic. Dla śmiertelnych synów i córek Bóg stał się kochającym Ojcem. Wszelkie obrzędy, nie będące usankcjonowaną częścią tak serdecznych związków rodzinnych, anulowane zostały na zawsze.

103:4.5 (1133.5) Bóg Ojciec postępuje z człowiekiem, swym dzieckiem, nie według faktycznych zalet czy wartości człowieka, ale w uznaniu motywacji dziecka – zamiarów i intencji istoty stworzonej. Taki związek jest związkiem rodzic-dziecko i ożywiany jest miłością.

5. Pochodzenie ideałów

103:5.1 (1133.6) Wczesny umysł ewolucyjny daje początek poczuciu obowiązku społecznego i powinności moralnych, które wywodzą się głównie z uczuć strachu. Bardziej konstruktywne pobudki służby społecznej i altruistycznego idealizmu pochodzą od bezpośredniego impulsu Boskiego ducha, zamieszkującego umysł ludzki.

103:5.2 (1133.7) Ta idea-ideał czynienia innym dobrze – impuls pewnego zaparcia się ego na korzyść bliźniego – jest z początku bardzo ograniczony. Człowiek prymitywny uważa za bliźnich tylko tych, którzy są mu bardzo bliscy, tych, którzy traktują go życzliwie; w miarę rozwoju cywilizacji religijnej koncepcja bliźniego poszerza się, obejmując klan, plemię, naród. Później Jezus rozszerzył zakres pojęcia bliźniego tak, aby obejmowało całą ludzkość a nawet tak, że powinniśmy kochać naszych wrogów. I jest coś wewnątrz każdej normalnej istoty ludzkiej, co jej mówi, że ta nauka jest moralna – dobra. Nawet ci, którzy są dalecy od stosowania tego ideału, przyznają, że w teorii jest dobry.

103:5.3 (1134.1) Wszyscy ludzie uznają moralność tej uniwersalnej, ludzkiej pobudki, ażeby być bezinteresownym i altruistycznym. Humaniści przypisują początki tej pobudki naturalnemu działaniu materialnego umysłu; ludzie religijni bardziej poprawnie uznają, że to prawdziwie bezinteresowne dążenie ludzkiego umysłu jest reakcją na wewnętrzne, duchowe przewodnictwo Dostrajacza Myśli.

103:5.4 (1134.2) Jednak wiele ludzkich interpretacji tych wczesnych konfliktów, pomiędzy wolą ego a wolą inną niż jaźni nie zawsze jest godne zaufania. Tylko dobrze skonsolidowana osobowość może rozróżnić wielokształtną zawartość dążeń ego i pączkowanie świadomości społecznej. Jaźń ma swoje prawa, tak samo ma je bliźni. Ani jedno, ani drugie nie ma wyłącznych praw skupiania na sobie całej uwagi i całej służby człowieka. Brak rozwiązania tego problemu daje początek najwcześniejszym formom poczucia winy.

103:5.5 (1134.3) Człowiek zdobywa szczęście tylko wtedy, kiedy egoistyczne pragnienia jaźni i altruistyczne bodźce wyższej jaźni (Boskiego ducha) są skoordynowane i pojednane przez zjednoczoną wolę integrującej je i nadzorującej osobowości. Umysł człowieka ewolucyjnego zawsze staje przed zawiłym problemem, rozstrzygnięcia sporu pomiędzy naturalną ekspansją impulsów emocjonalnych a moralnym rozwojem bezinteresownych pobudek, opartych na wnikliwości duchowej – prawdziwej refleksji religijnej.

103:5.6 (1134.4) Gdy się chce zapewnić równe dobro dla siebie i dla znacznej liczby innych osób, stanowi to problem, który nie zawsze może być zadowalająco rozwiązany w ramach czasowo-przestrzennych. Takie sprzeczności można rozpracować, gdy się ma życie wieczne, jednak w krótkim życiu ludzkim są one niemożliwe do rozwiązania. Jezus nawiązywał do tego paradoksu, kiedy mówił: „Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla królestwa, odnajdzie je”.

103:5.7 (1134.5) Pogoń za ideałem – dążenie do bycia podobnym Bogu – jest ciągłym wysiłkiem, prowadzonym tak przed śmiercią jak i po niej. W zasadniczych sprawach życie po śmierci nie różni się od śmiertelnej egzystencji. Wszystko, co robimy dobrego w tym życiu, przyczynia się bezpośrednio do wzbogacenia przyszłego życia. Prawdziwa religia nie popiera moralnego lenistwa i duchowego próżniactwa, żywionego próżną nadzieją wejścia w posiadanie wszystkich zalet szlachetnego charakteru, nadanych w wyniku przejścia przez bramę naturalnej śmierci. Prawdziwa religia nie umniejsza rozwojowych wysiłków człowieka, czynionych podczas wynajmu życia przez śmiertelnika. To, co zdobywa każdy śmiertelnik, jest jego bezpośrednim udziałem, wzbogacającym pierwsze stadia doświadczania nieśmiertelnego bytu.

103:5.8 (1134.6) Dla ludzkiego idealizmu zgubne jest to nauczanie, że wszystkie altruistyczne impulsy człowieka są tylko wytworem jego naturalnych instynktów stadnych. Jednak człowiek uszlachetnia się i znacznie ożywia, kiedy się dowiaduje, że te wyższe pobudki jego duszy emanują z sił duchowych, zamieszkujących jego śmiertelny umysł.

103:5.9 (1134.7) Gdy człowiek raz sobie w pełni uświadomi, że żyje w nim i walczy coś, co jest wieczne i Boskie, przekracza samego siebie, wychodzi poza siebie. I ta żywa wiara w nadludzkie pochodzenie naszych ideałów potwierdza nasze wierzenie, że jesteśmy synami Boga i wprowadza w nasze życie altruistyczne przekonania, świadomość braterstwa człowieka.

103:5.10 (1134.8) Człowiek posiada wolną wolę w swojej domenie duchowej. Śmiertelny człowiek nie jest ani bezbronnym niewolnikiem niewzruszonej wszechwładzy wszechmocnego Boga, ani też ofiarą beznadziejnego losu mechanistycznego determinizmu kosmicznego. Człowiek jest najprawdziwszym architektem swego własnego, wiecznego przeznaczenia.

103:5.11 (1135.1) Jednak człowieka nie można zbawić czy uszlachetnić przymusem. Rozwój duchowy ma swe źródło w rozwijającej się duszy. Przymus może zniekształcić osobowość, ale nigdy nie stymuluje rozwoju. Nawet przymus edukacyjny jest użyteczny neutralizująco tylko dlatego, że może zapobiec nieszczęśliwym doświadczeniom. Rozwój duchowy najintensywniejszy jest wtedy, kiedy zminimalizowane są wszelkie naciski zewnętrzne. „Gdzie jest duch Pański, tam jest wolność”. Człowiek najlepiej rozwija się wtedy, kiedy naciski rodziny, społeczeństwa, Kościoła i państwa są minimalne. Jednak nie można tego interpretować w tym znaczeniu, że w rozwijającym się społeczeństwie nie ma miejsca dla rodziny, instytucji społecznych, Kościoła i państwa.

103:5.12 (1135.2) Kiedy członek społecznej grupy religijnej dostosował się do wymagań takiej grupy, powinien być zachęcany do korzystania z wolności religijnej w pełnym zakresie swych własnych, osobistych interpretacji prawd wierzeń religijnych i faktów doświadczenia religijnego. Bezpieczeństwo grupy religijnej zależne jest od jedności duchowej, nie od jednolitości teologicznej. Grupa religijna powinna umieć korzystać ze swobody wolnego myślenia, bez stawania się grupą „wolnomyślicieli”. Z wielką nadzieją może patrzeć w przyszłość każdy Kościół, który czci żywego Boga, potwierdza braterstwo człowieka i odważy się nie wywierać żadnych doktrynalnych nacisków na swych członków.

6. Koordynacja filozoficzna

103:6.1 (1135.3) Teologia jest badaniem akcji i reakcji ducha ludzkiego; nigdy nie stanie się nauką, zawsze powinna być bardziej czy mniej łączona z psychologią, w swych osobowych aspektach i z filozofią, w swym systematycznym opisie. Teologia jest zawsze badaniem naszej religii; badanie innej religii jest psychologią.

103:6.2 (1135.4) Kiedy człowiek zaczyna poznawać i badać swój wszechświat z zewnątrz, daje początek różnym naukom fizycznym; kiedy przystępuje do badania siebie i wszechświata od wewnątrz, daje początek teologii i metafizyce. Późniejsza sztuka filozofii przekształca się w próbę harmonizowania wielu rozbieżności, które się muszą z początku pojawić pomiędzy odkryciami i naukami tych dwu, diametralnie odmiennych metod podchodzenia do wszechświata rzeczy i istot.

103:6.3 (1135.5) Religia ma do czynienia z duchowym punktem widzenia, ze świadomością wewnętrzności doświadczenia ludzkiego. Duchowa natura człowieka daje mu możliwość przenicowania wszechświata zewnętrzną stroną do środka. Zatem jest prawdą, że cały wszechświat, obserwowany wyłącznie od wewnętrzności osobistego doświadczenia wydaje się być w swej naturze duchowy.

103:6.4 (1135.6) Kiedy człowiek głęboko bada wszechświat, dzięki materialnemu wyposażeniu swych zmysłów fizycznych i związanej z tym percepcji umysłowej, kosmos wydaje się mechaniczny i energetyczno-materialny. Taka metoda badania rzeczywistości opiera się na przenicowaniu wszechświata stroną wewnętrzną na zewnątrz.

103:6.5 (1135.7) Logicznej i konsekwentnej, filozoficznej koncepcji wszechświata nie można stworzyć ani na postulatach materializmu, ani też spirytyzmu, ponieważ oba te systemy myślenia, podczas gdy powszechnie stosowane, muszą dostrzegać kosmos zniekształcony; pierwszy styka się ze wszechświatem wywróconym środkową stroną na zewnątrz, drugi uświadamia sobie naturę wszechświata wywróconą stroną zewnętrzną do środka. Zatem nigdy nie może nauka ani religia, w sobie i od siebie, pozostawać sama i mieć nadzieję na odpowiednie zrozumienie wszechświatowych prawd i zależności, bez przewodnictwa ludzkiej filozofii i oświecenia boskiego objawienia.

103:6.6 (1136.1) Wewnętrzny duch człowieka zawsze musi polegać, w swojej ekspresji i samorealizacji, na mechanizmie i na metodach działania umysłu. Tak samo doświadczanie przez człowieka materialnej rzeczywistości zewnętrznej musi się opierać na świadomości umysłowej doświadczającej osobowości. Zatem duchowe i materialne, wewnętrzne i zewnętrzne, doświadczenia ludzkie zawsze są wzajemnie powiązane dzięki funkcjonowaniu umysłu i uwarunkowane aktywnością umysłu, gdy idzie o ich świadome zrozumienie. Człowiek doświadcza materii w swym umyśle; duchowej rzeczywistości doświadcza w swej duszy, ale uświadamia sobie to doświadczanie swoim umysłem. Intelekt jest elementem harmonizującym i nieodstępnym czynnikiem warunkującym oraz określającym całkowitą sumę doświadczenia ludzkiego. Zarówno energia-rzeczy, jak i wartości ducha, zabarwione zostają interpretacją dokonywaną przez umysłowe ośrodki świadomości.

103:6.7 (1136.2) Gdy chcecie wypracować bardziej harmonijną koordynację pomiędzy nauką a religią, napotykacie trudności dlatego, że nic zupełnie nie wiecie o istnieniu domeny pośredniej między nimi, domeny morontialnego świata rzeczy i istot. Wszechświat lokalny składa się z trzech stopni czy stadiów przejawiania się rzeczywistości: materialnej, morontialnej i duchowej. Morontialny punkt widzenia usuwa wszelką rozbieżność pomiędzy odkryciami nauk fizycznych a funkcjonowaniem ducha religii. Rozumowanie jest metodą pojmowania naukowego, wiara jest metodą wnikliwości religijnej, mota jest metodą poziomu morontialnego. Mota jest nadmaterialnym wyczuwaniem rzeczywistości, jest ona początkiem rekompensaty za niekompletny rozwój; jej tworzywem jest wiedza-rozumowanie a treścią wiara-wnikliwość. Mota jest superfilozoficznym pojednaniem rozbieżnych percepcji rzeczywistości, czego osobowości materialne nie mogą osiągnąć; oparta jest po części na doświadczeniu przetrwania śmierci po materialnym życiu w ciele. Wielu śmiertelników dostrzega jednak potrzebę posiadania pewnej metody pogodzenia oddziaływań wzajemnych pomiędzy znacznie odmiennymi domenami nauki a religii; metafizyka powstała z bezskutecznych, ludzkich prób przerzucenia mostu nad tą dobrze znaną przepaścią. Jednak ludzka metafizyka zaczęła bardziej gmatwać niż oświecać. Metafizyka reprezentuje wysiłek ludzki, zrobiony w najlepszej intencji, choć bezskuteczny, którego celem było powetowanie sobie za brak moty morontialnej.

103:6.8 (1136.3) Metafizyka zawiodła, człowiek nie potrafi dostrzec moty. Objawienie jest jedynym sposobem kompensacji za brak wrażliwości na prawdę moty w świecie materialnym. Objawienie autorytatywnie porządkuje chaos, wywołany na sferze ewolucyjnej przez rozumowo ukształtowaną metafizykę.

103:6.9 (1136.4) Nauka jest zapoczątkowanym przez człowieka badaniem jego otoczenia fizycznego, świata energii-materii; religia jest doświadczaniem człowieka z kosmosem wartości ducha; filozofia została ukształtowana wysiłkiem ludzkiego umysłu, w tym celu, aby organizować i korelować odkrycia tych znacznie oddalonych od siebie koncepcji w coś, co jest rodzajem rozsądnego i ujednoliconego stanowiska wobec kosmosu. Filozofia, naświetlona przez objawienie, działa poprawnie pod nieobecność moty, jak również w obliczu załamania się i upadku ludzkiego, rozumowego substytutu moty – metafizyki.

103:6.10 (1136.5) Człowiek pierwotny nie rozróżniał pomiędzy poziomem energii a poziomem ducha. To rasa fioletowa i jej andiccy następcy pierwsi próbowali oddzielić to, co matematyczne od tego, co wolicjonalne. Człowiek cywilizowany coraz lepiej podąża śladami wczesnych Greków i Sumerów, którzy rozróżniali pomiędzy nieożywionym a ożywionym. W miarę rozwoju cywilizacji filozofia musi przerzucić most nad wciąż poszerzającą się przepaścią pomiędzy koncepcją ducha a koncepcją energii. Jednak w czasie przestrzennym rozbieżności te stanowią jedność w Najwyższym.

103:6.11 (1137.1) Nauka zawsze musi opierać się na rozumowaniu, chociaż wyobraźnia i snucie domysłów są pomocne w poszerzaniu jej granic. Religia zawsze zależna jest od wiary, chociaż rozumowanie jest tutaj czynnikiem stabilizującym i użyteczną pomocą. Zawsze były i zawsze będą mylne interpretacje zjawisk, zarówno świata przyrody jak i świata duchowego, nauk i religii błędnie tak nazywanych.

103:6.12 (1137.2) Wychodząc z niekompletnego rozumowania swej nauki, swego słabego zrozumienia religii i nieudanych wysiłków metafizyki, człowiek próbował wyciągać filozoficzne wnioski. I człowiek współczesny mógłby stworzyć naprawdę wartościową i zachęcającą filozofię, o sobie i o swym wszechświecie, gdyby nie załamanie się jego najważniejszego i niezbędnego ogniwa metafizycznego, łączącego świat materii i ducha – metafizyce nie udało zbudować mostu nad przepaścią, dzielącą to, co fizyczne od tego, co duchowe. Człowiekowi śmiertelnemu brakuje koncepcji umysłu morontialnego i materiału morontialnego a objawienie jest jedynym sposobem zadośćuczynienia za ten niedostatek danych konceptualnych, których człowiek tak pilnie potrzebuje dla stworzenia logicznej filozofii wszechświata i zadowalającego zrozumienia swego, pewnego i stałego miejsca we wszechświecie.

103:6.13 (1137.3) Objawienie jest jedyną szansą człowieka ewolucyjnego na przerzucenie mostu nad morontialną przepaścią. Wiara i logika, bez pomocy moty, nie mogą wyobrazić sobie i skonstruować logicznego wszechświata. Bez wnikliwości moty, człowiek śmiertelny nie może dostrzec dobroci, miłości i prawdy w zjawiskach świata materialnego.

103:6.14 (1137.4) Kiedy filozofia człowieka skłania się silnie ku światu materialnemu, staje się racjonalistyczna albo naturalistyczna. Kiedy filozofia skłania się bardziej w kierunku poziomu duchowego, staje się idealistyczna czy nawet mistyczna. Kiedy filozofia ma to nieszczęście, że skłania się ku metafizyce, nieodmiennie staje się sceptyczna, zdezorientowana. W minionych wiekach znaczna większość wiedzy ludzkiej i wartościowań intelektualnych uległa tym trzem wypaczeniom percepcyjnym. Filozofia nie powinna wyrażać swych interpretacji rzeczywistości według liniowego modelu logiki; nigdy nie może zaniedbać brania pod uwagę eliptycznej symetrii rzeczywistości i zasadniczej krzywizny wszystkich powiązanych ze sobą koncepcji.

103:6.15 (1137.5) Najwyższa dostępna śmiertelnemu człowiekowi filozofia musi opierać się logicznie na rozumowaniu nauki, wierze religii i prawdzie wnikliwości dostarczonych przez objawienie. Dzięki takiemu połączeniu człowiek może powetować sobie nieco za brak ukształtowania odpowiedniej metafizyki i za swą niezdolność zrozumienia moty morontialnej.

7. Nauka a religia

103:7.1 (1137.6) Nauka opiera się na rozumowaniu, religia na wierze. Wiara, choć nie jest oparta na rozumowaniu, jest rozumna; choć jest niezależna od logiki, tym niemniej ożywia ją trafna logika. Wiara nie może się karmić nawet idealną filozofią; ona jest właśnie, razem z nauką, źródłem takiej filozofii. Właściwym przewodnikiem dla wiary, ludzkiej wnikliwości religijnej, może być tylko objawienie, może być ona niezawodnie wywyższona tylko dzięki osobistemu doświadczeniu śmiertelnika z duchowym Dostrajaczem, obecnością Boga, który jest duchem.

103:7.2 (1137.7) Prawdziwe zbawienie polega na metodzie boskiej ewolucji śmiertelnego umysłu, od jego utożsamiania się z materią, poprzez domeny łączności morontialnej, do wysokiego, wszechświatowego statusu korelacji duchowej. I tak jak w ziemskiej ewolucji materialny, intuicyjny instynkt poprzedza pojawienie się rozumowej wiedzy, tak też przejaw duchowej, intuicyjnej wnikliwości, zapowiada późniejsze pojawienie się rozumowania morontialnego i duchowego oraz doświadczeń w nieziemskim programie niebiańskiej ewolucji, w procesie transmutacji potencjałów człowieka doczesnego w aktualność i boskość człowieka wiecznego, rajskiego finalisty.

103:7.3 (1138.1) Jednak, kiedy wznoszący się człowiek sięga do wewnątrz, w kierunku Raju, aby doświadczyć Boga, będzie on tak samo sięgał na zewnątrz, w przestrzeń, aby zrozumieć energię materialnego kosmosu. Postęp nauki nie ogranicza się do ziemskiego życia człowieka; jego doświadczenie wznoszenia się we wszechświecie i superwszechświecie będzie w niemałym stopniu badaniem przeobrażeń energii i metamorfoz materii. Bóg jest duchem, ale Bóstwo jest jednością a jedność Bóstwa obejmuje nie tylko wartości duchowe Ojca Wszechświatowego i Wiecznego Syna, ale świadoma jest również faktów energii Wszechświatowego Kontrolera i Wyspy Raj, podczas gdy te dwa stadia rzeczywistości wszechświatowej są doskonale wzajemnie połączone w umysłowych związkach Wspólnego Aktywizatora, a na poziomie skończonym zjednoczone w wyłaniającym się Bóstwie Istoty Najwyższej.

103:7.4 (1138.2) Zjednoczenie postawy naukowej i wnikliwości religijnej, dzięki pośrednictwu filozofii empirycznej, jest częścią długiego doświadczenia człowieka w trakcie jego wznoszenia się do Raju. Przybliżenia matematyki i pewności wnikliwości zawsze będą potrzebowały harmonizującego je funkcjonowania logiki umysłu, na wszystkich poziomach doświadczenia niższego od maksymalnego dosięgania Najwyższego.

103:7.5 (1138.3) Jednak logice nigdy nie uda się zharmonizować odkryć nauki i wnikliwości religii, zanim zarówno naukowe jak i religijne aspekty osobowości nie zostaną zdominowane przez prawdę, szczere pragnienie podążania za prawdą, gdziekolwiek może ona prowadzić, niezależnie od wniosków, do jakich może doprowadzić.

103:7.6 (1138.4) Logika jest metodą działania filozofii, sposobem jej ekspresji. W obrębie domen prawdziwej nauki, rozumowanie zawsze podlega prawdziwej logice; w domenach prawdziwej religii wiara zawsze jest logiczna, z zasadniczego i wewnętrznego punktu widzenia, nawet, jeśli taka wiara może wydawać się zupełnie nieuzasadniona z naukowego punktu widzenia. Patrząc z zewnątrz do wewnątrz, wszechświat może wydawać się materialny, patrząc z wewnątrz na zewnątrz, może ten sam wszechświat wydawać się całkowicie duchowy. Rozumowanie rodzi się ze świadomości materialnej, ale dzięki pośrednictwu filozofii, wzmocnionej objawieniem, logika może potwierdzić zarówno widok wewnętrzny jak i zewnętrzny i tym samym przynieść stabilizację zarówno nauce jak i religii. Tak więc przez zwykły kontakt z logiką filozofii, zarówno nauka jak i religia mogą stawać się coraz bardziej tolerancyjne jedna wobec drugiej, coraz mniej sceptyczne.

103:7.7 (1138.5) To, czego potrzebuje zarówno rozwijająca się nauka jak i religia, to więcej poszukiwań i nieustraszony samokrytycyzm, więcej świadomości swej niekompletności w statusie ewolucyjnym. Nauczyciele, zarówno nauki jak i religii, są często generalnie mówiąc, zbyt pewni siebie i dogmatyczni. Nauka i religia mogą być samokrytyczne tylko odnośnie swoich faktów. W momencie, gdy odchodzi się od stadium faktów, rozumowanie ustępuje albo gwałtownie się degeneruje w poplecznika fałszywej logiki.

103:7.8 (1138.6) Prawdę – zrozumienie kosmicznych związków, wszechświatowych faktów i wartości duchowych – najlepiej można zdobyć dzięki pomocy Ducha Prawdy a najlepiej ocenić dzięki objawieniu. Jednak objawienie nie powoduje powstania ani nauki, ani religii, jego funkcją jest koordynacja zarówno nauki jak i religii z prawdą rzeczywistości. Pod nieobecność objawienia, czy przy braku jego akceptacji albo zrozumienia, człowiek śmiertelny zawsze się uciekał do czczych gestów metafizyki, będącej jedynym substytutem objawienia prawdy dla człowieka, czy moty dla osobowości morontialnej.

103:7.9 (1139.1) Nauka świata materialnego umożliwia człowiekowi kontrolowanie otoczenia materialnego i do pewnego stopnia panowanie nad nim. Religia duchowego doświadczenia jest źródłem tego impulsu braterstwa, który umożliwia ludziom wspólne życie w kompleksowości cywilizacji epoki naukowej. Metafizyka, ale bardziej pewnie objawienie, daje wspólny grunt zarówno odkryciom nauki jak i religii i sprawia, że człowiek może próbować logicznej korelacji tych odrębnych a jednak wzajemnie zależnych domen myślenia, w dobrze zrównoważoną filozofię naukowej stabilności i religijnej pewności.

103:7.10 (1139.2) W stanie śmiertelnym niczego nie można udowodnić absolutnie, zarówno nauka jak i religia opierają się na przypuszczeniach. Na poziomie morontialnym, postulaty zarówno nauki jak i religii można częściowo udowodnić logiką moty. Na poziomie duchowym maksymalnego statusu, potrzeba skończonego dowodu stopniowo zanika, wobec faktycznego doświadczania rzeczywistości i z rzeczywistością; jednak nawet wtedy wiele spraw, poza tym, co skończone, pozostaje nie udowodnione.

103:7.11 (1139.3) Wszystkie kategorie ludzkiego myślenia opierają się na pewnych założeniach, które są akceptowane, choć nie dowiedzione przez wyczucie rzeczywistości, składnik ludzkiego wyposażenia umysłowego. Nauka zaczyna swój chełpliwy proces rozumowania zakładając rzeczywistość trzech rzeczy: materii, ruchu i życia. Religia zaczyna z założeniem ważności trzech rzeczy: umysłu, ducha i wszechświata – Istoty Najwyższej.

103:7.12 (1139.4) Nauka staje się domeną myślową matematyki, domeną czasowo-przestrzennej energii i materiału. Religia zakłada, że zajmuje się nie tylko skończonym i doczesnym duchem, ale także duchem wieczności i najwyższości. Tylko dzięki długiemu doświadczeniu w mocie, te dwa ekstrema postrzegania wszechświata mogą dać analogiczne wyjaśnienia początków, funkcji, związków, rzeczywistości i przeznaczeń. Maksymalna koordynacja rozbieżności energia-duch ujęta jest obwodem Siedmiu Duchów Nadrzędnych, pierwsze jej zjednoczenie następuje w Bóstwie Najwyższego, ostateczna jej jedność w nieskończoności Pierwszego Źródła i Centrum, JESTEM.

103:7.13 (1139.5) Rozumowanie jest aktem rozpoznawania wniosków świadomości, odnoszących się do doświadczania w fizycznym świecie energii i materii i z tym światem. Wiara jest aktem rozpoznawania ważności świadomości duchowej – czegoś, czego nie można udowodnić innym śmiertelnikom. Logika jest syntetycznym, poszukującym prawdy rozwinięciem jedności wiary i rozumowania, a oparta jest na składniku wyposażenia umysłu istot śmiertelnych, na naturalnym rozpoznawaniu rzeczy, znaczeń i wartości.

103:7.14 (1139.6) Istnieje autentyczny dowód rzeczywistości duchowej, polegający na obecności Dostrajacza Myśli, jednak ważności tej obecności nie da się zademonstrować światu zewnętrznemu, tylko temu, kto w ten sposób doświadcza zamieszkiwania Boga. Świadomość istnienia Dostrajacza opiera się na intelektualnym przyjmowaniu prawdy, na superumysłowej percepcji dobra i osobowej motywacji miłości.

103:7.15 (1139.7) Nauka odkrywa świat materialny, religia go ocenia a filozofia próbuje interpretować jego znaczenia, koordynując równocześnie naukowy, materialny punkt widzenia z koncepcją religijną, duchową. Historia jest jednak tą dziedziną, w której nauka i religia mogą się nigdy w pełni nie zgodzić.

8. Filozofia a religia

103:8.1 (1140.1) Chociaż zarówno nauka jak i filozofia mogą zakładać prawdopodobieństwo istnienia Boga, dzięki swemu rozumowaniu i logice, tylko osobiste doświadczenie religijne, prowadzonego przez ducha człowieka, może dać pewność istnienia takiego najwyższego i osobowego Bóstwa. Dzięki takiej metodzie ucieleśnienia żywej prawdy, filozoficzna hipoteza prawdopodobieństwa Boga staje się rzeczywistością religijną.

103:8.2 (1140.2) Dezorientacja w sprawie doświadczania pewności istnienia Boga powstaje na skutek różnorodnych interpretacji i relacji o tym doświadczaniu, jakie dają poszczególne jednostki oraz różnorodne rasy ludzi. Doświadczanie Boga może być zupełnie przekonywające, ale rozmawianie o Bogu, będąc intelektualne i filozoficzne, jest rozbieżne w opiniach i często zwodniczo mylące.

103:8.3 (1140.3) Dobry i szlachetny człowiek może być trawiony miłością do swej żony, ale może nie zaliczyć zadowalająco pisemnego testu z psychologii miłości małżeńskiej. Inny człowiek, żywiący niewiele miłości albo i wcale nie kochający swej małżonki, może zdać taki test bardzo dobrze. U kochającego człowieka, niedoskonałość zrozumienia prawdziwej natury tego, kogo kocha, w najmniejszym stopniu nie unieważnia ani rzeczywistości, ani szczerości jego miłości.

103:8.4 (1140.4) Jeśli prawdziwie wierzycie w Boga – przez wiarę go znacie i kochacie – nie pozwólcie, aby rzeczywistość tego doświadczenia była w jakikolwiek sposób zaniżona czy umniejszona przez przepełnione zwątpieniem insynuacje nauki, kwestionowanie logiki, postulaty filozofii, czy mądre sugestie dusz o dobrych intencjach, które chciałyby stworzyć religię bez Boga.

103:8.5 (1140.5) Pewność człowieka religijnego, który zna Boga, nie powinna być mącona niepewnością wątpiących materialistów; to raczej niepewności niewierzącego należy rzucić potężne wyzwanie głębokiej wiary i niewzruszonej pewności doświadczonego wierzącego.

103:8.6 (1140.6) Filozofia powinna wystrzegać się ekstremów, zarówno materializmu jak i panteizmu, aby mogła jak najlepiej służyć zarówno nauce jak i religii. Tylko ta filozofia, która uznaje rzeczywistość osobowości – stałość w obliczu zmiany – może mieć dla człowieka wartość moralną, może służyć jako łącznik pomiędzy teoriami nauk materialnych i duchowej religii. Objawienie jest zadośćuczynieniem za słabość rozwijającej się filozofii.

9. Istota religii

103:9.1 (1140.7) Teologia ma do czynienia z intelektualną treścią religii, metafizyka (objawienie) z jej aspektami filozoficznymi. Doświadczenie religijne jest duchową treścią religii. Pomimo mitologicznych fantazji i psychologicznych iluzji intelektualnej zawartości religii, metafizycznych błędnych założeń i złudnych metod, politycznych zniekształceń i socjoekonomicznych wypaczeń filozoficznej treści religii, duchowe doświadczanie religii osobistej pozostaje autentyczne i ważne.

103:9.2 (1140.8) Religia ma do czynienia z czuciem, działaniem i życiem, nie tylko z myśleniem. Myślenie jest bardziej związane z życiem materialnym i powinno być zasadniczo, ale nie całkowicie, zdominowane przez rozumowanie i fakty nauki oraz w swych niematerialnych dążeniach ku domenom duchowym, przez prawdę. Nie ma znaczenia, jak bardzo iluzoryczna i błędna może być teologia człowieka, jego religia może być zupełnie autentyczna i wiecznie prawdziwa.

103:9.3 (1141.1) Buddyzm, w swej pierwotnej formie, jest jedną z najlepszych religii bez Boga, jakie powstały w całej ewolucyjnej historii Urantii, chociaż jak się ta wiara rozwijała, nie pozostała bez Boga. Religia bez wiary jest sprzecznością; bez Boga jest filozoficzną niekonsekwencją i intelektualną niedorzecznością.

103:9.4 (1141.2) Magiczny i mitologiczny rodowód religii naturalnej nie unieważnia rzeczywistości i prawdy późniejszych religii objawieniowych oraz doskonałej, zbawczej ewangelii religii Jezusa. Życie i nauki Jezusa ogołociły w końcu religię z przesądów magii, iluzji mitologii i zniewolenia tradycyjnego dogmatyzmu. Tym niemniej ta wczesna magia i mitologia bardzo dobrze torowały drogę późniejszej, wyższej religii, dzięki założeniu istnienia i realności nadmaterialnych wartości i istot.

103:9.5 (1141.3) Chociaż doświadczenie religijne jest zjawiskiem czysto duchowym, subiektywnym, takie doświadczenie zawiera autentyczną i żywą postawę wiary w stosunku do najwyższych domen wszechświatowej, obiektywnej rzeczywistości. Ideałem filozofii religijnej jest taka wiara-zaufanie, która prowadziłaby człowieka do bezwzględnego polegania na absolutnej miłości nieskończonego Ojca wszechświata wszechświatów. Takie autentyczne doświadczenie religijne dalece przewyższa filozoficzne zobrazowanie idealistycznego pragnienia; faktycznie uznaje ono zbawienie za przesądzone a zajmuje się tylko poznawaniem i czynieniem woli Ojca w Raju. Cechami takiej religii są: wiara w najwyższe Bóstwo, nadzieja wiecznego życia i miłość, zwłaszcza wobec bliźnich.

103:9.6 (1141.4) Gdy teologia opanuje religię, religia obumiera, staje się doktryną a nie życiem. Misją teologii jest tylko pomoc w uświadomieniu sobie osobistego doświadczenia religijnego. Teologia stanowi religijną próbę definiowania, wyjaśniania, tłumaczenia i oceniania empirycznych twierdzeń religii, które, w ostatecznym podsumowaniu, mogą być potwierdzone tylko przez żywą wiarę. W wyższej filozofii wszechświata, mądrość, podobnie jak rozumowanie, łączą się z wiarą. Rozumowanie, mądrość i wiara są najwyższymi zdobyczami człowieka. Rozumowanie wprowadza człowieka w świat faktów, rzeczy; mądrość wprowadza go w świat prawd, związków; wiara inicjuje go do świata boskości, doświadczenia duchowego.

103:9.7 (1141.5) Wiara bardzo chętnie pociąga za sobą rozumowanie, tak dalece, jak rozumowanie może za nią podążać, a potem idzie z mądrością do pełni jej filozoficznego limitu, później ośmiela się zacząć nieograniczoną i nigdy niekończącą się, wszechświatową podróż, wyłącznie w towarzystwie prawdy.

103:9.8 (1141.6) Nauka (wiedza) oparta jest na naturalnym (duch przyboczny) założeniu, że rozumowanie jest słuszne, że wszechświat może być zrozumiały. Filozofia (koordynujące rozumowanie) oparta jest na naturalnym (duch mądrości) założeniu, że mądrość jest słuszna, że wszechświat materialny może być skoordynowany z duchowym. Religia (prawda osobistego doświadczenia duchowego) oparta jest na naturalnym (Dostrajacz Myśli) założeniu, że wiara jest ważna, że Bóg może być poznany i że można do niego dotrzeć.

103:9.9 (1141.7) Pełne uświadomienie sobie rzeczywistości życia śmiertelnego polega na coraz większej gotowości uwierzenia w te założenia rozumowania, mądrości i wiary. Takie życie jest życiem motywowanym przez prawdę i zdominowanym przez miłość; i to są ideały obiektywnej rzeczywistości kosmicznej, której istnienia nie można zademonstrować materialnie.

103:9.10 (1142.1) Rozum, gdy raz rozpozna dobro i zło, wykazuje mądrość; kiedy mądrość wybiera pomiędzy dobrem a złem, prawdą a błędem, ukazuje duchowe przewodnictwo. I w ten sposób funkcje umysłu, duszy i ducha są zawsze blisko złączone i funkcjonalnie wzajemnie powiązane. Rozumowanie ma do czynienia z wiedzą dotyczącą faktów, mądrość z filozofią i objawieniem, wiara z żywym doświadczeniem duchowym. Poprzez prawdę człowiek dociera do piękna a poprzez duchową miłość wznosi się ku dobroci.

103:9.11 (1142.2) Wiara prowadzi do poznania Boga, nie tylko do mistycznego odczuwania Boskiej obecności. Wiara nie może zbytnio ulegać wpływom swych emocjonalnych skutków. Prawdziwa religia jest doświadczeniem wierzenia i wiedzy, jak również zaspokajaniem uczuć.

103:9.12 (1142.3) W doświadczeniu religijnym istnieje rzeczywistość, która proporcjonalna jest do jego duchowej zawartości i taka rzeczywistość przewyższa rozumowanie, naukę, filozofię, mądrość i wszelkie inne ludzkie osiągnięcia. Przekonania, powstałe w wyniku takiego doświadczenia, są niewzruszone, logika życia religijnego jest bezsporna, pewność takiej wiedzy jest nadludzka, zadowolenia są specyficznie boskie, odwaga jest nieposkromiona, poświęcenia niekwestionowane, lojalności najwyższe a przeznaczenia finalne – wieczne, ostateczne i wszechświatowe.

103:9.13 (1142.4) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 104, Rozwój koncepcji Trójcy

Księga Urantii

Przekaz 104

Rozwój koncepcji Trójcy

104:0.1 (1143.1) KONCEPCJI Trójcy z religii objawionej nie można mieszać z wierzeniami w triady w religiach ewolucyjnych. Idea triad powstała z wielu sugestywnych związków, ale przede wszystkim w wyniku istnienia trzech stawów w palcach, trzech nóg, jako najmniejszej ich liczby stabilizującej stołek, trzech punktów podparcia utrzymujących namiot; ponadto, przez długi czas, człowiek prymitywny nie potrafił liczyć więcej niż do trzech.

104:0.2 (1143.2) Obok pewnych naturalnych dwójek, takich jak przeszłość i teraźniejszość, dzień i noc, ciepło i zimno, mężczyzna i kobieta, człowiek generalnie miał skłonność do myślenia w triadach: wczoraj, dziś i jutro; wschód, południe i zachód; ojciec, matka i dziecko. Trzy okrzyki wznoszono na cześć zwycięzcy. Zmarłego grzebie się na trzeci dzień a ducha łagodzi się trzema ablucjami wodnymi.

104:0.3 (1143.3) W wyniku tych naturalnych związków, występujących w doświadczeniu ludzkim, w religii pojawiła się triada i to na długo przed Trójcą Rajskich Bóstw, czy nawet zanim jakikolwiek reprezentant Trójcy został objawiony ludzkości. Później, Persowie, Hindusi, Grecy, Egipcjanie, Babilończycy, Rzymianie i Skandynawowie mieli triadę bogów, jednak wciąż nie były to trójce. Wszystkie bóstwa triad miały naturalne pochodzenie i pojawiały się w takim czy innym czasie u najbardziej inteligentnych narodów Urantii. Czasami koncepcja ewolucyjnej triady była mieszana z koncepcją objawionej Trójcy; w takich przypadkach częstokroć trudno jest oddzielić jedną od drugiej.

1. Urantiańskie koncepcje Trójcy

104:1.1 (1143.4) Pierwsze urantiańskie objawienie, prowadzące do zrozumienia Rajskiej Trójcy, zostało dokonane przez personel Księcia Caligastii, około pół miliona lat temu. Ta najwcześniejsza koncepcja Trójcy została stracona dla świata w niespokojnych czasach, jakie nastąpiły po buncie planetarnym.

104:1.2 (1143.5) Drugie przedstawienie Trójcy zrobili Adam i Ewa, w pierwszym i drugim ogrodzie. Nauk tych nie zapomniano zupełnie nawet w czasach Machiventy Melchizedeka, około trzydzieści pięć tysięcy lat później, ponieważ setycka koncepcja Trójcy przetrwała zarówno w Mezopotamii jak i Egipcie, ale zwłaszcza w Indiach, gdzie na długo została utrwalona w Agni, wedyjskim, trójgłowym bogu ognia.

104:1.3 (1143.6) Trzeciego zobrazowania Trójcy dokonał Machiventa Melchizedek i tę doktrynę symbolizowały trzy koncentryczne okręgi, które mędrzec z Salemu nosił na piersi. Jednak nauczanie palestyńskich Beduinów o Ojcu Wszechświatowym, Wiecznym Synu i Nieskończonym Duchu sprawiało Machivencie wielkie trudności. Większość jego uczniów uważała, że Trójca składa się z trzech Najwyższych Ojców z Norlatiadeku; dla kilku z nich Trójcę stanowili Władca Systemu, Ojciec Konstelacji i Stwórcze Bóstwo wszechświata lokalnego; jeszcze mniej ludzi mgliście tylko pojmowało ideę rajskiego związku Ojca, Syna i Ducha.

104:1.4 (1144.1) W wyniku działalności misjonarzy salemskich, nauki Melchizedeka o Trójcy szerzyły się stopniowo na znacznej części Eurazji i Afryki północnej. W kolejnych epokach andickich i post-Melchizedekowych trudno jest czasem rozróżnić pomiędzy triadami a trójcami, kiedy obie te koncepcje do pewnego stopnia mieszały się i łączyły.

104:1.5 (1144.2) Trójcowa koncepcja hinduistów sięga swymi korzeniami do Istoty, Inteligencji i Radości. (Późniejszą, indyjską koncepcję, stanowili Brahma, Śiwa i Wisznu). Podczas gdy wcześniejsze interpretacje Trójcy sprowadzone zostały do Indii przez kapłanów setyckich, późniejsze idee Trójcy zostały importowane przez misjonarzy salemskich oraz kształtowane przez rodzime intelekty indyjskie, które mieszały te doktryny z koncepcjami triad ewolucyjnych.

104:1.6 (1144.3) Wiara buddyjska wytworzyła dwie doktryny trójcowej natury. Wcześniejszą stanowili Nauczyciel, Prawo i Braterstwo; takiego zobrazowania dokonał Gautama Siddhartha. Idea późniejsza, ukształtowana w północnym odgałęzieniu zwolenników Buddy, obejmowała Najwyższego Pana, Ducha Świętego i Wcielonego Zbawiciela.

104:1.7 (1144.4) Takie idee hinduistów i buddystów były prawdziwymi założeniami trójcowymi, to znaczy ideą trojakiego przejawu monoteistycznego Boga. Prawdziwa koncepcja trójcy nie jest zwyczajnie grupą trzech oddzielnych bogów.

104:1.8 (1144.5) Hebrajczycy znali Trójcę z tradycji kenickich, pochodzących z czasów Melchizedeka, ale ich monoteistyczna gorliwość w uznawaniu jednego Boga, Jahwe, tak przesłoniła wszelkie podobne nauki, że do czasu przyjścia Jezusa doktryna Elohima została praktycznie wykorzeniona z teologii żydowskiej. Hebrajski umysł nie mógł pogodzić idei trójcowej z monoteistycznym wierzeniem w Jednego Pana Boga Izraela.

104:1.9 (1144.6) Wyznawcy islamu tak samo nie mogli zrozumieć idei Trójcy. Wyłaniającemu się monoteizmowi zawsze trudno jest tolerować trójcowość, gdy staje w obliczu politeizmu. Idea trójcy zyskuje największy wpływ w tych religiach, które mają mocną tradycję monoteistyczną, połączoną z doktrynalną elastycznością. Wielkim monoteistom, hebrajczykom i mahometanom, trudność sprawiało rozróżnianie pomiędzy czczeniem trzech bogów, politeizmem a trójcowością – czczeniem jednego Bóstwa istniejącego w potrójnym przejawie boskości i osobowości.

104:1.10 (1144.7) Jezus nauczał swoich apostołów prawdy o trzech osobach Rajskiej Trójcy, ale oni myśleli, że mówi obrazowo i symbolicznie. Wychowanym w hebrajskim monoteizmie trudno było żywić jakiekolwiek wierzenie, które zdawało się kolidować z ich zasadniczą koncepcją Jahwe. I wcześni chrześcijanie odziedziczyli hebrajskie uprzedzenia wobec koncepcji Trójcy.

104:1.11 (1144.8) Pierwsza chrześcijańska Trójca głoszona była w Antiochii i składała się z Boga, jego Słowa i jego Mądrości. Paweł wiedział o Rajskiej Trójcy, Ojca, Syna i Ducha, ale rzadko o niej nauczał a wspominał o niej tylko w kilku swoich listach do nowo powstających Kościołów. Oprócz tego, podobnie jak jego bracia apostołowie, Paweł mylił Jezusa, Syna Stwórcę z wszechświata lokalnego, z Drugą Osobą Bóstwa, z Wiecznym Synem z Raju.

104:1.12 (1144.9) Chrześcijańska koncepcja Trójcy, którą zaczęto uznawać pod koniec pierwszego wieku po Chrystusie, składała się z Ojca Wszechświatowego, Syna Stwórcy z Nebadonu i Boskiej Opiekunki z Salvingtonu – Matki Ducha wszechświata lokalnego i stwórczej partnerki Syna Stwórcy.

104:1.13 (1145.1) Od czasów Jezusa, na Urantii nie znano prawdziwej tożsamości Rajskiej Trójcy (za wyjątkiem kilku jednostek, którym została specjalnie objawiona), aż do przedstawienia tych właśnie, objawieniowych wyjaśnień. Choć chrześcijańska koncepcja Trójcy błądziła, gdy idzie o fakty, praktycznie była prawdą, gdy idzie o związki duchowe. Koncepcja ta przysparzała kłopotów jedynie w swych filozoficznych implikacjach i kosmologicznych konsekwencjach. Wielu kosmicznie zorientowanym ludziom trudno było w to uwierzyć, że Druga Osoba Bóstwa, drugi członek nieskończonej Trójcy, kiedyś mieszkał na Urantii; a podczas gdy w duchu jest to prawdą, w rzeczywistości nie jest to faktem. Stwórcy Michałowie w pełni ucieleśniają Boskość Wiecznego Syna, ale nie są osobowością absolutną.

2. Jedność Trójcy i wielorakość Bóstwa

104:2.1 (1145.2) Monoteizm powstał jako filozoficzny protest przeciw niekonsekwencjom politeizmu. Rozwinął się z początku przez organizację panteonu, z podziałem na zakresy nadprzyrodzonych kompetencji, potem przez henoteistyczne wywyższenie jednego boga ponad wielu i ostatecznie, dzięki eliminacji pozostałych, wybranie Jednego Boga o ostatecznej wartości.

104:2.2 (1145.3) Trynitarianizm rozwinął się z empirycznego protestu przeciw niemożności wyobrażenia sobie jedności zdeantropomorfizowanego, samotnego Bóstwa o samoistnym, wszechświatowym znaczeniu. Z upływem odpowiedniego czasu, filozofia zmierza do oderwania osobowych cech od koncepcji Bóstwa czystego monoteizmu, tym samym redukując ideę samoistnego Boga do statusu panteistycznego Absolutu. Zawsze trudno było zrozumieć osobową naturę Boga, który nie ma osobowych związków na zasadzie równości z innymi, partnerskimi istotami osobowymi. Osobowość Bóstwa wymaga, aby takie Bóstwo istniało w odniesieniu do innego, równego mu, osobowego Bóstwa.

104:2.3 (1145.4) Dzięki przyjęciu koncepcji Trójcy, człowiek może mieć nadzieję, że zrozumie cokolwiek ze związków wzajemnych miłości i prawa w kreacjach czasu-przestrzeni. Dzięki duchowej wierze, człowiek zyskuje wgląd w Bożą miłość, ale wkrótce odkrywa, że ta duchowa wiara nie ma wpływu na zarządzone prawa materialnego wszechświata. Niezależnie od siły wierzenia człowieka w Boga, jako w swego Rajskiego Ojca, poszerzające się kosmiczne horyzonty wymagają, aby człowiek uznał również rzeczywistość Rajskiego Bóstwa, jako powszechnego prawa, aby uznał władzę Trójcy, rozciągającą się na zewnątrz Raju i obejmującą nawet rozwijające się wszechświaty lokalne Synów Stwórców i Stwórczych Córek, pochodzących od trzech wiecznych osób, których Boska jedność jest faktycznie i rzeczywiście wieczną niepodzielnością Rajskiej Trójcy.

104:2.4 (1145.5) I ta sama Rajska Trójca jest bytem rzeczywistym – nie osobowością, ale jednak prawdziwą i absolutną rzeczywistością; nie osobowością, ale mimo to zgodną z współistniejącymi osobowościami – osobowościami Ojca, Syna i Ducha. Trójca jest supersumującą rzeczywistością Bóstwa, wynikającą z połączenia trzech Rajskich Bóstw. Jakości, cechy charakterystyczne i funkcje Trójcy, nie są prostą sumą atrybutów trzech Rajskich Bóstw; funkcje Trójcy są czymś unikalnym, oryginalnym i niezupełnie przewidywalnym z analizy atrybutów Ojca, Syna i Ducha.

104:2.5 (1146.1) Przykładowo, kiedy Mistrz był na Ziemi, napominał swych współbraci o sprawiedliwości, że nigdy nie jest ona aktem osobowym, zawsze jest funkcją grupową. Tak samo Bogowie nie wymierzają sprawiedliwości jako osoby. Tę właśnie funkcję sprawują jako zespołowa całość, jako Rajska Trójca.

104:2.6 (1146.2) Konceptualne zrozumienie związków Ojca, Syna i Ducha w Trójcy, przygotowuje ludzki umysł na dalsze zobrazowanie pewnych innych, trojakich związków. Rozumowanie teologiczne może się w pełni zadowolić koncepcją Rajskiej Trójcy, ale rozumowanie filozoficzne i kosmologiczne wymaga rozpoznania innych potrójnych związków Pierwszego Źródła i Centrum, tych trójjedności, w których Nieskończony działa w różnych, nie Ojcowskich funkcjach swych wszechświatowych przejawów – w związkach Boga z siłą, energią, mocą, przyczynowością, reakcją, potencjalnością, aktualnością, grawitacją, napięciem, formą, zasadą i jednością.

3. Trójce i trójjedności

104:3.1 (1146.3) Chociaż ludzkości udawało się niekiedy zrozumieć Trójcę trzech osób Bóstwa, logika nakazuje, aby ludzki intelekt zauważył, że istnieją pewne związki pomiędzy wszystkimi siedmioma Absolutami. Wszystko to, co jest prawdą odnośnie Rajskiej Trójcy, niekoniecznie musi być prawdą w odniesieniu do trójjedności, gdyż trójjedność jest czymś innym niż trójca. W pewnych, funkcjonalnych aspektach, trójjedność może być analogiczna do trójcy, jednak w swej naturze nigdy nie jest równoznaczna z trójcą.

104:3.2 (1146.4) Człowiek śmiertelny żyje na Urantii we wspaniałej epoce poszerzających się horyzontów i rozbudowujących się koncepcji a jego filozofia kosmiczna musi przyspieszyć swój rozwój, aby dotrzymać kroku intelektualnej ekspansji na arenie myśli ludzkiej. W miarę poszerzania się kosmicznej świadomości śmiertelnego człowieka, dostrzega on związki wzajemne wszystkiego tego, co znajduje w swojej materialnej nauce, intelektualnej filozofii i duchowej wnikliwości. Mimo to, z całą tą wiarą w jedność kosmosu, człowiek dostrzega różnorodność wszelkiej egzystencji. Wbrew wszystkim koncepcjom dotyczącym niezmienności Bóstwa, człowiek zauważa, że żyje we wszechświecie nieustannych zmian i empirycznego rozwoju. Niezależnie od świadomości przetrwania wartości duchowych, człowiek zawsze rozumował według matematyki i prematematyki siły, energii i mocy.

104:3.3 (1146.5) W pewien sposób trzeba pogodzić wieczną pełnię nieskończoności z czasowym rozwojem kształtujących się wszechświatów i niekompletnością ich empirycznych mieszkańców. W pewien sposób koncepcja całkowitego bezkresu musi być podzielona na segmenty i określona, tak, aby śmiertelny intelekt i dusza morontialna mogły zrozumieć tę koncepcję o ostatecznej wartości i uduchowiającym znaczeniu.

104:3.4 (1146.6) Chociaż logika domaga się monoteistycznej jedności kosmicznej rzeczywistości, skończone doświadczenie wymaga postulatu wielu Absolutów i ich koordynacji w kosmicznych związkach. Bez partnerskich istnień nie istnieje możliwość powstania różnorodności absolutnych związków, nie mogą działać czynniki różnicujące, odmieniające, modyfikujące, osłabiające, ograniczające i redukujące.

104:3.5 (1146.7) Całościowa rzeczywistość (nieskończoność) tak została przedstawiona w tych przekazach, jak istnieje ona w siedmiu Absolutach:

104:3.6 (1146.8) 1. Ojciec Wszechświatowy.

104:3.7 (1146.9) 2. Wieczny Syn.

104:3.8 (1146.10) 3. Nieskończony Duch.

104:3.9 (1147.1) 4. Wyspa Raj.

104:3.10 (1147.2) 5. Bóstwo-Absolut.

104:3.11 (1147.3) 6. Absolut Wszechświatowy.

104:3.12 (1147.4) 7. Absolut Nieuwarunkowany.

104:3.13 (1147.5) Pierwsze Źródło i Centrum, który jest Ojcem Wiecznego Syna, jest także Formą dla Rajskiej Wyspy. Jest on osobowością nie uwarunkowaną w Synu, ale osobowością potencjalizowaną w Bóstwie-Absolucie. Ojciec jest energią objawioną w Raju-Havonie a równocześnie energią kryjącą się w Absolucie Nieuwarunkowanym. Nieskończony objawia się zawsze w nieustannych działaniach Wspólnego Aktywizatora, podczas gdy funkcjonuje wiecznie w równoważących, ale ukrytych działaniach Absolutu Wszechświatowego. Tak więc Ojciec związany jest z sześcioma partnerskimi Absolutami i tym samym wszystkie ich siedem zawiera obwód nieskończoności w niekończących się cyklach wieczności.

104:3.14 (1147.6) Wydaje się, że trójjedność absolutnych związków jest nieunikniona. Osobowość szuka kontaktu z inną osobowością na poziomie absolutnym, jak również na wszystkich innych poziomach. I związek trzech rajskich osobowości uwiecznia pierwszą trójjedność, wspólnotę osobowości Ojca, Syna i Ducha. Kiedy te trzy osoby, jako osoby, połączą się w celu wspólnego funkcjonowania, stanowią wtedy trójjedność o funkcjonalnej jedności, nie trójcę – strukturalną jedność – ale jednak trójjedność, trojakie funkcjonalne połączenie jednomyślności.

104:3.15 (1147.7) Rajska Trójca nie jest trójjednością; nie jest funkcjonalną jednomyślnością; jest raczej nie podzielonym i niepodzielnym Bóstwem. Ojciec, Syn i Duch (jako osoby) mogą utrzymywać związki z Rajską Trójcą, gdyż Trójca jest ich nie podzielonym Bóstwem. Ojciec, Syn i Duch, nie utrzymują takiego osobowego związku z pierwszą trójjednością, gdyż to jest ich funkcjonalna jedność, jako trzech osób. Tylko jako Trójca – jako niepodzielne Bóstwo – zbiorowo utrzymują zewnętrzny związek z trójjednością i z jej osobowym połączeniem.

104:3.16 (1147.8) Rajska Trójca jest zatem unikalna wśród absolutnych związków, istnieje kilka egzystencjalnych trójjedności, ale tylko jedna egzystencjalna Trójca. Trójjedność nie jest bytem. Jest funkcjonalna raczej niż strukturalna. Jej członkowie są raczej partnerami niż zespołem. Byty mogą być komponentami trójjedności, ale sama trójjedność jest związkiem.

104:3.17 (1147.9) Jednak w jednym punkcie występuje podobieństwo pomiędzy trójcą a trójjednością. Obie wynikają w funkcjach, które są czymś innym, niż dostrzegalną sumą atrybutów członków składowych. Chociaż z funkcjonalnego punktu widzenia są one porównywalne, poza tym nie wykazują wyraźnych powiązań. Są z grubsza podobne do siebie jako odniesienie funkcji do struktury. Jednak funkcjonowanie związku trójjedności nie jest funkcjonowaniem struktury czy bytu trójcy.

104:3.18 (1147.10) Tym niemniej trójjedności są rzeczywiste, są bardzo rzeczywiste. W nich całość rzeczywistości znajduje swą funkcjonalizację a poprzez nie Ojciec Wszechświatowy sprawuje bezpośrednią i osobistą kontrolę nad zasadniczymi funkcjami nieskończoności.

4. Siedem trójjedności

104:4.1 (1147.11) Kiedy próbuje się określić siedem trójjedności, należy zwrócić uwagę na to, że Ojciec Wszechświatowy jest pierwszym członkiem każdej z nich. Jest on, był i zawsze będzie, Pierwszym Wszechświatowym Ojcem-Źródłem, Absolutnym Centrum, Pierwszą Przyczyną, Kontrolerem Wszechświatowym, Nieograniczonym Aktywatorem, Pierwotną Jednością, Nieuwarunkowanym Podtrzymywaczem, Pierwszą Osobą Bóstwa, Pierwotną Formą Kosmiczną i Esencją Nieskończoności. Ojciec Wszechświatowy jest osobową przyczyną Absolutów; jest absolutem Absolutów.

104:4.2 (1148.1) Charakter i znaczenie siedmiu trójjedności można przedstawić następująco:

104:4.3 (1148.2) Pierwsza trójjedność – osobowo-celowa trójjedność. Jest to kombinacja trzech osobowości Bóstwa:

104:4.4 (1148.3) 1. Ojciec Wszechświatowy.

104:4.5 (1148.4) 2. Wieczny Syn.

104:4.6 (1148.5) 3. Nieskończony Duch.

104:4.7 (1148.6) Jest to trojaki związek miłości, miłosierdzia i służby – służący określonemu celowi, osobowy związek trzech wiecznych, rajskich osobowości. Jest to związek bosko zbratany, kochający stworzonych, działający po ojcowsku i popierający wznoszenie się. Boskie osobowości pierwszej trójjedności są Bogami nadającymi osobowość, obdarzającymi duchem i wyposażającymi w umysł.

104:4.8 (1148.7) Jest to trójjedność posiadająca nieskończoną wolę; działa w wiecznej teraźniejszości i w całym biegu czasu przeszłości-teraźniejszości-przyszłości. Ten związek tworzy wolicjonalną nieskończoność i daje te mechanizmy, za pomocą których osobowe Bóstwo samo objawia się istotom rozwijającego się kosmosu.

104:4.9 (1148.8) Druga trójjedność – trójjedność mocy-formy. Od najmniejszych aż do największych organizacji materialnych zawsze istnieje fizyczna forma – konfiguracja kosmiczna – wyprowadzona z funkcjonowania tej trójjedności, czy to będzie drobny ultimaton, błyszcząca gwiazda czy wirująca mgławica, czy nawet wszechświat centralny albo superwszechświaty. W skład tego związku wchodzi:

104:4.10 (1148.9) 1. Ojciec-Syn.

104:4.11 (1148.10) 2. Rajska Wyspa.

104:4.12 (1148.11) 3. Wspólny Aktywizator.

104:4.13 (1148.12) Energię organizują kosmiczni pełnomocnicy Trzeciego Źródła i Centrum; energia wzorowana jest według formy Raju, materializacji absolutnej; jednak za tymi nieustannymi oddziaływaniami stoi obecność Ojca-Syna, której jedność po raz pierwszy zaktywizowała rajską formę, sprawiając pojawienie się Havony, razem z narodzinami Nieskończonego Ducha, Wspólnego Aktywizatora.

104:4.14 (1148.13) W doświadczeniu religijnym stworzeni kontaktują się z Bogiem, który jest miłością, ale taka duchowa wnikliwość nigdy nie może przyćmiewać inteligentnej akceptacji wszechświatowego faktu tej formy, którą jest Raj. Rajskie osobowości zjednują sobie dobrowolne wielbienie wszystkich stworzonych, dzięki nieodpartej mocy Boskiej miłości i wiodą wszystkie takie, zrodzone z ducha osobowości, ku niebiańskim radościom niekończącej się służby finalistów, synów Bożych. Druga trójjedność jest architektem stadium przestrzennego, w którym zachodzą te procesy; określa ona formę kosmicznych konfiguracji.

104:4.15 (1148.14) Boskość pierwszej trójjedności może charakteryzować się miłością, jednak forma jest galaktycznym uzewnętrznieniem drugiej trójjedności. Czym jest pierwsza trójjedność dla rozwijających się osobowości, tym jest druga trójjedność dla rozwijających się wszechświatów. Forma i osobowość są dwoma wielkimi przejawami funkcjonowania Pierwszego Źródła i Centrum; i bez znaczenia jak trudno to zrozumieć, prawdą jest jednak, że moc-forma i kochająca osoba są jedną i tą samą wszechświatową rzeczywistością; Wyspa Raj i Wieczny Syn są partnerami, a jednak antypodycznymi objawieniami niezgłębionej natury Wszechświatowego Ojca-Siły.

104:4.16 (1149.1) Trzecia trójjedność – trójjedność duchowo-ewolucyjna. Całość przejawów duchowych ma swój początek i koniec w tym związku, w skład którego wchodzą:

104:4.17 (1149.2) 1. Ojciec Wszechświatowy.

104:4.18 (1149.3) 2. Syn-Duch.

104:4.19 (1149.4) 3. Bóstwo-Absolut.

104:4.20 (1149.5) Od potencji duchowej do rajskiego ducha, wszystkie duchy znajdują ekspresję swej rzeczywistości w tym trójjednym związku czystej, duchowej esencji Ojca, w aktywnych wartościach duchowych Syna-Ducha i w nieograniczonych potencjałach duchowych Bóstwa-Absolutu. W tej trójjedności egzystencjalne wartości ducha mają swą pierwotną przyczynę, pełne uzewnętrznienie i ostateczne przeznaczenie.

104:4.21 (1149.6) Ojciec istnieje przed duchem; Syn-Duch działa jako aktywny, stwórczy duch; Bóstwo-Absolut istnieje jako obejmujący wszystko duch a nawet poza duchem.

104:4.22 (1149.7) Czwarta trójjedność – trójjedność nieskończoności energii. W tej trójjedności uwieczniają się początki i końce całej rzeczywistości energii, od potencji przestrzeni do monoty. W skład tej kombinacji wchodzą:

104:4.23 (1149.8) 1. Ojciec-Duch.

104:4.24 (1149.9) 2. Rajska Wyspa.

104:4.25 (1149.10) 3. Absolut Nieuwarunkowany.

104:4.26 (1149.11) Raj jest centrum aktywacji siły-energii kosmosu – wszechświatowym umiejscowieniem Pierwszego Źródła i Centrum, kosmicznym punktem zogniskowania Absolutu Nieuwarunkowanego i źródłem całej energii. Egzystencjalnie istnieje w tej trójjedności energetyczny potencjał kosmosu-nieskończoności, którego tylko częściowymi przejawami są wielki wszechświat i wszechświat nadrzędny.

104:4.27 (1149.12) Czwarta trójjedność kontroluje absolutnie podstawowe jednostki energii kosmicznej i uwalnia je z uchwytu Absolutu Nieuwarunkowanego, wprost proporcjonalnie do pojawiania się Bóstw empirycznych, zdolnych do podabsolutnej kontroli i stabilizacji przeobrażającego się kosmosu.

104:4.28 (1149.13) Ta trójjedność jest siłą i energią. Nieskończone możliwości Absolutu Nieuwarunkowanego skoncentrowane są dookoła absolutum Wyspy Raj, skąd emanują trudne do wyobrażenia wzbudzenia statycznego skądinąd bezruchu Nieuwarunkowanego. Niekończące się tętnienie materialnego, rajskiego serca nieskończonego kosmosu bije w harmonii z niezgłębioną formą i niezbadanym planem Nieskończonego Aktywatora, Pierwszego Źródła i Centrum.

104:4.29 (1149.14) Piąta trójjedność – trójjedność nieskończoności oddziaływania. W skład tego związku wchodzą:

104:4.30 (1149.15) 1. Ojciec Wszechświatowy.

104:4.31 (1149.16) 2. Absolut Wszechświatowy.

104:4.32 (1149.17) 3. Absolut Nieuwarunkowany.

104:4.33 (1149.18) Grupa ta przynosi uwiecznienie realizacji funkcjonalnej nieskończoności tego wszystkiego, co jest możliwe do zaktualizowania w obrębie domen nieboskiej rzeczywistości. Trójjedność ta wykazuje nieograniczone możliwości reagowania na wolicjonalne, przyczynowe, napięciowe i formacyjne działania oraz obecności innych trójjedności.

104:4.34 (1150.1) Szósta trójjedność – trójjedność kosmicznie połączonego Bóstwa. W skład tej kombinacji wchodzą:

104:4.35 (1150.2) 1. Ojciec Wszechświatowy.

104:4.36 (1150.3) 2. Bóstwo-Absolut.

104:4.37 (1150.4) 3. Absolut Wszechświatowy.

104:4.38 (1150.5) Jest to związek Bóstwa-w-kosmosie, immanencja Bóstwa w połączeniu z transcendencją Bóstwa. Jest to najdalsze sięganie boskości na poziomach nieskończoności w kierunku tych rzeczywistości, które leżą poza domeną rzeczywistości deifikowanej.

104:4.39 (1150.6) Siódma trójjedność – trójjedność nieskończonej jedności. Jest to jedność nieskończoności, przejawiająca się funkcjonalnie w czasie i wieczności, koordynująca unifikacja aktualności i potencjalności. W skład tej grupy wchodzą:

104:4.40 (1150.7) 1. Ojciec Wszechświatowy.

104:4.41 (1150.8) 2. Wspólny Aktywizator.

104:4.42 (1150.9) 3. Absolut Wszechświatowy.

104:4.43 (1150.10) Wspólny Aktywizator uniwersalnie integruje różne funkcjonalne aspekty całej zaktualizowanej rzeczywistości, na wszystkich jej poziomach przejawiania się, od skończoności, poprzez transcendentalności, aż do absolutów. Absolut Wszechświatowy doskonale równoważy te zróżnicowania, które są nieodłączne zmiennym aspektom całej niekompletnej rzeczywistości, od nieograniczonych potencjalności aktywnie-wolicjonalnej i sprawczej rzeczywistości Bóstwa, do niezmierzonych możliwości statycznej, reaktywnej, nieboskiej rzeczywistości w niepojętych domenach Absolutu Nieuwarunkowanego.

104:4.44 (1150.11) Wspólny Aktywizator i Absolut Wszechświatowy, kiedy działają w tej trójjedności, reagują jednakowo na Bóstwo i na nieboskie obecności, podobnie jak Pierwsze Źródło i Centrum, który w tym związku jest, praktycznie biorąc, konceptualnie nieodróżnialny od JESTEM.

104:4.45 (1150.12) Przybliżenia te wystarczają do wyjaśnienia idei trójjedności. Nie znając ostatecznego poziomu trójjedności, nie możecie w pełni zrozumieć jej pierwszych siedmiu poziomów. Podczas gdy uważamy, że nierozsądne byłoby dalsze kontynuowanie tego tematu, możemy oświadczyć, że istnieje piętnaście trójjednych związków Pierwszego Źródła i Centrum, z których osiem nie jest objawione w tych przekazach. Te nie objawione związki dotyczą rzeczywistości, aktualności i potencjalności, które znajdują się poza empirycznym poziomem najwyższości.

104:4.46 (1150.13) Trójjedności są funkcjonalnym balansjerem nieskończoności, zjednoczeniem unikalności Siedmiu Absolutów Nieskończoności. To właśnie egzystencjalne istnienie tych trójjedności umożliwia Ojcu-JESTEM doświadczanie funkcjonalnej, nieskończonej jedności, wbrew zróżnicowaniu nieskończoności na siedem Absolutów. Pierwsze Źródło i Centrum jest czynnikiem jednoczącym wszystkich trójjedności; w nim wszystkie rzeczy mają swe absolutne początki, wieczne istnienia i nieskończone przeznaczenia – „w nim wszystko ma istnienie”.

104:4.47 (1150.14) Chociaż związki te nie mogą poszerzyć nieskończoności Ojca-JESTEM, wydaje się, że umożliwiają podnieskończone i podabsolutne przejawianie się jego rzeczywistości. Siedem trójjedności pomnaża wszechstronność, uwiecznia nowe głębie, czyni boskimi nowe wartości, odsłania nowe potencjalności, objawia nowe znaczenia; i wszystkie te przejawy, zróżnicowane w czasie i przestrzeni oraz w wiecznym kosmosie, istnieją w hipotetycznej hipostazie pierwotnej nieskończoności JESTEM.

5. Triodyty

104:5.1 (1151.1) Istnieją jeszcze inne trójjedne związki, które nie są Ojcowskie w swej naturze, ale to nie są prawdziwe trójjedności i zawsze są odróżniane od trójjedności Ojcowskich. Są one różnie nazywane – stowarzyszone trójjedności, partnerskie trójjedności oraz triodyty. Są one wynikiem istnienia trójjedności. Dwa spośród tych związków uformowane są następująco:

104:5.2 (1151.2) Triodyta aktualności. Triodytę tę tworzą związki wzajemne trzech absolutnych aktualności:

104:5.3 (1151.3) 1. Wiecznego Syna.

104:5.4 (1151.4) 2. Wyspy Raj.

104:5.5 (1151.5) 3. Wspólnego Aktywizatora.

104:5.6 (1151.6) Wieczny Syn jest absolutem rzeczywistości duchowej, absolutną osobowością. Wyspa Raj jest absolutem rzeczywistości kosmicznej, absolutną formą. Wspólny Aktywizator jest absolutem rzeczywistości umysłowej, partnerem absolutnej rzeczywistości duchowej oraz syntezą osobowości i mocy Bóstwa egzystencjalnego. Z tego trójjednego związku wynika całościowa koordynacja sumy zaktualizowanej rzeczywistości – duchowej, kosmicznej albo umysłowej. W aktualności jest nie uwarunkowany.

104:5.7 (1151.7) Triodyta potencjalności. Tę triodytę tworzy związek trzech Absolutów potencjalności:

104:5.8 (1151.8) 1. Bóstwa-Absolutu.

104:5.9 (1151.9) 2. Absolutu Wszechświatowego.

104:5.10 (1151.10) 3. Absolutu Nieuwarunkowanego.

104:5.11 (1151.11) Takie wzajemnie połączone rezerwuary nieskończoności zawierają wszelką, ukrytą energię rzeczywistości – duchową, umysłową czy kosmiczną. Związek ten daje integrację całej ukrytej energii rzeczywistości. W potencjale jest nieskończony.

104:5.12 (1151.12) Tak jak trójjedności koncentrują się głównie na funkcjonalnym zjednoczeniu nieskończoności, tak triodyty skoncentrowane są na kosmicznym pojawianiu się Bóstw empirycznych. Trójjedności angażują się pośrednio, jednak triodyty angażują się bezpośrednio w Bóstwa empiryczne – Najwyższego, Ostatecznego i Absolutnego. Pojawiają się one w wyłaniającej się syntezie mocy-osobowości Istoty Najwyższej. I dla czasowych istot przestrzeni, Istota Najwyższa jest objawieniem jedności JESTEM.

104:5.13 (1151.13) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 105, Bóstwo a rzeczywistość

Księga Urantii

Przekaz 105

Bóstwo a rzeczywistość

105:0.1 (1152.1) NIESKOŃCZONOŚĆ jest tylko częściowo pojmowalna, nawet dla wysokich klas wszechświatowych istot inteligentnych a ostateczność rzeczywistości jest tylko relatywnie możliwa do zrozumienia. Umysł ludzki, kiedy próbuje zgłębić wieczność-tajemnicę, początek i przeznaczenie wszystkiego tego, co zwie się rzeczywistym, może sobie pomóc w zrozumieniu zagadnienia, gdy wyobrazi sobie wieczność-nieskończoność jako prawie nieograniczoną elipsę, która jest wytworzona przez jedną absolutną przyczynę, a która funkcjonuje w tym nieskończenie zróżnicowanym, wszechświatowym okręgu, zawsze poszukując jakiegoś absolutnego, nieskończonego potencjału przeznaczenia.

105:0.2 (1152.2) Kiedy śmiertelny intelekt próbuje zrozumieć ideę całości rzeczywistości, wtedy skończony umysł staje twarzą w twarz z nieskończonością-rzeczywistością; rzeczywistość całości jest nieskończonością i dlatego nigdy nie może być w pełni zrozumiana przez jakikolwiek umysł, który w swych możliwościach koncepcyjnych jest podnieskończony.

105:0.3 (1152.3) Umysł ludzki raczej nie może sformułować odpowiedniej idei wiecznych egzystencji, a bez takiego zrozumienia niemożliwe jest przedstawienie nawet naszych koncepcji rzeczywistości całościowej. Mimo wszystko możemy spróbować ją przedstawić, chociaż jesteśmy w pełni świadomi, że nasze idee mogą ulec poważnemu zniekształceniu w procesie ich przekładu-modyfikacji na poziom rozumowania śmiertelnego umysłu.

1. Filozoficzna koncepcja JESTEM

105:1.1 (1152.4) Absolutną, pierwotną przyczynowość w nieskończoności filozofowie wszechświata przypisują Ojcu Wszechświatowemu, działającemu jako nieskończony, wieczny i absolutny JESTEM.

105:1.2 (1152.5) Przedstawienie śmiertelnemu intelektowi idei nieskończonego JESTEM wiąże się z wieloma niebezpieczeństwami, ponieważ ta koncepcja jest tak odległa od ludzkiego, empirycznego pojmowania, że zawiera poważne zniekształcenia znaczeniowe i nieporozumienia w sprawie wartości. Tym niemniej filozoficzna koncepcja JESTEM daje istotom skończonym pewną podstawę, kiedy próbują się zbliżyć do częściowego zrozumienia absolutnych początków i nieskończonych przeznaczeń. Należy jednak wyjaśnić, że przy wszystkich naszych próbach naświetlenia początków i realizacji rzeczywistości, koncepcję JESTEM należy traktować, we wszelkich osobowościowych znaczeniach i wartościach, jako równoznaczną z Pierwszą Osobą Bóstwa, Ojcem Wszechświatowym wszystkich osobowości. Jednak to założenie JESTEM nie jest tak wyraźnie rozpoznawalne w nie deifikowanych domenach rzeczywistości wszechświatowej.

105:1.3 (1152.6) JESTEM jest Nieskończony; JESTEM jest również nieskończonością. Z sekwencyjnego, czasowego punktu widzenia, cała rzeczywistość ma swój początek w nieskończonym JESTEM, którego samotna egzystencja w przeszłej, nieskończonej wieczności, musi być najważniejszym założeniem filozoficznym istoty skończonej. Koncepcja JESTEM oznacza nieuwarunkowaną nieskończoność, niezróżnicowaną rzeczywistość wszystkiego tego, co kiedykolwiek mogłoby istnieć w całej nieskończonej wieczności.

105:1.4 (1153.1) JESTEM jako koncepcja egzystencjalna, nie jest ani deifikowany ani nie deifikowany, ani aktualny, ani potencjalny, ani osobowy, ani nieosobowy, ani statyczny, ani dynamiczny. Żadnego określenia nie można zastosować do Nieskończonego, można tylko oświadczyć, że JESTEM jest. Filozoficzne założenie JESTEM jest jedyną wszechświatową koncepcją, którą w pewnym sensie trudniej zrozumieć niż koncepcję Absolutu Nieuwarunkowanego.

105:1.5 (1153.2) Dla skończonego umysłu musi po prostu istnieć początek i chociaż rzeczywistość nigdy nie miała prawdziwego początku, wciąż istnieją pewne źródłowe związki, jakie rzeczywistość wykazuje w stosunku do nieskończoności. Przedrzeczywistość, pierwotną sytuację wieczności, można sobie wyobrazić jako coś w tym rodzaju: w pewnym, nieskończenie odległym, hipotetycznym momencie wiecznej przeszłości, JESTEM mógł być pojmowany jako zarówno rzecz jak i nie rzecz, jako zarówno przyczyna jak i skutek, zarówno jako wola jak i reakcja. W tym, hipotetycznym momencie wieczności, nie istnieje zróżnicowanie poprzez całą nieskończoność. Nieskończoność wypełniona jest przez Nieskończonego; Nieskończony zawiera nieskończoność. To jest hipotetyczny, statyczny moment wieczności; aktualności wciąż zawierają się w swych potencjałach a potencjały jeszcze się nie pojawiły w obrębie nieskończoności JESTEM. Ale nawet w tej, domniemanej sytuacji, musimy założyć możliwość istnienia osobowej woli.

105:1.6 (1153.3) Zawsze pamiętaj o tym, że pojmowanie Ojca Wszechświatowego przez człowieka jest doświadczeniem osobistym. Bóg jako twój duchowy Ojciec, jest pojmowalny dla ciebie i dla wszystkich innych śmiertelników; jednak wasza empiryczna, czci pełna koncepcja Ojca Wszechświatowego zawsze będzie mniejsza niż wasz filozoficzny postulat nieskończoności Pierwszego Źródła i Centrum, JESTEM. Kiedy mówimy o Ojcu, mamy na myśli Boga, tak jak go pojmują istoty przezeń stworzone, zarówno wysokie jak i niskie, ale w Bóstwie jest znacznie więcej tego, czego wszechświatowe istoty nie mogą zrozumieć. Bóg, wasz Ojciec i mój Ojciec, jest tym stadium Nieskończonego, które odczuwamy w naszych osobowościach jako prawdziwą, empiryczną rzeczywistość, tym niemniej JESTEM zawsze pozostaje naszą hipotezą wszystkiego tego, co wyczuwamy, że jest niepojęte u Pierwszego Źródła i Centrum. I nawet ta hipoteza prawdopodobnie daleko odbiega od niezgłębionej nieskończoności pierwotnej rzeczywistości.

105:1.7 (1153.4) Wszechświat wszechświatów, z niezliczonymi zastępami zamieszkujących go osobowości, jest organizmem rozległym i skomplikowanym, ale Pierwsze Źródło i Centrum jest nieskończenie bardziej złożony niż wszechświaty i osobowości, które się urzeczywistniły w odpowiedzi na rozporządzenie jego woli. Kiedy przepełnieni czcią stajecie w obliczu ogromu wszechświata nadrzędnego, pomyślcie przez chwilę, że nawet ta niewyobrażalna kreacja może być tylko częściowym objawieniem Nieskończonego.

105:1.8 (1153.5) Nieskończoność naprawdę jest odległa od doświadczalnego poziomu śmiertelnego rozumowania, ale nawet w tej epoce, na Urantii, wasze koncepcje nieskończoności rozwijają się i dalej się będą rozwijać na waszej drodze życia bez końca, prowadzącej w przyszłą wieczność. Nie uwarunkowana nieskończoność nie posiada znaczenia dla istoty skończonej, ale nieskończoność jest zdolna do samoograniczeń i dopuszcza możliwość ekspresji swej rzeczywistości dla wszystkich poziomów bytu wszechświata. I twarz, którą Nieskończony zwraca w kierunku wszystkich osobowości wszechświata, jest twarzą Ojca, Wszechświatowego Ojca miłości.

2. JESTEM jako trójjeden i jako siedmioraki

105:2.1 (1153.6) Gdy rozważacie genezę rzeczywistości, miejcie zawsze to na uwadze, że cała absolutna rzeczywistość jest z wieczności i nie ma początku swej egzystencji. Mówiąc o absolutnej rzeczywistości nawiązujemy do trzech egzystencjalnych osób Bóstwa, Wyspy Raj i trzech Absolutów. Te siedem rzeczywistości jest równorzędnie wieczne, mimo to uciekamy się do czasowo-przestrzennego języka, gdy przedstawiamy ich sekwencyjne początki istotom ludzkim.

105:2.2 (1154.1) Przedstawiając chronologicznie początki rzeczywistości, musimy założyć teoretyczny moment „pierwszej” wolicjonalnej ekspresji i „pierwszego” jej następstwa, reakcji w obrębie JESTEM. W naszych próbach przedstawienia genezy i stworzenia rzeczywistości, stadium to można wyobrazić sobie jako samozróżnicowanie Nieskończonego od tego, co jest Nieskończone, ale postulowanie tego podwójnego związku zawsze musi być rozszerzane do trójjednej koncepcji, poprzez uznanie wiecznego kontinuum Nieskończoności, JESTEM.

105:2.3 (1154.2) To samoprzeobrażenie JESTEM osiąga swą kulminację w wielorakim zróżnicowaniu rzeczywistości deifikowanej i rzeczywistości nie deifikowanej, rzeczywistości potencjalnej i aktualnej, oraz pewnych innych rzeczywistości, które trudno jest tak zaklasyfikować. Te zróżnicowania teoretycznego, monistycznego JESTEM, są wiecznie integrowane przez związki powstałe równocześnie w tym samym JESTEM – przez przedpotencjalną, przedaktualną, przedosobową, jednorodną przedrzeczywistość, która choć nieskończona, objawia się jako absolutna w obecności Pierwszego Źródła i Centrum a jako osobowość w bezgranicznej miłości Ojca Wszechświatowego.

105:2.4 (1154.3) Poprzez te przemiany wewnętrzne, JESTEM tworzy podłoże dla siedmiorakiego związku z samym sobą. Filozoficzna (czasowa) koncepcja samotnego JESTEM i przejściowa (czasowa) koncepcja JESTEM, jako trójjedności, może być teraz tak powiększona, aby obejmowała JESTEM jako siedmiorakiego. Ta siedmioraka – albo występująca w siedmiu stadiach – natura może być łatwiej zrozumiała w odniesieniu do Siedmiu Absolutów Nieskończoności:

105:2.5 (1154.4) 1. Ojciec Wszechświatowy. JESTEM ojcem Wiecznego Syna. Jest to podstawowy związek osobowy aktualności. Absolutna osobowość Syna czyni fakt Bożego ojcostwa absolutnym i tworzy potencjalne synostwo wszystkich osobowości. Ten związek ustanawia osobowość Nieskończonego i dopełnia jej duchowego objawienia w osobowości Pierwszego Syna. To stadium JESTEM jest częściowo doświadczalne na poziomach duchowych, nawet przez śmiertelników, którzy jeszcze w ciele mogą czcić naszego Ojca.

105:2.6 (1154.5) 2. Kontroler Wszechświatowy. JESTEM przyczyną wiecznego Raju. Jest to pierwotny, nieosobowy związek aktualności, oryginalny związek nieduchowy. Ojciec Wszechświatowy jest Bogiem jako miłością; Kontroler Wszechświatowy jest Bogiem jako formą. Relacja ta tworzy potencjał formy – konfiguracji – i określa oryginalną formę relacji bezosobowych i nieduchowych – tę oryginalną formę, z której wszelkie kopie są robione.

105:2.7 (1154.6) 3. Stwórca Wszechświatowy. JESTEM jednym z Wiecznym Synem. Ten związek Ojca i Syna (w obecności Raju) uruchamia stwórczy cykl, który finalizuje pojawienie się wspólnej osobowości i wiecznego wszechświata. Ze skończonego punktu widzenia śmiertelnika, rzeczywistość ma swoje prawdziwe początki wraz z pojawieniem się w wieczności kreacji Havony. Ten stwórczy akt Bóstwa dokonuje się za pośrednictwem Boga Działania, który jest w swej istocie jednością Ojciec-Syn, przejawiającą się na wszystkich poziomach aktualności i odnoszącą się do wszystkich tych poziomów. Dlatego też Boska stwórczość nieodmiennie charakteryzuje się jednością a jedność ta jest zewnętrznym odbiciem absolutnego zjednoczenia dualizmu Ojciec-Syn oraz Trójcy, Ojciec-Syn-Duch.

105:2.8 (1155.1) 4. Nieskończony Podtrzymywacz. JESTEM samoasocjacyjny. Jest to zasadnicza asocjacja statyczności i potencjałów rzeczywistości. W tym związku równoważone są wszystkie wartości uwarunkowane i nie uwarunkowane. To stadium JESTEM najlepiej zrozumieć jako Absolut Wszechświatowy – unifikator Absolutu Bóstwa i Absolutu Nieuwarunkowanego.

105:2.9 (1155.2) 5. Nieskończony Potencjał. JESTEM samouwarunkowany. Ten punkt odniesienia w nieskończoności niesie wieczne świadectwo wolicjonalnego samoograniczenia JESTEM, z racji którego osiągnięta została trojaka samoekspresja i samoobjawienie. To stadium JESTEM rozumiane jest zazwyczaj jako Bóstwo-Absolut.

105:2.10 (1155.3) 6. Nieskończona Możliwość. JESTEM statyczno-reaktywny. Jest to nieskończona matryca, możliwości całej przyszłej ekspansji kosmicznej. To stadium JESTEM prawdopodobnie najlepiej można sobie wyobrazić jako obecność supergrawitacji Absolutu Nieuwarunkowanego.

105:2.11 (1155.4) 7. Wszechświatowy Nieskończoności. JESTEM jaki JESTEM. Jest to hipostatyczny związek wzajemny Nieskończoności, wieczny fakt nieskończoności-rzeczywistości i uniwersalna prawda rzeczywistości-nieskończoności. Tak dalece, jak związek ten jest dostrzegalny jako osobowość, jest on objawiany wszechświatom w Boskim Ojcu wszelkiej osobowości – nawet osobowości absolutnej. Tak dalece, jak związek ten jest wyrażalny nieosobowo, kontaktuje się on z wszechświatem jako powiązanie czystej energii i czystego ducha w obecności Ojca Wszechświatowego. Tak dalece, jak związek ten pojmowalny jest jako absolutny, objawiony jest w prymacie Pierwszego Źródła i Centrum; w nim wszyscy żyjemy i poruszamy się i mamy nasz byt, od istot przestrzeni do obywateli Raju; odnosi się to tak samo do wszechświata nadrzędnego jak i do nieskończenie małego ultimatonu, tak samo do tego, co ma być, do tego, co jest i do tego, co było.

3. Siedem Absolutów Nieskończoności

105:3.1 (1155.5) Siedem podstawowych związków w obrębie JESTEM uwiecznia się jako Siedem Absolutów Nieskończoności. Chociaż w kolejnych narracjach możemy przedstawiać początki rzeczywistości i zróżnicowanie nieskończoności, wszystkie siedem Absolutów jest faktycznie nie uwarunkowanie i równorzędnie wieczne. Być może śmiertelne umysły muszą wyobrazić sobie ich początki, jednak idea taka zawsze powinna pozostawać w cieniu tej świadomości, że siedem Absolutów jest bez początku; są one wieczne i jako takie były zawsze. Siedem Absolutów stanowi przesłankę rzeczywistości. Zostały one opisane w tych przekazach następująco:

105:3.2 (1155.6) 1. Pierwsze Źródło i Centrum. Pierwsza Osoba Bóstwa i pierwsza nieboska forma, Bóg, Ojciec Wszechświatowy, stwórca, kontroler i podtrzymywacz; wszechświatowa miłość, wieczny duch i nieskończona energia; potencjał wszystkich potencjałów i źródło wszystkich aktualności; stabilność wszelkiej statyczności i dynamizm wszelkiej zmiany; źródło formy i Ojciec osób. Zbiorowo wszystkie siedem Absolutów równa się nieskończoności, ale sam Ojciec Wszechświatowy jest aktualnie nieskończony.

105:3.3 (1155.7) 2. Drugie Źródło i Centrum. Druga Osoba Bóstwa, Wieczny i Pierwszy Syn; absolutne rzeczywistości osobowości JESTEM i podstawa uświadomienia-objawienia „JESTEM osobowością”. Żadna osobowość nie może oczekiwać, że dotrze do Ojca Wszechświatowego inaczej, jak poprzez jego Wiecznego Syna; tak samo osobowość nie może osiągnąć duchowych poziomów egzystencji niezależnie od działalności i pomocy tej absolutnej formy wszystkich osobowości. W Drugim Źródle i Centrum duch jest nie uwarunkowany, podczas gdy osobowość jest absolutna.

105:3.4 (1156.1) 3. Rajskie Źródło i Centrum. Druga nieboska forma, wieczna Wyspa Raj; podstawa uświadomienia-objawienia „JESTEM siłą” i fundament ustanowienia kontroli grawitacyjnej wszechświatów. Raj jest absolutem form dla całej zaktualizowanej, nieduchowej, nieosobowej i niewolicjonalnej rzeczywistości. Tak jak energia duchowa związana jest z Ojcem Wszechświatowym, przez absolutną osobowość Matki-Syna, tak też cała energia kosmiczna ujęta jest kontrolą grawitacyjną Pierwszego Źródła i Centrum, poprzez absolutną formę Wyspy Raj. Raj nie istnieje w przestrzeni; przestrzeń istnieje relatywnie w stosunku do Raju a czasowość ruchu determinują rajskie związki. Wieczna Wyspa jest w absolutnym spoczynku; wszelka pozostała, zorganizowana i organizująca się energia jest w wiecznym ruchu; w całej przestrzeni, tylko obecność Absolutu Nieuwarunkowanego jest nieruchoma a Nieuwarunkowany jest związany z Rajem. Raj istnieje jako zogniskowanie przestrzeni, Nieuwarunkowany ją przenika a wszelki relatywny byt ma swój początek w tych domenach.

105:3.5 (1156.2) 4. Trzecie Źródło i Centrum. Trzecia Osoba Bóstwa, Wspólny Aktywizator; nieskończony integrator rajskich energii kosmicznych z energiami duchowymi Wiecznego Syna; doskonały koordynator motywów woli i mechaniki sił; unifikator całej aktualnej i aktualizującej się rzeczywistości. Poprzez służby swych rozlicznych dzieci Nieskończony Duch objawia miłosierdzie Wiecznego Syna, podczas gdy jednocześnie działa jako nieskończony aktywizator, nieustannie tkając formę Raju na kosmicznych energiach. Ten sam Wspólny Aktywizator, Bóg Działania, jest doskonałą ekspresją nieograniczonych planów i celów Ojca-Syna, podczas kiedy sam funkcjonuje jako źródło umysłu i obdarza intelektem istoty w całym rozległym kosmosie.

105:3.6 (1156.3) 5. Bóstwo-Absolut. Przyczynowe, potencjalnie osobowe możliwości rzeczywistości wszechświatowej, całość ogólnego potencjału Bóstwa. Bóstwo-Absolut celowo warunkuje rzeczywistości nie uwarunkowane, absolutne i nieboskie. Bóstwo-Absolut warunkuje absolut i absolutyzuje to, co warunkowane – jest początkiem przeznaczenia.

105:3.7 (1156.4) 6. Absolut Nieuwarunkowany. Statyczny, reagujący i w stanie zawieszenia; nie objawiona kosmiczna nieskończoność JESTEM; całość nie deifikowanej rzeczywistości i ostateczność wszystkich potencjałów nieosobowych. Przestrzeń ogranicza funkcjonowanie Nieuwarunkowanego, ale obecność Nieuwarunkowanego jest bez ograniczeń, jest nieskończona. Istnieje idea obrzeży wszechświata nadrzędnego, ale obecność Nieuwarunkowanego jest nieograniczona; nawet wieczność nie może wyczerpać bezgranicznego bezruchu tego nieboskiego Absolutu.

105:3.8 (1156.5) 7. Absolut Wszechświatowy. Unifikator tego, co deifikowane i tego, co nie deifikowane; korelator tego, co absolutne i tego, co względne. Absolut Wszechświatowy (będąc statyczny, potencjalny i asocjacyjny) wyrównuje napięcie pomiędzy tym, co istnieje zawsze a tym, co jest niekompletne.

105:3.9 (1156.6) Siedem Absolutów Nieskończoności stanowi początki rzeczywistości. Pierwsze Źródło i Centrum wydaje się poprzedzać wszystkie absoluty, jak umysły śmiertelne mogłyby to dostrzegać. Jednak założenie takie, jakkolwiek pomocne, jest nieważne z powodu wiecznej koegzystencji Syna, Ducha, trzech Absolutów i Rajskiej Wyspy.

105:3.10 (1157.1) Prawdą jest, że Absoluty są przejawami JESTEM-Pierwszego Źródła i Centrum; faktem jest, że te Absoluty nigdy nie miały początku, ale są równorzędnie wieczne z Pierwszym Źródłem i Centrum. Nie zawsze można przedstawić związki absolutów w wieczności bez paradoksów w języku czasu i formach koncepcyjnych przestrzeni. Ale niezależnie od jakiejkolwiek dezorientacji w sprawie pochodzenia Siedmiu Absolutów Wieczności, jest zarówno faktem jak i prawdą, że cała rzeczywistość opiera się na ich wiecznym istnieniu i na ich nieskończonych związkach.

4. Jedność, dualizm i trójjedność

105:4.1 (1157.2) Filozofowie wszechświata zakładają wieczną egzystencję JESTEM jako pierwotnego źródła całej rzeczywistości. Po czym jednocześnie postulują samosegmentację JESTEM na pierwotne samorelacje – siedem stadiów nieskończoności. I równocześnie z tym założeniem istnieje trzeci postulat – pojawienie się w wieczności Siedmiu Absolutów Nieskończoności i uwiecznienie dualnego związku siedmiu stadiów JESTEM oraz tych siedmiu Absolutów.

105:4.2 (1157.3) Samoobjawienie JESTEM postępuje zatem od statycznej jaźni, poprzez samosegmentację i samorelację do absolutnych związków, związków z samowywodzącymi się Absolutami. Tak więc dualizm zaczyna istnieć w wiecznym związku Siedmiu Absolutów Nieskończoności z siedmioraką nieskończonością, samosegmentowanych stadiów samoobjawiającego się JESTEM. Te podwójne związki, uwieczniające się dla wszechświatów jako siedem Absolutów, uwieczniają też podstawowe fundamenty całej rzeczywistości wszechświatowej.

105:4.3 (1157.4) Powiedziano kiedyś, że jedność rodzi dualizm, że dualizm rodzi trójjedność i że trójjedność jest wiecznym protoplastą wszystkich rzeczy. Istnieją trzy wielkie klasy pierwotnych związków a mianowicie:

105:4.4 (1157.5) 1. Związki jedności. Związki istniejące w obrębie JESTEM, gdy jego jedność wyobrażana jest jako trojakie a potem jako siedmiorakie samozróżnicowanie.

105:4.5 (1157.6) 2. Związki dualizmu. Relacje istniejące pomiędzy JESTEM jako siedmiorakim, a Siedmioma Absolutami Nieskończoności.

105:4.6 (1157.7) 3. Związki trójjedności. Są to funkcjonalne powiązania Siedmiu Absolutów Nieskończoności.

105:4.7 (1157.8) Związki trójjedności powstają na fundamentach dualizmu, na skutek nieuchronności absolutnych związków wzajemnych. Takie trójjedne związki uwieczniają potencjał całej rzeczywistości, obejmują zarówno rzeczywistość deifikowaną jak i nie deifikowaną.

105:4.8 (1157.9) JESTEM, jako jedność, jest nie uwarunkowaną nieskończonością. Dualizmy uwieczniają fundamenty rzeczywistości. Z trójjedności wynika urzeczywistnienie wieczności, jako wszechświatowej funkcji.

105:4.9 (1157.10) To, co przedegzystencjalne staje się egzystencjalne w siedmiu Absolutach a to, co egzystencjalne staje się funkcjonalne w trójjednościach, podstawowych związkach Absolutów. Wraz z uwiecznieniem trójjedności ukształtowana zostaje scena wszechświata – istnieją potencjały i ukazują się aktualności – a pełnia wieczności oznacza urozmaicanie energii kosmicznej, szerzenie się rajskiego ducha i nadawanie umysłu, razem z obdarzeniem osobowością i dzięki tym czynnikom wszelkie owe pochodne Bóstwa i Raju są zjednoczone w doświadczeniu na poziomie istoty, a dzięki innym metodom, na poziomie superistoty.

5. Pojawienie się rzeczywistości skończonej

105:5.1 (1158.1) Tak jak pierwotne zróżnicowanie JESTEM musi być nacechowane nieodłączną mu i niezależną wolą, tak też pojawienie się rzeczywistości skończonej musi być przypisane wolicjonalnym aktom Rajskiego Bóstwa oraz w ich następstwie, dopasowaniom funkcjonalnych trójjedności.

105:5.2 (1158.2) Przed uczynieniem boskim tego, co skończone, wydawać by się mogło, że całe zróżnicowanie rzeczywistości zachodziło na poziomach absolutnych, jednak wolicjonalny akt, szerzący skończoną rzeczywistość oznacza uwarunkowanie absolutności i implikuje pojawienie się względności.

105:5.3 (1158.3) Kiedy przedstawiamy tę narrację w kolejności i obrazujemy historyczne pojawienie się tego, co skończone, jako pochodzącego bezpośrednio od absolutu, należy zrozumieć, że transcendentalności zarówno poprzedzały jak i następowały po tym wszystkim, co jest skończone. Transcendentalne ostateczności są, w odniesieniu do skończonego, zarówno przyczynowe jak i dopełniające.

105:5.4 (1158.4) Skończone możliwości tkwią w Nieskończonym, jednak przeobrażenie możliwości w prawdopodobieństwo i nieuchronność przypisać należy samoistnej, wolnej woli Pierwszego Źródła i Centrum, aktywizującej wszystkie związki trójjedności. Tylko nieskończoność woli Ojca mogła tak uwarunkować kiedyś absolutny poziom egzystencji, aby mogła wyniknąć ostateczność czy stworzona zostać skończoność.

105:5.5 (1158.5) Wraz z pojawieniem się rzeczywistości relatywnej i uwarunkowanej zaczyna istnieć nowy cykl rzeczywistości – cykl rozwojowy – majestatyczny krok w dół z wyżyn nieskończoności do domen skończonego, zawsze kierującego się do wewnątrz, do Raju i do Bóstwa, zawsze szukającego wysokich przeznaczeń współmiernych ze źródłem nieskończoności.

105:5.6 (1158.6) Te trudne do zrozumienia procesy oznaczają początek historii wszechświata, oznaczają zaistnienie samego czasu. Dla stworzonego, początek skończoności jest genezą rzeczywistości; tak jak to widzi umysł istoty stworzonej, nie było możliwej do pomyślenia aktualności przed tym, co skończone. Ta nowo pojawiająca się, skończona rzeczywistość, istnieje w dwu swoistych stadiach:

105:5.7 (1158.7) 1. Pierwotne maksima – najdoskonalsza rzeczywistość, wszechświat i istota typu Havony.

105:5.8 (1158.8) 2. Wtórne maksima – doskonale prowadzona do doskonałości rzeczywistość, wszechświatowy typ istoty i kreacji.

105:5.9 (1158.9) Istnieją zatem dwa swoiste przejawy rzeczywistości: ustanowione doskonałe i ewolucyjnie doskonalące się. Oba przejawy są równorzędne w związkach wieczności, ale w obrębie ograniczeń czasu są pozornie różne. Czynnik czasu oznacza rozwój tego, co się rozwija; rozwijają się drugie skończoności, dlatego też to, co się rozwija, musi się wydawać niekompletne w czasie. Jednak te różnice, które są tak istotne po tej stronie Raju, nie istnieją w wieczności.

105:5.10 (1158.10) Mówimy o doskonałych i doskonalących się, jako o pierwotnych i wtórnych maksimach, jednak istnieje jeszcze inny ich rodzaj: utrójcowienie oraz inne związki pomiędzy pierwszymi i drugimi sprawiają, że pojawiają się maksima trzeciego stadium – rzeczy, znaczenia i wartości, które nie są ani doskonałe ani doskonalące się, a jednak są skoordynowane z tymi dwoma, poprzedzającymi je czynnikami.

6. Reperkusje rzeczywistości skończonej

105:6.1 (1159.1) Całe rozprzestrzenianie się skończonych egzystencji obrazuje przekształcanie się potencjałów w aktualności, w granicach absolutnych związków funkcjonalnej nieskończoności. Spośród wielu następstw stwórczego aktualizowania się tego, co skończone, można wymienić następujące:

105:6.2 (1159.2) 1. Reakcja Bóstwa, pojawienie się trzech poziomów empirycznej najwyższości: aktualność osobowo-duchowej najwyższości w Havonie, potencjał najwyższości osobowości-mocy w przyszłym wielkim wszechświecie oraz zdolność do jakiegoś nieznanego funkcjonowania empirycznego umysłu, działającego na pewnym poziomie najwyższości w przyszłym wszechświecie nadrzędnym.

105:6.3 (1159.3) 2. Reakcja wszechświata, obejmująca aktywowanie planów architektonicznych dla odpowiednich poziomów przestrzeni superwszechświata a ewolucja ta wciąż postępuje w całej materialnej organizacji siedmiu superwszechświatów.

105:6.4 (1159.4) 3. Reakcja istot na szerzenie się skończonej rzeczywistości daje pojawienie się doskonałych istot w klasie wiecznych mieszkańców Havony i zaawansowanych, ewolucyjnych istot, wznoszących się z siedmiu superwszechświatów. Jednak zdobycie doskonałości jako doświadczenia ewolucyjnego (czasowo-twórczego), implikuje jako punkt wyjściowy coś innego niż doskonałość. Tak więc powstaje niedoskonałość w kreacjach ewolucyjnych. I to jest początek potencjalnego zła. Niedostosowanie, dysharmonia i konflikt, wszystkie te rzeczy są charakterystyczne dla rozwoju ewolucyjnego, od wszechświatów materialnych do istot osobowych.

105:6.5 (1159.5) 4. Reakcja boskości na niedoskonałość, właściwą czasowemu opóźnieniu ewolucji, ujawnia się w równoważącej obecności Boga Siedmiorakiego a dzięki jego funkcjonowaniu to, co się doskonali, jest zintegrowane zarówno z tym, co jest doskonałe, jak i z tym, co doprowadzone do doskonałości. To opóźnienie czasowe nieodłączne jest ewolucji, która jest twórczością w czasie. Z tej, jak również z innych przyczyn, wszechmocna władza Najwyższego opiera się na sukcesie boskości Boga Siedmiorakiego. Takie opóźnienie czasowe daje istotom stworzonym możliwość uczestniczenia w boskim tworzeniu, dzięki zezwoleniu na to, aby osobowości stworzone zostały partnerami Bóstwa przy osiąganiu maksimum swego rozwoju. Nawet materialny umysł istoty śmiertelnej staje się w ten sposób partnerem Boskiego Dostrajacza, w dualizmie śmiertelnej duszy. Bóg Siedmioraki dostarcza także metod wyrównujących empiryczne braki w naturalnej doskonałości, jak również kompensuje ograniczenia powstające na skutek niedoskonałości, występujące przed wznoszeniem się.

7. Wynikanie istot transcendentalnych

105:7.1 (1159.6) Istoty transcendentalne są podnieskończone i podabsolutne, ale nadskończone i superistotowe. Istoty transcendentalne wynikają jako poziom integrujący, wiążący ze sobą superwartości absolutów z maksimum wartości skończonych. Z punktu widzenia istoty stworzonej wydawać się może, że to, co transcendentalne, wyniknęło jako konsekwencja tego, co skończone; z punktu widzenia wieczności, jako wyprzedzenie tego, co skończone; a są również tacy, którzy uważają je za „przed-echo” skończonego.

105:7.2 (1159.7) To, co transcendentalne, niekoniecznie musi być nierozwojowe, jednak w sensie skończonym jest superewolucyjne; nie jest też nieempiryczne, ale jest superdoświadczeniem i jako takie ma znaczenie dla istot stworzonych. Być może najlepszą ilustracją tego paradoksu jest centralny wszechświat doskonałości: raczej nie jest on absolutny – tylko Rajska Wyspa jest prawdziwie absolutna w „zmaterializowanym” sensie. Nie jest on też wytworem skończonym, ewolucyjnym, tak jak siedem superwszechświatów. Havona jest wieczna, ale nie jest niezmienna, nie jest wszechświatem nierozwojowym. Zamieszkała jest przez istoty (mieszkańców Havony), którzy faktycznie nigdy nie byli stworzeni, ponieważ istnieją wiecznie. Tym samym Havona jest ilustracją tego, co nie jest ściśle skończone a jeszcze nie jest absolutne. Dodatkowo, Havona działa jako strefa ochronna między absolutnym Rajem a wszechświatami skończonymi, ponadto ukazuje ona funkcjonowanie istot transcendentalnych. Jednak Havona, sama w sobie, nie jest transcendentalna – to jest Havona.

105:7.3 (1160.1) Tak jak Najwyższy związany jest ze skończonościami, tak Ostateczny identyfikuje się z transcendentalnościami. Choć porównujemy w ten sposób Najwyższego i Ostatecznego, różnią się oni czymś więcej niż stopniem; różnica ta jest także sprawą jakości. Ostateczny jest czymś więcej niż super-Najwyższym, rzutowanym na poziom transcendentalny. Ostateczny jest wszystkim tym, ale jednak czymś znacznie większym: Ostateczny jest wynikaniem nowych rzeczywistości Bóstwa, warunkowaniem nowych stadiów, jak dotąd nie uwarunkowanych.

105:7.4 (1160.2) Wśród tych rzeczywistości, które związane są z poziomem transcendentalnym, znajdują się następujące:

105:7.5 (1160.3) 1. Boska obecność Ostatecznego.

105:7.6 (1160.4) 2. Koncepcja wszechświata nadrzędnego.

105:7.7 (1160.5) 3. Architekci Wszechświata Nadrzędnego.

105:7.8 (1160.6) 4. Dwie klasy rajskich organizatorów siły.

105:7.9 (1160.7) 5. Pewne przekształcenia w potencji przestrzeni.

105:7.10 (1160.8) 6. Pewne wartości duchowe.

105:7.11 (1160.9) 7. Pewne znaczenia umysłowe.

105:7.12 (1160.10) 8. Absoniczne jakości i rzeczywistości.

105:7.13 (1160.11) 9. Wszechmoc, wszechwiedza i wszechobecność.

105:7.14 (1160.12) 10. Przestrzeń.

105:7.15 (1160.13) Można uważać, że wszechświat, w którym teraz żyjemy, istnieje na poziomach: skończonym, transcendentalnym i absolutnym. To jest kosmiczna scena, na której rozgrywa się niekończący się spektakl funkcjonowania osobowości i przemian energii.

105:7.16 (1160.14) I wszystkie te różnorodne rzeczywistości są zjednoczone absolutnie przez poszczególne trójjedności, funkcjonalnie przez Architektów Wszechświata Nadrzędnego i relatywnie przez Siedem Duchów Nadrzędnych, podnajwyższych koordynatorów boskości Boga Siedmiorakiego.

105:7.17 (1160.15) Bóg Siedmioraki reprezentuje objawienie osobowości i boskości Ojca Wszechświatowego dla istot o statusie zarówno maksymalnym jak i podmaksymalnym, ale istnieją również inne, siedmiorakie związki Pierwszego Źródła i Centrum, które nie należą do przejawów boskiej służby duchowej Boga, który jest duchem.

105:7.18 (1160.16) W przeszłej wieczności siły Absolutów, duchy Bóstw i osobowości Bogów ożywiane były w odpowiedzi na pierwotną, osobową wolę samoistnej osobowej woli. W tej epoce wszechświata jesteśmy świadkami zdumiewających następstw, powstałych w wyniku rozległej, kosmicznej panoramy podabsolutnych przejawów nieograniczonych potencjałów wszystkich tych rzeczywistości. I jest zupełnie możliwe, że ciągłe różnicowanie pierwotnej rzeczywistości Pierwszego Źródła i Centrum może być kontynuowane dalej i na zewnątrz, epoka za epoką, bez końca, w odległe i niepojęte obszary absolutnej nieskończoności.

105:7.19 (1161.1) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 106, Wszechświatowe poziomy rzeczywistości

Księga Urantii

Przekaz 106

Wszechświatowe poziomy rzeczywistości

106:0.1 (1162.1) NIE wystarcza, żeby wznoszący się śmiertelnik wiedział cokolwiek o związkach Bóstwa z początkami i przejawami rzeczywistości kosmicznej; powinien on także rozumieć co nieco ze związków istniejących pomiędzy nim a licznymi poziomami rzeczywistości egzystencjalnych i empirycznych, rzeczywistości potencjalnych i aktualnych. Ziemskie ukierunkowanie człowieka, jego wnikliwość kosmiczna i jego orientacja duchowa zostają generalnie poszerzone przez lepsze pojmowanie rzeczywistości wszechświatowych oraz przez zrozumienie, w jaki sposób wiążą się one wzajemnie ze sobą, integrują i jednoczą.

106:0.2 (1162.2) Istniejący obecnie wielki wszechświat i wyłaniający się wszechświat nadrzędny stworzone są z wielu form i stadiów rzeczywistości, które z kolei istnieją na wielu poziomach aktywności funkcjonalnej. Te zróżnicowane byty i potencjały były już brane pod uwagę w tych przekazach a teraz zostały pogrupowane, dla konceptualnej wygody, w następujących kategoriach:

106:0.3 (1162.3) 1. Niekompletne skończoności. Jest to obecny status istot wznoszących się w wielkim wszechświecie, obecny status śmiertelników Urantii. Poziom ten obejmuje istnienie istot stworzonych, od planetarnego śmiertelnika w górę aż do istot osiągających przeznaczenie, ale nie obejmuje tych istot. Odnosi się do wszechświatów, od ich wczesnych, fizycznych początków wzwyż aż do ustanowienia w światłości i życiu, ale nie obejmuje światłości i życia. Poziom ten stanowi obecne peryferie działalności stwórczej w czasie i przestrzeni. Wydaje się on rozszerzać na zewnątrz od Raju, gdyż koniec obecnej epoki wszechświata, który będzie oznaczać osiągnięcie światłości i życia przez wielki wszechświat, będzie też na pewno związany z pojawieniem się pewnego nowego porządku, rozwojowego wzrostu na pierwszym poziomie przestrzeni zewnętrznej.

106:0.4 (1162.4) 2. Maksymalne skończoności. Jest to obecny status wszystkich istot empirycznych, które osiągnęły przeznaczenie – to przeznaczenie, które jest objawione jako cel obecnej epoki wszechświata. Nawet wszechświaty mogą osiągnąć status maksymalny, zarówno duchowo jak i fizycznie. Jednak określenie „maksymalny” samo w sobie jest określeniem relatywnym – maksymalny w relacji do czego? I to, co jest maksymalne, pozornie finalne, w obecnej epoce wszechświata, może nie być niczym więcej niż prawdziwym początkiem w terminologii przyszłych epok. Niektóre stadia Havony wydają się być klasy maksymalnej.

106:0.5 (1162.5) 3. Transcendentalności. Ten poziom nadskończony (poprzedzająco) następuje po skończonym rozwoju. Zakłada przedskończoną genezę skończonych początków i postskończone znaczenie wszelkich pozornie skończonych zakończeń czy przeznaczeń. Większa część Raju-Havony wydaje się być klasy transcendentalnej.

106:0.6 (1162.6) 4. Ostateczności. Ten poziom obejmuje to, co ma znaczenie we wszechświecie nadrzędnym i się zazębia o poziom przeznaczenia ukończonego wszechświata nadrzędnego. Raj-Havona (szczególnie orbita światów Ojca) ma pod wieloma względami znaczenie ostateczne.

106:0.7 (1163.1) 5. Współabsoluty. Poziom ten zakłada rzutowanie empiryczności na pole stwórczej ekspresji wszechświata supernadrzędnego.

106:0.8 (1163.2) 6. Absoluty. Ten poziom oznacza istnienie siedmiu Absolutów egzystencjalnych w wieczności. Może on także obejmować pewien stopień związanych z nimi dokonań empirycznych, jeśli jednak to właśnie zachodzi, nie rozumiemy jak, być może przez kontaktowy potencjał osobowości.

106:0.9 (1163.3) 7. Nieskończoność. Ten poziom jest przedegzystencjalny i poempiryczny. Nie uwarunkowana jedność nieskończoności jest rzeczywistością hipotetyczną, przed wszystkimi początkami i po wszystkich przeznaczeniach.

106:0.10 (1163.4) Te poziomy rzeczywistości są w obecnej epoce wszechświata wygodną, kompromisową symbolizacją dokonaną dla punktu widzenia śmiertelnika. Istnieją liczne inne sposoby widzenia rzeczywistości, z perspektywy innej niż śmiertelnika oraz z punktu widzenia innych epok wszechświata. Należy zdać sobie sprawę z tego, że koncepcje tutaj prezentowane są całkowicie względne, względne w tym sensie, że są uwarunkowane i ograniczone przez:

106:0.11 (1163.5) 1. Ograniczenia językowe śmiertelników.

106:0.12 (1163.6) 2. Ograniczenia umysłowe śmiertelników.

106:0.13 (1163.7) 3. Ograniczony rozwój siedmiu superwszechświatów.

106:0.14 (1163.8) 4. Waszą nieznajomość sześciu zasadniczych przyczyn stworzenia superwszechświata, co nie jest związane ze wznoszeniem się śmiertelnika do Raju.

106:0.15 (1163.9) 5. Waszą niezdolność nawet częściowego zrozumienia punktu widzenia wieczności.

106:0.16 (1163.10) 6. Niemożność opisania kosmicznej ewolucji i przeznaczenia, w odniesieniu do wszystkich epok wszechświata, nie tylko w odniesieniu do obecnej epoki ewolucyjnego rozwoju siedmiu superwszechświatów.

106:0.17 (1163.11) 7. Niemożność zrozumienia przez żadną istotę tego, co naprawdę oznacza przedegzystencjalne czy poempiryczne – tego, co rozpościera się przed początkami i po przeznaczeniach.

106:0.18 (1163.12) Rozwój rzeczywistości uwarunkowany jest okolicznościami kolejnych epok wszechświata. W epoce Havony wszechświat centralny nie doznawał przemian ewolucyjnych, ale w obecnych epokach wszechświata poddaje się on pewnym rozwojowym przemianom, spowodowanym jego koordynacją z superwszechświatami ewolucyjnymi. Siedem rozwijających się obecnie superwszechświatów osiągnie kiedyś stabilny status światłości i życia, osiągnie granicę swego rozwoju w obecnej epoce wszechświata. Jednak następna epoka, epoka pierwszego poziomu przestrzeni zewnętrznej, bez wątpienia uwolni superwszechświaty z ograniczeń przeznaczenia obecnej epoki. Przepełnienie wciąż się nakłada na dopełnienie.

106:0.19 (1163.13) Istnieją pewne ograniczenia, jakie napotykamy, kiedy próbujemy przedstawić jednolitą koncepcję kosmicznego rozwoju rzeczy, znaczeń i wartości oraz ich syntezę na wciąż wyższych poziomach rzeczywistości.

1. Pierwszy związek funkcjonalności skończonych

106:1.1 (1163.14) Stadium pierwotne czy pochodzące od ducha stadium skończonej rzeczywistości, natychmiast znajduje swą ekspresję na poziomie istot stworzonych jako doskonałe osobowości, a na poziomach wszechświata jako doskonała kreacja Havony. Nawet empiryczne Bóstwo jest tak wyrażone w duchowej osobie Boga Najwyższego w Havonie. Jednak drugie, ewolucyjne, czasem i materią uwarunkowane stadia tego, co skończone, stają się kosmicznie zintegrowane tylko w rezultacie rozwoju i osiągnięć. W końcu wszystkie drugie czy doskonalące się skończoności, osiągają poziom równy temu z pierwszej doskonałości, ale przeznaczenie takie podlega opóźnieniu wskutek istnienia czasowego składnika superwszechświata, którego pierwotnie nie można znaleźć we wszechświecie centralnym. (Wiemy o istnieniu trzecich skończoności, ale metoda ich integracji nie została jak dotąd objawiona).

106:1.2 (1164.1) To superwszechświatowe opóźnienie czasowe, owa przeszkoda w osiągnięciu doskonałości, umożliwia istocie stworzonej wzięcie udziału w rozwoju ewolucyjnym. Tak więc pozwala to stworzonemu stać się partnerem Stwórcy w procesie rozwoju tego właśnie stworzonego. I w tych czasach coraz intensywniejszego rozwoju, to, co niekompletne, powiązane jest wzajemnie z tym, co doskonałe, przez służbę Boga Siedmiorakiego.

106:1.3 (1164.2) Istnienie Boga Siedmiorakiego oznacza, że Rajskie Bóstwo zdaje sobie sprawę z barier czasu w ewolucyjnych wszechświatach przestrzeni. Bez znaczenia, jak daleko od Raju, jak głęboko w przestrzeni ma swój początek mogąca żyć wiecznie osobowość materialna, Bóg Siedmioraki tam będzie i będzie się zajmował miłości pełną i miłosierną służbę prawdy, piękna i dobroci dla takiej, niekompletnej, trudzącej się, ewolucyjnej istoty. Boska służba Siedmiorakiego sięga do wewnątrz, poprzez Wiecznego Syna do Rajskiego Ojca i na zewnątrz, poprzez Pradawnych Czasu do Ojców wszechświatów – Synów Stwórców.

106:1.4 (1164.3) Człowiek, będąc osobowy i wznosząc się dzięki rozwojowi duchowemu, znajduje osobową i duchową boskość Siedmiorakiego Bóstwa; istnieją jednak inne stadia Siedmiorakiego, które nie zajmują się rozwojem osobowości. Aspekty boskości tego zgrupowania Bóstwa zintegrowane są teraz w związku pomiędzy Siedmioma Duchami nadrzędnymi a Wspólnym Aktywizatorem, ale ich przeznaczeniem jest wieczne zjednoczenie w wyłaniającej się osobowości Istoty Najwyższej. Inne stadia Bóstwa Siedmiorakiego są różnorodnie zintegrowane w obecnej epoce wszechświata, ale ich przeznaczeniem jest również zjednoczenie w Najwyższym. Siedmioraki, we wszystkich swych stadiach, jest źródłem względnej jedności rzeczywistości funkcjonalnej w obecnym, wielkim wszechświecie.

2. Druga najwyższa integracja skończonego

106:2.1 (1164.4) Tak jak Bóg Siedmioraki funkcjonalnie koordynuje ewolucję tego, co skończone, tak też Istota Najwyższa ostatecznie syntetyzuje osiąganie przeznaczenia. Istota Najwyższa jest kulminacją Bóstwa w ewolucji wielkiego wszechświata – w ewolucji materialnej wokół jądra duchowego i w ostatecznej dominacji jądra duchowego nad krążącymi i wirującymi sferami ewolucji materialnej. I wszystko to zachodzi zgodnie z rozporządzeniami osobowości: osobowości rajskiej w sensie najwyższym, osobowości Stwórcy we wszechświatowym sensie, osobowości śmiertelnej w ludzkim sensie, osobowości Najwyższej w kulminacyjnym czy całościowym sensie empirycznym.

106:2.2 (1164.5) Koncepcja Najwyższego musi dawać zróżnicowane zrozumienie osoby duchowej, mocy ewolucyjnej i syntezy mocy-osobowości – zjednoczenia mocy ewolucyjnej z duchową osobowością i jej zdominowanie przez tę osobowość.

106:2.3 (1164.6) W końcowym podsumowaniu, duch przychodzi z Raju poprzez Havonę. Energia-materia najwyraźniej rozwija się w głębinach przestrzeni i jest organizowana jako moc przez dzieci Nieskończonego Ducha, w połączeniu ze Stwórcami Synami Boga. I wszystko to jest empiryczne; jest to proces zachodzący w czasie i przestrzeni, obejmujący szeroki wachlarz istot żywych, nawet Bóstwa Stwórcy oraz istoty ewolucyjne. W wielkim wszechświecie opanowywanie mocy przez Bóstwa Stwórcy powoli poszerza się, tak, aby obejmowało ustanowienia ewolucyjne i stabilizację wytworów czasowo-przestrzennych i tak zaczyna kwitnąć empiryczna moc Boga Siedmiorakiego. Obejmuje to całą gamę docierania do boskości w czasie i przestrzeni, od obdarzenia przez Ojca Wszechświatowego Dostrajaczem, do życiowych obdarzeń Rajskich Synów. Jest to moc zdobyta, moc wykazana, moc empiryczna; jest ona odmienna od mocy wieczności, niezgłębionej mocy, egzystencjalnej mocy Rajskich Bóstw.

106:2.4 (1165.1) Ta empiryczna moc, powstająca z osiągnięć boskości Boga Siedmiorakiego, sama przejawia spajające własności boskości, dzięki syntetyzowaniu – sumowaniu – jako wszechpotężna moc osiągniętego empirycznie panowania nad rozwijającymi się wszechświatami. I ta z kolei, wszechpotężna moc, znajduje duchowo-osobową spójność na sferze pilotującej zewnętrznego pasa światów Havony, w połączeniu z duchową osobowością havonalnej obecności Boga Najwyższego. W ten sposób empiryczne Bóstwo dochodzi do szczytu długich, ewolucyjnych zmagań, lokując wytwór mocy czasu i przestrzeni w duchowej obecności i w Boskiej osobowości przebywającej we wszechświecie centralnym.

106:2.5 (1165.2) Tak więc Istota Najwyższa dosięga w końcu całości wszystkiego tego, co się rozwija w czasie i przestrzeni, lokując te wartości w osobowości duchowej. Skoro stworzeni, nawet śmiertelnicy, są osobowymi uczestnikami tych majestatycznych procesów, na pewno będą mieli oni możliwość poznania Najwyższego i dostrzeżenia Najwyższego, jako prawdziwe dzieci tego ewolucyjnego Bóstwa.

106:2.6 (1165.3) Michał z Nebadonu podobny jest Rajskiemu Ojcu, ponieważ podziela jego rajską doskonałość; tak samo ewolucyjni śmiertelnicy osiągną kiedyś pokrewieństwo z empirycznym Najwyższym, gdyż naprawdę będą podzielać jego ewolucyjną doskonałość.

106:2.7 (1165.4) Bóg Najwyższy jest empiryczny; zatem można doświadczyć go w pełni. Do egzystencjalnych rzeczywistości siedmiu Absolutów nie można dojść metodą doświadczalną; tylko rzeczywistości osobowości Ojca, Syna i Ducha mogą być zrozumiane przez osobowość istot skończonych, dzięki postawie modlitwy-czczenia.

106:2.8 (1165.5) W ukończonej syntezie mocy-osobowości Istoty Najwyższej zawierać się będzie cała absolutność kilku trójjedności, które mogą być z nią związane i ta majestatyczna osobowość ewolucyjna będzie empirycznie osiągalna oraz możliwa do zrozumienia przez wszystkie osobowości skończone. Kiedy wznoszące się istoty osiągną zakładane siódme stadium bytu duchowego, doświadczać w nim będą nowych znaczeń-wartości absolutności i nieskończoności, zawartych w trójjednościach, tak jak objawiają się one na poziomach podabsolutnych Istoty Najwyższej, która jest możliwa do doświadczenia. Jednak z osiągnięciem tych stadiów maksymalnego rozwoju prawdopodobnie trzeba będzie poczekać na skoordynowane ustanowienie całego wielkiego wszechświata w światłości i życiu.

3. Transcendentalny trzeci związek rzeczywistości

106:3.1 (1165.6) Absoniczni architekci wypracowują plan; Najwyżsi Stwórcy wprowadzają ten plan w życie; Istota Najwyższa osiągnie jego pełnię, ponieważ plan stworzony był w czasie przez Najwyższych Stwórców i przewidziany przez Architektów Nadrzędnych, aby zaistniał w przestrzeni.

106:3.2 (1165.7) W obecnej epoce wszechświata, administracyjna koordynacja wszechświata nadrzędnego jest funkcją Architektów Wszechświata Nadrzędnego. Jednak pojawienie się Wszechmocnego Najwyższego, pod koniec obecnej epoki wszechświata, oznaczać będzie, że ewolucyjna skończoność osiągnęła pierwsze stadium empirycznego przeznaczenia. Zdarzenie to z pewnością doprowadzi do pełnego funkcjonowania pierwszej Trójcy empirycznej – jedności Najwyższych Stwórców, Istoty Najwyższej i Architektów Wszechświata Nadrzędnego. Przeznaczeniem tej Trójcy jest przeprowadzenie dalszej integracji ewolucyjnej wszechświata nadrzędnego.

106:3.3 (1166.1) Rajska Trójca jest prawdziwie Trójcą nieskończoności i żadna Trójca, która nie zawiera tej pierwotnej Trójcy, nie może być nieskończona. Jednak ta oryginalna Trójca jest wynikiem połączenia samych Bóstw absolutnych; istoty podabsolutne nie mają nic wspólnego z tym pierwotnym związkiem. Pojawiające się później Trójce empiryczne obejmują nawet osobowości stworzone, które mają w nich udział. Odnosi się to na pewno do Trójcy Ostatecznej, gdzie obecność Mistrzów-Synów Stwórców, wśród Najwyższych Stwórców, świadczy o jednoczesnej obecności aktualnego i prawdziwego doświadczenia istoty w tym związku Trójcy.

106:3.4 (1166.2) Pierwsza, empiryczna Trójca umożliwia grupowe osiąganie ostatecznych możliwości. Związki grupowe potrafią zapowiadać, nawet przewyższać, możliwości indywidualne; jest to prawdą nawet poza poziomem skończonym. W nadchodzących epokach, po tym, jak siedem superwszechświatów zostanie ustanowione w światłości i życiu, Korpus Finalizmu bez wątpienia będzie szerzył zamysły Rajskich Bóstw, tak jak są one dyktowane przez Trójcę Ostateczną i jak są zjednoczone mocą-osobowością w Istocie Najwyższej.

106:3.5 (1166.3) We wszystkich tych gigantycznych, wszechświatowych przekształceniach przeszłej i przyszłej wieczności, odkrywamy rozprzestrzenianie się pojmowalnych elementów Ojca Wszechświatowego. Filozoficznie zakładamy jego przenikanie całkowitej wieczności jako JESTEM, jednak żadna istota nie potrafi zrozumieć empirycznie takiego założenia. Jak się wszechświat rozszerza i jak grawitacja oraz miłość rozprzestrzeniają się na czasowo zorganizowaną przestrzeń, możemy coraz więcej zrozumieć z Pierwszego Źródła i Centrum. Widzimy akcję grawitacji, przenikającą przestrzenną obecność Absolutu Nieuwarunkowanego i wykrywamy istoty duchowe, rozwijające się i rozprzestrzeniające w obecności boskości Bóstwa-Absolutu, podczas gdy ewolucja kosmiczna i duchowa jednoczy się poprzez umysł i doświadczenie na skończonych poziomach bóstwa, jako Istota Najwyższa a na poziomach transcendentalnych koordynowana jest jako Trójca Ostateczna.

4. Ostateczna, czwarta integracja

106:4.1 (1166.4) Rajska Trójca z pewnością koordynuje w sensie ostatecznym, jednak w tym względzie działa jako samouwarunkowany absolut; empiryczna Trójca Ostateczna koordynuje to co transcendentalne jako transcendentalne. W wiecznej przyszłości ta empiryczna Trójca będzie, poprzez umacnianie jedności, dalej aktywizować wynikającą obecność Bóstwa Ostatecznego.

106:4.2 (1166.5) Podczas gdy przeznaczeniem Trójcy Ostatecznej jest koordynacja kreacji nadrzędnej, Bóg Ostateczny jest transcendentalną mocą-uosobieniem, ukierunkowującą cały wszechświat nadrzędny. Pełne pojawienie się Ostatecznego zakłada ukończenie kreacji nadrzędnej oraz oznacza całkowite wyłonienie się tego transcendentalnego Bóstwa.

106:4.3 (1166.6) Nie wiemy, jakie zmiany zapoczątkuje pełne wyłonienie się Ostatecznego. Skoro jednak Najwyższy jest teraz duchowo i osobowo obecny w Havonie, Ostateczny jest tam również obecny, ale w sensie absonicznym i superosobowym. Byliście poinformowani o istnieniu Uwarunkowanych Namiestników Ostatecznego, chociaż nie byliście poinformowani o ich obecnym miejscu pobytu czy też funkcjach.

106:4.4 (1167.1) Niezależnie jednak od następstw administracyjnych, związanych z pojawieniem się Bóstwa Ostatecznego, osobowe wartości jego transcendentalnej boskości będą możliwe do doświadczenia przez wszystkie osobowości, które uczestniczyły w aktualizowaniu się tego poziomu Bóstwa. Transcendencja skończonego może prowadzić tylko do ostatecznego osiągnięcia. Bóg Ostateczny istnieje w przewyższeniu czasu i przestrzeni, ale jest jednak podabsolutny, pomimo nieodłącznej sobie zdolności funkcjonalnego wiązania się z absolutami.

5. Związek współabsolutny albo piątego stadium

106:5.1 (1167.2) Ostateczny jest szczytem rzeczywistości transcendentalnej, tak jak Najwyższy jest zwieńczeniem rzeczywistości ewolucyjno-empirycznej. Aktualne wyłonienie się tych dwu empirycznych Bóstw kładzie fundament pod drugą Trójcę empiryczną. Jest to Trójca Absolutna, jedność Boga Najwyższego, Boga Ostatecznego i nie objawionego Wypełniacza Przeznaczenia Wszechświata. I Trójca ta ma teoretyczną możliwość aktywizacji Absolutów potencjalności – Bóstwa, Wszechświatowego i Nieuwarunkowanego. Jednak całkowite uformowanie Trójcy Absolutnej może nastąpić tylko po zakończeniu ewolucji całego wszechświata nadrzędnego, od Havony do czwartego i najdalszego poziomu przestrzeni.

106:5.2 (1167.3) Wyjaśnić należy, że te Trójce empiryczne są powiązane wzajemnie, nie tylko w osobowych właściwościach empirycznej Boskości, ale także we wszystkich własnościach innych niż osobowe, które charakteryzują osiągniętą przez nie jedność Bóstwa. Chociaż prezentacja ta ma do czynienia głównie z osobowymi stadiami jednoczenia kosmosu, jest jednak prawdą, że przeznaczeniem bezosobowych aspektów wszechświata wszechświatów jest również unifikacja, jak to widać na przykładzie syntezy mocy-osobowości, dokonującej się teraz w związku z ewolucją Istoty Najwyższej. Duchowo-osobowe cechy Najwyższego są nieodłączne od prerogatyw mocy Wszechmocnego a jedne i drugie uzupełniane są przez nieznany potencjał Najwyższego umysłu. Bóg Ostateczny jako osoba, tak samo nie może być rozważany w oderwaniu od innych niż osobowe aspektów Ostatecznego Bóstwa. Na poziomie absolutnym Bóstwo-Absolut oraz Absolut Nieuwarunkowany są nierozłączne i nierozróżnialne w obecności Absolutu Wszechświatowego.

106:5.3 (1167.4) Trójce nie są osobowe, same w sobie i od siebie, ale nie zaprzeczają też osobowości. Obejmują raczej nieosobowe funkcje w sensie zespołowym i wiążą się z nimi wzajemnie. Trójce są zatem zawsze rzeczywistością Bóstwa, ale nigdy nie są rzeczywistością osobowości. Osobowościowe aspekty trójcy są właściwe jej indywidualnym członkom a jako osoby indywidualne nie są oni tą trójcą. Tylko zbiorowo są trójcą i to właśnie jest trójca. Jednak trójca zawsze obejmuje całość zawartego w niej Bóstwa; trójca jest jednością Bóstwa.

106:5.4 (1167.5) Trzy absoluty – Bóstwa, Wszechświatowy i Nieuwarunkowany – nie są trójcą, gdyż żaden nie jest Bóstwem. Tylko to, co deifikowane może stać się trójcą, wszelkie inne związki są trójjednościami czy triodytami.

6. Absolutne albo szóste stadium integracji

106:6.1 (1167.6) Obecny potencjał wszechświata nadrzędnego raczej nie jest absolutny, chociaż może być zbliżony do ostatecznego a my uważamy, że niemożliwa jest realizacja pełnego objawienia absolutnych znaczeń-wartości w ramach kosmosu podabsolutnego. Napotykamy zatem znaczne trudności, kiedy chcemy przedstawić całkowitą ekspresję nieograniczonych możliwości trzech Absolutów, czy nawet, gdy chcemy empirycznie uzmysłowić sobie uosobienie Boga Absolutnego na nieosobowym obecnie poziomie Bóstwa-Absolutu.

106:6.2 (1168.1) Przestrzenne stadium wszechświata nadrzędnego wydaje się być odpowiednie dla aktualizowania się Istoty Najwyższej, dla powstawania i pełnego funkcjonowania Trójcy Ostatecznej, dla wynikania Boga Ostatecznego a nawet dla początków Trójcy Absolutnej. Jednak nasze idee, dotyczące pełnego funkcjonowania tej drugiej Trójcy empirycznej, wydają się implikować coś jeszcze poza szeroko rozprzestrzenionym wszechświatem nadrzędnym.

106:6.3 (1168.2) Jeśli założymy, że kosmos jest nieskończony – jakiś bezgraniczny kosmos poza wszechświatem nadrzędnym – i jeśli wyobrazimy sobie, że ostateczne wytwory Trójcy Absolutnej pojawią się na takim nadostatecznym stopniu działalności, wtedy można przypuszczać, że całkowita funkcja Trójcy Absolutnej osiągnie ostateczną ekspresję w wytworach nieskończoności i sprawi absolutne zaktualizowanie się wszystkich potencjałów. Integracja i łączenie coraz większych części rzeczywistości zbliży się do statusu absolutności, współmiernego z zawarciem całej rzeczywistości w częściach tak powiązanych.

106:6.4 (1168.3) Innymi słowy, Trójca Absolutna, jak sugeruje jej nazwa, jest naprawdę absolutna w funkcji całościowej. Nie wiemy, jak absolutne funkcjonowanie może osiągnąć pełną ekspresję na bazie uwarunkowanej, limitowanej i skądinąd ograniczonej. Musimy zatem założyć, że jakakolwiek funkcja takiej całości będzie nie uwarunkowana (w potencjale). I mogłoby się też wydawać, że to, co nie uwarunkowane, będzie także nieograniczone, przynajmniej z jakościowego punktu widzenia, chociaż nie mamy takiej pewności, gdy idzie o związki ilościowe.

106:6.5 (1168.4) Podczas gdy pewni jesteśmy tego, że egzystencjalna, Rajska Trójca jest nieskończona i że empiryczna, Trójca Ostateczna jest podnieskończona, niełatwo jest zaklasyfikować Trójcę Absolutną. Choć empiryczna w pochodzeniu i tworzywie, zazębia się bez wątpienia z egzystencjalnymi Absolutami potencjalności.

106:6.6 (1168.5) Chociaż umysł ludzki raczej nie może skorzystać zbyt wiele z prób zrozumienia tak dlań odległych i nadludzkich koncepcji, chcielibyśmy zasugerować, że działanie Trójcy Absolutnej w wieczności można sobie wyobrazić jako osiąganie pewnego rodzaju uempirycznienia Absolutów potencjalności. Wydawać się to może rozsądnym wnioskiem wobec Absolutu Wszechświatowego, może również Absolutu Nieuwarunkowanego; wiemy przynajmniej, że Absolut Wszechświatowy jest nie tylko statyczny i potencjalny, ale także asocjacyjny w całościowym, Boskim znaczeniu tych słów. Jednak w tym, co dotyczy wyobrażalnych wartości boskości i osobowości, te domniemane wydarzenia implikują osobowość Bóstwa-Absolutu i pojawienie się tych superosobowych wartości i tych ultraosobowych znaczeń, które są nieodłączne pełni osobowości Boga Absolutnego – trzeciego i ostatniego z empirycznych Bóstw.

7. Finalizm przeznaczenia

106:7.1 (1168.6) Pewne trudności, jakie się pojawiają przy formowaniu koncepcji integracji rzeczywistości nieskończonej, wynikają z tego, że wszystkie takie idee zawierają w sobie coś z finalizmu wszechświatowego rozwoju, jakiś rodzaj empirycznego uświadomienia sobie wszystkiego, co może kiedyś istnieć. I niewyobrażalne jest to, że ilościowa nieskończoność mogłaby kiedykolwiek zostać kompletnie zrealizowana w finalizmie. W trzech potencjalnych Absolutach zawsze muszą pozostawać niezbadane możliwości, których żadna ilość rozwoju empirycznego nigdy nie wyczerpie. Wieczność, sama w sobie, choć absolutna, nie jest niczym więcej niż absolutną.

106:7.2 (1169.1) Nawet robocza idea finalnej integracji jest nieodłącznie związana z urzeczywistnieniem wieczności nie uwarunkowanej i dlatego też jest praktycznie nie do zrealizowania w jakimkolwiek pojmowalnym czasie przyszłym.

106:7.3 (1169.2) O przeznaczeniu stanowi wolicjonalny akt Bóstw, które tworzą Rajską Trójcę; przeznaczenie ustanowione jest w bezmiarze trzech wielkich potencjałów, których absolutność zawiera możliwości całego przyszłego rozwoju; prawdopodobnie przeznaczenie jest dopełniane przez działalność Wypełniacza Przeznaczenia Wszechświata i ta rola związana jest prawdopodobnie z Najwyższym i Ostatecznym w Trójcy Absolutnej. Każde przeznaczenie empiryczne może być przynajmniej częściowo zrozumiane przez poznające je istoty, jednak to przeznaczenie, które zazębia się o egzystencjalności nieskończone, jest trudne do zrozumienia. Finalizm przeznaczenia jest osiągnięciem egzystencjalno-empirycznym, które wydaje się dotyczyć Bóstwa-Absolutu. Jednak Bóstwo-Absolut pozostaje w związkach wieczności z Absolutem Nieuwarunkowanym dzięki Absolutowi Wszechświatowemu. I te trzy Absoluty, w swych możliwościach empiryczne, są faktycznie egzystencjalne i więcej, są nieograniczone, bezczasowe, bezprzestrzenne, bezgraniczne i niemierzalne – prawdziwie nieskończone.

106:7.4 (1169.3) Nieprawdopodobieństwo osiągnięcia celu nie przeszkadza jednak w filozoficznym teoretyzowaniu na temat takich, hipotetycznych przeznaczeń. Aktualizowanie się Bóstwa-Absolutu, jako osiągalnego, absolutnego Boga, może być w praktyce niemożliwe do zrealizowania; tym niemniej takie ziszczenie się finalizmu pozostaje możliwością teoretyczną. Zaangażowanie się Absolutu Nieuwarunkowanego w pewien niepojęty kosmos-nieskończoność może być niezmiernie odległą przyszłością, w wieczności bez końca, tym niemniej hipoteza taka jest sensowna. Śmiertelnicy, morontianie, duchy, finaliści, Transcendentalni i inni, razem z samymi wszechświatami i innymi stadiami rzeczywistości, z pewnością posiadają potencjalnie końcowe przeznaczenie, które jest absolutne w swej wartości; wątpimy jednak, czy jakakolwiek istota czy wszechświat osiągnie kiedykolwiek w pełni wszystkie aspekty takiego przeznaczenia.

106:7.5 (1169.4) Nie ma znaczenia, jak daleko możecie dojść w zrozumieniu Ojca, zawsze będziecie zdumieni nie objawioną nieskończonością Ojca-JESTEM, którego niezbadany ogrom zawsze pozostanie niezgłębiony i niezrozumiały przez wszystkie cykle wieczności. Nie ma znaczenia, jak wiele z Boga możecie osiągnąć, zawsze pozostawać będzie u niego znacznie więcej tego, czego istnienia nie będziecie się nawet spodziewać. A my wierzymy, że odnosi się to tak samo do poziomów transcendentalnych, jak i domen egzystencji skończonej. Poszukiwanie Boga nigdy się nie kończy!

106:7.6 (1169.5) Taka niemożność dotarcia do Boga, w sensie skończonym, nie powinna w żaden sposób zniechęcać wszechświatowych istot stworzonych; naprawdę możecie osiągnąć poziomy Bóstwa Siedmiorakiego, Najwyższego i Ostatecznego, co jest dla was tym, czym nieskończona świadomość Boga Ojca jest dla Wiecznego Syna i Wspólnego Aktywizatora, w ich absolutnym statusie wiecznej egzystencji. Nieskończoność Boga nie powinna niepokoić istot stworzonych, powinna być ona najwyższą rękojmią, że wznosząca się osobowość będzie miała przed sobą, przez całą nieskończoną przyszłość, te możliwości rozwoju osobowości i przebywania z Bóstwem, których nawet wieczność nigdy nie wyczerpie ani nie skończy.

106:7.7 (1169.6) Dla skończonych istot z wielkiego wszechświata koncepcja wszechświata nadrzędnego wydaje się nieomal nieskończoną, ale bez wątpienia absoniczni architekci wszechświata odczuwają jego względność wobec jego przyszłości i niepojętego rozwoju w niekończącym się JESTEM. Nawet sama przestrzeń jest tylko ostatecznym stanem, stanem określonym w obrębie relatywnej absolutności spokojnych sfer przestrzeni pośredniej.

106:7.8 (1170.1) W niewyobrażalnie odległym czasie przyszłej wieczności, w czasie ostatecznego ukończenia całego wszechświata nadrzędnego, wszyscy bez wątpienia będziemy patrzeć wstecz, na całą jego historię jako zaledwie na początek, na proste stworzenie pewnych skończonych i transcendentalnych fundamentów dla jeszcze większych i bardziej frapujących przeobrażeń w niezbadanej wieczności. W takim momencie przyszłej wieczności wszechświat nadrzędny wciąż będzie wydawał się młody; rzeczywiście zawsze będzie młody, w obliczu nieograniczonych możliwości nigdy nie skończonej wieczności.

106:7.9 (1170.2) Nieprawdopodobieństwo osiągnięcia nieskończonego przeznaczenia nie przeszkadza bynajmniej w rozważaniu różnych idei takiego przeznaczenia i nie wahamy się oświadczyć, że jeśli trzy absolutne potencjały kiedykolwiek się w pełni zaktualizują, można ewentualnie wyobrazić sobie finalną integrację całkowitej rzeczywistości. Takie zakończenie rozwoju opiera się na kompletnym zaktualizowaniu się Absolutów – Nieuwarunkowanego, Wszechświatowego i Bóstwa – trzech możliwości, których jedność stanowi tajemnicę JESTEM, zatrzymanych chwilowo rzeczywistości wieczności, zawieszonych możliwości całej przyszłości a nawet więcej.

106:7.10 (1170.3) Możliwości takie są raczej bardzo odległe, wierzymy jednak, że w mechanizmach, osobowościach i związkach trzech Trójc odkrywamy teoretyczną możliwość ponownego połączenia siedmiu absolutnych stadiów Ojca-JESTEM. I to nas stawia twarzą w twarz z koncepcją trojakiej Trójcy, zawierającej Rajską Trójcę o statusie egzystencjalnym i dwie wyłaniające się później Trójce, empiryczne w swej naturze i pochodzeniu.

8. Trójca Trójc

106:8.1 (1170.4) Naturę Trójcy Trójc trudno zobrazować ludzkiemu umysłowi; jest to faktyczne podsumowanie całości empirycznej nieskończoności, jak przejawia się ona w teoretycznej nieskończoności wiecznej realizacji. W Trójcy Trójc empiryczna nieskończoność utożsamia się z egzystencjalną nieskończonością a obie są jako jedność w przedempirycznym i przedegzystencjalnym JESTEM. Trójca Trójc jest finalną ekspresją wszystkiego tego, co implikuje piętnaście trójjedności i związane z nimi triodyty. Finalności, czy to egzystencjalne czy empiryczne, są trudne do zrozumienia dla istot relatywnych, dlatego też zawsze muszą być przedstawiane jako relatywności.

106:8.2 (1170.5) Trójca Trójc istnieje w kilku stadiach. Zawiera ona możliwości, prawdopodobieństwa i nieuchronności, które oszałamiają wyobraźnię istot znacznie wyższych od poziomu ludzkiego. Posiada implikacje, których prawdopodobnie nie podejrzewają niebiańscy filozofowie, ponieważ jej implikacje zawierają się w trójjednościach a trójjedności są, w końcowym podsumowaniu, niezgłębione.

106:8.3 (1170.6) Istnieje wiele metod zobrazowania Trójcy Trójc. Zdecydowaliśmy się przedstawić następującą, trzypoziomową koncepcję:

106:8.4 (1170.7) 1. Poziom trzech Trójc.

106:8.5 (1170.8) 2. Poziom Bóstwa empirycznego.

106:8.6 (1170.9) 3. Poziom JESTEM.

106:8.7 (1170.10) Są to poziomy coraz większego zjednoczenia. Faktycznie, Trójca Trójc jest poziomem pierwszym, podczas gdy poziom drugi i trzeci są zjednoczeniem-pochodną poziomu pierwszego.

106:8.8 (1171.1) POZIOM PIERWSZY: Uważa się, że na tym wstępnym poziomie połączenia, trzy Trójce funkcjonują jako doskonale zsynchronizowane, chociaż odrębne kombinacje osobowości Bóstwa.

106:8.9 (1171.2) 1. Rajska Trójca, związek trzech Rajskich Bóstw – Ojca, Syna i Ducha. Należy przypomnieć, że Rajska Trójca implikuje trojakie funkcjonowanie – funkcjonowanie absolutne, funkcjonowanie transcendentalne (Trójca Ostateczności) i funkcjonowanie skończone (Trójca Najwyższości). Rajska Trójca jest czymkolwiek oraz wszystkim tym w dowolnym czasie.

106:8.10 (1171.3) 2. Trójca Ostateczna. Jest to związek boskości Najwyższych Stwórców, Boga Najwyższego i Architektów Wszechświata Nadrzędnego. Podczas gdy jest to właściwe przedstawienie aspektów boskości tej Trójcy, odnotować należy, że są też inne stadia tej Trójcy, które jednak wydają się być doskonale skoordynowane z aspektami boskości.

106:8.11 (1171.4) 3. Trójca Absolutna. Jest to zgrupowanie Boga Najwyższego, Boga Ostatecznego i Wypełniacza Przeznaczenia Wszechświata, jak się to odnosi do wszelkich wartości boskości. Pewne inne stadia tej trójjednej kombinacji mają do czynienia z wartościami innymi niż boskość w poszerzającym się kosmosie. Ale te stadia jednoczą się ze stadiami boskości, tak samo jak moc i aspekty osobowości Bóstw empirycznych są teraz w trakcie empirycznej syntezy.

106:8.12 (1171.5) Związek tych trzech Trójc, w Trójcy Trójc, zapewnia możliwie nieograniczoną integrację rzeczywistości. Kombinacja taka zawiera przyczyny, środki i finalności; zapoczątkowujących, realizatorów i wypełniaczy; początki, istnienia i przeznaczenia. Partnerstwo Ojca-Syna stało się partnerstwem Syna-Ducha a potem Ducha-Najwyższego i dalej, Najwyższego-Ostatecznego i Ostatecznego-Absolutnego, nawet Absolutnego i Ojca Nieskończonego – czyli ukończeniem cyklu rzeczywistości. Podobnie w innych stadiach, nie tak bezpośrednio dotyczących boskości i osobowości, Pierwsze Wielkie Źródło i Centrum sam realizuje nieograniczoność rzeczywistości, wokół cyklu wieczności, od absolutności samoistnienia, poprzez bezkresność samoobjawienia, do finalizmu samorealizacji – od absolutu egzystencjalności do finalizmu empiryczności.

106:8.13 (1171.6) POZIOM DRUGI: Koordynacja trzech Trójc nieuchronnie powoduje asocjacyjną jedność Bóstw empirycznych, które są organicznie związane z tymi Trójcami. Natura tego, drugiego poziomu, czasami obrazowana jest jako:

106:8.14 (1171.7) 1. Najwyższy. Bóstwo to jest wynikiem jedności Rajskiej Trójcy, w empirycznej łączności ze Stwórcami-Stwórczymi dziećmi Rajskich Bóstw. Najwyższy jest ucieleśnieniem Bóstwa kończącego pierwsze stadium ewolucji skończonej.

106:8.15 (1171.8) 2. Ostateczny. Bóstwo to jest konsekwencją wynikającej jedności drugiej Trójcy, transcendentalnego i absonicznego uosobienia boskości. Ostateczny składa się z różnie rozumianej jedności wielu właściwości a jego ludzka koncepcja byłaby dobra, gdyby obejmowała chociaż te stadia ostateczności, które ukierunkowują kontrolę, są możliwe do osobistego doświadczenia i jednoczą napięcia, ale jest też wiele innych, nie objawionych aspektów tego wynikniętego Bóstwa. Podczas gdy Ostateczny i Najwyższy są porównywalni, nie są identyczni, tak samo Ostateczny nie jest zwyczajnym rozszerzeniem Najwyższego.

106:8.16 (1172.1) 3. Absolutny. Jest wiele teorii, odnoszących się do natury trzeciego członka drugiego poziomu Trójcy Trójc. Bóg Absolutny jest niewątpliwie zawarty w tym związku jako osobowościowa konsekwencja finalnego działania Trójcy Absolutnej a jednak Bóstwo-Absolut jest rzeczywistością egzystencjalną ze statusem wieczności.

106:8.17 (1172.2) Trudności koncepcyjne, dotyczące trzeciego członka Trójcy Trójc, polegają na tym, że założenie takiego członkostwa w rzeczywistości implikuje tylko jeden Absolut. Teoretycznie, jeśli wypadek taki mógłby nastąpić, powinniśmy być świadkami empirycznego zjednoczenia trzech Absolutów w jeden. Zostaliśmy poinstruowani, że w nieskończoności i egzystencjalnie istnieje jeden Absolut. Podczas gdy sprawą najmniej jasną jest, kto może być tym trzecim członkiem, często się postuluje, że może składać się on z Absolutów – Bóstwa, Wszechświatowego i Nieuwarunkowanego, w pewnej formie ich niezrozumiałej łączności i kosmicznych przejawów. Jest oczywiste, że Trójca Trójc raczej nie może w pełni zacząć funkcjonować bez całkowitego zjednoczenia trzech Absolutów, a trzy Absoluty raczej nie mogą być zjednoczone bez kompletnego urzeczywistnienia wszystkich nieskończonych potencjałów.

106:8.18 (1172.3) Będzie to prawdopodobnie najmniejsze zniekształcenie prawdy, jeśli trzeciego członka Trójcy Trójc wyobrazi się jako Absolut Wszechświatowy, przy tym założeniu, że ta koncepcja uzmysławia Wszechświatowego nie tylko jako statycznego i potencjalnego, lecz także jako asocjacyjnego. Ciągle jednak nie widzimy tu związku ze stwórczymi i ewolucyjnymi aspektami funkcjonowania Bóstwa całościowego.

106:8.19 (1172.4) Chociaż kompletna koncepcja Trójcy Trójc trudna jest do sformułowania, jej zawężona koncepcja nie jest aż tak trudna. Jeśli drugi poziom Trójcy Trójc rozumieć jako zasadniczo osobowy, jest zupełnie możliwe założenie jedności Boga Najwyższego, Boga Ostatecznego i Boga Absolutnego, jako osobowych następstw zjednoczenia osobowych Trójc, które są protoplastami tych Bóstw empirycznych. Możemy zaryzykować twierdzenie, że te trzy Bóstwa empiryczne będą z pewnością jednoczyć się na poziomie drugim, stanowiąc bezpośrednią konsekwencję rozwijającej się jedności poprzedzających je i sprawczych Trójc, które stanowią poziom pierwszy.

106:8.20 (1172.5) Poziom pierwszy składa się z trzech Trójc; drugi poziom istnieje jako osobowy związek empirycznie ukształtowanych, empirycznie wynikniętych i empiryczno-egzystencjalnych osobowości Bóstwa. I niezależnie od jakichkolwiek trudności konceptualnych, gdy idzie o zrozumienie kompletnej Trójcy Trójc, osobowy związek tych trzech Bóstw na poziomie drugim objawił się dla naszej własnej epoki wszechświata w zjawisku deifikacji Majestonu, który zaktualizował się na tym, drugim poziomie Bóstwa-Absolutu, działając poprzez Ostatecznego i w odpowiedzi na wstępne, stwórcze powiernictwo Istoty Najwyższej.

106:8.21 (1172.6) POZIOM TRZECI. W nie uwarunkowanej hipotezie drugiego poziomu Trójcy Trójc zawarta jest wzajemna zależność każdego stadium i każdego rodzaju rzeczywistości, jaka jest, jaka była, albo, jaka będzie w pełni nieskończoności. Istota Najwyższa nie tylko jest duchem, ale jest również umysłem, mocą i doświadczeniem. Ostateczny jest wszystkim tym i czymś więcej, podczas gdy w łącznej koncepcji jedności Absolutów – Bóstwa, Wszechświatowego i Nieuwarunkowanego – zawarty jest absolutny finalizm realizacji całej rzeczywistości.

106:8.22 (1172.7) W jedności Najwyższego, Ostatecznego i ukończonego Absolutnego może nastąpić ponowne, funkcjonalne połączenie tych aspektów nieskończoności, które były pierwotnie poddane segmentacji przez JESTEM, a których rezultatem było pojawienie się Siedmiu Absolutów Nieskończoności. Chociaż filozofowie wszechświata uważają, że prawdopodobieństwo zaistnienia tego jest nikłe, mimo to zadajemy sobie często takie pytanie: jeśli drugi poziom Trójcy Trójc mógłby kiedykolwiek osiągnąć trójcową jedność, co wtedy mogłoby wyniknąć, jako konsekwencja takiej jedności Bóstwa? Nie wiemy, ale jesteśmy pewni, że prowadziłoby to bezpośrednio do JESTEM, jako osiągalnego empirycznie. Z punktu widzenia istot osobowych mogłoby to oznaczać, że niepoznawalny JESTEM stałby się możliwy do doświadczenia jako Ojciec Nieskończony. Co mogłyby oznaczać te absolutne przeznaczenia z nieosobowego punktu widzenia, jest sprawą odmienną i taką, którą tylko wieczność może ewentualnie wyjaśnić. Kiedy jednak, jako istoty osobowe, rozważamy te odległe możliwości, dochodzimy do wniosku, że finalnym przeznaczeniem wszystkich osobowości jest finalne poznanie Ojca Wszechświatowego tych właśnie osobowości.

106:8.23 (1173.1) Jak sobie filozoficznie wyobrażamy JESTEM w przeszłej wieczności, jest on sam, nie ma nikogo prócz niego. Patrząc naprzód, w przyszłą wieczność, nie uważamy, że JESTEM mógłby ewentualnie zmienić się jako egzystencjalny, jednak skłonni jesteśmy przewidywać ogromną różnicę empiryczną. Taka koncepcja JESTEM zakłada pełną samorealizację – obejmuje tę nieograniczoną plejadę osobowości, które zostały wolicjonalnymi uczestnikami samoobjawienia JESTEM i które pozostaną wiecznie jako absolutne, wolicjonalne części całościowej nieskończoności, jako finalni synowie absolutnego Ojca.

9. Egzystencjalne, nieskończone zjednoczenie

106:9.1 (1173.2) W koncepcji Trójcy Trójc zakładamy ewentualne, empiryczne zjednoczenie nieograniczonej rzeczywistości i czasami teoretyzujemy, że wszystko to może się zdarzyć w krańcowym oddaleniu bardzo odległej wieczności. Tym niemniej zjednoczenie nieskończoności istnieje aktualnie i teraz, w tej właśnie epoce, jak i we wszystkich przeszłych i przyszłych epokach wszechświata; zjednoczenie takie jest egzystencjalne w Rajskiej Trójcy. Zjednoczenie wieczności, jako rzeczywistości empirycznej, jest niewyobrażalnie odległe, ale nie uwarunkowana jedność nieskończoności panuje teraz nad chwilą obecną istnienia wszechświata i jednoczy rozbieżności całej rzeczywistości z egzystencjalnym majestatem, który jest absolutny.

106:9.2 (1173.3) Kiedy istoty skończone próbują zrozumieć nieskończone zjednoczenie poziomów finalnych dopełnionej wieczności, stają twarzą w twarz z ograniczeniami swego intelektu, nieodłącznymi skończonej egzystencji. Czas, przestrzeń i doświadczenie stanowią bariery w rozumowaniu istoty stworzonej; zwłaszcza bez czasu, niezależnie od przestrzeni i z wykluczeniem doświadczenia, żadna istota nie może dosięgnąć nawet ograniczonego zrozumienia rzeczywistości wszechświatowej. Bez wrażliwości czasowej, żadna istota ewolucyjna nie może odczuwać związków kolejności. Bez percepcji przestrzeni, żadna istota nie może zrozumieć relacji równoczesności. Bez doświadczenia, żadna istota ewolucyjna nie może nawet istnieć; tylko Siedem Absolutów Nieskończoności naprawdę przewyższa doświadczenie, ale nawet one mogą być empiryczne w pewnych stadiach.

106:9.3 (1173.4) Czas, przestrzeń i doświadczenie są największą pomocą człowieka w jego relatywnej percepcji rzeczywistości a jednak w kompletnej percepcji rzeczywistości stanowią największą przeszkodę. Śmiertelnicy i wiele innych istot wszechświatowych nie mogą inaczej myśleć o potencjałach, jak tylko o aktualizujących się w przestrzeni i rozwijających się do realizacji w czasie, jednak cały ten proces jest zjawiskiem czasowo-przestrzennym, które faktycznie nie zachodzi w Raju ani w wieczności. Na poziomie absolutnym nie ma ani czasu, ani przestrzeni; wszystkie potencjały mogą być odczuwane jako aktualne.

106:9.4 (1173.5) Koncepcja zjednoczenia całej rzeczywistości, czy to w tej czy w innej epoce wszechświata, jest zasadniczo dwojaka: egzystencjalna i empiryczna. Taka jedność jest w trakcie empirycznej realizacji w Trójcy Trójc, ale stopień dostrzegalnego aktualizowania się tej trojakiej Trójcy jest wprost proporcjonalny do zanikania uwarunkowań i niedoskonałości rzeczywistości w kosmosie. Całościowa integracja rzeczywistości jest jednak bezwarunkowo, wiecznie i egzystencjalnie obecna w Rajskiej Trójcy, w której, w tej właśnie chwili wszechświata, nieskończona rzeczywistość jest absolutnie zjednoczona.

106:9.5 (1174.1) Paradoks, tworzony przez empiryczne i egzystencjalne punkty widzenia jest nieuchronny i oparty po części na tym, że zarówno Rajska Trójca jak i Trójca Trójc są związkami wieczności, które śmiertelnicy mogą dostrzegać tylko jako czasowo-przestrzenną relatywność. Ludzka koncepcja stopniowego, empirycznego aktualizowania się Trójcy Trójc – czasowy punkt widzenia – musi być uzupełniana przez dodatkowy postulat, że to już jest zaktualizowane – punkt widzenia wieczności. Ale jak pogodzić te dwa punkty widzenia? Śmiertelnikom skończonym proponujemy akceptację tej prawdy, że Rajska Trójca jest egzystencjalnym zjednoczeniem nieskończoności a za niemożność odkrycia aktualnej obecności i pełnej postaci empirycznej Trójcy Trójc po części jest odpowiedzialne obustronne zniekształcenie, powstałe z powodu:

106:9.6 (1174.2) 1. Ograniczonego, ludzkiego punktu widzenia, niemożności zrozumienia nie uwarunkowanej wieczności.

106:9.7 (1174.3) 2. Niedoskonałego statusu ludzkiego, oddalenia od absolutnego poziomu empiryczności.

106:9.8 (1174.4) 3. Celu ludzkiego istnienia, tego faktu, że przeznaczeniem ludzkości jest rozwijać się metodą doświadczenia a zatem musi być ona naturalnie i w zupełności zależna od doświadczenia. Tylko Absolut może być zarówno egzystencjalny jak i empiryczny.

106:9.9 (1174.5) W Rajskiej Trójcy Ojciec Wszechświatowy jest JESTEM z Trójcy Trójc, a za niemożność doświadczenia Ojca jako nieskończoności odpowiedzialne są skończone ograniczenia. Koncepcja egzystencjalnego, samotnego, istniejącego przed Trójcą, nieosiągalnego JESTEM i postulat empirycznego, istniejącego po Trójcy Trójc i osiągalnego JESTEM, jest jedną i tą samą hipotezą; żadne aktualne zmiany nie nastąpiły w Nieskończonym, za wszystkie pozorne przekształcenia odpowiedzialna jest narastająca zdolność do odbioru rzeczywistości i do kosmicznej oceny wartości.

106:9.10 (1174.6) W końcowym podsumowaniu, JESTEM musi istnieć przed wszystkimi egzystencjalnościami i po wszystkich empirycznościach. Podczas kiedy takie idee mogą nie wyjaśniać paradoksów wieczności i nieskończoności w rozumowaniu ludzkim, powinny przynajmniej stymulować skończone intelekty do zmagania się na nowo z tymi, nigdy nie kończącymi się problemami, problemami, które wciąż będą was intrygować na Salvingtonie i później jako finalistów i poprzez niekończącą się przyszłość, na waszych drogach wiecznego życia, w szeroko rozpościerających się wszechświatach.

106:9.11 (1174.7) Wcześniej czy później wszystkie wszechświatowe osobowości zaczną sobie uświadamiać, że ostatecznym dążeniem wieczności jest niekończące się odkrywanie nieskończoności, odkrywcza podróż bez końca w absolutność Pierwszego Źródła i Centrum. Wcześniej czy później wszyscy uświadomimy sobie, że wszelki rozwój istoty stworzonej jest wprost proporcjonalny do jej utożsamiania się z Ojcem. Dochodzimy do wniosku, że życie wolą Ojca jest wiecznym paszportem do niekończących się możliwości nieskończoności samej. Kiedyś śmiertelnicy zrozumieją, że sukces w dążeniu do Nieskończonego jest wprost proporcjonalny do upodobniania się do Ojca i że w tej epoce wszechświata rzeczywistości Ojca są objawione w jakościach boskości. I te jakości boskości są osobowo nabywane przez istoty wszechświatowe w ich doświadczeniu życia po Bożemu, a żyć po Bożemu oznacza faktycznie żyć wolą Boga.

106:9.12 (1175.1) Życie opierające się na życiu wolą Ojca będzie prowadzić materialne, ewolucyjne istoty skończone bezpośrednio do osiągnięcia supremacji ducha na arenie osobowości i powiedzie je o jeden stopień bliżej zrozumienia Ojca Nieskończonego. Takie Ojcowskie życie jest życiem opartym na prawdzie, życiem wrażliwym na piękno i zdominowanym przez dobroć. Czczenie iluminuje od wewnątrz taką, rozpoznającą Boga osobę a na zewnątrz poświęca się ona szczerej służbie powszechnego braterstwa wszystkich osobowości, służbie wypełnionej miłosierdziem i motywowanej miłością, podczas gdy wszystkie takie wartości życia są zjednoczone w rozwijającej się osobowości, na wciąż wznoszących się poziomach kosmicznej mądrości i samorealizacji, w znajdowaniu Boga i czczeniu Ojca.

106:9.13 (1175.2) [Przedstawione przez Melchizedeka z Nebadonu].

Przekaz 107, Pochodzenie i natura Dostrajaczy Myśli

Księga Urantii

Przekaz 107

Pochodzenie i natura Dostrajaczy Myśli

107:0.1 (1176.1) CHOCIAŻ Ojciec Wszechświatowy osobiście mieszka w Raju, w samym centrum wszechświatów, faktycznie przebywa on również na światach w przestrzeni, w umysłach niezliczonych jego dzieci czasu, ponieważ zamieszkuje je jako Nieodgadnione Monitory. Wieczny Ojciec jest jednocześnie najbardziej oddalony od swych planetarnych, śmiertelnych synów i najbliżej z nimi związany.

107:0.2 (1176.2) Dostrajacze są rzeczywistością Ojcowskiej miłości, wcieloną w dusze ludzkie; są prawdziwą obietnicą wiecznego życia człowieka, uwięzioną w ludzkim umyśle; są esencją ludzkiej, doskonałej osobowości finalisty, której przedsmak może mieć człowiek w czasie, kiedy coraz lepiej opanowuje boską metodę życia wolą Ojca, stopień po stopniu, wznosząc się wszechświat za wszechświatem, aż naprawdę stanie przed Boskim obliczem Rajskiego Ojca.

107:0.3 (1176.3) Bóg, nakazawszy człowiekowi być doskonałym, nawet tak jak on sam jest doskonały, zstąpił w formie Dostrajacza, aby stać się empirycznym partnerem człowieka w jego osiąganiu tak zarządzonego, niebiańskiego przeznaczenia. Fragment Boga, zamieszkujący umysł ludzki, jest absolutną i kategoryczną rękojmią, że człowiek może znaleźć Ojca Wszechświatowego razem z Boskim Dostrajaczem, który wyszedł od Boga, aby znaleźć człowieka i go usynowić jeszcze podczas życia w ciele.

107:0.4 (1176.4) Każdy śmiertelnik, który widział Syna Stwórcę, widział również Ojca Wszechświatowego a ten, którego zamieszkuje Boski Dostrajacz, zamieszkały jest przez Rajskiego Ojca. Każdy śmiertelnik, który świadomie czy nieświadomie podąża za przewodnictwem zamieszkującego go Dostrajacza, żyje zgodnie z wolą Boga. Świadomość obecności Dostrajacza jest świadomością obecności Boga. Wieczne zespolenie Dostrajacza z ewolucyjną duszą człowieka faktycznie jest doświadczeniem wiecznego zjednoczenia z Bogiem, w charakterze wszechświatowego partnera tego Bóstwa.

107:0.5 (1176.5) To właśnie Dostrajacz wywołuje w człowieku nienasyconą tęsknotę i nieustanne pragnienie, aby być podobnym Bogu, aby dotrzeć do Raju i właśnie tam, przed faktyczną osobą Bóstwa, czcić nieskończone źródło Boskiego daru. Dostrajacz jest tą żywą obecnością, która prawdziwie łączy śmiertelnego syna z jego Rajskim Ojcem i przyciąga go coraz bliżej ku Ojcu. Dostrajacz równoważy gigantyczne napięcie wszechświatowe, wytworzone przez odległość dzielącą człowieka od Boga oraz przez stopień ludzkiej niekompletności, w przeciwieństwie do uniwersalności wiecznego Ojca.

107:0.6 (1176.6) Dostrajacz jest absolutną esencją istoty nieskończonej, uwięzioną w umyśle istoty skończonej, tej, która w zależności od wyboru danego śmiertelnika(-czki), może w końcu doprowadzić do tymczasowej jedności Boga i człowieka i prawdziwie urzeczywistnić nową klasę istot, powołanych do nieskończonej służby wszechświatowej. Dostrajacz jest boską, wszechświatową rzeczywistością, która realizuje tę prawdę, że Bóg jest Ojcem człowieka. Dostrajacz jest dla człowieka nieomylnym, kosmicznym kompasem, ustawiającym duszę zawsze bezbłędnie w kierunku Boga.

107:0.7 (1177.1) Obdarzone wolą istoty przechodzą na światach ewolucyjnych trzy zasadnicze, rozwojowe stadia bytu. Od przybycia Dostrajacza do relatywnie pełnej dojrzałości, na Urantii w wieku około dwudziestu lat, Monitory zwane są czasami Zmiennikami Myśli. Od tego czasu do osiągnięcia roztropności, w wieku około czterdziestu lat, Nieodgadnione Monitory zwane są Dostrajaczami Myśli. Od nabrania dojrzałości do wyzwolenia z ciała, mówi się o nich często jako o Kontrolerach Myśli. Te trzy stadia życia śmiertelnika nie są związane z trzema stadiami rozwoju Dostrajacza w procesie kopiowania umysłu i ewolucji duszy.

1. Pochodzenie Dostrajaczy Myśli

107:1.1 (1177.2) Skoro Dostrajacze Myśli są esencją pierwotnego Bóstwa, nikt nie może orzekać autorytatywnie o ich naturze i pochodzeniu; mogę jedynie przekazać tradycje Salvingtonu i wierzenia Uversy, mogę tylko wyjaśnić, jak my rozumiemy Nieodgadnione Monitory i związane z nimi byty na obszarze wielkiego wszechświata.

107:1.2 (1177.3) Aczkolwiek istnieją rozmaite opinie w sprawie sposobu obdarzania Dostrajaczami Myśli, nie ma takich różnic w poglądach odnośnie ich pochodzenia; wszyscy się zgadzają, że przybywają one bezpośrednio od Ojca Wszechświatowego, Pierwszego Źródła i Centrum. Nie są istotami stworzonymi; są rozdrobnionymi bytami, stanowiącymi prawdziwą obecność nieskończonego Boga. Dostrajacze, razem z ich wielu nie objawionymi towarzyszami, są nie rozrzedzoną i nie zmieszaną boskością, są nie uwarunkowanymi i nie osłabionymi częściami Bóstwa; pochodzą od Boga i tak dalece, jak to możemy rozpoznać, są Bogiem.

107:1.3 (1177.4) Nic nie wiemy o początkach ich bytu, w oderwaniu od absolutności Pierwszego Źródła i Centrum, nie znamy również ich liczby. Bardzo mało wiemy o ich misji, dopóki nie przybędą na planetę czasu, aby zamieszkać umysły ludzkie, ale od tego momentu jesteśmy bardziej czy mniej obeznani z ich kosmicznym rozwojem, aż do spełnienia ich trojakich przeznaczeń: osiągnięcia osobowości przez zespolenie z jakimś wznoszącym się śmiertelnikiem, czy osiągnięcia osobowości na mocy zarządzenia Ojca Wszechświatowego, czy też wyzwolenia od znanych przydziałów Dostrajaczy Myśli.

107:1.4 (1177.5) Zakładamy, chociaż dokładnie tego nie wiemy, że Dostrajacze są istotami wciąż indywidualizowanymi, w miarę poszerzania się wszechświata i zwiększania się liczby kandydatów do zespolenia z Dostrajaczem. Ale jest również możliwe, że popełniamy błąd próbując przykładać wielkość liczbową do Dostrajaczy; fragmenty niezgłębionej natury Boga mogą być egzystencjalnie nieskończone, podobnie jak on sam.

107:1.5 (1177.6) Sposób stwarzania Dostrajaczy Myśli jest jedną z nie objawionych funkcji Ojca Wszechświatowego. Mamy wszelkie powody wierzyć, że nikt spośród absolutnych towarzyszy Pierwszego Źródła i Centrum nie ma nic do czynienia z wytwarzaniem fragmentów Ojca. Dostrajacze są po prostu i wiecznie Boskimi darami; są Boskie i od Boga oraz podobne Bogu.

107:1.6 (1177.7) W swych związkach z istotami stworzonymi, z którymi się zespalają, Dostrajacze wyrażają niebiańską miłość i pełnią duchową służbę, która całkowicie potwierdza, że Bóg jest duchem. Ale istnieje również sporo tego, co występuje jako dodatek do tej transcendentalnej służby, tego, co nigdy nie zostało objawione śmiertelnikom z Urantii. Nie rozumiemy również dokładnie, co naprawdę się dzieje, kiedy Ojciec Wszechświatowy tak daje siebie, stając się częścią osobowości istoty czasu. Tak samo rozwój rajskich finalistów, w trakcie ich wznoszenia się, nie wykazuje jak dotąd pełni możliwości, które są zawarte w tym niebiańskim partnerstwie człowieka i Boga. W końcowym podsumowaniu, fragmenty Ojca muszą być darem absolutnego Boga dla tych istot, których przeznaczenie zawiera możliwość dotarcia do Boga, jako do absolutu.

107:1.7 (1178.1) Tak jak Ojciec Wszechświatowy dokonuje fragmentacji swego przedosobowego Bóstwa, tak też Nieskończony Duch indywidualizuje porcje swego przedumysłowego ducha, aby zamieszkały w ewolucyjnych duszach żyjących wiecznie śmiertelników i faktycznie zespoliły się z nimi, z tą ich grupą, która zespala się z duchem. Jednak natura Wiecznego Syna nie poddaje się takiej fragmentacji; duch Pierwszego Syna albo się rozprzestrzenia albo jest indywidualnie osobowy. Zespolone z Synem istoty są połączone ze zindywidualizowanymi darami duchowymi Synów Stwórców, którzy pochodzą od Wiecznego Syna.

2. Klasyfikacja Dostrajaczy

107:2.1 (1178.2) Dostrajacze są indywidualizowane jako dziewicze byty a przeznaczeniem ich wszystkich jest stać się wyzwolonymi, zespolonymi, albo Uosobionymi Monitorami. Rozumiemy, że istnieje siedem klas Dostrajaczy Myśli, choć niezupełnie pojmujemy te podziały. Często nawiązujemy do ich różnych klas w następujący sposób:

107:2.2 (1178.3) 1. Dziewicze Dostrajacze to te, które odbywają swój wstępny przydział w umysłach ewolucyjnych kandydatów do wiecznego życia. Nieodgadnione Monitory są wiecznie jednorodne w swej Boskiej naturze. Są one również jednorodne w naturze empirycznej, gdy po raz pierwszy wychodzą z Diviningtonu; późniejsze zróżnicowanie empiryczne jest rezultatem ich aktualnego doświadczenia w służbie wszechświatowej.

107:2.3 (1178.4) 2. Zaawansowane Dostrajacze to te, które przesłużyły jeden czy więcej okresów z istotami obdarzonymi wolą na tych światach, gdzie końcowe zespolenie następuje między tożsamością istoty czasu a zindywidualizowaną porcją ducha Trzeciego Źródła i Centrum, takiego, jakim przejawia się we wszechświecie lokalnym.

107:2.4 (1178.5) 3. Najwyższe Dostrajacze to są te Monitory, które przesłużyły przygodę czasu na światach ewolucyjnych, ale których ludzcy partnerzy z jakichś przyczyn nie chcieli wiecznego życia i które później zostały przydzielone do innych przygód, w innych śmiertelnikach i na innych rozwijających się światach. Najwyższy Dostrajacz, chociaż nie jest bardziej boski niż dziewiczy Monitor, nabył więcej doświadczenia i może robić w ludzkim umyśle te rzeczy, których mniej doświadczony Dostrajacz robić nie potrafi.

107:2.5 (1178.6) 4. Zanikające Dostrajacze. Tutaj urywają się nasze wysiłki prześledzenia misji Nieodgadnionych Monitorów. Jest to czwarte stadium służby, którego nie znamy zbyt dobrze. Melchizedekowie nauczają, że Dostrajacze czwartego stadium mają luźne przydziały i przemierzają wszechświat wszechświatów. Samotni Posłańcy uważają, że są one jednością z Pierwszym Źródłem i Centrum i korzystają z okresu pokrzepiającego związku z samym Ojcem. I jest zupełnie możliwe, że Dostrajacz może wędrować po wszechświecie nadrzędnym, będąc jednocześnie jednością z wszechobecnym Ojcem.

107:2.6 (1178.7) 5. Wyzwolone Dostrajacze to są te Nieodgadnione Monitory, które na wieczność zostały zwolnione ze służby czasu dla śmiertelników na rozwijających się sferach. Nie wiemy, jaka może być ich funkcja.

107:2.7 (1179.1) 6. Zespolone Dostrajacze – finaliści – ci, którzy stali się jednością ze wznoszącymi się istotami z superwszechświatów, wieczni partnerzy istot czasu, wznoszących się w Rajskim Korpusie Finalizmu. Dostrajacze Myśli zostają zazwyczaj zespolone ze wznoszącymi się śmiertelnikami czasu i z takimi, żyjącymi wiecznie śmiertelnikami, są rejestrowane na Ascendingtonie i gdzie indziej; idą one szlakiem wznoszących się istot. Wydaje się, że po zespoleniu ze wznoszącą się duszą ewolucyjną, Dostrajacz przenosi się z absolutnego, egzystencjalnego poziomu wszechświata do skończonego poziomu empirycznego, do funkcjonalnego związku ze wznoszącą się osobowością. Zachowując pełnię charakteru egzystencjalnej, Boskiej natury, zespolony Dostrajacz zostaje nierozłącznie związany z misją wznoszenia się żyjącego wiecznie śmiertelnika.

107:2.8 (1179.2) 7. Uosobieni Dostrajacze to są ci, którzy służyli z wcielonymi, Rajskimi Synami oraz wielu innych, którzy szczególnie się wyróżnili podczas zamieszkiwania śmiertelnika, ale których podopieczni nie chcieli przeżyć śmierci. Mamy powody wierzyć, że tacy Dostrajacze są uosobieni według rekomendacji Pradawnych Czasu z tego superwszechświata, do którego są przydzieleni.

107:2.9 (1179.3) Jest wiele metod, według których można klasyfikować te tajemnicze fragmenty Boga: zgodnie z ich wszechświatowym przydziałem, z miarą sukcesu podczas zamieszkiwania indywidualnego śmiertelnika a nawet według rasowego rodowodu śmiertelnych kandydatów do zespolenia.

3. Divinington – ojczyzna Dostrajaczy

107:3.1 (1179.4) Wszelka wszechświatowa działalność związana z ekspediowaniem, zarządzaniem, ukierunkowaniem i powrotem Nieodgadnionych Monitorów ze służby we wszystkich siedmiu superwszechświatach, wydaje się koncentrować na świętej sferze Divinington. Tak dalece, jak się orientuję, nikt oprócz Dostrajaczy i innych bytów Ojca nie przebywa na tej sferze. Jest zupełnie możliwe, że liczne nie objawione byty przedosobowe dzielą z Dostrajaczami Divinington, jako swą sferę ojczystą. Przypuszczamy, że te bratnie byty mogą być w jakiś sposób związane z obecną i przyszłą służbą Nieodgadnionych Monitorów, ale nie jesteśmy tego pewni.

107:3.2 (1179.5) Gdy Dostrajacze Myśli wracają do Ojca, idą z powrotem do domeny, skąd domniemanie pochodzą – do Diviningtonu – i prawdopodobnie częścią tego doświadczenia jest ich rzeczywisty kontakt z osobowością Rajskiego Ojca, jak również ze specjalnym przejawem boskości Ojca, który według naszych informacji znajduje się na tej tajemniczej sferze.

107:3.3 (1179.6) Chociaż wiemy co nieco o wszystkich siedmiu świętych sferach Raju, o Diviningtonie wiemy znacznie mniej niż o innych. Istoty wyższych klas duchowych otrzymują tylko trzy boskie nakazy, a są one następujące:

107:3.4 (1179.7) 1. Zawsze okazuj właściwy szacunek dla doświadczenia i umiejętności starszych i przełożonych.

107:3.5 (1179.8) 2. Zawsze miej na uwadze ograniczenia i brak doświadczenia młodszych i podwładnych.

107:3.6 (1179.9) 3. Nigdy nie próbuj lądować na Diviningtonie.

107:3.7 (1179.10) Często się zastanawiałem, że wyprawa na Divinington byłaby dla mnie zupełnie bezcelowa; prawdopodobnie nie mógłbym dostrzec żadnej z przebywających tam istot, za wyjątkiem takich, jak Uosobieni Dostrajacze, których widziałem również gdzie indziej. Jestem zupełnie pewien, że na Diviningtonie nie ma niczego takiego, co mogłoby mi przynieść rzeczywiste wartości czy korzyści, nic niezbędnego dla mojego postępu i rozwoju; inaczej nie zakazywano by mi odwiedzania tej sfery.

107:3.8 (1180.1) Skoro niewiele albo i nic nie możemy się dowiedzieć o naturze i początkach Dostrajaczy wychodzących z Diviningtonu, zmuszeni jesteśmy zbierać informacje z tysiąca i jeden różnych źródeł, jak również składać je, z konieczności łączyć ze sobą i wzajemne porównywać tak zgromadzone dane, aby taka wiedza mogła być pouczająca.

107:3.9 (1180.2) Dzielność i mądrość, jaką przejawiają Dostrajacze Myśli, pozwala nam sądzić, że przeszły one szkolenie w szerokim zakresie i wachlarzu zagadnień. Skoro nie są osobowościami, takie nauczanie musi się odbywać w instytucjach edukacyjnych Diviningtonu. Unikalni, Uosobieni Dostrajacze, stanowią bez wątpienia personel szkół przygotowawczych Diviningtonu. I wiemy również, że tym centralnym i zarządzającym korpusem kieruje Uosobiony Dostrajacz pierwszego Rajskiego Syna klasy Michała, który ukończył siedmiorakie obdarzenie gatunków i społeczności swoich wszechświatowych domen.

107:3.10 (1180.3) Doprawdy niewiele wiemy o Dostrajaczach nie uosobionych; kontaktować i komunikować możemy się tylko z klasami uosobionymi. Imiona nadawane są im na Diviningtonie i znane są one zawsze po imieniu, nie według numeru. Uosobieni Dostrajacze mieszkają stale na Diviningtonie; ta święta sfera jest ich ojczyzną. Odchodzą z tego miejsca tylko za zezwoleniem Ojca Wszechświatowego. W domenach wszechświatów lokalnych jest ich bardzo mało, ale jest ich sporo we wszechświecie centralnym.

4. Natura i indywidualność Dostrajaczy

107:4.1 (1180.4) Stwierdzenie, że Dostrajacz Myśli jest Boski, jest po prostu uznaniem jego natury i pochodzenia. Jest bardzo prawdopodobne, że taka czystość boskości obejmuje esencję potencjału wszelkich atrybutów Bóstwa, jakie mogą istnieć w tym fragmencie absolutnej esencji powszechnej obecności wiecznego i nieskończonego Rajskiego Ojca.

107:4.2 (1180.5) Prawdziwe źródło Dostrajacza musi być nieskończone a jego rzeczywistość musi graniczyć z absolutnością, zanim Dostrajacz zespoli się z nieśmiertelną duszą rozwijającego się śmiertelnika. Dostrajacze nie są absolutami w sensie uniwersalnym, w sensie Bóstwa, ale prawdopodobnie są prawdziwymi absolutami w potencjałach swej fragmentarycznej natury. Są uwarunkowane w swej uniwersalności, ale nie w swej naturze, są ograniczone w ekstensywności, ale w intensywności znaczenia, wartości i faktu są absolutne. Z tej przyczyny czasami nazywamy te Boskie dary uwarunkowanymi, absolutnymi fragmentami Ojca.

107:4.3 (1180.6) Żaden Dostrajacz nigdy nie był nielojalny wobec Rajskiego Ojca; niższe klasy istot osobowych czasami mogą walczyć ze swymi nielojalnymi współbraćmi, ale nie Dostrajacze; są one doskonałe i nieomylne w swej niebiańskiej domenie służby dla istot stworzonych i w swych działaniach we wszechświecie.

107:4.4 (1180.7) Dostrajacze nie uosobione widzialne są tylko dla Uosobionych Dostrajaczy. Moja klasa, Samotnych Posłańców, razem z Natchnionymi Duchami Trójcy, może wykryć obecność Dostrajaczy dzięki duchowym zjawiskom reaktywnym; nawet serafin może czasem dostrzec światłość duchową, domniemanie związaną z obecnością Monitorów w materialnych umysłach ludzkich; ale nikt z nas naprawdę nie potrafi dostrzec rzeczywistej obecności Dostrajaczy, aż do tego czasu, kiedy zostaną uosobione, aczkolwiek ich natury są dostrzegalne w powiązaniu z zespolonymi z nimi osobowościami wznoszących się śmiertelników ze światów ewolucyjnych. Powszechna niewidzialność Dostrajaczy wynika z ich wysokiego, wyłączne Boskiego pochodzenia i Boskiej natury.

107:4.5 (1181.1) Istnieje charakterystyczne światło, światłość duchowa, która towarzyszy tej Boskiej obecności a którą generalnie kojarzy się z Dostrajaczami Myśli. We wszechświecie Nebadon ta jasność jest generalnie zwana „światłem pilotującym” a na Uversie „światłem życia”. Na Urantii nawiązywano kiedyś do tego zjawiska jako do „światłości prawdziwej, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi”.

107:4.6 (1181.2) Uosobieni Dostrajacze Myśli widzialni są dla wszystkich istot, które dotarły do Ojca Wszechświatowego. Dostrajacze, we wszystkich swych stadiach istnienia, razem ze wszystkimi innymi istotami, bytami, duchami, osobowościami i przejawami duchowymi, zawsze są dostrzegane przez te Najwyższe Osobowości Stwórcze, które pochodzą od Rajskich Bóstw i które przewodniczą ważniejszym rządom wielkiego wszechświata.

107:4.7 (1181.3) Czy naprawdę potraficie uświadomić sobie prawdziwe znaczenie tego, że zamieszkuje was Dostrajacz? Czy rzeczywiście rozumiecie, co znaczy posiadanie absolutnego fragmentu absolutnego i nieskończonego Bóstwa, Ojca Wszechświatowego, zamieszkującego i zespalającego się z waszymi, skończonymi, śmiertelnymi naturami? Kiedy śmiertelny człowiek zespala się z rzeczywistym fragmentem egzystencjalnej Przyczyny całego kosmosu, przeznaczenie takiego partnerstwa, bez precedensu i trudnego do wyobrażenia, nie może być nigdy niczym ograniczone. W wieczności, człowiek będzie odkrywał nie tylko nieskończoność przedmiotowego Bóstwa, ale także niekończącą się potencjalność podmiotowego fragmentu tego samego Boga. Dostrajacz zawsze będzie objawiał śmiertelnej osobowości niezwykłość Boga i to niebiańskie objawienie nigdy się nie skończy, gdyż Dostrajacz jest od Boga i jako Bóg dla śmiertelnego człowieka.

5. Umysłowość Dostrajacza

107:5.1 (1181.4) Śmiertelnicy ewolucyjni skłonni są traktować umysł jako kosmiczne pośrednictwo pomiędzy duchem a materią, gdyż taka jest zasadnicza rola umysłu przez was dostrzegana. Dlatego raczej trudno jest zauważyć śmiertelnikom, że Dostrajacze Myśli posiadają umysł, z tego powodu, że Dostrajacze są rozdrobnieniem Boga na absolutnym poziomie rzeczywistości, która nie tylko jest przedosobowa, ale poprzedza również wszelkie zróżnicowanie energii i ducha. Na poziomie monistycznym, poprzedzającym zróżnicowanie energii i ducha, nie może istnieć pośrednicząca funkcja umysłu, gdyż nie istnieją rozbieżności do pośredniczenia.

107:5.2 (1181.5) Ponieważ Dostrajacze mogą planować, pracować i kochać, muszą posiadać tę wartość jestestwa, która jest współmierna z umysłem. Mają nieograniczoną możliwość komunikowania się jeden z drugim, znaczy to wszystkie formy Monitorów powyżej grupy pierwszej albo dziewiczej. Bardzo niewiele możemy objawić o tym, co dotyczy natury i znaczenia ich komunikacji wzajemnej, ponieważ nic o niej nie wiemy. I wiemy jeszcze, że muszą one posiadać pewnego rodzaju umysł, w przeciwnym razie nigdy nie mogłyby zostać uosobione.

107:5.3 (1181.6) Umysłowość Dostrajacza Myśli podobna jest umysłowości Ojca Wszechświatowego i Wiecznego Syna – tej, która jest pierwotną w stosunku do umysłów Wspólnego Aktywizatora.

107:5.4 (1181.7) Typ umysłu, jaki z założenia istnieje w Dostrajaczu, musi być podobny do wyposażenia umysłowego licznych innych klas bytów przedosobowych, które przypuszczalnie również pochodzą od Pierwszego Źródła i Centrum. Chociaż wiele klas tych bytów nie zostało objawione na Urantii, wszystkie one wykazują cechy umysłowości. Dla tych indywidualizacji pierwotnego Bóstwa jest również możliwe zjednoczenie z licznymi, rozwijającymi się typami istot nieśmiertelnych, a nawet z ograniczoną liczbą istot nieewolucyjnych, które wykształciły zdolność zespolenia się z takimi fragmentami Bóstwa.

107:5.5 (1182.1) Kiedy Dostrajacz Myśli zespala się z wyłaniającą się, nieśmiertelną, morontialną duszą człowieka, który przeżył śmierć, umysł Dostrajacza można tylko zidentyfikować jako istniejący niezależnie od umysłu człowieka tak długo, aż wznoszący się śmiertelnik nie osiągnie duchowych poziomów wszechświatowego rozwoju.

107:5.6 (1182.2) Po osiągnięciu, w trakcie wznoszenia się, poziomów finalisty, te duchy szóstego stadium zdają się przeobrażać pewien czynnik umysłowy, reprezentujący zjednoczenie pewnych stadiów umysłu śmiertelnika i Dostrajacza, który uprzednio działał jako łącznik pomiędzy boskimi a ludzkimi stadiami takich wznoszących się osobowości. Ta empiryczna własność umysłu prawdopodobnie „czyni najwyższym” a następnie poszerza empiryczne wyposażenie Bóstwa ewolucyjnego – Istoty Najwyższej.

6. Dostrajacze jako czyste duchy

107:6.1 (1182.3) Dostrajacze Myśli, spotykane w doświadczeniach istot stworzonych, wykazują obecność i przewodnictwo czynnika duchowego. Dostrajacz naprawdę jest duchem, czystym duchem, ale także czymś więcej niż duchem. Nigdy nie mogliśmy odpowiednio zaklasyfikować Nieodgadnionych Monitorów; wszystko, co możemy o nich powiedzieć na pewno, jest to, że są naprawdę podobne Bogu.

107:6.2 (1182.4) Dostrajacz jest dla człowieka szansą na wieczność; człowiek jest dla Dostrajacza szansą na osobowość. Wasze indywidualne Dostrajacze działają tak, aby was uduchowiać, mając nadzieję uwiecznienia waszej doczesnej tożsamości. Dostrajacze są nasycone piękną i samą z siebie obdarzającą miłością Ojca duchów. Kochają was prawdziwie i bosko; są więźniami duchowej nadziei zamkniętej w ludzkich umysłach. Pragną, aby wasze śmiertelne umysły osiągnęły boskość, aby ich samotność mogła się skończyć, aby mogły być wyzwolone z ograniczeń materialnej inwestytury i z szat czasu.

107:6.3 (1182.5) Wasza droga do Raju jest drogą osiągnięć duchowych a Dostrajacz ze swej natury, będzie wam wiernie objawiał duchową naturę Ojca Wszechświatowego. Po wzniesieniu się finalisty do Raju, jak również na etapach wiecznego bytu postfinalisty, Dostrajacz może się ewentualnie kontaktować w służbie innej niż duchowa ze swego czasu ludzkim partnerem; ale wznoszenie się do Raju i życie finalisty stanowią partnerstwo pomiędzy rozpoznającym Boga, uduchowionym śmiertelnikiem a Dostrajaczem, pełniącym duchową służbę objawiania Boga.

107:6.4 (1182.6) Wiemy, że Dostrajacze Myśli są duchami, czystymi duchami, być może absolutnymi duchami. Tym niemniej Dostrajacz musi być również czymś więcej niż tylko duchową rzeczywistością. W dodatku do domniemanej umysłowości, wchodzą tutaj także w grę czynniki czystej energii. Jeśli przypomnicie sobie, że Bóg jest źródłem czystej energii i czystego ducha, nie będzie wam zbyt trudno uświadomić sobie, że jego fragmenty mogą być jednym i drugim. Faktem jest, że Dostrajacze przemierzają przestrzeń momentalnym, wszechświatowym obwodem grawitacyjnym Rajskiej Wyspy.

107:6.5 (1182.7) To, że Nieodgadnione Monitory są w ten sposób związane z materialnymi obwodami wszechświata wszechświatów, jest doprawdy intrygujące. Jednak faktem pozostaje, że mkną one przez cały wielki wszechświat po obwodach grawitacji materialnej. Jest zupełnie możliwe, że mogą nawet przenikać poziomy przestrzeni zewnętrznej; na pewno mogą lecieć w te regiony za istniejącą tam grawitacją Raju i chociaż moja klasa osobowości może przemierzać obwody umysłowe Wspólnego Aktywizatora również poza granice wielkiego wszechświata, nigdy nie możemy być pewni, czy nie wykryjemy obecności Dostrajaczy w niezbadanych rejonach przestrzeni zewnętrznej.

107:6.6 (1183.1) Chociaż Dostrajacze używają obwodów grawitacji materialnej, nie podlegają im tak, jak wytwory materialne. Dostrajacze są fragmentami tego, co poprzedza grawitację, nie są wynikiem grawitacji; są one rozczłonkowane na tym poziomie istnienia wszechświata, który hipotetycznie poprzedza pojawienie się grawitacji.

107:6.7 (1183.2) Dostrajacze Myśli nie odpoczywają, od kiedy obdarzają śmiertelnika aż do dnia ich zwolnienia, gdy lecą do Diviningtonu po naturalnej śmierci ich śmiertelnych podopiecznych. A te, których podopieczni nie przechodzą przez bramy naturalnej śmierci, nie mają nawet tego, tymczasowego wytchnienia. Dostrajacze Myśli nie muszą pobierać energii; one są energią, energią najwyższej i najbardziej boskiej klasy.

7. Dostrajacze a osobowość

107:7.1 (1183.3) Dostrajacze Myśli nie są osobowościami, są one jednak prawdziwymi bytami; są prawdziwie i doskonale zindywidualizowane, choć faktycznie nigdy nie zostają uosobione, gdy zamieszkują śmiertelników. Dostrajacze Myśli nie są prawdziwymi osobowościami; są prawdziwymi rzeczywistościami, najczystszej klasy rzeczywistościami pośród rzeczywistości znanych we wszechświecie wszechświatów – są Boską obecnością. O tych zdumiewających fragmentach Ojca mówi się często jak o istotach, chociaż są nieosobowe, a czasem, z punktu widzenia stadiów duchowych ich aktualnej posługi dla śmiertelników jako o bytach duchowych.

107:7.2 (1183.4) Skoro Dostrajacze Myśli nie są osobowościami, nie mają prerogatyw woli i możliwości wyboru, to jak mogą wybrać śmiertelnych podopiecznych i zechcieć zamieszkać te istoty ze światów ewolucyjnych? Jest to pytanie łatwe do postawienia, ale prawdopodobnie żadna istota we wszechświecie wszechświatów nigdy nie znalazła na nie zadowalającej odpowiedzi. Nawet moja klasa osobowości, Samotni Posłańcy, nie rozumie w pełni daru woli, wyboru i miłości w tych bytach, które nie są osobowe.

107:7.3 (1183.5) Często snujemy przypuszczenia, że Dostrajacze Myśli muszą posiadać wolę na wszystkich przedosobowych poziomach wyboru. Decydują się zamieszkać istotę ludzką, robią plany na wieczną, ludzką egzystencję, dostosowują je, modyfikują i zmieniają odpowiednio do okoliczności i takie działania świadczą o istnieniu autentycznej woli. Żywią uczucia dla śmiertelników, działają we wszechświatowych kryzysach, zawsze czekają, aby działać niezłomnie zgodnie z ludzką decyzją i wszystkie te reakcje są wysoce wolicjonalne. We wszystkich sytuacjach niedotyczących ludzkiej woli, wykazują one bezspornie ten rodzaj postępowania, który wskazuje na korzystanie z cech w każdym sensie odpowiadających woli, najwyższemu decydowaniu.

107:7.4 (1183.6) Dlaczego zatem, jeśli Dostrajacze Myśli posiadają wolę, podporządkowane są woli śmiertelnika? Wierzymy, że dzieje się tak dlatego, że chociaż wola Dostrajacza jest absolutna w naturze, jest ona przedosobowa w swych przejawach. Ludzka wola funkcjonuje na osobowościowym poziomie rzeczywistości wszechświatowej a w kosmosie to, co bezosobowe – nieosobowe, podosobowe i przedosobowe – zawsze reaguje na wolę i działanie istniejącej osobowości.

107:7.5 (1183.7) We wszechświecie istot stworzonych i nieosobowych energii nie dostrzegamy woli, wolicjonalności, wyboru i miłości, występujących w oderwaniu od osobowości. Za wyjątkiem Dostrajaczy i innych podobnych bytów, nie zauważamy takich atrybutów osobowości działających w powiązaniu z rzeczywistościami nieosobowymi. Nie byłoby właściwe określać Dostrajacza jako podosobowego, nie byłoby również właściwe mówić o takich bytach jako o superosobowych, jest jednak zupełnie dopuszczalne określać takie istoty przedosobowymi.

107:7.6 (1184.1) Nasza klasa istot uważa te fragmenty Bóstwa za Boskie dary. Wiemy, że Dostrajacze są Boskiego pochodzenia i że stanowią ewentualny dowód oraz unaocznienie możliwości bezpośredniej i nieograniczonej komunikacji, zastrzeżonej przez Ojca Wszechświatowego, z dowolną i ze wszystkimi istotami materialnymi na obszarze faktycznie nieskończonych domen; co działa zupełnie niezależnie od obecności Ojca w osobowościach jego Rajskich Synów, czy od jego posług pośrednich w osobowościach Nieskończonego Ducha.

107:7.7 (1184.2) Nie ma takich istot stworzonych, które nie gościłyby z radością Nieodgadnione Monitory, ale nie zamieszkują one żadnej klasy istot za wyjątkiem istot ewolucyjnych, obdarzonych wolą, których przeznaczeniem jest zostać finalistami.

107:7.8 (1184.3) [Przedstawione przez Samotnego Posłańca z Orvontonu].

Przekaz 108, Misja i służba Dostrajaczy Myśli

Księga Urantii

Przekaz 108

Misja i służba Dostrajaczy Myśli

108:0.1 (1185.1) MISJĄ Dostrajaczy Myśli, którą pełnią dla gatunku ludzkiego, jest reprezentowanie Ojca Wszechświatowego, bycie nim dla śmiertelnych istot czasu i przestrzeni; jest to zasadnicza działalność Boskich darów. Misja ich polega również na umoralnianiu śmiertelnych umysłów i na wynoszeniu nieśmiertelnych dusz ludzkich aż do Boskich wyżyn i duchowych poziomów rajskiej doskonałości. I w doświadczeniu takiego przekształcania ludzkiej natury istoty doczesnej w boską naturę wiecznego finalisty, Dostrajacze powołują do bytu unikalny rodzaj istot, istot składających się z wiecznej jedności doskonałego Dostrajacza i doprowadzonej do doskonałości istoty, czego nie można dokonać żadnym innym, wszechświatowym sposobem.

108:0.2 (1185.2) W całym wszechświecie nic nie może zastąpić doświadczenia na poziomach nieegzystencjalnych. Nieskończony Bóg jest, jak zawsze, zupełny i kompletny, nieskończenie obejmujący wszystkie rzeczy, za wyjątkiem zła i doświadczeń istoty stworzonej. Bóg nie może robić źle; jest nieomylny. Bóg nie może doświadczalnie poznać tego, czego nigdy nie doświadczył osobiście; znajomość przyszłości jest u Boga egzystencjalna. Duch Ojca zstępuje zatem z Raju, aby wziąć udział w każdym autentycznym doświadczeniu śmiertelnika, na jego życiowej drodze podczas wznoszenia się; jedynie tą metodą egzystencjalny Bóg może stać się prawdziwie i rzeczywiście empirycznym Ojcem człowieka. Nieskończoność wiecznego Boga zawiera potencjał skończonego doświadczenia, które prawdziwie się aktualizuje w służbie dostrajaczowych fragmentów, faktycznie współuczestniczących w zmiennych kolejach życia istot ludzkich.

1. Wybór i przydział

108:1.1 (1185.3) Kiedy Dostrajacze wysyłane są z Diviningtonu, aby służyć śmiertelnikom, są one identyczne w swoim nadaniu boskości egzystencjalnej, różnią się jednak we właściwościach empirycznych, odpowiednio do swych poprzednich kontaktów z istotami ewolucyjnymi. Nie potrafimy wyjaśnić zasad przydziału Dostrajacza, przypuszczamy jednak, że obdarzanie tymi Boskimi darami następuje zgodnie z pewnymi mądrymi i efektywnymi zasadami, dotyczącymi wiecznej możliwości przystosowania się do zamieszkiwanej osobowości. Zauważamy, że bardziej doświadczony Dostrajacz zamieszkuje często wyższy typ umysłu ludzkiego; ludzkie dziedzictwo musi być zatem ważnym czynnikiem branym pod uwagę w czasie selekcji i przydziału Dostrajaczy.

108:1.2 (1185.4) Chociaż nie jesteśmy tego pewni, mocno wierzymy, że wszystkie Dostrajacze Myśli są ochotnikami. Jednak zanim jeszcze się zgłoszą, mają już pełne dane odnośnie kandydata do zamieszkania. Seraficzny zarys pochodzenia i projektowane wzory postępowania w życiu transmitowane są poprzez Raj do rezerwowego korpusu Dostrajaczy na Diviningtonie, metodą odzwierciedlania, idącą do wewnątrz, od stolic wszechświatów lokalnych do zarządów superwszechświatów. Prognostyk taki obejmuje nie tylko czynniki dziedziczne kandydata-śmiertelnika, ale również ocenę prawdopodobnych zdolności intelektualnych i możliwości duchowych. Dostrajacze zgłaszają się zatem, aby zamieszkać w tych umysłach, z których intymnymi naturami dobrze się zapoznały.

108:1.3 (1186.1) Zgłaszający się Dostrajacz zainteresowany jest głównie trzema cechami ludzkiego kandydata:

108:1.4 (1186.2) 1. Cechy intelektualne. Czy umysł jest normalny? Jaki jest jego potencjał intelektualny, wydolność jego inteligencji? Czy jednostka taka może się rozwinąć w istotę prawdziwie obdarzoną wolą? Czy jest szansa funkcjonowania mądrości?

108:1.5 (1186.3) 2. Postrzeganie duchowe. Perspektywy ukształtowania się czczenia, narodziny i rozwój natury religijnej. Jaki jest potencjał duszy, prawdopodobieństwo nabycia wrażliwości duchowej?

108:1.6 (1186.4) 3. Połączone cechy intelektualne i duchowe. W jakim stopniu te dwa wyposażenia mogą ewentualnie być związane, połączone tak, aby wytworzyć siłę ludzkiego charakteru i przyczynić się do niezawodnego rozwoju nieśmiertelnej duszy, mogącej trwać wiecznie.

108:1.7 (1186.5) Wierzymy, że po otrzymaniu tych danych, Monitory ochoczo przystępują do wykonania swego zadania. Prawdopodobnie zgłasza się więcej niż jeden Dostrajacz; być może nadzorująca, uosobiona klasa wybiera z grupy Dostrajaczy-ochotników tego, który najlepiej nadaje się do uduchowiania i uwiecznienia osobowości śmiertelnika-kandydata. (Płeć istoty stworzonej nie jest rozważana podczas przydziału i służby Dostrajaczy).

108:1.8 (1186.6) Ten krótki okres, jaki upływa pomiędzy zgłoszeniem się a ekspediowaniem, Dostrajacz spędza przypuszczalnie w szkołach Uosobionych Monitorów Diviningtonu, gdzie się używa roboczego modelu umysłu oczekującego śmiertelnika w procesie nauczania przydzielonego mu Dostrajacza, dotyczącego najbardziej skutecznych planów podejścia do osobowości i uduchowiania umysłu. Taki model umysłu tworzy się na podstawie zestawiania danych, dostarczonych przez służbę odzwierciedlania superwszechświata. Przynajmniej tak my te sprawy rozumiemy a nabraliśmy takiego przekonania w wyniku gromadzenia informacji, zdobywanych w trakcie kontaktów z wieloma Uosobionymi Dostrajaczami, podczas długiej wszechświatowej działalności Samotnych Posłańców.

108:1.9 (1186.7) Gdy Dostrajacze wysłane zostaną z Diviningtonu, praktycznie nie ma upływu czasu pomiędzy tym momentem a ich godziną pojawienia się w umysłach wybranych przez nich podopiecznych. Średni czas przemieszczenia się Dostrajacza z Diviningtonu do Urantii wynosi 117 godzin, 42 minuty i 7 sekund. Prawie cały ten czas zajmuje rejestracja na Uversie.

2. Warunki wstępne zamieszkania przez Dostrajacza

108:2.1 (1186.8) Choć Dostrajacze zgłaszają się do swej służby jak tylko prognostyk osobowości zostanie przesłany do Diviningtonu, praktycznie nie zostają one przydzielone zanim ich ludzcy podopieczni nie poczynią swojej pierwszej, moralnej, osobistej decyzji. Pierwsza, moralna decyzja dziecka ludzkiego, wykazywana zostaje automatycznie w siódmym umyśle przybocznym i rejestrowana jest natychmiast, drogą Stwórczego Ducha wszechświata lokalnego, przez wszechświatowy obwód grawitacji umysłowej Wspólnego Aktywizatora, w obecności Ducha Nadrzędnego danego superwszechświata, który zaraz przekazuje tę informację do Diviningtonu. Do swych ludzkich podopiecznych na Urantii Dostrajacze docierają przeciętnie tuż przed ich szóstymi urodzinami. W obecnym pokoleniu w piątym roku, dziesiątym miesiącu i czwartym dniu; znaczy w 2.134 dniu ziemskiego życia.

108:2.2 (1187.1) Dostrajacze nie mogą wkroczyć do ludzkiego umysłu, zanim nie zostanie on odpowiednio do tego przygotowany przez służbę zamieszkujących go przybocznych umysłów-duchów oraz objęty obwodem Ducha Świętego. I trzeba koordynującego działania wszystkich siedmiu przybocznych, aby ludzki umysł kwalifikował się do przyjęcia Dostrajacza. Umysł istoty stworzonej musi wykazywać dążenie do czczenia i sygnalizować funkcjonowanie mądrości, musi wykazać zdolność wyboru pomiędzy wyłaniającymi się wartościami dobra i zła – wyboru moralnego.

108:2.3 (1187.2) Na takim etapie rozwoju umysły ludzkie gotowe są na przyjęcie Dostrajaczy, ale jest generalną zasadą, że nie pojawiają się one natychmiast, żeby zamieszkać takie umysły, za wyjątkiem tych światów, gdzie Duch Prawdy działa jako duchowy koordynator zróżnicowanych służb duchowych. Jeśli na świecie obecny jest duch Synów obdarzających, Dostrajacze przybywają natychmiast w tym momencie, gdy siódmy przyboczny umysł-duch zaczyna działać i sygnalizuje Matce Duchowi Wszechświata, że ma możliwość koordynacji sześciu związanych z nim przybocznych, uprzednio służących intelektowi śmiertelnika. Dlatego też na Urantii, od dnia Zesłania Ducha, wszystkie normalne umysły o statusie moralnym zostają obdarzone Boskimi Dostrajaczami.

108:2.4 (1187.3) Nawet kiedy umysł obdarzony jest Duchem Prawdy, Dostrajacze nie mogą arbitralnie wtargnąć do śmiertelnego intelektu przed pojawieniem się decyzji moralnej. Ale kiedy taka decyzja moralna zostanie poczyniona, duchowy pomocnik przejmuje swą jurysdykcję bezpośrednio z Diviningtonu. Nie ma pośredników, czy innych ingerujących czynników władzy, działających pomiędzy Boskimi Dostrajaczami a ich ludzkimi podopiecznymi; Bóg i człowiek zostają związani bezpośrednio.

108:2.5 (1187.4) Zanim Duch Prawdy zostanie wylany na mieszkańców świata ewolucyjnego, obdarzenie Dostrajaczami wydaje się być warunkowane wieloma wpływami duchowymi i postawami danej osobowości. Nie pojmujemy w pełni praw rządzących takimi obdarzeniami; nie rozumiemy dokładnie, co decyduje o nadaniu Dostrajaczy, które się zgłosiły, aby zamieszkać takie rozwijające się umysły. Widzimy jednak liczne wpływy i warunki, które wydają się być związane z przybyciem Dostrajaczy do takich umysłów, przed obdarzeniem Duchem Prawdy, a są one następujące:

108:2.6 (1187.5) 1. Przydział osobistych opiekunów seraficznych. Jeśli śmiertelnik nie był uprzednio zamieszkały przez Dostrajacza, przydział osobistego opiekuna natychmiast nadaje mu Dostrajacza. Istnieje pewien bardzo wyraźny, chociaż nieznany, związek pomiędzy służbą Dostrajaczy a służbą osobistych opiekunów seraficznych.

108:2.7 (1187.6) 2. Dotarcie do trzeciego okręgu osiągnięć intelektualnych i dokonań duchowych. Widziałem Dostrajacze, przybywające do umysłów śmiertelników po dotarciu do trzeciego okręgu, nawet zanim takie osiągnięcie mogło być zasygnalizowane osobowościom wszechświata lokalnego, które zajmują się tymi sprawami.

108:2.8 (1187.7) 3. Po dokonaniu istotnej decyzji o wyjątkowym znaczeniu duchowym. Określonemu, ludzkiemu postępowaniu podczas osobistego kryzysu planetarnego towarzyszy zazwyczaj natychmiastowe przybycie oczekującego Dostrajacza.

108:2.9 (1187.8) 4. Duch braterstwa. Niezależnie od osiągnięcia okręgów psychicznych i przydzielenia osobistych opiekunów, pod nieobecność czegokolwiek przypominającego kryzysową decyzję, kiedy rozwijający się śmiertelnik zostaje zdominowany przez miłość do swych współbraci i poświęca się bezinteresownej służbie dla swych braci w ciele, nieodmiennie zstępuje oczekujący Dostrajacz, aby zamieszkać umysł takiego, poświęcającego się śmiertelnika.

108:2.10 (1188.1) 5. Deklaracja intencji czynienia woli Boga. Zauważamy, że wielu śmiertelników na światach w przestrzeni wydaje się gotowych na przyjęcie Dostrajaczy a jednak Monitory się nie pojawiają. Przypatrujemy się takim istotom, jak żyją dzień za dniem i niebawem cicho, prawie nieświadomie, podejmują decyzję i zaczynają dążyć do czynienia woli Ojca w niebie. I wtedy widzimy natychmiastowe ekspediowanie Dostrajaczy Myśli.

108:2.11 (1188.2) 6. Wpływ Istoty Najwyższej. Zauważamy, że na tych światach, gdzie Dostrajacze nie zespalają się z rozwijającymi się duszami śmiertelnych mieszkańców, czasami Dostrajacze obdarzają sobą w odpowiedzi na wpływy, których zupełnie nie rozumiemy. Przypuszczamy, że o takich obdarzeniach decyduje pewna kosmiczna akcja zwierciadlana, powstającą w Istocie Najwyższej. Nie wiemy, dlaczego Dostrajacze nie mogą się zespalać, czy też, dlaczego nie zespalają się z pewnymi typami takich rozwijających się śmiertelników. Spraw tych nam nigdy nie objawiono.

3. Organizacja i administracja

108:3.1 (1188.3) Tak dalece, jak się orientujemy, Dostrajacze zorganizowane są jako niezależna, funkcjonalna jednostka we wszechświecie wszechświatów i zarządzane są najwyraźniej bezpośrednio z Diviningtonu. Są takie same we wszystkich siedmiu superwszechświatach, wszystkie wszechświaty lokalne obsługiwane są przez identyczne typy Nieodgadnionych Monitorów. Z obserwacji wiemy, że istnieją liczne serie Dostrajaczy, razem z ich organizacjami seryjnymi, które rozciągają się na rasy, systemy sprawiedliwości jak również na światy, systemy i wszechświaty. Jednak nadzwyczaj trudno jest prześledzić trasy tych Boskich darów, skoro działają na przemian w całym wielkim wszechświecie.

108:3.2 (1188.4) Dostrajacze rejestrowane są w pełni (poza Diviningtonem) jedynie w zarządach siedmiu superwszechświatów. Numer i klasa każdego Dostrajacza, zamieszkującego każdą wznoszącą się istotę, zgłaszane są przez władze Raju do zarządu superwszechświata a stamtąd przekazywane do zarządu odnośnego wszechświata lokalnego i retransmitowane do odpowiednich planet, których to dotyczy. Jednak zapisy wszechświata lokalnego nie wykazują pełnego numeru Dostrajacza Myśli; zapisy Nebadonu zawierają jedynie numer przydziału do wszechświata lokalnego, jak jest on określony przez przedstawicieli Pradawnych Czasu. Prawdziwe znaczenie całkowitego numeru Dostrajacza znane jest tylko na Diviningtonie.

108:3.3 (1188.5) Ludzcy podopieczni znani są często według numerów ich Dostrajaczy; śmiertelnicy nie dostają konkretnych imion wszechświatowych, zanim nie zespolą się z Dostrajaczem, który to związek sygnalizowany jest poprzez nadanie nowego imienia nowej istocie przez opiekuna przeznaczenia.

108:3.4 (1188.6) Choć w Orvontonie posiadamy rejestry Dostrajaczy Myśli i chociaż zupełnie nie mamy nad nimi władzy czy administracyjnego powiązania z nimi, mocno wierzymy, że istnieje bardzo bliski związek administracyjny pomiędzy indywidualnymi światami wszechświatów lokalnych a centralnym umiejscowieniem Boskich darów na Diviningtonie. Wiemy, że po pojawieniu się Rajskiego Syna obdarzającego, świat ewolucyjny dostaje Uosobionego Dostrajacza, przydzielonego w charakterze planetarnego szefa Dostrajaczy.

108:3.5 (1189.1) Jest ciekawostką wartą odnotowania, że inspektorzy wszechświata lokalnego, gdy dokonują przeglądu planety, zawsze zwracają się do planetarnego szefa Dostrajaczy Myśli, kiedy dają zalecenia szefom serafinów i przywódcom innych klas istot, przydzielonych do administracji rozwijającego się świata. Nie tak dawno Urantia miała taką, okresową inspekcję, przeprowadzoną przez Tabamantię, niezależnego kontrolera wszystkich planet życia eksperymentalnego we wszechświecie Nebadon. I z zapisów wynika, że w dodatku do upomnień i zarzutów, przedstawionych różnym szefom osobowości nadludzkich, wygłosił on następujące oświadczenie do szefa Dostrajaczy, niezależnie od tego, czy znajduje się na planecie, czy na Salvingtonie, czy na Uversie, czy też na Diviningtonie, powiedział jednak:

108:3.6 (1189.2) „Teraz do was, zwierzchników, stojących znacznie wyżej ode mnie, przybywam jako sprawujący tymczasową władzę nad serią planet eksperymentalnych; i przybywam, aby wyrazić podziw i głęboki szacunek dla tej wspaniałej grupy niebiańskich opiekunów, Nieodgadnionych Monitorów, którzy zaofiarowali się służyć na tej, odbiegającej od normy sferze. Nie zachwialiście się nigdy, nawet podczas najcięższego kryzysu. Ani w zapisach Nebadonu, ani przed komisjami Orvontonu nie wniesiono oskarżenia na Boskiego Dostrajacza. Zawsze z oddaniem pełnicie powierzone wam zadania; jesteście bosko wierni. Pomagaliście korygować błędy i kompensować wady u wszystkich tych, którzy pracowali na tej zdezorientowanej planecie. Jesteście wspaniałymi istotami, opiekunami dobra w duszach tej opóźnionej domeny. Składam wam hołd, nawet, jeśli pozornie jesteście pod moją jurysdykcją jako służba ochotnicza. Chylę się przed wami w pokornym uznaniu waszej znakomitej bezinteresowności, waszej wyrozumiałej służby i waszego bezstronnego poświęcenia. Zasługujecie na imię Boskich sług śmiertelnych mieszkańców tego, rozdartego walką, nawiedzonego smutkiem i dotkniętego chorobą świata. Odnoszę się do was z najwyższym szacunkiem! Nieomal was czczę”!

108:3.7 (1189.3) Dzięki nagromadzeniu wielu przekonywających danych, wierzymy, że Dostrajacze są dobrze zorganizowane, że istnieje bardzo inteligentna i efektywna administracja kierująca tymi Boskimi darami, działająca z pewnego, bardzo odległego i centralnego źródła, prawdopodobnie z Diviningtonu. Wiemy, że przybywają one na światy z Diviningtonu i bez wątpienia tam wracają po śmierci swych podopiecznych.

108:3.8 (1189.4) Niezwykle trudno jest odkryć mechanizmy administracyjne u wyższych klas duchowych. Moja klasa osobowości, kiedy zajmuje się pełnieniem specyficznych obowiązków, bez wątpienia podświadomie współdziała z licznymi innymi osobowymi i nieosobowymi grupami podbóstwowymi, które zgodnie funkcjonują jako koordynatorzy rozległego wszechświata. Podejrzewamy, że nasza służba jest taka a nie inna, ponieważ jesteśmy jedyną grupą istot uosobionych (oprócz Uosobionych Dostrajaczy), które są stale świadome obecności licznych klas bytów przedosobowych.

108:3.9 (1189.5) Zdajemy sobie sprawę z obecności Dostrajaczy, które są fragmentami przedosobowego Bóstwa Pierwszego Źródła i Centrum. Wyczuwamy obecność Natchnionych Duchów Trójcy, które są superosobowymi ekspresjami Rajskiej Trójcy. Tak samo niezawodnie wykrywamy duchową obecność pewnych, nie objawionych klas, pochodzących od Wiecznego Syna i Nieskończonego Ducha. Nie jesteśmy też zupełnie niewrażliwi na jeszcze inne byty, wam nie objawione.

108:3.10 (1190.1) Melchizedecy z Nebadonu nauczają, że Samotni Posłańcy są koordynatorami osobowości tych różnych wpływów, jak przejawiają się one w rozprzestrzeniającym się Bóstwie ewolucyjnej Istoty Najwyższej. Jest bardzo możliwe, że uczestniczymy w empirycznym jednoczeniu wielu niewyjaśnionych fenomenów czasu, jednak świadomie nie jesteśmy pewni takiego funkcjonowania.

4. Powiązania z innymi wpływami duchowymi

108:4.1 (1190.2) Dostrajacze, niezależnie od ich ewentualnej koordynacji z innymi fragmentami Bóstwa, są praktycznie samotne w swej domenie działania w śmiertelnym umyśle. Nieodgadnione Monitory wymownie świadczą o tym, że chociaż Ojciec mógł pozornie zrezygnować ze sprawowania całej, bezpośredniej, osobistej mocy i władzy na obszarze wielkiego wszechświata, pomimo tego aktu abnegacji na rzecz Najwyższych Stwórców, dzieci Rajskich Bóstw, Ojciec z pewnością zarezerwował dla siebie niepodważalne prawo obecności w umysłach i duszach rozwijających się istot przezeń stworzonych, tak dalece, że może działać w ten sposób, iż przyciąga wszelkie stworzone istoty ku sobie, w koordynacji z duchową grawitacją Rajskich Synów. Wasz Rajski Syn obdarzający, kiedy jeszcze był na Urantii, powiedział: „Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich”. Znamy i rozumiemy tę przyciągającą moc duchową Rajskich Synów i ich stwórczych towarzyszy, jednak nie rozumiemy tak dokładnie metod wszechmądrego Ojca, funkcjonującego poprzez Nieodgadnione Monitory i w nich, kiedy żyją i działają tak dzielnie w umyśle ludzkim.

108:4.2 (1190.3) Te tajemnicze obecności, podczas gdy nie są podporządkowane, skoordynowane czy wyraźnie związane z działalnością wszechświata wszechświatów, chociaż funkcjonują samodzielnie w umysłach dzieci ludzkich, nieustannie popychają istoty, w których mieszkają, ku boskim ideałom, zawsze wabiąc je ku górze, ku celom i dążeniom przyszłego i lepszego życia. Nieodgadnione Monitory pomagają nieustannie w ugruntowaniu duchowego panowania Michała na obszarze wszechświata Nebadonu, podczas gdy tajemniczo przyczyniają się do umocnienia władzy Pradawnych Czasu w Orvontonie. Dostrajacze są wolą Boga a ponieważ Najwyżsi Stwórcy – dzieci Boga – również osobiście ucieleśniają tę samą wolę, nieuniknione jest, że działalność Dostrajaczy i suwerenność władców wszechświata powinny być wzajemnie od siebie zależne. Obecność Ojca w Dostrajaczach i Ojcowska władza Michała z Nebadonu, choć pozornie nie związane ze sobą, muszą być różnymi przejawami tej samej boskości.

108:4.3 (1190.4) Dostrajacze Myśli wydają się przybywać i odchodzić zupełnie niezależnie od wszelkich innych obecności duchowych; wydają się funkcjonować zgodnie z prawami wszechświata całkowicie niezależnymi od tych praw, które kontrolują i rządzą funkcjonowaniem wszystkich innych wpływów duchowych. Jednak niezależnie od tej pozornej autonomii, w wyniku długotrwałych obserwacji można nabrać zupełnej pewności, że funkcjonują one w umyśle ludzkim w doskonałej synchronizacji i koordynacji ze wszystkimi innymi służbami duchowymi, z przybocznymi umysłami-duchami, Duchem Świętym, Duchem Prawdy i innymi wpływami.

108:4.4 (1190.5) Kiedy świat jest odosobniony na skutek buntu, kiedy planeta jest odcięta od wszelkiej zewnętrznej, objętej obwodem komunikacji, tak jak Urantia po przewrocie Caligastii, pozostaje tylko jedna możliwość bezpośredniej komunikacji międzyplanetarnej lub wszechświatowej, oprócz osobowych posłańców, a dzieje się to dzięki łączności Dostrajaczy danej sfery. Nie ma znaczenia, co się dzieje na świecie czy we wszechświecie, Dostrajaczy bezpośrednio to nie dotyczy. Izolacja planety nie wpływa w żadnym stopniu na Dostrajacze i ich możliwości komunikowania się z jakąkolwiek częścią wszechświata lokalnego, superwszechświata czy wszechświata centralnego. I z tej właśnie przyczyny, kontakty z najwyższymi i samodzielnymi Dostrajaczami, pracującymi dla rezerwowego korpusu przeznaczenia, tak często mają miejsce na światach poddanych kwarantannie. Uciekanie się do takiej metody jest sposobem obejścia przeszkód izolacji planetarnej. W ostatnich latach działa na Urantii obwód archanielski, ale te środki komunikacji są w znacznej mierze ograniczone do samego tylko korpusu archaniołów.

108:4.5 (1191.1) Jesteśmy świadomi wielu fenomenów duchowych w rozległym wszechświecie, których nie potrafimy w pełni zrozumieć. Nie panujemy nad wszystkim tym, co się dzieje wokół nas; wierzę natomiast, że wiele takich niepoznawalnych funkcji wykonują Posłańcy Grawitacji i pewne typy Nieodgadnionych Monitorów. Nie wierzę, że Dostrajacze poświęcają się wyłącznie przeobrażaniu śmiertelnych umysłów. Jestem przekonany, że Uosobione Monitory i inne klasy nie objawionych, przedosobowych duchów, są wyrazem bezpośredniego i niewyjaśnionego kontaktu Ojca Wszechświatowego z istotami z różnych domen.

5. Misja Dostrajacza

108:5.1 (1191.2) Dostrajacze podejmują się trudnego zadania, kiedy zgłaszają się aby zamieszkać tak złożone istoty, jakie żyją na Urantii. Jednak decydują się one przebywać w waszych umysłach, odbierać tutaj napomnienia inteligentnych istot duchowych danej domeny, a potem przedyktować lub przetłumaczyć te duchowe wiadomości materialnemu umysłowi; Dostrajacze są niezbędne w procesie wznoszenia się do Raju.

108:5.2 (1191.3) To, czego Dostrajacz Myśli nie może zastosować w waszym obecnym życiu, to te prawdy, których nie może on prawidłowo przekazać człowiekowi z nim zaręczonemu; będzie je pieczołowicie zachowywał do użytku w następnym stadium egzystencji, tak jak teraz przenosi z kręgu do kręgu te rzeczy, których nie mógł wpisać w doświadczenie ludzkiego podopiecznego, ze względu na niezdolność istoty stworzonej do ich przyjęcia, czy też z powodu braku właściwego stopnia współpracy.

108:5.3 (1191.4) Jednej rzeczy możecie być pewni: Dostrajacze nigdy nie gubią niczego, co zostało powierzone ich opiece; nigdy nie słyszeliśmy o zaniedbaniu ze strony tych duchowych pomocników. Aniołowie i inne typy istot duchowych, nie wykluczając Synów wszechświata lokalnego, mogą czasami zaakceptować zło, mogą czasami zejść z boskiej drogi, ale Dostrajacz nie zachwieje się nigdy. Dostrajacze są absolutnie niezawodne a odnosi się to do ich wszystkich siedmiu grup.

108:5.4 (1191.5) Twój Dostrajacz jest potencjałem twojego nowego i kolejnego porządku bytu, zaliczkowym obdarzeniem twego wiecznego synostwa z Bogiem. Dzięki i poprzez zezwolenie twojej woli, Dostrajacz może podporządkować dążenia materialnego umysłu istoty stworzonej przekształcającym działaniom motywacji i celów wyłaniającej się, morontialnej duszy.

108:5.5 (1191.6) Nieodgadnione Monitory nie są pomocnikami myśli, są dostrajaczami myśli. Pracują z materialnym umysłem, aby tworzyć, poprzez dostrojenie i uduchowienie, nowy umysł dla nowych światów i dla nowej nazwy waszej przyszłej działalności. Ich misja dotyczy głównie przyszłego a nie tego życia. Zwane są niebiańskimi pomocnikami a nie ziemskimi pomocnikami. Nie są zainteresowane w ułatwianiu życia śmiertelnikowi; troszczą się raczej o to, aby uczynić wasze życie rozsądnie trudnym i wyboistym, aby tym samym stymulować i pomnażać decyzje. Obecność wielkiego Dostrajacza Myśli nie ułatwia życia i nie zwalnia od intensywnego myślenia, ale taki Boski dar powinien przynosić wzniosły pokój umysłowi i znakomite wyciszenie ducha.

108:5.6 (1192.1) Wasze przejściowe i wciąż zmienne uczucia radości i smutku, są w zasadzie czysto ludzkimi i materialnymi reakcjami na wasz wewnętrzny nastrój psychiczny i na wasze zewnętrzne otoczenie materialne. Nie zwracajcie się zatem do Dostrajacza o samolubne pociechy i ludzkie wygody. Zadaniem Dostrajacza jest przygotować was do wiecznej przygody, zapewnić wasze życie wieczne. Misja Nieodgadnionego Monitora nie polega na łagodzeniu waszych wzburzonych uczuć czy na służeniu waszej urażonej dumie; misją tą jest przygotowanie waszej duszy do długiego wznoszenia się i to właśnie przykuwa uwagę Dostrajacza oraz zajmuje jego czas.

108:5.7 (1192.2) Nie jestem pewien, czy potrafię wam wytłumaczyć, co Dostrajacze robią w waszych umysłach i dla waszych dusz. Nie wiem, czy zdaję sobie w pełni sprawę z tego, co naprawdę się dzieje w kosmicznym związku Boskiego Monitora z ludzkim umysłem. Jest to również w pewnym sensie tajemnicą dla nas, nie plan i cel, ale faktyczny sposób jego realizacji. Dlatego właśnie mamy takie trudności w odpowiednim nazwaniu tych niebiańskich darów dla śmiertelnych ludzi.

108:5.8 (1192.3) Dostrajacze Myśli chciałyby zmienić wasze uczucia strachu w pewność miłości i zaufanie; ale nie mogą tego zrobić arbitralnie i mechanicznie – to jest wasze zadanie. Podczas wprowadzania w życie decyzji, które was wyzwalają z więzów strachu, wy literalnie dostarczacie tego psychicznego punktu podparcia, do którego Dostrajacz może następnie przyłożyć duchową dźwignię oświecenia, podnoszącego was i posuwającego was naprzód.

108:5.9 (1192.4) Kiedy przychodzi do ostrych i wyraźnie zarysowanych konfliktów pomiędzy wyższymi a niższymi tendencjami gatunku, pomiędzy tym, co naprawdę jest dobre czy złe (nie tylko tym, co możecie nazywać dobrym i złym), możecie być spokojni, że Dostrajacz zawsze będzie brał udział w takich doświadczeniach w pewien konkretny i czynny sposób. To, że takie działania Dostrajacza mogą być nieświadome dla ludzkiego partnera, nie umniejsza w niczym ich wartości i rzeczywistości.

108:5.10 (1192.5) Jeśli macie osobistego opiekuna przeznaczenia a nie uda się wam przeżyć śmierci, ten anioł stróż musi poddać się osądowi, aby się rozliczyć z dokładnego wykonania powierzonego mu zadania. Jednak Dostrajacze Myśli nie są poddawane takiej kontroli, jeśli ich podopiecznym nie uda się przeżyć śmierci. Wszyscy wiemy, że podczas gdy anioł może ewentualnie być niedoskonały w swej służbie, Dostrajacze Myśli działają zgodnie z metodami rajskiej perfekcji; ich służbę charakteryzują bezbłędne metody działania, nie podlegające krytyce ze strony jakiejkolwiek istoty nie mieszkającej na Diviningtonie. Macie doskonałych przewodników, zatem doskonały cel na pewno jest osiągalny.

6. Bóg w człowieku

108:6.1 (1192.6) Jest to doprawdy fenomen Boskiej łaskawości, że podniosłe i doskonałe Dostrajacze ofiarują się przebywać w umysłach istot materialnych, takich jak śmiertelnicy z Urantii, aby prawdziwie dokonać próbnego zjednoczenia z istotami ziemskimi, pochodzącymi od zwierząt.

108:6.2 (1193.1) Po obdarzeniu świata, dokonanym przez Boskiego Syna i po obdarzeniu wszystkich ludzi Duchem Prawdy, bez względu na uprzedni status zamieszkałego świata, przybywają Dostrajacze, aby zamieszkać w umysłach wszystkich normalnych, obdarzonych wolą istot. Gdy Rajscy Synowie obdarzający zakończą swą misję, Monitory takie stają się prawdziwie „królestwem nieba w was”. Przez obdarzenie Boskimi darami Ojciec zbliża się najbardziej jak tylko można do grzechu i zła, gdyż jest literalną prawdą, że Dostrajacz musi współistnieć ze śmiertelnym umysłem nawet pośrodku ludzkiej nieprawości. Zamieszkujące was Dostrajacze szczególnie dręczą te myśli, które są czysto nikczemne i samolubne; Dostrajacze martwią się lekceważeniem tego, co piękne i boskie a ich praca jest praktycznie udaremniona wieloma niemądrymi, zwierzęcymi lękami i dziecinnymi obawami człowieka.

108:6.3 (1193.2) Nieodgadnione Monitory są niewątpliwie darem Ojca Wszechświatowego, odzwierciedleniem obrazu Boga we wszechświecie. Wielki nauczyciel napominał kiedyś ludzi, że powinni duchowo odnowić swe myśli, stać się nowymi ludźmi, którzy podobnie jak Bóg są stworzeni w prawości i pełni prawdy. Dostrajacz jest oznaką boskości, obecnością Boga. Określenie „obraz Boga” nie odnosi się ani do fizycznego podobieństwa, ani do wąskich limitów uzdolnień istoty materialnej, ale raczej do daru duchowej obecności Ojca Wszechświatowego, do niebiańskiego obdarzenia Dostrajaczami Myśli niepozornych istot wszechświatowych.

108:6.4 (1193.3) Dostrajacz jest obfitym źródłem duchowych sukcesów i nadzieją na wasz boski charakter. Jest upoważnieniem, przywilejem i szansą wiecznego życia, co tak dokładnie i na zawsze oddziela was od stworzeń czysto zwierzęcych. Jest wyższą i prawdziwie wewnętrzną, duchową motywacją do myślenia, w przeciwieństwie do motywacji zewnętrznej i fizycznej, docierającej do umysłu dzięki nerwowo-energetycznemu mechanizmowi materialnego ciała.

108:6.5 (1193.4) Ci sumienni opiekunowie przyszłej egzystencji nieodmiennie powielają jako duchową kopię każdy wytwór psychiki; tym samym powoli i pewnie odtwarzają was takimi, jakimi naprawdę jesteście (tylko duchowo) do zmartwychwstania na światach wiecznego życia. I wszystkie te znakomite odtworzenia duchowe zachowane są w wyłaniającej się rzeczywistości, w waszej rozwijającej się i nieśmiertelnej duszy, w waszej morontialnej jaźni. Rzeczywistości te istnieją tam już teraz, mimo to Dostrajacz rzadko może wyeksponować te skopiowane dzieła w takim stopniu, żeby wystawić je na światło świadomości.

108:6.6 (1193.5) Tak jak wy jesteście ludzkimi rodzicami, tak Dostrajacz jest Boskim rodzicem was rzeczywistych, waszej wyższej i rozwijającej się jaźni, waszej lepszej jaźni, morontialnej i przyszłej duchowej. To właśnie tę rozwijającą się, morontialną duszę zauważają sędziowie i cenzorzy, kiedy zarządzają o waszym wiecznym życiu i zatwierdzają was do wyższych, nowych światów oraz egzystencji bez końca, w wiecznej łączności z waszym wiernym partnerem – Bogiem, z Dostrajaczem.

108:6.7 (1193.6) Dostrajacze są wiecznymi protoplastami, Boskimi pierwowzorami, waszych rozwijających się, nieśmiertelnych dusz; są one tym nieustannie działającym bodźcem, który popycha człowieka ku próbom opanowania materialnej, doczesnej egzystencji z punktu widzenia duchowej, przyszłej działalności. Monitory są więźniami nieśmiertelnej nadziei, źródłami wiecznotrwałego postępu. I jak bardzo ich cieszy porozumiewanie się z ich podopiecznymi, bardziej czy mniej bezpośrednimi kanałami! Jak bardzo się cieszą, kiedy mogą sporządzić i przesłać, z pomocą symboli i innych pośrednich metod, swoje orędzie prosto do intelektów swych ludzkich partnerów!

108:6.8 (1194.1) Wy, ludzie, wkroczyliście w krąg wciąż poszerzającej się i prawie nieskończonej panoramy, nieograniczonej ekspansji nigdy nie kończących się, wciąż poszerzających się sfer możliwości radosnej służby, niezrównanej przygody, wysublimowanej niepewności i niezmierzonych sukcesów. Kiedy nad waszymi głowami zbierają się chmury, dzięki wierze powinniście dostrzec obecność zamieszkującego was Dostrajacza i tym samym zobaczyć, przez mgłę ludzkiej niepewności, jasno świecące słońce wiecznej prawości, przyzywające was z wyżyn światów-mieszkań Satanii.

108:6.9 (1194.2) [Przedstawione przez Samotnego Posłańca z Orvontonu].

Przekaz 109, Związki między Dostrajaczami a istotami wszechświatowymi

Księga Urantii

Przekaz 109

Związki między Dostrajaczami a istotami wszechświatowymi

109:0.1 (1195.1) DOSTRAJACZE Myśli są dziećmi wszechświatowego rozwoju a dziewicze Dostrajacze doprawdy muszą nabierać doświadczenia w trakcie kształtowania się i rozwoju istot śmiertelnych. Kiedy rozwija się osobowość dziecka ludzkiego, przygotowując się do trudności ewolucyjnej egzystencji, Dostrajacz również kształtuje się intensywnie, przygotowując się do kolejnego stadium życia na drodze wznoszenia się. Kiedy dziecko nabiera wszechstronności w dostosowaniu się do swoich dorosłych zajęć poprzez życie towarzyskie i zabawy wczesnego dzieciństwa, tak samo zamieszkujący człowieka Dostrajacz nabiera umiejętności potrzebnych w następnym stadium kosmicznego bytu, wstępnie planując oraz próbując w stadium śmiertelnika tych działań, które wiążą się z bytem morontialnym. Ludzkie życie stanowi okres praktyki, który wydajnie wykorzystuje Dostrajacz, czyniąc przygotowania do większych obowiązków i poszerzonych możliwości przyszłego życia. Jednak wysiłki Dostrajacza, których dokonuje, gdy żyje w was, nie dotyczą specjalnie spraw życia doczesnego i bytu planetarnego. Dzisiaj Dostrajacze Myśli wypróbowują niejako rzeczywistości wszechświatowej egzystencji w rozwijających się umysłach istot ludzkich.

1. Rozwój Dostrajaczy

109:1.1 (1195.2) Musi istnieć wszechstronny i rozbudowany program szkolenia i rozwoju dziewiczych Dostrajaczy, zanim zostaną one wysłane z Diviningtonu, ale doprawdy bardzo mało o nim wiemy. Istnieje też bez wątpienia rozległy system dodatkowego szkolenia Dostrajaczy, które mają doświadczenie zdobyte w czasie zamieszkiwania istoty stworzonej, zanim rozpoczną swą nową misję w procesie wznoszenia się śmiertelnika, ale znowu nic praktycznie o tym nie wiemy.

109:1.2 (1195.3) Uosobieni Dostrajacze mówili mi, że za każdym razem, kiedy zamieszkały przez Monitora śmiertelnik nie zdoła przetrwać śmierci, kiedy Dostrajacz wraca do Diviningtonu, przechodzi tam długie szkolenie. To dodatkowe szkolenie możliwe jest dzięki doświadczeniu, zdobytemu w czasie zamieszkiwania istoty ludzkiej i zawsze jest przeprowadzane zanim Dostrajacz na nowo zostanie uwięziony na ewolucyjnych światach czasu.

109:1.3 (1195.4) Autentyczne doświadczenie życiowe nie posiada kosmicznego substytutu. Perfekcja boskości nowo ukształtowanych Dostrajaczy Myśli w żadnym stopniu nie przydaje tym Nieodgadnionym Monitorom praktycznych zdolności opiekuńczych. Doświadczenie jest nieodłączne egzystencji życiowej; jest jedyną rzeczą, od której nie może was zwolnić żadna miara boskiego wyposażenia, od konieczności przeżywania aktualnego życia. Dlatego też Dostrajacze Myśli, razem ze wszystkimi istotami żyjącymi i funkcjonującymi w obrębie obecnej domeny Najwyższego, muszą zdobywać doświadczenie; muszą rozwijać się od grup niższych, niedoświadczonych, do wyższych i bardziej doświadczonych.

109:1.4 (1196.1) Dostrajacze przechodzą określony rozwój w śmiertelnym umyśle; nabierają rzeczywistości osiągnięć, która pozostaje ich własnością na wieczność. Swoje umiejętności i zdolności Dostrajacze zdobywają progresywnie, w rezultacie różnorodnych kontaktów z rasami materialnymi, niezależnie od tego, czy ich śmiertelni podopieczni przeżywają śmierć. Są także równorzędnymi partnerami ludzkiego umysłu, gdy pomagają w rozwoju nieśmiertelnej duszy mogącej żyć wiecznie.

109:1.5 (1196.2) Pierwsze stadium swego rozwoju Dostrajacz osiąga w trakcie zespolenia się z duszą istoty śmiertelnej, która przeżyła śmierć. Tym samym, podczas gdy w swej naturze rozwijacie się do wewnątrz i w górę, od człowieka do Boga, Dostrajacze w swej naturze rozwijają się na zewnątrz i w dół, od Boga do człowieka; a końcowy produkt tego zjednoczenia boskości i człowieczeństwa będzie na wieczność synem człowieczym i synem Bożym.

2. Samodzielne Dostrajacze

109:2.1 (1196.3) Byliście poinformowani o klasyfikacji Dostrajaczy, gdy idzie o doświadczenie – dziewicze, zaawansowane i najwyższe. Powinniście także zapoznać się z pewną klasyfikacją funkcjonalną – z klasą samodzielnych Dostrajaczy. Samodzielny Dostrajacz to taki, który:

109:2.2 (1196.4) 1. Zdobył pewne doświadczenie potrzebne do kształtowania życia istoty obdarzonej wolą, czy to jako tymczasowy mieszkaniec świata tego typu, gdzie Dostrajacze są tylko pożyczane śmiertelnym podopiecznym, czy to na planecie rzeczywistego zespalania się, gdy człowiek nie przetrwał śmierci. Taki Monitor jest albo zaawansowanym, albo najwyższym Dostrajaczem.

109:2.3 (1196.5) 2. Uzyskał równowagę mocy duchowej w takim człowieku, który przeszedł trzeci okrąg psychiczny i otrzymał przydział osobistego opiekuna seraficznego.

109:2.4 (1196.6) 3. Ma takiego podopiecznego, który poczynił najwyższą decyzję, wkroczył w stadium uroczystych i szczerych zaręczyn z Dostrajaczem. Dostrajacz oczekuje czasu praktycznego zespolenia i traktuje zjednoczenie jako faktycznie zaistniałe.

109:2.5 (1196.7) 4. Ma podopiecznego, który został zamustrowany do jednego z rezerwowych korpusów przeznaczenia na ewolucyjnym świecie wznoszących się śmiertelników.

109:2.6 (1196.8) 5. W pewnych okresach, w czasie snu człowieka, jest tymczasowo odłączany od ludzkiego umysłu, w którym jest uwięziony, aby dokonać pewnych czynności w zakresie łączności, kontaktu, ponownej rejestracji czy innej pozaludzkiej służby, związanej z administracją duchową świata, do którego został przydzielony.

109:2.7 (1196.9) 6. Służył w okresie kryzysu w życiu pewnej istoty ludzkiej, która była materialnym dopełnieniem tej osobowości duchowej, której powierzono realizację pewnych kosmicznych zadań istotnych w duchowej organizacji planety.

109:2.8 (1196.10) Samodzielne Dostrajacze wydają się posiadać znaczny stopień wolnej woli we wszystkich sprawach nie dotyczących osobowości ludzkich bezpośrednio przez nie zamieszkiwanych, jak to widać na przykładzie ich licznych osiągnięć zarówno dla podopiecznych, śmiertelników, do których zostali przydzieleni, jak i niezależnie od nich. Takie Dostrajacze biorą udział w licznych działaniach dla danej domeny, ale najczęściej funkcjonują jako niezauważeni mieszkańcy ziemskich tabernakulów, przez nich wybranych.

109:2.9 (1196.11) Bez wątpienia te wyższe i bardziej doświadczone typy Dostrajaczy mogą się komunikować z Dostrajaczami z innych domen. Jednak, gdy samodzielne Dostrajacze komunikują się w ten sposób ze sobą, czynią to tylko na poziomie ich pracy obopólnej oraz w celu zachowania danych swych podopiecznych potrzebnych w ich służbie, w domenie, gdzie przebywają, chociaż czasami znane są z tego, że działają w sprawach międzyplanetarnych w czasie kryzysu.

109:2.10 (1197.1) Najwyższe i samodzielne Dostrajacze mogą opuszczać ciało ludzkie kiedy zechcą. Ci mieszkańcy nie są organiczną czy też biologiczną częścią życia śmiertelnika; są Boskimi dodatkami nałożonymi na to życie. Zostały one uwzględnione w pierwotnych planach życia, ale nie są konieczne do materialnej egzystencji. Tym niemniej należy zaznaczyć, że opuszczają one swe śmiertelne tabernakulum bardzo rzadko, nawet tymczasowo, po tym jak raz w nim zamieszkały.

109:2.11 (1197.2) Te Dostrajacze, zaawansowanego działania, wypełniły powierzone im zadanie i oczekują tylko rozpadu materialnego nośnika życia albo transponowania nieśmiertelnej duszy.

3. Związek Dostrajaczy z różnymi rodzajami śmiertelników

109:3.1 (1197.3) Szczegóły działalności Nieodgadnionych Monitorów są różnorodne, w zależności od natury ich przydziałów – czy są Dostrajaczami łączności czy zespolenia. Niektóre Dostrajacze są tylko pożyczone na życie doczesne ich podopiecznych; inne są nadawane jako kandydaci do nabycia osobowości, z zezwoleniem na wieczne zespolenie, jeśli ich podopieczni przetrwają śmierć. Istnieje też pewne zróżnicowanie ich pracy, w zależności od różnych rodzajów istot planetarnych, jak również od różnych systemów i wszechświatów. Ale generalnie ich praca jest nadzwyczaj jednorodna, bardziej niż obowiązki jakiejkolwiek innej klasy niebiańskich istot stworzonych.

109:3.2 (1197.4) Na pewnych prymitywnych światach (grupa z serii pierwszej) Dostrajacz zamieszkuje umysł istoty w celu szkolenia empirycznego, głównie dla samokształcenia i progresywnego rozwoju. Dziewicze Dostrajacze posyłane są zazwyczaj na takie światy we wcześniejszych epokach, kiedy człowiek prymitywny wchodzi w dolinę decyzji, ale kiedy względnie niewielu ludzi decyduje się wznieść na wyżyny moralne, poza wzgórzami panowania nad sobą i przyswajania charakteru, aby osiągnąć wyższe poziomy wyłaniającej się duchowości. (Jednak wielu z tych, którzy nie zespolą się z Dostrajaczem, przeżyje śmierć jako wznoszące się istoty, zespolone z Duchem). Dostrajacze przechodzą wartościowe szkolenie i nabierają wspaniałego doświadczenia w przejściowym związku z prymitywnymi umysłami, a później wykorzystują to doświadczenie na pożytek wyższych istot na innych światach. Nic, co jest warte wiecznego trwania w całym rozległym wszechświecie, nigdy nie zostanie stracone.

109:3.3 (1197.5) Na innym typie światów (grupa z serii drugiej) Dostrajacze są tylko pożyczane istotom śmiertelnym. Przez takie zamieszkanie Monitory nigdy nie mogą osiągnąć zespolenia z osobowością, ale bardzo pomagają swym ludzkim podopiecznym podczas ich śmiertelnego życia, znacznie bardziej niż mogą pomóc śmiertelnikom Urantii. Dostrajacze są tutaj pożyczane istotom śmiertelnym na okres trwania jednego życia i służą za wzór dla wyższych, duchowych osiągnięć, są tymczasowymi pomocnikami w intrygującym zadaniu doskonalenia charakteru, który ma trwać wiecznie. Dostrajacze nie wracają do tych istot po ich naturalnej śmierci; ci śmiertelnicy zyskują życie wieczne przez zespolenie z Duchem.

109:3.4 (1197.6) Na światach takich jak Urantia (grupa z serii trzeciej) następują prawdziwe zaręczyny z Boskimi darami, zobowiązanie na śmierć i życie. Jeśli przeżyjecie śmierć, zjednoczenie to będzie wieczne, wiecznotrwałe zespolenie; z człowieka i Dostrajacza powstanie jedna istota.

109:3.5 (1197.7) Na tej serii światów, gdzie żyją śmiertelnicy z mózgiem trójdzielnym, Dostrajacze potrafią nawiązać lepszy kontakt ze swymi podopiecznymi za życia doczesnego niż u typów z mózgiem jednodzielnym czy dwudzielnym. Jednak w tej działalności, która następuje po śmierci, gatunek z mózgiem trójdzielnym postępuje dokładnie tak samo, jak gatunki z mózgiem jednodzielnym i ludzie z mózgiem dwudzielnym – rasy Urantii.

109:3.6 (1198.1) Gdy świat zamieszkały przez ludzi z mózgiem dwudzielnym odwiedzi Rajski Syn obdarzający, dziewicze Dostrajacze rzadko są przydzielane mieszkańcom tego świata, posiadającym niekwestionowane możliwości życia wiecznego. W naszym przekonaniu, na takich światach praktycznie wszystkie Dostrajacze zamieszkujące inteligentnych mężczyzn i kobiety z możliwościami życia wiecznego należą do typu zaawansowanego lub najwyższego.

109:3.7 (1198.2) Wśród wczesnych ras ewolucyjnych Urantii istniały trzy grupy istot. Byli tacy, którzy będąc zbyt animalistyczni, w ogóle nie mogli mieć Dostrajaczy. Byli tacy, którzy mieli niekwestionowane warunki posiadania Dostrajaczy i natychmiast je otrzymali, kiedy tylko osiągnęli wiek moralnej odpowiedzialności. Była też trzecia klasa, zajmująca pozycję graniczną między tymi dwoma; spełniali warunki przyjęcia Dostrajaczy, ale Monitory mogły zamieszkać ich umysł tylko na osobistą prośbę takiej jednostki.

109:3.8 (1198.3) Jednak u tych istot, które praktycznie nie klasyfikowały się do życia wiecznego na skutek braku odpowiednich czynników dziedzicznych, dlatego, że miały nieodpowiednich i podrzędnych przodków, wiele dziewiczych Dostrajaczy miało wartościowe, wstępne doświadczenie kontaktu z ewolucyjnym umysłem i w ten sposób Dostrajacze stawały się lepiej przygotowane do kolejnego przydziału, w wyższym typie umysłu, na jakimś innym świecie.

4. Dostrajacze a osobowość ludzka

109:4.1 (1198.4) Wyższe formy inteligentnej komunikacji pomiędzy istotami ludzkimi są w znacznym stopniu ułatwiane przez zamieszkujące ludzi Dostrajacze. Zwierzęta mają uczucia przyjaźni, ale nie przekazują sobie nawzajem idei; mogą wyrażać emocje, jednak nie idee czy ideały. Tak samo pochodzący od zwierząt ludzie nie mogą przeżywać wyższego typu intelektualnego obcowania czy duchowej komunii ze swymi współbraćmi, zanim Dostrajacze Myśli nie zostaną im nadane, aczkolwiek, kiedy takie istoty ewolucyjne wykształcą mowę, są na dobrej drodze do otrzymania Dostrajaczy.

109:4.2 (1198.5) Zwierzęta mogą komunikować się jedno z drugim w prymitywny sposób, ale w takim prymitywnym kontakcie mało jest, lub nie ma wcale, osobowości. Dostrajacze nie są osobowościami; są istotami przedosobowymi. Przybywają jednak ze źródła osobowości a ich obecność ożywia jakościowe przemiany ludzkiej osobowości; odnosi się to zwłaszcza do tego przypadku, kiedy Dostrajacz miał wcześniejsze doświadczenie.

109:4.3 (1198.6) Rodzaj Dostrajacza ma dużo wspólnego z potencjałem ekspresji osobowości ludzkiej. Przez całe epoki wielu wielkich przywódców intelektualnych i duchowych Urantii wywierało wpływ głównie ze względu na wyższość i uprzednie doświadczenie zamieszkujących ich Dostrajaczy.

109:4.4 (1198.7) Zamieszkujące człowieka Dostrajacze współpracowały w niemałej mierze z innymi wpływami duchowymi, przekształcając i humanizując potomków ludzi prymitywnych w dawnych czasach. Gdyby Dostrajacze, zamieszkujące umysły mieszkańców Urantii, zostały odwołane, świat wróciłby powoli do wielu poczynań i zwyczajów ludzkich z czasów prymitywnych; Boskie Monitory są jednym z ważnych potencjałów idącej naprzód cywilizacji.

109:4.5 (1198.8) Obserwowałem Dostrajacza Myśli, zamieszkującego umysł ludzki na Urantii, który zgodnie z zapisami Uversy zamieszkiwał już piętnaście umysłów w Orvontonie. Nie wiemy, czy ten Monitor miał podobne doświadczenia w innych superwszechświatach, ale ja myślę, że raczej miał. Jest to zdumiewający Dostrajacz i jedna z najbardziej sprawnych i potężnych sił na Urantii w obecnej epoce. To, co inni stracili, dlatego, że nie chcieli żyć wiecznie, ta istota ludzka (i cały wasz świat) zyskała teraz. Temu, który nie ma cech potrzebnych do wiecznego życia, powinno się zabrać nawet tak doświadczonego Dostrajacza, jeśli go posiada, podczas gdy temu, który ma widoki na wieczność, powinno się dać nawet niedoświadczonego Dostrajacza od gnuśnego odstępcy.

109:4.6 (1199.1) W pewnym sensie i do pewnego stopnia Dostrajacze mogą powodować twórczą wymianę wśród ludzi na planecie, w domenach prawdy, piękna i dobroci. Rzadko jednak mogą dwa razy zamieszkać na tej samej planecie; na Urantii nie służy żaden Dostrajacz, który przebywałby uprzednio na tym świecie. Wiem, o czym mówię, ponieważ w archiwach Uversy mamy ich numery i rejestry.

5. Materialne przeszkody uniemożliwiające zamieszkanie Dostrajacza

109:5.1 (1199.2) Najwyższe i samodzielne Dostrajacze potrafią często wnieść w ludzki umysł elementy o wartości duchowej, kiedy umysł płynie wyzwolonymi, ale kontrolowanymi kanałami twórczej wyobraźni. W takich momentach, a czasem podczas snu, Dostrajacz potrafi powstrzymać potoki myślowe, oprzeć się ich strumieniowi a potem odwrócić korowód idei; i wszystko to robi w tym celu, aby dokonać głębokiej transformacji duchowej w wyższych zakamarkach nadświadomości. Tym samym siły i energie umysłu lepiej się dostrajają do klucza tonów duchowego poziomu teraźniejszości i przyszłości.

109:5.2 (1199.3) Czasem możliwa jest iluminacja umysłu, usłyszenie Boskiego głosu, który cały czas mówi w was, tak, że możecie być choć częściowo świadomi mądrości, prawdy, dobroci i piękna tej potencjalnej osobowości, która was stale zamieszkuje.

109:5.3 (1199.4) Jednak niestabilne i gwałtownie zmienne nastroje waszego umysłu udaremniają plany i zakłócają pracę Dostrajaczy. Ich praca nie tylko koliduje z wrodzoną naturą ras śmiertelnych, ale działalność ta jest również znacznie opóźniana przez wasze własne, tendencyjne opinie, ustalone idee i wieloletnie uprzedzenia. Ze względu na te trudności, częstokroć tylko niedokończone wytwory Dostrajaczy pojawiają się w świadomości a pogmatwanie idei jest nieuniknione. Zatem, podczas analizy sytuacji umysłowych, bezpieczeństwo zależy tylko od szybkiego rozpoznania każdej myśli i doświadczenia, takimi, jakimi faktycznie i zasadniczo są, pomijając zupełnie to, czym mogłyby być.

109:5.4 (1199.5) Wielki problem życia ludzkiego polega na dostosowaniu ancestralnych tendencji życiowych do wymogów impulsów duchowych, inicjowanych przez Boską obecność Nieodgadnionych Monitorów. Podczas gdy we wszechświatowej i superwszechświatowej egzystencji nikt nie może służyć dwom panom, w życiu takim, jakim żyjecie teraz na Urantii, każdy z konieczności musi służyć dwom panom. Człowiek musi stać się biegły w sztuce ciągłego, doczesnego kompromisu, kiedy tworzy duchową wierność jednemu tylko panu; dlatego właśnie tak wielu ludzi załamuje się i upada, męczy się i ulega stresowi w trakcie zmagań ewolucyjnych.

109:5.5 (1199.6) Podczas gdy odziedziczona spuścizna wyposażenia mózgowego i ta, która sprawuje kontrolę elektrochemiczną, pracują razem nad ograniczeniem zakresu efektywnej działalności Dostrajacza, żadne wypaczenie dziedziczne (w normalnych umysłach) nigdy nie przeszkadza w ewentualnym sukcesie duchowym. Dziedziczność może mieć wpływ na szybkie zapanowanie nad osobowością, ale nie przeszkadza w ewentualnej przygodzie wznoszenia się istoty. Jeśli będziecie współpracować z waszym Dostrajaczem, Boski dar wcześniej czy później wypracuje nieśmiertelną, morontialną duszę, a w wyniku zespolenia się z nią zaprezentuje nową istotę Synowi-Mistrzowi, władcy wszechświata lokalnego a na koniec Ojcu Dostrajaczy w Raju.

6. Trwałość prawdziwych wartości

109:6.1 (1200.1) Dostrajacze nigdy nie zawodzą; nic, co jest warte wiecznego trwania, nigdy nie ginie; każda znacząca wartość każdej istoty z wolą na pewno zostanie zachowana, niezależnie od przetrwania czy nie przetrwania odkrywającej lub oceniającej te znaczenia osobowości. Dzieje się to tak: istota śmiertelna może nie zechcieć żyć wiecznie, mimo to jej doświadczenie życiowe nie zostanie stracone, wieczny Dostrajacz unosi wartościowe cechy tak dostrzegalnie upadłego życia do jakiegoś innego świata i tam obdarza tymi wiecznotrwałymi znaczeniami i wartościami umysł jakiegoś śmiertelnika wyższego typu, zdolnego do wiecznego życia. Żadne wartościowe doświadczenie nigdy nie zdarza się na próżno; żadne prawdziwe znaczenia czy rzeczywiste wartości nigdy nie giną.

109:6.2 (1200.2) Co się tyczy kandydatów do zespolenia, jeśli Nieodgadniony Monitor zostanie porzucony przez śmiertelnego towarzysza, jeśli ludzki partner nie zechce iść wznoszącą się drogą i gdy wyzwolony zostanie przez naturalną śmierć (albo wcześniej), Dostrajacz zabiera wszystko, co jest warte wiecznego trwania, co wyłoniło się w umyśle takiej nie przetrwałej istoty. Gdyby Dostrajaczowi wielokrotnie nie udało się osiągnąć zespolenia z osobowością, ze względu na nie przetrwanie śmierci przez jego kolejnych, ludzkich podopiecznych i gdyby ten Monitor miał zostać później uosobiony, całe doświadczenie nabyte podczas zamieszkania i sterowania umysłami śmiertelnymi stałoby się rzeczywistą własnością takiego, świeżo Uosobionego Dostrajacza, zdobyczą, z której mógłby korzystać i jej używać przez wszystkie przyszłe epoki. Uosobiony Dostrajacz takiej klasy jest kompleksowym zbiorem wszelkich przetrwałych wartości wszystkich jego dawniejszych gospodarzy-istot.

109:6.3 (1200.3) Dostrajacze, które mają długie doświadczenie we wszechświecie, kiedy się zgłoszą, aby zamieszkać Boskich Synów na misjach obdarzających, dobrze się orientują, że przez taką służbę nigdy nie będzie można zdobyć osobowości. Często jednak Ojciec duchów nadaje osobowość tym ochotnikom i robi ich naczelnikami ich klasy. Te właśnie osobowości zaszczycone są władzą na Diviningtonie. Ich unikalne natury uosabiają mozaikę ludzkości, z wielorakich doświadczeń zamieszkiwania śmiertelnika a także duchową kopię ludzkiej boskości, Rajskiego Syna obdarzającego, z doświadczenia tymczasowego zamieszkiwania w nim.

109:6.4 (1200.4) W waszym wszechświecie lokalnym, działalność Dostrajaczy kierowana jest przez Uosobionego Dostrajacza Michała z Nebadonu, tego właśnie Monitora, który prowadził Michała krok za krokiem, kiedy żył on ludzkim życiem w ciele Jeszuy ben Józefa. Ten nadzwyczajny Dostrajacz wywiązywał się sumiennie w powierzonych mu obowiązków, ów dzielny Monitor mądrze kierował ludzką naturą Jezusa, zawsze prowadząc śmiertelny umysł Rajskiego Syna drogą doskonałej woli Ojca. Dostrajacz ten służył poprzednio z Machiventą Melchizedekiem, w czasach Abrahama i dokonał wielkich rzeczy, zarówno przed tym zamieszkaniem jak i pomiędzy tymi dwoma doświadczeniami obdarzenia.

109:6.5 (1200.5) Dostrajacz ten prawdziwie tryumfował w ludzkim umyśle Jezusa – w tym umyśle, który w każdej kolejnej sytuacji życiowej trwał przy uświęconej dedykacji wobec woli Ojca, mówiąc: „nie moja wola, lecz twoja niech się stanie”. Taka stanowcza konsekracja jest prawdziwym paszportem od ograniczeń ludzkiej natury do finalizmu boskiego sukcesu.

109:6.6 (1200.6) Ten sam Dostrajacz znajduje swe odbicie w niezgłębionej naturze wspaniałej, ludzkiej osobowości Jeszuy ben Józefa sprzed chrztu, w wiecznej i żywej kopii wiecznych i żywych wartości, które największy ze wszystkich Urantian tworzył ze skromnych okoliczności zwykłego życia, tak jak zostało ono przeżyte, aż do zupełnego wyczerpania wartości duchowych osiągalnych w doświadczeniu śmiertelnika.

109:6.7 (1201.1) Wszystko, co ma trwałą wartość a powierzone jest Dostrajaczowi, ma zapewnione wieczne trwanie. W pewnych wypadkach Monitor zachowuje te wartości, aby obdarzyć nimi umysł śmiertelnika, w którym zamieszka w przyszłości; w innych okolicznościach i po uosobieniu, te wiecznotrwałe, przechowane rzeczywistości trzymane są jako powiernictwo do użycia w przyszłej działalności Architektów Wszechświata Nadrzędnego.

7. Przeznaczenie Uosobionych Dostrajaczy

109:7.1 (1201.2) Nie potrafimy powiedzieć, czy fragmenty Ojca, które nie są Dostrajaczami, są możliwe do uosobienia, zostaliście jednak poinformowani, że osobowość jest niezależnym, danym z wolnej woli darem Ojca Wszechświatowego. Tak dalece jak się orientujemy, fragmenty Ojca z gatunku Dostrajacza osiągają osobowość jedynie przez nabycie cech osobowych w służbie-opiece na rzecz istot osobowych. Uosobieni Dostrajacze zamieszkują na Diviningtonie, gdzie szkolą i ukierunkowują swych przedosobowych towarzyszy.

109:7.2 (1201.3) Uosobieni Dostrajacze działają bez ograniczeń, bez przydziału i są niezależnymi stabilizatorami i kompensatorami rozległego wszechświata wszechświatów. Łączą w sobie doświadczenie Stwórcy i stworzonego – to, co egzystencjalne i to, co empiryczne. Są równocześnie istotami czasu i wieczności. Wiążą ze sobą to, co przedosobowe i to, co osobowe w administracji wszechświata.

109:7.3 (1201.4) Uosobieni Dostrajacze są wszechmądrymi i wszechpotężnymi administratorami Architektów Wszechświata Nadrzędnego. Są osobowymi czynnikami pełnej służby Ojca Wszechświatowego – osobowej, przedosobowej i superosobowej. Dokonują osobiście tego wszystkiego, co nadzwyczajne, niezwykłe i niespodziewane we wszystkich dziedzinach transcendentalnych, absonicznych domen Boga Ostatecznego, aż do poziomów Boga Absolutnego.

109:7.4 (1201.5) Są to jedyne istoty we wszechświecie, które w swym istnieniu zawierają wszystkie znane związki osobowości; są wszechosobowe – są przed osobowością, są osobowością i są po osobowości. Służą osobowości Ojca Wszechświatowego, tak w wiecznej przeszłości, wiecznej teraźniejszości jak i w wiecznej przyszłości.

109:7.5 (1201.6) Ojciec obdarzył Wiecznego Syna osobowością egzystencjalną klasy nieskończonej i absolutnej, ale zapragnął zachować do celów swej własnej działalności empiryczną osobowość typu Uosobionego Dostrajacza, nadawaną egzystencjalnemu, przedosobowemu Dostrajaczowi; i dlatego obaj są przeznaczeni do przyszłej, wiecznej, superosobowej, transcendentalnej służby w domenach absonicznych Ostatecznego, Najwyższego-Ostatecznego, aż do poziomów Ostatecznego-Absolutnego.

109:7.6 (1201.7) Rzadko się widzi Uosobionych Dostrajaczy we wszechświecie. Czasami się naradzają z Pradawnymi Czasu a czasami Uosobieni Dostrajacze siedmiorakich Synów Stwórców przybywają do światów zarządu konstelacji, na naradę z władcami Vorondadekami.

109:7.7 (1201.8) Kiedy Vorondadek, planetarny obserwator Urantii – Najwyższy Ojciec-opiekun, który niedawno objął nadzwyczajną regencję nad waszym światem – przejmował swą władzę w obecności gubernatora generalnego rezydenta, rozpoczął swą nadzwyczajną administrację na Urantii z kompletnym personelem przez siebie wybranym. Natychmiast przydzielił planetarne obowiązki swym towarzyszom i asystentom. Jednak nie dobrał sobie trzech Uosobionych Dostrajaczy, którzy się pojawili przed nim, jak tylko objął regencję. Nie wiedział nawet, że mogą się pojawić, jako że nie przejawiali swojej Boskiej obecności w czasie poprzedniej regencji. I Najwyższy Ojciec-regent nie przydzielił służby ani nie wyznaczył obowiązków tym ochotnikom – Uosobionym Dostrajaczom. Tym niemniej, te trzy wszechosobowe istoty były najbardziej aktywne spośród licznych klas istot niebiańskich, służących wtedy na Urantii.

109:7.8 (1202.1) Uosobieni Dostrajacze pełnią swe obowiązki w szerokim zakresie na rzecz licznych klas osobowości wszechświatowych, ale nie mamy zezwolenia na omawianie tych służb z istotami ewolucyjnymi, zamieszkałymi przez Dostrajacza. Te nadzwyczajne, ludzkie boskości, należą do najwybitniejszych osobowości całego wielkiego wszechświata i nikt nie ośmiela się przewidywać, jakie mogą być ich przyszłe misje.

109:7.9 (1202.2) [Przedstawione przez Samotnego Posłańca z Orvontonu].

Przekaz 110, Związki między Dostrajaczami a indywidualnymi śmiertelnikami

Księga Urantii

Przekaz 110

Związki między Dostrajaczami a indywidualnymi śmiertelnikami

110:0.1 (1203.1) OBDARZENIE wolnością niedoskonałych istot pociąga za sobą nieuniknioną tragedię a leży w naturze doskonałego, rodzicielskiego Bóstwa dzielenie się tymi cierpieniami, powszechnie i z uczuciem w miłości pełnej wspólnocie.

110:0.2 (1203.2) Tak dalece, jak znam się na sprawach wszechświata, uważam miłość i poświęcenie Dostrajacza Myśli za najprawdziwsze boskie uczucie w całym wszechświecie. Miłość Synów, kiedy służą dla ludzkości, jest wspaniała, jednak oddanie Dostrajacza dla jednostki jest wzruszająco wzniosłe, Boskie i Ojcowskie. Rajski Ojciec najwidoczniej zastrzegł sobie tę formę osobistego kontaktu z poszczególnymi istotami stworzonymi jako wyłączną prerogatywę Stwórcy. I nie ma niczego, w całym wszechświecie wszechświatów, do czego można by porównać tę zdumiewającą służbę nieosobowych bytów, które z taką fascynacją zamieszkują dzieci z planet ewolucyjnych.

1. Zamieszkanie w umyśle śmiertelnika

110:1.1 (1203.3) Nie należy sądzić, że Dostrajacze żyją w materialnych mózgach istot ludzkich. Dostrajacze nie są organiczną częścią istot materialnych ze światów. Poprawniej należałoby wyobrazić sobie Dostrajacza Myśli jako zamieszkującego śmiertelny umysł człowieka, niż jako istniejącego w pojedynczym organie materialnym. Dostrajacz nieustannie komunikuje się z ludzkim podopiecznym, pośrednio i niepostrzeżenie, zwłaszcza w nadświadomości, podczas wzniosłych doświadczeń pełnego czci kontaktu umysłu z duchem.

110:1.2 (1203.4) Chciałbym pomóc rozwijającym się śmiertelnikom, aby lepiej mogli zrozumieć i pełniej docenić bezinteresowną, wspaniałą pracę Dostrajaczy, które żyją w nich i które tak bez reszty poświęcają się sprawie duchowego dobra człowieka. Te Monitory są czynnymi opiekunami ludzkich, wyższych funkcji umysłowych; są mądre i doświadczone, kiedy oddziałują na potencjał duchowy ludzkiego intelektu. Ci niebiańscy pomocnicy wykonują gigantyczne zadanie, kiedy prowadzą was bezpiecznie, do wewnątrz i w górę, do niebiańskiej przystani szczęścia. Ci niestrudzeni robotnicy działają dla przyszłego ucieleśnienia tryumfu Boskiej prawdy w waszym wiecznym życiu. Są uważnymi pracownikami, pilotującymi świadomy Boga ludzki umysł z dala od mielizn zła, jednocześnie umiejętnie prowadzą rozwijającą się duszę człowieka ku Boskim portom doskonałości, na odległych i wiecznych wybrzeżach. Dostrajacze są przepełnionymi miłością przywódcami, bezpiecznymi i godnymi zaufania przewodnikami po ciemnych i niepewnych labiryntach waszych krótkich, ziemskich żyć; są cierpliwymi nauczycielami, którzy wciąż ponaglają swych podopiecznych, aby szli naprzód drogami coraz większej doskonałości. Są starannymi opiekunami podniosłych wartości charakteru istoty stworzonej. Chciałbym, żebyście mogli bardziej ich kochać, lepiej z nimi współpracować i żywić dla nich głębsze uczucia.

110:1.3 (1204.1) Chociaż Boscy mieszkańcy interesują się zasadniczo duchowym przygotowaniem was do kolejnego stadium nigdy niekończącego się bytu, interesują się również waszym dobrem doczesnym i waszymi prawdziwymi, ziemskimi sukcesami. Lubią przyczyniać się do waszego zdrowia, szczęścia i prawdziwej pomyślności. Obchodzą ich wasze sukcesy we wszystkich dziedzinach planetarnego rozwoju, te, które nie przeszkadzają waszemu przyszłemu życiu w rozwoju wiecznym.

110:1.4 (1204.2) Dostrajacze interesują się i zajmują waszymi codziennymi sprawami i różnorodnymi szczegółami waszego życia w takim tylko stopniu, w jakim te sprawy mają wpływ na wasze istotne, doczesne wybory oraz zasadnicze duchowe decyzje i dlatego są czynnikami pomagającymi rozwiązywać wasze problemy, dotyczące wiecznego życia duszy i wiecznego postępu. Dostrajacz, podczas gdy biernie traktuje czysto doczesne dobro, jest bosko aktywny we wszystkich sprawach dotyczących waszej wiecznej przyszłości.

110:1.5 (1204.3) Dostrajacz jest z wami we wszystkich nieszczęściach i we wszystkich tych chorobach, które nie niszczą zupełnie umysłowości. Jak niewłaściwie jest świadome kalanie czy skądinąd rozmyślne zanieczyszczanie ciała fizycznego, które musi służyć za ziemskie tabernakulum tego wspaniałego daru Boga. Wszelkie materialne trucizny znacznie opóźniają wysiłki Dostrajacza, zmierzające do wywyższenia materialnego umysłu, podczas gdy trucizny umysłowe – strach, gniew, zawiść, zazdrość, podejrzliwość i nietolerancja – również wywierają znaczny wpływ na duchowy rozwój duszy.

110:1.6 (1204.4) Dzisiaj przechodzicie okres zalotów waszego Dostrajacza; a jeśli tylko okażecie się warci zaufania, jakie pokłada w was Boski duch, który dąży do wiecznego zjednoczenia z waszym umysłem i duszą, wtedy nastąpi w końcu ta morontialna jedność, ta niebiańska harmonia, ta kosmiczna koordynacja, to boskie dostrojenie, to niebiańskie zespolenie, to zmieszanie tożsamości bez końca, ta jedność bytu, która jest tak doskonała, że nawet najbardziej doświadczone osobowości nigdy nie mogą oddzielić czy rozróżnić odrębnych bytów partnerów zespolenia – śmiertelnego człowieka i Boskiego Dostrajacza.

2. Dostrajacze a wola ludzka

110:2.1 (1204.5) Kiedy Dostrajacze Myśli zamieszkują ludzkie umysły, przynoszą one ze sobą wzorowe drogi życiowe, życia idealne, jak są one zdefiniowane i określone przez nie same i Uosobionych Dostrajaczy z Diviningtonu oraz zatwierdzone przez Uosobionego Dostrajacza Urantii. Zaczynają zatem działać z wyraźnym i z góry określonym planem intelektualnego i duchowego rozwoju swych ludzkich podopiecznych, ale nie zmuszają żadnej ludzkiej istoty do akceptacji tego planu. Wszyscy jesteście obiektami predestynacji, ale nie jest z góry zarządzone, że musicie zaakceptować tę Boską predestynację; możecie swobodnie odrzucić dowolną część albo nawet cały program Dostrajacza Myśli. Misją Dostrajaczy jest wywołanie takich zmian w umyśle i poczynienie takich duchowych adaptacji, które moglibyście z ochotą i inteligentnie autoryzować tak dalece, że Dostrajacze mogłyby wywierać większy wpływ na ukierunkowanie osobowości; jednak w żadnych okolicznościach te Boskie Monitory nie mogą wykorzystywać przewagi nad wami i w jakikolwiek sposób arbitralnie wpływać na was, podczas dokonywania waszych wyborów i decyzji. Dostrajacze szanują niezależność waszej osobowości; zawsze podporządkowują się waszej woli.

110:2.2 (1204.6) Dostrajacze są wytrwałe, pomysłowe i doskonałe w swych metodach pracy, ale nigdy nie używają przemocy wobec wolicjonalnej osobowości swych gospodarzy. Żadna ludzka istota nigdy nie będzie uduchowiona przez Boski Monitor wbrew swojej woli; wieczne życie jest tym darem Bogów, który musi być pożądany przez istoty czasu. W końcowym podsumowaniu wygląda to tak, że cokolwiek Dostrajacz zyskałby dla was, zapisy wykażą, iż przeobrażenie zostało dokonane dzięki waszej współpracy i zgodzie; wasza wola jest dobrowolnym partnerem Dostrajacza na każdym etapie wielkich przemian na drodze wznoszenia się.

110:2.3 (1205.1) Dostrajacz nie usiłuje kontrolować waszego myślenia, jako takiego, raczej je uduchowia, uwiecznia. Ani aniołowie, ani Dostrajacze nie wywierają bezpośredniego wpływu na ludzkie myślenie; to jest wyłączna prerogatywa waszej osobowości. Dostrajacze zajmują się doskonaleniem, modyfikacją, dostrajaniem i koordynacją waszego procesu myślenia; szczególnie jednak interesuje ich tworzenie duchowych kopii waszej działalności do celów wiecznego życia, morontialnych transkrypcji waszych prawdziwych, rozwijających się jaźni.

110:2.4 (1205.2) Dostrajacze działają na wyższych poziomach ludzkiego umysłu i bezustannie próbują tworzyć morontialne duplikaty każdej koncepcji śmiertelnego intelektu. Istnieją zatem dwie rzeczywistości, które koncentrują się i nakładają na siebie w obwodach ludzkiego umysłu: jedna jest jaźnią śmiertelnika, ukształtowaną samoistnie z pierwotnych planów Nosicieli Życia, druga nieśmiertelnym bytem z wysokich sfer Diviningtonu, Bożym darem zamieszkującym człowieka. Jednak jaźń śmiertelnika jest również osobową jaźnią, posiada osobowość.

110:2.5 (1205.3) Jako istoty osobowe posiadacie umysł i wolę. Dostrajacz jako istota przedosobowa, posiada przedumysł i przedwolę. Jeśli tak zupełnie dostosujecie się do umysłu Dostrajacza, że staniecie z nim oko w oko, wtedy umysły wasze staną się jednym i otrzymacie wsparcie od umysłu Dostrajacza. Potem, jeśli wasza wola nakaże i narzuci realizację decyzji tego nowego, połączonego umysłu, przedosobowa wola Dostrajacza dostąpi ekspresji osobowości dzięki waszej decyzji i tak dalece, jak to dotyczy tego przedsięwzięcia, staniecie się jednością z Dostrajaczem. Wasz umysł osiąga zestrojenie z boskością a wola Dostrajacza osiąga ekspresję osobowości.

110:2.6 (1205.4) W takim stopniu, w jakim taka jedność jest urzeczywistniana, zbliżacie się umysłowo do morontialnej klasy bytu. Morontialny umysł jest terminem, oznaczającym kwintesencję całościowej sumy współpracujących ze sobą umysłów o odmiennych naturach – materialnej i duchowej. Morontialny intelekt oznacza zatem podwójny umysł, istniejący we wszechświecie lokalnym, zdominowany jedną wolą. U śmiertelników jest to wola ludzkiego pochodzenia, która staje się Boską dzięki utożsamieniu się człowieczego umysłu z umysłowością Boga.

3. Współpraca z Dostrajaczem

110:3.1 (1205.5) Dostrajacze grają świętą i wspaniałą grę epok; włączają się w jedną z największych przygód czasu i przestrzeni. I jak bardzo są szczęśliwe, kiedy dzięki waszej współpracy mogą wam pomagać w waszych krótkich zmaganiach czasu, podczas gdy wciąż prowadzą swe większe zadania wieczności. Tym niemniej, kiedy Dostrajacz normalnie próbuje kontaktować się z wami, wiadomość gubi się w materialnych prądach strumieni energii ludzkiego umysłu; tylko sporadycznie chwytacie echo, słabe i odległe echo Boskiego głosu.

110:3.2 (1205.6) Sukces waszego Dostrajacza, kiedy pilotuje was przez śmiertelne życie i niesie wam życie wieczne, nie tak bardzo zależy od teorii waszych wierzeń, jak od waszych decyzji, determinacji i nieugiętej wiary. Wszystkie takie posunięcia, związane z rozwojem osobowości, stają się potężnymi wpływami, pomagającymi wam posuwać się naprzód, gdyż pomagają wam współpracować z Dostrajaczem; pomagają wam zaniechać oporu. Dostrajacze Myśli albo odnoszą sukces albo pozorną porażkę w swoich ziemskich zadaniach, tak dalece, jak śmiertelnicy osiągają sukces albo porażkę podczas współpracy z tym planem, dzięki któremu mają iść naprzód wznoszącą się drogą do doskonałości. Tajemnica wiecznego życia zamyka się w najwyższym ludzkim pragnieniu, aby stać się podobnym Bogu i związanej z nim gotowości czynienia wszystkiego tego i bycia wszystkim tym, co jest konieczne dla ostatecznego zaspokojenia tego, dominującego pragnienia.

110:3.3 (1206.1) Kiedy mówimy o sukcesie albo niepowodzeniu Dostrajacza, odnosimy to do wiecznego życia człowieka. Dostrajacze nigdy nie zawodzą; są esencją boskości i zawsze pełne tryumfu wyłaniają się z każdego zadania.

110:3.4 (1206.2) Tym niemniej nie mogę nie zauważyć tego, że wielu z was poświęca tak wiele czasu i myśli zwykłym drobiazgom życia, podczas gdy prawie zupełnie nie dostrzega bardziej istotnych rzeczywistości o wiecznotrwałym znaczeniu, tych właśnie osiągnięć, które odnoszą się do kształtowania bardziej harmonijnego, roboczego porozumienia między wami a waszymi Dostrajaczami. Naczelnym celem ludzkiej egzystencji jest dostrojenie się do boskości Dostrajacza, zamieszkującego człowieka; wielkim sukcesem życiowym śmiertelnika jest prawdziwe i roztropne poświęcenie się wiecznym celom Boskiego ducha, który czeka i działa w waszym umyśle. Tym niemniej wytężony i zdeterminowany wysiłek, zmierzający do realizacji wiecznego przeznaczenia, daje się w pełni pogodzić z beztroskim i pełnym radości życiem oraz z pełną sukcesów, zaszczytną ziemską karierą. Współpraca z Dostrajaczem Myśli nie pociąga za sobą umartwiania, udawanej pobożności, czy obłudnego i ostentacyjnego poniżania siebie; ideał życia polega raczej na miłości pełnej służbie, niż na życiu w trwożnej obawie.

110:3.5 (1206.3) Dezorientacja, to, że człowiek jest zakłopotany, czasami nawet zniechęcony i roztargniony, nie musi oznaczać oporu przeciw przewodnictwu zamieszkującego człowieka Dostrajacza. Postawa taka może czasem znamionować brak aktywnej współpracy z Boskim Monitorem i może zatem co nieco opóźnić postęp duchowy, jednak takie intelektualno-emocjonalne trudności w najmniejszym stopniu nie kolidują z pewnością wiecznego życia rozpoznającej Boga duszy. Ignorancja, sama w sobie, nigdy nie przeszkadza w osiągnięciu wiecznego życia, podobnie jak konfundujące wątpliwości czy bojaźliwa niepewność. Tylko świadomy opór przeciw przewodnictwu Dostrajacza może przeszkodzić w wiecznym trwaniu rozwijającej się, nieśmiertelnej duszy.

110:3.6 (1206.4) Nie musicie traktować współpracy z waszym Dostrajaczem za proces specyficznie świadomy, gdyż takim on nie jest; jednak to wasze motywy i wasze decyzje, wasze szczere postanowienia i najwyższe pragnienia, stanowią rzeczywistą i skuteczną współpracę. Możecie świadomie umocnić zestrojenie z Dostrajaczem poprzez:

110:3.7 (1206.5) 1. Postanowienie reagowania na Boskie przewodnictwo; szczere oparcie życia ludzkiego na najwyższej świadomości prawdy, piękna i dobroci a następnie koordynacja tych cech boskości przez mądrość, czczenie, wiarę i miłość.

110:3.8 (1206.6) 2. Kochanie Boga i dążenie do bycia takim, jakim on jest – prawdziwe uznanie Boskiego ojcostwa i miłości pełne czczenie niebiańskiego Rodzica.

110:3.9 (1206.7) 3. Kochanie człowieka i szczere pragnienie służenia mu – głębokie uznanie braterstwa ludzkiego, połączone z inteligentnym i mądrym uczuciem do każdego z waszych bliźnich, śmiertelników.

110:3.10 (1206.8) 4. Radosną akceptację obywatelstwa kosmicznego – szczerą aprobatę progresywnych obowiązków wobec Istoty Najwyższej, uświadomienie sobie wzajemnej zależności ewolucyjnego człowieka i rozwijającego się Bóstwa. Są to narodziny moralności kosmicznej i świt uświadomienia sobie wszechświatowych obowiązków.

4. Działalność Dostrajacza w umyśle

110:4.1 (1207.1) Dostrajacze potrafią odbierać ciągły strumień informacji kosmicznej, idący głównymi obwodami czasu i przestrzeni; są w pełnym kontakcie z duchową informacją i energią wszechświatów. Jednak ci wspaniali mieszkańcy człowieka nie mogą przekazywać zbyt wiele bogactwa mądrości i prawdy umysłom ich śmiertelnych podopiecznych, ze względu na brak wspólnoty natur, brak rozpoznania tych informacji i wrażliwości na nie.

110:4.2 (1207.2) Dostrajacz Myśli bezustannie próbuje tak uduchowić wasz umysł, aby ukształtować waszą morontialną duszę; jednak wy sami jesteście w znacznym stopniu nieświadomi tej wewnętrznej działalności. Zupełnie nie potraficie rozróżnić wytworów waszego własnego, materialnego intelektu, od wspólnych działań waszej duszy i Dostrajacza.

110:4.3 (1207.3) Pewne nagłe przebłyski myśli, konkluzje i inne obrazy zrodzone w umyśle, są czasem bezpośrednim albo pośrednim dziełem Dostrajacza; jednak znacznie częściej są one gwałtownym wypłynięciem na powierzchnię świadomości tych idei, które gromadziły się na poziomach pod jej powierzchnią – są to naturalne i codzienne zdarzenia, wynikające z normalnego i zwykłego funkcjonowania psychiki, nieodłączne cyklom rozwijającego się, zwierzęcego umysłu. (W przeciwieństwie do tych podświadomych emanacji, objawienia Dostrajacza pojawiają się w domenach nadświadomości).

110:4.4 (1207.4) Powierzcie opiece Dostrajaczy wszystkie te sprawy umysłu, które przekraczają zwykły poziom świadomości. We właściwym czasie, jeśli nie na tym świecie to na światach-mieszkaniach, rozliczą się one dobrze ze swego zarządzania i na koniec wydadzą te znaczenia i wartości, które zostały im oddane pod opiekę i na przechowanie. Jeśli będziecie żyć wiecznie, wskrzeszą one każdy wartościowy skarb śmiertelnego umysłu.

110:4.5 (1207.5) Istnieje rozległa otchłań pomiędzy tym, co ludzkie a tym, co boskie, pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Ludzie na Urantii są tak bardzo kontrolowani elektrycznie i chemicznie, tak bardzo podobni zwierzętom w swym codziennym postępowaniu, tak emocjonalni w swych zwykłych reakcjach, że wyjątkowo trudno jest Monitorom prowadzić ich i ukierunkowywać. Tak bardzo brakuje wam odważnych decyzji i uświęcającej współpracy, że zamieszkujące was Dostrajacze uważają bezpośrednie komunikowanie się z ludzkim umysłem za prawie niemożliwe. Nawet, jeśli znajdą sposobność błyśnięcia rozwijającej się duszy ludzkiej promieniem nowej prawdy, wtedy duchowe objawienie częstokroć tak oślepia istotę stworzoną, że wywołuje konwulsje fanatyzmu, albo zapoczątkowuje pewne inne przewroty intelektualne, których rezultaty są katastrofalne. Wiele nowych religii i dziwnych „izmów” powstało z przerwanych, niedokończonych, niezrozumianych i przekręconych przekazów Dostrajaczy Myśli.

110:4.6 (1207.6) Przez wiele tysięcy lat, jak wykazują zapisy Jerusem, w każdym kolejnym pokoleniu żyło coraz mniej istot, które mogły bezpiecznie funkcjonować z samodzielnymi Dostrajaczami. Jest to niepokojąca sytuacja i osobowości nadzorujące z Satanii przychylają się do propozycji niektórych waszych bezpośrednich nadzorców planetarnych, którzy radzą wprowadzenie środków, mających na celu rozwijanie i zachowywanie wyższych typów duchowych w narodach Urantii.

5. Błędne koncepcje o przewodnictwie Dostrajaczy

110:5.1 (1207.7) Nie mylcie i nie mieszajcie misji i funkcjonowania Dostrajacza z tym, co zazwyczaj nazywa się sumieniem; te dwie rzeczy nie są bezpośrednio ze sobą związane. Sumienie jest ludzką i czysto psychiczną reakcją. Nie należy nim pogardzać, ale raczej nie jest ono głosem Boga w duszy, czym byłby w rzeczywistości Dostrajacz, gdyby jego głos był słyszany. Sumienie słusznie napomina was, aby postępować właściwie, ale Dostrajacz dodatkowo usiłuje powiedzieć wam, co naprawdę jest właściwe; to znaczy wtedy, kiedy możecie odczuwać przewodnictwo Monitora.

110:5.2 (1208.1) Ludzkie marzenia senne, ten nieuporządkowany i bez związku korowód nieskoordynowanego, śpiącego umysłu, stanowią odpowiedni dowód na to, że Dostrajacze nie mogą harmonizować i łączyć rozbieżnych czynników umysłu człowieka. Dostrajacze po prostu nie mogą arbitralnie skoordynować i zsynchronizować, w jednym życiu, dwu tak odmiennych typów myślenia jak ludzki i Boski. Kiedy im się to czasem udaje, takie dusze transponowane są bezpośrednio do światów-mieszkań, nie muszą doświadczać śmierci.

110:5.3 (1208.2) Podczas snu Dostrajacz próbuje zrealizować tylko to, co wola zamieszkałej przezeń osobowości uprzednio w pełni zaaprobowała, w wyniku decyzji i postanowień dokonanych podczas okresów całkowicie przytomnej świadomości, które zostały, skutkiem tego umiejscowione w domenach superumysłu, tam, gdzie spotyka się to, co ludzkie i to, co Boskie.

110:5.4 (1208.3) Kiedy śmiertelni gospodarze śpią, Dostrajacze usiłują zarejestrować swe wytwory na wyższych poziomach materialnego umysłu, a niektóre z waszych groteskowych snów są dowodem tego, że nie udało im się nawiązać właściwego kontaktu. Niedorzeczności marzeń sennych świadczą nie tylko o nacisku nie wyrażonych emocji, ale niosą także świadectwo strasznego wypaczenia obrazów koncepcji duchowych, przedstawianych przez Dostrajacze. Wasze własne pasje, dążenia i inne wrodzone tendencje, przetłumaczone zostają na obraz i są namiastką nie wyrażonych pragnień Dostrajaczy, aby przekazać wam te Boskie wiadomości, które wasi mieszkańcy usiłują umieścić w zapisach psychicznych podczas nieświadomości snu.

110:5.5 (1208.4) Wyjątkowo niebezpieczne jest wysnuwanie wniosków na temat dostrajaczowej zawartości marzeń sennych. Dostrajacze działają w czasie snu, ale wasze zwykłe marzenia senne są zjawiskami czysto fizjologicznymi i psychologicznymi. Równie ryzykowne są próby odróżnienia rejestru idei Dostrajacza od bardziej czy mniej ciągłego i świadomego odbioru nakazów sumienia śmiertelnika. Takie problemy powinny być rozwiązywane przez indywidualne rozróżnienie i osobiste decyzje. Jednak istota ludzka lepiej zrobi, gdy się pomyli i odrzuci ekspresję Dostrajacza, wierząc, że jest to czysto ludzkie doświadczenie, zamiast błądzić i wynosić reakcje ludzkiego umysłu do poziomu boskiej godności. Pamiętajcie, że wpływ Dostrajacza Myśli jest w znacznej części, choć niecałkowicie, doświadczaniem nadświadomości.

110:5.6 (1208.5) Komunikujecie się z waszymi Dostrajaczami, czasami bezpośrednio, ale częściej pośrednio, w różnym stopniu i coraz intensywniej, kiedy wznosicie się przez okręgi psychiczne. Jednak niebezpiecznie jest żywić ideę, że każda nowa koncepcja, pojawiająca się w ludzkim umyśle, dyktowana jest przez Dostrajacza. U istot waszej klasy, to, co odbieracie jako głos Dostrajacza, jest znacznie częściej emanacją waszego własnego intelektu. Jest to niebezpieczny teren i każda ludzka istota musi sama dla siebie rozstrzygnąć te problemy, zgodnie z naturalną ludzką mądrością i nadludzką wnikliwością.

110:5.7 (1208.6) Dostrajacz istoty ludzkiej, poprzez którą ten kontakt się odbywa, może pracować w tak szerokim zakresie głównie dlatego, że człowiek ten jest prawie zupełnie obojętny na jakiekolwiek widoczne przejawy wewnętrznej obecności Dostrajacza; naprawdę dobrze się stało, że świadomie pozostaje zupełnie obojętny na całą tę procedurę. Ma on jeden z bardziej doświadczonych Dostrajaczy, jak dla jego czasu i pokolenia, a dodatkowo jego bierna nań reakcja i obojętny stosunek wobec fenomenu związanego z obecnością w jego umyśle tego wszechstronnego Dostrajacza, są uważane przez opiekuna przeznaczenia za reakcję rzadką i pomyślną. Wszystko razem stanowi pomyślny zestaw wpływów, pomyślny zarówno dla Dostrajacza w wyższej sferze działania, jak i dla ludzkiego partnera, z punktu widzenia jego zdrowia, operatywności i spokoju.

6. Siedem okręgów psychicznych

110:6.1 (1209.1) Całkowita suma realizacji osobowości, na świecie materialnym, zawiera się w kolejnym osiąganiu siedmiu okręgów psychicznych ludzkich możliwości. Wejście w siódmy okrąg oznacza początek funkcjonowania prawdziwie ludzkiej osobowości. Realizacja pierwszego okręgu oznacza względną dojrzałość istoty ludzkiej. Chociaż przejście siedmiu okręgów kosmicznego rozwoju nie jest równoznaczne z zespoleniem się z Dostrajaczem, opanowanie tych okręgów oznacza wejście na te stopnie rozwoju, które przygotowują do zespolenia z Dostrajaczem.

110:6.2 (1209.2) Dostrajacz jest równorzędnym waszym partnerem w przemierzaniu siedmiu okręgów – kiedy śmiertelnik osiąga względną dojrzałość. Dostrajacz wznosi się z wami przez te okręgi, od siódmego do pierwszego, ale do statusu najwyższości i samodzielności dochodzi zupełnie niezależnie od aktywnej współpracy umysłu śmiertelnika.

110:6.3 (1209.3) Okręgi psychiczne nie są wyłącznie intelektualne, nie są też całkiem morontialne; związane są ze statusem osobowości, z sukcesem umysłowym, z rozwojem duszy i zestrojeniem z Dostrajaczem. Pomyślne przejście tych poziomów wymaga harmonijnego funkcjonowania całej osobowości, nie tylko pewnego jej stadium. Rozwój części nie równa się prawdziwej dojrzałości całości; naprawdę części rozwijają się proporcjonalnie do ekspansji kompletnej jaźni – całej jaźni – materialnej, intelektualnej i duchowej.

110:6.4 (1209.4) Kiedy rozwój natury intelektualnej postępuje szybciej niż duchowej, sytuacja taka sprawia, że komunikacja z Dostrajaczem Myśli jest zarówno trudna jak i niebezpieczna. Tak samo nadmierny rozwój duchowy ma tendencje do wytwarzania fanatycznej i wypaczonej interpretacji duchowego przewodnictwa Boskiego mieszkańca. Brak potencjału duchowego niezmiernie utrudnia przekazywanie takiemu, materialnemu intelektowi prawd duchowych istniejących w wyższej nadświadomości. To właśnie doskonale zrównoważonemu umysłowi, przebywającemu w ciele o czystych zwyczajach, ustabilizowanych energiach nerwowych i zrównoważonym funkcjonowaniu chemicznym – kiedy moce fizyczne, umysłowe i duchowe są w potrójnej harmonii rozwojowej – można przekazać maksimum światła i prawdy, z minimalną dozą doczesnego niebezpieczeństwa czy ryzykowania prawdziwego dobra takiej istoty. Dzięki tak zbalansowanemu rozwojowi człowiek wznosi się okręgami planetarnego postępu, jednym za drugim, od siódmego do pierwszego.

110:6.5 (1209.5) Dostrajacze zawsze są blisko was, zawsze są waszą częścią, ale rzadko mówią do was bezpośrednio jako inna istota. Okręg za okręgiem, wasze decyzje intelektualne, wybory moralne i rozwój duchowy, przysparzają Dostrajaczowi zdolności funkcjonowania w waszym umyśle; tym samym awansujecie, okręg za okręgiem, od niższych stadiów związków z Dostrajaczem i zestrojenia umysłu, do tego stadium, w którym Dostrajacz może coraz lepiej rejestrować swoje obrazy przeznaczenia, z coraz większą jaskrawością i przekonaniem w rozwijającej się świadomości poszukującego Boga umysłu-duszy.

110:6.6 (1210.1) Każda decyzja, którą podejmujecie albo utrudnia, albo ułatwia Dostrajaczowi funkcjonowanie; tak samo te właśnie decyzje stanowią o waszym zaawansowaniu w okręgach ludzkich osiągnięć. Prawdą jest, że najwyższość decyzji, jej związek z kryzysem, ma wiele wspólnego z jej wpływem na przemierzanie okręgów; tym niemniej liczba decyzji, ich częste powtarzanie, wytrwałe powtarzanie, jest także ważna, aby mieć pewność, że takie działania przekształcają się w nawyki.

110:6.7 (1210.2) Trudno jest precyzyjnie zdefiniować siedem poziomów ludzkiego postępu, dlatego, że te poziomy są osobiste; są inne dla każdej jednostki i pozornie zdeterminowane przez możliwości rozwoju każdej istoty ludzkiej. Zdobywanie tych poziomów kosmicznego rozwoju rozważa się trojako:

110:6.8 (1210.3) 1. Zestrojenie z Dostrajaczem. Uduchowiający się umysł zbliża się do obecności Dostrajacza, proporcjonalnie do osiągania okręgu.

110:6.9 (1210.4) 2. Ewolucja duszy. Wyłanianie się morontialnej duszy świadczy o poziomie i głębi opanowania okręgu.

110:6.10 (1210.5) 3. Rzeczywistość osobowości. Stopień rzeczywistości jestestwa jest określony bezpośrednio przez zdobycie okręgu. Osoby stają się bardziej rzeczywiste, gdy się wznoszą od siódmego do pierwszego poziomu egzystencji śmiertelnika.

110:6.11 (1210.6) W miarę przemierzania okręgów, dziecko materialnej ewolucji wyrasta na dojrzałego człowieka z potencjałem nieśmiertelności. Cień rzeczywistości embrionalnej natury ludzkiej, z siódmego okręgu, ustępuje wyrazistszym przejawom wyłaniającej się, morontialnej natury obywatela wszechświata lokalnego.

110:6.12 (1210.7) Chociaż nie można precyzyjne określić siedmiu poziomów, czy też okręgów psychicznych rozwoju ludzkiego, można zasugerować minimalne i maksymalne granice tych stadiów dochodzenia do dojrzałości:

110:6.13 (1210.8) Siódmy okręg. Istota ludzka dociera do tego poziomu, kiedy osiąga możliwość osobistego wyboru, indywidualnej decyzji, odpowiedzialność moralną oraz możliwość osiągnięcia indywidualności duchowej. Oznacza to zgodne funkcjonowanie siedmiu przybocznych umysłów-duchów, pod przewodnictwem ducha mądrości, objęcie istoty śmiertelnej obwodem wpływów Ducha Świętego a na Urantii, początki działania Ducha Prawdy, razem z przyjęciem Dostrajacza Myśli do śmiertelnego umysłu. Wejście w siódmy okręg prawdziwie robi z istoty śmiertelnej potencjalnego obywatela wszechświata lokalnego.

110:6.14 (1210.9) Trzeci okręg. Działalność Dostrajacza jest znacznie skuteczniejsza, kiedy wznoszący się człowiek osiągnie trzeci okręg i otrzyma osobistego, seraficznego opiekuna przeznaczenia. Podczas gdy nie istnieje dostrzegalne zgranie wysiłków pomiędzy Dostrajaczem a opiekunem seraficznym, tym niemniej, w wyniku przydzielenia osobistego asystenta seraficznego, widoczna jest wyraźna poprawa we wszystkich stadiach osiągnięć kosmicznych i w rozwoju duchowym. Kiedy zostaje osiągnięty trzeci okręg, Dostrajacz usiłuje morontializować umysł człowieka przez całą resztę jego śmiertelnego życia, aby osiągnąć pozostałe okręgi i wejść w końcowe stadium Bosko-ludzkiego związku, zanim naturalna śmierć rozwiąże to unikalne partnerstwo.

110:6.15 (1210.10) Pierwszy okręg. Dostrajacz zazwyczaj nie może rozmawiać z wami wprost i bezpośrednio, zanim nie osiągniecie pierwszego, końcowego okręgu progresywnych osiągnięć śmiertelnika. Poziom ten wyraża najwyższe możliwe w doświadczeniu ludzkim urzeczywistnienie związku umysł-Dostrajacz, przed wyzwoleniem rozwijającej się, morontialnej duszy z odzienia ciała materialnego. Co się tyczy umysłu, życia emocjonalnego i wnikliwości kosmicznej, osiągnięcie pierwszego okręgu psychicznego jest największym w doświadczeniu ludzkim możliwym zbliżeniem materialnego umysłu i duchowego Dostrajacza.

110:6.16 (1211.1) Być może te psychiczne okręgi rozwoju ludzkiego mogły być lepiej określone jako kosmiczne poziomy – aktualne zrozumienie znaczeń i realizacja wartości w trakcie progresywnego zbliżania się do świadomości morontialnej, we wstępnym związku ewolucyjnej duszy z wyłaniającą się Istotą Najwyższą. Ten właśnie związek sprawia, że nigdy nie będzie można w pełni wyjaśnić materialnemu umysłowi ważności okręgów kosmicznych. Osiąganie tych okręgów jest tylko relatywnie związane z uświadomieniem sobie Boga. W szóstym czy siódmym okręgu człowiek może prawie tak samo znać Boga – być świadomy synostwa – jak człowiek z drugiego czy pierwszego okręgu, jednak istoty z niższych okręgów są znacznie mniej świadome empirycznego związku z Istotą Najwyższą - obywatelstwa wszechświata. Docieranie do tych kosmicznych okręgów będzie częścią doświadczenia istot wznoszących się na światach-mieszkaniach, jeśli nie zrobią tego przed naturalną śmiercią.

110:6.17 (1211.2) Motywacja wiary sprawia, że pełne uświadomienie ludzkiego synostwa z Bogiem staje się empiryczne, ale konieczne jest działanie, pełnia decyzji, aby ewolucyjnie osiągnąć świadomość progresywnego pokrewieństwa z kosmiczną aktualnością Istoty Najwyższej. W świecie ducha, wiara przeobraża potencjały w aktualności, ale w skończonych domenach Najwyższego potencjały stają się aktualnościami tylko dzięki realizacji wyboru-doświadczenia. Jednak postanowienie czynienia woli Boga przyłącza wiarę duchową do decyzji materialnych w funkcjonowaniu osobowości i tym samym dostarcza boskiego, duchowego punktu podparcia dla bardziej efektywnego funkcjonowania człowieka, jak również materialnej dźwigni w postaci pragnienia Boga. Tak mądra koordynacja sił materialnych i duchowych znacznie poszerza zarówno kosmiczne uświadomienie sobie Najwyższego jak i morontialne pojmowanie Rajskich Bóstw.

110:6.18 (1211.3) Opanowanie okręgów kosmicznych związane jest z ilościowym rozwojem morontialnej duszy, z pojmowaniem najwyższych znaczeń. Jednak jakościowy status nieśmiertelnej duszy uzależniony jest w pełni od pojmowania żywego faktu, potencjalnie rajskiego faktu-wartości, że śmiertelny człowiek jest synem wiecznego Boga. Dlatego też człowiek z siódmego okręgu idzie do światów-mieszkań, aby nabrać dalszego, ilościowego uświadomienia sobie kosmicznego rozwoju, tak jak to robi człowiek z drugiego czy nawet z pierwszego okręgu.

110:6.19 (1211.4) Istnieje tylko pośredni związek pomiędzy osiąganiem kosmicznych okręgów a prawdziwym, duchowym doświadczeniem religijnym; takie osiągnięcia są wzajemnie od siebie zależne, zatem wzajemnie korzystne. Czysto duchowy rozwój niewiele może mieć wspólnego z planetarnym powodzeniem materialnym, ale opanowanie okręgu zawsze zwiększa potencjał sukcesu ludzkiego i osiągnięć śmiertelnika.

110:6.20 (1211.5) Od siódmego do trzeciego okręgu występuje coraz intensywniejsze i ujednolicone działanie siedmiu przybocznych umysłów-duchów, funkcjonujących w celu odzwyczajenia śmiertelnego umysłu od polegania na rzeczywistości mechanizmów życia materialnego i przygotowujących go równocześnie do coraz intensywniejszego wprowadzania w doświadczenia poziomów morontialnych. Od trzeciego okręgu wzwyż wpływ przybocznych stopniowo maleje.

110:6.21 (1211.6) Siedem okręgów obejmuje doświadczenie śmiertelnika, rozpościerające się od najwyższego, czysto zwierzęcego poziomu, do najniższego poziomu morontialnego aktualnie możliwego do skontaktowania w świadomym doświadczeniu osobowym. Opanowanie pierwszego okręgu kosmicznego sygnalizuje osiągnięcie przedmorontialnej dojrzałości śmiertelnika i oznacza zakończenie wspólnej działalności przybocznych umysłów-duchów, jako jedynego czynnika wpływającego na funkcjonowanie umysłu w osobowości ludzkiej. Poza pierwszym okręgiem, umysł zbliża się coraz bardziej do inteligencji morontialnego stadium ewolucji, do wspólnej służby umysłu kosmicznego i superprzybocznego nadania Stwórczego Ducha z wszechświata lokalnego.

110:6.22 (1212.1) W indywidualnej działalności Dostrajaczy istnieją następujące, przełomowe dni: pierwszy, gdy ludzki podopieczny wkracza w trzeci okręg psychiczny, tym samym zapewniając Monitorowi samodzielność i zwiększając zakres jego funkcjonowania (jeśli ten mieszkaniec nie był już wcześniej samodzielny); później, kiedy ludzki partner osiąga pierwszy okręg kosmiczny i istnieje możliwość komunikacji wzajemnej, przynajmniej w pewnym stopniu; i na koniec, gdy następuje końcowe i wieczne zespolenie.

7. Zdobywanie nieśmiertelności

110:7.1 (1212.2) Osiągnięcie siedmiu okręgów kosmicznych nie równa się zespoleniu z Dostrajaczem. Żyje na Urantii wielu śmiertelników, którzy przeszli swe okręgi, jednak zespolenie zależy od innych jeszcze, większych i bardziej wysublimowanych zdobyczy duchowych, od ostatecznego i kompletnego zestrojenia woli śmiertelnika z wolą Boga, która jest w Dostrajaczu Myśli.

110:7.2 (1212.3) Kiedy istota ludzka przeszła wszystkie okręgi kosmicznych osiągnięć i potem, kiedy ostateczny wybór woli śmiertelnika pozwoli Dostrajaczowi dopełnić związku tożsamości człowieka z morontialną duszą, w czasie ewolucyjnego i materialnego życia, wtedy taki doskonały związek między duszą a Dostrajaczem podąża samodzielnie do światów-mieszkań a z Uversy wydaje się rozporządzenie, które umożliwia natychmiastowe zespolenie Dostrajacza i morontialnej duszy. Takie zespolenie, dokonane podczas życia cielesnego, natychmiast pochłania ciało materialne; istoty ludzkie, które mogłyby być świadkami takiego widowiska, widziałyby tylko zniknięcie transponowanego śmiertelnika w „rydwanie ognistym”.

110:7.3 (1212.4) Większość tych Dostrajaczy, które transponowały swych podopiecznych z Urantii, należało do bardzo doświadczonych, a jak wynika z zapisów, zamieszkiwały one uprzednio licznych śmiertelników na innych sferach. Pamiętajcie, że Dostrajacze zdobywają wartościowe doświadczenie podczas zamieszkiwania istot na planetach klasy użyczania; nie oznacza to, że Dostrajacze zdobywają doświadczenie konieczne do zaawansowanej pracy tylko u tych śmiertelników, którym nie udało się przetrwać śmierci.

110:7.4 (1212.5) Po zespoleniu z człowiekiem, Dostrajacze dzielą z wami przeznaczenie i doświadczenie; one są wami. Po zespoleniu nieśmiertelnej duszy morontialnej i towarzyszącego jej Dostrajacza, całe doświadczenie i wszystkie wartości jednego stają się w końcu własnością drugiego, tak, że dwa byty stają się faktycznie jednym bytem. Ta nowa istota jest w pewnym sensie z wiecznej przeszłości jak i dla wiecznej przyszłości. Wszystko to, co kiedyś było człowiekiem w przeżywającej śmierć duszy i wszystko to, co empirycznie Boskie w Dostrajaczu, staje się teraz aktualną własnością nowej i ciągle się wznoszącej, wszechświatowej osobowości. Jednak na każdym wszechświatowym poziomie, Dostrajacz może wyposażyć nową istotę jedynie w te atrybuty, które mają znaczenie i wartość na tym poziomie. Absolutną jedność z Boskim Monitorem, kompletne wyczerpanie wyposażenia Dostrajacza, można osiągnąć tylko w wieczności, po ostatecznym dotarciu do Ojca Wszechświatowego, Ojca duchów, do samego źródła tych Boskich darów.

110:7.5 (1212.6) Kiedy wyłaniająca się dusza i Boski Dostrajacz zostaną ostatecznie i wiecznie zespolone, każde z nich zyskuje wszystkie możliwe do doświadczenia cechy drugiego. Ta skoordynowana osobowość posiada całą empiryczną pamięć istnienia, zachowaną kiedyś przez poprzedzający ją umysł śmiertelnika a potem przebywającą w morontialnej duszy, a w dodatku do niej, ten potencjalny finalista posiada całą empiryczną pamięć Dostrajacza, zebraną z całego tego okresu, kiedy Dostrajacz zamieszkiwał śmiertelników. Potrzeba jednak przyszłej wieczności, żeby Dostrajacz mógł kiedykolwiek w pełni wyposażyć to partnerstwo osobowości w znaczenia i wartości, jakie Boski Monitor niesie w przyszłość z przeszłej wieczności.

110:7.6 (1213.1) Jednak w przypadku ogromnej większości Urantian, Dostrajacz musi cierpliwie czekać, aż śmierć wyzwoli człowieka; musi oczekiwać wyzwolenia wyłaniającej się duszy od nieomal kompletnego zdominowania jej przez formy energii i siły chemiczne, nieodłączne waszej materialnej klasie egzystencji. Główna trudność, jaką przeżywacie podczas kontaktu z waszymi Dostrajaczami, związana jest z tą właśnie, nieodłączną wam, materialną naturą. Bardzo mało śmiertelników jest prawdziwymi myślicielami; nie kształtujecie duchowo i nie ćwiczycie waszych umysłów, aby dojść do punktu korzystnej łączności z Boskimi Dostrajaczami. Ucho ludzkiego umysłu jest prawie głuche na duchowe argumenty, które Dostrajacz tłumaczy z różnorodnych wiadomości wszechświatowych transmisji miłości, przybywających od Ojca łask. Dostrajacz uważa prawie za niemożliwe zarejestrować to inspirujące, duchowe przewodnictwo w zwierzęcym umyśle, tak całkowicie zdominowanym przez siły chemiczne i elektryczne, nieodłączne waszym materialnym naturom.

110:7.7 (1213.2) Dostrajacze cieszą się z kontaktu, który nawiązują ze śmiertelnym umysłem; ale przez długie lata swego cichego pobytu muszą być cierpliwe, kiedy nie mogą się przełamać przez zwierzęcy opór i bezpośrednio komunikować się z wami. Im wyżej wznoszą się Dostrajacze Myśli na skali swej służby, tym bardziej stają się wydajne. Jednak nigdy nie mogą pozdrowić was cielesnych, z takim samym pełnym, wyrozumiałym i wymownym uczuciem, jak potem, kiedy rozpoznacie ich na światach mieszkaniach, umysł w umysł.

110:7.8 (1213.3) Podczas życia śmiertelnego, materialne ciało i umysł oddzielają was od waszego Dostrajacza i uniemożliwiają swobodną komunikację z nim; po śmierci, po wiecznym zespoleniu, wy i Dostrajacz jesteście jednością – nie jesteście odróżnialni jako oddzielne istoty – i tym samym nie istnieje potrzeba komunikacji, tak jak moglibyście ją rozumieć.

110:7.9 (1213.4) Podczas gdy głos Dostrajacza zawsze jest w was, większość was rzadko go słyszy podczas życia. Istoty ludzkie, poniżej trzeciego i drugiego okręgu dokonań, rzadko słyszą bezpośredni głos Dostrajacza, za wyjątkiem momentów najwyższego pragnienia, w sytuacji ostatecznej i w konsekwencji najwyższych decyzji.

110:7.10 (1213.5) W momencie nawiązywania i kończenia łączności pomiędzy śmiertelnym umysłem rezerwisty przeznaczenia a planetarnymi nadzorcami, zamieszkujący człowieka Dostrajacz jest czasem w takiej sytuacji, że może przekazać śmiertelnikowi-partnerowi wiadomość. Nie tak dawno, wiadomość taka została przekazana na Urantii przez samodzielny Dostrajacz jego ludzkiemu towarzyszowi, członkowi rezerwowego korpusu przeznaczenia. Wiadomość ta została przedstawiona w takich słowach: „A teraz, bez krzywdy czy niebezpieczeństwa dla osoby mego troskliwego oddania i bez intencji przytłoczenia czy zniechęcenia go, czynię ode mnie zapis mojego wstawiennictwa za nim”. Potem następuje piękne, wzruszające i wymowne pouczenie. Między innymi Dostrajacz orędował „że wierniej mi ofiaruje swoją szczerą współpracę, radośniej znosi zadania, które nakładam, wierniej wykonuje plan przeze mnie zaaranżowany, cierpliwiej idzie przez próby, które wybrałem, bardziej wytrwale i radośnie stąpa ścieżką, którą naznaczyłem, pokorniej przyjmuje uznanie, które może być wynikiem moich nieustannych wysiłków – tym samym przekazuję moje pouczenie człowiekowi, którego zamieszkuję. Obdarzam go najwyższym oddaniem i uczuciem Boskiego ducha. I dalej mówię mojemu ukochanemu podopiecznemu, że będę działał z mądrością i mocą, aż do samego końca, aż ostatnie ziemskie trudy się skończą; pozostanę oddany osobie, której zaufałem. I usilnie namawiam go do wiecznego życia, aby mnie nie rozczarował, nie pozbawił mnie nagrody za moje cierpliwe i wytrwałe wysiłki. Nasze osiągnięcie osobowości zależy od ludzkiej woli. Okręg za okręgiem, cierpliwie wynosiłem ten ludzki umysł i mam dowód, że spotkałem się z aprobatą szefa mojej klasy. Okręg za okręgiem posuwam się ku sądowi. Z radością i bez obawy czekam apelu przeznaczenia; gotów jestem przedłożyć wszystko trybunałom Pradawnych Czasu”.

110:7.11 (1214.1) [Przedstawione przez Samotnego Posłańca z Orvontonu].

Przekaz 111, Dostrajacz a dusza

Księga Urantii

Przekaz 111

Dostrajacz a dusza

111:0.1 (1215.1) OBECNOŚĆ w ludzkim umyśle Boskiego Dostrajacza uniemożliwia na zawsze, zarówno nauce jak i filozofii, zadowalające zrozumienie duszy rozwijającej się w osobowości ludzkiej. Morontialna dusza jest dzieckiem wszechświata i może być właściwie poznana tylko przez wnikliwość kosmiczną i odkrycia duchowe.

111:0.2 (1215.2) Koncepcja duszy i zamieszkującego człowieka ducha nie jest na Urantii nowa; pojawiała się ona często w różnych systemach wierzeń planetarnych. Wiele wschodnich, jak również niektóre zachodnie wiary dostrzegały, że człowiek jest boski, gdy idzie o pochodzenie, jak również ludzki w swym dziedzictwie. Odczuwanie obecności wewnętrznej, w dodatku do zewnętrznej wszechobecności Bóstwa, od dawna jest częścią wielu religii Urantian. Ludzie od dawna wierzyli, że jest coś, co się rozwija w naturze ludzkiej, coś istotnego, czego przeznaczeniem jest przetrwać krótki czas życia doczesnego.

111:0.3 (1215.3) Zanim człowiek uświadomił sobie, że jego rozwijającej się duszy ojcuje Boski duch, myślano, że znajduje się ona w różnych materialnych organach – w oku, wątrobie, nerkach, sercu a ostatnio w mózgu. Dziki utożsamiał duszę z krwią, oddechem, cieniem jak również z własnym odbiciem w wodzie.

111:0.4 (1215.4) W koncepcji atmana hinduscy nauczyciele naprawdę zbliżyli się do rozpoznania natury i obecności Dostrajacza w człowieku, ale nie udało im się odróżnić równoczesnej obecności rozwijającej się i potencjalnie nieśmiertelnej duszy. Z kolei Chińczycy rozpoznawali dwa aspekty istoty ludzkiej, jang i jin, duszę i ducha. Wiele plemion afrykańskich, jak również Egipcjanie, wierzyli w dwa czynniki, ka i ba; wierzono zazwyczaj, że dusza nie jest odwieczna a tylko duch.

111:0.5 (1215.5) Mieszkańcy doliny Nilu wierzyli, że każda dobrze zapowiadająca się jednostka zostaje obdarzana, podczas narodzin lub wkrótce potem, strzegącym ją duchem, którego zwano ka. Nauczali, że ten duch-opiekun pozostaje całe życie ze śmiertelnym podopiecznym i idzie przed nim w światy przyszłości. Na ścianach świątyni w Luksorze przedstawiono narodziny Amenhotepa III; mały książę siedzi na ręku boga Nilu a obok niego znajduje się inne dziecko, z wyglądu identyczne z księciem, symbol tego bytu, który Egipcjanie zwali ka. Płaskorzeźba ta została ukończona w piętnastym wieku przed Chrystusem.

111:0.6 (1215.6) Ka uważano za wyższego, duchowego geniusza, który pragnął prowadzić związaną z nim duszę śmiertelnika po lepszych drogach doczesnego życia, ale zwłaszcza chciał wywrzeć wpływ na los ludzkiego podopiecznego w przyszłym życiu. W tamtych czasach, gdy zmarł Egipcjanin, uważano, że jego ka będzie na niego czekać po drugiej stronie Wielkiej Rzeki. Z początku, jak przypuszczano, tylko królowie mieli ka, ale niebawem zaczęto wierzyć, że wszyscy prawi ludzie też je posiadają. Pewien władca egipski powiedział o ka w swoim sercu: „Nie lekceważę tego, co mówi; boję się przekroczyć tego, co mi nakazuje. Dzięki niemu powodziło mi się wspaniale; odniosłem sukces, ponieważ robiłem to, co kazał mi czynić; zostałem wyróżniony jego przewodnictwem”. Wielu ludzi wierzyło, że ka jest „wyrocznią Boga dla każdego”. Wierzyli, że mają „spędzić wieczność w zadowoleniu serca, w łasce Boga, który jest w tobie”.

111:0.7 (1216.1) Każdy naród, rozwijający się na Urantii, miał słowo odpowiadające idei duszy. Wiele prymitywnych ludów wierzyło, że dusza patrzy na świat przez ludzkie oczy; dlatego tak bardzo się bano złego uroku. Długo wierzono, że „duch człowieka jest lampą Pana”. Rygweda opiewa: „Mój umysł mówi do mego serca”.

1. Umysł jako arena wyboru

111:1.1 (1216.2) Chociaż działalność Dostrajaczy jest w swej naturze duchowa, z konieczności muszą one całą swą działalność opierać na fundamencie intelektualnym. Umysł jest tą glebą ludzką, na której duchowy Monitor musi rozwijać morontialną duszę, przy współpracy zamieszkiwanej osobowości.

111:1.2 (1216.3) Istnieje kosmiczna jedność na wielu poziomach umysłowych wszechświata wszechświatów. Intelektualne jaźnie biorą swój początek z kosmicznego umysłu, tak samo jak mgławice powstają z kosmicznych energii wszechświatowej przestrzeni. Na ludzkim (a więc osobowym) poziomie jaźni intelektualnych, potencjał ewolucji duchowej staje się dominujący za zgodą śmiertelnego umysłu, dzięki duchowym fundamentom ludzkiej osobowości w połączeniu z twórczą obecnością w takich ludzkich jaźniach bytu-punktu o wartości absolutnej. Taka duchowa dominacja materialnego umysłu warunkowana jest jednak dwoma rzeczami: umysł musi się wykształcić, dzięki służbie siedmiu przybocznych umysłów-duchów a materialna (osobowa) jaźń musi chcieć współpracować z zamieszkującym człowieka Dostrajaczem, w procesie tworzenia i rozwoju morontialnej jaźni, ewolucyjnej i potencjalnie nieśmiertelnej duszy.

111:1.3 (1216.4) Materialny umysł jest tą areną, na której osobowości ludzkie żyją, mają świadomość, podejmują decyzje, wybierają Boga lub się go zapierają, uwieczniają się lub niszczą.

111:1.4 (1216.5) Ewolucja materialna dała wam maszynerię życia, wasze ciało; sam Ojciec wyposażył was w najczystszą rzeczywistość duchową, jaką zna wszechświat, w waszego Dostrajacza Myśli. W wasze jednak ręce został oddany umysł, podlegający waszym decyzjom i dzięki temu umysłowi żyjecie lub umieracie. To w tym umyśle i z tym umysłem dokonujecie decyzji moralnych, które wam pomagają się upodobnić do Dostrajacza, co jest upodobnieniem się do Boga.

111:1.5 (1216.6) Umysł śmiertelnika jest doczesnym systemem intelektualnym, pożyczanym istotom ludzkim, aby go używały w czasie życia materialnego, a kiedy ludzie używają tego umysłu, akceptują lub odrzucają potencjał wiecznej egzystencji. Umysł jest prawie wszystkim tym, co macie z rzeczywistości wszechświatowej, tym, co podlega waszej woli a dusza – jaźń morontialna – będzie wiernie odzwierciedlać żniwo doczesnych decyzji podejmowanych przez jaźń śmiertelnika. Świadomość ludzka spoczywa łagodnie w elektrochemicznym mechanizmie, istniejącym poniżej jej i delikatnie dotyka duchowo-morontialnego systemu energii powyżej. W swym życiu śmiertelnym, istota ludzka nigdy nie jest w pełni świadoma żadnego z tych dwu systemów; musi zatem działać w umyśle, którego jest świadoma. Wieczną egzystencję zapewnia nie tak bardzo to, co umysł pojmuje, jak to, co umysł pragnie pojąć; nie tak bardzo to, jak umysł wygląda, ale to, jak umysł pragnie wyglądać, stanowi o utożsamianiu się z duchem. Nie tak bardzo to, że człowiek jest świadomy Boga, jak to, że człowiek pragnie Boga, pozwala wznosić się we wszechświecie. Nie tak ważne jest to, kim jesteś dziś, jak to, czym stajesz się dzień po dniu i w wieczności.

111:1.6 (1217.1) Umysł jest tym kosmicznym instrumentem, na którym ludzka wola może grać dysonanse zniszczenia, albo z którego ta sama, ludzka wola, może wydobyć wyrafinowane melodie identyfikacji z Bogiem i w konsekwencji życie wieczne. W końcowym podsumowaniu, obdarzający człowieka Dostrajacz jest odporny na zło i niezdolny do grzechu, jednak ludzki umysł naprawdę może być pokręcony, wykrzywiony, czyniący zło oraz szpetny na skutek grzesznych machinacji perwersyjnej i samolubnej woli człowieka. Tak samo umysł taki może stać się szlachetny, piękny, prawdziwy i dobry – rzeczywiście wielki – zgodnie z iluminowaną duchem wolą rozpoznającej Boga istoty ludzkiej.

111:1.7 (1217.2) Ewolucyjny umysł jest zupełnie stabilny i pewny, kiedy przejawia się w dwóch ekstremach intelektualizmu kosmicznego – zupełnie zmechanizowanym i całkowicie uduchowionym. Pomiędzy intelektualnymi ekstremami czysto mechanicznej kontroli i prawdziwie duchowej natury znajduje się ta wielka grupa rozwijających się i wznoszących umysłów, których stabilność i spokój zależą od osobistego wyboru i utożsamiania się z duchem.

111:1.8 (1217.3) Człowiek nie poddaje swej woli Dostrajaczowi biernie i niewolniczo. Raczej aktywnie, pozytywnie i we współpracy pragnie iść za przewodnictwem Dostrajacza, kiedy i jak odróżnia świadomie takie przewodnictwo od pragnień i impulsów naturalnego, śmiertelnego umysłu. Dostrajacze oddziałują na ludzki umysł, ale go nigdy nie opanowują wbrew jego woli; dla Dostrajaczy wola ludzka jest ostateczna. I tak ją traktują i szanują, kiedy usiłują osiągnąć duchowe cele dostrojenia myśli oraz przekształcenia charakteru na prawie nieograniczonej arenie rozwijającego się, ludzkiego intelektu.

111:1.9 (1217.4) Umysł jest waszym statkiem, Dostrajacz pilotem, ludzka wola kapitanem. Zwierzchnik śmiertelnego statku powinien mieć tyle mądrości, aby zaufać Boskiemu pilotowi, prowadzącemu wznoszącą się duszę do morontialnych portów wiecznego życia. Jedynie przez samolubstwo, lenistwo i grzeszność, ludzka wola może odrzucić przewodnictwo tak kochającego pilota i w końcu rozbić śmiertelną misję na złych mieliznach odrzuconego miłosierdzia i na skałach akceptowanego grzechu. Za waszą zgodą, ten wierny pilot przeprowadzi was bezpiecznie przez bariery czasu i przeszkody przestrzeni do samego źródła Boskiego umysłu i dalej, aż do Rajskiego Ojca Dostrajaczy.

2. Natura duszy

111:2.1 (1217.5) Dzięki umysłowym funkcjom inteligencji kosmicznej, całość umysłu dominuje nad częściami funkcjonowania intelektualnego. W swej istocie umysł jest jednością funkcjonalną, dlatego też umysł nigdy nie przestaje przejawiać tej istotnej jedności, nawet, kiedy jest krępowany i ograniczany przez niemądre działania i decyzje zwiedzionej jaźni. I ta jedność umysłu nieodmiennie dąży do duchowej koordynacji, na wszystkich poziomach jej związku z jaźniami o godności woli i prerogatywach wznoszenia się.

111:2.2 (1217.6) Materialny umysł śmiertelnego człowieka jest kosmicznym warsztatem tkackim, posiadającym morontialny materiał, na którym zamieszkujący człowieka Dostrajacz Myśli tka duchowe formy wszechświatowego charakteru i trwałe wartości boskich znaczeń – trwałą duszę ostatecznego przeznaczenia i niekończącej się działalności, potencjalnego finalistę.

111:2.3 (1218.1) Osobowość ludzka utożsamia się z umysłem i duchem, które związane są ze sobą w funkcjonalnym związku przez życie w ciele materialnym. Ten funkcjonalny związek takiego umysłu i ducha nie daje pewnej kombinacji jakości czy atrybutów umysłu i ducha, ale raczej zupełnie nową, oryginalną i unikalną wartość wszechświatową o potencjalnym wiecznym trwaniu, duszę.

111:2.4 (1218.2) Trzy a nie dwa czynniki uczestniczą w ewolucyjnym tworzeniu takiej nieśmiertelnej duszy. Tymi trzema warunkami wstępnymi powstania morontialnej duszy ludzkiej są:

111:2.5 (1218.3) 1. Umysł ludzki oraz wszystkie kosmiczne wpływy, poprzedzające go i zazębiające się o niego.

111:2.6 (1218.4) 2. Boski duch zamieszkujący ludzki umysł i wszystkie potencjały tkwiące w takim fragmencie absolutnej duchowości, razem ze wszystkimi duchowymi wpływami i czynnikami, jakie towarzyszą człowiekowi w jego życiu.

111:2.7 (1218.5) 3. Związek pomiędzy materialnym umysłem a Boskim duchem, który oznacza wartość i niesie znaczenie, jakiego nie można znaleźć w żadnym z czynników składowych takiego połączenia. Rzeczywistość tego unikalnego związku nie jest ani materialna, ani duchowa, ale morontialna. To jest dusza.

111:2.8 (1218.6) Istoty pośrednie od dawna już nazywają tę, wyłaniającą się duszę człowieka, średnim umysłem, w przeciwieństwie do niższego albo materialnego umysłu oraz wyższego, albo kosmicznego umysłu. Ten średni umysł w rzeczywistości jest fenomenem morontialnym, skoro istnieje w domenie pośredniej pomiędzy tym, co materialne a tym, co duchowe. Potencjał takiej morontialnej ewolucji zawarty jest w dwu wszechświatowych dążeniach umysłu: w dążeniu skończonego umysłu istoty stworzonej do poznawania Boga i osiągania boskości Stwórcy oraz w dążeniu nieskończonego umysłu Stwórcy do poznawania człowieka i zdobycia doświadczenia istoty stworzonej.

111:2.9 (1218.7) Ten nieziemski proces wyłaniania się nieśmiertelnej duszy jest możliwy, ponieważ śmiertelny umysł jest, po pierwsze, osobowy, a po drugie, jest w kontakcie z rzeczywistościami nadzwierzęcymi; posiada nadmaterialne obdarowanie w postaci kosmicznej opieki, która zapewnia ewolucję śmiertelnej natury, zdolnej do czynienia moralnych decyzji, tym samym nawiązuje prawdziwy stwórczy kontakt ze związanymi z człowiekiem duchowymi służbami i z zamieszkującym go Dostrajaczem Myśli.

111:2.10 (1218.8) Nieuchronnym rezultatem uduchowienia ludzkiego umysłu, co jest skutkiem tych kontaktów, są stopniowe narodziny duszy, wspólnego potomstwa przybocznego umysłu i panującej nad nim ludzkiej woli, pragnącej poznać Boga, działających w powiązaniu z siłami duchowymi wszechświata, które są pod kontrolą nadrzędną rzeczywistego fragmentu tego właśnie Boga całego stworzenia – Nieodgadnionego Monitora. I tym sposobem materialna i śmiertelna rzeczywistość jaźni przewyższa doczesne ograniczenia fizycznej maszynerii życia i osiąga nową ekspresję i nową tożsamość w wyłaniającym się jej nośniku, który ma zapewnić ciągłość osobowości, w morontialnej i nieśmiertelnej duszy.

3. Rozwijająca się dusza

111:3.1 (1218.9) Błędy śmiertelnego umysłu i pomyłki w ludzkim postępowaniu mogą znacznie opóźnić ewolucję duszy, chociaż nie mogą powstrzymać tego fenomenu morontialnego, gdy raz został zapoczątkowany przez zamieszkującego człowieka Dostrajacza, za zgodą woli istoty stworzonej. Jednak w jakimkolwiek czasie przez śmiercią człowieka, ta sama materialna i ludzka wola może odwołać taką decyzję i odrzucić życie wieczne. Nawet po przetrwaniu śmierci, wznoszący się śmiertelnik nadal zachowuje przywilej rezygnacji z życia wiecznego; w dowolnym czasie, przez zespoleniem z Dostrajaczem, rozwijająca się i wznosząca istota może zechcieć odrzucić wolę Rajskiego Ojca. Zespolenie z Dostrajaczem oznacza, że wznoszący się śmiertelnik, wiecznie i bez zastrzeżeń, postanowił czynić wolę Ojca.

111:3.2 (1219.1) Podczas życia w ciele rozwijająca się dusza może umacniać nadmaterialne decyzje śmiertelnego umysłu. Dusza będąc nadmaterialną, nie funkcjonuje sama z siebie na materialnym poziomie doświadczenia ludzkiego. Ta podduchowa dusza nie może również funkcjonować ponad poziomem morontialnym, bez współpracy jakiegoś ducha Bóstwa, takiego jak Dostrajacz. Tak samo dusza nie może podejmować ostatecznych decyzji, zanim śmierć czy transponowanie nie oddzieli jej od materialnych związków ze śmiertelnym umysłem, za wyjątkiem tego, kiedy ów materialny umysł udzieli takiego upoważnienia współdziałającej z nim duszy morontialnej, dobrowolnie i z własnej woli. Podczas życia śmiertelnika, jego wola, upoważnienie osobowości do dokonywania decyzji-wyboru, znajduje się w materialnych obwodach umysłu; w miarę ziemskiego rozwoju śmiertelnika, jaźń, razem z jej bezcenną możliwością wyboru, coraz bardziej utożsamia się z wyłaniającym się bytem, morontialną duszą; po śmierci i po zmartwychwstaniu na światach-mieszkaniach, osobowość ludzka utożsamia się całkowicie z morontialną jaźnią. Zatem dusza jest embrionem przyszłego, morontialnego nośnika tożsamości osobowości.

111:3.3 (1219.2) Nieśmiertelna dusza jest w swej naturze z początku zupełnie morontialna, ale posiada takie zdolności rozwojowe, że nieodmiennie wznosi się do prawdziwie duchowych poziomów, gdzie ma możliwość zespolenia się z duchem Bóstwa, zazwyczaj z tym samym duchem Ojca Wszechświatowego, który zapoczątkował ów stwórczy fenomen w umyśle istoty stworzonej.

111:3.4 (1219.3) Zarówno ludzki umysł jak i Boski Dostrajacz są świadomi istnienia rozwijającej się duszy o zróżnicowanej naturze – Dostrajacz w pełni, umysł częściowo. Dusza uświadamia sobie coraz lepiej istnienie zarówno umysłu jak i Dostrajacza, jako związanych ze nią bytów, proporcjonalnie do jej własnego rozwoju ewolucyjnego. Udziałem duszy są właściwości zarówno ludzkiego umysłu jak i Boskiego ducha, ale rozwija się ona wytrwale, aby poszerzyć kontrolę ducha i Boską dominację przez ożywianie tych funkcji umysłowych, których znaczenia dążą do koordynacji z prawdziwą wartością ducha.

111:3.5 (1219.4) Egzystencja śmiertelnika, ewolucja duszy, nie jest tak bardzo okresem próbnym, jak szkoleniem. Wiara w przetrwanie najwyższych wartości jest istotą religii; prawdziwe doświadczenie religijne polega na zjednoczeniu najwyższych wartości i kosmicznych znaczeń, na realizacji rzeczywistości wszechświatowej.

111:3.6 (1219.5) Umysł rozróżnia ilość, rzeczywistość i znaczenia. Jednak jakość – wartości – jest odczuwana. To, co się odczuwa, jest wspólnym wytworem umysłu, który wie oraz związanego z nim ducha, który napełnia rzeczywistością.

111:3.7 (1219.6) Kiedy ludzką, rozwijającą się duszę morontialną, przenika prawda, piękno i dobroć, jako świadomość wartości – świadomość istnienia Boga – powstała w wyniku tego istota staje się niezniszczalna. Kiedy w rozwijającej się duszy ludzkiej nie ma wiecznych wartości, wtedy śmiertelny byt pozbawiony jest sensu a samo życie jest tragiczną iluzją. Ale zawsze jest prawdą: co zaczynacie w czasie z pewnością skończycie w wieczności – jeśli jest to warte skończenia.

4. Życie wewnętrzne

111:4.1 (1219.7) Rozpoznanie jest procesem intelektualnym, dopasowującym wrażenia zmysłowe świata zewnętrznego do wzorców pamięciowych człowieka. Zrozumienie oznacza, że te rozpoznane wrażenia zmysłowe i związane z nimi wzorce pamięciowe zostają zintegrowane i zorganizowane w dynamiczną sieć zasad.

111:4.2 (1220.1) Znaczenia wywodzą się z kombinacji rozpoznania i zrozumienia. Znaczenia nie istnieją w świecie całkowicie zmysłowym czy materialnym. Znaczenia i wartości dostrzegalne są tylko w wewnętrznych albo nadmaterialnych sferach doświadczenia ludzkiego.

111:4.3 (1220.2) Cały postęp prawdziwej cywilizacji rodzi się w tym, wewnętrznym świecie ludzkości. Tylko to, wewnętrzne życie, jest naprawdę twórcze. Cywilizacja nie może się rozwijać, gdy większość młodzieży jakiegokolwiek pokolenia poświęca swe zainteresowania i energie materialistycznym dążeniom świata zmysłowego czy zewnętrznego.

111:4.4 (1220.3) Światy, wewnętrzny i zewnętrzny, posiadają różne zestawy wartości. Każda cywilizacja jest zagrożona, kiedy trzy czwarte jej młodzieży wybiera zawody materialistyczne albo poszukuje zmysłowych dążeń świata zewnętrznego. Cywilizacja jest w niebezpieczeństwie, kiedy młodzież nie interesuje się etyką, socjologią, eugeniką, filozofią, sztukami pięknymi, religią i kosmologią.

111:4.5 (1220.4) Tylko na wyższych poziomach nadświadomego umysłu, gdy w doświadczeniu ludzkim dociera on do domeny ducha, możecie znaleźć te wyższe koncepcje, połączone z rzeczywistymi oryginalnymi formami, które będą się przyczyniać do tworzenia lepszej i bardziej trwałej cywilizacji. Osobowość jest nieodmiennie twórcza, ale działa w ten sposób tylko w wewnętrznym życiu jednostki.

111:4.6 (1220.5) Płatki śniegu zawsze przybierają formę sześciokątną, ale nie ma dwu jednakowych. Dzieci należą do odpowiednich typów ludzkich, ale nie ma dwu identycznych, nawet w przypadku bliźniąt. Są różne rodzaje osobowości, ale zawsze jest ona unikalna.

111:4.7 (1220.6) Szczęście i radość rodzą się w życiu wewnętrznym. Nie możecie przeżywać prawdziwej radości samotnie. Samotne życie jest zgubne dla szczęścia. Nawet rodziny i narody lepiej korzystają z życia, kiedy dzielą się nim z innymi.

111:4.8 (1220.7) Nie możecie w pełni kontrolować świata zewnętrznego – środowiska. To raczej twórczość świata wewnętrznego jest bardziej podatna na wasze ukierunkowanie, gdyż tam wasza osobowość jest wyzwolona w znacznym stopniu z więzów praw poprzedzających ją przyczyn. Z osobowością związana jest ograniczona niezależność woli.

111:4.9 (1220.8) Ponieważ życie wewnętrzne człowieka jest prawdziwie twórcze, każdy jest odpowiedzialny za decyzję, czy ta twórczość będzie spontaniczna i czysto przypadkowa, czy też kontrolowana, ukierunkowana i konstruktywna. Jak może twórcza wyobraźnia rodzić wartościowe dzieci, kiedy scena, na której działa, jest już zajęta przez uprzedzenia, nienawiść, lęki, urazy, rewanże i fanatyzm?

111:4.10 (1220.9) Idee mogą się brać z bodźców świata zewnętrznego, ale ideały rodzą się w twórczych domenach świata wewnętrznego. Dziś narody świata kierowane są przez ludzi, którzy mają nadmiar idei, ale są ubodzy z powodu braku ideałów. Stąd wywodzą się ubóstwo, rozwody, wojny i nienawiść rasowa.

111:4.11 (1220.10) Problem polega na tym: jeśli człowiek o wolnej woli obdarzony jest zdolnościami tworzenia w człowieku wewnętrznym, musimy uznać, że twórczość z wolnej woli zawiera potencjał zniszczenia z wolnej woli. A kiedy twórczość zamienia się w niszczenie, stajecie twarzą w twarz z dewastacją zła i grzechu – uciskiem, wojną i zniszczeniem. Zło jest częścią tej twórczości, która zmierza do dezintegracji i ewentualnego zniszczenia. Wszelki konflikt jest złem, dlatego, że hamuje twórcze działanie życia wewnętrznego – jest rodzajem wojny domowej w osobowości.

111:4.12 (1221.1) Twórczość wewnętrzna przyczynia się do uszlachetnienia charakteru, dzięki integracji osobowości i zjednoczeniu jestestwa. Wieczną prawdą jest to, że przeszłość jest niezmienna, tylko przyszłość może być zmieniona przez teraźniejszą twórczość jaźni wewnętrznej.

5. Uświęcenie wyboru

111:5.1 (1221.2) Czynienie woli Boga nie jest niczym więcej ani mniej, niż przejawianiem przez istotę stworzoną gotowości dzielenia z Bogiem życia wewnętrznego – z tym właśnie Bogiem, który umożliwił powstanie takiego wewnętrznego, znaczeniowo-wartościowego życia istoty stworzonej. Dzielenie się jest Boskie. Bóg dzieli wszystko z Wiecznym Synem i Nieskończonym Duchem, podczas gdy oni z kolei dzielą wszystkie rzeczy z boskimi Synami i duchowymi Córkami z wszechświatów.

111:5.2 (1221.3) Naśladowanie Boga jest kluczem do doskonałości; czynienie jego woli jest tajemnicą życia wiecznego i doskonałości w życiu wiecznym.

111:5.3 (1221.4) Śmiertelnicy żyją w Bogu i tak samo Bóg zechciał żyć w śmiertelnikach. Tak jak ludzie powierzają jemu siebie, tak i on – i to pierwszy – powierzył im część siebie, aby była z ludźmi; zgodził się żyć w ludziach i zamieszkać ludzi zgodnie z ludzką wolą.

111:5.4 (1221.5) Pokój w tym życiu, przetrwanie w śmierci, doskonałość w następnym życiu, służbę w wieczności – wszystko to osiąga się (w duchu) teraz, kiedy osobowość stworzonego zgadza się – decyduje – poddać wolę stworzonego woli Ojca. A Ojciec już wcześniej postanowił poddać fragment siebie woli osobowości stworzonego.

111:5.5 (1221.6) Taka decyzja stworzonego nie jest rezygnacją z woli. To jest uświęcenie woli, poszerzenie woli, gloryfikacja woli, doskonalenie woli; i taka decyzja wynosi wolę istoty stworzonej od poziomów znaczenia doczesnego do wyższego stanu, w którym osobowość stworzonego syna wchodzi w komunię z osobowością duchowego Ojca.

111:5.6 (1221.7) Taki wybór woli Ojca jest duchowym odkryciem duchowego Ojca przez śmiertelnego człowieka, nawet, jeśli epoka musi upłynąć, nim stworzony syn rzeczywiście stanie w prawdziwej obecności Boga w Raju. Wybór ten nie tak bardzo polega na negacji woli stworzonego – „nie moja wola, lecz twoja niech się stanie” – jak na stanowczym potwierdzeniu tego, że „jest moją wolą, aby twoja wola się stała”. I jeśli decyzja taka zostanie powzięta, wcześniej czy później wybierający Boga syn znajdzie wewnętrzną jedność (zespolenie) z zamieszkującym go fragmentem Boga, podczas gdy ten sam doskonalący się syn znajdzie najwyższe, osobowe zadowolenie w pełnej czci komunii osobowości człowieka i osobowości jego Stwórcy, dwu osobowości, których twórcze atrybuty połączyły się wiecznie w samo-wolnej, obopólnej ekspresji – w narodzinach kolejnego wiecznego partnerstwa woli człowieka i woli Boga.

6. Paradoks ludzki

111:6.1 (1221.8) Wiele doczesnych kłopotów śmiertelnego człowieka rodzi się z jego dwojakiej relacji do kosmosu. Człowiek jest częścią natury – istnieje w naturze – a przecież może przewyższyć naturę. Człowiek jest skończony, ale zamieszkały przez iskrę nieskończoności. Taka dwojaka sytuacja nie tylko tworzy potencjał zła, ale powoduje wiele sytuacji społecznych i moralnych, przynoszących sporo niepewności i niemało lęku.

111:6.2 (1222.1) Odwaga, potrzebna do pokonywania natury i górowania nad jaźnią, jest tą odwagą, która może ulec pokusie pychy. Śmiertelnik, który potrafi wynieść się ponad jaźń, może ulec pokusie deifikowania swej własnej samoświadomości. Dylemat ludzki polega na dwojakim fakcie, na tym, że człowiek jest w niewoli natury, podczas gdy jednocześnie posiada unikalną wolność – swobodę duchowego wyboru i działania. Człowiek zauważa, że na poziomach materialnych jest sługą natury, podczas gdy na poziomach duchowych tryumfuje nad naturą i wszystkimi rzeczami doczesnymi i skończonymi. Paradoksowi takiemu nieodmiennie towarzyszą pokusy, potencjalne zło, błędne decyzje, a kiedy jaźń staje się dumna i arogancka, może się zrodzić grzech.

111:6.3 (1222.2) Problem grzechu nie jest właściwością świata skończonego. Fakt skończoności nie jest ani zły, ani grzeszny. Skończony świat został stworzony przez nieskończonego Stwórcę – jest dziełem jego boskich Synów – dlatego też musi być dobry. Jednak nadużycie, zniekształcenie i wynaturzenie tego, co skończone, daje początek złu i grzechowi.

111:6.4 (1222.3) Duch może panować nad umysłem, tak samo umysł może kontrolować energię. Jednak umysł może kontrolować energię tylko przez swoje własne, inteligentne oddziaływania na przeobrażeniowe potencjały, tkwiące w matematycznym poziomie przyczyn i skutków domen materialnych. Umysł istoty stworzonej nie kontroluje energii w sposób naturalny, to jest prerogatywa Bóstwa. Umysł istoty stworzonej może jednak oddziaływać na energię i robi to w takim stopniu, w jakim staje się panem tajemnic energii wszechświata materialnego.

111:6.5 (1222.4) Kiedy człowiek zechce przekształcić rzeczywistość materialną, czy to samego siebie czy swoje otoczenie, udaje mu się to w takim stopniu, w jakim odkrył metody i środki kontroli materii i kierowania energią. Niewspomagany umysł nie może wpływać na nic materialnego, za wyjątkiem swego własnego fizycznego mechanizmu, z którym jest nieodmiennie połączony. Jednak dzięki inteligentnemu stosowaniu mechanizmu ciała, umysł może tworzyć inne mechanizmy, nawet związki energii i żywe związki a poprzez ich używanie umysł może coraz bardziej kontrolować a nawet panować nad swoim fizycznym poziomem wszechświata.

111:6.6 (1222.5) Nauka jest źródłem faktów a umysł nie może pracować bez faktów. Są one cegłami budowli mądrości, cementowanymi ze sobą doświadczeniem życiowym. Człowiek może znaleźć Bożą miłość bez faktów i odkryć Boże prawa bez miłości, ale człowiek nigdy nie może zacząć doceniać nieskończonej symetrii, nieziemskiej harmonii, wyrafinowanej pełni wszechobejmującej natury Pierwszego Źródła i Centrum, zanim nie znajdzie Boskich praw i Boskiej miłości, i zanim nie połączy ich empirycznie w swej własnej, wyłaniającej się kosmicznej filozofii.

111:6.7 (1222.6) Szerzenie się wiedzy materialnej pozwala na lepszą intelektualną ocenę znaczeń idei oraz wartości ideałów. Istota ludzka może znaleźć prawdę w swym doświadczeniu wewnętrznym, ale potrzebuje dobrej znajomości faktów, aby zastosować swe osobiste odkrycie prawdy do bezlitośnie praktycznych wymagań codziennego życia.

111:6.8 (1222.7) Jest zupełnie naturalne, że śmiertelnego człowieka może nękać uczucie niepewności, kiedy widzi siebie związanego nierozerwalnie z naturą, chociaż posiada zdolności duchowe w pełni przekraczające wszystkie rzeczy doczesne i skończone. Tylko przeświadczenie religijne – żywa wiara – może podtrzymywać człowieka w obliczu tak trudnych i kłopotliwych problemów.

111:6.9 (1223.1) Pycha jest największym ze wszystkich niebezpieczeństw, grożących śmiertelnej naturze człowieka i zagrażających jego duchowej integralności. Odwaga jest wartościowa, ale egotyzm jest próżny i samobójczy. Nie należy potępiać rozsądnej wiary w swe możliwości. Zdolność człowieka do przekształcenia samego siebie jest tą właśnie rzeczą, która go odróżnia od królestwa zwierząt.

111:6.10 (1223.2) Pycha jest oszukańcza, odurzająca i rodzi grzech, czy to występuje w jednostce, grupie, rasie czy też narodzie. Jest literalną prawdą, że „pycha idzie przed upadkiem”.

7. Problem Dostrajacza

111:7.1 (1223.3) Niepewność, połączona z bezpieczeństwem, jest esencją rajskiej przygody – niepewność w czasie i umyśle, niepewność odnośnie wydarzeń zachodzących przy stopniowym wznoszeniu się do Raju; bezpieczeństwo w duchu i wieczności, bezpieczeństwo w bezwarunkowym zaufaniu stworzonego syna Boskiemu miłosierdziu i nieskończonej miłości Ojca Wszechświatowego; niepewność niedoświadczonego obywatela wszechświata; bezpieczeństwo syna wznoszącego się we wszechświatowych mieszkaniach wszechmocnego, wszechmądrego i wszechmiłującego Ojca.

111:7.2 (1223.4) Czy mogę wam przypominać, abyście zwracali uwagę na dalekie echo sumiennego wołania Dostrajacza do waszej duszy? Zamieszkujący was Dostrajacz nie może zniweczyć, czy chociaż przekształcić materialnie waszych trudów życiowych w czasie; Dostrajacz nie może zmniejszyć trudności życiowych, kiedy kroczycie przez ten świat znoju. Boski mieszkaniec może tylko cierpliwie czekać, kiedy toczycie swą życiową walkę, tak jak się żyje na waszej planecie; możecie jednak, jeśli tylko chcecie – gdy pracujecie i się troskacie, gdy się zmagacie i trudzicie – zezwolić dzielnemu Dostrajaczowi, aby walczył razem z wami i dla was. Mielibyście pociechę i inspirację, bylibyście bardzo oczarowani i zaintrygowani, gdybyście tylko zechcieli pozwolić Dostrajaczowi, aby wciąż przedstawiał wam obrazy prawdziwych motywów, ostatecznego celu i wiecznego przeznaczenia wszystkich tych trudnych, uciążliwych zmagań ze zwykłymi problemami waszego współczesnego świata materialnego.

111:7.3 (1223.5) Dlaczego nie pomóc Dostrajaczowi w jego zadaniu, w ukazaniu wam duchowego odpowiednika wszystkich tych pracowitych wysiłków materialnych? Dlaczego nie pozwolić Dostrajaczowi wzmocnić was duchowymi prawdami mocy kosmicznej, kiedy zmagacie się z doczesnymi trudnościami bytu istoty stworzonej? Dlaczego nie zachęcić niebiańskiego pomocnika, aby dodawał wam otuchy przejrzystą wizją wiecznych perspektyw wszechświatowego życia, kiedy zakłopotani patrzycie na problemy mijającej godziny? Dlaczego nie chcecie oświecenia i inspiracji, wywodzących się z wszechświatowego punktu widzenia spraw, kiedy trudzicie się pośród przeszkód czasu i brniecie przez labirynt niepewności na drodze waszego śmiertelnego życia? Dlaczego nie pozwolić Dostrajaczowi na uduchowienie waszego myślenia, nawet, jeśli wasze stopy wciąż muszą kroczyć materialnymi drogami ziemskich trudów?

111:7.4 (1223.6) Wyższe rasy ludzkie Urantii są kompleksowo wymieszane; są mieszanką wielu ras i rodów o zróżnicowanym pochodzeniu. Ta kompleksowa natura utrudnia niezmiernie Monitorom skuteczne działanie za życia, a po śmierci przysparza sporo problemów, zarówno Dostrajaczowi jak i serafinowi opiekunowi. Nie tak dawno byłem na Salvingtonie i słyszałem, jak opiekun przeznaczenia przedkładał formalne oświadczenie w sprawie redukcji tych trudności, występujących w czasie służby na rzecz jego śmiertelnego podopiecznego. Serafin ten mówił:

111:7.5 (1223.7) „Sporo moich trudności wynikało z niekończącego się konfliktu pomiędzy dwoma naturami mego podopiecznego: impulsy ambicji przeciwstawiające się zwierzęcemu lenistwu; ideały narodów zaawansowanych skrzyżowane z instynktami podrzędnej rasy; wysokie cele wielkiego umysłu przeciwstawione impulsom prymitywnego dziedzictwa; długodystansowa wizja dalekowzrocznego Monitora neutralizowana przez krótkowzroczność istoty czasu; postępowe plany wznoszących się istot przekształcane przez pragnienia i tęsknoty materialnej natury; przebłyski wszechświatowej inteligencji anulowane przez chemiczno-energetyczne nakazy rozwijającej się rasy; dążenia aniołów zwalczane przez emocje zwierzęcia; nauczanie intelektualne anulowane przez tendencje instynktu; doświadczenie jednostki przeciwstawiane nagromadzonym tendencjom rasy; najlepsze dążenia zaćmione przez skłonności do tego, co najgorsze; lot geniuszu neutralizowany przez grawitację przeciętności; postęp dobra, opóźniony bezwładnością zła; kunszt piękna splamiony istnieniem niegodziwości; pogoda zdrowia neutralizowana słabością choroby; fontanna wiary zanieczyszczona truciznami strachu; źródło radości zatrute wodami smutku; zadowolenie oczekiwania trzeźwione goryczą spełnienia; radości życia wciąż zagrożone smutkami śmierci. Takie jest życie na tej planecie! A przecież, w wyniku nieustannej pomocy i ponagleń Dostrajacza Myśli, dusza ta doszła w znacznym stopniu do szczęścia i sukcesu, i teraz właśnie wzniosła się do hal osądu w mieszkaniach”.

111:7.6 (1224.1) [Przedstawione przez Samotnego Posłańca z Orvontonu].

Przekaz 112, Wieczne trwanie osobowości

Księga Urantii

Przekaz 112

Wieczne trwanie osobowości

112:0.1 (1225.1) EWOLUCYJNE planety są tymi sferami, z których wywodzą się ludzie, wstępnymi światami wznoszącej się egzystencji śmiertelnika. Urantia jest waszym punktem wyjściowym, tutaj łączycie się tymczasowym związkiem z waszym Boskim Dostrajaczem Myśli. Dostaliście doskonałego przewodnika, jeśli zatem będziecie szczerze podążać z biegiem czasu i osiągniecie końcowy cel wiary, nagroda epok będzie wasza; na wieczność zostaniecie zjednoczeni z zamieszkującym was Dostrajaczem. Wtedy zacznie się wasze prawdziwe życie, życie wznoszenia się, do którego wasz obecny, śmiertelny status jest tylko przedsionkiem. Potem zacznie się wasza podniosła i progresywna misja, która rozpościera się przed wami, misja finalistów w wieczności. I przez wszystkie te kolejne epoki i stadia ewolucyjnego rozwoju, absolutnie niezmienna pozostanie tylko jedna wasza część a jest nią osobowość – stałość w obliczu zmiany.

112:0.2 (1225.2) Podczas gdy próba zdefiniowania osobowości świadczyłaby o zbytniej pewności siebie, może okazać się pomocne przytoczenie tego, co jest wiadome na temat osobowości:

112:0.3 (1225.3) 1. Osobowość jest tą cechą rzeczywistości, która nadawana jest przez samego Ojca Wszechświatowego, albo przez Wspólnego Aktywizatora, działającego na rzecz Ojca.

112:0.4 (1225.4) 2. Może być nadawana dowolnemu, żywemu systemowi energii, który zawiera umysł albo ducha.

112:0.5 (1225.5) 3. Niezupełnie podlega ograniczeniom przyczynowo skutkowym. Jest względnie twórcza albo współtwórcza.

112:0.6 (1225.6) 4. Gdy nadawana jest ewolucyjnym istotom materialnym, sprawia, że duch dąży do opanowania energii-materii środkami umysłu.

112:0.7 (1225.7) 5. Osobowość, podczas gdy pozbawiona jest tożsamości, może zjednoczyć tożsamość dowolnego systemu energii żywej.

112:0.8 (1225.8) 6. Wykazuje ona tylko jakościową reakcję na obwód osobowości, w przeciwieństwie do trzech energii, które wykazują zarówno jakościową jak i ilościową reakcję na grawitację.

112:0.9 (1225.9) 7. Osobowość jest niezmienna w obliczu zmiany.

112:0.10 (1225.10) 8. Może poczynić dar dla Boga – dedykację czynienia woli Bożej z wolnej, ludzkiej woli.

112:0.11 (1225.11) 9. Charakteryzuje się moralnością – świadomością relatywności związków wzajemnych z innymi osobami. Dostrzega poziomy postępowania i czyni wybiórcze zróżnicowanie między nimi.

112:0.12 (1225.12) 10. Osobowość jest unikalna, absolutnie unikalna. Jest unikalna w czasie i przestrzeni; jest unikalna w wieczności i w Raju; jest unikalna, kiedy jest nadawana – nie ma duplikatów; jest unikalna w każdym momencie istnienia; jest unikalna w relacji do Boga – nie zważa on na osoby, lecz także nie łączy ich razem, gdyż są niezłączalne – wiążą się ze sobą, ale są niesumowalne.

112:0.13 (1226.1) 11. Osobowość reaguje bezpośrednio na obecność innej osobowości.

112:0.14 (1226.2) 12. Jest tą jedną rzeczą, która może być dodawana do ducha, tym samym jest przykładem prymatu Ojca w stosunku do Syna. (Umysł nie musi być dodawany do ducha).

112:0.15 (1226.3) 13. Osobowość może przetrwać ludzką śmierć, z tożsamością w przeżywającej duszy. Dostrajacz i osobowość są niezmienne; związek pomiędzy nimi (w duszy) nie jest niczym innym niż zmianą, ciągłą ewolucją, a jeśli ta zmiana (rozwój) zanika, dusza też może zaniknąć.

112:0.16 (1226.4) 14. Osobowość jest w unikalny sposób świadoma czasu i jest to coś odmiennego niż czasowa percepcja umysłu czy ducha.

1. Osobowość a rzeczywistość

112:1.1 (1226.5) Osobowość nadawana jest istotom stworzonym przez Ojca Wszechświatowego jako potencjalnie wieczne wyposażenie. Przeznaczeniem tego Boskiego daru jest funkcjonowanie na licznych poziomach i w kolejnych sytuacjach wszechświatowych, rozpościerających się od niskich, skończonych, do najwyższych, absonicznych, nawet do granic absolutu. Osobowość tym samym funkcjonuje na trzech kosmicznych płaszczyznach albo w trzech wszechświatowych stadiach:

112:1.2 (1226.6) 1. Status umiejscowienia. Osobowość funkcjonuje jednakowo operatywnie we wszechświecie lokalnym, superwszechświecie, jak i we wszechświecie centralnym.

112:1.3 (1226.7) 2. Status znaczenia. Osobowość działa operatywnie na poziomach skończonych, absonicznych i wkracza nawet w absolut.

112:1.4 (1226.8) 3. Status wartości. Osobowość może być urzeczywistniana empirycznie w progresywnych domenach materialnych, morontialnych i duchowych.

112:1.5 (1226.9) Osobowość ma doskonały zakres kosmicznego funkcjonowania wymiarowego. Istnieją trzy wymiary skończonej osobowości a funkcjonują one z grubsza następująco:

112:1.6 (1226.10) 1. Długość obrazuje kierunek i naturę postępu – ruch poprzez przestrzeń i odpowiednio do czasu – ewolucję.

112:1.7 (1226.11) 2. Głębokość w pionie obejmuje charakterystyczne dla ustroju popędy i postawy, różne poziomy samorealizacji oraz generalne zjawisko reagowania na środowisko.

112:1.8 (1226.12) 3. Szerokość obejmuje domenę koordynacji, powiązań i organizacji osobowości.

112:1.9 (1226.13) Typ osobowości, nadawany śmiertelnikom Urantii, ma potencjał siedmiu wymiarów samoekspresji albo realizacji osobowej. Te fenomeny wymiarowe można realizować jako trzy na poziomie skończonym, trzy na poziomie absonicznym i jeden na poziomie absolutnym. Na poziomach podabsolutnych wymiar siódmy, albo całościowy, jest doświadczalny jako fakt osobowości. Ten najwyższy wymiar jest łączącym absolutem i chociaż nie jest nieskończony, wymiarowo jest potencjałem podnieskończonego przenikania absolutu.

112:1.10 (1226.14) Skończone wymiary osobowości mają do czynienia z kosmiczną długością, głębokością i szerokością. Długość oznacza znaczenie; głębokość wyraża wartość; szerokość obejmuje wnikliwość – możliwość przeżywania niekwestionowanej świadomości rzeczywistości kosmicznej.

112:1.11 (1227.1) Na poziomie morontialnym wszystkie te, skończone wymiary poziomu materialnego są ogromnie wzbogacone i dają się realizować pewne nowe wartości wymiarowe. Wszelkie takie, poszerzone doświadczenia wymiarowe poziomu morontialnego, są wspaniale wyrażone za pomocą wymiarów najwyższych czy wymiarów osobowości, dzięki wpływowi moty a także w wyniku udziału matematyki morontialnej.

112:1.12 (1227.2) Można by uniknąć wielu kłopotów, jakich doświadczają śmiertelnicy w swych badaniach osobowości ludzkiej, gdyby istota skończona pamiętała, że poziomy wymiarowe i poziomy duchowe nie są skoordynowane w empirycznej realizacji osobowości.

112:1.13 (1227.3) Życie jest w rzeczywistości procesem, który zachodzi pomiędzy organizmem (indywidualnością) a jego otoczeniem. Osobowość przydaje wartości tożsamości i znaczenia ciągłości temu organizmowo-środowiskowemu związkowi. Tym samym będzie się uważać, że zjawisko bodziec-reakcja jest nie tylko procesem mechanicznym, skoro osobowość funkcjonuje jako czynnik w tej całościowej sytuacji. Zawsze pozostaje prawdą, że mechanizmy są z natury pasywne; organizmy są nieodmiennie aktywne.

112:1.14 (1227.4) Życie fizyczne jest procesem zachodzącym nie tak w organizmie jak pomiędzy organizmem a środowiskiem. I każdy taki proces ma tendencję tworzenia i ustanawiania organizmowych wzorców reagowania na to środowisko. Wszelkie takie wzorce dyrektywne mają z kolei wielki wpływ na wybór celu.

112:1.15 (1227.5) To właśnie dzięki pośredniczącemu działaniu umysłu, jaźń i środowisko ustanawiają znaczący kontakt. Zdolność i gotowość organizmu do nawiązania tak istotnych kontaktów z otoczeniem (odzew na popęd) reprezentuje postawę całej osobowości.

112:1.16 (1227.6) Osobowość nie może funkcjonować zbyt dobrze w izolacji. Człowiek jest z natury istotą społeczną; zdominowany jest pragnieniem przynależności. Jest literalną prawdą, że „nikt nie żyje dla siebie”.

112:1.17 (1227.7) Jednak koncepcja osobowości, w znaczeniu całości żyjącej i funkcjonującej istoty, oznacza znacznie więcej niż integrację zależności; wyraża ona zjednoczenie wszystkich czynników rzeczywistości, jak również koordynację zależności. Zależności istnieją pomiędzy dwoma obiektami, ale z trzech lub więcej obiektów wynika system i taki system jest czymś znacznie większym niż powiększona i kompleksowa zależność. Jest to istotna różnica, ponieważ w kosmicznym systemie indywidualni członkowie nie są połączeni jeden z drugim inaczej, jak w relacji do całości i poprzez indywidualność całości.

112:1.18 (1227.8) W organizmie ludzkim zsumowanie jego części stanowi jestestwo – indywidualność – ale taki proces nie ma nic do czynienia z osobowością, która jest unifikatorem wszystkich tych czynników w odniesieniu do rzeczywistości kosmicznych.

112:1.19 (1227.9) Części sumowane są w zbiorowościach; w systemach części są organizowane. Systemy wyróżniają się organizacją – wartościami pozycyjnymi. W dobrym systemie wszystkie czynniki są w kosmicznym rozmieszczeniu. W złym systemie albo czegoś brakuje albo coś jest przestawione – zdezorganizowane. W systemie ludzkim właśnie osobowość jednoczy wszelkie działania i przydaje z kolei jakości tożsamościowych i twórczych.

2. Jaźń

112:2.1 (1227.10) Przy badaniu indywidualności należałoby pamiętać o tym:

112:2.2 (1227.11) 1. Że systemy fizyczne są zależne.

112:2.3 (1227.12) 2. Że systemy intelektualne są koordynujące.

112:2.4 (1227.13) 3. Że osobowość jest nadrzędna.

112:2.5 (1227.14) 4. Że zamieszkujące ludzi siły duchowe są potencjalnie dyrektywne.

112:2.6 (1228.1) We wszystkich koncepcjach indywidualności należy zdać sobie sprawę z tego, że najpierw następuje fakt życia, jego ewaluacja czy interpretacja później. Dziecko ludzkie najpierw żyje a potem myśli o swoim życiu. W organizacji kosmicznej wnikliwość poprzedza przewidywanie.

112:2.7 (1228.2) Wszechświatowy fakt, że Bóg stał się człowiekiem, zmienił na zawsze wszystkie znaczenia i zmodyfikował wszystkie wartości osobowości ludzkiej. Miłość, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, oznacza wzajemny szacunek całych osobowości, czy to ludzkich czy boskich, albo ludzkich i boskich. Części jaźni mogą działać w różny sposób – myśląc, czując, pragnąc – ale tylko skoordynowane atrybuty całej osobowości ogniskują się w inteligentnym działaniu i wszystkie te wartości związane są z duchowym wyposażeniem śmiertelnego umysłu, kiedy istota ludzka szczerze i bezinteresownie kocha inną istotę, ludzką czy boską.

112:2.8 (1228.3) Wszystkie ludzkie koncepcje rzeczywistości oparte są na założeniu aktualności ludzkiej osobowości; wszystkie koncepcje nadludzkich rzeczywistości oparte są na doświadczaniu ludzkiej osobowości z rzeczywistościami kosmicznymi i w rzeczywistościach kosmicznych pewnych, asystujących, duchowych bytów i boskich osobowości. Wszystko, co nieduchowe w doświadczeniu ludzkim, za wyjątkiem osobowości, jest środkiem prowadzącym do celu. Każdy autentyczny związek śmiertelnego człowieka z innymi osobami – ludzkimi albo boskimi – jest celem samym w sobie. I taki związek z osobowością Bóstwa jest wiecznym celem wszechświatowego wznoszenia się.

112:2.9 (1228.4) Samo posiadanie osobowości określa człowieka jako istotę duchową, ponieważ zjednoczenie jestestwa i samoświadomość osobowości są darami świata nadmaterialnego. Ten właśnie fakt, że śmiertelnik materialista może zaprzeczyć istnieniu rzeczywistości nadmaterialnych, sam w sobie i od siebie ukazuje istnienie i działanie duchowej syntezy i kosmicznej świadomości jego ludzkiego umysłu.

112:2.10 (1228.5) Istnieje wielka kosmiczna otchłań pomiędzy materią a myślą i jest niewspółmiernie większa otchłań pomiędzy materialnym umysłem a duchową miłością. Świadomości, a jeszcze mniej samoświadomości, nie można wyjaśnić za pomocą jakiejkolwiek teorii mechanistycznego, elektronowego związku, czy też zjawisk energii materialnej.

112:2.11 (1228.6) Jak umysł podąża śladem rzeczywistości, aż do jej ostatecznej analizy, materia znika dla materialnych zmysłów, wciąż jednak może pozostawać rzeczywista dla umysłu. Kiedy wnikliwość duchowa podąża śladem tej rzeczywistości, która pozostaje po zaniku materii i podąża za nią do ostatecznej analizy, zanika ona dla umysłu, ale wnikliwość duchowa wciąż może dostrzegać rzeczywistości kosmiczne i najwyższe wartości natury duchowej. Dlatego też nauka ustępuje filozofii, podczas gdy filozofia musi poddać się konkluzjom nieodłącznym autentycznemu doświadczeniu duchowemu. Myślenie poddaje się mądrości a mądrość ginie w oświeconym i refleksyjnym czczeniu.

112:2.12 (1228.7) W nauce ludzka jaźń obserwuje świat materialny; filozofia jest obserwacją tej obserwacji świata materialnego; religia, prawdziwe doświadczenie duchowe, jest empirycznym uświadomieniem sobie kosmicznej rzeczywistości obserwowania tej obserwacji wszystkich relatywnych syntez materiałów i energii w czasie i przestrzeni. Tworzenie filozofii wszechświata wyłącznie na materializmie jest lekceważeniem tego faktu, że wszystkie rzeczy materialne są najpierw wyobrażane jako rzeczywiste w doświadczeniu świadomości ludzkiej. Obserwator nie może być rzeczą obserwowaną; wartościowanie wymaga pewnego stopnia przewyższenia tej rzeczy, która jest wartościowana.

112:2.13 (1228.8) W czasie, myślenie prowadzi do mądrości a mądrość prowadzi do czczenia; w wieczności, czczenie prowadzi do mądrości a z mądrości wynika ostateczność myślenia.

112:2.14 (1229.1) Możliwość zjednoczenia rozwijającej się jaźni właściwa jest cechom jej czynników składowych: podstawowych energii, ważniejszych tkanek, zasadniczej kontroli chemicznej, najwyższych idei, najwyższych motywów, najwyższych celów oraz Boskiego ducha, nadanego z Raju – tajemnicy samoświadomości ludzkiej duchowej natury.

112:2.15 (1229.2) Celem kosmicznej ewolucji jest zjednoczenie osobowości poprzez coraz większą dominację duchową, wolicjonalną reakcję na nauki i przewodnictwo Dostrajacza Myśli. Osobowość, zarówno ludzka jak i nadludzka, charakteryzuje się właściwą jej kosmiczną cechą, która nazwana być może „ewolucją dominacji”, poszerzaniem kontroli zarówno siebie jak i otoczenia.

112:2.16 (1229.3) Wznosząca się osobowość, swego czasu ludzka, przechodzi dwa wielkie stadia coraz większego, wolicjonalnego panowania nad sobą i we wszechświecie:

112:2.17 (1229.4) 1. Doświadczenie przedfinalisty albo doświadczenie poszukiwania Boga, poszerzanie samorealizacji metodą ekspansji i aktualizowania się tożsamości, wraz z rozwiązywaniem problemów kosmicznych a w konsekwencji nabycie biegłości w sprawach wszechświata.

112:2.18 (1229.5) 2. Doświadczenie postfinalisty albo doświadczenie objawiania Boga, twórcza ekspansja samorealizacji, poprzez objawianie empirycznej Istoty Najwyższej poszukującym Boga istotom inteligentnym, które nie osiągnęły jeszcze niebiańskich poziomów podobieństwa do Boga.

112:2.19 (1229.6) Zstępujące osobowości zdobywają takie samo doświadczenie poprzez swoje różne wszechświatowe przygody, kiedy pragną poszerzyć swe możliwości utwierdzenia się w woli i wykonywaniu Boskiej woli Bóstw – Najwyższego, Ostatecznego i Absolutnego.

112:2.20 (1229.7) Materialna jaźń, ego-istota ludzkiej tożsamości, uzależniona jest w życiu materialnym od ciągłego funkcjonowania materialnego nośnika życia, od ciągłego istnienia tej chwiejnej równowagi energii i intelektu, którą na Urantii nazywa się życiem. Jednak indywidualność, która ma wartość życia wiecznego, indywidualność, która może przewyższyć doświadczenie śmierci, kształtuje się tylko dzięki tworzeniu potencjału przeniesienia siedziby tożsamości rozwijającej się osobowości, z przejściowego nośnika życia – ciała materialnego – do bardziej trwałej, nieśmiertelnej natury, duszy morontialnej oraz dalej, do tych poziomów, na których dusza nasyca się rzeczywistością duchową i w końcu osiąga duchowy status. Takie właśnie przeniesienie, od materialnych związków do tożsamości morontialnej, dokonuje się przez szczere, wytrwałe i niezłomne postanowienie poszukiwania Boga przez istotę ludzką.

3. Zjawisko śmierci

112:3.1 (1229.8) Urantianie w zasadzie znają tylko jeden rodzaj śmierci, fizyczny zanik energii życiowych, ale co się tyczy wiecznego życia osobowości, naprawdę występują trzy rodzaje śmierci:

112:3.2 (1229.9) 1. Duchowa śmierć (duszy). Jeśli i kiedy człowiek śmiertelny ostatecznie odrzuci życie wieczne, kiedy zostanie ogłoszony duchowo niewypłacalnym, morontialnym bankrutem, w łącznej opinii Dostrajacza i serafina, kiedy taka wspólna informacja zostanie odnotowana na Uversie i po tym, jak Cenzorzy oraz ich zwierciadlani towarzysze zweryfikują te wnioski, wtedy władcy Orvontonu zarządzają natychmiastowe zwolnienie zamieszkującego człowieka Monitora. Jednak takie zwolnienie Dostrajacza nie wpływa w żaden sposób na obowiązki osobistego czy grupowego serafina względem takiej, opuszczonej przez Dostrajacza jednostki. Ten rodzaj śmierci jest ostateczny, ale nie ma wpływu na doczesne trwanie energii żywych mechanizmu fizycznego i umysłowego. Z kosmicznego punktu widzenia śmiertelnik jest już martwy; kontynuacja życia oznacza tylko trwanie materialnej bezwładności energii kosmicznych.

112:3.3 (1230.1) 2. Śmierć intelektualna (umysłu). Jeśli podstawowe obwody służby wyższych przybocznych zostają przerwane, na skutek intelektualnego odchylenia od normy, albo z powodu częściowego zniszczenia mechanizmu mózgowego i jeśli te okoliczności przekroczą pewien krytyczny punkt nieodwracalności, zamieszkujący człowieka Dostrajacz jest natychmiast zwalniany, aby mógł odlecieć do Diviningtonu. Kiedy zostają zniszczone podstawowe obwody umysłu, odpowiedzialne za ludzką wolę-działanie, osobowość śmiertelna uznawana jest za zmarłą w zapisach wszechświata. I to również jest śmierć, niezależnie od ciągłego funkcjonowania żywych mechanizmów ciała materialnego. Ciało, bez wolicjonalnego umysłu, nie jest już człowiekiem, chociaż zgodnie z wcześniejszą decyzją woli ludzkiej, dusza takiej jednostki może żyć wiecznie.

112:3.4 (1230.2) 3. Śmierć materialna (ciała i umysłu). Kiedy śmierć spotka istotę ludzką, Dostrajacz pozostaje w cytadeli umysłu tak długo, aż umysł przestanie funkcjonować w charakterze inteligentnego mechanizmu, mniej więcej do tego czasu, kiedy mierzalne energie mózgu zakończą swą rytmiczną pulsację życiową. W wyniku takiego rozpadu Dostrajacz opuszcza zanikający umysł tak samo bezceremonialnie, jak do niego wszedł wiele lat wcześniej i przez Uversę udaje się do Diviningtonu.

112:3.5 (1230.3) Po śmierci materialne ciało wraca do świata pierwiastków, z którego powstało, jednak trwają dwa niematerialne czynniki przetrwałej osobowości: istniejący wcześniej Dostrajacz Myśli, z pamięciowym zapisem działalności śmiertelnika, udaje się do Diviningtonu; również pod nadzorem opiekuna przeznaczenia pozostaje nieśmiertelna, morontialna dusza zmarłego śmiertelnika. Te stadia i formy duszy, te niegdyś kinetyczne a teraz statyczne formuły tożsamości, są niezbędne do ponownego uosobienia istoty na światach morontialnych i takie właśnie, ponowne połączenie Dostrajacza i duszy znowu składa przetrwałą osobowość, co w czasie morontialnego przebudzenia daje wam świadomość.

112:3.6 (1230.4) Dla tych, którzy nie mają osobistych opiekunów seraficznych, grupowi opiekunowie wiernie i sprawnie spełniają te same powinności – przechowywania tożsamości i zmartwychwstania osobowości. Serafini są niezbędni do ponownego połączenia osobowości.

112:3.7 (1230.5) W momencie śmierci człowieka, Dostrajacz Myśli chwilowo traci osobowość, ale nie tożsamość; ludzki podopieczny chwilowo traci tożsamość, ale nie osobowość; na światach mieszkaniach obie łączą się w wiecznej formie. Dostrajacz Myśli, który odleciał, nigdy nie wraca na Ziemię jako istota, którą wcześniej zamieszkiwał; nigdy też osobowość nie przejawia się bez ludzkiej woli; i nigdy pozbawiona Dostrajacza istota ludzka nie przejawia po śmierci aktywnej tożsamości, ani też w żaden inny sposób nie komunikuje się z żywymi istotami na Ziemi. Takie pozbawione Dostrajacza dusze są całkowicie i absolutnie pozbawione świadomości, w czasie długiego czy krótkiego snu śmierci. Nie może się pojawić żaden rodzaj osobowości, czy też możliwość komunikowania się z innymi osobowościami, aż przetrwanie nie zostanie dopełnione. Tym, którzy idą do światów mieszkań, nie wolno przesyłać wiadomości swoim ukochanym. Istnieje we wszechświecie zarządzenie, które zabrania takiej komunikacji podczas obecnego systemu sprawiedliwości.

4. Dostrajacze po śmierci

112:4.1 (1231.1) Kiedy nastąpi śmierć typu materialnego, intelektualnego czy duchowego, Dostrajacz żegna śmiertelnego gospodarza i odlatuje do Diviningtonu. Z zarządu wszechświata lokalnego i superwszechświata administratorzy obu rządów zwierciadlanie kontaktują się ze sobą a Monitor zostaje wyrejestrowany pod tym samym numerem, pod którym wszedł w domenę czasu.

112:4.2 (1231.2) W pewien, niezupełnie zrozumiały sposób, Wszechświatowi Cenzorzy mogą wejść w posiadanie streszczenia życia ludzkiego, zawartego w duplikacie transkrypcji wartości duchowych i znaczeń morontialnych umysłu zamieszkałego przez Dostrajacza. Cenzorzy mogą dostać dostrajaczową wersję przetrwałego charakteru i właściwości duchowych zmarłego człowieka i wszystkie te dane, wraz z zapisami seraficznymi, mogą zostać przedstawione w momencie osądu danej jednostki. Informacji takiej używa się również wtedy, kiedy sytuacja odpowiada tym zarządzeniom superwszechświata, które umożliwiają pewnym, wznoszącym się istotom, natychmiastowe rozpoczęcie ich działalności w morontii, pójście do światów-mieszkań po rozpadzie śmierci przed formalnym zakończeniem planetarnego systemu sprawiedliwości.

112:4.3 (1231.3) Po śmierci fizycznej człowieka, uwolniony Dostrajacz natychmiast idzie do swej sfery ojczystej, Diviningtonu, za wyjątkiem tych ludzi, którzy są transponowani spośród żywych. To, co się dzieje na tym świecie, podczas oczekiwania na faktyczne pojawienie się przetrwałego śmiertelnika, zależy głównie od tego, czy istota ludzka wznosi się do światów-mieszkań według własnego, indywidualnego porządku, czy też oczekuje systemowego wezwania śpiących przetrwałych, po upływie epoki planetarnej.

112:4.4 (1231.4) Jeśli śmiertelny towarzysz Dostrajacza należy do tej grupy, która zostaje uosobiona ponownie na koniec systemu sprawiedliwości, Dostrajacz nie wróci natychmiast do świata-mieszkania w tym systemie, gdzie służył, ale zacznie jeden z następujących, tymczasowych przydziałów, według własnego wyboru:

112:4.5 (1231.5) 1. Zostanie zamustrowany w szeregi zanikających Monitorów, do nieujawnionej służby.

112:4.6 (1231.6) 2. Zostanie przydzielony na jakiś czas do rajskiego porządku.

112:4.7 (1231.7) 3. Rozpocznie naukę w jednej z wielu szkół przygotowawczych Diviningtonu.

112:4.8 (1231.8) 4. Będzie przebywał jakiś czas w charakterze badacza-obserwatora na jednej z sześciu świętych sfer, które stanowią Ojcowską orbitę rajskich światów.

112:4.9 (1231.9) 5. Zostanie przydzielony do służby posłańców, działających dla Uosobionych Dostrajaczy.

112:4.10 (1231.10) 6. Zostanie pomocnikiem instruktora w tych szkołach Diviningtonu, które zajmują się nauczaniem Monitorów należących do grupy dziewiczej.

112:4.11 (1231.11) 7. Dane mu będzie wybrać grupę światów swej ewentualnej służby, w takim wypadku, kiedy jest uzasadniony powód do mniemania, że jego ludzki partner mógł nie chcieć żyć wiecznie.

112:4.12 (1231.12) Kiedy w momencie śmierci osiągnąłeś(-ęłaś) trzeci okrąg lub wyższą domenę i w związku z tym miałeś(-aś) przydzielonego osobistego opiekuna przeznaczenia i jeśli końcowa transkrypcja streszczenia trwającego wiecznie charakteru, przedłożona przez Dostrajacza, zostaje bezwarunkowo poświadczona przez opiekuna przeznaczenia – jeśli zarówno serafin jak i Dostrajacz zgadzają się zasadniczo w każdym punkcie ich zapisów życia oraz rekomendacji – jeśli Wszechświatowi Cenzorzy i ich zwierciadlani towarzysze na Uversie poświadczą te dane bez dwuznaczników i zastrzeżeń, w takim wypadku Pradawni Czasu przesyłają obwodami komunikacji Salvingtonu rozporządzenie o zaawansowanym statusie i w związku z tym trybunały Władcy Nebadonu zarządzają natychmiastowe przejście przetrwałej duszy do hal zmartwychwstania światów-mieszkań.

112:4.13 (1232.1) Jeśli jednostka ludzka zdobędzie życie wieczne bez opóźnienia, wtedy, jak mi powiedziano, Dostrajacz rejestruje się na Diviningtonie, udaje się przed oblicze Ojca Wszechświatowego, wraca natychmiast i zostaje przyjęty przez Uosobionych Dostrajaczy tego superwszechświata i wszechświata lokalnego, gdzie jest przydzielony, otrzymuje akceptację szefa Uosobionych Dostrajaczy z Diviningtonu i od razu zaczyna „dopełniać przejścia tożsamości”, będąc wezwany na trzeci okres do tego świata-mieszkania, w którym aktualna forma osobowości, zaprojektowana przez opiekuna przeznaczenia, przygotowuje się do przyjęcia żyjącej wiecznie duszy ziemskiego śmiertelnika.

5. Wieczne trwanie ludzkiej jaźni

112:5.1 (1232.2) Indywidualność, czy to materialna, czy morontialna, czy duchowa, jest kosmiczną rzeczywistością. Aktualność tego, co osobowe, jest obdarzeniem Ojca Wszechświatowego, działającego w sobie i od siebie oraz swoimi różnorodnymi, wszechświatowymi środkami. Stwierdzenie, że istota jest osobowa, jest uznaniem względnej indywidualizacji takiej istoty w obrębie organizmu kosmicznego. Żywy kosmos jest prawie nieskończenie zintegrowanym skupiskiem rzeczywistych jednostek, z których wszystkie są relatywnie podporządkowane przeznaczeniu całości. Jednak tym z nich, które są osobowe, dano możliwość konkretnego wyboru – akceptacji przeznaczenia lub odrzucenia przeznaczenia.

112:5.2 (1232.3) To, co przybywa od Ojca, jest takie jak Ojciec, wieczne, a odnosi się to także do osobowości, którą Bóg daje ze swojej własnej, wolnej woli, podobnie jak w przypadku Boskiego Dostrajacza Myśli, rzeczywistego fragmentu Boga. Osobowość człowieka jest wieczna, ale w tym, co dotyczy tożsamości, jest ona warunkową wieczną rzeczywistością. Osobowość, która pojawia się w odpowiedzi na wolę Ojca, będzie docierać do przeznaczenia, do Bóstwa, ale to człowiek musi wybrać, czy będzie czy też nie będzie obecny przy osiąganiu tego przeznaczenia. W przypadku braku takiego wyboru, osobowość osiąga empiryczne Bóstwo bezpośrednio, stając się częścią Istoty Najwyższej. Taki cykl jest predestynowany, jednak udział w nim człowieka jest opcjonalny, osobisty i empiryczny.

112:5.3 (1232.4) Tożsamość śmiertelnika jest krótkotrwałym, czasowo-życiowym stanem we wszechświecie; jest ona rzeczywista zaledwie tak dalece, jak osobowość zechce stać się trwałym fenomenem wszechświatowym. Zasadnicza różnica pomiędzy człowiekiem a systemem energii jest taka, że system energii musi trwać, nie ma wyboru, ale człowiek ma wszelkie możliwości decydowania o swym własnym przeznaczeniu. Dostrajacz jest prawdziwą drogą do Raju, ale człowiek sam musi podążać tą drogą, jest to wybór jego wolnej woli.

112:5.4 (1232.5) Istoty ludzkie posiadają tożsamość jedynie w sensie materialnym. Takie właściwości jaźni wyrażają się w formie materialnego umysłu, który działa w systemie energii intelektu. Kiedy się mówi, że człowiek ma tożsamość, uznaje się, że posiada on obwód umysłu, który został podporządkowany aktom wyboru według woli osobowości ludzkiej. Jest to jednak tylko materialna i czysto przejściowa postać tożsamości, tak jak ludzki embrion jest tymczasowym, pasożytniczym stadium życia ludzkiego. Patrząc z kosmicznej perspektywy, istoty ludzkie rodzą się, żyją i umierają w czasie względnie natychmiastowym; nie są trwałe. Jednak osobowość śmiertelnika, w wyniku jej własnego wyboru, posiada możliwość zmiany miejsca pobytu swej tożsamości, od przemijającego systemu materii-intelektu, do wyższego systemu morontii-duszy, który w powiązaniu z Dostrajaczem Myśli stworzony jest jako nowy nośnik przejawów osobowości.

112:5.5 (1233.1) I to jest właśnie prawo wyboru – wszechświatowe insygnia istoty z wolną wolą – co stanowi największą szansę człowieka i jego najwyższą kosmiczną odpowiedzialność. Od integralności woli ludzkiej zależy wieczne przeznaczenie przyszłego finalisty; od szczerości wolnej woli ludzkiej zależy wieczna osobowość Boskiego Dostrajacza; od sumienności wyboru śmiertelnika zależy urzeczywistnienie nowego, wznoszącego się syna Ojca Wszechświatowego; od niezłomności i mądrości decyzji-działań zależy aktualność empirycznej ewolucji Istoty Najwyższej.

112:5.6 (1233.2) Chociaż kosmiczne okręgi rozwoju osobowości muszą w końcu zostać osiągnięte, to jeśli nie z waszej winy wypadki czasu oraz przeszkody materialnej egzystencji uniemożliwiły wam opanowanie tych poziomów na waszej rodzimej planecie, jeśli wasze intencje i pragnienia mają wartość wiecznego trwania, wtedy zarządza się przedłużenie okresu próbnego. Dostaniecie dodatkowy czas, w którym będziecie się mogli wykazać.

112:5.7 (1233.3) Jeśli kiedykolwiek istnieją wątpliwości odnośnie celowości awansowania ludzkiej tożsamości do światów-mieszkań, rządy wszechświata niezmiennie orzekają na korzyść takiej jednostki; bez wahania awansują taką duszę do statusu istoty przejściowej, podczas gdy nadal obserwują jej wyłaniające się, morontialne intencje i duchowy cel. Tym samym Boska sprawiedliwość na pewno się dopełni a Boskie miłosierdzie otrzymuje dodatkową sposobność szerszego działania.

112:5.8 (1233.4) Rządy Orvontonu i Nebadonu nie roszczą sobie prawa do absolutnej doskonałości, kiedy wypracowują szczegóły wszechświatowego planu ponownego uosobienia śmiertelnika, stwierdzają jednak, że przejawiają cierpliwość, tolerancję, zrozumienie i miłosierdzia pełne współczucie, i tak się rzeczywiście dzieje. Raczej zaryzykujemy bunt w systemie niż przystaniemy na niebezpieczeństwo pozbawienia jednego, trudzącego się śmiertelnika z jakiegokolwiek ewolucyjnego świata wiecznej radości podążania wznoszącą się drogą.

112:5.9 (1233.5) Nie oznacza to wcale, że istoty ludzkie dostają drugą możliwość w przypadku odrzucenia pierwszej. Oznacza to jednak, że wszystkie obdarzone wolą istoty dostają jedną, prawdziwą możliwość dokonania jednego, pozbawionego wątpliwości, samoświadomego i ostatecznego wyboru. Niezależni Sędziowie wszechświatów nie pozbawią statusu osobowości żadnej istoty, która nie poczyniła definitywnie i rozstrzygająco ostatecznego wyboru; dusza ludzka musi dostać i dostanie pełną i odpowiednią możliwość objawienia prawdziwych intencji i rzeczywistych zamiarów.

112:5.10 (1233.6) Gdy umierają śmiertelnicy bardziej zaawansowani duchowo i kosmicznie, udają się natychmiast do światów-mieszkań; generalnie klauzula taka obowiązuje tylko tych, którzy mają przydzielonego osobistego opiekuna seraficznego. Inni śmiertelnicy mogą być zatrzymani tak długo, aż skończy się orzekanie w ich sprawach, po czym mogą iść do światów-mieszkań, albo mogą zostać przydzieleni do szeregów śpiących przetrwałych, którzy będą ponownie uosobieni grupowo na koniec obecnego, planetarnego systemu sprawiedliwości.

112:5.11 (1233.7) Istnieją dwie trudności, które nie pozwalają mi wytłumaczyć tego, co się dzieje z tobą w czasie śmierci, przetrwałym(-ą) tobą, tym, co jest odmienne od odlatującego Dostrajacza. Jedna z nich polega na niemożności dania waszemu poziomowi rozumowania odpowiedniego określenia dla procesów zachodzących na pograniczu domen fizycznych i morontialnych. Drugą stanowią ograniczenia, nałożone przez niebiańskie władze zarządzające Urantią mojej misji objawiciela prawdy. Istnieje wiele interesujących szczegółów, które można by przedstawić, ale ich nie podaję za radą waszych bezpośrednich nadzorców planetarnych. Oto, co mogę powiedzieć w granicach mojego zezwolenia:

112:5.12 (1234.1) Jest coś rzeczywistego, coś z ludzkiej ewolucji, coś w dodatku do Nieodgadnionego Monitora, co przeżywa śmierć. Ten nowo powstały byt jest duszą i to ona przeżywa śmierć, zarówno ciała fizycznego jak i materialnego umysłu. Byt ten jest wspólnym dzieckiem połączonego życia i wysiłków ciebie ludzkiego i ciebie boskiego, Dostrajacza. To dziecko ludzkiego i Boskiego rodzica stanowi przeżywający czynnik ziemskiego pochodzenia; jest to morontialna jaźń, nieśmiertelna dusza.

112:5.13 (1234.2) To dziecko trwałych znaczeń i wartości wiecznego życia zupełnie nie ma świadomości w tym okresie, który upływa od śmierci do ponownego uosobienia i przez ten czas oczekiwania znajduje się pod opieką seraficznego opiekuna przeznaczenia. Po śmierci nie będziecie funkcjonować jako świadoma istota tak długo, aż nie zdobędziecie nowej świadomości morontialnej na światach-mieszkaniach Satanii.

112:5.14 (1234.3) W momencie śmierci funkcjonalna tożsamość, związana z ludzką osobowością, przestaje istnieć wskutek ustania ruchu życiowego. Osobowość ludzka, podczas gdy przewyższa swe części składowe, zależy od nich, gdy idzie o funkcjonalną tożsamość. Przerwanie życia niszczy materialne formy mózgowe, które stanowią podstawę umysłu a zniszczenie umysłu kończy świadomość śmiertelnika. Świadomość takiej istoty nie może się znowu pojawić, aż nie zostanie zorganizowany taki układ kosmiczny, który pozwoli tej samej, ludzkiej osobowości działać znowu w powiązaniu z żywą energią.

112:5.15 (1234.4) Przy przemieszczaniu przetrwałych śmiertelników ze świata ich pochodzenia do światów-mieszkań, czy doświadczają oni ponownego połączenia osobowości w trzecim okresie, czy też się wznoszą w czasie zmartwychwstania grupowego, zapis natury osobowości przechowywany jest wiernie przez archaniołów na światach ich funkcji specjalnych. Istoty te nie są opiekunami osobowości (tak jak serafini opiekunowie duszy), jest jednak prawdą, że każdy możliwy do identyfikacji czynnik osobowości jest skutecznie przechowywany pod opieką tych godnych zaufania powierników przetrwania śmiertelnika. Nie znamy dokładnego miejsca przebywania śmiertelnej osobowości w czasie występującym pomiędzy śmiercią a życiem wiecznym.

112:5.16 (1234.5) Warunki, które umożliwiają ponowne uosobienie, istnieją w halach zmartwychwstania przyjmujących planet morontialnych wszechświata lokalnego. Tutaj, w izbach składania życia, władze nadzorujące dostarczają takiego związku wszechświatowej energii – morontialnego, umysłowego i duchowego – który umożliwia odzyskanie na nowo świadomości przez śpiącego, przeżywającego śmierć człowieka. Ponowne połączenie części składowych byłej osobowości materialnej obejmuje:

112:5.17 (1234.6) 1. Wytworzenie odpowiedniej formy energii typu morontialnego, w której nowa, przetrwała śmierć istota może kontaktować się z rzeczywistością nieduchową i w obrębie której morontialny wariant kosmicznego umysłu może zostać objęty obwodem.

112:5.18 (1234.7) 2. Powrót Dostrajacza do oczekującej go istoty morontialnej. Dostrajacz jest wiecznym opiekunem waszej, wznoszącej się tożsamości; wasz Monitor jest absolutną rękojmią tego, że wasza własna a nie inna wola będzie zajmowała formę morontialną, stworzoną dla przebudzenia waszej osobowości. Dostrajacz będzie obecny podczas ponownego łączenia waszej osobowości, aby raz jeszcze działać w roli przewodnika do Raju dla waszej, żyjącej wiecznie jaźni.

112:5.19 (1235.1) 3. Kiedy zostaną spełnione wszystkie te wstępne warunki ponownego uosobienia, seraficzny opiekun potencjałów śpiącej, nieśmiertelnej duszy, z pomocą licznych osobowości kosmicznych obdarza bytem morontialnym oczekującą, umysłowo-cielesną formę morontialną, oddając jednocześnie to ewolucyjne dziecko Najwyższego na wieczny związek z oczekującym Dostrajaczem. I na tym się kończy ponowne uosobienie, ponowne składanie pamięci, wnikliwości i świadomości – tożsamości.

112:5.20 (1235.2) Fakt ponownego uosobienia polega na przejęciu przez rozbudzoną, ludzką jaźń, wybranego na nowo kosmicznego umysłu, objętego obwodem stadium morontialnego. Fenomen osobowości polega na stałości reakcji indywidualności jestestwa na środowisko wszechświatowe a dokonać tego można tylko za pośrednictwem umysłu. Indywidualność trwa, wbrew ciągłym zmianom we wszystkich czynnikach składowych jaźni; w życiu materialnym zmiany te są stopniowe; w momencie śmierci i po ponownym uosobieniu przemiana jest gwałtowna. Prawdziwa rzeczywistość całej indywidualności (osobowości) może funkcjonować, reagując na warunki wszechświatowe, dzięki nieustającym zmianom części składowych; stagnacja kończy się nieuchronną śmiercią. Ludzkie życie jest niekończącą się zmianą czynników życiowych, zjednoczonych stabilnością niezmiennej osobowości.

112:5.21 (1235.3) I kiedy się obudzicie na światach-mieszkaniach Jerusem, będziecie tak odmienieni, duchowe przeobrażenie będzie tak wielkie, że gdyby nie Dostrajacz Myśli i opiekun przeznaczenia, którzy tak wiernie wiążą wasze nowe życie w nowych światach z waszym starym życiem w pierwszym świecie, mielibyście z początku trudności w skojarzeniu nowej świadomości morontialnej z przywróconą pamięcią waszej poprzedniej tożsamości. Pomimo ciągłości osobowej indywidualności, większość życia śmiertelnika z początku może się wydawać niewyraźnym i zamglonym snem. Jednak czas wyjaśni wiele związków ludzkich.

112:5.22 (1235.4) Dostrajacz Myśli będzie przypominać i wskrzeszać dla was tylko te wspomnienia i doświadczenia, które są częścią waszej wszechświatowej działalności i mają dla niej istotne znaczenie. Jeśli Dostrajacz był partnerem w kształtowaniu się czegoś w ludzkim umyśle, wtedy te wartościowe doświadczenia przetrwają w wiecznej świadomości Dostrajacza. Jednak większość waszego przeszłego życia i jego wspomnień, nie posiadających ani znaczeń duchowych ani wartości morontialnych, przepadnie wraz z materialnym umysłem; większość doświadczeń materialnych przeminie jak stare rusztowanie, które połączywszy was z poziomem morontialnym, nie służy już niczemu we wszechświecie. Jednak osobowość i związki pomiędzy osobowościami nigdy nie są rusztowaniem; pamięć śmiertelnika o związkach osobowości ma wartość kosmiczną i będzie trwać. Na światach-mieszkaniach będziecie poznawać i będziecie poznawani, a oprócz tego będziecie pamiętali i będą o was pamiętać dawni towarzysze krótkiego, ale ciekawego życia na Urantii.

6. Jaźń morontialna

112:6.1 (1235.5) Tak jak motyl wyłania się ze stadium gąsienicy, tak prawdziwe osobowości istot ludzkich wyłaniają się na światach-mieszkaniach, po raz pierwszy objawione niezależnie od byłego spowicia w ciele materialnym. Morontialna działalność we wszechświecie lokalnym związana jest z ciągłym wywyższaniem mechanizmu osobowości, od początków poziomu morontialnego istnienia duszy w górę, ku końcowemu poziomowi morontialnemu rozwijającej się duchowości.

112:6.2 (1235.6) Trudno jest opowiadać wam o formach waszej osobowości morontialnej, przeznaczonej do życia we wszechświecie lokalnym. Dostaniecie morontialną formę przejawiania się osobowości i to są te wyposażenia, które w końcowym podsumowaniu przekraczają wasze zrozumienie. Takie formy, podczas gdy całkowicie rzeczywiste, nie są formami energii klasy materialnej, jakie rozumiecie obecnie. Na światach wszechświata lokalnego służą jednakże temu samemu celowi, jakiemu służą wasze ciała materialne na planetach, z których pochodzicie.

112:6.3 (1236.1) Do pewnego stopnia kształt materialnego ciała-formy reaguje ma charakter tożsamości osobowości; w pewnym stopniu ciało materialne odzwierciedla coś z nieodłącznej natury osobowości. W jeszcze większym stopniu odzwierciedla to forma morontialna. W życiu materialnym śmiertelnicy mogą być zewnętrznie piękni, choć brzydcy duchowo; w życiu morontialnym, a coraz bardziej na wyższych jego poziomach, forma osobowości będzie się zmieniać w pełni zgodnie z naturą osoby wewnętrznej. Na poziomie duchowym, forma zewnętrzna i natura wewnętrzna zaczynają się zbliżać do zupełnej jednolitości, która jest coraz doskonalsza na wyższych poziomach duchowych.

112:6.4 (1236.2) W stanie morontialnym, wznoszący się śmiertelnik jest wyposażony w nebadońską odmianę kosmicznego wyposażenia umysłowego Ducha Nadrzędnego z Orvontonu. W tym stanie, intelekt śmiertelnika jako taki znika, przestaje istnieć jako zogniskowany byt wszechświatowy, niezależny od niezróżnicowanych obwodów umysłu Stwórczego Ducha. Jednak znaczenia i wartości umysłu śmiertelnika nie zanikają. Pewne stadia umysłu istnieją nadal w przetrwałej duszy; pewne empiryczne wartości dawnego umysłu ludzkiego przechowywane są przez Dostrajacza; a we wszechświecie lokalnym pozostają zapisy życia ludzkiego, jak było przeżywane w ciele, razem z pewnymi żywymi zapisami w licznych istotach, które zajmują się ostateczną ewaluacją wznoszących się śmiertelników, a szereg tych istot rozciąga się od serafina do Wszechświatowych Cenzorów i prawdopodobnie jeszcze dalej, aż do Najwyższego.

112:6.5 (1236.3) Wola istoty stworzonej nie może istnieć bez umysłu, jednak trwa ona, pomimo utraty materialnego intelektu. Zaraz po przeżyciu śmierci, wznosząca się osobowość prowadzona jest w znacznym stopniu przez formy charakteru odziedziczone z ludzkiego życia i przez pojawiające się wtedy działanie moty morontialnej. I tacy przewodnicy postępowania w mieszkaniach działają zadowalająco we wczesnych stadiach życia morontialnego, jeszcze przed pojawieniem się woli morontialnej, jako dojrzałej, wolicjonalnej ekspresji wznoszącej się osobowości.

112:6.6 (1236.4) Podczas życia we wszechświecie lokalnym nie pojawiają się wpływy porównywalne do siedmiu przybocznych umysłów duchów z ludzkiej egzystencji. Umysł morontialny musi się rozwijać w bezpośrednim kontakcie z kosmicznym umysłem, jak ten kosmiczny umysł został zmodyfikowany i przekształcony przez stwórcze źródło intelektu wszechświata lokalnego – Boską Opiekunkę.

112:6.7 (1236.5) Przed śmiercią, umysł śmiertelnika jest w swej świadomości niezależny od obecności Dostrajacza; przyboczny umysł potrzebuje tylko połączonych form materialno-energetycznych, aby mógł działać. Jednak morontialna dusza, będąc superprzyboczną, nie zachowuje swej samoświadomości bez Dostrajacza, gdy jest pozbawiona mechanizmu materialno-umysłowego. Rozwijająca się dusza posiada jednak ciągłość charakteru, wywiedzioną z decyzji związanego z nią uprzednio przybocznego umysłu i ten charakter staję się aktywną pamięcią, kiedy jego formy zostają ożywione przez powracającego Dostrajacza.

112:6.8 (1236.6) Trwanie pamięci jest dowodem zachowania tożsamości pierwotnego jestestwa; jest to konieczne dla dopełnienia samoświadomości, gdy idzie o ciągłość i ekspansję osobowości. Ci śmiertelnicy, którzy się wznoszą bez Dostrajaczy, są zależni, gdy idzie o rekonstrukcję ludzkiej pamięci, od pouczeń seraficznych towarzyszy; poza tym morontialne dusze zespolonych z Duchem śmiertelników nie są niczym ograniczone. Forma pamięciowa trwa w duszy, ale ta forma potrzebuje obecności dawnego Dostrajacza, aby natychmiast zacząć się uświadamiać jako kontynuacja pamięci. Pod nieobecność Dostrajacza, przetrwałemu śmiertelnikowi potrzeba znacznej ilości czasu, aby ponownie odkryć i ponownie się nauczyć – znowu przejąć – pamięciową świadomość znaczeń i wartości poprzedniej egzystencji.

112:6.9 (1237.1) Dusza, o wartości przetrwania śmierci, wiernie odzwierciedla zarówno jakościowe jak i ilościowe działania i motywacje materialnego intelektu, poprzedniej siedziby tożsamości jestestwa. Wybierając prawdę, piękno i dobroć, umysł śmiertelnika wkracza w swe przedmorontialne stadium bytu we wszechświecie, działając pod kuratelą siedmiu przybocznych umysłów-duchów, zjednoczonych kierownictwem ducha mądrości. Potem, po opanowaniu siedmiu okręgów osiągnięć przedmorontialnych, nakładanie się wyposażenia umysłu morontialnego na przyboczny umysł daje początek przedduchowemu albo morontialnemu stadium rozwoju we wszechświecie lokalnym.

112:6.10 (1237.2) Kiedy istota stworzona opuszcza swą rodzimą planetę, pozostawia za sobą służbę przybocznych i zależna jest wyłącznie od intelektu morontialnego. Kiedy wznosząca się istota opuszcza wszechświat lokalny, osiąga duchowy poziom bytu, wychodząc poza poziom morontialny. Ten nowo powstały byt duchowy dostraja się wtedy do bezpośredniego działania kosmicznego umysłu Orvontonu.

7. Zespolenie z Dostrajaczem

112:7.1 (1237.3) Zespolenie z Dostrajaczem Myśli przydaje osobowości wiecznych aktualności, które wcześniej były jedynie potencjalne. Wśród tych nowych wyposażeń można wymienić: utrwalenie cech boskości, doświadczenia i wspomnienia z przeszłej wieczności, nieśmiertelność i stadium uwarunkowanej, potencjalnej absolutności.

112:7.2 (1237.4) Po zakończeniu waszego ziemskiego kursu w tymczasowej formie, budzicie się na obrzeżach lepszego świata i w końcu zostajecie zjednoczeni w wiecznych objęciach z waszym wiernym Dostrajaczem. I to zespolenie stanowi tajemnicę uczynienia jedności z Boga i człowieka, tajemnicę ewolucji istoty skończonej i jest to wieczną prawdą. Zespolenie jest tajemnicą świętej sfery Ascendingtonu i żadna istota, oprócz tych, które doświadczyły zespolenia z duchem Bóstwa, nie może pojąć prawdziwego znaczenia tych aktualnych wartości, które zostają połączone, kiedy tożsamość istoty czasu staje się wieczną jednością z duchem Rajskiego Bóstwa.

112:7.3 (1237.5) Zespolenie z Dostrajaczem następuje zazwyczaj wtedy, kiedy wznosząca się istota przebywa w swoim systemie lokalnym. Może ono się zdarzyć na planecie narodzin, jako zapanowanie nad naturalną śmiercią; może mieć miejsce na jakimkolwiek ze światów-mieszkań albo w zarządzie systemu; może nawet być opóźnione do czasu pobytu w konstelacji albo, w szczególnych przypadkach, może nie zostać dopełnione, zanim wznosząca się istota nie dotrze do stolicy wszechświata lokalnego.

112:7.4 (1237.6) Kiedy zespolenie z Dostrajaczem staje się faktem, nie może już zaistnieć żadne przyszłe niebezpieczeństwo dla wiecznego życia takiej osobowości. Niebiańskie istoty przechodzą próbę w długim doświadczeniu, ale śmiertelnicy przechodzą względnie krótką i intensywną próbę na światach ewolucyjnych i morontialnych.

112:7.5 (1237.7) Zespolenie z Dostrajaczem nie zdarza się nigdy wcześniej, zanim rozporządzenia z superwszechświata nie ogłoszą, że istota ludzka poczyniła końcowy i nieodwołalny wybór wiecznego istnienia. Ogłoszenie takie sankcjonuje zjednoczenie i kiedy zostaje wydane, stanowi orzeczenie zgody na ostateczne opuszczenie granic wszechświata lokalnego przez zespoloną osobowość, aby się mogła udać do zarządu superwszechświata, skąd pielgrzym czasu, w odległej przyszłości, będzie objęty sekonafinem na długi lot do wszechświata centralnego, do Havony i na przygodę z Bóstwem.

112:7.6 (1238.1) Na światach ewolucyjnych indywidualność jest materialna; jest rzeczą we wszechświecie i jako taka podlega prawom materialnej egzystencji. Jest ona faktem w czasie i reaguje na jego zmienne koleje. Decyzje o życiu wiecznym muszą być tutaj wyrażone. W stadium morontialnym jaźń staje się nową i bardziej trwałą rzeczywistością wszechświatową a jej ciągły rozwój oparty jest na jej stopniowym dostrajaniu się do umysłu i obwodów duchowych wszechświatów. Teraz decyzje o życiu wiecznym są potwierdzane. Kiedy jaźń osiąga poziom duchowy, staje się wartością pewną we wszechświecie i ta nowa wartość opiera się na tym, że decyzje o życiu wiecznym zostały dokonane, o czym świadczy wieczne zespolenie z Dostrajaczem Myśli. Osiągnąwszy status prawdziwej wartości wszechświatowej, istota zostaje wyzwolona w swym potencjale poszukiwania najwyższej wartości wszechświatowej – Boga.

112:7.7 (1238.2) Takie, zespolone istoty, są dwojakie w swych oddziaływaniach z wszechświatem – są wyraźnymi jednostkami morontialnymi, niezupełnie różnymi od serafinów i są także potencjalnie istotami klasy rajskich finalistów.

112:7.8 (1238.3) Zespolona jednostka jest w rzeczywistości jedną osobowością, jedną istotą, której jedność nie poddaje się żadnej analizie ze strony jakiejkolwiek istoty inteligentnej z wszechświatów. I tak, przeszedłszy trybunały wszechświata lokalnego, od najniższego do najwyższego, z których żaden nie jest zdolny zidentyfikować człowieka czy Dostrajacza, jednego niezależnie od drugiego, będziecie w końcu postawieni przed Władcą Nebadonu, Ojcem waszego wszechświata lokalnego. I tutaj, z ręki tej samej istoty, której stwórcze ojcostwo we wszechświecie czasu umożliwiło powstanie waszego życia, otrzymacie te referencje, które upoważnią was ostatecznie do wejścia na drogę superwszechświata, w poszukiwaniu Ojca Wszechświatowego.

112:7.9 (1238.4) Czy tryumfujący Dostrajacz zdobył osobowość przez wspaniałą służbę dla ludzkości, czy dzielny człowiek osiągnął nieśmiertelność przez szczere wysiłki osiągnięcia podobieństwa do Dostrajacza? Ani jedno, ani drugie, ale razem umożliwili ukształtowanie się członka jednej z unikalnych klas wznoszących się osobowości Najwyższego, takiego, który zawsze będzie użyteczny, wierny i wydajny, kandydata do przyszłego wzrostu i rozwoju, zawsze sięgającego wzwyż i nigdy nie ustającego w niebiańskim wznoszeniu się, aż przemierzone zostanie siedem orbit Havony i dusza, swego czasu ziemskiego pochodzenia, stanie w czci pełnym uznaniu rzeczywistej osobowości Ojca w Raju.

112:7.10 (1238.5) Przez całe to wspaniałe wznoszenie się, Dostrajacz Myśli stanowi Boską rękojmię przyszłości i pełną duchową stabilizację wznoszącego się śmiertelnika. W międzyczasie, istnienie wolnej woli u śmiertelnika daje Dostrajaczowi wieczny kanał wyzwolenia jego Boskiej i nieskończonej natury. Teraz, te dwie tożsamości stają się jedną; żadne zdarzenie czasu czy wieczności nigdy nie może oddzielić człowieka od Dostrajacza; są nierozłączni, zespoleni na wieczność.

112:7.11 (1238.6) Na światach, gdzie ludzie zespalają się z Dostrajaczem, przeznaczenie Nieodgadnionego Monitora jest takie samo jak przeznaczenie wznoszącego się śmiertelnika – Rajski Korpus Finalizmu. I ani Dostrajacz ani śmiertelnik nie mogą osiągnąć tego unikalnego celu bez pełnej współpracy i wzajemnej pomocy drugiego. To nadzwyczajne partnerstwo jest jednym z najciekawszych i najbardziej zadziwiających fenomenów kosmicznych w tej epoce wszechświata.

112:7.12 (1239.1) Od czasu zespolenia z Dostrajaczem, status wznoszącego się człowieka jest statusem istoty ewolucyjnej. Ludzki element zespolenia pierwszy posiadł osobowość i dlatego też przewyższa Dostrajacza we wszystkim, co dotyczy rozpoznawania osobowości. Rajską, główną siedzibą takiej zespolonej istoty jest Ascendington a nie Divinington i ta unikalna kombinacja Boga i człowieka jest klasyfikowana jako wznoszący się śmiertelnik, przez całą drogę wzwyż, aż do Korpusu Finalizmu.

112:7.13 (1239.2) Kiedy Dostrajacz zespoli się w końcu ze wznoszącym się śmiertelnikiem, numer takiego Dostrajacza jest usuwany z zapisów superwszechświata. Nie wiem, co się dzieje w zapisach Diviningtonu, ale przypuszczam, że rejestracja takiego Dostrajacza zostaje przesunięta do tajnych okręgów najbliższego otoczenia Grandfandy, który sprawuje obowiązki szefa Korpusu Finalizmu.

112:7.14 (1239.3) Zespolenie z Dostrajaczem oznacza, że Ojciec Wszechświatowy dotrzymał swej obietnicy podarowania siebie istotom materialnym; wypełnił swą obietnicę i wykonał swój plan wiecznego obdarzenia ludzkości boskością. Odtąd człowiek próbuje realizacji i aktualizacji nieograniczonych możliwości, tkwiących w tym niebiańskim partnerstwie z Bogiem, które stało się faktem.

112:7.15 (1239.4) Znanym obecnie przeznaczeniem żyjących wiecznie śmiertelników jest Rajski Korpus Finalizmu; jest to też cel, do którego dążą wszystkie Dostrajacze Myśli, złączone w wiecznej wspólnocie z ich śmiertelnymi towarzyszami. Obecnie rajscy finaliści działają w wielkim wszechświecie i pełnią w nim wiele funkcji, jednak wszyscy przypuszczamy, że będą mieli inne i nawet bardziej niebiańskie zadania do wykonania w odległej przyszłości, po tym, jak siedem superwszechświatów zostanie ustanowionych w światłości i życiu i kiedy skończony Bóg wyłoni się ostatecznie z tej tajemnicy, która obecnie spowija to Najwyższe Bóstwo.

112:7.16 (1239.5) Zostaliście w pewnym stopniu poinformowani o organizacji i personelu wszechświata centralnego, superwszechświatów i wszechświatów lokalnych; powiedziano wam co nieco o rodzaju i pochodzeniu niektórych z różnorodnych osobowości, które obecnie rządzą tymi rozległymi kreacjami. Zostaliście też poinformowani, że organizują się rozległe galaktyki wszechświatów, położonych daleko poza peryferiami wielkiego wszechświata, na pierwszym poziomie przestrzeni zewnętrznej. Oznajmiono także w tych narracjach, że Istota Najwyższa powinna ujawnić swe nieobjawione funkcje trzeciego stadium w tych niezbadanych obecnie regionach przestrzeni zewnętrznej i powiedziano wam również, że finaliści z rajskiego korpusu są empirycznymi dziećmi Najwyższego.

112:7.17 (1239.6) Wierzymy, że przeznaczeniem śmiertelników zespolonych z Dostrajaczem jest funkcjonowanie, wraz z ich towarzyszami finalistami, w pewien sposób w administracji wszechświata na pierwszym poziomie przestrzeni zewnętrznej. Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że w odpowiednim czasie te ogromne galaktyki staną się wszechświatami zamieszkałymi. I tak samo jesteśmy przekonani, że wśród ich administratorów znajdą się rajscy finaliści, których natury są kosmicznym rezultatem połączenia istoty stworzonej i Stwórcy.

112:7.18 (1239.7) Jaka wspaniała przygoda! Jaka romantyka! Gigantyczny wszechświat zarządzany przez dzieci Najwyższego, przez uosobionych i uczłowieczonych Dostrajaczy, przez obdarzonych Dostrajaczem i uwiecznionych śmiertelników, przez te tajemnicze kombinacje wiecznych związków najwyższych znanych przejawów esencji Pierwszego Źródła i Centrum, oraz najniższej formy inteligentnego życia, zdolnej do zrozumienia Ojca Wszechświatowego i dotarcia do niego. Wyobrażamy sobie, że tak połączone istoty, to partnerstwo Stwórcy i stworzonego, będą znakomitymi władcami, niezrównanymi administratorami oraz wyrozumiałymi i współczującymi szefami wszelkich form życia inteligentnego, jakie może powstać w tych przyszłych wszechświatach pierwszego poziomu przestrzeni zewnętrznej.

112:7.19 (1240.1) Jest prawdą, że wy śmiertelnicy jesteście ziemskiego, zwierzęcego pochodzenia, waszym ciałem naprawdę jest proch. Ale kiedy rzeczywiście będzie to waszą wolą, jeśli naprawdę tego pragniecie, dziedzictwo epok będzie wasze i pewnego dnia służyć będziecie we wszechświatach w waszym prawdziwym charakterze – jako dzieci Najwyższego Boga doświadczenia i jako boscy synowie Rajskiego Ojca wszystkich osobowości.

112:7.20 (1240.2) [Przedstawione przez Samotnego Posłańca z Orvontonu].

Przekaz 113, Seraficzni opiekunowie przeznaczenia

Księga Urantii

Przekaz 113

Seraficzni opiekunowie przeznaczenia

113:0.1 (1241.1) PO PRZEDSTAWIENIU opowieści o Usługujących Duchach Czasu i Zastępach Posłańców Przestrzeni, przechodzimy teraz do rozważania aniołów stróżów, serafinów służących tym indywidualnym śmiertelnikom, dla których wyniesienia i doskonalenia został stworzony cały rozbudowany porządek życia wiecznego w duchowym rozwoju. W minionych epokach, na Urantii, ci opiekunowie przeznaczenia byli właściwie jedyną znaną grupą aniołów. Serafini planetarni są faktycznie duchami posługującymi, wysłanymi do służenia tym, którzy mają przeżyć śmierć. Ci asystujący serafini zawsze działają jako pomocnicy duchowi śmiertelnego człowieka, we wszystkich wielkich wydarzeniach przeszłości i teraźniejszości. W wielu objawieniach „słowo mówili aniołowie”; wiele niebiańskich zarządzeń zostało „otrzymane za pośrednictwem aniołów”.

113:0.2 (1241.2) Serafini są klasycznymi aniołami z nieba; są posługującymi duchami, które żyją obok was i wiele dla was robią. Służą na Urantii od wczesnych początków istnienia inteligencji ludzkiej.

1. Anioły stróże

113:1.1 (1241.3) Nauczanie o aniołach stróżach nie jest mitem; pewne grupy istot ludzkich naprawdę mają osobistych aniołów. Jezus wiedział o tym, gdy mówił do dzieci królestwa niebiańskiego: „Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych, albowiem powiadam wam: aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mego”.

113:1.2 (1241.4) Na początku serafini byli przydzielani tylko do poszczególnych ras ludzkich Urantii. Jednak od czasu obdarzenia, dokonanego przez Michała, są oni przydzielani w zależności od ludzkiej inteligencji, duchowości i przeznaczenia. Intelektualnie, ludzkość dzieli się na trzy klasy:

113:1.3 (1241.5) 1. Umysłowo podnormalni – ci, którzy nie mają normalnej siły woli, ci, którzy nie podejmują przeciętnych decyzji. Klasa ta obejmuje te osoby, które nie potrafią zrozumieć Boga; nie mają możliwości inteligentnego czczenia Bóstwa. Istoty podnormalne z Urantii mają swój korpus serafinów, jedną kompanię z jednym batalionem cherubinów, przydzieloną im do służenia i świadczenia, że sprawiedliwość i miłosierdzie rozpościera się na te istoty, w ich wysiłkach życiowych na tej sferze.

113:1.4 (1241.6) 2. Przeciętny, normalny typ umysłu ludzkiego. Z punktu widzenia służby seraficznej, większość mężczyzn i kobiet zgrupowana jest w siedmiu klasach, zgodnie z ich statusem w zdobywaniu okręgów postępu ludzkiego i rozwoju duchowego.

113:1.5 (1241.7) 3. Umysłowo nadnormalni – podejmujący wielkie decyzje i posiadający niewątpliwy potencjał dokonań duchowych, mężczyźni i kobiety, którzy mają większy czy mniejszy kontakt z zamieszkującymi ich Dostrajaczami; członkowie różnorodnych rezerwowych korpusów przeznaczenia. Nie ma znaczenia, w jakim okręgu znajduje się człowiek, jeśli taka jednostka zostaje zarejestrowana w którymkolwiek z wielu rezerwowych korpusów przeznaczenia, dokładnie wtedy i tam przydzielany jest jej osobisty serafin i od tego czasu, do skończenia ziemskiego życia, śmiertelnikowi takiemu stale służy i opiekuje się nim nieustannie anioł stróż. Również wtedy, kiedy dowolna istota ludzka czyni tę najwyższą decyzję, kiedy następują prawdziwe zaręczyny z Dostrajaczem, natychmiast zostaje przydzielany takiej duszy osobisty opiekun.

113:1.6 (1242.1) W wypadku służby dla tak zwanych istot normalnych, seraficznych przydziałów dokonuje się zgodnie z ludzkim osiąganiem okręgów intelektualizmu i duchowości. Zaczynacie, gdy wasz umysł zlokalizowany jest w siódmym okręgu i idziecie do wewnątrz, dążąc do zrozumienia siebie, przezwyciężania siebie i opanowania siebie; posuwacie się okręg za okręgiem, aż dotrzecie do pierwszego albo wewnętrznego okręgu względnego kontaktu i komunii z zamieszkującym was Dostrajaczem (jeśli naturalna śmierć nie zakończy waszej działalności i nie przeniesie waszych wysiłków do światów-mieszkań).

113:1.7 (1242.2) W początkowym albo siódmym okręgu, istoty ludzkie mają jednego anioła stróża, wraz z kompanią asystujących mu cherubinów, przydzielonego do nadzoru i opieki nad tysiącem śmiertelników. W szóstym okręgu para seraficzna, z kompanią cherubinów, przydzielona jest do kierowania wznoszącymi się śmiertelnikami w grupach po pięćset osób. Kiedy osiągnie się okrąg piąty, istoty ludzkie zgrupowane zostają w kompaniach, mniej więcej po sto osób, pod nadzorem pary serafinów opiekunów, działających wraz z grupą cherubinów. Po dotarciu do czwartego okręgu, istoty śmiertelne zbiera się w grupach po dziesięć i znowu nadzór nad nimi oddany jest parze serafinów, którym pomaga kompania cherubinów.

113:1.8 (1242.3) Kiedy śmiertelny umysł przełamie bezwładność zwierzęcego dziedzictwa i osiągnie trzeci okręg intelektualizmu ludzkiego oraz nabytej duchowości, osobisty anioł (w rzeczywistości dwóch) będzie odtąd całkowicie i wyłącznie poświęcał się temu, wznoszącemu się śmiertelnikowi. I w ten sposób owe dusze ludzkie, w dodatku do zawsze obecnych i coraz bardziej sprawnych, zamieszkujących je Dostrajaczy Myśli, otrzymują niepodzielną asystę osobistych opiekunów przeznaczenia, we wszystkich swoich wysiłkach ukończenia trzeciego okręgu, przejścia drugiego i dotarcia do pierwszego.

2. Opiekunowie przeznaczenia

113:2.1 (1242.4) Serafini nie są uznawani za opiekunów przeznaczenia tak długo, aż dostaną przydział duszy ludzkiej, która dokonała jednego czy więcej z trzech osiągnięć: powzięła najwyższą decyzję, aby stać się podobną Bogu, weszła w trzeci okrąg, albo została powołana do jednego z rezerwowych korpusów przeznaczenia.

113:2.2 (1242.5) W ewolucji gatunku, opiekun przeznaczenia przydzielany zostaje tej istocie, która pierwsza osiągnie wymagany okrąg. Na Urantii pierwszym śmiertelnikiem, który dostał osobistego opiekuna był Rantowoc, mędrzec rasy czerwonej z dawnych czasów.

113:2.3 (1242.6) Wszystkich aniołów przydziela się z grup serafinów-ochotników i te nominacje zawsze są zgodne z potrzebami ludzkimi, jak również uwzględniają status pary anielskiej – biorą pod uwagę ich seraficzne doświadczenie, umiejętności i mądrość. Tylko serafini, którzy już długo służą, bardziej doświadczeni i wypróbowani, przydzielani są jako opiekunowie przeznaczenia. Wielu opiekunów zyskało bardzo cenne doświadczenie na tych światach, które nie należą do grupy zespolenia z Dostrajaczem. Podobnie jak Dostrajacze, serafini towarzyszą tym istotom przez czas jednego życia, a potem zostają wyzwoleni do nowego zadania. Wielu przebywających na Urantii opiekunów zdobyło to wstępne, praktyczne doświadczenie na innych światach.

113:2.4 (1243.1) Kiedy istotom ludzkim nie uda się przetrwać śmierci, ich osobiści albo grupowi opiekunowie mogą służyć wiele razy na tej samej planecie, pełniąc podobne funkcje. Serafini wykazują pewne przywiązanie do poszczególnych światów i żywią szczególne uczucia w stosunku do pewnych ras i typów istot śmiertelnych, z którymi byli tak mocno i blisko związani.

113:2.5 (1243.2) Aniołowie żywią niezmienne uczucia dla swych ludzkich towarzyszy i wy również przejawialibyście żarliwe dla nich uczucia, gdybyście tylko mogli sobie ich wyobrazić. Gdyby pozbawiono was ciał materialnych i dano wam formy duchowe, w wielu cechach osobowości zbliżylibyście się do aniołów. Aniołowie podzielają większość waszych uczuć i przejawiają pewne uczucia dodatkowe. Jedynym waszym uczuciem, które jest dla nich w pewnym sensie trudne do zrozumienia, jest dziedzictwo zwierzęcego strachu, który nabiera tak wielkiej wagi w życiu umysłowym przeciętnego mieszkańca Urantii. Aniołom trudno jest doprawdy zrozumieć, dlaczego ciągle pozwalacie sobie na to, aby wasze wyższe zdolności intelektualne, nawet wiara religijna, tak bardzo były zdominowane przez strach, tak dogłębnie zdemoralizowane bezmyślną paniką przerażenia i lęku.

113:2.6 (1243.3) Wszyscy serafini mają indywidualne imiona, ale w zapisach ich przydziału do świata służby określani są często planetarnymi numerami. W zarządzie wszechświata rejestrowani są pod imieniem i numerem. Opiekun przeznaczenia ziemskiego osobnika, którego używa się w tym kontakcie-łączności, ma numer 3, z grupy 17, z kompani 126, batalionu 4, jednostki 384, legionu 6, zastępu 37, z 182.314 seraficznej armii Nebadonu. Obecny, planetarny numer przydziału tego serafina na Urantii i dla jego ludzkiego podopiecznego wynosi 3.641.852.

113:2.7 (1243.4) Serafini zawsze ochotniczo zgłaszają się do służby opieki osobistej, do funkcji aniołów jako opiekunów przeznaczenia. W mieście tego właśnie nawiedzenia, nie tak dawno pewien śmiertelnik został przyjęty do rezerwowego korpusu przeznaczenia, a ponieważ wszyscy tacy śmiertelnicy mają osobistych aniołów stróżów, ponad stu wykwalifikowanych serafinów ubiegało się o ten przydział. Szef planetarny wybrał dwanaście bardziej doświadczonych jednostek a potem mianował tego serafina, którego oni wybrali, jako najlepiej pasującego do przewodzenia tej ludzkiej istocie w jej życiu. Oznacza to, że wybrali pewną parę jednakowo wykwalifikowanych serafinów; jeden z tej pary seraficznej zawsze będzie na służbie.

113:2.8 (1243.5) Zadania seraficzne mogą trwać nieprzerwanie a każde z pary anielskiej może sprawować wszystkie obowiązki służbowe. Serafini zazwyczaj służą w parach, tak jak cherubini, ale w odróżnieniu do ich mniej zaawansowanych towarzyszy, serafini czasem pracują indywidualnie. Praktycznie wszystkich kontaktów z istotami ludzkimi mogą dokonywać jako jednostki. Obaj aniołowie potrzebni są tylko do komunikacji i służby w wyższych obwodach wszechświatów.

113:2.9 (1243.6) Kiedy para seraficzna podejmie się zadania opiekunów, służą w ten sposób przez resztę życia istoty ludzkiej. Istota dopełniająca (jeden z dwu aniołów) zapisuje przebieg tego zadania. Serafini dopełniający są aniołami rejestratorami dla śmiertelników ze światów ewolucyjnych. Zapisy trzymane są przez parę cherubinów (cherubin i sanobin), którzy zawsze współpracują z opiekunami seraficznymi, jednak za te zapisy zawsze odpowiedzialny jest jeden z serafinów.

113:2.10 (1244.1) Okresowo, dla odpoczynku i podładowania energią życiową z obwodów wszechświata, opiekun luzowany jest przez swoje dopełnienie, a gdy jest nieobecny, towarzyszący cherubin działa jako rejestrator, co dzieje się również w takim przypadku, gdy nieobecny jest dopełniany serafin.

3. Związki z innymi wpływami duchowymi

113:3.1 (1244.2) Jedną z ważniejszych rzeczy, jakie opiekun przeznaczenia robi dla swego śmiertelnego podopiecznego, jest osobowa koordynacja licznych nieosobowych wpływów duchowych, które zamieszkują, otaczają i oddziałują z umysłem i duszą rozwijającej się istoty materialnej. Istoty ludzkie są osobowościami a istotom nieosobowym i bytom przedosobowym sprawia wielką trudność nawiązywanie bezpośredniego kontaktu z tak bardzo materialnymi i wyraźnie osobowymi umysłami. W służbie stróżujących aniołów wszelkie takie wpływy bardziej czy mniej się jednoczą i stają się lepiej dostrzegalne dla poszerzającej się natury moralnej rozwijającej się osobowości ludzkiej.

113:3.2 (1244.3) W szczególności opiekun seraficzny może korelować, i to robi, różnorodne czynniki i wpływy Nieskończonego Ducha, rozciągające się od domen kontrolerów fizycznych i przybocznych umysłów-duchów aż do Ducha Świętego – Boskiej Opiekunki i Wszechobecnego Ducha, Rajskiej obecności Trzeciego Źródła i Centrum. Zjednoczywszy zatem szerokie służby Nieskończonego Ducha i uczyniwszy je bardziej osobowymi, serafini podejmują się korelacji tego, zintegrowanego wpływu Wspólnego Aktywizatora z duchowymi obecnościami Ojca i Syna.

113:3.3 (1244.4) Dostrajacz jest obecnością Ojca; Duch Prawdy obecnością Synów. Te boskie dary są zjednoczone i skoordynowane na niższych poziomach ludzkiego doświadczenia duchowego dzięki służbie serafina opiekuna. Anielscy opiekunowie potrafią, w swej służbie dla stworzonych śmiertelników, łączyć miłość Ojca i miłosierdzie Syna.

113:3.4 (1244.5) I tu widać, dlaczego seraficzny opiekun staje się w końcu osobistym opiekunem wzorów umysłu, formuł pamięci i rzeczywistości duszy przetrwałego śmiertelnika, w tym czasie, jaki upływa pomiędzy śmiercią fizyczną a zmartwychwstaniem w morontii. Nikt, oprócz posługujących dzieci Nieskończonego Ducha, nie może w ten sposób działać dla istoty ludzkiej, w jej stadium przechodzenia z jednego poziomu wszechświata do poziomu innego, wyższego. Nawet, kiedy zapadacie w ostatnią przejściową drzemkę, kiedy przechodzicie z czasu do wieczności, wysoki supernafin tak samo dzieli z wami to przejście jako opiekun tożsamości istoty i poręczyciel jej osobowej integralności.

113:3.5 (1244.6) Na poziomie duchowym, serafini czynią osobowymi wiele skądinąd bezosobowych i przedosobowych służb wszechświatowych; są koordynatorami. Na poziomie intelektualnym są korelatorami umysłu i morontii; są interpretatorami. Na poziomie fizycznym oddziałują na ziemskie środowisko dzięki swym związkom z Nadrzędnymi Kontrolerami Fizycznymi i dzięki pomocnej służbie istot pośrednich.

113:3.6 (1244.7) Jest to opowieść o różnorodnych i ciekawych zadaniach asystujących wam serafinów; ale jak mogą te niższe osobowości anielskie, stworzone tylko nieco powyżej wszechświatowego poziomu ludzkości, robić tak trudne i skomplikowane rzeczy? Doprawdy nie wiemy, ale przypuszczamy, że tak fenomenalna służba jest w jakiś niewyjaśniony sposób ułatwiana przez nierozpoznane i nie objawione działanie Istoty Najwyższej, aktualizującego się Bóstwa rozwijających się wszechświatów czasu i przestrzeni. Na obszarze całej domeny progresywnego życia w Istocie Najwyższej i poprzez nią, serafini stanowią istotną część ciągłego rozwoju śmiertelnika.

4. Domeny działalności seraficznej

113:4.1 (1245.1) Serafini opiekunowie nie są umysłem, chociaż wywodzą się z tego samego źródła, które również daje początek śmiertelnemu umysłowi – od Stwórczego Ducha. Serafini są stymulatorami umysłu, wciąż próbują popierać w umyśle ludzkim te decyzje, które mają istotne znaczenie w przemierzaniu okręgów. Robią to nie tak jak Dostrajacz, działający z duszy, w jej obrębie i poprzez nią, ale raczej z zewnątrz do wewnątrz, działając przez otoczenie istot ludzkich, społeczne, etyczne i moralne. Serafini nie są Boskim Dostrajaczem, przyciąganiem Ojca Wszechświatowego, ale działają jako osobiste przedstawicielstwo służby Nieskończonego Ducha.

113:4.2 (1245.2) Śmiertelny człowiek, prowadzony przez Dostrajacza, zależny jest również od przewodnictwa seraficznego. Dostrajacz jest esencją wiecznej natury człowieka; serafin jest nauczycielem rozwijającej się natury ludzkiej – w tym życiu śmiertelnego umysłu, w następnym morontialnej duszy. Na światach-mieszkaniach będziecie uświadamiać sobie i odczuwać instruktorów seraficznych, ale w pierwszym życiu ludzie zazwyczaj o nich nie wiedzą.

113:4.3 (1245.3) Serafini działają jako nauczyciele ludzi, prowadząc kroki osobowości ludzkiej ścieżkami nowych i progresywnych doświadczeń. Przyjęcie przewodnictwa serafina rzadko oznacza łatwe życie. Jeśli zastosujecie się do tego przewodnictwa na pewno napotkacie, a jeśli macie odwagę, przejdziecie, urwiste zbocza decyzji moralnych oraz rozwoju duchowego.

113:4.4 (1245.4) Impuls czczenia rodzi się w znacznym stopniu z duchowych podpowiedzi wyższych umysłów przybocznych i popierany jest przez przewodnictwo Dostrajacza. Ale skłonność do modlitwy, tak często doświadczana przez świadomych Boga śmiertelników, pojawia się bardzo często na skutek wpływu seraficznego. Opiekujący się człowiekiem serafin wciąż oddziałuje na jego otoczenie, aby rozwinąć kosmiczną wnikliwość wznoszącego się człowieka, aby taki kandydat do wiecznego życia mógł nabrać głębszej świadomości istnienia zamieszkującego go Dostrajacza i tym samym mógł coraz lepiej współpracować z duchową misją tej Boskiej obecności.

113:4.5 (1245.5) Chociaż najwyraźniej Dostrajacze zamieszkujące ludzi i otaczający ludzi serafini nie porozumiewają się ze sobą, zawsze wydają się pracować w doskonałej harmonii i znakomitej zgodzie. Opiekunowie są najbardziej aktywni w tych okresach, kiedy Dostrajacze są najmniej aktywne, jednak służby jednych i drugich są w pewien sposób dziwnie wzajemnie uzależnione. Tak doskonała współpraca raczej nie może być przypadkowa czy nieplanowana.

113:4.6 (1245.6) Posługująca osobowość serafina opiekuna, Boża obecność zamieszkującego człowieka Dostrajacza, objęta obwodem akcja Ducha Świętego i świadomość Syna w Duchu Prawdy, wszystkie one są bosko współzależne w jedności służby duchowej, w osobowości śmiertelnika i dla tej osobowości. Te niebiańskie wpływy, choć pochodzące z różnych źródeł i z różnych poziomów, wszystkie są zintegrowane w utajonej i rozwijającej się obecności Istoty Najwyższej.

5. Seraficzna służba dla śmiertelników

113:5.1 (1245.7) Aniołowie nie ingerują w świętość ludzkiego umysłu; nie oddziałują na wolę śmiertelników, ani też nie kontaktują się bezpośrednio z zamieszkującymi ludzi Dostrajaczami. Opiekun przeznaczenia wywiera na was wpływ, w każdy możliwy sposób zgodny z godnością waszej osobowości; w żadnym jednak wypadku ci aniołowie nie mieszają się do wolnego funkcjonowania woli ludzkiej. Ani aniołowie, ani żadna inna klasa osobowości wszechświatowych, nie mają prawa czy upoważnienia do uszczuplania czy ograniczenia prerogatyw ludzkiego wyboru.

113:5.2 (1246.1) Aniołowie są tak blisko was i troszczą się o was tak czule, że symbolicznie „płaczą z powodu waszej rozmyślnej nietolerancji i uporu”. Serafini nie ronią materialnych łez; nie mają ciał materialnych, ani też nie posiadają skrzydeł. Przeżywają jednak emocje duchowe, jak również doznają uczuć i nastrojów natury duchowej, które są w pewnym stopniu porównywalne do uczuć ludzkich.

113:5.3 (1246.2) Serafini działają na waszą korzyść, zupełnie niezależnie od waszych bezpośrednich próśb; wypełniają oni zlecenia swych zwierzchników i tym samym działają niezależnie od waszych chwilowych kaprysów czy zmiennych nastrojów. Nie oznacza to wcale, że nie możecie ułatwiać albo też utrudniać im zadań, ale raczej to, że aniołowie nie interesują się bezpośrednio waszymi prośbami czy waszymi modlitwami.

113:5.4 (1246.3) Inteligencja aniołów nie jest dostępna bezpośrednio człowiekowi śmiertelnemu za jego życia cielesnego. Nie są oni zwierzchnikami czy szefami, ale po prostu opiekunami. Serafini strzegą was; nie próbują wpłynąć na was bezpośrednio, to wy musicie wytyczyć swój własny kierunek, ale aniołowie działają wtedy tak, aby zrobić jak najlepszy możliwy użytek z kierunku, jaki wybraliście. Nie interweniują arbitralnie (zazwyczaj) w rutynowe sprawy ludzkiego życia. Gdy jednak otrzymają instrukcje od swych zwierzchników, aby zrobić coś niezwykłego, możecie być pewni, że opiekunowie ci znajdą odpowiednie środki dla wykonania tego zadania. Raczej nie wkraczają na scenę spektaklu ludzkiego, za wyjątkiem sytuacji krytycznych i wtedy również zazwyczaj na bezpośredni rozkaz swych zwierzchników. Są to istoty, które będą iść z wami przez wiele epok i tym samym zapoznają się ze swą przyszłą pracą i związkami osobowości.

113:5.5 (1246.4) W pewnych okolicznościach serafini mogą funkcjonować jako materialni opiekunowie istot ludzkich, jednak w takim charakterze działają bardzo rzadko. Potrafią działać, z pomocą istot pośrednich i kontrolerów fizycznych, w szerokim zakresie funkcji na rzecz istot ludzkich, nawet nawiązywać rzeczywisty kontakt z ludzkością, ale to są wypadki bardzo rzadkie. W większości przypadków okoliczności domeny materialnej rozwijają się niezmienione przez działalność seraficzną, chociaż zdarzały się sytuacje zagrażające istotnym ogniwom w łańcuchu ewolucji ludzkiej i wtedy seraficzni opiekunowie działali właściwie i z własnej inicjatywy.

6. Anioły stróże po śmierci

113:6.1 (1246.5) Powiedziawszy wam co nieco o służbie serafinów podczas normalnego życia człowieka, będę się teraz starał poinformować was o postępowaniu opiekunów przeznaczenia w momencie śmiertelnej dezintegracji ich ludzkich towarzyszy. Po waszej śmierci, zapisy o was, specyfikacje tożsamości i morontialna istota duszy ludzkiej – ukształtowana łącznie przez służbę śmiertelnego umysłu i Boskiego Dostrajacza – są wiernie przechowywane przez opiekuna przeznaczenia, razem z wszelkimi innymi wartościami odnoszącymi się do waszej przyszłej egzystencji ze wszystkim, co stanowi was, was rzeczywistych, za wyjątkiem tożsamości kontynuowanej egzystencji, reprezentowanej przez odlatującego Dostrajacza oraz aktualności osobowości.

113:6.2 (1246.6) W tym momencie, gdy w umyśle ludzkim zanika światło pilotujące, światłość duchowa, którą serafini wiążą z obecnością Dostrajacza, anioł asystujący człowiekowi melduje się osobiście dowodzącym aniołom, kolejno grupie, kompanii, batalionowi, jednostce, legionowi i zastępowi; potem, po właściwym zarejestrowaniu się do ostatecznej epopei czasu i przestrzeni, anioł taki otrzymuje od planetarnego szefa aniołów poświadczenie, potrzebne do zameldowania się Gwieździe Wieczornej (czy innemu porucznikowi Gabriela), dowodzącemu seraficzną armią kandydata do wznoszenia się we wszechświecie. I po otrzymaniu zezwolenia od dowódcy swej najwyższej jednostki organizacyjnej, opiekun przeznaczenia idzie do pierwszego świata-mieszkania i tam oczekuje przywrócenia do świadomości swego byłego podopiecznego w ciele.

113:6.3 (1247.1) W tym przypadku, gdy dusza ludzka nie przetrwa śmierci, po tym, jak dostała przydzielonego jej osobistego anioła, usługujący serafin musi się udać do zarządu wszechświata lokalnego, aby tam się przyjrzeć kompletnym zapisom swej działalności, uprzednio zgłoszonym. Potem idzie przed trybunały archaniołów, aby uzyskać uniewinnienie z zarzutów w sprawie nie przeżycia jego podopiecznego; następnie idzie z powrotem do światów zamieszkałych, aby znowu otrzymać przydział do innego śmiertelnika o potencjale wznoszenia się albo do jakiejś innej sekcji służby seraficznej.

113:6.4 (1247.2) Oprócz opieki osobistej czy grupowej, aniołowie służą na wiele sposobów istotom ewolucyjnym. Opiekunowie personalni, których podopieczni nie idą natychmiast do światów-mieszkań, nie pozostają na tych światach bezczynnie, w oczekiwaniu apelu sądu kończącego system sprawiedliwości; są ponownie wyznaczani do licznych misji służbowych na obszarze wszechświata.

113:6.5 (1247.3) Serafin opiekun jest powiernikiem, przechowującym trwałe wartości śpiącej duszy śmiertelnego człowieka, podczas gdy nieobecny Dostrajacz jest tożsamością takiej, nieśmiertelnej istoty wszechświatowej. Kiedy ta dwójka współpracuje ze sobą w halach zmartwychwstania mieszkań nad nowo wytworzoną formą morontialną, następuje ponowne połączenie czynników składowych osobowości wznoszącego się śmiertelnika.

113:6.6 (1247.4) Dostrajacz was utożsami; serafin opiekun uosobi was na nowo i ponownie przedstawi was waszemu wiernemu Monitorowi z ziemskich czasów.

113:6.7 (1247.5) Oprócz tego, gdy się kończy epoka planetarna, kiedy zostają zebrani ci z niższych okręgów osiągnięć śmiertelników, ich grupowi opiekunowie składają ich ponownie w halach zmartwychwstania sfer-mieszkań, jak mówi wasz zapis: „I pośle aniołów swoich z wielkim głosem, zgromadzą wybranych jego, z jednego krańca nieba aż po drugi”.

113:6.8 (1247.6) Procedura wymiaru sprawiedliwości wymaga, aby opiekunowie osobiści albo grupowi odpowiadali na apel, na koniec systemu sprawiedliwości, w imieniu wszystkich nie przetrwałych osobowości. Dostrajacze takich nie przetrwałych istot nie wracają, a kiedy odczytywane są rejestry, serafini odpowiadają, ale Dostrajacze nie udzielają odpowiedzi. Jest to „zmartwychwstanie niesprawiedliwych”, w rzeczywistości formalne uznanie zakończenia egzystencji istoty. Zaraz po tym apelu sprawiedliwości następuje apel miłosierdzia, zmartwychwstanie śpiących przetrwałych. Są to jednak te sprawy, które nie obchodzą nikogo oprócz najwyższych i wszystko wiedzących Sędziów wartości przetrwania. Te problemy orzecznictwa naprawdę nas nie dotyczą.

113:6.9 (1247.7) Opiekunowie grupowi mogą służyć na planecie wiele epok, zostając w końcu kuratorami drzemiących dusz wielu tysięcy śpiących, przetrwałych śmiertelników. Mogą tak służyć na wielu różnych światach w danym systemie, skoro odpowiedzi na zmartwychwstanie udziela się na światach-mieszkaniach.

113:6.10 (1247.8) W systemie Satania, wszyscy opiekunowie personalni i grupowi, którzy pobłądzili podczas buntu Lucyfera, muszą być zatrzymani na Jerusem do ostatecznego osądzenia buntu, pomimo, że wielu szczerze żałowało swej głupoty. Wszechświatowi Cenzorzy zabrali już arbitralnie tym nieposłusznym i niewiernym opiekunom wszelkie aspekty powierzonych im dusz i oddali te rzeczywistości morontialne na przechowanie, pod opiekę sekonafinów-ochotników.

7. Serafini a droga wznoszenia się

113:7.1 (1248.1) Pierwsze przebudzenie się na powierzchni światów-mieszkań jest doprawdy epokowym wydarzeniem na życiowej drodze wznoszącego się śmiertelnika; tu po raz pierwszy możecie rzeczywiście zobaczyć tak długo kochanych i zawsze przy was obecnych anielskich towarzyszy z ziemskich czasów; tu także stajecie się naprawdę świadomi tożsamości i obecności Boskiego Monitora, który tak długo zamieszkiwał wasz umysł na Ziemi. Takie doświadczenie stanowi wspaniałe przebudzenie, prawdziwe zmartwychwstanie.

113:7.2 (1248.2) Na sferach morontialnych waszymi najbliższymi kompanami są usługujący serafini (a jest ich dwóch). Ci aniołowie nie tylko są waszymi partnerami w progresywnej egzystencji światów przejściowych, nie tylko pomagają wam wszelkimi sposobami w zdobywaniu statusu morontialnego i duchowego, ale także korzystają ze sposobności awansu, dzięki studiom w szkołach przygotowawczych dla serafinów ewolucyjnych, prowadzonych na światach-mieszkaniach.

113:7.3 (1248.3) Gatunek ludzki został stworzony tylko nieco niżej niż prostsze klasy anielskie. Dlatego też wasze pierwsze zadanie w życiu morontialnym będziecie prowadzić w charakterze pomocników serafinów; będzie to pierwsza praca was oczekująca, gdy zdobędziecie świadomość osobowości po wyzwoleniu z więzów ciała.

113:7.4 (1248.4) Przed opuszczeniem światów-mieszkań, wszyscy śmiertelnicy będą mieć stałych, seraficznych towarzyszy czy opiekunów. Kiedy będziecie się wznosić w sferach morontialnych, seraficzni opiekunowie zostaną w końcu świadkami waszej wiecznej jedności z Dostrajaczami Myśli i potwierdzać będą rozporządzenia o tym fakcie. Razem z Dostrajaczami ugruntowali tożsamość waszej osobowości jako cielesnych dzieci ze światów czasu. Potem, wraz z osiągnięciem dojrzałego stanu morontialnego, będą wam towarzyszyć po drodze przez Jerusem i związane z nim światy postępu i kultury systemu. Następnie pójdą z wami do Edentii i jej siedemdziesięciu sfer zaawansowanego uspołecznienia, a potem pilotować was będą do Melchizedeków i iść będą z wami wspaniałą drogą światów zarządu wszechświata. I kiedy się nauczycie mądrości i kultury Melchizedeków, wezmą was do Salvingtonu, gdzie staniecie twarzą w twarz z Władcą całego Nebadonu. I ci seraficzni przewodnicy będą jeszcze iść z wami przez sektory superwszechświata, mniejszy i większy, i dalej do światów przyjmujących Uversy, i pozostawać będą z wami, aż w końcu zostaniecie objęci sekonafinem na długi lot do Havony.

113:7.5 (1248.5) Niektórzy opiekunowie przeznaczenia, przydzieleni wam za życia w ciele, idą trasą wznoszących się pielgrzymów przez Havonę. Inni żegnają się na chwilę z długo towarzyszącymi im śmiertelnikami a potem, kiedy ci śmiertelnicy przemierzają okręgi wszechświata centralnego, opiekunowie przeznaczenia zdobywają okręgi Serafingtonu. I będą czekać na obrzeżach Raju, kiedy ich towarzysze-śmiertelnicy rozbudzą się z tranzytowego snu czasu do nowych doświadczeń wieczności. Tacy, wznoszący się serafini będą później służyć w różny sposób w korpusie finalizmu i Seraficznym Korpusie Kompletności.

113:7.6 (1248.6) Człowiek i anioł czasem są ponownie połączeni w wiecznej służbie, a czasem nie, jednak dokądkolwiek seraficzne przydziały mogą zaprowadzić serafinów, są oni zawsze w kontakcie z ich dawnymi podopiecznymi ze światów ewolucyjnych, wzniosłymi śmiertelnikami czasu. Bliskie związki i uczuciowe powiązania ze światów ludzkich początków nigdy nie zostają ani zapomniane ani zupełnie zerwane. W epokach wieczności ludzie i anioły będą współpracować w boskiej służbie, jak to robili w biegu spraw czasu.

113:7.7 (1249.1) Dla serafina, najpewniejszym sposobem dotarcia do Rajskich Bóstw jest pomyślne przeprowadzenie duszy pochodzenia ewolucyjnego do bram Raju. Dlatego też przydział na opiekuna przeznaczenia najbardziej ceniony jest przez serafinów.

113:7.8 (1249.2) Tylko opiekunowie przeznaczenia gromadzą się w pierwszym korpusie, czyli Finalizmu Śmiertelników i takie pary anielskie zaczynają najwyższą przygodę tożsamości w jedności; dwie istoty osiągają duchowe dwu-zjednoczenie na Serafingtonie, przed ich przyjęciem do korpusu finalizmu. W tym doświadczeniu dwie natury anielskie, tak bardzo się dopełniające we wszystkich wszechświatowych funkcjach, osiągają ostateczną duchową jedność – dwu w jednym – co daje im możliwość przyjęcia niedostrajaczowego fragmentu Rajskiego Ojca i zjednoczenia się z nim. I w ten sposób niektórzy z waszych ukochanych, seraficznych towarzyszy w czasie, staną się także waszymi towarzyszami-finalistami w wieczności, dziećmi Najwyższego i doprowadzonymi do doskonałości synami Rajskiego Ojca.

113:7.9 (1249.3) [Przedstawione przez szefa serafinów, przebywającego na Urantii].

Przekaz 114, Seraficzny rząd planetarny

Księga Urantii

Przekaz 114

Seraficzny rząd planetarny

114:0.1 (1250.1) NAJWYŻSI Ojcowie rządzą w królestwach ludzkich, używając wielu niebiańskich sił i środków, ale głównie dzięki służbie serafinów.

114:0.2 (1250.2) Dziś w południe, na apelu aniołów planetarnych, opiekunów i innych, było na Urantii 501.234.619 par serafinów. Dwieście zastępów seraficznych oddanych jest pod moją komendę – 597.196.800 par serafinów albo 1.194.393.600 indywidualnych aniołów. Rejestry wykazują jednak 1.002.469.238 jednostek; wynika stąd zatem, że 191.924.362 aniołów nie było na tym świecie – działali w transporcie jako posłańcy i przy obowiązkach śmierci. (Na Urantii jest prawie taka sama liczba cherubinów co serafinów i są oni podobnie zorganizowani).

114:0.3 (1250.3) Serafini i towarzyszący im cherubini zajmują się w znacznej mierze szczegółami funkcjonowania nadludzkiego rządu planety, zwłaszcza na tych światach, które zostały odosobnione na skutek buntu. Aniołowie, którym umiejętnie pomagają pośredni, działają na Urantii jako nadmaterialni opiekunowie, wykonując zarządzenia rezydującego tu gubernatora generalnego i wszystkich jego asystentów i podwładnych. Oprócz opieki osobistej i grupowej, serafini, jako klasa, wykonują również wiele innych zadań.

114:0.4 (1250.4) Urantia nie jest pozbawiona odpowiedniego i operatywnego nadzoru, prowadzonego przez system, konstelację i władców wszechświata. Jednak jej rząd planetarny nie przypomina żadnego rządu, na żadnym innym świecie w systemie Satanii, nawet w całym Nebadonie. Unikalność naszego planu zarządzania planetą wynika z licznych, nadzwyczajnych okoliczności a mianowicie:

114:0.5 (1250.5) 1. Status modyfikacji życia Urantii.

114:0.6 (1250.6) 2. Nadzwyczajne okoliczności buntu Lucyfera.

114:0.7 (1250.7) 3. Zakłócenia spowodowane odstępstwem adamicznym.

114:0.8 (1250.8) 4. Nieregularności wynikające z tego, że Urantia była jednym ze światów obdarzonych Władcą Wszechświata. Michał z Nebadonu jest Planetarnym Księciem Urantii.

114:0.9 (1250.9) 5. Specjalna funkcja dwudziestu czterech naczelników planetarnych.

114:0.10 (1250.10) 6. Lokalizacja planety w obwodzie archanielskim.

114:0.11 (1250.11) 7. Zupełnie niedawna nominacja Machiventy Melchizedeka, kiedyś wcielonego, na namiestnika Księcia Planetarnego.

1. Najwyższe władze Urantii

114:1.1 (1250.12) Z początku władzę Urantii trzymał jako powiernictwo, władca systemu Satanii. Po raz pierwszy była przezeń oddana wspólnej komisji Melchizedeków i Nosicieli Życia, i ta grupa istot działała na Urantii do przybycia odpowiednio mianowanego Księcia Planetarnego. Po upadku Księcia Caligastii, podczas buntu Lucyfera, Urantia nie miała sprawnie działających i stabilnych powiązań z wszechświatem lokalnym i jego działami administracyjnymi, aż do zakończenia jej obdarzenia przez Michała w ciele, kiedy to został on ogłoszony przez Jednoczącego Czasu planetarnym Księciem Urantii. Proklamacja taka niezbicie i w zasadzie na zawsze ustaliła status waszego świata, ale w praktyce Władca, Syn Stwórca, nie zrobił żadnego posunięcia, gdy idzie o osobistą administrację planety, poza stworzeniem jerusemskiej komisji złożonej z dwudziestu czterech byłych Urantian, mających upoważnienie do reprezentowania jego w rządzie Urantii i na wszystkich innych, objętych kwarantanną planetach systemu. Obecnie jeden z członków tej rady przebywa zawsze na Urantii jako rezydujący tutaj gubernator generalny.

114:1.2 (1251.1) Władza namiestnika, działającego z ramienia Michała jako Księcia Planetarnego, została niedawno powierzona Machivencie Melchizedekowi, ale ten Syn wszechświata lokalnego nie zrobił najmniejszego kroku, aby przekształcić obecny porządek planetarny kolejnych administracji gubernatorów generalnych rezydentów.

114:1.3 (1251.2) Niewielkie jest prawdopodobieństwo, że jakakolwiek zasadnicza zmiana w rządzie Urantii dokona się w czasie obecnego systemu sprawiedliwości, chyba, że przybyłby namiestnik Księcia Planetarnego, aby przejąć swe tytularne obowiązki. Niektórzy z naszych towarzyszy uważają, że w jakimś czasie, w niedalekiej przyszłości, plan przysyłania jednego z dwudziestu czterech radców na Urantię będzie zastąpiony formalnym przybyciem Machiventy Melchizedeka, z powiernictwem namiestnika władcy Urantii. Będzie on bez wątpienia zarządzał planetą jako zastępca Księcia Planetarnego, aż do ostatecznego osądzenia buntu Lucyfera i później prawdopodobnie aż do tej odległej przyszłości, kiedy planeta zostanie ustanowiona w światłości i życiu.

114:1.4 (1251.3) Niektórzy przypuszczają, że Machiventa nie przybędzie przejąć osobistego kierownictwa Urantian przed końcem obecnego systemu sprawiedliwości. Inni utrzymują, że namiestnik Księcia może jako taki nie przybyć, zanim Michał nie wróci kiedyś na Urantię, jak to obiecał, kiedy jeszcze był w ciele. Inni jeszcze, z narratorem włącznie, wyglądają pojawienia się Melchizedeka każdego dnia czy godziny.

2. Rada nadzorców planetarnych

114:2.1 (1251.4) Od czasu obdarzenia waszego świata przez Michała, generalne zarządzanie Urantią zostało powierzone specjalnej grupie, przebywającej na Jerusem, złożonej z dwudziestu czterech istot, swego czasu Urantian. Nie wiemy, jakie trzeba spełniać warunki, żeby zostać członkiem tej komisji, ale widzimy, że wszyscy ci, którzy zostali do niej przydzieleni, przyczyniali się do poszerzenia władzy Najwyższego w systemie Satanii. Z natury wszyscy byli prawdziwymi przywódcami, kiedy działali na Urantii i (z wyjątkiem Machiventy Melchizedeka) takie wartości przywódcze zostały później poszerzone przez doświadczenie ze światów-mieszkań i uzupełnione szkoleniem obywateli Jerusem. Członkowie tej grupy, dwudziestu czterech istot, są nominowani przez gabinet Lanaforge, zatwierdzani przez Najwyższych Ojców z Edentii, aprobowani przez Przydzielonych Strażników z Jerusem i mianowani przez Gabriela z Salvingtonu, zgodnie z upoważnieniem Michała. Tymczasowo mianowani działają dokładnie tak samo jak stali członkowie tej komisji nadzorców specjalnych.

114:2.2 (1251.5) Ta rada zarządców planetarnych zajmuje się specyficznie nadzorowaniem tych działań na świecie, które wynikają z faktu, że Michał dokonał tutaj swego końcowego obdarzenia. Utrzymują oni bliski i bezpośredni kontakt z Michałem przez łącznika, przez jedną z Gwiazd Błyszczących Wieczornych, taką samą istotę jak ta, która była przy Jezusie wtedy, gdy dokonał obdarzenia w charakterze śmiertelnika.

114:2.3 (1252.1) W chwili obecnej pewien Jan, znany wam jako „Chrzciciel”, jest przewodniczącym tej rady, kiedy odbywa się jej sesja na Jerusem. Jednak szefem z urzędu tej rady jest Przydzielony Strażnik z Satanii, bezpośredni i osobisty reprezentant Inspektora Pomocniczego na Salvingtonie i Najwyższego Wykonawcy z Orvontonu.

114:2.4 (1252.2) Członkowie tej samej komisji, złożonej z byłych Urantian, działają także jako doradcy-nadzorcy dla trzydziestu sześciu innych światów, odosobnionych wskutek buntu; pełnią bardzo ważną służbę pozwalając Lanaforge, Władcy Systemu, nawiązać bliskie i pełne zrozumienia kontakty z tymi planetami, które wciąż bardziej czy mniej pozostają pod kontrolą Ojców Konstelacji Norlatiadek. Dwudziestu czterech radców robi częste, indywidualne wypady na każdą objętą kwarantanną planetę, zwłaszcza na Urantię.

114:2.5 (1252.3) Każdy z pozostałych, odosobnionych światów, posiada podobnych doradców i różne w rozmiarach komisje złożone z byłych mieszkańców świata, ale komisje te są podporządkowane urantiańskiej grupie dwudziestu czterech. Podczas gdy członkowie urantiańskiej komisji aktywnie interesują się każdym, objętym kwarantanną światem Satanii, specjalnie i szczególnie zajmują się dobrem i postępem ras śmiertelnych Urantii, ponieważ oprócz Urantii nie nadzorują bezpośrednio spraw żadnej planety, a nawet tutaj ich władza nie jest zupełna, za wyjątkiem pewnych spraw dotyczących wiecznego życia człowieka.

114:2.6 (1252.4) Nikt nie wie, jak długo tych dwudziestu czterech radców z Urantii będzie działało na swoich obecnych pozycjach, w oderwaniu od systematycznego programu wszechświatowej działalności. Bez wątpienia nadal będą służyć na swych obecnych stanowiskach, zanim nie nastąpi jakaś zmiana statusu planetarnego, taka jak koniec systemu sprawiedliwości, przejęcie pełnej władzy przez Machiventę Melchizedeka, końcowe osądzenie buntu Lucyfera, czy ponowne pojawienie się Michała na świecie, gdzie dokonał końcowego obdarzenia. Przebywający teraz na Urantii gubernator generalny zdaje się zgadzać z opinią, że mogą zostać zwolnieni wszyscy oprócz Machiventy, aby się zacząć wznosić do Raju w tym momencie, kiedy system Satania zostanie przywrócony do obwodów konstelacji. Jednak istnieją również inne opinie.

3. Rezydujący gubernator generalny

114:3.1 (1252.5) Co sto lat czasu Urantii, jerusemski korpus dwudziestu czterech nadzorców planetarnych wyznacza jednego ze swych członków, aby przebywał na waszym świecie, aby działał jako ich przedstawiciel administracyjny, jako przebywający tutaj gubernator generalny. W czasie przygotowywania tych narracji, ów administracyjny urzędnik został zmieniony, dziewiętnasta służąca w ten sposób istota zastąpiona została przez dwudziestą. Nie podaje się wam imienia obecnego nadzorcy planetarnego tylko dlatego, że człowiek śmiertelny skłonny jest czcić, nawet deifikować swych wybitnych rodaków i nadludzkich zwierzchników.

114:3.2 (1252.6) Gubernator generalny rezydent nie sprawuje rzeczywistej, osobistej władzy, gdy idzie o sprawy światowe, za wyjątkiem tego, że działa jako reprezentant dwudziestu czterech radców z Jerusem. Funkcjonuje on jako koordynator nadludzkiej administracji i jest szanowanym szefem oraz powszechnie uznawanym liderem istot niebiańskich, działających na Urantii. Wszystkie klasy zastępów anielskich uznają go za swego dyrektora koordynacyjnego, podczas gdy zjednoczeni pośredni, od odlotu 1-2-3 pierwszego, który został jednym z dwudziestu czterech radców, naprawdę traktują kolejnych gubernatorów generalnych jak swych planetarnych ojców.

114:3.3 (1253.1) Choć gubernator generalny nie ma rzeczywistej i osobistej władzy nad planetą, przekazuje on każdego dnia dziesiątki zarządzeń i decyzji, które są akceptowane jako ostateczne przez wszystkie te osobowości, których one dotyczą. Jest on bardziej ojcowskim doradcą niż formalnym władcą. W pewnym zakresie działa tak, jak działałby Książę Planetarny, tym niemniej jego administracja znacznie bardziej przypomina administrację Synów Materialnych.

114:3.4 (1253.2) Rząd Urantii reprezentowany jest w radach Jerusem zgodnie z tym porozumieniem, na mocy którego powracający gubernator generalny zasiada jako tymczasowy członek gabinetu Książąt Planetarnych u Władcy Systemu. Oczekiwano, że kiedy Machiventa został mianowany namiestnikiem Księcia, natychmiast zajmie swe miejsce w radzie Książąt Planetarnych Satanii, ale jak dotąd nie zrobił żadnego kroku w tym kierunku.

114:3.5 (1253.3) Nadmaterialny rząd Urantii nie utrzymuje zbyt bliskich, organizacyjnych związków z wyższymi jednostkami wszechświata lokalnego. W pewnym sensie, gubernator generalny rezydent reprezentuje tak samo Salvington jak i Jerusem, skoro działa w imieniu dwudziestu czterech radców, którzy są bezpośrednimi reprezentantami Michała i Gabriela, a będąc obywatelem Jerusem, planetarny gubernator może działać jako rzecznik Władcy Systemu. Władze konstelacji reprezentuje bezpośrednio Syn Vorondadek, obserwator z Edentii.

4. Najwyższy Ojciec-obserwator

114:4.1 (1253.4) Najwyższe władanie Urantią dodatkowo komplikuje swego czasu arbitralne przejęcie władzy planetarnej przez rząd Norlatiadeku, wkrótce po buncie planetarnym. Wciąż przebywa na Urantii Syn Vorondadek, obserwator Najwyższych Ojców z Edentii, a wobec braku bezpośredniej działalności Michała, powiernik władzy planetarnej. Obecny Najwyższy Ojciec-obserwator (a czasami regent) jest dwudziestym trzecim, który służy na tym stanowisku na Urantii.

114:4.2 (1253.5) Są pewne grupy problemów planetarnych, które nadal znajdują się pod kontrolą Najwyższych Ojców z Edentii; jurysdykcja nad nimi została przejęta podczas buntu Lucyfera. Władzę w tej materii sprawuje Syn Vorondadek, obserwator z Norlatiadeku, który utrzymuje bardzo bliskie związki konsultacyjne z zarządcami planetarnymi. Komisarze do spraw rasy są na Urantii bardzo aktywni, a szefowie różnych ich grup są nieformalnie przydzieleni do rezydującego Vorondadeka obserwatora, który działa jako ich dyrektor doradczy.

114:4.3 (1253.6) W momencie kryzysu, rzeczywistym i niezawisłym szefem rządu, poza pewnymi czysto duchowymi sprawami, zostałby Syn Vorondadek z Edentii, pełniący teraz obowiązki obserwatora. (W tych wyłącznie duchowych problemach i w pewnych sprawach czysto osobowych, najwyższa władza zdaje się przysługiwać dowodzącemu archaniołowi, przydzielonemu do oddziałowego zarządu tej klasy, założonego niedawno na Urantii).

114:4.4 (1253.7) Najwyższy Ojciec-obserwator ma prawo przejąć, na własne żądanie, planetarny rząd w poważnych kryzysach planetarnych a odnotować należy, że zdarzyło się to trzydzieści trzy razy w historii Urantii. W takich czasach, Najwyższy Ojciec-obserwator działa jako Najwyższy Ojciec-regent, sprawując niekwestionowaną władzę nad wszystkimi przebywającymi na planecie służbami i administratorami, za wyjątkiem oddziałowej organizacji archaniołów.

114:4.5 (1253.8) Vorondadekowe regencje nie funkcjonują tylko dla odosobnionych przez bunt planet, ponieważ Najwyżsi Ojcowie mogą interweniować w dowolnym czasie w sprawy zamieszkałych światów, używając wyższej mądrości w sprawie królestw ludzkich, jaką mają władcy konstelacji.

5. Rząd planetarny

114:5.1 (1254.1) Naprawdę trudno jest opisać obecną administrację Urantii. Nie ma tu formalnego rządu, funkcjonującego według zasad organizacyjnych, obowiązujących we wszechświecie, rządu, który ma oddzielne sekcje prawodawcze, wykonawcze i sądownicze. Dwudziestu czterech radców stanowi ciało najbardziej zbliżone do sekcji prawodawczej rządu planetarnego. Gubernator generalny jest tymczasowym i doradczym szefem wykonawczym a prawo weta spoczywa w ręku Najwyższego Ojca-obserwatora. W ogóle nie ma autorytatywnych władz sądowniczych, działających na tej planecie – tylko komisje rozjemcze.

114:5.2 (1254.2) Większość problemów, dotyczących serafinów i pośrednich, rozstrzygana jest przez gubernatora generalnego na zasadzie wzajemnej ugody. Jednak za wyjątkiem poleceń przekazywanych przez dwudziestu czterech radców, wszystkie jego postanowienia podlegają apelacji do komisji rozjemczych, do władz lokalnych wyłonionych do pełnienia funkcji planetarnych, albo nawet Władcy Systemu Satanii.

114:5.3 (1254.3) Brak cielesnego personelu księcia Planetarnego i materialnego rządu Adamicznych Synów i Córek wynagradzany jest częściowo przez specjalną służbę serafinów i nadzwyczajne służby istot pośrednich. Brak Księcia Planetarnego wynagradza odpowiednio potrójna obecność – archaniołów, Najwyższego Ojca-obserwatora i gubernatora generalnego.

114:5.4 (1254.4) Ten raczej luźno zorganizowany i w pewnym sensie osobowo kierowany rząd planetarny jest bardziej niż się tego można spodziewać efektywny, ze względu na pomoc archaniołów, co daje oszczędności czasowe; ich zawsze gotowy do działania obwód często jest używany w planetarnych sytuacjach awaryjnych i podczas trudności administracyjnych. Formalnie, planeta nadal jest izolowana duchowo w obwodach Norlatiadeku, jednak w sytuacjach awaryjnych przeszkodę tę można teraz obejść, używając obwodu archanielskiego. Oczywiście, od czasu wylania Ducha Prawdy na wszelkie ciało, tysiąc dziewięćset lat temu, izolacja planetarna dotyczy w niewielkim tylko stopniu indywidualnych śmiertelników.

114:5.5 (1254.5) Każdy dzień administracyjny na Urantii zaczyna się konferencją konsultacyjną, na której jest gubernator generalny, planetarny szef archaniołów, Najwyższy Ojciec-obserwator, supernafin nadzorujący, szef Nosicieli Życia rezydentów i zaproszeni goście, wybrani spośród wysokich Synów wszechświata i spośród pewnych, odwiedzających badaczy, którym zdarzyło się przebywać na planecie.

114:5.6 (1254.6) Bezpośredni gabinet administracyjny gubernatora generalnego składa się z dwunastu serafinów, którzy działają jako szefowie dwunastu grup aniołów specjalnych, funkcjonujących jako bezpośredni, nadludzcy kierownicy planetarnego postępu i stabilizacji.

6. Wyżsi serafini nadzoru planetarnego

114:6.1 (1254.7) Kiedy razem z wylaniem Ducha Prawdy przybył na Urantię pierwszy gubernator generalny, towarzyszyło mu dwanaście korpusów specjalnych serafinów, absolwentów Serafingtonu, którzy zostali natychmiast przydzieleni do pewnych specjalnych służb planetarnych. Ci wspaniali aniołowie znani są jako wyżsi serafini nadzoru planetarnego i kierowani są bezpośrednio przez gubernatora generalnego rezydenta, niezależnie od nadrzędnej kontroli planetarnego Najwyższego Ojca-obserwatora.

114:6.2 (1255.1) Te dwanaście grup aniołów, podczas gdy działają pod generalnym nadzorem gubernatora generalnego rezydenta, kierowanych jest bezpośrednio przez seraficzną radę dwunastu aniołów, pełniących obowiązki szefów każdej grupy. Taka rada służy również jako ochotniczy gabinet gubernatora generalnego rezydenta.

114:6.3 (1255.2) Jako planetarny szef serafinów, przewodniczę radzie szefów seraficznych, jestem supernafinem-ochotnikiem klasy pierwszej a służę na Urantii na miejscu dawnego szefa anielskich zastępów planety, który zawiódł w czasie secesji Caligastii.

114:6.4 (1255.3) Dwanaście korpusów wyższych serafinów nadzoru planetarnego działa na Urantii następująco:

114:6.5 (1255.4) 1. Aniołowie epokowi. Są to aniołowie epoki bieżącej, grupa obecnego systemu sprawiedliwości. Tym niebiańskim opiekunom powierzono nadzór jak również kierownictwo spraw każdego pokolenia, ponieważ ich zadaniem jest dopasować się do mozaiki tej epoki, w której wydarzenia następują. Służący obecnie na Urantii korpus aniołów epokowych jest trzecią taką grupą przydzieloną planecie w czasie obecnego systemu sprawiedliwości.

114:6.6 (1255.5) 2. Aniołowie postępu. Serafinom tym powierzono zadanie inicjowania postępu ewolucyjnego w kolejnych epokach rozwoju społeczeństwa. Stymulują oni kształtowanie się rozwojowych dążeń, nieodłącznych istotom ewolucyjnym, pracują nieustannie, aby czynić rzeczy takimi, jakimi być powinny. Grupa pełniąca teraz swe obowiązki jest drugą taką przydzieloną planecie.

114:6.7 (1255.6) 3. Opiekunowie religijni. Są to „aniołowie Kościołów”, gorliwi bojownicy o to, co jest i co było. Usiłują zachować ideały tego, co przetrwało z przeszłości, aby bezpiecznie przenieść wartości moralne z jednej epoki do drugiej. Są oponentami aniołów postępu, gdy wciąż usiłują przenieść z jednego pokolenia na drugie nieprzemijające wartości starych i przemijających form, przełożyć stare na nowe a tym samym mniej ustabilizowane wzory myślenia i postępowania. Aniołowie ci walczą o formy duchowe, ale nie są przyczyną ultrasekciarstwa i kontrowersyjnych, bezsensownych podziałów wierzących ludzi religijnych. Ich korpus, działający obecnie na Urantii, jest piątym z kolei.

114:6.8 (1255.7) 4. Aniołowie życia narodowego. Są to „aniołowie z trąbami”, kierujący przedsięwzięciami politycznymi w życiu narodów Urantii. Ich grupa, działająca teraz w kontroli nadrzędnej stosunków międzynarodowych, jest czwartym takim korpusem służącym na planecie. To właśnie dzięki działalności tej grupy seraficznej „Najwyżsi Ojcowie rządzą w królestwach ludzi”.

114:6.9 (1255.8) 5. Aniołowie ras. Są to ci, którzy działają po to, aby zachować ewolucyjne rasy czasu, niezależnie od ich politycznego zaangażowania czy przynależności religijnej. Na Urantii istnieją pozostałości dziewięciu ras ludzkich, które wymieszały się i zespoliły w narody współczesne. Serafini ci współpracują blisko z komisarzami do spraw rasy a ich obecna grupa na Urantii jest pierwszym takim korpusem, przydzielonym planecie krótko po dniu Zesłania Ducha.

114:6.10 (1255.9) 6. Aniołowie przyszłości. Są to aniołowie planiści, którzy przewidują przyszłą epokę i planują realizację lepszych rzeczy w nowym i zaawansowanym systemie sprawiedliwości; są architektami kolejnych epok. Ich grupa, przebywająca obecnie na planecie, działa tak od początku obecnego systemu sprawiedliwości.

114:6.11 (1256.1) 7. Aniołowie oświecenia. Urantii pomaga teraz trzeci korpus serafinów, poświęcających się szerzeniu edukacji na planecie. Aniołowie ci zajmują się szkoleniem umysłowym i moralnym, które dotyczy jednostek, rodzin, grup ludzkich, szkół, społeczności, narodów i całych ras.

114:6.12 (1256.2) 8. Aniołowie zdrowia. Są to opiekunowie seraficzni, przydzieleni do pomocy tym placówkom ludzkim, które zajmują się opieką zdrowotną i zapobiegają chorobom. Obecny ich korpus jest szóstą taką grupą, służącą podczas obecnego systemu sprawiedliwości.

114:6.13 (1256.3) 9. Serafini rodziny. Urantii służy teraz piąta grupa opiekunów anielskich, zajmujących się zachowaniem i rozwojem rodziny, podstawowej instytucji cywilizacji ludzkiej.

114:6.14 (1256.4) 10. Aniołowie gospodarki. Ta grupa seraficzna zajmuje się rozwojem produkcji i doskonaleniem warunków ekonomicznych narodów Urantii. Od obdarzenia dokonanego przez Michała, korpus ten zmieniany był siedem razy.

114:6.15 (1256.5) 11. Aniołowie rozrywki. Są to ci serafini, którzy propagują wartości zabawy, humoru i odpoczynku. Zawsze próbują doskonalić relaksujące, ludzkie rozrywki i tym samym lansują bardziej efektywne wykorzystanie wolnego czasu człowieka. Obecny korpus jest trzecim z tej klasy służącym na Urantii.

114:6.16 (1256.6) 12. Aniołowie służb nadludzkich. Są to aniołowie aniołów, serafini, którzy zostali przydzieleni do służenia całej reszcie nadludzkiego życia planety, tak tymczasowego jak i stałego. Korpus ten służy od początku obecnego systemu sprawiedliwości.

114:6.17 (1256.7) Kiedy te grupy wyższych serafinów nie zgadzają się ze sobą w sprawie planetarnych zasad postępowania czy procedur, ich nieporozumienia łagodzone są zazwyczaj przez gubernatora generalnego, jednak wszystkie jego zarządzenia podlegają apelacji, w zależności od natury i ważności spraw, których nieporozumienia dotyczą.

114:6.18 (1256.8) Żadna z tych grup anielskich nie sprawuje bezpośredniej, arbitralnej kontroli nad przydzielonymi im zadaniami. Nie mogą w pełni kontrolować spraw podległych ich indywidualnym zakresom funkcjonowania, ale mogą tak aranżować warunki planetarne, i tak łączyć okoliczności, i to robią, aby korzystnie wpływać na te sfery działań ludzkich, do których są przydzieleni.

114:6.19 (1256.9) Wyżsi serafini nadzoru planetarnego używają wielu środków przy wykonywaniu swej misji. Działają jako ideowe centra analityczne, ogniskują umysły i popierają projekty. Podczas gdy nie mogą wstrzyknąć w umysły ludzkie nowych, wyższych koncepcji, zajmują się często ożywianiem pewnych wyższych ideałów, które już pojawiły się w intelekcie ludzkim.

114:6.20 (1256.10) Tym niemniej, niezależnie od tych licznych środków konstruktywnego oddziaływania, wyżsi serafini chronią postęp planetarny przed poważniejszymi zagrożeniami poprzez uaktywnianie, szkolenie i prowadzenie rezerwowego korpusu przeznaczenia. Główną funkcją tych rezerwistów jest zagwarantowanie ciągłości funkcjonowania postępu ewolucyjnego; są to te zabezpieczenia, które poczyniły siły niebiańskie, aby zapobiec niespodziankom; są to metody zapobiegania katastrofie.

7. Rezerwowy korpus przeznaczenia

114:7.1 (1257.1) Rezerwowy korpus przeznaczenia składa się z żyjących mężczyzn i kobiet, którzy zostali przyjęci do specjalnej służby w nadludzkiej administracji spraw światowych. Korpus ten tworzą mężczyźni i kobiety, wybrani z każdego pokolenia przez duchowych władców domeny, aby pomagali w służbie miłosierdzia i mądrości, prowadzonej dla dzieci czasu na światach ewolucyjnych. Już się utarło, że w trakcie wypracowywania elementów składowych planów wznoszenia się, zaczyna się korzystać z tej łączności z obdarzonymi wolą istotami śmiertelnymi, jak tylko są one kompetentne i godne zaufania, aby podjąć się takich obowiązków. Dlatego też, kiedy na scenie działań doczesnych pojawią się mężczyźni i kobiety z odpowiednimi zdolnościami umysłowymi, właściwym statusem moralnym i wymaganą duchowością, są oni szybko przydzielani do właściwej, niebiańskiej grupy osobowości planetarnych, jako ludzcy łącznicy, śmiertelnicy-asystenci.

114:7.2 (1257.2) Kiedy istoty ludzkie zostaną wybrane na protektorów planetarnego przeznaczenia, kiedy stają się jednostkami kluczowymi w planach wypracowywanych przez administratorów świata, wtedy planetarny szef serafinów potwierdza ich doczesny przydział do korpusu seraficznego i mianuje osobistych opiekunów przeznaczenia, aby służyli z tymi śmiertelnymi rezerwistami. Wszyscy rezerwiści mają samoświadome Dostrajacze a większość z nich działa w wyższych kręgach kosmicznych osiągnięć intelektualnych i dokonań duchowych.

114:7.3 (1257.3) Śmiertelnicy z danej domeny wybierani są do służby w rezerwowym korpusie przeznaczenia na światach zamieszkałych, ponieważ:

114:7.4 (1257.4) 1. Posiadają specjalne warunki dla ich tajnego przygotowywania do licznych, możliwych, nadzwyczajnych misji, prowadzonych podczas wypracowywania spraw światowych.

114:7.5 (1257.5) 2. Są szczerze oddani pewnej specjalnej, społecznej, ekonomicznej, politycznej, duchowej czy innej sprawie i gotowi są służyć bez uznania i wynagrodzenia ze strony ludzi.

114:7.6 (1257.6) 3. Posiadają Dostrajacza Myśli o nadzwyczajnej wszechstronności i prawdopodobnie przedurantiańskim doświadczeniu, gdy idzie o radzenie sobie z trudnościami planetarnymi i zmaganie się z zagrażającymi światu katastrofami.

114:7.7 (1257.7) Każda grupa niebiańskiej służby planetarnej uprawniona jest do posiadania stałego, łącznikowego korpusu takich śmiertelników przeznaczenia. Przeciętny, zamieszkały świat, zatrudnia siedemdziesiąt niezależnych korpusów przeznaczenia, blisko związanych z prowadzeniem bieżących, nadludzkich spraw świata. Na Urantii jest dwanaście rezerwowych korpusów przeznaczenia, po jednym dla każdej planetarnej grupy seraficznego nadzoru.

114:7.8 (1257.8) Dwanaście grup rezerwistów przeznaczenia Urantii tworzą śmiertelni mieszkańcy tej planety, którzy przygotowani zostali do zajmowania licznych, ważnych pozycji na Ziemi i trzymani są w gotowości, aby mogli działać w ewentualnych, nagłych wypadkach planetarnych. Łącznie, te planetarne korpusy liczą teraz 962 osoby. Najmniejszy korpus liczy 41 osób a największy 172. Za wyjątkiem niecałej dwudziestki osób kontaktu, członkowie tej unikalnej grupy nic nie wiedzą o swym przygotowaniu do ewentualnego funkcjonowania w pewnych kryzysach planetarnych. Ci śmiertelnicy-rezerwiści są wybrani przez korpus, do którego zostają odpowiednio przydzieleni a ponadto są szkoleni i przygotowywani w głębi umysłu łącznymi metodami Dostrajacza Myśli i przez służbę opiekunów seraficznych. Częstokroć liczne inne, niebiańskie osobowości, mają swój udział w tym nieświadomym szkoleniu a w całym tym specjalnym przygotowaniu wartościowe i nieocenione usługi spełniają pośredni.

114:7.9 (1258.1) Na wielu światach lepiej przystosowane, wtórne istoty pośrednie, potrafią osiągnąć u pewnych, odpowiednio ukształtowanych śmiertelników różne stopnie kontaktu z ich Dostrajaczami Myśli, poprzez zręczną penetrację zamieszkiwanych przez Dostrajacze umysłów. (I dzięki właśnie takiej, przypadkowej kombinacji kosmicznych warunków, objawienia te zostały zmaterializowane w języku angielskim na Urantii). Tacy, potencjalnie kontaktowi śmiertelnicy, organizowani są w liczne korpusy rezerwowe a zdarza się, że w pewnym stopniu dzięki tym, małym grupom postępowych osobowości, posuwana jest naprzód cywilizacja duchowa a Najwyżsi Ojcowie mogą rządzić królestwami ludzkimi. Mężczyźni i kobiety z tych rezerwowych korpusów przeznaczenia mają różne stopnie kontaktu ze swymi Dostrajaczami, dzięki pośredniczącej służbie istot pośrednich; jednak śmiertelnicy tacy są mało znani swym współbraciom, poza tymi rzadkimi, społecznymi sytuacjami krytycznymi i duchowymi skrajnościami, w których te osoby rezerwowe zabezpieczają kulturę ewolucyjną przed załamaniem się, albo światło żywej prawdy przed wygaśnięciem. Tacy rezerwiści przeznaczenia rzadko są rozsławiani na stronicach historii ludzkiej Urantii.

114:7.10 (1258.2) Rezerwiści funkcjonują nieświadomie jako konserwatorzy istotnej informacji planetarnej. Wielokrotnie, w momencie śmierci rezerwisty, dokonuje się przeniesienia pewnych ważnych danych z umysłu umierającego rezerwisty do młodszego następcy, dzięki łączności dwu Dostrajaczy Myśli. Bez wątpienia Dostrajacze działają też na wiele innych, nieznanych nam sposobów, podczas kontaktów z tymi rezerwowymi korpusami.

114:7.11 (1258.3) Choć na Urantii rezerwowy korpus przeznaczenia nie ma formalnego szefa, posiada swe własne, stałe rady, które stanowią jego strukturę rządzącą. Obejmują one radę sądowniczą, radę historyczną, radę do spraw suwerenności politycznej i wiele innych. Od czasu do czasu, zgodnie z organizacją korpusu, tytularny (śmiertelny) szef całego korpusu rezerwowego zostaje upoważniony przez te stałe rady do pełnienia specyficznych funkcji. Kadencja takiego szefa rezerwistów trwa zazwyczaj kilka godzin i ogranicza się do wypełnienia pewnego, specyficznego, bieżącego zadania.

114:7.12 (1258.4) Rezerwowy korpus Urantii był najliczniejszy w czasach Adamitów i Anditów, potem ulegał ciągłej redukcji, wraz z rozrzedzaniem się krwi fioletowej i osiągnął swój najniższy punkt mniej więcej w czasie Zesłania Ducha, odkąd członkostwo korpusu rezerwowego stopniowo zaczęło zwiększać swą liczebność.

114:7.13 (1258.5) (Rezerwowy korpus kosmiczny, złożony ze śmiertelników Urantii świadomych spraw wszechświata, liczy teraz ponad tysiąc śmiertelników, u których wnikliwość wynikająca z obywatelstwa kosmicznego znacznie przekracza sferę ich ziemskiego pobytu, ale zabroniono mi objawienia prawdziwej natury i działalności tej unikalnej grupy żywych istot ludzkich).

114:7.14 (1258.6) Śmiertelnicy Urantii nie powinni dopuścić do tego, aby względna, duchowa izolacja ich świata od pewnych obwodów wszechświata lokalnego wytworzyła poczucie kosmicznego opuszczenia czy planetarnego osierocenia. Działa na tej planecie konkretny i efektywny, nadludzki nadzór spraw światowych i ludzkich przeznaczeń.

114:7.15 (1258.7) Prawdą jest jednak, że w najlepszym wypadku możecie mieć słabe zaledwie pojęcie o idealnym rządzie planetarnym. Od wczesnych dni Księcia Planetarnego, Urantia ucierpiała z powodu niepowodzeń przy wprowadzaniu w życie boskiego planu rozwoju świata i kształtowania ewolucji rasowej. W Satanii, lojalne światy zamieszkałe nie są rządzone tak jak Urantia. Tym niemniej, w porównaniu z innymi izolowanymi światami, wasze planetarne rządy nie były tak złe; jedynie o jednym czy dwu światach można powiedzieć, że miały gorsze rządy a mogło być kilka nieco lepszych, jednak większość znajduje się na równym z wami poziomie.

114:7.16 (1259.1) Wydaje się, że nikt we wszechświecie lokalnym nie wie, kiedy nieuporządkowany status administracji planetarnej się skończy. Melchizedekowie z Nebadonu wyrażają opinię, że niewielka tylko nastąpi zmiana w rządzie planetarnym i administracji do czasu drugiego, osobistego przybycia Michała na Urantię. Bez wątpienia w takim czasie, jeśli nie wcześniej, znaczne zmiany nastąpią w zarządzaniu planetą. Jednak, gdy idzie o naturę tych przeobrażeń administracji świata, nikt nie potrafi nawet zgadywać. Wydarzenie takie nie ma precedensu w całej historii światów zamieszkałych wszechświata Nebadonu. Wśród wielu rzeczy trudnych do zrozumienia, odnoszących się do przyszłego rządu Urantii, poczesną stanowi lokalizacja na planecie obwodu i oddziałowego zarządu archaniołów.

114:7.17 (1259.2) Wasz odosobniony świat nie został zapomniany w radach wszechświata. Urantia nie jest kosmiczną sierotą, napiętnowaną grzechem i odciętą od boskiej opieki na skutek buntu. Od Uversy do Salvingtonu i w dół do Jerusem, nawet w Havonie i w Raju, wszyscy wiedzą, że tu jesteśmy; a wy śmiertelnicy, żyjący teraz na Urantii, jesteście kochani taką miłością i tak dokładnie nadzorowani, jak gdyby ta sfera nigdy nie została zdradzona przez niewiernego Księcia Planetarnego, a nawet bardziej. Jest wieczną prawdą, że „sam Ojciec was kocha”.

114:7.18 (1259.3) [Przedstawione przez szefa serafinów, przebywającego na Urantii].

Przekaz 115, Istota Najwyższa

Księga Urantii

Przekaz 115

Istota Najwyższa

115:0.1 (1260.1) GDY idzie o Boga Ojca, synostwo jest wspaniałym pokrewieństwem. Gdy idzie o Boga Najwyższego, osiągnięcia są wstępnym warunkiem zdobycia statusu – należy coś zrobić, jak również kimś być.

1. Relatywność ram pojęciowych

115:1.1 (1260.2) Częściowe, niekompletne i rozwijające się intelekty byłyby bezradne we wszechświecie nadrzędnym, byłyby niezdolne do sformowania wstępnej, racjonalnej formy myślenia, gdyby nie wrodzona zdolność każdego umysłu, wysokiego czy niskiego, do kształtowania wszechświatowej ramy, w której można myśleć. Jeżeli umysł nie może wyciągać wniosków, jeśli nie może zgłębić prawdziwych początków, wtedy taki umysł niezawodnie będzie postulował wnioski i wymyślał początki, aby móc logicznie myśleć w obrębie ram takich założeń, stworzonych w umyśle. I chociaż takie wszechświatowe ramy myślenia istoty stworzonej niezbędne są do prowadzenia racjonalnych operacji intelektualnych, są one wszystkie błędne, w większym czy mniejszym stopniu.

115:1.2 (1260.3) Konceptualne ramy wszechświata są tylko względnie prawdziwe; są użytecznym rusztowaniem, które musi w końcu ustąpić przed rozwijającym się i poszerzającym rozumowaniem kosmicznym. Zrozumienie prawdy, piękna i dobroci, moralności, etyki, obowiązku, miłości, boskości, pochodzenia, egzystencji, celu, przeznaczenia, czasu, przestrzeni a nawet Bóstwa, jest tylko względnie prawdziwe. Bóg jest czymś znacznie wyższym niż Ojcem, jednak Ojciec jest najwyższą ludzką koncepcją Boga; tym niemniej Ojcowsko-Synowskie zobrazowanie związku Stwórca-stworzony poszerzone będzie przez te nadludzkie koncepcje Bóstwa, do których się dotrze w Orvontonie, w Havonie i Raju. Człowiek musi myśleć we wszechświatowych ramach śmiertelnika, ale to nie oznacza, że nie może on sobie uzmysłowić innych, wyższych ram, w których można myśleć.

115:1.3 (1260.4) Aby ułatwić śmiertelnikowi zrozumienie wszechświata wszechświatów, określone zostały zróżnicowane poziomy rzeczywistości kosmicznej, takie jak skończony, absoniczny i absolutny. Spośród nich tylko absolutny jest bezwzględnie wieczny, prawdziwie egzystencjalny. Absonity i skończoności są pochodnymi, modyfikacjami, uwarunkowaniami i pomniejszeniami oryginalnej, pierwotnej, absolutnej rzeczywistości nieskończoności.

115:1.4 (1260.5) Domeny tego, co skończone, istnieją z racji wiecznego celu Boga. Istoty skończone, wysokie i niskie, mogą proponować teorie i to robią, dotyczące konieczności istnienia tego, co skończone w organizacji kosmicznej, jednak w końcowym podsumowaniu istnieje to dlatego, że Bóg tak chciał. Wszechświata nie można wyjaśnić, ani też istota skończona nie może proponować racjonalnego uzasadnienia swej własnej, jednostkowej egzystencji, bez odwoływania się do aktów wcześniejszych oraz istniejącej uprzednio woli istot ancestralnych, Stwórców albo rodziców.

2. Absolutna podstawa najwyższości

115:2.1 (1261.1) Z egzystencjalnego punktu widzenia nic nowego nie może się zdarzyć w galaktykach, gdyż pełnia nieskończoności, tkwiąca w JESTEM, jest wiecznie obecna w siedmiu Absolutach, funkcjonalnie złączona w trójjednościach i przejściowo złączona w triodytach. Jednak to, że nieskończoność jest egzystencjalnie obecna w tych absolutnych związkach, w żaden sposób nie uniemożliwia realizacji nowych kosmicznych empiryczności. Z punktu widzenia istoty skończonej, nieskończoność zawiera dużo tego, co jest potencjalne, dużo tego, co należy raczej do porządku przyszłej możliwości niż do obecnej aktualności.

115:2.2 (1261.2) Wartość jest unikalnym elementem wszechświatowej rzeczywistości. Nie potrafimy zrozumieć, jak wartość czegokolwiek, co nieskończone i boskie, mogłaby ewentualnie być podwyższona. Odkrywamy jednak, że znaczenia mogą być przeobrażane, jeśli nie poszerzane, nawet w związkach nieskończonego Bóstwa. Dla wszechświatów empirycznych nawet boskie wartości są rozbudowywane jako aktualności, dzięki poszerzonemu pojmowaniu znaczeń rzeczywistości.

115:2.3 (1261.3) Cały schemat powszechnego stworzenia i ewolucji, na wszystkich jego doświadczanych poziomach, jest najwyraźniej sprawą przemian potencjalności w aktualności; i takie przeobrażenie ma do czynienia tak samo z dziedzinami potencji przestrzeni, potencji umysłu i potencji ducha.

115:2.4 (1261.4) Dostrzegalna metoda, za pomocą której możliwości kosmosu są sprowadzane do aktualnej egzystencji, jest zróżnicowana od poziomu do poziomu i stanowi empiryczną ewolucję w tym, co skończone, a empiryczne wynikanie w tym, co absoniczne. Egzystencjalna nieskończoność jest doprawdy nie uwarunkowana we wszechobejmowaniu a to właśnie wszechobejmowanie musi z konieczności obejmować nawet możliwość ewolucyjnego, skończonego doświadczania. Możliwość takiego, empirycznego rozwoju, staje się wszechświatową aktualnością dzięki triodytowym związkom, zazębiającym się o Najwyższego i w Najwyższym.

3. Pierwotne, aktualne i potencjalne

115:3.1 (1261.5) Absolutny kosmos nie ma konceptualnych ograniczeń; zdefiniować rozciągłość i naturę tej pierwotnej rzeczywistości oznacza nałożyć uwarunkowania na nieskończoność i pomniejszyć czystą koncepcję wieczności. Idea nieskończonego-wiecznego, wiecznego-nieskończonego, jest nie uwarunkowana w swej rozciągłości i absolutna w fakcie. Nie istnieje taki język w przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości Urantii, którym można by odpowiednio wyrazić rzeczywistości nieskończoności czy nieskończoności rzeczywistości. Człowiek, istota skończona w nieskończonym kosmosie, musi zadowalać się wypaczonymi odbiciami i pomniejszonymi koncepcjami tej, bez limitu, nieograniczonej, nigdy nie zaczętej, nigdy nie kończącej się egzystencji, której zrozumienie naprawdę przekracza jego możliwości.

115:3.2 (1261.6) Umysł nigdy nie może żywić nadziei zrozumienia koncepcji Absolutu, bez konieczności złamania na wstępie jedności takiej rzeczywistości. Umysł jednoczy wszelkie rozbieżności, ale przy braku takich właśnie rozbieżności, umysł nie znajduje podstawy, na której mógłby próbować formułować zrozumiałe koncepcje.

115:3.3 (1261.7) Pierwotna statyka nieskończoności wymaga segmentacji, zanim człowiek może próbować ją zrozumieć. W nieskończoności istnieje jedność, która została wyrażona w tych przekazach jako JESTEM – najważniejszy postulat umysłowy istoty stworzonej. Jednak istota stworzona nigdy nie potrafi zrozumieć jak to się dzieje, że taka jedność staje się dualizmem, trójjednością i różnorodnością, kiedy nadal pozostaje nie uwarunkowaną jednością. Człowiek napotyka podobny problem, gdy zastanawia się nad niepodzielnym Bóstwem Trójcy, obok wielokrotnego uosobienia Boga.

115:3.4 (1262.1) To tylko odległość, dzieląca człowieka od nieskończoności sprawia, że ta koncepcja wyrażana jest jednym słowem. Podczas gdy nieskończoność z jednego punktu widzenia jest JEDNOŚCIĄ, to z innego jest RÓŻNORODNOŚCIĄ bez końca czy ograniczeń. Nieskończoność, jak dostrzegana jest przez skończone istoty inteligentne, jest największym paradoksem filozofii istoty stworzonej oraz skończonej metafizyki. Chociaż ludzka natura duchowa dociera w czci pełnym doświadczeniu do Ojca, który jest nieskończony, ludzka możliwość intelektualnego pojmowania wyczerpuje się na maksymalnej koncepcji Istoty Najwyższej. Poza Najwyższym, koncepcje stają się coraz bardziej nazwami; coraz mniej są prawdziwymi określeniami rzeczywistości; coraz bardziej stają się rzutowaniem skończonego zrozumienia istoty na to, co nadskończone.

115:3.5 (1262.2) Zasadnicza koncepcja poziomu absolutnego zawiera postulat trzech jego stadiów:

115:3.6 (1262.3) 1. Pierwotny. Nieuwarunkowana koncepcja Pierwszego Źródła i Centrum, tego źródłowego przejawu JESTEM, z którego cała rzeczywistość bierze początek.

115:3.7 (1262.4) 2. Aktualny. Jedność trzech Absolutów aktualności, Drugiego, Trzeciego oraz Rajskiego Źródła i Centrum. Ta trójjedność Wiecznego Syna, Nieskończonego Ducha i Wyspy Raj stanowi aktualne objawienie pierwotności Pierwszego Źródła i Centrum.

115:3.8 (1262.5) 3. Potencjalny. Jedność trzech Absolutów potencjalności, Absolutów Bóstwa, Nieuwarunkowanego i Wszechświatowego. Ta triodyta egzystencjalnej potencjalności stanowi potencjalne objawienie pierwotności Pierwszego Źródła i Centrum.

115:3.9 (1262.6) Związek wzajemny Pierwotnego, Aktualnego i Potencjalnego tworzy napięcia w nieskończoności, które dają możliwość wszelkiego rozwoju wszechświata a rozwój stanowi naturę Siedmiorakiego, Najwyższego i Ostatecznego.

115:3.10 (1262.7) W związku Absolutów – Bóstwa, Wszechświatowego i Nieuwarunkowanego – potencjalność jest absolutna, podczas gdy aktualność się wyłania; w związku Drugiego, Trzeciego oraz Rajskiego Źródła i Centrum, aktualność jest absolutna, podczas gdy potencjalność się wyłania; w pierwotności Pierwszego Źródła i Centrum nie możemy stwierdzić, czy aktualność lub potencjalność jest egzystencjalna, czy się wyłania – Ojciec jest.

115:3.11 (1262.8) Z punktu widzenia czasu, Aktualne jest to, co było i to, co jest; Potencjalne jest to, co się staje i to, co będzie; Pierwotne jest to, co jest. Z punktu widzenia wieczności, różnice pomiędzy Pierwotnym, Aktualnym i Potencjalnym nie są tak oczywiste. Te trójjedne jakości nie są tak odróżnialne na poziomach Raju-wieczności. W wieczności wszystko jest – tylko nie wszystko zostało jeszcze objawione w czasie i przestrzeni.

115:3.12 (1262.9) Z punktu widzenia istoty stworzonej, aktualność jest substancją, potencjalność jest możliwością. Aktualność istnieje najbardziej w centrum i stamtąd się rozszerza na peryferie nieskończoności; potencjalność przychodzi do wewnątrz z peryferii nieskończoności i zbiega się w centrum wszystkich rzeczy. Pierwotność jest tym, co z początku wywołuje a potem równoważy podwójne biegi cyklu metamorfozy rzeczywistości, od potencjałów do aktualności i do potencjalizacji istniejących aktualności.

115:3.13 (1262.10) Trzy Absoluty potencjalności działają na czysto wiecznym poziomie kosmosu, więc jako takie nigdy nie funkcjonują na poziomach podabsolutnych. Na zstępujących poziomach rzeczywistości, triodyta potencjalności uwidacznia się z Ostatecznym i w Najwyższym. Potencjał może nie zaktualizować się w czasie, w odniesieniu do części, na jakimś podabsolutnym poziomie, lecz nigdy nie całościowo. Wola Boga dominuje ostatecznie, nie zawsze w odniesieniu do jednostki, ale nieodmiennie w odniesieniu do całości.

115:3.14 (1263.1) To właśnie w triodycie aktualności, istnienia kosmosu mają swe centrum; czy to duch, umysł czy energia, wszystko koncentruje się w tym związku Syna, Ducha i Raju. Osobowość duchowego Syna jest oryginalną formą dla wszelkiej osobowości we wszystkich wszechświatach. Tworzywo Rajskiej Wyspy jest oryginalną formą, której Havona jest objawieniem doskonałym a superwszechświaty doskonalącym się. Wspólny Aktywizator jest równocześnie umysłową aktywizacją energii kosmicznej, konceptualizacją duchowego celu oraz integracją matematycznych przyczyn i skutków poziomów materialnych z wolicjonalnymi celami i motywami poziomu duchowego. W skończonym wszechświecie i dla niego, Syn, Duch i Raj działają w Ostatecznym i przez Ostatecznego, jak jest on uzależniany i warunkowany w Najwyższym.

115:3.15 (1263.2) Aktualność (Bóstwa) jest tym, czego szuka człowiek podczas wznoszenia się do Raju. Potencjalność (ludzkiej boskości) jest tym, co człowiek rozwija w tym poszukiwaniu. Pierwotne jest tym, co umożliwia współistnienie i integrację człowieka aktualnego, człowieka potencjalnego i człowieka wiecznego.

115:3.16 (1263.3) Finalna dynamika kosmosu ma do czynienia z ciągłym przemieszczaniem rzeczywistości, od potencjalności do aktualności. W teorii może istnieć koniec takich przekształceń, ale faktycznie jest to niemożliwe, ponieważ Potencjalne i Aktualne są razem objęte obwodem w Pierwotnym (JESTEM), a takie utożsamienie na zawsze uniemożliwia nałożenie ograniczeń na kształtujący się rozwój wszechświata. Cokolwiek, co utożsamia się z JESTEM, nigdy nie znajdzie końca rozwoju, ponieważ aktualność potencjałów JESTEM jest absolutna a potencjalność aktualności JESTEM jest także absolutna. Aktualności zawsze będą otwierać nowe drogi realizacji niemożliwych dotychczas potencjałów – każda decyzja człowieka nie tylko powoduje aktualizowanie się nowej rzeczywistości w ludzkim doświadczeniu, ale także otwiera nowe możliwości ludzkiego rozwoju. Dorosły żyje w każdym dziecku a zaawansowany w morontii przebywa w dojrzałym, rozpoznającym Boga człowieku.

115:3.17 (1263.4) Zastój w rozwoju nigdy nie może się pojawić w kosmosie jako całości, ponieważ podstawa rozwoju – aktualności absolutne – jest nie uwarunkowana i ponieważ możliwości rozwoju – potencjały absolutne – są nieograniczone. Z praktycznego punktu widzenia, filozofowie wszechświata doszli do wniosku, że nie istnieje taka rzecz jak koniec.

115:3.18 (1263.5) Z ograniczonego punktu widzenia jest doprawdy wiele końców, wiele zakończeń działalności, jednak z poszerzonego punktu widzenia, na wyższym poziomie wszechświata, zakończenia nie istnieją a tylko przejścia z jednego stadium rozwoju do innego. Zasadnicza czasowość wszechświata nadrzędnego odnosi się do wielu epok wszechświata, Havony, superwszechświata i epok wszechświata zewnętrznego. Ale nawet te podstawowe podziały sekwencyjnych związków nie mogą być niczym więcej niż względnymi punktami orientacyjnymi na nie kończącej się drodze wieczności.

115:3.19 (1263.6) Finalne przenikanie prawdy, piękna i dobroci Istoty Najwyższej może tylko otworzyć posuwającej się naprzód istocie te absoniczne jakości ostatecznej boskości, które leżą poza konceptualnymi poziomami prawdy, piękna i dobroci.

4. Źródła rzeczywistości najwyższej

115:4.1 (1263.7) Jakiekolwiek rozważania dotyczące początków Boga Najwyższego muszą się zacząć od Rajskiej Trójcy, ponieważ Trójca jest Bóstwem pierwotnym podczas gdy Najwyższy jest Bóstwem pochodnym. Jakiekolwiek rozważania dotyczące rozwoju Najwyższego, muszą brać pod uwagę triodyty egzystencjalne, gdyż obejmują one całą absolutną aktualność i całą skończoną potencjalność (w połączeniu z Pierwszym Źródłem i Centrum). I ewolucyjny Najwyższy jest kulminacyjnym, osobowo wolicjonalnym zogniskowaniem transmutacji – przekształcenia – potencjałów w aktualności w skończonym poziomie bytu i na tym poziomie. Dwie triodyty, aktualna i potencjalna, obejmują całość wzajemnych związków rozwoju we wszechświatach.

115:4.2 (1264.1) Najwyższy ma swoje źródło w Rajskiej Trójcy – w wiecznym, aktualnym i niepodzielnym Bóstwie. Najwyższy jest przede wszystkim osobą duchową, a ta osoba duchowa wywodzi się z Trójcy. Jednak z drugiej strony Najwyższy jest Bóstwem rozwoju – ewolucyjnego rozwoju – a rozwój ten wywodzi się z dwu triodyt, aktualnej i potencjalnej.

115:4.3 (1264.2) Jeżeli trudno jest zrozumieć, że nieskończone triodyty mogą funkcjonować na poziomie skończonym, pomyślcie chwilę, że to właśnie ich nieskończoność sama w sobie musi zawierać potencjalność skończonego; nieskończoność zawiera wszystkie rzeczy, w zakresie od najniższych i najbardziej uwarunkowanych istnień skończonych, do rzeczywistości najwyższych i bezwarunkowo absolutnych.

115:4.4 (1264.3) Nie jest tak trudno zrozumieć, że nieskończone zawiera skończone, trudniej jest zrozumieć, w jaki sposób nieskończone aktualnie objawia się dla skończonego. Jednak Dostrajacze Myśli, zamieszkujące człowieka śmiertelnego, są jednym z wiecznych dowodów na to, że nawet absolutny Bóg (jako absolut) może nawiązać i nawiązuje bezpośredni kontakt z najniższą i ostatnią ze wszystkich, obdarzonych wolą istot we wszechświecie.

115:4.5 (1264.4) Triodyty, które wspólnie obejmują to, co aktualne i to, co potencjalne, objawiają się na poziomie skończonym w połączeniu z Istotą Najwyższą. Metoda tego objawiania się jest zarówno bezpośrednia jak i pośrednia: bezpośrednia tak dalece, jak triodytowe związki mają swe bezpośrednie odbicie w Najwyższym a pośrednia tak dalece, jak zostają one wyprowadzone przez wynikowy poziom absonitu.

115:4.6 (1264.5) Najwyższa rzeczywistość, która w całości jest rzeczywistością skończoną, znajduje się w toku dynamicznego rozwoju pomiędzy nie uwarunkowanymi potencjałami przestrzeni zewnętrznej a nie uwarunkowanymi aktualnościami centrum wszystkich rzeczy. Skończone domeny stają się w ten sposób faktem, dzięki współpracy absonicznych czynników Raju i Najwyższych Osobowości Stwórczych czasu. Akt dojrzewania uwarunkowanych możliwości trzech wielkich, potencjalnych Absolutów, jest absoniczną funkcją Architektów Wszechświata Nadrzędnego i ich transcendentalnych towarzyszy. A kiedy te możliwości dochodzą do pewnego punktu dojrzałości, z Raju wyłaniają się Najwyższe Osobowości Stwórcze, aby wziąć udział w trwającym epoki zadaniu powołania rozwijających się wszechświatów do faktycznego bytu.

115:4.7 (1264.6) Rozwój Najwyższości wywodzi się z triodyt; duchowa osoba Najwyższego z Trójcy; ale prerogatywy mocy Wszechmocnego opierają się na sukcesach boskości Boga Siedmiorakiego, podczas gdy połączenie prerogatyw Wszechmocnego Najwyższego z duchową osobą Boga Najwyższego odbywa się dzięki działalności Wspólnego Aktywizatora, który nadał Najwyższemu umysł, jako czynnik jednoczący to ewolucyjne Bóstwo.

5. Związek Najwyższego z Rajską Trójcą

115:5.1 (1264.7) Istota Najwyższa, gdy idzie o rzeczywistość jej osobowej i duchowej natury, jest absolutnie zależna od egzystencji i działalności Rajskiej Trójcy. Podczas gdy rozwój Najwyższego jest sprawą związków triodyt, duchowa osobowość Boga Najwyższego zależy od Rajskiej Trójcy i jest z niej wyprowadzona, z tej Trójcy, która zawsze pozostaje absolutnym centrum-źródłem doskonałej i nieskończonej stabilizacji, wokół której ewolucyjny rozwój Najwyższego kształtuje się progresywnie.

115:5.2 (1265.1) Funkcjonowanie Trójcy związane jest z funkcjonowaniem Najwyższego, ponieważ Trójca jest funkcjonalna na wszystkich poziomach (całościowych), włącznie z poziomem funkcjonowania Najwyższości. Ale tak jak epoka Havony ustępuje miejsca epoce superwszechświatów, tak dostrzegalna akcja Trójcy jako bezpośredniego stwórcy, ustępuje miejsca stwórczym aktom dzieci Rajskich Bóstw.

6. Związek Najwyższego z triodytami

115:6.1 (1265.2) Triodyta aktualności nadal funkcjonuje bezpośrednio w epokach posthavonalnych; rajska grawitacja trzyma podstawowe jednostki bytu materialnego, grawitacja duchowa Wiecznego Syna działa bezpośrednio na fundamentalne wartości bytu duchowego a grawitacja umysłowa Wspólnego Aktywizatora nieomylnie obejmuje wszelkie żywotne znaczenia bytu intelektualnego.

115:6.2 (1265.3) Kiedy każde stadium stwórczej działalności postępuje na zewnątrz, przez niezbadaną przestrzeń, działa ono i istnieje coraz dalej odsunięte od bezpośredniej akcji stwórczych sił i Boskich osobowości centralnie zlokalizowanych – absolutnej Wyspy Raj i nieskończonych Bóstw tam przebywających. Kolejne poziomy kosmicznej egzystencji stają się zatem coraz bardziej zależne od rozwoju w obrębie trzech Absolutnych potencjalności nieskończoności.

115:6.3 (1265.4) Istota Najwyższa obejmuje możliwości istnienia tych służb kosmicznych, których najwyraźniej nie widać w Wiecznym Synu, Nieskończonym Duchu czy w nieosobowych rzeczywistościach Wyspy Raj. Oświadczenie to dotyczy absolutności owych trzech podstawowych aktualności, jednak rozwój Najwyższego nie tylko opiera się na aktualnościach Bóstwa i Raju, ale zawiera także kształtowanie się w Absolutach – Bóstwa, Wszechświatowym i Nieuwarunkowanym.

115:6.4 (1265.5) Najwyższy rozwija się nie tylko wtedy, kiedy Stwórcy i stworzeni w rozwijających się wszechświatach stają się podobni do Boga, ale to skończone Bóstwo rozwija się także w wyniku opanowywania przez stworzonego i Stwórcę skończonych możliwości wielkiego wszechświata. Ruch Najwyższego jest dwojaki: intensywny w kierunku Raju i Bóstwa i ekstensywny w kierunku nieograniczoności Absolutów potencjału.

115:6.5 (1265.6) W obecnej epoce wszechświata ten podwójny ruch objawia się w zstępujących i wznoszących się osobowościach wielkiego wszechświata. Najwyższe Osobowości Stwórcze i wszyscy ich boscy towarzysze odzwierciedlają skierowany na zewnątrz, rozbieżny ruch Najwyższego, podczas gdy wznoszący się pielgrzymi z siedmiu superwszechświatów oznaczają wewnętrzny, zbieżny trend Najwyższego.

115:6.6 (1265.7) Skończone Bóstwo zawsze dąży do dwojakiej współzależności, wewnętrznej, względem Raju i jego Bóstw, oraz zewnętrznej, względem nieskończoności i Absolutów w niej zawartych. Potężna erupcja rajsko-stwórczej boskości, uosabiająca się w Synach Stwórcach i objawiająca moc w kontrolerach mocy, oznacza rozległy wypływ Najwyższości w domeny potencjalności, podczas gdy niekończący się korowód wznoszących się istot wielkiego wszechświata świadczy o potężnym dopływie Najwyższości do zjednoczenia się z Rajskim Bóstwem.

115:6.7 (1265.8) Istoty ludzkie rozumieją, że ruch tego, co niewidzialne, czasem może być zauważony przez obserwację jego skutków w tym, co widzialne; a my we wszechświecie dawno już nauczyliśmy się wykrywać ruchy i trendy Najwyższości przez obserwację następstw takich ewolucji w osobowościach i formach wielkiego wszechświata.

115:6.8 (1266.1) Choć nie jesteśmy tego pewni, wierzymy, że Najwyższy jako skończone odzwierciedlenie Rajskiego Bóstwa, wiecznie się rozwija w przestrzeń zewnętrzną; jednak ta Istota Najwyższa, jako uwarunkowanie trzech Absolutnych potencjałów przestrzeni zewnętrznej, zawsze dąży do koherencji z Rajem. I takie, dwojakie ruchy, wydają się być przyczyną większości podstawowych działań, jakie mają miejsce w obecnie zorganizowanych wszechświatach.

7. Natura Najwyższego

115:7.1 (1266.2) W Bóstwie Najwyższego Ojciec-JESTEM osiągnął względnie zupełne wyzwolenie od ograniczeń, właściwych nieskończoności statusu, wieczności bytu i absolutności natury. Jednak Bóg Najwyższy został uwolniony od wszelkich egzystencjalnych ograniczeń podlegając jedynie empirycznym uwarunkowaniom wszechświatowego funkcjonowania. Osiągając zdolność gromadzenia doświadczania, skończony Bóg staje się także zależny od konieczności jego zdobywania; Wszechmocny, osiągając wyzwolenie od wieczności, napotyka bariery czasu a Najwyższy może znać jedynie wzrost i rozwój, jako konsekwencję częściowości egzystencji i niekompletności natury, nieabsolutności bytu.

115:7.2 (1266.3) Wszystko powyższe musi być zgodne z planem Ojca, który oparł skończony rozwój na wysiłku, na osiągnięciach istoty stworzonej, rodzących się z wytrwałości i na kształtowaniu osobowości, opartej na wierze. Zarządzając w ten sposób doświadczenie-ewolucję Najwyższego, Ojciec umożliwił istotom skończonym istnienie we wszechświecie i dotarcie kiedyś, poprzez empiryczny rozwój, do boskości Najwyższości.

115:7.3 (1266.4) Cała rzeczywistość jest względna, włącznie z Najwyższym a nawet Ostatecznym, za wyjątkiem nie uwarunkowanych wartości siedmiu Absolutów. Fakt Najwyższości oparty jest na mocy Raju, osobowości Syna i Wspólnej akcji, ale rozwój Najwyższego zawarty jest w Bóstwie-Absolucie, Absolucie Nieuwarunkowanym i Absolucie Wszechświatowym. I to syntetyzujące i jednoczące Bóstwo – Bóg Najwyższy – jest uosobieniem skończonego cienia, rzucanego na wielki wszechświat przez nieskończoną jedność niezbadanej natury Rajskiego Ojca, Pierwszego Źródła i Centrum.

115:7.4 (1266.5) W takim stopniu, w jakim triodyty działają bezpośrednio na poziomie skończonym, oddziałują one z Najwyższym, który jest zogniskowaniem Bóstwa i kosmiczną sumą właściwości skończonych natur Absolutnej Aktualności i Absolutnego Potencjału.

115:7.5 (1266.6) Rajska Trójca uznawana jest za absolutną nieuchronność; Siedem Duchów Nadrzędnych jest najwidoczniej nieuchronnościami Trójcy; aktualizowanie się mocy-umysłu-ducha-osobowości Najwyższego musi być nieuchronnością ewolucyjną.

115:7.6 (1266.7) Bóg Najwyższy nie wydaje się być nieuchronny w nie uwarunkowanej nieskończoności, ale wydaje się istnieć na wszystkich poziomach względności. Jest on niezastąpionym czynnikiem ogniskującym, sumującym i obejmującym ewolucyjne doświadczenie, skutecznie jednocząc wyniki tego sposobu percepcji rzeczywistości w swojej Boskiej naturze. I wszystko to wydaje się robić, aby się przyczynić do pojawienia się nieuchronnego wynikania, superdoświadczalnego i nadskończonego uzewnętrznienia się Boga Ostatecznego.

115:7.7 (1267.1) Istoty Najwyższej nie można w pełni zrozumieć, jeżeli nie weźmie się pod uwagę źródła, funkcjonowania i przeznaczenia: związku z Trójcą, która jej dała początek, wszechświatowego działania i Trójcy Ostatecznej, jej bezpośredniego przeznaczenia.

115:7.8 (1267.2) Dzięki procesowi ewolucyjnego sumowania doświadczenia, Najwyższy łączy to, co skończone z tym, co absoniczne, nawet tak jak umysł Wspólnego Aktywizatora integruje boską duchowość osobowego Syna z niezmiennymi energiami rajskiej formy i tak jak obecność Absolutu Wszechświatowego jednoczy aktywowanie Bóstwa z Nieuwarunkowaną reaktywnością. A jedność ta musi być objawieniem niedostrzegalnego funkcjonowania pierwotnej jedności, Pierwszego Ojca-Przyczyny i Źródła-Formy wszystkich rzeczy i istot.

115:7.9 (1267.3) [Nadzorowane przez Możnego Posłańca, tymczasowo przebywającego na Urantii].

Przekaz 116, Wszechmocny Najwyższy

Księga Urantii

Przekaz 116

Wszechmocny Najwyższy

116:0.1 (1268.1) GDYBY człowiek zdał sobie sprawę z tego, że jego Stwórcy – jego bezpośredni nadzorcy – podczas gdy są boscy, są także skończeni i że Bóg czasu i przestrzeni jest Bóstwem rozwijającym się i nieabsolutnym, wtedy niekonsekwencje, wynikające z doczesnych nierówności przestałyby być głębokimi paradoksami religijnymi. Nie byłaby już wiara religijna prostytuowana, aby ożywiała społeczne zadowolenie z siebie ludzi sukcesu i jednocześnie służyła popieraniu zaledwie stoickiej rezygnacji nieszczęśliwych ofiar ubóstwa.

116:0.2 (1268.2) Kiedy się patrzy na nieskazitelnie doskonałe sfery Havony, rozsądne jest jak i logiczne wierzyć, że zostały zrobione przez doskonałego, nieskończonego i absolutnego Stwórcę. Jednak, gdy się widzi zamęt, niedoskonałość i niesprawiedliwość na Urantii, ten sam rozsądek i logika mogłyby doprowadzić każdą uczciwą istotę do wniosku, że nasz świat został stworzony i jest kierowany przez Stwórców, którzy są podabsolutni, przednieskończeni i dalecy od doskonałości.

116:0.3 (1268.3) Empiryczny rozwój zakłada partnerstwo stworzonego i Stwórcy – współpracę Boga i człowieka. Rozwój jest cechą charakterystyczną empirycznego Bóstwa. Havona się nie rozwija; Havona jest i zawsze była; jest egzystencjalna, podobnie jak wieczni Bogowie, którzy są przyczyną jej powstania. Jednak rozwój jest cechą charakterystyczną wielkiego wszechświata.

116:0.4 (1268.4) Wszechmocny Najwyższy jest żywym i rozwijającym się Bóstwem mocy i osobowości. Jego obecna domena, wielki wszechświat, jest także rozwijającą się domeną mocy i osobowości. Jego przeznaczeniem jest doskonałość, jednak jego obecne doświadczenie zawiera elementy rozwoju i niekompletnego statusu.

116:0.5 (1268.5) Istota Najwyższa funkcjonuje w pierwszym rzędzie we wszechświecie centralnym jako osobowość duchowa; w drugiej kolejności w wielkim wszechświecie jako Bóg Wszechmocny, osobowość mocy. Trzecia z kolei funkcja Najwyższego we wszechświecie nadrzędnym jest teraz potencjalna, istnieje tylko jako nieznany potencjał umysłowy. Nikt nie wie, co ujawni ta trzecia ewolucja Istoty Najwyższej. Niektórzy sądzą, że kiedy superwszechświaty zostaną ustanowione w światłości i życiu, Najwyższy będzie działał z Uversy, jako wszechmocny i empiryczny władca wielkiego wszechświata, podczas gdy będzie rozprzestrzeniał się w mocy, jako superwszechmocny wszechświatów zewnętrznych. Inni domniemają, że trzecie stadium Najwyższości obejmowało będzie trzeci poziom objawiania się Bóstwa. Jednak tak naprawdę, nikt z nas tego nie wie.

1. Najwyższy Umysł

116:1.1 (1268.6) Doświadczenie każdej rozwijającej się osobowości stworzonej jest pewnym stadium doświadczenia Wszechmocnego Najwyższego. Inteligentne ujarzmianie każdej materialnej części superwszechświatów jest częścią rozwijającej się kontroli Wszechmocnego Najwyższego. Stwórcza synteza mocy i osobowości jest częścią stwórczego impulsu Najwyższego Umysłu i jest samą esencją ewolucyjnego rozwoju jedności w Istocie Najwyższej.

116:1.2 (1269.1) Zjednoczenie mocy i atrybutów osobowościowych Najwyższości jest funkcją Najwyższego Umysłu; a ukończona ewolucja Wszechmocnego Najwyższego da w efekcie jedno, zjednoczone i osobowe Bóstwo – a nie pewien luźno skoordynowany związek Boskich atrybutów. Z szerszej perspektywy, nie będzie Wszechmocnego niezależnie od Najwyższego a Najwyższego niezależnie od Wszechmocnego.

116:1.3 (1269.2) W epokach ewolucyjnych, potencjał mocy fizycznej Najwyższego powierzony jest Siedmiu Najwyższym Dyspozytorom Mocy a potencjał jego umysłu spoczywa w Siedmiu Duchach Nadrzędnych. Nieskończony Umysł jest funkcją Nieskończonego Ducha; kosmiczny umysł, służbą Siedmiu Duchów Nadrzędnych; Najwyższy Umysł jest w trakcie aktualizowania się, w koordynacji z wielkim wszechświatem i w funkcjonalnym związku z objawianiem i osiąganiem Boga Siedmiorakiego.

116:1.4 (1269.3) Umysł czasowo-przestrzenny, kosmiczny umysł, funkcjonuje różnorodnie w siedmiu superwszechświatach, jest jednak koordynowany pewną nieznaną, asocjacyjną metodą Istoty Najwyższej. Kontrola nadrzędna wielkiego wszechświata, sprawowana przez Wszechmocnego, nie jest wyłącznie fizyczna i duchowa. W siedmiu superwszechświatach jest ona głównie materialna i duchowa, ale w Najwyższym istnieją również fenomeny, które są zarówno intelektualne jak i duchowe.

116:1.5 (1269.4) Doprawdy mniej wiemy o umyśle Najwyższości niż o jakimkolwiek innym aspekcie tego rozwijającego się Bóstwa. Jest on bez wątpienia aktywny w całym wielkim wszechświecie i przypuszcza się, że potencjalnie ma pełnić znacznie szerszą funkcję we wszechświecie nadrzędnym. To jednak wiemy, że chociaż fizyczność może osiągnąć kompletny rozwój i podczas gdy duch może osiągnąć doskonałość rozwoju, umysł nigdy nie zaprzestanie się rozwijać – jest to empiryczna metoda rozwoju bez końca. Najwyższy jest Bóstwem empirycznym i dlatego też nigdy nie osiągnie kompletności osiągnięć umysłowych.

2. Wszechmocny a Bóg Siedmioraki

116:2.1 (1269.5) Moc Wszechmocnego we wszechświecie uwidacznia się równocześnie z pojawieniem się na scenie akcji kosmicznej wysokich stwórców i kontrolerów superwszechświatów ewolucyjnych.

116:2.2 (1269.6) Bóg Najwyższy wywodzi atrybuty swego ducha i osobowości od Rajskiej Trójcy, ale swą moc aktualizuje w działalności Synów Stwórców, Pradawnych Czasu i Duchów Nadrzędnych, których wspólne działania stanowią źródło jego rozwijającej się mocy, jako wszechmocnego władcy siedmiu superwszechświatów.

116:2.3 (1269.7) Nie uwarunkowane, Rajskie Bóstwo, nie jest pojmowalne dla rozwijających się istot czasu i przestrzeni. Wieczność i nieskończoność są tym poziomem rzeczywistości Bóstwa, którego czasowo-przestrzenne istoty nie mogą zrozumieć. Nieskończoność Bóstwa i absolutność władzy są nieodłączne Rajskiej Trójcy a Trójca jest tą rzeczywistością, która leży nieco powyżej pojmowania śmiertelnego człowieka. Istoty czasowo-przestrzenne muszą mieć początki, relatywności i przeznaczenia, aby pojąć wszechświatowe związki i zrozumieć znaczące wartości boskości. Dlatego też Rajskie Bóstwo pomniejsza i skądinąd warunkuje pozarajskie uosobienia boskości, powołując do bytu Najwyższych Stwórców i ich towarzyszy, którzy zawsze niosą światło życia coraz dalej od jego Rajskiego Źródła, aż znajdzie ono swą najodleglejszą i wspaniałą ekspresję w ziemskich życiach Synów, obdarzających światy ewolucyjne.

116:2.4 (1270.1) I stąd się bierze Bóg Siedmioraki, którego kolejne poziomy śmiertelny człowiek napotyka w następującym porządku:

116:2.5 (1270.2) 1. Synowie Stwórcy (i Stwórcze Duchy).

116:2.6 (1270.3) 2. Pradawni Czasu.

116:2.7 (1270.4) 3. Siedem Duchów Nadrzędnych.

116:2.8 (1270.5) 4. Istota Najwyższa.

116:2.9 (1270.6) 5. Wspólny Aktywizator.

116:2.10 (1270.7) 6. Wieczny Syn.

116:2.11 (1270.8) 7. Ojciec Wszechświatowy.

116:2.12 (1270.9) Pierwsze trzy poziomy należą do Najwyższych Stwórców; ostatnie trzy poziomy to Rajskie Bóstwa. Najwyższy zawsze lokuje się pośrodku jako empiryczne uosobienie ducha Rajskiej Trójcy i jako empiryczne zogniskowanie ewolucyjnej, wszechmocnej władzy stwórczych dzieci Rajskich Bóstw. W obecnej epoce wszechświata, Istota Najwyższa jest maksymalnym objawieniem Bóstwa dla siedmiu superwszechświatów.

116:2.13 (1270.10) Metodą ludzkiej logiki można wywnioskować, że empiryczne, ponowne zjednoczenie zbiorowych działań trzech pierwszych poziomów Boga Siedmiorakiego może się równać poziomowi Rajskiego Bóstwa, ale tak nie jest. Rajskie Bóstwo jest Bóstwem egzystencjalnym. Najwyżsi Stwórcy, w swej boskiej jedności mocy i osobowości tworzą i wyrażają nowy potencjał mocy empirycznego Bóstwa. I ten potencjał mocy, empirycznego pochodzenia, wchodzi w nieuchronny i nieunikniony związek z empirycznym Bóstwem, pochodzącym od Trójcy – z Istotą Najwyższą.

116:2.14 (1270.11) Bóg Najwyższy nie jest ani Rajską Trójcą, ani też nie jest żadnym z tych Stwórców superwszechświata, których funkcyjne działania faktycznie syntetyzują jego rozwijającą się, wszechmocną władzę. Bóg Najwyższy, podczas gdy pochodzi od Trójcy, przejawia się istotom ewolucyjnym jako osobowość mocy tylko przez skoordynowane funkcje trzech pierwszych poziomów Boga Siedmiorakiego. Wszechmocny Najwyższy urzeczywistnia się teraz w czasie i przestrzeni poprzez działania Najwyższych Osobowości Stwórczych, tak jak w wieczności Wspólny Aktywizator rozbłysnął w byt dzięki woli Ojca Wszechświatowego i Wiecznego Syna. To te istoty, z pierwszych trzech poziomów Boga Siedmiorakiego, są właśnie naturą i źródłem mocy Wszechmocnego Najwyższego; zatem muszą mu one zawsze towarzyszyć i wspierać go w jego działaniach administracyjnych.

3. Wszechmocny a Rajskie Bóstwo

116:3.1 (1270.12) Rajskie Bóstwa nie tylko działają bezpośrednio w swych obwodach grawitacyjnych, w całym wielkim wszechświecie, ale funkcjonują również poprzez swe różne przedstawicielstwa i inne przejawy, takie jak:

116:3.2 (1270.13) 1. Zogniskowanie umysłu Trzeciego Źródła i Centrum. Skończone domeny energii i ducha dosłownie są trzymane razem przez umysłową obecność Wspólnego Aktywizatora. Rozciąga się ona od Stwórczego Ducha we wszechświecie lokalnym, poprzez Duchy Zwierciadlane superwszechświata, do Duchów Nadrzędnych w wielkim wszechświecie. Obwody umysłowe, emanujące od tych zróżnicowanych ognisk inteligencji, stanowią tę kosmiczną arenę, na której istota stworzona dokonuje wyboru. Umysł jest tą elastyczną rzeczywistością, którą stworzeni i Stwórcy mogą tak łatwo kierować; jest on istotnym ogniwem łączącym materię i ducha. Obdarzenie umysłem przez Trzecie Źródło i Centrum jednoczy duchową osobę Boga Najwyższego z empiryczną mocą ewolucyjnego Wszechmocnego.

116:3.3 (1271.1) 2. Objawienia osobowości Drugiego Źródła i Centrum. Obecności umysłowe Wspólnego Aktywizatora jednoczą ducha boskości z formą energii. Obdarzające wcielenia Wiecznego Syna i jego Rajskich Synów jednoczą, faktycznie zespalają, Boską naturę Stwórcy z rozwijającą się naturą stworzonego. Najwyższy jest zarówno stworzonym jak i stwórcą; ta okoliczność, że jest on właśnie taki, objawia się w obdarzających funkcjach Wiecznego Syna oraz partnerskich i podporządkowanych mu Synów. Obdarzające klasy synostwa, Michałowie i Avonale, faktycznie poszerzają swe Boskie natury autentycznymi naturami stworzonych, które stają się ich własnymi, dzięki życiu autentycznym życiem istoty stworzonej na światach ewolucyjnych. Kiedy boskość stanie się podobna człowieczeństwu, w takim związku tkwi możliwość, że człowieczeństwo może stać się boskie.

116:3.4 (1271.2) 3. Zamieszkujące umysł obecności Pierwszego Źródła i Centrum. Umysł jednoczy duchową przyczynowość z oddziaływaniami energii; obdarzająca służba jednoczy boskie zstępowania ze wznoszeniem się istot stworzonych; a zamieszkujące ludzi fragmenty Ojca Wszechświatowego faktycznie jednoczą rozwijające się istoty z Bogiem w Raju. Istnieje wiele takich obecności Ojca, zamieszkujących liczne klasy osobowości a w przypadku śmiertelnego człowieka te niebiańskie fragmenty Boga są Dostrajaczami Myśli. Nieodgadnione Monitory są dla istot ludzkich tym, czym Rajska Trójca jest dla Istoty Najwyższej. Dostrajacze są absolutnymi fundamentami i na tych absolutnych fundamentach decyzje wolnej woli mogą kształtować boską rzeczywistość wiecznościowca, w przypadku człowieka naturę finalisty, w Bogu Najwyższym naturę Bóstwa.

116:3.5 (1271.3) Obdarzenia rajskich klas synostwa, w formie istoty stworzonej, umożliwiają tym Boskim Synom wzbogacanie ich osobowości, poprzez nabywanie autentycznej natury istot wszechświatowych, podczas gdy takie obdarzenia niezawodnie objawiają tym samym istotom stworzonym rajską drogę do osiągania boskości. Dostrajaczowe obdarzenia Ojca Wszechświatowego umożliwiają mu przyciąganie do siebie osobowości istot obdarzonych wolą. I we wszystkich tych, wzajemnych związkach w skończonych wszechświatach, Wspólny Aktywizator jest wciąż obecnym źródłem służby umysłowej, dzięki której takie działania są prowadzone.

116:3.6 (1271.4) Tymi i wieloma innymi sposobami Rajskie Bóstwa uczestniczą w ewolucjach czasu, jak rozwijają się one na krążących w przestrzeni planetach i jak osiągają swą kulminację w pojawieniu się osobowości Najwyższej, konsekwencji całej ewolucji.

4. Wszechmocny a Najwyżsi Stwórcy

116:4.1 (1271.5) Jedność Najwyższej Całości zależna jest od progresywnego jednoczenia skończonych części; aktualizowanie się Najwyższego jest rezultatem tych właśnie zjednoczeń czynników najwyższości – stwórców, stworzonych, istot inteligentnych i energii wszechświatowych – i jest ich produktem.

116:4.2 (1272.1) W tych epokach, w których zwierzchnictwo Najwyższości przechodzi swój rozwój czasowy, wszechmocna władza Najwyższego zależna jest od funkcjonowania boskości Boga Siedmiorakiego, podczas gdy szczególnie bliski wydaje się być związek pomiędzy Istotą Najwyższą a Wspólnym Aktywizatorem, razem z jego podstawowymi osobowościami – Siedmioma Duchami Nadrzędnymi. Nieskończony Duch jako Wspólny Aktywizator, działa na wiele sposobów, które kompensują niekompletność ewolucyjnego Bóstwa i zachowuje bardzo bliskie związki z Najwyższym. Tę bliskość związków w pewnym stopniu podzielają wszystkie duchy Nadrzędne a zwłaszcza Siódmy Duch Nadrzędny, który mówi w imieniu Najwyższego. Ten Duch Nadrzędny zna Najwyższego, jest z nim w osobistym kontakcie.

116:4.3 (1272.2) Dawno temu, przy wypracowywaniu superwszechświatowego systemu stworzenia, Duchy Nadrzędne połączyły się z ancestralną Trójcą we współtworzeniu czterdziestu dziewięciu Duchów Zwierciadlanych i równocześnie z tym działała stwórczo Istota Najwyższa, jako element kulminacyjny połączonych działań Rajskiej Trójcy i stwórczych dzieci Rajskiej Trójcy. Pojawił się Majeston i od tamtego czasu ogniskuje on kosmiczną obecność Najwyższego Umysłu, podczas gdy Duchy Nadrzędne wciąż działają jako źródła-centra dla rozległej służby kosmicznego umysłu.

116:4.4 (1272.3) Jednak Duchy Nadrzędne wciąż nadzorują Duchy Zwierciadlane. Siódmy Duch Nadrzędny jest (w swym ogólnym nadzorze Orvontonu z wszechświata centralnego) w osobistym kontakcie z (i ma kontrolę nadrzędną nad) siedmioma Duchami zwierciadlanymi, znajdującymi się na Uversie. W swojej kontroli międzysuperwszechświatowej i śródsuperwszechświatowej jest on w zwierciadlanym kontakcie z Duchami Zwierciadlanymi swego własnego typu, znajdującymi się w stolicy każdego superwszechświata.

116:4.5 (1272.4) Te Duchy Nadrzędne nie tylko wspierają i umacniają władzę Najwyższości, ale z kolei są pod wpływem stwórczych celów Najwyższego. Zazwyczaj zbiorowe wytwory Duchów Nadrzędnych są klasy niby-materialnej (dyspozytorzy mocy itp.), podczas gdy ich indywidualne wytwory są klasy duchowej (supernafini itp.). Kiedy jednak Duchy Nadrzędne wytworzyły zbiorowo Siedem Duchów Orbit, w odpowiedzi na wolę i zamiar Istoty Najwyższej, odnotować należy, że wynik tego stwórczego aktu jest duchowy a nie materialny czy niby-materialny.

116:4.6 (1272.5) Jak się rzeczy mają z Duchami Nadrzędnymi superwszechświatów, tak jest również z trójjednymi władcami tych superkreacji – Pradawnymi Czasu. Te uosobienia sprawiedliwości-sądu Trójcy w czasie i przestrzeni są polowymi punktami podparcia dla mobilizującej się, wszechmocnej władzy Najwyższego i służą za siedmiorakie punkty zogniskowania ewolucji władzy trójcowej w domenach czasu i przestrzeni. Z ich punktu widzenia, pośrodku pomiędzy Rajem a rozwijającymi się światami, ci pochodzący od Trójcy władcy widzą obie drogi, znają obie drogi i koordynują obie drogi.

116:4.7 (1272.6) Jednak wszechświaty lokalne są tymi prawdziwymi laboratoriami, w których wypracowuje się eksperymenty umysłowe, galaktyczne przygody, rozwinięcia boskości i rozwoje osobowości, które, kiedy kosmicznie zsumowane, stanowią aktualną podstawę, na której Najwyższy osiąga ewolucję boskości w doświadczeniu i poprzez doświadczenie.

116:4.8 (1272.7) We wszechświatach lokalnych nawet Stwórcy się rozwijają. Obecność Wspólnego Aktywizatora rozwija się, od żywego zogniskowania mocy do statusu Boskiej osobowości Matki Ducha Wszechświata; Syn Stwórca rozwija się, od egzystencjalnej natury rajskiej boskości, do empirycznej natury najwyższej władzy. Wszechświaty lokalne są punktami startowymi prawdziwej ewolucji, tym gruntem, gdzie rozmnażają się prawdziwie niedoskonałe osobowości, obdarzone wolną wolą decydowania o tym, aby stać się współstwórcami samych siebie, takich, jakimi powinni być.

116:4.9 (1273.1) Synowie-Arbitrzy obdarzają sobą światy ewolucyjne i w końcu osiągają naturę, wyrażającą rajską boskość w empirycznym zjednoczeniu z najwyższymi, duchowymi wartościami materialnej natury ludzkiej. I dzięki takim oraz innym obdarzeniom, Stwórcy Michałowie tak samo zyskują rzeczywiste natury i kosmiczne punkty widzenia swych dzieci z wszechświatów lokalnych. Tacy Mistrzowie-Synowie Stwórcy zbliżają się do realizacji doświadczenia podnajwyższego; a kiedy ich władza we wszechświecie lokalnym zostanie tak poszerzona, że obejmuje związane z nimi Stwórcze Duchy, można powiedzieć, że zbliżają się do granic najwyższości w zakresie obecnych potencjałów ewolucyjnego, wielkiego wszechświata.

116:4.10 (1273.2) Gdy obdarzający Synowie objawiają człowiekowi nowe drogi odkrywania Boga, nie tworzą tych dróg docierania do boskości; raczej objaśniają te wieczne magistrale postępu, które wiodą poprzez obecność Najwyższego do osoby Rajskiego Ojca.

116:4.11 (1273.3) Wszechświat lokalny jest punktem wyjściowym dla tych osobowości, które są najdalej od Boga, a które w związku z tym mogą doświadczać najwyższego stopnia duchowego wznoszenia się we wszechświecie, w maksymalnym stopniu mogą partycypować we współstwarzaniu samych siebie. Te same wszechświaty lokalne dostarczają największej możliwej głębi doświadczenia dla zstępujących osobowości, które tym samym osiągają coś, co ma dla nich takie znaczenie, jak wznoszenie się do Raju dla istot rozwijających się.

116:4.12 (1273.4) Człowiek śmiertelny wydaje się być niezbędny dla pełnego funkcjonowania Boga Siedmiorakiego jako tego zgrupowania boskości, które osiąga kulminację w aktualizowaniu się Najwyższego. Istnieje wiele innych klas osobowości wszechświata, które są tak samo niezbędne dla ewolucji wszechmocnej władzy Najwyższego, ale to zobrazowanie jest robione w tym celu, aby wywarło pozytywny wpływ na istoty ludzkie, dlatego też ogranicza się przeważnie do tych czynników, działających w ewolucji Boga Siedmiorakiego, które mają związek ze śmiertelnym człowiekiem.

5. Wszechmocny a siedmioracy kontrolerzy

116:5.1 (1273.5) Byliście nauczani o związku Boga Siedmiorakiego z Istotą Najwyższą a teraz powinniście zdać sobie sprawę z tego, że Siedmioraki obejmuje tak samo kontrolerów jak i stwórców wielkiego wszechświata. Do grona siedmiorakich kontrolerów wielkiego wszechświata zalicza się następujące istoty:

116:5.2 (1273.6) 1. Nadrzędni Kontrolerzy Fizyczni.

116:5.3 (1273.7) 2. Najwyższe Centra Mocy.

116:5.4 (1273.8) 3. Najwyżsi Dyspozytorzy Mocy.

116:5.5 (1273.9) 4. Wszechmocny Najwyższy.

116:5.6 (1273.10) 5. Bóg Działania – Nieskończony Duch.

116:5.7 (1273.11) 6. Wyspa Raj.

116:5.8 (1273.12) 7. Źródło Raju – Ojciec Wszechświatowy.

116:5.9 (1273.13) Te siedem grup jest nierozłącznie, funkcjonalnie związane z Bogiem Siedmiorakim i stanowi poziom fizycznej kontroli w związku tego Bóstwa.

116:5.10 (1273.14) Rozwidlanie się energii i ducha (pochodzących od wspólnej obecności Wiecznego Syna i Wyspy Raj) symbolizowane było w sensie wszechświatowym, kiedy to Siedem Duchów Nadrzędnych podjęło się wspólnie swego pierwszego aktu zbiorowego stwarzania. Wydarzeniu temu towarzyszyło pojawienie się Siedmiu Najwyższych Dyspozytorów Mocy. Równocześnie z tym, duchowe obwody Duchów Nadrzędnych wydatnie się wyróżniły od działań fizycznych, nadzorowanych przez dyspozytora mocy i natychmiast się pojawił kosmiczny umysł, jako nowy czynnik koordynujący materię i ducha.

116:5.11 (1274.1) Wszechmocny Najwyższy rozwija się jako kontroler nadrzędny mocy fizycznej wielkiego wszechświata. W obecnej epoce wszechświata, ten potencjał mocy fizycznej wydaje się być skoncentrowany w Siedmiu Najwyższych Dyspozytorach Mocy, którzy działają przez stałe lokalizacje centrów mocy i przez ruchomych kontrolerów fizycznych.

116:5.12 (1274.2) Wszechświaty czasowe nie są doskonałe, doskonałość jest ich przeznaczeniem. Wysiłki, zmierzające do osiągnięcia doskonałości, odnoszą się nie tylko do poziomów intelektualnych i duchowych, ale także do fizycznych poziomów energii i masy. Ustanowienie siedmiu superwszechświatów w światłości i życiu z góry zakłada osiągnięcie przez nie fizycznej stabilizacji. I przypuszcza się, że ostateczne osiągnięcie materialnej równowagi oznaczać będzie koniec ewolucji kontroli fizycznej Wszechmocnego.

116:5.13 (1274.3) We wczesnym okresie tworzenia wszechświata, nawet Rajscy Stwórcy interesują się głównie równowagą materialną. Forma wszechświata lokalnego nabiera kształtu nie tylko na skutek działań centrów mocy, ale także w wyniku przestrzennej obecności Stwórczego Ducha. I w takich wczesnych epokach tworzenia wszechświata lokalnego, Syn Stwórcy przejawia trudną do zrozumienia właściwość kontroli materialnej i nie opuszcza on swej planety stołecznej, zanim się nie ustali ogólna równowaga wszechświata lokalnego.

116:5.14 (1274.4) W końcowym podsumowaniu, cała energia reaguje na umysł a kontrolerzy fizyczni są dziećmi umysłowego Boga, który jest aktywizatorem formy Raju. Inteligencja dyspozytorów mocy zajęta jest nieustannie zaprowadzeniem materialnej kontroli. Ich wysiłki, zmierzające do osiągnięcia fizycznej dominacji nad związkami energii i ruchami mas, nigdy się nie kończą, zanim nie osiągną ostatecznego zwycięstwa nad energiami i masami, które stanowią domenę ich bezustannych działań.

116:5.15 (1274.5) Duchowe zmagania w czasie i przestrzeni wiążą się z ewolucją dominacji ducha nad materią, środkami (osobowego) umysłu; fizyczna (nieosobowa) ewolucja wszechświatów związana jest ze zharmonizowaniem kosmicznej energii z koncepcją równowagi umysłu, poddanego nadrzędnej kontroli ducha. Powszechna ewolucja całego wielkiego wszechświata jest sprawą osobowego zjednoczenia umysłu kontrolującego energię z koordynowanym przez ducha intelektem, a objawi się ona, gdy w pełni nastanie wszechmocna władza Najwyższego.

116:5.16 (1274.6) Trudności, występujące przy osiąganiu stadium dynamicznej równowagi związane są z tym, że kosmos się rozwija. Stabilne obwody materialnego stworzenia wciąż są zagrożone, wskutek pojawiania się nowej energii i nowej masy. Rozwijający się wszechświat jest niestabilnym wszechświatem, dlatego też żadna część kosmicznej całości nie może znaleźć prawdziwej stabilizacji, aż się dopełni czas i siedem superwszechświatów zostanie materialnie ukończone.

116:5.17 (1274.7) We wszechświatach ustanowionych w światłości i życiu nie ma niespodziewanych, poważniejszych wypadków fizycznych. Osiąga się w nich względnie pełną kontrolę nad kreacją materialną; nadal jednak problemy związków ustabilizowanych wszechświatów z wszechświatami rozwijającymi się rzucają wyzwanie umiejętnościom Dyspozytorów Mocy Wszechświata. Jednak te problemy będą stopniowo zanikały, wraz ze zmniejszaniem się nowej, stwórczej działalności, ponieważ wielki wszechświat zbliża się do końca swej ewolucyjnej ekspresji.

6. Dominacja ducha

116:6.1 (1275.1) We wszechświatach ewolucyjnych dominuje energia-materia, za wyjątkiem osobowości, w której duch za pośrednictwem umysłu walczy o panowanie. Celem wszechświatów ewolucyjnych jest podporządkowanie energii-materii umysłowi, koordynacja umysłu z duchem a wszystko to się odbywa dzięki stwórczej, jednoczącej obecności osobowości. Tak więc, co się tyczy osobowości, systemy fizyczne stają się jej podległe, systemy umysłowe są z nią skoordynowane a systemy duchowe są dla niej dyrektywne.

116:6.2 (1275.2) To zjednoczenie mocy i osobowości wyraża się na poziomach Bóstwa jako Najwyższy oraz w Najwyższym. Jednak faktyczna ewolucja dominacji ducha jest rozwojem opartym na aktach wolnej woli Stwórców i stworzonych w wielkim wszechświecie.

116:6.3 (1275.3) Na poziomach absolutnych, energia i duch są jednością. Jednak w momencie oddalania się od tak absolutnych poziomów pojawia się zróżnicowanie, a kiedy energia i duch przemieszczają się od Raju w przestrzeń, przedział pomiędzy nimi powiększa się, aż we wszechświecie lokalnym stają się one zupełnie rozbieżne. Nie są już dłużej identyczne, nie są również podobne a umysł musi ingerować, aby je wiązać ze sobą.

116:6.4 (1275.4) Fakt, że energia może być ukierunkowywana w wyniku działań osobowości kontrolujących, świadczy o tym, że energia może reagować na działanie umysłu. To, że masa może być stabilizowana poprzez działalność tych samych bytów kontrolujących, wykazuje, że masa może reagować na porządkującą obecność umysłu. A to, że sam duch, w wolicjonalnej osobowości, może próbować przez umysł opanować energię-materię, ukazuje potencjalną jedność całego skończonego stworzenia.

116:6.5 (1275.5) Istnieje wzajemna zależność wszystkich sił i osobowości w całym wszechświecie wszechświatów. W organizacji wszechświatów Synowie Stwórcy i Stwórcze Duchy zależą od funkcjonowania współpracujących z nimi centrów mocy i kontrolerów fizycznych; Najwyżsi Dyspozytorzy Mocy są niekompletni bez kontroli Duchów Nadrzędnych. W istocie ludzkiej mechanizm fizycznego życia reaguje, częściowo, na nakazy (osobowego) umysłu. Ten właśnie umysł może zostać z kolei zdominowany przewodnictwem ducha, który go wiedzie do celu a rezultatem takiego, ewolucyjnego rozwoju jest powstanie nowego dziecka Najwyższego, nowego osobowego zjednoczenia kilku rodzajów rzeczywistości kosmicznej.

116:6.6 (1275.6) To, co się odnosi do części, odnosi się też do całości; duchowa osoba Najwyższości potrzebuje ewolucyjnej mocy Wszechmocnego, aby osiągnąć pełnię Bóstwa i dojść do przeznaczenia, do związania się z Trójcą. Osobowości czasu i przestrzeni się starają, ale kulminacja i dopełnienie tych starań jest dziełem Wszechmocnego Najwyższego. I kiedy rozwój całości jest sumowaniem zbiorowego rozwoju jej części, wynika stąd tak samo, że ewolucja części jest wycinkowym odbiciem celowego rozwoju całości.

116:6.7 (1275.7) W Raju, monota i duch są jako jedność – nierozróżnialne inaczej, jak tylko nazwą. W Havonie, materia i duch, podczas gdy dostrzegalnie odmienne, są z natury w harmonii. Natomiast w siedmiu superwszechświatach występuje ogromne zróżnicowanie; istnieje wielka odległość pomiędzy energią kosmiczną a boskim duchem, dlatego też istnieje ogromny, empiryczny potencjał dla działania umysłu, podczas harmonizowania i ostatecznego jednoczenia fizycznej formy z duchowymi celami. W rozwijających się w czasie wszechświatach przestrzennych występuje znaczna redukcja boskości, trudne do rozwiązania problemy i duża możliwość zdobycia doświadczenia w trakcie ich rozwiązywania. I cała taka sytuacja superwszechświatowa wytwarza poszerzoną arenę ewolucyjnego bytu, na której są możliwości zdobywania kosmicznego doświadczenia, zarówno dla stworzonego jak i dla Stwórcy – nawet dla Najwyższego Bóstwa.

116:6.8 (1276.1) Dominacja ducha, która jest egzystencjalna na poziomach absolutnych, staje się doświadczeniem ewolucyjnym na poziomach skończonych, w siedmiu superwszechświatach. I to doświadczenie podzielają jednakowo wszyscy, od śmiertelnego człowieka do Istoty Najwyższej. Wszyscy dążą, osobiście dążą, do osiągnięcia celu; wszyscy biorą udział, osobiście biorą udział, w przeznaczeniu.

7. Żywy organizm wielkiego wszechświata

116:7.1 (1276.2) Wielki wszechświat jest nie tylko kreacją materialną o fizycznym majestacie, duchowej wzniosłości i intelektualnej wielkości, ale jest to także wspaniały i wrażliwy, żywy organizm. Istnieje prawdziwa pulsacja życia w całym tym mechanizmie rozległego stworzenia, w tym dynamicznym kosmosie. Fizyczna rzeczywistość wszechświatów symbolizuje dostrzegalną rzeczywistość Wszechmocnego Najwyższego; a przez ten materiał żywego organizmu przechodzą obwody inteligencji, tak jak przez ciało ludzkie przebiega nerwowa sieć dróg, którymi biegną wrażenia. Przez wszechświat fizyczny przenikają linie energii, które skutecznie aktywizują kreację materialną, tak jak ciało ludzkie jest odżywiane i zasilane dzięki dystrybucji w układzie krążenia przyswajalnych, energetycznych produktów odżywczych. Rozległy wszechświat nie jest pozbawiony takich, koordynujących centrów wspaniałej kontroli nadrzędnej, które mogą być porównywane z delikatnym systemem kontroli chemicznej mechanizmu ludzkiego. Gdybyście tylko wiedzieli co nieco o fizyce centrum mocy, moglibyśmy, przez analogię, opowiedzieć wam znacznie więcej o wszechświecie materialnym.

116:7.2 (1276.3) Tak jak śmiertelnicy potrzebują energii słonecznej, aby utrzymać się przy życiu, tak również wielki wszechświat zależy od niezawodnych energii, emanujących z Raju dolnego, podtrzymujących materialne funkcjonowanie kosmicznych ruchów przestrzeni.

116:7.3 (1276.4) Umysł dany został śmiertelnikom, dzięki czemu mogą oni uświadomić sobie swą tożsamość i osobowość a umysł – nawet Najwyższy Umysł – został nadany całości tego, co skończone i dzięki niemu duch tej wyłaniającej się osobowości kosmosu zawsze dąży do opanowania energii-materii.

116:7.4 (1276.5) Człowiek śmiertelny reaguje na przewodnictwo ducha, tak jak wielki wszechświat reaguje na rozległy uchwyt grawitacji duchowej Wiecznego Syna, na wszechświatową nadmaterialną spoistość wiecznych wartości duchowych całego stworzenia, skończonego kosmosu czasu i przestrzeni.

116:7.5 (1276.6) Istoty ludzkie potrafią utożsamić się na wieczność z całościową, niezniszczalną rzeczywistością wszechświatową – zespolić się z zamieszkującym ich Dostrajaczem Myśli. Podobnie Najwyższy zależy na wieczność od absolutnej stabilności Pierwotnego Bóstwa, Rajskiej Trójcy.

116:7.6 (1276.7) Dążenie człowieka do rajskiej doskonałości, jego próby docierania do Boga, stwarzają prawdziwe napięcie boskości w żywym kosmosie, które może być zredukowane tylko przez ewolucję nieśmiertelnej duszy i to właśnie występuje w doświadczeniu pojedynczej, śmiertelnej istoty. Kiedy jednak wszyscy stworzeni i wszyscy Stwórcy w wielkim wszechświecie tak samo pragną dotrzeć do Boga i boskiej doskonałości, wytwarza się silne kosmiczne napięcie, które może zostać zredukowane jedynie w idealnej syntezie wszechmocnej władzy i duchowej osoby rozwijającego się Boga wszystkich stworzonych, w Istocie Najwyższej.

116:7.7 (1277.1) [Nadzorowane przez Możnego Posłańca, tymczasowo przebywającego na Urantii].

Przekaz 117, Bóg Najwyższy

Księga Urantii

Przekaz 117

Bóg Najwyższy

117:0.1 (1278.1) W TAKIM stopniu, w jakim czynimy wolę Boga, na jakiejkolwiek stacji wszechświata się znajdujemy, w takim stopniu wszechmocny potencjał Najwyższego staje się o jeden stopień bardziej aktualny. Wola Boga jest celem Pierwszego Źródła i Centrum, potencjalnie wyrażonym w trzech Absolutach, uosobionym w Wiecznym Synu, połączonym dla wszechświatowego działania w Nieskończonym Duchu a uwiecznionym w wiecznotrwałych formach Raju. Bóg Najwyższy staje się najwyższym, skończonym przejawem całkowitej woli Boga.

117:0.2 (1278.2) Gdyby wszyscy mieszkańcy wielkiego wszechświata kiedykolwiek osiągnęli względną pełnię życia wolą Boga, wtedy kreacje czasowo-przestrzenne mogłyby zostać ustanowione w światłości i życiu, i wtedy mógłby Wszechmocny, potencjał bóstwa Najwyższości, urzeczywistnić się w wyłonieniu się boskiej osobowości Boga Najwyższego.

117:0.3 (1278.3) Kiedy rozwijający się umysł dostroi się do obwodów kosmicznego umysłu, kiedy rozwijający się wszechświat ustabilizuje się według formy wszechświata centralnego, kiedy zaawansowany duch nawiąże kontakt ze zjednoczoną służbą Duchów Nadrzędnych, kiedy wznosząca się osobowość człowieka ostatecznie dostroi się do Boskiego przewodnictwa zamieszkującego go Dostrajacza, wtedy aktualność Najwyższego o jeden stopień bardziej urzeczywistnia się we wszechświatach, wtedy boskość Najwyższości posuwa się o jeden krok naprzód ku kosmicznemu ziszczeniu.

117:0.4 (1278.4) Części oraz jednostki wielkiego wszechświata rozwijają się jako odzwierciedlenie całościowej ewolucji Najwyższego, podczas gdy Najwyższy jest z kolei syntetyczną, nagromadzoną sumą całej ewolucji wielkiego wszechświata. Z punktu widzenia śmiertelnika, jedno i drugie, tak ewolucyjnie jak i empirycznie, wspomaga się wzajemnie.

1. Natura Istoty Najwyższej

117:1.1 (1278.5) Najwyższy jest pięknem materialnej harmonii, prawdą znaczenia intelektualnego i dobrocią wartości duchowej. Jest słodyczą prawdziwego sukcesu i radością wiecznotrwałych zdobyczy. Jest nadduszą wielkiego wszechświata, świadomością skończonego kosmosu, pełnią skończonej rzeczywistości i uosobieniem doświadczenia Stwórcy-stworzonego. Przez całą przyszłą wieczność Bóg Najwyższy będzie wyrażał rzeczywistość wolicjonalnego doświadczenia w trójcowych związkach Bóstwa.

117:1.2 (1278.6) W osobach Najwyższych Stwórców Bogowie zstąpili z Raju do domen czasu i przestrzeni, aby stworzyć i rozwijać istoty mogące dotrzeć do Raju, które mogą się tam wznieść w poszukiwaniu Ojca. Ten wszechświatowy korowód zstępujących, objawiających Boga Stwórców i wznoszących się, poszukujących Boga stworzonych, jest objawieniem ewolucji Bóstwa Najwyższego, w którym zarówno zstępujący jak i wznoszący się osiągają wzajemne zrozumienie, odkrywają wieczne i powszechne braterstwo. Istota Najwyższa staje się w ten sposób skończoną syntezą doświadczania przyczyny – doskonałego Stwórcy oraz skutku – doskonalącego się stworzonego.

117:1.3 (1279.1) Wielki wszechświat zawiera możliwość pełnego zjednoczenia i zawsze do niego dąży, a wynika to stąd, że ten byt kosmiczny jest wynikiem stwórczych aktów i powiernictw mocy Rajskiej Trójcy, która jest nie uwarunkowaną jednością. Ta właśnie trójcowa jedność wyraża się w skończonym kosmosie w Najwyższym, którego rzeczywistość staje się coraz bardziej widoczna, kiedy wszechświat osiąga maksymalny poziom utożsamiania się z Trójcą.

117:1.4 (1279.2) Wola Stwórcy i wola stworzonego są jakościowo różne, ale są również empirycznie pokrewne, ponieważ stworzony i Stwórca mogą współdziałać w osiąganiu wszechświatowej doskonałości. Człowiek może współpracować z Bogiem i tym samym współtworzyć wiecznego finalistę. Bóg może działać, nawet jako człowieczeństwo, we wcieleniach swoich Synów, którzy tym samym osiągają najwyższość doświadczenia istoty stworzonej.

117:1.5 (1279.3) W Istocie Najwyższej Stwórca i stworzony są zjednoczeni w jednym Bóstwie, którego wola jest wyrażalna w jednej, Boskiej osobowości. I ta wola Najwyższego jest czymś większym, niż wola zarówno stworzonego jak i Stwórcy, tak jak nieograniczona wola Syna-Mistrza z Nebadonu jest teraz czymś większym niż kombinacją woli boskości i człowieczeństwa. Zjednoczenie rajskiej doskonałości i czasowo-przestrzennego doświadczenia wytwarza nowe wartości znaczeniowe na poziomach Boskiej rzeczywistości.

117:1.6 (1279.4) Rozwijająca się, boska natura Najwyższego, staje się dokładnym zobrazowaniem niezrównanego doświadczenia wszystkich stworzonych i wszystkich Stwórców w wielkim wszechświecie. Stwórczość i stworzoność są jednością w Najwyższym; są zjednoczone na zawsze w tym doświadczeniu, które się zrodziło ze zmiennych kolei losu towarzyszących rozwiązywaniu różnorodnych problemów, jakimi najeżona jest cała skończona kreacja, kiedy podąża wieczną drogą w poszukiwaniu doskonałości i wyzwolenia z więzów niekompletności.

117:1.7 (1279.5) Prawda, piękno i dobroć są wzajemnie zależne w służbie Ducha, we wspaniałości Raju, w miłosierdziu Syna i w doświadczaniu Najwyższego. Bóg Najwyższy jest prawdą, pięknem i dobrocią, gdyż te koncepcje boskości reprezentują skończone maksima ideowego doświadczenia. Wieczne źródła tych trojakich jakości boskości istnieją na poziomach nadskończonych a stworzony może sobie zaledwie wyobrażać owe źródła superprawdy, superpiękna i superdobroci.

117:1.8 (1279.6) Michał, stwórca, objawił Boską miłość Stwórcy Ojca swym ziemskim dzieciom. I ludzie, dostrzegłszy i otrzymawszy to Boskie uczucie, mogą próbować objawić tę miłość swym braciom w ciele. Takie uczucie stworzonego jest prawdziwym odzwierciedleniem miłości Najwyższego.

117:1.9 (1279.7) Najwyższy odznacza się symetrycznością. Pierwsze Źródło i Centrum jest potencjalny w trzech wielkich Absolutach, jest aktualny w Raju, w Synu i w Duchu; jednak Najwyższy jest zarówno aktualny jak i potencjalny, jest istotą osobowej najwyższości i wszechmocnej władzy, reagującą podobnie na wysiłek stworzonego jak i na cel Stwórcy; jest samodzielny we wszechświecie i sam reaguje na całkowitą sumę wszechświata; jest jednocześnie najwyższym stwórcą i najwyższym stworzonym. Tym samym Bóstwo Najwyższości wyraża całkowitą sumę całej skończoności.

2. Źródło rozwoju ewolucyjnego

117:2.1 (1280.1) Najwyższy jest Bogiem-w-czasie; jest tajemnicą rozwoju istoty stworzonej w czasie; jest także zdobywaniem niekompletnej teraźniejszości i dopełnieniem coraz doskonalszej przyszłości. I końcowymi owocami całego skończonego rozwoju są: moc kontrolowana umysłem przez ducha, dzięki jednoczącej i stwórczej obecności osobowości. Kulminacyjnym rezultatem całego tego rozwoju jest Istota Najwyższa.

117:2.2 (1280.2) Dla śmiertelnego człowieka byt równoznaczny jest z rozwojem. I doprawdy takim wydaje się być, nawet w większym, wszechświatowym znaczeniu, gdyż byt prowadzony przez ducha wydaje się owocować rozwojem empirycznym – poszerzaniem statusu. Tym niemniej od dawna już utrzymujemy, że obecny rozwój, charakterystyczny dla bytu istoty stworzonej w obecnej epoce wszechświata, jest funkcją Najwyższego. Uważamy również, że ten rodzaj rozwoju jest specyficzny dla epoki rozwoju Najwyższego i że zakończy się wraz z dopełnieniem rozwoju Najwyższego.

117:2.3 (1280.3) Rozważcie sytuację synów utrójcowionych przez stworzonych. Są zrodzeni i żyją w obecnej epoce wszechświata; mają osobowości, razem z wyposażeniem umysłu i ducha. Mają doświadczenia i pamięć o nich, ale się nie rozwijają jak to robią ci, co się wznoszą. Wierzymy i uważamy, że ci utrójcowieni-stworzeni synowie, podczas gdy są w obecnej epoce wszechświata, prawdziwie są z następnej epoki wszechświata – z tej epoki, która następuje po skończeniu rozwoju Najwyższego. Dlatego też nie są oni w Najwyższym, ze względu na jego obecny status niekompletności i wynikający stąd rozwój. Nie biorą zatem udziału w empirycznym rozwoju obecnej epoki wszechświata, trzymani w rezerwie dla następnej epoki wszechświata.

117:2.4 (1280.4) Moja własna klasa, Możni Posłańcy, będąc objęta Trójcą, nie uczestniczy w rozwoju obecnej epoki wszechświata. W pewnym sensie mamy status, jak gdyby z poprzedniej epoki wszechświata, ten stan, w jakim znajdują się Niezmienni Synowie Trójcy. Jedna rzecz jest pewna – nasz status jest ustalony przez objęcie Trójcy a z doświadczenia nie wynika już rozwój.

117:2.5 (1280.5) Nie odnosi się to ani do finalistów, ani do jakichkolwiek innych klas ewolucyjnych i empirycznych, które są uczestnikami rozwojowego procesu Najwyższego. Wy, śmiertelnicy, żyjący teraz na Urantii, którzy możecie zechcieć dotrzeć do Raju i do statusu finalisty, powinniście zrozumieć, że takie przeznaczenie jest rzeczywiste, ponieważ jesteście w Najwyższym i z Najwyższego, tym samym bierzecie udział w procesie jego rozwoju.

117:2.6 (1280.6) Kiedyś się skończy rozwój Najwyższego, jego status będzie kompletny (w znaczeniu energii-ducha). Z takim zakończeniem ewolucji Najwyższego będzie się również wiązać zakończenie ewolucji istoty stworzonej jako części Najwyższości. Nie wiemy, jakim rodzajem rozwoju mogą się charakteryzować wszechświaty przestrzeni zewnętrznej. Jesteśmy jednak zupełnie pewni, że będzie to coś znacznie odmiennego od czegokolwiek oglądanego w obecnej epoce ewolucji siedmiu superwszechświatów. Bez wątpienia funkcją rozwijających się obywateli wielkiego wszechświata będzie zadośćuczynienie dla mieszkańców przestrzeni zewnętrznej za pozbawienie ich rozwoju Najwyższości.

117:2.7 (1280.7) Istota Najwyższa jako istniejąca po dopełnieniu obecnej epoki wszechświata, działać będzie jako empiryczny władca wielkiego wszechświata. Mieszkańcy przestrzeni zewnętrznej – obywatele następnej epoki wszechświata – będą mieli postsuperwszechświatowy potencjał rozwoju, możliwość osiągnięć ewolucyjnych zakładającą władzę Wszechmocnego Najwyższego, stąd wykluczającą udział istoty stworzonej w syntezie mocy-osobowości z obecnej epoki wszechświata.

117:2.8 (1281.1) Tak więc niekompletność Najwyższego może być uważana za zaletę, skoro umożliwia ewolucyjny rozwój stworzonego-kreacji obecnych wszechświatów. Pustka posiada swą zaletę, gdyż może być empirycznie wypełniona.

117:2.9 (1281.2) Jednym z najbardziej intrygujących pytań skończonej filozofii jest to, czy Istota Najwyższa aktualizuje się w odpowiedzi na ewolucję wielkiego wszechświata, czy skończony kosmos rozwija się progresywnie w odpowiedzi na stopniowe aktualizowanie się Najwyższego? Albo czy jest możliwe, że są obopólnie zależni od swego rozwoju, że są uzależnieni ewolucyjnie – jedno inicjuje rozwój drugiego? Pewni jesteśmy tylko tego, że wszechświaty i stworzeni, wysocy i niscy, rozwijają się w Najwyższym, a kiedy się kształtują, wyłania się zjednoczone podsumowanie całej skończonej działalności tej epoki wszechświata. I to jest pojawianie się Istoty Najwyższej, ewolucja wszechmocnej władzy Boga Najwyższego dla wszystkich osobowości.

3. Znaczenie Najwyższego dla wszechświatowych istot stworzonych

117:3.1 (1281.3) Kosmiczna rzeczywistość, rozmaicie określana jako Istota Najwyższa, Bóg Najwyższy i Wszechmocny Najwyższy, jest kompleksową, wszechświatową syntezą wyłaniających się stadiów wszelkich skończonych rzeczywistości. Szerokie urozmaicenie wiecznej energii, boskiego ducha i wszechświatowego umysłu osiąga skończoną kulminację w ewolucji Najwyższego, który jest całkowitą sumą całego, skończonego rozwoju, urzeczywistniającego się na Boskich poziomach maksymalnej pełni tego, co skończone.

117:3.2 (1281.4) Najwyższy jest tym boskim kanałem, którym płynie stwórcza nieskończoność triodyt, krystalizująca się w galaktyczną panoramę przestrzeni, na której odgrywane jest wspaniałe przedstawienie osobowości w czasie – duchowy podbój energii-materii środkami umysłu.

117:3.3 (1281.5) Jezus powiedział: „Ja jestem żywą drogą” i rzeczywiście jest on żywą drogą, od materialnego poziomu samoświadomości do duchowego poziomu uświadamiania sobie Boga. I tak jak on jest żywą, wznoszącą się drogą, od jaźni do Boga, tak Najwyższy jest żywą drogą wiodącą od skończonej świadomości do transcendencji świadomości, nawet do wnikliwości w absoniczność.

117:3.4 (1281.6) Wasz Syn Stwórca prawdziwie może być takim żywym kanałem, wiodącym od człowieczeństwa do boskości, skoro osobiście w pełni przeszedł wszechświatową drogę wznoszenia się, od prawdziwego człowieczeństwa Jeszuy ben Józefa, Syna Człowieczego, do rajskiej Boskości Michała z Nebadonu, Syna nieskończonego Boga. Tak samo funkcjonować może Istota Najwyższa jako wszechświatowe podejście do przewyższenia skończonych ograniczeń, gdyż jest ona aktualnym ucieleśnieniem osobowego streszczenia całej ewolucji, postępu i uduchowienia istot stworzonych. Nawet doświadczenia osobowości zstępujących z Raju w wielkim wszechświecie stanowią część jej doświadczenia, które uzupełnia jej sumowanie wznoszących się doświadczeń pielgrzymów czasu.

117:3.5 (1281.7) Śmiertelny człowiek jest bardziej niż symbolicznie stworzony na obraz Boga. Z fizycznego punktu widzenia, oświadczenie takie nie jest prawdziwe, ale w odniesieniu do pewnych, wszechświatowych potencjalności, jest to aktualny fakt. W gatunku ludzkim rozwija się coś w rodzaju odtworzenia ewolucyjnego sukcesu, coś, co występuje na znacznie większą skalę we wszechświecie wszechświatów. Człowiek, osobowość wolicjonalna, staje się stwórczy w swym związku z Dostrajaczem, nieosobowym bytem, w obecności skończonych potencjalności Najwyższego a rezultatem tego jest rozkwit nieśmiertelnej duszy. We wszechświatach, Stwórcze osobowości czasu i przestrzeni działają w powiązaniu z nieosobowym duchem Rajskiej Trójcy i stają się tym samym nowym potencjałem mocy w rzeczywistości Bóstwa.

117:3.6 (1282.1) Człowiek śmiertelny, będąc istotą stworzoną, nie jest dokładnie taki jak Istota Najwyższa, która jest bóstwem, ale ludzka ewolucja w pewnych aspektach przypomina rozwój Najwyższego. Człowiek rozwija się świadomie od tego, co materialne do tego, co duchowe, dzięki sile, mocy i wytrwaniu w swych własnych decyzjach; rozwija się też wtedy, kiedy jego Dostrajacz Myśli wypracowuje nowe metody sięgania w dół, od duchowych do morontialnych poziomów duszy; a dusza, gdy raz zostanie powołana do bytu, zaczyna się rozwijać w sobie i od siebie.

117:3.7 (1282.2) Jest to w pewnym sensie ten sposób, w jaki rozprzestrzenia się Istota Najwyższa. Jej władza rozwija się w działaniach i z działań, jak również z osiągnięć Najwyższych Osobowości Stwórczych; taka jest ewolucja majestatu jej mocy, jako władczyni wielkiego wszechświata. Jej natura Bóstwa zależna jest również od wcześniej istniejącej jedności Rajskiej Trójcy. Ale jest jeszcze jeden aspekt ewolucji Boga Najwyższego. Nie tylko rozwija się on od Stwórcy i wywodzi od Trójcy; rozwija się on również sam i sam z siebie wywodzi. Bóg Najwyższy sam jest wolicjonalnym, stwórczym uczestnikiem aktualizowania swego własnego bóstwa. Ludzka, morontialna dusza, także jest wolicjonalnym, współstwórczym partnerem w procesie swego własnego unieśmiertelnienia.

117:3.8 (1282.3) Ojciec, przy współpracy Wspólnego Aktywizatora, oddziałuje na energie Raju i sprawia, że reagują one na Najwyższego. Ojciec, przy współpracy Wiecznego Syna, tworzy osobowości Stwórcze, których działania osiągną kiedyś kulminację we władzy Najwyższego. Ojciec współpracuje zarówno z Synem jak i z Duchem przy stwarzaniu osobowości Trójcy, aby działały jako władcy wielkiego wszechświata do tego czasu, kiedy skończona ewolucja Najwyższego umożliwi mu przejęcie tej władzy. Ojciec współpracuje ze swymi partnerami, bóstwowymi i niebóstwowymi, w ten i na wiele innych sposobów wspierając ewolucję Najwyższości, jednak działa on również w tych sprawach sam. Jego samotne działanie jest prawdopodobnie najlepiej objawione w służbie Dostrajaczy Myśli i związanych z nimi bytów.

117:3.9 (1282.4) Bóstwo jest jednością, egzystencjalną w Trójcy, empiryczną w Najwyższym a w śmiertelnikach urzeczywistnia się w istocie stworzonej, w jej zespoleniu z Dostrajaczem. Obecność Dostrajaczy Myśli w śmiertelnym człowieku ujawnia zasadniczą jedność wszechświata, gdyż człowiek, najniższa ze wszystkich rodzajów osobowości wszechświatowych, zawiera w sobie aktualny fragment najwyższej i wiecznej rzeczywistości, właśnie oryginalnego Ojca wszystkich osobowości.

117:3.10 (1282.5) Istota Najwyższa rozwija się dzięki jej związkowi z Rajską Trójcą oraz w rezultacie sukcesów boskości stwórczych i administracyjnych dzieci tej Trójcy. Nieśmiertelna dusza ludzka wypracowuje swe własne, wieczne przeznaczenie, dzięki związkowi z Boską obecnością Rajskiego Ojca i w powiązaniu z osobowymi decyzjami umysłu ludzkiego. Tym, czym Trójca jest dla Boga Najwyższego, Dostrajacz jest dla rozwijającego się człowieka.

117:3.11 (1282.6) W obecnej epoce wszechświata, Istota Najwyższa jest najwyraźniej niezdolna do działania bezpośrednio jako stwórczyni, za wyjątkiem tych przypadków, gdzie skończone możliwości działania zostały wyczerpane przez stwórcze czynniki czasu i przestrzeni. Takie coś zdarzyło się dawno w historii wszechświata, ale tylko raz; kiedy możliwości skończonej akcji odnośnie wszechświatowego odzwierciedlania zostały wyczerpane, wtedy Najwyższy działał jako stwórczy czynnik kulminacyjny wszelkich poprzedzających działań stwórczych. I wierzymy, że znowu będzie tak funkcjonował w epokach przyszłych, jako czynnik kulminacyjny, ilekroć poprzedzający czynnik stwórczy zakończy odpowiedni cykl stwórczego funkcjonowania.

117:3.12 (1283.1) Istota Najwyższa nie stworzyła człowieka, ale człowiek był dosłownie stworzony z niej, to właśnie jego życie zostało wywiedzione z potencjalności Najwyższego. Najwyższy nie ukształtował również człowieka a przecież sam Najwyższy jest właśnie esencją ewolucji. Ze skończonego punktu widzenia żyjemy, poruszamy się i mamy nasz byt w immanencji Najwyższego.

117:3.13 (1283.2) Najwyższy najwidoczniej nie może zainicjować pierwotnej przyczyny, ale wydaje się, że jest katalizatorem całego wszechświatowego rozwoju a jego przeznaczeniem jest najwidoczniej zapewnienie całościowego punktu kulminacyjnego, gdy idzie o przeznaczenia wszystkich empirycznych istot ewolucyjnych. Ojciec zapoczątkowuje ideę skończonego kosmosu; Synowie Stwórcy urzeczywistniają tę ideę w czasie i przestrzeni, za zgodą i przy współpracy Stwórczych Duchów; Najwyższy doprowadza do finału całość skończoności i ustanawia jej związek z przeznaczeniem absonitu.

4. Skończony Bóg

117:4.1 (1283.3) Kiedy patrzymy na ciągłe zmagania stworzonych istot z całego stworzenia o doskonałość statusu i boskość bytu, możemy tylko wierzyć, że te nieustanne wysiłki świadczą o niekończących się zmaganiach Najwyższego o boską samorealizację. Bóg Najwyższy jest Bóstwem skończonym i musi podołać problemom skończoności w pełnym tego słowa znaczeniu. Nasze zmagania ze zmiennymi kolejami losu w czasie, w ewolucjach przestrzeni, są odbiciem jego zmagań, zmierzających do osiągnięcia rzeczywistości samego siebie i do zdobycia pełni władzy w tym zakresie działalności, który jego rozwijająca się natura rozprzestrzenia do granic możliwości.

117:4.2 (1283.4) W całym wielkim wszechświecie Najwyższy walczy o ekspresję. Jego boska ewolucja jest w pewnej mierze oparta na mądrości-działaniu każdej istniejącej osobowości. Kiedy istota ludzka wybierze życie wieczne, staje się współtwórczynią przeznaczenia; a w życiu takiego, wznoszącego się śmiertelnika, skończony Bóg znajduje coraz większy stopień samorealizacji oraz poszerza swą władzę empiryczną. Jednak, kiedy stworzony odrzuci wieczną misję, ta część Najwyższego, która była zależna od wyboru istoty stworzonej, doznaje nieuniknionego opóźnienia, umniejszenia, co musi być kompensowane przez doświadczenie zastępcze lub równoległe; co do osobowości nie przeżywającej istoty, zostaje ona wchłonięta w nadduszę stworzenia i staje się częścią Bóstwa Najwyższego.

117:4.3 (1283.5) Bóg tak ufa, tak kocha, że oddaje część swojej Boskiej natury w ręce każdej istoty ludzkiej, aby bezpiecznie ją zachowała i uświadomiła ją sobie. Ojcowska natura, obecność Dostrajacza, jest niezniszczalna, niezależnie od wyboru istoty śmiertelnej. Dziecko Najwyższego, rozwijająca się jaźń, może zostać zniszczona, pomimo, że potencjalnie zjednoczona osobowość takiej zwiedzionej jaźni będzie trwać, jako składnik Bóstwa Najwyższości.

117:4.4 (1283.6) Osobowość ludzka może rzeczywiście zniszczyć indywidualność istotowości i chociaż nadal będzie trwać wszystko to, co jest wartościowe w życiu takiego kosmicznego samobójcy, właściwości te nie będą trwały jako indywidualna istota. Najwyższy znowu będzie znajdował ekspresję w istotach stworzonych we wszechświatach, ale już nigdy jako ta właśnie osoba; unikalna osobowość nie wznoszącej się istoty powraca do Najwyższego, jak kropla wody wraca do morza.

117:4.5 (1284.1) Chociaż odosobniona działalność osobowych części tego, co skończone, jest względnie nieistotna dla ostatecznego pojawienia się Najwyższej Całości, jednak mimo to całość jest zależna od ogólnych działań różnorodnych części. Osobowość poszczególnej jednostki nic nie znaczy w obliczu całości Najwyższości, ale osobowość każdej istoty ludzkiej reprezentuje niezastąpione znaczenie-wartość w tym, co skończone; osobowość, raz wyrażona, nigdy już nie znajdzie identycznego wyrazu za wyjątkiem ciągłego bytu tej żywej osobowości.

117:4.6 (1284.2) I tak jak my dążymy do wyrażenia siebie, Najwyższy dąży w nas i z nami do wyrażenia swej boskości. Tak jak my znajdujemy Ojca, tak Najwyższy na nowo znalazł Rajskiego Stwórcę wszystkich rzeczy. Tak jak my opanowujemy problemy samorealizacji, tak też Bóg doświadczenia osiąga wszechmocną najwyższość we wszechświatach czasu i przestrzeni.

117:4.7 (1284.3) Ludzkość nie wznosi się bez trudu we wszechświecie, ani też Najwyższy nie rozwija się bez celowego i inteligentnego działania. Istoty stworzone nie osiągają doskonałości przez zwyczajną bierność, ani też duch Najwyższości nie urzeczywistnia władzy Wszechmocnego bez nieustannej służby, bez pełnienia obowiązków na rzecz skończonej kreacji.

117:4.8 (1284.4) Doczesny związek człowieka z Najwyższym jest fundacją kosmicznej moralności, wszechświatowej wrażliwości na obowiązek i jego akceptację. Jest to ta moralność, która przewyższa doczesne znaczenie względnego dobra i zła; jest to moralność bezpośrednio oparta na świadomej, dokonanej przez istotę waloryzacji jej empirycznego obowiązku wobec empirycznego Bóstwa. Śmiertelny człowiek i wszelkie inne istoty śmiertelne stworzone są z istniejących w Najwyższym żywych potencjałów energii, umysłu i ducha. To właśnie na bazie Najwyższego wznoszący się Dostrajacz-śmiertelnik podejmuje się tworzenia nieśmiertelnego i boskiego charakteru finalisty. To właśnie z tej rzeczywistości Najwyższego, za zgodą ludzkiej woli, Dostrajacz tka wzory wiecznej natury wznoszącego się syna Boga.

117:4.9 (1284.5) Ewolucja postępu Dostrajacza w uduchowieniu i uwiecznieniu osobowości ludzkiej owocuje bezpośrednio poszerzeniem władzy Najwyższego. Takie sukcesy w rozwoju człowieka są jednocześnie osiągnięciami w ewolucyjnym aktualizowaniu się Najwyższego. Chociaż prawdą jest, że stworzeni nie mogą się rozwijać bez Najwyższego, jest prawdopodobnie również prawdą, że rozwój Najwyższego nigdy nie może być w pełni ukończony w oderwaniu od ukończonej ewolucji wszystkich istot stworzonych. Na tym właśnie polega wielka kosmiczna odpowiedzialność samoświadomych osobowości, że Najwyższe Bóstwo jest w pewnym sensie zależne od wyboru woli śmiertelnika. I obopólny postęp, w ewolucji istoty stworzonej i w ewolucji Najwyższego, jest wiernie i w pełni przekazywany Pradawnym Czasu poprzez nieprzeniknione mechanizmy wszechświatowego odzwierciedlania.

117:4.10 (1284.6) Wielkie wyzwanie, rzucone śmiertelnym ludziom, jest takie: czy zechcecie uosobić doświadczalną wartość znaczeń kosmosu w waszym własnym, rozwijającym się jestestwie, czy przez odrzucenie wiecznego życia pozwolicie na to, aby te tajemnice Najwyższości leżały uśpione, oczekując działania innej istoty stworzonej, w jakimś innym czasie, która będzie próbowała na swój sposób uczestniczyć w ewolucji skończonego Boga? Ale to będzie jej zasługa względem Najwyższego, nie wasza.

117:4.11 (1284.7) W tej epoce wszechświata mają miejsce wielkie zmagania pomiędzy tym, co potencjalne a tym, co aktualne – jest to próba aktualizowania wszystkiego tego, co jeszcze nie wyrażone. Jeśli człowiek śmiertelny posuwa się ku rajskiej epopei, podąża z ruchem czasu, który płynie jak prąd w rzece wieczności; jeśli człowiek śmiertelny odrzuci wieczne istnienie, posuwa się pod prąd wydarzeń w skończonych wszechświatach. Mechaniczna kreacja idzie naprzód niepowstrzymanie, zgodnie z roztaczającym się celem Rajskiego Ojca, jednak kreacja wolicjonalna ma wybór – akceptacji albo odrzucenia osobowej partycypacji w przygodzie wieczności. Śmiertelny człowiek nie może zniszczyć najwyższych wartości ludzkiego bytu, może jednak bardzo stanowczo zapobiec ewolucji tych wartości w swoim własnym, osobistym doświadczeniu. W takim stopniu, w jakim ludzka jaźń nie chce w ten sposób brać udziału w rajskim wznoszeniu się, w takim stopniu ulega opóźnieniu wyrażanie boskości przez Najwyższego w wielkim wszechświecie.

117:4.12 (1285.1) Człowiekowi śmiertelnemu oddano pod opiekę nie tylko dostrajaczową obecność Rajskiego Ojca, ale także kontrolę nad przeznaczeniem nieskończenie małej części przyszłości Najwyższego. Dlatego, kiedy człowiek osiąga swe ludzkie przeznaczenie, Najwyższy osiąga przeznaczenie na poziomach Bóstwa.

117:4.13 (1285.2) I tak, przed każdym z was stoi ta decyzja, jaka kiedyś stała przed każdym z nas: czy zawiedziecie Boga czasu, który tak bardzo jest zależny od decyzji skończonego umysłu; czy zawiedziecie Najwyższą osobowość wszechświatów, poprzez lenistwo zwierzęcej retrogresji; czy zawiedziecie wspaniałego brata wszystkich stworzonych, który tak bardzo jest zależny od każdego stworzonego; czy pozwolicie sobie przejść do nie urzeczywistnianej domeny, kiedy przed wami rozpościera się czarująca perspektywa wszechświatowej działalności – boskiego odkrywania Rajskiego Ojca i boskiego uczestniczenia w poszukiwaniu i ewolucji Boga Najwyższości?

117:4.14 (1285.3) Dary Boga – jego obdarzanie rzeczywistością – to nie jest jego oddzielanie się; nie odwraca się on od kreacji, lecz ustanowił napięcia w kreacjach okrążających Raj. Bóg przede wszystkim kocha człowieka i nadaje mu potencjał nieśmiertelności – wiecznej rzeczywistości. I tak jak człowiek kocha Boga, tak człowiek staje się wieczny w aktualności. I na tym polega tajemnica: im bardziej człowiek zbliża się do Boga poprzez miłość, tym większa jest rzeczywistość – aktualność – takiego człowieka. Im bardziej człowiek oddala się od Boga, tym bardziej zbliża się do nierzeczywistości – zakończenia bytu. Kiedy człowiek poświęca swą wolę czynieniu woli Boga, kiedy człowiek daje Bogu wszystko to, co ma, wtedy Bóg robi tego człowieka czymś większym niż on jest.

5. Naddusza stworzenia

117:5.1 (1285.4) Wielki Najwyższy jest kosmiczną nadduszą wielkiego wszechświata. W nim jakości i ilości kosmosu znajdują swe niebiańskie odbicia; jego Boska natura jest mozaikową kompozycją całego ogromu wszelakiej natury stworzonego-Stwórcy na obszarze rozwijających się wszechświatów. I Najwyższy jest także aktualizującym się Bóstwem, ucieleśniającym stwórczą wolę, która zawiera w sobie cel rozwijającego się wszechświata.

117:5.2 (1285.5) Intelektualne, potencjalnie osobowe jaźnie skończoności wyłaniają się z Trzeciego Źródła i Centrum i osiągają skończoną syntezę czasowo-przestrzennego Bóstwa w Najwyższym. Kiedy stworzony podporządkowuje się woli Stwórcy, nie pogrąża ani też nie oddaje swojej osobowości; indywidualni, osobowi uczestnicy aktualizowania się skończonego Boga nie tracą swego wolicjonalnego jestestwa wskutek takiego działania. Raczej takie osobowości są stopniowo umacniane, dzięki uczestnictwu w wielkiej przygodzie Bóstwa; przez taki związek z boskością człowiek wywyższa, wzbogaca, uduchowia i jednoczy swą wyłaniającą się jaźń, aż do progu najwyższości.

117:5.3 (1286.1) Rozwijająca się, nieśmiertelna dusza ludzka, łączny wytwór materialnego umysłu i Dostrajacza, wznosi się jako taka do Raju a następnie, kiedy zamustrowana zostaje do Korpusu Finalizmu, zostaje związana w pewien nowy sposób z obwodem grawitacji duchowej Wiecznego Syna, metodą doświadczenia zwanego transcendentacją finalisty. Tacy finaliści stają się tym samym kandydatami do empirycznej akceptacji jako osobowości Boga Najwyższego. I kiedy te intelekty ludzkie osiągną, w nieobjawionych przyszłych przeznaczeniach Korpusu Finalizmu, siódme stadium egzystencji duchowej, ich podwójne umysły staną się potrójne. Dwa zestrojone umysły, ludzki i Boski, zostaną gloryfikowane w zjednoczeniu z empirycznym umysłem zaktualizowanej już wtedy Istoty Najwyższej.

117:5.4 (1286.2) W wiecznej przyszłości będzie zaktualizowany Bóg Najwyższy – stwórczo wyrażany i duchowo zobrazowany – w uduchowionym umyśle nieśmiertelnej duszy wznoszącego się człowieka, nawet tak, jak Ojciec Wszechświatowy został objawiony w ziemskim życiu Jezusa.

117:5.5 (1286.3) Człowiek, jednocząc się z Najwyższym, nie pogrąża swej osobowej tożsamości, ale wszechświatowe następstwa doświadczeń wszystkich ludzi formują tym samym część boskiego doświadczania Najwyższego. „Działania są nasze, skutki Boskie”.

117:5.6 (1286.4) Przechodząc wznoszące się poziomy wszechświatów, rozwijająca się osobowość pozostawia ślad aktualizującej się rzeczywistości. Rozwijające się kreacje czasu i przestrzeni – czy to umysł, czy duch, czy energia – przekształcane są przez rozwój osobowości w ich domenach. Kiedy człowiek działa, Najwyższy reaguje i takie procesy stanowią rozwój.

117:5.7 (1286.5) Wielkie obwody energii, umysłu i ducha, nigdy nie są trwałą własnością wznoszącej się osobowości; te służby na zawsze pozostają częścią Najwyższości. W doświadczeniu śmiertelnika, intelekt ludzki tkwi w rytmicznych pulsacjach przybocznych umysłów-duchów i realizuje swe decyzje na tej arenie, jaką tworzy objęcie obwodem w obrębie tej służby. W momencie śmierci człowieka, ludzka jaźń na zawsze zostaje oddzielona od obwodu przybocznych. Podczas gdy przyboczni wydają się nigdy nie przekazywać doświadczenia z jednej osobowości do drugiej, mogą przekazywać i przekazują nieosobowe następstwa decyzji-działania przez Boga Siedmiorakiego do Boga Najwyższego. (Odnosi się to przynajmniej do przybocznych czci i mądrości).

117:5.8 (1286.6) Tak samo jest z obwodami duchowymi. Człowiek ich używa, kiedy się wznosi poprzez wszechświaty, jednak nigdy ich nie posiada jako części swojej wiecznej osobowości. Jednak te obwody służby duchowej, czy to Ducha Prawdy, Ducha Świętego czy superwszechświatowych obecności duchowych, są wrażliwe i reagują na wyłaniające się wartości wznoszącej się osobowości, a wartości te są wiernie przekazywane poprzez Siedmiorakiego do Najwyższego.

117:5.9 (1286.7) Podczas gdy wpływy duchowe, takie jak Duch Święty i Duch Prawdy, są służbami wszechświata lokalnego, ich przewodnictwo nie ogranicza się tylko do geograficznych granic danej kreacji lokalnej. Kiedy wznoszący się śmiertelnik wychodzi poza granice tego wszechświata lokalnego, z którego pochodzi, nie zostaje on całkowicie pozbawiony służby Ducha Prawdy, który tak wytrwale go nauczał i prowadził przez filozoficzne labirynty świata materialnego i morontialnego, ukierunkowując niezawodnie rajskiego pielgrzyma w każdym kryzysie na drodze wznoszenia się, zawsze mu mówiąc: „To jest droga”. Kiedy w czasie waszego wznoszenia się do Raju opuszczacie domeny wszechświata lokalnego, wciąż będziecie prowadzeni przez pocieszającego, ukierunkowującego ducha Rajskich, obdarzających Synów Boga, dzięki służbie ducha wyłaniającej się Istoty Najwyższej i przy pomocy superwszechświatowego odzwierciedlania.

117:5.10 (1287.1) W jaki sposób te różnorodne obwody służby kosmicznej rejestrują w Najwyższym znaczenia, wartości i fakty doświadczenia ewolucyjnego? Nie jesteśmy zupełnie pewni, ale uważamy, że taka rejestracja odbywa się przez osoby Najwyższych Stwórców, pochodzących z Raju, którzy bezpośrednio obdarzają tymi obwodami czasu i przestrzeni. Nagromadzenie doświadczeń umysłowych siedmiu przybocznych umysłów-duchów, kiedy służą materialnemu poziomowi intelektu, jest częścią doświadczenia Boskiej Opiekunki we wszechświecie lokalnym a poprzez tego, Stwórczego Ducha, doświadczenia te zostają prawdopodobnie zarejestrowane w umyśle Najwyższości. Tak samo doświadczenia śmiertelnika z Duchem Prawdy i Duchem Świętym są prawdopodobnie rejestrowane podobnymi metodami w osobie Najwyższości.

117:5.11 (1287.2) Nawet doświadczenie człowieka i Dostrajacza musi znaleźć swe echo w boskości Boga Najwyższego, ponieważ, kiedy Dostrajacze doświadczają, są podobne Najwyższemu a rozwijająca się dusza człowieka śmiertelnego stwarzana jest z istniejących uprzednio możliwości takiego doświadczania w Najwyższym.

117:5.12 (1287.3) Tym sposobem, różnorodne doświadczenia całego stworzenia stają się częścią ewolucji Najwyższości. Istoty stworzone po prostu używają wartości i ilości tego, co skończone, kiedy się wznoszą ku Ojcu; nieosobowe skutki tego używania pozostają na zawsze częścią żywego kosmosu, osoby Najwyższej.

117:5.13 (1287.4) To, co człowiek zabiera ze sobą jako własność osobowości, to charakter, powstały w czasie doświadczenia używania obwodów umysłu i ducha wielkiego wszechświata w trakcie wznoszenia się do Raju. Kiedy człowiek decyduje i kiedy realizuje taką decyzję w działaniu, człowiek doświadcza a znaczenia i wartości tego doświadczania pozostają na zawsze częścią jego wiecznego charakteru, na wszystkich poziomach, od skończonego do finalnego. Kosmicznie moralny i bosko duchowy charakter wyraża kapitał nagromadzonych, osobistych decyzji, które zostały naświetlone przez szczere czczenie, gloryfikowane przez inteligentną miłość i wypełnione w braterskiej służbie.

117:5.14 (1287.5) Wyłaniający się Najwyższy wynagrodzi w końcu istoty skończone za ich niezdolność osiągnięcia czegoś więcej niż ograniczone doświadczenie kontaktu z wszechświatem wszechświatów. Stworzeni mogą dotrzeć do Rajskiego Ojca, ale ich ewolucyjne umysły, będąc skończone, są niezdolne do prawdziwego zrozumienia nieskończonego i absolutnego Ojca. Skoro jednak wszelkie doświadczanie stworzonego rejestrowane jest w Najwyższym i jest jego częścią, kiedy wszyscy stworzeni osiągną finalny poziom skończonego bytu i kiedy całkowity rozwój wszechświata umożliwi im dostąpienie Boga Najwyższego, jako aktualnej obecności boskości, wtedy nieodłączną okolicznością takiego kontaktu jest kontakt z doświadczeniem całkowitym. Skończoność czasu zawiera w sobie nasienie wieczności a nauczano nas, że kiedy pełnia ewolucji oznaczać będzie wyczerpanie zdolności kosmicznego rozwoju, całkowita skończoność wkroczy w absoniczne stadia wiecznej egzystencji, szukając Ojca jako Ostatecznego.

6. Poszukiwanie Najwyższego

117:6.1 (1287.6) Szukamy Najwyższego we wszechświatach, lecz go nie znajdujemy. „Jest on wewnątrz i na zewnątrz wszystkich rzeczy i istot, poruszających się i nieruchomych. Nierozpoznawalny w swej tajemnicy, choć odległy, jest jednak blisko”. Wszechmocny Najwyższy jest „formą jeszcze nie uformowanego, wzorem jeszcze nie stworzonego”. Najwyższy jest waszym wszechświatowym domem, a kiedy go znajdziecie, będzie to jak powrót do domu. Jest on waszym empirycznym rodzicem i tak jak w doświadczeniu istot ludzkich, on też rozwinął się w doświadczaniu boskiego rodzicielstwa. Rozumie was, gdyż jest tak samo podobny stworzonemu jak i stwórcy.

117:6.2 (1288.1) Jeśli naprawdę chcecie znaleźć Boga, w waszym umyśle nie może zabraknąć świadomości Najwyższego. Tak jak Bóg jest waszym niebiańskim Ojcem, tak Najwyższy jest waszą niebiańską Matką, w której jesteście kształtowani podczas waszego życia jako istoty wszechświatowe. „Jak wszechstronny jest Najwyższy – jest we wszystkich stronach! Życie nieograniczonych rzeczy stworzenia zależy od jego obecności i żadnemu się nie odmawia”.

117:6.3 (1288.2) Czym jest Michał dla Nebadonu, Najwyższy jest dla skończonego kosmosu; jego Bóstwo jest szeroką drogą, którą płynie miłość Ojca dla całego stworzenia i jest też tą szeroką drogą, którą skończone istoty idą do wewnątrz, poszukując swego Ojca, który jest miłością. Nawet Dostrajacze Myśli są z nim spokrewnione; w swej pierwotnej naturze i boskości są podobne Ojcu, ale kiedy doświadczają procesów czasowych we wszechświatach przestrzeni, stają się podobne Najwyższemu.

117:6.4 (1288.3) Akt wyboru istoty stworzonej, aby czynić wolę Stwórcy, jest kosmiczną wartością i posiada wszechświatowe znaczenie, które od razu wyzwala reakcję pewnej, nie objawionej, ale wszechobecnej siły koordynującej; prawdopodobnie jest to działanie ciągle rozszerzającej się akcji Istoty Najwyższej.

117:6.5 (1288.4) Morontialna dusza rozwijającego się człowieka doprawdy jest synem Ojca Wszechświatowego, funkcjonującego w Dostrajaczu i dzieckiem kosmicznego oddziaływania Istoty Najwyższej, Matki Wszechświatowej. Wpływ matki dominuje ludzką osobowość w okresie dzieciństwa rozwijającej się duszy we wszechświecie lokalnym. Wpływ Boskich rodziców staje się bardziej równomierny po zespoleniu z Dostrajaczem i po drodze przez superwszechświat, jednak, kiedy istoty czasu zaczynają przemierzać centralny wszechświat wieczności, natura Ojca objawia się coraz bardziej, osiągając wyżyny swych skończonych przejawów dzięki rozpoznaniu Ojca Wszechświatowego i przyjęciu istoty do Korpusu Finalizmu.

117:6.6 (1288.5) W doświadczeniu finalisty i przez nabywanie tego doświadczenia empiryczne, matczyne własności wznoszącej się jaźni są pod ogromnym wpływem, w wyniku kontaktu i natchnienia, duchowej obecności Wiecznego Syna oraz umysłowej obecności Nieskończonego Ducha. Pojawia się wtedy, w domenach działalności finalisty w wielkim wszechświecie, nowe ożywienie utajonego, matczynego potencjału Najwyższego, nowa realizacja empirycznych znaczeń i nowa synteza empirycznych wartości całej drogi wznoszenia się. Wydaje się, że urzeczywistnianie jaźni będzie kontynuowane w trakcie wszechświatowej egzystencji finalistów stadium szóstego, zanim matczyne dziedzictwo Najwyższego nie osiągnie skończonej synchronizacji z dostrajaczowym dziedzictwem Ojca. Ten ciekawy okres funkcjonowania wielkiego wszechświata stanowi kontynuację dorosłego bytu wznoszącego się i doskonalącego śmiertelnika.

117:6.7 (1288.6) Po zakończeniu szóstego stadium egzystencji i po wejściu w siódme oraz końcowe stadium statusu duchowego, nastąpią prawdopodobnie zaawansowane epoki wzbogaconego doświadczenia, dojrzałej mądrości i urzeczywistniania boskości. W naturze finalisty prawdopodobnie będzie to równoznaczne z pełnym sukcesem walki umysłu o duchową samorealizację – ukończenie koordynacji wznoszącej się natury ludzkiej z Boską, dostrajaczową naturą, w granicach skończonych możliwości. Taka wspaniała, wszechświatowa jaźń, staje się tym samym wiecznym synem-finalistą Rajskiego Ojca, jak również wiecznym wszechświatowym dzieckiem Matki Najwyższej, wszechświatową jaźnią, kompetentną do reprezentowania zarówno Ojca jak i Matki wszechświatów i osobowości w jakiejkolwiek działalności czy przedsięwzięciu, odnoszącym się do skończonej administracji stworzonych, stwarzanych czy rozwijających się rzeczy i istot.

117:6.8 (1289.1) Wszyscy, rozwijający swą duszę ludzie, są literalnie ewolucyjnymi synami Boga Ojca i Boga Matki – Istoty Najwyższej. Jednak do tego czasu, kiedy śmiertelny człowiek uświadomi sobie w swej duszy swoje boskie dziedzictwo, to zapewnienie o pokrewieństwie z Bóstwem trzeba uświadamiać sobie przez wiarę. Doświadczenie ludzkiego życia jest kosmicznym kokonem, w którym wszechświatowe wyposażenia Istoty Najwyższej i wszechświatowa obecność Ojca Wszechświatowego (żadne z nich nie jest osobowością) kształtują morontialną duszę czasu i ludzko-boski charakter finalisty dla wszechświatowego przeznaczenia i wiecznej służby.

117:6.9 (1289.2) Ludzie naprawdę zbyt często zapominają o tym, że Bóg jest największym doświadczeniem w ludzkiej egzystencji. Inne doświadczenia są ograniczone w swej naturze i treści, ale doświadczanie Boga nie ma ograniczeń, za wyjątkiem tych, które wynikają ze zdolności pojmowania istoty stworzonej a to właśnie doświadczanie Boga, samo w sobie, poszerza owe zdolności. Kiedy ludzie szukają Boga, szukają wszystkiego. Kiedy znajdują Boga, znaleźli wszystko. Poszukiwanie Boga jest szczodrym obdarzaniem miłością, czemu towarzyszą wspaniałe odkrycia nowej i wyższej miłości, dla obdarzania nią innych.

117:6.10 (1289.3) Wszelka prawdziwa miłość pochodzi od Boga a człowiek tak otrzymuje to Boskie uczucie, jak sam obdarza miłością swoich braci. Miłość jest dynamiczna. Nigdy nie można nią zawładnąć; jest pełna życia, wolna, porywająca i zawsze zmienna. Człowiek nigdy nie może dostać miłości od Ojca i jej uwięzić w swym sercu. Ojcowska miłość może stać się rzeczywista dla śmiertelnego człowieka jedynie wtedy, kiedy przejdzie przez osobowość człowieka, gdy ten z kolei obdarza tą miłością swych współbraci. Wielki obwód miłości idzie od Ojca, przez synów do braci i stąd do Najwyższego. Miłość Ojca zjawia się w śmiertelnej osobowości dzięki służbie zamieszkującego ją Dostrajacza. Rozpoznający Boga syn objawia tę miłość swym wszechświatowym braciom a jego braterskie uczucie jest esencją miłości Najwyższego.

117:6.11 (1289.4) Nie ma innego dostępu do Najwyższego jak tylko przez doświadczenie, a w obecnych epokach stworzenia istnieją tylko trzy drogi, którymi istota stworzona dochodzi do Najwyższości:

117:6.12 (1289.5) 1. Rajscy Obywatele zstępują z wiecznej Wyspy, poprzez Havonę, gdzie nabywają zdolności pojmowania Najwyższości, przez obserwację zróżnicowania rzeczywistości Raju-Havony i poprzez badawcze odkrywanie różnorodnego funkcjonowania Najwyższych Osobowości Stwórczych, od Duchów Nadrzędnych do Synów Stwórcy.

117:6.13 (1289.6) 2. Wznoszące się w czasie-przestrzeni istoty, przybywające z ewolucyjnych wszechświatów Najwyższych Stwórców, zbliżają się znacznie do Najwyższego podczas przemierzania Havony, gdy przygotowują się do lepszego zrozumienia jedności Rajskiej Trójcy.

117:6.14 (1289.7) 3. Mieszkańcy Havony zaczynają rozumieć Najwyższego, dzięki kontaktom z pielgrzymami zstępującymi z Raju oraz wznoszącymi się pielgrzymami z siedmiu superwszechświatów. Mieszkańcy Havony są z natury we właściwej pozycji, aby koordynować zasadniczo odmienne punkty widzenia obywateli wiecznej Wyspy i obywateli wszechświatów ewolucyjnych.

117:6.15 (1290.1) Jest siedem zasadniczych metod zbliżania się do Ojca Wszechświatowego, dostępnych dla istot ewolucyjnych a każda z tych istot, wznosząc się do Raju, przechodzi przez boskość jednego z Siedmiu Duchów Nadrzędnych; i każde takie zbliżenie jest możliwe dzięki zwiększeniu podatności na to doświadczenie, w konsekwencji służby istoty stworzonej we wszechświecie odzwierciedlającym naturę Ducha Nadrzędnego. Całkowita suma tych siedmiu doświadczeń stanowi znane obecnie granice świadomości istoty stworzonej, gdy idzie o rzeczywistość i aktualność Boga Najwyższego.

117:6.16 (1290.2) To nie tylko własne ograniczenia uniemożliwiają człowiekowi znalezienie skończonego Boga, ale również niekompletność wszechświata; nawet niekompletność wszystkich stworzonych – przeszłych, obecnych i przyszłych – sprawia, że Najwyższy jest niedostępny. Boga Ojca może znaleźć każda jednostka, która osiągnęła niebiański poziom podobieństwa do Boga, ale Bóg Najwyższy nigdy nie będzie odkryty osobiście przez jakiegokolwiek pojedynczego stworzonego, aż do tego, bardzo odległego czasu, kiedy poprzez wszechświatowe opanowanie doskonałości wszyscy stworzeni znajdą go równocześnie.

117:6.17 (1290.3) Pomimo, że w tej epoce wszechświata nie możecie znaleźć go osobiście, tak jak możecie znaleźć i znajdziecie Ojca, Syna i Ducha, tym niemniej wznoszenie się do Raju i dalsza wszechświatowa działalność będzie stopniowo tworzyć, w waszej świadomości, rozpoznanie wszechświatowej obecności i kosmicznego działania Boga wszelkiego doświadczenia. Owoce ducha są treścią Najwyższego możliwą do zrealizowania w ludzkim doświadczeniu.

117:6.18 (1290.4) Dotarcie kiedyś człowieka do Najwyższego będzie rezultatem jego zespolenia z duchem Rajskiego Bóstwa. Dla Urantian tym duchem jest obecność Ojca Wszechświatowego w Dostrajaczu, a choć Nieodgadniony Monitor jest od Ojca i podobny Ojcu, wątpimy, czy kiedykolwiek ten boski dar może dokonać niemożliwego zadania, objawienia natury nieskończonego Boga istotom skończonym. Domyślamy się, że to, co Dostrajacze objawią przyszłym finalistom siódmego stadium, będzie boskością i naturą Boga Najwyższego. I objawienie takie będzie dla istoty skończonej tym, czym objawienie Nieskończonego byłoby dla istoty absolutnej.

117:6.19 (1290.5) Najwyższy nie jest nieskończony, ale prawdopodobnie ogarnia całość nieskończoności, której skończona istota nigdy nie może w pełni zrozumieć. Aby zrozumieć coś więcej niż Najwyższego, trzeba być czymś więcej niż skończonym!

117:6.20 (1290.6) Wszystkie kreacje empiryczne są wzajemnie od siebie zależne przy dopełnianiu swego przeznaczenia. Tylko rzeczywistość egzystencjalna jest samowystarczalna i samoistna. Havona i siedem superwszechświatów potrzebują siebie nawzajem, aby osiągnąć maksymalny, skończony sukces; tak samo będą kiedyś zależne od siebie w przyszłych wszechświatach przestrzeni zewnętrznej, aby przewyższyć skończoność.

117:6.21 (1290.7) Wznoszący się człowiek może znaleźć Ojca; Bóg jest egzystencjalny, dlatego też jest rzeczywisty, niezależny od statusu doświadczenia w całym wszechświecie. Jednak żadna pojedyncza, wznosząca się istota, nigdy nie znajdzie Najwyższego, zanim wszyscy wznoszący się nie osiągną tego stadium maksymalnej dojrzałości wszechświata, które umożliwi im równoczesny udział w tym odkryciu.

117:6.22 (1290.8) Ojciec nie ma względu na osoby; traktuje wszystkich wznoszących się synów jako indywidualności kosmiczne. Tak samo Najwyższy nie ma względu na osoby; traktuje swe empiryczne dzieci jako jednostki kosmicznej całości.

117:6.23 (1290.9) Człowiek może odkryć Ojca w swoim sercu, ale Najwyższego będzie musiał szukać w sercach wszystkich ludzi; a kiedy wszystkie istoty doskonale objawią miłość Najwyższego, wtedy stanie się on wszechświatową aktualnością dla wszystkich stworzonych. I jest to tylko inny sposób stwierdzenia tego, że wszechświaty zostaną ustanowione w światłości i życiu.

117:6.24 (1291.1) Osiągnięcie doskonałej samorealizacji przez wszystkie osobowości, wraz z osiągnięciem doskonałej równowagi przez wszechświaty, równa się osiągnięciu Najwyższego i jest związane z wyzwoleniem całej skończonej rzeczywistości z ograniczeń niekompletnej egzystencji. Takie wyczerpanie wszelkich skończonych potencjałów przynosi pełnię osiągnięcia Najwyższego i może być skądinąd zdefiniowane jako pełne, ewolucyjne zaktualizowanie się samej Istoty Najwyższej.

117:6.25 (1291.2) Ludzie nie znajdują Najwyższego nagle i tak gwałtownie, jak trzęsienie ziemi rwie rozpadliny w skałach, ale znajdują go powoli i cierpliwie, jak rzeka cicho wypłukuje grunt swego dna.

117:6.26 (1291.3) Znajdując Ojca, znajdziecie wspaniałą przyczynę waszego duchowego wznoszenia się we wszechświatach; znajdując Najwyższego, odkryjecie wspaniały rezultat waszego docierania do Raju.

117:6.27 (1291.4) Żaden rozpoznający Boga śmiertelnik nigdy nie może być samotny na swojej drodze przez kosmos, ponieważ wie, że Ojciec idzie obok tą samą drogą, krok za krokiem, gdy ta właśnie droga, którą człowiek przemierza, jest obecnością Najwyższego.

7. Przyszłość Najwyższego

117:7.1 (1291.5) Kompletne urzeczywistnienie wszelkich skończonych potencjałów równa się zakończeniu urzeczywistniania doświadczenia ewolucyjnego. Sugeruje to ostateczne pojawienie się Najwyższego jako wszechmocnej obecności Bóstwa we wszechświatach. Wierzymy, że w tym stadium rozwoju Najwyższy będzie niezależnie uosobiony, tak jak Wieczny Syn, tak konkretnie obdarzony mocą, jak Wyspa Raj, tak w pełni zjednoczony, jak Wspólny Aktywizator i wszystko to w obrębie ograniczeń skończonych możliwości Najwyższości, w punkcie szczytowym obecnej epoki wszechświata.

117:7.2 (1291.6) Chociaż jest to zupełnie prawidłowa koncepcja przyszłości Najwyższego, chcielibyśmy zwrócić uwagę na pewne, związane z nią problemy:

117:7.3 (1291.7) 1. Nieuwarunkowani Nadzorcy Najwyższego raczej nie mogą stać się boscy w jakimkolwiek stadium, zanim nie zakończy się jego rozwój, a przecież ci sami nadzorcy, nawet obecnie, warunkowo korzystają z władzy najwyższości, biorąc pod uwagę wszechświaty ustanowione w światłości i życiu.

117:7.4 (1291.8) 2. Najwyższy raczej nie może funkcjonować w Trójcy Ostatecznej, zanim nie osiągnie kompletnej aktualności w statusie wszechświatowym, a przecież Trójca Ostateczna nawet teraz jest uwarunkowaną rzeczywistością, a wy byliście już informowani o istnieniu Uwarunkowanych Namiestników Ostatecznego.

117:7.5 (1291.9) 3. Najwyższy nie jest zupełnie rzeczywisty dla istot wszechświatowych, jednak istnieje wiele przyczyn, aby sądzić, że jest on zupełnie rzeczywisty dla Siedmiorakiego Bóstwa, rozpościerającego się od Ojca Wszechświatowego w Raju do Synów Stwórców i Stwórczych Duchów wszechświatów lokalnych.

117:7.6 (1291.10) Być może w wyższych zakresach skończoności, gdzie czas się łączy z czasem przewyższonym, istnieje jakiś rodzaj rozmazywania się i mieszania sekwencji. Być może Najwyższy potrafi przewidywać swą wszechświatową obecność na tych poziomach superczasu a potem, do pewnego stopnia, wyprzedzać przyszłą ewolucję, odzwierciedlając to przyszłe przewidywanie z powrotem na stworzone poziomy jako Immanencję Planowej Niekompletności. Taki fenomen daje się zauważyć wszędzie tam, gdzie skończone wchodzi w kontakt z nadskończonym, jak w doświadczeniu istot ludzkich zamieszkałych przez Dostrajacze Myśli, które są prawdziwym przewidywaniem przyszłych osiągnięć ludzkich w całej wieczności.

117:7.7 (1292.1) Kiedy wznoszący się śmiertelnicy przyjmowani są do korpusu finalistów w Raju, składają Rajskiej Trójcy przysięgę a składając tę przysięgę wierności, zobowiązują się tym samym do wiecznej wierności Bogu Najwyższemu, który jest Trójcą w pojmowaniu wszystkich skończonych osobowości stworzonych. Potem, jak kompanie finalistów działają w rozwijających się wszechświatach, podlegają one wyłącznie rozporządzeniom wychodzącym z Raju, aż do doniosłych czasów ustanowienia wszechświatów lokalnych w światłości i życiu. Kiedy nowe metody zarządzania tymi, doprowadzonymi do doskonałości kreacjami zaczynają odzwierciedlać wyłaniającą się władzę Najwyższego, zauważamy, że odosobnione kompanie finalistów uznają jurysdykcję takich nowych rządów. Wydaje się, że Bóg Najwyższy rozwija się jako unifikator ewolucyjnego Korpusu Finalizmu, ale jest również bardzo prawdopodobne, że wiecznym przeznaczeniem tych siedmiu korpusów będzie kierował Najwyższy, jako członek Trójcy Ostatecznej.

117:7.8 (1292.2) Istota Najwyższa zawiera w sobie trzy nadskończone możliwości przejawiania się we wszechświecie:

117:7.9 (1292.3) 1. Absoniczną współpracę w pierwszej Trójcy empirycznej.

117:7.10 (1292.4) 2. Współabsolutny związek w drugiej Trójcy empirycznej.

117:7.11 (1292.5) 3. Współnieskończony udział w Trójcy Trójc, ale nie mamy zadowalającej koncepcji, co to naprawdę oznacza.

117:7.12 (1292.6) Jest to jedna z ogólnie przyjętych hipotez dotyczących przyszłości Najwyższego, ale istnieje również wiele spekulacji w sprawie jego związków z obecnym, wielkim wszechświatem, kiedy ten wszechświat osiągnie status światłości i życia.

117:7.13 (1292.7) Obecnym celem superwszechświatów jest osiągnięcie doskonałości, w nich oraz w granicach ich potencjałów, nawet takiej, jak doskonałą jest Havona. Doskonałość ta odnosi się do osiągnięć tak materialnych jak i duchowych a nawet do rozwoju administracyjnego, rządowego i braterskiego. Przypuszcza się, że w nadchodzących epokach, możliwości dysharmonii, niedopasowania i nieprzystosowania zostaną w końcu wyczerpane w superwszechświatach. Obwody energii będą w doskonałej równowadze i całkowicie podporządkowane umysłowi, podczas gdy duch, w obecności osobowości, osiągnie dominację nad umysłem.

117:7.14 (1292.8) Przypuszcza się, że w tym bardzo odległym czasie, duchowa osoba Najwyższego i zdobyta władza Wszechmocnego osiągnie skoordynowany rozwój i że obie, jak są zjednoczone w Najwyższym Umyśle i poprzez niego, urzeczywistnią się jako Istota Najwyższa, jako aktualność zrealizowana we wszechświatach – aktualność, która będzie dostrzegalna przez wszystkie stworzone istoty inteligentne, na którą reagować będą wszystkie stworzone energie, która skoordynowana będzie we wszystkich bytach duchowych i doświadczana przez wszystkie osobowości wszechświata.

117:7.15 (1292.9) Koncepcja ta zakłada aktualną władzę Najwyższego w wielkim wszechświecie. Jest również prawdopodobne, że obecni administratorzy Trójcy pozostaną jako jego namiestnicy, wierzymy jednak, że obecne rozgraniczenia pomiędzy siedmioma superwszechświatami będą stopniowo zanikać i że cały wielki wszechświat będzie funkcjonował jako doskonała jedność.

117:7.16 (1292.10) Jest możliwe, że Najwyższy przebywać będzie wtedy osobiście na Uversie, w stolicy Orvontonu, skąd będzie kierował administracją kreacji czasowych, ale tak naprawdę to są tylko przypuszczenia. Na pewno osobowość Istoty Najwyższej będzie możliwa do skontaktowania w pewnym, określonym miejscu, chociaż wszechbytność obecności Bóstwa będzie prawdopodobnie nadal przenikała wszechświat wszechświatów. Nie wiemy, jaki będzie w tej przyszłej epoce związek obywateli superwszechświata z Najwyższym, jednak może to być coś zbliżonego do obecnego związku pomiędzy mieszkańcami Havony a Rajską Trójcą.

117:7.17 (1293.1) W tych przyszłych czasach, doprowadzony do doskonałości wszechświat będzie bardzo odmienny od tego, czym jest teraz. Do przeszłości należeć będą emocjonujące przygody organizacji galaktyk w przestrzeni, zaszczepianie życia na niepewnych światach czasu i kształtowanie harmonii z chaosu, piękna z potencjałów, prawdy ze znaczeń i dobroci z wartości. Czasowe wszechświaty osiągną dopełnienie skończonego przeznaczenia! I prawdopodobnie na jakiś czas nastąpi odpoczynek, odprężenie od wiekowych zmagań o ewolucyjną doskonałość. Ale nie na długo! Bez wątpienia, na pewno i nieubłaganie, zagadka wyłaniającego się Bóstwa Boga Ostatecznego rzuci wyzwanie tym, doprowadzonym do doskonałości obywatelom ustabilizowanych wszechświatów, tak jak kiedyś ich trudzącym się, ewolucyjnym przodkom, rzucono wyzwanie poszukiwania Boga Najwyższego. Kurtyna kosmicznego przeznaczenia odsłoni się znowu, aby ukazać transcendentalną wspaniałość absonicznych dążeń dostąpienia Ojca Wszechświatowego na nowych, wyższych poziomach, objawionych w ostateczności doświadczenia istoty stworzonej.

117:7.18 (1293.2) [Nadzorowane przez Możnego Posłańca, tymczasowo przebywającego na Urantii].

Przekaz 118, Najwyższy i Ostateczny – czas i przestrzeń

Księga Urantii

Przekaz 118

Najwyższy i Ostateczny – czas i przestrzeń

118:0.1 (1294.1) ODNOŚNIE wielu natur Bóstwa, można stwierdzić, co następuje:

118:0.2 (1294.2) 1. Ojciec jest jaźnią samoistną.

118:0.3 (1294.3) 2. Syn jest jaźnią współistniejącą.

118:0.4 (1294.4) 3. Duch jest łączącą-istniejącą jaźnią.

118:0.5 (1294.5) 4. Najwyższy jest jaźnią ewolucyjno-empiryczną.

118:0.6 (1294.6) 5. Siedmioraki jest boskością rozdzielonej jaźni.

118:0.7 (1294.7) 6. Ostateczny jest jaźnią transcendentalno-empiryczną.

118:0.8 (1294.8) 7. Absolutny jest jaźnią egzystencjalno-empiryczną.

118:0.9 (1294.9) Podczas gdy Bóg Siedmioraki jest konieczny do ewolucyjnego osiągnięcia Najwyższego, Najwyższy jest także konieczny dla końcowego wyłonienia się Ostatecznego. I ta podwójna obecność, Najwyższego i Ostatecznego, stanowi podstawowy związek podabsolutnego i wywodzącego się Bóstwa, które uzupełniają się wzajemnie w osiąganiu przeznaczenia. Razem stanowią empiryczny pomost, łączący początki i zakończenia całego stwórczego rozwoju we wszechświecie nadrzędnym.

118:0.10 (1294.10) Stwórczy rozwój jest nieskończony, ale zawsze przynosi zadowolenie; bez końca w swej rozciągłości, jednak zawsze jest przerywany satysfakcjonującymi osobowość momentami osiągania przejściowego celu, które tak dobrze służą za uaktywniające preludium do nowych przygód w kosmicznym rozwoju, w eksploracji wszechświata i w docieraniu do Bóstwa.

118:0.11 (1294.11) Chociaż domena matematyki najeżona jest jakościowymi ograniczeniami, daje ona skończonemu umysłowi konceptualną bazę dla kontemplacji nieskończoności. Nawet w pojmowaniu skończonego umysłu nie ma ograniczeń ilościowych dla liczb. Nie ma znaczenia, jak wielką liczbę się pomyśli, zawsze możecie wyobrazić sobie jeszcze jedną do dodania. I możecie także to zrozumieć, że wynik zawsze będzie mniejszy od nieskończoności, bez znaczenia, ile razy powtórzycie to dodawanie liczb, wciąż można dodać jeszcze jedną.

118:0.12 (1294.12) Równocześnie, nieskończone szeregi mogą być sumowane w każdym określonym punkcie, a ta suma (dokładniej suma częściowa) daje pełnię słodyczy z osiągnięcia celu przez daną osobę, w określonym czasie i statusie. Jednak wcześniej czy później, ta sama osoba zaczyna rozglądać się i tęsknić za nowymi i większymi celami i takie przygody w rozwoju pojawiać się będą zawsze w pełni czasu i w cyklach wieczności.

118:0.13 (1294.13) Każda kolejna epoka wszechświata jest przedpokojem następnej ery kosmicznego rozwoju i każda epoka wszechświata stanowi doraźny cel dla wszystkich stadiów ją poprzedzających. Havona, sama w sobie i od siebie, jest kreacją doskonałą, ale ograniczoną doskonałością; doskonałość Havony, rozprzestrzeniając się na zewnątrz w ewolucyjne superwszechświaty, znajduje nie tylko swe kosmiczne przeznaczenie, ale także wyzwolenie z ograniczeń egzystencji przedewolucyjnej.

1. Czas i wieczność

118:1.1 (1295.1) Dla kosmicznej orientacji człowieka jest pożyteczne zrozumienie wszelkich możliwych relacji Bóstwa wobec kosmosu. Podczas gdy absolutne Bóstwo jest wieczne w swej naturze, Bogowie są związani z czasem jako z doświadczaniem w wieczności. We wszechświatach ewolucyjnych wieczność jest czasową wiecznotrwałością – wiecznotrwałym teraz.

118:1.2 (1295.2) Osobowość istoty śmiertelnej może się uwiecznić, dzięki utożsamieniu się z zamieszkującym ją duchem, metodą wyboru czynienia woli Ojca. Taka konsekracja woli jest równoznaczna z realizacją celu wieczności-rzeczywistości. Oznacza to, że cel istoty został ustalony w odniesieniu do przemijających momentów; inaczej mówiąc, w przemijających momentach nie nastąpi zmiana celu istoty. Nie robi różnicy milion czy miliard momentów. Liczby przestają mieć znaczenie, gdy idzie o cel istoty. Tym samym wybór istoty, dodany do wyboru Bożego, daje w wyniku wieczne rzeczywistości nigdy nie kończącej się jedności ducha Bożego i natury ludzkiej, w wiecznotrwałej służbie dla dzieci Boga oraz dla ich Rajskiego Ojca.

118:1.3 (1295.3) Istnieje bezpośredni związek pomiędzy dojrzałością człowieka a jednostką świadomości czasu w danym intelekcie. Jednostką czasu może być dzień, rok, albo okres dłuższy, jednak jest to nieodmienne kryterium, dzięki któremu świadoma jaźń ocenia okoliczności życia i dzięki czemu myślący intelekt odmierza i ocenia fakty doczesnego bytu.

118:1.4 (1295.4) Doświadczenie, mądrość i osąd zależne są od wydłużania się jednostki czasu w doświadczeniu śmiertelnika. Jak umysł ludzki cofa się wstecz, w przeszłość, ocenia on przeszłe doświadczenia w tym celu, aby je przyłożyć do sytuacji obecnej. Kiedy umysł sięga w przyszłość, usiłuje ocenić przyszłe wartości ewentualnego działania. I skonsultowawszy się zarówno z doświadczeniem jak i z mądrością, wola ludzka podejmuje osąd-decyzję w teraźniejszości, i tym sposobem zaczyna istnieć plan działania, zrodzony z przeszłości i przyszłości.

118:1.5 (1295.5) W dojrzałości rozwijającej się jaźni, przeszłość i przyszłość łączą się, aby naświetlić prawdziwe znaczenie teraźniejszości. W miarę dojrzewania, jaźń sięga coraz dalej wstecz, w przeszłe doświadczenia, podczas gdy przewidywania mądrości usiłują penetrować coraz głębiej nieznaną przyszłość. I kiedy rozumująca jaźń poszerza to sięganie jeszcze dalej, zarówno w przeszłość jak i w przyszłość, jej osąd staje się coraz mniej zależny od momentu teraźniejszości. W ten sposób decyzja-działanie zaczyna się wymykać z więzów ruchomej teraźniejszości i angażować w aspekty o znaczeniu przeszłościowo-przyszłościowym.

118:1.6 (1295.6) Cierpliwość wykazują ci śmiertelnicy, których jednostki czasowe są krótkie; prawdziwa dojrzałość przewyższa cierpliwość, dzięki wyrozumiałości zrodzonej z prawdziwego zrozumienia.

118:1.7 (1295.7) Być dojrzałym znaczy żyć intensywniej w teraźniejszości i jednocześnie uciekać od ograniczeń teraźniejszości. Plany charakteryzujące się dojrzałością, oparte na przeszłym doświadczeniu, pojawiają się w teraźniejszości w taki sposób, aby wzbogacić wartości przyszłości.

118:1.8 (1295.8) Czasowa jednostka niedojrzałości koncentruje znaczenie-wartość w chwili obecnej, w taki sposób, że oddziela teraźniejszość od jej prawdziwych związków z nie-teraźniejszością – przeszłością-przyszłością. Czasowa jednostka dojrzałości ma takie proporcje, że wykazuje skoordynowany związek przeszłości-teraźniejszości-przyszłości, tak, że jaźń zaczyna nabierać wnikliwości w całość zdarzeń, zaczyna widzieć krajobraz czasu z panoramicznej perspektywy poszerzonych horyzontów, być może zaczyna dopatrywać się wiecznego kontinuum, bez początku i końca, którego fragmenty zwane są czasem.

118:1.9 (1296.1) Na poziomach nieskończonych i absolutnych chwila obecna zawiera całą przeszłość jak również całą przyszłość. JESTEM oznacza także BYŁEM i BĘDĘ. I to obrazuje naszą najlepszą koncepcję wieczności oraz tego, co wieczne.

118:1.10 (1296.2) Na poziomie absolutnym i wiecznym, rzeczywistość potencjalna jest tak samo znacząca jak rzeczywistość aktualna. Tylko na poziomie skończonym i dla istot związanych czasem wydaje się istnieć tak wielka różnica. Dla Boga jako absolutnego, wznoszący się śmiertelnik, który powziął wieczną decyzję już jest rajskim finalistą. Jednak Ojciec Wszechświatowy, poprzez zamieszkującego człowieka Dostrajacza Myśli, nie jest tak ograniczony w świadomości, ale może rozumieć i brać udział w każdej doczesnej walce z problemami wznoszenia się istoty stworzonej, od poziomów egzystencji podobnych zwierzęciu, aż do poziomów podobnych Bogu.

2. Wszechobecność a wszechbytność

118:2.1 (1296.3) Wszechbytności Bóstwa nie można mylić z ostatecznością Boskiej wszechobecności. Zgodnie z wolą Ojca Wszechświatowego, Najwyższy, Ostateczny i Absolutny powinni kompensować, koordynować i jednoczyć jego czasowo-przestrzenną wszechbytność i przekraczającą czas-przestrzeń wszechobecność, z bezczasową i bezprzestrzenną, powszechną i absolutną obecnością. I powinniście pamiętać, że chociaż wszechbytność Bóstwa można bardzo często łączyć z przestrzenią, niekoniecznie musi być ona uwarunkowana czasem.

118:2.2 (1296.4) Jako wznoszące się istoty śmiertelne i morontialne, stopniowo dostrzegacie Boga przez służbę Boga Siedmiorakiego. Idąc przez Havonę, odkrywacie Boga Najwyższego. W Raju znajdujecie go jako osobę a potem, jako finaliści, będziecie próbować go poznać jako Ostatecznego. Jako finalistom, będzie się wam wydawać, że jest tylko jeden kierunek do podążania po osiągnięciu Ostatecznego, a jest nim początek poszukiwania Absolutnego. Żaden finalista nie będzie dręczony niepewnościami w sprawie dotarcia do Bóstwa-Absolutu, skoro na koniec wznoszenia się najwyższego i ostatecznego napotka Boga Ojca. Finaliści tacy będą z pewnością wierzyć, że jeśli nawet odniosą sukces znajdując Boga Absolutnego, mogą jedynie odkryć tego samego Boga, Rajskiego Ojca, objawiającego się na poziomach bardziej zbliżonych do nieskończonych i uniwersalnych. Bez wątpienia dotarcie do Boga w absolucie może objawić Pierwszego Protoplastę wszechświatów, jak również Finalnego Ojca osobowości.

118:2.3 (1296.5) Bóg Najwyższy może nie być objawieniem czasowo-przestrzennej wszechobecności Bóstwa, ale jest on literalnie przejawem Boskiej wszechbytności. Pomiędzy duchową obecnością Stwórcy a materialnymi przejawami stworzenia istnieje rozległa domena wszechbytnego stawania się – wszechświatowego pojawiania się Bóstwa ewolucyjnego.

118:2.4 (1296.6) Jeśli Bóg Najwyższy przejmie kiedykolwiek bezpośrednią kontrolę nad wszechświatami czasu i przestrzeni, jesteśmy pewni, że taka administracja Bóstwa będzie działała pod kontrolą nadrzędną Ostatecznego. W takim wypadku Bóg Ostateczny może się zacząć przejawiać dla wszechświatów czasu jako transcendentalny Wszechmocny (Wszechpotężny), sprawujący kontrolę nadrzędną superczasu i przewyższonej przestrzeni, odnoszącą się do administracyjnych działań Wszechmocnego Najwyższego.

118:2.5 (1297.1) Umysł śmiertelny może pytać, tak jak i my pytamy: jeśli ewolucji Boga Najwyższego do poziomu władzy administracyjnej w wielkim wszechświecie towarzyszy coraz intensywniejsze przejawianie się Boga Ostatecznego czy podobnemu pojawieniu się Boga Ostatecznego, w postulowanych wszechświatach przestrzeni zewnętrznej, będą towarzyszyły podobne i poszerzone objawienia Boga Absolutnego? Ale doprawdy nie wiemy.

3. Związki czasowo-przestrzenne

118:3.1 (1297.2) Tylko dzięki wszechbytności Bóstwo może zjednoczyć przejawy czasu-przestrzeni, tak, aby skończony człowiek mógł je zrozumieć, gdyż czas jest kolejnością momentów, podczas gdy przestrzeń jest systemem powiązanych punktów. W końcu odczuwacie czas dzięki analizie a przestrzeń dzięki syntezie. Koordynujecie i łączycie te dwie odmienne koncepcje dzięki integrującej wnikliwość osobowości. Z całego świata zwierzęcego, tylko człowiek potrafi dostrzegać czas-przestrzeń. Dla zwierzęcia, ruch ma znaczenie, ale ruch wykazuje wartość tylko dla istoty o statusie osobowości.

118:3.2 (1297.3) Rzeczy warunkowane są czasem, ale prawda jest bezczasowa. Im więcej znacie prawdy tym bardziej jesteście prawdą, tym lepiej możecie zrozumieć z przeszłości i pojąć możecie z przyszłości.

118:3.3 (1297.4) Prawda jest niewzruszalna – na zawsze wolna od wszelkich przejściowych zmienności, choć nigdy nie jest martwa ani formalna, zawsze pulsująca i przystosowująca się – promiennie ożywiona. Jednak, kiedy prawda zostanie złączona z faktem, wtedy zarówno czas jak i przestrzeń warunkują jej znaczenia i korelują jej wartości. Takie rzeczywistości prawdy, ożenione z faktem, stają się koncepcjami i w związku z tym są przenoszone do domen kosmicznych rzeczywistości relatywnych.

118:3.4 (1297.5) Z połączenia absolutnej i wiecznej prawdy Stwórcy, z doświadczaniem faktów przez skończoną i doczesną istotę, wynika w rezultacie nowa i wyłaniająca się wartość Najwyższego. Koncepcja Najwyższego niezbędna jest do koordynacji boskiego i niezmiennego nadświata ze skończonym i zawsze zmiennym podświatem.

118:3.5 (1297.6) Ze wszystkich rzeczy nieabsolutnych, do absolutu najbardziej zbliża się przestrzeń. Przestrzeń jest najwyraźniej absolutnie ostateczna. Istotne trudności, jakie mamy ze zrozumieniem przestrzeni na poziomie materialnym, wynikają z tego, że chociaż materialne ciała istnieją w przestrzeni, przestrzeń istnieje również w tych samych ciałach materialnych. Podczas gdy wiele tego, co dotyczy przestrzeni jest absolutne, nie oznacza to, że przestrzeń jest absolutna.

118:3.6 (1297.7) Gdybyście mogli założyć, że, z zachowaniem wszelkich proporcji, przestrzeń jest w końcu własnością wszystkich ciał materialnych, mogłoby to pomóc wam zrozumieć związki przestrzeni. Zatem, kiedy ciało porusza się w przestrzeni, zabiera także ze sobą wszystkie jej własności, nawet tę przestrzeń, która jest w poruszającym się ciele i należy do tego ciała.

118:3.7 (1297.8) Wszystkie formy rzeczywistości zajmują przestrzeń na poziomach materialnych, jednak formy duchowe istnieją tylko w relacji do przestrzeni; nie zajmują i nie przemieszczają przestrzeni ani jej nie zawierają. Dla nas jednak największa łamigłówka przestrzeni odnosi się do formy idei. Kiedy wkraczamy w domenę umysłu, napotykamy wiele zagadek. Czy forma – rzeczywistość – idei zajmuje przestrzeń? Doprawdy nie wiemy, aczkolwiek jesteśmy pewni, że idea formy nie zawiera przestrzeni. Jednak byłoby raczej niebezpieczne zakładać, że to, co niematerialne, zawsze jest bezprzestrzenne.

4. Przyczynowość pierwotna i wtórna

118:4.1 (1298.1) Za wiele teologicznych sprzeczności i metafizycznych dylematów śmiertelnego człowieka odpowiedzialne jest złe umiejscowienie osobowości Bóstwa, a w konsekwencji przyznanie atrybutów nieskończonych i absonicznych podporządkowanej Boskości oraz ewolucyjnemu Bóstwu. Nie powinniście zapominać, że chociaż istnieje prawdziwa Pierwsza Przyczyna, istnieje także czereda równorzędnych i podporządkowanych przyczyn, przyczyn tak samo związanych z nią jak i wtórnych.

118:4.2 (1298.2) Istotna różnica pomiędzy pierwszą przyczyną a przyczynami wtórnymi jest taka, że pierwsza przyczyna daje swoiste skutki, które nie zawierają dziedzictwa jakiegokolwiek czynnika wywodzącego się z przyczynowości okoliczności ją poprzedzających. Wtórne przyczyny dają te skutki, które nieodmiennie wykazują dziedzictwo innych, poprzedzających przyczynowości.

118:4.3 (1298.3) Czysto statyczne potencjały, tkwiące w Absolucie Nieuwarunkowanym, reagują na to sprawstwo Bóstwa-Absolutu, które powstaje na skutek działań Rajskiej Trójcy. W obecności Absolutu Wszechświatowego, te przyczynowo-przesycające potencjały statyczne natychmiast stają się aktywne i reagują na wpływ pewnych, transcendentalnych czynników, których działania przynoszą w rezultacie przeobrażenie tych zaktywizowanych potencjałów do statusu prawdziwych wszechświatowych możliwości rozwoju, aktualizujących się możliwości postępu. Na takich właśnie, dojrzałych potencjałach, stwórcy i kontrolerzy wielkiego wszechświata odgrywają nigdy nie kończącą się sztukę kosmicznej ewolucji.

118:4.4 (1298.4) Przyczynowość, pomijając egzystencjalności, jest trojaka w swej podstawowej naturze. Tak jak działa w tej epoce wszechświata i jak to dotyczy skończonego poziomu siedmiu superwszechświatów, można ją sobie wyobrazić jako:

118:4.5 (1298.5) 1. Aktywizację potencjałów statycznych. Ustanowienie przeznaczenia w Absolucie Wszechświatowym w wyniku działań Bóstwa-Absolutu, funkcjonującego w Absolucie Nieuwarunkowanym oraz na jego podstawie, jak również w konsekwencji wolicjonalnych rozporządzeń Rajskiej Trójcy.

118:4.6 (1298.6) 2. Wynikanie wszechświatowych możliwości. Pociąga to za sobą przekształcenie niezróżnicowanych potencjałów w posegregowane i określone plany. Jest to działalność Ostateczności Bóstwa i różnorodnych czynników poziomu transcendentalnego. Taka działalność odbywa się przy doskonałym przewidywaniu przyszłych wymagań całego wszechświata nadrzędnego. To właśnie w powiązaniu z rozdzielaniem potencjałów istnieją Architekci Wszechświata Nadrzędnego jako prawdziwe ucieleśnienie wszechświatowej koncepcji Bóstwa. Ich plany wydają się ostatecznie być ograniczone przestrzenią przez koncepcyjne peryferie wszechświata nadrzędnego, lecz jako plany nie są skądinąd uwarunkowane czasem ani przestrzenią.

118:4.7 (1298.7) 3. Stwarzanie i ewolucję wszechświatowych aktualności. Najwyżsi Stwórcy działają w kosmosie nasyconym obecnością Ostateczności Bóstwa, która tworzy możliwości przekształcenia czasowych, dojrzałych potencjałów w empiryczne aktualności. W granicach wszechświata nadrzędnego, całe aktualizowanie się potencjalnej rzeczywistości ograniczone jest przez ostateczną możliwość rozwoju i w końcowych stadiach jej wyłaniania się warunkowane jest czasem-przestrzenią. Synowie Stwórcy, którzy wychodzą z Raju, są w aktualności stwórcami przekształcającymi w kosmicznym rozumieniu. Jednak nie unieważnia to w żadnym stopniu ludzkich idei o nich jako o stwórcach; ze skończonego punktu widzenia mogą oczywiście stwarzać i stwarzają.

5. Wszechmoc a możliwość koegzystencji

118:5.1 (1299.1) Wszechmoc Bóstwa nie implikuje możliwości robienia niewykonalnego. W ramach czasowo-przestrzennych i z punktu widzenia intelektualnego pojmowania śmiertelnika, nawet nieskończony Bóg nie może stwarzać kwadratowych kół, czy tworzyć zła, które jest z natury dobre. Bóg nie może czynić rzeczy nieboskich. Taka kontradykcja terminologii filozoficznej jest ekwiwalentem nieistnienia i implikuje, że tym samym nic nie zostało stworzone. Cechy osobowości nie mogą być jednocześnie podobne i niepodobne Bogu. Możliwość koegzystencji jest naturalna dla Boskiej mocy. I wszystko to wynika z faktu, że wszechmoc nie tylko stwarza rzeczy z pomocą natury, ale także daje początek naturze wszystkich rzeczy i istot.

118:5.2 (1299.2) Na początku wszystko robi Ojciec, jednak w miarę rozwoju panoramy wieczności, w odpowiedzi na wolę i zalecenia Nieskończonego, staje się coraz bardziej oczywiste, że stworzeni, nawet ludzie, stają się partnerami Boga w realizacji ostateczności przeznaczenia. I jest to prawdą, nawet podczas ludzkiego życia w ciele; kiedy człowiek i Bóg zostaną partnerami, nie można nałożyć żadnych ograniczeń na przyszłe możliwości takiego partnerstwa. Kiedy człowiek uświadamia sobie, że Ojciec Wszechświatowy jest jego partnerem w wiecznym rozwoju, kiedy zespoli się z zamieszkującą go obecnością Ojca, przełamał już w duchu więzy czasu i zaczął postęp wieczności, w poszukiwaniu Ojca Wszechświatowego.

118:5.3 (1299.3) Świadomość śmiertelnika postępuje od faktu, do znaczenia a potem do wartości. Świadomość Stwórcy podąża od myśli-wartości, poprzez słowo-znaczenie, do faktu działania. Bóg zawsze musi działać, aby przełamać impas nie uwarunkowanej jedności, nieodłącznej egzystencjalnej nieskończoności. Bóstwo zawsze musi dostarczać wzorowego wszechświata, doskonałych osobowości, pierwotnej prawdy, piękna i dobroci, do których dążą wszyscy stworzeni poniżej poziomu boskości. Bóg zawsze musi pierwszy znaleźć człowieka, aby człowiek mógł potem znaleźć Boga. Zawsze musi istnieć Ojciec Wszechświatowy, zanim kiedykolwiek może zaistnieć wszechświatowe synostwo a w konsekwencji wszechświatowe braterstwo.

6. Wszechmoc a wszechtworzenie

118:6.1 (1299.4) Bóg jest prawdziwie wszechmocny, nie jest jednak wszechtwórczy – nie robi osobiście wszystkiego tego, co zostało zrobione. Wszechmoc zawiera moc-potencjał Wszechmocnego Najwyższego oraz Istoty Najwyższej, jednak wolicjonalne działania Boga Najwyższego nie są osobistymi czynami Boga Nieskończonego.

118:6.2 (1299.5) Głoszenie wszechtworzenia pierwotnego Bóstwa byłoby równoznaczne z pozbawieniem koncesji prawie miliona Synów Stwórców z Raju, nie mówiąc już o niezliczonych zastępach różnych klas współdziałających z nimi stwórczych asystentów. W całym wszechświecie istnieje tylko jedna bezprzyczynowa Przyczyna. Wszystkie inne przyczyny są pochodnymi tego, Pierwszego Wielkiego Źródła i Centrum. I w tej filozofii nic nie czyni żadnego gwałtu wolnej woli miriadów dzieci Bóstwa, rozrzuconych po całym rozległym wszechświecie.

118:6.3 (1299.6) W ramach lokalnych wydawać się może, że wola działa jako bezprzyczynowa przyczyna, jednak nieodmiennie przejawia ona czynniki dziedziczne, które ustanawiają jej związek z unikalną, oryginalną i absolutną Pierwszą Przyczyną.

118:6.4 (1299.7) Wszelka wola jest relatywna. W sensie jej początków, tylko Ojciec-JESTEM posiada ostateczność woli; w sensie absolutnym, jedynie Ojciec, Syn i Duch wykazują prerogatywy woli nie uwarunkowanej czasem i nie ograniczonej przestrzenią. Śmiertelny człowiek wyposażony jest w wolną wolę, w prawo wyboru i chociaż taki wybór nie jest absolutny, tym niemniej jest względnie ostateczny na poziomie skończonym oraz w tym, co dotyczy przeznaczenia osobowości, która dokonuje wyboru.

118:6.5 (1300.1) Wola, na każdym poziomie mniejszym od absolutu, napotyka ograniczenia, które są częścią składową osobowości korzystającej z prawa wyboru. Człowiek nie może wybierać poza zasięgiem tego, co jest do wybrania. Na przykład, nie może on chcieć być czymś innym niż istotą ludzką, poza tym, że może zechcieć być czymś więcej niż człowiekiem; może zechcieć rozpocząć podróż wznoszenia się we wszechświecie, ale dzieje się tak na skutek ludzkiego wyboru i tego, że Boska wola jest zbieżna w tym punkcie z ludzką wolą. A to, czego syn pragnie a Ojciec chce, na pewno się stanie.

118:6.6 (1300.2) W życiu śmiertelnika wciąż otwierają się i zamykają drogi różnorodnego postępowania a w tym czasie, kiedy wybór jest możliwy, osobowość ludzka wciąż wybiera pomiędzy wieloma rodzajami działania. Doczesna wola związana jest z czasem i musi czekać upływu czasu, by znaleźć możliwość ekspresji. Duchowa wola zaczyna smakować w wyzwoleniu z więzów czasu, osiągnąwszy częściową ucieczkę od sekwencji czasowej, dlatego, że duchowa wola identyfikuje się z wolą Boga.

118:6.7 (1300.3) Wola, akt wyboru, musi funkcjonować w obrębie tych wszechświatowych ram, które się aktualizują w odpowiedzi na wyższy i wcześniejszy wybór. Cały zakres ludzkiej woli jest ściśle ograniczony skończonością, za wyjątkiem jednego szczegółu: kiedy człowiek chce znaleźć Boga i być jemu podobny, taki wybór jest nadskończony; tylko wieczność może wykazać, czy taki wybór jest również superabsoniczny.

118:6.8 (1300.4) Uznać wszechmoc Bóstwa, znaczy cieszyć się bezpieczeństwem w waszym doświadczaniu kosmicznego obywatelstwa, posiadać gwarancję bezpieczeństwa na długiej drodze do Raju. Jednak przyjęcie fałszywego poglądu o wszechtworzeniu oznacza akceptację gigantycznego błędu panteizmu.

7. Wszechwiedza a predestynacja

118:7.1 (1300.5) Wola Stwórcy i wola stworzonego funkcjonuje w wielkim wszechświecie w obrębie ograniczeń i możliwości nałożonych przez Architektów Nadrzędnych. Takie ustanowienie maksymalnych ograniczeń w najmniejszym jednak stopniu nie umniejsza wolności woli stworzonego, działającej w tych granicach. Ostateczna znajomość przyszłości – pełne uwzględnienie wszelkich skończonych decyzji – też nie jest anulowaniem skończonej woli. Dojrzała i dalekowzroczna istota ludzka może z dużą dokładnością przewidzieć decyzje jakiegoś młodszego bliźniego, ale ta wiedza uprzednia nie zabiera niczego z wolności i autentyczności samej decyzji. Bogowie mądrze ograniczają zakres działania niedojrzałej woli, jednak jest to prawdziwa wola, chociaż w obrębie określonych limitów.

118:7.2 (1300.6) Nawet najwyższa korelacja wszystkich przeszłych, teraźniejszych i przyszłych decyzji nie unieważnia autentyczności takiego decydowania. Ukazuje raczej zarządzony wcześniej trend kosmosu i sugeruje wcześniejszą znajomość tych wolicjonalnych istot, które mogą zechcieć albo nie zechcieć, stać się elementami przyczyniającymi się do empirycznego aktualizowania się całej rzeczywistości.

118:7.3 (1300.7) Błąd decyzji na poziomie skończonym związany jest z czasem i czasem ograniczony. Może istnieć tylko w czasie i w obrębie rozwijającej się obecności Istoty Najwyższej. Taka błędna decyzja możliwa jest w czasie i oznacza (oprócz niekompletności Najwyższego), że niedojrzałe istoty wyposażone są w pewien zakres wyboru, aby mogły korzystać z wszechświatowego postępu, nawiązując z wolnej woli kontakt z rzeczywistością.

118:7.4 (1301.1) Grzech, w przestrzeni uwarunkowanej czasem, ukazuje wyraźnie wolność doczesną – nawet samowolę – skończonej woli. Grzech obrazuje niedojrzałość, maskowaną wolnością względnie nieograniczonej woli osobowej, kiedy nie dostrzega ona najwyższych powinności i obowiązków wynikających z obywatelstwa kosmicznego.

118:7.5 (1301.2) W domenach skończonych nikczemność ujawnia krótkotrwałą rzeczywistość wszelkiego, nie utożsamiającego się z Bogiem jestestwa. Tylko wtedy, kiedy istota zaczyna utożsamiać się z Bogiem, staje się we wszechświatach prawdziwie rzeczywista. Skończona osobowość nie tworzy się sama, jednak na arenie wyboru superwszechświata sama decyduje o swym przeznaczeniu.

118:7.6 (1301.3) Obdarzenie życiem sprawia, że system energii materialnej zdolny jest do samozachowawczości, rozmnażania się i przystosowania się. Obdarzenie osobowością daje żywym organizmom dalsze prerogatywy samookreślenia, rozwoju samego siebie oraz możliwość utożsamienia się z zespalającym się z człowiekiem duchem Bóstwa.

118:7.7 (1301.4) Podosobowe rzeczy żyjące świadczą o istnieniu energii-materii aktywizowanej umysłem, na początku umysłem kontrolerów fizycznych a potem przybocznych umysłów-duchów. Wyposażenie osobowości pochodzi od Ojca i daje żywemu systemowi unikalne prerogatywy wyboru. Jednak, gdy osobowość ma prerogatywy dokonywania wolicjonalnego wyboru, polegającego na utożsamieniu się z rzeczywistością i jeśli ma to być prawdziwy i wolny wybór, musi też rozwijająca się osobowość mieć możliwość dokonania wyboru, który prowadzi do dezorientacji, dezintegracji i unicestwienia. Nie można uniknąć ewentualności kosmicznego unicestwienia, jeśli rozwijająca się osobowość ma być prawdziwie wolna w posługiwaniu się skończoną wolą.

118:7.8 (1301.5) Jednak zawężanie limitów osobistego wyboru, na obszarze niższych poziomów bytu, daje większe bezpieczeństwo. W miarę wznoszenia się przez wszechświaty wybór staje się coraz mniej skrępowany, na koniec zbliża się do boskiej wolności, kiedy wznoszące się osobowości osiągają boskość statusu, najwyższość poświęcenia się celowi wszechświata, pełnię mądrości kosmicznej i ostateczność identyfikacji istoty stworzonej z wolą i drogą Boga.

8. Kontrola i kontrola nadrzędna

118:8.1 (1301.6) W kreacjach czasowo-przestrzennych, wolna wola obwarowana jest ograniczeniami, limitacjami. Ewolucja życia materialnego na początku jest mechaniczna, potem aktywizowana przez umysł i (po obdarzeniu osobowością) może być kierowana przez ducha. Na światach zamieszkałych, ewolucja organiczna jest fizycznie ograniczona potencjałami pierwotnych zaszczepień życia, które inicjują Nosiciele Życia.

118:8.2 (1301.7) Człowiek śmiertelny jest maszyną, żywym mechanizmem; jego korzenie naprawdę tkwią w fizycznym świecie energii. Wiele działań ludzkich jest mechanicznych w swej naturze; przez większość swego życia człowiek funkcjonuje jak maszyna. Jednak człowiek, jako mechanizm, jest czymś więcej niż maszyną; jest wyposażony w umysł i zamieszkały przez ducha, a choć podczas życia materialnego nigdy nie może uciec od chemicznych i elektrycznych mechanizmów swego bytu, może coraz lepiej się uczyć, jak podporządkować tę maszynę życia fizycznego dyrektywnej mądrości doświadczenia, poświęcając działanie ludzkiego umysłu realizacji duchowych impulsów zamieszkującego go Dostrajacza Myśli.

118:8.3 (1301.8) Duch wyzwala funkcjonowanie woli a mechanizm ją ogranicza. Niedoskonały wybór, nie kontrolowany przez mechanizm, nie identyfikujący się z duchem, jest niebezpieczny i niestabilny. Mechaniczna dominacja zabezpiecza stabilizację kosztem postępu; duchowe przymierze uwalnia decydowanie od poziomu fizycznego i jednocześnie zapewnia boską stabilizację, wytworzoną przez poszerzoną, wszechświatową wnikliwość i coraz bardziej kosmiczne rozumowanie.

118:8.4 (1302.1) Największe niebezpieczeństwo, jakie czyha na istotę stworzoną, polega na tym, że wyzwalając się z więzów mechanizmu życia nie może ona wyrównać tej utraty stabilizacji przez zaprowadzenie harmonijnej, roboczej łączności z duchem. Wybór istoty, kiedy jest względnie wyzwolona z mechanicznej stabilizacji, może powodować dalsze jej samowyzwolenie, w oderwaniu od coraz większego utożsamiania się z duchem.

118:8.5 (1302.2) Cała zasada ewolucji biologicznej nie pozwala na to, aby człowiek prymitywny pojawił się na zamieszkałych światach z jakąkolwiek większą dozą powściągliwości. Dlatego też ten sam, stwórczy plan, który zaowocował ewolucją, niesie równocześnie zewnętrzne ograniczenia czasowe i przestrzenne, głód i strach, które skutecznie ograniczają podduchowy zakres wyboru tych, pozbawionych kultury istot. Kiedy ludzki umysł pomyślnie przekracza coraz trudniejsze bariery, ten sam, stwórczy plan zapewnia powolną akumulację rasowego dziedzictwa boleśnie zebranej wiedzy empirycznej – innymi słowy, pozwala zachować balans pomiędzy zmniejszającymi się ograniczeniami zewnętrznymi a zwiększającymi się ograniczeniami wewnętrznymi.

118:8.6 (1302.3) Powolność ewolucji, ludzkiego postępu kulturowego, świadczy o efektywności tego hamulca – materialnej bezwładności – który działa tak skutecznie, aby wyhamować niebezpieczne prędkości rozwoju. W ten sposób sam czas amortyzuje i rozlokowuje skądinąd zgubne skutki przedwczesnej ucieczki od barier działania, bezpośrednio otaczających człowieka. Dlatego kiedy kultura idzie zbyt szybko naprzód, kiedy materialne osiągnięcia dystansują rozwój czczenia-mądrości, wtedy cywilizacja zawiera w sobie nasiona regresji i jeśli nie zostanie podparta przez szybki przyrost empirycznej mądrości, ludzkie społeczeństwa będą odchodzić od wysokich, ale przedwczesnych poziomów osiągnięć, a „mroczne epoki” bezkrólewia mądrości świadczyć będą o nieubłaganym powrocie braku równowagi między samowolą a samokontrolą.

118:8.7 (1302.4) Nikczemność Caligastii była obejściem regulatora czasowego stopniowo wyzwalającego człowieka – niepotrzebnym zniszczeniem hamujących barier, tych barier, których śmiertelne umysły tamtych czasów nie przekroczyły empirycznie.

118:8.8 (1302.5) Umysł, który może dokonać częściowego skrócenia czasu i przestrzeni, udowadnia sobie przez ten właśnie akt, że posiada ziarna mądrości, które mogą skutecznie działać zamiast przekroczonych barier powściągliwości.

118:8.9 (1302.6) Lucyfer również chciał zakłócić ten regulator czasowy, który hamował przedwczesne osiągnięcie pewnych wolności systemu lokalnego. System lokalny, ustanowiony w światłości i życiu, empirycznie osiąga te punkty widzenia i te wnikliwości, które umożliwiają stosowanie wielu takich metod postępowania, jakie mogłyby działać zakłócająco i niszcząco w epokach przed stabilizacją takiej właśnie domeny.

118:8.10 (1302.7) Kiedy człowiek zrzuca kajdany strachu, kiedy przybliża kontynenty i oceany dzięki swym maszynom a pokolenia i wieki dzięki swym zapisom, musi on zastąpić każde przekroczone ograniczenie nowym i dobrowolnie przyjętym ograniczeniem, zgodnie z nakazami moralnymi i poszerzającą się mądrością ludzką. Te narzucone sobie ograniczenia stają się od razu najpotężniejszymi i najbardziej subtelnymi składnikami ludzkiej cywilizacji – koncepcjami sprawiedliwości i ideałami braterstwa. Człowiek ogranicza się krępującymi go szatami miłosierdzia, kiedy pozwala sobie kochać swych współbraci ludzi, podczas gdy realizuje początki duchowego braterstwa, kiedy postanawia traktować ich tak, jak chciałby, aby jego traktowano, tak jak uważa, że traktowałby go Bóg.

118:8.11 (1303.1) Automatyczne oddziaływanie wszechświata jest stabilne i w pewnej formie ciągłe w kosmosie. Osobowość, która zna Boga i pragnie czynić jego wolę, która posiada wnikliwość duchową, jest bosko stabilna i istnieje wiecznie. Wielka, wszechświatowa przygoda człowieka polega na przemieszczeniu jego śmiertelnego umysłu od stabilności statyki mechanicznej do boskości dynamiki duchowej i osiąga on tę transformację dzięki sile i stałości decyzji swej własnej osobowości, oświadczając w każdej sytuacji życiowej: „Jest moją wolą, by twoja wola się stała”.

9. Mechanizmy wszechświata

118:9.1 (1303.2) Czas i przestrzeń są złączonymi ze sobą mechanizmami wszechświata nadrzędnego. Dzięki tym środkom, istoty skończone mogą współistnieć w kosmosie z Nieskończonym. Istoty skończone są odpowiednio odizolowane od poziomów absolutnych przez czas i przestrzeń. Jednak te środki izolujące, bez których żaden śmiertelnik nie może istnieć, funkcjonują wyraźnie w kierunku ograniczenia zakresu skończonego działania. Bez nich żadna istota stworzona nie może działać, jednak dzięki nim działania każdej istoty stworzonej są wyraźnie ograniczone.

118:9.2 (1303.3) Mechanizmy tworzone przez wyższe umysły działają w tym kierunku, aby wyzwolić ich stwórcze źródła, jednak nieodmiennie ograniczają w pewnym stopniu działanie wszelkich podporządkowanych im istot inteligentnych. Dla istot wszechświatowych ograniczenie to staje się oczywiste jako mechanizm wszechświatów. Człowiek nie posiada nieograniczonej, wolnej woli, istnieją ograniczenia w zakresie jego wyboru, ale w obrębie tego wyboru, jego wola jest relatywnie nieograniczona.

118:9.3 (1303.4) Mechanizm życiowy osobowości śmiertelnej, ciało ludzkie, jest wytworem nadśmiertelnego, stwórczego planu; zatem nie może być on doskonale kontrolowany przez samego człowieka. Jedynie wtedy, kiedy wznoszący się śmiertelnik, w powiązaniu z zespolonym z nim Dostrajaczem, sam wytwarza mechanizmy ekspresji osobowości, osiągnie doskonałą jej kontrolę.

118:9.4 (1303.5) Wielki wszechświat jest mechanizmem jak również organizmem, mechanicznym i żywym – żywym mechanizmem pobudzanym przez Najwyższy Umysł i znajdującym swą ekspresję na maksymalnych poziomach zjednoczenia mocy i osobowości, jako Istota Najwyższa. Zaprzeczać istnieniu mechanizmu skończonej kreacji, znaczy zaprzeczać faktowi i lekceważyć rzeczywistość.

118:9.5 (1303.6) Mechanizmy są produktami umysłu, stwórczego umysłu działającego na kosmicznych potencjałach i w tych potencjałach. Mechanizmy są trwałymi krystalizacjami myśli Stwórcy i funkcjonują zawsze zgodnie z tą wolicjonalną koncepcją, która dała im początek. Ale celowość jakiegokolwiek mechanizmu jest w jego pochodzeniu, nie w jego funkcjonowaniu.

118:9.6 (1303.7) Nie należy sądzić, że te mechanizmy ograniczają działanie Bóstwa; prawdą jest raczej to, że w tych właśnie mechanizmach Bóstwo osiągnęło jedno stadium wiecznej ekspresji. Podstawowe mechanizmy wszechświata zaistniały w odpowiedzi na absolutną wolę Pierwszego Źródła i Centrum, będą więc funkcjonować wiecznie w doskonałej harmonii z planem Nieskończonego; są one w istocie pozbawionymi woli formami tego właśnie planu.

118:9.7 (1303.8) Rozumiemy co nieco z tego, jak mechanizm Raju powiązany jest z osobowością Wiecznego Syna; jest to działanie Wspólnego Aktywizatora. I mamy również teorie odnośnie funkcjonowania Absolutu Wszechświatowego, odnoszące się do teoretycznych mechanizmów Nieuwarunkowanego i potencjalnej osoby Bóstwa-Absolutu. Jednak w rozwijających się Bóstwach Najwyższego i Ostatecznego zauważamy, że pewne nieosobowe stadia są aktualnie zjednoczone z ich wolicjonalnymi odpowiednikami i w ten sposób wykształca się nowy związek pomiędzy formą a osobą.

118:9.8 (1304.1) W przeszłej wieczności Ojciec i Syn znaleźli wspólnotę w jedności ekspresji Nieskończonego Ducha. Jeśli w wiecznej przyszłości, Synowie Stwórcy i ich Stwórcze Duchy z wszechświatów lokalnych czasu i przestrzeni mogliby osiągnąć stwórczą jedność w domenach przestrzeni zewnętrznej, co mogłaby wytworzyć ich jedność, jako połączona ekspresja ich Boskich natur? Równie dobrze może tak być, że jesteśmy świadkami dotychczas nieujawnionego objawiania się Bóstwa Ostatecznego, nowego typu superadministratora. Takie istoty mogłyby posiadać unikalne prerogatywy osobowości, będąc zjednoczeniem osobowego Stwórcy, nieosobowego Stwórczego Ducha, doświadczenia istoty śmiertelnej i stopniowego uosobienia Boskiej Opiekunki. Istoty takie mogą być ostateczne, dlatego, że mogą obejmować rzeczywistość osobową i bezosobową, mogłyby również łączyć doświadczenia Stwórcy i stworzonego. Jakie by nie były atrybuty takich trzecich osób, postulowanych w funkcjonowaniu trójc kreacji przestrzeni zewnętrznej, będą one zachowywać co nieco z tej samej relacji do ich Stwórczych Ojców oraz ich Stwórczych Matek, jaką Nieskończony Duch wykazuje w stosunku do Ojca Wszechświatowego i Wiecznego Syna.

118:9.9 (1304.2) Bóg Najwyższy jest uosobieniem całego doświadczenia wszechświata, zogniskowaniem całej skończonej ewolucji, maksymalizacją całej rzeczywistości istoty stworzonej, zwieńczeniem mądrości kosmicznej, ucieleśnieniem harmonijnego piękna galaktyk czasu, prawdą kosmicznych znaczeń umysłu i dobrocią najwyższych wartości ducha. I Bóg Najwyższy będzie, w wiecznej przyszłości, syntetyzować te rozmaite zróżnicowania w empirycznie znaczącą całość, nawet tak, jak są one teraz egzystencjalnie zjednoczone na absolutnych poziomach Rajskiej Trójcy.

10. Funkcje opatrzności

118:10.1 (1304.3) Opatrzność nie oznacza tego, że Bóg z góry zadecydował o wszystkich naszych sprawach. Bóg za bardzo nas kocha, aby to zrobić, gdyż nie byłoby to nic innego, jak kosmiczna tyrania. Człowiek posiada względne możliwości wyboru. Boska miłość nie jest również uczuciem tak krótkowzrocznym, że mogłaby pobłażać dzieciom ludzkim i je rozpieszczać.

118:10.2 (1304.4) Ojciec, Syn i Duch – jako Trójca – nie są Wszechmocnym Najwyższym, lecz najwyższość Wszechmocnego nigdy nie mogłaby się objawiać bez nich. Rozwój Wszechmocnego skoncentrowany jest w Absolutach aktualności i oparty na Absolutach potencjalności. Jednak działania Wszechmocnego Najwyższego są związane z działaniami Rajskiej Trójcy.

118:10.3 (1304.5) Wydaje się, że w Istocie Najwyższej, wszystkie stadia funkcjonowania wszechświata zostają ponownie częściowo zjednoczone przez osobowość tego empirycznego Bóstwa. Kiedy zatem pragniemy traktować Trójcę jako jednego Boga i jeśli ograniczamy tę koncepcję do obecnie znanego i zorganizowanego wielkiego wszechświata, odkrywamy, że rozwijająca się Istota Najwyższa jest częściowym zobrazowaniem Rajskiej Trójcy. I dalej odkrywamy, że to Najwyższe Bóstwo rozwija się, jako osobowościowa synteza skończonej materii, umysłu i ducha w wielkim wszechświecie.

118:10.4 (1304.6) Bogowie mają atrybuty, ale Trójca ma funkcje i opatrzność, podobnie jak Trójca, jest funkcją, kompleksową i inną-niż-osobowa kontrolą nadrzędną wszechświata wszechświatów, rozciągającą się od ewolucyjnych poziomów Siedmiorakiego, syntetyzującą w mocy Wszechmocnego i dalej w górę idącą, przez transcendentalne domeny Ostateczności Bóstwa.

118:10.5 (1304.7) Bóg kocha każdą istotę jako dziecko i ta miłość ogarnia każdą istotę w całym czasie i wieczności. Opatrzność działa w stosunku do całości i zajmuje się funkcjonowaniem dowolnej istoty, tak jak takie funkcjonowanie związane jest z całością. Opatrznościowa interwencja w sprawie dowolnej istoty ukazuje ważność funkcjonowania takiej istoty, w związku z ewolucyjnym rozwojem jakiegoś ogółu; ogół taki może być całą rasą, całym narodem, całą planetą czy nawet wyższą całością. To ważność funkcji istoty powoduje opatrznościowe interwencje a nie ważność istoty jako osoby.

118:10.6 (1305.1) Tym niemniej Ojciec, jako osoba, może w dowolnym czasie ingerować ojcowską dłonią w strumień wypadków kosmicznych, wszystko to zgodnie jest z wolą Boga i w konsonansie z mądrością Boga, jak również motywowane Boską miłością.

118:10.7 (1305.2) To, co człowiek nazywa opatrznością, zbyt często jest wytworem jego własnej wyobraźni, przypadkowym zestawieniem wypadków losowych. Natomiast w skończonej domenie egzystencji wszechświata istnieje rzeczywista i wyłaniająca się opatrzność, prawdziwa i aktualizująca się korelacja energii przestrzeni, ruchów czasu, myśli intelektu, ideałów charakteru, pragnień natur duchowych oraz celowych, wolicjonalnych działań rozwijających się osobowości. Wydarzenia domen materialnych znajdują swą ostateczną, skończoną integrację we wzajemnie złączonych obecnościach Najwyższego i Ostatecznego.

118:10.8 (1305.3) Tak jak mechanizmy wielkiego wszechświata są doskonalone do punktu ostatecznej precyzji przez nadrzędną kontrolę umysłu i jak umysł istoty wznosi się ku doskonałości, docierając do boskości przez doskonałą integrację z duchem i jak Najwyższy konsekwentnie wyłania się jako aktualny unifikator wszelkich takich fenomenów wszechświata, tak i opatrzność staje się coraz bardziej dostrzegalna.

118:10.9 (1305.4) Niektóre z zadziwiająco przypadkowych okoliczności, sporadycznie występujących na światach ewolucyjnych, mogą być powodowane przez stopniowo wyłaniającą się obecność Najwyższego i stanowią przedsmak jego przyszłych, wszechświatowych działań. Większość tego, co śmiertelnik nazwałby opatrznościowym, takim nie jest; jego sąd o takich sprawach jest znacznie ograniczony brakiem dalekowzrocznego wglądu w prawdziwe znaczenie okoliczności życiowych. Większość tego, co śmiertelnik zwać mógłby szczęściem, w rzeczywistości może być nieszczęściem; uśmiech fortuny, który obdarza niezapracowaną przyjemnością i niezasłużonym bogactwem, może być największym z ludzkich nieszczęść; pozorne okrucieństwo przewrotnego losu, który dodaje udręk jakiemuś cierpiącemu śmiertelnikowi, może w rzeczywistości być hartującym ogniem, co przeobraża miękkie żelazo niedojrzałej osobowości w hartowaną stal prawdziwego charakteru.

118:10.10 (1305.5) Jest opatrzność w rozwijających się wszechświatach i stworzeni mogą ją odkryć w takim nieomal stopniu, w jakim mają możliwość dostrzec cel rozwijających się wszechświatów. Pełna zdolność dostrzeżenia celów wszechświata równa się ewolucyjnej pełni stworzonego i może skądinąd być wyrażona jako dotarcie do Najwyższego, w obrębie ograniczeń obecnego stadium niekompletnych wszechświatów.

118:10.11 (1305.6) Miłość Ojca działa bezpośrednio w sercu jednostki, niezależnie od akcji czy reakcji wszystkich innych jednostek; jest to osobowy związek – człowieka i Boga. Nieosobowa obecność Bóstwa (Wszechmocny Najwyższy i Rajska Trójca) objawia się w odniesieniu do całości, nie do części. Opatrzność kontroli nadrzędnej Najwyższości staje się coraz bardziej widoczna jako kolejne elementy rozwoju wszechświata, podczas osiągania skończonych przeznaczeń. Kiedy systemy, konstelacje, wszechświaty i superwszechświaty zostają ustanowione w światłości i życiu, Najwyższy wyłania się coraz intensywniej, jako znaczący czynnik korelacyjny wszystkiego tego, co się staje, podczas gdy Ostateczny wyłania się stopniowo, jako transcendentalny unifikator wszystkich rzeczy.

118:10.12 (1306.1) W początkach świata ewolucyjnego, naturalne zdarzenia klasy materialnej i osobiste pragnienia istot ludzkich wydają się często sprzeczne ze sobą. Większość tego, co się dzieje na rozwijającym się świecie, jest raczej trudna do zrozumienia dla śmiertelnego człowieka – prawa natury są często najwyraźniej okrutne, nieczułe i obojętne na wszystko to, co w ludzkim zrozumieniu prawdziwe, piękne i dobre. Jednak, gdy ludzkość posuwa się w planetarnym rozwoju, zauważamy, że ten punkt widzenia modyfikowany jest przez następujące czynniki:

118:10.13 (1306.2) 1. Poszerzona przenikliwość umysłu człowieka – jego coraz lepsze zrozumienie świata, w którym żyje; jego poszerzona zdolność pojmowania materialnych faktów czasu, pełne treści idee myślowe i wartościowe idee wnikliwości duchowej. Jak długo człowiek odmierza tylko miarką rzeczy materialnej natury, nie może się spodziewać znalezienia harmonii w czasie i przestrzeni.

118:10.14 (1306.3) 2. Coraz większa kontrola człowieka – stopniowe gromadzenie wiedzy o prawach świata materialnego, o celach duchowej egzystencji i możliwościach filozoficznej koordynacji tych dwu rzeczywistości. Dziki człowiek był bezradny w obliczu ataków sił natury, był zniewolony w okrutnym władaniu swych własnych, wewnętrznych lęków. Częściowo cywilizowany człowiek zaczyna odkrywać magazyn tajemnic w domenach natury a jego nauka powoli, ale skutecznie, likwiduje jego przesądy, podczas gdy równocześnie dostarcza mu nowej i poszerzonej bazy faktów dla zrozumienia filozoficznych znaczeń i wartości prawdziwego doświadczenia duchowego. Któregoś dnia człowiek cywilizowany osiągnie względne panowanie nad siłami materialnymi swej planety; miłość do Boga w jego sercu wyleje się obficie, jako miłość do jego współbraci ludzi, podczas gdy wartości ludzkiej egzystencji będą się zbliżały do granic ludzkich możliwości.

118:10.15 (1306.4) 3. Wszechświatowa integracja człowieka – powiększenie wnikliwości człowieka, wraz z przyrostem ludzkich osiągnięć empirycznych, doprowadzi go do bliskiej harmonii z jednoczącymi obecnościami Najwyższości – Rajską Trójcą i Istotą Najwyższą. I to właśnie zaprowadza władzę Najwyższego na światach długo ustanowionych w światłości i życiu. Tak zaawansowane planety stanowią prawdziwe poematy harmonii, piękne obrazy dobroci, zdobytej w pogoni za kosmiczną prawdą. I jeśli takie rzeczy mogą się zdarzyć na planecie, jeszcze większe rzeczy mogą się zdarzyć w systemie i w większych jednostkach wielkiego wszechświata, kiedy one również osiągają stabilizację, wskazującą na wyczerpanie się potencjałów skończonego rozwoju.

118:10.16 (1306.5) Na tak zaawansowanej planecie opatrzność stanie się aktualnością, okoliczności życia zostają wzajemnie powiązane, ale nie tylko dlatego, że człowiek zaczął dominować nad materialnymi problemami swego świata; dzieje się tak również dlatego, że człowiek zaczął żyć zgodnie z trendem wszechświatów, idzie drogą Najwyższości, aby dotrzeć do Ojca Wszechświatowego.

118:10.17 (1306.6) Królestwo Boże jest w sercach ludzkich, a kiedy to królestwo stanie się faktem w sercu każdej jednostki takiego świata, wtedy rządy Boże stają się aktualnością planety i tak zostaje zrealizowana władza Istoty Najwyższej.

118:10.18 (1306.7) Aby uświadomić sobie opatrzność w czasie, człowiek musi zrealizować swoje zadanie osiągnięcia doskonałości. Ale nawet teraz człowiek może mieć przedsmak opatrzności w jej wiecznych znaczeniach, kiedy rozważa tę wszechświatową okoliczność, że wszystkie rzeczy, czy są dobre czy złe, pracują razem dla zaawansowania rozpoznających Boga śmiertelników, kiedy szukają Ojca wszystkich.

118:10.19 (1306.8) Opatrzność staje się coraz lepiej dostrzegalna, gdy człowiek sięga wzwyż, od tego, co materialne ku temu, co duchowe. Osiągnięcie pełnej wnikliwości duchowej pomaga wznoszącej się osobowości odkryć harmonię w tym, co dotąd było chaosem. Nawet mota morontialna stanowi prawdziwy krok naprzód w tym kierunku.

118:10.20 (1307.1) Opatrzność jest częścią kontroli nadrzędnej niekompletnego Najwyższego, przejawiającą się w niekompletnych wszechświatach i dlatego zawsze musi być:

118:10.21 (1307.2) 1. Częściowa – z powodu niekompletnej aktualizacji Istoty Najwyższej.

118:10.22 (1307.3) 2. Nieprzewidywalna – na skutek fluktuacji w postawie istoty stworzonej, która zawsze się zmienia od poziomu do poziomu, tym samym powodując pozornie zmienną reakcję wzajemną w Najwyższym.

118:10.23 (1307.4) Kiedy ludzie się modlą o opatrznościową interwencję w wypadki życiowe, częstokroć odpowiedź na ich modlitwę jest ich własnym, odmienionym nastawieniem do życia. Jednak opatrzność nie jest ani kapryśna, ani też fantastyczna czy magiczna. Jest powolnym i pewnym pojawianiem się potężnego władcy skończonych wszechświatów, którego majestatyczną obecność czasami odkrywają rozwijające się istoty, gdy posuwają się naprzód we wszechświecie. Opatrzność jest pewnym i niezawodnym marszem galaktyk w przestrzeni i osobowości w czasie do celów wieczności, z początku do Najwyższego potem do Ostatecznego a być może do Absolutnego. I przypuszczamy, że w nieskończoności jest taka sama opatrzność a jest nią wola, działalność i cel Rajskiej Trójcy, które też ożywiają kosmiczną panoramę niezliczonych wszechświatów.

118:10.24 (1307.5) [Nadzorowane przez Możnego Posłańca, tymczasowo przebywającego na Urantii].

Przekaz 119, Obdarzenia dokonane przez Chrystusa Michała

Księga Urantii

Przekaz 119

Obdarzenia dokonane przez Chrystusa Michała

119:0.1 (1308.1) JESTEM szefem Gwiazd Wieczornych z Nebadonu, na imię mam Gavalia, a przydzielony zostałem do Urantii przez Gabriela z misją objawienia historii siedmiu obdarzeń, dokonanych przez Władcę Wszechświata, Michała z Nebadonu. W trakcie robienia tej prezentacji będę się ściśle trzymał ograniczeń, jakie narzuca mi moja misja.

119:0.2 (1308.2) Obdarzanie jest naturalną cechą Rajskich Synów Ojca Wszechświatowego. Różne klasy Rajskich Synów odzwierciedlają Boską naturę swych rajskich rodziców w ten sposób, że pragną się zbliżyć do doświadczeń życiowych podporządkowanych im istot żywych. Zapoczątkował tę praktykę Wieczny Syn Rajskiej Trójcy, siedem razy obdarzając sobą siedem orbit Havony, w czasach wznoszenia się Grandfandy i pierwszych pielgrzymów czasu i przestrzeni. I Wieczny Syn nadal obdarza sobą lokalne wszechświaty przestrzeni, w osobach swych reprezentantów, Michałów i Synów Avonalnych.

119:0.3 (1308.3) Kiedy Wieczny Syn obdarza Synem Stwórcą planowany wszechświat lokalny, taki Syn Stwórca bierze na siebie pełną odpowiedzialność za ukończenie, kontrolę i spokój nowego wszechświata, razem z uroczystą przysięgą składaną wiecznej Trójcy, że nie przejmie pełnej władzy nad nową kreacją, zanim siedem jego obdarzeń w formie istoty stworzonej nie zostanie szczęśliwie zakończone i poświadczone przez Pradawnych Czasu z tego superwszechświata, któremu jego wszechświat podlega. Zobowiązanie takie bierze na siebie każdy Syn Michał, który chce wyjść z Raju, aby się zająć stwarzaniem i organizacją wszechświata.

119:0.4 (1308.4) Stwórcy ci wcielają się w istoty stworzone, aby mogli stać się władcami mądrymi, pełnymi współczucia, sprawiedliwymi i wyrozumiałymi. Ci Boscy Synowie są z natury sprawiedliwi, ale stają się miłosierni i wyrozumiali w rezultacie takich, kolejnych doświadczeń obdarzania sobą; są z natury miłosierni, ale takie doświadczenia czynią ich miłosiernymi w nowy, dodatkowy sposób. Takie obdarzenia są ostatnim stopniem ich edukacji i szkolenia, aby mogli wykonywać wzniosłe zadania kierowania wszechświatami lokalnymi, w całej pełni boskiej prawości i sprawiedliwego osądu.

119:0.5 (1308.5) Chociaż obdarzenia takie przynoszą liczne uboczne korzyści dla różnych światów, systemów i konstelacji, jak również dla różnych klas wszechświatowych istot inteligentnych, których te obdarzenia dotyczą, są one jednak zasadniczo planowane jako dopełnienie osobistego szkolenia i wszechświatowej edukacji samego Syna Stwórcy. Obdarzenia te nie są konieczne dla mądrego, sprawiedliwego i efektywnego zarządzania wszechświatem lokalnym, ale są absolutnie konieczne dla właściwej, miłosiernej i wyrozumiałej administracji takiej kreacji, pełnej różnych form życia oraz miriadów inteligentnych, lecz niedoskonałych istot.

119:0.6 (1308.6) Synowie-Michałowie rozpoczynają swe dzieło organizacji wszechświata, kierując się pełną, przepełnioną sprawiedliwością sympatią dla różnych klas istot, które stworzyli. Mają oni wielkie zasoby miłosierdzia dla wszystkich tych różnorodnych istot, nawet litość dla tych, którzy błądzą i brną w bagnie samolubstwa własnego wytworu. Jednak w ocenie Pradawnych Czasu, takie cechy sprawiedliwości i prawości nie wystarczają. Ci trójjedni władcy superwszechświatów nigdy się nie zgodzą zatwierdzić Syna Stwórcę na Władcę Wszechświata, zanim prawdziwie nie przyswoi on sobie punktu widzenia istot przez siebie stworzonych, nabytego podczas konkretnego życia w tym otoczeniu, gdzie istoty takie żyją i w formie takiej właśnie istoty. Dzięki temu Synowie ci stają się inteligentnymi i wyrozumiałymi władcami; zaczynają rozumieć różne grupy istot, którymi rządzą i nad którymi sprawują wszechświatową jurysdykcję. Przez takie doświadczenia życiowe nabywają oni praktycznego miłosierdzia, sprawiedliwego osądu i cierpliwości, zrodzonej z empirycznego bytu istoty stworzonej.

119:0.7 (1309.1) Wszechświat lokalny Nebadon rządzony jest teraz przez Syna Stwórcę, który zakończył swą obdarzającą działalność; sprawuje on sprawiedliwą i miłosierną, najwyższą władzą nad całością swych rozległych domen rozwijającego się i doskonalącego wszechświata. Michał z Nebadonu jest 611.121-szym obdarzeniem Wiecznego Syna dla wszechświatów czasu i przestrzeni; zaczął on organizację waszego wszechświata lokalnego około czterysta miliardów lat temu. Do swojej pierwszej przygody obdarzającej Michał był gotów mniej więcej w tym czasie, kiedy Urantia nabierała swego obecnego kształtu, miliard lat temu. Jego obdarzenia następowały kolejno, oddzielone od siebie w czasie o około sto pięćdziesiąt milionów lat, ostatnie miało miejsce na Urantii tysiąc dziewięćset lat temu. Przystąpię teraz do opisu natury i charakteru tych obdarzeń, tak szczegółowo, jak na to zezwala moje upoważnienie.

1. Pierwsze obdarzenie

119:1.1 (1309.2) Około miliarda lat temu miała miejsce ważna uroczystość na Salvingtonie, kiedy to zgromadzeni naczelnicy i szefowie wszechświata Nebadonu usłyszeli, jak Michał ogłasza, że jego starszy brat, Emanuel, przejmie władzę w Nebadonie, kiedy jego (Michała) nie będzie, gdyż będzie pełnił pewną nieokreśloną misję. Nie było żadnego innego oświadczenia w tej sprawie, poza tym, że transmisja pożegnalna dla Ojców Konstelacji między innymi instrukcjami mówiła: „I na ten czas powierzam was opiece i protekcji Emanuela, kiedy ja idę czynić nakaz mojego Rajskiego Ojca”.

119:1.2 (1309.3) Po przesłaniu tej pożegnalnej transmisji, Michał pojawił się na polu ekspediowania na Salvingtonie, tak jak w wielu poprzednich przypadkach, kiedy miał lecieć na Uversę czy do Raju, oprócz tego, że przybył sam. Swoje oświadczenie, tuż przed odlotem, zakończył słowami: „Opuszczam was, ale na krótko. Wiem, że wielu z was chętnie poszłoby ze mną, ale tam, dokąd ja idę, wy iść nie możecie. Tego, co wkrótce zrobię, wy zrobić nie możecie. Idę wykonać wolę Rajskich Bóstw, a kiedy skończę moją misję i zdobędę to doświadczenie, wrócę na moje miejsce pośród was”. I kiedy to powiedział, Michał z Nebadonu zniknął z pola widzenia wszystkich zgromadzonych i nie pojawił się więcej przez dwadzieścia lat standardowego czasu. Na całym Salvingtonie tylko Boska Opiekunka i Emanuel wiedzieli, co się zdarzyło, a Jednoczący Czasu podzielił się tą tajemnicą tylko z głównym administratorem wszechświata, Gabrielem, Gwiazdą Jasną i Poranną.

119:1.3 (1309.4) Wszyscy mieszkańcy Salvingtonu, jak również ci, co mieszkali na światach zarządu konstelacji i systemu, zebrali się wokół swych stacji, odbierających informacje z wszechświata, w nadziei zdobycia jakiejś wiadomości o misji i miejscu pobytu Syna Stwórcy. Dopiero na trzeci dzień po odlocie Michała otrzymano pewną wiadomość, która mogła mieć jakieś znaczenie. Tego dnia zarejestrowano na Salvingtonie wiadomość, pochodzącą ze sfery Melchizedek, stolicy tej klasy istot w Nebadonie, która po prostu donosiła o niezwykłej sprawie, o czymś, o czym nigdy dotąd nie słyszano: „Dziś w południe pojawił się na polu przyjmującym tego świata dziwny Syn Melchizedek, bez naszego numeru, ale naszej klasy. Towarzyszył mu jeden omniafin, który niósł listy uwierzytelniające z Uversy i przedstawił polecenia od Pradawnych Czasu, potwierdzone przez Emanuela z Salvingtonu, skierowane do naszego szefa, nakazujące, aby ten nowy Syn Melchizedek został przyjęty do naszej klasy i przydzielony do służby Melchizedeków od sytuacji krytycznych w Nebadonie. I tak jak zostało zarządzone, tak zostało zrobione”.

119:1.4 (1310.1) I to właściwie wszystko, co pojawiło się w zapisach Salvingtonu odnośnie pierwszego obdarzenia Michała. Nie pojawiło się nic, poza tym, aż dopiero po stu latach czasu Urantii odnotowano fakt, że Michał wrócił i bez obwieszczenia znowu przejął kierownictwo spraw wszechświatowych. Jednak na świecie Melchizedek można znaleźć ciekawy zapis, opowieść o służbie tego unikalnego Syna Melchizedeka z korpusu kryzysowego, w tamtej epoce. Zapis przechowywany jest w prostej świątyni, która znajduje się teraz przed domem Ojca Melchizedeka i zawiera opowieść o służbie tymczasowego Syna Melchizedeka, w związku z jego przydziałem do dwudziestu czterech misji, pełnionych w sytuacjach krytycznych wszechświata. I ten zapis, który tak niedawno czytałem, kończy się słowami:

119:1.5 (1310.2) „I w południe tego dnia, bez uprzedniego ogłoszenia oraz widziany tylko przez trzech z naszego bractwa, ten odwiedzający nas Syn, należący do naszej klasy, zniknął z naszego świata tak jak przybył, w towarzystwie tylko jednego omniafina; i zapis zamknięty jest teraz poświadczeniem, że nasz gość żył jak Melchizedek, w formie Melchizedeka, pracował jak Melchizedek i wiernie wykonywał wszelkie swoje zadania, jako Syn od sytuacji krytycznych naszej klasy. Za powszechną aprobatą został szefem Melchizedeków, zdobył naszą miłość i uwielbienie dzięki swej niezrównanej mądrości, najwyższej miłości i wspaniałemu poświęceniu się swoim obowiązkom. Kochał nas, rozumiał nas i służył z nami; na zawsze jesteśmy jego lojalnymi i oddanymi braćmi Melchizedekami, gdyż ten przybysz do naszego świata zostanie teraz na wieczność wszechświatowym opiekunem melchizedekowego rodzaju”.

119:1.6 (1310.3) I to wszystko, co mogę wam powiedzieć o pierwszym obdarzeniu, dokonanym przez Michała. Jesteśmy oczywiście w pełni przekonani, że ten dziwny Melchizedek, który tak tajemniczo służył z Melchizedekami miliard lat temu, nie był nikim innym niż wcielonym Michałem na swej pierwszej misji obdarzającej. Zapisy nie mówią wyraźnie, że ten unikalny i operatywny Melchizedek był Michałem, ale uważa się powszechnie, że to był on. Prawdopodobnie dokładnego sprawozdania z tego zdarzenia nie znajdzie się nigdzie, poza zapisami Sonaringtonu, a nie mamy dostępu do zapisów tego tajnego świata. Tylko na tym świętym świecie Boskich Synów znane są w pełni tajemnice wcielenia i obdarzenia. Wszyscy wiemy o obdarzeniach, dokonanych przez Michała, ale nie rozumiemy, jak się je przeprowadza. Nie wiemy, jak władca wszechświata, stwórca Melchizedeków, może tak nagle i tajemniczo stać się jednym z nich i jako jeden z nich żyć pośród nich i działać jako Syn Melchizedek przez sto lat. Jednak to się właśnie zdarzyło.

2. Drugie obdarzenie

119:2.1 (1310.4) Wszystko szło dobrze we wszechświecie Nebadon, przez prawie sto pięćdziesiąt milionów lat po obdarzeniu Michała, jako Melchizedeka, kiedy to zaczęły się niepokoje w 11 systemie, 37 konstelacji. Niepokoje te wiązały się z nieporozumieniem, wywołanym przez Syna Lanonandeka, Władcę Systemu, który został osądzony przez Ojców Konstelacji, przy aprobacie Wiernego Czasu, rajskiego doradcy dla tej konstelacji, jednak protestujący Władca Systemu nie zgodził się w pełni z werdyktem. Po ponad stu latach rozgoryczenia, poprowadził swych towarzyszy do jednego z najbardziej rozległych i katastrofalnych buntów, jakie wybuchły we wszechświecie Nebadon przeciw władzy Syna Stwórcy, buntu dawno już osądzonego i zakończonego akcją Pradawnych Czasu na Uversie.

119:2.2 (1311.1) Zbuntowany Władca Systemu, Lutentia, sprawował władzę na swej stołecznej planecie przez ponad dwadzieścia lat standardowego czasu Nebadonu; po czym Najwyżsi Ojcowie, za aprobatą Uversy, zarządzili jego odwołanie i wystąpili z wnioskiem do władców Salvingtonu o wyznaczenie nowego Władcy Systemu, aby przejął kierowanie rozdartym walką i zdezorientowanym systemem światów zamieszkałych.

119:2.3 (1311.2) Kiedy Michał na Salvingtonie dostał tę prośbę, ogłosił swą drugą nadzwyczajną proklamację intencji opuszczenia zarządu wszechświata dla „wykonania nakazu mojego Rajskiego Ojca” i przyrzekł „wrócić w odpowiednim czasie”, koncentrując całą władzę w rękach swego rajskiego brata, Emanuela, Jednoczącego Czasu.

119:2.4 (1311.3) I wtedy, w ten sam sposób jak go widziano, gdy odlatywał w związku z obdarzeniem Melchizedekowym, Michał znowu opuścił swą sferę zarządu. Trzy dni po tym niewyjaśnionym odlocie, w rezerwowym korpusie Synów Lanonandeków klasy pierwszej, w Nebadonie, pojawił się nowy i nieznany jego członek. Ten nowy Syn zjawił się w południe, niezapowiedziany, w towarzystwie samotnego tertiafina, który niósł listy uwierzytelniające od Pradawnych Czasu z Uversy, poświadczone przez Emanuela z Salvingtonu, nakazujące, aby ten nowy Syn został przydzielony do systemu 11, w konstelacji 37, jako następca usuniętego Lutentii i aby sprawował pełną władzę oraz pełnił obowiązki Władcy Systemu do czasu wyznaczenia nowego władcy.

119:2.5 (1311.4) Przez ponad siedemnaście lat czasu wszechświatowego, ów dziwny i nieznany, tymczasowy władca rządził i mądrze rozsądzał problemy tego zdezorientowanego i zdemoralizowanego systemu lokalnego. Żaden Władca Systemu nigdy nie był żarliwiej kochany ani tak powszechnie honorowany i szanowany. Ten nowy władca zaprowadził porządek w niespokojnym systemie, sprawiedliwie i z miłosierdziem, i jednocześnie starannie opiekował się wszystkimi swymi poddanymi, oferując nawet swemu zbuntowanemu poprzednikowi przywilej dzielenia tronu władcy systemu, jeśli tylko przeprosiłby Emanuela za swoje nierozważne kroki. Lutentia odrzucił jednak te propozycje miłosierdzia, dobrze wiedząc, że nowym i dziwnym Władcą Systemu nie jest nikt inny, tylko Michał, ten właśnie władca wszechświata, któremu niedawno się przeciwstawił. Jednak miliony jego zwiedzionych i wprowadzonych w błąd zwolenników zaakceptowało przebaczenie nowego władcy, znanego w tamtej epoce jako Władca-Zbawiciel systemu Palonii.

119:2.6 (1311.5) Potem przyszedł ten pamiętny dzień, kiedy przybył nowo mianowany Władca Systemu, wyznaczony przez władze wszechświata na stałego sukcesora usuniętego Lutentii i cała Palonia smuciła się z powodu odlotu najszlachetniejszego i najbardziej życzliwego władcy systemu, jakiego Nebadon kiedykolwiek widział. Był on kochany przez cały system i wielbiony przez jego braci ze wszystkich grup Synów Lanonandeków. Jego odlot nie odbył się bez uroczystości; kiedy opuszczał zarząd systemu, zorganizowano wielką celebrację. Nawet jego błądzący poprzednik posłał taką wiadomość: „Jesteś sprawiedliwy i prawy pod każdym względem. Podczas gdy nadal odrzucam władzę Raju, zmuszony jestem przyznać, że jesteś sprawiedliwym i miłosiernym administratorem”.

119:2.7 (1312.1) Potem ów tymczasowy władca zbuntowanego systemu opuścił planetę, na której krótko przebywał jako administrator, a na trzeci dzień po tym Michał zjawił się na Salvingtonie i zaczął znowu kierować wszechświatem Nebadon. Niedługo wydana została trzecia proklamacja z Uversy, o postępach w sprawowaniu władzy i uprawnieniach Michała. Pierwsza proklamacja ogłoszona została w momencie jego przybycia do Nebadonu, druga została wydana zaraz po ukończeniu Melchizedekowego obdarzenia a teraz pojawiła się trzecia, po zakończeniu misji drugiej albo lanonandekowej.

3. Trzecie obdarzenie

119:3.1 (1312.2) Najwyższa rada na Salvingtonie skończyła właśnie rozważać petycję Nosicieli Życia, zgłoszoną z planety 217, w systemie 87, w konstelacji 61, aby im wysłać do pomocy Syna Materialnego. Otóż, planeta ta położona była w systemie światów zamieszkałych, gdzie inny Władca Systemu pobłądził; jak dotąd był to drugi bunt w całym Nebadonie.

119:3.2 (1312.3) Na żądanie Michała odroczono rozpatrywanie prośby Nosicieli Życia z tej planety, do czasu jej rozważenia i wydania orzeczenia przez Emanuela. Nie była to normalna procedura i dobrze pamiętam, jak wszyscy oczekiwaliśmy czegoś niezwykłego i niezbyt długo trzymani byliśmy w niepewności. Michał przekazywał kierownictwo wszechświata w ręce Emanuela, podczas gdy komendę sił niebiańskich powierzył Gabrielowi, i tak rozłożywszy swe obowiązki administracyjne, opuścił Matkę Ducha wszechświata i zniknął z pola ekspediowania Salvingtonu dokładnie tak samo, jak to robił dwa razy wcześniej.

119:3.3 (1312.4) I jak można się tego było spodziewać, na trzeci dzień po tym odlocie pojawił się na świecie zarządu systemu 87, konstelacji 61, niezapowiedziany, dziwny Syn Materialny, w towarzystwie samotnego sekonafina, z pełnomocnictwem Pradawnych Czasu z Uversy i z poświadczeniem Emanuela z Salvingtonu. Pełniący obowiązki Władcy Systemu natychmiast wyznaczył tego nowego i tajemniczego Syna Materialnego do wykonywania obowiązków Księcia Planetarnego na świecie 217 a nominacja ta została od razu zatwierdzona przez Najwyższych Ojców z 61 konstelacji.

119:3.4 (1312.5) Tym to sposobem, ów unikalny Syn Materialny zaczął swą trudną działalność na poddanym kwarantannie świecie secesji i buntu, znajdującym się w zablokowanym systemie, bez jakiejkolwiek bezpośredniej łączności z wszechświatem zewnętrznym i pracował tam samotnie przez całe jedno pokolenie czasu planetarnego. Ten nadzwyczajny Syn Materialny spowodował skruchę i nawrócenie się Księcia Planetarnego odstępcy i całego jego personelu, i był świadkiem przywrócenia planety do lojalnej służby wobec rajskiej władzy, jak jest ona ustanowiona we wszechświatach lokalnych. W odpowiednim czasie przybyli na ten odrodzony i zrehabilitowany świat Syn Materialny i Materialna Córka, a kiedy zostali odpowiednio wprowadzeni na urząd, jako widzialni władcy planety, przejściowy czy nadzwyczajny Książę Planetarny formalnie odszedł, znikając jednego dnia w południe. Po tym, na trzeci dzień, Michał pojawił się na swoim zwyczajnym miejscu na Salvingtonie i zaraz potem wszechświatowe transmisje podały czwartą proklamację Pradawnych Czasu, ogłaszającą dalszy postęp w zdobywaniu władzy przez Michała z Nebadonu.

119:3.5 (1312.6) Żałuję, że nie mogę opowiedzieć o cierpliwości, harcie ducha i umiejętnościach, z którymi ten Syn Materialny wyszedł naprzeciw trudnym sytuacjom tej zdezorientowanej planety. Odzyskanie tego odosobnionego świata jest jednym z najbardziej wzruszających rozdziałów w kronikach zbawienia Nebadonu. Pod koniec tej misji stało się oczywiste dla całego Nebadonu, dlaczego ukochany władca zajmuje się kolejnymi obdarzeniami w formie jakiejś podwładnej mu klasy istot inteligentnych.

119:3.6 (1313.1) Obdarzenia dokonane przez Michała jako Syna Melchizedeka, potem jako Syna Lanonandeka, a następnie jako Syna Materialnego są wszystkie tak samo tajemnicze i niemożliwe do wyjaśnienia. W każdym wypadku pojawiał się on nagle, jako w pełni ukształtowana jednostka danej, obdarzanej klasy. Tajemnica takich wcieleń nigdy nie będzie znana, chyba tylko temu wąskiemu gronu istot, które mają dostęp do zapisów świętej sfery Sonaringtonu.

119:3.7 (1313.2) Nigdy, od czasu tego zdumiewającego obdarzenia, dokonanego w charakterze Księcia Planetarnego na odosobnionym, zbuntowanym świecie, nikt z Materialnych Synów czy Córek w Nebadonie nie pokusił się narzekać na swój przydział, czy dopatrywać mankamentów w trudnościach swych misji planetarnych. Synowie Materialni wiedzą teraz, że w Synu Stwórcy wszechświata posiadają wyrozumiałego władcę i sympatycznego przyjaciela, który był „doświadczany i próbowany we wszystkim”, tak jak oni muszą być doświadczani i próbowani.

119:3.8 (1313.3) Po każdej takiej misji następowała epoka intensywnej służby i wzmożonej lojalności niebiańskich istot inteligentnych rodzimych dla wszechświata, podczas gdy każda kolejna epoka po takim obdarzeniu charakteryzowała się zaawansowaniem i udoskonaleniem wszystkich metod administracji wszechświata i wszystkich metod rządzenia. Od czasu tego obdarzenia nikt z Synów Materialnych czy Córek nigdy nie przystąpił do buntu przeciw Michałowi; kochają go i szanują z takim oddaniem, że nigdy świadomie się go nie wyrzekną. W ostatnich czasach Adamowie zostali wprowadzeni w błąd tylko przez podstęp i sofistykę wyższych typów zbuntowanych osobowości.

4. Czwarte obdarzenie

119:4.1 (1313.4) Był to koniec jednego z okresowych, milenijnych apeli Uversy, kiedy Michał przystąpił do przekazywania rządów Nebadonu w ręce Emanuela i Gabriela; i wszyscy czekaliśmy, pamiętając oczywiście, co się zdarzyło wcześniej w takich okolicznościach, że będziemy świadkami zniknięcia Michała, udającego się na czwartą misję obdarzającą i nie czekaliśmy długo, gdyż wkrótce udał się on na pole ekspediujące Salvingtonu i zniknął z zasięgu naszego wzroku.

119:4.2 (1313.5) Na trzeci dzień po zniknięciu Michała, który poszedł na misję obdarzającą, we wszechświatowych transmisjach idących do Uversy zauważyliśmy tę właśnie, ciekawą wiadomość z seraficznego zarządu Nebadonu: „Informuje się o niezapowiedzianym przybyciu nieznanego serafina, w towarzystwie samotnego supernafina i Gabriela z Salvingtonu. Ten niezarejestrowany serafin jest klasy nebadońskiej i posiada referencje od Pradawnych Czasu z Uversy, poświadczone przez Emanuela z Salvingtonu. Sprawdzono, że serafin ten należy do wyższej klasy aniołów wszechświata lokalnego i został on od razu przydzielony do korpusu nauczających doradców”.

119:4.3 (1313.6) Podczas trwania tego, seraficznego obdarzenia, Michała nie było na Salvingtonie przez ponad czterdzieści standardowych lat wszechświata. W tym czasie był on przydzielony jako seraficzny nauczyciel-doradca, co moglibyście nazwać prywatnym sekretarzem, do dwudziestu sześciu różnych, wyższych nauczycieli, działających na dwudziestu dwu różnych światach. Jego ostatni albo końcowy przydział był w charakterze doradcy i pomocnika, przydzielonego do misji obdarzającej Nauczyciela-Syna Trójcy, na świecie 462, w systemie 84, konstelacji 3, wszechświata Nebadon.

119:4.4 (1314.1) Przez całe siedem lat tego przydziału, Nauczyciel-Syn Trójcy nigdy nie był zupełnie pewny tożsamości swego seraficznego towarzysza. Faktem jest jednak, że w tamtej epoce wszyscy serafini traktowani byli ze szczególnym zainteresowaniem i ciekawością. Wszyscy dobrze wiedzieliśmy, że nasz ukochany Władca jest gdzieś we wszechświecie, zamaskowany jako serafin, jednak w żaden sposób nie mogliśmy być pewni jego tożsamości. Nigdy nie został prawidłowo zidentyfikowany, aż do czasu jego przydziału do misji obdarzającej Nauczyciela-Syna Trójcy. Jednak w tej epoce najwyżsi serafini zawsze byli traktowani ze szczególną uwagą, ponieważ każdy z nas mógł nagle odkryć, że jest gospodarzem Władcy wszechświata, na misji obdarzającej w charakterze istoty stworzonej. I na zawsze stało się prawdą, w tym, co dotyczy aniołów, że ich Stwórca i Władca został „doświadczany i próbowany we wszystkim, gdy był w formie osobowości seraficznej”.

119:4.5 (1314.2) Kiedy kolejne obdarzenia przybierały naturę coraz niższych form życia wszechświatowego, Gabriel coraz intensywniej asystował w tych przygodach wcielenia, działając jako wszechświatowy łącznik między obdarzającym Michałem a Emanuelem, pełniącym wtedy obowiązki władcy wszechświata.

119:4.6 (1314.3) Michał przeszedł teraz obdarzeniowe doświadczenie w charakterze trzech klas stworzonych przez siebie wszechświatowych Synów: Melchizedeków, Lanonandeków i Synów Materialnych. Potem raczył się uosobić w formie życia anielskiego jako najwyższy serafin, zanim zwrócił swą uwagę na różne stadia procesu wznoszenia się najniższych form istot przezeń stworzonych, obdarzonych wolą ewolucyjnych śmiertelników czasu i przestrzeni.

5. Piąte obdarzenie

119:5.1 (1314.4) Nieco ponad trzysta milionów lat temu, według czasu Urantii, byliśmy świadkami kolejnego przekazania władzy wszechświata Emanuelowi i widzieliśmy, jak Michał przygotowuje się do odlotu. Zdarzenie to różniło się od poprzednich tym, że ogłosił on, iż jego celem jest Uversa, stolica wszechświata Orvontonu. W odpowiednim czasie nasz Władca odleciał, ale transmisje wszechświatowe nic nie mówiły o przybyciu Michała do rezydencji Pradawnych Czasu. Krótko po jego odlocie z Salvingtonu, w transmisji Uversy pojawiło się takie, znamienne oświadczenie: „Dziś przybył tutaj, bez zapowiedzi i bez numeru, wznoszący się pielgrzym śmiertelnego pochodzenia z wszechświata Nebadonu, poświadczony przez Emanuela z Salvingtonu, w towarzystwie Gabriela z Nebadonu. Ta niezidentyfikowana istota reprezentuje prawdziwie duchowy status i została przyjęta do naszego bractwa”.

119:5.2 (1314.5) Gdybyście dziś odwiedzili Uversę, słyszelibyście opowieści o tamtych dniach, kiedy przebywał tam Eventod, gdyż ten osobliwy i nieznany pielgrzym czasu i przestrzeni tak nazywany był na Uversie. I ten wznoszący się śmiertelnik, przynajmniej wspaniała osobowość idealnie zbliżona do duchowego stadium wznoszących się śmiertelników, żył i działał na Uversie jedenaście lat standardowego czasu Orvontonu. Ta istota otrzymywała zadania i wykonywała obowiązki duchowego śmiertelnika, takie same, jakie wykonują jego bracia z różnych wszechświatów lokalnych Orvontonu. We „wszystkim był doświadczany i próbowany, tak samo jak jego bracia” i we wszelkich sytuacjach okazał się wart zaufania i wiary swych przełożonych, podczas gdy nieustannie zjednywał szacunek i lojalne uwielbienie swych duchowych braci.

119:5.3 (1315.1) Z ogromnym zainteresowaniem śledziliśmy na Salvingtonie działalność tego duchowego pielgrzyma, dobrze wiedząc, dzięki temu, że Gabriel był z nami, iż ten skromny i pozbawiony numeru pielgrzym duchowy nie był nikim innym jak obdarzającym władcą naszego wszechświata lokalnego. Pierwsze pojawienie się Michała, wcielonego w jedno stadium ewolucyjne śmiertelnika, było wydarzeniem, które poruszyło i oczarowało cały Nebadon. Słyszeliśmy o tych rzeczach, ale teraz to zobaczyliśmy. Michał pojawił się na Uversie jako w pełni ukształtowany i doskonale przeszkolony, duchowy śmiertelnik i jako taki prowadził swą działalność, aż do momentu awansowania grupy wznoszących się śmiertelników do Havony; po czym rozmawiał z Pradawnymi Czasu i bezzwłocznie, w towarzystwie Gabriela, opuścił nagle i bezceremonialnie Uversę, pojawiając się krótko potem na swym zwyczajnym miejscu, na Salvingtonie.

119:5.4 (1315.2) W końcu uświadomiliśmy sobie, dopiero po zakończeniu tego obdarzenia, że Michał prawdopodobnie zamierzał się wcielać w formy różnych klas osobowości wszechświatowych, od najwyższych Melchizedeków, aż do śmiertelników z krwi i kości, żyjących na ewolucyjnych światach czasu i przestrzeni. Mniej więcej w tym czasie kolegia Melchizedeków zaczęły nauczać, że Michał może wcielić się kiedyś w cielesnego śmiertelnika i pojawiło się wiele spekulacji odnośnie ewentualnej metody takiego, trudnego do zrozumienia obdarzenia. To, że Michał osobiście występował w roli wznoszącego się śmiertelnika, przykuło na nowo szczególną uwagę wszystkich do całego systemu rozwoju istoty stworzonej, na całej jej drodze ku górze, zarówno przez wszechświat lokalny jak i superwszechświat.

119:5.5 (1315.3) Metoda przeprowadzania tych kolejnych obdarzeń wciąż pozostaje tajemnicą. Nawet Gabriel przyznał, że nie pojmuje, w jaki sposób Rajski Syn i Stwórca wszechświata może przybierać, według swej woli, osobowość jednej z podporządkowanych sobie istot i żyć jej życiem.

6. Szóste obdarzenie

119:6.1 (1315.4) Teraz, kiedy cały Salvington wiedział o przygotowaniach do zbliżającego się obdarzenia, Michał zwołał tych, co przebywali na planecie zarządu i po raz pierwszy wyjawił im resztę planu wcieleń, ogłaszając, że wkrótce opuści Salvington, aby działać jako morontialny śmiertelnik w domenie Najwyższych Ojców, na planecie zarządu piątej konstelacji. I wtedy, po raz pierwszy usłyszeliśmy zapowiedź, że siódme i ostatnie obdarzenie będzie dokonane na pewnym świecie ewolucyjnym, w formie ciała śmiertelnego.

119:6.2 (1315.5) Zanim Michał opuścił Salvington, idąc obdarzać po raz szósty, przemawiał do zebranych mieszkańców tej sfery a potem odleciał, widziany dobrze przez wszystkich, w towarzystwie samotnego serafina i Gwiazdy Jasnej i Porannej z Nebadonu. Chociaż kierownictwo wszechświata znowu zostało oddane Emanuelowi, rozdzielono teraz szerzej obowiązki administracyjne.

119:6.3 (1315.6) Michał zjawił się w zarządzie piątej konstelacji jako dojrzały śmiertelnik morontialny, ze statusem wznoszenia się. Żałuję, że nie mogę ujawnić szczegółów działalności tego, morontialnego śmiertelnika bez numeru, jako że był to jeden z najbardziej niezwykłych i zadziwiających okresów w tych czasach, kiedy Michał dokonywał obdarzeń, nie wyłączając nawet jego dramatycznego i tragicznego pobytu na Urantii. Jednak pośród wielu ograniczeń jakie mi nałożono, gdy przyjmowałem to zlecenie, jest jedno, które mi zabrania objawiania szczegółów tej wspaniałej działalności Michała, jako morontialnego śmiertelnika z Endantum.

119:6.4 (1316.1) Kiedy Michał wrócił z tego, morontialnego obdarzenia, było dla nas wszystkich jasne, że nasz Stwórca stał się bratnią nam istotą, że Władca Wszechświata jest przyjacielem i wyrozumiałym pomocnikiem nawet najniższych istot inteligentnych, stworzonych w jego domenach. Już poprzednio zauważyliśmy to stopniowe przyswajanie punktu widzenia istoty stworzonej w administracji wszechświata, gdyż pojawiało się ono stopniowo, jednak widać to było znacznie lepiej po zakończeniu obdarzenia w formie śmiertelnika morontialnego, a jeszcze bardziej po powrocie Michała z jego życia jako syna cieśli na Urantii.

119:6.5 (1316.2) Gabriel powiedział nam wcześniej, kiedy Michał skończy obdarzenie morontialne i dlatego też zorganizowaliśmy mu odpowiednie przyjęcie na Salvingtonie. Zebrało się wiele milionów istot ze światów zarządu konstelacji Nebadonu a większość tych, co przebywali na światach przyległych do Salvingtonu, też przybyła, aby powitać Michała, jak będzie wracał do obowiązków zarządzania swoim wszechświatem. W odpowiedzi na nasze liczne przemowy powitalne i wyrazy uznania dla Władcy, tak głęboko zainteresowanego stworzonymi przez siebie istotami, Michał odpowiedział tylko: „Po prostu wykonuję polecenia mojego Ojca. Robię tylko to, co sprawia przyjemność Rajskim Synom, którzy kochają i pragną rozumieć istoty przez siebie stworzone”.

119:6.6 (1316.3) Od tamtego dnia aż do tej godziny, kiedy Michał zaczął swą przygodę na Urantii jako Syn Człowieczy, cały Nebadon wciąż rozprawiał o różnych czynach ich Suwerennego Władcy, który działał na Endantum, wcielając się w obdarzającego śmiertelnika morontialnego, wznoszącego się ewolucyjnie, będąc próbowany we wszystkim tak samo, jak jego bracia ze światów materialnych całej konstelacji, w której przebywał.

7. Siódme i ostatnie obdarzenie

119:7.1 (1316.4) Dziesiątki tysięcy lat wyglądaliśmy tego momentu, kiedy Michał dokona swego siódmego i ostatniego obdarzenia. Gabriel mówił nam, że to końcowe obdarzenie powinno się odbyć w formie ciała śmiertelnego, ale zupełnie nic nie wiedzieliśmy o tym, kiedy, gdzie i w jaki sposób nastąpi ta ostateczna przygoda.

119:7.2 (1316.5) Publiczne obwieszczenie, mówiące, że Michał wybrał Urantię za scenę swego końcowego obdarzenia, zostało zrobione zaraz po tym, jak się dowiedzieliśmy o odstępstwie Adama i Ewy. Tak więc, przez ponad trzydzieści pięć tysięcy lat świat wasz zajmował szczególnie eksponowane miejsce w radach całego wszechświata. Nie było żadnych tajemnic (oprócz misterium wcielenia) związanych z jakimkolwiek posunięciem zrobionym w sprawie obdarzenia Urantii. Od początku do końca, do ostatecznego i tryumfalnego powrotu Michała do Salvingtonu, jako najwyższego Władcy Wszechświata, wszystko, co się zdarzyło na waszym małym, ale bardzo szanowanym świecie, było w pełni rozgłaszane we wszechświecie.

119:7.3 (1316.6) Podczas gdy wierzyliśmy, że taka metoda może być zastosowana, że Michał może się zjawić na Ziemi jako bezbronne niemowlę tej domeny, nie byliśmy tego pewni, aż do czasu, kiedy to się zdarzyło. Jak dotąd, Michał zawsze pojawiał się jako w pełni rozwinięta jednostka, należąca do grupy osobowości wybranych do obdarzenia, więc kiedy transmisja z Salvingtonu doniosła, że na Urantii, w Betlejem, urodziło się dziecko, było to przejmujące obwieszczenie.

119:7.4 (1316.7) Potem, nie tylko zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nasz Stwórca i przyjaciel dokonał najbardziej niebezpiecznego posunięcia w całej swej działalności, ryzykując najwyraźniej swą pozycję i autorytet podczas tego obdarzenia w formie bezradnego niemowlęcia, ale zrozumieliśmy również, że jego doświadczenie zdobyte w tym końcowym, ludzkim obdarzeniu, może osadzić go wiecznie na tronie, jako niezaprzeczalnego i najwyższego władcę wszechświata Nebadonu. Przez jedną trzecią wieku czasu ziemskiego, wszystkie oczy ze wszystkich części tego wszechświata lokalnego skierowane były na Urantię. Wszystkie istoty inteligentne rozumiały, że trwa ostatnie obdarzenie a ponieważ już dawno wiedzieliśmy o buncie Lucyfera w Satanii i nielojalności Caligastii na Urantii, dobrze rozumieliśmy intensywność zmagań, które mogły teraz nastąpić, kiedy nasz władca raczył się wcielić na Urantii, w skromnej formie i na podobieństwo ciała śmiertelnego.

119:7.5 (1317.1) Jeszua ben Józef, żydowskie dziecko, było poczęte i zrodzone dla świata tak jak wszystkie inne dzieci przed nim i po nim, z tym wyjątkiem, że to właśnie dziecko było wcieleniem Michała z Nebadonu, Boskiego Syna z Raju i stwórcy całego tego wszechświata lokalnego rzeczy i istot. I ta tajemnica, wcielenia Bóstwa w ludzką formę Jezusa, skądinąd naturalnie pochodzącą z tego świata, pozostanie na zawsze nierozwiązana. Nawet w wieczności, nigdy nie poznacie metody wcielenia Stwórcy w formę i na podobieństwo istot przez niego stworzonych. To jest tajemnica Sonaringtonu a takie tajemnice znają jedynie ci Boscy Synowie, którzy przeszli doświadczenie obdarzeniowe.

119:7.6 (1317.2) Pewni ziemscy mędrcy wiedzieli o zbliżającym się przybyciu Michała. Dzięki kontaktom jednego świata z drugim, mędrcy ci, obdarzeni wnikliwością duchową, dowiedzieli się o nadchodzącym obdarzeniu Urantii przez Michała. I poprzez istoty pośrednie, serafin ogłosił to grupie kapłanów chaldejskich, których szefem był Ardnon. Ci Boży ludzie odwiedzili nowo narodzone dziecię w żłobie. Jedynym nadnaturalnym zdarzeniem, związanym z narodzinami Jezusa, było to właśnie obwieszczenie dla Ardnona i jego towarzyszy, dokonane przez serafina, poprzednio przydzielonego do Adama i Ewy w pierwszym ogrodzie.

119:7.7 (1317.3) Ludzcy rodzice Jezusa byli zwykłymi ludźmi tamtego czasu i pokolenia, a więc wcielony Syn Boga został zrodzony z kobiety i wychowywany w normalny sposób, tak jak dzieci tej rasy i tej epoki.

119:7.8 (1317.4) Historia pobytu Michała na Urantii, narracja o obdarzeniu waszego świata Synem Stwórcą w charakterze śmiertelnika, jest sprawą wykraczającą poza zakres i cel tej opowieści.

8. Postobdarzeniowy status Michała

119:8.1 (1317.5) Po końcowym i udanym obdarzeniu Urantii, Michał nie tylko został zaakceptowany przez Pradawnych Czasu jako suwerenny władca Nebadonu, ale został także uznany przez Ojca Wszechświatowego jako ugruntowany szef wszechświata lokalnego, który sam stworzył. Ten właśnie Michał, po powrocie do Salvingtonu jako Syn Człowieczy i Syn Boży, został ogłoszony stałym władcą Nebadonu. Z Uversy nadeszła ósma proklamacja o władzy Michała, podczas gdy z Raju przyszło wspólne oświadczenie Ojca Wszechświatowego i Wiecznego Syna, ustanawiające ową jedność Boga i człowieka jedyną głową wszechświata i nakazujące Jednoczącemu Czasu, przebywającemu na Salvingtonie, wyrażenie intencji odejścia do Raju. W zarządzie konstelacji Wierni Czasu także zostali poinstruowani, aby ustąpić z rad Najwyższych Ojców. Jednak Michał nie chciał się zgodzić na odejście Synów Trójcy – doradców i współpracowników. Zebrał ich na Salvingtonie i osobiście prosił, aby na zawsze pełnili swe obowiązki w Nebadonie. Wyrazili oni pragnienie przestrzegania zarządzeń swych przełożonych z Raju i niedługo potem zostały wydane te rozporządzenia, które oddzieliły ich od Raju i na zawsze przydzieliły tych Synów wszechświata centralnego do otoczenia Michała z Nebadonu.

119:8.2 (1318.1) Potrzeba było prawie miliarda lat czasu Urantii, aby się dopełniła obdarzająca działalność Michała i ugruntowała się w końcu jego najwyższa władza we wszechświecie przezeń stworzonym. Michał zrodzony był jako stwórca, kształcił się jako administrator, praktykę odbył jako organizator, jednak trzeba było, aby swą władzę zdobył przez doświadczenie. Tak więc wasz mały świat stał się znany w całym Nebadonie jako ta arena, na której Michał dopełnił tego doświadczenia, jakie jest wymagane od każdego Rajskiego Syna Stwórcy zanim otrzyma nieograniczoną kontrolę i kierownictwo nad wszechświatem przezeń stworzonym. Kiedy będziecie się wznosić we wszechświecie lokalnym, dowiecie się więcej o ideałach osobowości odnoszących się do poprzednich obdarzeń Michała.

119:8.3 (1318.2) Michał, kończąc swe obdarzenia w charakterze istot przezeń stworzonych, nie tylko umocnił swą własną władzę, ale także poszerzył rozwijającą się władzę Boga Najwyższego. Podczas tych obdarzeń, Syn Stwórca, w trakcie swego zstępowania, nie tylko badał różne rodzaje osobowości istot stworzonych, ale także objawił rozmaicie zróżnicowaną wolę Rajskich Bóstw, których syntetyczna jedność, objawiona przez Najwyższych Stwórców, jest objawieniem woli Istoty Najwyższej.

119:8.4 (1318.3) Te różne aspekty woli Bóstw są wiecznie uosobione w zróżnicowanych naturach Siedmiu Duchów Nadrzędnych i każde obdarzenie Michała było specyficznym objawieniem jednego z przejawów tej boskości. W czasie swego melchizedekowego obdarzenia, przejawiał on zjednoczoną wolę Ojca, Syna i Ducha; podczas swego lanonandekowego obdarzenia, wolę Ojca i Syna; w obdarzeniu adamicznym objawił wolę Ojca i Ducha a w obdarzeniu seraficznym wolę Syna i Ducha; w obdarzeniu w charakterze śmiertelnika, na Uversie, obrazował wolę Wspólnego Aktywizatora; w morontialnym obdarzeniu w charakterze śmiertelnika, wolę Wiecznego Syna a w materialnym obdarzeniu na Urantii żył wolę Ojca Wszechświatowego jako śmiertelnik z krwi i kości.

119:8.5 (1318.4) Ukończenie tych siedmiu obdarzeń wyzwoliło najwyższą władzę Michała a także stworzyło możliwość władania Najwyższego w Nebadonie. Żadne obdarzenie Michała nie objawiło Boga Najwyższego, jednak całkowita suma jego siedmiu obdarzeń jest nowym, nebadońskim objawieniem Istoty Najwyższej.

119:8.6 (1318.5) W doświadczeniu zstępowania od Boga do człowieka, Michał wznosił się równocześnie od częściowości przejawiania się do najwyższości skończonego działania i finalizmu wyzwolenia jego potencjału do działania absonicznego. Michał, Syn Stwórca, jest stwórcą czasowo-przestrzennym, ale Michał, jako siedmioraki Syn-Mistrz, jest członkiem jednego z boskich korpusów tworzących Trójcę Ostateczną.

119:8.7 (1318.6) Objawiając wolę Trójcy w Siedmiu Duchach Nadrzędnych, Syn Stwórca doświadczył objawiania woli Najwyższego. Michał, działając jako objawiciel woli Najwyższości, razem ze wszystkimi innymi Synami-Mistrzami utożsamił się wiecznie z Najwyższym. W tej epoce wszechświata objawia on Najwyższego i bierze udział w aktualizowaniu się władzy Najwyższości. Wierzymy jednak, że w następnej epoce wszechświata będzie współpracował z Istotą Najwyższą w pierwszej Trójcy empirycznej, we wszechświatach przestrzeni zewnętrznej i dla tych wszechświatów.

119:8.8 (1319.1) Urantia jest świątynią dla całego Nebadonu, z którą wszyscy związani są uczuciowo, najważniejszą z milionów zamieszkałych światów, ludzką ojczyzną Chrystusa Michała, władcy całego Nebadonu, melchizedekowego opiekuna domen, zbawiciela systemu, adamicznego odkupiciela, brata seraficznego, towarzysza wznoszących się duchów, zaawansowanego w morontii, Syna Człowieczego w ciele materialnym i Planetarnego Księcia Urantii. I wasze zapisy prawdę mówią, kiedy stwierdzają, że ten sam Jezus obiecał kiedyś wrócić do świata swego końcowego obdarzenia, do Świata Krzyża.

119:8.9 (1319.2) [Przekaz ten, opisujący siedem obdarzeń dokonanych przez Chrystusa Michała, jest sześćdziesiątym trzecim z grupy narracji, nadzorowanych przez liczne osobowości, przedstawiających historię Urantii aż do pojawienia się na Ziemi Michała w formie ciała materialnego. Przekazy te zostały zatwierdzone przez nebadońską komisję, złożoną z dwunastu członków, działającą pod kierownictwem Mantutii Melchizedeka. Zredagowaliśmy te opowiadania i wyraziliśmy je w języku angielskim, metodą zatwierdzoną przez naszych zwierzchników, w roku 1935 n.e. czasu Urantii.]

O fundacji

  • Kim jesteśmy
  • Historyczne zdjęcia
  • Fotogaleria
  • Skontaktuj się z nami
  • Urantia Press

O książce

  • Czytaj
  • Pobierz
  • Ways to Give

Pomóż

  • Pomóż teraz

Wiadomości i wydarzenia

  • Kalendarz

Zarządzanie

  • Deklaracja Powiernictwa
  • Ochrona prywatności
  • Misja

Source URL: https://www.urantia.org/pl/ksiega-urantii/czesc-iii-historia-urantii